Akcja Czarny Jaszczur - Ewa Nowak - ebook

Akcja Czarny Jaszczur ebook

Ewa Nowak

0,0
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Kiedy Wanda-Lena i Markus przekraczają progi muzeum regionalnego, żeby posłuchać o lokalnej historii, archeologii i etnografii, dopada ich niepohamowane ziewanie. Normalka, jak to w muzeum. Nuda na potęgę. Dobrze przynajmniej, że można pochichotać z nocnika wystawionego w gablocie… Przyjaciele nie mają pojęcia, że kolejne spotkanie z kustoszką uruchomi lawinę zdarzeń, które przemienią pobyt w sennych Przeklętowicach w najwspanialszą wakacyjną przygodę, wypełnioną poszukiwaniem skarbu i tropieniem chcących go ukraść złoczyńców. A wszystko z powodu niepozornej blaszki z jaszczurem, która pamięta czasy dzielnej Rozwity i podstępnego, okrutnego komtura krzyżackiego… Wartka akcja, skrzące się humorem dialogi, wciągająca przygoda, skarby, tajemnice, pościgi i złoczyńcy, a do tego para błyskotliwych bohaterów i ciekawa historia w tle – oto przepis na udaną powieść dla młodych czytelniczek i czytelników. Zabawna i mądra książka Ewy Nowak to doskonała lektura, która pokazuje, że gdy człowiek ma dystans do świata i umie się z siebie śmiać, fantastyczna przygoda może czekać nawet w  sennym miasteczku, w którym na pierwszy rzut oka nie dzieje się nic ciekawego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 106

Rok wydania: 2025

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ilustracja na okładce: Monika Pollak

Projekt logo serii: Marta Gierych

Wydawczynie prowadzące serię: Magdalena Gredecka, Agnieszka Betlejewska

Opieka redakcyjna: Agnieszka Trzebska-Cwalina

Redakcja: Paulina Płatkowska

Korekta: Maria Bogucka, Małgorzata Podlewska

Koordynacja produkcji: Jolanta Powierża

© Ewa Nowak

© HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2025

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieł w jakiejkolwiek formie.

HarperCollins jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC.

Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

ul. Domaniewska 34a

02-672 Warszawa

ISBN: 978-83-291-0153-0

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek

Muzeum

Wanda-Lena i Markus umieli świetnie sami zająć się sobą, jednak tatma uznał, że to wstyd nie być w tutejszym muzeum.

– Nie ma co się oglądać na upały, trzeba chociaż raz zwiedzić te stare, nasączone niezwykłą historią mury – powiedział, włożył biały kapelusz, i myśląc o tym, jak przyjemnie chłodno musi być w siedemsetletnich kamiennych murach, zabrał dzieci do muzeum.

Słońce grzało, lipy pachniały, a woda w krętej i płytkiej Córuni oraz we wszystkich okolicznych wyrobiskach była ciepła jak dobrze podgrzana zupa.

Żądamy rekompensaty

Gdy zwiedzanie dobiegło końca, Wanda-Lena wystrzeliła przez drzwi muzeum tak szybko, że niemal spadły jej sandały. Zgodnie ze swoją naturą rozejrzała się za krawężnikiem, kłodą lub czymkolwiek wystającym z ziemi, na co można by wejść, byle tylko nie stać na płaskiej powierzchni. Nauczona przez tatmę, że równowaga to najważniejsza z czynności życiowych, ćwiczyła się w tej sztuce, na czym się dało. Za rozłożystym, nastroszonym igłami cisem zobaczyła plac zabaw, a na nim równoważnię, więc pognała tam jak torpeda.

Po chwili w wyjściu ukazał się biały kapelusz i z ciemnej sieni wyłonił się drobny, ruchliwy, wąsaty tatma. Za nim pojawił się Markus – niebieskooki chłopiec z czupryną jasnych, kręconych włosów. Poszukał cienia pod wielkim, starym cisem, o którym przewodnik mówił, że zasadzony został przez kogoś na znak założenia lub zrobienia czegoś. Chłopiec nic z tego nie zapamiętał, bo właśnie wtedy wpadły mu do głowy nowe, różniące się tylko jedną literą słowa: ścięty-święty i córka-górka. Powiedział o nich Wandzie-Lenie, a ona mu odszepnęła: „Ścięta córka, a nad nią święta górka”. Tak ich to rozśmieszyło, że musieli zakryć sobie usta i schować się za niezbyt szerokimi plecami ziewającego tatmy, więc niczego nie słuchali. Co to ma zresztą za znaczenie, kto, kiedy i dlaczego posadził ten stary krzak? Najważniejsze, że dawał on wspaniały cień.

Markus przysiadł na rozgrzanym upałem krawężniku. Wiedział, że szybko stąd nie odejdą. Wprawdzie wujek nie był zainteresowany portretami, monetami, sakwami i skrzyniami pieniężnymi z początków czternastego wieku, ale kiedy zwiedzanie się skończyło, podziękował wylewnie za „piękne oprowadzenie” i natychmiast wdał się w pogawędkę z korpulentnym przewodnikiem. Obaj panowie wpatrywali się w czerwone porsche przewodnika, które błyszczało w słońcu jak wielki nowoczesny rubin.

