W sieci zmysłów - Barbara Dunlop - ebook
Opis

Riley zawsze czuł się gorszy od przyrodniego brata, Shane’a. Kiedy poznaje Kalissę, siostrę żony Shane’a, postanawia ją uwieść, by uzyskać i wykorzystać tajemnice biznesowe firmy brata. Nie bierze pod uwagę tego, że straci dla tej kobiety głowę. Poznawszy prawdę, Kalissa nie chce mieć z nim nic wspólnego. Gdy z nim zrywa, Riley uświadamia sobie, że jego namiętność do Kalissy nie jest udawana...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 157

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Barbara Dunlop

W sieci zmysłów

Tłumaczenie Julita Mirska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Uśmiechając się z dumą, Kalissa Smith zdjęła brudne rękawice. Praca u Newbergów trwała miesiąc, za to teraz… Teraz na środku ogrodu rósł piękny nowy trawnik, pod ścianami domu kwitły kwiaty, a skupisko klonów japońskich i iglaków dawało zbawienny cień.

– Świetny ten pieprzowiec – rzekła Megan, która stała przy firmowym pikapie.

– Ważne, żeby im się spodobał. – Newbergowie byli wymagającymi klientami.

– Przynajmniej coś zarobimy?

– Mam nadzieję. Trawnik sporo kosztował, ale zaoszczędziłyśmy na robociźnie.

– Bo mamy tanią siłę roboczą.

– To prawda. – Kalissa poruszyła ramionami. Po tylu dniach wytężonej pracy wszystko ją bolało, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: zyskała ładną opaleniznę i nie musiała chodzić na siłownię. – Pstryknę kilka zdjęć na naszą stronę.

Firma Mosaic Landscaping powstała rok temu, gdy jej właścicielki uzyskały dyplom z architektury krajobrazu.

– W poczcie głosowej są trzy nowe wiadomości.

– Możemy coś zjeść, zanim przyjmiemy kolejne zlecenie?

– Taka rozpusta?

Postanowiły wstąpić do Benny’s Burgers, małej knajpki nieopodal sklepu, który udało im się tanio wynająć w zachodniej części Chicago. Nad sklepem znajdowało się ich mieszkanko. Na razie jednak Kalissa wyjęła z torby aparat i robiła zdjęcia. Megan pochowała narzędzia, po czym przysiadła na stopniu i zaczęła przeglądać tablet.

– I co? – zawołała Kalissa, kierując aparat na ścieżkę, którą z obu stron porastały białe i różowe piwonie.

– Wiele osób szuka zwykłych ogrodników, takich, którzy strzygliby trawę i grabili liście. – Rozmawiały o tym, że warto zwiększyć ofertę firmy. Gdyby znalazły pracowników, to czemu nie? – Ojej! Czyżbyś zapomniała mi o czymś powiedzieć?

– O czym? – Kalissa przycupnęła koło przyjaciółki.

Ta pokazała jej tablet. Na ekranie zobaczyła nowożeńców: on w smokingu, ona w przepięknej sukni, z ogromnym wielobarwnym bukietem w ręku.

– To ferdinand pichard? – Nigdy nie widziała tej odmiany róż w tak intensywnie purpurowej barwie.

– Chodzi mi o pannę młodą.

Kalissę zamurowało na widok własnej twarzy.

– To jakiś fotomontaż…

– Też tak pomyślałam. Ale zdjęć jest dużo więcej.

Kalissa wzięła od przyjaciółki tablet. Zatrzymała się przy zdjęciu małżonków krojących tort weselny.

– Siedmiopiętrowy – policzyła Megan.

– Najwyraźniej w moim drugim życiu jestem bogata. Szkoda, że sama sobie nie mogę udzielić pożyczki. – Kalissa podejrzewała, że przyjaciółka postanowiła zrobić żart z okazji jej zbliżających się urodzin.

– Mąż niczego sobie.

– No, niezłe ciacho.

