Jedno łóżko, dwa kłamstwa - Łukasz Nester - ebook

Jedno łóżko, dwa kłamstwa ebook

Łukasz Nester

0,0

Opis

Lena Maj zawodowo zajmuje się kryzysami. Potrafi przewidzieć najgorszy scenariusz, znaleźć słabe punkty każdej firmy i przygotować odpowiedź, zanim pojawią się pierwsze trudne pytania. Kiedy otrzymuje zlecenie dotyczące położonego nad morzem hotelu Błękitna Godzina, zadanie wydaje się proste. Ma zamieszkać w nim jako zwykła gościni, ocenić jego kondycję i przygotować poufny raport przed planowaną sprzedażą.

Nie przewiduje tylko jednego: podwójnej rezerwacji.

Pokój 312 został przydzielony także Maksowi, fotografowi, który sprawia wrażenie równie zirytowanego sytuacją jak ona. Hotel jest pełny, pogoda uniemożliwia szybki wyjazd, a w pokoju znajduje się tylko jedno łóżko. Lena i Maks ustalają więc granice. Żadnych pytań o przeszłość. Żadnych zobowiązań. Żadnych uczuć.

Problem w tym, że każde z nich kłamie.

Lena ukrywa prawdziwy cel swojego pobytu. Maks nie mówi jej, dlaczego Błękitna Godzina znaczy dla niego tak wiele. Wspólne noce, rozmowy prowadzone podczas sztormu i rosnące między nimi napięcie sprawiają jednak, że kolejne zasady przestają obowiązywać. To, co miało być jedynie chwilową bliskością, szybko staje się czymś, nad czym żadne z nich nie potrafi zapanować.

Kiedy prawda wychodzi na jaw, namiętność zamienia się w poczucie zdrady. Lena i Maks muszą zdecydować, czy uczucie zbudowane na dwóch kłamstwach może przetrwać konfrontację z rzeczywistością.

„Jedno łóżko, dwa kłamstwa” to pełen emocji i zmysłowego napięcia romans o dwojgu ludzi, którzy potrafili zaplanować wszystko poza własnymi uczuciami. Historia o pożądaniu, utraconym zaufaniu i odwadze potrzebnej, aby powiedzieć prawdę wtedy, gdy można przez nią stracić najwięcej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 192

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Jedno łóżko, dwa kłamstwa

Łukasz Nester

Informacje prawne

Copyright © 2026 Łukasz Nester. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wydanie elektroniczne, 2026

Autor: Łukasz Nester

Publikacja w formacie EPUB 3.

Spis treści

Prolog. Podwójna rezerwacja

Rozdział 1. Pokój numer 312

Rozdział 2. Tylko jedno łóżko

Rozdział 3. Kobieta na urlopie

Rozdział 4. Fotograf bez aparatu

Rozdział 5. Noc bez światła

Rozdział 6. Śniadanie dla dwojga

Rozdział 7. Cudze wesele

Rozdział 8. Morze nie oddaje sekretów

Rozdział 9. Ślady sabotażu

Rozdział 10. Granica z poduszek

Rozdział 11. Zamknięta latarnia

Rozdział 12. Poranek bez zasad

Rozdział 13. Zdjęcie na ścianie

Rozdział 14. Raport

Rozdział 15. Dwa kłamstwa

Rozdział 16. Cena prawdy

Rozdział 17. Hotel, którego nie chciał

Rozdział 18. Wiadomość bez odpowiedzi

Rozdział 19. Ostatni podpis

Rozdział 20. Pierwsza prawda

Epilog. Rezerwacja dla jednej osoby

PrologPodwójna rezerwacja

Pierwszą rzeczą, której Zuzanna nauczyła się podczas pracy w hotelu, było to, że każda katastrofa zaczyna się od drobiazgu.

Czasem był to klucz zostawiony po niewłaściwej stronie drzwi. Czasem kieliszek czerwonego wina postawiony zbyt blisko białej sukni. Kiedy indziej jedno nazwisko wpisane w niewłaściwą rubrykę. Początkowo wszystko wyglądało niewinnie. Dopiero później okazywało się, że drobny błąd potrafi uruchomić ciąg zdarzeń, którego nie da się już zatrzymać.

Tego wieczoru katastrofa zaczęła się od czerwonej cyfry dwa.

Zuzanna zobaczyła ją w prawym górnym rogu ekranu, gdy sprawdzała listę gości mających przyjechać następnego dnia. System oznaczał w ten sposób liczbę rezerwacji przypisanych do jednego pokoju. Zwykle widniała tam jedynka. Czasami zero, jeśli gość zrezygnował, a recepcja nie zdążyła jeszcze zwolnić terminu.

Dwójka nie powinna pojawić się nigdy.

