Vilde i lato z Cleo - Jenny Bicho - ebook

Vilde i lato z Cleo ebook

Bicho Jenny

0,0
29,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.
Dowiedz się więcej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB

Liczba stron: 66

Data ważności licencji: 8/29/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Jenny Bicho, Andrea Femerstrand Vilde i lato z Cleo Tytuł oryginału Vilde och sommaren med Cleo Język oryginału: szwedzki ISBN Copyright © Jenny Bicho & Andrea Femerstrand, 2021 First Published by Bonnier Carlsen, Stockholm, Sweden. Published in the Polish language by arrangement with Bonnier Rights, Stockholm, Sweden and Macadamia Literary Agency, Warsaw, Poland. Tłumaczenie © Ewelina Węgrzyn 2025 Redaktor prowadząca Ewelina Bojszczak Redakcja Anna Niklewicz Opieka promocyjna Bartosz Wojtaszek Adaptacja wnętrza i okładki do polskiego wydania Jarosław Szumski Wydanie 1 Wydawnictwo Nowa Baśń ul. Święty Marcin 77 lok. 8a, 61-808 Poznań telefon 881 000 125www.nowabasn.com Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich. Konwersję do wersji elektronicznej wykonał Jarosław Szumski.

1.

— Ziemia do Vilde! Ruszamy — mówi mama, popychając dźwignię zmiany biegów.

Samochód zaczyna powoli się toczyć. Vilde odwraca twarz w stronę otwartego okna. Do środka wpada nagrzane latem powietrze. Vilde wystawia odsłonięte ramię. Wiatr rozwiewa jej włosy i łaskocze ją w rękę, muskając małe włoski na ramieniu.

— Do widzenia, miasto! — wykrzykuje mama, zwiększając prędkość.

Vilde się śmieje.

— Do widzenia, domie! — krzyczy. — Do widzenia, przejście dla pieszych!

— Do widzenia, sklepie spożywczy na rogu! — ciągnie mama, machając wesoło do jakiegoś zdziwionego chłopaka.

— Do widzenia, szkoło! Mam nadzieję, że minie naprawdę dużo czasu, zanim się znowu zobaczymy! — wrzeszczy Vilde, kiedy przejeżdżają koło szkolnego podwórka, które teraz świeci pustkami.

W zwykły dzień szkolny pełno jest tam bawiących się dzieci. Teraz Vilde widzi, jak pusta huśtawka kołysze się na wietrze. Nawet drabinka, gdzie Vilde, Leya i Hanna zawsze się bawią na przerwach, stoi porzucona w rozedrganym od gorąca powietrzu. Jesienią, kiedy dziewczyny wrócą do szkoły, przeniosą się do nowej sali w dużym budynku i będą miały nowego nauczyciela. Vilde trochę nie może się doczekać, a trochę jej smutno.

— O czym myślisz? — pyta mama. Przed chwilą zatrzymała samochód na czerwonym świetle.

— O szkole i takich tam — odpowiada Vilde.

Czasem, kiedy mama jest w nastroju na pogaduchy, od takiego pytania zaczyna się duża i zawiła rozmowa, a Vilde najchętniej nie mówiłaby teraz o szkole. Przecież zaczęły się wakacje!

— Obiecałam wysłać esemesa do dziadka, gdy wyruszymy. Kochana Vildusko-Dzikusko, możesz to zrobić za mnie? — pyta mama i podaje jej swój telefon.

Vilde bez zawahania wstukuje kod i szuka dziadka, który w telefonie mamy jest zapisany jako „Tata Per”. W telefonie Vilde jest po prostu „dziadkiem”.

Cześć dziadek. Już jedziemy. Całuski, niedługo się zobaczymy. Pa, pa od Vilde i mamy — pisze i naciska przycisk „wyślij”. Potem odkłada telefon do skrytki między siedzeniami.

