Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Jedna szyba. Jeden mikrofon. Cztery zasady, których nie wolno złamać.
Lena doskonale zna siłę ludzkiego głosu. Jako realizatorka nagrań potrafi wychwycić najmniejsze zawahanie, ukryte emocje i oddech zdradzający więcej niż starannie dobrane słowa. W studiu zawsze zachowuje pełną kontrolę. Do chwili, gdy po drugiej stronie szyby staje Maks.
Jego głos jest niski, spokojny i niebezpiecznie sugestywny. Maks potrafi nadać intymne znaczenie nawet najprostszemu zdaniu. Podczas pracy nad zmysłowym audiobookiem napięcie pomiędzy nimi staje się niemożliwe do zignorowania. Każda kolejna sesja skraca dystans, a profesjonalne granice zaczynają znikać.
Lena i Maks zawierają układ. Nie zostają razem do rana. Nie pytają o innych ludzi. Nie spotykają się poza studiem. Przede wszystkim nie całują się po wszystkim, ponieważ pocałunek przed może być częścią pożądania, ale pocałunek po oznacza już bliskość.
To miała być relacja bez zobowiązań, przyszłości i trudnych pytań. Oboje byli przekonani, że wystarczy przestrzegać zasad, aby nikt nie został zraniony.
Wszystko zmienia się, gdy prywatne nagranie z ich udziałem trafia do sieci. Lena traci poczucie bezpieczeństwa, Maks staje się bohaterem skandalu, a uczucie, którego żadne z nich nie chciało nazwać, zostaje wystawione na próbę. Teraz muszą zdecydować, czy łatwiej będzie odejść, czy po raz pierwszy powiedzieć prawdę własnym głosem.
„Nie całuj mnie po wszystkim” to zmysłowy i emocjonalny romans dla dorosłych, w którym pożądanie rodzi się po obu stronach studyjnej szyby. To historia o kontroli, zaufaniu, strachu przed bliskością oraz o dwóch osobach, które ustaliły wszystkie zasady poza jedną. Co zrobić, kiedy układ bez przyszłości zaczyna przypominać prawdziwy związek?
Nie wszystko, co wydarzy się podczas nagrania, można później wyciąć. Nie każdy błąd da się usunąć. A czasami właśnie po wszystkim rozpoczyna się najważniejsza część historii.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 126
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Łukasz Nester
BMC Łukasz Nester
© 2026 Łukasz Nester
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydanie pierwsze, 2026
Wydawca: BMC Łukasz Nester
Publikacja przeznaczona dla czytelników pełnoletnich.
Wszystkie postacie i wydarzenia przedstawione w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób lub zdarzeń rzeczywistych jest przypadkowe.
Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności. Publikacja ma logiczną strukturę, nawigacyjny spis treści, tekst skalowalny oraz opisy alternatywne elementów graficznych.
Prolog. Nie całuj mnie po wszystkim
Rozdział 1. Głos, którego nie da się wyłączyć
Rozdział 2. Mężczyzna po drugiej stronie szyby
Rozdział 3. Pierwsza próba
Rozdział 4. Zdanie, które zabrzmiało zbyt prawdziwie
Rozdział 5. Po godzinach
Rozdział 6. Cztery zasady
Rozdział 7. Noc w studiu
Rozdział 8. Rano bez pytań
Rozdział 9. Jeszcze jedno nagranie
Rozdział 10. Słowa spoza scenariusza
Rozdział 11. Bliskość bez nazwy
Rozdział 12. Plik, który nie miał istnieć
Rozdział 13. Pocałunek po wszystkim
Rozdział 14. Cisza na słuchawkach
Rozdział 15. To, czego mi nie powiedziałeś
Rozdział 16. Ostatnia sesja
Rozdział 17. Tym razem bez roli
Rozdział 18. Zostań do końca
Rozdział 19. Głos po drugiej stronie
Rozdział 20. Własnym głosem
Rozdział 21. Bez daty ważności
Rozdział 22. Po wszystkim
Zakończenie. Nasz własny tekst
Okładka
Strona tytułowa
Spis treści
Początek treści
Czerwona lampka nad drzwiami studia wciąż się paliła.
Powinnam była ją zauważyć wcześniej. Zwykle widziałam wszystko. Każde niewłaściwe ustawienie mikrofonu, każde drżenie głosu, każdy oddech, który należało wyciąć z nagrania. Tego wieczoru nie zauważyłam jednak nawet chwili, w której przestałam zachowywać się jak kobieta odpowiedzialna za całe studio.
Może dlatego, że Maks stał tak blisko.
Jedną dłonią opierał się o ścianę za moimi plecami, a drugą wciąż trzymał na mojej talii. Czułam ciepło jego palców przez cienki materiał bluzki. W niewielkiej kabinie lektorskiej było duszno, chociaż klimatyzacja pracowała bez przerwy. Powietrze pachniało nim, moimi perfumami i czymś jeszcze. Czymś, czego nie chciałam nazywać, bo nazwanie tego uczyniłoby tę chwilę prawdziwą.
Na pulpicie leżał otwarty scenariusz. Kartki zsunęły się na podłogę, kiedy Maks przyciągnął mnie do siebie. Teraz jedna z nich tkwiła pod jego butem. Na białym papierze widniało zdanie, które kazałam mu powtarzać sześć razy, ponieważ za każdym razem wypowiadał je zbyt osobiście.
Nie powinnaś tak na mnie patrzeć, jeśli nie chcesz, żebym coś z tym zrobił.
Za siódmym razem nie poprosiłam o kolejną próbę.
Maks spojrzał na mnie w sposób, który pozbawił mnie ostatnich rozsądnych myśli. Jego koszula była rozpięta, włosy miał potargane, a na dolnej wardze wciąż widniał ślad po mojej szmince. Nie wyglądał już jak człowiek, który kilka godzin wcześniej wszedł do studia pewny siebie, spokojny i nieznośnie świadomy tego, co jego głos robił z ludźmi.
Oddychał szybko.
Ta świadomość powinna była dać mi przewagę.
Nie dała.
Uniósł dłoń i przesunął kciukiem po moim policzku. Był to gest zbyt delikatny jak na to, co wydarzyło się między nami chwilę wcześniej. Właśnie dlatego przestraszył mnie bardziej niż jego usta na mojej szyi, palce zaciskające się na moich biodrach i głos, którym szeptał moje imię.
Miał to być błąd. Jednorazowy, nieprzemyślany i możliwy do ukrycia.
Delikatność nie pasowała do tej umowy.
Maks pochylił głowę.
Wiedziałam, co zamierza zrobić. Widziałam to w jego oczach, zanim jeszcze spojrzał na moje usta. Jego palce przesunęły się na mój kark, a ciało ponownie znalazło się niebezpiecznie blisko mojego.
Położyłam dłoń na jego piersi.
Nie po to, żeby go przyciągnąć.
Żeby go zatrzymać.
Nie całuj mnie.
Zamarł. Między naszymi twarzami pozostało zaledwie kilka centymetrów.
Chyba trochę za późno na tę zasadę.
Mówił cicho, ale jego głos nadal miał tę głębię, przez którą nawet najprostsze zdanie brzmiało jak obietnica. Znałam wszystkie jego zawodowe sztuczki. Wiedziałam, jak obniżał ton, kiedy chciał stworzyć wrażenie bliskości. Wiedziałam, kiedy robił dłuższą pauzę i w jaki sposób kontrolował oddech.
Tym razem nie grał.
Nie całuj mnie po wszystkim, poprawiłam.
Jego brwi uniosły się nieznacznie.
Po wszystkim?
Właśnie tak.
Maks cofnął głowę, ale nie zabrał dłoni z mojego karku.
Chcesz powiedzieć, że to może się powtórzyć?
Nie powinnam była odpowiadać. Rozsądna kobieta poprawiłaby ubranie, zebrała scenariusz z podłogi i wyszła ze studia bez oglądania się za siebie. Rozsądna kobieta nie zostałaby z nim sama długo po zakończeniu nagrania. Nie pozwoliłaby mu czytać najbardziej intymnych fragmentów książki, patrząc jej prosto w oczy. Nie sprawdzałaby, czy jego głos brzmi równie dobrze, kiedy wypowiada słowa, których nie napisał żaden autor.
