Wydawca: Bellona Kategoria: Humanistyka Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 246 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wojny markomańskie 162-185 n.e - Marek Olędzki

Wojny markomańskie były jednym z kilku największych konfliktów zbrojnych jakie rozegrały się w epoce antycznej. Z rzymskiego punktu widzenia, uwzględniającego zakres zniszczeń, które wywołały i stopień zagrożenia dla integralności państwa można by je porównać do takich wcześniejszych wydarzeń, jak np. druga wojna punicka lub najazdy Cymbrów i Teutonów z lat 113-101 p.n.e. Pomimo wszelkich trudności i poniesionych ofiar, Rzym okazał się zwycięzcą: w okresie wojen markomańskich państwo rzymskie stanowiło jeszcze potęgę światowego formatu. Zmagania z "barbarzyńcami" miały jednak stopniowo osłabiać imperium i przyczynić się do jego upadku.

Opinie o ebooku Wojny markomańskie 162-185 n.e - Marek Olędzki

Fragment ebooka Wojny markomańskie 162-185 n.e - Marek Olędzki

MarekOlędzki

WOJNY MARKOMAŃSKIE 162-185 n.e.

Fragment

Moim córkom Ani i Mai

WSTĘP

Wojny markomańskie były jednym z kilku największych konfliktów zbrojnych, jakie rozegrały się w epoce antycznej. Z rzymskiego punktu widzenia, uwzględniającego zakres zniszczeń, które wywołały, i stopień zagrożenia dla integralności państwa, można by je porównać do takich wcześniejszych wydarzeń, jak np. druga wojna punicka lub najazdy Cymbrów i Teutonów z lat 113–101 p.n.e. Podobnie jak wtedy, pomimo wszelkich trudności i poniesionych ofiar, Rzym okazał się zwycięzcą, stając tym samym na wysokości zadania. Jego machina wojenna, górująca organizacyjnie i technicznie nad przeciwnikami, wytrzymała i tę ciężką próbę, choć nieodległa przyszłość pokazała, że każdy kolejny test tego rodzaju będzie sprawiał Imperium coraz większą trudność, aż wreszcie obnaży jego niemoc. Jednak w okresie wojen markomańskich państwo rzymskie stanowiło jeszcze potęgę światowego formatu, będącą w stanie zapanować zarówno nad problemami zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi, do czego używało nie tylko wyraźnie instrumentalnych środków w postaci na przykład wojska, lecz także bardziej subtelnego medium – polityki, co staram się uwypuklić w niniejszej pracy.

Pomimo niewątpliwego znaczenia omawianych wojen nie doczekały się one, o dziwo, żadnej osobnej monografii, zarówno w językach obcych, jak i w naszym. Poświęcono im natomiast kilka konferencji naukowych, z których co najmniej dwie należy tu wymienić. Pierwsza odbyła się w Warszawie w 1980 r. i zaowocowała pracą zbiorową pt. Znaczenie wojen markomańskich dla państwa rzymskiego i północnego barbaricum (red. Jerzy Wielowiejski), druga zaś miała miejsce w czeskim Brnie, w 1993 r., a jej pokłosie stanowiła publikacja – w postaci zbioru kilkudziesięciu artykułów – pod ogólnym tytułem Markomannenkriege – Ursachen und Wirkungen (red. Herwig Friesinger et alii). Obie wniosły cenny wkład w badania nad poruszaną problematyką i są przeze mnie wielokrotnie cytowane. Z tematyką wojen markomańskich związana jest także publikacja piszącego te słowa pt. Czas przemian. Barbaricum między Bałtykiem a środkowym Dunajem w dobie wojen markomańskich (Łódź 2008). Starałem się w niej zaprezentować sytuację kulturową, populacyjną, ekonomiczną itp., która w czasie wymienionych wojen charakteryzowała tereny środkowoeuropejskiego barbaricum, o samych zaś wojnach, a tym bardziej o problematyce wojskowości rzymskiej, wspominam tam niewiele.

Celem niniejszej pracy jest przede wszystkim analiza interesującego nas konfliktu poprzez pokazanie jego przyczyn, a zwłaszcza przebiegu wydarzeń, przy jednoczesnej propozycji z mojej strony polegającej na omówieniu zasygnalizowanych problemów na odpowiednio szerokim tle. Wojny markomańskie, zgodnie z tym, co dotychczas było praktykowane, wtłaczano w stosunkowo wąskie ramy chronologiczne, tj. umieszczano je między 167 r. (najazd Longobardów i Obiów na Pannonię) a 180 r. (data pokoju Kommodusa kończącego expeditio Germanica secunda), z czym w świetle obecnych ustaleń zgodzić się nie można. Za inicjalną fazę wojen należy bowiem uznać tzw. bellum suspensum, kiedy na granicy dunajskiej, osłabionej odejściem części wojsk na Bliski Wschód, w związku z toczoną tam wojną partyjską, trwał stan podwyższonej gotowości bojowej, połączony z intensywną grą dyplomatyczną, których celem było powstrzymanie dojrzewającego konfliktu. Ostatecznym argumentem jest tu przekaz źródłowy (patrz przypis 19 na s. 81), który mówi, że działania nad Dunajem rozpoczęły się w trakcie wojny partyjskiej, a nie po jej zakończeniu. Z kolei górną cezurę czasową wojen markomańskich w postaci roku 180 też można zakwestionować,ponieważ nie uwzględnia ona trzeciej fazy zmagań, czyli tak zwanej expeditio Germanica tertia. Jej pomijanie „zawdzięczamy” stronniczości historiografii rzymskiej, która przez zatuszowanie kontynuacji działań zbrojnych odbywających się za Kommodusa chciała dać do zrozumienia potomnym, że wymieniony cesarz niczego pozytywnego i ważnego nie dokonał. W konsekwencji przyjęte w książce cezury chronologiczne są wyznaczone przez następujące daty: rok 162 – rozpoczynający bellum suspensum – i rok 185, w którym za rządów Kommodusa zakończono ostatecznie prowadzoną nad Dunajem wojnę (obszerniejsze uzasadnienie tego faktu Czytelnik znajdzie w rozdziale piątym).

Kilka słów chciałbym też poświęcić układowi pracy i jej merytorycznej zawartości. Pierwsze cztery rozdziały książki, posiadające charakter wstępny, mają naświetlić tło konfliktu, tj. wskazać na jego wielorakie przyczyny oraz przedstawić potencjał militarny każdej ze stron w nim uczestniczących. Rozdział piąty, największy, stanowi analizę i opis działań militarnych oraz ich szerokiego wydźwięku, w szczególności w odniesieniu do państwa rzymskiego. Następujący po nim rozdział szósty poświęcam rzymskiej polityce zagranicznej tamtego okresu, biorąc ją niejako w obronę, gdyż wbrew niektórym opiniom nie uważam, żeby dała ona asumpt do rozpoczęcia interesujących nas wojen; ich przyczyn dopatruję się bowiem zupełnie gdzie indziej. Zarysowuję też w nim sylwetki głównych kreatorów wydarzeń ze strony rzymskiej: Marka Aureliusza i jego syna Kommodusa. Zagadnienia dotyczące polityki są mi szczególnie bliskie i dostarczają niezmiennie satysfakcji jako osobie od wielu lat zatrudnionej na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego. Dlatego pozwalam sobie na ich specjalne zaakcentowanie. Pracę zamykają: Zakończenie, w którym staram się zrekapitulować wcześniejsze ustalenia i w skrócie omawiam sytuację po opisanych wojnach, oraz trzy Aneksy. Pierwszy z nich zawiera informacje pochodzące ze źródeł antycznych (w wyborze), ściśle związane z samym konfliktem oraz jego głównymi bohaterami, drugi stanowi wykaz rzymskich jednostek wojskowych uczestniczących w wojnach markomańskich, a trzeci prezentuje listę plemion, które zaatakowały Cesarstwo.

*

Kończąc tych parę słów wstępu, chciałbym wyrazić swoją głęboką wdzięczność osobom, które przyczyniły się do powstania niniejszego tekstu. Gorące słowa podziękowania kieruję zatem pod adresem kolegi dr. Justyna Skowrona za Jego inspirujące rady i pomysły, z których niejednokrotnie korzystałem w mojej pracy. Mam też przyjemność podziękowania pani mgr Urszuli Kurzątkowskiej z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej i koledze dr. Andrzejowi Michałowskiemu z Uniwersytetu Adama Mickiewicza za dostarczane mi informacje bibliograficzne i pomoc w „zdobywaniu” trudno dostępnej literatury fachowej.

RZYM – MIĘDZY ZŁOTYM WIEKIEM A WIELKIM KRYZYSEM

Przed ponad 200 laty wybitny angielski historyk Edward Gibbon, autor klasycznego dzieła poświęconego drodze wiodącej do upadku Cesarstwa Rzymskiego[1], pisał z nostalgią o złotym wieku tegoż Cesarstwa, który przypadał jego zdaniem na okres rządów „pięciu dobrych cesarzy”. Określenie to, obejmujące lata panowania takich władców jak Nerwa, Trajan, Hadrian, Antoninus Pius i Marek Aureliusz, weszło na trwałe do historiografii[2]. Stało się jednocześnie synonimem czasu wielkości Rzymu i jego dobrobytu, pozostając z kolei w jawnej opozycji do okresu, który rozpoczynają lata 30. III w., otwierające półwiecze wielkiego kryzysu. Kryzysu, jakiego wcześniej w dziejach Rzymu nie było, a który całkowicie przekształcił oblicze państwa, zarówno w zakresie formy rządów, jak i ustroju terytorialnego, a także dokonał zasadniczych zmian w sferze ideologiczno-religijnej zamieszkujących go ludzi.

O czasach prosperity jeszcze częściej mówi się „okres panowania Antoninów”, tym samym włączając w ich obręb rządy Kommodusa, syna Marka Aureliusza, który w istocie był ostatnim przedstawicielem wymienionej tu dynastii. Rzecz w tym, że już od starożytności, zarówno jego postać, jak i sprawowane przezeń rządy nie są oceniane pozytywnie i nie uważa się, by stanowiły czas spokoju i dostatku. W sumie trudno też poczytywać za takie lata panowanie Marka Aureliusza, będącego wprawdzie postacią wielkiego formatu i prawdziwym mężem stanu, ale któremu przyszło panować w okresie permanentnych wojen, zarazy i głodu. Tylko nieco lepiej sytuacja przedstawiała się z kolei za Sewerów, następców Antoninów, których drugi z przedstawicieli, Karakalla, był, nawiasem mówiąc, pod wieloma względami podobny do Kommodusa. Zatem cały ten okres, rozpoczynający się rządami Marka Aureliusza i jego współregenta Werusa (161 r.) i trwający następnie do śmierci ostatniego z Sewerów Aleksandra (235 r.), nosi znamiona par excellence czasu przejściowego, z jednej strony połyskującego złotym blaskiem odchodzącej imperialnej chwały, z drugiej zaś coraz bliższego otwierającej się otchłani nadchodzącego kryzysu.

Jakby na to nie patrzeć, Cesarstwo Rzymskie było jeszcze w tym czasie państwem niemającym sobie równych na całym globie, uwzględniając nawet potęgę i ogrom ówczesnych Chin rządzonych przez wschodnią dynastię Han lub stworzone przez Mauriów imperium indyjskie. Powierzchnia Cesarstwa[3] rozciągała się na obszarze Europy, północnej Afryki i Bliskiego Wschodu, obejmując około 4 500 000 km2, z ludnością ostrożnie szacowaną na 60 do 70 mln mieszkańców[4]. Charakteryzowało się przy tym bardzo wysokim stopniem zurbanizowania, porównywalnym co do skali z tym, co Zachód osiągnął po raz drugi dopiero w XIX w. Poza stolicą – Rzymem, liczącym blisko 1,5 mln mieszkańców[5] – do największych rzymskich metropolii należały: Aleksandria, Antiochia i Kartagina, wszystkie z około ćwierćmilionowym zaludnieniem. Zaraz za nimi plasowały się takie miasta jak portowa Ostia, Efez, Nikomedia i Smyrna w Azji Mniejszej lub na przykład syryjska Apamea, mogące się wykazać co najmniej stutysięcznym zaludnieniem[6]. Normę stanowiły natomiast miasta średnie, liczące po około kilkanaście tysięcy mieszkańców, rozsiane po wszystkich prowincjach, nie wyłączając terenów przygranicznych. Motorem rozwoju miast był proces romanizacji na zachodzie państwa i koherentny z nim proces hellenizacji w jego wschodniej, greckojęzycznej części. Na bardziej nas obecnie interesującym zachodzie stymulowało go kilka czynników, na przykład nadawanie statusu municypiów lokalnym ośrodkom prowincjonalnym i okręgom plemiennym nieposiadającym wcześniej rzymskiego obywatelstwa (zamieniano je w ten sposób w tzw. civitates) oraz zakładanie zupełnie nowych osad, od początku zasiedlanych ludźmi wyposażonymi w prawa rzymskie – zazwyczaj byli to weterani – czyli tworzenie kolonii (coloniae)[7]. Wiele miast, szczególnie na pograniczu, posiadało jeszcze inną genezę, rozwinęły się bowiem z osiedli cywilnych (canabae) wyrosłych w sąsiedztwie obozów wojskowych, jak również dzięki nim i za ich sprawą.

Rzecz jasna sama romanizacja stanowiła sui generis proces jeszcze bardziej subtelny i złożony, odbywający się na kilku płaszczyznach, w tym nie tylko we wspomnianej już polityczno-prawnej, ale jednocześnie w warstwie kulturowej, a więc religijnej, obyczajowej oraz językowej. Wyrażała się poza tym przez powszechne utożsamienie z wartościami cywilizacji grecko-rzymskiej oraz lojalnością wobec władzy cesarskiej, potwierdzoną przez oficjalny kult osoby cesarza i bogini Romy[8]. Ostatecznym ukoronowaniem tego procesu było ogłoszenie przez Karakallę tzw. constitutio Antoniniana (212 r.), nadającej prawa rzymskie wszystkim wolnym mieszkańcom Imperium, którzy w większości już je i tak wtedy posiadali. Cesarstwo Rzymskie za Antoninów charakteryzowało się poza tym zupełnie innym porządkiem ustrojowo-prawnym niż ten, który obowiązywał w czasach Republiki, ale także niż jego odpowiednik znany z okresu wczesnego pryncypatu. Ogólna tendencja zmian wiązała się z ograniczaniem prerogatyw senatu względem powiększającej swój zakres władzy princepsa, ale oczywiście nie tylko. Także z tym, że władza wykonawcza przeszła z rąk ludzi wybieranych przez senat i zgromadzenia ludowe w ręce wykwalifikowanych urzędników wyznaczanych przez cesarza. Ucierpiały na tym autonomia oraz kadencyjność urzędów, ale zyskała ich kompetencyjność[9]. W podległych cesarzowi prefekturach brane były bowiem pod uwagę kwalifikacje, doświadczenie i wykształcenie[10], a w mniejszym stopniu pochodzenie. Tym niemniej cursus honorum było nadal oficjalną drogą robienia urzędniczej kariery. Władza ustawodawcza również znalazła się głównie w rękach cesarza, przy czym wydawane przez niego akty prawne były starannie przygotowywane przez skupionych w kancelarii cesarskiej jurystów. Do aktów tych należały edykty, czyli inaczej konstytucje, najczęściej z zakresu prawa prywatnego i administracyjnego, mandaty, innymi słowy instrukcje dla urzędników, dekrety, tj. orzeczenia w kwestiach interpretacji norm prawnych, oraz reskrypty, czyli wiążące odpowiedzi na urzędnicze zapytania[11]. Na urzędy objęte zakresem tzw. wyższej magistratury obok senatorów wybierano też ekwitów, preferowanych zwłaszcza w wojsku, w którym karierę mógł zrobić niemal każdy, pod warunkiem że nie zbywało mu na odwadze i ambicjach. Trzeba poza tym stwierdzić, że w czasach Antoninów współpraca między władzą cesarską a senatem układała się wręcz harmonijnie. Cesarze regularnie zwoływali senat i informowali go o podejmowanych decyzjach, ten z kolei „konstruktywnie” rozpatrywał cesarskie projekty aktów ustawodawczych i zatwierdzał przedkładane mu dokumenty i umowy międzynarodowe[12].

Omawiany okres, przynajmniej do wojen markomańskich, cechuje ponadto niespotykany, tak wcześniej, jak i później, rozwój ekonomiczny państwa, a co za tym idzie wysoki poziom demografii. Rolnictwo było jeszcze wówczas oparte na gospodarstwach średniej wielkości, z wyłączeniem może gigantycznych domen cesarskich, i zatrudniało głównie wolnych najemników i dzierżawców, nie zaś jak się powszechnie sądzi samych niewolników[13]. Ci ostatni stanowili zazwyczaj służbę domową zarówno w willach wiejskich, jak i miejskich oraz wykorzystywani byli w wielkich przedsiębiorstwach, głównie cesarskich, i tradycyjnie już w kopalniach i kamieniołomach. Gorzej było z postępem technicznym w zakresie rolnictwa, ale i na tym polu dają się odnotować pewne osiągnięcia. Do nich z pewnością należy zaliczyć wynalazek mechanicznej żniwiarki, stosowanej przynajmniej w rolnictwie galijskim[14] oraz coraz powszechniejsze wykorzystywanie młynów wodnych, znacznie wydajniejszych od żaren obracanych przez muły lub ludzi. Natomiast jeśli chodzi o pług z okutym, asymetrycznym lemieszem, był on już stosowany przez Celtów w okresie kultury La Tène i w związku z tym nie sądzę, żeby miał zrewolucjonizować uprawę roli w omawianym przez nas okresie[15]. W każdym razie nie tylko mechanizacja rolnictwa stanowiła o jego rozwoju i wydajności, wiele dokonano np. w dziedzinie zintensyfikowania produkcji rolnej, choćby przez stosowanie intencjonalnej selekcji i doboru ziarna, przemienności upraw i dobrze zorganizowanego sprzętu. Postępując w ten sposób, osiągnięto także postęp w ogrodnictwie i sadownictwie; przy czym uprawami cenionymi ponad wszystko i przynoszącymi najwyższe zyski były: uprawa winnej latorośli na obszarze niemal całego Cesarstwa, a w Afryce, Grecji i na Bliskim Wschodzie uprawa oliwek.

W hodowli zwierząt domowych, szczególnie bydła rogatego i świń, osiągnięto podobne wyniki dotyczące wielkości tuszy mięsnej (wynika to z rozmiarów kości znajdowanych na stanowiskach archeologicznych) co w czasach nam współczesnych, podczas gdy np. na terenach barbaricum hodowane zwierzęta były w tym samym czasie znacznie mniejsze[16]. Progresowi w rolnictwie towarzyszył rozwój rzemiosł i handlu. Koniunkturę dla wyspecjalizowanych czy wręcz luksusowych produktów rzemieślniczych tworzyły nie tyle wsie, co tętniące życiem miasta, niezagrożone jeszcze wówczas konkurencją ze strony wielkich majątków ziemskich o autarkicznym charakterze. Rzemieślnicy związani byli na tym gruncie m.in. z budownictwem publicznym i prywatnym oraz wyposażaniem budynków, w tym zwłaszcza z mozaikarstwem. Specjalne pole do popisu stanowiła dla nich sztuka użytkowa, skoncentrowana w wiodących ośrodkach na terenie Azji Mniejszej i na Bliskim Wschodzie oraz w bardziej nas interesujących centrach zachodnio- i środkowoeuropejskich. I tak np. wysokiej jakości wyroby szklane pochodziły z okolic dzisiejszej Kolonii i Lyonu[17], zaś ozdobne naczynia typu terra sigillata z leżącego w środkowej Francji Lezoux i takich ośrodków niemieckich jak Trewir, Rheinzabern czy Westerndorf[18]. Towary rozchodziły się należycie strzeżonymi i wygodnymi drogami, a poza granicami państwa licznymi szlakami handlowymi wytyczonymi przez ludzi i naturę. Do ważniejszych tego typu traktów, przecinających środkowoeuropejskie barbaricum, należał szlak bursztynowy prowadzący z Carnuntum, poprzez Bramę Morawską, aż nad dolną Wisłę[19], następnie niewiele mu ustępujący pod względem znaczenia szlak wychodzący z Recji i biegnący wzdłuż Soławy oraz Łaby w kierunku Półwyspu Jutlandzkiego, a także szlak czarnomorski, między Bałtykiem a Morzem Czarnym. Wyznaczał go bieg dolnego Dniestru, zewnętrzny łuk Karpat i wreszcie przebieg dwu polskich rzek – Bugu i dolnej Wisły[20].

