Zgaś światło, zanim wejdziesz - Łukasz Nester - ebook

Zgaś światło, zanim wejdziesz ebook

Łukasz Nester

0,0

Opis

Jedna noc. Dwie maski. Prawda, która miała pozostać w ciemności.

Podczas zamkniętego balu w maskach Iga od razu rozpoznaje Aleksandra. Mogłaby zdradzić, kim jest, lecz pozwala mu wierzyć, że spotkał nieznajomą. Bez nazwisk, zawodowej rywalizacji i wszystkich powodów, dla których powinni trzymać się od siebie z daleka, napięcie między nimi szybko wymyka się spod kontroli.

W ciemności łatwiej zapomnieć o konsekwencjach. Trudniej przestać pragnąć chwili, która nigdy nie powinna się wydarzyć.

Następnego dnia Iga i Aleksander stają naprzeciw siebie już bez masek. Łączy ich walka o prestiżowy kontrakt, który może odmienić ich kariery. Każde chce wygrać, żadne nie zamierza ustąpić. Problem w tym, że zawodowa rywalizacja coraz częściej staje się tylko pretekstem, aby znaleźć się bliżej siebie.

Aleksander nie wie, kim była kobieta z balu. Iga wie o nim znacznie więcej, niż powinna. Każde spotkanie pogłębia napięcie, a każde przemilczenie przybliża moment, w którym prawda będzie musiała wyjść na jaw.

Gdy pożądanie miesza się z podejrzeniami, a granica między grą i prawdziwym uczuciem zaczyna znikać, oboje muszą zdecydować, ile są gotowi zaryzykować. Karierę, reputację, wzajemne zaufanie, a może także własne serca.

„Zgaś światło, zanim wejdziesz” to pełen napięcia i zmysłowości romans erotyczny o sekretach, rywalizacji oraz pragnieniu, które staje się silniejsze od rozsądku. To historia dwojga ludzi próbujących ukryć się za maskami, choć tylko w świetle mogą zobaczyć siebie naprawdę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 102

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Zgaś światło, zanim wejdziesz

Łukasz Nester

Nota wydawnicza

Copyright © 2026 Łukasz Nester

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wydanie elektroniczne, 2026.

Ta książka jest dziełem fikcji. Imiona, postacie, miejsca i wydarzenia są wytworem wyobraźni autora albo zostały wykorzystane fikcyjnie.

PrologCzarna koperta

Koperta leżała dokładnie pośrodku jej biurka.

Iga zatrzymała się w drzwiach gabinetu i przez kilka sekund patrzyła na nią bez ruchu. Była pewna, że wcześniej jej tam nie było. Wyszła tylko po kawę, zostawiając pusty blat, zamknięte okna i drzwi, do których klucz posiadały zaledwie trzy osoby.

Dochodziła północ. W biurze nie został już nikt poza nią.

Podeszła do biurka, odstawiła filiżankę i przesunęła palcem po matowym papierze. Na kopercie nie było znaczka, adresu ani nazwy nadawcy. Widniały na niej jedynie dwie litery wytłoczone srebrną folią.

IR.

Ktoś nie tylko wiedział, gdzie pracowała. Wiedział również, przy którym biurku usiądzie po powrocie.

Iga odwróciła kopertę. Lakowa pieczęć przedstawiała półksiężyc wpisany w literę N.

Rozpoznała znak natychmiast.

NOX.

Marka bielizny, o której w branży mówiono od kilku miesięcy, chociaż formalnie jeszcze nie istniała. Stworzyła ją Celina Orłowska, spadkobierczyni rodzinnego domu mody i kobieta słynąca z tego, że nigdy nie prosiła o spotkanie dwa razy. Jej nowy projekt miał wejść jednocześnie na kilka europejskich rynków. Budżet kampanii był większy niż wszystkie zlecenia Igi z ostatniego roku razem wzięte.

Zdobycie tego kontraktu mogło zmienić pozycję jej agencji.

Przegrana nie powinna niczego zmienić.

Tyle że od trzech miesięcy Iga coraz częściej sprawdzała firmowe konto przed snem. Odeszło dwóch klientów, jeden opóźniał płatność, a właściciel budynku właśnie zapowiedział podwyżkę czynszu. Nikt z jej pracowników o tym nie wiedział. Nadal widzieli w niej kobietę, która zawsze miała plan i nigdy nie podnosiła głosu, nawet gdy wszystko dookoła zaczynało się rozpadać.

Ostrożnie złamała pieczęć.

Wewnątrz znajdowała się karta z grubego, kremowego papieru.

„Pani Igo,

zapraszam na noc, podczas której nazwiska nie mają znaczenia, twarze nie muszą mówić prawdy, a najlepsze pomysły rodzą się dopiero po zgaszeniu światła.

Pałac Rzewuskich.

Sobota. Godzina dwudziesta trzecia.

Proszę przyjechać sama.

Telefon pozostanie przy wejściu. Maska będzie obowiązkowa. Pytania dotyczące tożsamości pozostałych gości są zabronione.

Następnego ranka rozpocznie się zamknięty konkurs na kampanię marki NOX.

Celina Orłowska.”

Iga przeczytała wiadomość drugi raz. Później trzeci, wolniej, zwracając uwagę na każde słowo.

Na dnie koperty znajdowała się jeszcze jedna, mniejsza kartka.

Lista zaproszonych.

Sześć nazwisk. Sześć agencji. Sześć osób, z których każda mogła odebrać jej kontrakt.

Pierwsze cztery przeczytała bez większych emocji. Przy piątym nazwisku jej palce zacisnęły się mocniej na papierze.

Aleksander Karski.

Przez chwilę słyszała jedynie cichy szum klimatyzacji.

Nie widziała go od prawie roku. Nie rozmawiała z nim jeszcze dłużej, jeżeli krótkie, przesadnie uprzejme powitania podczas branżowych wydarzeń można było w ogóle nazwać rozmową. Mimo to pamiętała jego głos. Niski, spokojny i irytująco pewny siebie. Pamiętała także sposób, w jaki patrzył na rozmówcę, jakby już znał zakończenie dyskusji i tylko cierpliwie czekał, aż druga strona do niego dotrze.

Trzy lata wcześniej jego studio zdobyło kampanię, nad którą Iga pracowała przez cztery miesiące. Nie chodziło jedynie o podobne kolory czy zbliżony język komunikacji. W prezentacji Aleksandra znalazło się zdanie przepisane niemal słowo w słowo z jej projektu.

Nigdy nie dowiedziała się, w jaki sposób do niego trafiło.

Kiedy zapytała go o to po ogłoszeniu wyników, nawet nie próbował się tłumaczyć.

„Nie każda przegrana oznacza, że ktoś cię oszukał”, powiedział wtedy.

Odpowiedziała, że nie każda wygrana świadczy o talencie.

Uśmiechnął się. Nie szyderczo ani protekcjonalnie. Wyglądał, jakby naprawdę spodobała mu się jej odpowiedź.

Nienawidziła go za tamten uśmiech prawie tak samo jak za skradziony pomysł.

Wzięła filiżankę, lecz kawa zdążyła wystygnąć. Podeszła do okna i spojrzała na pogrążone w mroku miasto. W szklanej tafli widziała własne odbicie. Ciemne włosy spięte niedbale na karku, białą koszulę z podwiniętymi rękawami i cień zmęczenia pod oczami.

Pomyślała o Aleksandrze.

Niepotrzebnie przypomniała sobie, że był wysoki. Że pod idealnie skrojonymi marynarkami kryły się szerokie ramiona. Że kiedy podczas ich ostatniej rozmowy nachylił się nad stołem, poczuła zapach jego perfum i przez krótką, kompromitującą chwilę zapomniała, dlaczego przyszła.

Nie znosiła tego, że jej ciało potrafiło reagować na człowieka, którego nie szanowała.

Odłożyła filiżankę.

Na odwrocie listy znajdowało się odręczne zdanie.

„Pani największy rywal już potwierdził obecność.”

Celina Orłowska wiedziała, co robi. Nie organizowała zwykłego konkursu. Chciała zamknąć sześcioro ambitnych ludzi w jednym pałacu, odebrać im nazwiska i sprawdzić, co pozostanie, gdy przestaną chronić się zawodową pozycją.

Iga powinna była odmówić. Cała ta maskarada pachniała manipulacją, a ona nie lubiła uczestniczyć w grach, których zasad nie ustalała sama.

Ponownie spojrzała na nazwisko Aleksandra.

Wyobraziła go sobie w masce. Pozbawionego logo własnej agencji, zespołu asystentów i ludzi gotowych śmiać się z każdego jego żartu. Ciekawe, czy bez nazwiska nadal byłby tak pewny siebie. Czy rozpoznałaby go po głosie, sposobie poruszania się albo spojrzeniu.

Czy on rozpoznałby ją.

Ta myśl zatrzymała ją na dłużej, niż powinna.

Wsunęła zaproszenie z powrotem do koperty, lecz listę gości pozostawiła na biurku. Otworzyła kalendarz i usunęła wszystkie plany na sobotni wieczór.

Aleksander Karski sądził, że jedzie na bal, podczas którego nikt nie będzie wiedział, kim jest.

Mylił się.

Iga zamierzała rozpoznać go pierwsza.

A później zgasić światło.

Rozdział 1Srebrna maska

Deszcz uderzał o dach samochodu, gdy Iga skręciła w aleję prowadzącą do pałacu Rzewuskich.

Po obu stronach drogi rosły stare lipy. Ich mokre gałęzie tworzyły nad jezdnią ciemne sklepienie, przez które przebijało światło ustawionych na ziemi lamp. Pałac pojawił się dopiero za ostatnim zakrętem. Jasna fasada unosiła się pośród czerni parku jak teatralna dekoracja, zbyt doskonała, by mogła być prawdziwa.

Przed schodami zatrzymywały się kolejne samochody. Goście wysiadali pojedynczo. Każdy miał na twarzy maskę.

Iga zaparkowała w miejscu wskazanym przez obsługę i przez chwilę nie wyłączała silnika. Sprawdziła godzinę. Dochodziła dwudziesta trzecia. Mogła jeszcze zawrócić, chociaż sama myśl o tym wywołała w niej irytację.

Nie przejechała prawie czterdziestu kilometrów po to, żeby przestraszyć się grupy ludzi w wieczorowych strojach.

Otworzyła drzwi i wysiadła.

Czarna suknia, którą wybrała, pozostawiała odsłonięte ramiona i plecy. Materiał przylegał do talii, a niżej opadał miękko aż do kostek. Nie przypominała ubrań, w których zwykle pojawiała się na zawodowych spotkaniach. Nie miała podkreślać jej pozycji ani odwracać uwagi od prezentacji. Tego wieczoru sama stanowiła prezentację.

Rozpuściła włosy, chociaż niemal zawsze nosiła je spięte. Ciemne pasma opadały na ramiona, częściowo zasłaniając twarz. Maska z czarnego jedwabiu zakrywała okolice oczu i skronie. Jej krawędzie zdobiła cienka srebrna nić.

Wątpiła, żeby ktoś rozpoznał ją od razu.

Aleksander również nie powinien.

Przy wejściu powitała ją kobieta ubrana w grafitową suknię. Jej twarz pozostawała odkryta.

„Zaproszenie, proszę.”

Iga podała czarną kopertę.

Kobieta wyjęła ze środka kartę, przyłożyła ją do niewielkiego czytnika, a następnie wskazała aksamitne pudełko stojące na stoliku.

„Telefon i wszystkie urządzenia umożliwiające robienie zdjęć.”

Iga wyjęła telefon z torebki i umieściła go w jednej z przegródek.

„Od tej chwili nie wolno przedstawiać się nazwiskiem ani pytać o tożsamość pozostałych gości. Nie należy również rozmawiać o firmach, stanowiskach i wcześniejszych spotkaniach. O północy drzwi pałacu zostaną zamknięte. Będzie je można opuścić o dowolnej porze, ale ponowne wejście nie będzie możliwe.”

„A jeśli ktoś złamie zasady?”

Kobieta zamknęła pudełko i wręczyła Idze niewielki mosiężny żeton.

„Wtedy przestaje być brany pod uwagę przy wyborze agencji.”

