Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
45 osób interesuje się tą książką
Największą miłością Caroline Moss od zawsze był taniec, dlatego całą swoją uwagę skupia na przygotowaniach do ważnych zawodów. Nawet ciągłe konflikty ze znienawidzonym ojcem o jej nadmierne imprezowanie i coraz większe problemy w szkole nie są w stanie zachwiać jej przekonaniem, że nad wszystkim panuje.
Do planów Caroline nie pasuje za to Niall Anderson – przystojny i zabawny futbolista, który coraz częściej pojawia się w jej otoczeniu. Ona jednak traktuje ich relację jak kolejną niezobowiązującą i bezpieczną grę, ponieważ przywykła do rozdawania kart.
Jedna noc wystarcza, by straciła coś, czego nie potrafi nawet nazwać, a własny umysł staje się jej wrogiem. Choć pozornie wokół nic wielkiego się nie zmieniło, z każdym dniem dziewczynie trudniej przychodzi udawać, że nadal pozostała tą samą Caroline.
Problem w tym, że pewnych zmian nie da się nie zauważyć, a znaków nie można ignorować bez końca. Dlaczego tak trudno jest jej cokolwiek sobie przypomnieć?
Przed Caroline wiedziała, kim jest.
W trakcie przestaje ufać samej sobie.
Po próbuje poskładać w całość to, co zostało.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 510
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Izabella Nowaczyk
Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Anna Łakuta-Rudzka
Korekta: Katarzyna Chybińska, Monika Baran, Emilia Ziarnik
Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek
Skład wersji elektronicznej: Michał Latusek | konwersja.net
ISBN 978-83-8470-065-5 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
www.wydawnictwoniezwykle.pl
Wydawnictwo NieZwykłe
wydawnictwoniezwykle
Wyd_NieZwykle
wydawnictwoniezwykle
Historia przeznaczona jest dla osób powyżej osiemnastego roku życia. Pojawiają się w niej tematy i sceny, które dla wrażliwszych czytelników mogą okazać się przytłaczające. Trigger warningi (uwaga, zawierają spojlery): zażywanie narkotyków i alkoholu, wulgarny język, przemoc seksualna, problemy natury psychicznej, myśli samobójcze, samookaleczanie.
Proszę, zadbaj o swój komfort. Jeśli któryś z tematów jest dla Ciebie szczególnie trudny, przemyśl wybór tej pozycji.
Dla tych, którzy zaczęli mylić kroki, choć choreografia i muzyka się nie zmieniły.
Flo Rida feat. T-Pain – Low
Aliyah’s Interlude – IT GIRL
Bell Biv DeVoe – Poison
Kesha – Die Young
Tate McRae&F1 The Album – Just Keep Watching
Miley Cyrus – Party in the U.S.A
Taylor Swift – Anti-Hero
Icona Pop feat. Charli XCX – I Love It
Sabrina Carpenter – Manchild
Lady Gaga – LoveGame
Charli XCX feat. Lorde – Girl, so confusing
Tate McRae – Purple lace bra
Listopad 2011
Na trening przyszłam lekko spóźniona, co popsuło mi humor. Lubiłam mieć przynajmniej trzydzieści minut zapasu przed rozpoczęciem, a przez telefon ojca zostało ich zaledwie dziesięć.
Drzwi od naszej sali szwankowały, więc naparłam na nie biodrami i wpadłam do środka. Jak na zawołanie reszta grupy posłała w moją stronę ciekawskie spojrzenia.
– Cześć – powiedziałam wesoło i stanęłam na ulubionym miejscu. Od razu zabrałam się za rozciąganie. Po sześciu latach treningu tańca towarzyskiego moje ciało wykonywało rozgrzewkę automatycznie.
Przerzuciłam się na styl uliczny ponad trzy lata temu i mocno odstawałam od reszty. Często nie żałowali sobie uszczypliwych komentarzy na temat mojej sztywności.
Dlatego ciężko pracowałam i śmiało mogłam uznać się za jedną z lepszych w całej grupie. Przyjaciele uważali, że byłam najlepsza, ale skromność to pożądana cecha, dlatego się z nimi nie zgadzałam. Bynajmniej nie przy innych.
– Podobno Nico nie jest dziś w dobrym humorze – odezwała się Aria do Damona. Zerkałam na nich zaciekawiona w lustrze. Uwielbiałam plotki! – Możliwe, że znów pokłócił się z Katherine.
Ostatnio nasz trener przechodził gorszy okres i chcąc nie chcąc, obrywało się też nam. Był mniej wyrozumiały.
– Niech rzuci tę wariatkę – odpowiedział jej Zack i zostawił bluzę pod ścianą.
Zdarzało się, że dziewczyna Nico przychodziła do studia i urządzała mu sceny zazdrości na korytarzu. Tego nikt wolał nie pominąć. Po prostu kino.
– Może się boi – zawyrokowała Aria i jak na zawołanie do sali wszedł trener.
Automatycznie się wyprostowałam, a brodę lekko uniosłam. Zauważył to i zrobił palcem koło w powietrzu, co w wolnym tłumaczeniu oznaczało: cofnij to.
Nic nie umknęłoby jego uwadze.
– Ustawienie – klasnął w ręce – i chcę widzieć energię.
Stanęłam w pierwszym rzędzie, tam, gdzie moje miejsce, i czekałam na muzykę. Listopad to okres, w którym każdy z nas był zmęczony i zły, bo zaczynaliśmy przygotowania do stanowych zawodów odbywających się w czerwcu i dopiero wdrażaliśmy się w układ.
Nico zawsze cisnął nas wtedy najmocniej.
– Obudźcie się! – krzyknął.
Zacisnęłam szczęki i kontynuowałam taniec. Pochyliłam się do przodu i gwałtownie cofnęłam, po czym ugięłam kolana w rytm piosenki.
Nico stał akurat przy mnie, ale nijak tego nie skomentował, co było równoznaczne z komplementem.
Nasza grupa nie poruszała się identycznie, natomiast na tak wczesnym etapie to normalne. Ktoś się spóźnił. Ktoś za bardzo przyśpieszył.
Nico naprawdę miał paskudny humor, bo nawet to go irytowało.
Muzyka ucichła.
– Zack, nie robisz tego – poruszył ramionami – na trzy-cztery, tylko na cztery-pięć. Od początku.
Zdążyłam jedynie dmuchnąć, żeby pozbyć się z twarzy włosa, i znów weszłam w rytm piosenki Low.
Nie odrywałam wzroku od lustra, uważnie nadzorując każdy swój ruch. Na szczęście moje ciało działało automatycznie. Szybko łapałam układy i nie musiałam się zastanawiać nad kolejnym elementem. Po prostu je wykonywałam. Usta rozciągałam w uśmiechu i jarałam się każdą sekundą.
Nico twierdził, że to mój największy atut. Autentycznie cieszyłam się tańcem i dało się to odczuć. Energia, jaka ode mnie biła, była nie do podrobienia. Jego słowa.
– Niżej! Podłoga nie parzy! – krzyczał co jakiś czas.
Słuchałam wskazówek i poprawiałam to, co mogłam. Nico chodził między nami i szeptał komentarze do tancerzy. Wyszczerzyłam się bardziej, gdy przyszedł do mnie. Zatrzymał się i przyłożył palce do ust.
– To nie jest pokaz mody. Po prostu tańcz – mruknął.
Nie zareagowałam, choć normalnie wdałabym się w dyskusję na ten temat.
Obrót, pięta, palce, pięta, palce, druga noga.
Przecież wykonywałam swoje zadanie niemal perfekcyjnie. Nie zwracałam uwagi na to, czy dobrze wyglądałam, tylko na to, czy moje ruchy pozostawały przyjemne dla oka. To musiało być przedstawienie.
Czasem odnosiłam wrażenie, że Nico czepiał się mnie dla zasady, bo zazwyczaj jego komentarze dotyczyły tego, co moim zdaniem nie stanowiło problemu, a gdy faktycznie zasługiwałam na krytykę, jakimś cudem tego nie widział.
– Lepiej – oznajmił i stanął z boku. – Nadal jednak za mało energii. Zasypiam!
Koszulka zaczęła kleić mi się do ciała, oddech przyśpieszył, ale nie zwolniłam. Skrzyżowałam nogi i gwałtownie się zatrzymałam. Zauważyłam, że trener przytaknął z uznaniem.
No w końcu.
Wyrzuciłam ramiona w powietrze i uśmiechnęłam się do Arii. Wymiataliśmy. Znaczące chrząknięcie przywróciło nas do rzeczywistości.
No tak. Skupienie.
W przeciwieństwie do innych nigdy nie spieszyłam się do domu. Zazwyczaj wychodziłam z szatni jako ostatnia i tak też było w tym przypadku.
Czasem też zatrzymywałam się przy sali i obserwowałam dawnych kolegów z grupy. Czułam nostalgię i dziwną pustkę na myśl o tańcu towarzyskim, ale to nic dziwnego, przecież poświęciłam mu sześć lat życia i całe serce.
– Caroline!
Odwróciłam się i podeszłam do Nico. Podejrzewałam, o czym chciał pogadać.
– Co tam? – spytałam jak gdyby nigdy nic.
– Nie dostałem od ciebie żadnej informacji na temat twojego solowego występu. Kiedy go zaprezentujesz?
Wiedziałam.
– Niedługo. Nie wybrałam jeszcze piosenki.
– Nie siedzą ci moje propozycje? Są za mało młodzieżowe? – Udał oburzenie.
Nico Winslow to dwudziestosiedmioletni utalentowany tancerz i choreograf z Nowego Jorku. Kto jak kto, ale on znał się na muzyce.
– Mówisz tak, jakbyś miał z czterdzieści lat – prychnęłam. – Nie zajrzałam do twojej listy. Byłam zajęta.
– Zajmij się tym w najbliższym czasie. Chciałbym zacząć przygotowania. Trzeba powtórzyć sukces z tego roku.
Zaśmiałam się, ale szybko zamarłam, gdy zobaczyłam osobę wychodzącą z sali. On również nie udawał, że nie istniałam, co było boleśniejsze. Wolałabym widzieć obojętność niż pogardę.
Nie dziwiłam się. Zasłużyłam.
