Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Życie Mileny Mróz wywraca się do góry nogami. Prosto z korporacyjnego świata trafia do małego miasteczka, w którym się wychowała. Za wszelką cenę próbuje ułożyć swoje życie na nowo i nie zważa na to, że po drodze rujnuje życie innych. Nienawidzi mężczyzn, zaś żal zaślepia ją tak bardzo, że nie dostrzega wokół siebie życzliwych ludzi. Z każdym kolejnym krokiem zmierza na skraj przepaści, nie licząc się z tym, że za błędy przyjdzie jej zapłacić wysoką cenę.
Gdy wydaje się, że Milena nie ma już nic do stracenia, los krzyżuje jej ścieżki z mężczyzną, którego kiedyś uważała za kogoś innego. Prawda okazuje się jednak boleśniejsza niż kłamstwa… Czy uda jej się zapomnieć o przeszłości i zacząć od nowa?
Poruszająca powieść Joanny Wtulich o tym, że nawet dla kogoś, kto stracił wiarę w miłość, możliwy jest happy end.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 334
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Lira Publishing Sp. z o.o.
Wydanie pierwsze
Warszawa 2026
ISBN: 978-83-68577-83-9
Ile upokorzeń, ile niepowodzeń człowiek może znieść? Jak długo musi być sam, by wreszcie powiedzieć sobie i światu DOŚĆ?! Milka miała wrażenie, że dla niej ten moment właśnie nadszedł, że nie ma sensu dłużej się starać i walczyć, a alkohol, który wlała w siebie tego wieczoru, wycisnął z niej hektolitry łez i resztki sił. Nie powinna pić, ale było jej wszystko jedno. Odetchnęła i podeszła do krawędzi dachu apartamentowca, w którym mieszkała. Pora skończyć ten cały cyrk zwany życiem. Otarła opuchniętą twarz, odrzuciła na plecy długie blond włosy. Pożałowała, że założyła ten wstrętny dres zamiast ładnej sukienki, których tyle miała w garderobie. Zganiła się w myślach. Zawsze o siebie bardzo dbała, wzbudzała zachwyt i zazdrość. Niestety, to niczego w jej życiu nie zmieniło. Równie dobrze mogła nosić — jak przed laty — fioletowe włosy i powyciągane swetry, a i tak znalazłaby się w tym samym punkcie. Gdyby założyła sukienkę, przynajmniej w chwili śmierci wyglądałaby elegancko. Śmierć. To słowo już nie wywoływało w niej strachu, a jedynie żal. Powstrzymała jednak łzy i weszła na ciągnącą się wokół dachu obmurówkę.
Widok z dziesiątego piętra zapierał dech w piersiach. Miasto w tę październikową noc błyszczało światłami ulicznych latarń. Nad dachami domów wisiał srebrny medal księżyca w pełni. Ruch aut niemal zamarł. Tylko gdzieniegdzie dostrzegała czerwone tylne światła, kiedy jakiś maruder przemykał wąskimi uliczkami w pobliżu najstarszej, zabytkowej części miasta. Z prawej miała ciemniejszą plamę parku. Mimo późnej pory poczuła ciepły powiew unoszący się od betonu nagrzanego za dnia promieniami słońca. Jesień tego roku rozpieszczała temperaturami, kolorami i zapachami. Milka odetchnęła głęboko i szepnęła, kładąc dłonie na brzuchu:
— Wybacz, kruszyno.
Zamknęła oczy i nabrała powietrza.
— Ty też nie mogłaś spać?
Milka zachwiała się, wystraszona, na dźwięk głosu. Mężczyzna dopadł do niej zwinnie jak kot, chwycił jej dłoń i pomógł utrzymać równowagę. Z bijącym sercem obróciła się ostrożnie, wspierając się na jego wyciągniętym ramieniu.
— Uważaj, nie chcemy, żebyś spadła — dodał i pomógł jej zejść na dach.
Przyjrzała mu się uważnie, choć w blasku księżyca niewiele było widać. Dziś jej sąsiad troglodyta miał spokojne, jakby wszystkowiedzące oczy, bez cienia tej czającej się w nich zazwyczaj kpiny. Ciemne, potargane włosy jeszcze bardziej niż zwykle prosiły się o fryzjera. Nie lubiła zarośniętych i zaniedbanych facetów. Podobnie jak ona nosił dres, tyle że jego chyba został wyjęty ze śmietnika. No i nie był firmową nówką. Mężczyzna nie mieszkał w tym luksusowym apartamentowcu, tylko remontował mieszkanie sąsiadujące z jej lokum. Wyrwała dłoń spomiędzy jego palców: ciepłych i trochę szorstkich. Zacisnęła pięści i wepchnęła je do kieszeni spodni.
— Ja też lubię tu przesiadywać, kiedy nie mogę spać. Piękny widok, prawda? Tak spokojnie. — Zrobił szeroki ruch ręką, na której błysnęły dwie duże srebrne obrączki.
Milka się domyśliła, że chce ją zagadać, że musiał wiedzieć, po co tu weszła. Siąknęła nosem i wzruszyła w odpowiedzi ramionami.
— Nie przedstawiłem się, bo jakoś nigdy nie było okazji. Daniel jestem. — Wyciągnął do niej dłoń.
— Milena — odparła niechętnie.
Nie uścisnęła jego ręki, która chwilę wisiała wyczekująco w powietrzu, żeby zaraz wylądować w jego włosach. Poczochrał je bardziej, o ile mogły być jeszcze mocniej rozczochrane.
— Masz piękne imię, sąsiadko. Niespotykane. — Ewidentnie chciał ją wciągnąć w rozmowę, której miała zamiar uniknąć.
— Nie mam ochoty się kumplować ani wpadać na przyjacielskie gotowanie czy inne pierdoły w tym stylu. — Odzyskała rezon i z satysfakcją patrzyła, jak ze zdziwienia oczy wyłażą mu z orbit.
Chyba nie spodziewał się tego po lasce, która chwilę wcześniej gibała się na krawędzi dachu z dość oczywistym zamiarem rzucenia się w dół. Nie wyglądał na idiotę, którego mogłaby oszukać — o ile chciałaby go oszukiwać.
— Wybacz, ale muszę sprawdzić, czy kolacja dla mojego faceta się nie przypaliła. — Nie miała pojęcia, dlaczego to powiedziała, przecież miała gdzieś, co sobie ten cały Daniel pomyśli. — Dach jest twój. — Zrobiła szeroki ruch ręką i poszła w stronę wyjścia na schody, próbując ze wszystkich sił opanować drżenie ciała spowodowane świadomością, że gdyby nie ten facet, mogłoby już jej nie być.
