Miłość i miliardy - Barbara Dunlop - ebook
Opis

Dla Lucasa najważniejsza jest władza oraz pamięć o nieżyjącym bracie. Gdy więc dowiaduje się, że musi z kimś dzielić prawo do opieki nad osieroconą bratanicą, postanawia temu zapobiec. Zwłaszcza że po drugiej stronie barykady stoi ciotka dziewczynki, która nienawidzi jego rodziny...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 156

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Barbara Dunlop

Miłość i miliardy

Tłumaczenie: Andrzej Szydłowski

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Lucas Demarco był człowiekiem lubiącym poczucie pewności. Lubił też konkrety i możliwość panowania nad przebiegiem wydarzeń. Propozycja Steve’a Fostera, który był jego kuzynem, nie zawierała żadnego z tych trzech ważnych elementów.

– Głównym przedmiotem naszego zainteresowania byłaby Brazylia – mówił Steve – ale East Palites to strefa wolnego handlu dla całej Ameryki Południowej. Firma Pacific Robotics byłaby tam prekursorem zaawansowanej technologii.

Lucas wyciągnął z wody kajak i ruszył w kierunku domku, który służył całej rodzinie jako hangar.

– Sytuacja polityczna nie jest tam stabilna – zauważył.

– Ale nikt nie upaństwowi sektora zaawansowanej technologii – odparł kuzyn. – To byłoby samobójstwo.

– Obłąkani dyktatorzy często podejmują samobójcze decyzje.

– Lucas, jeśli my nie wejdziemy na ten rynek, zrobi to ktoś inny.

– Niech sobie robi. – Lucas zdjął kamizelkę ratunkową i zaczął rozpinać mokry kombinezon. Majowy wieczór był ciepły, ale temperatura wody nadal utrzymywała się na niskim poziomie. – Nie mam nic przeciwko temu, żeby wejść na ten rynek jako drugi w kolejności.

– Na szczęście decyzja nie zależy od ciebie – mruknął wyzywającym tonem Steve.

– Ani od ciebie. A brak jednomyślności oznacza, że pozostaniemy przy status quo.

Lucas wiedział, że tak czy owak muszą niebawem rozwiązać problem dotyczący jego nieletniej bratanicy.

On i Steve byli właścicielami firmy Pacific Robotics, ale każdy z nich posiadał tylko czterdzieści pięć procent udziałów. Kluczem do panowania nad wielomiliardową korporacją było prawo do opieki nad małą Amelią, właścicielką pozostałych dziesięciu procent. Zdawali sobie z tego sprawę prawnicy firmy i jej najwyżsi rangą urzędnicy, a także konkurenci.

Lucas i Konrad Demarcowie włożyli w jej rozwój wiele pracy i serca. Dopóki Konrad żył i miał w ręku udziały córki, wszystko było pod kontrolą. Ale po śmierci brata Lucas postanowił uzyskać sądowe prawo do opieki nad Amelią, gdyż tylko ono pozwoliłoby mu decydować o losie korporacji i chronić ją przed knowaniami konkurentów.

– Ty sukinsynu – warknął Steve. – Będę zabiegał o unieważnienie testamentu dziadka. Dobrze wiem, co zrobił Konrad, i wykorzystam to przed sądem.

– Konrad się ożenił i miał dziecko – odparł spokojnym tonem Lucas. Jego brat, zostając ojcem Amelii, spełnił warunki dziadka, który chciał, by jego firmę odziedziczyli potomkowie rodziny Demarców, a nie lekkomyślni Fosterowie, którzy woleli podróżować po luksusowych kurortach, niż ślęczeć nad bilansami.

Lucas był zdziwiony pośpiechem, z jakim Konrad poślubił Monicę Hartley, ale nigdy nie podzielił się swoimi wątpliwościami ze Steve’em. I nie wątpił w to, że brat kochał żonę, a przynajmniej kochał ją w momencie, w którym stanął z nią przed ołtarzem.

