Życie psa na balkonie - Tomasz Górski - ebook
Opis

Życie psa na balkonie to obraz naiwności pokoleniowej, o którą ocieramy się każdego dnia. To rozmowa, która udowadnia, że nieustannie tkwimy w błędnym przeświadczeniu o właściwości własnych ideałów i własnej rzeczywistości. W końcu to opowieść o mieszkaniu zduszonym w smrodzie pustych butelek po wódce, przykrytym stosem ulotek, w którym tylko jedne drzwi pozostają szczelnie zamknięte.

Co kryje się za tymi drzwiami i czy istnieje odpowiedni moment, by je otworzyć?

Tomasz Górski - urodzony w Krośnie. Słuchacz Chopina, Beethovena i Bena Howarda. Od dziecka namiętnie śledzi piłkę nożną. Nieustannie czyta. Nie pije parzonej kawy i czystej wódki - tej drugiej odmawia wszystkim, bez wyjątku.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 69

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

 

 

 

Pochmurny dzień. Stara kamienica. Mieszkanie na piętrze. W drzwiach słychać dźwięk przekręcanego klucza. Do środka wchodzi chłopak. Rzuca na podłogę plecak, z którego wysypuje się stos ulotek. Rozgląda się po mieszkaniu. Na podłodze leżą puste szklanki, butelki po wódce i wodzie mineralnej. Na szafce stoi gramofon. W powietrzu unosi się Walc Szostakowicza. Na łóżku, tuż pod oknem, leży człowiek przykryty kocem. Chłopak podchodzi do łóżka.

 

Syn

Ojciec, ojciec. Śpisz?

Ojciec

Śpię.

Syn

Wiesz, że ta muzyka leci od tygodnia?

 

Ojciec obraca się na łóżku, odgarnia z twarzy koc i spogląda w stronę gramofonu.

Ojciec

Gramofon się zaciął. Niech gra.

 

Syn spogląda na szafkę. Ojciec ponownie zarzuca na siebie koc.

Syn

Ojciec, ale to już leci od tygodnia.

Ojciec

Podoba mi się. Niech gra.

 

Syn przysiada na łóżku. Szturcha ojca dłonią.

Ojciec

Co chcesz?

Syn

A możesz to ściszyć? Chociaż na moment?

Ojciec

Ale po co, do jasnej cholery? Niech gra. Mówiłem ci.

Syn

Muszę ci o czymś powiedzieć.

 

Ojciec odrzuca koc na podłogę i podnosi się z łóżka. Podchodzi do szafki i zaczyna walkę z gramofonem.

Ojciec

Nie da się ściszyć. Coś się tu spierdoliło.

Syn

Ale to od tygodnia jest spierdolone.

Ojciec

Nie przeklinaj.

Syn

Od tygodnia, ojciec, jakby matka chciała nam coś powiedzieć.

 

Ojciec odrywa się od gramofonu. Zbiera z podłogi puste szklanki i butelki.

Ojciec

A niby co chciałaby nam powiedzieć?

Syn

Nie wiem.

Ojciec

No właśnie, nie wiesz. Poza tym co za głupoty mi tu pieprzysz.

 

Ojciec wchodzi do kuchni, otwiera kosz i wyrzuca butelki. Wącha szklanki, wylewa z nich resztki alkoholu i wyrzuca je do kosza. Syn stoi przy drzwiach.

Ojciec

No co, co się tak patrzysz? Miałeś mówić.

Syn

No miałem, ale o matce myślę.

Ojciec

Matka nie żyje.

Syn

Wiem, kurwa. Wiem.

 

Ojciec odkręca kran, wkłada dłonie pod strumień wody i ochlapuje swoją twarz. Pod rękami wyczuwa dziesięciodniowy zarost.

Ojciec

I co wymyśliłeś?

Syn

No nie wiem, nic chyba.

Ojciec

To po co jeszcze o niej myślisz?

Syn

Bo mam żal, ojciec. Czuję do siebie żal. I do ciebie też.

 

Syn uderza pięścią we framugę.

Ojciec

Żeby czuć żal, gówniarzu, trzeba mieć choć trochę serca. Masz serce? Kawałek chociaż?

Syn

A ty je masz?

Ojciec

Zapomniałeś, że miała urodziny. Gdzieś wtedy był, co?

Syn

A ty niby pamiętałeś, tak? Leżałeś zachlany już dzień przed. Świętowałeś wcześniej? Nic jej nie kupiłeś, nawet życzeń nie złożyłeś.

 

Ojciec mija syna w drzwiach. Trąca go barkiem. Staje obok okna i odsuwa gwałtownie zasłony. Syn odwraca się w stronę gramofonu i próbuje go wyłączyć.

Ojciec

Zostaw to. Niech gra.

Syn

Co to w ogóle jest?

Ojciec

Walc Szostakowicza. Matka lubiła.

Syn

Matka lubiła.

Ojciec

Chyba tak. Leciał wieczorami.

Syn

A skąd ty wiesz, czy matka go lubiła?

Ojciec

A jakie to ma znaczenie? Matki już nie ma.

Syn

Dla ciebie jeden problem mniej, nie?

Ojciec

Nie ma tych jej wiecznych problemów. Tego niezadowolenia, zmęczenia. Zabrała nawet to.

Syn

Czyli co? Wiesz, czego miała dość? Wiesz, że ciebie?

 

Ojciec patrzy ze złością w kierunku syna.

Ojciec

Ciebie też, gówniarzu. To była też twoja wina.

 

Syn milczy.

Ojciec

I co, o tym chciałeś mi powiedzieć? Taka cię naszła refleksja, tak?

Syn

Nie.

Ojciec

A co, myślisz, że ciebie kochała? Wiesz, ile razy płakała wieczorami przez ciebie?

Syn

Pewnie równie często, co przez ciebie.

Ojciec

A ile razy czekała przy oknie, patrząc na ulicę, czy gdzieś cię tam nie ma? Ile razy wychodziła w szlafroku przed klatkę, bo myślała, że ktoś cię zaczepił, bo słyszała szczekanie psa. No ile? Jak myślisz?

Syn

A twojego chlania nie miała dość? Przez to nie płakała, tak?

 

Synowi w końcu udaje się wyłączyć gramofon.

Ojciec

Mówiłem: zostaw. Do ciężkiej kurwy, ile trzeba ci powtarzać, żebyś czegoś nie robił?

 

Syn odkłada płytę i podchodzi do okna. Uchyla je. Do wnętrza wpada świeże powietrze.

Ojciec

Zamknij to.

Syn

Przestań. Nie czujesz tego smrodu? Tu cuchnie prawie wszystko.

Ojciec

Środek pieprzonej jesieni, a mój synek postanowił odświeżyć mi życie.

Syn

Z zapachem wódy i tak nic nie wygra… Co ja pieprzę, ojciec. To nie wóda. To ty tak śmierdzisz. Kiedy się ostatnio myłeś?

Ojciec

Kilka dni temu.

Syn

To może weźmiesz teraz prysznic, co? Pogadamy jak ludzie.

Ojciec

A co, wstydzisz się starego?

Syn

Żeby się wstydzić, trzeba mieć przed kim się wstydzić.

Ojciec

Gówno prawda. Wstyd mi było za ciebie przed samym sobą.

Syn

A to niby moja wina, nie?

Ojciec

A co, moja? Że się nie uczyłeś? Że robiłeś w szkole burdel, a z nauczycieli idiotów?

Syn

Idiotów, od razu idiotów.

Ojciec

No, a dlaczego tyle razy wyrzucali cię ze szkoły?

Syn

Jak nie jedna, to następna.

Ojciec

I jak skończyłeś z tą dewizą?

Syn

Na pewno lepiej niż ty.

 

Ojciec chwyta z ziemi butelkę wody mineralnej. Dopija resztkę i zgniata butelkę. Syn patrzy ze zrezygnowaniem.

Syn

To co, idziesz pod prysznic?

Ojciec

Idę.

Ojciec rusza w kierunku łazienki. Potyka się o próg w przejściu.

Syn

Ty w ogóle masz kaca?

Ojciec

Nie mam.

 

Ojciec zamyka się w łazience. Dźwięk wody przebija się przez ściany.

Syn zbiera z podłogi brudne ścierki i szmaty. Zanosi je do kosza. Wraca i podnosi koc, pod którym leżał ojciec. Śmierdzi niczym zepsuty kawałek mięsa. Pakuje koc do worka na śmieci i zawiązuje go. Otwiera kolejne okno, odsuwa następnie żaluzje i zasłony. Do wnętrza nie wpada słońce. Trwa jesień.

Rozgląda się po mieszkaniu. Wydaje mu się, że wszystko, co przez ostatnie dziesięć dni otaczało ojca, należy zdezynfekować albo wyrzucić. I to przez okno. Nawet ściany śmierdzą wódą. Podłoga lepi się tak, że bród i kurz, który osiadł na ziemi, jest zebrany w skupiskach. Buty ojca przypominają rzeźbę, która od setek lat leżała na dnie oceanu i w końcu została wyciągnięta na powierzchnię. Śmierdzą. Syn postanawia odwiązać worek z kocem i wrzucić je do środka.

Z łazienki dobiega krzyk.

Ojciec

Gdzie byłeś przez ostatnie dni?

 

Syn nie odpowiada.

Ojciec

Co, myślisz, że dom to hotel? Że możesz sobie wyjść i wrócić, kiedy chcesz?

Syn

U dziewczyny byłem.

Ojciec

U której?

Syn

U swojej, a u której miałbym być?

 

Ojciec wychodzi z łazienki. Z włosów ścieka mu woda.

Ojciec

Nie wiem, skąd mam wiedzieć. Przecież nigdy żadnej nie przyprowadziłeś do domu.

Syn

A ty przyprowadziłbyś kogoś do takiego mieszkania? Do tego burdelu…

Ojciec

A może jesteś pedałem, co? Może tego się wstydzisz.

Syn

A spierdalaj.

Ojciec

Zawsze byłeś podejrzany. Jakieś wyjścia, spotkania.

Syn

Ojciec, do reszty cię popierdoliło od tej wódy.

Ojciec

No co? Nawet matka podejrzewała.

Syn

Oboje chuja wiedzieliście. Mam dziewczynę. O niej chciałem porozmawiać.

Ojciec

Ile ma lat?

Syn

Siedemnaście.

Ojciec

Takimi gówniarami się interesujesz, co?

Syn

Nie jest gówniarą.

Ojciec

Niech ci będzie. Ale w domu się z nią nie pokazuj.

Syn

Bo co… zresztą i tak jej tu nie przyprowadzę. Wódą jebie już na klatce.

Ojciec

Bo nie chcę, żeby sąsiedzi mówili, że mój syn to pedofil.

Syn

Ojciec, przestań pierdolić, proszę cię. Mam dwadzieścia jeden lat.

Ojciec

A nie mogłeś znaleźć sobie dziewczyny starszej o rok albo o pięć lat? Albo w swoim wieku? Albo chociaż pełnoletniej, kurwa?

Syn

A jakie znaczenie ma wiek, co?

Ojciec

No jak to jakie, debilu? Chcesz pójść siedzieć?

Syn

Ojciec, przestań, proszę cię. Przestań. W świetle prawa…

Ojciec

A co ty mi ze światłem prawa wyjeżdżasz, co?

Syn

Dobra, wychodzę. Mam cię, kurwa, dość.

Ojciec

Idź, idź. Jak cię zamkną, to do mnie pierwszego zadzwonisz.

 

Chłopak wychodzi z mieszkania. Ojciec układa poduszki na wersalce. Otwiera balkon i wychodzi na zewnątrz. Bierze głęboki oddech. Po chwili chłopak wraca. Słychać trzask drzwi.

Ojciec

I co, jednak wróciłeś? A ja nie zamierzam skończyć pierdolić, jak to ująłeś.

 

Ojciec odpala papierosa. Opiera się o barierki na balkonie. Syn wychodzi i staje obok.

Syn

Mieliśmy porozmawiać. Chciałem porozmawiać.

Ojciec

I co ci z tego wyszło? Wkurwiłeś się tylko i wyszedłeś.

Syn

Dobra, ojciec. Skończmy to. Może chociaż przestaniemy przeklinać, co? Może powiem, co chcę powiedzieć, a ty posłuchasz jak dorosły człowiek.

Ojciec

Mów.

Syn

Ale obiecaj, że nie będziesz się wściekał.

Ojciec

Co?

Syn

No obiecaj.

Ojciec

Nie wierzę, nie wierzę. Jak dziecko. Mój synuś stłukł komuś szybę w samochodzie i boi się przyznać.

Syn

Dobra, co za różnica. Powiem.

Ojciec

To mów, jak masz mówić.

Syn

Moja dziewczyna jest w ciąży.

 

Ojciec gasi papierosa na barierce.

Ojciec

Coś powiedział?

Syn

Moja dziewczyna jest w ciąży.

Ojciec

Która? Ta siedemnastoletnia?

Syn

Przestań z tym jej wiekiem…

Ojciec

I co teraz zrobisz?

Syn

Nie wiem, to dopiero drugi miesiąc.

Ojciec

Gdzie chcesz mieszkać, co?

Syn

Nie wiem. Nie myślałem o tym.

Ojciec

A rodzinę za co utrzymasz, co?

 

Syn milczy.

Ojciec

Coś ty, kurwa, najlepszego narobił…

Syn

Nie zamierzam zrezygnować z tego dziecka.

 

Ojciec nie odpowiada. Patrzy synowi w oczy. Ten spuszcza wzrok, później podnosi go i spogląda za plecy ojca.

Ojciec

To ono powinno zrezygnować z ciebie, idioto.

 

Syn nerwowo przeczesuje włosy. Drapie się po głowie.

Ojciec

Boże święty, coś ty narobił.

 

Syn