Bez nazwisk, bez obietnic - Łukasz Nester - ebook

Bez nazwisk, bez obietnic ebook

Łukasz Nester

0,0

10 osób interesuje się tą książką

Opis

Jedna noc miała nie mieć żadnych konsekwencji.

Lena spotyka Aleksandra w barze luksusowego hotelu. Nie podają sobie nazwisk, nie pytają o przeszłość i nie składają obietnic. Łączy ich natychmiastowe przyciąganie oraz milcząca umowa, że wraz z nadejściem poranka każde wróci do własnego życia.

Lena jest przekonana, że już nigdy go nie zobaczy. Wkrótce wygrywa prestiżowy konkurs na renowację zabytkowego hotelu. To zlecenie może uratować jej pracownię i otworzyć przed nią drzwi do największych projektów w karierze. Podczas pierwszego oficjalnego spotkania odkrywa jednak, że mężczyzna z hotelowego pokoju nie był przypadkowym gościem.

Aleksander jest członkiem zarządu i synem prezesa spółki zarządzającej hotelem. Co więcej, wiedział o wyniku konkursu wcześniej, niż powinien.

Od tej chwili każde ich spotkanie staje się niebezpieczną grą między zawodową rywalizacją, wzajemną nieufnością i uczuciem, którego żadne z nich nie potrafi już kontrolować. Lena próbuje chronić swoją reputację. Aleksander walczy z ojcem, zarządem i oczekiwaniami rodziny. Kiedy anonimowa fotografia ujawnia, że ktoś od początku obserwował ich relację, prywatna tajemnica staje się częścią znacznie większej intrygi.

Kto naprawdę zdecydował o zwycięstwie Leny? Dlaczego zarządowi tak bardzo zależy na zmianie jej projektu? I czy można zaufać człowiekowi, który ukrył prawdę, nawet jeśli zrobił to ze strachu przed jej utratą?

„Bez nazwisk, bez obietnic” to pełen emocji romans o zakazanej relacji, rodzinnych tajemnicach i walce o prawo do własnych decyzji. To historia dwojga ludzi, którzy chcieli uniknąć uczuć, lecz szybko przekonali się, że najtrudniejszych zasad nie łamie się dla chwili namiętności. Łamie się je dla kogoś, bez kogo nie potrafi się już wyobrazić przyszłości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 177

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Bez nazwisk, bez obietnic

Łukasz Nester

Nota wydawnicza

© 2026 Łukasz Nester. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wydanie elektroniczne, 2026

Prolog. Trzy zasady

Korytarz na dziewiątym piętrze tonął w miękkim, złotym świetle. Gruby dywan tłumił nasze kroki, jakby hotel próbował zachować w tajemnicy wszystko, co miało się wydarzyć za jednymi z zamkniętych drzwi.

Szłam pierwsza, choć czułam jego obecność tuż za sobą. Nie dotykał mnie. Nie musiał. Od chwili, gdy opuściliśmy bar, każdy centymetr przestrzeni między nami zdawał się napięty do granic możliwości.

Karta do pokoju drżała lekko w moich palcach. Mogłam wmówić sobie, że to przez wypity alkohol, ale oboje wiedzieliśmy, że nie zdążyłam wypić nawet połowy drugiego kieliszka. To nie wino sprawiało, że serce biło mi szybciej. To jego spojrzenie, które czułam na karku, ramionach i odsłoniętych plecach.

Zatrzymałam się przed drzwiami z numerem 914.

On stanął obok mnie. Po raz pierwszy od wyjścia z windy znaleźliśmy się tak blisko, że poczułam ciepło jego ciała. Pachniał drewnem, pieprzem i czymś trudnym do nazwania. Czymś, co od chwili zajęcia miejsca przy hotelowym barze nie pozwalało mi myśleć rozsądnie.

Nie znałam jego nazwiska. Nie wiedziałam, czym się zajmuje, skąd przyjechał ani czy ktoś czeka na jego powrót. Znałam jedynie barwę jego głosu, sposób, w jaki unosił kącik ust, kiedy próbowałam go sprowokować, oraz dotyk dłoni, którą położył na moich plecach, gdy przepuszczał mnie w drzwiach windy.

To powinno być za mało.

Tej nocy wydawało się wystarczające.

Przyłożyłam kartę do czytnika, lecz zanim zamek zdążył zareagować, jego dłoń zamknęła się delikatnie wokół mojego nadgarstka.