I
Po powrocie do rodzinnego Majska kupiła apartament blisko centrum, na nowo wybudowanym osiedlu. Nie był duży, musiała jakoś się upchnąć na tych sześćdziesięciu metrach. Ostatecznie po rozstaniu z Michałem tylko na tyle jej wystarczyło. W Warszawie za te pieniądze nie kupiłaby nawet kawalerki i głównie dlatego zdecydowała się na powrót do małego miasta, choć kiedyś było to ostatnie, o czym myślała. Nie miała zamiaru zaczynać od zera, nie tu. Jednak mając do wyboru wynajmowanie mieszkania w stolicy i szukanie nowej pracy a własnym lokum i możliwością robienia kariery w niewielkim mieście, gdzie łatwo było wywrzeć wrażenie na miejscowych biznesmenach, wybrała tę drugą opcję.
Michała, swojego byłego, poznała w klinice medycyny estetycznej. Poprawiał jej kształt nosa, bo podobno był w tej dziedzinie niezrównanym specjalistą. W tamtym momencie swojego życia Milena Mróz nie przypominała już chudej nastolatki z fioletowym warkoczem, kilkoma tatuażami i licznymi kolczykami. Nigdy nie musiała się odchudzać, ale odkąd związała się z Michałem, dla pewności regularnie wstrzykiwała sobie zbędny tłuszcz z brzucha w jej zdaniem zbyt chudy tyłek. Doszła do wniosku, że gdy ma się pieniądze, można zrobić ze swoim ciałem cuda. Na przykład usunąć tatuaże, ale też zmienić się w blond piękność, a walory ciała podkreślić starannie wybranymi przez stylistkę kreacjami. Potem wystarczyło słuchać zachwytów i karmić się zazdrosnymi spojrzeniami innych kobiet, które były zbyt leniwe, by o siebie zadbać. W męskim świecie tylko tak można było zwrócić uwagę i zasłużyć na podziw, tudzież z pomocą swoich walorów i urody manipulować facetami. Milka bez skrupułów korzystała z możliwości, jakie dawały jej pieniądze i zalety ciała.
Pod tym względem pasowali do siebie z Michałem idealnie. On też dbał o swoją powierzchowność, wykorzystując fakt bycia współwłaścicielem kliniki medycyny estetycznej. Milka zaproponowała mu spotkanie, kiedy zdejmował jej opatrunki po zabiegu.
W tamtym czasie miała poczucie, że odniosła życiowy sukces, pięła się po kolejnych szczeblach kariery, ale do idealnego wizerunku wciąż brakowało stałego partnera, może nawet męża. Owszem, miewała przelotne romanse, jednak żaden z nich nie miał szans przerodzić się w coś poważniejszego. Szukała w mężczyznach uporu, twardości, nieustępliwości. Tymczasem przyciągała do siebie albo maminsynków, albo śliniących się na jej widok młodych wilczków, którzy zrobiliby bez słowa sprzeciwu wszystko, byle tylko zechciała spojrzeć na nich łaskawym wzrokiem. Oczywiście zainteresowanie wykazywali tylko do momentu osiągnięcia celu, czyli przespania się z nią. Potem gwałtownie tracili rozpęd. Raz czy dwa dała się tak nabrać, więcej nie miała zamiaru. Od tej pory to ona dyktowała warunki i raczej niechętnie wikłała się w takie znajomości.
Michał był co najmniej tak pewny siebie jak ona. Nie próbował jej się przypodobać, bo ze swoją idealną sylwetką, starannie ostrzyżonymi włosami, ubraniami zgodnie z najnowszą modą takich jak ona mógł mieć na pęczki. Jeśli to nie zadziałało, to jego wściekle czerwone Porsche i apartament musiały robić odpowiednie wrażenie. Poza tym miał poczucie humoru oraz dość pieniędzy i znajomości, by bywać na różnych galach, na których pojawiali się celebryci. Raz nawet udało mu się wziąć udział w jakimś telewizyjnym show, co tak rozdęło jego ego, że aż Milena w duszy się z tego śmiała. Można powiedzieć, że byli na siebie skazani. Obydwoje idealni, przekonani o własnej wartości, dumni, odnoszący sukcesy i piękni.
Początkowo Milka odczuwała coś na kształt zachwytu, może nawet zakochania. Po kilku spotkaniach i niezliczonych kieliszkach wina przespali się ze sobą, a potem Michał zaproponował, żeby kupili wspólny apartament. Wtedy popełniła pierwszy błąd — zaufała mężczyźnie. Sprzedała swoje mieszkanie, a on swojego nie, ponieważ było większe. Zamieszkała w jego ponad stumetrowym apartamencie w centrum Warszawy, skąd mieli obydwoje parę kroków do pracy. Regularnie spędzali czas na siłowni. Kilka razy w roku wyjeżdżali na egzotyczne wakacje. Sielanka trwała w najlepsze, a Milena traciła czujność. Miała prawie trzydzieści lat i zaczęła z zazdrością patrzeć na matki z dziećmi. Przyłapała się na tym, że w minimalistycznym gniazdku szukała miejsca na dziecięcy pokój. Michał nie reagował na jej aluzje, a z jakiegoś powodu nie chciała z nim rozmawiać o tym wprost. Jednak to on pierwszy wypowiedział się na ten temat. Milena nie była pewna, czy w końcu się domyślił, co jej chodzi po głowie, czy też przypadkowo podczas kolacji, którą dostarczono im z pobliskiej restauracji, zaczął mówić o jednej z lekarek pracujących w ich klinice.
— Nie wiem, co jej odbiło. Zaszła w ciążę i pieprznęła robotę. Podobno kupili z mężem dom na zapyziałej wsi pod miastem i mają zamiar tam wychowywać dzieci.
Nie patrzył na Milkę i nie dostrzegał emocji malujących się na jej twarzy. Ona ściskała nerwowo widelec, kiedy Michał odkrawał sobie kawałki chudego mięsa i wpychał kolejno do ust.
— Ekologicznie i slow! Co za debilizm! — Podkreślił swoje słowa machnięciem widelca, kręcąc głową z niedowierzaniem. — Z czego oni będą żyli? Jej mąż podobno ma swój biznes, ale nie sądzę, żeby przynosił takie zyski jak praca w klinice.
— Wiesz, kasa to nie wszystko.
Brzęk sztućców o talerz zmusił ją do podniesienia wzroku na Michała. Patrzył na nią drwiąco.
— I kto to mówi? Milena! Nie wierzę.
— Ludzie mają marzenia i zarabiają pieniądze, żeby je spełnić. Kiedy mają dość kasy, po prostu robią to, czego pragną. Cóż w tym dziwnego? — Wzruszyła ramionami i znowu popatrzyła w talerz.
— Może masz rację. Dla mnie pieniądze nie są najważniejsze. Ale nie wyobrażam sobie takiego slow life w jakiejś głuszy, z dala od wszystkich udogodnień wielkiego miasta. Zobacz, dostałaś gotowy obiad. A ona musi go sobie sama ugotować. Ba, podobno nawet wyhodować warzywa albo co gorsza, kury! — Michał gestykulował widelcem. — Wiesz, że jako dzieciak nic nie miałem. Więc w pewnym sensie też spełniam swoje marzenia o tym, żeby nie musieć sobie niczego żałować.
— Żeby wychować dzieci, nie trzeba zaraz uciekać na wieś i rezygnować z tego, co mamy — rzuciła ośmielona.
