Wielka Magia. Odważ się żyć kreatywnie - Elizabeth Gilbert - ebook + audiobook

Wielka Magia. Odważ się żyć kreatywnie ebook i audiobook

Elizabeth Gilbert

0,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Zdobądź się na odwagę i podążaj za swoimi marzeniami jak autorka Jedz, módl się, kochaj.

Autorka Jedz, módl się, kochaj i innych bestsellerowych książek od lat inspiruje czytelników. Teraz wszystkim, którym brakuje pewności siebie, wytrwałości czy cierpliwości, by podążyć za swymi marzeniami i powołaniem, pokazuje, jak z powodzeniem przezwyciężyć te obawy.

Jeśli pragniesz napisać książkę, stworzyć dzieło sztuki, znaleźć nowe sposoby wykonywania pracy lub po prostu nasycić swoje codzienne życie pewną dozą pasji – Wielka Magia otworzy przed tobą cudowny świat twórczej ciekawości, mocy i radości.

Ta książka powstała w odpowiedzi na ogromne zainteresowanie czytelników. Wykład o kreatywności podczas TED Conference, który dała Elizabeth Gilbert, obejrzało do tej pory na YouTubie ponad 18 mln osób.

Gilbert odziera z tajemnicy proces tworzenia, opisuje praktyki wielkich twórców i pokazuje nam, jak czerpać natchnienie z codzienności. - „Harper’s Bazaar”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 221

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 34 min

Lektor: Paulina Holtz

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Polecamy

TEJ AUTORKI POLE­CAMY RÓW­NIEŻ

Jedz, módl się, kochaj

Ta jest dla Cie­bie, Rayya

Pyta­nie: Czym jest kre­atyw­ność?

Odpo­wiedź: Rela­cją pomię­dzy czło­wie­kiem a tajem­ni­cami natchnie­nia.

CZĘŚĆ I

Odwaga

Ukryty skarb

Dawno, dawno temu żył sobie męż­czy­zna, który nazy­wał się Jack Gil­bert i nie był ze mną spo­krew­niony – a szkoda.

Jack Gil­bert był wspa­nia­łym poetą, ale nie przej­muj się, jeśli o nim nie sły­sza­łeś. To nie twoja wina, bo on po pro­stu nie chciał być znany. Mimo wszystko mia­łam oka­zję zapo­znać się z jego twór­czo­ścią i uwiel­bia­łam go z peł­nego sza­cunku dystansu, a teraz chcia­ła­bym opo­wie­dzieć ci o nim.

Uro­dził się w 1925 roku w Pit­ts­bur­ghu i dora­stał w hała­sie i smogu tego prze­my­sło­wego mia­sta. W mło­do­ści pra­co­wał w fabry­kach i hutach stali, ale bar­dzo wcze­śnie poczuł poetyc­kie powo­ła­nie. Chęt­nie mu się pod­dał, i to z takim samym nasta­wie­niem, z jakim inni trak­tują powo­ła­nie zakonne. Two­rze­nie poezji było dla niego prak­tyką reli­gijną, aktem miło­ści i dozgon­nym zobo­wią­za­niem, że będzie dążył do łaski i trans­cen­den­cji. Myślę, że to bar­dzo dobre pod­stawy do zaję­cia się poezją, podob­nie jak każdą inną dzie­dziną, która wymaga serca i budzi w nas chęć do życia.

Jack mógł być sławny, bo miał zarówno talent, jak i cha­ry­zmę, ale nie chciał tego. Już za pierw­szy tomik wier­szy, opu­bli­ko­wany w 1962 roku, otrzy­mał nagrodę Wydaw­nic­twa Uni­wer­sy­tetu Yale dla mło­dych poetów i został nomi­no­wany do nagrody Pulit­zera. Jego poezja cie­szyła się uzna­niem nie tylko kry­ty­ków, ale i czy­tel­ni­ków, o co nie­ła­two w dzi­siej­szym świe­cie. Jack był pełen pasji, przy­stojny i sek­sowny, a przy tym dosko­nale sobie radził pod­czas publicz­nych wystę­pów. Kobiety cią­gnęły do niego jak muchy do miodu, a męż­czyźni uwa­żali go za swo­jego idola. Na zdję­ciach w „Vogue’u” wypadł świet­nie – i roman­tycz­nie. Ludzie go uwiel­biali, tak że mógł się stać praw­dziwą gwiazdą.

Tym­cza­sem on miał dość tego całego zamie­sza­nia wokół swo­jej osoby i po pro­stu znik­nął. Po latach wyja­śnił, że nie cho­dziło mu nawet o to, że sława demo­ra­li­zuje i roz­le­ni­wia, tylko że jest nudna – dzień w dzień dokład­nie to samo. A jemu zale­żało, żeby jego życie było głęb­sze, wie­lo­war­stwowe, bar­dziej uroz­ma­icone. Dla­tego wyje­chał do Europy, gdzie prze­by­wał przez dwa­dzie­ścia lat. Tro­chę miesz­kał we Wło­szech, tro­chę w Danii, ale przez więk­szość czasu w paster­skiej cha­cie na szczy­cie góry w Gre­cji. Tam mógł spo­koj­nie kon­tem­plo­wać odwieczne tajem­nice, obser­wo­wać, jak zmie­nia się życie, i pisać wier­sze. Prze­ży­wał romanse, napo­ty­kał prze­szkody i odno­sił zwy­cię­stwa. Czuł się szczę­śliwy. Od czasu do czasu pra­co­wał zarob­kowo, żeby się utrzy­mać, ale nie­wiele potrze­bo­wał. Pozwo­lił, żeby o nim zapo­mniano.

Po dwu­dzie­stu latach Jack Gil­bert znów dał o sobie znać, wyda­jąc kolejny tom wier­szy. Lite­racki świat ponow­nie się w nim zako­chał. On ponow­nie mógł cie­szyć się sławą, ale – też ponow­nie – znik­nął, tym razem na dzie­sięć lat. I tak to się toczyło: izo­la­cja, publi­ka­cja świet­nych wier­szy i znów izo­la­cja. Przy­po­mi­nał rzadką odmianę stor­czyka zakwi­ta­ją­cego raz na wiele lat. Sam ni­gdy nie zabie­gał o uwagę. (Pod­czas jed­nego z nie­wielu wywia­dów, któ­rych udzie­lił, zapy­tano go, jak odse­pa­ro­wa­nie się od branży wydaw­ni­czej wpły­nęło na jego karierę. Roze­śmiał się i stwier­dził: „Przy­pusz­czam, że kata­stro­fal­nie”).

Jeśli o mnie cho­dzi, to usły­sza­łam o Jacku Gil­ber­cie dla­tego, że w póź­niej­szym okre­sie życia wró­cił do USA i – z nie­wia­do­mych dla mnie przy­czyn – przy­jął na krótko sta­no­wi­sko wykła­dowcy na wydziale twór­czego pisa­nia Uni­ver­sity of Ten­nes­see w Kno­xville. Tak się zło­żyło, że rok póź­niej, w 2005 roku, ja obję­łam dokład­nie tę samą posadę. (Na uni­wer­sy­te­cie zaczęto żar­to­bli­wie nazy­wać to sta­no­wi­sko „kate­drą Gil­ber­tów”). W swoim gabi­ne­cie, który wcze­śniej nale­żał do Jacka, zna­la­złam jego książki. Wyda­wało mi się, że czuję tam jesz­cze cie­pło jego obec­no­ści. Prze­czy­ta­łam jego wier­sze i zro­biły na mnie wiel­kie wra­że­nie – zarówno ich wspa­nia­łość, jak i to, jak bar­dzo przy­po­mi­nały twór­czość Whit­mana. („Musimy zary­zy­ko­wać zachwyt”, pisał. „Musi nam wystar­czyć uporu, by akcep­to­wać swoje zado­wo­le­nie w bez­li­to­snym pie­kle tego świata”).

Mie­li­śmy takie samo nazwi­sko, zaj­mo­wa­li­śmy to samo sta­no­wi­sko i gabi­net, uczy­li­śmy wielu tych samych stu­den­tów, a teraz zachwy­ciły mnie jego słowa. Nic dziw­nego, że tak bar­dzo mnie zacie­ka­wił. Zaczę­łam wypy­ty­wać o niego wszę­dzie, gdzie się dało. Kim był Jack Gil­bert?