Kai Barrett to mój najlepszy… były najlepszy przyjaciel i też były partner. Wystawiłam go krótko po zdobyciu przez nas kwalifikacji na mistrzostwa krajowe. Nie cieszyły mnie już te wszystkie kostiumy i tona lakieru we włosach. Pragnęłam eksperymentować z kolorami, a taniec towarzyski mi to uniemożliwiał.
Wydawało mi się, że postąpiłam fair, mówiąc Kaiowi o tym wystarczająco wcześnie, żeby zdążył znaleźć zastępstwo i ponownie się zakwalifikować. On był innego zdania. Nie rozumiał, że od dłuższego czasu nie czułam się dobrze i dotrwałam do tych zawodów jedynie dla niego, ale nie dałam rady dalej. Błagał, żebym się wstrzymała. Mieliśmy szansę na Mistrzostwa Świata.
Nie zmieniłam zdania. Zrezygnowałam.
Kaiowi nie udało się uzbierać punktów, aby dostać się na krajowe zawody z Octavią. W kolejnym roku zdobyli aż drugie miejsce, ale to nie ostudziło jego gniewu. Nie odnowiliśmy kontaktu. Pozostaliśmy na wojennej ścieżce.
I praktycznie kilka razy w tygodniu mijaliśmy się w studiu.
Odprowadziłam go spojrzeniem, dopóki nie zniknął za rogiem. Nico pstryknął mi palcami przed twarzą.
– Skup się.
Potrząsnęłam głową.
– Tak. Przygotuję układ. Daj mi trochę czasu. Wiesz, że szybko łapię – oznajmiłam z przesadną pewnością w głosie.
– Żeby cię to nie zgubiło. Dwa tygodnie i pokazujesz, co masz – poinformował tonem nieznoszącym sprzeciwu i odszedł.
Nie traciłam czasu i pobiegłam w kierunku wyjścia. Chwila zwłoki i mogłabym trafić na Kaia, a z racji, że mieszkaliśmy niedaleko siebie, szlibyśmy tą samą drogą. Tak. To chyba przez wstyd wolałam go unikać.
Założyłam słuchawki i podłączyłam je do telefonu. Nie miałam planów na resztę wieczoru, a moi przyjaciele wkuwali do testu, dlatego postanowiłam, że zrobię to samo.
Nie byłam najgorszą uczennicą, ale zdecydowanie nieobecnościami zapracowałam sobie na złą opinię wśród nauczycieli.
Kilkanaście minut tanecznego marszu i weszłam do domu. Mieszkałam na jednym z bogatszych osiedli w Traverse City. Każda posesja była zadbana aż do przesady, za co odpowiadali w większości wynajmowani ogrodnicy.
Chociaż w tym ojciec się wykazał. Po rozwodzie nie pozwolił, żeby mój i mamy poziom życia się pogorszył, więc płacił ogromne pieniądze, żeby nas utrzymać.
– Wróciłam!
Z salonu dobiegał hałas i tam też się skierowałam. Zmarszczyłam brwi na widok włosów mamy.
– Obcięłaś je.
– Ładnie, prawda? – spytała wesoło.
Nie bardzo.
Bob postarzał ją o kilka lat. Poza tym ten jasny kolor przyćmiewał jej urodę.
– Taa – mruknęłam nieprzekonująco. – Jak ci minął dzień?
Poprawiła się na kanapie i wróciła do oglądania serialu.
– Byłam u fryzjera, wyszłam szczęśliwa, a później odbyłam nieprzyjemną rozmowę z twoim ojcem. Prosił, żebyś się do niego odezwała.
– Niech się pierdoli – prychnęłam.
– Dokładnie to mu powiedziałam. – Zaśmiała się i sięgnęła po kieliszek z białym winem. – Nie jesteś dzieckiem. Masz swoją komórkę i wiesz, jak jej użyć, więc skoro tego nie zrobiłaś, to znaczy, że nie czujesz potrzeby, żeby do niego zadzwonić.
Od rozwodu zamieniłam z nim kilkanaście zdań, z czego większość o tym, aby się ode mnie odczepił. Zdradził mamę. Kobietę, której ślubował miłość, wierność aż po grób. I do tego ożenił się ponownie z laską młodszą o piętnaście lat. Nienawidziłam go za to, że założył nową rodzinę, a mama przeszła załamanie nerwowe i musiała zrezygnować ze stanowiska burmistrza.
Od tego czasu bardzo się zmieniła. Przestała pracować. Całkowicie skupiła się na kolejnych zabiegach upiększających, jodze, spotkaniach z przyjaciółkami. Jakby zapomniała, że poza zranioną kobietą była też matką, której potrzebowało dziecko.
Oddaliłyśmy się od siebie, ale nie miałam jej tego za złe. Starałam się ją rozumieć.
– Wychodzisz?
– Dziś nie. Jutro test – odpowiedziałam sennie.
Może jednak nie uda mi się pouczyć, ale przynajmniej pójdę wyspana na zajęcia. Jak na mnie to już coś.
– To dobrze, bo dzwonił Milsky. Chce się spotkać w sprawie twoich nieobecności.
Wydałam z siebie przeciągły jęk.
– Przecież nie mam aż tak złych ocen.
– Oczywiście, że nie. Spokojnie, ważne, że zdajesz, więc reszta nie powinna go interesować. Najwidoczniej musi przemyśleć metody wychowawcze swoich pracowników, skoro uczniom nie chce się przychodzić – powiedziała pogardliwie.
– Taa. Dzięki – wymamrotałam z dziwnym zawodem.
Kiedyś by mi na to nie pozwoliła, a ja w życiu nie odważyłabym się pójść na wagary.
I momentami tęskniłam za tym porządkiem. Wiedziałam, jak funkcjonować, bo miałam rodziców, którzy mogli mną pokierować, pokazać ścieżki i nawet ze mną nimi pójść. Teraz eksplorowałam je sama i czasem się gubiłam.
– Położę się. Dobranoc.
– Słodkich snów, skarbie. – Posłała mi buziaka w powietrzu.
Często odnosiłam wrażenie, jakbym mieszkała ze współlokatorką, a nie z własną mamą. Mijałyśmy się i mało rozmawiałyśmy.
Chyba faktycznie tęskniłam za przeszłością bardziej, niż sądziłam.
Dlatego z całego serca nienawidziłam ojca za obecną rzeczywistość w domu.
Bo przecież ktoś musiał być winny, a nie chciałam stracić ich obojga.
Listopad 2011
Rano żałowałam swojej decyzji o zrezygnowaniu z wyjścia na rzecz snu. I tak się nie wyspałam, a na dodatek czekał mnie test z chemii. Spojrzałam przez ramię na swój samochód, stojący na parkingu.
– Wybij to sobie z głowy – powiedziała z przesadzoną słodyczą w głosie Cassidy.
Po zauważeniu najlepszej przyjaciółki od razu rzuciłam jej się na szyję i obsypałam teatralnie buziakami. Wydała z siebie odgłos mający imitować obrzydzenie, ale to tylko gra. Zawsze się tak witałyśmy. Odsunęłam się z uśmiechem.
– Nie gadaj, że nie wolałabyś pojechać do mnie – powiedziałam oceniająco.
Stanęłyśmy pod ścianą budynku, tuż przy głównym wejściu, i czekałyśmy na resztę naszych przyjaciół.
Cass zakręciła wokół palca kosmyk blond włosów i niewinnie się uśmiechnęła.
– Oczywiście, że bym wolała, ale musimy chodzić do szkoły. Ty w szczególności. Wszyscy plotkują.
– I dobrze. O gwiazdach się mówi. Dzięki tej uwadze możemy błyszczeć – odparłam rozbawiona. – A tak serio, to wiesz, że mało mnie oni obchodzą.
Bo co mi po ich zdaniu? Większości uczniów nie zobaczę więcej po skończeniu ostatniej klasy. Nie zamienimy ze sobą ani słowa, więc dlaczego teraz miałabym przywiązywać do nich wagę?
Liczyli się dla mnie tylko przyjaciele, mama i Nico. To ich opinia była istotna.
No i moja, rzecz jasna.
Cassidy ciężko westchnęła, gdy zauważyła zbliżającego się Elliota, co oznaczało, że nie mogła ciągnąć tej pogadanki. Wolała prowadzić ją na osobności. Przy innych nigdy nie zwracała mi uwagi, a ja jej. Taka niepisana umowa.
– Wierzę, że to tylko tymczasowy stan – mruknęła jedynie.
Chłopak wystawił ręce w moim kierunku, na co się skrzywiłam.
– Masz farbę na palcach – skłamałam.
Od razu zaczął je sprawdzać. Uśmiechnęłam się pod nosem i wzruszyłam ramionami, widząc ostrzegawcze spojrzenie Cass.
Elliot Brown od jakiegoś czasu bawił się w rebelianta. Planował przewrót. Obalenie władzy. Znaczy… ja to sobie tak wyobraziłam, kiedy powiedział, że koniec z zasadami. Czas na bunt i odzyskanie głosu.
Okazało się, że po prostu postanowił ozdabiać miasto graffiti. Nieco się zawiodłam. Naprawdę podjarałam się na myśl, że zostaniemy rebeliantami. Z chęcią bym dołączyła.
Ale nocne wypady z nim bywały ekscytujące. Szczególnie dlatego, że jego rodzice to szanowani w mieście prawnicy. Gdyby dowiedzieli się, co wyczyniał ich jedynak… oj, urządziliby mu piekło na ziemi.
– Wiesz, że to przestało być zabawne jakieś pięć razy temu? – spytał z irytacją.
Zawsze czerwieniały mu uszy ze złości, dlatego tak bardzo cieszyła mnie ta mała gra.
– Jest, dopóki się na to nabierasz – odparłam wesoło, co go rozbroiło.
Już dawno zrozumiałam, że Elliota łatwo udobruchać. Wystarczyło się uśmiechnąć. No i nie przeciągać struny. Żarty musiały być krótkie.
– Umiecie coś?
Swoje pytanie kierował raczej do Cass. Z naszej paczki to oni uczyli się najlepiej, na czym tylko czasem korzystaliśmy, bo niestety nie wszystkie zajęcia mieliśmy razem.
– Oczywiście, że tak. Sto procent gwarantowane – odpowiedziała pewnie.
– Wiesz, że szanse na zdobycie maksa u Harris wynoszą jakieś dwa na milion? – odparował.
– Niby skąd wziąłeś takie dane?
– W wakacje pomagałem w sekretariacie i miałem dostęp do wszystkich testów z ostatnich pięciu lat. Nigdy nie robi identycznych, każdy starannie układa i nawet inaczej formułuje pytania. Wystarczy brak jednego słowa, które ona uzna za ważne, i obniża punktację. Już większe szanse masz na wygranie w loterii.
Jak dobrze, że zdobycie stu procent leżało daleko na mojej liście priorytetów. Chciałam zdać i tyle.
– Mój wybawca! – wykrzyknęłam uradowana na widok krótko obciętych jasnych włosów w tłumie. – Zabierz mnie od nich.
– Aż tak źle? – spytał z daleka Luka.
Wydałam z siebie głośny gwizd, kiedy zobaczyłam go w całej okazałości. Gdybym usłyszała, że ktoś zastanawia się na głos nad najlepiej ubierającym się chłopakiem w szkole, bez wahania wskazałabym właśnie jego. Znał się na modzie, a blog, który prowadził, odwiedzało miesięcznie kilka tysięcy osób. Był swego rodzaju lokalnym celebrytą.
I jednym z moich przyjaciół.
– Kłócą się. W sumie nic nowego. – Westchnęłam, po czym okręciłam się na pięcie, rozkładając teatralnie ręce. – Co uważasz?
Lubiłam dobrze wyglądać. I słyszeć komplementy na ten temat. W szczególności od Luki.
– Z pazurem – puścił mi oczko i przeczesał palcami moje kosmyki – ale je byś mogła ogarnąć. Pokłóciłaś się ze szczotką?
Za ten głupi żart oberwał w ramię. Włosy to największa zmora mojego życia… Stop. Cofam. Ojciec był największą zmorą, fryzura zaraz po nim.
– Dahlia napisała, że powinny być za pięć minut, ale nie musimy na nie czekać, jeśli nie chcemy się spóźnić – odezwał się Elliot, czytając wiadomość z grupowego czatu.
– Wolałbym dziś nie podpadać – mruknął Luka.
– Ja też – poparła go Cass.
Mnie wszystko jedno… choć chyba wolałabym zaczekać. Byliśmy paczką. Skoro ktoś miał podpaść, to my również. Mój pomysł nie zyskał jednak przychylności reszty.
– W takim razie zostań. My idziemy – oznajmiła Cassidy i razem z chłopakami pognała do klasy.
Czy oni w ogóle zwracali uwagę na to, co się działo dookoła? Tylko ja widziałam, że Dahlia i Hazel z jakiegoś powodu się od nas dystansowały? Może nieświadomie, ale to robiły.
Naprawdę rzadko się z czegokolwiek zwierzały. Nie pozwalały się poznać. W całości skupiły się na sobie i swojej przyjaźni.
Albo przesadzałam. Ta opcja też istniała.
Nauczyciele zgarniali uczniów do środka, więc schowałam się za filarem. Udało mi się zostać niezauważoną i przez to poczułam chęć ucieczki. Wystarczyłoby dostać się na tyły i przejść przez płot. Bułka z masłem. W sumie skąd to się w ogóle wzięło?
Zostawiłam to pytanie bez odpowiedzi, bo na parking podjechał samochód. Niecałą minutę później wypadły z niego dwie dziewczyny. Rudowłosa to Dahlia Griffin, a czarne włosy należały do Hazel Brooks.
Gdy stała z nimi Cassidy, nazywałam je Atomówkami. Niestety mój niebieski kolor pasował jedynie do Koraliny.
Powinnam pokazać się im wcześniej, ale chciałam posłuchać, czy rozmawiały o czymś ciekawym. Nie uważałam podsłuchiwania za niewłaściwe, o ile nie miało się złych intencji. Nie zamierzałam przekazywać usłyszanych informacji dalej. Chciałam pomóc naszej przyjaźni rozkwitnąć. Sprawdzić, czy się myliłam i faktycznie dzieliły się sekretami jedynie ze sobą, a przez to, że mnie do siebie nie dopuszczały, pragnęłam wiedzieć więcej i więcej.
To normalne?
– …strasznie panikuję. Uczyłam się, jednak ze stresu o wszystkim zapominam – odezwała się Hazel.
Och. Nic szczególnego.
Wyszłam dosłownie przed nimi, na co obie podskoczyły.
– Jezus, Caroline – pisnęła Dahlia, pocierając energicznie klatkę piersiową – przestraszyłaś nas.
– Czekałam na was. Tamte lamusy nie chciały się spóźnić, ale ja cenię lojalność wyżej niż oceny, dlatego solidarnie z wami zgarnę opieprz – zapowiedziałam uroczyście i nie czekając na odpowiedź, weszłam między dziewczyny i chwyciłam każdą pod ramię. – Jak trzej muszkieterowie.
– Raczej skazańcy idący na rzeź – wymamrotała Hazel. Zawsze mówiła tak cicho i niepewnie. Momentami trudno było ją zrozumieć.
– Damy radę. Pewnie jeszcze nie rozdała testów – powiedziała pocieszająco Dahlia.
Nie potrafiłam stwierdzić, do której było mi bliżej.
Dahlia to poetka, ale na próżno szukać u niej nieśmiałości i delikatności, z którymi wcześniej kojarzyła mi się poezja. Ona była odważna, twardo stąpała po ziemi i potrafiła się postawić. No i chyba nigdy nie słyszałam, żeby mówiła o miłości. Jakby to słowo nie istniało w jej słowniku.
– Przepraszamy za spóźnienie – odezwała się jako pierwsza po wejściu do klasy.
Wszyscy uczniowie siedzieli już na wyznaczonych przez nauczycielkę miejscach i z grobowymi minami wpatrywali się przed siebie. Może faktycznie przyszłyśmy na rzeź.
– Panienek nie obowiązuje zegarek? – zapytała groźnym tonem Harris.
Hazel spuściła głowę i z nerwów skubała skórki przy paznokciach. Jak tak dalej będziemy stały, to doskubie się do kości, czy coś.
– W zasadzie mój zegarek wskazuje, że dopiero teraz zaczyna się lekcja, więc według niego jesteśmy w samą porę. – Na dowód spojrzałam na nadgarstek i niedziałający mechanizm. Już dawno miałam wymienić baterie, ale Harris nie musiała o tym wiedzieć. – Nie można nas ukarać za to, że firmy produkujące zegarki nie stworzyły jakiegoś systemu, dzięki któremu każdy z nich wskazywałby dokładnie tę samą godzinę. To by wiele ułatwiło. – Uśmiechnęłam się w sposób, który wkurzał większość kadry pedagogicznej. Nie wiedziałam czemu. Na chłopców działało to wręcz przeciwnie. – Albo mój zegarek się spóźnia, albo ten – wskazałam na ścianę – za bardzo pędzi. Skąd pewność, kto ma rację?
O Harris krążyły legendy, dlatego gdy okazało się, że w tym roku trafiliśmy na zajęcia właśnie z nią, chcieliśmy się wypisać. Niestety nie znaleźliśmy lepszej opcji, więc zostaliśmy.
I okej. To tyranka i na jej lekcjach czułam się, jakbym trafiła do wojska. Jednak była też człowiekiem. Posiadała więc słabości.
– Siadacie na przodzie. I żadnego słowa więcej – ostrzegła.
Nienawidziła mojego gadania i z tego powodu starała się ukrócać każdą naszą konwersację do absolutnego minimum.
W tamtym tygodniu dostałam pochwałę za to, że udało mi się wytrzymać godzinę bez zagadywania kolegów. Może kilka takich pochwał zamieni się na dodatkową ocenę z aktywności. W tym przypadku bierności.
Nie sprzeciwiłam się, bo zwyczajnie byłam na to zbyt zmęczona. Przypadło mi zaszczytne miejsce przed biurkiem Harris. Uśmiechnęłam się pod nosem. Szykowała się ciekawa godzina.
Zerknęłam w prawo. Hazel siedziała wyprostowana i z długopisem w dłoni czekała na test.
Totalne przeciwieństwo Dahlii. Wycofana, niepewna i raczej słuchacz niż rozmówca. Bardzo rozkwitła w ciągu ostatnich miesięcy, ale czułam, że stać ją na więcej. Dojrzewała i zyskiwała głos. Nie mogłam się doczekać, aż zobaczę jej pełen potencjał. Możliwe, że to do niej jednak mi bliżej.
Nasze spojrzenia się skrzyżowały, więc puściłam jej oczko na pokrzepienie. Dobrze się uczyła i wydawała się ogarnięta. Na pewno zda.
Do siebie niestety nie miałam takiego przekonania. Już pierwszy punkt okazał się… a nie, to miejsce na imię i nazwisko. Przynajmniej tego byłam pewna.
Uniosłam głowę i natknęłam się na zirytowany wzrok nauczycielki. Ciekawe, która z nas cierpiała w tej sytuacji mocniej.
Powiedziała bezgłośnie „pisz’’, a ja w odpowiedzi uśmiechnęłam się do niej w jej ulubiony sposób.
Z pewnością odejmie mi za to gdzieś punkty. No cóż… było warto.
Grudzień 2011
Niall Anderson nie odrywał ode mnie wzroku. Zmarszczyłam brwi. Czego chciał?
– Chyba wpadłaś mu w oko – zaszczebiotała Cassidy i wydała po tym przeciągły jęk rozpaczy. – Czy ktoś w tej szkole mógłby zainteresować się też mną? Usycham z pragnienia miłości.
– Nie. On wygląda, jakby zobaczył ducha. Ktoś zdecydowanie powinien podać mu wodę – mruknęłam zamyślona i przerwałam kontakt wzrokowy z futbolistą. – A co do ciebie… – wskazałam Cass widelcem – nie wiem, czy jest tu ktoś godny twojego serca. Twój wybranek pewnie przygotowuje się do egzaminów na Harvard.
– Albo pisze piosenkę – zasugerował Elliot.
Cassidy grała na gitarze w kapeli o nazwie Golden Motel. Był w niej również James, na którego jedynie narzekała, ale od nienawiści do miłości przecież jeden krok.
– Przysięgam, że wbiję wam nóż w oczy i…
– W takim razie chyba lepiej się oddalić – przerwała jej wesoło Dahlia, po czym obie z Hazel dosiadły się z tacami do stolika.
– Wy jesteście bezpieczne, o ile nie wspomnicie o tym gnojku – odpowiedziała uroczo, a nam posłała mordercze spojrzenie.
Nico:
Postępy? W czwartek zostaniesz po zajęciach. Pasuje?
Ja:
Do zobaczenia.
Nico:
Postępy? Wybrałaś muzykę?
Ja:
Życzę ci wspaniałego dnia:)
Nico:
Przez ciebie dorobię się siwych włosów.
Wygasiłam ekran, uśmiechając się złośliwie, co nie umknęło uwadze pozostałych.
– Kto to? – spytała niby od niechcenia Hazel.
– Mój trener.
– Aa, spoko, tak tylko pytam – odbąknęła.
– Nic się nie stało. Tylko pytasz.
Trzy miesiące temu odrobinę się między nami pogorszyło. Wszystko za sprawą plotki o mnie i jej bracie wychodzących wspólnie z imprezy. To znaczy… faktycznie opuściliśmy domówkę razem, ale nie robiliśmy żadnej z rzeczy sugerowanych przez innych.
Rozmawialiśmy, a w zasadzie to ja mówiłam, on słuchał mojego narzekania. Poniosło mnie i żałowałam, że tak wiele mu o sobie wygadałam. Liczyłam, że zachowa te informacje dla siebie i jak na razie tak było. Hazel nigdy nie zapytała wprost, co tak naprawdę się wydarzyło, ale przez dwa tygodnie po tej imprezie prawie się do mnie nie odzywała. Przez sytuację z byłą przyjaciółką wolałaby, żeby William pozostał daleko od jej koleżanek. Wyczuwałam to.
Nadal mnie sprawdzała.
– Idziemy dziś do Turnera? – skierowałam rozmowę na przyjemniejsze tory. – No weźcie. Nie chcę iść sama.
– To nie idź. Przecież wiesz, że nie możemy ciągle imprezować. Nasi rodzice nie są tacy wyluzowani jak twoja mama – odpowiedział mi Luka, na co reszta przytaknęła.
Tak ją sobie wyobrażali? Wyluzowaną samotną matkę? Wow. Pewnie mi nawet zazdrościli. Parsknęłam pod nosem na tę myśl.
– Powiedzcie, że śpicie u mnie i robimy projekt na ekologię. Wszyscy idą! My też musimy – zachęcałam.
Nikogo nie przekonałam. Świetnie. Czyli też musiałam odpuścić.
Tak, łatwo nawiązywałam nowe znajomości i nie miałam problemu, żeby bawić się sama, ale tak dawno nie poszli ze mną. Nie byliśmy już pierwszoroczniakami! Wiele osób zaczęło traktować nas poważnie.
– Dobra. Następnym razem się nie wywiniecie – skapitulowałam, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że następnym razem też nie uda mi się ich namówić.
Ojciec:
Kończysz o 15?
Boże.
Ten to potrafił idealnie trafić w moment. Zignorowałam wiadomość. Najchętniej bym zablokowała jego numer i miałabym spokój, ale wtedy wydzwaniałby do mamy albo na stacjonarny i musiałybyśmy go odłączyć. I tak do osiemnastki. Zabijcie mnie.
Odepchnęłam myśli o tym człowieku na bok i próbowałam nadążyć za rozmową przyjaciół.
Przez resztę przerwy czułam na sobie wzrok Nialla.
Nie stworzono mnie do siedzenia w domu. Poprawka: w pustym domu. Zaglądałam do każdego pomieszczenia, zabijając tym czas.
Dostałam zaproszenie na imprezę i świadomie z niej zrezygnowałam, bo faktycznie powinnam skupić się na uspokajaniu nauczycieli. Kac uniemożliwiłby mi przyjście do szkoły. Kolejne nieobecności.
Byłam grzeczna.
Finalnie rozłożyłam się na kanapie w salonie i zadzwoniłam do Cassidy. Nim się odezwała, zdołałam usłyszeć przeraźliwy wrzask jej sześcioletniego brata, Harry’ego. Na sekundę odsunęłam telefon od ucha.
– Cześć, co tam? – wydyszała, zamykając z trzaskiem drzwi. – Małe urwanie głowy.
– Myślę, że pół stanu go słyszało – zaśmiałam się. – Nudzę się.
Wyobraziłam sobie, jak właśnie przewróciła oczami.
– Podobno nauka pomaga na nudę.
– Kto tak mówi?
– Ja.
– Ty jesteś kujonem, a ja chyba powinnam cofnąć się do pierwszej klasy – westchnęłam. – Nie chcesz wpaść na noc? Może udzielisz mi korepetycji?
– Z którego przedmiotu?
– Z każdego? – odpowiedziałam niepewnie.
– CAROLINE!
– No przecież żartuję! Nie jest tak źle.
– Skup się na nauce. Chcę, żebyśmy odebrały dyplom razem – wyraźnie zaakcentowała ostatnie słowo.
I znów to samo. Kochałam Cassidy, ale miałam po dziurki w nosie jej matkowania. Rozumiałam, że się martwiła i tak dalej, natomiast to niczego nie dawało. Wręcz przeciwnie. Odechciewało mi się z nią gadać, bo ileż można słuchać o tym samym?
Skoro moja własna mama nie widziała problemu, to dlaczego ja sama miałabym się tym przejmować?
– Mogłabyś wpaść – wróciłam do odpowiedniego tematu.
– Dziś odpadam. Mama ma nockę.
Olivia Morgan pracowała w miejskim szpitalu jako pielęgniarka, a Cass, jako najstarsza, zajmowała się wtedy pozostałą czwórką rodzeństwa. W zasadzie je wychowywała. I choć nigdy się na to nie skarżyła, widziałam, że czasem bardzo ją męczyła konieczność zmiany planów na rzecz opieki.
– Możecie wszyscy przyjść – zaproponowałam.
Zaśmiała się.
– Innym razem. – Położyła się na łóżku, co wywnioskowałam po skrzypieniu drewnianego stelaża. – Wymyśliłaś już prezent dla Elliota?
– Gotówka. Przyda mu się na kaucję, gdy go przyłapią na niszczeniu miasta.
– Dobrze, że tego nie słyszy.
– Nie mam pojęcia. Wiesz, że jestem w tym beznadziejna. Co dać chłopakowi, który ma wszystko? – spytałam w przestrzeń. – W następnym roku zróbmy zasadę, że mówimy, co chcemy, żeby reszta nie musiała się zastanawiać.
– Wtedy to byłoby mało wyjątkowe.
– Wiesz, co jeszcze jest mało wyjątkowe? – Zmieniłam pozycję. Nogi oparłam na zagłówku, a głowa zwisała mi bezwładnie z kanapy. – Zestaw do kąpieli jako prezent, bo jeśli tak dalej pójdzie, to jedyne, co wymyślę.
Cassidy wylosowała Dahlię i z tego, co twierdziła, wszystko już przygotowała. Nie chciała zdradzić, co to takiego. Pewnie bała się, że ukradnę jej pomysł.
I miała rację. W akcie desperacji mogłabym ją skopiować.
Wydałam z siebie przeciągły jęk rozpaczy i główkowałam.
– Skarpetki…
– Nie żartuj sobie – przerwała mi z oburzeniem Cass.
– No co? Przecież każdy potrzebuje skarpetek – mruknęłam na swoją obronę. – Poduszka z moją twarzą, spreje, piżama, kubek z motywującym napisem – wymieniałam – co spodoba się komuś, kogo stać na wszystko?
– Coś, co do niego pasuje.
Zmrużyłam oczy i wpatrywałam się w sufit. Coś personalnego… wyjątkowego…
– Coś własnoręcznego! – wykrzyczałam uradowana. – Boże. Jestem genialna! – Zachwyt minął równie szybko, jak się pojawił. – Czyli co? – spytałam głupio.
– To twoje zadanie. Na pewno coś wymyślisz.
Chyba jednak wolałabym coś kupić. Moje zdolności manualne ograniczały się do w miarę ładnego spakowania prezentu, a czasem nawet to mnie pokonywało.
– Mam dwa tygodnie, żeby… – Urwałam, słysząc otwierające się drzwi wejściowe. – Muszę kończyć. Mama wróciła. Kocham cię.
– Ja ciebie.
Wyszłam na korytarz i stanęłam jak wryta na widok niespodziewanego gościa.
– Skąd masz klucze? – warknęłam.
Ojciec ściągnął z siebie kurtkę i odwiesił ją do szafy. Zupełnie tak, jakby nadal tu mieszkał.
– Wyjdź – nakazałam.
– Jestem właścicielem. Mam prawo tu przychodzić – odparł bez żadnego skrępowania i ruszył w stronę salonu.
– Straciłeś to prawo w momencie wsadzania kutasa w jakąś dziwkę.
Ta rozmowa źle się skończy.
Napisałam mamie SMS-a, licząc, że szybko się pojawi i wyrzuci stąd byłego męża. Jak śmiał tu przychodzić?
Rozsiadł się w fotelu, na co zacisnęłam pięść, bo w głowie pojawiły się wspomnienia. Codziennie w nim siadał i oglądał z mamą filmy. Dodawał mnóstwo masła do maślanego już popcornu i wmawiał nam, że to wcale nie było niezdrowe.
Jego głos sprowadził mnie do rzeczywistości.
– Musimy porozmawiać, a skoro ignorujesz moje telefony, postanowiłem wpaść w odwiedziny.
– Prezent na święta przelej na konto. Sprawa zamknięta. Dzięki, że wpadłeś. Było miło, do zobaczenia w styczniu – wypowiedziałam sztucznie uroczo.
Wydawał się równie mocno zirytowany co ja. Co najmniej, jakbym to ja wszystko zniszczyła. Udawał pierdolone niewiniątko.
– Dzwoniono do mnie ze szkoły. Opuszczasz lekcje.
Założyłam ręce na piersi i posłałam mu rozbawione spojrzenie. Serio? Zamierzał zgrywać zatroskanego ojca? Co to za szopka?
– Dlaczego tyle wagarujesz? Co się dzieje?
Rozejrzałam się, szukając ukrytej kamery. Byliśmy w jakimś programie, prawda? Niemożliwe, żeby okazał się aż takim idiotą, i zachowywał się w ten sposób, tak?
– Nauczyciele są na ciebie wściekli. Zdajesz sobie sprawę, że takie zachowanie może utrudnić ci zdanie do następnej klasy?
Parsknęłam niekontrolowanym śmiechem.
– Stop – uniosłam dłoń – trochę za późno na rolę ojca roku, wiesz o tym?
Napiął szczękę.
– Próbuję przeprowadzić z tobą normalną rozmowę.
– Więc przestań, bo ewidentnie ci to nie wychodzi.
– Dzwonił do mnie sam dyrektor.
– Do mnie kiedyś też, nie myśl, że jesteś przez to wyjątkowy. – Wzruszyłam ramionami. – Milsky’emu ewidentnie się nudzi po pracy i ma darmowe minuty, czy coś.
– Caroline.
Przygryzłam policzek od środka, słysząc niski ton jego głosu. Zawsze zwracał się do mnie w ten sposób, gdy coś przeskrobałam. W sensie… wcześniej, gdy byliśmy rodziną.
– Martwię się.
– Szkoda, że tego nie robiłeś, kiedy się pakowałeś – wypomniałam. – Wyprowadzając się z małolatą, nie pomyślałeś o tym, jak się poczuję, więc dlaczego nagle ci się odmieniło? Obchodzę cię jedynie, jeśli chodzi o szkołę?
Zamarł na kilka sekund. Miałam nadzieję, że cudem udało mi się poruszyć jakąś część jego zlodowaciałego serca. Że miał wyrzuty sumienia.
Ja za to poczułam, jak coś ścisnęło mnie za gardło. Nienawidziłam tego wrażenia i tego, że pojawiało się przy ojcu.
– Zawsze się tobą interesowałem, o czym świadczy liczba połączeń i SMS-ów. To ty mnie odrzucasz.
– I szkoda, że nie potrafisz uszanować tego, że nie chcę cię widzieć! – wykrzyczałam bezsilnie. – Mama też, więc wyjdź i daj nam spokój. Nie potrzebujemy cię.
– W obecnej sytuacji nie zamierzam udawać, że twoja mama sobie z tobą radzi. Ewidentnie macie problemy.
Przewróciłam oczami.
– Przestań zachowywać się jak dziecko.
– Na wypadek, gdybyś zapomniał, jestem, kurwa, piętnastolatką! I mam prawo zachowywać się, jak jebane dziecko!
– Język!
– Nie wytrzymam! Nie waż się do mnie odzywać! Daj mi święty spokój! – wrzeszczałam. – Wracaj do swojej nowej rodzinki.
– Radziłbym ci zacząć się zastanawiać nad tym, co mówisz. Słyszysz, jak brzmisz? – spytał z… odrazą. ODRAZĄ. ON MIAŁ CZELNOŚĆ MNIE PONIŻAĆ. – Powinnaś pójść do psychologa.
Przez dłuższą chwilę nie słyszałam nic poza własnym ciężkim oddechem. Wpatrywałam się w twarz ojca i nienawidziłam tego, jak znajoma była. Jak bardzo podobna do tej, którą codziennie widziałam w lustrze. Jego oczy, kiedyś kojarzące mi się z ciepłem, teraz wywoływały na moim ciele gęsią skórkę.
Najgorsza była jednak świadomość, że gdy się wkurzałam, zachowywałam się tak samo jak on. Jakby sam fakt odziedziczenia po nim wyglądu nie wystarczał. Bałam się, że stanę się nim, a to okazałoby się największą porażką w moim życiu.
– Coś jeszcze? – spytałam, starając się, żeby nie zadrżał mi głos. – Mama nie ucieszy się z twojej wizyty, więc skoro wyjaśniliśmy sobie to, że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, będzie wspaniale, jeśli wyjdziesz przed jej powrotem.
Nie podobał mi się sposób, w jaki mnie obserwował. Szukał czegoś. Przyłożył palce do brody i zmarszczył delikatnie brwi.
– A gdzie ona jest? Dochodzi dziesiąta.
– Nie powinno cię to interesować – odwarknęłam, czując nagłą panikę.
Niepotrzebnie do niej napisałam. Nie mogli się zobaczyć. Nie wiedziałam, skąd wzięło się u mnie to przekonanie, ale czułam, że tata spróbowałby narobić jej problemów. To jakiś instynkt. Był pierdolonym gnojem i wkurwiało go, gdy nie miał nad kimś kontroli.
A chciał mieć ją nade mną.
Nie, zdecydowanie musiał wyjść.
– Piętnastolatka nie powinna siedzieć sama o tej godzinie. Codziennie wraca późno?
Za nic w świecie nie mogłam dopuścić do tego, żeby mnie rozczytał. Uśmiechnęłam się przebiegle.
– Chcesz znać jej plan dnia, żeby spróbować ją odzyskać? Stęskniłeś się? Mam ci pomóc? Jak cudownie! Znów będziemy rodzinką!
– Potrafisz odpowiedzieć na pytanie bez zbędnej ironii? – spytał znudzony.
Wymyśliłam kilka rozwiązań, a w tej chwili potrzebowałam najlepszego. Co powiedzieć, żeby zmusić go do wyjścia?
Bingo.
– Naprawdę liczysz na to, że się zejdziecie. – Zaśmiałam się, doskonale zdając sobie sprawę, że wcale nie o to mu chodziło. Nieważne. Chciałam wprawić go w zakłopotanie. – Nie masz wstydu. Tamta wie, że już ci się znudziła?
– Nie chcę jej… – próbował wtrącić.
– Przykro mi cię rozczarować, ale mama jest na randce, więc… sam rozumiesz. Wyjdzie niezręcznie, kiedy wróci z Conradem, a w domu natknie się na swojego byłego męża.
Mój plan nie zadziałał od razu. Ojciec najpierw lekko się zawahał, jakby zastanawiał się, czy dobrze usłyszał. Potem napiął szczęki.
A na końcu zobaczyłam to w jego oczach.
Zrozumiał, że faktycznie mogłoby to wyglądać co najmniej dziwnie, bo dlaczego przyjechał o takiej porze, jeśli chciał porozmawiać o córce? A ja z pewnością wspomniałabym o tym jego dziwce.
Myślę, że nawet całemu miastu.
I on również o tym wiedział, dlatego wstał i skierował się do korytarza. Wow. W końcu!
– Przekaż jej, żeby się do mnie odezwała, a ty masz zacząć odbierać telefony – mówił podczas wkładania kurtki. – Wierz mi, nie chcesz, żeby moja cierpliwość się skończyła. Próbuję załatwić sprawę pokojowo, ale jeśli nic się nie zmieni, zrobię to, co doradza prawnik.
Mój żołądek ścisnął się ze stresu, gdy usłyszałam ostatnie słowo. Przy rozwodzie próbował namieszać. Na szczęście mu się nie udało.
– Czy ty mi właśnie grozisz? – prychnęłam.
Chwycił za klamkę i rzucił przez ramię:
– Uprzedzam.
Nie odetchnęłam z ulgą. Oplotłam się ramionami i przeszły mnie ciarki. Odniosłam wrażenie, że to dopiero początek problemów.
Grudzień 2011
Od godziny czaiłam się pod domem Elliota i czekałam, aż wróci. Na poważnie potraktowałam sprawę z prezentem na święta, więc w tym celu musiałam dyskretnie dowiedzieć się o tym, co mogłoby spodobać się chłopakowi.
No i jego gosposia robiła najlepszą feijoadę na świecie. To najbardziej przekonujący argument do przyjścia.
– No nareszcie! – wykrzyknęłam na tyle głośno, na ile potrafiłam się zdobyć, gdy go zobaczyłam.
Dokuczał mi straszliwy ból głowy.
– Jeśli tak bardzo się stęskniłaś, to wystarczyło pojawić się w szkole. – Elliot otworzył szeroko drzwi, żeby mnie przepuścić.
– Wolałam zostać z tobą sam na sam – odpowiedziałam uwodzicielskim szeptem, a następnie krzyknęłam: – Dzień dobry! To ja!
– Dzień dobry, Caroline! – odkrzyknęła mi z kuchni Ciara z wyraźnym akcentem.
– Głodna? – spytał Elliot.
Posłałam mu wymowne spojrzenie i bez słowa podążyłam za zapachem. Mnie nie trzeba było zachęcać. Uwielbiałam jeść.
Na widok postawionego przede mną talerza z parującym gulaszem do ust napłynęła mi ślina. Dzięki Ciarze poznałam brazylijską kuchnię od najlepszej możliwej strony.
– Jak było w szkole? Dobrze? – zapytała wesoło.
Zawsze brzmiała na szczerze zainteresowaną i chętną do rozmowy, a to sprawiało, że nie dało się przejść obok niej obojętnie. Zdarzało się, że gadałam z nią więcej niż z Elliotem.
– Caroline przeszła dziś samą siebie z aktywnością. Zgłaszała się do odpowiedzi niemal z prędkością światła. Naprawdę trudno było ją dostrzec.
Kopnęłam go dyskretnie w łydkę. W oczach Ciary i państwa Brown uchodziłam za definicję perfekcji, bo pozostawali tak zapracowani, że nie znajdowali czasu na plotkowanie czy choćby słuchanie nowinek. Chciałam, żeby tak zostało. To jedni z niewielu ludzi w mieście, którzy oceniali mnie ze względu na to, jak się przy nich zachowywałam, a nie ze względu na opinię nadaną przez innych. Tu nie byłam wagarującą, puszczalską księżniczką, tylko fajną nastolatką.
– Elliot za to wpadł w oko dziewczynie z rocznika wyżej – wspomniałam w ramach zemsty. Co prawda to już nieaktualne, ale co tam. Ciara z pewnością przekaże to swoim pracodawcom, a oni zadbają, by wypytać syna o każdy szczegół.
A on? Nie przepadał za tymi rozmowami i strasznie go zawstydzały, dlatego trzymał to dla siebie.
Poczułam na sobie jego oskarżycielski wzrok, więc obróciłam głowę. Wyglądał uroczo, gdy się tak rumienił.
– Caroline doprowadziła dziś do płaczu małego chłopca!
– Nieprawda! To przez to, że trafiłeś w niego piłką! – odpowiedziałam oburzona.
– I zatkała toaletę!
Dobra. Cios poniżej pasa. Zdarzenie sprzed roku i ona była już zapchana! Nawet nie sikałam! Po prostu wrzuciłam bezmyślnie papier bez sprawdzania i bum! Katastrofa.
– Elliot zwymiotował na angielskim.
– Caroline połamała krzesło.
– Elliot…
– Wystarczy! – przerwała mi donośnie Ciara.
Wtedy pierwszy raz zobaczyłam, że dało się ją przerazić, choć próbowała to ukryć. Uśmiechnęła się niezręcznie, życzyła nam smacznego i wyszła.