Patrzyła teraz na niego bardzo uważnie, bezwiednie zaciskając dłonie na widelcu i nożu. Wstrzymała oddech, serce uderzało mocno o żebra.
Sztućce Michała ponownie brzęknęły o talerz. Tym razem odłożył je na dobre i otarł usta serwetką. Oparł brodę na pięściach i zmrużył oczy. Znała tę minę. Grał na zwłokę, bo nie wiedział, co ma powiedzieć.
— Milka, czy ty chcesz powiedzieć, że chciałabyś mieć dziecko?
Nabrała powietrza, zanim odpowiedziała:
— Mamy po trzydzieści lat. Osiągnęliśmy w życiu dość, żeby móc zapewnić dziecku dobry start.
Michał milczał, wpatrując się w nią w napięciu, z zaciśniętymi ustami, gdy mówiła:
— Nie musimy sami robić wszystkiego. Stać nas na takie życie jak dotąd, na opiekunkę, która by nas odciążyła. Nie musielibyśmy nic zmieniać.
Ciszę, która zapadła między nimi, można by kroić nożem. A im dłużej obydwoje milczeli, tym bardziej Milka utwierdzała się w przekonaniu, że popełniła błąd. Wreszcie Michał odetchnął i wrócił do posiłku.
— Nie wiem, czy to dobry pomysł. Wiesz, że z dzieckiem jest masa roboty. Że to cię ograniczy, że nie pojedziemy przez dłuższy czas na wakacje. — Zatrzymał się na moment, przełknął i upił łyk wina. — Poza tym nie wyobrażam sobie ciebie jako matki. Zniszczyłabyś swoje idealne ciało, nad którym tyle się napracowaliśmy. — Wzruszył ramionami, jakby stwierdzał, że jutro będzie ładna pogoda.
Milena miała wrażenie, że nóż, który wbił w mięso, kroi jej serce na plastry. Łosoś stanął jej w gardle. Nie nadawała się na matkę. Michał miał rację. Odruchowo jej ręka powędrowała do włosów. Wplotła palec w pukiel i mocno pociągnęła. Ból rozlał się po skórze, zagłuszając narastający krzyk, który połknęła razem z kawałkiem ryby. Wszystko zapiła połową kieliszka wina.
Kiedy zasypiała w ogromnym łożu, w którym byli tak daleko od siebie, że nawet się nie dotykali, doszła do wniosku, że Michał nie powiedział „nie”. Postanowiła mu udowodnić, że będzie dobrą matką, że jej ciało już raz przeszło metamorfozę i po ciąży też da radę wrócić do idealnego stanu.
Wtedy nie przypuszczała, że wkrótce się rozstaną, że będzie sama, z niewielką sumą pieniędzy, które zostały jej po zainwestowaniu w ich wspólne mieszkanie. Że za towarzyszkę będzie miała wściekłość na niego, że obszedł się z nią jak z laską na jedną noc, a nie z kobietą, z którą spędził ponad dwa lata życia. Nie sądziła, że przyjdzie jej wszystko zaczynać od zera. Tylko że tym razem nie będzie tak łatwo, a czas będzie naglił.
Kiedy już przebolała stratę, co nie było takie trudne, gdy uświadomiła sobie, że idealny Michał to pazerny na kasę, zapatrzony w siebie skurwysyn potrzebujący ciągle potwierdzenia swojej zajebistości, zacisnęła zęby i ruszyła przed siebie. Może tylko jeszcze bardziej stwardniała skorupa, którą się otoczyła.
II
Milena miała plan i zaczęła go konsekwentnie realizować, gdy tylko kartony z jej rzeczami wylądowały w pachnącym nowością mieszkaniu w Majsku. Para, która odsprzedała jej lokum, zdążyła zainwestować w stolarza, więc Milka dostała niemal w gratisie kuchenną zabudowę i olbrzymie szafy z lustrami w korytarzu. Nie miałaby głowy do urządzania od zera nowego domu, a już z pewnością nie chciała wprowadzać się na plac budowy, więc szukała w miarę dobrej lokalizacji, odrobiny luksusu i minimum wyposażenia. Młodzi po roku małżeństwa podobno się rozwodzili. Nie musiała być psychologiem, żeby wyczuć wzajemną niechęć ludzi, którzy zdecydowali się przypieczętować swoje uczucia ślubem, żeby chwilę potem, zanim uwili pierwsze gniazdo, zrywać ze sobą wszelki kontakt w atmosferze wzajemnych pretensji. Patrząc na tych dwoje, skłóconych i łypiących na siebie z nienawiścią, zastanawiała się, jak potoczyłyby się losy jej i Michała, gdyby się jednak zdążyli pobrać. Na szczęście Michał nigdy nie zdecydował się zaproponować jej małżeństwa, a ona udawała, że to nie jest dla niej ważne. W głębi ducha jednak była tradycjonalistką, chciała mieć męża i dzieci. Ale spotkanie z rozwiedzionymi małżonkami szybko ostudziło jej głowę i zawróciło rozpędzone marzenia z drogi.
Mężczyźni z firmy, którą wynajęła, poustawiali wszystko byle jak wokół kanapy zajmującej środek pustego salonu i zniknęli. Poza ubraniami niewiele ze sobą zabrała z poprzedniego życia, więc i kartonów nie było dużo.
Milena została sama. Powinna zdjąć okrycie z mebla, żeby mieć na czym spać tej pierwszej nocy, ale była tak zmęczona, tak wyczerpana zbieraniem swoich rzeczy i wspomnień po związku z Michałem, że marzyła, by choć na chwilę się położyć. Kanapa nieprzyjemnie trzeszczała, gdy się na niej mościła, okrywając się wyciągniętym z kartonów kocem. Potrzebowała odpoczynku, ale w głowie wirowały obrazy z poprzedniego życia — z życia, które się skończyło. Ledwie zmrużyła oczy, ciszę w mieszkaniu rozdarł dzwonek u drzwi. Milena zaklęła pod nosem i obiecała sobie, że wymieni to cholerstwo na coś łagodniejszego albo całkowicie go zdemontuje. Żeby wejść do klatki, trzeba było pokonać dwa przejścia z domofonami. Kto sforsował te zasieki, może przecież zapukać, zamiast alarmować, jakby coś się stało.
Niechętnie zeszła z kanapy i przeciągnęła się. Dzwonek rozbrzmiał ponownie, a jego dźwięk odbił się od pustych ścian ze zdwojoną siłą. Milka poprawiła przed lustrem, zamontowanym na drzwiach szafy, dopasowaną zieloną sukienkę, która się nieco przekrzywiła na biuście, ale nie założyła szpilek leżących w przejściu. Bosa, zaspana i zła otworzyła drzwi.
— Hej. Jakiś czas będę pracował po sąsiedzku. — Potężny, barczysty brunet pokazał na drzwi obok.
Zanim wcisnął ręce do kieszeni podartych dżinsów, na palcach prawej dłoni Milena zobaczyła dwie srebrne obrączki pasujące do skórzanej bransoletki na przegubie.
— Widziałem, że przywieźli twoje rzeczy. Nie zauważyłem faceta, więc gdybyś potrzebowała pomocy, to zawsze możesz poprosić. Wystarczy zapukać. — Tym razem pokazał na drzwi sąsiedniego mieszkania barkiem, a kciukiem podrapał się w skrzydełko nosa.
Milena zmierzyła go wzrokiem, nie bardzo rozumiejąc, czego on właściwie chce. Powyciągana szara koszulka, spod której rękawów wystawały dziwaczne tatuaże, potargane, zbyt długie włosy, kilkudniowy zarost i bose stopy nadawały mu wygląd bezdomnego. Odrzuciła włosy na plecy. Żałowała, że nie założyła butów, bo musiała zadzierać głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. Miał chyba ze dwa metry, a ona niewiele ponad metr sześćdziesiąt.
— Dzięki. Poradzę sobie — rzuciła i popatrzyła na niego twardo.
Niech sobie troglodyta nie myśli, że trafił na jakąś głupiutką dziunię, która podnieci się jego wizytą. Zapadła niezręczna cisza i Milka mogłaby przysiąc, że w czarnych oczach niespodziewanego gościa błysnęła drwina.
— Tak czy inaczej, mieszkam obok, gdybyś była w potrzebie. — Jego wzrok bezczelnie ześlizgnął się po jej ustach, piersiach, brzuchu i udach.
Co za namolny typ!
— Jasne — parsknęła i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.
III
Zanim wylądowała w Majsku, przeszukała sieć i spośród ludzi, których pamiętała z czasów liceum, wytypowała kilka osób, mogących jej pomóc w komfortowym urządzeniu się w nowym życiu. Oczywiście zignorowała tych, którzy nie reprezentowali sobą niczego ciekawego, nie mieli kasy, wiedli zwyczajną egzystencję u boku współmałżonków. Nie interesowali jej też ci o miesięcznych dochodach mniejszych niż kilkanaście tysięcy. Po tej dość restrykcyjnej selekcji zostało ledwie dwóch kolegów z liceum, obecnie zasiadających w zarządzie jakiejś niewielkiej spółki, będącej podwykonawcą dla koncernu elektronicznego GL z oddziałem w Majsku. Zostawiła ich sobie na deser, bo miała zamiar zacząć od czegoś bardziej ambitnego — a mianowicie od samego GL.
Niestety, ani jej urok osobisty, ani kwalifikacje i doświadczenie zawodowe nie zrobiły wrażenia na szefostwie. Musiała przełknąć porażkę i uderzyć do ADan Electronics — firmy, która miała potencjał, jej zdaniem zupełnie niewykorzystany, a która zapewniała GL dostawy podzespołów. W czasie researchu zorientowała się, że firma kilka lat wcześniej wyhamowała i straciła rozpęd, a ktoś siedzący u jej sterów zupełnie zignorował możliwość poszukiwania nowych kontrahentów, mając niejako za płotem GL. Tylko że GL mogło lada moment przenieść swój oddział do innego miasta, o czym ostatnio było dość głośno w mediach. W ADan Electronics — i tylko tam — nikt się tym raczej nie przejmował. W pozostałych spółkach poczyniono wysiłki, by znaleźć nowych nabywców. Może nie tak intratnych jak elektroniczny gigant, ale mogących zapewnić w przyszłości stabilność.
W trakcie poszukiwań dawnych znajomych Milka się dowiedziała, że Ewa Matecka, jej przyjaciółka z czasów liceum, pracuje w ratuszu. Z nią akurat chciała nawiązać kontakt ze względu na to, że nadzorowała realizację projektów finansowanych z Europejskiego Funduszu Społecznego i kręciła się blisko burmistrza. Nigdy nie wiadomo, do czego taka znajomość mogła się przydać, warto ją trzymać w zanadrzu. Ewa pod koniec studiów wyszła za Roberta. Milka nie liczyła na wiele, bo Matecki był facetem z zasadami, w dodatku zakochanym w Ewce, którą nazywał swoim motylkiem, ale kto wie, jak wyglądała po latach ta ich miłość. Może uda się wyrwać świętego Robercika z rutyny i zapewnić jemu, a przede wszystkim sobie odrobinę atrakcji. Odegranie się na Ewce za to, jak ją potraktowała w dniu ślubu, mogło być swego rodzaju bonusem.
Milka się nie spodziewała, że pójdzie jej tak gładko. Ewę spotkała w urzędzie miasta już podczas pierwszej wizyty. W dodatku wpadły na siebie na korytarzu, więc nawet się specjalnie nie nakombinowała, żeby zaaranżować spotkanie.
Z satysfakcją zauważyła, że dawna przyjaciółka niewiele się zmieniła. Nadal była gruba, chociaż zadbana, to jej trzeba przyznać. Ciemne, starannie ułożone loki opadały na ramiona. Umiejętnie wykonany makijaż wyszczuplał twarz, a dopasowana krótka sukienka optycznie wydłużała solidnie zbudowane nogi.
Przy Ewce Milena czuła się jak supermodelka. Ostentacyjnie odrzuciła na plecy włosy i mocniej zacisnęła wiązanie letniej sukienki, żeby jej talia wyglądała na jeszcze szczuplejszą. Zrobiła to odruchowo, bo dzięki szpilkom oraz odpowiedniej długości sukienki wyglądała na bardzo zgrabną i wysoką.
— Ewa? Ty tutaj? — udała zaskoczoną tym spotkaniem.
— Milka, to ty? — Ewka rzuciła się jej w ramiona i uściskała serdecznie.
Nieźle pachniała, to trzeba było jej przyznać, choć Milka wyraźnie czuła, że to jedne z tych tanich perfum z sieciówki, chyba Versace.
— Boże, tyle lat! Pięknie wyglądasz. Tak… inaczej.
Nic dziwnego, że Ewka z trudem rozpoznawała dawną przyjaciółkę. Kiedyś Milka nosiła fioletowe włosy i goliła boki głowy, a ciało systematycznie ozdabiała coraz to wymyślniejszymi i większymi tatuażami oraz metalowymi dodatkami.
— Co ty tu robisz? — Wciąż trzymała dłoń Mileny, potrząsając nią energicznie.
— Wróciłam do miasta i musiałam załatwić kilka formalności. Meldunek i tym podobne bzdury — odpowiedziała Milena, poprawiwszy włosy.
— Wróciłaś? To świetnie! Słuchaj, musimy się spotkać. — Ewie błyszczały oczy.
Milena miała wrażenie, że na jej widok ucieszyła się jak dziecko. Jakby zapomniała, dlaczego przez wiele lat kompletnie nie miały ze sobą kontaktu. Jakby nie pamiętała ich ostatniego spotkania.
— Pracujesz tu? — udała zdziwienie.
— Tak wyszło. — Ewka z uśmiechem wzruszyła ramionami i zerknęła na zegarek. — Masz czas? Zaraz kończę. Mogłybyśmy wyskoczyć na kawę. — Popatrzyła na Milenę wyczekująco.
