Zaproszenie - Algernon Blackwood - ebook + audiobook

Zaproszenie ebook i audiobook

Algernon Blackwood

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Dwóch Anglików przypadkowo wpada na siebie w londyńskim Soho, wśród mgły, stukotu kroków i wahadłowych drzwi małej restauracji. Z pozoru zwyczajne spotkanie przeradza się w subtelną, niemal komiczną grę konwenansów, w której uprzejmość staje się tarczą, a grzecznościowe formułki – jedynym językiem, jakim potrafią się porozumiewać.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 8

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 12 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Maciej Niewiadomski

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Algernon Blackwood

Zaproszenie

Tytuł oryginalny: The Invitation

Przekład: Maciej Niewiadomski

Redakcja: Maciej Niewiadomski

Korekta: Maciej Niewiadomski

Projekt okładki: Maciej Niewiadomski

Copyright © Algernon Blackwood – utwór w domenie publicznej

Copyright©2026 Maciej Niewiadomski – prawa do tłumaczenia zastrzeżone

Lusina 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-983015-2-7

Spis treści

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Zaproszenie

Wpadli na siebie przy wahadłowych drzwiach małej restauracyjki w Soho. Odskoczyli gwałtownie. Każdy z nich zrobił niedbały gest, jakby chciał uchylić kapelusza – wewnątrz budynku był to, rzecz jasna, obyczaj francuski. Chwilę później zorientowali się, że są Anglikami i że się znają. Zawołali jednocześnie: „Przepraszam!” i roześmiali się.

– Oho! Toż to Smith! – zawołał mężczyzna o wylewnych manierach. – A ty kiedy wróciłeś? – Zabrzmiało to tak, jakby „Smith” i „ty” byli dwiema różnymi osobami. – Nie widziałem cię od miesięcy! – Uścisnęli sobie serdecznie dłonie.

– Dopiero w ostatnią sobotę, na Rollitanii – odpowiedział mężczyzna w okularach. Znali się nie od dziś. Żaden z nich nie dostrzegał w drugim niczego, co budziłoby niechęć. Bardziej konkretnych powodów do przyjaźni jednak brakowało. Mimo to widywali się dość regularnie.

– W ostatnią sobotę! Naprawdę? – wykrzyknął ten Wylewny. Nastała chwila ciszy, która nie zapowiadała niczego szczególnego. Po czym dodał: – I jak, udał się pobyt w Ameryce, co?

– O, nie było źle, dziękuję. Wcale nieźle. – On również poczuł, że zapadła dość jałowa pauza. – Ciężki rejs, co prawda – dorzucił po chwili z lekkim grymasem.

– Mój drogi, o tej porze roku... – powiedział Wylewny, kręcąc głową ze znawstwem. – Choć czasami, rzecz jasna, trafiają się zimą lepsze rejsy niż latem. Płynąłem kiedyś w grudniu. Przez całą tę błogosławioną drogę woda była gładka jak lustro.

Przesunęli się nieco w bok, by ustąpić miejsca grupce Francuzów wchodzących przez wahadłowe drzwi.

– To dobra linia – dodał tonem, który raz na zawsze rozstrzygał kwestię reputacji tego armatora. – Na Boga, to naprawdę dobra linia.

– O tak, dobra linia, owszem – zgodził się Okularnik, rad z tego, że jego wybór zyskał uznanie. Poprawił skromnie okulary. To odkrycie dobrze świadczyło o jego wyczuciu. – I