– Chyba ją zmęczyliśmy – stwierdził tak samo zaskoczony chłopak.
– Przesadziłeś z toaletą – mruknęłam i w ramach kary nabiłam na widelec kawałek mięsa z jego talerza.
– Ty zaczęłaś.
– Ty zaczęłaś – przedrzeźniłam go, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Jedną z moich ulubionych czynności podczas pobytu u Elliota było obserwowanie, jak oddawał się pasji. Jego pokój to istne muzeum i nie dało się znaleźć czystej przestrzeni na ścianach. Wszędzie graffiti, upusty szaleńczego szału.
– Na imprezie wydarzyło się coś ciekawego? – zapytał, nie przerywając pracy przy płótnie.
Wzruszyłam ramionami.
– Raczej nie. Inaczej na pewno bym zapamiętała.
– Mocno zabalowałaś.
To stwierdzenie, dlatego nie wysiliłam się na odpowiedź. Nie zapomniałam o swoim zadaniu. Przez cały czas rozglądałam się po pokoju, niby bez celu. Na pewno czegoś potrzebował, a pytanie wprost zostawiłam jako wyjście ostateczne.
– A jak w ogóle sprawa z tym chłopakiem? Andym?
Zmarszczyłam brwi. Kim, do chuja, był Andy?
– Z Utah. Przyjechał do kuzynów – dodał.
– Och – coś mi świtało – tak, coś kojarzę, więc to chyba jasna odpowiedź.
Zaśmiał się i dopiero wtedy zauważyłam, że na mnie patrzył. Od razu wrócił do pracy. Wydawał się speszony. Jakbym go na czymś przyłapała.
– Czemu interesuje cię Andy?
– Tak pytam. Wolę być na bieżąco.
– Niepotrzebnie jesteś zazdrosny. Wiesz, że jesteś moim ulubionym mężczyzną na świecie – zapewniłam.
– Bo dziewięćdziesięciu procent nienawidzisz.
– Dlatego to jeszcze większe wyróżnienie, że spośród tych dziesięciu procent jesteś ulubieńcem.
Pokręcił z rozbawieniem głową, nie biorąc moich słów na poważnie. Nie żartowałam. Kochałam Elliota, choć pilnowałam, żeby osiwiał przed trzydziestką. Miałam do niego jakąś słabość, ale nie chodziło o zauroczenie.
Nie. Zdecydowanie nie moglibyśmy być parą. To wszystko by zniszczyło, oboje zdawaliśmy sobie z tego sprawę i pozostawaliśmy w tej kwestii zgodni.
Elliot odłożył puszkę i podszedł do szafki, z której wyciągnął blister tabletek. Bez słowa mi je podał. Rozumieliśmy się bez słów.
– Nie chcę zabrzmieć na czepialskiego…
– Więc nic nie mów – westchnęłam.
– Czemu na każdej imprezie się upijasz?
– Nie na każdej – wytknęłam.
– Na większości. Po co? Zaczęłaś w tym roku imprezować i szczerze… momentami mnie przerażasz. Jak tak dalej pójdzie, to nie zdasz do następnej klasy. I nie rób takiej miny.
Uśmiechnęłam się, zastępując tym grymas niezadowolenia.
– Nie będę udawał, że lubię, gdy przychodzisz skacowana. To smutny widok. I tyle. Chciałem, żebyś wiedziała.
Pewnie liczył na jakąkolwiek reakcję, ale ja nie odrywałam wzroku od jego rąk, a tak właściwie od ruchów. Jak sięgał po kolejne puszki z drewnianej skrzynki… BINGO! Kupię jedną i ją pomaluję! Spersonalizowany prezent!
Podniosłam się na równe nogi jak poparzona i podskoczyłam z ekscytacji. Na bank mu się spodoba! Sprawię, że to będzie jego ulubiony prezent ze wszystkich!
Styczeń 2012
Nienawidziłam świąt. Kolorowych światełek i ozdób wiszących w sklepach już od października. Wszystkiego, co wiązało się z Bożym Narodzeniem.
No może jedynie przerwa od szkoły wynagradzała to całe gówno, ale i tak cieszyłam się, że to już za mną.
Dni wolne wykorzystałam na treningi. Studio w tym okresie również oficjalnie nie było otwarte, ale nieoficjalnie udostępniało jedną salę od ósmej do dwudziestej dla ambitnych. Zazwyczaj nie spotykałam nikogo poza Arią.
Tym razem miało stać się inaczej. Rozmyślałam nad zmianą w solówce, gdy drzwi się otworzyły, a do środka wszedł Kai z Octavią, gotowi do treningu.
Wyciągnęłam jedną ze słuchawek z ucha.
– Cześć – odezwałam się na tyle głośno, żeby nie zaistniała szansa na nieusłyszenie.
– Ooo, hej! – odpowiedziała miło i podeszła, żeby pocałować mnie w policzek. – Widzę, że też znalazłaś powód do wymigania się od pomocy w domu.
– Ta… – Zaśmiałam się nerwowo. – Coś w tym stylu.
– Będzie ci przeszkadzało, jeśli włączymy swoją muzykę?
Pomachałam telefonem.
– Nie przejmujcie się. Jestem zabezpieczona, a poza mną od godziny nikogo tu nie było, więc wątpię, że to miałoby się zmienić.
– Znakomicie! Nie mogę się doczekać tańczenia przed mistrzynią! – Puściła mi oczko i odeszła do Kaia.
Zabawne, że tak mnie nazwała, bo to ona wygrała mistrzostwa. Ja na nie nawet nie pojechałam.
Z Octavią znałam się prawie tak samo długo jak z jej partnerem. Zawsze dobrze się ze sobą dogadywałyśmy, a na dodatek to jedna z najbardziej utalentowanych tancerek, jaką miałam przyjemność poznać, więc ucieszyłam się, że to ona dołączyła do Kaia.
Wpatrywałam się w niego przez dłuższą chwilę, aż zrozumiałam, że nie odwzajemni spojrzenia. Tego dnia wybrał ignorowanie.
W porządku.
– Gdybyś miała jakieś uwagi, to śmiało. Przyjmę od ciebie wszystko – dodała Octavia, związując czarne włosy w ciasny kok.
Chyba błędnie założyła, że interesował mnie ich występ. Miałam na głowie własny. Z powrotem włożyłam słuchawkę do ucha i włączyłam Hot In Herre od Nelly. Pochyliłam się nad notatnikiem i od nowa analizowałam układ. Czegoś mi w nim brakowało. Wydawał się jakiś taki nudny, martwy.
Kątem oka widziałam, że zaczęli tańczyć. Podniosłam się i ustawiłam. Nie potrafiłam zignorować obecności Kaia. Od naszej kłótni nie widziałam, żeby kiedykolwiek był na moim występie, dlatego w ogóle o tym nie myślałam.
Świadomość, że miałam robić przy nim coś, co zepsuło mu szansę na tak ważne zawody, sprawiła, że poczułam się źle. No i ten stres. Nie daj Boże bym się pomyliła. Zyskałam szansę pokazać, że w tym stylu lepiej się sprawdzałam, i zjebałabym krok? „Zdradziłaś nas na rzecz porażki?’’
Zapał do treningu zniknął. Usiadłam pod ścianą i zamierzałam czekać, aż skończą.
Zapomniałam, jak długo Kai potrafił ćwiczyć, a Octavia najwidoczniej mu w tym dorównywała.
– Skoczę tylko na dół po wodę i wracamy – powiedziała i zerknęła w moim kierunku. – Chcesz?
Już godzinę temu przestałam udawać, że jakkolwiek słucham muzyki.
– Nie, dzięki – mruknęłam jedynie, wykreślając z zeszytu kolejny pomysł.
Po jej wyjściu sala jakby się zmniejszyła. Podciągnęłam kolana do piersi, chcąc bardziej odgrodzić się od chłopaka. Mogłam od razu wyjść. Przynajmniej uniknęlibyśmy tej idiotycznej ciszy. Kto by pomyślał, że skończymy w takiej sytuacji?
Kai poprawił blond włosy, które opadły mu na czoło.
– Wiem, że cisną ci się na język komentarze. Nie wstydź się. – Mówiąc to, nie oderwał wzroku od komórki, przez co początkowo nie byłam pewna, czy zwracał się do mnie. Ani czy w ogóle to się wydarzyło.
Po minucie ciszy stwierdziłam, że na pewno się odezwał. Nie wydawało mi się.
– Nie patrzyłam.
– Ta sala składa się z samych luster. Uwierz mi, wiem, że patrzyłaś.
I co z tego, że czasem zerknęłam? To nie znaczyło, że zamierzałam bawić się w jurorkę.
No może jednak.
– Nie czułam tego – przyznałam bez ogródek. – Technicznie pewnie idealnie, ale żadnej chemii, a to przecież rumba. Prawie na nią nie patrzyłeś – cmoknęłam z dezaprobatą – jak już się zdarzyło, to nie zauważyłam w twoich oczach iskierek. Tylko bezdenna pustka. Tak z pewnością nie wygracie.
Liczyłam na to, że zabrzmiałam pomocnie i szczerze, a nie chamsko.
Kai powoli ruszył w moją stronę, na co ledwo zauważalnie przełknęłam ślinę. Co planował? Wstałam i założyłam ręce na piersi. Chyba nie myślał, że się go przestraszę? Co z tego, że nade mną górował?
– Co? – spytałam butnie.
Zatrzymał się tak blisko, że dosłownie dzieliło nas kilka centymetrów. Nie krępowała mnie ta bliskość. Przez lata stanowiliśmy niemal jeden organizm. Ręce automatycznie opadły mi wzdłuż tułowia i wyprostowałam się, jakby zadziałała pamięć mięśniowa.
Obecność Kaia stała się przerażająco wyraźna. Zapach, ciepło skóry i pewność siebie, jaką emanował, to wszystko znałam. Nic w nim nie było obce, mimo że między nami wszystko się zepsuło.
Tak dawno nie miałam okazji do rozmowy z nim, że prawie zapomniałam, jak śliczne były jego oczy. Tak jasnobłękitnymi tęczówkami nie mógł pochwalić się nikt, kogo znałam.
Uśmiechnęłam się pod nosem, patrząc na bliznę przy brwi. Dokładnie pamiętałam jego minę, gdy uświadomił sobie, że nie zdąży wyhamować i wjedzie na rolkach w ścianę.
