Tym. Człowiek szczery na trzy litery - Katarzyna Stoparczyk - ebook + audiobook + książka

Tym. Człowiek szczery na trzy litery ebook

Stoparczyk Katarzyna

0,0
47,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Pierwsza tak osobista opowieść o Stanisławie Tymie.

Intymna, pełna ciepłych obrazów, mądrych słów i zapachu ukochanej Suwalszczyzny.

Katarzyna Stoparczyk zabiera nas w podróż do świata Stanisława, w którym każdy gest i każde słowo nabierają wyjątkowego znaczenia. Poznała go w kawiarence znajdującej się w liceum, które przed laty ukończył. Rozmawiali, dzieląc się radością spotkania i ciastkiem. Spotkania, które nieoczekiwanie stało się początkiem niezwykłej przygody.

6 grudnia 2024 roku jego grób tonie w kwiatach. Ktoś przywiązuje do tabliczki małego słomianego misia. Ten wzruszający gest wiele mówi, jakim człowiekiem był Tym – czułym i serdecznym.

Myślał, że zostanie inżynierem chemii, lecz los postawił go na scenie. W pamięci widzów na zawsze pozostanie Ryszardem Ochódzkim z kultowego „Misia”. Jego riposty przeszły do historii, role – do legendy. Był aktorem z przypadku, obrońcą życia z wyboru. Największym sukcesem nie były dla niego nagrody czy owacje, lecz uratowanie i przygarnięcie bezpańskich psów, które spotykał na swojej drodze.

Ta książka nie jest biografią pełną dat i faktów. To pożegnanie złożone z anegdot, wspomnień i drobnych szczegółów, które składają się na obraz człowieka wyjątkowego. Aktora, który całym sobą wierzył, że warto bronić życia w każdej jego formie.

Mimo wszystkich spektakularnych sukcesów pozostał człowiekiem szczerym. Na trzy litery.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 175

Data ważności licencji: 12/11/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © by Katarzyna Stoparczyk

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Otwarte 2025

Opieka wydawnicza: Michał Misiorek

Redakcja tekstu: Elżbieta Kot

Adiustacja i korekta: Pracownia 12A

Promocja i marketing: Kinga Smerlińska-Pis

Projekt okładki: Małgorzata Drabina

Fotografia na okładce: Michał Mutor / POLITYKA

ISBN 978-83-8399-517-5

www.otwarte.eu

Dystrybucja: SIW Znak. Zapraszamy na www.znak.com.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Jan Żaborowski

Od wydawcy

Pracę nad tą książką rozpoczęliśmy pod koniec 2024 roku. Od samego początku wiedzieliśmy, że his­torię Stanisława Tyma najlepiej opisze właśnie Katarzyna Stoparczyk. Zarówno On, jak i Ona byli niezwykle cenieni i kochani, wszyscy wypowiadali się o nich z ogromnym szacunkiem. A my sami nie znaliśmy drugiej takiej osoby, która potrafiłaby z równą czułością i uważnością słuchać i mówić o innych.

Na odpowiedź Autorki nie czekaliśmy długo – wystarczyła minuta: „Tak, chcę to napisać! Życie bywa zaskakujące, bo niedawno rozmawiałam z Krystyną Jandą i wspominałyśmy Stanisława”. Od tamtej chwili praca nad tą książką była jedną z najpiękniejszych i najbardziej poruszających przygód w naszej redakcji. ­Katarzyna Stoparczyk w każdej rozmowie z nami podkreślała, że czuje obecność Stanisława Tyma, że jest jej niezwykle bliski, że ją prowadzi, że coś nieustannie ją do Niego przyciąga.

Prace zakończyliśmy zaledwie dwa tygodnie przed śmiercią Autorki. Dziś, wspominając nasze rozmowy, mamy wrażenie, że niosły one smutną przepowiednię. To, co się wydarzyło, złamało serca wielu ludziom w Polsce. Nam również. Gdy trzymamy w rękach tę książkę, wciąż trudno nam pogodzić się z myślą, że Katarzyna nigdy jej nie zobaczy.

To dzieło jest wyjątkowe – wzruszające, pełne ciepła i serca Autorki. Wiemy, że pragnęła, abyście je przeczytali. Dlatego dziś z wielkim wzruszeniem oddajemy w Wasze ręce ostatnią książkę Katarzyny Stoparczyk.

zespół Wydawnictwa Otwartego

listopad 2025

Fryderykowi, Maksymilianowi i wszystkim młodym ludziom.

