Zwierzenia Georgii Nicolson. Spoko, założyłam bardzo duże gacie - Louise Rennison - ebook

Zwierzenia Georgii Nicolson. Spoko, założyłam bardzo duże gacie ebook

Louise Rennison

0,0

Opis

Drugi tom przygód o dorastającej Georgii Nicholson. Zabawna, a jednak zaskakująco wzruszająca wersja Dziennika Bridget Jones dla nastolatków. Książka dla dorastających dziewcząt i dla wszystkich zmęczonych dorosłym życiem, którym przyda się przypomnienie, że młodość to nie tylko świetna zabawa. 

 

Cykl: Zwierzenia Georgii Nicolson, t. 2 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych. 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Miejska Biblioteka Publiczna w Wągrowcu
Biblioteka Publiczna im. H. Święcickiego w Śremie (2)

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 171

Rok wydania: 2004

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Louise Rennison

Spoko, założyłam bardzo duże gacie

ZWIERZENIA GEORGII NICOLSON

Tłumaczenie

Aldona Możdżyńska

Egmont

 

Tytuł oryginału: It’s OK, I’m Wearning Realy Big Knickers! Further

Confessions of Georgia Nicolson

Text copyright © Louise Rennison, 2000

© for the Polish edition by Egmont Polska Sp. z o.o.,

Warszawa 2004

 

 

Tłumaczenie zdań i zwrotow z jęz. francuskiego:

Zuzanna Zychowicz

 

 

Projekt okładki i stron tytułowych: Agnieszka Wrycz-Szybowska

 

Redakcja: Anna Jutta-Walenko

 

Korekta: Iwona Witt, Agnieszka Trzeszkowska

 

 

Wydanie trzecie, Warszawa 2006

Egmont Polska Sp. z o.o.

ul. Dzielna 60, 01-029 Warszawa

tel. 0 22 838 41 00

 

 

 

ISBN 83-237-2042-8

 

 

Opracowanie typograficzne, skład i łamanie: Grażyna Janecka

Druk: Colonel, Krakow

Dla mojej kochanej Rodziny: Mutti, Vati, Sophie, Libbs, Hons, Eduardo delfonso delgordo, Johna S. Apee, Francesbirginii, a zwłaszcza dla Kimbo. Dziękuję, że mnie jeszcze nie zamordowaliście.

Książkę tę dedykuję również moim Znajomym, o są nimi m.in.: Salty Dog, Jools, Jeddbox, Badger, Elton, Jimjams, Jenks, Phil, Bobbins, Lozzer, Mogul, Fanny, Dear GeH, MSH, Porky, Morgan, Alan D., Liz G., Tony G., Psychic Sue, Roge the Dodge i Barbara D. oraz Drużyna Asów ze szkoły, Kim i Cock z Northxxxx.

Szczególne podziękowania składam Tobie, Johnie the Pope. Co ja bym poczęła bez Twojej mądrej rody: „Przestań się rozczulać nad sobą i weź się w garść, ty głuptasie!”?

Serdeczne podziękowania i wyrazy sympatii dla Brendy, Jude, Emmy i wszystkich fantastycznych ludzi z Piccadilly. No i oczywiście dla Gillon i Clare – HURRA!!!

LIPIEC Bóg Seksu wylądował... i odleciał z powrotem

Niedziela, 18 lipca

W moim pokoju

18.00 Wyglądam przez okno w swoim pokoju. Inni to mają dobrze.

Kto by pomyślał, że sprawy ułożą się tak beznadziejnie? Mam dopiero czternaście lat, a moje życie już się skończyło z powodu egoizmu tak zwanych dorosłych. Powiedziałam mamie:

– Niszczysz mi życie. Nie wyżywaj się na mnie tylko dlatego, że twoje już się skończyło.

Ale jak zwykle, gdy mówię coś rozsądnego i ważnego, cmoknęła tylko z niezadowoleniem i poprawiła sobie stanik jak gracz w rosyjską ruletkę (czy też może dyskobol? Nie wiem i w ogóle mnie to nie obchodzi). Gdybym policzyła, ile razy cmokano w odpowiedzi na moje słowa... chyba już dawno mogłabym otworzyć sklep z cmokaniem. To takie niesprawiedliwe...