– Shane Colborn – przeczytała Megan.

– Gdzieś słyszałam to nazwisko.

– Facet jest właścicielem Colborn Aerospace.

– Nie spodoba mu się ten żart.

– To nie jest żart. Zdjęcia są na portalu Nighttime News.

– Boże, Megan, trzeba je usunąć.

– Kal, to nie jest fotomontaż. To są zdjęcia ze ślubu Colborna. Wydaje mi się, że masz sobowtóra.

– Sobowtóry występują w bajkach.

– Może sklonowano cię w niemowlęctwie?

– Wątpię, żeby wtedy klonowano ludzi.

– Dziś też się nie klonuje. Jest jedno wytłumaczenie: masz siostrę bliźniaczkę. – Kalissa potrząsnęła głową. – Przecież byłaś adoptowana.

– Jako roczne dziecko. Moja mama wiedziałaby, gdybym miała siostrę.

Gilda Smith nie była dobrze zorganizowana. Kochała sherry, o różnych rzeczach zapominała, ale nie zapomniałaby, że jej adoptowana córka ma siostrę.

– Pewnie rozdzielono was po urodzeniu.

– Kto by to zrobił?

– Nie wiem. Z podpisu pod zdjęciem wynika, że ta kobieta nazywa się Darci Rivers. Od dziś Colborn.

– Moja biologiczna mama nazywała się Thorp.

– Ty przyjęłaś nazwisko swoich rodziców adopcyjnych, a Darci swoich.

Kalissa znów przyjrzała się twarzy na zdjęciu. To nie może być przypadek, podobieństwo jest zbyt duże…

– Powinnaś do niej zadzwonić. Może pożyczyłaby nam parę groszy?

– Chyba żartujesz?

– Babka wyszła za miliardera. I jak tylko na ciebie spojrzy…

– Nie spojrzy. Nie zamierzam być ubogą krewną, która zjawia się z wyciągniętą ręką.

– Nie musisz o nic prosić.

– Nawet gdybym nie prosiła, Darci i tak pomyśli, że przychodzę, bo przeczytałam o jej małżeństwie z miliarderem.

– Pewnie sama zaproponuje ci forsę.

– Megan, przestań!

– Przecież byśmy oddały. A jej parę tysięcy nie zrobiłoby różnicy.

– Nie! – Kalissa zwróciła przyjaciółce tablet.

– Nie możesz jej zignorować.

– Założymy się?

Riley Ellis, właściciel fabryki samolotów Ellis Aviation, był przejęty, a zarazem przerażony. Firma się rozrastała, zdobywał nowe kontrakty, wziął potężny kredyt, słowem: zaczynał nowe życie.

– Okej, wciskam – poinformował przebywającego w Seattle Wade’a Cormacka, szefa Zoom Tac, firmy dostarczającej większość części do silników E-22.

Zapaliły się górne światła, komputery ożyły, włączyły się kontrolki. Setka pracowników wydała okrzyk radości. Oczywiście to nie jeden przełącznik uruchomił wszystko, po prostu światła były sygnałem dla kierowników przy poszczególnych stanowiskach. Szesnastego sierpnia ósma rano – ten dzień zapisze się w pamięci ludzi z Ellis Aviation.

– Zegar ruszył. – Z kładki na trzecim poziomie Riley pomachał do zespołu. Gdy okrzyki ucichły, skierował się do gabinetu. – Teraz czekamy na ostatnie części. A co u ciebie?

– Wszystko zgodnie z planem – odparł Wade.

Riley ubrany w spodnie bojówki, T-shirt i buty o stalowych noskach usiadł przy biurku. Okna gabinetu wychodziły na fabrykę. Miał ochotę zejść na dół, wiedział jednak, że musi pozostać u steru. Kierował dużym przedsiębiorstwem, sto pięćdziesiąt osób pracowało na trzy zmiany. Potrzebowali przywódcy, nie kumpla.

– Powodzenia, stary.