W czasach kryzysu autorytetów Stanisław Was nie zawiedzie.

PAP / Andrzej Rybczyński

Dzień dobry, dobry wieczór, dobranoc

Postawił przede mną dwa kubki i jeden deserowy talerz. Ja wypiłam herbatę, a on kawę. Ciastko z kremem przekroił na pół. Piękny mężczyzna bez wieku, który miał coś dziecięcego w twarzy. To było przedziwne, ale wszyscy się na jego widok uśmiechali. Jakby pociągał za niewidzialne sznurki. Hop! I kąciki ust wędrowały ku górze. Jak w teatrze kukiełkowym, co ma dla nas same dobre opowieści.

Pewnie każdy, kto go znał, mógłby to potwierdzić. Żył w pozornym chaosie, ale wszystko przy nim miało swoje ważne miejsce. Spojrzenie w oczy i słowa. Milczenie. I nawet to ciastko z kremem, co zjedliśmy na spółkę, choć nie wypadało.

Spotkaliśmy się raz. W liceum imienia Czackiego, które dawno temu skończył.

W grudniu, tuż po jego śmierci, zadzwonił telefon z wydawnictwa. Bardzo mnie ucieszył. W perspektywie miałam napisanie książki o kimś, kto kochał ludzi i z pokorą godził się na przemijanie. Kto nigdy się nie skarżył i szanował życie w każdej jego odsłonie i w każdym przejawie. Kto ratował skrzywdzone przez człowieka psy, a swojej gosposi kazał karmić myszy. A kiedy pytali go, czy łowi ryby, odpowiadał: „To moje sąsiadki z jeziora, dlaczego miałbym wyciągać je z wody?”.

Badałam życie tego niezwykłego człowieka szkiełkiem i okiem i badałam sercem. A teraz zostawiam Was z nim sam na sam. Czytajcie słowa, ale pamiętajcie: to, co znajdziecie pomiędzy nimi, jest w tej opowieści najważniejsze.

Katarzyna Stoparczyk

Białe myszki na placu Trzech Krzyży

Termin porodu lekarz wyznacza na sierpień. Przyszła mama, przekonana, że ma jeszcze sporo czasu, jedzie nad Bug na wakacje. I to właśnie tu, w Małkini Górnej, zupełnie nieoczekiwanie 17 lipca 1937 roku przychodzi na świat Stanisław. Kiedy jego ojciec przyjeżdża, by zawieźć ciężarną żonę do warszawskiego szpitala, ta wita go z zawiniątkiem na rękach. Do stolicy wracają już we troje. „Pamiętam, byłem małym chłopczykiem, jak ostatni faceci wracali spod Grunwaldu”1 – żartuje ze swojego PESEL-u Stanisław.

Rodzina Tymów znajduje swoje miejsce do życia przy ulicy Kruczej w Warszawie, nieopodal placu Trzech Krzyży.

Jako dziecko Staś zadziera głowę i przygląda się klasycystycznej kopule kościoła zaprojektowanego na początku XIX wieku przez Piotra Aignera na cześć cara Aleksandra I.

Ma dwa lata, kiedy wybucha wojna, pięć lat później rozpoczyna się powstanie warszawskie. Nie wie, że we wrześniu 1944 roku świątynia jego dzieciństwa zostaje zbombardowana przez Niemców. Nie wie, bo siedzi w ciemnej piwnicy i modli się o przetrwanie.

Odbudowany kościół pod wezwaniem Świętego Aleksandra stoi do dzisiaj na placu Trzech Krzyży w Warszawie.

„Dla mnie świat od początku życia był szalenie dotkliwy, morderczy, niebezpieczny. Wydaje mi się, że z charakteru jestem skrajnym pesymistą i to pozwala mi z tego wszystkiego żartować”2 – opowiada po latach Stanisław, który spędził w tej piwnicy podczas powstania sześćdziesiąt trzy dni.

Czego najbardziej mu żal? Tej kamienicy na rogu placu Trzech Krzyży i ulicy Książęcej, gdzie wcześniej był sklep zoologiczny. To właśnie tu biega mały Staś, by godzinami wpatrywać się w małe białe myszki, zamieszkujące wielopiętrowy domek.

„Mama była wyrozumiała dla tej mojej dziwnej skłonności, która zresztą została mi do dziś, więc do dziś wspominam białą gromadę myszek z ich domkiem i małego rudego pieska Toffiego, który mieszkał w naszej kamienicy na Kruczej wraz ze swoim państwem we frontowej oficynie. Coś zatem, jak widać, z tego wspomnienia, z małego Stasia we mnie zostało i może nie jest tak źle ze mną, skoro mogę patrzeć na psy cały dzień i nie uważam, że tracę czas”3 – pisze bardzo już dorosły Stanisław w jednym ze swoich felietonów.

Po klęsce powstania rodzina Tymów zostaje wywieziona z Warszawy. Przechodzi przez obóz przejściowy w Pruszkowie i trafia do Częstochowy. Tu próbuje ułożyć sobie życie przez najbliższy rok. W Częstochowie siedmioletni Stanisław idzie do czwartej klasy. Dlaczego do czwartej? Bo taka akurat była. Mimo to chłopiec nie ma problemów z nauką. Płynnie czyta i pisze, a wszystko dzięki mamie, która poświęca mu każdą wolną chwilę. Świetnie zna także przedwojenną geografię Polski. Jest nią żywo zainteresowany.

„Wychowywały mnie moje ukochane kobiety. Tata siedział w pracy – czy raczej stał, bo był fryzjerem – a ja pod opieką mamy i babci rozwijałem się do trzeciego roku życia. A potem już tylko rosłem, tak jak 98 procent wszystkich chłopców na świecie”4.

Po rocznym pobycie w Częstochowie Staś wraz z rodziną wraca do zrujnowanej Warszawy. Chłopiec nie rozpoznaje miasta. Jest wstrząśnięty tym, co widzi. Nagle musi dorosnąć.

Zaraz po powrocie idzie do szkoły, która znajduje się na Powiślu, na rogu ulic Drewnianej i Dobrej. Od razu rozpoczyna naukę w piątej klasie. W wyniku przyspieszonej edukacji maturę zdaje w wieku piętnastu lat. Jak wspomina: „Teraz piętnastolatki piją wódę, chodzą na dziewczyny i uważają, że są za dorosłe na palenie papierosów, więc zamiast palić, ciągną kreski. A kiedy ja miałem 15 lat, to byłem przecież dzieckiem”5.

Maturę zdaje w liceum imienia Tadeusza Czackiego. Na egzaminie ustnym z języka polskiego dostaje pytanie dotyczące powieści Igora Newerlego Pamiątka z Celulozy. Lektury nie czytał. Nerwowo usiłuje wygrzebać z pamięci cokolwiek. Przypomina sobie słynne zdanie z książki Newerlego, które brzmi: „Są pociągi, na które spóźniać się nie wolno”. Łapie się tego zdania niczym tonący brzytwy i rozpaczliwie snuje wokół niego narrację. Zżera go stres. W popłochu odgania myśl, że to już koniec. Mówi coraz szybciej. Coraz bardziej nerwowo gestykuluje. Na podstawie jednego zdania tworzy całą opowieść. Przygryza wargi. Poci się strasznie. Maturę zdaje. Jakiś czas później poznaje także samego Newerlego. Gości go nawet w swoim domu. Jednak do tego, że jego książki nie czytał, nigdy się nie przyznaje.

Krzysztof Gierałtowski / Forum

Ogólnie to jestem niewierzący, ale…

Przybądź nam, miłościwa Pani, ku pomocy,

A wyrwij nas z potężnych nieprzyjaciół mocy.

Chwała Ojcu, Synowi Jego Przedwiecznemu,

I równemu Im w Bóstwie Duchowi Świętemu.

Jak było na początku i zawsze, i ninie,

Niech Bóg w Trójcy Jedyny na wiek wieków słynie.

Mały Staś nie wie, o co chodzi, jednak śpiewa głośno i chętnie. Gdy dorośnie, dowie się, że godzinkito nabożeństwo poświęcone Najświętszej Maryi Pannie. Dowie się także, bo będzie ciekawym świata erudytą, że jego początki sięgają średniowiecza. Że ta śpiewana modlitwa powstała w XIV lub XV wieku, a za jej inicjatora uznaje się franciszkańskiego teologa z Werony, Leonarda Nogarola.

