Cudowne uzdrowienie nad Kanałem - Algernon Blackwood - ebook

Cudowne uzdrowienie nad Kanałem ebook

Algernon Blackwood

0,0

Opis

Dwóch przyjaciół wyrusza w podróż przez Kanał La Manche, uzbrojonych w tajemniczy lek na chorobę morską. Jeden z nich wierzy w jego cudowne działanie, drugi wątpi – aż do chwili, gdy morze wystawia ich przekonania na próbę. Algernon Blackwood z charakterystycznym humorem i ironią pokazuje, jak łatwo granica między wiarą a autosugestią może się rozmyć. Klasyczne opowiadanie o ludzkiej naturze, przyjaźni i sile przekonań.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 8

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Algernon Blackwood

Cudowne uzdrowienie nad Kanałem

Tytuł oryginalny: Faith cure on the channel

Przekład: Maciej Niewiadomski

Redakcja: Maciej Niewiadomski

Korekta: Maciej Niewiadomski

Projekt okładki: Maciej Niewiadomski

Copyright © Algernon Blackwood– utwór w domenie publicznej

Copyright © 2026 Maciej Niewiadomski – prawa do tłumaczenia zastrzeżone

Lusina 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-982402-9-1

Spis treści

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Cudowne uzdrowienie nad Kanałem

List od mojego roztrzepanego przyjaciela zawsze oznaczał spore kłopoty. Dopuszczał mnóstwo interpretacji, i to często wzajemnie ze sobą sprzecznych. Ten jednak okazał się stosunkowo jasny i prosty:

„Pisałeś, że wybierasz się wkrótce za granicę. Ja też. Pojedźmy razem chociaż do Paryża. Odpisz mi natychmiast na powyższy adres. Czwartek albo piątek by mi odpowiadał.

Twój, X. Y. Z.

P.S. Załączam przekaz pocztowy na te 10 szylingów, które byłem Ci winien”.

List dostałem w środę rano.

Napisano go w Klubie, ale adres Klubu starannie skreślono i nie podano żadnego innego.

Przekazu nie załączono.

Mimo tych przeszkód jakoś udało nam się spotkać i dogadać wyjazd na sobotę. W wieczór poprzedzający podróż zjedliśmy razem kolację w tej wyśmienitej, małej restauracyjce w Soho. „Między tutejszą kuchnią a Ritzem nie ma żadnej różnicy – miewał w zwyczaju mawiać mój przyjaciel – poza cenami”. Omówiliśmy tam nasze plany. On jechał dokończyć książkę w gospodzie w Barbizon, ja zaś miałem sprawdzić pewne maszyny w różnych kontynentalnych mleczarniach.

Było jednak widać, że myśli nie zaprząta mu ani kuchnia, ani książka, ani moje wspaniałe maszyny. Zachowywał się jak chłopiec, który ma tajemnicę i za nic nie chce się nią z nikim dzielić. Był przy tym niezwykle zadowolony – cały czas uśmiechał się bez powodu.

– Prawda jest taka – zauważył w końcu przy kawie – że jestem naprawdę marnym, wręcz fatalnym żeglarzem.

– Pamiętam – odparłem. Byliśmy kiedyś razem w rejsie na tym samym jachcie.

– A ty – dodał, wpatrując się we mnie nieruchomo spod czarnych brwi – jesteś nie lepszy.