– Zdzwonimy się za kilka dni.

Odchyliwszy się na fotelu, Riley pomyślał o ojcu. Dalton Colborn nie uznał go za syna, nigdy go nie wspierał emocjonalnie ani finansowo, mimo to Riley poszedł w jego ślady. Ciekawe, czy ojciec czuł takie samo przejęcie i strach, kiedy jego mała firma zaczęła się rozrastać?

Po śmierci Daltona wszystko odziedziczył Shane, syn z prawego łoża.

– Dobra, Shane – rzekł Riley. – Przekonajmy się, na co którego stać.

W telefonie rozległ się dźwięk esemesa. Riley zobaczył dwie wiadomości od swojego szkolnego kumpla Ashtona Watsona. „Szczęka mi opadła!” i „Poznałem żonę”. Riley otworzył dołączone zdjęcie. Przedstawiało Shane’a w smokingu obok ślicznej brunetki w białej koronkowej sukni. W skali od jednego do dziesięciu kobieta była dziesiątką. Oczywiście tego należało się spodziewać po prawowitym dziedzicu fortuny Colborna.

Po chwili Ashton wpadł do pokoju.

– Jest piękna jak bogini i wredna.

– Nie wygląda na wredną. – Wyglądała na szczęśliwą. No ale poślubiła miliardera, który według plotkarskiej prasy za samo wesele zapłacił kilkaset tysięcy dolarów.

– Po prostu staraj się jej nie podpaść.

– Skąd ją znasz? – spytał Riley.

– Była współlokatorką Jennifer. Pamiętasz Jennifer? Blondynka, niebieskie oczy, długie nogi…

– Opis pasuje do wszystkich twoich dziewczyn.

– Żartujesz? Zresztą nieważne. Założę się, że Shane wkrótce pożałuje wyboru – rzekł Ashton, po czym zerknął przez okno. – Wiedziałem, że odniesiesz sukces.

– Jeszcze nie odniosłem. – Riley podszedł do okna. Czy interes przyniesie zyski? Może, bardzo na to liczył.

– Ale odniesiesz. – Przyjaciel poklepał go po ramieniu.

– Wiesz, przed chwilą myślałem o Daltonie. Pewnie zaczynał tak samo. Miał te same obawy, lęki, nadzieje.

– Jesteście podobni.

– Nie pochlebiasz mi – mruknął Riley. Nienawidził swojego biologicznego ojca.

– Shane dostał spadek. Ty na wszystko sam zapracowałeś.

– Na razie mam plany, ambicję i długi.

– I to jest podniecające. Kocham ryzyko, adrenalinę -Ashton był pilotem – i piękne kobiety. Nazywa się Darci Rivers – dodał, widząc, że przyjaciel zerka na zdjęcie.

– Uważasz, że Shane popełnił błąd?

– Duży.

– Na razie będzie zajęty żoną. To dobrze…

Bo odtąd ich firmy będą walczyć o te same kontrakty.

Za oknem restauracji Kalissa dostrzegła eleganckiego mężczyznę, bardzo przystojnego, o pięknych ciemnych oczach i prostym nosie, który jej się przypatrywał. Miło by było, gdyby mu się spodobała, ale miała na sobie brudne dżinsy, wyblakły T-shirt i stare kalosze. Włosy opadały jej w strąkach, a po tuszu do rzęs pewnie nie pozostał ślad.

Nie, mężczyzna nie myślał o tym, jak zdobyć jej numer telefonu. Sądząc po grymasie na jego twarzy, pewnie uważał, że widok takiego kocmołucha zakłóca mu przyjemność z posiłku.

Kalissa dotarła z taczką do trawnika.

– Co dwa metry będzie dobrze? – Jej wspólniczka Megan wyprostowała się znad wykopanych w ziemi dziur.

– Oczywiście.

Kalissa ponownie zerknęła w stronę restauracji. Może kiedyś przyjdzie tu na kolację? Mężczyzna wciąż na nią patrzył. E, pewnie ciekawi go, co dzieje się na patiu. Albo był znudzony paplaniną towarzyszki. Choć nie; naprzeciwko niego siedział mężczyzna, który żywo gestykulował.

– To sadzimy.

Kalissa uniosła roślinę i nagle usłyszała za sobą głos:

– Co pani robi? – Obróciła się zaskoczona. – Szpieguje mnie pani?

– Słucham?

– Bez przerwy pani na mnie spogląda.

– Bo pan patrzy na mnie.

– Co to? – Wskazał ręką na taczkę z roślinami.

– Azalie – odparła Megan.

– Sadzimy azalie – wyjaśniła Kalissa.

– Przed moim oknem?

– Nie wiem, kim pan jest, ale na pewno nie jest pan właścicielem tej restauracji. – Inaczej wiedziałby, że tu pracują. – Przepraszam, mamy mnóstwo pracy.

– Nie wie pani, kim jestem? – spytał z niedowierzaniem. – I nie wie, że jem kolację z Pierre’em Charronem?

– Nie wiem.

– Idę po kierownika – rzekła Megan.

– I co mu powiecie? Że się na mnie zaczaiłyście?

Kalissa nie rozumiała. Facet ma nie po kolei w głowie!

– Niesamowite, że przysłał tu panią. Czego chce?

Wzdychając, Kalissa wyjęła z kieszeni wizytówkę.

– Widzi pan? Mosaic Landscaping to my. Zajmujemy się architekturą krajobrazu.

– Dlaczego pani? – Przeczytał wizytówkę.

– Bo mam dyplom z architektury krajobrazu.

Powiódł spojrzeniem po jej stroju i fryzurze.

– To nie ma sensu. – Zanim zdążyła spytać, co nie ma sensu, dodał: – Po co przysyłałby żonę? Zwariował?

– Nie jestem niczyją żoną.

– Jasne.

– Kalisso… – zaczęła Megan.

– Nie jestem, przysięgam.

– Kal… – Megan chwyciła ją za ramię. – On myśli, że jesteś Darci.

– Bo to jest Darci.

– Darci? – Kalissa zmarszczyła czoło. – Ach! Darci Colborn! Nie, proszę pana, pan się myli. Może jestem troszkę do niej podobna…

– Troszkę? – mruknęła pod nosem Megan.

– Nazywam się Kalissa Smith. Mogę panu pokazać swoje prawo jazdy. – Mężczyzna milczał, marszcząc czoło. – Swoją drogą, co pan ma przeciwko Darci Colborn?

– Nic. Nie znam jej.

– To dlatego nas pan pomylił. Różnimy się.

– A pani ją zna?

– Widziałam ją na zdjęciach.

– Są bliźniaczkami – wtrąciła Megan.

– Meg, nie wiemy tego na sto procent.

– Powinnaś do niej zadzwonić. Takie sytuacje będą się powtarzać.

– Naprawdę zajmuje się pani projektowaniem ogrodów? – spytał mężczyzna. – I nazywa się Kalissa Smith?

– Tak. Niech pan spojrzy na wizytówkę.

– I nie zna pani Darci Colborn?

– Nie. Dopiero od niedawna wiem o jej istnieniu.

– W takim razie przepraszam. Czy mogę zatrzymać wizytówkę?

Kalissę przeszyły ciarki.

– Ma pan dom? Z ogrodem?

– Tak. – Schował wizytówkę i wrócił do restauracji.

– Przystojny – szepnęła Megan.

– Dziwak – odrzekła Kalissa. Ale seksowny dziwak, z głosem, który przyprawia o dreszcze. W skrytości ducha miała nadzieję, że mężczyzna zadzwoni. I że coś ciekawego wyniknie z ich rozmowy.

Tytuł oryginału: Seduced by the CEO

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2015

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Mira Weber

© 2015 by Barbara Dunlop

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-2210-5

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.