Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Dwóch Anglików przypadkowo wpada na siebie w londyńskim Soho, wśród mgły, stukotu kroków i wahadłowych drzwi małej restauracji. Z pozoru zwyczajne spotkanie przeradza się w subtelną, niemal komiczną grę konwenansów, w której uprzejmość staje się tarczą, a grzecznościowe formułki – jedynym językiem, jakim potrafią się porozumiewać.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 8
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Algernon Blackwood
Zaproszenie
Tytuł oryginalny: The Invitation
Przekład: Maciej Niewiadomski
Redakcja: Maciej Niewiadomski
Korekta: Maciej Niewiadomski
Projekt okładki: Maciej Niewiadomski
Copyright © Algernon Blackwood – utwór w domenie publicznej
Copyright©2026 Maciej Niewiadomski – prawa do tłumaczenia zastrzeżone
Lusina 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-983015-2-7
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Zaproszenie
Wpadli na siebie przy wahadłowych drzwiach małej restauracyjki w Soho. Odskoczyli gwałtownie. Każdy z nich zrobił niedbały gest, jakby chciał uchylić kapelusza – wewnątrz budynku był to, rzecz jasna, obyczaj francuski. Chwilę później zorientowali się, że są Anglikami i że się znają. Zawołali jednocześnie: „Przepraszam!” i roześmiali się.
– Oho! Toż to Smith! – zawołał mężczyzna o wylewnych manierach. – A ty kiedy wróciłeś? – Zabrzmiało to tak, jakby „Smith” i „ty” byli dwiema różnymi osobami. – Nie widziałem cię od miesięcy! – Uścisnęli sobie serdecznie dłonie.
– Dopiero w ostatnią sobotę, na Rollitanii – odpowiedział mężczyzna w okularach. Znali się nie od dziś. Żaden z nich nie dostrzegał w drugim niczego, co budziłoby niechęć. Bardziej konkretnych powodów do przyjaźni jednak brakowało. Mimo to widywali się dość regularnie.
– W ostatnią sobotę! Naprawdę? – wykrzyknął ten Wylewny. Nastała chwila ciszy, która nie zapowiadała niczego szczególnego. Po czym dodał: – I jak, udał się pobyt w Ameryce, co?
– O, nie było źle, dziękuję. Wcale nieźle. – On również poczuł, że zapadła dość jałowa pauza. – Ciężki rejs, co prawda – dorzucił po chwili z lekkim grymasem.
– Mój drogi, o tej porze roku... – powiedział Wylewny, kręcąc głową ze znawstwem. – Choć czasami, rzecz jasna, trafiają się zimą lepsze rejsy niż latem. Płynąłem kiedyś w grudniu. Przez całą tę błogosławioną drogę woda była gładka jak lustro.
Przesunęli się nieco w bok, by ustąpić miejsca grupce Francuzów wchodzących przez wahadłowe drzwi.
– To dobra linia – dodał tonem, który raz na zawsze rozstrzygał kwestię reputacji tego armatora. – Na Boga, to naprawdę dobra linia.
– O tak, dobra linia, owszem – zgodził się Okularnik, rad z tego, że jego wybór zyskał uznanie. Poprawił skromnie okulary. To odkrycie dobrze świadczyło o jego wyczuciu. – I