Stanisław przychodzi na świat w praktykującej chrześcijańskiej rodzinie. Jeszcze przed wojną zostaje ochrzczony w rzymskokatolickim kościele Świętego Aleksandra przy placu Trzech Krzyży w Warszawie. Później przyjmuje sakramenty eucharystii oraz bierzmowania. Jako dziecko czyta podrzucany mu przez siostrę babci katolicki miesięcznik „Rycerz Niepokalanej”. Ciotka chłopca mieszka w Ożarowie Mazowieckim. To właśnie tu w roku 1927 sprowadzają się pallotyni, którzy dystrybuują wśród wiernych katolickie pismo. Wydaje je franciszkanin, ojciec Maksymilian Maria Kolbe. W roku 1939 „Rycerz Niepokalanej” osiąga nakład miliona egzemplarzy. Mały Staś czyta w nim ostre w swojej wymowie artykuły dotyczące spraw narodowych i rasowych. Dużo w nich treści antysemickich. Jak pisze ojciec Kolbe: „Naród wybrany przez Boga. Inteligentny. Tajemniczy. Podstępny. Nieznany. Nienawidzący. Okrutna klika. Wszechświatowe żydostwo”6.

Jerzy Turowicz, wieloletni redaktor naczelny „Tygod­nika Powszechnego”, stawał w obronie miesięcznika, twierdząc, że „Rycerz Niepokalanej” nie był bardziej antysemicki od innych wydawanych wówczas katolickich pism.

Sam ojciec Kolbe w 1935 roku pisze tak: „Mówiąc o Żydach, bardzo bym uważał na to, żeby czasem nie wzbudzić albo nie pogłębić nienawiści do nich. Na ogół więcej bym się starał o rozwój polskiego handlu i przemysłu, niż piętnował Żydów”7.

Jednak mały Staś wychowuje się, czytając narodowe, antysemickie treści. A gdy idzie do kościoła, boi się przybitego do krzyża człowieka. Jest przerażony, kiedy słyszy z ambony, że trzeba za nim iść i go naśladować. Nie wie, co to znaczy. Czy przypadkiem sam nie będzie musiał dać się przybić do krzyża? Przeraża go nagroda w postaci życia wiecznego, które czeka na wiernych w niebie. A także to, że w tym niebie nie będzie nic do roboty. I że on, Staś, już nie będzie miał żadnego wyboru. Do kościoła przestaje chodzić, kiedy kończy osiemnaście lat. Dorosły Stanisław regularnie bierze pod lupę satyry Kościół jako instytucję.

W felietonach, które pisze do tygodnika „Polityka”, zżyma się na hierarchów kościelnych, obrywa się też dogmatowi związanemu z niepokalanym poczęciem Najświętszej Marii Panny: „Ideologizowaniem jest wcis­kanie do głowy opowieści, że pewna kobieta dwa tysiące lat temu urodziła dziecko, choć była dziewicą, bo zapłodnił ją Duch Święty, a potem została wzięta do nieba, gdzie do dziś przebywa żywa, cała, zdrowa i szczęśliwa”8.

Transcendencji Stanisław szuka na suwalskiej wsi. Tam, gdzie wedle ostatniej woli mają spocząć jego prochy. W sercu natury, wśród okalających posesję Stanisława drzew, przy jego ukochanym domu we wsi Zakąty. Tam też wdaje się w dyskusje z sąsiadami. Jednym z nich jest pan Mietek, który ma pięćdziesiąt dwa lata, żonę i trzech synów.

– Wie pan, panie Stasiu, że ja chodzę do kościoła…

– Niech się pan nie przejmuje, może panu przejdzie – starałem się podtrzymać go na duchu.

– Synom już przeszło. A mi w kościele najbardziej księża przeszkadzają – wyznał.

Pocieszyłem go, że jeszcze bardziej przeszkadzają Panu Bogu. Zaśmiał się:

– I pan, niewierzący, to mówi?

– Ależ panie Mietku, ja w pewnym sensie jestem wierzący, tylko… Czy pan uważa, że Bóg jest wszechmogący?

– Absolutnie tak.

– No właśnie, więc gdy stworzył świat, to się połapał, że zagniótł ciasto z zakalcem. Wtedy siłą swej wszechmocy przestał istnieć. Tak chciał9.

W suwalskiej wsi Zakąty sąsiedzi słyszą, jak Stanisław śpiewa godzinki. Nie uznaje modlitw, w których człowiek ma czelność zawracać sobą Panu Bogu głowę. „Zrób to, uczyń tamto, zmiłuj się. Wydaje mi się to nieeleganckie, niestosowne, żebym ja Panu Bogu mówił, co ma robić. Natomiast formuła »Przybądź nam, miłościwa Pani, ku pomocy« jakoś bardziej mi odpowiada”10.

Stanisław jest pokorny. Jest także miłosierny. Na co dzień respektuje wszystkie chrześcijańskie wartości. Wciela je w życie każdego dnia. Może poza bezwzględnym posłuszeństwem, ponieważ to akurat nie mieści się w kodeksie moralnym Stanisława, którego drogowskazem życiowym jest niezależne, krytyczne myślenie. Ono pozwala mu uważnie obserwować i trafnie, błyskotliwie reagować, mając na uwadze podstawowe dobro.

„Im dłużej żyję na świecie, tym bardziej inteligencja, dowcip bez dobroci wydają mi się niesympatyczne i niezajmujące”11. Zdanie to, wypowiedziane przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego, zapisane w biografii autorstwa Józefa Hena zatytułowanej Boy-Żeleński. Błazen – wielki mąż, rewolucjonizuje sposób myślenia Stanisława o pisaniu i tworzeniu par excellence.

Stanisław zdaje sobie sprawę, że kierował się tą zasadą od lat. A teraz ona, wydobyta na światło dzienne, wszystko mu w jego twórczości tłumaczy i uzasadnia. „Boy jednym zdaniem uporządkował mi tony notatek i nadał im nową geometrię. To był przełomowy moment”12.

PAP / Marcin Kaliński

Jego punktem odniesienia okazuje się zwykłe ludzkie dobro. Jak mówi o Stanisławie aktor, reżyser i pedagog, Gustaw Holoubek: „On wyraźnie jest wysłannikiem Pana Boga, choć na próżno szukalibyśmy logiki u Pana Boga w nominowaniu swoich wybrańców – czasem zdarza się satyryk – co nie wyklucza faktu, że Stanisław Tym bardzo dobrze spełnia obowiązki z polecenia Pana Boga”13.

Stanisław składa deklarację: „Ogólnie jestem niewierzący, ale w Matkę Boską wierzę”14. I być może właśnie dlatego poczynania instytucji Kościoła katolickiego tak bardzo go drażnią. Jak pisze w styczniu 2019 roku w felietonie do „Polityki”: „W uszach od świąt wciąż słyszę werble biskupich żądań, by Polska stała się tą z marzeń Kościoła. Wędzoną w kadzidlanym dymie zakazów i pouczeń, jak żyć bez grzechu tak jak oni. Bruksela rękę na nas podnosi, suwerenność wymiaru sprawiedliwości podważa i »miękkim totalitaryzmem« dusi katolików. A przecież »bez Dekalogu i poszanowania praw każdego człowieka od chwili poczęcia do naturalnej śmierci nie będzie sprawiedliwej ani w pełni wolnej Polski« (abp Jędraszewski). Wolałbym zjeść własną rękę, niż doczekać Polski, jaka majaczy się hierarchom. Tym czarodziejom szczęścia wiekuistego, których wrogowie »stawiają pod pręgierzem oskarżeń, zarzutów, pomówień, często na wyrost, na oślep, dla medialnego efektu« (abp Głódź)”15.

Do słów arcybiskupa Sławoja Leszka Głodzia Stanisław odnosi się wielokrotnie. Także wówczas, kiedy Głódź modli się w swojej homilii o „powstrzymanie inwazji środowisk laickich i szkód, jakie czynią w tkance życia społecznego”. W odpowiedzi Stanisław pisze: „Gdy się urodziłem, a było to jeszcze przed wojną, Polska miała Kościół katolicki. Dziś Kościół katolicki ma Polskę. Kościół zagarnął za dużo władzy i za dużo pieniędzy. Czuje się z tym bardzo dobrze. Ale przecież czułby się lepiej, gdyby to jeszcze pomnażał. Niestety, przyszłość nie rysuje się różowo”16.

Krew, która udaje deszczówkę

Mały Staś zaczyna biec. Chce nadążyć za mamą, która wciąż przyspiesza. Nagle matka chwyta jego twarz w dłonie, próbując zasłonić mu oczy. A on widzi i tak. Tych dwoje, do których zapuka Gestapo, a oni w rozpaczy skoczą z balkonu swojego mieszkania. I tę krew, która wartko popłynie rynsztokiem, udając deszczówkę. Teraz już biegną oboje. Mama i syn. Wzdłuż Alei Jerozolimskich, w stronę Marszałkowskiej. Byle tylko udało się czmychnąć w podwórko. Wskoczyć do piwnicy. Piwnicą dotrzeć do domu. Nie do tego przy Kruczej, z dzieciństwa. Tam został tylko fragment ściany z groteskowo doczepioną do niej umywalką. To przy niej dwuletni Staś pomagał skrobać marchew swojej młodej mamie. Romana ma wtedy dwadzieścia jeden lat i nie wie, co robić, bo właśnie wybuchła wojna. Jej mąż zostaje zwerbowany do ochrony lotniczej. 17 września pod Janowcem Lubelskim wraz z kolegami próbuje odeprzeć atak Sowietów. Sytuacja się zaognia. Dowódca rozwiązuje oddział. Sam zostaje zamordowany razem z kadrą oficerską w Katyniu.

Kiedy wybucha wojna, Stasia wychowują kobiety, mama i babcia. Chłopiec mówi tak jak one – zrobiłam, poszłam, patrzyłam. Ale teraz jest starszy o cztery i pół roku i próbuje nadążyć za mamą. Jest 28 stycznia 1944 roku. Ulice coraz gęściej są blokowane policyjnym kordonem. Trzeba się spieszyć, ponieważ żołnierze przepędzają gapiów. Zakazują wyglądania na ulicę z okien. Do ludzi, którzy nie słyszą rozkazów, policja bez ostrzeżenia otwiera ogień.

Chłopcu wraz z mamą udaje się bezpiecznie wrócić do domu przy Chmielnej. W miejscu, obok którego przed chwilą biegli, rozgrywa się dramat. Pod murem domu przy Alejach Jerozolimskich 31 słynący z okrucieństwa nazistowski zbrodniarz Franz Kutschera, nazywany katem Warszawy, przeprowadza jedną z ostatnich egzekucji polskich zakładników. Podczas czteromiesięcznych rządów w stolicy inicjuje masowe egzekucje uliczne, w których ginie pięć tysięcy osób. Według oficjalnego komunikatu w styczniu 1944 roku rozstrzelane zostają sto dwie osoby. Według doniesień konspiracyjnej komórki na Pawiaku ofiar jest dwa razy więcej. Cztery dni później w zamachu przeprowadzonym przez oddział „Pegaz” Kedywu Komendy Głównej AK ginie sam Kutschera.

Trzy dni po jego śmierci w pałacu Brühla w Warszawie odbywa się niecodzienna ceremonia. Przy trumnie Kutschery jego ciężarna kochanka, pochodząca z Norwegii Jane Lillian Steen, składa przysięgę małżeńską. Według dyrektywy Adolfa Hitlera z 6 listopada 1941 roku podobny ślub może zawrzeć każda kobieta, która udowodni, że jej poległy na wojnie narzeczony miał zamiar się z nią ożenić. W Trzeciej Rzeszy zawarto dwadzieścia pięć tysięcy takich małżeństw. Mieszkańcy Warszawy o tym nie wiedzą. Ceremonia zaślubin trzymana jest w tajemnicy. Oddychają jednak z ulgą, że kat Warszawy już im nie zagraża.

Niespełna siedmioletni Staś na całe życie zapamięta spacer z mamą, który niespodziewanie przerodził się w uliczną egzekucję. Jeszcze lepiej zapamięta powstanie warszawskie. Przed godziną W zdąży pobiec do pobliskiego sklepiku po kredki. Ponownie na ulicę wyjdzie dopiero 4 października. W tym czasie z piwnicy wyjdzie tylko raz. Razem z mamą i młodszą siostrą pójdą do mieszkania, bo Romana chce wykąpać dzieci. To ryzykowne, ponieważ Śródmieście wciąż jest pod ostrzałem. W pokoju stoi balia. Na trzech stołkach, żeby mama nie musiała się schylać. Romana jest w trzeciej ciąży, niebawem urodzi swoim dzieciom braciszka. Nad domem przelatuje pocisk. Pęd powietrza jest tak silny, że woda z balii chlusta na podłogę.

– Nic, nic, to tylko woda – mówi mama i blednie. Razem z dziećmi szybko wraca do piwnicy. Do dwóch metrów kwadratowych, w których spędzą sześćdziesiąt trzy dni. Piwniczka ma niewielkie okno i porządne kleinowskie stropy.

Na podwórku cywile urządzają cmentarzyk. Odbywają się tutaj pogrzeby, w bramie domu leżą pokotem ciężko ranni powstańcy. Nieopodal Niemcy ostrzeliwują z granatników wyjście z kanałów, które prowadzą do warszawskiej Starówki. Kamienica, w której mieszka rodzina Stanisława, dostaje z browaru przydział jęczmienia. Ludzie w piwnicach mielą jego ziarna na kaszę. A gdy mielą je trzy razy, to znak, że będzie mąka, a potem gotowane kluski.

Kiedy kończy się powstanie, Stanisław razem z rodziną jedzie do przejściowego obozu w Pruszkowie, który został stworzony po to, by pomóc stłumić powstanie. To właśnie tu dowódca sił niemieckich Erich von dem Bach-Zalewski uchyla rozkaz Hitlera, który 1 sierpnia nakazuje całkowitą eksterminację mieszkańców miasta – bez względu na wiek oraz płeć. Bach-Zalewski podejmuje decyzję ze względów ekonomicznych. Dochodzi do wniosku, że na tym etapie wojny Trzecia Rzesza nie może pozwolić sobie na eksterminację potencjalnej siły roboczej. Dzięki temu Staś wraz z mamą i siostrą mogą jechać dalej. Niemcy pakują ich do wagonów bydlęcych, którymi w ogromnym ścisku i tłoku przez cztery dni jadą pod Częstochowę. Udaje im się przeżyć dzięki ludziom, którzy wrzucą do wagonu butelkę z wodą i kawałek chleba. Starsi, schorowani pasażerowie podróży nie przetrwają.

Leszek Holf Zych / POLITYKA

Dalsza część w wersji pełnej

Przypisy

1 W. Krupiński, Żarty skrajnego pesymisty, dziennikpolski24.pl/zarty-skrajnego-pesymisty/ar/1864294, dostęp 10.06.2025.

2 Tamże.

3 J. Podgórska, Jak Stanisław Tym kochał i ratował zwierzęta. Jednego psa przemycił nawet z Rodos, polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/2285885,1,jak-stanislaw-tym-kochal-i-ratowal-zwierzeta-jednego-psa-przemycil-nawet-z-rodos.read, dostęp 10.06.2025.

4 A. Kublik, Stanisław Tym. Strasznie dużo miałem tych marzeń. Starałem się za nimi iść, wyborcza.pl/magazyn/7,124059,11704203,tym-jestem-e-wykluczony-i-nie-rozpaczam.html, dostęp 10.06.2025.

5 A. Bartosiak, Ł. Klinke, Stanisław Tym, wywiadowcy.pl/stanislaw-tym/, dostęp 10.06.2025.

6 M. Zając, Znak na niebie, www.tygodnikpowszechny.pl/znak-na-niebie-139824?utm_source=chatgpt.com, dostęp 10.06.2025.

7 M. Kolbe, List do o. Mariana Wójcika, pisma.niepokalanow.pl/557-do-mariana-wojcika, dostęp 12.06.2025.

8 S. Tym, Gadu-gadu, polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1589613,1,gadu-gadu.read, dostęp 14.06.2025.

9 S. Tym, Rękę już posoliłem, polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1777724,1,reke-juz-posolilem.read, dostęp 12.06.2025.

10 R. Mazurek, Stanisław Tym. Został mi sentyment do godzinek, kultura.dziennik.pl/artykuly/201859,stanislaw-tym-zostal-mi-sentyment-do-godzinek.html, dostęp 12.06.2025.

11 Tamże.

12 A. Bartosiak, Ł. Klinke, Stanisław Tym, dz. cyt.

13 D. Soćko, Stanisław Tym i jego niezapomniane cytaty – pełne dystansu, ironii i nieprawdopodobnej mądrości, zwierciadlo.pl/spotkania/546032%2C1%2Cstanislaw-tym-i-jego-niezapomniane-cytaty-pelne-dystansu-ironii-i-nieprawdopodobnej-madrosci.read, dostęp 14.06.2025.

14 R. Mazurek, Stanisław Tym. Został mi sentyment do godzinek, dz. cyt.

15 S. Tym, Rękę już posoliłem, dz. cyt.

16 S. Tym, Gadu-gadu, dz. cyt.

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Spis treści

Od wydawcy

Dzień dobry, dobry wieczór, dobranoc

Białe myszki na placu Trzech Krzyży

Ogólnie to jestem niewierzący, ale…

Krew, która udaje deszczówkę

Przypisy

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Spis treści

Meritum publikacji

Przypisy