– Spytałeś o uwagi, bo uważasz mnie za dobrą czy tak dla upewnienia się, że patrzyłam?
Przechylił delikatnie głowę i szydera wykrzywiła mu usta. Nadal mi nie wybaczył. I raczej nie planował tego zmieniać.
– Dla pewności. Nie interesują mnie rady od ciebie. Już nie tańczysz.
– Towarzysko – dodałam.
– No właśnie – wymamrotał pod nosem i dziwnie wpatrywał mi się w oczy. Jakby czegoś szukał albo usilnie się nad czymś zastanawiał. – Dużo się zmieniło, więc twoje rady są bezużyteczne.
Po tych słowach obrócił się na pięcie i wrócił na drugi koniec sali.
– Nie zmienia to faktu, że brakuje z twojej strony pożądania. Octavia spisuje się wyśmienicie. Nie zawiedź jej – dopowiedziałam, celowo uderzając w jego ambicję.
Nasze spojrzenia spotkały się w lustrze.
– Nie martw się, nie zabraknie pożądania. Bycie aktorem zostawiam na czas przed zawodami.
Zacisnęłam pięść. Nie miał prawa wpędzać mnie w poczucie winy! To nie była łatwa decyzja, ale konieczna. Jak mógł się okazać takim egoistą?
Przybrałam znudzony wyraz twarzy.
– Niedługo miną trzy lata. To niezdrowe. Wypadałoby się z tym pogodzić i ruszyć dalej – powiedziałam złośliwie. – Ja dałam radę i świetnie mi idzie. Ty też spróbuj.
Posłałam mu najurokliwszy uśmiech, jaki miałam w zanadrzu, i zgarnęłam rzeczy do torby. Idealny moment na wyjście.
Już prawie mi się to udało, lecz gdy stanęłam przy drzwiach chwycił za mój nadgarstek.
– Z naszej dwójki to ty pragniesz kontaktu. Ty mnie obserwujesz, oglądasz występy, śledzisz w social mediach i witasz – odezwał się przerażająco niskim tonem. – Zastanów się, czy to faktycznie ja nie potrafię się pogodzić z twoją zdradą. Może to jednak ty żałujesz.
– Nie jesteś tak wyjątkowy, za jakiego się uważasz – odpowiedziałam od razu, nim to do końca przemyślałam.
Wyrwałam się z jego uścisku, kiedy tylko poczułam, że go poluźnił. Rzuciłam mu ostatnie chamskie spojrzenie i wyszłam na korytarz. Dupek. To ja zrezygnowałam! I nie chciałam się kłócić, więc zachowywałam się dojrzale. To on zrobił ze mnie swojego wroga, nie zważając na to, że poza partnerami byliśmy też przyjaciółmi… chyba. Przynajmniej z mojej strony.
Boże. Jak on potrafił wkurwiać.
Na dole zauważyłam Octavię. Rozmawiała przez telefon i sądząc po minie, raczej nie była to miła konwersacja. Pomachałam jej na pożegnanie, co odwzajemniła. Chociaż ona nie miała do mnie problemu.
Przyspieszyłam krok, gdy zimne powietrze zaatakowało moje policzki.
Możliwe, że większość par obecnych dziś tutaj za pięć lat nie będzie ze sobą tańczyło. Życzę wam więc, żebyście w swojej karierze nawiązali prawdziwą więź z więcej niż jednym partnerem, ale doświadczenie podpowiada mi, że raczej tak się nie stanie. Przy reszcie powinniście stać się przekonującymi aktorami.
Słowa trenerki rozbrzmiały echem w mojej głowie. Jako dziesięciolatka nie wyobrażałam sobie wtedy, że to może okazać się prawdą, a jednak. Nie tańczyłam już z Kaiem. Boże. Dlaczego nadal miał mi to za złe? Przecież zdobył ten pierdolony tytuł. Zamierzał karać mnie za to, że posłuchałam głosu serca? To kurewsko niesprawiedliwe.
– Wróciłam! – krzyknęłam po dotarciu do domu.
Wcale się nie zdziwiłam, gdy odpowiedziała mi cisza, dlatego od razu poszłam do łazienki, gdzie wzięłam gorącą kąpiel. Złość nie mijała, ale myśli zmieniły tor po zobaczeniu powiadomienia na Facebooku.
Niall Anderson chce wysłać ci wiadomość.
Przygryzłam dolną wargę i rozłożyłam się wygodniej w wannie, klikając w chat. Skrzywiłam się, gdy na ekranie wyświetliły się denne życzenia świąteczne. Grafika wyglądała, jakby wysłała ją moja babcia.
Caroline Moss:
To na pewno do mnie?
Niall Anderson:
Ciebie nie da się pomylić z kimś innym.
Caroline Moss:
Więc się wysil. Chcę życzeń, których nie wysłałaby mi babcia.
Zastanowiłam się nad tym, co o nim wiedziałam. Futbolista, dwa lata starszy, jego rodzice to prawnicy, ale syn urodzony imprezowicz. Większe i mniejsze afery związane z alkoholem i narkotykami. Wiecznie uśmiechnięty, o ile nie patrzył na mnie. Co go wzięło na napisanie?
Niall Anderson:
Dobra. Podaj adres, to złożę ci je osobiście.
I teraz faktycznie zwrócił moją uwagę.
Caroline Moss:
Chyba nie sądzisz, że się zgodzę? To nieodpowiedzialne. Nie znam cię.
Niall Anderson:
Faktycznie.
A wszyscy wiemy, jak wielkim wzorem odpowiedzialności jesteś.
Wszyscy… no tak. Przecież słyszał plotki. Puszczająca się na prawo i lewo Caroline Moss. Kolejny, który błędnie założył, że wystarczyło napisać i od razu rozkładałam nogi. Prychnęłam z irytacją i odłożyłam telefon. Nie szukałam aktualnie przygody.
Kolejna wiadomość nie nadeszła. Przynajmniej był na tyle kumaty, żeby skminić, kiedy spadać.
Styczeń 2012
Z całej siły próbowałam zachować powagę podczas słuchania kazania od mamy. Ona chyba też nie brała go na poważnie.
– Paliłaś? – zapytała po raz piąty.
Przyłożyłam teatralnie dłoń do piersi.
– Przecież wiesz, że jestem tancerką.
– Tak mu powiedziałam. – Westchnęła, ponownie wlewając wino do kieliszka. – On się upiera, że wyczuł od ciebie marihuanę.
– Ciekawi mnie, skąd wie, jaki to zapach. Kolejny dowód na to, że nie jest tak porządny, na jakiego się kreuje.
Mama przytaknęła i upiła potężny łyk, jednocześnie rozmasowując skronie. Tata postanowił wpaść z wizytą i pech chciał, że spotkałam go w sklepie, gdy dopadła mnie ochota na czekoladę.
Może i po moim zachowaniu faktycznie nie domyśliłby się, że byłam pod wpływem, ale niestety zachowanie Nelly nie pozostawiało pola do interpretacji.
– Zagroził, że mi cię odbierze.
Pierwszy raz od bardzo dawna pozwoliłam sobie na pokazanie przy niej prawdziwych emocji, a konkretniej strachu.
– Nie zamieszkam z nim – oznajmiłam głośno i poważnie.
– Myślę, że chciał mnie tylko nastraszyć. Mierzi go, że jestem spełniona i chce odebrać mi moje największe szczęście – jej oczy zaszkliły się łzami – ale nie bój się, skarbie. Nigdy na to nie pozwolę. Musiałby mnie zabić.
Zaśmiała się, na co sztucznie się uśmiechnęłam. Tak naprawdę wystarczyłoby, żeby wystąpił do sądu.
Przełknęłam nerwowo ślinę. Miałam coś do powiedzenia, prawda? Jako szesnastolatka mogłam wyrazić sprzeciw?
– Położę się. Twój ojciec zawsze przyprawia mnie o ból głowy.
To raczej zasługa wina, jednak tę uwagę zachowałam dla siebie.
Przystanęła, żeby złożyć mi pocałunek na czole, po czym chwiejnym krokiem ruszyła do swojej sypialni.
Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się tępo w ścianę. Dlaczego ojciec nie potrafił dać nam spokoju? Nie prosiłam o jego uwagę. Nie potrzebowałam jej. Długo zajęło mi pogodzenie się z faktem, jakim był śmieciem, i gdy w końcu odnalazłam się w nowej rzeczywistości i odbudowywałam życie, on postanowił znów je zniszczyć.
Był dla mnie nikim. Nie zamierzałam udawać potulnej, wręcz przeciwnie. Nie bałam się go. Nie miał nade mną kontroli, a straszyć to sobie mógł swoją dziwkarską nową żonkę.
Dlatego najciszej, jak potrafiłam, wyszłam z domu.
Ja:
Za piętnaście minut pod dębem?
Nelly:
Wróciła!!!
Jesteśmy w szopie. Zapraszamy.
– Nie pierdol, że się z nim pieprzysz! – wykrzyknęła Nelly.
Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że trzymała w dłoniach mój telefon.
– Z kim? – spytałam.
– Z Niallem Andersonem!
– To ten sam, który kupuje ode mnie piguły? – zainteresował się Thomas i niemal byłam sobie w stanie wyobrazić, jak pod tą burzą czarnych włosów pracowały trybiki, żeby złożyć wszystko w całość.
Jak na dilera wydawał się mało dyskretny.
– Nigdy z nim nawet nie gadałam… chyba. A co?
– Zapytał, czy wpadasz do Turnera… a raczej próbował to napisać, bo sądząc po dodatkowych literkach, podjął kilka prób. – Zaśmiała się i podała mi komórkę.
Ziewnęłam i spojrzałam na wiadomość.
Niall Anderson:
Wpadaasz doo Turneerna?
Miałam taki plan, ale za bardzo wkurwiła mnie sytuacja z ojcem i wybrałam zacisze szopy Thomasa.
Caroline Moss:
Jestem na innej imprezie. A czemu pytasz? Dzieje się coś interesującego?
Niall Anderson:
Ni wlasnie nie
Jedyna osoba ktira mnie interesuje jest na innej imprexie
Zmarszczyłam brwi skonsternowana. Dlaczego w szkole gapił się tak, jakbym przerażała go do szpiku kości, a jednocześnie do mnie wypisywał?
Niall Anderson:
Chodzi o cirbie jak cos nie o zadna inna laske
Nie zdołałam ukryć uśmiechu, co od razu zauważyła Nelly. Bezwstydnie zaglądała mi przez ramię.
– Ktoś tu ma na ciebie chrapkę. Spytaj, czy potrzebuje dostawy. Thomas zarobi, a ty zostaniesz zaspokojona. Dwie pieczenie na jednym ogniu.
– Jeśli coś wziął, to się nie dziwię, że go nosi – odparłam gorzko i wygasiłam ekran.
– Coś ty taka nie w sosie? Od kiedy przyszłaś, siedzisz wkurzona. Nawet joint nie pomógł.
– Ojciec może zrobić aferę o to, co zobaczył – wyjaśniłam krótko.
– Nie mieszka tu. Luz. Nie zrobił ci testu, więc nie ma żadnego dowodu – próbował pocieszyć mnie Thomas, ale jego słowa sprawiły, że poczułam przechodzący mi po plecach dreszcz.
– Po ilu dniach nie da się wykryć marihuany w moczu?
Chłopak zmarszczył brwi i chwilę się zastanawiał. W końcu wzruszył ramionami.
– Nie wiem. Przy twojej regularności… z dwa tygodnie? A co? Myślisz, że przyjedzie z kubeczkiem?
Szczerze mówiąc, tak. Byłby do tego zdolny.
– Ogarniesz mi na rano czystą próbkę?
– Nie panikuj, przecież…
– Ogarniesz czy nie? – przerwałam mu zdenerwowana.
Spoważniał, uświadamiając sobie, że nie żartowałam. Miałam solidne podstawy, by wierzyć, że właśnie to się wydarzy. I wtedy byłabym spalona, gdybym odmówiła ojcu wykonania testu.
Musiałam być o krok przed nim.
– Ogarnę. Zostawię ci go tam, gdzie zawsze – obiecał, na co się trochę rozluźniłam.
Kłopot z głowy.
– Jak dobrze, że moi starzy nigdy nie robili takich afer – podsumowała Nelly i zabrała się za skręcanie kolejnego jointa.
Ona i Thomas mieli po dwadzieścia kilka lat, więc czasem nie do końca rozumieli, dlaczego musiałam zwracać większą uwagę na to, co robiłam. Nie powinnam też w ciągu dnia się z nimi pokazywać, a dziś złamałam swoją zasadę.
Liczyłam na to, że nie widziało nas zbyt wiele osób, a plotki o mojej znajomości z lokalnymi narkomanami nie dotrą do nauczycieli, którzy przekazaliby to ojcu. Musiałam bardziej uważać.
Podniosłam się z zapadniętej kanapy.
– Spadam.
– Już? Dopiero północ. Źle się czujesz? – zaniepokoiła się Nelly i uważnie skanowała moją twarz zielonymi oczami.
– Rano mam trening – skłamałam.
Zaczynał się dopiero o siedemnastej, ale chciałam jak najszybciej znaleźć się w swoim łóżku.
– Ach, tak. Dzwoń, gdybyś chciała pogadać, gwiazdo. – Przytuliła mnie mocno na pożegnanie.
Nigdy nie dzwoniłam. Nasza znajomość ograniczała się do wspólnego imprezowania. Nic głębokiego.
Rozejrzałam się po ulicy. Traverse City nie było tak spokojnym miastem, jak mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Co kilkaset metrów dało się usłyszeć inne hałasy. Jednak najwięcej nastolatków i tak imprezowało w miejskim parku. Nie chciałam wpaść na kogoś ze szkoły i tym samym dać się wciągnąć do zabawy, dlatego wybrałam nieco dłuższą drogę.
Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam nowe wiadomości.
Niall Anderson:
Jesteś?
Czy poszłaś spać?
Kurwaaa.
Zapomniałem że jesteś na imprezie
Może jednak wpadniesz?
Aaron dał mi po mordzie bo uwaza ze muszew wytrzeźwieć
Widzsz? Trudne słowo i dałem radę
Aaron pisze z młodą
Jesteś bardzo bardzo bardzo piękna
Jakaś dziewczyna ciągle się gapi ale mi się nie podoba
Masz chłopska?
Czemu autokorekta czasem szwankuje?
O dziwo z moich ust wydobył się chichot. Ostatnia wiadomość przyszła dosłownie przed sekundą, więc postanowiłam zająć się czymś podczas drogi powrotnej.
Ja:
Nie wiem, na co odpowiedzieć jako pierwsze.
Wysłałeś bardzo, bardzo, bardzo dużo wiadomości.
Połączenie głosowe. Odebrałam bez zastanowienia.
– Dzień dobry – przeciągnął śpiewnie.
– Brzmisz o wiele lepiej, niż piszesz.
– Miałem lekki problem. Klawiatura jest za mała – wypowiedział powoli, jakby musiał usilnie się pilnować. – Jak się bawisz?
– Wracam do domu, a ty umilisz mi czas, więc zobaczymy.
– Sama? O tej porze? – W jego głosie dało się usłyszeć zaniepokojenie. – Odprowadzić cię?
– Jeśli potrafisz w dwie sekundy się do mnie teleportować, to śmiało. Nikomu nie zdradzę twojego sekretu.
Po głośnej muzyce zdołałam wywnioskować, że wszedł do środka. Włączyłam tryb głośnomówiący i czekałam, aż wróci. Istniało też ryzyko, że zapomni, że rozmawiamy, więc nie zamierzałam też utrzymywać połączenia w nieskończoność.
Zatrzymałam się, wsunęłam papierosa do ust i go odpaliłam. Znów pomyślałam o ojcu. Co mogłam zrobić, żeby dał nam spokój? Pokazać mu, że byłam chodzącym problemem, od którego lepiej trzymać się z daleka?
– Gdzie jesteś? – Pytanie Nialla sprowadziło mnie do rzeczywistości.
Hm… co prawda, chciałam wrócić do domu, ale zainteresowałam się tym, czy faktycznie zamierzał przyjść.
– Niedaleko szkoły. W zasadzie przy piekarni Billy’ego – wyjaśniłam.
To jedyne podpowiedzi. Niech się wysili.
– Daj mi dziesięć minut.
– Ani minuty dłużej – dodałam rozbawiona, po czym się rozłączyłam.
Oparłam się o ścianę budynku i kontynuowałam palenie. Anderson przyciągnął moją uwagę, a to zawsze najtrudniejsze zadanie, bo szybko się nudziłam i wbrew pozorom nie byłam łatwa. To ja wybierałam, z kim miałam ochotę na zabawę. Czasem przypominało to wręcz teatr błaznów próbujących rozbawić królową.
Zdeptałam niedopałek papierosa i zerknęłam na zegarek. Minęły cztery minuty.
Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w dalszą drogę. Chyba nie sądził, że naprawdę zamierzałam na niego czekać? Zabawmy się.
Niestety nie zdołałam nawet skręcić w kolejną ulicę, gdy usłyszałam zbliżający się hałas. Spojrzałam przez ramię, żeby upewnić się co do jego źródła…
O mój, kurwa, Boże.
Niall jechał slalomem w moim kierunku na różowym rowerze. Sądząc po doczepionych wstążkach i kokardzie na bagażniku, musiał to być niedawny prezent. Przyłożyłam dłoń do ust, aby nie pokazać, jak bardzo rozbawił mnie ten widok. Chłopak przestał uderzać w dzwonek dopiero po zatrzymaniu się przy moim boku.
– Oszustka – odezwał się z oburzeniem i rozmasowywał klatkę piersiową. – Chyba dwa razy miałem po drodze zawał.
Założyłam ręce na piersi i posłałam mu obojętne spojrzenie.
– Tak szybko łapiesz zadyszkę?
– Śmiej się, śmiej, ale jestem pewien, że pokonałem jakiś rekord świata. Przysięgam, że nigdy tak nie zapierdalałem – zarzekał się.
– Pokonasz kolejny, zwracając ten rower jego właścicielowi. Skąd go wytrzasnąłeś?
Moją największą mocą był fakt, że potrafiłam trzymać emocje na wodzy przy przystojnych chłopcach, bo urody z pewnością nie mogłam odmówić Niallowi.
– Luz. Należy do siostry Turnera. Później go oddam. – Machnął niedbale ręką i z niego zszedł. – Chcesz się przejechać?
Próbowałam zrozumieć całą tę absurdalną sytuację, a on wyskoczył z jeszcze bardziej absurdalnym pytaniem. Ten powrót do domu zapowiadał się ciekawie.
Przejęłam od niego rower. Jechałam wolno, mając na uwadze, że zmuszenie Nialla do biegu byłoby okrutne. Choć z drugiej strony dość zabawne.
– Nie sądziłem, że z bliska jesteś taka piękna. Jak anioł.
– Upadły – wymamrotałam, niezainteresowana komplementem. – Gdzie mieszkasz?
– Niedaleko sadów. Chcesz wpaść? Ostatnio skończyli remont sali z kręglami. Moglibyśmy zagrać.
Starałam się nie okazać zaskoczenia. Kto miał w domu coś takiego? Sądziłam, że znałam wystarczająco definicję bogactwa, ale ten poziom? Zdecydowanie mało wiedziałam.
– Marzę o powrocie i położeniu się we własnym łóżku – ziewnęłam.
– Spoko, rozumiem, ale gdybyś miała kiedyś ochotę, to daj znać.
Kątem oka widziałam, że nie odrywał ode mnie wzroku. Jakby był w jakimś transie. Nawet moja niemrawa mina go nie zniechęcała. Hm…
Zeskoczyłam z roweru tylko po to, by usiąść na ławce. Od domu dzielił mnie może z kilometr, jednak głupotą okazałoby się niewykorzystanie sytuacji, w jakiej się znalazłam.
Byłam ciekawska.
Niall ostrożnie postawił rower i zajął miejsce obok mnie. Od razu wyciągnął z kieszeni papierosy. Poczęstowałam się jednym i obróciłam przodem w stronę chłopaka.
Ludzie potrafili być niesamowicie atrakcyjni, gdy otwierali usta.
– Chyba jestem w tobie zakochany.
Może nie zawsze.
– To przez alkohol – zapewniłam. – Albo inne substancje.
Zmarszczył brwi i dopiero po dłuższej chwili zrozumiał. Sięgnął do kieszeni, najprawdopodobniej po to, by wyciągnąć z niej narkotyki. W porę go powstrzymałam.
