Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
„Góra i dół” Algernona Blackwooda to subtelne, psychologiczne opowiadanie o granicy między światem zewnętrznym a wewnętrznym centrum człowieka. W londyńskim klubie dwóch przyjaciół prowadzi rozmowę, która odsłania tajemniczy dualizm twórczej natury – roztargnienie i genialną koncentrację, powierzchnię i głębię. Blackwood z mistrzowską precyzją ukazuje, jak codzienność miesza się z duchowym niepokojem, a zwykła wymiana zdań staje się metaforą ludzkiego poznania. To klasyka literatury introspekcyjnej i weird fiction.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 9
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Algernon Blackwood
Góra i dół
Tytuł oryginalny: Up and down
Przekład: Maciej Niewiadomski
Redakcja: Maciej Niewiadomski
Korekta: Maciej Niewiadomski
Projekt okładki: Maciej Niewiadomski
Copyright © Algernon Blackwood– utwór w domenie publicznej
Copyright © 2026 Maciej Niewiadomski – prawa do tłumaczenia zastrzeżone
Lusina 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-982402-8-4
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Góra i dół
Jego roztargnienie jest tylko powierzchowne. W samym centrum jego życia tętno bije z niezwykłą siłą i stanowczością. Wyjaśnienie jego zdezorientowanego wyrazu twarzy jest proste, podobnie jak wytłumaczenie jego oszołomienia i niedorzecznych odpowiedzi na zwykłe pytania. Woli on po prostu przebywać w tym gorącym, niezwykle aktywnym centrum. Bardzo nie lubi, gdy ktoś go stamtąd wyciąga.
Tam, w głębi, jego twórcza wyobraźnia pracuje bez ustanku. Widzi jasno. Myśli intensywnie. Działa świetnie. Gdy jednak zaczynasz z nim rozmowę o sprawach błahych, jego oczy natychmiast zachodzą mgłą. Głos zaczyna mu drżeć. Dłonie wykonują bezradne gesty. Twarz wykrzywia się w wyrazie zmieszania i niepokoju. Wypływa na powierzchnię na miarę swoich możliwości, ale widać wyraźnie, że jest zirytowany tym wyrywaniem z myśli.
– O tak, myślę, że tak. I to bardzo – odpowiedział któregoś dnia. Spotkaliśmy się w drodze do klubu. Zapytałem go wtedy, czy udał mu się urlop.
– Ale deszczu chyba nie brakowało, co?
– Naprawdę? A tak, no jasne. Musiało padać. To było naprawdę mokre lato.
Spojrzał na mnie dziwnie. Wyglądał, jakby widział we mnie kogoś obcego, a przecież znamy się od lat. Rozmowy o życiu i literaturze stanowią dla nas główną przyjemność. Nie widzieliśmy się od kilku miesięcy. Chciałem przebić się do tego gorącego centrum. Tam krył się prawdziwy człowiek. Chciałem się dowiedzieć, czym zajmował się w tym czasie. On jednak wypływał na powierzchnię niezwykle powoli.
– Wyjechałeś jak zwykle w góry, jak przypuszczam? – zapytał. Myślami był ewidentnie gdzie indziej. Szedł chodnikiem szybkim, przypominającym ptaka krokiem.
– W góry, owszem. A ty?
Nie odpowiedział. Z jego twarzy mogłem wyczytać jedno: pokonał mniej więcej połowę drogi w górę, ale zaczynał znowu opadać w dół. Gdy wróci do swojego centrum, nie wyciągnę z niego już niczego.
– A ty? – powtórzyłem głośniej. – Zapewne gdzieś za granicą?