— Trzeba już zamknąć okna, bo zaraz wyjedziemy na autostradę — mówi mama, wciskając mocniej pedał gazu.

— Kiedy będziemy? — pyta Vilde po chwili.

— Za trzy godziny — mówi mama i włącza kierunkowskaz, by zmienić pas.

— TRZY GODZINY?! To strasznie długo! — Vilde osuwa się w fotelu.

— Czas szybciej minie przy muzyce. Możesz włączyć coś Teda — mówi mama i znów podaje telefon Vilde.

Mama zawsze chce słuchać Teda Gärdestada. Vilde szuka piosenki, którą lubi najbardziej, i wciska „play”.

„Wszystko, co martwe, budzi się do życia.

My też możemy. Mmm. Dopóki oddychamy”.

To tak piękne, że Vilde aż ma łzy w oczach.

Chwyta mamę za rękę i śpiewają razem:

— „To dla nas wschodzi słońce. I lśni jak złoto, to z miłości”.

Słuchają kilku utworów Teda Gärdestada, a potem parę piosenek z eliminacji do Eurowizji.

Vilde opiera głowę o zagłówek i obserwuje, jak świat przemyka pomału za oknem. Widzi łąki, pastwiska z krowami i czasem jakiegoś pasącego się konia.

Czuje się zmęczona. Nim się jednak spostrzeże, budzi ją wesołe trąbienie mamy.

Wciąż zaspana Vilde podnosi wzrok i zdaje sobie sprawę, że wjeżdżają na żwirową drogę, która prowadzi do domu dziadka.

Mama jedzie powoli. Samochód buja, gdy koła wpadają w dziury na drodze.

Dziadek wyszedł, by je przywitać. Jego białe włosy sterczą we wszystkich kierunkach, a okulary osunęły się na nosie. Uśmiecha się szeroko i macha.

Vilde odpina pas i otwiera drzwi, mimo że samochód wciąż się toczy.

— Vilde! — krzyczy mama.

Ale ona się tym nie przejmuje. Wybiega z auta i rzuca się dziadkowi w ramiona. Dziadek się śmieje i ją podnosi.

— Nareszcie! Oj, ale ty urosłaś przez ten rok. Czy to naprawdę moja najdziksza wnuczka? — pyta, odstawiając Vilde z powrotem na ziemię.

Mierzy ją wzrokiem od góry do dołu i kręci głową.

— Nie, moja najdziksza wnuczka nie byłaby większa niż dotąd — mówi, trzymając dłoń na wysokości ramion Vilde. — Kim jesteś i co zrobiłaś z moją Vilde?

Rozgląda się i udaje, że szuka między krzewami.

— Przestań, dziadku. To naprawdę ja — mówi Vilde, ciągnąc go za ramię. — Chodź, musisz zobaczyć mojego nowego hobby horse’a.

Vilde prowadzi dziadka do samochodu i otwiera bagażnik. Na walizkach leży Winner, srokaty, którego Vilde wygrała na zawodach hobby horse’ów organizowanych przez klub jeździecki. Wciąż lśni nowością i Vilde przechodzą ciarki ze szczęścia, gdy go podnosi. Mimo że minęły już dwa tygodnie, wciąż nie może uwierzyć, że Winner jest jej. To nadal wydaje się zupełnie nierealne.

— Zobacz, dziadku. Wygrałam go. Prawda, że jest piękny? — pyta Vilde, głaszcząc Winnera po szyi.

— Co za przystojniak — mówi dziadek, poklepując Winnera po nosie. — Taki piękny rumak potrzebuje pięknych przeszkód. Zajrzyj do warsztatu stolarskiego, to zobaczysz, co zrobiłem.

Vilde spogląda zdziwiona na dziadka, ale puszcza się biegiem. Trzymając mocno Winnera, pędzi obok krzaków bzu do warsztatu dziadka. Pełna nadziei otwiera ostrożnie drzwi. W środku stoją jedna, dwie, trzy… nie, nie może nawet zliczyć, ile jest przeszkód. Wyglądają dokładnie tak, jak prawdziwe przeszkody dla koni, choć są o wiele mniejsze. Z przodu stoi niebiesko-biała, za nią czerwono-biała. Widzi też kilka czarnych i żółtych.

— Och! — wykrzykuje ze szczęścia. — Czy to dla mnie?

Dziadek przechodzi obok warsztatu, niosąc walizkę Vilde.

— Podobają ci się? — pyta.

Vilde jest tak szczęśliwa, że nie może wydusić z siebie ani słowa. Kiwa tylko energicznie głową.

— To może mogłabyś od razu poskakać z Kasztankiem na próbę, co? — pyta, pomagając Vilde wynieść przeszkody z szopy.

— Winner, dziadku. On się nazywa Winner — poprawia go Vilde i podnosi biało-niebieski drążek.

Po ustawieniu wszystkiego na trawniku przed domem Vilde dolicza się ośmiu idealnych małych przeszkód.

— Och! — znów się zachwyca.

Kiedy mama przechodzi obok z resztą pakunków, Vilde woła do niej:

— Zobacz, mamo! Zobacz, co dziadek dla mnie zrobił!

— Wiem. Są naprawdę bardzo ładne — mówi mama. — Oczywiście podziękowałaś dziadkowi jak należy?

— Eee, nie musi dziękować. Zrobiłem je, bo tak mi się podobało, i żeby miała tu co robić na…

Dziadek nie daje rady powiedzieć więcej, bo Vilde rzuca się na niego z takim impetem, że o mało się nie przewracają.

— Dziękuję, kochany dziadku, za te wspaniałe przeszkody. Są tak idealne jak Winner — mówi i przytula się mocno do dziadka.

Wtedy dostrzega coś za jego plecami.

— Dziadku… czy ty masz psa? — pyta zdziwiona.

— Nie, jedyne zwierzęta, jakie mam, to… niech pomyślę… banda myszy w piwnicy i całe gniazdo os — odpowiada dziadek, mierzwiąc włosy Vilde.

— To co to jest? — pyta Vilde, wskazując na środek ogrodu.

Dziadek odwraca się i wygląda na tak samo zaskoczonego jak Vilde.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

2.

Wielki czarny pies leży na środku ogrodu dziadka i coś obgryza. Wygląda na bardzo zadowolonego, kiedy tak żuje, głośno mlaszcze i do tego macha ogonem.

— Ten pies w żadnym przypadku nie jest mój — mówi zdziwiony dziadek. — Ale przeżuwa moje mięso, które mieliśmy mieć na obiad…

Vilde i dziadek stoją obok siebie w milczeniu. Wpatrują się w psa, który wciąż żuje i się opycha.

Vilde nie może się powstrzymać. Zaczyna chichotać. Dziadek spogląda na nią i też zaczyna się śmiać.

— No, ale ziemniaki i sałatka też są całkiem niezłe — mówi dziadek. — Pytanie tylko, co my zrobimy z tym złodziejem mięsa?

W tej samej chwili zza krzaków bzu słychać głos:

— BAMSE! Chodź tutaj! Gdzie jesteś, Bamse?

Pies nie reaguje i dalej przeżuwa. Vilde podchodzi do niego i kuca.

— Bamse? Czy to ty jesteś Bamse? — pyta miłym głosem.

Pies spogląda na nią, machając ogonem, ale nawet na chwilę nie wypuszcza z pyska swojej zdobyczy.

Nagle zza bzów wychodzi dziewczyna. Jest prawie tak samo wysoka jak Vilde, ale ma bardzo długie włosy. Sięgają jej prawie do pasa i są mocno niebieskie. Vilde myśli, że wygląda jak postać z bajki.

— Tu jesteś — mówi dziewczyna, podchodząc do Bamsego. — Ech! Co zajadasz? Wypluj to! Puść! Puść, powiedziałam.

Spogląda na Vilde, wzdychając z rezygnacją.

— Bardzo mi przykro. Zupełnie nie wiemy, jak udaje mu się uciekać.

Dziewczyna patrzy na dziadka, a potem na wpół zjedzony kawałek mięsa na ziemi.

— Mam nadzieję, że to nie był wasz…? — zaczyna mówić, desperacko ciągnąc Bamsego, który nie chce puścić przysmaku i cicho warczy.

— Nic nie szkodzi — mówi dziadek, siadając w kucki. — Niezłe ziółko tutaj masz. Czy to wy wprowadziliście się do domu obok?

— Tak, kilka tygodni temu — odpowiada dziewczyna, spoglądając z zaciekawieniem na Vilde.

Dziadek drapie Bamsego za uchem. Potem podnosi się i kładzie rękę na ramieniu Vilde.

— To moja najdziksza wnuczka, Vilde. Ona i jej mama właśnie przyjechały z wielkiego miasta. Będą tutaj przez całe wakacje — wyjaśnia. — A tak w ogóle, mam na imię Per — dodaje i wyciąga rękę na powitanie.

Dziewczyna z niebieskimi włosami wyciera dłoń w nogawkę spodni i oddaje uścisk dziadka.

— Nazywam się Cleo i mam dziesięć lat. A ty, ile masz lat? — pyta, zwracając się do Vilde.

— Skończę dziesięć lat za dwa tygodnie — odpowiada Vilde cicho, po czym prostuje się, by pokazać, że jest prawie tak samo wysoka jak Cleo.

— Bardzo fajnie! To może zostaniecie tego lata kumpelkami do zabawy — mówi dziadek, mrugając lekko do Vilde.

Och, co za wstyd! A co, jeśli ta cała Cleo wcale nie zechce zostać jej koleżanką? Vilde usiłuje schować się za dziadkiem, ale dziewczyna uśmiecha się przyjaźnie.

— Jasne. Po prostu wpadnij do nas. Mamy na działce wiele zwierząt, gdybyś chciała zobaczyć. I nie wszystkie są takie rozbrykane jak ten gagatek — mówi, przypinając smycz do obroży Bamsego. — Chodź, chłopaku, teraz idziemy do domu.

Jednak Bamse stawia opór. Wygląda, jakby zupełnie nie rozumiał, dlaczego miałby opuszczać to wspaniałe miejsce, w którym serwują tak pyszne kawałki mięsa.

— Potrzebujesz pomocy? — zastanawia się dziadek.

— Nie, nie trzeba, jestem przyzwyczajona. Chodź już — odpowiada Cleo, ciągnąc za smycz.

W końcu Bamse się poddaje i zaczyna powoli biec obok dziewczyny.

— Do widzenia. Spotkamy się jeszcze jakoś — dodaje i znika za bzem.

Dokładnie wtedy mama wychodzi z domu.

— Och, jak wspaniale tu być. Teraz „czuję w sobie życie”, jak pisała Astrid Lindgren — mówi, wyciągając ręce wysoko nad głowę. Zwraca twarz do słońca i wdycha głęboko wiejskie, letnie powietrze.

— Tak, to zupełnie coś innego niż wszystko, do czego wy, mieszkańcy wielkiego miasta, jesteście przyzwyczajeni — odpowiada dziadek.

— Ale tęskniłam — mówi mama i się uśmiecha. — Aż człowiek robi się od tego głodny. Przygotowałeś obiad, tato? — pyta i idzie do samochodu po ostatnie rzeczy.

Vilde spogląda na dziadka i znowu zaczyna się śmiać.

— Chodź, zobaczymy, czy w zamrażalniku znajdzie się coś, co możemy ugotować dla twojej głodnej mamy — mówi.

Vilde idzie za nim po trawniku podskakując. Czuje, że to mogą być naprawdę dobre wakacje.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

1.

2.