Dlaczego rodzice odrywają mnie od przyjaciół i każą się przeprowadzać do Nowej Zelandii? Kto w ogóle chciałby tam jechać?

W końcu, kiedy jej wytknęłam, że jest zupełnie beznadziejną matką, dostała szału i WRZASNĘŁA na mnie:

– W tej chwili idź do swojego pokoju!

– Dobro, pójdę do swojego POKOJU!!! PÓJDĘ do swojego pokoju!!! I wiesz, co tom będę robiła? Nie wiesz, więc ci powiem! Będę tam po prostu SIEDZIEĆ. Bo nie mam co robić!!!

I wypadłam z salonu, zostawiając ją samą. Niech się zastanowi nad swoim postępowaniem.

Niestety, oznacza to, że już o szóstej wylądowałam w łóżku.

19.00 Och, Robbie, gdzie jesteś? Właściwie to wiem gdzie, ale czy to odpowiednia pora na pieszą wycieczkę?

Dobrze chociaż, że teraz jestem dziewczyną Boga Seksu.

19.15 Natomiast niedobrze, że Bóg Seksu nie wie, że jego dziewczyna za tydzień zostanie zmuszona udać się na drugi (beznadziejny) koniec świata.

19.18 Nie mogę w to uwierzyć. Tyle czasu mi zajęło usidlenie BS, nakupowałam sobie mnóstwa kosmetyków, śledziłam go, ciągle wpadałam na niego, niby to tak przypadkiem... tyle planów, tyle marzeń – i wszystko na nic? Kiedy w końcu doszłam z nim do szóstej bazy, powiedział: „Spotykajmy się, ale przez jakiś czas nikomu o tym nie mówmy”. A mama, z właściwym sobie brakiem wyczucia chwili, rzuca bombę: „W przyszłym tygodniu jedziemy do Nowej Zelandii”.

Od płaczu oczy tak mi spuchły, że zrobiły się jak szparki. Nos też mi spuchł. Nawet kiedy jestem w dobrej formie, trudno go nazwać małym, ale teraz wyglądam, jakbym miała trzy policzki. Cudownie. Dzięki Ci, Boże.

21.00 Nigdy tego nie przeboleję.

21.00 Czas mija bardzo powoli, kiedy się ma myśli samobójcze.

21.15 Żeby ukryć szpareczki, założyłam okulary przeciwsłoneczne. Dostałam je od mamy, która podjęła żałosną próbę przekonania mnie do wyjazdu do krainy Maorysów. Właściwie są całkiem niezłe. Wyglądam w nich trochę jak te francuskie aktorki, które palą gauloise’y i często płaczą, a w przerwach całują się z Gerardem Depardieu. Przećwiczyłam przed lustrem francuski akcent ze słynnym „r».

– A kiedy miałam – jak to się mówi? – cztehrnaście lat, mes1 hrodzice, mes très, très horriblement2 hrodzice zabhrali mnie do Nowej Zelandii. Och, merde3!

W tej chwili usłyszałam, że mama idzie po schodach, więc szybko wskoczyłam do łóżka. Wetknęła głowę do pokoju i spytała:

– Georgia... śpisz?

Nie odpowiedziałam. Będzie miała nauczkę.

Wychodząc, rzuciła:

– Na twoim miejscu nie spałabym w okularach przeciwsłonecznych, bo jeszcze wbiją ci się w głowę.

A cóż to za metody wychowawcze? Mama ma mniej więcej takie pojęcie o medycynie jak tata o majsterkowaniu. Wszyscy widzieliśmy szopę, którą postawił. Zanim runęła na wujka Eddiego.

Zaczęłam odpływać w pełen koszmarów sen, kiedy usłyszałam krzyki dobiegające z sąsiedniego ogrodu. Państwo Sąsiedzi darli się, rzucali jakimiś przedmiotami i w ogóle robili straszliwy hałas. Słowo daję, czy to naprawdę najlepsza pora na uprawianie ogródka? Nie mają żadnego szacunku dla osób, które chciałyby sobie pospać, bo właśnie przeżywają wielką tragedię. Miałam ochotę otworzyć okno i krzyknąć: „Może byście trochę ciszej uprawiali ten ogródek, świry jedne?!».

Ale nie chciało mi się wstawać z mojego przytulnego łoża boleści.

Mucho excitemondo4obława

0.10 Kiedy rozległ się dzwonek do drzwi, wyskoczyłam z łóżka, stanęłam na schodach i spojrzałam w dół. Mama otworzyła drzwi, mając na sobie tylko koszulę nocną, przez którą wszystko było widać! Nawet gdyby ktoś nie chciał widzieć. Na przykład ja. Ona jest bezwstydna. W progu stało dwóch policjantów. Większy trzymał przed sobą w wyciągniętej ręce jakiś spory worek, a spodnie wokół kostek miał zupełnie poszarpane.

– Cholera, to pani kot? – spytał niezbyt uprzejmie jak na funkcjonariusza policji.

– Yyy... no...

Zbiegłam ze schodów i podeszłam do drzwi.

– Dobry wieczór, panie posterunkowy. Czy ten kot jest wielkości mniej więcej małego labradora?

– Tak.

Z aprobatą kiwnęłam głową.

– A czy ma pręgowaną sierść i brakuje mu kawałka ucha?

– Yyy... tak – powiedział posterunkowy Grubas.

– W takim razie to nie nasz, przykro mi.

Wydawało mi się, że to bardzo zabawne, ale policjant był najwyraźniej innego zdania.

– To poważna sprawa, młoda damo.

Mama znowu zaczęła cmokać z niezadowoleniem, jednocześnie kręcąc głową i poprawiając sobie melony. Wyglądało to bardzo nieatrakcyjnie. Pomyślałam, że policjant się obruszy i powie: „Proszę się ubrać”, ale on dalej wyżywał się na mnie.

– Przez to zwierzę wasi sąsiedzi całą godzinę byli uwięzieni w cieplarni. W końcu udało im się uciec do domu, ale wtedy kot zaatakował ich pudle.

– Tak, często to robi. Ma w sobie krew szkockiego żbika. Czasami słyszy zew natury i wtedy...

– Powinniście lepiej go pilnować.

Marudził tak jeszcze chyba z tysiąc godzin. Tak cierpliwie, jak tylko mogłam, chociaż już i tak miałam dość zmartwień na głowie, powiedziałam:

– Proszę posłuchać, rodzice każą mi jechać ze sobą do Whangamata. To na drugim, beznadziejnym końcu świata. W Nowej Zelandii. Oglądał pan Sąsiadów? Mógłby mi pan jakoś pomóc?

Mama zgromiła mnie wzrokiem.

– Nie zaczynaj, Georgia, nie jestem w nastroju. Policjant najwyraźniej też nie był „w nastroju”.

– To poważne ostrzeżenie – powiedział. – Albo będziecie lepiej go pilnować, albo zostanę zmuszony podjąć bardziej stanowcze kroki.

Mama jak zwykle zachowała się beznadziejnie. Zaczęła się głupio uśmiechać i bawić włosami.

– Strasznie przepraszam za kłopot, panie inspektorze. Może miałby pan ochotę wstąpić na drinka przed snem?

Ale ŻENADA. Pewnie sobie pomyślał, że w wolnym czasie prowadzimy tu burdel. „Inspektor” uśmiechnął się szeroko i odparł:

– To bardzo miło z pani strony, ale musimy wracać do naszych obowiązków. Musimy chronić ludność przed groźnymi przestępcami, niebezpiecznymi kocurami i tak dalej.

Bez słowa wzięłam od niego wierzgający worek i tylko ironicznie spojrzałam na jego poszarpane nogawki.

Mama znowu dostała SZAŁU.

– Angus musi stąd odejść.

– No super, zniszcz wszystko, co kocham. Myślisz tylko o sobie, przeganiasz mnie przez połowę wszechświata i przez ciebie tracę jedynego chłopca, którego kocham. Wiesz, nie można tak po prostu zostawiać Bogów Seksu, oni muszą być pod stałym nadzorem i...