Tak czy owak Amelia była jego spadkobierczynią. Steve zażądał przeprowadzenia badań DNA, które dowiodły niezbicie ojcostwa Konrada. Matka dziewczynki, Monica, zginęła w katastrofie awionetki razem z mężem, a jej siostra – Devin Hartley – walczyła teraz z Lucasem o prawo do opieki nad ich dzieckiem.

– Kiedy ma się odbyć rozprawa wstępna? – spytał Steve.

– W przyszłym tygodniu.

– A co będzie, jeśli Devin wygra?

– Nie licz na to – mruknął ostrzegawczym tonem Lucas. – I nie próbuj wkradać się w jej łaski.

Poznał siostrę bratowej w dniu ślubu Konrada. Wydała mu się sympatyczna, choć miała sposób bycia, który można kojarzyć z artystyczną nonszalancją. Odniósł wrażenie, że jej niebieskie oczy kryją jakąś tajemnicę, którą warto byłoby zgłębić. Ale oczywiście nie zrobił w tej sprawie ani jednego kroku, a potem o niej zapomniał.

Był przekonany, że uzyska prawo do opieki nad Amelią, a ponieważ Devin robiła wrażenie rozsądnej, miał nadzieję, że w razie wygranej nie poprze koncepcji Steve’a dotyczącej otwarcia oddziału Pacific Robotics w Ameryce Południowej.

– Żyjemy w wolnym kraju. Jeśli sąd przyzna rację Devin, nic mnie nie powstrzyma od próby pozyskania jej względów – oznajmił Steve, uśmiechając się złośliwie.

– I ty mnie nazywasz sukinsynem?

– Nie tylko. Uważam, że jesteś tchórzliwy i pozbawiony wyobraźni. Dziadek miał rację, oddając kontrolę nad firmą w ręce Konrada.

– Czy chcesz powiedzieć, że wolałbyś, abym to ja zginął w tym samolocie?

– Chcę powiedzieć, że Konrad był lepszym człowiekiem. Takim jak ja. Znał dobrze reguły gry.

– Konrad nie był w niczym do ciebie podobny. – Lucas wiedział, że brat nadmiernie lubił ryzyko, ale nie był intrygantem. W odróżnieniu od ich kuzyna zawsze miał na względzie interes rodziny.

Steve zmarszczył brwi i podszedł do niego bliżej.

– Lucas, żyjemy w epoce globalnej dywersyfikacji – powiedział. – Musimy się rozwijać. Ci, którzy tego nie robią, przestają istnieć.

– A co robią ci, którzy tracą firmy w wyniku zbrojnego zamachu stanu?

– Przynajmniej mają dość odwagi, żeby podjąć próbę ekspansji.

– Istnieje zasadnicza różnica między odwagą a bezmyślną lekkomyślnością.

Steve potrząsnął głową i parsknął śmiechem.

– Tym argumentem posługują się wszyscy tchórze!

Lucas poczuł nagle dotkliwie brak starszego brata. Steve zawsze był agresywny i narwany, ale Konrad potrafił wybijać mu z głowy głupie pomysły i neutralizować szkodliwość jego poczynań.

Konrad i Lucas nie byli sobie bardzo bliscy. Konrad spędzał większość czasu w Bellevue, gdzie mieścił się jego luksusowy apartament, a w ciągu ostatniego roku był pochłonięty próbami pojednania się z żoną. Lucas zaś dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak bardzo mu go brakuje.

– Mam nadzieję, że zmienisz zdanie i zachowasz się jak mężczyzna – powiedział Steve.

– A ja mam nadzieję, że zaczniesz się kierować rozumem, a nie ślepą ambicją.

– W takim razie do zobaczenia w sądzie.

– Nie jesteś tam zaproszony.

– Żyjemy w wolnym kraju – powtórzył wyzywającym tonem Steve, a nie doczekawszy się reakcji Lucasa, potrząsnął głową i ruszył w kierunku domu.

Lucas od wielu lat miał ochotę stłuc kuzyna na kwaśne jabłko. Ulegał perswazjom Konrada, który tłumaczył mu, że tego rodzaju konfliktów nie da się rozwiązać przy pomocy siły, ale od chwili śmierci brata ta metoda postępowania wydawała mu się coraz bardziej kusząca.