Iga schowała żeton do torebki.

„Skuteczna metoda pilnowania dyscypliny.”

„Pani Orłowska nie organizuje przyjęć, na których panuje chaos.”

Drzwi otworzyły się przed nią bezszelestnie.

W holu płonęły setki świec. Ich blask odbijał się w czarnej posadzce i wysokich lustrach, tworząc wrażenie, że światło unosi się również pod stopami gości. Na ścianach wisiały ogromne fotografie kobiet ubranych w koronkę i jedwab. Nie pokazywały twarzy. Kadry zatrzymywały się na ustach, obojczykach, dłoniach i nagiej skórze pleców.

Iga odruchowo zaczęła analizować kompozycję.

NOX nie sprzedawał bielizny. Sprzedawał tajemnicę. Obietnicę, że człowiek może stać się kimś innym, jeżeli nikt nie zna jego nazwiska.

Pomysł nie był nowy, ale wykonano go doskonale.

Weszła do sali balowej. Z sufitu zwisały kryształowe żyrandole, lecz większość świec pozostała zgaszona. Muzyka płynęła z galerii na piętrze, gdzie kwartet smyczkowy grał wolną, zmysłową melodię. Kelnerzy w czarnych maskach poruszali się pomiędzy gośćmi, niosąc tace z szampanem.

Iga wzięła jeden kieliszek.

Przybyło około pięćdziesięciu osób, znacznie więcej niż wskazywała lista agencji. Celina najwyraźniej zaprosiła również inwestorów, projektantów, fotografów i przyszłych ambasadorów marki. Wszyscy zostali pozbawieni nazwisk. Znaczenie mogło mieć tylko to, co powiedzą i zrobią tej nocy.

Iga poczuła nieoczekiwaną lekkość.

Nikt nie wiedział, że jej firma walczy o utrzymanie płynności. Nikt nie patrzył na nią jak na kobietę, która od kilku lat próbowała dostać się do pierwszej ligi branży reklamowej. Mogła obserwować, nie tłumacząc swojej obecności. Mogła mówić bez zastanawiania się, czy każde zdanie zostanie później zacytowane na spotkaniu.

Mogła również podejść do Aleksandra i sprawdzić, czy rzeczywiście nie potrafił jej rozpoznać.

Najpierw musiała go znaleźć.

Powoli przesuwała wzrok po sali. Mężczyzna w masce przypominającej głowę kruka był zbyt niski. Ten stojący przy kominku miał podobną sylwetkę, ale poruszał się nerwowo, co nie pasowało do człowieka, który nawet spóźnienie samolotu potrafił traktować jak część własnego planu.

Aleksander zawsze zachowywał się tak, jakby przestrzeń należała do niego.

Znalazła go przy barze.

Stał bokiem, ubrany w czarny garnitur i koszulę bez krawata. Srebrna maska zasłaniała górną część jego twarzy. Była prosta, pozbawiona piór i ozdób. W pierwszej chwili Iga nie widziała niczego, co mogłoby potwierdzić jej podejrzenie. Dostrzegała tylko linię szczęki, ciemne włosy i szerokie ramiona.

Wtedy sięgnął po szklankę.

Mankiet koszuli przesunął się odrobinę, odsłaniając jasną bliznę biegnącą od nasady kciuka w stronę nadgarstka.

Iga widziała ją wcześniej. Podczas spotkania, na którym oskarżyła go o kradzież pomysłu, Aleksander przez cały czas obracał w dłoni długopis. Im bardziej była wściekła, tym spokojniej przesuwał palcami po cienkiej, nierównej linii na skórze.

To był on.

Jej serce przyspieszyło.

Aleksander rozmawiał z kobietą w czerwonej masce. Pochylił się, żeby lepiej ją usłyszeć, a potem odpowiedział coś, co wywołało jej śmiech. Iga poczuła znajome ukłucie złości. Nawet bez nazwiska i stanowiska potrzebował zaledwie kilku minut, by skupić na sobie czyjąś uwagę.

Powinna była odwrócić wzrok.

Nie zrobiła tego.

Czerwona maska położyła dłoń na jego ramieniu. Aleksander spojrzał na nią, lecz nie przysunął się bliżej. Jego zainteresowanie wydawało się uprzejme, nie osobiste. Po chwili kobieta odeszła w stronę parkietu.

Został sam.

Iga uniosła kieliszek do ust. Nie zamierzała do niego podchodzić. Chciała jedynie upewnić się, że przyjechał. Teraz mogła zniknąć wśród gości i pozwolić mu zastanawiać się następnego ranka, czy w ogóle ją widział.

Aleksander odwrócił głowę.

Ich spojrzenia spotkały się ponad salą.

Iga znieruchomiała z kieliszkiem przy ustach.

Nie mogła dostrzec dokładnie jego oczu, lecz wiedziała, że patrzył prosto na nią. Nie odwrócił wzroku. Nie dał po sobie poznać, że ją rozpoznał. Obserwował ją w ciszy, z tym samym spokojem, który zawsze doprowadzał ją do gniewu.

Odłożył szklankę.

Ruszył w jej stronę.

Iga mogła odejść. Kilka kroków dzieliło ją od grupy gości stojących przy drzwiach prowadzących do oranżerii. Gdyby do nich dołączyła, Aleksander prawdopodobnie uznałby, że źle odczytał jej spojrzenie.

Pozostała na miejscu.

Mężczyzna zatrzymał się przed nią. Z bliska srebrna maska wyglądała jeszcze bardziej surowo. Nie potrafiła wyczytać niczego z jego twarzy.

„Przyglądasz mi się od kilku minut”, powiedział.

Głos rozwiał ostatnie wątpliwości.

Iga upiła łyk szampana.

„Byłeś zajęty. Nie chciałam przeszkadzać.”

Kącik jego ust uniósł się lekko.

„Nie wyglądasz na kobietę, która obawia się komuś przeszkodzić.”

Nie zareagował na jej głos. Nie wypowiedział jej imienia. W jego spojrzeniu nie pojawił się nawet cień rozpoznania.

Naprawdę nie wiedział, kim była.

Świadomość ta wywołała w niej przyjemne, niemal niebezpieczne ciepło.

„A ty nie wyglądasz na mężczyznę, który długo pozostaje sam”, odpowiedziała.

„Może czekałem, aż przestaniesz tylko patrzeć.”

„Nie wiedziałam, że mam zrobić coś więcej.”

„Wiedziałaś.”

Wyciągnął dłoń.

Blizna była wyraźnie widoczna. Iga patrzyła na nią przez sekundę, zanim położyła palce na jego skórze.

Aleksander poprowadził ją na parkiet.

Nie zapytał o zgodę słowami, ale zatrzymał się przed pierwszym krokiem, pozostawiając jej możliwość wycofania dłoni. Iga tego nie zrobiła. Jego druga ręka spoczęła na jej talii. Ciepło przeniknęło przez cienki materiał sukni.

Znała tego mężczyznę jako przeciwnika. Wiedziała, jak prowadził negocjacje, jak przerywał rozmówcom i jak patrzył na ludzi, gdy chciał zmusić ich do zmiany zdania.

Nie wiedziała, jak dotykał kobiety podczas tańca.

Prowadził pewnie, ale nie próbował przejąć nad nią pełnej kontroli. Pozwalał jej wyczuć rytm, dopasowywał krok do jej ruchów. Kiedy muzyka zwolniła, jego palce przesunęły się nieznacznie po odsłoniętej skórze jej pleców.

Iga poczuła napięcie nisko w brzuchu.

„Znamy się?” zapytał.

„Pytania o tożsamość są zabronione.”

„Nie zapytałem, kim jesteś.”

„Ale chciałbyś wiedzieć.”

„Jeszcze nie zdecydowałem.”

„Kłamiesz.”

Aleksander przyciągnął ją odrobinę bliżej.

„To odważne oskarżenie wobec człowieka, którego podobno nie znasz.”

Iga spojrzała w ciemne otwory srebrnej maski.

„Może wiem o tobie więcej, niż przypuszczasz.”

Przez chwilę nic nie mówił. Jego kciuk przesunął się po jej talii, powoli i świadomie. Ten drobny gest wystarczył, by oddech uwiązł jej w gardle.