– A może chce się pan przejechać? Włączymy klimatyzację… – Przewodnik pomacał się po kieszeni bermudów. – Tylko gdzie są moje kluczyki?! Zostawiłem je w stacyjce! Jak to się mogło stać?!

Przewodnik przykleił nos do szyby od strony kierowcy. Markus doskonale wiedział, co się za chwilę wydarzy. Wujek zawoła jego albo Wandę-Lenę i będą awaryjnie otwierać samochód.

– Markus!

Zamiast podejść do wujka, chłopiec dał nura między gałęzie cisu. Nie miał ochoty otwierać samochodu w tym upale. „Niech Wanda-Lena się popisuje, dla niej to bułka z masłem”, pomyślał.

Usłyszał wołanie: „Córuniu! Córuniu!”, potem tupot sandałów Wandy-Leny, odgłosy gmerania w plecaku, pytanie, czy na pewno nie lepiej wezwać assistance, wreszcie okrzyki zdziwienia: „Jak to, pana córka umie otworzyć samochód, przecież to jeszcze dziewczynka!”.

– Nigdy nie wiadomo, co się może w życiu przydać – powiedział tatma, patrząc z dumą na córkę.

– O, tu byłeś! – Wanda-Lena uśmiechnęła się, podając przyjacielowi rękę, by ten mógł wygramolić się spod splątanych gałęzi. – Dzięki, że się schowałeś. Uwielbiam otwierać. Nieźle mi poszło, co?

– Wielka szkoda, Markusku, bo to była świetna okazja do poćwiczenia – powiedział tatma, zanim Markus zdążył coś odpowiedzieć. – Fajne to zwiedzanie, prawda? Bardzo wartościowe. Tyle wiedzy! Kto by pomyślał, że Przeklętowice nazywały się kiedyś Kletowice. Tyle faktów o braciach Szom coś tam… i tej… Rozwicie… – urwał w pół słowa, czując na sobie krytyczne spojrzenie Wandy-Leny.

– Nie kłam! Widzieliśmy, że miałeś paszczoziew.

– Miałem, racja. Dwie godziny zwiedzania i ani słowa o pojazdach. Czym oni się poruszali? Że też tu nie ma jakiegoś fajnego muzeum motoryzacji…

– A nie podobał ci się, wujku, średniowieczny magiel albo nocniki? – zapytał Markus.

– Magiel może mniej, ale nocniki dość interesujące, chociaż nie wiem, po co się przetrzymuje stare nocniki. Ale cóż, ja się na tym nie znam.

– Nocniki były fajne, ale ogólnie obumierałam z nudów. Musisz nam wynagrodzić cierpienie – powiedziała Wanda-Lena.

– Jakiej rekompensaty żądacie? – Tatma chciał zaprezentować ukłon dworski, ale wyszedł mu raczej krzywy skłon.

W tym momencie powietrze przeszył pisk – sygnał telefonu tatmy.

– To Sroka. Przepraszam was… No, co tam? Gdzie? Jest ktoś ranny? Czekaj, już wchodzę w mapy.

Wanda-Lena jęknęła. Sroka, czyli Roksana Srokowicz, dzwoniła do tatmy niemal tak często, jak rodzice dzwonili do Markusa. To dezorganizowało wszystkim życie. Wiadomo było, że tatma skończy rozmowę za godzinę.

– Trzymaj – odezwał się szeptem tatma, dając Markusowi sto złotych. – Lećcie. Widzimy się w domu.

– Lody-wody, lody-wody! – wrzasnęła ucieszona Wanda-Lena. – Teraz mi nie powiesz, że coś nie gra.

– Masz punkt – oznajmił Markus, ani słowem nie wspominając, że przyjaciółka wpadła na tę parę w zeszłym tygodniu.

Chłopiec spojrzał na pogniecione sto złotych. Cały wujek i jego brak zainteresowania pieniędzmi. Wczoraj mówił, że do końca wyjazdu została im stówka, a dziś daje im ją na lody. Zarządzanie budżetem zdecydowanie go przerastało.

Wujek dawał się lubić. Fajnie opowiadał o swoich trasach, uczył ich znaków ratunkowych, robienia lassa ze sznurowadeł i alfabetu Morse’a. Markus uwielbiał opowieści taty Wandy-Leny o tym, jak zatamować krwotok skarpetką i długopisem albo jak uciec, gdy się jest ściganym.

Markus nie zamierzał wydawać ostatniej stówki, która została wujkowi. Rodzice dali na wyjazd spore kieszonkowe. Mimo codziennego kupowania lodów i napojów w kieszeni wciąż pobrzękiwało mu trochę drobnych.

Pomachali tatmie i ruszyli w kierunku lodziarni Lodojadacz. W tym skwarze lody, zwłaszcza tak dobre jak z Lodojadacza, były wprost niezbędne.

Stówka za takie nic?

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji