29,90 zł
Przeprowadzka? Tego nie było w planach Vilde!
Vilde nie ma najmniejszej ochoty wyprowadzać się z jedynego domu, jaki kiedykolwiek miała! Ale mama w ogóle nie chce jej słuchać i robi, co chce. Jednak przed nowym mieszkaniem zauważa dwie dziewczyny ćwiczące z hobby horse’ami. Może nie będzie tak źle? Tylko czy odważy się do nich podejść?
Jednocześnie w szkole pojawiają się plakaty o treningach hobby horse’ów. Leya zapisuje się od razu i koleżanka z nowego osiedla też. Vilde bardzo by chciała na nie chodzić, ale co na to mama? I dlaczego kolega z pracy mamy zaczął im we wszystkim pomagać? Jak zawsze wszystko musi dziać się w tym samym czasie!
Skacz wysoko, Vilde! to trzecia część serii o Vilde i hobby horse’ach. Przeczytaj też Vildei zwycięski hobby horse oraz Vilde i lato z Cleo.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 53
W pokoju jest pusto, nie licząc łóżka. Nie ma na nim kołdry ani poduszek, jedynie lekko poplamiony materac. Zniknęło biurko i regał na książki. Ściany są gołe, a na tapecie zostały ciemne prostokąty po wiszących tam wcześniej plakatach. Stajnia dla hobby horse’ów została rozkręcona i zdjęta. Pokój jest opustoszały, głuchy i przygnębiający. W mieszkaniu rozchodzi się echo, gdy kilku robotników w neonowych kamizelkach wynosi meble na klatkę schodową i nawołuje do siebie:
— Czekaj! Weź to postaw.
— Da radę, jak obrócimy w lewo!
— Trzy, dwa, jeden, hop!
Vilde siedzi na łóżku i trzyma Niebieską na kolanach.
— Też nie chcesz się przeprowadzać, co? — szepcze do swojej kotki, która zaczyna mruczeć i wyginać plecy w łuk w kierunku jej dłoni.
Mama wchodzi do pokoju. Ma na sobie ubrudzony kombinezon, a ciemne włosy owinęła dużą liliową chustą. Trzyma w ręku hobby horse’y Vilde: Lussan, Winnera i Teda. Wygląda na zadowoloną.
— Chcesz któregoś? Bo inaczej zabieram je do samochodu, by nie wylądowały w furgonetce do przeprowadzek. Gdybyś zobaczyła, jaka jest brudna… — ćwierka wesoło.
Vilde zalewa fala złości. Nie znosi, jak mama mówi tym dziwnym, nienaturalnym głosem. Brzmi tak zawsze, gdy ma wyrzuty sumienia — tak jak teraz, kiedy zmusiła Vilde, by wyprowadziła się z jedynego domu, jaki miała i kiedykolwiek chciała mieć. Mama dobrze wie, że Vilde jest zła i smutna. Kłóciły się o to przez kilka tygodni — od dnia, gdy mama powiedziała, że ma coś ważnego do zakomunikowania.
Vilde zaciska usta i odwraca wzrok.
— Halo, Vildusko-Dzikusko! Słyszysz mnie? — pyta mama, wciąż rozradowanym głosem.
— Idź stąd — mówi nieugięcie Vilde i się odwraca.
— Jak to „idź”? — pyta mama już normalnym tonem.
— Powiedziałam: IDŹ STĄD! — odpowiada Vilde i zatapia twarz w sierści Niebieskiej.
Słyszy, jak mama wzdycha.
— Słuchaj, trzeba się wziąć w garść. Mówię serio. — Brzmi już poważnie.
Vilde spogląda na nią zza kotki. Mama z uniesionym palcem wskazującym ciągnie:
— Za chwilkę panowie przyjdą po twoje łóżko. Wtedy grzecznie wstaniesz i wyjdziesz z mieszkania do samochodu, który stoi na dole już cały zapakowany. Okej?
Długo mierzy Vilde srogim wzrokiem. Potem odwraca się i wychodzi z pustego pokoju.
— Aaa, nienawidzę cię! NIENAWIDZĘ! — krzyczy Vilde i pada do tyłu na materac, niemal uderzając głową o ścianę. Niebieska spada z jej kolan i ląduje obok na łóżku. Łzy płyną Vilde po skroniach i wpadają do uszu. Płacze, jak może najgłośniej, by mama ją usłyszała. Zupełnie jak małe dziecko, chociaż już jej nie wypada. Z początku zastanawia się, czy Niebieska się nie boi, ale postanawia się tym nie przejmować i łka z całych sił jeszcze chwilę. Wykrzykuje całą swoją złość na przeprowadzkę.
W końcu brakuje jej tchu i zaczyna kaszleć. W samym środku ataku kaszlu słyszy niski głos:
— Jak tam? Chyba nie umierasz?
Vilde podnosi wzrok. W drzwiach stoi policjant. Poznaje to po ciemnoniebieskiej kurtce z policyjną tarczą na piersi. Dostrzega też, że ma pas z pałką, pistoletem i małym radiotelefonem, który popiskuje. Ech, oczywiście! Jakiś kolega mamy z pracy.
Vilde kaszle jeszcze kilka razy.
— No to jak będzie? Przeżyjesz? — pyta znowu.
— Uhm — mamrocze pod nosem Vilde, a potem dodaje: — Albo nie, umrę z rozpaczy.
Pozwala, by głowa znów opadła jej na materac i bierze głęboki wdech.
Nie ma odwagi zacząć znów głośno płakać, bo policjant wciąż jest w pokoju. Vilde po prostu leży w zupełnej ciszy. Niebieska podchodzi i liże ją po policzku. Mokro i słono, tak jak to robią koty. Szorstki języczek łaskocze, ale Vilde się nie śmieje. Nie dziś.
Zastanawia się, czy kiedykolwiek będzie się jeszcze śmiała. Słyszy kroki. Piski i trzaski z radiotelefonu niosą się echem po pokoju. Nagle czuje, jak materac się ugina, kiedy policjant siada obok niej na łóżku. Jest wielki, a jego zapach przypomina Vilde noworoczne fajerwerki. Policjant głaszcze Niebieską po grzbiecie wielgaśną dłonią i mówi:
— Przeprowadzałem się dwanaście razy. Czasami zmiana była na lepsze, i to o wiele lepsze, a czasami na trochę gorsze.
Vilde leży sztywno jak kłoda z głową przy ścianie i stopami na podłodze. Przyciąga do siebie Niebieską i kładzie ją sobie na twarzy, by nie było jej widać. Policjant mówi dalej:
— Najlepsze w przeprowadzkach jest to, że zawsze poznaje się kogoś nowego. Kiedyś moim sąsiadem został jeden chłopak i do dziś jest moim najlepszym przyjacielem.
Vilde leży jeszcze chwilę w ciszy z twarzą schowaną pod kotką.
— Czy twój najlepszy przyjaciel też jest w policji? — pyta. Głównie dlatego, że wie, że to niemiłe, gdy ktoś do ciebie mówi, a ty nie odpowiadasz.
— Nie, jest muzykiem. Gra w zespole i jeździ w trasy po całym świecie — odpowiada policjant.
Vilde podnosi się i opiera na łokciach. Niebieska zjeżdża do małego dołka w materacu między Vilde a policjantem. Vilde ma właśnie spytać, czy ten przyjaciel jest kimś, kogo mogłaby znać, kiedy mama zagląda do pokoju:
— O, poznaliście się. To dobrze! Ale musimy już jechać. Idziecie? — pyta i znów wychodzi.
Policjant wstaje i wyciąga swoją wielką dłoń do Vilde.
— Mam na imię Magnus. Jeśli chcesz, mogę podrzucić cię radiowozem do waszego nowego mieszkania — proponuje, podciągając Vilde za rękę do góry.
— Czy możemy jechać na sygnale? — pyta Vilde, wierzchem dłoni ocierając łzy na policzkach.
— Obiecuję, że zrobię, co w mojej mocy, by choć na chwilę włączyć syrenę. Ale musisz obiecać, że nie powiesz nic mamie — mówi Magnus i się uśmiecha.
Vilde schyla się i bierze Niebieską w ramiona. Potem idzie za Magnusem do przedpokoju. W drzwiach obraca się ostatni raz i przygląda się temu, co zawsze było jej pokojem.
— Żegnaj. Już nigdy więcej się nie zobaczymy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Radiowóz wjeżdża powoli na nowe osiedle. Pięć wysokich bloków stoi wokół zacienionego podwórka. W środku jest plac zabaw, boisko do piłki nożnej i spory zielony teren z górką. Wszędzie jest pełno dzieci, które biegają dookoła i się bawią, ale kiedy podjeżdża radiowóz, kilkoro z nich przystaje i przygląda się z zaciekawieniem.
— Jeszcze raz? — prosi Vilde, spoglądając na przycisk włączający policyjną syrenę.
— Nie, może wystraszyć dzieci — odpowiada Magnus i hamuje pod wysokim szarym budynkiem z numerem 22.
— Było naprawdę bardzo fajnie, kiedy jechaliśmy na sygnale — mówi Vilde i się śmieje.
— Uhm, ale nie mów o tym mamie — prosi Magnus i wyłącza silnik.
Samochód mamy jeszcze nie przyjechał, więc czekają w radiowozie. Magnus wskazuje na dwie dziewczyny, które galopują na hobby horse’ach pod górę.
— Pomyśl, jedna z tych dwóch dziewczyn może zostać twoją najlepszą przyjaciółką na całe życie. Wygląda na to, że lubią to samo co ty. Bo lubisz hobby horse’y, prawda? Pamiętam, że twoja mama coś o tym wspominała — mówi.
Vilde wpatruje się w dziewczyny na górce. Jedna ma ciemnobrązowe krótkie włosy i grafitowego hobby horse’a z różową grzywą. Druga ma długie blond włosy. Jej hobby horse jest biały.
— Eee, mam już przyjaciółki. Mimo że się przeprowadzamy, nie zmieniam szkoły, więc nie potrzebuję nowych — mówi Vilde.
Jednak wciąż śledzi dziewczyny wzrokiem. Patrzy, jak galopem pokonują dwie małe przeszkody rozstawione na trawie.
— Nie zaszkodzi mieć więcej. Nie ma czegoś takiego jak za dużo przyjaciół — mówi Magnus, po czym otwiera drzwi samochodu.
Mama właśnie zaparkowała tyłem, by bagażnik znalazł się naprzeciwko wejścia do bloku z numerem 22. Vilde wzdycha głośno, nim otwiera drzwi. Przy radiowozie stoi trzech małych chłopców. Patrzą z zaciekawieniem i pytają Magnusa, dlaczego przyjechała policja i czy będzie łapać jakiegoś złodzieja.
Vilde bierze Niebieską w ramiona. Kotka ma jasnoniebieską obrożę i smycz, które Vilde dostała od dziadka na urodziny. Niebieska wyślizguje się z jej rąk i Vilde wypuszcza ją na trawnik. Powoli idą w stronę górki, gdzie dziewczyny wciąż galopują. Przeszkody są niemal identyczne jak te, które ma w swoim ogrodzie Leya. Vilde słyszy, jak dziewczyny cmokają na swoje konie i je popędzają:
— Dawaj, Miss Blueberry! Została ostatnia przeszkoda. Potem mamy w garści całe mistrzostwa! — krzyczy ciemnowłosa dziewczyna z grafitowym hobby horse’em.
Vilde słyszy głos mamy:
— VILDE! IDĘ NA GÓRĘ DO MIESZKANIA. MIESZKAMY NA PIERWSZYM PIĘTRZE — woła, trzymając jeden palec wysoko w górze.
Vilde spogląda na nią, ale nie odpowiada. Potem odwraca się znów do dziewczyn, które przystanęły nieopodal.
— Ooo! To twój kotek? Jaki słodziak. Mogę pogłaskać? — pyta ciemnowłosa dziewczyna piskliwym głosem i podchodzi bliżej.
— Tak, możesz — odpowiada Vilde i wszystkie klękają wokół Niebieskiej.
— Jak się nazywa? — pyta blondynka.
— Ma na imię Niebieska. Dostałam ją na urodziny — mówi Vilde.
Nagle Vilde zaczyna się martwić, że dziewczyny chciały tylko pogłaskać kota i zaraz sobie pójdą, dlatego ciągnie:
— Fajne hobby horse’y. Sama mam trzy. Jak się nazywają wasze?
— Moja to Miss Blueberry — odpowiada ciemnowłosa dziewczyna i podnosi grafitowego konia, by Vilde mogła go zobaczyć.
— A moja ma na imię Lady — mówi dziewczyna z białym koniem. — Jak nazywają się twoje?
— Lussan, Winner i Ted — odpowiada Vilde.
— Możesz je przynieść? — pyta dziewczyna z ciemnymi włosami.
Vilde wskazuje na budynek, przy którym zaparkowali mama i Magnus.
— Razem z mamą wprowadzamy się do tego bloku.
Ciemnowłosa dziewczyna się rozpromienia.
— Ja też tam mieszkam! Na którym piętrze?
— Będę mieszkać na pierwszym — mówi Vilde, trzymając w górze jeden palec zupełnie jak mama.
— Ja mieszkam na trzecim. To będziemy blisko siebie — cieszy się dziewczyna z ciemnymi włosami.
Blondynka wskazuje budynek kawałek dalej.
— Ja mieszkam w bloku z numerem 26, ale tylko co drugi tydzień — mówi.
Vilde przez chwilę się zastanawia, co odpowiedzieć, po czym przyznaje:
— Mój tata mieszka w Göteborgu i prawie nigdy się nie widujemy.
— Jest ci przez to smutno? — pyta dziewczyna z ciemnymi włosami.
— Nie — odpowiada Vilde.
Vilde zostawia Niebieską mamie i bierze z nowego mieszkania trzy hobby horse’y, by dołączyć do dziewczyn na górce. Ich trasa cross country prowadzi pod gałęziami i dalej pod drabinkami. Skaczą i bawią się, aż przerywa im trąbienie radiowozu, który powoli przejeżdża obok.
— Vilde, mama kazała ci powiedzieć, że masz iść na górę, by coś zjeść — woła Magnus przez okno.
— Dobrze — odpowiada Vilde i macha wesoło do Magnusa, który trąbi raz jeszcze, zanim odjedzie.
— To chłopak twojej mamy? — pyta dziewczyna z blond włosami.
— Nie, to tylko kolega z pracy — tłumaczy Vilde.
Pokonuje trasę ostatni raz, a potem zabiera swoje hobby horse’y i schodzi z górki. Już na dole przypomina sobie o jednej ważnej rzeczy, więc woła:
— Zapomniałam spytać, jak macie na imię.
— Nazywam się Siri! — krzyczy ciemnowłosa dziewczyna.
— A ja Svea! — woła dziewczyna z blond włosami.
— A ja mam na imię Vilde, jeśli jeszcze się nie domyśliłyście. To cześć! — woła i szybkim krokiem idzie do nowego domu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
1.
2.