Zuzanna przesunęła palcem po panelu dotykowym i otworzyła szczegóły. Na ekranie wyświetlił się numer pokoju.

312.

Najpiękniejszy pokój na trzecim piętrze. Narożny, z dwoma wysokimi oknami wychodzącymi na morze i niewielkim balkonem, na którym ledwie mieściły się dwa krzesła. Miał jasne ściany, ciężkie granatowe zasłony i ogromne łóżko stojące dokładnie naprzeciwko okien. Goście często prosili właśnie o ten pokój, ponieważ o świcie słońce odbijało się w wodzie i wypełniało wnętrze złotym światłem.

Zuzanna kliknęła pierwszą rezerwację.

Lena Maj. Jedna osoba. Pobyt od piątku do poniedziałku. Rezerwacja opłacona z góry. Specjalna prośba o ciszę i możliwość pracy w pokoju.

Druga rezerwacja należała do Maksa Różyckiego. Również jedna osoba. Ten sam termin. Ta sama kwota. Ten sam numer potwierdzenia różniący się jedynie ostatnią cyfrą.

Zuzanna zmarszczyła brwi.

Sprawdziła historię zmian. Rezerwacja Leny została złożona bezpośrednio przez stronę hotelu sześć tygodni wcześniej. Maks dokonał swojej rezerwacji dwa dni później, korzystając z portalu pośredniczącego. System powinien automatycznie zablokować pokój po pierwszej transakcji. Najwyraźniej tego nie zrobił.

Recepcjonistka odsunęła się od monitora i spojrzała przez oszklone drzwi prowadzące na taras.

Nad morzem wisiały ciężkie chmury. Jeszcze godzinę temu niebo było jasne, a na plaży spacerowali ostatni turyści. Teraz wiatr wyginał trawy rosnące przy wydmach i rzucał drobiny piasku na hotelowe szyby. Prognozy zapowiadały burzę, ale nikt nie spodziewał się, że nadejdzie tak szybko.

Zuzanna ponownie spojrzała na ekran.

Mogła przenieść jedną z rezerwacji do innego pokoju. Takie pomyłki zdarzały się nawet w najlepszych hotelach. Wystarczały przeprosiny, butelka wina i bezpłatne śniadanie. Goście najczęściej przyjmowali rekompensatę, zwłaszcza jeśli nowy pokój miał podobny standard.

Otworzyła zestawienie dostępności.

Wszystkie pola były czerwone.

Festiwal filmowy rozpoczynający się następnego dnia przyciągnął do miasta aktorów, dziennikarzy, fotografów i ludzi gotowych przez kilka godzin stać przy barierkach tylko po to, aby zobaczyć kogoś znanego. Błękitna Godzina była zapełniona do ostatniego miejsca. Zarezerwowano nawet dwa niewielkie pokoje na poddaszu, których zwykle nie oferowano gościom ze względu na niski sufit.

Zuzanna sprawdziła sąsiednie hotele.

W żadnym nie było wolnych miejsc.

Sięgnęła po telefon i wybrała numer dyrektora. Robert Kulesza odebrał dopiero po szóstym sygnale.

„Mam problem z rezerwacją” powiedziała.

„Jaki?”

W tle słyszała gwar restauracji i brzęk szkła. Dyrektor zapewne siedział przy jednym ze stolików z przedstawicielami firmy inwestycyjnej, którzy mieli pojawić się w hotelu dopiero następnego dnia. Przyjechali wcześniej, nie informując o tym pracowników.

„Pokój 312 został zarezerwowany dwa razy. Dwie różne osoby mają potwierdzenie na ten sam termin.”

Przez chwilę w słuchawce panowała cisza.

„Przenieś jedną z nich.”

„Nie mamy wolnych pokoi.”

„W takim razie znajdź miejsce w innym hotelu.”

„W całym mieście nie ma już niczego.”

Robert westchnął, jakby prawdziwym problemem nie była podwójna rezerwacja, lecz fakt, że Zuzanna odważyła się zawracać mu nią głowę.

„Kto przyjeżdża?”

„Lena Maj i Maks Różycki.”

Po drugiej stronie znów zapadła cisza. Tym razem trwała odrobinę dłużej.

„Powtórz drugie nazwisko.”

„Różycki. Maks Różycki.”

Zuzanna usłyszała szelest, a potem odgłos zamykanych drzwi. Gwar restauracji ucichł.

„Jesteś pewna?”

„Mam rezerwację przed sobą.”

„Skąd została złożona?”

„Przez portal. Płatność jest zaksięgowana.”

Robert milczał.

„Zna pan tego gościa?” zapytała.

„Nie.”

Odpowiedział zbyt szybko.

Zuzanna spojrzała na nazwisko wyświetlone na ekranie. Różycki. Brzmiało znajomo, ale nie potrafiła przypomnieć sobie, gdzie wcześniej je widziała.

„Co mam zrobić?”

„Na razie nic. Jutro coś wymyślimy.”

„Oboje przyjeżdżają przed południem.”

„Powiedziałem, że coś wymyślimy.”

Rozłączył się, zanim zdążyła zadać kolejne pytanie.

Zuzanna odłożyła telefon i jeszcze raz otworzyła historię rezerwacji. Przy nazwisku Maksa znajdowała się niewielka ikona informująca o ręcznej modyfikacji. Ktoś zmienił przydział pokoju trzy dni wcześniej. Początkowo rezerwacja dotyczyła numeru 208, ale później została przeniesiona do 312.

Kliknęła ikonę, chcąc sprawdzić, kto dokonał zmiany.

System zawiesił się na kilka sekund. Potem ekran zrobił się czarny.

Światła w lobby zamigotały.

Zuzanna uniosła głowę. Kryształowe lampy pod sufitem zgasły i natychmiast zapaliły się ponownie. Z restauracji dobiegły okrzyki gości. Po chwili gdzieś na zapleczu odezwał się alarm techniczny.

Zuzanna wyszła zza recepcji. W tej samej chwili z korytarza prowadzącego do części gospodarczej wybiegł konserwator.

„Rura puściła na drugim piętrze” powiedział, ciężko oddychając. „Woda leje się przy pokojach od 205 do 211.”

„Są tam goście?”

„W dwóch pokojach. Musimy ich natychmiast przenieść.”

Zuzanna poczuła, jak żołądek zaciska jej się w twardy supeł.

Pokój 208 znajdował się dokładnie pośrodku zalewanej części budynku. Gdyby nie ręczna zmiana w systemie, to właśnie tam miał spać Maks Różycki. Teraz nie miało to jednak znaczenia. Siedem pokoi właśnie przestało nadawać się do użytku, a hotel już wcześniej był przepełniony.

„Dokąd ich przeniesiemy?” zapytała.

Konserwator spojrzał na nią bezradnie.

Na zewnątrz niebo przecięła błyskawica. Chwilę później huk grzmotu zatrząsł szybami. Pierwsze krople uderzyły o dach tarasu, a po kilku sekundach deszcz zamienił się w gęstą ścianę wody.

Zuzanna wróciła do komputera. System uruchomił się ponownie, lecz historia zmian zniknęła. Przy pokoju 312 nadal widniała czerwona dwójka.

Próbowała zadzwonić do Leny. Numer był poza zasięgiem. Maks również nie odebrał. Wysłała im wiadomości z prośbą o kontakt, lecz żadna nie została odczytana.

Przez następne dwie godziny pomagała przenosić gości z zalanego piętra, uspokajała zdenerwowaną rodzinę z dziećmi i wysłuchiwała pretensji kobiety, której walizka zamokła podczas ewakuacji. Gdy sytuacja została opanowana, dochodziła północ.

Lobby opustoszało. Wiatr szarpał markizą nad wejściem, a deszcz wciąż bębnił o szyby. Zuzanna usiadła przed monitorem i otworzyła rezerwacje na kolejny dzień.

Lena Maj miała przyjechać o dziesiątej trzydzieści.

Maks Różycki zapowiedział przyjazd pół godziny później.

Dwie osoby. Dwa potwierdzenia. Jeden pokój.

Zuzanna spojrzała na fotografię wiszącą za recepcją. Przedstawiała Błękitną Godzinę w dniu otwarcia, wiele lat wcześniej. Na schodach stała pierwsza właścicielka hotelu, elegancka kobieta w jasnej sukience. Obok niej uśmiechał się kilkuletni chłopiec, którego twarz wydała się Zuzannie dziwnie znajoma.

Podeszła bliżej i odczytała niewielki podpis umieszczony pod zdjęciem.

Helena Różycka z wnukiem.

Recepcjonistka poczuła chłód, który nie miał nic wspólnego z przeciągiem wpadającym przez drzwi.

Odwróciła się w stronę komputera. Nazwisko na ekranie było identyczne.

Maks Różycki nie wybrał Błękitnej Godziny przypadkiem.

Zuzanna nie wiedziała jeszcze, dlaczego wracał ani kim była kobieta mająca dzielić z nim pokój. Wiedziała jedynie, że nazajutrz jedno z nich będzie musiało zrezygnować z rezerwacji.

Nie przypuszczała, że żadne nie zamierzało ustąpić.

Nie mogła też wiedzieć, że kiedy Lena Maj i Maks Różycki przekroczą próg hotelu, przywiozą ze sobą znacznie więcej niż dwie walizki.

Każde z nich przywiezie własne kłamstwo.

Rozdział 1Pokój numer 312

Lena Maj nie lubiła niespodzianek.

Nie przepadała za spontanicznymi wyjazdami, niezapowiedzianymi wizytami ani telefonami zaczynającymi się od słów, że wydarzyło się coś, czego nikt nie mógł przewidzieć. Wierzyła, że większość takich sytuacji można było przewidzieć, jeśli tylko poświęciło się wystarczająco dużo czasu na przygotowania.

Dlatego przed wyjazdem sprawdziła wszystko trzykrotnie.

Pociąg odjeżdżał o szóstej czterdzieści dwie. Miejsce przy oknie znajdowało się w czwartym wagonie. Kierowca zamówiony przez hotel miał czekać przed dworcem o dziesiątej piętnaście. Pokój 312 był opłacony, potwierdzony i wybrany na podstawie planu budynku, który Lena znalazła w starym katalogu turystycznym.

Narożne położenie zapewniało dobry widok na wejście, parking i część tarasu restauracyjnego. Z punktu widzenia zwykłego gościa nie miało to większego znaczenia. Z punktu widzenia osoby przygotowującej poufny raport było idealne.

Jedynym elementem, którego nie uwzględniła, była burza.

Przez większą część podróży pociąg jechał wolniej, niż przewidywał rozkład. Ulewa zalewała tory, wiatr przewrócił drzewo w pobliżu jednej ze stacji, a kilka kilometrów przed celem skład zatrzymał się na prawie pół godziny. Kierowca z hotelu nie czekał. Lena otrzymała jedynie krótką wiadomość z informacją, że ze względu na uszkodzenia budynku wszystkie samochody zostały oddelegowane do pilniejszych zadań.

Nie wyjaśniono, co mogło być pilniejsze od odebrania gościa, który zapłacił za trzy noce w jednym z najdroższych pokoi.

Lena zapisała tę uwagę w telefonie.

Brak organizacji transportu po zakłóceniu podróży. Brak próby zapewnienia rozwiązania zastępczego. Komunikat wysłany bez przeprosin.

Pierwsze trzy punkty raportu powstały, zanim jeszcze zobaczyła hotel.

Taksówka zatrzymała się przed Błękitną Godziną kilka minut po jedenastej. Deszcz już nie padał, ale nad morzem wciąż wisiały ciemne chmury. Powietrze było chłodne i przesycone zapachem mokrego piasku. Na parkingu leżały połamane gałęzie, a dwóch mężczyzn próbowało przymocować oderwany fragment szyldu nad wejściem.

Lena zapłaciła kierowcy i wysiadła.

Przez chwilę stała obok walizki, przyglądając się budynkowi.

Na zdjęciach Błękitna Godzina wyglądała jak miejsce wyjęte z eleganckiego albumu. Jasna fasada, wysokie okna, granatowe markizy i taras zwrócony w stronę wydm tworzyły wrażenie ponadczasowego luksusu. W rzeczywistości hotel był mniejszy, niż się spodziewała. Nadal miał w sobie urok, lecz z bliska dało się zauważyć pęknięcia na elewacji, wyblakły materiał markiz i ciemniejsze plamy pod balkonami.

Nie wyglądał na zaniedbany. Wyglądał raczej jak ktoś, kto od dawna próbuje ukrywać zmęczenie.

Lena zrobiła zdjęcie fasady. Potem drugie, obejmujące uszkodzony szyld.

Drzwi otworzyły się, zanim zdążyła sięgnąć po walizkę. Na zewnątrz wyszła młoda kobieta w granatowym uniformie. Jej włosy były związane w ciasny kucyk, ale kilka wilgotnych pasm przykleiło się do czoła.

„Pani Maj?”

„Tak.”

„Zuzanna z recepcji. Bardzo przepraszam za transport. W hotelu mieliśmy nocą poważną awarię i wszystko trochę się skomplikowało.”

Lena spojrzała na identyfikator przypięty do marynarki. Zuzanna Krawiec.

„Jak poważną?”

Recepcjonistka zawahała się na ułamek sekundy.

„Uszkodzeniu uległa instalacja na drugim piętrze. Sytuacja jest już opanowana.”

„Czy mój pokój został zalany?”

„Nie. Trzecie piętro nie ucierpiało.”

Zuzanna uśmiechnęła się, lecz uśmiech nie dotarł do jej oczu. Wyglądała na osobę, która od wielu godzin odpowiadała na pytania i coraz bardziej obawiała się kolejnych.

„Pomogę z bagażem.”

„Poradzę sobie.”

Lena wysunęła rączkę walizki i ruszyła do wejścia. Zuzanna przytrzymała drzwi, po czym poszła za nią.

