Żeleński - Maciej Negrey - ebook + audiobook + książka

Żeleński ebook i audiobook

Maciej Negrey

0,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Władysław Żeleński (1837–1921) – kompozytor, pedagog, teoretyk, organizator życia muzycznego. Ojciec Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Jeszcze za życia uznawany za następcę Stanisława Moniuszki – objął on bowiem po Moniuszce stanowisko profesora kontrapunktu i harmonii w warszawskim Instytucie Muzyki. Dziś jednak schedy upatruje się w jego twórczości operowej (Stara baśńGoplanaJanek), obok dzieł symfonicznych uznawanej za najważniejszą w jego dorobku. Był szczególnie związany z Krakowem – przeznaczał dochody ze swoich koncertów na cele społeczne (m.in. remont Sukiennic), a dzięki jego staraniom udało się otworzyć w Krakowie Konserwatorium, którego był dyrektorem przez 33 lata. Zwolennik przejrzystych form, intymnego wyrazu i ujmującej melodyki, wpajał swoim studentom miłość do klasyków, z którymi miał okazję zapoznać się jeszcze w młodości podczas swoich wyjazdów do Wiednia. Propagował kameralistykę, organizując koncerty, a jego Kwartet fortepianowy c-moll uznaje się za jedno z najwybitniejszych dzieł tego okresu i swoiste credo kompozytora. Prywatnie był też przyjacielem Jana Matejki.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 270

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 50 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Michał Białecki

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Od Autorów

Czytanie czyjejś biografii jest jakby zawieraniem znajomości z tą osobą. A znajomości bywają różne – miłe, przypadkowe, uciążliwe, fascynujące, czasem niebezpieczne. Wiele zależy od tego, jak daną postać przedstawi biograf. My jednak, choćbyśmy chcieli, nie jesteśmy w stanie sprawić, by zawarcie znajomości z Władysławem Żeleńskim czymkolwiek Czytelnikowi groziło. Kompozytor ten bowiem pędził na ogół stateczne życie, z dala od wywołujących rumieniec skandali, wypełnione codzienną, regularną pracą.

Była to praca owocna, nawet bardzo, ale jej rezultaty mało komu są znane, bo – nie oszukujmy się – jako społeczeństwo od dawna odczuwamy opór wobec muzyki zwanej u nas „poważną”, co dla wielu znaczy po prostu „smętną”. Umówmy się więc, że będziemy o niej mówić „artystyczna”. Szczycimy się zatem osiągnięciami w tej dziedzinie, wiemy, że mają one wpływ na postrzeganie nas w świecie, ale się nią nie interesujemy. Dawno przestaliśmy o niej – i o sztuce w ogóle – uczyć na serio w szkołach powszechnych. Z polską muzyką artystyczną okresu zaborów i dwudziestolecia międzywojennego kojarzymy zwykle tylko parę postaci. Są to: Chopin, Moniuszko, Wieniawski, Paderewski, Karłowicz i Szymanowski. Niestety trudno przypuścić, by zagadnięty na ulicy przechodzień pamiętał ich wszystkich. Wymieni Chopina i zacznie tłumaczyć się brakiem słuchu muzycznego lub – jeszcze lepiej – „absolutnego”, nie mając zresztą pojęcia o tym, że słuch absolutny nie ma tu nic do rzeczy. Skoro więc tak źle jest z wiedzą o tych najwybitniej­szych, to co tu mówić o pozostałych, których dziesiątki zamiet­liśmy w najciemniejszy kąt historii.

Wybitna poetka Julia Hartwig zauważyła kiedyś, że dzieje kultury sprowadzone do najwybitniejszych tylko nazwisk są jak pustynia, na której nagle coś wyrosło. To prawda. Jedno czy dwa samotne drzewa nigdy nie ożywią krajobrazu tak, jak soczysta, gęsta trawa i kwitnące krzewy. Dlatego trzeba pamiętać również o owych „pomniejszych mistrzach”, poz­nawać ich samych i to, czego dokonali. To oni przygotowują grunt, na którym wyrastają geniusze. A wśród ich dzieł niejedno jest interesujące, wartościowe, ba – znakomite. Bo tak to już jest z artystami, że również tym mniej uznanym zdarzają się chwile szczęśliwe, mogące budzić zazdrość nawet największych mistrzów.

O Żeleńskim pisano dotąd niewiele, dlatego nazwisko to kojarzone jest głównie z postacią jego syna Tadeusza, słynnego Boya. Krótkie i bardzo ogólne opracowania biograficzne autorstwa Felicjana Szopskiego i Zdzisława Jachimeckiego są dawno wyczerpane. Więcej informacji można znaleźć w pracach zbiorowych, ale publikowane tam opinie o twórczości Żeleńskiego ukształtowane były przez muzykologów, którzy zestawiali ją z dziełami Richarda Wagnera, więc na takim tle nie mogła ona wypaść fascynująco. Ostatnio coś się jednak zmienia. Publikacje Michała Jaczyńskiego, Grzegorza Zieziuli i Agnieszki Zwierzyckiej rzucają nowe światło na postać i kompozycje Żeleńskiego. Wystawienie jego opery Goplana w Warszawie w 2016 roku odbiło się szerokim echem w fachowych kręgach na świecie, w Krakowie zaś realizowane są projekty nagrania oraz wydania wszystkich dzieł kompozytora. Ale wyczerpu­jącej monografii Żeleńskiego wciąż nie ma i nie jest nią też nasza książeczka. Czytelnik nie znajdzie w niej wszystkich możliwych do uzyskania informacji o kompozytorze. Zgodnie z życzeniem Wydawnictwa ma ona przybliżyć szerszemu gronu odbiorców tę ważną w dziejach polskiej kultury postać.

O znaczeniu dat i miejsc

Niektórzy nie lubią historii, bo w szkole zmuszano ich do wkuwania na pamięć różnych dat, zamiast zainteresować tym, co się pod nimi skrywa. Bo jeśli dobrze użyjemy dat, to wokół obcych postaci i zdarzeń utworzy się prawdziwa „siatka czaso­przestrzeni”, w której można je ujrzeć z wielu stron. Staną się one wtedy na powrót żywe i jakby znajome. Wiadomo też, że historia pełna jest stereotypów, legend i utartych przekonań. Mówiono na przykład, że Bolesław Chrobry wyszczerbił swój miecz, uderzając nim o Złotą Bramę w Kijowie. Ba! Przytaczano nawet słowa, które przy tym wypowiedział. Ale w 1018 roku, gdy Chrobry zdobywał Kijów, nie było jeszcze ani Szczerbca, ani Złotej Bramy, samemu zaś władcy nie przyszłoby do głowy narażać na szwank drogocennej broni. Znajomość dat i miejsc pozwala nam też wyobrazić sobie świat, na który w 1837 roku przyszedł Władysław Żeleński.