Jednak prawdziwie międzynarodowy charakter posiadał przede wszystkim handel morski, pozwalający Rzymianom nie tylko dokonywać samej wymiany towarowej, ale też poznawać egzotyczne ludy i całkiem odmienne kultury. Ślady zawieranych z tymi nacjami transakcji w postaci rzymskich produktów, w tym szczególnie licznych monet, wskazują na miejsca, do których docierali kupcy z Cesarstwa[21]. Są to między innymi tereny Arabii Szczęśliwej (Arabia Felix), wybrzeża dzisiejszej Somalii, a także obszary zachodnich Indii oraz Cejlonu.

Jak powszechnie wiadomo, „wszystkie drogi prowadziły do Rzymu”, wspaniałej stolicy Imperium[22]. Caput mundi prezentowała się w dobie Antoninów nad wyraz okazale. Miała już za sobą imponujące inwestycje budowlane Trajana i Hadriana, jak również spuściznę tego rodzaju pozostawioną przez ich poprzedników, a także mogła się pochwalić nowymi obiektami wzniesionymi na polecenie Antonina Piusa i Marka Aureliusza, z którymi czas obszedł się niestety bardziej surowo. Trajan zaprojektował i zabudował Forum swojego imienia, z dwiema bliźniaczymi bibliotekami – grecką i rzymską – oraz kazał postawić kolumnę upamiętniającą jego zwycięstwa nad Dakami[23]. Hadrian wzniósł stojące po dziś dzień monumenty: Panteon oraz Mauzoleum, czyli obecny Zamek św. Anioła, a Antoninus Pius ufundował na Forum wielką świątynię zadedykowaną żonie Faustynie, później przemianowaną przez senat na świątynię Boskiego Antonina i Fausty[24]. Za Marka Aureliusza i Kommodusa, pomimo toczonych wciąż wojen, też nie ustawała działalność budowlana, której rezultaty godne są zapamiętania. Z inicjatywy Marka Aureliusza powstała na przykład na Polu Marsowym kolumna ku czci Antonina Piusa, upamiętniająca czyny wymienionego władcy. Do dzisiaj zachowała się z niej jedynie baza[25]. Jeszcze mniej szczęścia miała inna budowla z tego czasu, tj. łuk triumfalny Marka Aureliusza, który na okoliczność pokonania Markomanów i Kwadów w 175 r. wznieśli cesarzowi na Forum „senat i lud rzymski”. Pozostało z niego tylko kilka płaskorzeźb, wtórnie wykorzystanych w łuku Konstantyna. Fortunnie przetrwało do naszych czasów kilka innych obiektów, ukończonych już za panowania Kommodusa, między innymi niezmiernie cenna dla studiów nad okresem wojen markomańskich kolumna reliefowa stojąca dziś na Piazza Colonna (więcej na jej temat w następnych rozdziałach) oraz statua konna Marka Aureliusza ustawiona na szczycie Kapitolu[26]. Ta ostatnia stanowi jedyny tak dobrze zachowany antyczny pomnik konny, będący wzorcem dla wszelkich późniejszych rzeźb tego typu, łącznie z warszawskim pomnikiem ks. Józefa Poniatowskiego dłuta Duńczyka Thorvaldsena.

Styl rzeźbiarski okresu „późnych Antoninów” nazywany jest „antonińskim barokiem” i charakteryzuje się niespotykaną wcześniej ekspresją i doprowadzonym do szczytu realizmem. Te efekty osiągano poprzez zastosowanie gry światła i cienia w niezwykle głęboko rzeźbionym materiale, zazwyczaj posługując się w tym celu świdrem[27]. Po śmierci ostatniego z Antoninów, Kommodusa, a już z pewnością po okresie Sewerów, następuje wyraźne odejście od tego trendu. Sztuka rzymska stopniowo oddala się wówczas od realizmu, zdążając ku linearyzmowi i schematyzmowi, a nawet ku abstrakcji, czego ukoronowaniem stanie się styl późnoantyczny. Omawiane czasy cechuje także wciąż bujny rozwój piśmiennictwa i to w bardzo różnych dziedzinach. W okresie tym praktykował i pisał swoje traktaty medyczne największy lekarz doby cesarstwa – Galen. Historiografię reprezentowali wówczas tacy pisarze jak Arrian i Appian, obaj tworzący po grecku. Pierwszy opisał między innymi wyprawę Aleksandra Macedońskiego do Azji w pracy pt. Aleksandroi Anabasis[28], drugi jest autorem monumentalnej Historii Rzymskiej, opowiedzianej w 24 księgach[29]. Przedstawicielem literatury pięknej był autor niezmiernie płodny, moralista i satyryk, Lukian z Samosat. Geografię reprezentował Klaudiusz Ptolemeusz, uczony aleksandryjski, którego dzieło – Geographike hyphegesis – stanowi kumulację całej wiedzy geograficznej starożytnych. Opisane w nim zostały trzy znane wówczas kontynenty: Europa, Azja i Afryka, z podaniem cech krajobrazu wyszczególnionych krain i krótkiej charakterystyki zamieszkujących je ludów, przy czym po raz pierwszy posłużono się tu siatką południków i równoleżników[30]. Przykładem dzieła filozoficznego najwyższej próby są natomiast Rozmyślania samego cesarza Marka Aureliusza[31], którym nieco więcej miejsca poświęcę w przedostatnim rozdziale. Warto też wspomnieć o pracy wybitnego prawnika rzymskiego Gajusza, autora podręcznika Institutiones, którego znaczenie w zakresie interpretacji prawa pozostaje nadal aktualne[32]. Wystarczy tu przywołać kilka zasad, jakie zostały w nim zawarte, na przykład tę, że „duch prawa jest ważniejszy od jego litery” lub że „zawsze należy wysłuchać drugiej strony”, czy powszechnie dziś znaną i stosowaną formułę „prawo wstecz nie obowiązuje”.