Poszła do swojego pokoju.

Angus wygramolił się z worka i zaczął myszkować po kuchni w poszukiwaniu czegoś na ząb. Mruczał jak silnik. Weszła zaspana Libby ze swym kocykiem. Pielucha opadła jej aż do kolan. Ostatnią rzeczą, jakiej teraz jeszcze potrzebowałam, była eksplozja kupy, więc powiedziałam:

– Libby, idź do mamusi i powiedz, że zrobiłaś kupkę.

Ale ona odparła tylko:

– Ćśśś, niegzecny chlopcik. – I podeszła do Angusa. Pocałowała go w nos, który potem zaczęła ssać, a następnie zaciągnęła kota do łóżka.

Nie wiem, dlaczego on pozwala, żeby z nim robiła, co jej się żywnie podoba. Wczoraj, kiedy chciałam mu odebrać miskę, a on jeszcze nie skończył jeść, prawie mi odgryzł rękę.

Poniedziałek, 19 lipca

11.00 Jestem w wielkiej desperacji. Minęło półtora dnia, odkąd całowałam się z Bogiem Seksu. Chyba mam objawy odstawienia. Usta same układają mi się w dziobek.

MUSZĘ się jakoś wykręcić od wyjazdu do krainy Maorysów. Dziś rano rozpoczęłam strajk głodowy. No, zjadłam tylko kilka biszkoptów.

14.00 Zadzwonił telefon.

– Kochanie, mogłabyś odebrać? Jestem w wannie! – wrzasnęła do mnie mama.

– Możesz się szorować, ale wnętrza i tak sobie nie umyjesz! – odwrzasnęłam.

– Georgia!!! – ryknęła znowu.

Zwlokłam się ze swego łoża boleści, zeszłam na dół i odebrałam telefon.

– Halo, tu hotel Złamanych Serc – powiedziałam, ale usłyszałam jedynie trzask-trzask, pstryk-pstryk, więc zaczęłam bardzo głośno krzyczeć do słuchawki: – HALO!!! HALO!!! HALO!!!

– Jasna cholera!! – odezwał się ten odległy głos.

Był to mój ojciec, czyli Vati, jak go nazywam. Dzwonił z Nowej Zelandii. Jak zwykle bez powodu był w złym humorze.

– Dlaczego tak się wydzierasz w słuchawkę? Aż mi w uszach dzwoni.

– Bo się nie odzywałeś – wyjaśniłam bardzo rozsądnie.

– Przecież powiedziałem „cześć”.

– Nic nie słyszałam.

– To pewnie źle słuchałaś.

– Jak mogłam źle słuchać, skoro odebrałam ten telefon?

– Nie wiem, ale jeżeli ktoś może, to właśnie ty.

Ojej, znowu ta sama stara śpiewka, zawsze to ja coś źle robię.

– Mama jest w wannie – oznajmiłam.

– Chwileczkę, nie chcesz się dowiedzieć, co u mnie?

– Yyy, niech zgadnę... Masz śmieszne wąsy i trochę zaokrągloną pupę?

– Nie bądź bezczelna! Zawołaj mamę. Już nie mam do ciebie siły. Czego was uczą w tej szkole, oprócz bezczelności i malowania się szminką?

Odłożyłam na bok słuchawkę, bo jeżeli mu się pozwoli, tata może tak zrzędzić tysiąc lat.

– Mutti! – krzyknęłam. – Dzwoni jakiś facet. Twierdzi, że jest moim kochanym Vati, ale chyba kłamie, bo był wobec mnie bardzo opryskliwy.

Mama wyszła z łazienki z mokrymi włosami ociekającymi wodą, w samych majtkach i staniku. Ma ogromne melony, aż dziw, że się nie przewraca pod ich ciężarem. Boże drogi.

– Wiesz, nastolatki w moim wieku są bardzo podatne na wpływy.

Rzuciła mi gniewne spojrzenie i złapała słuchawkę. Wychodząc, usłyszałam, jak mówi:

– Cześć, kochanie. Co? Wiem. Oj, wiem. Nie musisz mi tego mówić... Mam ją na co dzień. Koszmar.

Milutko, nie?

Każdemu, kto chce mnie wysłuchać (czyli nikomu), mówię, że ja się nie prosiłam na ten świat. Jestem tu tylko dlatego, że ona i Vati... blee.. wolę nie kończyć.

W moim pokoju

14.00 Słyszałam, jak mamrotała do taty:

– Hm, wiem, Bob... wiem... aha... WIEM... wiem. Tak, wiem...

Na święte gacie, ci dorośli są niemożliwi.

– Przekaż mu delikatnie – zawołałam – że nie pojadę nawet za TRYLION lat.

Chyba usłyszał, bo nawet do mnie, na górę, dobiegły dźwięki ze słuchawki. Nie zdziwiły mnie te krzyki, bo mój Vati ma skłonności do agresji. Kiedyś, gdy na chwilę wyszedł z pokoju, wlałam mu do piwa wodę po goleniu i sok z limony. Dla śmiechu. Ale on w ogóle nie załapał tego dowcipu. Kiedy przestał się krztusić, dostał szału i wrzasnął: „Ty skończona IDIOTKO!!!”. Po takim przeżyciu kiedyś, w przyszłości, będę musiała wybulić setki funtów na psychoterapię. (Jeżeli w ogóle będzie jakaś przyszłość, w co wątpię).

14.30 Słucham smutnych piosenek i nadal jestem w piżamie.

Do mojego pokoju weszła mama. – Mogę?

– Nie.

Ale jakoś jej to nie zniechęciło.

Weszła, usiadła na brzegu łóżka i położyła rękę na mojej nodze.

– Auua!! – krzyknęłam.

– Słuchaj, kochanie. Wiem, że to trochę skomplikowane, zwłaszcza w twoim wieku, ale to dla nas naprawdę ogromna szansa. Twój tata uważa, że w Whangamata może do czegoś dojść.

– A teraz mu źle? Niektórzy lubią grubasów z idiotycznymi wąsami. Na przykład ty.

Znowu zaczęła się zachowywać jak rodzic.

– Georgia, arogancja wcale nie jest zabawna.

– Jest.

– Nie jest.

– A śmiałaś się, kiedy Libby powiedziała o panu Sąsiedzie: „miły palant».

– Libby ma dopiero trzy lata i myśli, że palant to coś w rodzaju „Bill” czy „tata”. Nie rozumiesz, że to może być fantastyczna przygoda?

– Na przykład taka jak wtedy, kiedy idziesz do szkoły, nagle przejeżdża cię autobus i trafiasz do szpitala?

– Tak, taka jak wtedy... NIE!!! No, Georgia, zachowaj się jak prawdziwa kumpelka, zrób to dla mnie.

Nic nie odpowiedziałam.

– Wiesz, że twój tata nie może tu znaleźć pracy. Co ma robić? Po prostu myśli o nas.

Po chwili westchnęła i wyszła.

Życie jest tres merde i denne do kwadratu. Dlaczego Mufti nie rozumie, że teraz nie mogę wyjechać? Czasami bywa nieprawdopodobnie tępa. Raczej to nie po niej odziedziczyłam inteligencję. Na pewno nie dzięki nie jestem najlepsza z... yyy... no nieważne. To, co robię, nie ma z nią nic wspólnego. Na swoje nieszczęście otrzymałam część jej genów. Na przykład gen małpich brwi. Ona ciągle musi je sobie wyskubywać, żeby się nie zrastały, i egoistycznie przekazała mi to nieszczęście. Po tym jak w zeszłym semestrze przez pomyłkę je sobie zgoliłam, zrobiły się jeszcze bardziej krzaczaste i nastroszone. Od czasu tego golenia rosną chyba z metr na tydzień. Gdybym zostawiła je w spokoju, do października zdążyłabym oślepnąć. Jas ma normalne brwi, dlaczego ja nie mogę mieć?

Skoro już o tym mowa, najgorsze jest to, że chyba odziedziczyłam również geny piersi. Moje melony wyraźnie rosną. Bardzo się martwię, że będę miała takie ogromne jak ona. Wszyscy zwracają uwagę na jej biust.

Kiedyś, gdy płynęliśmy promem do Francji, tata powiedział do mamy:

– Nie stawaj zbyt blisko krawędzi, Connie, bo twój biust może zostać uznany za zagrożenie dla stabilności statku.

17.00 Przed chwilą mnie olśniło!!! To oczywiste, jestem prawdziwym geniuszem! Bułka z masłem! Po prostu powiem mamie, że zostanę i... ZAJMĘ SIĘ DOMEM!!! Domu nie można opuszczać na tyle miesięcy, bo... yyy... mogliby się tu zagnieździć dzicy lokatorzy. Anarchiści, którzy wszystko przemalują na czarno, pewnie nawet pudle państwa Sąsiadów, którzy jeszcze będą błagać Angusa, żeby wrócił.

Wspaniały, cudowny, fantastyczny pomysł!!! Mama na pewno uzna go za sensowny.

Obiecam, że będę się zachowywać bardzo dojrzale i odpowiedzialnie, jak absolutnie dorosła osoba. Chcę zostać w Anglii głównie z powodu tutejszego świetnego systemu nauczania. Właśnie w ten sposób przedstawię to Mutti.

„Mutti – powiem – w mojej edukacji to bardzo ważny okres. Myślę, że zostanę przyjęta do drużyny hokeja na trawie”.

Całe szczęście, że w zeszłym semestrze nie zawracałam mamie głowy uwagami w dzienniczku. Oszczędziłam jej konieczności czytania ich, bo sama wszystko podpisywałam.

17.05 Sokole Oko mogłaby mi wpisać do dzienniczka coś nieco bardziej oryginalnego niż: „Beznadziejnie dziecinne zachowanie na lekcji”. I to tylko dlatego, że przyłapała mnie na tym, jak udawałam (genialnie) szczękościsk.

17.10 Mogłabym urządzać czadowe imprezy, na które wszyscy waliliby drzwiami i oknami. Zrobię listę osób, które zaproszę:

1. Bogowie Seksu.

Robbie... yyy, i to wszystko.

2. Drużyna Asów.

Rosie, Jools, Ellen i może jeszcze Jas, jeżeli tylko weźmie się w garść i bardziej się postara. Odkąd spiknęła się z Tomem, trochę mnie zaniedbała.

3.Bliscy znajomi.

Mabs, Sarah, Patty, Abbie, Phebes, Hattie, Bella... ludzie, z którymi lubię się pośmiać, ale którym niekoniecznie pożyczyłabym skórzaną kurtkę mojej mamy... następnie dobre kumpelki i ich przystojni bracia.

17.20 Może wpuszczę nawet beznadziejnych tancerzy, takich jak Sven, jeżeli będą sympatyczni lub wykażą poczucie humoru (i przyniosą prezenty).

17.25 Powiem wam, kogo nie zaproszę – Okropnej P. Green. Ma absolutny zakaz wstępu. Jeżeli w przyszłym semestrze znowu zostanę zmuszona siedzieć z nią w jednej ławce, to chyba się zabiję. Dlaczego ona ciągle tak przynudza? Na pewno robi mi to na złość. Hoduje w domu chomiki. Nienormalna czy jak?

Kto jeszcze znajdzie się na czarnej liście? Nudna Lindsay, była Robbiego. Postąpiłabym okrutnie, zapraszając ją i pozwalając, by patrzyła na nasze szczęście, jak się całujemy itd. Poza tym mogłaby mnie zabić, a to by zepsuło imprezowy nastrój.

Kto jeszcze? Ooo, już wiem. Jackie i Alison, znane również jako Koszmarne Bliźniaczki. Nie mogą przyjść, bo są zbyt pospolite.

21.10 Wyglądam przez okno. Widzę Marka, chłopaka z największymi ustami na świecie. Idzie z kumplami do miasta. No tak, ludzie się bawią. Okropne. Ja nie mam prawdziwych przyjaciółek – jak tylko pojawia się na horyzoncie jakiś chłopak, od razu o mnie zapominają. Żałosne.

Ja bym nigdy nie mogła być tak płytka.

Ciekawe, czy Bóg Seksu rozmyślił się z powodu mojego nosa?

21.15 Dzwoniła Jas. Na chwilę oderwała się od tego swojego Toma.

– Już jej powiedziałaś, że nie jedziesz? – spytała.

– Nie, próbuję, ale ona w ogóle nie zwraca na mnie uwagi. Powiedziałam, że to bardzo ważny okres w moim życiu, bo mam czternaście lat i balansuję na krawędzi kobiecości.

– Na czym?

Jas czasami zachowuje się jak wiejski przygłup.

– Pamiętasz, co na koniec drugiego semestru powiedziała Chuda, nasza szacowna pani dyrektor? „Dziewczęta, balansujecie na krawędzi kobiecości i dlatego nie chcę już widzieć piegów namalowanych na nosach. To głupie, niedystyngowane i wcale nie jest zabawne».

– Przecież sztuczne piegi są zabawne.

– Wiem.

– To dlaczego Chuda powiedziała, że nie są?

– Jas.

– Co?

– Zamknij się.

21.30 Mam w łóżku pociąg i Barbie nurka z rękami jak stalowe widelce. Zupełnie jakbym spała w pudle na zabawki, tylko nie jest mi aż tak wygodnie. Poza tym Libby uparła się, żebyśmy się pobawiły w eskimoskie całowanie: aż mnie nos rozbolał.

– Libby, już dosyć tych Eskimosów – powiedziałam, ale ona odparła tylko:

– Kiwgglkwoggleugug. – Zdaje się, że miało to być po eskimosku.

Co się dzieje z moim życiem? Dlaczego jest tak bezdennie kretyńskie?

22.00 Patrzyłam na niebo i gwiazdy za oknem i myślałam o wszystkich postaciach historycznych, które były tak samo smutne jak ja i prosiły Boga o pomoc. Padłam na kolana (trochę zabolało, bo wylądowałam na talerzu kanapek z dżemem, który zostawiłam przy łóżku) i cała we łzach zaczęłam się modlić: „Boże, błagam, niech zadzwoni telefon i niech to będzie Robbie. Obiecuję, że jeżeli tak się stanie, zacznę codziennie chodzić do kościoła. Dziękuję”.

Północ To tyle, jeżeli chodzi o naszego Vati w niebiesiech. Kurczę, jaki jest sens prosić o coś Boga, skoro się tego nie dostaje?

Jutro kupię sobie posążek Buddy.

1.00 Ponieważ zostało mi niewiele czasu, lepiej po prostu o coś go poproszę, zamiast inwestować w jego figurkę.

Kompletnie nie wiem, jak się zwracać do Buddy. Mam nadzieję, że rozumie po angielsku. Przypuszczam, że – jak większość bóstw – umie czytać w myślach.

1.30 Ponieważ dopiero od niedawna (pół godziny) jestem praktykującą buddystką, ograniczę swoje prośby do najważniejszych spraw.

Czyli:

1. Kiedy poproszę mamę, żeby zostawiła dom pod moją opieką, usłyszę odpowiedź: „Oczywiście, kochanie”.

2. Zadzwoni BS.

1.35 Na tym poprzestanę. Nie będę poruszała kwestii nosa (powinien być mniejszy i bardziej zadarty) ani zmniejszenia piersi, bo inaczej spędzę na tym resztę nocy i jeszcze Budda gotów sobie pomyśleć, że strasznie bezczelna ze mnie świeżo nawrócona buddystka i że wierzę tylko po to, żeby spełniał moje prośby.

Wtorek, 20 lipca

10.00Mój pokój... wkrótce przemieni się w świątynię Buddy. Chyba że Bóg weźmie się do roboty. Ptaki ćwierkają jak na ptasiej imprezie. Cudowny, słoneczny dzień. Dla niektórych. Widzę, jak słońce odbija się od łysej czaszki pana Sąsiada, który bawi się ze swoimi głupimi, zarozumiałymi pudlami. Chwileczkę. W pobliżu szopy dostrzegłam Angusa. Ojoj, wygląda na nieco głodnego, chyba ma ochotę na kanapkę z pudlem. Lepiej zwabię go kawałkiem kiełbasy, żeby nie dopuścić do interwencji policji.