Najwyraźniej od kilku godzin nie byłam rozsądną kobietą.
Jeśli oboje będziemy tego chcieli, powiedziałam.
Uśmiechnął się powoli.
W takim razie ustalmy zasady.
Nie zostajemy razem do rana.
Dobrze.
Nie zadajemy pytań o innych ludzi.
Nie zamierzałem.
Nie spotykamy się poza studiem.
To może być trudne. Pracujemy razem.
Wiesz, co mam na myśli.
Wiem.
Zawahałam się przed wypowiedzeniem ostatniej zasady. Była najważniejsza. Wszystkie pozostałe miały chronić nasze życie. Ta jedna miała chronić mnie.
Żadnych pocałunków po wszystkim.
Maks przyglądał mi się przez kilka długich sekund. Jego uśmiech zniknął.
Dlaczego?
Bo pocałunek przed może być częścią pożądania. Pocałunek po jest już czymś innym.
Czym?
Nie odpowiedziałam.
Nie musiałam. Oboje znaliśmy właściwe słowo, ale żadne z nas nie chciało wypowiedzieć go na głos.
Bliskość.
Maks przesunął palcem wzdłuż mojej szyi. Zatrzymał go w miejscu, w którym puls zdradzał wszystko, co próbowałam przed nim ukryć.
Czyli mogę cię dotykać, ale nie mogę być czuły?
Możesz przestrzegać zasad albo wyjść.
Przez moment sądziłam, że wybierze drugą możliwość. Cofnie się, zapnie koszulę i zamieni to, co się wydarzyło, w niezręczne wspomnienie. Zamiast tego pochylił się tak blisko, że poczułam jego oddech na ustach.
Tym razem mnie nie pocałował.
Dobrze, Leno, wyszeptał. Nie będę cię całował po wszystkim.
Sposób, w jaki to powiedział, nie brzmiał jak zgoda.
Brzmiał jak wyzwanie.
Odsunął się i zaczął zapinać koszulę. Dopiero wtedy ponad jego ramieniem zobaczyłam czerwoną lampkę. Serce uderzyło mi mocniej.
Maks.
Odwrócił się w stronę szyby.
Co?
Spojrzałam na mikrofon zawieszony przed pulpitem, potem na przewód biegnący do pomieszczenia realizatorskiego.
Nagrywanie wciąż trwa.
Przez jego twarz przemknęło zaskoczenie. Otworzyłam drzwi kabiny i niemal wbiegłam do konsolety. Na monitorze poruszała się ścieżka dźwiękowa. Czterdzieści siedem minut materiału, którego nigdy nie powinno tam być.
Nacisnęłam przycisk zatrzymania.
W studiu zapadła cisza.
Maks stanął za mną. Czułam jego obecność, chociaż mnie nie dotykał.
Usuń to, powiedziałam.
Patrzył na ekran.
Całość?
Całość.
Przesunęłam kursor na plik. Palec zawisł nad przyciskiem myszy, lecz przez kilka sekund nie potrafiłam go nacisnąć.
Na ekranie widniała data, godzina i automatycznie nadana nazwa nagrania.
Sesja siódma. Wersja robocza.
Kliknęłam usuń.
Nie wiedziałam jeszcze, że w naszym studiu każdy plik zapisywał się w dwóch miejscach.
Nie wiedziałam również, że ze wszystkich ustalonych tej nocy zasad Maks złamie tylko jedną.
Tę, na której zależało mi najbardziej.
Trzy tygodnie wcześniej nie wiedziałam jeszcze, jak brzmi Maks, kiedy mówi moje imię.
Znałam jedynie jego zawodowy głos. Niski, spokojny i lekko zachrypnięty. Taki, który w reklamie zwykłego samochodu potrafił zasugerować, że człowiek nie kupuje środka transportu, lecz obietnicę zupełnie nowego życia. Słyszałam go w filmach dokumentalnych, słuchowiskach i kilku audiobookach, których fragmenty wykorzystywaliśmy podczas szkoleń dla początkujących lektorów.
Nigdy nie poznałam go osobiście.
I bardzo mi to odpowiadało.
Lubiłam głosy bardziej niż ludzi. Głosy można było zatrzymać, poprawić i oczyścić z niepotrzebnych dźwięków. Można było usunąć z nich zawahanie, skrócić zbyt długą pauzę albo powtórzyć zdanie, które za pierwszym razem zabrzmiało niewłaściwie. Ludzie nie dawali się edytować równie łatwo.
Siedziałam przy konsolecie od kilkunastu minut, poprawiając fragment powieści kryminalnej, kiedy do studia weszła Marta. Nie zapukała. Nigdy nie pukała, ponieważ uważała, że wszystkie drzwi w firmie należą do niej.
Miała na sobie szary garnitur, białe sportowe buty i minę, która zapowiadała problem.
Nie, powiedziałam, zanim zdążyła otworzyć usta.
Nawet nie wiesz, o co chcę cię poprosić.
Masz w ręce teczkę.
To nie jest przestępstwo.
Czerwoną teczkę.
Marta zerknęła na okładkę, jakby dopiero teraz zauważyła jej kolor.
Przesadzasz.
Czerwone teczki zawsze oznaczają projekt, którego nikt nie chce przyjąć.
Tego chcą wszyscy.
W takim razie dlaczego przyszłaś do mnie?
Uśmiechnęła się, a ja odsunęłam dłonie od klawiatury. Znałyśmy się wystarczająco długo, żebym wiedziała, kiedy próbowała sprzedać mi kłopot jako szansę zawodową.
Położyła teczkę na konsolecie.
Potrzebuję, żebyś przejęła nowe nagranie.
Mam już dwa projekty.
Jeden kończysz dzisiaj. Drugi zaczyna się dopiero za tydzień.
Ponieważ przez najbliższe dni zamierzałam spać.
Wyśpisz się po premierze.
Otworzyłam teczkę. Na pierwszej stronie widniała okładka książki zatytułowanej Ciało pamięta. Nazwisko autorki znałam, podobnie jak większość ludzi pracujących w branży. Jej poprzednia powieść przez kilka miesięcy utrzymywała się na listach bestsellerów, głównie dzięki scenom, których słuchacze podobno nie odważali się odtwarzać bez słuchawek.
Przekartkowałam scenariusz.
Romans erotyczny?
Marta usiadła na krawędzi biurka.
Bardzo dobrze napisany romans erotyczny.
Każdy wydawca tak mówi.
Ten zapłacił za najlepsze studio, najlepszą realizację i najlepszego lektora.
Spojrzałam na kartę obsady.
Maks Radecki.
Marta obserwowała moją twarz, wyraźnie czekając na reakcję.
Co? zapytałam.
Nic.
Dlaczego tak na mnie patrzysz?
Chciałam sprawdzić, czy jego nazwisko rzeczywiście działa na wszystkie kobiety.
Nie działa.
Oczywiście.
Zamknęłam teczkę.
Dlaczego poprzedni realizator zrezygnował?
Nie zrezygnował. Wylądował w szpitalu z zapaleniem wyrostka.
A pozostali?
Zajęci.
Czyli zostałam tylko ja.
Zostałaś ty, ponieważ nie pozwolisz aktorowi zrobić z tego taniego przedstawienia. Ta książka wymaga kogoś, kto wyczuje granicę między zmysłowością a przesadą.
Nie lubiłam, kiedy Marta miała rację. Jeszcze bardziej nie lubiłam, kiedy wykorzystywała komplementy do przekonania mnie, żebym zrobiła coś, na co nie miałam ochoty.
Kiedy zaczynamy?
Za godzinę.
Spojrzałam na zegar.
Marto.
Wszystko jest przygotowane. Scenariusz dostałaś właśnie do ręki, studio jest zarezerwowane, a Maks zna tekst.
Ja go nie znam.
Szybko czytasz.
To nie jest instrukcja obsługi ekspresu. Muszę wiedzieć, dokąd zmierza historia, zanim nagram pierwsze zdanie.
Masz czterdzieści osiem minut.
Wstała, poprawiła marynarkę i ruszyła do drzwi.
Marto?
Odwróciła się.
Dlaczego naprawdę wszyscy chcieli ten projekt, a ostatecznie dałaś go mnie?
Przez chwilę milczała.
Bo ty jedna nie będziesz próbowała mu się spodobać.
Wyszła, zanim zdążyłam zapytać, ilu realizatorkom Maks Radecki spodobał się wcześniej.
Przeczytałam pierwsze trzy rozdziały w niecałe pół godziny. Marta nie kłamała. Powieść była dobrze napisana. Autorka nie ukrywała pożądania za przypadkowymi metaforami, ale też nie sprowadzała bohaterów do ciał szukających najbliższej wolnej powierzchni. Każde zbliżenie odsłaniało coś, czego postacie nie potrafiły powiedzieć w zwykłej rozmowie.
To właśnie mogło sprawić nam najwięcej problemów.
Źle przeczytana scena erotyczna stawała się śmieszna. Za dużo emocji brzmiało jak przesłuchanie do kiepskiego filmu. Za mało zmieniało najbardziej intymne wyznanie w instrukcję składania mebli.
Zaznaczyłam kilka fragmentów, rozpisałam wymowę nazwisk i przygotowałam ustawienia mikrofonu. O dziewiątej wszystko było gotowe.
Maksa nadal nie było.
O dziewiątej pięć zaczęłam się irytować.
O dziewiątej siedem postanowiłam, że pierwszą rzeczą, którą od niego usłyszę, będą przeprosiny.
O dziewiątej osiem drzwi studia się otworzyły.
Mężczyzna, który wszedł do środka, nie wyglądał tak, jak go sobie wyobrażałam. Wiedziałam, że ma trzydzieści sześć lat, występuje w teatrze i od czasu do czasu pojawia się w serialach. Na zdjęciach promocyjnych zawsze był elegancki, poważny i starannie ogolony.
Tego ranka miał na sobie ciemne spodnie, czarną koszulę z podwiniętymi rękawami i skórzaną kurtkę przewieszoną przez ramię. Na jego twarzy widniał kilkudniowy zarost. Wyglądał na zmęczonego, ale nie było w nim nic niedbałego.
Zamknął drzwi i spojrzał prosto na mnie.
Lena Morawska?
Tak.
Maks Radecki.
Wiem.
Kącik jego ust uniósł się nieznacznie.
Osiem minut, powiedziałam.
Słucham?
Spóźniłeś się osiem minut.
Spojrzał na zegarek.
Masz rację. Przepraszam. Kierowca przede mną uznał, że środek skrzyżowania jest doskonałym miejscem do rozmyślań nad sensem życia.
Nie interesuje mnie przyczyna.
Zapamiętam.
Oczekiwałam ironii albo próby obrócenia wszystkiego w żart. Zamiast tego położył torbę na krześle, wyjął własny egzemplarz scenariusza i wszedł do kabiny.
Obserwowałam go przez szybę. Założył słuchawki, ustawił pulpit i przesunął mikrofon odrobinę wyżej. Robił to swobodnie, lecz dokładnie. Nie musiałam tłumaczyć mu, gdzie powinien stanąć ani jak daleko trzymać usta od osłony.
Włączyłam komunikację.
Słyszysz mnie?
Bardzo wyraźnie.
Jego głos w słuchawkach zabrzmiał inaczej niż w reklamach i audiobookach. Był bliższy. Głębszy. Pozbawiony muzyki, efektów i całej bezpiecznej przestrzeni, która zwykle oddzielała słuchacza od człowieka stojącego przed mikrofonem.
Poczułam lekkie mrowienie na karku.
Zmieniłam poziom głośności.
Za głośno? zapytał.
Trochę.
Czyli jednak potrafię zrobić na tobie wrażenie.
To mikrofon. Zbiera więcej niskich częstotliwości, niż się spodziewałam.
Oczywiście.
Otworzyłam scenariusz.
Zaczniemy od krótkiej próby. Pierwszy akapit.
Maks odnalazł właściwą stronę. Kiedy opuścił wzrok, uśmiech zniknął z jego twarzy. Zmieniła się także postawa jego ciała. Jeszcze przed chwilą był spóźnionym aktorem, który próbował sprawdzić, jak łatwo można wyprowadzić mnie z równowagi. Teraz stał się kimś innym.
Cisza w studiu zgęstniała.
Wcisnęłam przycisk nagrywania.
Możesz zaczynać.
Maks wziął oddech.
Ona wiedziała, że nie powinna otwierać mu drzwi. Wiedziała to, zanim zapukał, zanim usłyszała jego głos i zanim poczuła, jak całe jej ciało odpowiada na obecność człowieka, którego obiecała sobie więcej nie pragnąć.
Przerwałam nagranie.
Jeszcze raz.
Co było nie tak?
Za szybko.
Skinął głową i powtórzył fragment. Tym razem wolniej. Ciszej. Każde słowo wypowiadał tak, jakby nie czytał tekstu, lecz wspominał coś, co naprawdę się wydarzyło.
Zatrzymałam nagranie ponownie.
Teraz za wolno? zapytał.
Teraz próbujesz uwieść mikrofon.
Myślałem, że tego wymaga scena.
Scena wymaga napięcia. Uwodzenie przyjdzie później.
Spojrzał na mnie przez szybę.
Nie miałam wątpliwości, że doskonale widział, jak mocno zaciskałam palce na długopisie.
A jaka jest różnica? zapytał.
Napięcie powstaje, kiedy jeszcze niczego nie dostałeś.
Przez chwilę żadne z nas się nie poruszyło.
Maks zbliżył się odrobinę do mikrofonu.
W takim razie, powiedział głosem jeszcze niższym niż wcześniej, chyba zaczynam rozumieć.
Nie odpowiedziałam. Włączyłam nagrywanie i kazałam mu przeczytać fragment po raz trzeci.
Tym razem zrobił to idealnie.
Właśnie wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że głos Maksa Radeckiego może okazać się problemem.
Nie wiedziałam jeszcze, że najgorsze zacznie się dopiero wtedy, kiedy przestaniemy używać mikrofonu.
Po dwóch godzinach pracy wiedziałam już, że Maks Radecki nie potrzebował najlepszej realizatorki w mieście.
Sam doskonale wiedział, co robi.
Nie mylił imion, nie gubił końcówek i nie przyspieszał, kiedy tekst stawał się bardziej emocjonalny. Potrafił przeczytać kilka stron bez ani jednego zbędnego dźwięku. Kontrolował oddech, tempo i odległość od mikrofonu. Kiedy prosiłam go o powtórzenie zdania, nie dyskutował. Słuchał uwagi, poprawiał dokładnie to, czego oczekiwałam, a później patrzył na mnie przez szybę, jakby chciał sprawdzić, czy tym razem zasłużył na moją aprobatę.
Nie zamierzałam mu jej dawać.
Przynajmniej nie częściej, niż było to konieczne.
Dobrze, powiedziałam po kolejnym fragmencie. Przechodzimy dalej.
Tylko dobrze?
Bardzo dobrze.
To już coś.
Nie przyzwyczajaj się.
Uśmiechnął się i przewrócił stronę.
Najbardziej przeszkadzało mi to, że nie czytał do mikrofonu. Większość lektorów skupiała wzrok na scenariuszu albo zamykała oczy, próbując wejść w emocje bohatera. Maks patrzył na mnie.
Robił to zwłaszcza podczas zdań, które mogły zabrzmieć dwuznacznie.
Początkowo uznałam, że to przypadek. Po kilku kolejnych fragmentach przestałam w to wierzyć. Za każdym razem, gdy jego bohater mówił o pragnieniu, dotyku albo kobiecie, której nie potrafił sobie odmówić, Maks podnosił wzrok znad kartek.
Szyba oddzielająca nas od siebie była gruba.
Mimo to miałam wrażenie, że stoi znacznie bliżej.
Zatrzymałam nagranie.
Nie patrz na mnie.
Dlaczego?
Rozpraszasz się.
Nie pomyliłem ani jednego słowa.
Jeszcze.
Jego uśmiech stał się szerszy.
Czyli martwisz się o moje skupienie?
Martwię się o harmonogram.
Oczywiście.
Włączyłam komunikację.
Patrz w tekst.