Wnętrze hotelu robiło lepsze wrażenie niż fasada. Lobby było przestronne i pełne miękkiego, ciepłego światła. Na podłodze połyskiwał jasny kamień, a pomiędzy granatowymi fotelami ustawiono niskie stoliki z bukietami białych hortensji. Ze ściany naprzeciwko recepcji spoglądała elegancka kobieta w jasnej sukience. Stare zdjęcie przedstawiało ją na schodach hotelu w towarzystwie kilkuletniego chłopca.

Lena zatrzymała się przy jednym z bukietów. Kwiaty były świeże. W powietrzu unosił się zapach kawy i wosku do drewna. Gdyby nie cichy alarm dobiegający z głębi korytarza oraz pracownik niosący stos mokrych ręczników, można byłoby uwierzyć, że nocna awaria nie pozostawiła po sobie żadnego śladu.

Podeszła do lady i podała dowód osobisty.

„Rezerwacja na nazwisko Maj. Pokój 312.”

Zuzanna nie sięgnęła od razu po dokument.

„Tak, oczywiście. Widziałam pani rezerwację.”

„Czy jest jakiś problem?”

„Chciałabym najpierw zaproponować pani kawę. Albo śniadanie. Kuchnia może przygotować coś na ciepło.”

Lena oparła dłonie o krawędź lady.

„Jest jedenasta siedemnaście. Od piątej rano wypiłam trzy kawy, a śniadanie zjadłam w pociągu. Potrzebuję pokoju.”

Recepcjonistka przełknęła ślinę.

„Rozumiem.”

„W takim razie poproszę o klucz.”

Zuzanna spojrzała na ekran komputera, jakby liczyła, że w ciągu ostatnich kilku sekund wydarzył się cud.

„Pokój nie jest jeszcze gotowy.”

Lena wyjęła telefon.

„Doba hotelowa rozpoczyna się o czternastej. Wiem. Podczas rezerwacji zaznaczyłam jednak wcześniejszy przyjazd, a hotel potwierdził, że pokój będzie dostępny od jedenastej.”

„To prawda.”

„Czy został zalany?”

„Nie.”

„Czy poprzedni gość jeszcze go nie opuścił?”

„Pokój jest pusty.”

„Zatem czego dokładnie dotyczy problem?”

Zuzanna przesunęła palcami po blacie.

„W wyniku błędu systemu do pokoju 312 zostały przypisane dwie rezerwacje.”

Lena przez moment nie odpowiedziała. Słyszała szum ekspresu w barze i miarowe uderzenia kółek walizki ciągniętej przez lobby. Jakaś kobieta śmiała się przy wejściu, próbując rozłożyć mokry parasol.

„Co to znaczy?”

„Drugi gość również otrzymał potwierdzenie na ten sam pokój i ten sam termin.”

„Rozumiem, na czym polega podwójna rezerwacja. Pytam, co to oznacza dla mnie.”

„Próbujemy znaleźć rozwiązanie.”

„Rozwiązaniem jest przydzielenie mi pokoju, który zarezerwowałam jako pierwsza.”

Zuzanna spuściła wzrok.

To wystarczyło, aby Lena zrozumiała.

„Byłam pierwsza, prawda?”

„Pani rezerwacja wpłynęła wcześniej.”

„W takim razie nie ma problemu. Jest tylko nieprzyjemna rozmowa, którą musi pani odbyć z drugim gościem.”

„Sytuacja jest bardziej skomplikowana.”

„Nie dla mnie.”

Lena przesunęła dowód po blacie.

„Proszę mnie zameldować.”

Zuzanna wzięła dokument, lecz zamiast rozpocząć formalności, zerknęła w stronę drzwi. Lena odwróciła głowę.

Do hotelu wszedł mężczyzna.

Najpierw zobaczyła mokre włosy i ciemną koszulę przyklejoną do ramion. Potem podróżną torbę przewieszoną przez pierś oraz niewielką walizkę, której jedno koło podskakiwało na kamiennej posadzce. Mężczyzna zatrzymał się tuż za drzwiami, przeczesał dłonią włosy i spojrzał na lobby z wyrazem ulgi.

Był wysoki. Mógł mieć około trzydziestu pięciu lat. Kilkudniowy zarost i pognieciona koszula sugerowały, że podróż nie przebiegła zgodnie z planem. Mimo to nie wyglądał na zirytowanego. Uśmiechnął się do pracownika próbującego odebrać od niego bagaż i powiedział coś, co rozśmieszyło ich obu.

Lena odwróciła się do recepcjonistki.

„To on?”

Zuzanna nie odpowiedziała.

Mężczyzna podszedł do lady. Z bliska Lena zauważyła, że jego oczy miały kolor morza tuż przed burzą. Szary, chłodny i trudny do określenia.

