Opis

 

„Zapomniany pokój” – tak bez przesady można określić losy traktatu ryskiego po 90 latach od jego podpisania. Zawarty w Rydze 18 marca 1921 roku – zakończył wojnę między Polską i republikami sowieckimi: Rosją, Ukrainą i Białorusią. W światowej historiografii nigdy nie wzbudzał większych sporów interpretacyjnych, jak chociażby traktat wersalski.
Czy jednak nie zbyt łatwo zapomina się o pokoju, który położył kres zmaganiom wojennym w Europie Wschodniej, trwającym nieprzerwanie od sierpnia 1914 roku?
Książka ta ma przybliżyć czytelnikowi debatę wokół traktatu ryskiego oraz najnowsze ustalenia dotyczące wojny polsko-bolszewickiej i jej konsekwencji. Niniejszy tom nie tylko prezentuje polskie i rosyjskie współczesne spojrzenie na te wydarzenia, ale także uwzględnia studia badaczy białoruskich, ukraińskich i łotewskich. Intencją redaktora było dostarczenie czytelnikowi reprezentatywnego wyboru aktualnych interpretacji, opartych na najnowszych wynikach badań historycznych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 612

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Redakcja tekstu: MAŁGORZATA KRYSTYNIAK
Recenzenci: dr ŁUKASZ ADAMSKI, dr hab. JAKUB WOJTKOWIAK
Projekt okładki: PIOTR PERZYNA, ALC Marketing
Mapa: JAROSŁAW TALACHA
© Copyright by Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia 2013
ISBN 978-83-64486-36-4
Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia ul. Jasna 14/16a, 00-041 Warszawa tel. + 48 22 295 00 30, fax + 48 22 295 00 31 e-mail:[email protected]l
Konwersja:eLitera s.c.

Wprowadzenie

Po upływie 90 lat od złożenia pod nim podpisów przez sygnatariuszy traktat ryski można określić mianem zapomnianego pokoju. W przeciwieństwie do traktatu wersalskiego pokój zawarty w Rydze 18 marca 1921 roku, kończący wojnę między Polską i republikami sowieckimi: Rosją, Ukrainą i Białorusią, nigdy nie był w światowej historiografii przedmiotem większych sporów interpretacyjnych. O ile jeszcze pewną uwagę poświęca się wojnie polsko-bolszewickiej, docenia się znaczenie Bitwy Warszawskiej dla historii Europy oraz charakteru późniejszych relacji sowieckiej Rosji ze światem zewnętrznym, o tyle nad samym układem pokojowym, który położył ostateczny kres zmaganiom wojennym w Europie Wschodniej, trwającym nieprzerwanie od sierpnia 1914 roku, przechodzi się do porządku dziennego niejednokrotnie zbyt łatwo.[1]

Złożyło się na to wiele przyczyn – po pierwsze, podrzędny status państw sygnatariuszy tego traktatu w systemie wersalskim. Polska, w dużym stopniu z woli mocarstw zwycięskiej Ententy, była jednym z największych beneficjentów Wersalu, ale przez dwie dekady musiała się bronić przed próbami przedmiotowego traktowania jej interesów przez te mocarstwa. Powstawało swoiste sprzężenie zwrotne. Niechęć Polski do podporządkowywania się postanowieniom mocarstw Ententy zapadającym często bez jej udziału wzmacniała w Londynie, Paryżu, Rzymie i Waszyngtonie tendencje do postrzegania jej jako państwa o drugorzędnym znaczeniu w polityce europejskiej – a używając współczesnej terminologii studiów nad bezpieczeństwem – raczej konsumenta niż dostarczyciela bezpieczeństwa na kontynencie. Polska, pomimo swojej politycznej aktywności, była przez mocarstwa Ententy uważana za półperyferyjnego uczestnika ukształtowanego po I wojnie światowej porządku europejskiego.[2] Z biegiem czasu ten sposób postrzegania Europy Środkowej i Wschodniej w ogólnoeuropejskich rozważaniach systemowych przekształcił się w stereotyp przenikający do piśmiennictwa i różnego rodzaju literatury, także naukowej. Wpływał on następnie na interpretacje polskiej polityki zagranicznej oraz jej osiągnięć, także w zakresie relacji z sowiecką Rosją, których fundamentem był właśnie traktat ryski.[3]

Z kolei sytuacja sowieckiej Rosji, choć systemowo różna od tej, w której znajdowało się państwo polskie, w bardzo podobny sposób rzutowała na interpretacje traktatu ryskiego. Biorąc pod uwagę zasady rządzące porządkiem wersalskim, bolszewicka Rosja leżała poza jego granicami, a więc była elementem pozasystemowym. Przewrót bolszewicki zepchnął ją na margines polityki europejskiej, eliminując z grona zwycięskich mocarstw, które miały decydować o nowym kształcie Europy. Nie ulega wątpliwości, że gdyby nie przejęcie władzy przez Lenina i jego współtowarzyszy Rosja znalazłaby się wśród mocarstw – założycieli nowego ładu. Dlatego w pełni uprawnione jest twierdzenie, że bolszewicy okupili swoje dojście do władzy w Rosji utratą przez to państwo statusu europejskiego mocarstwa.[4] Ponieważ zaś wojna polsko-bolszewicka była pierwszym od stuleci europejskim konfliktem zbrojnym, w który państwo rosyjskie się zaangażowało, nie dysponując żadnym systemem sojuszów – poza oczywiście marionetkowym rządem sowieckiej Ukrainy i Białorusi – pokój ryski stanowił dla polityków europejskich potwierdzenie politycznej izolacji Rosji w Europie i jej peryferyjnego statusu w nowym systemie europejskim.[5]

Po drugie, dla zachodnioeuropejskich polityków, a w ślad za nimi historyków, podejmujących się refleksji nad ładem europejskim ukształtowanym po I wojnie światowej, traktat ryski nie przynosił także żadnej nowej informacji o polityce zagranicznej bolszewików. Zdolność do zachowań pragmatycznych, to znaczy abstrahujących od założeń ideologicznych, Lenin i towarzysze zademonstrowali, zawierając w marcu 1918 roku separatystyczny pokój z Niemcami w Brześciu Litewskim. Traktat ryski nie był także interesujący jako próba odnalezienia przez bolszewików tymczasowego modus operandi w relacjach ze światem zewnętrznym. W lutym i marcu 1921 roku sowiecka Rosja zawarła kilka porozumień o porównywalnym z tego punktu widzenia znaczeniu, np. układy o wzajemnym uznaniu z Persją (26 lutego 1921 r.), Afganistanem (28 lutego 1921 r.), Turcją (16 marca 1921 r.), czy też układ handlowy z Wielką Brytanią podpisany 21 marca 1921 roku, który oznaczał nie tylko formalne zakończenie stanu wojny między sygnatariuszami, lecz także, co ważniejsze, de facto uznanie władzy bolszewików przez Zjednoczone Królestwo.[6] Takie postrzeganie traktatu ryskiego również prowadziło do pomniejszania jego znaczenia.

Po trzecie, na deficyt refleksji o znaczeniu traktatu ryskiego dla porządku europejskiego w okresie międzywojennym pewien wpływ miała zimna wojna. Gdy po II wojnie światowej nastąpił dynamiczny rozwój studiów nad teoretycznymi aspektami stosunków międzynarodowych, zapoczątkowany słynną książką Hansa Morgenthaua Politics Among Nations. The Struggle for Power and Peace, wszystkie państwa, które w okresie międzywojennym pozostawały pod bezpośrednim wpływem pokoju ryskiego, albo były częścią Związku Sowieckiego, albo jego wasalami. Z punktu widzenia autorów poszukujących w tym czasie metod systemowej obserwacji zjawisk w polityce międzynarodowej traktat ryski nie mógł być wydarzeniem szczególnie atrakcyjnym. Priorytetowe znaczenie miały wówczas rozważania o relacjach między mocarstwami, zwłaszcza Związkiem Sowieckim i Stanami Zjednoczonymi. W tych wczesnych poszukiwaniach teorii stosunków międzynarodowych wychodzono z założenia, że systemy międzynarodowe są determinowane wyłącznie przez relacje między mocarstwami. Tymczasem pokój ryski jawił się jako wydarzenie pozbawione odniesień do zimnowojennych realiów, a więc bezużyteczne dla lepszego zrozumienia prawidłowości rządzących Europą pojałtańską.[7] Henry Kissinger w swoim wielkim eseju o historii dyplomacji ery nowożytnej nie wspomina o traktacie ryskim ani słowem. Ten wybitny teoretyk i praktyk równowagi sił między wielkimi mocarstwami zwykł patrzyć na sprawy Europy Wschodniej nie tylko z pozycji krytyka systemu wersalskiego, pozbawionego w jego oczach wszystkich zalet systemu wiedeńskiego,[8] ale także z perspektywy anglosaskiej, w tym wypadku brytyjskiej. Nader często charakteryzowała się ona imperialną ignorancją i ślepotą na niewygodną wymowę faktów. Kissinger cytuje na przykład brytyjskiego premiera Lloyda George’a, który, mówiąc o narodach Europy Środkowej i Wschodniej, stwierdził, że „są niesforne i skore do ekscytacji. W każdej chwili gotowe [...] do walki i niezwykle trudno rozróżnić, co w ich sporach jest słuszne, a co nie”. Z tego samego powodu – zdaniem Kissingera – powstanie w Europie Środkowej wielu małych niepodległych państw było jednym ze źródeł niestabilności porządku wersalskiego: „W systemie stworzonym przez Wersal Niemcy nie stały wobec sojuszu trzech mocarstw Ententy, a wobec gromady państw skłóconych między sobą, wobec których Związek Sowiecki miał pretensje terytorialne, podobnie jak Niemcy”.[9] Oczywiście niepodległa Polska z tego punktu widzenia była również źródłem niestabilności systemu wersalskiego: „Polsce udało się zaostrzyć antagonizm jej dwóch historycznych wrogów: Niemiec, od których przejęła Górny Śląsk i tzw. Polski Korytarz, oraz Związku Sowieckiego, od którego uzyskała tereny leżące na wschód od Linii Curzona.[...] Było więc kwestią czasu, kiedy te oba wyrzutki europejskiej społeczności połączą swoje urazy”.[10] W powersalskiej Europie, nieprzyzwyczajonej do swego nowego politycznego kształtu, odmawianie Polsce, podobnie jak i innym nowo powstałym środkowoeuropejskim państwom prawa do istnienia było zjawiskiem dość częstym. Jednak przyznawanie słuszności takim opiniom pod koniec XX wieku wypada uznać nie tylko za przejaw rozumowania ahistorycznego, ale także za interpretację sprzeczną z wymową faktów dobrze widocznych z perspektywy końca XX stulecia.

Postanowienia traktatu ryskiego wydawały się nietrwałe i epizodyczne – utrzymały się raptem niecałe 20 lat, po ich upływie Rosja odzyskała swoje imperium. Argumenty podnoszące krótkotrwałość konstrukcji politycznych nigdy nie przesądzają o ich znaczeniu długofalowym. Obserwację tę z powodzeniem można odnieść do pokoju ryskiego.

Nie ulega wątpliwości, że dezintegracja bloku wschodniego po 1989 roku oraz rozpad imperium sowieckiego, w rezultacie odzyskania niepodległości przez Polskę i państwa bałtyckie oraz powstania realnie już suwerennych Białorusi i Ukrainy, ukształtowały nową perspektywę pozwalającą inaczej spojrzeć na traktat ryski. Ponadto znaczny postęp badań historycznych, jaki dokonał się w ostatnich dwóch dekadach, umożliwił wzmocnienie argumentacji opartych na metodach historycznych. Nie mniej istotna stała się również możliwość weryfikacji dotychczas obowiązujących opinii o znaczeniu traktatu ryskiego dla porządku europejskiego, zarówno w okresie międzywojennym, jak i obecnie – po rozpadzie sowieckiego imperium.

Niniejsza książka jest próbą przybliżenia czytelnikowi debaty o traktacie ryskim, jaka toczy się po 90 latach od jego podpisania, oraz najnowszych ustaleń w kwestii wojny polsko-bolszewickiej i jej konsekwencji. Intencją redaktora było nie tylko ukazanie polskiego i rosyjskiego współczesnego spojrzenia na te wydarzenia, ale także uwzględnienie interpretacji badaczy białoruskich, ukraińskich oraz łotewskich. Wszyscy autorzy zamieszczonych w zbiorze opracowań w ostatnich latach zajmowali się w sposób pogłębiony interesującą nas problematyką i są autorami monografii oraz edycji źródłowych.

Pierwszym etapem prac nad niniejszym zbiorem studiów była konferencja zorganizowana w Rydze w czerwcu 2011 roku przez Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, ze wsparciem Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych, podczas której autorzy mieli możliwość przedyskutowania swoich stanowisk. Zbiór opracowań, który oddajemy pod osąd czytelników, nie jest jednak w żadnym razie zbiorem materiałów pokonferencyjnych. Zamieszczone w nim artykuły powstały później i w większości uwzględniają stanowiska sformułowane na konferencji oraz przebieg toczonej nad nimi debaty. Niektórzy autorzy zostali zaproszeni do udziału w niniejszej publikacji już po konferencji ze względu na znaczenie, jakie miały dla interpretacji wojny polsko-bolszewickiej, traktatu ryskiego oraz jego konsekwencji prowadzone przez nich w ostatnich latach badania. Redaktor tomu dążył do tego, aby czytelnik otrzymał zbiór opracowań przedstawiających reprezentatywny wybór aktualnych interpretacji, opartych na najnowszych wynikach dociekań historycznych. Kolejność artykułów została ustalona w taki sposób, aby ułatwić czytelnikowi śledzenie zarówno tez poszczególnych autorów, jak i całości zamieszczonej w tomie debaty. Życzymy inspirującej lektury!

Sławomir Dębski

SŁAWOMIR DĘBSKI

Kilka uwag o systemie wersalsko-ryskim i znaczeniu traktatu ryskiego w historii Europy

Jakie było znaczenie traktatu ryskiego dla historii Europy, a zwłaszcza dla jej politycznej architektury okresu międzywojennego? Czy naprawdę tradycyjne pomijanie tego pokoju w rozważaniach na temat systemu europejskiego ukształtowanego po I wojnie światowej wciąż się broni? Czy warto ten obraz uzupełniać o argumenty przemawiające za komplementarnością pokoju ryskiego wobec Wersalu? A może w istocie rzeczy w okresie międzywojennym mieliśmy w Europie do czynienia z systemem politycznym, który poprawniej należałoby nazywać systemem wersalsko-ryskim? To pytania uprawnione po upływie 90 lat od ustanowienia pokoju między II Rzecząpospolitą a sowiecką Rosją i jej formalnymi sojusznikami: sowiecką Białorusią i sowiecką Ukrainą. Istnieją dziś poważne argumenty na uzasadnienie potrzeby rewizji tradycyjnych interpretacji traktatu ryskiego i jego znaczenia dla porządku europejskiego zarówno epoki międzywojennej, jak i tego już nam współczesnego.

Czymże byłby system wersalski bez traktatu ryskiego, który doprowadził do pacyfikacji Europy Wschodniej? Zrozumienie polityki europejskiej okresu międzywojennego nie wydaje się możliwe bez uwzględnienia postanowień i konsekwencji pokoju ryskiego. Już tylko z tego powodu termin „system wersalsko-ryski” znacznie lepiej oddaje uwarunkowania polityczne oraz podstawy prawnomiędzynarodowe porządku europejskiego funkcjonującego w latach 1918–1939[1]. W trakcie konferencji w Rydze w czerwcu 2011 roku kwestia ta była jedną z głównych osi dyskusji. Warto więc poświęcić jej oddzielną refleksję.

Z uwagi na kontestowanie przez sowiecką Rosję porządku wersalskiego to właśnie pokój ryski zakotwiczał państwo proletariatu w polityce europejskiej. Uznanie przez Radę Ambasadorów 15 marca 1923 roku polsko-sowieckiej granicy ustalonej w traktacie ryskim domknęło w istocie rzeczy proces kształtowania się granic nowego systemu politycznego w Europie. Wspomniana decyzja Rady Ambasadorów symbolicznie odbudowywała systemową więź bolszewickiej Rosji z kluczowymi politycznymi instytucjami nowego porządku europejskiego zerwaną w wyniku separatystycznego pokoju zawartego przez bolszewików z Niemcami w Brześciu Litewskim w marcu 1918 roku. Traktat ryski łączy zresztą z pokojem brzeskim wiele wspólnego. W analizach polityki zagranicznej bolszewików, zwłaszcza zaś w próbach refleksji syntetyzującej poszukujących ogólnych prawidłowości i reguł rządzących myślą strategiczną Rosji Sowieckiej, należałoby oba układy rozpatrywać łącznie. Właśnie rozpatrywane wspólnie zdeterminowały bieg historii w Europie Środkowej i Wschodniej oraz politykę zagraniczną sowieckiej Rosji w większym stopniu, niż zwykło się przyznawać.

Pokój ryski zapewnił wielu narodom Europy Środkowej i Wschodniej czas niezbędny do budowy własnej państwowości. Te prawie dwie dekady suwerenności dostarczyły historycznego dowodu na to, że byłe prowincje rosyjskiego imperium są w stanie funkcjonować samodzielnie i rozwijać się szybciej niż pogrążona w komunistycznym eksperymencie Rosja. Do tej tradycji Estończycy, Łotysze, Litwini, Polacy, Finowie, a w pewnym zakresie nawet Białorusini i Ukraińcy mogli odwołać się pod koniec XX wieku, gdy dezintegracja sowieckiego imperium ponownie stworzyła im szanse na zbudowanie własnej suwerenności państwowej. W tym sensie pokój ryski pozwolił na urzeczywistnienie aspiracji narodów Europy Wschodniej do samostanowienia i ofiarował czas niezbędny do ugruntowania się ich tradycji państwowej. Imperium rosyjskie rządzone przez bolszewików było zmuszone te aspiracje zaakceptować. Owszem, bolszewicy uczynili to już wcześniej właśnie w pokoju brzeskim. Uznali wówczas podmiotowość Ukrainy oraz oderwanie się od Rosji narodów bałtyckich, ale polityczne znaczenie tej decyzji podważał – znany nam dziś – rzeczywisty stosunek bolszewików do postanowień pokoju brzeskiego. Lenin nazywał traktat pokojowy z Niemcami pieriedyszką i przyrównywał do pokoju tylżyckiego. Odwoływał się do ówczesnej rosyjskiej tradycji historycznej dostrzegającej w traktacie z 1807 roku manewr cara Aleksandra I o taktycznym i tymczasowym znaczeniu. Dużo większą wagę miało jednak to, że akceptując podmiotowość Ukrainy, Łotwy, Estonii i Litwy w traktacie brzeskim, bolszewicy równocześnie zerwali polityczną łączność z mocarstwami Ententy. Traktat ryski – choć także był w Moskwie uważany za układ o znaczeniu wyłącznie tymczasowym – tę utraconą łączność odbudowywał. Tym samym ponownie integrował Rosję Sowiecką z nowym europejskim systemem politycznym, choć jej położenie w tym systemie w dalszym ciągu pozostawało nierównoprawne.

Akceptując postanowienia traktatu ryskiego, sowiecka Rosja godziła się na oderwanie byłych prowincji rosyjskiego imperium. Podporządkowywała się więc tym samym siłom historii, które skłoniły twórców traktatu wersalskiego do uznania dziejowej konieczności wykrojenia z imperiów niemieckiego i austrowęgierskiego nowych podmiotów państwowych oraz uwzględniania w próbach nakreślenia nowej politycznej mapy Europy aspiracji: Czechów, Słowaków, Polaków i Chorwatów, Finów, Estończyków, Łotyszy i Litwinów. Tym samym idea samostanowienia narodów również w Rosji zaczynała zwyciężać etos imperium. Ostatecznie odniosła nad nim triumf dopiero siedem dekad później. Z punktu widzenia procesu historycznego traktat ryski odegrał więc niepoślednią rolę w przerwaniu rosyjskiej imperialnej tradycji. Dla Białorusinów i Ukraińców, którzy wówczas podejmowali pierwsze próby wybicia się na niezawisłość, traktat ryski może być jednak równocześnie symbolem klęski tych aspiracji. Nie powinno się więc przechodzić do porządku dziennego nad analizami wskazującymi na podobieństwa w znaczeniu traktatu ryskiego i rozejmu andruszowskiego z 1667 roku lub też nad tezą, że traktat był de facto porozumieniem rozbiorowym dzielącym Białoruś i Ukrainę między ich dwóch potężnych sąsiadów[2]. Zarazem warto zwrócić uwagę na to, że pozostajemy bezradni wobec pytania, czy historia dałaby choć trochę większe szanse tym dwóm narodom, gdyby granica polsko-sowiecka już w 1920 lub 1921 roku została wytyczona inaczej, np. zgodnie z propozycjami przedstawionymi 11 lipca 1920 roku w słynnej nocie lorda Curzona, albo gdyby w granicach II Rzeczypospolitej znalazł się także Mińsk, co w trakcie rozmów na temat preliminariów pokojowych w Rydze w październiku 1920 roku było dla polskiej strony sprawą osiągalną. Idea prawa narodów do samostanowienia oraz jej upowszechnienie w trakcie I wojny światowej to nie był kaprys wielkich mocarstw ani dywersyjna wobec państw centralnych koncepcja wybitnych analitycznych umysłów Ententy, w rodzaju środowiska skupionego wokół londyńskiego tygodnika „The New Europe”. Nie był to także produkt idealistycznej natury Woodrowa Wilsona, prezydenta Stanów Zjednoczonych. Natomiast był to owoc długiego procesu historycznego wrastającego korzeniami głęboko w egalitarne hasła rewolucji francuskiej. Traktat ryski może być więc interpretowany także jako ważny element procesu adaptowania się Rosji do nowych uwarunkowań dziejowych wynikających z „przebudzenia się narodów Europy”, także tych zamieszkujących rosyjskie imperium.

Jak w wieku XIX idea równości obywatelskiej zakończyła epokę absolutnej władzy monarchów, tak kolejne stulecie przyniosło zwycięstwo idei równego prawa narodów do samostanowienia, które położyło kres metodzie koncertu mocarstw i omnipotencji imperiów. Ostatecznie wszystkie europejskie imperia, nie wyłączając Związku Sowieckiego, upadły nie tyle na skutek spektakularnych militarnych niepowodzeń, ile w rezultacie upowszechnienia się przekonania, że ustanowienie światowego pokoju nie jest możliwe bez poszanowania prawa narodów do wolności. Oczywiście, podobnie jak w przypadku krzewienia się idei wolności jednostki, był to proces długi, obejmujący niemal całe stulecie, pełen zażartych debat na temat zakresu stosowania zasady samostanowienia narodów, przypadków regresu i prób przeciwdziałania aspiracjom narodów siłą, które w końcowym rozrachunku okazały się jednak nieskuteczne.

Konflikty były immanentną częścią tego procesu. O ile bowiem granicę wolności jednostki określała, w sposób zrozumiały dla całych społeczeństw, wolność innego człowieka, o tyle wyznaczenie granicy aspiracjom narodów do samostanowienia było znacznie trudniejsze. Idee nie znają granic w przeciwieństwie do prawa własności. Stąd konkurencja świadomości narodowych musiała nieuchronnie prowadzić do sporów o ziemię, a więc terytorium i jego granice. Sprawę komplikował fakt, że wolne prawo jednostki do odnajdywania łączności z szerszą wspólnotą narodową utorowało sobie drogę do powszechnej świadomości wcześniej niż zasada samostanowienia narodów. U progu XX wieku akceptowano więc to, że ktoś czuje się Czechem, Chorwatem, Francuzem, Niemcem, Słowakiem, Serbem, Polakiem, Węgrem, Włochem czy Żydem, ostatecznie także Finem, Estończykiem, Litwinem, Łotyszem czy Rusinem lub Białorusinem, pod warunkiem wszakże, iż jego indywidualne poczucie narodowej tożsamości nie oznaczało kwestionowania przynależności do imperium. Innymi słowy, nie groziło temu imperium utratą części terytorium lub w przypadku ekstremalnym dezintegracją. To była pierwsza, najbardziej tradycyjna granica, jaką wyznaczano wolnościowym aspiracjom narodów[3].

Druga granica była wytyczana przez systemowo nierozstrzygalny konflikt dwóch sposobów rozumienia samego pojęcia narodu, co przekładało się również na pojmowanie prawa do samostanowienia. Wspólnoty mające państwowość bądź choćby jej tradycję, dysponujące znakomitą kulturą wyższą jako swoje terytorium narodowe – na którym miało się realizować prawo do samostanowienia – postrzegały także ziemie etnicznie obce lub wieloetniczne, ale historycznie, politycznie i kulturowo powiązane z obszarem uważanym za rdzennie francuski, polski czy rosyjski. „Narody państwowe” nie miały ponadto większych oporów przed uznawaniem za członków własnych wspólnot narodowych osób o innym pochodzeniu etnicznym, a twierdzenia Ernesta Renana, wybitnego francuskiego publicysty, który w 1882 roku mówił na Sorbonie, że naród to codzienny plebiscyt, znajdowały wśród sporej części ich elit akceptację. Inaczej rzecz się miała w przypadku wspólnot, które swą świadomość narodową oparły na zasadzie etnonacjonalizmu, utożsamiając samo pojęcie narodu z grupą etniczną, a taką wspólnotę stanowili np. Ukraińcy czy Białorusini. Dla nich słowa Renana były nie do przyjęcia, niepodważalna zaś stawała się reguła, że granice etniczne są granicami narodowymi i dlatego winny pokrywać się z kordonami politycznymi.

Ostatnią granicę aspiracji narodowych wyznaczały obawy o zdolność do samodzielnego funkcjonowania nowych organizmów państwowych. W dobie kształtowania się ładu europejskiego po I wojnie światowej w stosunku do wszystkich nowo utworzonych państw zgłaszano większość wspomnianych zastrzeżeń. Od listopada 1918 roku proces weryfikacji praw i aspiracji narodów do samostanowienia toczył się głównie w Paryżu, gdzie trwały prace nad traktatem pokojowym konstytuującym nowy porządek europejski.

Choć główni architekci europejskiego ładu zamierzali objąć tą polityczną konstrukcją całość kontynentu, nie byli w stanie w pełni urzeczywistnić swoich planów. W Europie Wschodniej nowy ład kształtował się niezależnie od toczących się w Paryżu negocjacji. W dużej mierze stało się tak na skutek wytworzenia się po przewrocie bolszewickim w Rosji politycznej próżni w tej części kontynentu.

Wśród aliantów o sprawach Europy Wschodniej decydujący głos miała mieć Rosja, wrogo odnosząca się do idei samostanowienia narodów. W Piotrogrodzie słusznie oceniano ten kierunek myślenia jako groźny dla imperium. Tymczasem gdy w latach 1918–1919 przyszło do podejmowania decyzji o nowym kształcie politycznym Europy, granicach nowo powstałych w Europie Środkowej i Wschodniej państw i sposobach zmniejszania niemieckiego zagrożenia, Rosja milczała, nie mogąc zabrać głosu. Rozdzierała ją wojna domowa, do której przyłączyły się mocarstwa zwycięskiej Ententy. Z jednej strony ich zbrojna interwencja po stronie zwolenników ancien régime’u przeciwko barbarzyńskim rządom bolszewików utrudniała realizację dążeń Rosji do uwzględnienia jej interesów w procesie tworzenia nowego porządku. Z drugiej strony niebezpieczeństwo wlania się bolszewizmu do Europy przyczyniło się do powstania wspólnoty interesów w stosunkach między Londynem, Paryżem a Berlinem, co nie było częstym zjawiskiem na przełomie 1918 i 1919 roku. Zbieżne dążenia mocarstw europejskich do zatrzymania bolszewików na wschodnich rubieżach Europy silnie korelowały zarówno z ambicjami, żeby ukształtować nowy ład europejski w sposób zapewniający mu stabilność i bezpieczeństwo – a wiec uwzględniający w maksymalnym możliwym zakresie aspiracje do samostanowienia wielu małych narodów – jak i z polskimi wysiłkami do odbudowy własnej państwowości.

Za przyzwoleniem, a nawet zgodnie z wolą Niemiec w listopadzie 1918 roku do Warszawy dotarł Józef Piłsudski, który od razu przystąpił do organizacji struktur państwowych Polski odrodzonej po 123 latach zaborów. Z punktu widzenia Berlina miały one zastąpić niemiecką administrację wojskową, tzw. Ober-Ost, a tym samym umożliwić wycofanie z Europy Wschodniej wojsk niemieckich niezbędnych do ustabilizowania sytuacji w Niemczech, gdzie groził wybuch rewolucji. Z kolei działający w Paryżu Komitet Narodowy Polski zabiegał u mocarstw Ententy o skierowanie do Polski silnego korpusu ekspedycyjnego, który miałby wesprzeć organizujące się dopiero polskie siły zbrojne w przejmowaniu od Ober-Ostu frontu przeciwbolszewickiego. W ten sposób miała powstać wspólna bariera zabezpieczająca Europę przed bolszewicką ekspansją. Tego polskiego postulatu mocarstwa Ententy nie mogły spełnić, ale tym bardziej dążyły do stworzenia z państwa polskiego tarczy przed bolszewickim zagrożeniem. W lutym 1919 roku Józef Piłsudski wysłał z misją do Bukaresztu zaufanego oficera, którego zadaniem było podjęcie próby skoordynowania antybolszewickiej współpracy wojskowej między Polską a siłami Ententy. Wysłannikiem był major piechoty Józef Beck – później jeden z najbliższych współpracowników Piłsudskiego i minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej. Jego misja zakończyła się niepowodzeniem: „Okazuje się jedno – raportował do Warszawy – koalicja nie ma dziś sił, aby na wschodzie prowadzić [...] zdecydowaną akcję przeciw bolszewikom. Generał B[erthelot] przyjechał tu pierwotnie z gotowym planem akcji antybolszewickiej. Jednak obecnie wskutek stanu rzeczy w Paryżu akcja ta jest wstrzymana. Skutkiem niemożności wysłania wojsk na wschód próbują tutejsze sprawy z dnia na dzień załatwiać w sposób dyplomatyczny. W Ukrainę i Ukraińców nie wierzą, uważają ich wszystkich za odmiany bolszewików, ale nie mogąc ich zwalczyć, gadają z nimi. [...] Summa summarum: teoretyczną przychylność bezwzględnie mamy, ale praktyczne jej znaczenie bardzo słabe”[4].

Odradzająca się Polska była organizmem słabym, gospodarki wszystkich trzech zaborów wyniszczyły działania zbrojne, które w toku I wojny światowej wielokrotnie przetaczały się przez ziemie polskie. Panował głód i szalały epidemie grypy, dezynterii i tyfusu. Polskie państwo w ogromnym zakresie było zależne od wsparcia Ententy – od pomocy żywnościowej i dostaw dla wojska po rozstrzygnięcia polityczne. Wśród kwestii najbardziej kontrowersyjnych, o których należało zadecydować, znajdowała się sprawa granic. Polska właśnie się „odradzała”, czy też – jak to ujmowano, nawiązując do silnej tradycji dziewiętnastowiecznego polskiego romantyzmu – „powstawała z martwych”. Dla większości polskiego społeczeństwa punktem wyjścia były więc takie granice wschodnie, jakie Polska miała, gdy złożono ją do grobu w XVIII wieku. Elity polityczne miały w tej sprawie pogląd znacznie bardziej racjonalny, szybciej zrozumiały bowiem nieodwracalne procesy, które zaszły na wschodnich ziemiach byłej Rzeczypospolitej w ciągu ostatnich stu lat. Inaczej więc widziały sposób, w jaki zmiany te powinny być uwzględniane w procesie kształtowania polskiego stanowiska w sprawie wschodnich granic odrodzonego państwa. „W społeczeństwie polskim ścierały się wówczas dwie koncepcje zasadniczo różne i sprzeczne ze sobą – wspomniał kilkanaście lat później jeden z polskich uczestników rozmów pokojowych w Rydze – jedną z nich była koncepcja federalistyczna, reprezentowana przez stronnictwa lewicowe i [...] popierana przez Naczelnika Państwa. Widziała ona rozwiązanie kwestii granic polskich na wschodzie przez utworzenie kilku, związanych z Polską, demokratycznych republik, a to ukraińskiej, białoruskiej i litewskiej, obejmujących te historycznie z Polską związane narody w ich etnograficznych granicach. Drugą była koncepcja paryskiego Komitetu Narodowego Polskiego, nawiązująca do granicy po pierwszym rozbiorze, ale następnie zmodyfikowana do granic znacznie skromniejszych [...]. Podstawą tej koncepcji był zasięg żywiołu polskiego i jego wpływów. Była to «linia równowagi» pomiędzy tą częścią ludności polskiej, która musiała pozostać poza granicami państwa, a elementami obcymi, które miały znaleźć się w jego granicach”[5].

W odezwie do narodu wydanej w listopadzie 1918 roku rząd Jędrzeja Moraczewskiego deklarował, że stosunek państwa polskiego do sąsiadów będzie oparty „nie na gwałcie ani dążnościach zaborczych, ale na wyrozumiałem uwzględnianiu wspólnych interesów, polubownym załatwianiu kwestii spornych”. Rząd zapewniał dalej: „Przemijających zatargów granicznych nie chcemy wyolbrzymiać w walkę nieubłaganą sąsiednich narodów, wierząc, że demokracje Polski, Litwy, Białorusi, Ukrainy, Czech, Słowaczyzny, Węgier i Niemiec znajdą drogę wyjścia dla ustalenia współżycia wolnych i równoprawnych narodów”[6].

W tym samym czasie Józef Piłsudski w instrukcji dla swoich emisariuszy udających się do Paryża stwierdzał: „chcemy dobrych sąsiedzkich stosunków z Rosją. Ułożenie przyjazne tych stosunków jest tym łatwiejsze, że ekspansja obu narodów idzie w kierunku wschodnim. Rosja zrujnowana, wycieńczona upływem krwi, nie jest zdolną do powrotu ekspansywnego na zachód. Nie odbierając przeto Rosji żadnych ziem jej własnych, a w szczególności nie sięgając po żadne jej bogactwa rolne, Polska zabezpieczyć sobie musi dostatecznie teren ekspansji własnej oraz ustalić wygodną i trwałą granicę państwową na wschodzie. [...] Wschodnia granica Polski musi [...] dawać osłonę bezpośredniej linii kolejowej z Wilna przez Kowel do Lwowa [...], co najmniej zaś Polska powinna posiadać w swym ręku linię kolejową Drohobycz–Lwów–Pińsk–Łuniniec–Baranowicze–Wilno. W ten sposób Rosji ustępuje się wszystkie tereny urodzajne [...] sami zaś bierzemy zniszczone kraje podatne na nasz silny kolonizacyjny materiał”[7].

Rosja, z którą Piłsudski miał nadzieję ułożyć stosunki dobrosąsiedzkie, miała być jednak wolna od bolszewizmu. To w nim dostrzegał największe zagrożenie dla słabej, odradzającej się polskiej państwowości. Widmo bolszewizmu było dla niej z jednej strony największym zagrożeniem, zarówno zewnętrznym, jak i wewnętrznym, ale z drugiej – jedynym mocnym polskim atutem w polityce europejskiej. Wybitny znawca tej problematyki tak pisał o tym paradoksie: „Groźba bolszewizmu postawić mogła pod znakiem zapytania samo istnienie państwa polskiego, ale zarazem – dopóki trwała i o ile działała na wyobraźnię politycznych przywódców zwycięskich mocarstw Ententy – wzmacniała pozycję Polski w grze o jej strategiczne znaczenie i terytorialny zasięg na wschodzie. Paradoksalnie – owa groźba w ogóle umożliwiała Piłsudskiemu taką grę”[8]. Z tego też powodu władze w Warszawie od samego początku unikały nawiązywania jakichkolwiek relacji z bolszewikami. Nie notyfikowały im proklamowania państwa polskiego, co najprawdopodobniej posłużyło Sowietom za pretekst do zajęcia polskich placówek dyplomatycznych w Moskwie i Piotrogrodzie oraz uwięzienia ich personelu. Rząd Moraczewskiego stanowczo zaprotestował, a do czasu uwolnienia dyplomatów uważał stosunki z Rosją bolszewicką za zerwane[9]. Niemniej jednak warto pamiętać, że ich nawiązanie w żadnym razie nie mogło leżeć w polskim interesie, i sprawa granicy polsko-rosyjskiej bynajmniej nie była tego zasadniczą przyczyną.

Z kolei „nowa odrodzona Rosja”, reprezentowana przez gen. Denikina i adm. Kołczaka, poszukiwała sojuszników do walki z bolszewikami. Z powodów taktycznych gotowa była zawrzeć antybolszewicki sojusz z odradzającą się Polską. W sierpniu 1919 roku gen. Denikin zapewniał specjalnego wysłannika Piłsudskiego, że „nowa Rosja” będzie w stosunkach z Polską prowadzić politykę przyjaźni i popierać twarde stanowisko wobec Niemiec. Denikin mówił: „odradzająca się Rosja szczerze usposobiona jest wobec odradzającej się Polski, świadczy [o tym] choćby akt dobrowolnego wyrzeczenia się ziem polskich w 1917-ym roku, dobrowolnej zgody na odcięcie ich, ażeby naprawić stare błędy Rosji. Jest to pierwszy podobny wypadek w historii. [...] Niemców trzeba zmuszać do oddania Poznańskiego i Śląska, trzeba wydzierać im to z gardła [...]”. W sprawie polskich granic gen. Denikin zastrzegał, że nie może samodzielnie o tych kwestiach decydować, niemniej stwierdzał: „w wykreśleniu tej granicy muszą być usprawiedliwione czynniki etnograficzne, historyczne, wreszcie obustronna wygoda państw sąsiadujących i wszystko to, co będzie im gwarantowało stosunki stale przyjacielskie”. Bardzo zdecydowanie gen. Denikin zakreślił jednak granicę życzliwości nowej Rosji – były nią ziemie ukraińskie. Jakiekolwiek polskie poparcie dla atamana Petlury, wsparcie dążeń Ukraińców do oderwania się od Rosji i samostanowienia musiałyby zostać uznane za akt wobec nowej Rosji wrogi. Denikin kategorycznie ostrzegał wysłannika Piłsudskiego: „Kto z Petlurą – ten przeciw odradzającej się Rosji, ten ją podkopuje!”[10]. Sprawa stosunku do kwestii samostanowienia Ukrainy była więc dla białej Rosji czerwoną linią warunkującą możliwość antybolszewickiej współpracy z Polską. Z punktu widzenia Denikina perspektywa oderwania „małoruskich guberni” od reszty kraju była więc nie mniej groźna niż ostateczne zwycięstwo bolszewików. Biała Rosja w kwestii państwowości ukraińskiej zajmowała zdecydowanie twardsze stanowisko niż Rosja czerwona.

Bolszewicy nie tylko z powodów taktycznych skłonni byli uznać aspiracje narodowe ludu ukraińskiego, o ile ten zgodziłby się pójść z nimi pod czerwonym sztandarem[11]. Na przełomie 1918 i 1919 roku Lenin posługiwał się terminem „tymczasowo niezależna Ukraińska Republika Sowiecka” i pouczał swoich współtowarzyszy o konieczności zachowania „największej ostrożności” wobec uświadomionych narodowo ukraińskich mas robotniczych, a swoim funkcjonariuszom zalecał naukę języka ukraińskiego[12].

Przekonanie o tymczasowym charakterze suwerenności ukraińskiej i białoruskiej republik sowieckich znalazło swój wyraz później także w traktacie ryskim. Lenin mylił się jednak, zakładając, że rewolucyjny sowiecki internacjonalizm będzie można pogodzić z rosnącą świadomością narodową Białorusinów i Ukraińców oraz aspiracjami tych narodów do państwowej odrębności. Nawet taktyczne jej uznanie przez bolszewików wzmacniało odmienną od rosyjskiej świadomość narodową ludności obu tych sowieckich republik oraz ich aspiracje do posiadania własnych suwerennych państw. Paradoksalnie więc to, że formalnie sygnatariuszami traktatu ryskiego stały się sowiecka Białoruś i sowiecka Ukraina – choć tekst traktatu w języku ukraińskim sporządził Leon Wasilewski, polski polityk i dyplomata, były minister spraw zagranicznych[13] – symbolizowało prawne uznanie odrębności obu narodów i miało znaczenie dla procesu dalszego umacniania się ich świadomości narodowej. Państwowotwórczy proces historyczny okazał się silniejszy od założeń ideologicznych. Wszak jednym z głównych powodów rozpadu sowieckiego imperium pod koniec XX wieku były właśnie coraz silniejsze aspiracje wchodzących w jego skład narodów do stworzenia własnych niepodległych państw.

Słabość polskiej państwowości oraz oznaki możliwości wybuchu rewolucji w Niemczech zachęcały Lenina i jego współtowarzyszy do myślenia o przeniesieniu płomienia rewolucji na Zachód. Bolszewicy uważali Polskę za wątłe „przepierzenie” dzielące rewolucję rosyjską od niemieckiej. Połączenie obu żywiołów stwarzało szansę na sowietyzację całej Europy.

Pierwszym sygnałem, który mógł świadczyć o zmianie stosunku bolszewików do terytorialnego status quo w Europie Wschodniej powstałego pod koniec I wojny światowej, było wypowiedzenie 13 listopada 1918 roku pokoju brzeskiego. W praktyce decyzja ta oznaczała zmianę stanowiska Sowietów, którzy dotychczas potępiali rozbiory Polski oraz ich terytorialne następstwa. W swojej uchwale Ogólnorosyjski Centralny Komitet Wykonawczy Rad (Wsierossijskij Centralnyj Ispołnitielnyj Komitiet Sowietow – WCIK) wzywał masy pracujące byłych prowincji rosyjskiego imperium: Finlandii, państw nadbałtyckich, Ukrainy, Krymu i Kaukazu, do samostanowienia[14], proponując jednocześnie „proletariacki sojusz” Rosji, Niemiec i Austro-Węgier. Hasło samostanowienia narodów zostało zastąpione sloganem o samostanowieniu mas pracujących. Rząd sowiecki deklarował, że będzie zwalczał próby odbudowania władzy kapitału w Europie Środkowej i Wschodniej[15].

Po wypowiedzeniu pokoju brzeskiego bolszewicy rozpoczęli formowanie polskich (i litewskich) batalionów uderzeniowych przeznaczonych do „wsparcia rewolucji w Polsce”[16]. Równocześnie jednostki Armii Czerwonej, działając w porozumieniu z dowództwem Ober-Ostu, postępowały krok w krok za wycofującymi się oddziałami niemieckimi, a polskie próby przeciwdziałania temu procederowi, czyli skłonienia mocarstw Ententy, aby te zmusiły Niemcy do współpracy mającej na celu wspólne stworzenie zapory antybolszewickiej, zakończyły się niepowodzeniem[17]. Konfrontacja polskich i bolszewickich aspiracji była więc kwestią czasu. Armia Czerwona 5 stycznia 1919 roku starła się w Wilnie z oddziałami polskiej samoobrony (regularnych oddziałów Wojska Polskiego nie przepuściły do Wilna niemieckie oddziały Ober-Ostu). W Warszawie próbę zajęcia Wilna przez Armię Czerwoną uznano za akt inicjujący wojnę. Potyczka o Berezę Kartuską 14 lutego 1919 roku zapoczątkowała regularną wojnę polsko-sowiecką, którą zakończył dopiero traktat pokojowy podpisany w Rydze 21 marca 1921 roku.

W tym miejscu warto przytoczyć obserwację Normana Davisa: „Polscy historycy mówią o «napaści» bolszewików na Kresy, tak jakby należały one do Polski. Historycy sowieccy, w ostatnich latach także niektórzy rosyjscy mówią o «polskich agresorach»[18], tak jakby Kresy należały do Rosji Sowieckiej. Oba stanowiska są bezpodstawne. W 1919 roku Kresy nie «należały» do nikogo, chyba że do ludności miejscowej, której ani Polacy, ani Sowieci nie mogli w żaden sposób zapytać o zdanie. Prawdą jest, że bolszewicy ruszyli pierwsi na Ober-Ost, tworząc 16 listopada 1918 r. Armię Zachodnią, która zajęła Mińsk i Wilno, zanim jeszcze wojska polskie wykonały jakikolwiek ruch. [...] Tak czy owak, w wyniku ewakuacji wojsk niemieckich powstała próżnia, w którą samorzutnie wtargnęły jednostki polskie i sowieckie”[19]. Można jednak na sprawę popatrzeć nieco inaczej, a mianowicie zauważyć, że zarówno Rosja Sowiecka, będąca prawnym spadkobiercą Cesarstwa Rosyjskiego, jak i odradzające się państwo polskie, uznające rozbiory za nieważne ex tunc, miały swoje racje, które uzasadniały ich pretensje terytorialne. To, że strona sowiecka nie honorowała właściwości mocarstw Ententy do rozstrzygania w sprawach granic sowieckiej Rosji (a samo to pojęcie aż do sierpnia 1920 r. było często uznawane przez bolszewików za ideologiczną herezję), sprawiało, iż konflikt polsko-sowiecki stawał się nieuchronny.

Wojna była więc z jednej strony nieuniknioną konsekwencją procesów politycznych zachodzących w Europie Środkowej i Wschodniej na przełomie 1918 i 1919 roku – konfliktu konkurencyjnych aspiracji i projektów politycznych, tylko do czasu hamowanych przez obecność wojsk niemieckiego Ober-Ostu – z drugiej zaś wynikiem faktycznego braku instrumentów skutecznego oddziaływania na sytuację w Europie Wschodniej przez mocarstwa Ententy i początkowego braku zainteresowania jej problemami. Uwagę mocarstw skupiał raczej rozwój sytuacji nad Renem, Sprewą i Dunajem. Wprawdzie przypisywały sobie kompetencje do stanowienia o nowym porządku na całym kontynencie, ale ich aspiracje rozciągnięcia politycznej zwierzchności na jego wschodnią część nie miały pokrycia w realnej sile[20]. W rezultacie funkcjonujący w warunkach rozejmu z Niemcami tymczasowy system polityczny wyraźnie się nie domykał. Jedynym instrumentem, za pomocą którego Ententa mogła go uszczelnić, była Polska. Aby jednak kontrolować jej polityczny potencjał i wykorzystać go do skutecznego realizowania swoich postanowień, konieczne było ujęcie Polski w sieć politycznych zależności. Takie możliwości stwarzało mocarstwom Ententy kilka czynników. Po pierwsze, rola decydenta o sprawach polsko-niemieckich, po drugie, rola arbitra w sporach między Polską a innymi jej sąsiadami: Czechami, Litwinami, Ukraińcami, po trzecie, funkcja jedynego źródła zaopatrzenia dla młodego państwa polskiego. W zależności od potrzeb i aktualnego obrotu spraw wykorzystywano jeden lub kilka dostępnych środków nacisku na polskie władze, aby skłonić je do akceptacji wizji mocarstw Ententy.

Eustachy Sapieha, polski minister spraw zagranicznych, 10 września 1920 roku pisał w instrukcji opracowanej w związku z rozpoczynającymi się rozmowami polsko-bolszewickimi o preliminariach pokojowych: „Traktat wersalski pozostawiający mocarstwom definitywne uregulowanie sprawy Gdańska i Górnego Śląska postawił Polskę w najbardziej upośledzonym stanowisku ze wszystkich państw europejskich, albowiem nie załatwione sprawy mogą być przez Aliantów, a już bywają przez Anglię, używane jako szantaż przeciwko Polsce”[21]. Sytuację Polski tylko trochę poprawiało to, że w wielu kwestiach wizje mocarstw Ententy były jednak dość rozbieżne, a różnice interesów między nimi powodowały chwiejność wspólnego stanowiska. Od czasu do czasu dawało to polskim politykom możliwość manewrowania i rozluźniania niewygodnego gorsetu nacisków. Z powyższych powodów Polska, sąsiadująca z dwoma mocarstwami kontestującymi nowy porządek europejski, jeszcze przed zawarciem traktatu wersalskiego stanowiła jego najsłabsze ogniwo. Z tego faktu zdawano sobie sprawę zarówno w Warszawie, jak i w Paryżu, Londynie, Berlinie oraz Moskwie.

Niemal nazajutrz po klęsce w Bitwie Warszawskiej, 22 września 1920 roku Lenin tak wyjaśniał sowieckie motywy w wojnie z Polską: „Współczesny świat imperialistyczny opiera się na traktacie wersalskim. Zwyciężając Niemcy i zawierając pokój wersalski, imperializm rozstrzygnął dylemat, które z dwóch ogólnoświatowych imperialistycznych ugrupowań: angielskie czy niemieckie, będzie decydować o przyszłości świata w najbliższych latach. Nie mają żadnego innego umocowania stosunków ogólnoświatowych, zarówno politycznych, jak i ekonomicznych, oprócz pokoju wersalskiego. Polska jest tak potężnym elementem tego porządku, że wyrywając go, łamiemy cały system wersalski. Postawiliśmy sobie zadanie zajęcia Warszawy, zadanie się zmieniło i okazało się, że decyduje się nie los Warszawy, a los traktatu wersalskiego”[22].

Także politycy polscy zdawali sobie sprawę, że trwałość systemu wersalskiego jest w dużym stopniu warunkowana istnieniem niepodległej Polski. Aleksander Skrzyński, jeden z najwybitniejszych polskich ministrów spraw zagranicznych okresu międzywojennego, powtarzał, że „w ręku Polski znajduje się klucz do bezpieczeństwa europejskiego – każda kombinacja, która starałaby się go ignorować, skazana by była z góry na kompletne niepowodzenie”. Innym razem Skrzyński stwierdzał, że „Traktat Wersalski to istnienie Polski”[23]. We wrześniu 1920 roku jego poprzednik na urzędzie ks. Eustachy Sapieha w następujący sposób wyjaśniał znaczenie Wersalu i niepodległej Polski w koncepcjach francuskiej polityki zagranicznej: „Francja zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa bolszewickiego dla całej Europy [...] utrzymanie w mocy Traktatu jest kamieniem węgielnym polityki francuskiej. [...] Stąd bardzo szczere dążenie do wytworzenia z Polski silnego alianta, a gdy wypadki ostatnich czasów wykazały, że Polska nie jest jeszcze jak dotąd potęgą militarną niezwyciężoną, reasekurowanie się poprzez popieranie myśli odrodzenia Rosji. Wydaje się, że poza nadziejami pokładanymi w Polsce i poza szczerą chęcią stworzenia z niej mocarstwa góruje przecież myśl wskrzeszenia potężnej Rosji, niezależnej od Niemców, która by przejęła dawniejsze zobowiązania a zarazem pozostawała w dobrych stosunkach z Polską. [...] wobec bolszewizmu w Rosji Polska musi mieć na wschodzie dobrą linię obronną”[24].

***

Bez niepodległej Polski system wersalski nie mógłby istnieć. Z kolei sowiecka Rosja bez zawarcia pokoju z Polską nie miałaby szans na odbudowanie związków z Europą i wyrwanie się z politycznej izolacji. Jak mówił w Rydze Adolf Joffe, przewodniczący sowieckiej delegacji na rozmowy pokojowe: „Gdybyśmy chcieli, moglibyśmy po prostu zdmuchnąć takie państwa, jak Estonia i Łotwa, nie czynimy tego jednak, aby całej Europie pokazać, iż z Rosją Sowiecką można zawierać pokój i liczyć się z jej zobowiązaniami”[25]. Oczywiście wydarzenia lat 1939–1940 deklaracje te negatywnie zweryfikowały.

Nie zmienia to jednak postaci rzeczy – traktat ryski był elementem warunkującym istnienie ustalonego po I wojnie światowej porządku europejskiego. Wytyczał jego granice i uzupełniał rządzące nim normy, równocześnie będąc w pełni zintegrowanym z systemowymi instytucjami. Dlatego też posługiwanie się terminem „system wersalsko-ryski” dla określenia panującego w Europie w latach 1918–1939 porządku politycznego należy uznać za całkowicie zasadne. Niezależnie od tego nie należy zapominać, że traktat ryski podporządkowywał rządzoną przez bolszewików Rosję nieodwracalnemu dziejowemu procesowi uzyskiwania przez coraz większą liczbę europejskich narodów podmiotowości państwowej. Z wszystkich tych powodów traktat ten zasługuje na poważną refleksję zrywającą z wieloma dyskredytującymi jego znaczenie mitami, ukształtowanymi przez dziesięciolecia i utrwalonymi przez zimnowojenne uwarunkowania polityczne. Być może z obecnej perspektyw łatwiej docenić rolę i znaczenie tego pokoju.

MICHAIŁ NARINSKI

Wojna sowiecko-polska a pokój ryski 1921 roku

Jednym z rezultatów I wojny światowej był rozpad czterech imperiów: rosyjskiego, niemieckiego, austro-węgierskiego i osmańskiego. Na terytoriach tych imperiów powstało wiele nowych państw narodowych, wśród których była Polska. Rosja przekształciła się w republikę sowiecką – RFSRS. Już w sierpniu 1918 roku rząd sowiecki rozwiązał wszystkie dotyczące rozbiorów Polski porozumienia z Prusami i Austro-Węgrami, uznając prawo narodu polskiego do samostanowienia i jedności.

Równocześnie w Europie Wschodniej pojawiło się wiele skomplikowanych kwestii, w tym problem granic. W życiu międzynarodowym tamtego okresu zderzały się dwa podejścia do rozwiązania tej kwestii: koncepcja granic historycznych i koncepcja granic etnograficznych (zasada narodowościowa). Szczególną pozycję zajmowały władze bolszewickie, które stawiały na rozwój rewolucji światowej i uważały granice za zjawisko przejściowe, zanikające w miarę sukcesów na polu obalania „starego świata”.

Rosyjski badacz Giennadij Matwiejew uważa, że konflikt zbrojny między Rosją Sowiecką a Polską w latach 1919–1920 z wielu powodów był nieunikniony. Już pod koniec 1918 roku Naczelnik Państwa Polskiego i Naczelny Wódz Armii Polskiej Józef Piłsudski dążył do tego, by „samodzielnie rozwiązać sprawę granicy wschodniej i jednocześnie sprzyjać tworzeniu na wschód od niej państw buforowych niezależnych od Rosji – litewsko-białoruskiego i ukraińskiego”[1]. W grudniu 1918 roku Moskwa trzykrotnie proponowała Warszawie nawiązanie stosunków dyplomatycznych, ale Polska odmawiała. W ten sposób Rosja Sowiecka gotowa była uznać niepodległą Polskę, ale polskie władze były bardziej zainteresowane uzyskaniem jak najkorzystniejszych granic na wschodzie.

Ze swej strony władze sowieckie dążyły do utworzenia wokół swego kraju pierścienia zaprzyjaźnionych republik, które w przyszłości wsparłyby rewolucję w Europie. „W ten sposób – odnotowuje rosyjski historyk – terytoria leżące między RFSRR a Polską były postrzegane przez czołowych polityków w Moskwie i Warszawie jako mające ogromne znaczenie w prowadzonej przez nich polityce. Obszary te bowiem odgrywały ważną rolę w planach umocnienia pozycji obydwu państw, a narody zamieszkujące te tereny traktowali oni w większości instrumentalnie, nie interesując się, jakie jest ich zdanie w sprawie własnych losów”[2].

W 1919 roku Rosja Sowiecka i Polska ze zmiennym szczęściem prowadziły walkę zbrojną o ziemie litewskie, białoruskie i ukraińskie.

Zimą 1920 r. w Referacie o działalności Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego Rad (Wsierossijskij Centralnyj Ispołnitielnyj Komitiet Sowietow – WCIK) i Rady Komisarzy Ludowych głoszono: „wojna z Polską jest możliwa, jesteśmy jednak przeświadczeni [...], że możemy zawierać pokój i czynić ustępstwa, które umożliwiają rozwój wszelkiej demokracji”[3]. Niemniej stosunki między oboma państwami stawały się coraz bardziej napięte.

W tym samym czasie polscy komuniści uprzedzali o możliwości przekształcenia się konfliktu w „wojnę narodową” ze strony Polski, w przypadku przeniesienia się działań zbrojnych na rdzenne polskie ziemie. Idea „obrony Ojczyzny” mogłaby zjednoczyć społeczeństwo polskie i zaszkodzić sprawie komunizmu. „Niewątpliwie komunizmowi na długie lata zostałby zadany poważny cios. «Narodowa wojna» w tym sensie może tylko zjednoczyć wszystkie narodowościowo nastawione kręgi, a takich w Polsce, która przeżyła ponad sto lat obcej niewoli, rzecz jasna jest wiele... W tym względzie należy być szczególnie ostrożnym, ponieważ wśród naszych towarzyszy na zachodnim froncie niewątpliwie panuje przekonanie, że koniecznie należy iść na Polskę, ażeby ustanowić tam komunizm. O ile takie nastroje są korzystne dla zdolności bojowej armii, o tyle mogą okazać się szkodliwe w przyszłości. Uważamy, że szczególnie na zachodnim froncie należy propagować myśl, że Rosja Sowiecka w żadnym razie nie zamierza wnosić komunizmu do Polski na bagnetach”[4].

Niemniej Warszawa dążyła do realizacji swoich własnych zamierzeń dotyczących wschodniej granicy i terenów nadgranicznych. W kwietniu 1920 roku polskie siły zbrojne rozpoczęły zakrojoną na szeroką skalę ofensywę na Ukrainie. W maju przeprowadziły zakończoną sukcesem operację ofensywną na prawobrzeżnej Ukrainie i zajęły Kijów. Jednakże polskim siłom nie udało się rozgromić opierających się im dywizji Armii Czerwonej. Należy odnotować, że nawet w kręgach elit społeczeństwa polskiego brak było jednomyślnego poparcia dla działań Piłsudskiego. Premier rządu polskiego Władysław Grabski na początku lipca na konferencji w Spa oświadczył: „Polska została zepchnięta ze słusznego kursu przez silnych ludzi, mających wielkie plany, jednakże plany te nie odpowiadały ani zdrowemu rozsądkowi, ani poczuciu patriotyzmu ogromnej większości narodu. Ani Kijów, ani granice z 1772 roku nie są narodowymi celami. To były marzenia przywódców, lecz nie życzenie większości ludności”[5].

Przywódcy Ententy również nie skłaniali Polaków do marszu przeciwko sowieckiej Rosji. Minister spraw zagranicznych Francji Alexandre Millerand w lipcu 1920 roku pisał do chargé d’affaires Francji w Waszyngtonie: „Nic nie upoważnia Polaków do przypuszczenia, że Francja skłaniała ich, by wdawali się w awanturę z Rosją... Nigdy nie popychaliśmy Polski do awantury z Rosją. Przeciwnie, troszcząc się o przyszłe stosunki między Polską a państwem rosyjskim, zawsze powstrzymywaliśmy Polaków od prowadzenia polityki, która nie mogłaby zakończyć się niczym innym niż nieodwracalnym skłóceniem ich z sąsiadami na wschodzie i północy. Jednocześnie posiadanie Poznania czyniło z Niemiec ich nieprzejednanego wroga i wymagało zwrócenia całej uwagi na zachód. Te rady były – notabene – zbieżne z interesami Francji, która widziała w Polsce niezbędną przeciwwagę dla Niemiec”[6]. Bardzo powściągliwy był stosunek do polskiej polityki władz brytyjskich. Premier David Lloyd George oświadczył w obecności ambasadora Stanisława Patka 6 lipca na konferencji w Spa, że „Anglia żywi dla Polski b. gorące uczucia, a jeżeli nie zawsze może się zgodzić na politykę Polski, to tylko dlatego, że Polska żyje w niezgodzie ze swymi sąsiadami i że daje pozory takie, iż żywi względem nich zaborcze instynkty”[7].

Władze bolszewickie widziały w walce przeciwko reżimowi Piłsudskiego element wojny domowej oraz wsparcie dla rewolucji światowej. Tezy KC RKP(b) „Polski front, a nasze zadania” z 23 maja 1920 roku głosiły: „Występując przeciwko nam po wszystkich naszych ustępstwach i po tym, jak zgłosiliśmy naszą gotowość do dalszych ustępstw w sprawach pokoju, polska burżuazja postawiła na jedną kartę swoje własne losy. Ogłosiła, że nie może i nie chce istnieć obok Rosji Sowieckiej. W ten sposób wpadła we własną pułapkę, gdyż wynik przyszłej walki nie może pozostawiać wątpliwości. Szlachta i burżuazja Polski zostaną rozgromione. Polski proletariat przekształci swój kraj w republikę socjalistyczną”[8].

Na przełomie maja i czerwca Armia Czerwona przeszła do ofensywy na Ukrainie, a na początku lipca również na Białorusi. W okresie od 4 do 11 lipca Armia Czerwona przełamała front nieprzyjaciela, zadając mu poważne straty[9]. 14 lipca sowieckie oddziały zajęły Wilno.

11 lipca brytyjski minister spraw zagranicznych lord George Curzon wystosował notę do rządu RFSRS zawierającą żądanie „bezzwłocznego przerwania działań wojennych”, tzn. powstrzymania ofensywy Armii Czerwonej w Polsce oraz doprowadzenia do zawieszenia broni, a następnie do pokojowych rozmów w Londynie pod egidą paryskiej konferencji pokojowej. Nota zawierała także bardzo korzystne dla strony sowieckiej propozycje przyszłego przebiegu granic z Polską. W przypadku ich odrzucenia rząd brytyjski oraz sojusznicy zamierzali „pomóc narodowi polskiemu obronić jego istnienie wszelkimi środkami, znajdującymi się w ich dyspozycji”[10]. Marsz Armii Czerwonej w kierunku etnicznych polskich terenów oraz nota Curzona wymagały od sowieckiego kierownictwa pilnych decyzji co do dalszych działań. W kierownictwie partii bolszewickiej zaczęła się dyskusja. Lew Kamieniew uważał za możliwe zawieszenie broni z Polską, ale pod warunkiem, iż zostanie ona osłabiona. Pod pewnymi warunkami za zawarciem zawieszenia broni opowiadał się też Lew Trocki. Karol Radek i inni polscy komuniści uważali, że „Polska nie jest przygotowana do sowietyzacji. Nasza ofensywa doprowadzi tylko do wybuchu patriotyzmu i skieruje proletariat na stronę burżuazji”[11] – twierdzili.

Jednakże Lenin był odmiennego zdania. 15 lipca 1920 roku wystosował telegram do członka Rady Rewolucyjnej Frontu Zachodniego Józefa Unszlichta:

„Proszę o ocenę – Waszą i innych polskich towarzyszy – następującej taktyki.

1. Oświadczamy bardzo uroczyście, że gwarantujemy polskim robotnikom i chłopom granicę położną bardziej na południe, niż proponują Curzon i Ententa.

2. Wytężamy wszystkie siły, żeby dobić Piłsudskiego.

3. Wkraczamy na etniczne ziemie polskie na możliwie najkrótszy okres, żeby uzbroić robotników i bezzwłocznie się stamtąd wycofujemy.

4. Czy uważacie za możliwy sowiecki przewrót w Polsce, a jeśli tak, to jak szybko?”[12].

Członek Rewolucyjnej Rady Wojskowej polski komunista Unszlicht pozytywnie odpowiedział na pytanie Lenina. Uważał, że „wkroczenie Armii Czerwonej na etniczne tereny Polski jest możliwe. Działaniom zbrojnym powinno towarzyszyć utworzenie Polskiego Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego, ogłoszenie likwidacji majątków obszarniczych i nacjonalizacja zakładów przemysłowych”. Zdaniem Unszlichta perspektywa rewolucyjnego przewrotu w Polsce pod wpływem zwycięstw Armii Czerwonej była bardzo realna[13].

W partii bolszewickiej zwyciężyła linia zakładająca „sowietyzację” Polski, którą zaprezentował Lenin w projekcie tez na plenum KC RKP(b) 16 lipca:

„1. Pomóc proletariuszom i masom pracującym Polski i Litwy uwolnić się od burżuazji i obszarników.

2. W tym celu – wytężyć wszystkie siły dla wzmocnienia i przyspieszenia ofensywy.

3. W tym samym celu – zmobilizować wszystkich polskich komunistów na Front Zachodni”[14].

Bolszewickie władze postawiły na osiągnięcie pełnego zwycięstwa nad Piłsudskim, na „sowietyzację” Polski oraz na zadanie decydującego ciosu całemu powersalskiemu światu. W rezultacie 16 lipca plenum KC RKP(b) postanowiło odrzucić notę Curzona i przyspieszyć natarcie na terytoria Polski. W odpowiedzi na brytyjską propozycję Sowieci stanęli na stanowisku prowadzenia z Polską bezpośrednich rozmów bez jakiegokolwiek udziału państw trzecich[15]. Jednocześnie w orędziu Sownarkomu RFSRS do obywateli Rosji Sowieckiej i sowieckiej Ukrainy podkreślono: „samo przez się jest oczywiste, że nasza rezygnacja z wrogiego pośrednictwa w żadnej mierze nie oznacza zmiany naszej polityki w stosunku do Polski. Obecnie, w okresie zwycięstw Armii Czerwonej, jesteśmy tak samo dalecy od jakichkolwiek zakusów na niepodległość Polski i nienaruszalność jej terytoriów, jak w czasie naszych największych trudności na wojnie”[16].

Sowieckie władze polityczne i wojskowe zdecydowanie przeceniły sukcesy Armii Czerwonej i nie doceniły zdolności bojowych nieprzyjaciela. 20 lipca 1920 roku głównodowodzący poinformował dowódców frontów Zachodniego i Południowo-Zachodniego o tym, że władze odrzuciły angielskie pośrednictwo w kontaktach z Polską i oddziałami Wrangla. W związku z powyższym do dowódców wymienionych frontów została skierowana dyrektywa: „energicznie kontynuować i rozwijać operacje, [...] nie ograniczając ich do granic wyznaczonych w nocie lorda Curzona”[17]. Zrodziły się niczym nieuzasadnione nadzieje na zdobycie Warszawy w ciągu trzech tygodni. Jednocześnie – zdaniem współczesnych historyków rosyjskich – najwyższe dowództwo Armii Czerwonej popełniło w tych dniach strategiczny błąd, rozwijając Front Południowo-Zachodni, którego działania miały doprowadzić do zajęcia Galicji i zdobycia Lwowa.

23 lipca 1920 roku Biuro Polityczne KC RP(b) utworzyło Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski pod przewodnictwem Juliana Marchlewskiego[18]. W planach „sowietyzacji” Polski dla Komitetu przewidziano rolę Tymczasowego Rządu Rewolucyjnego na terenach będących pod kontrolą Armii Czerwonej. Jednakże Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski popełnił istotne błędy polityczne, związane zwłaszcza z próbami przeprowadzenia reformy rolnej. Nadzieje na wsparcie działań Armii Czerwonej przez polski proletariat okazały się płonne. Kliment Woroszyłow w liście do Grigorija Ordżonikidze z 4 września odnotował: „Spodziewaliśmy się po polskich robotnikach i chłopach powstań i rewolucji, a otrzymaliśmy szowinizm i ślepą nienawiść do «ruskich»”[19].

Później, mówiąc o decyzji nieakceptowania granicy na linii Curzona i kontynuowania wojny przeciwko Polsce, Lenin w referacie na IX Konferencję RKP(b) we wrześniu 1920 roku stwierdził: „Przed nami stała kwestia, czy przyjąć tę propozycję, która dawała nam korzystne granice, i w ten sposób zająć pozycje czysto obronne, czy też, wykorzystując panujący w armii entuzjazm i posiadaną przewagę, pomóc w sowietyzacji Polski. To był fundamentalny problem wojny ofensywnej i obronnej. My w KC wiedzieliśmy, że jest to nowy pryncypialny dylemat, że znajdujemy się w przełomowym momencie nowej polityki sowieckiej. Przed nami stanęło nowe zadanie. Obronny okres wojny ze światowym imperializmem zakończył się i możemy, a nawet musimy wykorzystać sytuację do rozpoczęcia wojny ofensywnej. Pobiliśmy ich, kiedy oni nas atakowali. Teraz my ich będziemy próbowali atakować, żeby wesprzeć sowietyzację Polski. Pomożemy sowietyzować Litwę i Polskę – tak było powiedziane w naszej rezolucji”[20].

Wojna sowiecko-polska była niezwykle zaciekła i okrutna, gdyż antagonizmy społeczne nakładały się na sprzeczności narodowościowe. Tak więc w „Przeglądzie działań bojowych Armii Czerwonej w maju 1920 roku” stwierdza się: „Nadeszła wiosna i – mimo niezwykle ciężkich zimowych przejść i wspaniałych zwycięstw Armii Czerwonej – ostrza jej broni znowu połyskują na zachodzie, gdzie grzmi kanonada i rozstrzyga się odwieczny spór z lachami[21]. Jeszcze kilka miesięcy wysiłków dzieli czerwonych żołnierzy Rusi od wygaszenia wszystkich płomieni wojen XX wieku! W całej Rusi grają larum, zwołując każdego, kto żyw, na ostatni śmiertelny bój z lachami”. Tego rodzaju apele były de facto sprzeczne z dyrektywą Sekretariatu KC RKP(b), przyjętą w kwietniu na polecenie Lenina: „W artykułach o Polsce i polskiej wojnie należy jak najskrupulatniej unikać wszelkich zwrotów idących w kierunku nacjonalizmu i szowinizmu”[22].

22 lipca 1920 roku Polska zaproponowała RFSRS bezzwłoczne zawieszenie broni i rozpoczęcie rozmów pokojowych. Jednakże strona sowiecka wszelkimi sposobami starała się odwlec rozpoczęcie rozmów, mimo że oficjalnie wyraziła na nie zgodę[23]. Kontynuując ofensywę, oddziały Armii Czerwonej sforsowały rzeki Niemen i Szara. 26 lipca wkroczyły na rdzennie polskie tereny. 30 lipca zajęły Kobryń, a 1 sierpnia – Brześć.

Z jednej strony przebieg działań wojennych wskazywał na to, że impet ofensywy Armii Czerwonej, która coraz bardziej oddalała się od swoich baz, zaczął słabnąć. Z drugiej zaś strony wzmagał się opór polskich oddziałów i coraz bardziej znacząca była pomoc udzielana Polsce przez państwa Ententy.

Władze państw Ententy doskonale rozumiały polityczne znaczenie ewentualnej klęski wojennej Polski. W notatce Drugiego Biura Sztabu Generalnego armii francuskiej z 11 lipca 1920 roku odnotowano: „Klęska wojenna Polski, jak się wydaje, będzie musiała w sposób nieunikniony doprowadzić do utworzenia sowieckiego rządu bądź skrajnie lewicowego rządu socjalistycznego”[24]. Kontynuacja ofensywy Armii Czerwonej wzmacniała te obawy. 4 sierpnia minister spraw zagranicznych Francji Alexandre Millerand wystosował depeszę do ambasadora Francji w Londynie Pierre’a Paula Cambona: „Wreszcie należy przewidzieć utworzenie w Europie Środkowej bariery przeciwko bolszewickiej presji”[25]. Na początku sierpnia polskie władze żądały nawet, „żeby Anglia i Francja wypowiedziały wojnę Rosji”[26].

Jednak ani Anglia, ani Francja nie były przygotowane do podjęcia akcji militarnej, by wesprzeć Polskę. Marszałek Foch stwierdził 21 lipca: „Jeśli Warszawa jest zagrożona, to musi szykować się do obrony, my nie mamy na to środków; zaangażowanie do tego armii francuskiej oznaczałoby ugrzęźnięcie w takiej sprawie, której skutki są nieprzewidywalne. Nasze siły na Śląsku i na terenach, na których ma być przeprowadzony plebiscyt, są niezbędne tam, gdzie się znajdują. W dodatku nie są przygotowane do wojny”. W tym samym dniu w notatce na temat Polski, sporządzonej na Quai d’Orsay dla szefa rządu francuskiego, stwierdzono: „Nie może nawet być mowy o pomocy wojennej i kampanii w Rosji. Zgadzamy się z Anglią co do udzielenia Polsce pomocy materialnej, jeśli bolszewicy nie zgodzą się na zawieszenie broni”[27]. Rzeczywiście, jak wskazują francuscy historycy, rząd Milleranda „latem 1920 roku w czasie wojny rosyjsko-polskiej udzielał Polsce istotnej pomocy”[28]. Ogólnie rzecz ujmując, zgodnie z oceną generała Weyganda, „znajdujący się na terytorium Polski sprzęt wojskowy oraz istotna pomoc udzielona przez rząd francuski pozwoliły Polsce uzbroić armię o łącznej liczebności około 500 tysięcy osób, składającą się z 21 dywizji, jak również dysponować w momencie rozpoczęcia działań wojennych przeciwko bolszewikom zapasem amunicji na trzy miesiące”[29].

W związku z aktywizacją działań sił Wrangla na południu rząd Rosji Sowieckiej na początku sierpnia wyraził zainteresowanie jak najszybszym zakończeniem kampanii polskiej. 9 sierpnia Moskwa przedstawiła Wielkiej Brytanii sowieckie warunki zawieszenia broni oraz preliminarnego porozumienia pokojowego z Polską. Przewidywały one zredukowanie polskiej armii do 50 tysięcy żołnierzy uzupełnionych siłami policji państwowej, zakaz produkcji zbrojeniowej w Polsce oraz wwozu do Polski uzbrojenia z innych państw. Ze swojej strony Moskwa gotowa była wycofać wojsko z polskiego frontu i zaakceptować z niewielkimi modyfikacjami na korzyść Polski linię Curzona jako przyszłą granicę[30]. Charakterystyczne jest to, że rząd brytyjski sugerował Warszawie akceptację sowieckich warunków zawieszenia broni. W odróżnieniu od Londynu Paryż oponował, uważając, że Polska „będzie w pełni rozbrojona, w wyniku czego będzie uzależniona od działań bolszewików”[31].

W sierpniu oddziały Armii Czerwonej dotarły do Wisły, były jednak bardzo wycieńczone i mało liczebne. Sowieckie dowództwo nie dokonało bowiem koncentracji wszystkich sił i środków na kierunku głównego uderzenia. 13 sierpnia zaczęła się Bitwa Warszawska. Polskim jednostkom udało się przeprowadzić zakończony sukcesem atak. 20 sierpnia wyszły one na linię Brześć – Wysokie Litewskie – rzeki Narew i Bug. Porażka Armii Czerwonej stała się oczywista. Na przełomie września i października poniosła ona jeszcze jedną dużą klęskę nad rzeką Niemen.

W zmienionej sytuacji 17 sierpnia w Mińsku rozpoczęły się sowiecko-polskie rokowania pokojowe. Polscy autorzy słusznie odnotowują: „Obie strony były wyczerpane i niezdolne do kontynuowania wojny na większą skalę”[32]. Sowieccy delegaci starali się obstawać przy wcześniejszych warunkach zaproponowanych jeszcze przed klęską Armii Czerwonej. Jednakże po zwycięskiej ofensywie polskich oddziałów Warszawa zdecydowanie odrzuciła sowieckie propozycje. Próby forsowania zawarcia preliminarnego porozumienia pokojowego z Polską kosztem kilku ustępstw w kwestiach granicznych nie przyniosły rezultatów. W wyniku nieskutecznych rozmów delegacje opuściły Mińsk, postanowiwszy przenieść negocjacje do Rygi.

Charakterystyczne jest to, że nawet w okresie sukcesów militarnych Polski państwa Ententy apelowały do Warszawy o wstrzemięźliwość. Minister spraw zagranicznych, a następnie premier Francji Millerand 22 sierpnia w swojej depeszy podkreślał: „Rząd Polski nie powinien zapominać, że w chwili obecnej jedynym dokumentem pozwalającym wyznaczyć granice bez ryzyka późniejszych poważnych komplikacji w relacjach z Rosją jest deklaracja Rządu Tymczasowego, który w marcu 1917 roku uznał Polskę w granicach «terytoriów zamieszkałych w większości przez Polaków». Właśnie na jej podstawie konferencja pokojowa określiła przebieg wschodniej granicy Polski i ta właśnie granica została oficjalnie przyjęta przez polskich delegatów w Spa [...]. W najwyższym stopniu istotne jest, żeby Polska nie stwarzała przeszkód do zawarcia pokoju, zgłaszając roszczenia terytorialne, które rozszerzałyby polskie terytoria poza te limity, które rząd polski już zobowiązał się zaakceptować. Francja może tylko obarczyć Polskę pełną odpowiedzialnością za konsekwencje podobnych roszczeń, których zdecydowanie nie zaleca, i których w najmniejszym nawet stopniu nie popiera. Pokój oferowany Sowietom przez Polskę winien być «rozsądny», tak jak ten, który Sowieci winni byli zaproponować Polsce, kiedy wydawało się, że szala zwycięstwa przechyla się na ich korzyść. Niezbędne jest, żeby – z jednej strony – pokój mógł być zaakceptowany zarówno we Francji i Wielkiej Brytanii, jak i w Stanach Zjednoczonych, a z drugiej strony – uchronił Polskę w przyszłości przed konfliktem z Rosją”[33]. Niestety polskie kierownictwo nie posłuchało rad Milleranda, które w pewnym wymiarze okazały się prorocze.

Minister spraw zagranicznych Polski Eustachy Sapieha pisał w instrukcji politycznej dla polskich dyplomatów: „Zwycięstwo warszawskie postawiło sprawę polsko-rosyjską na zupełnie nowych podstawach. Pozornie nastąpiło po stronie wielkich mocarstw zupełne uzgodnienie. Po porozumieniu się ze sobą wielkie mocarstwa oficjalnie zaczęły wywierać nacisk w kierunku szybkiego zawarcia pokoju na warunkach bardzo umiarkowanych, żądając od Polski nieprzekraczania tzw. linii Curzona”[34]. Jednakże polskie kierownictwo nie poddało się tym naciskom i postawiło na różnice zdań między sojusznikami.

Sowieckie władze rozpaczliwie potrzebowały zawieszenia broni z Polską, żeby móc skoncentrować wysiłki na walce z siłami Wrangla. 20 września plenum KC RKP(b) poparło zawarcie zawieszenia broni z Polską z możliwością pójścia na terytorialne ustępstwa. Równocześnie Lenin nie wykluczał wznowienia walki zbrojnej z Polską w bardziej sprzyjających okolicznościach. Mówił: „Teraz pozostaje nam tylko ich oszukać, gdyż nasze sprawy wojenne wyglądają źle. Postaramy się kupić od nich zawieszenie broni, chociaż jest mało prawdopodobne, że na to pójdą. W ciągu najbliższego miesiąca musimy za wszelką cenę skończyć z Wranglem. A kiedy już z nim skończymy, na zjeździe rad odrzucimy ten pokój i wszystkie siły skierujemy na Polskę, jeśli to będzie korzystne”[35].

Najważniejsza dyskusja o przyczynach porażek Armii Czerwonej w Polsce i – w związku z tym – o dalszych perspektywach światowej rewolucji rozgorzała na IX Konferencji RKP(b) w dniach 22–25 września 1920 roku. Lenin przyznał w referacie, że „skoro ponieśliśmy [...] gigantyczną, niesłychaną porażkę”, to znaczy, że został popełniony błąd – albo polityczny, albo strategiczny. W istocie wydaje się, że błędy zostały popełnione zarówno podczas tworzenia polityki, jak i opracowywania strategii wojskowej. Jednak kierownictwo partii bolszewickiej unikało rzetelnej analizy nieprawidłowości, mimo że Stalin stanowczo wnioskował o stworzenie komisji do zbadania przyczyn katastrofy wojennej. Wniosek ten nie uzyskał jednak poparcia. W swym wystąpieniu na Konferencji, Karol Radek oświadczył: „Pozostawimy teraz otwartą kwestię, czy decyzja była błędna z punktu widzenia dyplomatycznego, wojskowego czy politycznego [...]. Myślę, towarzysze, iż uwagę w naszej dyskusji powinniśmy zwrócić nie na badanie, czy został popełniony błąd, czy też nie. Ja zdecydowanie uważam, że błąd był. Ale to nie jest fakt, z powodu którego należy powoływać komisję i zaprzątać uwagę konferencji partyjnej”[36].

Występując na konferencji, Grigorij Zinowjew mówił o wojnie z Polską jako o „wojnie rewolucyjnej prowadzonej przez Rosyjską Sowiecką Republikę, której celem była pomoc polskim robotnikom w przeprowadzeniu sowietyzacji Polski”[37]. Lew Trocki wtedy też oświadczył: „Postawiono przed nami zadanie, mieliśmy pomacać pod żebrami białą Polskę, pomacać tak mocno, żeby z tego – być może – powstała Polska sowiecka”[38]. Kamieniew zakończył swoje wystąpienie słowami: „Zrobiliśmy wypad, wypad nie udał się [...]. Ale trzeba być całkowicie pewnym, że obudził on w Europie Zachodniej takie siły, że kiedy zrobimy kolejny, a zrobimy go bez wątpienia i niezależnie od tego, czy podpiszemy z Polską pokój, który proponuje Włodzimierz Ilicz, czy też nie podpiszemy, będzie on zwycięski”[39].

Wynika z tego wyraźnie, że Lenin i Cziczerin musieli prowadzić ciężką walkę o zawarcie pokoju ryskiego. Należy odnotować, że konferencja przyjęła zaproponowaną przez KC rezolucję o konieczności zawarcia pokoju z Polską i koncentracji wszystkich sił na rozgromieniu Wrangla[40].

Rozmowy zostały wznowione w Rydze 21 września 1920 roku, gdy na Wołyniu i Białorusi trwało natarcie polskich oddziałów. W zaistniałej sytuacji Lenin postawił przed sowieckimi przedstawicielami następujące zadanie: „Po pierwsze, doprowadzić w krótkim czasie do zawarcia zawieszenia broni i, po drugie – co jest najważniejsze – uzyskać realną gwarancję rzeczywistego pokoju w ciągu 10 dni”[41].

23 września WCIK Wsierossijskij Centralnyj Ispołnitielnyj Komitiet Sowietow RFSRS zwrócił się do Polski z następującym oświadczeniem:

1. Rząd sowiecki przyjmuje do wiadomości oświadczenie polskiej delegacji o niemożności zaakceptowania przez nią pierwotnych warunków ograniczenia liczebności polskiej armii, demobilizacji przemysłu, wydania uzbrojenia. Rezygnuje z nich i jest gotów złożyć odpowiednią propozycję związkowej Republice Ukraińskiej;

2. Rosja Sowiecka gotowa jest bezzwłocznie podpisać zawieszenie broni i warunki preliminarnego pokoju na podstawie uznania za granicę między Polską a Rosją linii przebiegającej znacznie bardziej na wschód niż linia Curzona, przy czym Galicja Wschodnia pozostaje na zachód od tej linii.

Podkreślając, że strona sowiecka zrobiła dla osiągnięcia pokoju wszystko, co było możliwe, WCIK oświadczył, że propozycja pozostaje w mocy w ciągu 10 dni. Gdyby do 5 października wstępne warunki pokoju nie zostały podpisane, sowieckie władze pozostawiły sobie prawo do zmiany propozycji[42].

28 września polskiej delegacji został przekazany sowiecki projekt preliminarnego porozumienia pokojowego z propozycją wytyczenia granicy wzdłuż linii: ujście rzeki Świsłocz – Białowieża – Kamieniec Litewski – Brześć – Piszcza – Luboml – Włodzimierz Wołyński – Grzybowica i dalej wzdłuż byłej austriacko-rosyjskiej granicy do Dniestru. (Ta linia zbliżona jest do linii obecnej granicy między Białorusią i Ukrainą z jednej strony a Polską z drugiej). Polska i Rosja Sowiecka zobowiązały się, że nie dopuszczą do utworzenia i działania na swoim terytorium organizacji wrogich dla drugiej strony. Określone zostały również prawa mniejszości narodowych[43].

Obie strony były wycieńczone działaniami wojennymi i niegotowe do podjęcia nowej zimowej kampanii. Jednakże na władze sowieckie presję wywierał jeszcze jeden czynnik: pozostające na Krymie wrogie oddziały Wrangla.

2 października polska delegacja w Rydze zgłosiła swój projekt linii granicznej, przebiegającej znacznie dalej na wschód niż sowieckie propozycje: wzdłuż Dźwiny (odcinając Litwę od RFSRS), przez stację Orzechowno i dalej wzdłuż rzek: Wilia, Ilia, Łań, Lwa, Wilia i Zbrucz aż do jej ujścia do Dniestru. Uwzględniając ogólną sytuację wojskowo-polityczną, Moskwa postanowiła ustąpić. 2 października Lenin napisał projekt dyrektywy Biura Politycznego KC RKP(b) zawierający propozycję sowieckiej delegacji w Rydze podpisania pokojowego porozumienia z Polską w jak najkrótszym czasie. Podkreślił: „Dla nas kwestia granic terytorialnych jest kwestią dwudziestorzędną w porównaniu z jak najszybszym zakończeniem wojny”[44]. W dniach 3–4 października Lenin napisał projekt uchwały Biura Politycznego KC RKP(b), zawierającej propozycje linii granicy oraz polecenie dla Adolfa Joffego, żeby podpisał preliminarne porozumienie pokojowe z Polską w ciągu najbliższych 3–4 dni.

Powyższe dyrektywy zostały zaakceptowane. 5 października sowiecka delegacja przyjęła polskie propozycje linii granicy. Jednocześnie strona sowiecka sformułowała następujące warunki: 1) Podpisanie preliminarnego porozumienia pokojowego nastąpi przed 8 października; 2) Polska uzna prawo RFSRS do tranzytu przez jej terytorium na Litwę i do Niemiec; 3) Do porozumienia nie zostaną włączone punkty mówiące o zapłacie przez Rosję rekompensaty w złocie za aktywny udział polskich ziem w życiu gospodarczym Cesarstwa Rosyjskiego. Strona polska zaakceptowała te propozycje z pewnymi zastrzeżeniami[45].

12 października 1920 roku w Rydze doszło do podpisania „Porozumienia o zawieszeniu broni i preliminarnych warunkach pokoju między RFSRS i USRS z jednej strony a Polską z drugiej strony”.

Oba państwa uznawały niezawisłość Ukrainy i Białorusi oraz określały linię wschodniej granicy Polski. Rosja i Ukraina zrzekały się wszelkich praw i roszczeń do terenów leżących na zachód od tej granicy, Polska zaś – na wschód od niej. Strony wzajemnie potwierdzały pełne poszanowanie suwerenności państwowej i zobowiązywały się powstrzymywać od ingerencji w wewnętrzne sprawy partnera i wspierania działań wrogich dla drugiej strony.

Rosja i Ukraina z jednej strony, Polska zaś z drugiej zobowiązały się wzajemnie zagwarantować prawa mniejszości narodowych.

Obie umawiające się strony zrzekały się kompensacji wydatków wojennych oraz podejmowały zobowiązania dotyczące wymiany jeńców.

Zostało zastrzeżone, że z powodu minionej przynależności części ziem Rzeczypospolitej Polskiej do Cesarstwa Rosyjskiego nie wynikają żadne zobowiązania ani obciążenia Polski względem RFSRS.

Strona sowiecka zgadzała się zwrócić Polsce dobra kultury wywiezione z Polski do Rosji przez carskie władze.

Umawiające się strony zgodziły się włączyć do porozumienia pokojowego zobowiązania zapewnienia swobodnego tranzytu przez swoje terytorium.

Równocześnie strony podpisały specjalne porozumienie o zawieszeniu broni[46]. Podpisanie pokoju preliminarnego z Polską pozwoliło władzom sowieckim skoncentrować główne siły przeciwko Wranglowi i w listopadzie 1920 roku go rozgromić. Na początku 1921 roku poprawiła się również międzynarodowa pozycja Rosji Sowieckiej. W lutym podpisała porozumienia o przyjaźni z Persją i Afganistanem, w marcu – z Turcją oraz zawarła umowę handlową z Wielką Brytanią.

To wszystko skłaniało Polskę i RFSRS do rozstrzygnięcia pozostałych kwestii spornych na zasadzie kompromisu.

Ryskie porozumienie pokojowe między Rosją Sowiecką, sowiecką Ukrainą a Polską podpisano 18 marca 1921 roku. Jego podstawę stanowiły preliminarne warunki pokojowe, uzgodnione 12 października 1920 roku. W porozumieniu deklarowano zakończenie stanu wojny, potwierdzono linię graniczną określoną w preliminariach pokojowych. Pokój ryski gwarantował pełne poszanowanie suwerenności państwowej każdej z umawiających się stron i zobowiązywał je do powstrzymywania się od wspierania wrogich działań przeciwko którejkolwiek z nich. Podkreślono, że z powodu dawnej przynależności części ziem polskich do Cesarstwa Rosyjskiego nie wynikają żadne zobowiązania Polski z wyjątkiem tych, które omówione są w podpisanym dokumencie. Strona sowiecka zobowiązywała się do zwrócenia Polsce dóbr kultury wywiezionych z jej terytorium przez władze carskie, włączając w to archiwalne dokumenty i materiały. Polska zadowoliła się zobowiązaniem Rosji do wypłacenia 30 milionów rubli w złocie (w monetach lub sztabkach) jako rekompensaty za udział polskich ziem w życiu gospodarczym Cesarstwa Rosyjskiego oraz do przekazania taboru i innego majątku kolejowego o łącznej wartości 29 milionów rubli w złocie. Strony zobowiązywały się do nawiązania stosunków dyplomatycznych bezzwłocznie po ratyfikacji porozumienia pokojowego[47].

WCIK RFSRS ratyfikował ryskie porozumienie pokojowe 14 kwietna, polski sejm zaś – 15 kwietnia, a CKW USRS – 17 kwietnia 1921 roku. Zakończyła się tym samym wojna polsko-sowiecka.