Spojrzałam na niego.

W barze wydawał się pewny siebie. W korytarzu nadal taki był, ale dostrzegłam w jego oczach coś jeszcze. Pytanie. Ostatnią szansę, by się wycofać.

Powiedział cicho:

Jesteś pewna?

Nie próbował mnie przekonywać. Nie wykonał żadnego ruchu, którego sama wcześniej nie zaprosiłam. Czekał, pozostawiając decyzję dokładnie tam, gdzie powinna się znajdować.

W moich rękach.

Jeszcze kilka godzin wcześniej uznałabym to za szaleństwo. Nie chodziłam do pokojów z nieznajomymi. Nie podejmowałam decyzji pod wpływem impulsu. Nie pozwalałam sobie pragnąć czegoś tylko dlatego, że było nierozsądne.

Zawsze wiedziałam, co wydarzy się jutro.

Tym razem nie chciałam wiedzieć.

Odwróciłam się do niego całym ciałem. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów. Jego wzrok przesunął się na moje usta, ale nadal mnie nie dotykał.

Powtórzyłam zasady.

Żadnych nazwisk.

Skinął głową.

Żadnych pytań.

Jego palce rozluźniły się na moim nadgarstku, lecz nie odsunęły.

Żadnego kontaktu po tej nocy.

Przez krótką chwilę patrzył na mnie tak, jakby właśnie ta zasada była najtrudniejsza do zaakceptowania. Potem powiedział:

Zgoda.

Czytnik zaświecił się na zielono.

Nacisnęłam klamkę. Drzwi ustąpiły bezgłośnie, odsłaniając ciemne wnętrze pokoju.

Spojrzałam na niego ostatni raz, zanim przekroczyliśmy próg.

Jeszcze wtedy wierzyłam, że o poranku każde z nas odejdzie w swoją stronę i nigdy więcej się nie spotkamy.

Rozdział 1. Ostatnie miejsce przy barze

Do hotelu przyjechałam kilka minut po dwudziestej pierwszej, chociaż według pierwotnego planu powinnam być w nim przed kolacją.

Plan przestał mieć znaczenie już na pierwszym skrzyżowaniu. Później był korek, telefon od klienta, kolejna poprawka prezentacji i wiadomość od Marty z informacją, że jutrzejsze spotkanie rozpocznie się godzinę wcześniej. Kiedy w końcu oddałam kluczyki parkingowemu, marzyłam tylko o gorącym prysznicu i sześciu godzinach snu.

Wiedziałam jednak, że po wejściu do pokoju otworzę komputer. Jeszcze raz sprawdzę wszystkie slajdy, zmienię dwa zdania, których nikt poza mną nie uznałby za niewłaściwe, a potem będę leżała w ciemności i zastanawiała się, czy jestem wystarczająco dobra, by poprowadzić najważniejszy projekt w swojej karierze.

Miałam trzydzieści cztery lata i opinię kobiety, która zawsze wie, co robi. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio rzeczywiście tak się czułam.

Hol hotelu pachniał białymi kwiatami i wypolerowanym drewnem. Nad marmurową posadzką wisiały szklane lampy przypominające krople zatrzymane tuż przed upadkiem. Wszystko było eleganckie, kosztowne i odrobinę zbyt doskonałe.

Przez następne dwa dni miałam pomóc stworzyć miejsce jeszcze bardziej luksusowe.

Pracownik recepcji wręczył mi kartę do pokoju, wyjaśnił, gdzie rano zostanie podane śniadanie, i zapewnił, że mój bagaż pojawi się na górze w ciągu kilku minut. Podziękowałam, lecz zamiast skierować się do windy, spojrzałam w stronę hotelowego baru.

Potrzebowałam chwili, w której nikt nie będzie oczekiwał ode mnie żadnej decyzji.

Bar mieścił się za wysokimi, drewnianymi drzwiami. Przygaszone światło odbijało się w butelkach ustawionych na podświetlonych półkach, a zza fortepianu płynęła spokojna melodia. Przy kilku stolikach siedzieli hotelowi goście. Rozmawiali cicho, jakby obowiązywała tu zasada, że wszystko, co dzieje się po zmroku, powinno pozostać dyskretne.