Wreszcie nie można pominąć milczeniem żywiołowo rozwijającej się od schyłku II w. twórczości apologetycznej, reprezentowanej wtedy przez tak wybitnych pisarzy chrześcijańskich jak Klemens z Aleksandrii, Justyn z Nablusu czy Tertulian. Ten ostatni, dobrze wykształcony i pełen polemicznego temperamentu, był notabene pierwszym łacińskojęzycznym autorem uprawiającym wspomnianą twórczość[33]. Skoro już o tym mowa, należy podkreślić, że druga połowa wieku II, a zwłaszcza cały III wiek, to okres szczególnie doniosłych i niezwykle głębokich przemian w sferze mentalnej społeczeństwa zamieszkującego Imperium Romanum. Dokonywały się one na płaszczyźnie ideologiczno-religijnej, zmieniając gruntownie panujący system wartości. Wiara w stare, tradycyjne bóstwa stawała się pusta, wyeksploatowana i przestawała wystarczać wyznawcom. Odpowiedzią na ten stan były z jednej strony próby reanimacji niektórych z dotychczasowych kultów, poprzez nadanie im pogłębionego sensu, z drugiej zaś wprowadzanie zupełnie nowych wątków religijnych. Przykładem pierwszego sposobu postępowania było np. propagowanie kultu Wiktorii (Victoria), patronki rzymskich zwycięstw, lub Jowisza, najwyższego boga i opiekuna rzymskiego narodu. Do popularnych wcieleń tego ostatniego należał Jupiter Dolichenus o wybitnie militarnym charakterze[34], a także Jupiter Depulsor – odpychający i powstrzymujący nieprzyjaciół państwa rzymskiego[35]. „Zapotrzebowanie” na Jupitera Depulsora wzrosło np. w sposób szczególny za panowania Marka Aureliusza, kiedy wrogowie permanentnie przekraczali rzymskie granice. Dowodem na jego popularność w tym czasie są liczne dedykowane mu inskrypcje, spotykane głównie na terenach naddunajskich[36]. Nowe kulty i religie, zdobywające coraz szersze rzesze wyznawców, wywodziły się przede wszystkim ze Wschodu i miały niemal bez wyjątku charakter misteryjny. Łączył je poza tym egalitarny stosunek do wiernych, traktowanych indywidualnie, tj. bez przywiązywania wagi do ich etnicznego pochodzenia i kondycji społecznej. Niosły poza tym przesłanie rezurekcyjne i nadzieję na nieśmiertelność. Do takich trzeba zaliczyć kulty orientalnych bogów: Ozyrysa, Adonisa i Attisa, łączonego w parę z boginią Kybele, a także – bodajże najpopularniejszego z nich – Mitry.

Mitraizm wywodził się z Persji, ale dopiero na terytorium rzymskim uzyskał pełnię cech sobie tylko właściwych[37]. Nurt ten gloryfikował męstwo i poświęcenie oraz czynną walkę ze złem, dlatego nie jest dziwne, że stał się religią rzymskich legionów[38]. Sanktuaria Mitry, urządzane w podziemnych grotach (spaeleum), znajdowały się głównie w zachodnich prowincjach Cesarstwa, na obszarach naddunajskich i nadreńskich oraz w samej Italii[39]. Czczono w nich boga, który składał w imieniu ludzi ofiarę z byka i który dostąpił zmartwychwstania, torując tym drogę należącym do bractwa wiernym, jednakże pod warunkiem, że przeszli odpowiedni proces wtajemniczenia. Jeśli wspomnimy, że wiernych cechował wysoki kodeks moralny oraz chęć niesienia pomocy współwyznawcom, to nie trzeba dodawać, iż kult Mitry był poważnym konkurentem dla rozwijającego się w tym samym czasie chrześcijaństwa. To ostatnie jednak miało tę niezaprzeczalną przewagę, że posługując się pacyfistyczną ideologią, trafiało do wszystkich członków społeczeństwa, a poza tym posiadało szereg innych istotnych cech, które pomimo prześladowań pozwoliły mu odnieść triumf nad wszelkiego typu konkurencją. Z jednej strony przesądziły o tym walory doktrynalno-teologiczne wiary Chrystusowej, w tym rozbudowana eschatologia, z drugiej, wypracowana przez stulecia doświadczeń, znakomita organizacja wewnętrzna Kościoła, adaptująca m.in. wzorce rzymskiej administracji państwowej. Tym niemniej czasy wojen markomańskich naznaczone są męczeńską śmiercią wielu chrześcijan, którzy w atmosferze zagrożenia wojennego i zarazy zbierającej w Cesarstwie obfite żniwo odegrali rolę przysłowiowego kozła ofiarnego. Jako przykład wystarczy tu przytoczyć męczeńską śmierć spalonego w Smyrnie biskupa Polikarpa czy martyrologię pięćdziesięciu męczenników z Lugdunum (dziś Lyon), rozszarpanych przez dzikie zwierzęta w tamtejszym amfiteatrze (177 r.). Wśród nich znaleźli się między innymi 90-letni starzec Pothinus, przywódca tamtejszej gminy, i młoda niewolnica Blandyna, która bezprzykładnym bohaterstwem okazanym w trakcie tortur wzbudziła podziw nawet u swoich oprawców[40].

*

Ciąg dalszy w wersji pełnej

[1] E. Gibbon, Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego, Warszawa 1975, passim. zob. też L. Homo, Le siècle d'or de l'Empire romain. Les Antonins (96–192 ap.J.-C.), Paris 1947.

[2] M. Cary, H.H. Scullard, Dzieje Rzymu, Warszawa 1992, s. 222 – 249; tam też starsza literatura.

[3] Ibidem, s. 223.

[4] A. Ziółkowski, Historia Rzymu, Poznań 2004, s. 452.

[5] J. Carcopino, Życie codzienne w Rzymie w okresie rozkwitu cesarstwa, Warszawa 1966, s. 30; T. Cornell, J. Matthews, Rzym. Wielkie kultury świata, Warszawa 1995, s. 90.

[6] A. Ziółkowski, op.cit., s. 470.

[7] T. Cornell, J. Matthews, op.cit., s. 81–83; na temat canabae patrz L. Mroziewicz, Ze studiów nad rolą canabae w procesie urbanizacji terenów pogranicza reńsko-dunajskiego w okresie Wczesnego Cesarstwa, „Balcanica Posnaniensia”, t. 3, 1984, s. 285–298.

[8] A. Ziółkowski, op.cit., s. 481.

[9] K. Koranyi, Powszechna historia państwa i prawa, t. 1, Warszawa 1965, s. 156–162.

[10] Na przykład wymagano od aplikantów wyższych studiów prawniczych.

[11] K. Koranyi, op.cit., s. 151–154.

[12] M. Cary, H.H. Scullard, op.cit., s. 203.

[13] Istniały wszakże regiony, gdzie gospodarka rolna opierała się na monopolu użycia siły niewolnej. Tak było np. na Sycylii, w Afryce Prokonsularnej, czy w prowincji Azji: zob. A. Ziółkowski, op.cit., s. 494.

[14] P.M. Duval, Życie codzienne w Galii w okresie pokoju rzymskiego (I-III wiek n.e.), Warszawa 1967, s. 147.

[15] Tak np. uważa A. Ziółkowski, op.cit., s. 477–478.

[16] H. Grünert, Die wirtschaftiche Entwicklung im 1. und 2. Jahrhundert, [w:] Die Germanen, t. 1, red. B. Krüger, Berlin 1978, s. 436–449; J. Peters, Die Haustierhaltung, [w:] Die Römer zwischen Alpen und Nordmeer, red. L. Wamser, München 2000, s. 186–187.

[17] M. Cary, H.H. Scullard, op.cit., s. 252.

[18] J. Garbsch, Terra sigillata–porcelana antyku, Warszawa 1993, s. 29–37.

[19] J. Wielowiejski, Główny szlak bursztynowy w czasach Cesarstwa Rzymskiego, Wrocław 1980, passim.

[20] J. Okulicz-Kozaryn, W. Nowakowski, In Search of the Amber Routes, [w:] Kontakte längs der Bernsteinstra|e (zwischen Caput Adriae und den Ostseegebieten) in der Zeit um Christi Geburt, red. Z. Woźniak, Kraków 1996, s. 162–163; J. Kmieciński, J. Gurba, Szlaki handlowe jako ponadczasowy nośnik innowacji kulturowych, „Pomorania Antiqua”, t. 21, 2006, s. 9–15.

[21] M. Wheeler, Rzym poza granicami Cesarstwa, Warszawa 1958, s. 147–150; 170–196.

[22] J. Wielowiejski, Na drogach i szlakach Rzymian, Warszawa 1984, s. 7.

[23] J. Carcopino, op.cit., s. 15–21.

[24] A. Sadurska, Archeologia starożytnego Rzymu, t. 2, Warszawa 1980, s. 221.

[25] Ibidem, s. 236, ryc. 170.

[26] Ibidem, s. 223, 226, ryc. 162.

[27] Ibidem, s. 223.

[28] Flawiusz Arrian, Wyprawa Aleksandra Wielkiego, tłum. H. Gesztoft-Gasztold, Wrocław 2004.

[29] Appian z Aleksandrii, Historia Rzymska, t. 1 i 2, tłum. L. Piotrowicz, Wrocław 1957.

[30] Claudius Ptolemaeus, Geographike hyphegesis, Codex Urbinas Graecus, źródło cytowania patrz Bibliografia; T. Steche, Altgermanien im Erdkundebuch des Claudius Ptolemäus, Leipzig 1937.

[31] Marek Aureliusz, Rozmyślania, tłum. H. Reiter, Warszawa 1984.

[32] P. Rietbergen, Europa. Dzieje kultury, Warszawa 1998, s. 60, 63.

[33] Do końca II w., a nawet jeszcze w III w. językiem chrześcijan pozostawała greka; patrz T. Cornell, J. Matthews, op.cit., s. 177.

[34] Przedstawiano go z toporem, stojącego na byku, ubranego w charakterystyczną frygijską czapkę. Specjalną estymą cieszył się u żołnierzy.

[35] M. Jaczynowska, Religie świata rzymskiego, Warszawa 1987, s. 152.

[36] Ibidem.

[37] Ibidem, s. 210–220.

[38] Poza tym wierni, podobnie jak w armii, otrzymywali stopnie wojskowe i przechodzili drogę awansu. Patrz A. Tatarkiewicz, Sanctuaries and the Cult of Mithra in Ostia, [w:] Trade Routes and Pilgrimage Trails as a Factor of Integration. Sanctuaries and Cult, red. J. Kmieciński, M. Olędzki, K.E. Natkański, Łódź-Santiago de Compostela 2005, s. 70–73.

[39] Ibidem, ryc. 2 – mapa dyspersji świątyń Mitry w Cesarstwie Rzymskim.

[40] M. Simon, Cywilizacja wczesnego chrześcijaństwa, Warszawa 1979, s. 200; M. Jaczynowska, Religie..., op.cit., s. 228.

ŚRODKOWOEUROPEJSKIE BARBARICUM – MOZAIKA LUDÓW I KULTUR

Dostępne w wersji pełnej

UZBROJENIE I SPOSOBY WALKI GŁÓWNYCH PARTNERÓW KONFLIKTU

Dostępne w wersji pełnej

PRZYCZYNY WIODĄCE DO WOJEN MARKOMAŃSKICH

Dostępne w wersji pełnej

WOJNY MARKOMAŃSKIE – PRZEBIEG KONFLIKTU I JEGO TRUDNO UCHWYTNE ZAKOŃCZENIE

BELLUM SUSPENSUM (LATA 162–166)

Dostępne w wersji pełnej

OKRES INTENSYWNYCH NAJAZDÓW GERMAŃSKO-SARMACKICH NA CESARSTWO (LATA 166/167–170)

Dostępne w wersji pełnej

EXPEDITIO GERMANICA PRIMA (LATA 171–175)

Dostępne w wersji pełnej

EXPEDITIO (FELICISSIMA) GERMANICA SECUNDAVEL EXPEDITIO GERMANICA SARMATICA (LATA 177–180)

Dostępne w wersji pełnej

EXPEDITIO GERMANICA TERTIA VEL EXPEDITIO BURICA (LATA 182–183) ORAZ OSTATNIE WALKI NAD DUNAJEM ZA PANOWANIA KOMMODUSA (LATA 184–185)

Dostępne w wersji pełnej

DZIAŁANIA KARAKALLI W REJONIE ŚRODKOWODUNAJSKIM (LATA 212–215)

Dostępne w wersji pełnej

RZYMSKA POLITYKA WOBEC LUDÓW ZZA DUNAJU – PRÓBA OCENY

Dostępne w wersji pełnej

ZAKOŃCZENIE

Dostępne w wersji pełnej

ANEKSY

ANEKS 1

Dostępne w wersji pełnej

ANEKS 2

Dostępne w wersji pełnej

ANEKS 3

Dostępne w wersji pełnej

BIBLIOGRAFIA

Dostępne w wersji pełnej

WYKAZ ILUSTRACJI

Dostępne w wersji pełnej

Ilustracje

Dostępne w wersji pełnej

MAPY

Dostępne w wersji pełnej

W serii:

Dostępne w wersji pełnej

Bellona SA prowadzi sprzedaż wysyłkową wszystkich swoich książek z rabatem.

www.ksiegarnia.bellona.pl

Nasz adres: Bellona SA

ul. Grzybowska 7700–844 Warszawa

Dział Wysyłki tel.: (22) 4 570 306, 652 27 01

fax: (22) 620 42 71

Internet: www.bellona.pl

e-mail: biuro@bellona.pl

Ilustracja na okładce: Łukasz Mieszkowski

Redaktor prowadzący: Zofia Gawryś

Redaktor merytoryczny: Jolanta Karaś

Redaktor techniczny: Andrzej Wójcik

Korektor: Teresa Kępa

© Copyright by Marek Olędzki, Warszawa 2011

© Copyright by Bellona Spółka Akcyjna, Warszawa 2011

ISBN 9788311125773

Plik ePub opracowany przez firmę eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl