Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Rzym, 62 rok n.e. Rządy Nerona pogrążają imperium w chaosie, a brutalna egzekucja czterystu niewolników wywołuje zamieszki i grozi buntem. Cesarz wzywa prefekta Katona, by jako dowódca kohort miejskich przywrócił porządek w stolicy. Prefekt, który od czasu stłumienia rewolty Boudiki starał się trzymać na uboczu, musi wypełnić rozkaz Nerona.
Do wykonania zadania potrzebuje u boku zaufanego oficera, dlatego dołącza do niego centurion Macro. Razem muszą się zmierzyć nie tylko z chaosem na ulicach, lecz także z dworskimi intrygami i kaprysami nieprzewidywalnego Nerona. W tej walce odwaga, spryt i żołnierska lojalność mogą się okazać jedyną szansą na przetrwanie.
NIKT NIE ZNA STAROŻYTNEGO RZYMU LEPIEJ NIŻ SIMON SCARROW!
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 541
Tytuł oryginałuTyrant of Rome
Projekt seriiMARIUSZ BANACHOWICZ
Projekt okładkiNATALIA TWARDY
Fotografia na okładceARIESTIA/ADOBE STOCKISTOCKPHOTO.COM/KPARIS
Koordynacja projektuŁUKASZ CHMARA
Opieka redakcyjnaANNA HEINE
RedakcjaELŻBIETA SPADZIŃSKA-ŻAK
KorektaANNA KURZYCA
Redakcja technicznaRADOSŁAW FIEDOSICHIN / LOREM IPSUM
Copyright © 2025 Simon Scarrow First published in Great Britain in 2025 by Headline Publishing Group All rights reserved.
Polish edition © Publicat S.A. MMXXVI (wydanie elektroniczne) All rights reserved.
Wszystkie postaci – oprócz znanych postaci historycznych – są fikcyjne, a jakiekolwiek podobieństwo do osób żyjących lub zmarłych jest całkowicie przypadkowe.
Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.
Utwór nie może być wykorzystywany do szkolenia sztucznej inteligencji, w tym do tworzenia treści naśladujących jego styl. Nieprzestrzeganie tego zakazu jest naruszeniem praw autorskich i grozi konsekwencjami prawnymi.
ISBN 978-83-271-7042-2
jest znakiem towarowym Publicat S.A.
PUBLICAT S.A.
61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24 tel. 601 167 313 e-mail: [email protected], www.publicat.pl
Oddział we Wrocławiu 50-010 Wrocław, ul. Podwale 62 tel. 71 785 90 40 e-mail: [email protected]
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Brytania
ORŁY IMPERIUM (42–43 rok n.e.)
PODBÓJ (43 rok n.e.)
POLOWANIE (44 rok n.e.)
ORŁY I WILKI (44 rok n.e.)
POŚCIG (44 rok n.e.)
Rzym i prowincje wschodnie
PRZEPOWIEDNIA (Rzym, 45 rok n.e.)
REBELIA (Judea, 46 rok n.e.)
CENTURION (Syria, 46 rok n.e.)
Basen Morza Śródziemnego
GLADIATOR (Kreta, 48–49 rok n.e.)
LEGION (Egipt, 49 rok n.e.)
PRETORIANIN (Rzym, 51 rok n.e.)
Powrót do Brytanii
BRACIA KRWI (51 rok n.e.)
KOHORTA (51 rok n.e.)
BRYTANIA (52 rok n.e.)
Hiszpania
NIEPOKONANY (54 rok n.e.)
Powrót do Rzymu
DZIEŃ CEZARÓW (54 rok n.e.)
Kampania na wschodzie
KREW RZYMU (Armenia, 55 rok n.e.)
ZDRAJCY RZYMU (Syria, 56 rok n.e.)
WYGNAŃCY RZYMU (Sardynia, 57 rok n.e.)
Brytania: kłopotliwa prowincja
HONOR RZYMU (Brytania, 59 rok n.e.)
ŚMIERĆ CESARZOWI (Brytania, 60 rok n.e.)
POŻOGA (Brytania, 60 rok n.e.)
PIEŚŃ OSTATNIEJ KRÓLOWEJ (Brytania, 61 rok n.e.)
Dla rodziny Parsatam –Rajesha, Niwedity, Finy, Yohana i Dawisha –z podziękowaniami za waszą życzliwość i przyjaźń
Kohorty miejskie
Prefekt Kwintus Licyniusz Katon, mający nadzieję na ciszę i spokój, których nie znajduje pod rządami Nerona
Centurion Macro, niemogący znaleźć równowagi między emeryturą a naturą urodzonego żołnierza
Tygellinus, dowódca kohort miejskich, przyszły dowódca gwardii pretoriańskiej
Trybun Gajusz Albanius Ferox, zastępca dowódcy kohort miejskich
Centurion Brocchus
Vibius Fulvius, zagoniony, ale bystry kancelista
Centurion Aulus Lemulus z pierwszej centurii pierwszej kohorty miejskiej, stary wyga, który nie ma litości dla bumelantów
Trybun Marcellus, dowódca drugiej kohorty
Centurion Macrinus, uosobienie korupcji
Trybun Pantella, uosobienie korpulencji
Gwardia pretoriańska
Sekstus Afraniusz Burrus, dowódca gwardii pretoriańskiej, schorowany i wyczerpany latami znoszenia fanaberii Nerona
Trybun Rufrius Gallo, obrzydzony do szpiku kości deprawacją Nerona
Dwór Nerona
Neron Klaudiusz August Germanik, cesarz dążący do tego, by uczynić Rzym znowu wielkim, na swój własny obraz i podobieństwo
Poppea Sabina, konkubina Nerona, kobieta o sercu z kamienia
Klaudia Oktawia, żona Nerona, ofiara tragicznego, zaaranżowanego małżeństwa
Seneka, gładkomówny senator z wielką przyszłością za sobą
Wespazjan, senator ostrożnie rozważający swoje perspektywy
Tytus i Domicjan, synowie Wespazjana; jabłka, które nie spadną daleko od jabłoni
Pallodorus, zarządca departamentu dworskich bankietów, wiecznie spięty i nadskakujący władzy
Sewerus i Celer, architekci na usługach klienta o wybujałych ambicjach
Kalpurniusz Pizon, arystokrata o nieograniczonej ambicji
Lukan, bratanek Seneki, poeta, lepszy raczej w pisaniu niż spiskowaniu
Eukenus, flecista o niejednym talencie
Rzymscy cywile
Klaudia Acte, żona prefekta Katona, ukrywająca się przed byłym kochankiem
Petronella, żona Macro, marząca o świętym spokoju, choć znająca męża na tyle dobrze, by wiedzieć, że to płonne nadzieje
Lucjusz, syn Katona, mający nadzieję wyrosnąć na kogoś takiego jak jego ojciec albo, jeszcze lepiej, jak wujek Macro
Bardea, córka Macro i Boudiki, usiłująca odnaleźć się w rzymskim społeczeństwie
Taurus, zarządca domu, solidny i lojalny
Helos, pomocnik kucharza, motywowany głównie brzękiem monet
Treboniusz, ordynans Katona, czasem zbyt poufały, ale niezmiennie oddany
Horangenus, namolny właściciel kamienic czynszowych
Flaminiusz, uratowany szczeniak przybłęda, który trafił w dobre ręce
Bullo, przywódca gangu Spiżowych Sztyletów z Suburry, bezwzględny oprych i podżegacz motłochu
Urso, syn Bullo i Camilli, krnąbrny młodzieniec
Camilla, żona Bullo i matka Urso, szykowna, ale o rynsztokowym języku
Anicetus, dowódca floty z Misenum, lojalny kozioł ofiarny cesarza Nerona
Rzym, 62 rok n.e.
Macro wiedział, że dzieje się coś złego, kiedy tylko dotarli do Forum. Wyczuł to zaraz po tym, jak razem z Petronellą wyszli z domu na Wiminale. Brukowana ulica schodząca ku targowisku w centrum stolicy była dziwnie wyludniona. Na co dzień tętniła gwarem kupujących, ulicznych sprzedawców i klienteli knajpek siedzącej przy stołach na zewnątrz, wśród której zwykle kręciło się paru złodziejaszków upatrujących sobie ukradkiem ofiary. Nie widać też było lektyk niosących najbogatszych mieszkańców Rzymu, pretorianów po służbie w ich białych tunikach, a nawet obwieszonych amuletami łachmaniarzy, którzy oferowali przechodniom wróżby albo rzucenie uroku na konkurentów w sprawach sercowych. Tego dnia większość właścicieli sklepów i barów zamykała je pospiesznie, spodziewając się kłopotów. Garstka mężczyzn i kobiet czmychnęła obok Macro i jego żony kroczących w dół zbocza.
Chociaż lato dopiero się zaczęło, miasto dusiło się w nietypowej jak na tę porę roku fali upału. Kiedy podeszli bliżej Forum, Macro dosłyszał wrzawę wielkiego, wzburzonego tłumu. W ucho wpadła mu szczególna zmiana w tonie oscylującym między gniewem a rozpaczą.
– Co się dzieje? – zapytała Petronella, chwytając go za rękę.
Pokręcił głową.
– Nie mam pojęcia. Na hipodromie nie ma wyścigów ani żadnych igrzysk przez co najmniej miesiąc, o ile mi wiadomo. Cokolwiek to jest, brzmi jak kłopoty. – Przystanął i spojrzał na żonę. – Chcesz wrócić do domu?
Pomyślała chwilę.
– A ty?
Macro parsknął śmiechem.
– Znasz mnie. Lubię wiedzieć, co w trawie piszczy. – Wtem spoważniał. – Możesz wrócić, jeśli chcesz. Rozejrzę się i potem ci powiem, o co to zamieszanie.
– Prędzej wpakujesz się w jakieś kłopoty. – Petronella cmoknęła. – Musisz zacząć się prowadzić, jak przystało na twój wiek. Jesteś to winien mnie i Bardei.