Zdjęłam płaszcz i zawiesiłam go na przedramieniu. Większość miejsc przy barze była zajęta. Został tylko jeden wolny stołek.

Obok niego siedział mężczyzna w białej koszuli z podwiniętymi rękawami.

Zauważyłam najpierw jego dłonie. Jedną trzymał na niskiej szklance, drugą przesuwał po krawędzi złożonej kartki. Miał długie palce i mocne nadgarstki. Na jego lewej dłoni nie było obrączki.

Nie powinnam była tego sprawdzać.

Podniósł wzrok, jakby poczuł, że mu się przyglądam.

Był przystojny w sposób, który nie potrzebował potwierdzenia. Ciemne włosy miał lekko potargane, jakby kilka razy przeciągnął po nich dłonią. Wyraźna linia szczęki i spokojne, uważne spojrzenie sprawiały, że trudno było ocenić, czy częściej wzbudza zaufanie, czy kłopoty.

Jego oczy zatrzymały się na mnie o sekundę dłużej, niż wymagała uprzejmość.

„To miejsce jest wolne” powiedział.

Miał niski głos. Ciepły i pozbawiony pośpiechu.

„Widzę.”

Kącik jego ust uniósł się nieznacznie.

„W takim razie nie będę pani przekonywał.”

Powinnam była odejść. W pokoju czekała prezentacja, rano spotkanie, a zmęczenie nigdy nie było dobrym doradcą. Mimo to usiadłam obok niego i położyłam telefon na blacie ekranem do dołu.

Barman pojawił się niemal natychmiast.

„Kieliszek czerwonego wina. Wytrawnego.”

„Ciężki dzień?” zapytał mężczyzna, gdy barman odszedł.

Spojrzałam na niego.

„Czy wszystkie kobiety zamawiające wino wyglądają na zmęczone?”

„Nie. Tylko te, które po odłożeniu telefonu patrzą na niego tak, jakby obawiały się, że zaraz znowu zadzwoni.”

Mimowolnie się uśmiechnęłam.

„Może czekam na ważną wiadomość.”

„Wtedy położyłaby go pani ekranem do góry.”

Przesunęłam palcem po chłodnym blacie.

„Zawsze tak dokładnie obserwuje pan obcych ludzi?”

„Tylko interesujących.”

Nie odwrócił wzroku. Nie brzmiał nachalnie ani zbyt pewnie. Powiedział to tak spokojnie, jakby stwierdzał coś oczywistego.

Barman postawił przede mną kieliszek. Podziękowałam i upiłam niewielki łyk, bardziej po to, by zyskać kilka sekund, niż z pragnienia.

„A co sprawiło, że uznał mnie pan za interesującą?”

„Jeszcze nie uznałem.”

Uniosłam brwi.

„Przed chwilą powiedział pan coś innego.”

„Powiedziałem, że obserwuję interesujących ludzi. Nadal zbieram dane.”

Roześmiałam się cicho. Pierwszy raz tego dnia szczerze.

„Czyli jestem przedmiotem badania?”

„Raczej zagadką.”

„A pan lubi zagadki?”

„Te, które nie chcą zostać rozwiązane zbyt szybko.”

Przyjrzałam mu się uważniej. W jego twarzy było coś znajomego, choć byłam pewna, że nigdy wcześniej go nie spotkałam. Może chodziło o opanowanie. Znałam wielu mężczyzn, którzy próbowali sprawiać wrażenie pewnych siebie. On nie musiał próbować.

Na blacie obok jego szklanki leżał szkic wykonany czarnym piórem. Widziałam jedynie kilka zdecydowanych linii i fragment czegoś, co mogło być wnętrzem budynku.

Zanim zdążyłam przyjrzeć się dokładniej, odwrócił kartkę na drugą stronę.

„To tajemnica?” zapytałam.

„Praca.”

„Czasami to to samo.”

„Mówi pani z doświadczenia?”

W mojej torebce znajdował się komputer pełen poufnych materiałów. Na skrzynce czekały wiadomości od ludzi, którzy wierzyli, że potrafię nadać marzeniom odpowiedni kolor, nazwę i cenę. Mogłam opowiedzieć mu o projekcie, kliencie i powodach mojego przyjazdu.

Nie chciałam.

Przez jeden wieczór pragnęłam nie być Leną Radecką, która zawsze przedstawia się pełnym imieniem i nazwiskiem, chwilę później dodając nazwę firmy oraz stanowisko.

„Może” odpowiedziałam.

Przez moment obracał szklankę w dłoni.

„To bardzo bezpieczna odpowiedź.”

„Nie znam pana na tyle, żeby udzielać niebezpiecznych.”

Jego spojrzenie przesunęło się po mojej twarzy i zatrzymało na ustach. Trwało to krótko, ale wystarczająco długo, bym poczuła ciepło nie mające nic wspólnego z winem.

„Możemy to zmienić” powiedział.

Telefon zawibrował na blacie.

Nie spojrzałam na ekran.

Mężczyzna zauważył to i uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie. Potem uniósł szklankę, jakby wznosił toast za moją pierwszą nierozsądną decyzję tego wieczoru.

Odpowiedziałam tym samym gestem.

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że wolne miejsce przy barze okaże się początkiem nocy, po której żadna z naszych zasad nie będzie już brzmiała rozsądnie.

Rozdział 2. Bez nazwisk

Telefon zawibrował po raz drugi.

Tym razem nie wystarczyło odwrócić go ekranem do dołu. Przez blat przeszło ciche drżenie, które natychmiast przypomniało mi o wiadomościach, prezentacji i wszystkich sprawach czekających za drzwiami baru.

Sięgnęłam po urządzenie, przytrzymałam przycisk i wyłączyłam je bez sprawdzania powiadomień.

Mężczyzna obserwował mnie znad szklanki.

„Odważnie.”

„To tylko telefon.”

„Jeszcze przed chwilą wyglądał jak najważniejszy przedmiot w tym hotelu.”

Odłożyłam go do torebki.

„Postanowiłam dać sobie dziesięć minut.”

Spojrzał na zegarek.

„Zostało dziewięć.”

„Nie powinien pan marnować ich na komentowanie mojego telefonu.”

„W takim razie porozmawiajmy o czymś ciekawszym.”

Barman przesunął w moją stronę kartę win, lecz pokręciłam głową. W kieliszku nadal miałam więcej niż połowę pierwszej porcji. Nie potrzebowałam alkoholu, żeby zostać. Potrzebowałam jedynie powodu, aby jeszcze nie wracać do pokoju.

Mężczyzna odwrócił złożoną kartkę tak, by szkic znalazł się poza moim zasięgiem wzroku.

„Zacznijmy od tego, co sprowadziło panią do tego hotelu.”

„To nie brzmi ciekawie.”

„W takim razie od tego, co chciałaby pani odpowiedzieć, gdyby prawda nie miała znaczenia.”

Przechyliłam głowę.

„Mam wymyślić sobie życie?”

„Tylko na kilka minut.”

„Po co?”

„Ludzie mówią o sobie więcej, kiedy mogą kłamać.”

Jego sposób patrzenia sprawiał, że zwyczajne pytania zaczynały brzmieć zbyt intymnie. Nie spuszczał ze mnie wzroku, ale nie czułam się oceniana. Miałam raczej wrażenie, że dostrzega we mnie coś, czego sama od dawna nie próbowałam zauważyć.

„A jeśli nie umiem dobrze kłamać?”

„Wtedy będę miał przewagę.”

„To nieuczciwe.”

„Nikt nie powiedział, że obowiązują nas jakiekolwiek zasady.”

Jeszcze nie, pomyślałam.

Przesunęłam palcem po nóżce kieliszka.

„Dobrze. Przyjechałam tu, ponieważ jutro rano wyjeżdżam do miejsca, w którym nikt mnie nie zna.”

„Sama?”

„Oczywiście.”

„Dlaczego oczywiście?”

„Bo w mojej zmyślonej historii nie muszę się z nikim liczyć.”

Coś zmieniło się w jego spojrzeniu. Uśmiech pozostał, lecz stał się mniej prowokujący.

„A w prawdziwej musisz?”

Zawahałam się.

„To już jest pytanie o prawdziwe życie.”

„Racja.”

Uniósł szklankę do ust, ale nie wypił. Czekał, pozwalając mi zdecydować, czy chcę powiedzieć coś więcej.

„Teraz pana kolej” stwierdziłam.

„Przyjechałem tu, żeby zburzyć coś, co budowałem przez kilka ostatnich lat.”

Spojrzałam na ukrytą kartkę.

„To ma związek z tym szkicem?”

„Mieliśmy nie pytać o prawdziwe życie.”

„Nie ustaliliśmy tego.”

„Właśnie ustalamy.”

Ponownie się uśmiechnęłam.

„A więc żadnych nazwisk, stanowisk i powodów pobytu?”

„Żadnych informacji, które pozwoliłyby nam odnaleźć się jutro.”

To ostatnie słowo zabrzmiało inaczej niż pozostałe.

Jutro.

Jeszcze kilka minut wcześniej byłam pewna, że zaraz dopiję wino, wstanę i odejdę. Teraz perspektywa poranka nagle nabrała znaczenia, chociaż nie wydarzyło się nic, co powinno je mieć.

„Zakłada pan, że mogłabym chcieć pana odnaleźć.”

„Zakładam, że warto zabezpieczyć się przed wszystkimi możliwościami.”

„Boi się pan, że to ja mogłabym być kłopotem?”

Odłożył szklankę.

„Mam nadzieję.”

Słowo zatrzymało się między nami.

Fortepian ucichł. Pianista zamknął nuty i odszedł od instrumentu, a bar natychmiast wydał się bardziej pusty. Z sąsiedniego stolika podniosła się para. Kobieta poprawiła płaszcz na ramionach mężczyzny, po czym razem skierowali się ku wyjściu.

Patrzyłam na nich o sekundę zbyt długo.

„Teraz ja zbieram dane” powiedział nieznajomy.

„Co udało się panu ustalić?”

„Że jest pani przyzwyczajona do podejmowania decyzji.”

„Na jakiej podstawie?”

„Nie zapytała pani, czy możemy nie podawać nazwisk. Od razu zdecydowała pani, co jeszcze powinniśmy ukryć.”

„To słaby dowód.”

„Wyłączyła pani telefon, mimo że ktoś wyraźnie próbuje się z panią skontaktować. Usiadła pani obok obcego mężczyzny, chociaż kilka razy spojrzała pani w stronę wyjścia. I od początku tej rozmowy udaje pani, że to ja ją prowadzę.”

Poczułam nieprzyjemne ukłucie trafności.

„Może po prostu pozwalam panu tak myśleć.”

„W takim razie robi to pani bardzo przekonująco.”

Upiłam łyk wina.

„Co jeszcze pan widzi?”

Jego spojrzenie powoli przesunęło się po mojej twarzy. Tym razem nie zatrzymało się na ustach. Patrzył mi prosto w oczy.

„Kobietę, która od dawna robi wyłącznie to, czego się od niej oczekuje.”

Nie odpowiedziałam.

Mógł zgadywać. Mógł mówić coś, co pasowało do połowy ludzi siedzących samotnie przy hotelowych barach. Mimo to trafił w miejsce, którego nie zamierzałam mu pokazywać.

„Teraz pan” powiedziałam ciszej. „Co ludzie widzą, kiedy na pana patrzą?”

Oparł przedramiona na blacie.

„Człowieka, który zawsze wie, dokąd zmierza.”

„A nie wie pan?”

„Czasami wiem tylko, z czego chciałbym uciec.”

Po raz pierwszy w jego głosie usłyszałam coś więcej niż pewność siebie i rozbawienie. Nie znałam jego historii. Nie powinnam była chcieć jej poznawać. Jednak właśnie brak szczegółów sprawiał, że mogłam dopisać do niego wszystko.

Może dlatego łatwiej było mi zostać.

„Minęło dziesięć minut” zauważył.

Spojrzałam na zegarek wiszący nad półkami z alkoholem.

„Rzeczywiście.”

„Powinna pani wrócić do swoich obowiązków.”

Nie poruszyłam się.

„Wyrzuca mnie pan?”

„Daję pani szansę, żeby wyszła.”

„A jeśli jej nie potrzebuję?”

Jego palce znieruchomiały na szklance.

„Wtedy przestajemy marnować czas na bezpieczne pytania.”

Serce uderzyło mi mocniej.

„Co pan uważa za niebezpieczne pytanie?”

Pochylił się odrobinę bliżej. Dzieliła nas przestrzeń wystarczająca, by zachować pozory zwyczajnej rozmowy, lecz zbyt mała, żebym mogła zapomnieć o jego obecności.

„Co zrobiłabyś dzisiaj, gdybyś miała pewność, że jutro nie poniesiesz żadnych konsekwencji?”