Właśnie w tym roku, w Illinois, John Deere odkuł pierwszy pług stalowy – narzędzie, którym zaorano Wielkie Równiny…

No i co? – spyta ktoś. Przecież to nie Żeleński za pługiem chodził. O czym ty mówisz, człowieku?

A o tym, że w dziejach zdarzają się nagłe spiętrzenia przemian, jak nagłe wezbrania rzek. Żeleński urodził się w czasach, gdy na świecie wszystko przyśpieszyło w takim stopniu, że druga połowa XIX wieku stała się zupełnie niepodobna do tej pierwszej. To przyśpieszenie miało związek z rozpadem tradycyjnej, od wieków uznawanej filozofii przyrody na szereg odrębnych nauk ścisłych. Odkrycia dokonane w ich ramach dotyczyły w dużym stopniu technologii obróbki metali i zostały szybko wyzyskane w praktyce. Dzięki temu oświeceniowe idee rewolucji przemysłowej w górnictwie, hutnictwie, transporcie, komunikacji, produkcji rolnej, zaopatrzeniu w żywność i artykuły codziennego użytku, w krążeniu myśli, dzieł literatury i muzyki – mogły wreszcie zostać zrealizowane. Urządzenia stawały się coraz trwalsze. Były to silniki parowe napędzające pompy w kopalniach i pojazdy, łożyska toczne, zawory, zamki, chronometry, broń, precyzyjna aparatura laboratoryjna – i ów pług stalowy, który wcale nie jest tylko symbolem. Teraz też mogła rozwinąć się sieć połączeń kolejowych. Podróż z Warszawy do Wrocławia dyliżansem trwała 6–7 dni, zaś koleją zaledwie kilka godzin. I nie chodziło tylko o odwiedziny u ciotki, lecz także o podróże w interesach i na studia, o pocztę, kolportaż prasy i wydawnictw (także muzycznych!), o transport towarów i surowców.

W samym roku 1837 oddano pierwsze odcinki pięciu do dziś istniejących linii kolejowych – z Londynu do Birmin­gham, z Lipska do Drezna, z Wiednia do Brna, z Petersburga do Carskiego Sioła i z Paryża do Saint-Germain. Przedłużano je w nadzwyczajnym tempie. W 1845 oddano pierwszy odcinek kolei warszawsko-wiedeńskiej, a już w 1848 gotowa była w całości. W tym samym czasie skonstruowano maszynę do szycia, która zastąpiła pracę setek szwaczek, rotacyjną prasę drukarską napędzaną silnikiem parowym, drukującą setki tysięcy stron dziennie, a także mechaniczną kosiarkę. W latach 1837–1839 we Francji i Anglii opracowano metody utrwalania obrazu będące początkami fotografii, a zarazem przeprowadzano pierwsze udane próby przesyłania wiadomości na odległość za pomocą telegrafu elektrycznego. Wkrótce potem, choć nie bez ogromnych trudności, kabel telegraficzny połączył Europę ze Stanami Zjednoczonymi, w czym główny udział miałSS „Great Eastern” – wielki transatlantyk, mogący wziąć na pokład 4 tysiące pasażerów! Jego poprzednik, parowiec SS„Great Western”, zwodowany w 1837 roku, zapoczątkował regularną komunikację z Ameryką, odbywając 45 rejsów między Bristolem a Nowym Jorkiem. Fakt, że pod koniec XVIII wieku wykonywano dzieła Haydna w Stanach Zjednoczonych, był czymś naprawdę niezwykłym. Ale 100 lat później twórcy tam i z powrotem pokonywali Atlantyk – jedni, aby koncertować w Nowym Świecie, inni, by uczyć się w Starym.

Nie wyczerpiemy tematu. Świat dzieciństwa i młodości Żeleńskiego zmieniał się bardziej dynamicznie, niż byśmy się mogli spodziewać po czasach, w których ludzie żyli bez komputerów, smartfonów i Internetu. Te atrybuty współczesności powstały przecież z tych samych potrzeb, co tamte wynalazki – z potrzeb komunikowania się i informowania. Z obawy przed samotnością w wielkim, nieznanym świecie.

Wiadomości istotne oraz zwykłe plotki

Przyjrzyjmy się teraz generacji Żeleńskiego, generacji muzy­ków, bo do nich odnosić będziemy jego postać i twórczość.

Otóż kiedy w czwartek 6 lipca 1837 roku w podkrakowskich Grodkowicach szlacheckiemu rodowi Żeleńskich przybył nowy potomek Władysław Marcjan Mikołaj, przy osławionej Ulricusstraße, w samym sercu hamburskiej dzielnicy czerwonych latarni, zamieszkiwał z rodziną czteroletni Johannes Brahms, syn miejskiego muzyka multiinstrumentalisty. Galowy strój ojca przypominał mu barwne mundury ołowianych żołnierzyków, których garść trzymał w biurku jeszcze wówczas, gdy był już słynnym twórcą. Kilka dni później, 10 lipca, w Lublinie drugie urodziny syna Henryka obchodził Tadeusz Wieniawski alias Tobiasz Rufe Pietruszka. Przybrał on nazwisko od Wieniawy – ubogiego sztetla, z którego pochodził. Przyjąwszy chrzest, został lekarzem i odznaczył się w powstaniu listopadowym, na własnych plecach wynosząc rannych z zasięgu artyleryjskiego ognia. Józef, brat Henryka, późniejszy pianista i kompozytor, miał wówczas dopiero półtora miesiąca. Mały paryżanin Camille Saint-Saëns, osierocony przez ojca, nie ukończył jeszcze dwóch lat, a już zdumiewał otoczenie znajomością liter i wielką skłonnością do muzyki, której lekcje właś­nie zaczynał pobierać. Dokładnie pół roku później nad Renem, w Kolonii urodził się Max Bruch, syn prawnika i śpiewaczki, który podobnie jak ­Saint-Saëns i Żeleński, przeżył co najmniej trzy muzyczne epoki, zasłynął jako pedagog i konserwatywny, lecz natchniony twórca. W maju roku 1840, w oddalonym od Moskwy o ponad tysiąc kilometrów na wschód Wotkińsku, przyszedł na świat Piotr Czajkowski, syn inżyniera, ponoć potomka rodów kozackich, być może skoligaconych z polskimi, oraz córki francuskiego emigranta. Francuzką była też guwernantka, z którą malca łączyło więcej niż z matką. Za to wyłącznie Czesi byli przodkami Antonína Dvořáka, który urodził się we wrześniu roku następnego, nieopodal Pragi, w Nelahozevsi nad Wełtawą, w domu miejscowego oberżysty. Oto generacja europejskich kompozytorów, do której należał Żeleński. Dorzućmy tu jeszcze twórców Potężnej Gromadki – Borodina, Bałakiriewa, Musorgskiego, Cui i Rimskiego-Korsakowa, a nadto młodszych nieco – Edvarda Griega i Zygmunta Noskowskiego, by przekonać się, jak pełne indywidualności jest to pokolenie, jak zróżnicowane co do pochodzenia, środowiska, w którym się kształciło, co do upodobań estetycznych i gatunków muzycznych, w których się zwykło wypowiadać.