Stu­denci powie­dzieli mi, że był naj­bar­dziej nie­zwy­kłym czło­wie­kiem, z jakim się zetknęli. Wyda­wał się nie z tego świata. Żył w sta­nie nie­ustan­nego zachwytu i zachę­cał ich do tego samego. Wspo­mi­nali, że uczył ich nie tyle, jak pisać poezję, ile dla­czego: z powodu zachwytu. Z powodu upar­tego zado­wo­le­nia. Prze­ko­ny­wał ich, że muszą pro­wa­dzić jak naj­bar­dziej twór­cze życie, by w ten spo­sób wal­czyć z bez­li­to­snym pie­kłem współ­cze­snego świata.

Ale przede wszyst­kim pro­sił swo­ich uczniów, żeby byli odważni. Bez odwagi, twier­dził, ni­gdy nie zdo­łają wyko­rzy­stać swo­jego nie­sa­mo­wi­tego poten­cjału. Bez odwagi ni­gdy nie poznają świata tak dogłęb­nie, jak chciałby być poznany. Bez odwagi ich życie będzie bar­dzo pospo­lite – zapewne znacz­nie bar­dziej, niżby chcieli.

Ni­gdy nie pozna­łam Jacka Gil­berta oso­bi­ście i już nie poznam, bo zmarł w 2012 roku. Oczy­wi­ście mogłam go wcze­śniej odszu­kać i posta­rać się z nim spo­tkać, ale wła­ści­wie tego nie chcia­łam. (Mia­łam przy­kre doświad­cze­nia z oso­bi­stym pozna­wa­niem swo­ich idoli. Cza­sem koń­czy się to spo­rym roz­cza­ro­wa­niem). W każ­dym razie odpo­wia­dało mi, że ist­nieje on w mojej wyobraźni jako zna­czący i potężny byt utkany z jego wier­szy i opo­wie­ści, które o nim sły­sza­łam. I posta­no­wi­łam, że tak pozo­sta­nie, że będę go znała tylko przez swoją wyobraź­nię. Jest tam do dzi­siaj – dla mnie na­dal żywy, cał­ko­wi­cie mój, zupeł­nie jak­bym go sobie wymy­śliła.

Ni­gdy jed­nak nie zapo­mnę, co praw­dziwy Jack Gil­bert powie­dział pew­nej oso­bie z krwi i kości. Była to nie­śmiała stu­dentka z Uni­ver­sity of Ten­nes­see, która opowie­działa mi, że pew­nego dnia po zaję­ciach poświę­co­nych two­rze­niu poezji Jack wziął ją na bok. Pochwa­lił jej utwór, po czym zapy­tał, co chce zro­bić ze swoim życiem. Z waha­niem przy­znała, że być może chcia­łaby zostać pisarką.

Uśmiech­nął się do niej z bez­gra­niczną wyro­zu­mia­ło­ścią i spy­tał: „Ale czy masz odwagę? Czy masz odwagę poka­zać światu swoją pracę? Skarby ukryte w twoim wnę­trzu liczą, że powiesz tak”.

Definicja twórczego życia

Dla mnie to wła­śnie jest pod­sta­wo­wym pyta­niem, wokół któ­rego obraca się twór­cze życie: Czy masz odwagę poka­zać światu skarby, które się w tobie kryją?

Żeby było jasne: nie mam poję­cia, co się w tobie kryje. Bo i skąd? Być może sam nie bar­dzo to wiesz, choć zapewne cza­sem coś ci świta. Nie znam two­ich moż­li­wo­ści i aspi­ra­cji, two­ich pra­gnień czy talen­tów. Ale nie­wąt­pli­wie coś wspa­nia­łego jest w tobie ukryte. Twier­dzę to z peł­nym prze­ko­na­niem, bo wie­rzę, że wszy­scy jeste­śmy cho­dzą­cymi skarb­ni­cami nie­od­kry­tych jesz­cze bogactw. Uwa­żam, że to jeden z naj­star­szych, a jed­no­cze­śnie naj­bar­dziej wspa­nia­ło­myśl­nych dow­ci­pów spła­ta­nych nam przez wszech­świat – dla jego i naszej ucie­chy. Wszech­świat ukrywa w nas, ludziach, nie­znane klej­noty, a potem przy­gląda się z boku, czy potra­fimy je zna­leźć.

Poszu­ki­wa­nia w celu odkry­cia tych skar­bów – oto twór­cze życie.

Zebra­nie się na odwagę, żeby wyru­szyć na te poszu­ki­wa­nia – to decy­zja prze­są­dza­jąca, czy nasze życie będzie przy­ziemne czy fascy­nu­jące.

Czę­sto zaska­ku­jący rezul­tat tych poszu­ki­wań nazy­wam wła­śnie Wielką Magią.

Wzbogacone życie

Zależy mi, żeby­śmy dobrze się zro­zu­mieli. Dla mnie kre­atywne życie nie ogra­ni­cza się do zawo­do­wego czy choćby ama­tor­skiego poświę­ce­nia się sztu­kom pięk­nym, muzyce lub lite­ra­tu­rze. Nie musisz two­rzyć poezji na szczy­cie grec­kiej góry, dawać kon­cer­tów w Car­ne­gie Hall ani zdo­być Zło­tej Palmy w Can­nes. (Cho­ciaż jeśli zależy ci na tego rodzaju osią­gnię­ciu, to oczy­wi­ście dzia­łaj w tym kie­runku. Uwiel­biam patrzeć, jak ludzie pory­wają się z motyką na słońce). Nie, kiedy mówię o twór­czym życiu, trak­tuję to znacz­nie sze­rzej. Cho­dzi mi mia­no­wi­cie o życie, któ­rym w znacz­nie więk­szym stop­niu kie­ruje cie­ka­wość niż strach.

Jeden z moich ulu­bio­nych przy­kła­dów kre­atyw­nego życia pocho­dzi z ostat­nich lat i doty­czy mojej kole­żanki Susan, która zaczęła upra­wiać łyż­wiar­stwo figu­rowe po czter­dzie­stce. Dokład­niej mówiąc, nie zetknęła się z tym spor­tem po raz pierw­szy, bo była łyż­wiarką już jako dziecko. Bar­dzo to lubiła, ale mając kil­ka­na­ście lat, zre­zy­gno­wała, gdy oka­zało się, że nie wystar­cza jej talentu, by zostać mistrzy­nią. (Ach, ten nasz sys­tem kształ­ce­nia, w któ­rym „uta­len­to­wane” dzieci oddziela się od tłumu, by na swych wątłych bar­kach dźwi­gały cię­żar twór­czych aspi­ra­cji spo­łe­czeń­stwa. A co z całą rze­szą pozo­sta­łych, ska­zy­wa­nych na przy­ziemne, pozba­wione inspi­ra­cji życie?)

Susan po prze­rwa­niu swo­jej przy­gody z łyż­wiar­stwem figu­ro­wym nie myślała o nim przez ćwierć wieku. Po co zawra­cać sobie czymś głowę, skoro nie można być naj­lep­szym? A potem skoń­czyła czter­dzie­ści lat i ude­rzyło ją, jak bar­dzo zobo­jęt­niała na roz­ma­ite sprawy. Drę­czył ją nie­po­kój. Poczuła się nudna i ocię­żała. Zaczęła się zasta­na­wiać nad swoim życiem, jak to czę­sto robimy przy takich okrą­głych uro­dzi­nach. Zadała sobie pyta­nie, kiedy ostat­nio czuła się lekka, rado­sna i – tak – twór­cza we wła­snej skó­rze. Ku swo­jemu zasko­cze­niu odkryła, że było to dwa­dzie­ścia kilka lat wcze­śniej, kiedy jako nasto­latka upra­wiała łyż­wiar­stwo figu­rowe. Nie mogła uwie­rzyć, że przez tyle czasu odma­wiała sobie zaję­cia, które ubar­wiało rado­ścią jej życie, i była cie­kawa, czy na­dal będzie ją cie­szyć.

Ule­gła tej cie­ka­wo­ści. Kupiła łyżwy do jazdy figu­ro­wej, zna­la­zła lodo­wi­sko i zatrud­niła tre­nera. Nie zwra­cała uwagi na wewnętrzny głos, który jej powta­rzał, że to sza­leń­stwo, że tylko się ośmie­szy. Prze­zwy­cię­żyła też ogromne zaże­no­wa­nie ogar­nia­jące ją, gdy pomy­ślała, że na lodzie będzie jedyną kobietą w śred­nim wieku wśród fili­gra­no­wych dzie­wię­cio­la­tek.

Po pro­stu to zro­biła.

Trzy razy w tygo­dniu wsta­wała przed świ­tem i ran­kiem, przed roz­po­czę­ciem wyma­ga­ją­cej pracy, przez godzinę jeź­dziła na łyż­wach. Jeź­dziła, jeź­dziła i jeź­dziła. Oka­zało się, że spra­wia jej to taką samą przy­jem­ność jak kie­dyś. Wła­ści­wie nawet więk­szą, bo będąc doro­sła, potra­fiła doce­nić war­tość prze­ży­wa­nej rado­ści. Dzięki jeź­dzie figu­ro­wej poczuła, że żyje, i miała wra­że­nie, że się nie sta­rzeje. Opu­ściło ją poczu­cie, że jest tylko kon­su­men­tem, zale­d­wie sumą swo­ich codzien­nych zadań i obo­wiąz­ków. Wresz­cie wzięła się do cze­goś z wła­snej ini­cja­tywy, wresz­cie coś ze sobą robiła.

Wyko­nu­jąc figury na lodzie, czuła, jak odżywa, skok po skoku, obrót po obro­cie.

Dodam, że Susan nie rzu­ciła pracy, nie sprze­dała domu, nie zerwała wszyst­kich zna­jo­mo­ści i nie prze­pro­wa­dziła się do Toronto, żeby tam tre­no­wać po sie­dem­dzie­siąt godzin tygo­dniowo pod okiem tre­nera mistrzów olim­pij­skich. Ponadto ta histo­ria nie koń­czy się zdo­by­ciem przez nią mistrzow­skich medali. Wła­ści­wie wcale się nie koń­czy, bo moja kole­żanka na­dal jeź­dzi na łyż­wach kilka razy w tygo­dniu. Nie dla zwy­cięstw, tylko dla­tego, że dzięki temu znaj­duje piękno i trans­cen­den­cję w życiu – czego nie osią­gnęła w żaden inny spo­sób. I chcia­łaby spę­dzać jak naj­wię­cej czasu w tym sta­nie ducha, dopóki żyje.

I to wszystko.

To wła­śnie nazy­wam twór­czym życiem.

Dla każ­dego z nas będzie ono pole­gało na czymś innym i różne będziemy osią­gać rezul­taty, ale mogę z całym prze­ko­na­niem powie­dzieć jedno: twór­cze życie jest życiem znacz­nie bogat­szym. Jest głęb­sze, szczę­śliw­sze, wie­lo­wy­mia­rowe i bez porów­na­nia bar­dziej inte­re­su­jące. Takie życie – pole­ga­jące na nie­ustan­nym wydo­by­wa­niu na świa­tło dzienne ukry­tych w twoim wnę­trzu klej­no­tów – nie­wąt­pli­wie samo w sobie należy do dzie­dziny sztuk pięk­nych.

Bo w twór­czym życiu zawsze jest obecna Wielka Magia.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Tytuł ory­gi­nału: Big Magic

Copy­ri­ght © 2015, Eli­za­beth Gil­bert

All rights rese­rved

Copy­ri­ght © for the Polish e‑book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2015, 2022, 2025

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach

W celu ochrony autor­skich praw mająt­ko­wych przed praw­nie nie­do­zwo­lo­nym utrwa­la­niem, zwie­lo­krot­nia­niem i roz­po­wszech­nia­niem każdy egzem­plarz książki został cyfrowo zabez­pie­czony. Usu­wa­nie lub zmiana zabez­pie­czeń sta­nowi naru­sze­nie prawa.

Redak­tor: Agnieszka Horzow­ska

Pro­jekt i opra­co­wa­nie gra­ficzne okładki oraz ilu­stra­cja na okładce

Urszula Gireń

Wyda­nie III e‑book (opra­co­wane na pod­sta­wie wyda­nia książ­ko­wego: Wielka Magia, wyd. III, Poznań 2026)

ISBN 978-83-8338-666-9

WYDAWCA

Dom Wydaw­ni­czy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmi­grodzka 41/49, 60-171 Poznań, Pol­ska

tel. +48 61 867 47 08, +48 61 867 81 40

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer