49,90 zł
Czego jeszcze nie wiemy o Halinie Poświatowskiej?
Bestsellerowa biografia w nowym rozszerzonym wydaniu i zachwycającej oprawie.
Debiutanckie wiersze pisała w szpitalu na polecenie lekarza. Miały być dla niej ratunkiem w depresji i chorobie; niespodziewanie odmieniły polską poezję. „Fenomen autentycznego erotyzmu” – pisał o jej pierwszym tomiku Stanisław Grochowiak, obwołując Poświatowską „głosem pokolenia”.
Jej dzieciństwo przypadło na wojnę, dojrzewanie na stalinizm. Jako osiemnastolatka była już mężatką, jako dwudziestolatka – wdową. W 1958 roku zaczęła nowe życie w USA, dokąd popłynęła na ryzykowną operację serca.
Zapamiętana jako poetka miłosna, była kimś znacznie więcej.
Błyskotliwa filozofka, pierwsza polska badaczka myśli Martina Luthera Kinga, krytyczka segregacji rasowej i kapitalistycznego społeczeństwa. Rozpieszczona córka, czuła starsza siostra, oddana przyjaciółka. Buntownicza, uwodzicielska, ironiczna.
Kalina Błażejowska podróżowała śladami Opowieści dla przyjaciela od Częstochowy do Nowego Jorku. Wspomnienia Poświatowskiej skonfrontowała z głosem tytułowego adresata, relacjami rodziny, znajomych i kochanków poetki.
Z setek dokumentów i dziesiątek rozmów powstała fascynująca biografia ponadczasowej kobiety, której życie i twórczość inspirują kolejne pokolenia.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 632
Opieka redakcyjna: ANITA KASPEREK
Redakcja: MARIA ROLA
Korekta: JOANNA ZABOROWSKA, ANNA POINC-CHRABĄSZCZ, KRYSTYNA ZALESKA
Projekt okładki, układ typograficzny, ilustracje: WOJTEK JANIKOWSKI
Zdjęcie na okładce: Halina Poświatowska ze źdźbłem trawy w dłoni Częstochowa, lato 1956 r., Archiwum rodzinne
Skład i łamanie: ANNA PAPIERNIK
Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ
Copyright © by Kalina Błażejowska © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2025
Wydanie drugie, rozszerzone Wydanie pierwsze: Kraków, 2014
ISBN 978-83-08-08785-5
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).
Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).
Rodzi się chłodną nocą 9 maja 1935 roku w mieszkaniu na piętrze domu przy ulicy 7 Kamienic 17, tuż obok klasztoru na Jasnej Górze.
Jest pierwszym dzieckiem dziewiętnastoletniej dyplomowanej kilimiarki Stanisławy z Ziębów i dwudziestosześcioletniego ślusarza Feliksa Mygi, którzy małżeństwem są od niespełna roku. Poznali się w sklepie jego rodziców na parterze tej samej kamienicy: Feliks, silny szatyn o rysach amanta filmowego, stał za ladą, kiedy Stanisława, ciemnoblond piękność o dumnym spojrzeniu, pewnym krokiem weszła do środka i wysokim głosem oznajmiła, że chce obejrzeć kajety. Od tej pory była stałą klientką: kupowała po parę deka cukierków, dopóki ekspedient się nie oświadczył1.
Dwudziestego siódmego sierpnia Halina Myżanka – dla rodziny Haśka, Hasia, Hasieńka – zostaje zaniesiona do kościoła św. Barbary. Ksiądz przyjmuje ją bez entuzjazmu, a nawet z pretensją.
– Nie spieszyło wam się do chrztu – mówi rodzicom.
Imię też mu się nie podoba. Wertuje wykaz świętych patronów i stwierdza, że takie w nim nie występuje. Do księgi parafialnej i metryki wpisuje więc Helenę – „dziecię płci żeńskiej, urodzone w Częstochowie w dniu dziewiątym lipca roku bieżącego o godzinie trzeciej”2. Odtąd we wszystkich dokumentach Halina będzie kimś o dwie samogłoski innym i o dwa miesiące młodszym3.
Cztery pierwsze lata jej życia są bardzo szczęśliwe: rośnie zdrowo, w domu niczego nie brakuje, rodzice są zgodnym małżeństwem, bardzo ją kochają i potrafią to okazywać. Wszystko jest na swoim miejscu.
A potem zaczyna się wojna. Halina patrzy, jak przestraszona matka żegna ojca wyjeżdżającego bronić Warszawy i jak pakuje do torby zielony wełniany koc. Jeszcze tego samego dnia uciekają do rodziny pod miastem, a stamtąd wyruszają na wschód, stłoczone z krewnymi i obcymi na wozie drabiniastym zaprzężonym w krowę i chudego konia. Gdy do jednostajnego turkotu kół dochodzi inny, powoli narastający hałas, zeskakują na drogę i trzymając się za ręce, biegną w głąb pola. Kładą się na jeszcze ciepłej ziemi i nakrywają kocem. Już po chwili Halina wystawia spod niego głowę – chce patrzeć na spadające pociski, od których zapalają się drzewa.
Kiedy okazuje się, że przed wojną nie ma dokąd uciec, wracają z matką do okupowanego miasta. Wraca też ojciec, brudny, zarośnięty i smutny4. Sąsiedzi mówią, że Wehrmacht zajął Jasną Górę. Opowiadają też o „krwawym poniedziałku” – o tym, jak Niemcy zaraz po wkroczeniu rozstrzelali setki mieszkańców w kościołach, więzieniach i na placach. Ale tego Halinie nie wolno słuchać.
Zaczyna się wyjątkowo mroźna zima. Brakuje węgla, trzeba palić w piecach chrustem, starymi meblami i książkami. W pierwsze okupacyjne Boże Narodzenie niebo nad Częstochową zasnuwa się dymem. Niemcy świętują, podpalając największą w mieście synagogę.
Najwcześniejsza nadzieja na początek końca wojny pojawia się 22 czerwca 1941 roku, wraz z wiadomością o ataku III Rzeszy na Związek Sowiecki. W tę słoneczną niedzielę w kościołach jest więcej ludzi, a msze wydają się bardziej uroczyste.
Halina niewiele z tego rozumie, zresztą sześcioletnią głowę ma zajętą czymś o wiele ważniejszym, do czego przygotowuje się od miesięcy. Właśnie zdała swój pierwszy egzamin: z pacierza, prawd wiary i przykazań. Teraz musi przeprowadzić rachunek sumienia, wzbudzić w sobie żal za grzechy, podjąć mocne postanowienie poprawy, wyszeptać księdzu na ucho to, czego najbardziej się wstydzi, a na końcu zadośćuczynić. Gdy to wszystko zrobi, będzie mogła razem z innymi dziećmi z parafii, na oczach dumnej rodziny, przystąpić do Pierwszej Komunii. Na pusty żołądek przyjmie Ciało Chrystusa i znajdzie się w stanie łaski uświęcającej. A do tego dostanie obrazek za szkłem, modlitewnik, różaniec i zdjęcie na pamiątkę.
Z mamą i młodszą siostrą Elżunią, Częstochowa 1943 rok.Z rodzicami i siostrą Elżunią, Częstochowa 1945 rok.Ten wielki dzień to wtorek 24 czerwca. Halina cała ubrana jest w śnieżną biel: ma na sobie obszytą futerkiem kapę, szeroką sukienkę do kolan, krótkie skarpetki i buciki z klamerkami. Poprawia rozpuszczone blond włosy pod delikatnym wiankiem, klęka obok wielkiej świecy przewiązanej atłasową kokardą i przejęta, składa dłonie jak do modlitwy. Starając się nie mrugać i nie uśmiechać zbyt szeroko, patrzy tam, gdzie każe fotograf.
W kwietniu 1942 roku rodzi się jej siostra Elżbieta. Halina zajmuje się nią czule, jak najpiękniejszą lalką. Ale więcej czasu spędza, bawiąc się na podwórku z kolegami – najczęściej w wojnę. Kiedy zdarza się jej wylosować drużynę Niemców, dowodzi nią z determinacją, chociaż nie cieszy się z wygranej. Do szkoły nie chodzi – zaczęła rok wcześniej niż inne dzieci, a i tak nie miała się czego uczyć z hitlerowskich czytanek. Lekcji udziela jej matka.
Na przełomie września i października z miasta znikają prawie wszyscy Żydzi, do tej pory zamknięci w getcie. Niemcy gromadzą ich na placu Daszyńskiego, teraz Ostring, żeby wśród lamentów, błagań i modłów dokonać selekcji. Dwa tysiące osób rozstrzeliwują na miejscu, czterdzieści tysięcy kierują na pobliską stację do pociągów towarowych i wysyłają „do pracy”. Czyli do obozu zagłady w Treblince.
Tego roku Mygowie przeprowadzają się na aleję Najświętszej Maryi Panny, teraz Adolf Hitler Allee, pod numer 4 – Feliks i Stanisława zaczynają prowadzić w tej kamienicy sklep galanteryjny. Wdychając ostry zapach skóry, Halina dotyka rzędów rękawiczek, pasków, torebek i portfeli. Przygląda się, jak po pracy rodzice szyją rękawice dla niemieckich robotników: robią to tak, żeby się pruły po pierwszym użyciu.
W październiku 1944 roku w domu Mygów pojawia się kuzynka Haliny z Warszawy, kilkunastoletnia Teresa Bigosińska. Szuka schronienia po powstaniu, tak samo jak tysiące młodych ludzi, którymi zapełnia się Częstochowa – teraz stolica Polskiego Państwa Podziemnego. Opowiada o bracie, który ranny trafił do niewoli, o kanałach i ruinach, chwali się bronią, śpiewa powstańcze piosenki.
– Nie przy dzieciach – upomina ją Stanisława. Ale Teresa się tym nie przejmuje, a dziewięcioletnia Halina słucha zafascynowana.
Kiedy trzy miesiące później, 16 stycznia 1945 roku, rozpoczyna się sowiecka ofensywa – na opustoszałej alei słychać odgłosy wybuchów, strzelaniny i tłuczonego szkła – przerażona Halina schodzi z rodzicami do zimnej, wilgotnej piwnicy. Siada na kłodach obok sąsiadów i przygląda się ich zmienionym w świetle świecy twarzom. Przez całą noc nie chce zdjąć płaszcza ani się położyć; usypiana rytmem głośnych modlitw, drzemie tylko na kolanach Stanisławy.
Wychodzą następnego dnia. Po walkach aleja pełna jest trupów: piętrzących się w rynsztokach, wgniecionych w jezdnię gąsienicami czołgów. Patrząc w mroźnej ciszy na rozłożone bezwładne ramiona i otwarte nieruchome oczy, Halina ściska rękę ojca i wbija w nią paznokcie.
W nocy, którą spędzają już w nowym mieszkaniu, wynajętym przy ulicy Dąbkowskiego, dostaje gorączki. Zaczyna chorować na anginę. Z zaropiałym i opuchniętym gardłem całymi dniami leży pod ciężką pierzyną. Rozpalonym wzrokiem patrzy na matkę, czekając, aż ta chłodną dłonią dotknie jej czoła i poprawi poduszki.
Częstochowa, 1945 rok.Halina i Elżunia, Częstochowa, 1945 rok.Przez uchylone drzwi słyszy śpiewne głosy, czuje woń tytoniu i potu – w mieszkaniu stacjonują sowieccy żołnierze. Ma nadzieję, że wkrótce będzie mogła wstać i ich zobaczyć. Ale kiedy tylko znika ból gardła, pojawia się jeszcze gorszy – stawów i serca. Tym razem lekarz stwierdza gorączkę reumatyczną i zapalenie wsierdzia.
Matka smaruje jej dłonie, łokcie, kolana i kostki maścią o wnikającym w pościel zapachu i mocno owija je bandażem. Przy każdym podniesieniu ręki i każdym zgięciu kolana Halina czuje ostry ból, uczy się więc być bezwładna jak mumia.
Leżąc w bezruchu, słucha muzyki poważnej z radia i słodkiego głosu matki czytającej jej kolejne książki, wpatruje się w jej jasne i spokojne oczy, ogląda gałęzie drzew za oknem i wzory na dywanie. Tak spędza pół roku.
Na początku lata przychodzi do niej kilku lekarzy. Po kolei osłuchują jej serce i naradzają się za drzwiami, wymieniając łacińskie terminy. Wreszcie do pokoju wchodzi matka i mówi z uśmiechem:
– Powiedzieli, że możesz wstać z łóżka.
Halina chce się zerwać i podbiec do okna, ale ledwie udaje się jej podnieść, upada na ziemię. Kolana ma popsute, składają się pod ciężarem ciała. Przez kilka następnych tygodni uczy się chodzić. Najpierw po pokoju, potem po mieszkaniu, w końcu po ulicy.
Jesienią znowu leży w łóżku z przeziębieniem, które przywraca zapalenie wsierdzia. Na początku grudnia choruje też jej siostra. Lekarze nie potrafią zdiagnozować, skąd u niej wysoka gorączka. Zapalenie płuc? Zapalenie opon mózgowych? Żadne środki nie pomagają. Na trzeci dzień Elżunia mówi do niani:
– Czuję w gardełku umieranie.
Wieczorem już nie żyje.
Zostaje pochowana na cmentarzu św. Rocha. Ojciec wiesza na ścianie jej portret i zdjęcie, matka nie przestaje płakać. A Halina zaczyna się bać.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Archiwum rodzinne
Zdjęcia na stronach: 13, 17 – fot. Adolf Poświatowski,
Muzeum Haliny Poświatowskiejw Szkole Podstawowej nr 8 w Częstochowie
Zdjęcie na stronie 13
1 Na podstawie informacji od rodzeństwa Haliny Poświatowskiej (rozmowa ze Zbigniewem Mygą, 14.01.2012, rozmowa z Małgorzatą Porębską, 31.01.2012). W liście do mnie z 10.08.2025 Małgorzata Porębska dodała: „Mój dziadek, Jan Zięba, był z zawodu ślusarzem. Od Mamy słyszałam, że pracował w jakimś zakładzie metalurgicznym na Gnaszynie, który był peryferyjną dzielnicą Częstochowy. Od Mamy wiem również, że dziadek był promotorem czytelnictwa w rodzinie: wieczorami przy lampie naftowej na głos czytał książki dzieciom i żonie. Babcia Petronela zajmowała się domem i licznym potomstwem. Urodziła siedmioro dzieci, z których odchowała do pełnoletności pięć córek i jednego syna. Moja Mama ukończyła siedmioklasową szkołę podstawową i zawodową szkołę kilimkarstwa. Wiele razy słyszałam od Niej, że jej największym marzeniem była dalsza nauka w gimnazjum, ale rodziców nie było na to stać. Syn, jako jedyny z rodzeństwa, uzyskał średnie wykształcenie, a przyszłość córek wiązano z małżeństwem”. ↩
2 Księga parafialna kościoła św. Barbary w Częstochowie, skan pod adresem: www.genealodzy.czestochowa.pl/zasoby/perelki-genealogiczne/halina-powiatowska-ur-jako-helena-myga (powiatowska – sic). ↩
3 Poświatowska nigdy nie używała imienia Helena, ale zmieniła je oficjalnie dopiero w 1962 r. Daty urodzenia nie korygowała. ↩
4 Zbigniew Myga twierdzi, że Feliks był dowódcą oddziału karabinu maszynowego, uczestniczył w całej kampanii wrześniowej (rozmowa z 14.01.2012). ↩