Niechętnie skinął głową. Chociaż byli małżeństwem już od lat, wciąż nie nawykł do bycia ojcem. Bardea była owocem krótkiego romansu, w który się wdał z kobietą z plemienia Icenów krótko po tym, jak legiony najechały Brytanię. To, że owa kobieta została później królową swego ludu i stanęła na czele niedawnej rebelii przeciwko Rzymowi, dość skomplikowało sytuację. Bardea wciąż miała koszmary, w których ponownie przeżywała krzywdę wyrządzoną jej przez rzymskich żołnierzy. Macro starał się jak mógł wynagrodzić jej to, czego doświadczyła, ale rola rodzica była mu obca i miał poczucie, że się do niej nie nadaje.
Początkowo nie uwierzył Boudice, kiedy ujawniła mu, że jest ojcem dziewczyny, ale widać było gołym okiem, że niską, krępą sylwetkę, ciemne włosy i szeroką twarz Bardea odziedziczyła po Macro. Także czas jej narodzin zgadzał się z tym, co wyznała Boudika. Zaakceptował więc odpowiedzialność za swoją córkę i przejął nad nią opiekę po upadku rebelii, sprowadzając dziewczynę do Rzymu, by ją tu wychować. Nie obyło się bez tarć i zgrzytów, czego można było się spodziewać w przypadku dziecka u progu dorosłości. Bardea opłakiwała stratę rodziny i współplemieńców, którzy zginęli z rąk Rzymian. Macro wznosił się na wyżyny swej ograniczonej cierpliwości, by przymykać oko na jej częste napady melancholii.
– Już nie jesteś rekrutem idącym do miasta szukać guza – kontynuowała Petronella – i to od bardzo dawna.
Macro zrobił urażoną minę.
– Wciąż jestem młody duchem.
Uśmiechnęła się ze zrozumieniem.
– Wiem. Posłuchaj, idę tam z tobą. Koniec dyskusji. Ze mną u boku masz większą szansę, że nie napytasz sobie biedy.
Macro uniósł wymownie brew.
– Mówisz? – Jego żona była solidnie zbudowaną kobietą, a prawym sierpowym potrafiła rozłożyć na łopatki prawie każdego mężczyznę.
Przerwał im chromy, żylasty mężczyzna w brudnej tunice. Jedno oko miał pokryte bielmem, a na upstrzonej plamami łysinie rosło ledwie kilka lichych kłaczków. Jego prawa noga była koślawa i wykręcona do wewnątrz, praktycznie bezużyteczna, dlatego musiał się podpierać laską. Patrzył przez ramię, kiedy wpadł na Macro.
– Ej, ty, uważaj! – warknął Macro, odsuwając go od siebie i jednocześnie przytrzymując, by się nie przewrócił. Petronella błyskawicznie pochyliła się i złapała mężczyznę za wolną rękę, którą już miał schować pod swoją tunikę. W zakrzywionych kurczowo palcach ściskał ciężką od monet sakiewkę Macro. Wytrzeszczył oczy ze strachu, ale natychmiast przybrał chytry wyraz twarzy, zerkając na czerwień wojskowego płaszcza Macro.
– Wybacz, centurionie – bąknął, zgadując rangę stojącego przed nim oficera. – Musiałem ją złapać przypadkiem, kiedy się chciałem czegoś przytrzymać, żeby nie upaść.
Macro odebrał sakiewkę, wcisnął ją na dno przybocznej torby i zakrył połą płaszcza. Potem uniósł palec i szturchnął nim mężczyznę w pierś.
– Spróbuj jeszcze raz, a urządzę cię tak, że będą ci potrzebne dwie laski. Wtedy zabraknie ci wolnej ręki do sięgania po cudze sakiewki. Rozumiemy się?
Starzec energicznie pokiwał głową. Macro skinął w stronę Forum.
– Co się tam dzieje?
Mężczyzna otworzył usta, ukazując kilka krzywych zębów.
– Cesarz właśnie odrzucił prośbę o łaskę dla tych od Paetiusa Secundusa. Niektórzy w senacie nie są z tego zadowoleni i podburzają tłum. Źle to wygląda, centurionie. Przysłano kohorty miejskie. Próbują utorować drogę z lochów Tullianum na miejsce egzekucji, ale ludzie nie chcą ich przepuścić. Będzie z tego niezła chryja, możesz być pewien. Ja się stąd wynoszę, póki mogę. – Zmrużył oczy, a jego głos przybrał ton zabarwiony jękliwym użalaniem się nad sobą. – Taki stary weteran jak ja, który oddał najlepsze lata swego życia służbie Rzymowi i zapłacił za to raną nogi, nie ma szans, kiedy zacznie się przemoc. Nie będę mógł wyżebrać paru monet, żeby mieć za co napełnić sobie dzisiaj brzuch...
Macro zmierzył go wzrokiem.
– Weteran? Z którego legionu?
Starzec się zawahał.
– Z czternastego, centurionie. Świetna ekipa. Byłem z nimi do czasu, aż pięć lat temu przydarzyło mi się to. – Klepnął się w koślawą nogę.
– Pewnie było ci ciężko ich zostawić w Syrii.
– Ano, lekko nie było.
– Komu ty chcesz wcisnąć te bzdety? Czternasty jest w Brytanii od dwudziestu lat. – Macro się nastroszył. – Zmiataj stąd, zanim cię zawlokę do najbliższej strażnicy.
Mężczyzna wzdrygnął się na perspektywę oddania go w ręce stróżów porządku zwanych wigilami, którzy byli znani z tego, że szorstko się obchodzili z ulicznymi szumowinami. Odkuśtykał w bok, obchodząc Macro i Petronellę szerokim łukiem. Macro rzucił za nim okiem i splunął do rynsztoka.
– Cholerny naciągacz.
– Kto to jest ten Paetius Secundus? – zapytała Petronella, kiedy ruszyli dalej w stronę Forum.
– Stara sprawa. Był senatorem. W zeszłym roku został zamordowany, podobno przez jednego ze swoich niewolników. Z tego, co słyszałem w Uciesze Gladiatora...
Macro zmarszczył czoło, nieco poirytowany, że nie ugryzł się na czas w język. Jego żonie nie podobało się, że był stałym bywalcem tej oberży, strategicznie zlokalizowanej naprzeciw łaźni, do której chadzał. Niemniej większość klienteli stanowili byli żołnierze, jak Macro, dlatego musiała to znosić, nawet jeśli tego nie aprobowała.
– W każdym razie – kontynuował, szybko zostawiając wątek swojej ulubionej knajpy – zgodnie z prawem, jeśli niewolnik zamorduje swego pana, wszyscy niewolnicy z domu ofiary są skazywani na śmierć.
– Poważnie? – zapytała, przystając.
Macro wzruszył ramionami.
– A jak myślisz, dlaczego takie morderstwa zdarzają się tak rzadko? Niewolnicy pilnują się nawzajem, żeby żadnemu z nich nie przyszło do głowy podnieść ręki na ich pana.
– Ale jak można obarczać odpowiedzialnością niewinne osoby na równi z mordercą? To nie w porządku.
– Być może, ale tak stanowi prawo. Chodźmy. – Macro wziął ją za rękę i poprowadził dalej. – Powodem, dla którego zrobiło się o tym głośno, jest liczba skazanych. Czterystu niewolników ma zapłacić głową za zbrodnię jednego człowieka. Gdyby to był mniejszy dom, jak na przykład nasz, nawet nie byłoby o tym wzmianki w biuletynie. Tym razem jednak skazańców jest tak wielu, a sprawa wlecze się od tak dawna, że roznieciła emocje plebsu. Zwykłych ludzi dzieli od niewolników jeden krok, dlatego od czasu do czasu okazują im współczucie. Również sporo senatorów zgłosiło zastrzeżenia wobec egzekucji, kiedy sprawę poruszono w senacie. Ostatecznie jednak zagłosowali przeciwko okazaniu łaski i sprawa trafiła do pałacu. Neron deliberował dość długo, co z tym fantem zrobić, ale chyba właśnie się zdecydował.
– Dlaczego zwlekał?
– Któż to wie? Jest młody i z tego, co rozumiem, chce być kochany przez lud. Chęć poklasku często przeszkadza w podejmowaniu trudnych decyzji. To nie jest pożądana cecha u władcy.
Petronella skinęła w stronę Forum, skąd właśnie dobiegła ich kolejna fala gniewnej wrzawy, przetaczając się po stolicy.
– Coś mi się widzi, że właśnie stracił na popularności.
– Ano... Miejmy nadzieję, że to tylko burza w wiadrze wody.
Pomaszerowali dalej, wsłuchując się w narastający zgiełk, w którym na zmianę dominowały gniew i żałość. Kiedy dotarli do skrzyżowania u podstawy wzgórza i skręcili ku Forum, dostrzegli tłum stłoczony między rzędami zapuszczonych, sypiących się kamienic czynszowych po obu stronach. Ponad głowami gawiedzi Macro dostrzegł ludzi, którzy wspięli się na posągi i piedestały, skąd wykonywali agresywne gesty w kierunku pałacowego kompleksu. Na ten widok się zatrzymał.
– Tędy nie przejdziemy. Kilka ulic stąd jest taras. Stamtąd powinniśmy zobaczyć, czy można jakoś dojść na targ.
Petronella skinęła głową i podążyli krętymi, obskurnymi zaułkami, aż doszli do końca wąskiej, pochyłej uliczki. Z tarasu rozpościerał się widok na tę część Forum, gdzie stała rostra – mównica zbudowana na kształt dziobu okrętu – górując nad tłumem. Teraz zobaczyli jak na dłoni skalę protestu. Centrum Rzymu szczelnie wypełniały nieprzebrane tłumy mieszkańców pokrzykujących gniewnie, potrząsających pięściami i wskazujących palcami w kierunku Palatynu. Tysiące innych oblegały kurię, gdzie większość senatorów skryła się przed motłochem. Osłaniał ich kordon liktorów i ochroniarzy. Uzbrojeni w pałki i tarcze, stali w dwuszeregu u szczytu schodów przed wejściem do kurii. Jedne drzwi były otwarte i na progu widać było kilku senatorów w białych togach z czerwonymi pasami wyglądających z mrocznego wnętrza budynku. Tłoczący się poniżej mężczyźni i kobiety, wykrzykując obelgi, obrzucali grudami błota i czym popadnie chroniący arystokratów kordon. Raptem jeden z senatorów został trafiony w pierś. Macro wyszczerzył zęby w uśmiechu, widząc tę drobną zniewagę jednego z możnych miasta.
Po drugiej stronie Forum rozgrywała się podobna konfrontacja u bramy zewnętrznego dziedzińca cesarskiego pałacu. Około stu żołnierzy z kohort miejskich, w pełnym rynsztunku bojowym i z oszczepami na podorędziu, trzymało tłum na dystans, znosząc miotany w nich grad inwektyw, błota i kamieni.
– Paskudnie to wygląda – skwitowała Petronella.
– Że co? – Macro przyłożył dłoń do ucha i nachylił się ku niej, nie mogąc dosłyszeć jej słów zagłuszanych przez kakofonię wokół.
– Powiedziałam, że zaczyna to wyglądać paskudnie – powtórzyła głośniej. – Może jednak powinniśmy wrócić. Poza tym nie mamy szans przepchać się na targ.
– Tu jesteśmy bezpieczni – odparł Macro. Nie chciał opuszczać miejsca zdarzenia, nie zobaczywszy, co z tego wyniknie. – Zostaniemy. Przynajmniej na razie.
Petronella znała swego męża na tyle dobrze, by wiedzieć, że raz podjętej decyzji nie zmieni, dlatego jedynie pokręciła głową na znak irytacji.
Przez dobrą godzinę obserwowali, jak tłum stopniowo się uspokajał, co często się zdarzało, kiedy następował impas. Ludzie zgromadzeni najbliżej bramy pałacu i kurii cofnęli się, rzucając na odchodnym ostatnie wyzwiska. Większość kręciła się bez celu, a gniewne okrzyki zastąpił gwar głosów, który przywodził Macro na myśl atmosferę w Circus Maximus po ostatnim wyścigu danego dnia. Wziął żonę za rękę i ruszyli wiodącą w dół rampą.
– Chodź, teraz damy radę przejść na targ.
Podążyli przez Forum w kierunku targowiska Boarium. Macro objął Petronellę ramieniem i przyciągnął ją do siebie, jednocześnie czujnym okiem wypatrując kolejnych złodziejaszków. Dotarli w pobliże rostry, kiedy na drugim końcu Forum nastąpiło nowe poruszenie. Wrzawa gniewnych głosów przetoczyła się po placu niczym wielka oceaniczna fala uderzająca o skalisty brzeg. Macro poczuł, że to ludzkie mrowie unosi jego i Petronellę ze sobą. Zaparł się nogami, wolną ręką odpychając napierających ludzi.
– Prowadzą skazańców! – krzyknął ktoś. Macro podniósł wzrok na rostrę i zobaczył mężczyznę trzymającego się krawędzi mównicy zbudowanej na kształt tarana okrętu, tworzącej fronton gmachu przeznaczonego do publicznych wystąpień. Okrzyk mężczyzny podchwycili inni i tłum znowu zafalował. Tym razem Macro nie zdołał się oprzeć naporowi i razem z Petronellą zostali zepchnięci w stronę środka Forum. Mężczyzna na rostrze wymierzył oskarżycielsko palec w stronę kurii i wykrzyknął:
– Mordercy! Oni i cesarz! Mordercy!
Wtem kilku mężczyzn naparło na Petronellę, która krzyknęła. Szybko się otrząsnęła, zgrzytnęła zębami i walnęła najbliższego pod żebra. Ten odwrócił się z grymasem furii i uniósł pięść.
– Ani mi się waż! – parsknął wściekle Macro i huknął go w twarz z taką siłą, że aż krew bryznęła z nosa. Mężczyzna jęknął z bólu i zaskoczenia, a Macro odciągnął Petronellę, przedzierając się w stronę stopni z boku rostry. Tam też panował ścisk, ale utorował im przejście, łypiąc złowrogo na każdego, kto mu stanął na drodze. To spojrzenie było bardziej instynktowne niż wyuczone, ale na cywilów działało równie skutecznie jak na rekrutów na placu apelowym czy barbarzyńców, z którymi się mierzył na polach bitew jak imperium długie i szerokie.
Trzymając Petronellę blisko przy sobie, Macro przepchnął się na szczyt schodów i zajął miejsce w rogu balustrady, stając tak, by osłonić żonę własnym ciałem.
– Mówiłam ci, żeby wrócić do domu – mruknęła, kiedy już nieco ochłonęła.
– Teraz już za późno. Będziemy musieli wytrzymać tutaj, aż będzie po wszystkim.
Z miejsca, w którym stali, Macro miał w zasięgu wzroku całe Forum. Zobaczył kolumnę skazanych niewolników i ich eskortę brnącą przez tłum w stronę wznoszącej się pod niewielkim kątem rampy, która prowadziła na zewnętrzny dziedziniec pałacu po jego prawej. Ludzie tłoczyli się wokół żołnierzy z kohort miejskich, rycząc na nich z wściekłości. Między nimi Macro dojrzał żałosny szereg skazańców – mężczyzn, kobiet i dzieci – zakutych w kajdany i powiązanych razem sznurem owiniętym wokół ich szyj. Kiedy podeszli bliżej, dostrzegł ich twarze. Niektórzy patrzyli przed siebie niewidzącym wzrokiem, nie mogąc uwierzyć, że od śmierci dzielą ich już tylko chwile. Inni krzyczeli wniebogłosy, unosząc skrępowane łańcuchem ręce i błagając o litość. Jedna kobieta, która przyciskała do piersi niemowlę, szarpnęła się w stronę tłumu, żeby je ocalić, ale idący obok oficer powstrzymał ją i odepchnął z powrotem do szeregu.
Grzmiący dźwięk rogu przetoczył się echem po Forum i kiedy Macro spojrzał w lewo, zobaczył czoło kolumny pretorianów. Wyszli z ulicy prowadzącej do ich koszar za murami miasta, torując sobie drogę przez tłum. Ktoś w pałacu wezwał posiłki. Widok elitarnej gwardii przybocznej cesarza jeszcze bardziej rozsierdził obecnych na placu. Na żołnierzy posypał się grad śmieci, kostek brukowych i wszystkiego, co tylko protestujący mieli pod ręką. Pretorianie unieśli wyżej tarcze i dobyli mieczy, sztychami mierząc w twarze otaczającego ich tłumu. Ludzie stojący najbliżej żołnierzy usiłowali się cofnąć, ale w zwartej masie ciał było to niemożliwe i niektórzy nie uniknęli ostrzy.
Ten widok zmroził krew w żyłach Macro. Po raz pierwszy zdał sobie sprawę, że on i Petronella znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, wmieszani w sytuację, która zaczynała się wymykać spod kontroli. Kolumna eskortująca skazańców przepchnęła się do bramy dziedzińca i pretorianie stojący tam na straży rozstąpili się, by ją przepuścić. Minęła dłuższa chwila, zanim wszyscy więźniowie weszli na otwartą przestrzeń dziedzińca, ograniczoną z trzech stron kolumnadą. W głębi widniała kolejna rampa, wiodąca zygzakiem w górę Palatynu, do pałacowego kompleksu na jego szczycie. Tam, w oddali, na balkonie z widokiem na Forum pojawiła się postać ubrana w purpurową tunikę lśniącą złotymi wykończeniami.
Na widok cesarza wielu w tłumie uniosło ręce, błagając go, by odwołał egzekucję. Ogłuszający ryk dziesiątek tysięcy głosów wzmógł się jeszcze bardziej, wdzierając się do uszu Macro i ugniatając jego czaszkę, jakby wsadził głowę w imadło. Nie słyszał, co do niego mówi Petronella, chociaż ich twarze dzieliły centymetry. Złapała go za kołnierz i niemal przywarła ustami do jego ucha.
– Przecież nie pozwoli na to, prawda? – Wskazała ręką. – Neron.
Macro nie był pewien, co młody cesarz zamierza zrobić. Mimo kapryśnej natury, od czasu, kiedy został cezarem, Neron dotrzymywał obietnicy położenia kresu tajnym procesom o zdradę stanu, które były plagą ostatnich lat rządów Klaudiusza. Zarzekał się również, że nie będzie ingerował w powinności senatu. Piękne słowa i szczytne intencje, pomyślał Macro. W rzeczywistości senatorowie nawykli do otrzymywania wskazówek od cesarzy i najwyższej rangi urzędników pałacowych odnośnie do tego, jak mają głosować, dlatego stali się prawie niezdolni do własnej inicjatywy. To senat skazał tych niewolników na śmierć. Tylko Neron mógł ich teraz ocalić.
Parę lat wcześniej Macro miał okazję przyjrzeć się cesarzowi z bliska i już wtedy nabrał przekonania, że Neron upaja się miłością swojego ludu. Teraz ten sam lud miał inne zdanie w kwestii skazanych niewolników i wyraźnie dawał do zrozumienia, że cesarz traci jego sympatię. Macro uznał, że Neron wykorzysta do maksimum ich gniew i rozpacz, zanim w ostatniej chwili ułaskawi skazańców, a wtedy plebs z ulgą obdarzy go wdzięcznością i uwielbieniem, w których będzie się pławił do woli. Przyszła mu do głowy jeszcze jedna możliwość. Może Neron zmanipulował senatorów. Ci przegłosowali skazanie niewolników w przekonaniu, że działają zgodnie z wolą cesarza, podczas gdy on postąpił tak jedynie po to, by teraz uchylić ich decyzję i w ten sposób pokazać, kto sprawuje faktyczną władzę w Rzymie. Uśmiechając się pod nosem, Macro pomyślał, że chyba spędził za dużo czasu ze swoim przyjacielem Katonem, który notorycznie dopatrywał się wszędzie ukrytych motywów i zakulisowych machinacji.
Niewolników doprowadzono na tyły dziedzińca, gdzie teren był położony nieco wyżej, aby widzieli ich dobrze ci za bramą i kordonem pretorianów. Następnie kazano im uklęknąć, twarzą w stronę Forum. Krzyki na placu ucichły i zanim ostatni z więźniów został obalony na ziemię, w sercu Rzymu zaległa martwa cisza. Centurion pretorianów rzucił rozkaz i żołnierze kohort miejskich się cofnęli. Dziesięciu pretorianów odłożyło tarcze i zajęło miejsce za pierwszą grupą niewolników oczekujących na egzekucję.
Macro spojrzał na cesarza na balkonie.
– Jeśli Neron zamierza przerwać tę krwawą dramę, naprawdę zwleka do ostatniej chwili – mruknął. – No dalej, człowieku. Wydaj rozkaz.
Czekał w napięciu, aż cesarz coś zrobi, zawoła albo wykona jakiś gest. Neron jednak nawet się nie poruszył, nie wypowiedział ani słowa, tylko spoglądał na dziedziniec poniżej. Centurion pretorianów podniósł wzrok, jakby czekając na sygnał. Zawahał się na moment, a potem warknął donośnym głosem, który słychać było na całym Forum:
– Wykonać rozkaz!
Dziesięciu pretorianów pochyliło się, umieszczając sztych mieczy w zagłębieniu obojczyków nad sercami skazańców. Jeden z niewolników zaczął się szamotać, następnie rzucił się na ziemię i skulił, wyjąc z przerażenia. Zanim inni zdążyli zareagować, pretorianie wbili miecze. Wykręcili je w obie strony i wyszarpnęli lśniące jaskrawą czerwienią ostrza, a ze śmiertelnych ran bryznęła krew. Ciałami ofiar wstrząsnął agonalny spazm. Odepchnięte przez katów, padły twarzą na bruk.
Przeraźliwy krzyk rozpaczy wyrwał się z gardeł obecnych na Forum, podczas gdy oprawcy przeszli do następnej grupy niewolników. Wśród nich była kobieta, która wcześniej próbowała ocalić swe dziecko. Niemowlę zostało wyrwane z jej rąk i rzucone głową o podstawę najbliższej kolumny, gdzie leżało nieruchomo. Matka zdążyła jeszcze wydobyć z siebie ostatni szloch, zanim śmierć zabrała ją i pozostałych.
– Niedobrze mi – powiedziała Petronella. – Chcę stąd iść. Już.
Macro skinął głową i zaczęli się przepychać na drugą stronę rostry, podczas gdy tłum ryczał z wściekłości, falując niespokojnie. Przysłani na odsiecz pretorianie, których kolumna do tego czasu przecięła Forum na pół, zatrzymali się i zwrócili twarzami na zewnątrz. Na sygnał buciny powoli ruszyli naprzód, spychając ciżbę po obu stronach. Ludzie ponownie zaczęli obrzucać kamieniami i błotem żołnierzy strzegących bramy dziedzińca. Jeden z pretorianów pchnął przed siebie tarczą, która natychmiast została pochwycona. Szarpnięty do przodu, wpadł w tłum, a ten rzucił się nań z furią. Dowodzący oddziałem oficer wykrzyknął rozkaz i pozostali pretorianie natarli, dźgając mieczami. Wściekłość ludzi momentalnie ustąpiła miejsca panice.
Macro i Petronella przedzierali się przez falujący tłum w kierunku rampy u podnóża Wiminału, wytężając wszystkie siły, by ustać na nogach i nie dać się rozdzielić. Raptem przed nimi pojawiła się luka, w której Macro zobaczył kilku pretorianów ścigających grupę mężczyzn. Jeden z żołnierzy dostrzegł go i zmienił kierunek. Dziki błysk w jego oczach zdradzał, że zawładnęła nim żądza krwi właśnie przelewanej na Forum. Kiedy zamachnął się mieczem, Macro wyprostował się i zaparł nogami.
– Opuść broń, żołnierzu, do kurwy nędzy! Nie podnoś ręki na centuriona, bo źle na tym wyjdziesz!
Pretorianin zawahał się na moment, a potem zmrużył oczy i ponownie zaatakował.
Życie w wojsku, a wcześniej dzieciństwo na ulicach Rzymu, wyostrzyły reakcje Macro niczym brzytwę. Odepchnął Petronellę za siebie, ugiął sprężyście nogi w kolanach i uniósł ręce. W ostatniej chwili zrobił unik w stronę owalnej tarczy żołnierza, chwycił ją za rant i naparł całym ciałem. Wytrącony z równowagi napastnik potknął się i przewrócił, pociągając Macro za sobą. Przygnieciony ciężarem własnej tarczy i swojego przeciwnika, jęknął boleśnie, tracąc dech w piersi. Macro natychmiast zerwał się na równe nogi i podkutą podeszwą buta przydepnął nadgarstek żołnierza, zmuszając go, by wypuścił broń z ręki. Wtedy chwycił ją i głowicą miecza walnął raz i drugi w twarz pretorianina, aż ten znieruchomiał.
– Chodźmy!
Trzymając miecz nisko, by się nie rzucał w oczy, Macro chwycił Petronellę za rękę i pospieszyli razem z falą cywilów desperacko uciekających przed pretorianami. Forum było usiane ciałami. Jedne wiły się, inne pełzały w stronę najbliższej osłony, a niektóre leżały nieruchomo. Wrzaski i krzyki grozy odbijały się echem od ścian świątyń i gmachów użyteczności publicznej. Macro przyspieszył kroku, rozglądając się czujnie i uważając, by nie wpadli na kolejnych żołnierzy ogarniętych szałem zabijania wśród protestujących. Razem z Petronellą przemykali pod osłoną narożników, wnęk i postumentów, aż dotarli do rampy, dołączając do tych, którzy uciekali w głąb stosunkowo bezpiecznego labiryntu wąskich uliczek na zboczu wzgórza.
U szczytu rampy Macro przystanął, dysząc ciężko i czując, jak jego serce łomocze w piersi.
– Jesteś cała? Nic ci się nie stało? – zapytał Petronellę, przyciągając ją do siebie.
Pokręciła głową.
Macro spojrzał za siebie i zobaczył, że pretorianie już oczyścili plac od strony cesarskiego pałacu i teraz przepędzali resztki tłumu na obrzeżach Forum. Grupa mężczyzn uzbrojonych w kije stawiła im opór, tocząc w pobliżu kurii nierówną walkę z oddziałem ciężkozbrojnych żołnierzy. Na dziedzińcu dalej trwały egzekucje. Już ponad sto ciał leżało pokotem na bruku, po którym ściekała krew. Podobna liczba zabitych i konających zaścielała Forum. Macro, wstrząśnięty roztaczającym się przed nim widokiem, przeniósł spojrzenie na pałacowy balkon. Neron stał oparty o balustradę, obserwując rozgrywającą się poniżej scenę. Zdawało się, że z satysfakcją skinął głową, po czym odwrócił się i poprowadził swoją małą świtę z powrotem do wnętrza pałacu, znikając z pola widzenia.
Macro stał jeszcze przez chwilę, omiatając wzrokiem teren w dole, aż dostrzegł pretorianina, przed którym musiał się bronić. Poczuł ukłucie niepokoju na widok jego ciała leżącego nieruchomo na wznak z rozrzuconymi kończynami. Klęczało przy nim dwóch jego kompanów, podczas gdy trzeci przyzywał ręką oficera. Macro wciąż trzymał miecz w ręce. Głowica rękojeści i jego zaciśnięta na niej dłoń były umazane krwią. Rozejrzał się i upuścił broń, następnie poprowadził żonę w górę ulicy, w stronę domu Katona. Ona zadrżała na widok czerwieni na jego ręce.
– Jesteś ranny!
– To nie moja krew. Zabierajmy się stąd. Szybko.
Zostawiając za sobą jatkę na Forum, pospieszyli w ślad za ludźmi rozbiegającymi się wśród podniszczonych kamienic, które pokrywały niższe partie Awentynu. Macro rąbkiem tuniki starł krew z dłoni. Próbując przypomnieć sobie w najdrobniejszych szczegółach konfrontację z żołnierzem, z ulgą stwierdził, że nie widział ich żaden z pozostałych pretorianów. W każdym razie żaden nie był na tyle blisko, by go mógł rozpoznać. Tak czy inaczej, najroztropniej było nie pokazywać się w mieście przez parę dni.
Wrócił myślami do egzekucji niewolników. Biorąc pod uwagę wcześniejsze przejawy wrażliwości Nerona i jego aspiracje wprowadzenia Rzymu w złotą erę, trudno było uwierzyć, że nie okazał skazańcom łaski. Coś się zmieniło. Macro czuł, że cesarz przewartościował to, co uważał za ważne dla siebie. Ujawniła się bezwzględna, okrutna strona jego natury, a bezduszna obojętność na los tak wielu niewinnych wskazywała, że jego serce i umysł pogrążały się w mroku.
Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że niebezpieczeństwa i przemoc, które przez kilka dekad były jego chlebem powszednim na granicach rzymskiego imperium, przywlokły się za nim do stolicy. Od teraz musiał się pilnować, co mówi i z kim jest widywany. Zanosiło się bowiem, że do Rzymu wracają mroczne czasy epoki Klaudiusza, a razem z nimi kanalie, które szukały zysku w składaniu donosów i wrabianiu współobywateli. Macro, który podczas niedawnej rewolty w Brytanii stracił prawie wszystko, nie martwił się o siebie. Obawiał się o Katona, który awansował do stanu ekwitów i wzbogacił się dzięki pierwszemu małżeństwu z córką senatora. Oprócz majątku Katon zyskał pewną sławę dzięki swoim dokonaniom militarnym. Taka sława budziła u wielu zawiść, a z powodu jego skromnego pochodzenia również niechęć.
Obaj, Macro i Katon, mieli nadzieję prowadzić w stolicy spokojny żywot, z dala od znoju i wyzwań służby na granicach imperium. Było jednak oczywiste, że tu, w sercu Rzymu, czyhały na nich zagrożenia niemniej podstępne i niebezpieczne.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