A co słychać wśród wielkich osobistości kultury muzycznej w owym 1837 roku, 10 lat po śmierci Ludwiga van Beethovena? Fryderyk Chopin mieszka już szósty rok w Paryżu, wiedzie mu się dobrze, ale cierpi – nadzieja małżeństwa z Marią Wodzińską, niedawno z nim zaręczoną, właśnie okazała się ułudą. Nie dziw, że komponuje mało – poza Scherzem b-moll raczej drobiazgi, choć może i Marsz żałobny z późniejszej Sonaty b-moll pochodzi z tego roku, ciekawe, ciekawe… Notabene w Paryżu jest też Adam Mickiewicz. Ma tylko 40 lat, ale największe dzieła poetyckie już niestety za sobą. Juliusz Słowacki ma zaś 28 lat i dopiero zmierza do Paryża przez Florencję, ukończywszy wielką podróż do Grecji, Egiptu, Palestyny i Syrii, która odmieni jego twórczość. Powróćmy jednak do muzyków.

Robert Schumann, rówieśnik Chopina, który na łamach redagowanego przez siebie „Neue Zeitschrift für Musik” powitał jego talent pamiętnym zdaniem: „Panowie, kapelusze z głów! Oto geniusz!”, też jest w rozterce. W Lipsku wydaje właśnie Etiudy symfoniczne, których temat – on, wróg wszelkiego dyletanctwa – zaczerpnął z utworu amatora, barona von Fricken, ojczyma swej byłej narzeczonej Ernestyny. O, wiarołomny! Jeszcze nie zdążyła na egzemplarzach Etiud obeschnąć farba drukarska, a on już komponuje Davidsbündlertänze, opatrzone mottem z Mazurka G-dur op. 6 nr 5 swej aktualnej ukochanej Clary Wieck, przyszłej żony, wielkiej pianistki. Najwyraź­niej jest to rok kobiet w życiu wybitnych twórców. Ferenc Liszt pisze niewiele, bo przeżywa apogeum swego romansu z księżną Marią d’Agoult (która, niejedyna zresztą, porzuciła dlań męża), czego widomym dowodem stały się w grudniu narodziny ich drugiej córki, Cosimy. Ta znów zostawi w przyszłości swego małżonka, dyrygenta i pianistę Hansa von Bülowa, dla Richarda Wagnera. Ale to się wydarzy 30 lat później. Teraz o Wagnerze mówią głównie jego wierzyciele. Ledwie dwa lata młodszy od Liszta, nie zdołał się jeszcze wybić, ale już zadłużył się po uszy. W czerwcu (cały czas mowa o roku 1837) obejmuje dyrekcję opery w Rydze, dokąd przyjechał z Królewca, gdzie poślubił aktorkę Minnę Planer. Oboje byli wcześniej zatrudnieni w teatrze operowym w Magdeburgu, który upadł zaraz po premierze drugiej opery Wagnera – Zakaz miłości. Co prawda Wagner przybył do Rygi sam, bo Minna wraz ze swą dwunastoletnią córką, owocem związku z pewnym oficerem, uciekła właśnie z jakimś zamożnym kupcem. W październiku jednak wróciła skruszona do męża, za to opera w Rydze wkrótce potem upadła… Tymczasem Felix Mendelssohn, od dwóch lat dyrektor orkiestry lipskiego Gewandhausu, przyjaciel Schumanna, którego zapoznał z Chopinem i namawiał do komponowania symfonii, żeni się z Cécile Jeanrenaud i komponuje swój II Koncert fortepianowy d-moll. Zaprezentuje go we wrześniu na festiwalu w Birmingham, ale prawdziwy triumf odniesie tam jego oratorium Paulus. Na tron Zjednoczonego Królestwa wstąpiła właśnie osiemnastoletnia Wiktoria, która szacunkiem i sympatią otoczy osobę i twórczość Mendelssohna. W grudniu z kolei Paryż słucha po raz pierwszy wielkiej wokalno-instrumentalnej kompozycji romantycznej, monstrualnej Wielkiej mszy za zmarłych, czyli Requiem Hectora Berlioza, a kilka dni wcześniej oklaskuje premierę opery Czarne domino Daniela Aubera, twórcy słynnego Fra Diavolo. Szeroka publiczność bowiem oczekuje przede wszystkim nowych oper. Ale prócz danej w Lipsku grudniowej premiery Cara i cieśli Alberta Lortzinga niewiele znanych dziś dzieł scenicznych zostało wystawionych po raz pierwszy w 1837 roku. Wprawdzie Roberto Devereux Gaetana Donizettiego i Agnes von Hohenstaufen Gaspara Spontiniego odniosły sukces, lecz nie odegrały znaczącej roli w dziejach gatunku. Odnotujmy jednak, że w tym roku w Petersburgu powstają pierwsze szkice opery Michaiła Glinki Rusłan i Ludmiła według poematu zabitego właśnie w pojedynku Aleksandra Puszkina, w Warszawie zaś – i to jest bardzo ważna okoliczność – Ignacy Feliks Dobrzyński pracuje nad partyturą pierwszej polskiej wielkiej opery romantycznej Monbar, czyli Flibustierowie, którą ukończy w przyszłym roku… by zaczekać całe 25 lat na jej pierwsze i ostatnie wystawienie: 10 stycznia 1863 roku, na 12 dni przed wybuchem powstania styczniowego. Tymczasem w Genui długoletni dyrektor orkiestry operowej, Polak, Franciszek Mirecki, czyni ostatnie przygotowania do powrotu do Krakowa. Zabierzmy się zatem w drogę razem z nim, bo jest najwyższa pora, aby powrócić na ziemie polskie.

