Wyniosła i przyjaciele - Danuta Marć - ebook

Wyniosła i przyjaciele ebook

Danuta Marć

0,0
26,90 zł

lub
Opis

Dowcipne i pełne humoru, a jednocześnie niosące dużą dawkę wiedzy opowiadania o owadach. Śledzimy przygody nieco zarozumiałej wszędobylskiej muchy Wyniosłej, pająka skakuna Bajdorka,  trzmiela Bombusa, pasikonika Oktawy, pięknych motyli, ważek i chrząszczy, a przy tym poznajemy ich charakterystyczne cechy, zwyczaje, upodobania oraz grożące im niebezpieczeństwa. Po lekturze tej książki innymi oczami spojrzymy na muchę czy pająka!

dla dzieci 5-12 lat

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 38

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Copyright © Danuta Marć

Copyright © Wydawnictwo BIS 2019

ISBN 978-83-7551-720-0

Wydawnictwo BIS

ul. Lędzka 44a

01-446 Warszawa

tel. 22-877-27-05, 22-877-40-33

e-mail:[email protected]

www.wydawnictwobis.com.pl

Nieproszony gość

– Co to jest? – Bajdorek przestępował z nogi na nogę (a miał ich aż osiem, chociaż niektórzy mieszkańcy lasu, na przykład wij Drewniak, uważali, że zaledwie osiem).

Pająk obwąchiwał niekształtną białą grudę górnymi stronami stóp. Nie wiadomo czemu, tak zabawnie miał umiejscowiony narząd węchu. Gruda leżała na środku leśnej ścieżki. Wielka i obca. Bajdorek wydawał się przy niej maleńki, jeszcze mniejszy niż w rzeczywistości. Nie należał do olbrzymów, miał zaledwie sześć milimetrów długości, ale wrodzona odwaga i ciekawość nie pozwoliły mu zrezygnować z poznawania rzeczy nowych. A bezsprzecznie była to dla niego rzecz nowa.

– Przyjemnie pachnie. Jakby pochodziło stąd – wymamrotał pająk, wyczuwając delikatny aromat mięty. Bajdorek, zajęty znaleziskiem, nie zauważył muchy, która przysiadła na dolnej wardze żółtego kwiatu gajowca. Tak, tak – roślina ta, wznosząca się tuż przy ścieżce, miała płatki jak wargi ust. Musze to jednak nie przeszkadzało. Odpoczywała, przypatrując się poczynaniom pająka Bajdorka.

Mieszkańcy lasu nazywali muchę Wyniosła. Pająk do niedawna myślał, że nadano jej to imię, bo wznosi się zawsze wysoko na swych przezroczystych skrzydłach. Potem przekonał się, że mucha jest nieco zarozumiała i temu zawdzięcza swe miano. Może nawet „nieco” to za mało powiedziane. Była bowiem bardzo zarozumiała. Bajdorek tolerował jej obecność, póki nie był głodny. Wyniosła doskonale o tym wiedziała i trzymała się zawsze z dala od niego. Z dala to znaczy na dystans większy niż dwadzieścia centymetrów. Oczywiście na jej musze oko. Bajdorek był pająkiem skakunem i potrafił pokonać jednym skokiem właśnie taką odległość.

– Nigdy nie widziałeś gumy do żucia? – Wyniosła zagaiła rozmowę, zniecierpliwiona całkowitym brakiem zainteresowania pająka jej osobą.

– Gumy do żucia? Skąd wiesz, że to właśnie ona? I co to znaczy guma? – Pająk oderwał oczy (a miał ich – o zgrozo! – tyle co odnóży) od białego czegoś i spojrzał wnikliwie na Wyniosłą. W tym momencie poczuł lekki głód, ale chęć zaspokojenia ciekawości przeważyła.

– Guma to coś, co się rozciąga. Gumy są różne: do ścierania, do skakania, do włosów… – Wyniosła zamilkła, próbując przypomnieć sobie inne zastosowania tego elastycznego tworzywa. Jej oczy zabłysły niezdrowo, a aparat gębowy skrzywił się z niesmakiem, bo wydobyła z zakamarków pamięci jeszcze coś, ale szybko zmiarkowała, że nie byłoby stosowne mówić o tym Bajdorkowi. Otóż z gumy może być zrobiona packa na muchy. Wyniosła nieraz boleśnie przekonała się o jej sprężystości. Cierpiała potem bardzo, mocząc opuchnięty odwłok w zbawiennej rosie z szałwii.

– Ta jest do żucia. Całkiem smaczna. Usiadłam kiedyś nieroztropnie na podobnej i polizałam. O mało nie przypłaciłam tego życiem. Nie dlatego, że była trująca. Po prostu przykleiłam się do niej. Na szczęście dość słabo. Ale i tak odlepienie skrzydełek kosztowało mnie dużo energii. Wszystko się klei do gumy do żucia. Nie radzę dotykać – powiedziała mucha, żałując nieco ostatnich słów już w momencie ich wypowiadania, bowiem naszła ją psotna myśl o Bajdorku przytwierdzonym do białej grudki. Wyniosła zachichotała z powodu tej całkiem przyjemnej wizji.

– Skoro trzyma, to znaczy, że żyje – obwieścił Bajdorek. – Tylko skąd się tu wzięła? Nie ma nóg. Ani jednej, jak choćby ślimak Forteca – dodał niezdolny, mimo swej inteligencji, do rozwiązania tej zagadki.

– Nie. Nie żyje – stwierdziła stanowczo Wyniosła, ustępując równocześnie miejsca na gajowcu żółtym tłustemu trzmielowi, który brzęcząc basem, przegonił ją na liść babki. Kwiat zachwiał się pod ciężarem Bombusa, ale mimo to wydawał się zadowolony z obecności trzmiela i szerzej rozchylił wargi, ukazując brązową plamkę na jednej z nich. Wszyscy znali upodobanie trzmiela Bombusa do nektaru i pożytek dla gajowca z jego łakomstwa – trzmiel zapylał kwiaty tej rośliny.

– Została wypluta. – Wyniosła wróciła do tematu, poprawiając ułożenie swych odnóży zaopatrzonych w przylgi i pazurki zapobiegające zsunięciu się z gładkiej zielonej blaszki liścia i kalkulując ponownie odległość od Bajdorka. – Widziałam rano chłopca, który szedł tą ścieżką. Żuł gumę i pozbył się jej w tym miejscu – dodała, uspokojona bezpiecznym dystansem od pająka.

– Ale komu to przeszkadza? – Bombus na chwilę wysunął się z kwiatu i zaburczał dobrodusznie. – Niech sobie leży. – Jego oblepiona pyłkiem głowa znowu zanurkowała w żółtym kielichu.

– Przeszkadza, nie przeszkadza, ale omijać trzeba. – Wolno wypowiedziane słowa dobiegły zza białej grudki gumy. Nad jej nieregularnym zarysem widać było wierzchołek muszli Fortecy.

Ślimak nosił wapienną skorupkę na grzbiecie i gdy tylko czuł się zagrożony, chował w niej całe śliskie ciało. Stąd jego imię – Forteca. Wyniosła uważała, że bardziej pasowałoby do niego miano Trzęsinoga. Nigdy jednak nie wspomniała o tym publicznie, bo sama salwowała się ucieczką z niejednego miejsca i w różnych okolicznościach. A jak wiadomo – kij ma dwa końce.

Mucha strzepnęła ze skrzydełka opadły z czułków Bombusa pyłek i się zamyśliła. Szperała w pamięci przez dłuższą chwilę, zanim odważyła się przekazać zwierzętom złą wiadomość.

– Będzie się tu rozkładać przez ponad pięć lat.

– No widzisz – żyje, skoro ma nam się tu rozkładać na ścieżce. – Bajdorek wrócił do swoich rozważań dotyczących żywotności gumy.

– Rozkładać, ale