Oczywiście, że Milka musiała się zgodzić na tę kawę. I tak nic lepszego nie miała dziś do roboty, a skoro Ewa sama wyszła z inicjatywą, to znaczyło, że bez trudu uda się zrealizować punkt planu przewidujący znalezienie z nią kontaktu. Mimo to wyjęła smartfon i przejrzała pusty terminarz. Wciąż nie mogła się przyzwyczaić do tego widoku. Zazwyczaj żyła w zawrotnym tempie, kiedy jeszcze szefowała zespołowi ludzi w korporacji. Od kilku dni miała nadmiar czasu, który zabijała surfowaniem po internecie i snuciem planów na wygodne urządzenie się w Majsku.
— Jasne. Myślę, że możemy się spotkać — odparła z udawanym wahaniem.
— To w takim razie zaraz schodzę. Poczekasz na mnie chwilę?
Kiedy Milka potaknęła z uśmiechem, Ewa chwyciła ją za rękę.
— Tak się cieszę, że się spotykamy! To niesamowite.
Zaoferowała nawet swoją pomoc w załatwieniu spraw w urzędzie, ale Milena zbyła ją machnięciem ręki. Ostatecznie zajęła się już tym, co miała do załatwienia. Umówiły się za dwie godziny w pobliskiej kawiarni.
Milka odetchnęła z ulgą, gdy Ewka weszła schodami na wyższe piętro. Czy zdoła odstawić ten cały cyrk i na ile będzie jej się opłacać ta znajomość? Nie zdążyła skalkulować zysków i strat, bo potrącił ją przechodzący obok facet. Miał całe schody do dyspozycji, a mimo to na nią wpadł. Oczywiście skwitowała ten nieudolny podryw pogardliwym parsknięciem i ruszyła do wyjścia.
Czekała na Ewkę w jedynej przyzwoitej kawiarni w pobliżu, czyli Pod Różą. Mieli tu naprawdę niezłą kawę i dobre ciasta, których smak zapamiętała z czasów licealnych. O dziwo, działała też klimatyzacja, dając miły chłód w upalny sierpniowy dzień. Milena rozejrzała się po przestronnym, ale przytulnym wnętrzu utrzymanym w odcieniach kojarzących się z wiśnią w czekoladzie. W powietrzu unosił się słodki aromat ciast i kawy, od którego ją zemdliło, ale nauczona doświadczeniem, szybko przełknęła kilka razy. Poszła w odległy kąt i zajęła sofkę obitą bordową dermą — bo skóra to na pewno nie była. Pobieżnie zlustrowała powierzchnię, zanim usiadła. Wolała nie poplamić sukienki. Jeszcze nie miała pracy, więc musiała oszczędzać. Tak, oszczędzać! Nigdy nie pomyślałaby, że kobieta z jej klasą i pozycją upadnie tak nisko. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym, co przeżyła w ostatnim czasie.
Kiedy Ewa wreszcie się pojawiła, na stoliku czekały już dwie ogromne eklerki i dwie kawy.
— To dla mnie? — Ewa udawała zdziwioną, choć jej oczy zabłysły na widok słodyczy.
— Cóż, chyba musimy uczcić to spotkanie.
Milka walczyła ze sobą, żeby nie powiedzieć, że nie je takich rzeczy, ale przemogła się i skubnęła od niechcenia kawałek ciastka. Powinna uważać, co je, bo teraz długo nie będzie mogła sobie pozwolić chociażby na lipolizę iniekcyjną. O innych bardziej inwazyjnych zabiegach nawet nie ma co marzyć. Mimo to po kilku odrobinach kremu zlizanych z łyżeczki już bez skrępowania delektowała się każdym kęsem masy, którą wypełniono połówki ciastka.
— Staram się nie jeść słodyczy. Sama wiesz dlaczego. — Ewa pokazała na swoje solidnie zbudowane ciało. — Za to ty, kochana, wyglądasz, jakbyś się żywiła wodą i szpinakiem.
W oczach przyjaciółki Milka zobaczyła podziw, co wcale jej nie zaskoczyło. Była świadoma tego, jak się prezentuje. Co do diety, Ewa niewiele się pomyliła. Milka nie znosiła gotować, a ponieważ nie było jej jeszcze stać na nic lepszego poza gotowymi sałatkami, to ostatnio one właśnie najczęściej stanowiły jej posiłki.
— Wiesz, z wiekiem i ja przybrałam na wadze, ale były skutecznie mnie odchudził. — Milka machnęła ręką.
Oczywiście kłamała. Nigdy nie dopuściłaby do tego, żeby przytyć choćby kilogram; rozstanie z Michałem, choć nagłe i bolesne, też nie wywarło wpływu na jej figurę.
— Rozwiodłaś się?
— Nie mieliśmy ślubu. Ale i tak narobił mi problemów. — Kręciła bezwiednie łyżeczką w ciastku. Nie miała ochoty opowiadać o tym, jak dała się wyprowadzić w pole temu kretynowi. — Po prostu za bardzo się od siebie różniliśmy.
Przez dwa lata tych różnic żadne z nich nie dostrzegało. W sumie się okazało, że tylko w jednej kwestii się różnili, i to zasadniczo: w kwestii życia i śmierci. Ale o tym nie miała ochoty mówić Ewce. Nikomu tu, w Majsku, nie chciała mówić. Jeszcze nie teraz.
— Czyje było mieszkanie? — drążyła nadal nieświadoma niczego Ewka.
Milena musiała jej wyjaśnić, że została niemal z niczym, a pieniędzy wystarczyło tylko na ten skromny apartament w Majsku. To gwarantowało wzbudzenie litości i większe pole do popisu, jeśli musiałaby manipulować dawną przyjaciółką. Opowiedziała o swojej wspaniałej pracy w korporacji, którą tak kochała, bo dawała jej władzę. O tym, że zarządzała ogromnym zespołem ludzi i robiła to naprawdę doskonale. Świadczyły o tym płynące szerokim strumieniem pieniądze. Mogła przebierać w ofertach pracy. Teraz jednak musiała uciekać z wielkiego miasta i zaszyć się tutaj, żeby przetrwać. Tyle mogła Ewce opowiedzieć.
Nie miała zamiaru ujawniać, że to wszystko przez frajera, któremu zaufała, a on na koniec rozklepał jej sekret, gdzie się dało, żeby ją pozbawić możliwości znalezienia pracy w stolicy. To znaczy mogła pracować. Tyle tylko że nie zatrudniłaby jej żadna z firm, w których ona chciałaby pracować. Zaś ta, w której była dotąd zatrudniona, zmusiła ją do odejścia. Pozostało więc tylko Majsko.
— Teraz chcą mnie w GL.
Znowu kłamała. Jak dotąd tylko umówiła się na rozmowę z dyrektorem zarządzającym firmą ADan Electronics. Nie wyobrażała sobie, że mógłby jej odmówić i nie zatrudnić jej. To nie wchodziło w grę z jej kwalifikacjami i referencjami. Nie brała pod uwagę porażki. Dość miała niepowodzeń po tym, jak odrzucili ją w GL.
— Nieźle. To jeden z największych producentów sprzętu elektronicznego w Polsce. Podobno dobrze płacą.
Podziw wyczuwalny w głosie Ewki mile ją połechtał.
— Dużo to ja już zarabiałam — skwitowała Milka i upiła łyk kawy, po czym się skrzywiła. Nawet kawa nie smakowała jak dawniej.
Nie była głupia. Sprawdziła, ile mogła zarobić na podobnym stanowisku jak to, które zajmowała w warszawskiej korporacji. Szału nie było, ale powinna się za to utrzymać i żyć na niezłym poziomie do czasu, aż wszystko się ustabilizuje.
— A co u ciebie? Jak ci się układa z Robertem? — zmieniła temat.
Miała dość litości, która malowała się w oczach Ewki. Nie znosiła, gdy ktoś jej współczuł, bo to oznaczało, że jest przegrywem, nieudacznikiem, a nie kobietą sukcesu, za którą się uważała. To, co dotąd zdradziła tej flądrze, powinno wystarczyć, by zmiękczyć jej serce.
O dziwo, Ewka szykowała się do rozwodu. Ale żeby nie było zbyt prosto, Robert mieszkał z nią i ich córką. Tak, cholera, mieli kilkuletnie dziecko i z tego, co mówiła Ewka, tylko to ich łączyło. Ta głupia krowa spotykała się z ich wspólnym znajomym ze studiów, ale podobno to zakończyła. Tak samo jak znajomość z chirurgiem plastycznym, którego wystawiła do wiatru, a w hotelu, w którym się umówili, opiewał na jego nazwisko potężny rachunek do zapłacenia.
— Nie sądziłam, że jesteś do tego zdolna — podsumowała Milena.
Ewka rzeczywiście ją zaskoczyła. Nie tyle wykiwaniem faceta, ile tym, że ktokolwiek się nią zainteresował. Choć oczywiście już nie dziwiło, że żaden z kochasi nie był skory spędzić z nią reszty życia. Ewka co najwyżej mogła się sprawdzić jako tymczasowa kochanka, mały skok w bok — i tym dokładnie była.
— Ja też nie sądziłam, że mnie na to stać, ale Michałowi się należało. — Zadowolona z siebie Ewka wpakowała do ust porcję ciastka. Minę miała taką, jakby lewitowała.
Milena zesztywniała.
— Czekaj… Ten chirurg miał na imię Michał?
— Uhm.
— Ładnie zbudowany, ciemne włosy, metr osiemdziesiąt pięć, błękitne oczy?
— Taak — potwierdziła niepewnie Ewka.
— Powiedz jeszcze, że przyjechał czerwonym Porsche.
Milka nie mogła uwierzyć, że to prawda, ale mimo to drążyła. A kiedy Ewka i na to pytanie odpowiedziała twierdząco, uderzyła dłonią w stół, aż siedzące przy sąsiednim stoliku dziewczyny popatrzyły na nią dziwnym wzrokiem.
— To skurwiel! — Nie mogła się powstrzymać. — To właśnie mój Michał.
Ewka wyraźnie pobladła. Przepraszała ją i głupio się tłumaczyła, że nie wiedziała, choć on podobno naściemniał, że ma żonę. A czego się spodziewała? Że taki facet jest wolny? Jak widać, dla Ewki żona nie stanowiła przeszkody. Cóż z tego, że nie byli małżeństwem? Żyli jak rodzina.
Patrzyła na tę sukę i miała ochotę ją zabić. Z trudem się pohamowała, by nie wpleść palców we włosy i nie pociągnąć pasemka. Pogładziła tylko pukiel leżący na piersiach i odrzuciła go na plecy. Przez krótką chwilę myślała, że uda się coś uratować, coś odbudować z dawnej przyjaźni, ale ta gruba małpa spała z jej facetem. Michał zdradził ją z tym pasztetem. Ją, najpiękniejszą z kobiet. Ją, którą podziwiali mężczyźni na warszawskich salonach. Może i się domyślała, że Michał miewał przygody, ale nigdy nikt w żywe oczy nie powiedział jej: „Słuchaj, uwiodłam twojego faceta”. Mimo wszystko się śmiała i machała pobłażliwie ręką. Nawet zdobyła się na satysfakcję z tego, że Ewce udało się wyprowadzić w pole jej byłego. Ale w głębi duszy miała ochotę zabić ją, jego, potem zabić ich jeszcze raz i spalić, po czym zatańczyć przy ogniu z butelką wina.
Wychodząc z kawiarni, przysięgła sobie, że odpłaci Ewce za to, co jej zrobiła. Zresztą ona sama jej to ułatwiła, zapraszając na niedzielny obiadek, bo kochała karmić ludzi.
IV
Milena wysiadła z taksówki i nie rozglądając się po placu okolonym niskimi budynkami, ruszyła ku oszklonym drzwiom biurowca, w którym mieściła się siedziba ADan Electronics. Jej czarne szpilki z wiązaniami wokół kostki stukały o marmurową posadzkę, przyciągając wzrok chudej dziewczyny z recepcji. Milka wydęła pogardliwie wargi i mocniej ścisnęła rączki skórzanej aktówki. Dziewucha nie miała pojęcia, że te buty od Manolo Blanika kosztowały tyle, ile zarabiała przez cały miesiąc.
— Czym mogę służyć? — zapytało dziewczę z profesjonalnym uśmiechem przyklejonym do ust i wygładziło odruchowo bluzkę opinającą stanowczo zbyt mocno wystające piersi.
Z pewnością je czymś wypchnęła.
— Jestem umówiona z panem dyrektorem. Milena Mróz. — Dla lepszego efektu zmierzyła dziewuchę spojrzeniem pełnym wyższości, aż recepcjonistka się zaczerwieniła, ale sprawnie zaanonsowała ją szefowi.
— Proszę tędy.
Dziewczyna wyszła zza oddzielającego ją od klientów blatu i zaprowadziła Milkę do windy. Milena przez chwilę obserwowała zdecydowanie zbyt chudy tyłek recepcjonistki, którym ta obrzydliwie wyzywająco kręciła. Podziękowała uprzejmym skinięciem głowy i weszła do przywołanej windy. Gabinet dyrektora mieścił się na najwyższym piętrze.
Siedzibę firmy musiał urządzać znający się na rzeczy projektant, który nie żałował pieniędzy na wyposażenie, jednak Milki nie zachwyciły ciemne, pokryte politurą meble ani skórzane kanapy. Wolała nowoczesne, minimalistyczne wnętrza. Za to widok rozpościerający się z panoramicznego okna na cały kompleks budynków firmy, magazyny, a nawet zabudowania innych przedsiębiorstw w sąsiedztwie, wynagradzał wszystko. W końcu znajdowali się w przemysłowej dzielnicy na obrzeżach miasta, a ten, kto zasiadał w olbrzymim skórzanym fotelu, mógł się tu czuć jak kapryśny Zeus na Olimpie.
Niestety, facet, który wstał z fotela, kiedy Milka weszła do gabinetu, nie przypominał mitycznego boga. Owszem, był wysoki i postawny, a pasemka siwizny nadawały mu powagi. Mógł podobać się kobietom, jednak ona spodziewała się kogoś z większą charyzmą, kogoś, kto nie będzie miał rozbieganych oczu, nieprofesjonalnie lustrujących jej ciało. Mimo to uśmiechnęła się przymilnie i podeszła do biurka.
— Nazywam się Jan Dalski. Co sprowadza tak piękną kobietę w nasze skromne progi? — Mężczyzna wyciągnął do niej dłoń, po czym wskazał fotel stojący przed biurkiem.
Milka usiadła, eksponując długie nogi i zgrabny pośladek. Uśmiechnęła się szeroko. Po spojrzeniu prezesa, które tonęło w jej dekolcie, żeby za moment ześlizgnąć się niżej, wnioskowała, że dostała tę pracę, zanim się przedstawiła. Tym lepiej. Jak się tak dobrze przyjrzeć, to facet jednak był w jej typie. Instynktownie czuła, że nie będzie miała problemu z owinięciem go sobie wokół palca. Mimo to wyjęła ze skórzanej aktówki teczkę z dokumentami.
— Jestem specjalistą do spraw sprzedaży. W moim CV znajdzie pan listę wszystkich firm, w których pracowałam. Mam bogate doświadczenie i osiągam doskonałe efekty, dlatego zazwyczaj to firmy przychodzą do mnie z ofertami. — Założyła nogę na nogę.
— Więc co tym razem poszło nie tak, że to pani znalazła nas, a nie odwrotnie? Bo jak rozumiem, chciałaby pani dołączyć do naszego zespołu, pani Mróz.
Milka z uśmiechem pokręciła głową. Rybka połknęła haczyk.
— Nie, panie dyrektorze. Nie chcę dołączyć. Chcę nim zarządzać tak, by zwiększyć jego wydajność, otwierając się na nowe rynki zbytu, a przez to zwiększyć dochody ADan Electronics.
Mężczyzna potarł policzek dłonią i odwzajemnił uśmiech.
— Czemu zawdzięczamy, że taka specjalistka jak pani proponuje nam współpracę? — Dyrektor z drwiącą miną stukał drogim piórem w blat biurka.
Niezrażona odpowiedziała na jego pytanie:
— Chcę zwolnić tempo mojego życia osobistego, nie spowalniając jednocześnie kariery. Lubię wyzwania, a ta firma zatrzymała się w pewnym momencie na bocznicy, więc moim zadaniem będzie ją pchnąć na właściwe tory. — Twardo patrzyła mężczyźnie w oczy.
Nie przestał ironicznie się uśmiechać.
— Chętnie skorzystałbym z pani propozycji, ale wszystkie stanowiska mamy zajęte. — Rozparł się w fotelu i bez skrępowania lustrował ją z drwiącym uśmieszkiem.
Z przyjemnością wcisnęłaby mu w dupę ten uśmieszek, ale na razie od tego faceta zależało jej życie. Skromnie opuściła wzrok, po czym wstała i z gracją podeszła do biurka. Położyła przed prezesem przyniesioną teczkę, nachylając się przy tym tak, by mógł dokładnie obejrzeć to, co go najbardziej ciekawiło.
— Cóż… Myślę, że nikt w tym budynku, łącznie z moim poprzednikiem, panem Malickim, nie ma ani takich referencji jak moje, ani takiego doświadczenia w zarządzaniu, sprzedaży i kreowaniu wizerunku firmy na rynku. Dlatego też przeanalizowałam sytuację ADan Electronics i przygotowałam projekt zmian, które mogą nie tylko poprawić wydajność i pozytywnie wpłynąć na postrzeganie marki, ale przede wszystkim otworzyć się na nowe rynki zbytu. A w waszej sytuacji, gdzie macie sporą konkurencję za płotem, to chyba kluczowe, nieprawdaż? — Popatrzyła przeciągle na dyrektora, po czym wolno wróciła na miejsce, pozwalając mu obejrzeć swój tyłek.
Mężczyzna sapnął, zanim wydusił z siebie odpowiedź:
— Widzę, że dobrze się pani przygotowała. Nasz menedżer, pan Malicki, to doskonały specjalista. Ale przyjrzę się pani pomysłom.
Sięgnął po teczkę zapewne z zamiarem odłożenia jej do szuflady, którą już otworzył, jednak kiedy zauważył wyczekujące spojrzenie Mileny, niechętnie i z ociąganiem otworzył ją i zaczął przekładać kolejne dokumenty, co chwila rzucając jej spojrzenia, które wyrażały zaskoczenie i podziw. Milena bezwiednie zaplotła pukiel włosów na palcu i nieznacznie go pociągnęła, a spokój rozlał się po jej ciele. Szybko odrzuciła pasmo na plecy.
Pół godziny i kilka zalotnych uśmiechów później wyszła z biurowca z umową o pracę. Pan dyrektor w końcu przyznał, że jej kompetencje i pomysły są najlepszym, co mogło się przytrafić firmie. O walorach ciała nie wspomniał, ale Milka miała świadomość, że to one przeważyły szalę. W duchu już się śmiała ze swojego poprzednika. Nic tak nie podgrzewa atmosfery w pracy i nie poprawia humoru jak wysadzony z siodła facecik, który będzie jej podwładnym. Dlatego też postanowiła pozbyć się gościa z firmy przy pierwszej nadarzającej się okazji. Rozgoryczony samiec gotów podgryzać ją na stanowisku, a ona musiała szybko umocnić swoją pozycję. Miała na to pół roku.
I
Kiedy Milka weszła do małego, ale przytulnego mieszkania Mateckich, w progu przywitał ją Robert, mąż Ewy. Nic się nie zmienił od tamtej nocy, kiedy widziała go po raz ostatni. Ich impreza weselna właśnie dogorywała, Ewka uwiesiła się na jakimś kolesiu i pijany Robert tylko cudem tego nie zauważył. Tym cudem była Milena. To ona zaciągnęła pannę młodą do łazienki, doprowadziła do porządku, opieprzyła i chyba uratowała jej ledwie co rozpoczęte małżeństwo. W podziękowaniu Ewka zrobiła jej jazdę, że niby jest zazdrosna o jej powodzenie u facetów. Tego było za dużo. Może Milena nawet śmiałaby się z tych głupich zarzutów, gdyby nie to, że to ona zwróciła uwagę na Roberta, to ona przyprowadziła go do ich studenckiego mieszkania, ale niestety, to Ewka wpadła mu w oko, a nie fioletowowłosy chudzielec. I tego nie mogła darować przyjaciółce, która nie doceniała młodego Mateckiego, a wyszła za niego wyłącznie z powodu przypadkowej ciąży.
Robert, nadal wysportowany i seksowny, w błękitnej koszuli prezentował się świetnie. Z krótko ściętymi, lekko falującymi ciemnymi włosami przypominał amerykańskiego aktora, a nie stróża prawa z zapyziałego miasteczka. Gdyby miał taką żonę jak Milena, z ambicjami, dawno zostałby kimś znaczniejszym niż policjant z jakiegoś tam wydziału i w stopniu, którego nie zapamiętała. Dobrze, że włożyła elegancką czerwoną sukienkę z mocno wyciętym dekoltem. Natychmiast przybrała wystudiowaną pozę, w której eksponowała wszystkie swoje atuty: wydatny biust, krągłe pośladki, minimalnie skorygowane wstrzykniętym w nie tłuszczem, i szczupłe nogi sięgające nieba — jak zwykł mawiać mecenas Grabski, odwiedzający Michała kilka razy w roku po to, by doprowadzić się do stanu umożliwiającego podrywanie coraz młodszych kobiet.
— Cześć, Robert. — Nachyliła się nieznacznie do pocałunku, pozwalając mężczyźnie zajrzeć sobie w dekolt.
Pachniał obłędnie, choć tanio. Poczuła nieznaczne mrowienie pod kolanami, a puls lekko jej przyspieszył, kiedy jego wzrok trafił dokładnie tam, gdzie chciała.
Mąż Ewy wyglądał na zaskoczonego tym, jak bardzo się zmieniła. Po tamtej fioletowowłosej chudej lasce nie było śladu. Kiedy szok minął, zauważyła, jak Robert kilka razy zerka na nią z zainteresowaniem, a może nawet i z podziwem. Nie mogło być lepiej. To znaczyło, że nie będzie musiała się zbytnio wysilać. Potrzebowała u swojego boku mężczyzny. W tym momencie nie przeszkadzało jej zbytnio to, że był nikim. Przywykła w ciągu ostatnich kilku lat, że brała to, na co miała akurat ochotę. I tym razem miała zamiar zrobić dokładnie tak samo.
Wielką niespodzianką za to okazała się Tusia, córeczka Mateckich. Milka nie bardzo wiedziała, jak postępować z dziećmi. Nie dość, że sama była najmłodszym dzieckiem w rodzinie, w sumie w ogóle nierozpieszczanym, to w dodatku w Warszawie nie przyjaźniła się z nikim, kto miałby małe dzieci. Jeśli ktoś z towarzystwa decydował się na posiadanie potomstwa, zazwyczaj szybko wypadał z kręgu znajomych. Początkowo jej się wydawało, że dzieje się to naturalnie, bo młodzi rodzice nie mają zbyt wiele czasu na brylowanie na salonach. Szybko się jednak zorientowała, że najczęściej to właśnie znajomi zaczynali unikać szczęśliwych rodziców, którzy mieli dość pieniędzy, by wynająć nianię i kupić sobie czas wolny na prowadzenie życia towarzyskiego. Mimo to nikt ich już nie zapraszał.
Ewa pojawiła się obok Roberta jak pies obronny, który wyczuł niebezpieczeństwo, i natychmiast popędziła ich do stołu. Od kiedy Milka pamiętała, jej relacja z Ewką polegała w pewnym sensie na wzajemnym karmieniu się. Ewa rzeczywiście dokarmiała Milenę z dziwną przyjemnością graniczącą z obsesją, zamiast pakować jedzenie w siebie, Milka zaś karmiła Ewę komplementami i pompowała w ten sposób jej wątłe, a może nawet zerowe poczucie własnej wartości. Do czasu, aż Ewa nie nadszarpnęła tego zaufania, póki nie zdeptała tego, co je wiązało, i nie zrobiła z tego wygodnego usprawiedliwienia swoich ciągot do facetów.
Bo największą słabością dawnej przyjaciółki byli mężczyźni, w których przeglądała się jak w lustrze. Nigdy nie miała dość komplementów, a te prawione przez Milkę szybko jej spowszedniały. Zrobiłaby wszystko, byle zasłużyć na akceptację faceta. Nie dostrzegała, jaki jest męski świat. Nie rozumiała, że faceci zrobią i powiedzą wszystko, byle zaciągnąć chętną do łóżka, byle wykorzystać, a potem zostawić bez słowa i pójść szukać następnej naiwnej kretynki. Milka z czasem się przekonała, że ta zasada nie dotyczy wyłącznie mężczyzn. Kobiety, jeśli tylko mogły coś ugrać, też bywały najpierw miłe, a kiedy ogryzły cię do kości, ocierały sobie usta i odchodziły. Ona sama była żywym przykładem, co akurat napawało ją dumą, bo wiele lat pracowała na to, by otoczyć się pancerzem pewności siebie i nieczułości.
Przez cały obiad i później, kiedy pili herbatę, Robert wyraźnie okazywał jej zainteresowanie. Komplementował jej biust, co wyraźnie zaczęło denerwować Ewkę. Kiedy Milka w dość oczywisty sposób flirtowała z jej mężem, wyszła po deser, wkurzona. Chyba jednak zrozumiała, że nic nie wyjdzie z tej próby odświeżenia przyjaźni.
— Ewa, jesteś niesamowita. Już zapomniałam, jak wspaniale gotujesz. — Milka aż sapnęła z przejedzenia.
Choć starała się nie pochłaniać posiłku łapczywie, to nie umiała ukryć, że dawno nie próbowała czegoś równie pysznego jak kaczka w pomarańczach w wykonaniu Mateckiej.
— Moja żona jest doskonałą kucharką.
Robert ucałował rękę Ewy, na co ta się zarumieniła. Zaraz jednak z triumfem w oczach spojrzała na Milenę. A Milka miała ochotę się roześmiać w głos. Ewa nadal była łasa na takie drobne komplementy i w dodatku myślała, że jak facet chwali jej kuchnię, to oznacza coś więcej niż to, że jest kurą domową i garkuchtą.
— Pamiętam, jak Krzysztof pałaszował jej chipsy z obierek. — Zaśmiała się.
Nieprzypadkowo wspomniała o mężczyźnie, z którym romansowała Ewka. Niech czuje oddech konkurencji na plecach.
— Ciekawe, co u niego słychać — podłapał temat Robert.
Przez sekundę Milka się wahała, czy coś dodać. Ewa wyglądała, jakby miała zemdleć. Odruchowo się spięła, co rozbawiło Milenę.
— Ewa mówiła mi, że mieli kontakt — rzuciła od niechcenia.
— Tak? Nie wspominałaś mi o tym, motylku — zdziwił się Robert.
Milena miała ochotę zatańczyć z radości na widok miny Ewy, która posłała jej mordercze spojrzenie. Uwielbiała takie gierki, drobne przytyki, w głębi ducha uważała je za przejaw inteligencji. Ewka bez mrugnięcia okiem sprzedała Robertowi bajkę, jak to Krzysztof konsultował z nią wniosek o dotację z funduszy unijnych, i szybko zmieniła temat.
— Gdzie mieszkasz, Milka? Kupujesz coś? Wynajmujesz?