A ziemie polskie były podzielone. I to było znacznie gorsze niż sam fakt, że naród polski cierpiał niewolę. Węgrzy też byli w niewoli, Czesi również, i to o 150 lat dłużej. Ale to rozbicie na trzy części było czymś, co przyniosło wyjątkowo fatalne skutki. Zaborcy bowiem – Rosja, Prusy i Austria – nie zawsze żyli w zgodzie, zawierali odrębne sojusze i toczyli ze sobą wojny. Polaków mogłyby nawet cieszyć te ich konflikty, gdyby nie okoliczność, że sami musieli w nich brać udział. Byli wszak obywatelami któregoś z zaborczych mocarstw, podlegali służbie wojskowej i – jak choćby w wojnie austriacko-pruskiej w 1866 roku – musieli strzelać do żołnierzy wroga, wśród których byli również ich rodacy. A cóż powiedzieć o pierwszej wojnie światowej, która postawiła przeciw sobie Rosję z jednej, a Niemcy i Austrię z drugiej strony? Szacuje się, że we wszystkich trzech armiach poległo wówczas od 387 tysięcy do pół miliona Polaków. Ilu z nich padło z bratniej ręki – tego nie dowiemy się nigdy. Trudno o bardziej tragiczne zakończenie okresu zaborów.

Mówmy jednak o czasach względnego pokoju, gdy normą był paraliż obiegu wartości kulturowych pomiędzy poszczególnymi zaborami. Tak, to właśnie jest najistotniejsze. Uprzytomnijmy sobie, że główne ośrodki kulturalne Polski – Warszawa, Kraków, Lwów, Poznań, Wilno, jak również najważniejsze regiony tradycyjnej polskiej kultury ludowej – Mazowsze, Krakowskie, Wielkopolska i całość rubieży wschodnich zostały od siebie oderwane i były izolowane kordonami granicznymi. Aby dostać się z Lwowa do Poznania, trzeba było przekroczyć dwie granice. Nie od razu to, co wydarzyło się w Krakowie, znajdywało swoje echo w Warszawie. Wielkie osiągnięcia cywilizacyjne, o których tu wspominaliśmy, ziem zabranych w pełni nie dotyczyły. Ziemie te bowiem stanowiły najbardziej zapadłe prowincje wielkich mocarstw. Obecna była wszak tak zwana nędza galicyjska, a w zaborze rosyjskim warunki życia na prowincji wcale nie były lepsze. Szczególnie izolowany był obszar zaboru pruskiego, tam jednak coraz bardziej agresywnej germanizacji Polacy przeciwstawiali dobrze zorganizowaną aktywność gospodarczą i edukacyjną opartą na idei pracy u podstaw. Ale jej wpływ tylko w pewnym stopniu przenikał na pozostałe ziemie polskie. Do zaborców należały (lub im podlegały) kształtowane według ich potrzeb wszystkie większe instytucje życia publicznego, jak teatry i szkolnictwo. Na książkach, na gazetach ciężką łapę położyła cenzura. Wydawnictwa i drukarnie były przestarzałe i mało wydajne, utrzymanie orkiestr czy zespołów operowych przekraczało możliwości lokalnych towarzystw muzycznych. Kto chciał więcej i lepiej, musiał jechać do Berlina, Petersburga, Moskwy czy Wiednia lub w ogóle emigrować. Do powstających wskutek izolacji różnic w sposobie myślenia, w obyczaju, a nawet języku doszły więc siły odśrodkowe. Na poczuciu wspólnoty narodowej zaczęły pojawiać się rysy.

Nietrudno więc zrozumieć, jak istotnym czynnikiem scalającym rozbitą Polskę mógł być (i po części był) język sztuki. Rzecz jednak w tym, że przez wzgląd na bardzo niekorzystne warunki lokalne wielu artystów udawało się na emigrację, gdzie czasem łatwiej było im rozwinąć swój talent i publikować dzieła. Dziadów część III Mickiewicza wyszła drukiem w Dreźnie, Pan Tadeusz zaś w Paryżu, podobnie jak wszystkie wielkie dramaty Słowackiego i Krasińskiego. Chopin na bieżąco wydawał swe utwory w najbardziej renomowanych oficynach Paryża, Lipska, Berlina i Londynu. Spora część jego dzieł ukazywała się za granicą u kilku wydawców naraz. Tam budziły zachwyt i zyskiwały znaczenie, stamtąd trafiały do nas okryte sławą. Spełniło się nawet marzenie Mickiewicza, by jego księgi trafiły pod strzechy.

Nie warto spekulować, co by się stało, gdyby ci wielcy artyści pozostali tam, gdzie przyszli na świat. Jest faktem, że tym, co nie wyjechali, bardzo trudno było się przebić. Wydawcy publikowali jedynie ich drobne utwory fortepianowe i pieśni nadające się do domowego muzykowania. Ambitniejsze kompozycje solowe oraz kameralne leżały poza zasięgiem amatorów, a chętnych do kupna głosów lub partytur utworów orkiestrowych brakowało w ogóle, bo jedyne istniejące wówczas na ziemiach polskich stałe orkiestry – w teatrach Warszawy i Lwowa – praktycznie nie dawały koncertów symfonicznych. Po co więc wydawcy mieliby inwestować w urządzenia umożliwiające ich druk? A bez wydania nie było szansy na rozprzes­trzenienie się dzieła. Dowiedzmy się wreszcie, że partytura Strasznego dworu Moniuszki, opery znanej – choćby z tytułu – każdemu Polakowi, ukazała się dopiero w 1994 roku, 130 lat od jej powstania. To znaczy, że wszystkie dotychczasowe wykonania, niemal do końcaXX wieku, korzystały z materiałów kopiowanych ręcznie, jak za króla Ćwieczka! A my wciąż dziwimy się, że za granicą ta wspaniała opera nie jest znana! Tak, tak, kompozytorzy, którzy pozostali na ziemiach polskich, a były ich dziesiątki, nawet kwartety smyczkowe musieli sztychować w Lipsku. Większość z nich nie była w stanie utrzymać się z zawodu muzyka twórcy ani wykonawcy. Jedyną drogę stanowiła pedagogika, ale jej instytucjonalne formy – szkoły muzyczne i konserwatoria – dopiero trzeba było stworzyć. A komu czasu i sił starczyło, ten także komponował, często dla własnej satysfakcji, czasem z poczuciem misji, czasem nie to, co zamierzał, a najczęściej – do szuflady.

Nie inaczej było z Władysławem Żeleńskim.

Żeleńscy

Władysław Żeleński był potomkiem starego, szeroko rozgałęzionego i do dziś istniejącego rodu Żeleńskich z Żelanki, którego początki wiążą się z rodem Ciołków. Ci ostatni swe nazwisko przyjęli już na ziemiach polskich od wizerunku „ciołka” widniejącego w herbie, którym pieczętowali się ich przodkowie, wywodzący się z królewskich i książęcych rodów dawnych Niemiec. W Polsce ich gniazdem rodowym stała się od pierwszej połowy XIII wieku Drzewica, położona w niegdysiejszej Małopolsce na ziemi sandomierskiej, a dziś w województwie łódzkim. Od tej miejscowości, gdzie wybudowali potężny zamek, wzięli swe późniejsze nazwisko – Drzewiccy. Ale już w XV wieku Andrzej Ciołek, właściciel dóbr Kabaty i uczestnik bitwy pod Grunwaldem, został właścicielem Żelechowa, obecnie w województwie mazowieckim, po prawej stronie Wisły. W roku 2016 odkryto tu pozostałości zamku Ciołków.

Fortalicja ta być może wiąże się z genezą rodu Żeleńskich. W 1515 roku została ona bowiem w połowie darowana, a w połowie zastawiona przez kolejnego Andrzeja Ciołka jego bratu przyrodniemu, Feliksowi de Zelanka (czy Zyelyanka), staroście łukowskiemu i kasztelanowi chełmskiemu. Jako potomek Ciołków, Feliks nosił ich nazwisko i pieczętował się herbem Ciołek, lecz w dokumentach podkreślona jest owa „Zelanka”. Znana też jako Żelanka, identyfikowana jest z obecną Zielonką Starą lub Zielonką Nową, po lewej stronie Wisły, obecnie w gminie Zwoleń powiatu zwoleńskiego w województwie mazowieckim. Nie sposób nie zauważyć pokrewieństwa nazw Żelechów, Żelanka i nazwiska Żeleński. Nie wiadomo jednak, co jest nazwą pierwotną, a co pochodną, nie mówiąc o tym, że herbem Ciołek pieczętowało się ponad 180 rodzin, w tym najbardziej znani Poniatowscy, ale także Zelechowscy i Żelechowscy, Zielichowscy i Żelichowscy, Zielechowscy, Zielińscy i Żelińscy, Zulińscy i Żulińscy oraz Żylińscy.

Trzymajmy się jednak Żeleńskich. Dzieje ich związków z Krakowem i jego okolicami sięgają połowyXVI wieku, gdy kanonik Maciej Żeleński zakupił położoną na północny wschód od Krakowa wieś Łucjanowice. Teraz są to Łuczanowice w granicach krakowskiej dzielnicy Wzgórza Krzesławickie. Wieś ta przeszła na własność jego brata Bartłomieja, starosty stężyckiego, a trzeba wiedzieć, że dawne miasto Stężyca, dziś w województwie lubelskim, było ośrodkiem Ziemi Stężyckiej, w której położony był Żelechów. Po Bartłomieju odziedziczył Łucjanowice jego syn, Stanisław Żeleński. Wysłany na studia do Lipska i Heidelbergu, tak bardzo przejął się szerzonymi tam ideami reformacji, że po powrocie założył w Łucjanowicach zbór kalwiński, działający do 1687 roku, a w 1636 wystawił również kaplicę na pamiątkę zawarcia lokalnej unii pomiędzy wyznawcami nauk Kalwina a luteranami. Wcześniej, bo w 1623 roku, uczynił krok bardzo istotny dla przyszłości swego rodu, bowiem za sumę 80 tysięcy florenów zakupił od Zadorów Lanckorońskich liczące 2 tysiące mórg dobra Brzezie między Wieliczką a Bochnią, w skład których wchodził między innymi folwark Grodkowice. Przypadł on synowi Stanisława, Marcjanowi Żeleńskiemu, burgrabiemu krakowskiemu, który utraciwszy wzrok, pod koniec życia przeniósł się właśnie do Grodkowic, gdzie kazał wybudować wierną kopię łucjanowickiego dworu, aby móc się w nim swobodniej poruszać. Pierwszą żoną Marcjana i matką jego dzieci była Maria Tęgoborska, prawnuczka Mikołaja Reja z Nagłowic, który już w połowie XVI wieku przeszedł na kalwinizm. Odtąd przedstawiciele tej gałęzi Żeleńskich, zwanej „starszą”, byli również potomkami „ojca literatury polskiej”. Wraz z gałęzią „młodszą”, osiadłą w Brzeziu, ufundowali oni zbór kalwiński w pobliskich Wiatowicach. Część rodu pozostała jednak w Łucjanowicach, gdzie w 1787 ro­ku Marcjan Stanisław Żeleński, prawnuk poprzedniego, wybudował nowy dwór i urządził istniejący do dziś, ukryty w kępie drzew, cmentarz kalwiński ze zwieńczonym kolumną „kopcem lutrów” – jak go zwie okoliczna ludność.

Tymczasem w położonych wśród łagodnych wzgórz Grodkowicach gospodarzył brat Marcjana Stanisława – Władysław Bartłomiej Żeleński, szambelan królewski, po nim zaś Andrzej Paweł Samuel, dziad kompozytora, a ojciec chrzestny generała Jana Henryka Dąbrowskiego. Podobnie jak ojciec, obrał karierę wojskową i otrzymał od króla Stanisława Augusta Poniatowskiego patent majora. W Rządzie Administracyjnym Cyrkułu Krakowskiego, sformowanym pod egidą księcia Józefa Poniatowskiego, pełnił funkcję komisarza dystryktu żarnowieckiego. Był to już ostatni z Żeleńskich, który pozostał przy wyznaniu kalwińskim. Wkrótce bowiem wśród członków starszej gałęzi rodu doszło do ważnych, a nieco później także do dramatycznych wydarzeń.

Z dymem pożarów…

Związki Andrzeja Pawła Samuela z Poniatowskimi musiały być silne, skoro znalazł on małżonkę w kręgach dworu Stanisława Augusta Poniatowskiego. A była nią Józefa de Dahlke, córka Ferdynanda Krzysztofa, generała-adiutanta wojsk koronnych, uzdolnionego malarza amatora, i Estery Linowskiej, słynnej piękności, przydającej blasku obiadom czwartkowym u króla. Możemy przypuszczać, że to za sprawą Józefy przeniknęły do rodu Żeleńskich zamiłowania i zdolności artystyczne, dotąd – jak to w tradycyjnych domach polskiej szlachty bywało – lekceważone. Obdarzony nimi został zwłaszcza starszy syn Andrzeja i Józefy – Marcjan Władysław Żeleński, który zasłynął w swoim środowisku jako niepospolicie utalentowany pianista amator, mający też pewne ambicje kompozytorskie. Nie wiemy, kto był jego nauczycielem. Pierwszych lekcji gry na fortepianie mogła udzielać mu matka, lecz biegłości, która pozwalała mu wykonywać wydaną w 1838 roku niezwykle trudną Lisztowską transkrypcję Króla olch Franza Schuberta, nie mógł przecież osiągnąć bez wskazówek fachowego preceptora. Rzecz jasna nie było mowy o tym, by został zawodowym muzykiem, choć podobno chwilami tego żałował. Jego powołaniem była kariera wojskowa i gospodarowanie majątkiem – i z tych tradycją uświęconych obowiązków szlachcica starał się wywiązać jak najlepiej.

Za namową matki, wraz z rodzeństwem przeszedł w 1828 roku na katolicyzm, a dwa lata później jako kapitan wziął udział w powstaniu listopadowym pod dowództwem generała Jana Skrzyneckiego i został odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari. Wróciwszy w rodzinne strony, wykupił od bezdzietnego Wilhelma Żeleńskiego majątek Brzezie, skąd pochodziła Kamila Russocka herbu Zadora, jego przyszła żona. Ich ślub odbył się w 1833 roku. Oboje zamieszkali w Grodkowicach, gdzie utworzyli wkrótce kwitnące gospodarstwo, które pozostało w rękach Żeleńskich do 1939 roku, a którego tradycje są żywe do dziś. Tu urodziło się ich pięcioro dzieci, z których jako drugie, 6 lipca 1837 roku, zjawił się na świecie – o czym już wiemy – Władysław Marcjan Mikołaj, przyszły kompozytor.

Jakiś nieznany nam cień zawisł nad dzieciństwem Władysława, jakaś ciężka choroba, która sprawiła, że zaczął mówić dopiero, mając pięć lat. Sam twierdził, że wyzdrowiał dzięki grze ojca i obudzonej przez nią muzycznej wrażliwości. Tak przedstawił to w doprowadzonym do mniej więcej 1863 roku, ale spisanym dużo później wspomnieniu, które w stulecie jego urodzin opublikował Tadeusz Boy-Żeleński w 30. numerze „Wiadomości Literackich” z roku 1937. Ile chciał przekazać i co z tego dopuścił do wiedzy publicznej syn – to inna sprawa. Wiadomo, że redakcja gazety pominęła „kilka ustępów mniej ważnych i bardziej fachowych”[1]. Wydawcy i dziś lękają się, że nadmiar wiedzy odstraszy czytelników. Jak więc było naprawdę – chyba nie dowiemy się nigdy. Ale że muzyka była obecna w grodkowickim dworku – to pewne. Uczył się jej także Stanisław, starszy brat Władysława, który później odbył całkiem poważne studia w tym zakresie. Mimo to Marcjan Żeleński przeznaczył swoim synom karierę wojskową, sam zaś, będąc w pełni sił, zamierzał nadal oddawać się gospodarowaniu.

Nie było mu to jednak dane. Również nad Grodkowice nadciągnęły tragiczne wydarzenia, które zapisały się w dziejach Polski jako rzeź galicyjska. A było tak: po upadku powstania listopadowego polska szlachta nie porzuciła myśli o wolności. Siłą sprawczą było utworzone w Paryżu emigracyjne Towarzystwo Demokratyczne Polskie. Jednak wskutek tej samej emigracji siły przyszłych powstańców, zwłaszcza na terenie zaboru rosyjskiego, były uszczuplone, toteż wybuch powstania miał nastąpić w Wielkopolsce oraz w Galicji, i to przy wsparciu włościan, których próbowano zjednać obietnicą zniesienia pańszczyzny. Trudno przypuścić, by dziedzic Grodkowic, powszechnie znany ze swego patriotyzmu, nic o tym nie wiedział. Jednak powstanie w Wielkopolsce upadło od razu wskutek denuncjacji, a powstanie krakowskie w Galicji spaliło na panewce, gdyż już wcześniej władze austriackie rozpuściły wśród chłopów plotkę, że szlachta zbroi się po to, by ich wymordować. Nieludzko traktowani wiejscy chłopi dali się otumanić. Ściągane z różnych stron gromady chłopów, skuszone nagrodą przez starostę tarnowskiego Josepha Breinla von Wallerstein, od 18 lutego 1846 roku napadały na dwory szlacheckie i kościoły, paląc, rabując i mordując okrutnie. Spłonęło blisko 500 dworów, a liczbę ofiar wśród ziemian szacuje się na około 2 tysiące osób lub więcej. Pod siedzibę starosty zajeżdżały co rusz chłopskie wozy wypełnione ciałami, a niekiedy samymi tylko głowami. 23 lutego jedna z watah podeszła pod dwór Żeleńskich w Grodkowicach, żądając wydania broni, której dziedzic nie miał. Próby przemówienia do napastników na nic się nie zdały. Nie byli to chłopi z pobliskich wsi, lecz spędzeni z odległych okolic. Gdy zaatakowali, Marcjan Żeleński rzucił się na pomoc zranionej żonie. Został pochwycony, skrępowany powrozami, wsadzony do beczki i w tej beczce…

Myśmy wszystko zapomnieli;

mego dziadka piłą rżnęli…

– tę kwestię wypowiada w Weselu Stanisława Wyspiańskiego Pan Młody, ale mógłby ją równie dobrze wypowiedzieć któryś z wnuków Marcjana Władysława. Wyspiański przecież znał Żeleńskich, a przez to ich historię.

Jednak w polskim społeczeństwie świadomość, kto naprawdę stoi za zbrodniami owej zimy, była powszechna. Świadczą o tym słowa Chorału (Z dymem pożarów) Kornela Ujejskiego, napisanego w 1847 roku do muzyki Józefa Nikorowicza:

Ależ, o Panie! oni niewinni,

Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz,

Inni szatani byli tam czynni;

O! rękę karaj, nie ślepy miecz!

Świadomość tę miała zapewne pani Kamila Żeleńska, skoro trzy lata po tych wypadkach kazała w miejscu śmierci męża postawić stojący do dziś żeliwny krzyż, na którego ramionach widnieje napis: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”. Marcjan Władysław pochowany został przy kościele w Brzeziu. W roku 1903 roku, jego syn, Stanisław, ówczesny dziedzic Grodkowic, ufundował tam mauzoleum projektu Władysława Ekielskiego. Inny zaś wybitny polski architekt tej epoki, Teodor Talowski, zaprojektował w roku 1902 na miejscu starego dworu nową siedzibę Żeleńskich, utrzymaną w typowym dlań stylu łączącym elementy eklektyzmu i secesji. Dzięki małżeństwu muzyków, Marcie i Ireneuszowi Trybulcom, pałac Żeleńskich w Grodkowicach wciąż dziś rozbrzmiewa dziełami ­kompozytora.

Źródła cytatów

[ 1 ] Władysław Żeleński, Moje pamiętniki, „Wiadomości Literackie” 1937, nr 30, http://old.mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=54034&from=publication [data dostępu: 2.10.2025].

[ 2 ] Karol Lipiński, list do Franciszka Mireckiego, cyt. za: Józef Władysław Reiss, Almanach muzyczny Krakowa 1780–1914, t. 1, Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, Kraków 1939.

[ 3 ] Łukasz Wielkopolanin [Julian Łukaszewski], Z pobytu Władysława Żeleńskiego w Pradze. Wspomnienie z r. 1860–61, z drukarni K. Wiesnera, Lwów 1898. https://jbc.bj.uj.edu.pl/­dlibra/publication/­620/edition/837/­z-pobytu-­wladyslawa-­zelenskiego-­w-pradze-­wspomnienie-­z-r-1860-1-­lukaszewski-­julian-1835-1906-­wielkopolanin-lukasz-­pseud-1835-1906 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 4 ] „Gazeta Polska” 1862, nr 295 (27 grudnia), https://polona.pl/item-view/­6fb98deb-c7d2-­4f9b-9067-563a4338c7a6?page=3 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 5 ] Felicjan Szopski, Władysław Żeleński, Gebethner i Wolff, Warszawa 1928, seria „Biblioteka Muzyczna”, red. Mateusz Gliński, t. 3, https://polona.pl/item-view/­6d0c70e0-5d17-­4eef-a578-­b5fa76d5cae6?page=47 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 6 ] Michał Jaczyński, Władysław Żeleński w Pradze, „Edukacja Muzyczna” 9, 2014, seria „Prace Naukowe Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie”, https://czasopisma.ujd.edu.pl/­index.php/­EM/article/­view/539/443 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 7 ] Michał Jaczyński, Wykonania muzyki Władysława Żeleńskiego w Wiedniu, „Edukacja Muzyczna” 10, 2015, seria „Prace Naukowe Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie”, https://czasopisma.ujd.edu.pl/­index.php/­EM/article/­view/530/434 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 8 ] Grzegorz Zieziula, Wokół warszawskiego okresu życia i twórczości Władysława Żeleńskiego. Dokumenty epistolarne z lat 1873–1880, „Muzyka” 2017, t. 62, nr 4, https://czasopisma.ispan.pl/­index.php/m/­article/view/1575 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 9 ] Fryderyk Chopin, list do Józefa Elsnera z 14 grudnia 1831, w: Korespondencja Fryderyka Chopina, t. 1, red. Bronisław Edward Sydow, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1955.

[ 10 ] Jan Kleczyński, Ruch muzyczny, „Bluszcz” 1871, nr 18 (21 kwietnia), https://bcul.lib.uni.lodz.pl/­dlibra/­publication/­497/edition/­349/content [data dostępu: 2.10.2025].

[ 11 ] Władysław Wiślicki, Muzyka, „Kłosy” 1871, nr 311 (3 czerwca), https://www.wbc.poznan.pl/­dlibra/­publication/­85429/edition/­99211/content [data dostępu: 2.10.2025].

[ 12 ] Tadeusz Boy-Żeleński, Przedmowa, w: Narcyssa i Wanda. Listy Narcyzy Żmichowskiej do Wandy Grabowskiej (Żeleńskiej), wydał i wstępem poprzedził Tadeusz Żeleński (Boy), Dom Książki Polskiej, Warszawa 1930, https://bc.radom.pl/dlibra/publication/40216/edition/38973/content [data dostępu: 2.10.2025].

[ 13 ] Władysław Wiślicki, Przegląd muzyczny, „Kłosy” 1872, nr 350 (23 maja). https://www.wbc.poznan.pl/­dlibra/­publication/­260996/­edition/215733/content [data dostępu: 2.10.2025].

[ 14 ] Fuza [Aleksander Walicki], Przegląd muzyczny, „Wieniec” 1872, nr 36 https://pbc.gda.pl/dlibra/­publication/­65862/­edition/59310/­content [data dostępu: 2.10.2025].

[ 15 ] Witold Wroński, Zygmunt Noskowski, seria „Studia i Materiały do Dziejów Muzyki Polskiej”, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 1960.

[ 16 ] Włodzimierz Poźniak, Muzyka kameralna i skrzypcowa, w: Z dziejów polskiej kultury muzycznej, t. 2: Od Oświecenia do Młodej Polski, red. Zygmunt Szweykowski, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 1966.

[ 17 ] Żmichowska, Pisma, red. Piotr Chmielowski, M. Glücksberg, Warszawa 1885, https://polona.pl/preview/eada5320-099e-42db9330-f98eaf1d8af0 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 18 ] [Franciszek Bylicki], Koncert Władysława Żeleńskiego, „Czas” 1877, nr 16 (21 stycznia), http://old.mbc.malopolska.pl/­dlibra/publication/­30764?tab=1 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 19 ]Księga Pamiątkowa Jubileuszu J.I. Kraszewskiego 1879 roku, nakładem Komitetu Wydawniczego, Kraków 1881, https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/­publication/­496404/edition/­430218/content [data dostępu: 2.10.2025].

[ 20 ] Marta Kłak-Ambrożkiewicz, Jan Matejko, Władysław Żeleński – spotkania nie tylko artystyczne, w: Władysław Żeleński i krakowski salon muzyczny, księga festiwalu 9, 19 i 23 listopada 2017, red. Grzegorz Mania, Piotr Różański, Kraków 2017.

[ 21 ] Izydor Jabłoński-Pawłowicz, Wspomnienia o Janie Matejce, opracował krytycznie i komentarzem opatrzył Mieczysław Treter, przedm. Józef Łakociński, nakładem H. Altenberga, Lwów 1912, https://polona2.pl/item/­wspomnienia-­o-janie-­matejce,ODI3NjQyMzI/ [data dostępu: 2.10.2025].

[ 22 ] Czesław Pieniążek, Michał Bałucki. Szkic literacki, Drukarnia Kuryera Poznańskiego, Poznań 1888, https://www.wbc.poznan.pl/­dlibra/publication/­1092/edition/1661/content [data dostępu: 2.10.2025].

[ 23 ] „Musikalisches Wochenblatt” 10, 1879 (14 lutego), E.W. Fritzsch, Leipzig, https://anno.onb.ac.at/cgi-­content/anno?aid=muw&datum=18790214 [data dostępu: 2.10.2025], cyt. za: Michał Jaczyński, Wykonania muzyki Władysława Żeleńskiego w Wiedniu, dz. cyt.

[ 24 ] Ed[uard] H[anslick], Feuilleton. Musik, „Neue Freie Presse” 1878, nr 5133, z. 10, cyt. za: Michał Jaczyński, Wykonania muzyki Władysława Żeleńskiego w Wiedniu, dz. cyt.

[ 25 ] Franciszek Barański, W górę serca! Drugi zbiór pieśni narodowych i patryotycznych na fortepian z podłożonym tekstem, cz. 2: Słowa, nakład i własność Księgarni Polskiej Bernarda Połonieckiego, Lwów–Warszawa [ok. 1920], https://polona.pl/item-view/da34653f-­36c9-49f9-­bb8f-­92e6fdcfd50a?page=6x [data dostępu: 2.10.2025].