Gdy Amelia w końcu zasnęła, Devin zaczęła chodzić po swoim wiejskim domku, zbierając porozrzucane wszędzie plastikowe zabawki, kocyki i książeczki. Dziewczynka nauczyła się chodzić na czworakach dopiero przed miesiącem, ale już potrafiła zamienić każde pomieszczenie w pobojowisko.

– Jak sobie radzisz z obowiązkami młodej matki? – spytała sąsiadka, wchodząc do saloniku przez oszklone drzwi od strony ogrodu.

Devin uśmiechnęła się na jej widok. Lexi miała około czterdziestki i trójkę dorosłych dzieci, które mieszkały poza domem – w miejscu pracy albo na terenie uczelni. Przed sześcioma laty straciła męża, którego motorówka zderzyła się na jeziorze z inną łodzią. Jako osoba obdarzona empatią, pomogła Devin przeżyć kilka okropnych tygodni po śmierci siostry i szwagra.

– Czy udało ci się dziś w nocy trochę zdrzemnąć? – spytała z uśmiechem.

– Spałam jak zabita przez sześć godzin – odparła Devin.

Lexi pochyliła się i zaczęła zbierać zabawki. Salonik był skromnie umeblowany, ale przytulny i sympatyczny. Devin lubiła swój mały domek, stojący tuż nad brzegiem jeziora, a zwłaszcza duży taras, na którym często jadała posiłki.

– Czy napijemy się herbaty? – spytała Lexi.

– Doskonały pomysł – odparła Devin, mając nadzieję, że popołudniowy sen Amelii potrwa co najmniej godzinę.

– Czy wydarzyło się coś nowego w sprawie tego postępowania sądowego?

– Tylko tyle, że myśl o rozprawie napawa mnie coraz większym przerażeniem. Sama nie wiem, dlaczego wszystko nie może zostać tak, jak jest w tej chwili.

Devin była zaskoczona, kiedy Lucas Demarco oznajmił nagle, że żąda prawa do opieki nad dzieckiem. Jego adwokaci przysłali jej list, z którego wynikało, że wstępne przesłuchanie stron odbędzie się już za tydzień.

– Wiesz przecież, dlaczego on to robi – powiedziała Lexi, podnosząc z podłogi żółty kocyk. – Chce być blisko Amelii i mieć na nią wpływ.

– Na tym polega moja przewaga – przyznała Devin, kiwając głową – ale nie wiem, czy uda mi się ją utrzymać.

Lexi widziała Lucasa tylko raz w życiu, na ślubie Moniki, ale obie znały wiele anegdot, z których wynikało, że jest on bezwzględnym biznesmenem i playboyem. Obie były przekonane, że chce uzyskać prawo do opieki nad dziewczynką tylko dlatego, że odziedziczyła ona dziesięć procent udziałów w Pacific Robotics. Gdyby mu się to udało, miałby w ręku pakiet kontrolny obejmujący pięćdziesiąt pięć procent akcji.

Devin liczyła na to, że sąd dostrzeże ukryte motywy Lucasa i rozstrzygnie spór na jej korzyść. Ale od czasu do czasu nękały ją napady lęku wynikającego ze świadomości, że może zostać odizolowana od ukochanej siostrzenicy.

Gdy rozległo się pukanie do drzwi, przyjaciółki uniosły brwi. Członkowie nielicznej społeczności mieszkającej nad jeziorem Westmire z reguły zbliżali się od strony tarasu, otwierali rozsuwane drzwi i wchodzili do domku sąsiadów. Jeśli chcieli zachować się zgodnie z wymogami dobrego wychowania, poprzedzali wizytę telefonem.

Devin zdała sobie sprawę, że ma na sobie tylko wypłowiały podkoszulek i znoszone dżinsy. Mimo to podeszła do frontowych drzwi i uchyliła je na tyle, by obejrzeć stojącego na progu trzydziestokilkuletniego blondyna. Jego ciemne ubranie, wizytowa koszula i ciemny krawat kontrastowały w rażący sposób z wiejskim otoczeniem. Wydał się jej jakby znajomy, ale nie miała pojęcia, gdzie i kiedy go widziała.

Mężczyzna wyciągnął do niej rękę i obdarzył ją przyjaznym, choć nieco sztucznym uśmiechem.

– Jestem Steve Foster – oznajmił. – Poznaliśmy się na ślubie Moniki i Konrada. Proszę przyjąć moje kondolencje.

– Dziękuję – odparła cicho Devin, usiłując wydobyć z pamięci dane osobowe nieoczekiwanego gościa.

Steve Foster… Kuzyn Konrada… Uścisnęła jego dłoń, ale nie zdobyła się na serdeczny uśmiech. Obciążała winą za śmierć siostry całą rodzinę szwagra. Gdyby oni wszyscy nie byli tak chciwi i nieufni, nie wpadliby w panikę z powodu akcji, które zostały zapisane Amelii, Konrad nie zabiegałby tak desperacko o pojednanie z Monicą, a ona nie wsiadłaby tego wieczoru do tej awionetki.

– Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam – powiedział Steve, znów wykrzywiając usta w nieszczerym uśmiechu. – Przyjechałem tutaj, żeby przeprosić w imieniu całej rodziny za zachowanie Lucasa, który, jak wiemy, zatruwa ci życie. Dopiero dziś poznałem termin wstępnego przesłuchania stron. Mam dla ciebie ciekawą propozycję.

– Nie jestem zainteresowana – odparła Devin.

– Nie zdajesz sobie sprawy, co cię czeka w sądzie. Lucas wynajął pięciu wybitnych prawników. Szczerze mówiąc, nie masz cienia szansy na wygranie tej sprawy.

– Nie rozumiem, dlaczego cię to tak bardzo niepokoi – powiedziała, nie chcąc z góry zakładać, że jej gość nie działa w dobrej wierze. Usłyszała za sobą kroki Lexi i odczuła wyraźną ulgę. Przyjaciółka nie była prawnikiem i podobnie jak ona, nie mogła sobie pozwolić na wynajęcie kosztownych adwokatów, ale świadomość, że jest w pobliżu, wpływała na nią kojąco.

– Niepokoi mnie, bo jestem uczciwy. Nie przyjechałem tu tylko po to, żeby cię ostrzec. Chcę zaoferować ci usługi pierwszorzędnej kancelarii Bernard i Botlow, z którą od dawna współpracuję. Jej prawnicy mogą wystąpić podczas przesłuchania w obronie twoich interesów. Jestem oczywiście gotów wziąć na siebie wszystkie związane z tym koszty. – Dostrzegł Lexi, która stanęła obok przyjaciółki, i nerwowo zamrugał oczami. – Dzień dobry. My się chyba nie znamy…

– Jestem sąsiadką Devin.

– Czy mogę na chwilę wejść? – spytał Steve, odwracając się ponownie w stronę pani domu. – Mój kuzyn traktuje cię w sposób nikczemny. Ustalił reguły gry w taki sposób, żeby zyskać pewność wygranej, a ja chcę tylko zapewnić ci równe szanse. Wysłuchaj mojej propozycji. Możesz ją równie łatwo odrzucić we wnętrzu domu, jak na progu.

Devin zerknęła na Lexi, ale przyjaciółka wzruszyła tylko lekko ramionami. Postanowiła więc wpuścić Steve’a i cofnęła się, otwierając szeroko drzwi wejściowe. Doszła do wniosku, że wysłuchanie jego propozycji nie narazi jej na żadne ryzyko.

Lucas wiedział, że instalując nadajnik GPS pod karoserią samochodu Steve’a, zbliża się niebezpiecznie do granic wyznaczonych przez normy prawne i etyczne. Ale kiedy stwierdził, że jego kuzyn przebywa od czterdziestu minut nad jeziorem Westmire, uznał swoje podejrzenia za potwierdzone.

Wsiadł do czarnego bugatti i wyruszył w kierunku, z którego dobiegał sygnał. Znał dobrze okoliczne drogi, więc dotarł bez przeszkód do autostrady i skręcił w stronę jeziora. W pewnym momencie jego odbiornik poinformował go, że namierzany przez niego samochód mija go, jadąc w przeciwnym kierunku, ale nie zdjął nogi z gazu i wkrótce zatrzymał się przed białym domkiem, którego taras wychodził na jezioro.

Zapukał do niebieskich drzwi frontowych, w których po chwili stanęła Devin.

– Lucas? – spytała zaskoczona.

– Czego on chciał? – spytał obcesowo, mając nadzieję, że jego ton wyprowadzi ją z równowagi i skłoni do wyznania prawdy.

– Kto?

– Steve. Wiem, że tu był. Chcę wiedzieć, czego od ciebie chciał. Czy zaproponował ci jakiś układ?

Był przekonany, że kuzyn usiłował przekonać Devin do koncepcji otwarcia oddziału firmy w Ameryce Południowej i obiecał jej niemały udział w zyskach, bagatelizując, lub wręcz pomijając, związane z tą operacją ryzyko.

– Czyżbyś mnie szpiegował?

– Nie – odparł, ciesząc się, że nie musi kłamać, bo w gruncie rzeczy szpiegował Steve’a. – Ale wiem, że on tu był. I chcę się dowiedzieć, czego chciał.

Devin potrząsnęła z niedowierzaniem głową.

– To nie twoja sprawa.

– Więc przyznajesz, że się z nim widziałaś?

– To też nie jest twój interes.

– Devin, do diabła, musisz mi to powiedzieć! – krzyknął Lucas.

W głębi domu rozległ się płacz małego dziecka.

– Obudziłeś Amelię! – oznajmiła Devin, ruszając w kierunku, z którego dochodził głos dziewczynki.

Ponieważ nie zamknęła drzwi, Lucas poszedł za nią i znalazł się w saloniku, do którego po chwili wkroczyła pani domu, niosąc na rękach płaczącą siostrzenicę.

– Nie wiedziałem, że ona śpi – mruknął pojednawczym tonem.

– Jest trzecia po południu. Każde normalne dziecko odbywa o tej porze popołudniową drzemkę!

Lucas, rzecz jasna, nie miał o tym pojęcia, więc nie chcąc kontynuować tematu, wrócił do sedna sprawy.

– Powiedz mi tylko, czego chciał Steve, a zaraz stąd wyjdę – oświadczył.

– Lucas, jesteś bezczelny. Wdzierasz się do mojego domu, narzucasz mi swoje towarzystwo i…

– To Steve jest bezczelny, odwiedzając cię za moimi plecami.

– On mi zaproponował pomoc.

– Steve nigdy nie pomógł nikomu bezinteresownie. – Zatkał uszy, bo Amelia płakała coraz głośniej. – Czy nie możesz czegoś zrobić, żeby ona…

Ku jego zdumieniu Devin wcisnęła mu dziecko do rąk. Natychmiast odsunął je od siebie, by nie pobrudziło jego eleganckiego garnituru.

– Spróbuj sam ją uspokoić – powiedziała, ruszając w stronę kuchni.

– Dokąd idziesz? – spytał, przerażony własną bezradnością.

– Po jej butelkę.

– Ale… – Amelia wiła się w jego rękach, lecz bał się przytulić ją do piersi. Po policzkach dziewczynki spływały strumienie łez, a on miał na sobie garnitur od znanego londyńskiego krawca.

Nagle przestała płakać i zesztywniała. Chwilę potem poczuł charakterystyczny zapach. Rozejrzał się po pokoju, szukając miejsca, na którym mógłby ją położyć. Na szczęście właśnie w tej chwili wróciła Devin.

– Grzeczna dziewczynka! – zawołała pogodnym tonem, biorąc dziecko z jego rąk i przytulając je do piersi. – Aha, nie próżnowała! Ciocia zaraz zmieni ci pieluszkę. Czy możesz mi pomóc? – spytała z drwiącym uśmiechem.

Lucas odruchowo postąpił krok do tyłu. Mógł policzyć na palcach jednej ręki sytuacje, w których zdumienie odebrało mu głos, jak teraz.

– Skoro ubiegasz się o prawo do opieki, powinieneś korzystać z każdej okazji do nabrania wprawy – dodała Devin, tłumiąc wybuch śmiechu. – Czyżbyś nie zamierzał jej przewijać?

– Nie sądzę, żeby to było konieczne. Jeśli wygram, wynajmę tyle nianiek, ile uznam za stosowne.

Devin zręcznie zmieniła pieluszkę, a potem podała dziecku butelkę z sokiem. Amelia przycisnęła ją do ust i zaczęła chciwie ssać.

– Dlaczego starasz się o prawo do opieki nad Amelią? – spytała Devin, wygładzając poplamiony podkoszulek.

Skromny strój nie ukrywał jej znakomitej figury. Chodziła boso, więc wydała mu się niższa niż podczas pierwszego spotkania. Ale dostrzegł jej zgrabne nogi, płaski brzuch i kształtny zarys biustu.

– Ona należy do naszej rodziny. Nosi nazwisko Demarco.

– I co z tego?

– Czuję się za nią odpowiedzialny.

– Czy nie możesz wyznać szczerze, o co ci chodzi? Czy musisz kłamać?

– Wcale nie kłamię.

W pewnym sensie mówił prawdę, choć nie ujawniał wszystkich motywów. Uważał, że po śmierci brata ma obowiązek zadbać o bezpieczeństwo Amelii. Gdyby to on zginął w wypadku i zostawił osieroconą córkę, oczekiwałby od Konrada takiej samej postawy.

– Przecież oboje wiemy, że chodzi ci o te dziesięć procent udziałów w Pacific Robotics, o kontrolny pakiet akcji. I że Amelia nic cię nie obchodzi.

– Twoje podejrzenia są niesłuszne.

– Zrobię, co zechcesz, dla waszej firmy – oznajmiła Devin bardziej pojednawczym tonem. – Obiecuję, że nie będę ci niczego utrudniać.

Chciał jej wierzyć, ale nie potrafił zdobyć się na pełne zaufanie, bo w gruncie rzeczy nie miał pojęcia, czy jest osobą prawdomówną.

– Czego chciał od ciebie Steve?

– Tego nie mogę ci powiedzieć.

Lucas wzruszył ramionami i uniósł oczy ku niebu.

– Ja wiem, czego chciał. – Był przekonany, że kuzyn zaproponował jej jakiś układ.

Obiecał, że jeśli uzyska prawo do opieki nad Amelią, zapewni jej korzyści materialne w zamian za poparcie jego planów ekspansji na teren Ameryki Południowej.

– Skoro wiesz, to po co pytasz?

– Bo chcę się przekonać, czy mogę ci zaufać.

– Kłamiesz – powiedziała, podchodząc bliżej. – Ty nigdy nie będziesz mi ufał. Chcesz tylko zdobyć informacje, które będziesz mógł wykorzystać przeciwko mnie.

– Ta rozmowa do niczego nie prowadzi – stwierdził z irytacją,bo Devin w zasadzie się nie myliła.

– Skoro tak mówisz, to wiedz, że pozostałeś daleko w tyle za mną. Ja już od kilku tygodni jestem pewna, że nie uda nam się porozumieć.

Spojrzał w jej błękitne oczy, mimo woli zauważając, że ma ciemne rzęsy, kształtny nos, ponętne usta i alabastrową cerę. Była piękną kobietą, a jej inteligencja czyniła z niej niebezpiecznego przeciwnika. Ale on już wielokrotnie pokonywał niebezpiecznych przeciwników i wiedział, że wygra także tę batalię.

Devin umie zmieniać pieluszki, ale Amelia nosi nazwisko Demarco i jest spadkobierczynią części wielomiliardowej korporacji. Chciał zapewnić córce brata wykształcenie, dzięki któremu będzie mogła pewnego dnia zająć stanowisko, do którego predestynuje ją pochodzenie. Okolice jeziora Westmire są bardzo piękne, ale on chciał, by jego siostrzenica dorastała w bardziej luksusowym otoczeniu.

Tytuł oryginału: Billionaire Baby Dilemma

Pierwsze wydanie: Silhouette Desire, 2011

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2011 by Barbara Dunlop

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2013, 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3023-0

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.