Jak, na wielkie gacie pana Sąsiada, mam zostać buddystką, skoro ciągle coś mi przeszkadza? Założę się, że Dalajlama nie ma kota. Ani taty w Nowej Zelandii. (Ciekawe, czy ojciec Dalajlamy to tatalama...? Czasami zadziwiam samą siebie, że nie straciłam poczucia humoru, chociaż moje życie to jedna wielka parodia!!!).

10.36 I po co to wszystko? Kiedy powiedziałam mamie o moim pomyśle, że zajmę się domem, roześmiała i kazała mi brać się do pakowania.

Południe Gołym okiem widać, że mam głęboką depresję, ale mama oczywiście uwija się i w ogóle zachowuje tak, jakby życie nie było koszmarem (chociaż nim jest). Kazała mi wstać i pokazać, co spakowałam na wyjazd do Whangamata. Dostała szału.

– Mężczyźni są Marsa, kobiety z Wenus, zalotka do rzęs, dwa komplety bikini i rozpinany sweter?!

– I tak nie zamierzam wychodzić z domu, bo nie lubię owiec, a poza tym mam złamane serce.

– To po co ci bikini?

– Dla zdrowia.

– Jak to?

– Z powodu złamanego serca straciłam apetyt, więc promienie słoneczne uchronią mnie przed krzywicą. Przerabialiśmy to na biologii.

– Teraz jest tam zima.

– Typowe.

– Zachowujesz się niedorzecznie.

Wtedy przelała się czara goryczy.

– Ja zachowuję się niedorzecznie?!!! Ja zachowuję się niedorzecznie?!!! To nie ja ciągnę kogoś na drugi koniec świata – i to bez żadnego powodu!!!

Mama zrobiła się czerwona jak burak.

– Bez żadnego powodu?! Jedziemy tam po to, żeby się spotkać z twoim tatą!

– Mów za siebie.

– Georgia, jesteś okropna! – I wypadła z pokoju.

Chciało mi się płakać. To nie moja wina, że jestem okropna. Znajduję się pod dużą presją. Dlaczego tata nie może mieszkać tutaj? Wtedy mogłabym być okropna dla niego, nie czując się przy tym tak beznadziejnie. (I nie musiałabym jechać na drugi koniec planety. Większość nastolatków, kiedy chce się zachować okropnie wobec swoich rodziców, musi tylko wejść do salonu).

Ludzie nie rozumieją, że to niełatwe mieć „słomianego ojca”. Praktycznie rzecz biorąc, jestem sierotą (no, gdyby pominąć mamę, dziadków, beznadziejnego kuzyna Jamesa itd.).

13.00 Do mojego pokoju zakradła się Libby, ostrożnie niosąc miseczkę z mlekiem. Szła na palcach, cichutko mrucząc.

– Jesteś kochana, Libbs. Postaw ją tutaj. Angus wybrał się na polowanie – powiedziałam.

Bardzo powoli, nadal na paluszkach, przyniosła mi miseczkę i postawiła ją na biurku. Potem położyła rączki na mojej głowie i zaczęła mnie głaskać. Łzy napłynęły mi do oczu.

– Skoro sama nigdy nie zaznam szczęścia, to mogę chociaż się postarać, żebyś ty była szczęśliwa, Libbs. Porzucę wszelkie myśli o szczęściu i zostanę twoją buddyjską pielęgniarką. Dla twojego dobra zacznę nosić buty na płaskim obcasie i te okropne pomarańczowe szaty, i...

Wtedy Libbs zaczęła dość brutalnie pchać moją głowę do miseczki z mlekiem.

– No, kotku, pij mlecko.

Niedługo każę mi spać w koszyku Angusa. Słowo daję, już najwyższa pora, żeby poszła do przedszkola i poznała normalne dzieci.

Do Nowej Zelandii leci się dwadzieścia cztery godziny.

18.00