[ 26 ] Józef Władysław Reiss, Almanach muzyczny Krakowa 1780–1914, t. 1, Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, Kraków 1939, https://encyklopediateatru.pl/­ksiazka/333/almanachmuzyczny-­krakowa-1780-1914 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 27 ] Henryk Księżarski, Przemówienie przy złożeniu do grobu zwłok ś.p. Wincentego Gorączkiewicza dyrektora muzyki przy kościele katedralnym, i seniora bursy muzycznej w Krakowie, miana dnia 13 listopada 1858 r., w czcionkarni Ż.J. Wywiałkowskiego, Kraków 1860, https://polona.pl/item-view/­d586b138-ae31-43e0-826d-6501e55e7cbd?page=7&searchQuery=najg%C5%82o%C5%9Bniejszych%20 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 28 ] Grzegorz Zieziula, Władysław Żeleński. Konrad Wallenrod, https://portalmuzykipolskiej.pl/en/­osoba/4402-wladyslawzelenski/­kompozycje/­4099-konrad-wallenrod [data dostępu: 2.10.2025].

[ 29 ] Henryk Sienkiewicz, Krzyżacy, B. Milski, Gdańsk 1900, https://pl.wikisource.org/wiki/­Krzy%C5%BCacy_(Sienkiewicz,_1900) [data dostępu: 2.10.2025].

[ 30 ]Kraków i muzyka, „Czas” 1881, nr 293 (23 grudnia), http://old.mbc.malopolska.pl/­dlibra/­docmetadata?id=29848&from=publication [data dostępu: 2.10.2025].

[ 31 ]Konserwatoryum muzyczne w Krakowie, „Czas” 1888, nr 27 (2 lutego), http://old.mbc.malopolska.pl/dlibra/publication/34344?tab=1 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 32 ] Eduard Hanslick, Feullieton. Conzerte, „Neue Freie Presse” 1893, nr 10251 (7 marca), cyt. za: Michał Jaczyński, Wykonania muzyki Władysława Żeleńskiego w Wiedniu, dz. cyt.

[ 33 ] Ferdynand Hoesick, Powieść mojego życia, t. 1, Ossolineum, Wrocław 1959, https://polona.pl/preview/6705961b-1825-4631-bbf1-7d6d50851a74 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 34 ] Grzegorz Zieziula, Władysław Żeleński. Goplana, https://portalmuzykipolskiej.pl/pl/osoba/4402-Wladyslaw-Zelenski/kompozycje/4100-goplana [data dostępu: 2.10.2025].

[ 35 ] K[arel] Hoffmeister, Kritika: „Ludwig der Springer” – „Goplana”, „Dalibor” 1899, nr 36 (21 października).

[ 36 ] Zygmunt Noskowski, list do Ludomiła Germana z 19 października 1900 roku, w: Korespondencja Ludomiła Germana, listy od różnych osób z lat 1875–1911, t. 2: N–Ś, Ossolineum, Magazyn Mikroform, sygn. Rkps 6413/II.

[ 37 ] Tadeusz Boy-Żeleński, Krakowski jubileusz, w: Słówka, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/slowka-zbior-krakowski-jubileusz.html [data dostępu: 2.10.2025].

[ 38 ]Księga pamiątkowa pięćsetletniego jubileuszu odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego 1400–1900, Kraków 1901, https://pbc.gda.pl/dlibra/doccontent?id=45280 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 39 ]Pogrzeb ś.p. Wandy z Grabowskich Żeleńskiej, „Czas” 1904, nr 73 (30 marca), http://old.mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=37900&from=publication [data dostępu: 2.10.2025].

[ 40 ] Grzegorz Zieziula, Władysław Żeleński. Stara baśń, https://portalmuzykipolskiej.pl/pl/­osoba/­4402-W%C5%82adys%C5%82aw%C5%BBele%C5%84ski/­kompozycje/­4102-emstara-basnem [data dostępu: 2.10.2025].

[ 41 ] Zdzisław Jachimecki, Władysław Żeleński, seria „Biblioteka Słuchacza Koncertowego”, t. 5, red. Mieczysław Tomaszewski, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 1987.

[ 42 ]Obchód Grunwaldzki w Krakowie, „Czas” 1910, nr 317 (15 lipca), wydanie wieczorne, http://old.mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=41738&from=publication [data dostępu: 2.10.2025].

[ 43 ] Witold Noskowski, Obchód Grunwaldzki, „Czas” 1910, nr 318 (16 lipca), wydanie poranne, http://old.mbc.malopolska.pl/dlibra/publication/44574?tab=1 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 44 ] „Czas” 1912, nr 302 (6 lipca), wydanie poranne, http://old.mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=42834&from=publication [data dostępu: 2.10.2025].

[ 45 ] Franciszek Bylicki, Władysław Żeleński. W 75-tą rocznicę urodzin, „Czas” 1912, nr 538 (21 listopada), wydanie popołudniowe, http://old.mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=43092&from=publication [data dostępu: 2.10.2025].

[ 46 ] Witold Noskowski, JubileuszWładysława Żeleńskiego, „Czas” 1912, nr 541 (23 listopada), wydanie poranne, http://old.mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=43023&from=publication [data dostępu: 2.10.2025].

[ 47 ]Uczczenie Władysława Żeleńskiego, „Czas” 1912, nr 543 (24 listopada), wydanie poranne, https://polona.pl/item-view/a473b89b-fab3-4309-8aab-14bc1f0f0766?page=4 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 48 ] [Program koncertu z okazji 75. urodzin Władysława Żeleńskiego], nakładem Towarzystwa Muzycznego, Kraków 1912, https://polona.pl/item-view/a473b89b-fab3-4309-8aab-14bc1f0f0766?page=4 [data dostępu: 2.10.2025].

[ 49 ] mcs, Z opery, „Czas” 1917, nr 309 (7 lipca), wydanie poranne, http://old.mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=46099&from=publication [data dostępu: 2.10.2025].

[ 50 ]Polska w USA. Relacje dwustronne. Stany Zjednoczone, https://www.gov.pl/web/usa/relacje-dwustronne [data dostępu: 2.10.2025].

© Copyright by Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Poland 2025

ISBN 978-83-224-5308-7

PWM 21 048

Wydanie I. Printed in Poland 2025

malemonografie.pl

Zrealizowano ze środków finansowych Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Portret kompozytora na okładce

Ewelina Gąska

Projekt graficzny serii

Marcin Hernas

Frontyspis

Władysław Żeleński, Czy pamiętasz?, Biblioteka Narodowa – fragment autografu

Redakcja merytoryczna

Lesław Frączak

Redakcja językowa

Artur Kozendra

Korekta

Bartosz Szpojda

Skład i łamanie wersji papierowej

Grażyna Gajewska

Przygotowanie wersji elektronicznej

Karolina Kaiser,

Redaktor prowadzący

Artur Kozendra

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

www.pwm.com.pl