Zauważyłam zmianę. Nie zapytał już, co zrobiłaby pani.

Powinnam była ją skomentować. Zamiast tego pozwoliłam, by jego pytanie dotarło głębiej, niż zamierzałam.

„Nie wiem.”

„Wiesz.”

„Nie znasz mnie.”

„Dlatego możesz mi odpowiedzieć.”

Odwróciłam wzrok. W lustrze za barem widziałam nas oboje. Jego biała koszula odcinała się od ciemnego wnętrza. Moja dłoń spoczywała obok kieliszka, zaledwie kilka centymetrów od jego palców.

„A ty?” zapytałam. „Co byś zrobił?”

Patrzył na moje odbicie.

„Przestałbym udawać, że przyszedłem tu wyłącznie napić się whisky.”

Ciepło rozlało się po moim ciele.

„Po co więc przyszedłeś?”

„Przed chwilą ustaliliśmy, że nie rozmawiamy o powodach pobytu.”

„Wygodne.”

„Bezpieczne.”

„Myślałam, że skończyliśmy z bezpiecznymi pytaniami.”

Jego dłoń przesunęła się po blacie. Nie dotknął mnie, lecz opuszki jego palców znalazły się tak blisko moich, że poczułam napięcie w całym ramieniu.

„W takim razie zapytaj o to, co naprawdę chcesz wiedzieć.”

Spojrzałam na jego rękę, potem na twarz.

„Gdybyś nie musiał myśleć o jutrze, czego chciałbyś teraz?”

Nie odpowiedział od razu. Nie potrzebował czasu do namysłu. Pozwalał mi poczuć ciężar własnego pytania.

„Chciałbym dotknąć kobiety, która od kilkunastu minut udaje, że nie zauważa, jak na nią patrzę.”

Przestałam oddychać.

„Może nie udaje.”

„W takim razie powiedziałaby mi, czego chce.”

Nieznacznie przesunęłam dłoń. Nasze palce zetknęły się po raz pierwszy.

Dotyk był ledwie wyczuwalny, a jednak ciało zareagowało na niego tak, jakby czekało właśnie na ten moment.

„Chcę” powiedziałam, nie odrywając od niego wzroku „żeby przez jedną noc nikt nie wiedział, kim jestem.”

Jego palce przesunęły się po moich.

„To da się zrobić.”

„Potrzebujemy tylko kilku zasad.”

Kącik jego ust uniósł się powoli.

„Słucham.”

Rozdział 3. Jedna noc

„Pierwsza zasada” powiedziałam, nie cofając dłoni. „Żadnych nazwisk.”

Jego palce przesunęły się po moich powoli, jakby sprawdzał, czy naprawdę pozwolę mu zostać tak blisko.

„Ani prawdziwych, ani wymyślonych?”

„Nie potrzebujemy żadnych.”

„Jak mam się do ciebie zwracać?”

„Nie musisz.”

W jego oczach pojawiło się rozbawienie, ale tym razem nie próbował ukryć tego, co znajdowało się pod nim. Pragnienie było wyraźne. Spokojne, świadome i wystarczająco silne, bym poczuła je we własnym ciele.

„Zgoda” odpowiedział.

Wypuściłam powietrze, choć nie zdawałam sobie sprawy, że wstrzymywałam oddech.

„Druga zasada. Żadnych pytań.”

„To może być trudne.”

„Dla człowieka, który od pół godziny próbuje mnie analizować?”

„Dla człowieka, który chciałby wiedzieć, czy zawsze podejmujesz tak niebezpieczne decyzje.”

„Dzisiaj nie jestem kobietą, która robi cokolwiek zawsze.”

Przyglądał mi się przez chwilę.

„Kim więc jesteś?”

„To było pytanie.”

„Jeszcze nie zaakceptowałem drugiej zasady.”

Prawie się roześmiałam, ale sposób, w jaki dotykał mojej dłoni, sprawił, że uśmiech zatrzymał się na ustach. Jego kciuk zatoczył niewielki krąg na mojej skórze. Ten gest był zbyt delikatny w porównaniu z tym, co podpowiadała mi wyobraźnia.

„Akceptujesz ją?” zapytałam.

„Tak.”

„W takim razie właśnie wykorzystałeś ostatnie pytanie.”

„Mam nadzieję, że odpowiedzi nie będą mi potrzebne.”

Ciepło przesunęło się wzdłuż mojego kręgosłupa.

Barman znalazł się kilka kroków od nas. Nie musieliśmy niczego mówić. Nieznajomy uniósł dłoń, prosząc o rachunek. Zrobił to bez spoglądania w moją stronę, jakby decyzja została już podjęta, choć oboje wiedzieliśmy, że nadal mogłam wstać, zabrać torebkę i odejść sama.

On również mógł.

Właśnie dlatego zostałam.

„Trzecia zasada” powiedziałam ciszej.

Jego dłoń znieruchomiała.

„Żadnego kontaktu po tej nocy.”

Po raz pierwszy od rozpoczęcia naszej rozmowy nie odpowiedział od razu. Patrzył na mnie bez uśmiechu, a ja próbowałam odgadnąć, czy zamierza negocjować. Nie powinno mnie obchodzić, co pomyślał. Potrzebowałam tej zasady bardziej niż dwóch poprzednich. Anonimowość miała sens tylko wtedy, gdy rano każde z nas wracało do swojego życia.

Bez wiadomości.

Bez poszukiwań.

Bez niezręcznych prób zamienienia jednej nocy w coś, czym nigdy nie miała być.

„Po świcie stajemy się sobie obcy?” upewnił się.

„Już nimi jesteśmy.”

„Niezupełnie.”

Jego spojrzenie opadło na nasze zetknięte dłonie.

„To nie zmienia zasad.”

„Nie próbuję ich zmieniać.”

Barman przyniósł rachunek. Zanim zdążyłam sięgnąć do torebki, mężczyzna podał mu kartę.

„Mogę zapłacić za swoje wino.”

„Możesz.”

„Ale mi nie pozwolisz?”

„Zadajesz dużo pytań jak na osobę, która właśnie ich zakazała.”

Pokręciłam głową i zabrałam dłoń. Natychmiast poczułam brak jego ciepła.

„Nie uznaj tego za część umowy” powiedziałam.

„Nie wiedziałem, że zawieramy umowę.”

„Ustalamy zasady. To prawie to samo.”

„Umowy zwykle określają, czego oczekują obie strony.”

Nie odwrócił wzroku. Wiedziałam, o co pytał, nawet jeśli zgodnie z naszymi zasadami nie użył znaku zapytania.

Serce przyspieszyło mi tak bardzo, że przez moment słyszałam jedynie jego rytm.

„Chcę jednej nocy” powiedziałam. „Bez udawania, że ma znaczyć coś więcej.”

„A jeśli któreś z nas zmieni zdanie?”

„Mówimy to od razu.”

„Jeśli będziesz chciała, żebym się zatrzymał, zatrzymam się.”

Jego głos był spokojny i całkowicie poważny.

„Tego samego oczekuję od ciebie.”

„Dobrze.”

„I żadnego zgadywania. Mówimy, czego chcemy.”

Na jego twarzy pojawił się powolny uśmiech.

„To może być jedyna zasada, którą naprawdę polubię.”

Barman zwrócił mu kartę. Nieznajomy podpisał rachunek, dopił whisky i wstał. Dopiero wtedy zobaczyłam, jak wysoki był. Materiał koszuli opinał jego ramiona, a podwinięte rękawy odsłaniały przedramiona, którym przyglądałam się już wcześniej.

Podał mi płaszcz.

Nie pomógł mi go założyć. Nie wykonał żadnego gestu, który mógłby za nas zdecydować, co nastąpi dalej. Po prostu czekał.

Wsunęłam telefon do torebki i zsunęłam się ze stołka.

„Mój pokój” powiedziałam.

Skinął głową.

Ruszyliśmy w stronę wyjścia z baru. Każdy krok wydawał się zbyt głośny, mimo że dywan tłumił odgłos obcasów. Mijaliśmy ludzi, którzy nie zwracali na nas uwagi. Dla nich byliśmy tylko dwojgiem hotelowych gości idących w tym samym kierunku.

Tylko ja wiedziałam, jak wiele wysiłku kosztowało mnie zachowanie spokojnego oddechu.

Przy windach nie było nikogo. Nacisnęłam przycisk, a jego odbicie pojawiło się obok mojego w wypolerowanych, metalowych drzwiach. Stał wystarczająco blisko, bym czuła zapach jego perfum, lecz nadal mnie nie dotykał.

„Możesz jeszcze odejść” powiedziałam.

„Ty również.”

Spojrzałam na niego w odbiciu.

„Nie zamierzam.”

„Ja też nie.”

Drzwi windy rozsunęły się bezgłośnie.

Weszłam pierwsza. Kiedy mijałam go w wąskim przejściu, jego dłoń spoczęła na moich plecach. Zaledwie na chwilę. Lekki dotyk wystarczył jednak, by całe moje ciało napięło się w oczekiwaniu.

Nacisnęłam przycisk dziewiątego piętra.

Drzwi zamknęły się, odcinając nas od hotelowego holu.

Zostaliśmy sami.

Przez pierwsze sekundy żadne z nas się nie poruszyło. Winda ruszyła, a kolejne cyfry zapalały się nad drzwiami. Trzy. Cztery. Pięć.

Patrzył na mnie tak, jakby czekał, aż pierwsza złamię własną samokontrolę.

Na szóstym piętrze odłożyłam torebkę na podłogę.

Na siódmym zrobiłam krok w jego stronę.

Nie cofnął się. Jego dłoń uniosła się, lecz zatrzymała kilka centymetrów od mojej talii.

„Mieliśmy nie zadawać pytań” szepnęłam.

„Dlatego czekam.”

Sama położyłam jego dłoń na swoim biodrze.

Objął mnie mocniej. Drugą ręką dotknął mojego policzka i przesunął kciukiem po dolnej wardze. Byliśmy tak blisko, że czułam jego oddech, ale nadal mnie nie pocałował.

Ósme piętro.

Pochyliłam się ku niemu.

Dźwięk otwierających się drzwi zatrzymał mnie w ostatniej chwili.

Dziewiąte piętro.

Jego dłoń zsunęła się z mojego policzka, lecz pozostała na plecach. Podniosłam torebkę i wyszłam na korytarz, czując jego kroki tuż za sobą.

Do pokoju numer 914 prowadziło kilkanaście metrów.

Nigdy wcześniej tak krótka droga nie wydawała mi się próbą samokontroli.

Rozdział 4. Pokój bez jutra

Zatrzymałam się przed drzwiami numer 914 i przyłożyłam kartę do czytnika.

Czerwone światło zamigotało dwa razy.

Spróbowałam ponownie, lecz palce drżały mi zbyt mocno, bym potrafiła utrzymać kartę nieruchomo. Nieznajomy stał tuż za mną. Czułam jego oddech na karku i dłoń spoczywającą lekko na moich plecach. Nie ponaglał mnie. Nie próbował przejąć karty. Ta cierpliwość działała na mnie silniej niż pośpiech.

Za trzecim razem czytnik zaświecił się na zielono.

Nacisnęłam klamkę, ale zanim otworzyłam drzwi, jego palce zamknęły się wokół mojego nadgarstka.

Odwróciłam się.

W półmroku hotelowego korytarza jego twarz wyglądała poważniej niż przy barze. Nie było na niej prowokującego uśmiechu ani śladu gry, którą prowadziliśmy przez ostatnią godzinę.

„Jesteś pewna?”

Pytanie nie zirytowało mnie. Przeciwnie. Przypomniało, że nadal mogłam zmienić zdanie.

„Tak.”

„Chcę to usłyszeć bez zasad i bez gry.”

Zrobiłam krok w jego stronę.

„Chcę, żebyś wszedł ze mną do pokoju.”

Jego spojrzenie zatrzymało się na moich ustach.

„A później?”

„Później chcę przestać myśleć.”

Przez moment nadal trzymał mój nadgarstek. Kciukiem wyczuwał przyspieszony puls, jakby potrzebował ostatniego potwierdzenia, że moje ciało mówi to samo co słowa.

„Jeśli zechcesz, żebym wyszedł, powiedz.”

„Powiem.”

Otworzyłam drzwi.

Pokój tonął w ciemności. W oddali, za wysokimi oknami, migotały światła miasta. Weszłam pierwsza i odłożyłam kartę na stoliku przy wejściu. Kiedy drzwi zamknęły się za nami, zapadła cisza tak głęboka, że usłyszałam własny oddech.

Nie włączyłam światła.

Nie chciałam widzieć wszystkiego zbyt wyraźnie. Ciemność pasowała do naszej umowy. Ukrywała szczegóły, które mogłyby zostać ze mną dłużej niż ta noc.