„Dzień dobry” powiedział. „Jeśli macie ręcznik, kawę i pokój z dachem, będę wdzięczny dokładnie w tej kolejności.”

Zuzanna zbladła.

„Pan Różycki?”

Mężczyzna spojrzał na nią uważniej.

„Zgadza się.”

Lena dostrzegła zmianę w jego twarzy. Trwała krótko, lecz nie miała wątpliwości, że się wydarzyła. Uśmiech pozostał, ale spojrzenie stało się czujne.

Zuzanna zerknęła na fotografię wiszącą za recepcją. Maks podążył za jej wzrokiem. Przez chwilę patrzył na stare zdjęcie, po czym przeniósł uwagę na Lenę.

„Rozumiem, że trafiłem na kolejkę.”

„Niezupełnie” odpowiedziała.

„To dobrze. Nie wyglądam dziś jak człowiek, który powinien być wystawiany na próbę cierpliwości.”

„W takim razie czeka pana rozczarowanie.”

Jego uśmiech poszerzył się nieznacznie.

„Maks Różycki.”

„Wiem.”

Spojrzał na Zuzannę.

„Jestem aż tak sławny?”

„Mamy ten sam pokój” wyjaśniła Lena.

Maks znów na nią spojrzał. Tym razem uśmiech zniknął.

„Słucham?”

„Pokój 312 został zarezerwowany dwukrotnie. Przeze mnie i przez pana.”

„To niemożliwe.”

„Najwyraźniej możliwe.”

Postawił torbę na podłodze i wyciągnął telefon. Po chwili odnalazł wiadomość z potwierdzeniem.

„Numer 312. Trzy noce. Widok na morze.”

Lena otworzyła własne potwierdzenie i położyła telefon obok jego urządzenia.

„To samo. Z tą różnicą, że dokonałam rezerwacji dwa dni wcześniej.”

Maks przyjrzał się obu ekranom.

„Gratuluję refleksu.”

„To nie konkurs.”

„Gdyby nim nie był, nie wspominałaby pani, że była pierwsza.”

Zuzanna uniosła dłonie.

„Bardzo państwa przepraszam. Hotel bierze pełną odpowiedzialność za błąd.”

„Świetnie” powiedział Maks. „W takim razie poproszę inny pokój.”

„Nie ma innych pokoi.”

„Może być mniejszy.”

„Wszystkie są zajęte.”

„Apartament?”

„Także.”

„Pokój dla personelu?”

Zuzanna pokręciła głową.

Lena poczuła pierwsze ukłucie prawdziwego niepokoju. Do tej pory zakładała, że problem zostanie rozwiązany, jeśli wystarczająco stanowczo przedstawi swoje oczekiwania. Zaczynała jednak rozumieć, że recepcjonistka naprawdę nie miała dokąd ich przenieść.

Maks oparł łokieć o ladę.

„A inne hotele?”

„Festiwal. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów wszystko jest zajęte. Po nocnej burzy część dróg nadal pozostaje nieprzejezdna.”

„Czyli któreś z nas ma wrócić na dworzec?”

„Pociągi zostały wstrzymane co najmniej do popołudnia” odpowiedziała Zuzanna.

Maks spojrzał na Lenę.

„Zapowiada się interesujący dzień.”

„Nie dla mnie. Ja zostaję.”

„To zabawne, bo miałem powiedzieć dokładnie to samo.”

„Moja rezerwacja była pierwsza.”

„Moja została potwierdzona.”

„Moja również.”

„Zapłaciłem z góry.”

„Ja także.”

Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Lena wiedziała, że powinna odwrócić wzrok. Nie zrobiła tego. Maks także nie zamierzał ustąpić. Spontaniczny uśmiech i niedbały wygląd mogły sugerować lekkość, ale pod nimi krył się upór, który rozpoznawała aż za dobrze.

„Kto zarządza hotelem?” zapytała.

„Dyrektor Robert Kulesza” odpowiedziała Zuzanna.

„Chcę z nim porozmawiać.”

„Ja również” dodał Maks.

Recepcjonistka sięgnęła po telefon. Wybrała numer i czekała. Po kilku sygnałach odłożyła słuchawkę.

„Pan dyrektor nie odbiera.”

„Proszę spróbować ponownie” powiedziała Lena.

„Możemy poczekać w restauracji” zaproponował Maks. „Zjedzenie śniadania nie oznacza kapitulacji.”

„Nie jestem głodna.”

„To mogłaby być dobra okazja, żebyśmy poznali swoje słabe punkty przed dalszymi negocjacjami.”

„Nie prowadzimy negocjacji.”

„Szkoda. Zwykle jestem w nich całkiem dobry.”

Telefon Leny zawibrował.

Na ekranie pojawiło się nazwisko Wiktora Bednarskiego. Odeszła kilka kroków od recepcji i odebrała.

„Jesteś na miejscu?” zapytał bez powitania.

„Właśnie przyjechałam.”

„Jak pierwsze wrażenie?”

Lena spojrzała na Zuzannę i Maksa. Oboje stali przy ladzie, lecz mężczyzna obserwował ją z wyraźnym zainteresowaniem.

Odwróciła się w stronę okna.

„Organizacja pozostawia wiele do życzenia. Nocą doszło do awarii. Część drugiego piętra została wyłączona, a moja rezerwacja została zdublowana.”

„Idealnie.”

„Dla kogo?”

„Dla nas. Nie zapominaj, po co tam jesteś. Potrzebujemy faktów pokazujących, że obecny zarząd nie radzi sobie z prowadzeniem obiektu.”

Lena ściszyła głos.

„Potrzebujemy uczciwej oceny.”

„Oczywiście. Uczciwej i szczegółowej. Rada inwestycyjna spotyka się w poniedziałek. Twój raport może przesądzić o warunkach przejęcia.”

„Wiem.”

„Nikt nie może się dowiedzieć, kim jesteś. Ani personel, ani właściciele, ani pozostali goście. Jeśli poczują, że są oceniani, zaczną grać przedstawienie.”

„Nie musisz mi tłumaczyć, jak przeprowadza się audyt.”

„W takim razie życzę przyjemnego urlopu.”

Rozłączył się.

Lena przez kilka sekund patrzyła na wygaszony ekran. Słowo urlop brzmiało niemal absurdalnie. Nie miała odpoczywać. Przez trzy dni powinna obserwować personel, rozmawiać z gośćmi i ustalić, czy Błękitna Godzina rzeczywiście była skazana na sprzedaż.

Nie mogła tego zrobić z innego hotelu. Nie mogła też pozwolić, aby Maks zajął pokój 312. Ta rezerwacja była częścią jej legendy i dowodem, że przyjechała jako zwykła turystka.

Wróciła do recepcji.

„Problem zawodowy?” zapytał Maks.

„Prywatna rozmowa.”

„Oczywiście.”

Ton jego głosu sugerował, że nie uwierzył.

Zanim Lena zdążyła odpowiedzieć, z bocznego korytarza wyszedł mężczyzna w ciemnym garniturze. Miał około pięćdziesięciu lat, starannie przystrzyżone siwe włosy i telefon przyciśnięty do ucha. Zatrzymał się, gdy zobaczył Maksa.

Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę.

Dyrektor pobladł.

Maks nie zareagował. Tylko jego dłoń zacisnęła się mocniej na uchwycie walizki.

„Oddzwonię” powiedział Robert do telefonu.

Podszedł do recepcji, patrząc już wyłącznie na Zuzannę.

„Sytuacja na drugim piętrze została opanowana?”

„Tak, ale nadal mamy problem z pokojem 312.”

„Jaki problem?”

„Podwójna rezerwacja. Mówiłam panu wczoraj.”

Robert zachowywał się tak, jakby dopiero teraz sobie przypomniał.

„Oczywiście. Pani Maj i pan Różycki.”

Wypowiadając nazwisko Maksa, nie spojrzał w jego stronę.

Lena obserwowała ich obu.

„Zna pan tego gościa?” zapytała dyrektora.

Robert poprawił mankiet koszuli.

„Znam nazwiska wszystkich osób przyjeżdżających do mojego hotelu.”

„To godne podziwu” odezwał się Maks. „Zwłaszcza jeśli nie pamięta pan, że przydzielono im ten sam pokój.”

Dyrektor uniósł wzrok. W jego oczach pojawiło się coś, co mogło być gniewem albo strachem.

„Sprawdziliśmy wszystkie możliwości. Niestety nie mamy obecnie drugiego pokoju o podobnym standardzie.”

„Nie potrzebuję podobnego standardu” powiedziała Lena. „Potrzebuję jakiegokolwiek osobnego pokoju.”

„Do wieczora być może uda się przygotować jedno z pomieszczeń służbowych. Na tę chwilę możemy jedynie udostępnić państwu pokój 312.”

Lena była pewna, że się przesłyszała.

„Państwu?”

„Tymczasowo. Na kilka godzin. Mogą państwo zostawić tam bagaże, odświeżyć się i odpocząć. Zapewnimy bezpłatny posiłek oraz pełny zwrot kosztów pierwszej doby.”

„Nie znam tego człowieka.”

„To nie brzmi najlepiej, kiedy mówi pani o mnie w mojej obecności” zauważył Maks.

„Nie zamierzam dzielić z panem pokoju.”

„W tym jednym się zgadzamy.”

Robert rozłożył dłonie.

„Rozumiem, że sytuacja jest daleka od idealnej, ale obecnie nie mogę zaproponować niczego innego.”

Maks spojrzał na klucz leżący za ladą.

„Obecnie?”

„Potrzebujemy kilku godzin.”

„I po tych kilku godzinach dostaniemy dwa oddzielne pokoje?” zapytała Lena.

Dyrektor zawahał się.

„Zrobimy wszystko, co będzie możliwe.”

Nie była to odpowiedź. Lena zawodowo zajmowała się tworzeniem takich odpowiedzi. Wiedziała, że oznaczają brak planu, brak gwarancji i nadzieję, że problem rozwiąże się sam.

Nie miała jednak dokąd pójść.

Spojrzała na Maksa. Mokra koszula zaczynała wysychać na jego ramionach, a kilka ciemnych pasm nadal opadało mu na czoło. Wyglądał na równie zmęczonego jak ona, ale irytująco dobrze ukrywał złość.

„Tylko do czasu znalezienia innego rozwiązania” powiedziała.

„Oczywiście.”

„Zostawiamy bagaże i wracamy do lobby.”

„Jak pani sobie życzy.”

„Nie dotyka pan moich rzeczy.”

„Nie planowałem.”

„I nie zostaje pan w pokoju sam.”

Uniósł brwi.

„Obawia się pani, że ukradnę kosmetyczkę?”

„Obawiam się ludzi, którzy żartują, kiedy sytuacja nie jest zabawna.”

Przez jego twarz przemknęło coś, czego nie potrafiła odczytać.

„Ja bardziej obawiam się tych, którzy nigdy nie żartują.”

Zuzanna podała im dwie karty. Lena wzięła swoją i ruszyła w stronę windy. Maks podniósł bagaż, po czym poszedł za nią.

W lustrzanych drzwiach widziała jego odbicie. Nie patrzył na nią. Obserwował Roberta Kuleszę, który nadal stał przy recepcji.

Dyrektor również na niego patrzył.

Drzwi windy rozsunęły się. Lena weszła do środka i nacisnęła przycisk trzeciego piętra. Maks stanął obok niej. W niewielkiej kabinie zapach jego mokrej koszuli mieszał się z chłodną wonią deszczu.

„Zna pan dyrektora?” zapytała.

„Nie.”

Odpowiedział bez chwili namysłu.

Lena spojrzała na niego.

To był ten sam rodzaj odpowiedzi, którego sama udzieliła kilka minut wcześniej, gdy zapytał o telefon.

Krótki. Spokojny. Przygotowany.

Kłamstwo wypowiedziane przez człowieka, który miał już czas, aby w nie uwierzyć.

Winda zatrzymała się na trzecim piętrze. Wyszli na cichy korytarz. Maks ruszył w lewo, zanim zdążyli sprawdzić numery na drzwiach.

„Skąd pan wie, w którą stronę?” zapytała.

Zatrzymał się.

Przez moment wydawało się, że szuka odpowiedzi.

„Znak przy windzie.”

Lena obejrzała się za siebie.

Na ścianie rzeczywiście wisiała niewielka tabliczka z numerami pokoi. Mogła jej wcześniej nie zauważyć. Mogła też nie zauważyć, że Maks nie spojrzał w jej stronę ani razu.

Ruszyli dalej.

Pokój 312 znajdował się na końcu korytarza. Lena przyłożyła kartę do czytnika. Zapaliła się zielona lampka.

Położyła dłoń na klamce, ale zanim ją nacisnęła, spojrzała na stojącego obok mężczyznę.

„Kilka godzin.”

„Ani minuty dłużej.”

„Potem każde z nas dostaje osobny pokój.”

„Albo jedno z nas znika.”

„To nie będę ja.”

Maks uśmiechnął się lekko.

„Zobaczymy.”

Lena otworzyła drzwi.

Żadne z nich nie wiedziało jeszcze, że hotel nie znajdzie drugiego pokoju.

Nie wiedzieli również, że największym problemem nie będzie wspólna łazienka, brak prywatności ani to, które z nich miało większe prawo do rezerwacji.

Największy problem czekał na nich pośrodku pokoju.

Rozdział 2Tylko jedno łóżko

Łóżko było ogromne.

Zajmowało centralną część pokoju i wyglądało tak, jakby cały wystrój zaplanowano wyłącznie po to, aby podkreślić jego obecność. Miało wysokie, tapicerowane wezgłowie w kolorze ciemnego granatu, śnieżnobiałą pościel i cztery poduszki ułożone z przesadną starannością. Na kołdrze leżała kartka z życzeniami spokojnego pobytu oraz małe pudełko czekoladek przewiązane złotą wstążką.

Lena stała w drzwiach i patrzyła na łóżko, jakby było osobistą zniewagą.

Za jej plecami Maks milczał.