Trauma oczami dziecka. Powrót powszedniego cudu uzdrowienia od narodzin do czasu dojrzewania - Peter A. Levine, Maggie Kline - ebook

Trauma oczami dziecka. Powrót powszedniego cudu uzdrowienia od narodzin do czasu dojrzewania ebook

Peter A. Levine, Maggie Kline

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Niezbędny przewodnik po rozpoznawaniu, zapobieganiu i leczeniu traumy u dzieci – od niemowlęctwa po okres dojrzewania.

Co rodzice, pedagodzy i pracownicy ochrony zdrowia mogą zrobić, by skutecznie wspierać najmłodszych w obliczu traumatycznych doświadczeń? Peter A. Levine przedstawia kompleksowe i praktyczne podejście do tematu, który dotyczy znacznie większej liczby dzieci niż moglibyśmy przypuszczać.

Trauma nie jest wyłącznie skutkiem przemocy, nadużyć czy utraty bliskich. Może wynikać także z klęsk żywiołowych, wypadków, procedur medycznych, rozwodu rodziców, a nawet – pozornie błahych – codziennych zdarzeń, takich jak upadek z roweru. Autor pokazuje, w jaki sposób silne przeżycia zapisują się w ciele i układzie nerwowym dziecka, wpływając na jego emocje, zachowanie i rozwój. Nieleczona trauma może prowadzić do lęków, koszmarów sennych, depresji, dolegliwości psychosomatycznych, uzależnień, nadpobudliwości czy agresji.

Bogata w studia przypadków oraz praktyczne ćwiczenia książka ukazuje wrodzoną zdolność dzieci do radzenia sobie z traumą przy odpowiednim wsparciu oraz wyposaża dorosłych w konkretne narzędzia, które pomagają zapobiegać traumie i reagować na jej skutki.

Ta książka tworzy nowy standard, za co powinien być wdzięczny każdy, komu leży na sercu zdrowie i szczęście dzieci.

– Gabor Maté

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 606

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł ory­gi­nału: Trauma Thro­ugh a Child’s Eyes

Copy­ri­ght © 2007, 2019 by Peter A. Levine and Mag­gie Kline Copy­ri­ght © 2026 for the Polish edi­tion by Wydaw­nic­two Czarna Owca Copy­ri­ght © for the Polish trans­la­tion by Paweł Luboń­ski

All rights rese­rved

Redak­cja: Paweł Wie­lo­pol­ski Korekta: Marta Tyczyń­ska-Lewicka, Beata Wój­cik Pro­jekt okładki i stron tytu­ło­wych: Mag­da­lena Zawadzka Zdję­cia na okładce: © Aimee Marie Lewis/Arcan­gel.com Wer­sję elek­tro­niczną w sys­te­mie Zecer przy­go­to­wała Róża Rozaxa

Wszel­kie prawa zastrze­żone. Niniej­szy plik jest objęty ochroną prawa autor­skiego i zabez­pie­czony zna­kiem wod­nym (water­mark). Uzy­skany dostęp upo­waż­nia wyłącz­nie do pry­wat­nego użytku. Roz­po­wszech­nia­nie cało­ści lub frag­mentu niniej­szej publi­ka­cji w jakiej­kol­wiek postaci bez zgody wła­ści­ciela praw jest zabro­nione.

Wyda­nie pierw­sze War­szawa 2026 ISBN 9788383829340

Dedykacja

Dedy­ku­jemy tę książkę wszyst­kim dzie­ciom: tym, które już przy­szły na świat, i tym, które dopiero mają się naro­dzić. Oby ich życie było choć tro­chę łatwiej­sze, oby mniej cier­piały i dora­stały wolne od cie­nia traumy. Oby były obda­rzone odpor­no­ścią, wewnętrz­nym spo­ko­jem i rado­ścią życia prze­po­jo­nego instynk­towną mądro­ścią. To będzie dar dla nas wszyst­kich, bo dzieci są naszą nadzieją na przy­szłość.

Peter i Mag­gie

Podziękowania

Podzię­ko­wa­nia

Od Petera A. Levine’a

Spo­śród moich nauczy­cieli żaden nie był tak ważny dla mnie jak dzieci, z któ­rymi pra­co­wa­łem na prze­strzeni wielu lat. Ich odwaga, entu­zjazm, spon­ta­nicz­ność, żywio­ło­wość i siła ducha poka­zały mi, jak doko­nuje się cud uzdro­wie­nia. Dzię­kuję Mag­gie za jej nie­złomną współ­pracę, inspi­ru­jące part­ner­stwo oraz pełne pasji odda­nie spra­wie zdro­wia i dobro­stanu dzieci. Dzię­kuję także Lori­nowi Hage­rowi za pomoc w ukła­da­niu wier­szy­ków wyko­rzy­sty­wa­nych w dal­szych czę­ściach książki oraz jede­na­sto­let­niej Julia­nie DoValle za opa­trze­nie ich ilu­stra­cjami. Chciał­bym wyra­zić wdzięcz­ność Richar­dowi Gros­sin­ge­rowi, całemu per­so­ne­lowi wydaw­nic­twa North Atlan­tic Books, a zwłasz­cza Kathy Glass i Shan­non Kelly za ich fachową i sta­ranną pracę redak­cyjną. Na koniec dzię­kuję samemu sobie za to, że umia­łem zaufać swoim marze­niom i intu­icjom, oraz moim rodzi­com za to, że pomimo wła­snych pro­ble­mów robili wszystko, co w ich mocy, by wspie­rać mój roz­wój i edu­ka­cję oraz roz­wi­jać we mnie kre­atyw­ność i pod­sy­cać cie­ka­wość świa­tem dookoła.

Od Mag­gie Kline

Przede wszyst­kim pra­gnę podzię­ko­wać Pete­rowi Levine’owi, mojemu men­to­rowi od 1994 roku, który nie­ustan­nie mnie inspi­ro­wał i był nie­za­wod­nym prze­wod­ni­kiem. Nauczył mnie ufa­nia swo­jej intu­icji i czer­pa­nia mądro­ści z wła­snej kry­nicy. Dary, jakie od niego otrzy­ma­łam, powięk­szone po sto­kroć, prze­ka­za­łam dzie­ciom i rodzi­nom, któ­rym służę pomocą, i spe­cja­li­stom, któ­rych szkolę. Dzię­kuję moim rodzi­com, Marge i Jimowi, za wszystko, co mi dali. Ojciec nauczył mnie, że praca jest innym spo­so­bem kocha­nia, a matka prze­ko­nała, że zostanę pisarką. Chcę rów­nież wyra­zić moją wdzięcz­ność dziel­nym dzie­ciom, któ­rych szcze­rość, cie­ka­wość, odwaga i spon­ta­nicz­ność tak wiele mnie nauczyły i które zgo­dziły się, żebym opi­sała ich histo­rie dla pożytku innych. Nie mogę też pomi­nąć ich rodzi­ców, któ­rzy byli gotowi uczyć się wraz z nimi.

Mia­łam szczę­ście pra­co­wać w publicz­nych szko­łach Long Beach w Kali­for­nii, jed­nego z naj­bar­dziej zróż­ni­co­wa­nych etnicz­nie miast w naszym kraju. Czer­pa­łam siły do pracy, obser­wu­jąc, jak moi ucznio­wie poko­nują trud­no­ści, z któ­rymi na pozór żadne dziecko nie zdo­ła­łoby sobie pora­dzić. Mia­łam też szczę­ście poznać odda­nych nauczy­cieli, dorad­ców i dyrek­to­rów szkół, dzięki któ­rym moja praca była zara­zem rado­ścią. Cie­szę się, że mogłam wpro­wa­dzić do szkoły Beijo, mojego tera­peu­tycz­nego psa, by dać pocie­chę nasto­lat­kom nęka­nym przez prze­moc gan­gów mło­dzie­żo­wych.

Pra­gnę podzię­ko­wać Kathy Glass, naszej redak­torce, za jej umie­jęt­no­ści, upór i sumien­ność, dzięki któ­rym ta książka mogła zabły­snąć peł­nym bla­skiem. Jestem wdzięczna wielu spe­cja­li­stom, któ­rych uczy­łam zasad Doświad­cza­nia Soma­tycz­nego (Soma­tic Expe­rien­cing, SE), za ich szczery entu­zjazm i mądrość wzbo­ga­ca­jącą moje naucza­nie. Dzię­kuję moim przy­ja­cio­łom za wspar­cie i dobrą ener­gię, a zwłasz­cza Caro­lyn za podzie­le­nie się ze mną histo­rią, która pod tytu­łem „Siła spo­koju” zna­la­zła się na stro­ni­cach tej książki. Na szcze­gólną wdzięcz­ność zasłu­gują liczni przy­ja­ciele SE: Alek­san­dre Duarte, Patti Elledge i Karen Schan­che, za ich bez­po­średni wkład w książkę, Abi Bla­ke­slee, Sara Petit, Melinda Maxwell-Smith i John Ama­deo za wni­kliwe uwagi redak­cyjne. Dzię­kuję także oso­bom z odda­niem asy­stu­ją­cym mi pod­czas tre­nin­gów SE.

Na koniec (choć nie na ostat­nim miej­scu) chcia­ła­bym wyra­zić głę­bo­kie uzna­nie mojemu synowi Jake’owi, który wyma­gał, bym dawała z sie­bie wszystko, oka­zy­wał cier­pli­wość i wyba­czał mi pomyłki. Dzięki niemu dowie­dzia­łam się, czego potrze­buje dziecko, i nauczy­łam się, jak być lep­szą matką. Jestem mu także wdzięczna za bie­ga­nie po zakupy, goto­wa­nie i fachową pomoc pod­czas moich kom­pu­te­ro­wych kry­zy­sów w trak­cie pisa­nia książki.

Przedmowa

Przed­mowa

Każ­dego roku ponad cztery miliony dzieci w Sta­nach Zjed­no­czo­nych stają w obli­czu trau­ma­tycz­nych zda­rzeń1. Ta liczba jest zresztą zani­żona i odpo­wia­da­jąca rze­czy­wi­sto­ści tylko pod warun­kiem, że ogra­ni­czymy naszą defi­ni­cję traumy do sytu­acji nie­bu­dzą­cych wąt­pli­wo­ści, takich jak nad­uży­cia sek­su­alne lub fizyczne, poważne obra­że­nia cie­le­sne albo utrata czy śmierć bli­skiej osoby. Jak poka­zują Peter Levine i Mag­gie Kline w tej prze­ło­mo­wej pracy, istotą traumy nie jest zda­rze­nie zewnętrzne, lecz spo­sób, w jaki układ ner­wowy dziecka sobie z nim radzi. Z pro­wa­dzo­nych od dzie­się­cio­leci pio­nier­skich prac dr. Levine’a wynika jasno, że dłu­go­trwałe nega­tywne następ­stwa są skut­kiem utrwa­le­nia i zamro­że­nia nie­prze­pra­co­wa­nych emo­cji wzbu­dzo­nych przez nie­przy­jemne zda­rze­nie.

Jako lekarz zaj­mu­jący się oso­bami uza­leż­nio­nymi od nar­ko­ty­ków codzien­nie prze­ko­nuję się, że wcze­sne trau­ma­tyczne doświad­cze­nia są utrwa­lone w mózgu i ciele czło­wieka i „odre­ago­wy­wane” na zewnątrz w for­mie prze­mocy prze­ciwko innym ludziom albo „do wewnątrz” jako auto­de­struk­cyjne myśli i zacho­wa­nia. Pro­fi­lak­tyka oraz wni­kliwe i nace­cho­wane współ­czu­ciem postę­po­wa­nie z poten­cjal­nymi skut­kami traumy są spra­wami naj­wyż­szej wagi. Obec­nie wiemy, że kon­se­kwen­cje nega­tyw­nych doświad­czeń wykra­czają daleko poza złe wspo­mnie­nia czy nie­świa­domą nega­tywną dyna­mikę cha­rak­teru. Mogą one spo­wo­do­wać pozo­sta­jące na całe życie zmiany w che­micz­nych pro­ce­sach mózgu i fizjo­lo­gii orga­ni­zmu. Doświad­cze­nia tego rodzaju potra­fią oddzia­ły­wać nawet na nie­na­ro­dzone jesz­cze dziecko. Nie­dawne bada­nia wyka­zały, że roczne dzieci kobiet, które będąc w ciąży, prze­żyły szok w związku z tra­ge­dią 11 wrze­śnia, mają we krwi nie­na­tu­ral­nie wysoki poziom kor­ty­zolu, hor­monu stresu2. Liczne bada­nia nad ludźmi i zwie­rzę­tami dowo­dzą, że nega­tywne doświad­cze­nia u zara­nia życia mogą pro­wa­dzić do naru­sze­nia rów­no­wagi ele­men­tar­nych pro­ce­sów che­micz­nych mózgu, które wpły­wają na nastrój i zacho­wa­nie.

„Banalne” codzienne zda­rze­nia, które uwa­żamy za nor­malny i nie­uchronny ele­ment życia, mogą być dla dziecka prze­ży­ciem trau­ma­tycz­nym i im jest ono młod­sze, tym mniej istotne i mniej przy­kre fakty wystar­czają, by pozo­sta­wić po sobie trau­ma­tyczne skutki. Na przy­kład „nie­groźny” upa­dek może wywo­łać traumę, jeśli nie pomoże się dziecku w upo­ra­niu się z tym zda­rze­niem, zwłasz­cza gdy zamiast tego zawsty­dza się je, bo zare­ago­wało „prze­sad­nie”, albo przy­pi­suje się mu „nad­wraż­li­wość”. Rów­nież nie­ko­nieczny zabieg medyczny może mieć dłu­go­fa­lowe nega­tywne następ­stwa, jeśli dziecko nie zosta­nie odpo­wied­nio przy­go­to­wane i wsparte w jego trak­cie, a jego reak­cje nie bedą przyj­mo­wane z empa­tią. Jak prze­ko­nu­jąco dowo­dzą Levine i Kline, nasza kul­tura przy­pra­wia dzieci o traumę na wiele nie­do­strze­gal­nych spo­so­bów, od nie­po­trzeb­nie inwa­zyj­nych pro­ce­dur poro­do­wych oraz sfor­ma­li­zo­wa­nych, mecha­nicz­nych prak­tyk wycho­waw­czych, po pro­cesy roz­wo­dowe, przy któ­rych emo­cjo­nalne potrzeby dziecka giną przy­tło­czone wza­jem­nymi pre­ten­sjami rodzi­ców.

Pozy­tyw­nym prze­sła­niem tej książki jest teza, iż tego rodzaju trau­mom można zapo­bie­gać i cho­ciaż same trau­ma­tyczne zda­rze­nia są nie do unik­nię­cia, można unik­nąć ich nega­tyw­nego wpływu lub przy­naj­mniej go zmi­ni­ma­li­zo­wać. Sprawą klu­czową jest to, by pozwo­lić dziecku na pod­da­nie się natu­ral­nej emo­cjo­nal­nej reak­cji na trudne prze­ży­cia, a nawet zachę­cać je do tego, zamiast podej­mo­wać próby kon­tro­lo­wa­nia i ogra­ni­cza­nia tych reak­cji, pra­wić kaza­nia lub rzu­to­wać na dziecko wła­sne lęki i uprze­dze­nia.

Pod­sta­wowy prze­kaz auto­rów brzmi, że pierw­szo­pla­no­wym zada­niem rodzi­ców jest wsłu­chi­wa­nie się we wła­sny stan emo­cjo­nalny, gdyż tylko ich spo­kojna, kom­pe­tentna i opie­kuń­cza obec­ność stwa­rza dziecku prze­strzeń do roz­ła­do­wa­nia jego napięć. To, jacy jeste­śmy, jest waż­niej­sze od tego, co robimy. Ści­ślej mówiąc, to, jacy jeste­śmy w obli­czu nie­przy­jem­nej sytu­acji, decy­duje zarówno o for­mie, jak i o wpły­wie na dziecko tego, co zro­bimy. Levine i Kline pozwa­lają nam uczyć się naszej roli w łago­dze­niu traumy pod okiem naj­lep­szych ist­nie­ją­cych tre­ne­rów: naszych wła­snych ciał i uczuć.

Tech­nika „uod­par­nia­nia na traumę”, którą pro­mują Levine i Kline w tej książce, jest bez­cenna: roz­sądna i pro­sta, przy­wią­zu­jąca wagę do szcze­gó­łów i dobrze uza­sad­niona. Auto­rzy zwra­cają uwagę na dosto­so­wa­nie pro­po­no­wa­nych przez nich zasad do spe­cy­ficz­nych potrzeb dziecka na róż­nych eta­pach roz­woju, od nie­mow­lęc­twa do okresu doj­rze­wa­nia.

Trauma oczami dziecka nie jest pod­ręcz­ni­kiem aka­de­mic­kim – acz­kol­wiek mogłaby zastą­pić wiele takich pod­ręcz­ni­ków – ani porad­ni­kiem radze­nia sobie z traumą typu „zrób to sam”. Jest to zbiór nauk spi­sa­nych, by obu­dzić w doro­słych opie­ku­ją­cych się dziećmi, zarówno w rodzi­cach, jak i zawo­do­wych peda­go­gach, pełne miło­ści zro­zu­mie­nie. To także prze­wod­nik poma­ga­jący wspie­rać dzieci, które bez naszego współ­czu­cia i umie­jęt­nej inter­wen­cji mogłyby nie pora­dzić sobie z trud­no­ściami – te bowiem mogą pozo­sta­wić rany na całe życie.

Nie wiem, czy można tę książkę z czym­kol­wiek porów­nać. O nie­któ­rych opra­co­wa­niach mówi się, że „prze­ła­mują skost­niałe formy”. Trauma oczami dziecka two­rzy nowy stan­dard, za co powi­nien być wdzięczny każdy, komu leży na sercu zdro­wie i szczę­ście dzieci.

Gabor Maté

autor ksią­żek Więź. Dla­czego rodzice powinni być waż­niejsi od kole­gów

oraz Kiedy ciało mówi nie. Koszty ukry­tego stresu

Wprowadzenie

Wpro­wa­dze­nie

Książka ta ma być przy­stęp­nym i kon­kret­nym prze­wod­ni­kiem poma­ga­ją­cym w zapo­bie­ga­niu dzie­cię­cej trau­mie i jej lecze­niu. Obej­muje pod­sta­wowe narzę­dzia dla rodzi­ców, opie­ku­nów i spe­cja­li­stów z róż­nych dzie­dzin, któ­rzy są oddani pracy z dziećmi w szko­łach, szpi­ta­lach, pla­ców­kach medycz­nych i gabi­ne­tach tera­peu­tów. Oprócz łatwych do przy­swo­je­nia zale­ceń, które w naszej skom­pli­ko­wa­nej rze­czy­wi­sto­ści mogą uczy­nić życie łatwiej­szym i bez­piecz­niej­szym, znaj­dziesz tu liczne przy­kłady zaczerp­nięte z ogrom­nej prak­tyki zawo­do­wej auto­rów.

W swo­ich pra­cach dr Peter A. Levine opiera się na wie­dzy z dzie­dziny bio­fi­zyki, psy­cho­fi­zjo­lo­gii i psy­cho­lo­gii. Jego nowa­tor­skie teo­rie zro­dziły się z wni­kli­wej obser­wa­cji instynk­tow­nego zacho­wa­nia dzi­kich zwie­rząt w ich natu­ral­nym śro­do­wi­sku. Zauwa­żył, że posia­dają one wro­dzoną odpor­ność na objawy traumy, i poświę­cił kil­ka­dzie­siąt lat na roz­wi­ja­nie i dopra­co­wa­nie metody okre­śla­nej jako Doświad­cza­nie Soma­tyczne (Soma­tic Expe­rien­cing, SE), stwo­rzo­nej na pod­sta­wie badań świata przy­rody.

Wyjąt­kowe podej­ście dr. Levine’a do zagad­nień traumy zostało powszech­nie doce­nione w kraju i na świe­cie, zarówno w krę­gach spe­cja­li­stów, jak i wśród sze­ro­kiej publicz­no­ści. Jego best­sel­le­rowa książka Obudź­cie tygrysa. Lecze­nie traumy została prze­tłu­ma­czona na jede­na­ście języ­ków. Opu­bli­ko­wał rów­nież prace Ule­czyć traumę. 12-stop­niowy pro­gram wycho­dze­nia z traumy, It Won’t Hurt Fore­ver: Guiding Your Child Thro­ugh Trauma oraz Sexual Healing: Trans­for­ming the Sacred Wound, dwie ostat­nie jako pro­gramy audio w fir­mie Sounds True. Dok­tor Levine czę­sto wystę­puje w roli pre­le­genta, wykła­dowcy i doradcy. Jest kon­sul­tan­tem The Meadows, czo­ło­wego ośrodka sta­cjo­nar­nego lecze­nia uza­leż­nień w Ari­zo­nie. Prze­wo­dzi oby­wa­tel­skim ini­cja­ty­wom na rzecz spo­łecz­no­ści strau­ma­ty­zo­wa­nych przez wojny lub kata­strofy natu­ralne. Jego pro­fe­sjo­nalny pro­gram szko­le­niowy jest coraz bar­dziej popu­larny na całym świe­cie.

Mag­gie Kline od bli­sko trzy­dzie­stu lat z zaan­ga­żo­wa­niem pomaga dzie­ciom w róż­nym wieku jako nauczy­ciel, psy­cho­te­ra­peuta i psy­cho­log szkolny. Wia­do­mo­ści uzy­skane ponad dzie­sięć lat temu od dr. Levine’a oka­zały się dla niej bra­ku­ją­cym ele­men­tem ukła­danki, co pozwo­liło jej na stwo­rze­nie łagod­nej, a jed­nak sku­tecz­nej metody postę­po­wa­nia z traumą, prze­kra­cza­ją­cej bariery kul­tu­rowe, etniczne, reli­gijne i spo­łeczno-eko­no­miczne. Mag­gie twór­czo inte­gruje sztukę, zabawę, poezję i lite­ra­turę z Doświad­cza­niem Soma­tycz­nym. Sto­suje wie­dzę czer­paną z SE w pry­wat­nej prak­tyce, w publicz­nym sys­te­mie oświaty i w kon­tak­tach z rodzi­cami. Ofe­ruje rów­nież szko­le­nia z zakresu Doświad­cza­nia Soma­tycz­nego jako star­szy pra­cow­nik stwo­rzo­nej przez dr. Levine’a Fun­da­cji Wzbo­ga­ca­nia Czło­wie­czeń­stwa (Foun­da­tion for Human Enrich­ment, FHE), pro­wa­dząc w niej pro­gram cer­ty­fi­ka­cji pro­fe­sjo­na­li­stów. Mag­gie uczest­ni­czyła w dzia­ła­niach mają­cych na celu zła­go­dze­nie traumy u miesz­kań­ców Taj­lan­dii po nisz­czą­cym tsu­nami z 2004 roku. Współ­pra­cuje z Pete­rem Levine’em przy jego pro­gramach szko­le­nio­wych wyda­wa­nych przez Sounds True i wspól­nie z nim napi­sała arty­kuł It Won’t Hurt Fore­ver – Guiding Your Child Thro­ugh Trauma (To nie musi boleć na zawsze – jak prze­pro­wa­dzić dziecko przez traumę), który zamiesz­czono w maga­zy­nie „Mothe­ring” (sty­czeń/luty 2002).

Bodź­cem do dzia­ła­nia jest dla Petera i Mag­gie ser­deczne pra­gnie­nie, by zła­go­dzić nie­po­trzebne cier­pie­nie nie­zli­czo­nych dzieci na całym świe­cie, któ­rych życiem wstrzą­snęły prze­ży­cia tak silne i przy­tła­cza­jące, że nie dałaby sobie z nimi rady więk­szość doro­słych. Rozu­mie­jąc, że trauma rodzi prze­moc, a prze­moc rodzi traumę, auto­rzy pre­zen­tują wie­dzę, przy­kłady oraz zasady postę­po­wa­nia pozwa­la­jące prze­rwać to błędne koło. Kiedy wewnętrzny zamęt zamie­nia się w spo­kój, dziecko może roz­wi­nąć silne poczu­cie toż­sa­mo­ści, zysku­jąc arenę, na któ­rej mogą być tym wszyst­kim, czym zechcą. W swoim wszech­stron­nym porad­niku auto­rzy zachę­cają czy­tel­nika do two­rze­nia „opie­kuń­czych spo­łecz­no­ści” sty­mu­lu­ją­cych i wzmac­nia­ją­cych natu­ralną dzie­cięcą odpor­ność. Wzy­wają spo­łecz­no­ści lokalne, szkoły, szpi­tale i przy­chod­nie do zapew­nie­nia dzie­ciom „szczypty pre­wen­cji”, nie­zbęd­nej, by falę roz­pa­czy skie­ro­wać w nowym kie­runku.

Książka ofe­ruje obie­cu­jącą alter­na­tywę dla „odre­ago­wy­wa­nia” traumy, czy to wewnętrz­nego w postaci sta­nów lęko­wych lub cho­rób, czy zewnętrz­nego w for­mie nadak­tyw­no­ści i agre­sji skie­ro­wa­nej prze­ciwko innym, które nie­stety są dziś domi­nu­jącą reak­cją na powszechną trau­ma­tyczną sty­mu­la­cję. Peter i Mag­gie zapra­szają cię, byś połą­czył się z nimi we wspól­nym marze­niu o nowej tkance spo­łecz­nej, która dzięki zasto­so­wa­niu pro­po­no­wa­nych tu narzę­dzi inter­wen­cji sprawi, że dzieci na całym świe­cie będą mogły naprawdę być dziećmi.

Strona Fun­da­cji na rzecz Wzbo­ga­ca­nia Czło­wie­czeń­stwa: www.trau­ma­he­aling.com.

Przegląd treści książki

Prze­gląd tre­ści książki

W książce Trauma oczami dziecka przed­sta­wiono krok po kroku zasto­so­wa­nie w prak­tyce „pakietu pierw­szej pomocy emo­cjo­nal­nej” wobec dzieci po trau­ma­tycz­nym, przy­tła­cza­ją­cym prze­ży­ciu. Książka jest adre­so­wana do sze­ro­kiego kręgu odbior­ców, lecz jej poszcze­gólne roz­działy mogą być szcze­gól­nie przy­datne okre­ślo­nym gru­pom: rodzi­com, peda­go­gom lub leka­rzom.

Trauma u dziecka nie musi wyni­kać ze szcze­gól­nie dra­ma­tycz­nych doznań, takich jak nad­uży­cia sek­su­alne czy prze­moc. Może być skut­kiem zda­rzeń, któ­rych następ­stwa są czę­sto lek­ce­wa­żone, na przy­kład nie­zbyt poważ­nych wypad­ków samo­cho­do­wych, inwa­zyj­nych pro­ce­dur medycz­nych, roz­wo­dów lub sepa­ra­cji rodzi­ców, a nawet cze­goś tak na pozór bła­hego jak upa­dek pod­czas jazdy na rowe­rze. Te powszechne doświad­cze­nia bywają igno­ro­wane jako coś zwy­czaj­nego i nie roz­waża się ich moż­li­wych trau­ma­tycz­nych kon­se­kwen­cji. Nie­za­leż­nie od tego, jaka będzie przy­czyna traumy, możemy się pocie­szyć, że nie tylko jest ona ule­czalna, lecz rów­nież można jej zapo­bie­gać, sto­su­jąc narzę­dzia opi­sane w tej książce.

Książka zro­dziła się z pra­gnie­nia auto­rów, by ogra­ni­czyć nie­po­trzebne cier­pie­nia dzieci dzięki stwo­rze­niu prak­tycz­nych metod zapo­bie­ga­nia trau­mom i ich lecze­nia, dostęp­nych dla rodzi­ców. Opie­ra­jąc się na bli­sko czter­dzie­stu latach badań i doświad­czeń, dr Levine sta­wia tezę, iż trauma ma pod­stawy fizjo­lo­giczne. Naj­pro­ściej rzecz ujmu­jąc, cho­dzi o to, że w obli­czu zagro­że­nia czę­sto nie ma czasu na namysł, więc nasze pierw­sze reak­cje są instynk­towne. Rodzimy się z okre­ślo­nymi mecha­ni­zmami obron­nymi słu­żą­cymi prze­ży­ciu. Ten punkt widze­nia opiera się w znacz­nym stop­niu na wie­dzy bio­lo­gicz­nej dr. Levine’a, ale jego szcze­gólne podej­ście wynika z badań nad zacho­wa­niem zwie­rząt w ich natu­ral­nym śro­do­wi­sku. To zagad­nie­nie, szcze­gó­łowo omó­wione w książce Obudź­cie tygrysa, zostaje opi­sane w roz­dziale pierw­szym książki.

Zwią­zek mię­dzy zacho­wa­niem zwie­rząt a zja­wi­skiem traumy u ludzi Levine zauwa­żył po raz pierw­szy pod koniec lat sześć­dzie­sią­tych, kiedy obser­wo­wał prze­by­wa­jące na wol­no­ści zwie­rzęta dra­pieżne, stale sty­ka­jące się z zagro­że­niami, a rzadko dozna­jące traumy. Dal­sze bada­nia tego zja­wi­ska dopro­wa­dziły go do odkry­cia wro­dzo­nej zdol­no­ści zwie­rząt do „otrzą­sa­nia się” z kon­se­kwen­cji zagra­ża­ją­cych życiu wyda­rzeń bez prze­wle­kłych efek­tów wtór­nych. Bada­nia nad ludz­kim mózgiem kazały mu zasta­no­wić się, czy ludzie posia­dają tę samą wro­dzoną zdol­ność co zwie­rzęta, a jeśli tak, to z jakiego powodu z niej nie korzy­stają (lub ją lek­ce­ważą). Roz­le­gła prak­tyka kli­niczna wyraź­nie wska­zy­wała na traf­ność tej teo­rii. Dok­tor Levine stwier­dził, że przy odpo­wied­nim nasta­wie­niu rów­nież istoty ludz­kie mogą „otrzą­sać się” ze skut­ków poten­cjal­nie przy­tła­cza­ją­cych prze­żyć i wra­cać po nich do nor­mal­nego życia. Usta­lił, że jeśli nie prze­pra­co­wuje się takich zda­rzeń, degra­du­jące skutki traumy kumu­lują się z cza­sem i ujaw­niają dużo póź­niej, gdy sam nie­przy­jemny incy­dent został już zapo­mniany. Zauwa­żył też, że ta sytu­acja czę­sto prze­ja­wia się jako powolna, ale sys­te­ma­tyczna utrata poczu­cia spraw­czo­ści u dziecka i obni­że­nie jego dobro­stanu. Jeśli rozu­miemy fizjo­lo­giczny (a w mniej­szym stop­niu psy­cho­lo­giczny) aspekt traumy i zaj­mu­jemy się nim, nega­tywne zda­rze­nia, które zwy­kle osła­biają u dziecka poten­cjał pełni życia, możemy prze­kształ­cić w doświad­cze­nie pozwa­la­jące zwięk­szyć jego odpor­ność oraz wiarę w swoje umie­jęt­no­ści i moż­li­wo­ści.

Książka ta jest tym bar­dziej potrzebna, że pro­fe­sjo­na­li­ści nie w pełni doce­niają, a nawet lek­ce­ważą sku­mu­lo­wany efekt nie­prze­pra­co­wa­nych „zwy­kłych” zda­rzeń, który może być rów­nie nisz­czący jak skutki naprawdę dra­ma­tycz­nych prze­żyć. Oczy­wi­ście ist­nieje kilka publi­ka­cji doty­czą­cych pierw­szej pomocy medycz­nej dla dzieci, nie­mniej jed­nak żadna z nich nie poświęca uwagi pomocy „emo­cjo­nal­nej” w poten­cjal­nie trau­ma­ty­zu­ją­cych oko­licz­no­ściach. Praca A Parent’s Guide to Medi­cal Emer­gen­cies: First Aid for Your Child (Porad­nik dla rodzi­ców w nagłych przy­pad­kach medycz­nych: pierw­sza pomoc dla waszego dziecka), best­sel­ler autor­stwa Janet Zand, Rachel Wal­ton i Boba Round­tree zawiera napi­sany przez dr. Levine’a roz­dział zaty­tu­ło­wany „Under­stan­ding Chil­dhood Trauma” (Zro­zu­mie­nie traumy z dzie­ciń­stwa).

Cho­ciaż w obiegu można zna­leźć wiele ksią­żek zaj­mu­ją­cych się emo­cjo­nal­nymi reak­cjami dzieci na utratę bli­skich, roz­wód czy osa­mot­nie­nie, to bra­kuje pod­ręcz­ni­ków, z któ­rych rodzice i pro­fe­sjo­na­li­ści mogliby nauczyć się, jak w łagodny spo­sób prze­pro­wa­dzić dziecko przez wstrząs spo­wo­do­wany przez takie czy inne przy­tła­cza­jące doświad­cze­nie życiowe. Nawet publi­ka­cje dla pro­fe­sjo­na­li­stów opu­bli­ko­wane w ciągu minio­nych dwóch dekad pomi­jają ele­men­tarny skład­nik fizjo­lo­giczny, co czyni prace dr. Levine’a (i tę książkę) czymś tak wyjąt­ko­wym. Lecze­nie ran zada­nych przez traumę z fizjo­lo­gicz­nej per­spek­tywy prze­suwa punkt cięż­ko­ści z nar­ra­cji doty­czą­cej zda­rze­nia na igno­ro­waną wcze­śniej „histo­rię” toczącą się w samym orga­ni­zmie.

Wywody zawarte w książce są ilu­stro­wane kon­kret­nymi przy­kła­dami trau­ma­tycz­nych zda­rzeń z codzien­nego życia. Oma­wiane są także powszechne sytu­acje, które mogą mieć trau­ma­ty­zu­jące dzia­ła­nie, i spo­soby zapo­bie­ga­nia takim skut­kom. Upadki, wypadki samo­cho­dowe, zabiegi chi­rur­giczne i den­ty­styczne, topie­nie się, nagłe roz­sta­nia (np. roz­wód lub śmierć rodzi­ców, porzu­ce­nie), kata­strofy natu­ralne, obser­wo­wa­nie aktów prze­mocy – wszystko to jest poten­cjal­nie trau­ma­ty­zu­jące dla dzieci. Acz­kol­wiek część tych zwy­czaj­nych zda­rzeń zazwy­czaj nie owo­cuje traumą, tro­skliwi rodzice powinni dostrze­gać u dziecka objawy wska­zu­jące, że to, co mogłoby ucho­dzić za „drobną przy­krość”, jest dla niego emo­cjo­nal­nie przy­tła­cza­jące. Dys­po­nu­jąc taką wie­dzą, potra­fią pomóc „zagro­żo­nemu” dziecku w przej­ściu przez jego wła­sny, wro­dzony pro­ces lecze­nia. Książka zawiera rów­nież wyczer­pu­jące infor­ma­cje o spo­so­bach zmniej­sza­nia podat­no­ści dzieci na napaść sek­su­alną.

Poza opi­sami przy­pad­ków w książce zamiesz­czono rów­nież pro­po­zy­cje ćwi­czeń, dzięki któ­rym rodzice i dzieci mogą zdo­być wła­sne doświad­cze­nia w oma­wia­nej dzie­dzi­nie. Ich zada­niem jest wytwo­rze­nie u dziecka poczu­cia wol­no­ści i spraw­czo­ści, które rodzi się dzięki „dostro­je­niu się” do wła­snych sta­nów wewnętrz­nych i wyczu­wa­niu zacho­dzą­cych w nich zmian. Jeśli doro­śli zro­zu­mieją mecha­nizm dzia­ła­nia wstrząsu, stra­chu i zaha­mo­wań, nie­trudno im będzie odpo­wied­nio pokie­ro­wać dziec­kiem.

Rola doro­słych przy­po­mina pod wie­loma wzglę­dami pla­ster opa­trun­kowy. Pla­ster nie leczy rany, ale zabez­pie­cza ją, umoż­li­wia­jąc ciału posłu­że­nie się jego natu­ralną mądro­ścią. Ponie­waż dzieci są wysoce wyczu­lone na stany emo­cjo­nalne doro­słych, ważne jest, by ci ostatni zacho­wali względny spo­kój, byli opa­no­wani i otwarci na potrzeby swo­ich dzieci. W książce przed­sta­wiono krok po kroku zasady postę­po­wa­nia, dzięki któ­rym rodzice mogą być dobrym „opa­trun­kiem” na dzie­cięce rany.

Trauma oczami dziecka zawiera rów­nież ilu­stro­wany roz­dział z rymo­wan­kami, które rodzice, nauczy­ciele, pra­cow­nicy pomocy spo­łecz­nej, pie­lę­gniarki i inni przed­sta­wi­ciele służb medycz­nych mogą czy­tać małym dzie­ciom. Można je wyko­rzy­stać, gdy przy­go­to­wuje się dziecko do nie­zbęd­nych zabie­gów medycz­nych lub pomaga się mu pozbie­rać po przy­tła­cza­ją­cych lub bole­snych doświad­cze­niach, by nie roz­wi­nęły się trwałe kon­se­kwen­cje traumy. Taką aktyw­ność można podej­mo­wać w kon­tak­cie z dziec­kiem sam na sam, z małymi gru­pami, a nawet z całą klasą szkolną.

Dzieci dys­po­nują wro­dzoną odpor­no­ścią i są w sta­nie prze­trzy­mać przy­tła­cza­jącą traumę lub uraz. Posłu­gu­jąc się wska­zów­kami zawar­tymi w tej książce, rodzice i inne osoby doro­słe mogą zapo­bie­gać roz­wi­ja­niu się u nich trau­ma­tycz­nych reak­cji. Książka pomoże także w pozby­wa­niu się pozo­sta­ło­ści traumy spo­wo­do­wa­nej przez minione doświad­cze­nia, zarówno uświa­da­miane, jak i zapo­mniane. Pre­wen­cja oraz odpo­wied­nie postę­po­wa­nie z bie­żącą i dawną traumą wzmac­nia natu­ralną odpor­ność dzieci i pozwala im zacho­wać się roz­sąd­niej i sku­tecz­niej w trud­nych sytu­acjach, do któ­rych może dojść w przy­szło­ści. Jeśli prze­jawy traumy nie zni­kają pomimo wspar­cia rodzi­ców, pożą­dane jest skorzysta­nie z pro­fe­sjo­nal­nej pomocy.

Część I. Zrozumieć traumę

Część I

Zro­zu­mieć traumę

Rozdział pierwszy. Czym jest trauma? Definicja robocza

Roz­dział pierw­szy

Czym jest trauma? Defi­ni­cja robo­cza

Dba­łość o potom­stwo i instynkt tery­to­rialny gadów, opie­kuń­czość i rodzinne zwy­czaje pierw­szych ssa­ków, sym­bo­liczne i języ­kowe zdol­no­ści kory nowej mogą być naszym prze­kleń­stwem lub przy­nieść nam zba­wie­nie.

Jean Houston1

Czym jest trauma? Gdzie­kol­wiek spoj­rzymy w naszych cza­sach, słowo „trauma” wyska­kuje jak dia­beł z pudełka. Takie tytuły jak „Odcza­ro­wa­nie traumy” czy „Następ­stwa nad­użyć” znaj­du­jemy na pierw­szych stro­nach cza­so­pism dla pro­fe­sjo­na­li­stów i popu­lar­nych maga­zy­nów. Cie­szące się powo­dze­niem pro­gramy tele­wi­zyjne, takie jak The Oprah Win­frey Show, pró­bują uświa­do­mić milio­nom widzów, jak bar­dzo trauma krę­puje ciało i duszę. Powszech­nie już znany jest nisz­czący wpływ traumy na emo­cjo­nalny i fizyczny dobro­stan dziecka, jego roz­wój poznaw­czy i zacho­wa­nie. Nie bra­kuje plat­form dys­ku­syj­nych dla pro­fe­sjo­na­li­stów, na któ­rych zwraca się uwagę na sta­ty­styki doty­czące oddzia­ły­wa­nia traumy na nasze młode poko­le­nie. Po 11 wrze­śnia 2001 roku zaro­iło się od infor­ma­cji, jak radzić sobie z następ­stwami kata­strofy.

Pomimo popu­lar­no­ści prac pole­ga­ją­cych na ska­no­wa­niu i ana­li­zo­wa­niu strau­ma­ty­zo­wa­nego mózgu nie­wiele napi­sano dotych­czas o naj­pow­szech­niej­szych przy­czy­nach traumy, a jesz­cze mniej o jej pro­fi­lak­tyce i lecze­niu. Sku­piano się na dia­gno­styce i far­ma­ko­lo­gicz­nej tera­pii poszcze­gól­nych jej prze­ja­wów. „Trauma jest praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej zanie­dby­waną, igno­ro­waną, lek­ce­wa­żoną, nego­waną, nie­zro­zu­mianą i nie­le­czoną przy­czyną ludz­kiego cier­pie­nia”2. Szczę­śli­wie mamy wszel­kie pod­stawy – my, rodzice, peda­go­dzy i zaj­mu­jący się dziećmi medycy – by zapo­bie­gać nie­bez­piecz­nym kon­se­kwen­cjom traumy i w opty­malny spo­sób zadbać o dobro naszych pod­opiecz­nych.

Wraz z rosnącą liczbą prze­ży­wa­nych lub oglą­da­nych przez dzieci nie­po­ko­ją­cych zda­rzeń o wymia­rze lokal­nym lub glo­bal­nym staje się jasne, że rodzice, peda­go­dzy, medycy i tera­peuci nie mogą dłu­żej zwle­kać z roz­po­zna­niem naj­lep­szych spo­so­bów zapo­bie­ga­nia trau­mie. Aby coraz więk­szej gru­pie już cier­pią­cych dzieci przy­wró­cić natu­ralną odpor­ność, przede wszyst­kim trzeba zba­dać źró­dła pro­blemu. Tym roz­dzia­łem pra­gniemy wypeł­nić infor­ma­cyjną lukę. Przyj­rzymy się bli­żej trau­mie – jej rze­czy­wi­sto­ści i zwią­za­nym z nią mitom.

Trauma tkwi w układzie nerwowym – a nie w zdarzeniu!

Do traumy docho­dzi, kiedy jakie­kol­wiek doświad­cze­nie ude­rza w nas niczym grom z jasnego nieba. Przy­tła­cza nas, pozo­sta­wia w zmie­nio­nym sta­nie, ode­rwa­nych od wła­snego ciała. Zawo­dzą wszel­kie znane nam spo­soby radze­nia sobie z trud­no­ściami, czu­jemy się zupeł­nie bez­radni i nie widzimy nadziei na poprawę sytu­acji. Tak jakby nagle nogi odmó­wiły nam posłu­szeń­stwa.

Trauma to prze­ci­wień­stwo przy­pływu sił. Podat­ność na traumę jest roz­ma­ita u poszcze­gól­nych osób i zależy od licz­nych czyn­ni­ków, zwłasz­cza wieku i wcze­śniej­szych trau­ma­tycz­nych prze­żyć. Im młod­sze dziecko, tym więk­sze praw­do­po­do­bień­stwo, że przy­tło­czą je banalne oko­licz­no­ści, które może nie wywar­łyby żad­nego wpływu na dziecko w star­szym wieku lub doro­słego.

Przy­wy­kli­śmy sądzić, że symp­tomy traumy są odpo­wied­nie do rodzaju zewnętrz­nego zda­rze­nia, a ich nasi­le­nie odpo­wiada powa­dze sytu­acji. Cho­ciaż roz­miary stre­sora są oczy­wi­ście istot­nym czyn­ni­kiem, same w sobie nie sta­no­wią o trau­mie, dla­tego że „trauma to nie wypa­dek jako taki, gnieź­dzi się ona w ukła­dzie ner­wo­wym”3. Przy­czyny „poje­dyn­czej” traumy (w odróż­nie­niu od cią­głych nad­użyć lub zanie­dba­nia) są fizjo­lo­giczne, a nie psy­cho­lo­giczne. Ponie­waż w obli­czu zagro­że­nia nie ma czasu na namysł, nasze pier­wotne reak­cje są instynk­towne. Główną funk­cją naszego mózgu jest zapew­nie­nie prze­trwa­nia! Tak jeste­śmy zbu­do­wani. U źró­deł reak­cji trau­ma­tycz­nych leży dzie­dzic­two 280 milio­nów lat – dzie­dzic­two, które rezy­duje w naj­star­szych i naj­głę­biej ukry­tych struk­tu­rach mózgo­wych, okre­śla­nych jako mózg gadzi.

Kiedy te pry­mi­tywne czę­ści mózgu zauwa­żają coś, co uznają za zagro­że­nie, auto­ma­tycz­nie powo­dują wyzwo­le­nie ogrom­nej ener­gii – taki zastrzyk adre­na­liny pozwala matce unieść do góry samo­chód, pod któ­rym uwię­zione jest jej dziecko, by zabrać je w bez­pieczne miej­sce. To z kolei wywo­łuje łomo­ta­nie serca i ponad dwa­dzie­ścia innych reak­cji fizjo­lo­gicz­nych mają­cych przy­go­to­wać nas do obrony samych sie­bie i bli­skich nam osób. Wśród tych bły­ska­wicz­nych, zacho­dzą­cych poza świa­do­mo­ścią zja­wisk jest prze­kie­ro­wa­nie stru­mie­nia krwi z układu tra­wien­nego i powłok skór­nych do dużych mię­śni moto­rycz­nych, szyb­kie i płyt­kie oddy­cha­nie oraz zmniej­sze­nie nor­mal­nego wydzie­la­nia śliny. Źre­nice roz­sze­rzają się, by zwięk­szyć ilość infor­ma­cji docie­ra­ją­cych do oczu. Włókna mię­śniowe wcho­dzą w stan wyso­kiego pobu­dze­nia, czę­sto zaczy­nają dygo­tać. Kiedy indziej mię­śnie mogą zwiot­czeć pod wpły­wem lęku i ciało zamyka się w sobie.

Lęk przed własnymi reakcjami

Kiedy czło­wiek nie rozu­mie, co się dzieje w jego ciele, wła­śnie te reak­cje, które miały sta­no­wić jego fizyczny atut, mogą być dla niego prze­ra­ża­jące, szcze­gól­nie gdy z powodu nie­wiel­kich roz­mia­rów ciała, mło­dego wieku lub innych czyn­ni­ków jed­nostka nie ma swo­body ruchów lub mogłyby one być ryzy­kowne. Na przy­kład nie­mowlę czy bar­dzo małe dziecko nie może ucie­kać, lecz także star­sze dziecko lub osoba doro­sła, która nor­mal­nie byłaby zdolna do ucieczki, w pew­nych oko­licz­no­ściach, takich jak ope­ra­cja chi­rur­giczna lub gwałt, bywa zmu­szona do pozo­sta­wa­nia bez ruchu. To nie jest świa­domy wybór. Jeste­śmy bio­lo­gicz­nie zapro­gra­mo­wani, by nie­ru­cho­mieć (lub wiot­czeć), kiedy ucieczka lub walka są nie­moż­liwe lub postrze­gane jako nie­moż­liwe. Nie­ru­cho­mość jest „domyślną” reak­cją ostat­niej szansy wobec zagro­że­nia, któ­rego nie da się unik­nąć, nawet gdy tym zagro­że­niem są drob­no­ustroje w naszej krwi. Nie­mow­lęta i dzieci z powodu ogra­ni­czo­nych moż­li­wo­ści samo­obrony są szcze­gól­nie podatne na ten efekt, a co za tym idzie – łatwo ule­gają trau­mie. Wła­śnie dla­tego wspar­cie doro­słych jest tak ważne, by zapo­bie­gać trau­mie i poma­gać naszym mło­dym w powro­cie do zdro­wia.

Reak­cja zamro­że­nia skrywa sze­reg efek­tów fizjo­lo­gicz­nych. Musimy rozu­mieć, że cho­ciaż ciało wygląda na nie­ru­chome, fizjo­lo­giczne mecha­ni­zmy przy­go­to­wu­jące je do ucieczki mogą na­dal być w pełni roz­krę­cone. Sen­so­ryczno-moto­ryczno-neu­ro­nowy sche­mat uru­cho­miony w chwili zagro­że­nia para­dok­sal­nie wpa­so­wuje się w stan bez­ru­chu czy też „szoku”. Skóra jest wtedy blada, spoj­rze­nie – nie­obecne, poczu­cie czasu – zabu­rzone. Pod poczu­ciem bez­rad­no­ści skrywa się ogromna ener­gia życiowa. Ener­gia ta czeka w zawie­sze­niu, aż dobie­gnie końca to, co się roz­po­częło. Co wię­cej, bar­dzo młode dzieci mają skłon­ność do omi­ja­nia aktyw­nej reak­cji i natych­mia­sto­wego zamy­ka­nia się w sobie. Jak­kol­wiek by było, potrze­bują naszego kie­row­nic­twa, by mogły w pełni wró­cić do nor­mal­nego życia. Co wię­cej, u wielu z nich reak­cja obronna nie polega na ucieczce, lecz na gar­nię­ciu się do doro­słej osoby, z którą są zwią­zane. Aby więc dziecko mogło uwol­nić się od traumy, potrzebna jest obec­ność doro­słego.

W jaki spo­sób ten napływ nad­mia­ro­wej ener­gii i liczne zmiany fizjo­lo­giczne wpły­wają na nas na dłuż­szą metę? Odpo­wiedź na to pyta­nie jest ważna, jeśli chcemy zro­zu­mieć traumę. Zależy ona od tego, co działo się pod­czas trau­ma­tycz­nego zda­rze­nia oraz po nim. Cała rzecz w tym, że aby nie doszło do trau­ma­ty­za­cji, zasób ener­gii zmo­bi­li­zo­wa­nej w obro­nie musi zostać „zużyty”. Jeśli nie roz­ła­du­jemy w pełni tej ener­gii, nie roz­pły­nie się sama. Pozo­sta­nie sku­mu­lo­wana i może wywo­ły­wać symp­tomy traumy.

Im młod­sze jest dziecko, tym mniej­szymi zaso­bami obron­nymi dys­po­nuje. Na przy­kład przed­szko­lak lub uczeń pierw­szej klasy nie jest w sta­nie uciec przed agre­syw­nym psem ani z nim wal­czyć, nie­mowlę zaś nie umie nawet zapew­nić sobie cie­pła. Dla­tego opieka tro­skli­wych rodzi­ców, któ­rzy dostrze­gają dzie­cięce potrzeby bez­pie­czeń­stwa, cie­pła i spo­koju i potra­fią je zaspo­koić, jest sprawą naj­wyż­szej wagi, gdy idzie o zapo­bie­ga­nie trau­mie. Doro­śli mogą zapew­niać dziecku pocie­chę i poczu­cie bez­pie­czeń­stwa, posłu­gu­jąc się plu­szo­wymi zwie­rzę­tami, lal­kami, anio­łami, a nawet posta­ciami fik­cyj­nymi, które mogą funk­cjo­no­wać jako suro­gat przy­ja­ciela. Takie przed­mioty są szcze­gól­nie przy­datne, kiedy dziecko musi być cza­sowo oddzie­lone od rodzi­ców, a także jako pomoc w zasy­pia­niu w osob­nym pokoju. Zasoby tego rodzaju mogą się doro­słemu wyda­wać czymś mało zna­czą­cym, ale dla dziecka są istot­nym środ­kiem zapo­bie­ga­nia trau­mie.

Ci, któ­rzy sami w dzie­ciń­stwie cie­szyli się tego rodzaju wię­zią zapew­nia­jącą bez­pie­czeń­stwo, mogliby uznać powyż­sze roz­wa­ża­nia za zdro­wo­roz­sąd­kowe. Można by sądzić, że potrzeby dzieci są powszech­nie dostrze­gane i sza­no­wane. W isto­cie jed­nak bywały daw­niej hanieb­nie lek­ce­wa­żone, jeśli nie cał­ko­wi­cie igno­ro­wane. Psy­cho­log roz­wo­jowy Daniel Sie­gel w zna­nej książce Roz­wój umy­słu przed­sta­wia syn­tezę wyni­ków badań neu­ro­bio­lo­gicz­nych i pod­kre­śla, jak ważne jest poczu­cie bez­pie­czeń­stwa i przy­na­leż­no­ści zapew­niane dzie­ciom przez doro­słych. W mło­dym mózgu inte­li­gen­cja, odpor­ność emo­cjo­nalna i zdol­ność samo­re­gu­la­cji roz­wi­jają się poprzez kształ­to­wa­nie sieci neu­ro­no­wej w bez­po­śred­nim kon­tak­cie dziecka z jego opie­ku­nem. Kiedy docho­dzi do trau­ma­tycz­nego zda­rze­nia, wdru­ko­wane wzorce neu­ro­lo­giczne ule­gają gwał­tow­nemu wzmoc­nie­niu. Jeśli więc doro­śli poznają i prak­ty­kują ofe­ro­wane przez nas pro­ste metody pierw­szej pomocy emo­cjo­nal­nej, przy­czy­niają się rów­nież wal­nie do zdro­wego roz­woju mózgu dziecka i jego zacho­wa­nia.

Recepta na traumę

Praw­do­po­do­bień­stwo wystą­pie­nia symp­to­mów traumy zależy od stop­nia zamknię­cia się dziecka w sobie, a także od ilo­ści nie­roz­ła­do­wa­nej ener­gii, która pier­wot­nie została zmo­bi­li­zo­wana do walki lub ucieczki. Ten pro­ces samo­obrony wycho­dzi teraz spod kon­troli. Dziecko potrze­buje wspar­cia, by wyjść ze stanu wyso­kiego pobu­dze­nia, gdyż jest bar­dzo podatne na skutki traumy. Musimy odło­żyć na półkę mit, w myśl któ­rego naj­młod­sze dzieci „są zbyt młode, by je coś trwale dotknęło” albo że „to nie ma zna­cze­nia, bo nie będą tego pamię­tały”. Staje się to jasne, jeśli zauważmy, że dziecko jesz­cze w łonie matki i wkrótce po naro­dze­niu jest szcze­gól­nie nara­żone na stres i traumę z uwagi na jego słabo jesz­cze roz­wi­nięte układy ner­wowy, moto­ryczny i per­cep­cyjny. Podob­nie podatne są star­sze dzieci, jeśli ich mobil­ność jest ogra­ni­czona z powodu sta­łej lub cza­so­wej ułom­no­ści, na przy­kład noszą gips, szynę lub apa­rat orto­pe­dyczny po wypadku lub dla korek­cji postawy. Przyj­rzyjmy się przy­kładowi z życia.

Historia Jacka

U Jacka, jede­na­sto­let­niego skauta i dosko­na­łego ucznia, wkrótce po nie­wiel­kim jak na stan­dardy kali­for­nij­skie trzę­sie­niu ziemi roz­wi­nęła się „fobia szkolna”. Jego rodzice nie sko­ja­rzyli tej przy­pa­dło­ści z kata­kli­zmem, dla­tego symp­tomy owej fobii u chłopca wyda­wały im się zagadką. Sam Jack rów­nież nie rozu­miał powo­dów swo­jego skraj­nego lęku przed szkołą. Jak mówił, nie­dawno prze­szedł ope­ra­cję krę­go­słupa, cie­szył się, że uwol­niła go od bólów, i nie­cier­pli­wie cze­kał na powrót do szkoły, by spo­tkać się z kole­gami. A jed­nak nie potra­fił wstać z łóżka z powodu inten­syw­nych sen­sa­cji w żołądku. Leżał nie­ru­chomo pod koł­drą, pogrą­żony w panicz­nych myślach. Pierw­sza z trzech sesji, pod­czas któ­rej sku­pia­li­śmy się na tych nie­przy­jem­nych „sen­sa­cjach” (oraz jego oso­bi­stych zaso­bach), ujaw­niła zadzi­wia­jącą histo­rię. Chło­piec przy­po­mniał sobie, jak pod­czas trzę­sie­nia ziemi bał się kiwa­ją­cego się regału z książ­kami. Ale skoro regał nawet się nie prze­wró­cił, dla­czego było to dla Jacka tak trau­ma­tycz­nym prze­ży­ciem, że unie­moż­li­wiało mu powrót do grupy kole­żeń­skiej? Gdy kon­ty­nu­owa­li­śmy pracę, szybko stało się to jasne.

Kiedy Jack poczuł drże­nie ziemi, nie mógł prze­wi­dzieć, jak duże jest zagro­że­nie. Jego gadzi umysł zare­je­stro­wał tylko „czer­woną flagę” nie­bez­pie­czeń­stwa. Jego układ ner­wowy w ocze­ki­wa­niu zagro­że­nia uru­cho­mił pełny alarm i chło­piec czuł paniczny strach jesz­cze długo po tym, jak krót­kie trzę­sie­nie dobie­gło końca. Inten­syw­ność jego reak­cji zna­la­zła wytłu­ma­cze­nie, kiedy dowie­dzie­li­śmy się, że jako małe dziecko Jack był przez kilka tygo­dni unie­ru­cho­miony w gip­sie po wcze­śniej­szej ope­ra­cji krę­go­słupa. Jak to bywa z małymi dziećmi po poważ­nych przej­ściach, prze­ra­żony tym zabie­giem i pozba­wiony moż­li­wo­ści ruchu, nie był w sta­nie reago­wać na wyobra­żone nie­bez­pie­czeń­stwa. Nie mógł pod­dać się nor­mal­nemu impul­sowi ucieczki, w isto­cie był spa­ra­li­żo­wany. W tym wypadku przez ogra­ni­cza­jący ruchy gips.

Kiedy mózg wysyła sen­so­ryczno-moto­ryczne impulsy do ruchu, ale członki są unie­ru­cho­mione (albo kiedy ruch sam w sobie byłby nie­bez­pieczny, jak w przy­padku mole­sto­wa­nia lub ope­ra­cji chi­rur­gicz­nej), poja­wie­nie się symp­to­mów traumy jest wysoce praw­do­po­dobne. Dys­kom­fort może się prze­ja­wiać jako iry­ta­cja, lęk, nud­no­ści, otę­pie­nie itp. Jeśli ciało nie może już dłu­żej zno­sić przy­tła­cza­ją­cych uczuć, zapada w prze­po­joną lękiem rezy­gna­cję („wyuczoną bez­rad­ność”) – to wła­śnie czyni każde zwie­rzę w sytu­acji, gdy aktywne uni­ka­nie zagro­że­nia nie jest moż­liwe. Gdy Jack miał jede­na­ście lat, można było sądzić, że prze­ra­ża­jące doświad­cze­nie z wcze­snego dzie­ciń­stwa od dawna zni­kło z jego pamięci.

Pro­blem polega na tym, że cho­ciaż zda­rze­nie było już nie­obecne w świa­do­mej pamięci, to ciało nie zapo­mniało. Pozo­stał fizjo­lo­giczny impe­ra­tyw, by uzu­peł­nić nie­do­koń­czone impulsy sen­so­ryczno-moto­ryczne, które uak­tyw­niły się, zanim ciało zdo­łało wyco­fać się ze stanu wzmo­żo­nej czuj­no­ści. Nawet gdy zdjęto Jac­kowi gips, nie­roz­ła­do­wana ener­gia i neu­ro­lo­giczne „wdru­ko­wa­nie” ogra­ni­cze­nia ruchów pozo­sta­wały obecne w jego ukła­dzie ner­wo­wym.

Dlaczego nasze ciała nie zapominają? Co nam o tym mówią badania nad mózgiem

Dla­czego w chwili usta­nia nie­bez­pie­czeń­stwa nie uwal­niamy się od niego? Dla­czego, ina­czej niż u naszych czwo­ro­noż­nych przy­ja­ciół, pozo­staje z nami lęk i żywotne wspo­mnie­nia, które zmie­nią nas na zawsze, jeśli nie otrzy­mamy odpo­wied­niej pomocy?

Ceniony neu­ro­log Anto­nio Dama­sio, autor książki Błąd Kar­te­zju­sza. Emo­cje, rozum i ludzki mózg, odkrył, że w celu uła­twie­nia prze­ży­cia emo­cje znaj­dują w mózgu ana­to­miczne odwzo­ro­wa­nie4. A zatem lęk powo­duje powsta­nie w mózgu spe­cy­ficz­nego obwodu ner­wo­wego odpo­wia­da­ją­cego kon­kret­nym fizycz­nym wra­że­niom w róż­nych czę­ściach ciała. Kiedy coś, co widzimy, sły­szymy, czu­jemy, odbie­ramy węchem lub sma­kiem, sygna­li­zuje pier­wotne nie­bez­pie­czeń­stwo, doświad­cze­nie lęku pomaga ciału przy­go­to­wać się na „ucieczkę lub zamro­że­nie” w celu szyb­kiego wyco­fa­nia się z groź­nej sytu­acji. Ten bodziec działa sku­tecz­niej niż wspo­mnie­nie (w wielu przy­pad­kach nie mamy w ogólne świa­do­mych wspo­mnień tam­tego zda­rze­nia, pozo­staje jedy­nie reak­cja fizyczna). Akcja serca gwał­tow­nie przy­spie­sza, nasila się wydzie­la­nie potu, poja­wia się ból, gdyż ciało anga­żuje się w pełni, tak jakby dawne zagro­że­nie wciąż było aktu­alne. Silne emo­cje zwią­zane z pier­wot­nym zda­rze­niem pozo­sta­wiły rów­nie silny ślad sta­no­wiący lek­cję sztuki prze­ży­cia. Jest to słuszne i korzystne w obli­czu kolej­nego nie­bez­pie­czeń­stwa. Ale ta reak­cja jest nie­od­po­wied­nia przy­sto­so­waw­czo, gdy wystę­puje wtedy, gdy rze­czy­wi­stego zagro­że­nia tak naprawdę nie ma. Dla­czego tak się dzieje? Spójrzmy ponow­nie na wyniki badań.

Bes­sel van der Kolk, czo­łowy badacz traumy z Uni­wer­sy­tetu Bostoń­skiego, ana­li­zo­wał reak­cje lękowe za pomocą tech­niki MRI (rezo­nansu magne­tycz­nego)5. Za szybką akty­wi­za­cję orga­ni­zmu w razie postrze­ga­nego nie­bez­pie­czeń­stwa odpo­wiada ciało mig­da­ło­wate – mała struk­tura w kształ­cie mig­dała ulo­ko­wana w śród­mó­zgo­wiu. Jest ono bar­dzo wraż­liwe na bodźce wzro­kowe i słu­chowe. Aby sobie z nimi pora­dzić, mobi­li­zuje liczne obszary mózgu. Joseph LeDoux z Uni­wer­sy­tetu Nowo­jor­skiego, autor książki Mózg emo­cjo­nalny, przy­rów­nuje to do sys­temu wcze­snego ostrze­ga­nia, który alar­muje ciało i przy­go­to­wuje je na zagro­że­nie6. To dla­tego mię­śnie się napi­nają i do krwi tra­fiają sprzy­ja­jące prze­ży­ciu hor­mony, docie­ra­jąc do mózgu i wszyst­kich czę­ści ciała. Dopiero potem kora czo­łowa, któ­rej zada­niem jest myśle­nie i rozu­mo­wa­nie, odgrywa klu­czową rolę, oce­nia­jąc, czy szcze­ka­jący pies jest przy­ja­zny czy wrogi, czy ciemna syl­wetka to stal­ker czy nie­szko­dliwy prze­cho­dzień, czy podłużny przed­miot pod naszymi nogami to jado­wity wąż czy sucha gałąź. Jeśli pies okaże się nie­groźny, infor­ma­cja zwrotna wysy­łana z kory do ciała mig­da­ło­wa­tego wyci­sza reak­cję lękową.

Nie­stety, u osoby strau­ma­ty­zo­wa­nej kora czo­łowa nie potrafi uspo­koić tej reak­cji. Mając taki „mózgowy bypass”, nie możemy rozu­mowo odrzu­cić lęku i nie­uchron­nie mamy do wyboru: gwał­tow­nie odre­ago­wać na innych, zno­sić przy­tła­cza­jące emo­cje w mil­cze­niu albo odciąć się od nie­po­ko­ją­cych sygna­łów lęku. Bes­sel van der Kolk ujął to nastę­pu­jąco: „Przy PTSD (Post-Trau­ma­tic Stress Disor­der, zespół stresu poura­zo­wego) kora czo­łowa staje się zakład­ni­kiem nie­sta­bil­nego ciała mig­da­ło­wa­tego. Myśle­nie pod­daje się emo­cjom. Osoby z PTSD są nastro­jone tak, by na naj­drob­niej­szy nawet bodziec reago­wać, jakby zagra­żał ich życiu”7.

Wracając do Jacka

W świe­tle powyż­szego nauko­wego wyja­śnie­nia nie­trudno zro­zu­mieć, jak to było moż­liwe, że po latach, kiedy Jack leżał w łóżku nie­długo po dru­giej ope­ra­cji, nie­wiel­kie trzę­sie­nie ziemi wywo­łało u niego (przy­wo­łane przez świa­do­mość ciała) wra­że­nie bez­rad­no­ści, będące trau­ma­tyczną pozo­sta­ło­ścią wcze­śniej­szego zabiegu medycz­nego. Jego ciało zare­ago­wało na nowe nie­bez­pie­czeń­stwo tak, jakby wciąż było unie­ru­cho­mione przez gips. Ciało zdane na łaskę nad­wraż­li­wego ciała mig­da­ło­wa­tego otrzy­mało dodat­kowy zastrzyk adre­na­liny uru­cha­mia­jący kaskadę reak­cji, co było rów­nie przy­gnia­ta­jące jak tamto dawne uczu­cie prze­ra­że­nia. Cho­ciaż ten lęk na pozór nie miał sensu, nie pozwo­lił Jac­kowi trzeźwo spoj­rzeć na rze­czy­wi­stość. Odno­wione dozna­nia zwią­zane ze „sta­rym” zda­rze­niem, kiedy nie mógł nic zro­bić w samo­obro­nie, odci­snęły się w jego „pamięci ciała”, odbie­ra­jąc mu wiarę w sie­bie. Jack, nie­zdolny do usta­le­nia przy­czyny tych para­li­żu­ją­cych wewnętrz­nych doznań, wpadł w panikę.

To, co spra­wiało wra­że­nie szkol­nej fobii, było w rze­czy­wi­sto­ści „lękiem” przed napły­wem nie­po­ko­ją­cych wra­żeń spo­wo­do­wa­nych uwal­nia­niem do krwi hor­mo­nów stresu spo­wo­do­wa­nych przez „wdru­ko­wa­nie” daw­nej sytu­acji, kiedy Jack był unie­ru­cho­miony i nie­zdolny do ucieczki. Na szczę­ście, kiedy Jack małymi kro­kami „zaprzy­jaź­nił się” z tymi okrop­nymi uczu­ciami, jego ciało nawią­zało kon­takt z prze­szło­ścią i roz­ła­do­wało para­li­żu­jące dozna­nia w nogach, które zaczęły dygo­tać. Następ­nie, w nie­mal cudowny spo­sób, chło­piec poczuł, że jego nogi chcia­łyby nieść go z jak naj­więk­szą pręd­ko­ścią! Do tego wła­śnie jego układ sen­so­ryczno-moto­ryczny był „zapro­gra­mo­wany” pod­czas pierw­szej ope­ra­cji, ale nie mógł tego zre­ali­zo­wać.

Więk­szość z nas prze­żyła kie­dyś jakie­goś rodzaju „banalne”, ale budzące strach zda­rze­nie, po któ­rym nie w pełni się pozbie­ra­li­śmy. A nie­które z tych „dawno zapo­mnia­nych” doświad­czeń utwo­rzyły pod­łoże dla roz­ma­itych obja­wów fizycz­nych i emo­cjo­nal­nych, a nawet dla naszych uprze­dzeń i pre­fe­ren­cji. Następny przy­kład poka­zuje, jak łatwo nam prze­cho­dzić nad nimi do porządku dzien­nego.

Historia Henry’ego

Matka czte­ro­let­niego Henry’ego zmar­twiła się, kiedy chło­piec odmó­wił jedze­nia swo­ich ulu­bio­nych pro­duk­tów: masła orze­cho­wego i dżemu ze szklanką mleka. Gdy posta­wiła je przed nim, oka­zał pod­nie­ce­nie, zesztyw­niał i ode­pchnął pokarm od sie­bie. Jesz­cze bar­dziej nie­po­ko­jące było to, że zaczy­nał się trząść i pła­kać, kiedy domowy pies szcze­kał. Nie przy­szło jej do głowy, że ta wybred­ność przy jedze­niu i lęk przed szcze­ka­niem były bez­po­śred­nio zwią­zane z „banal­nym” incy­den­tem, do jakiego doszło pra­wie rok wcze­śniej, kiedy Henry korzy­stał jesz­cze z wyso­kiego, dzie­cin­nego krze­sełka.

Sie­dząc na tym krze­sełku i pała­szu­jąc swoje przy­smaki: masło orze­chowe, dżem i mleko, chło­piec wycią­gnął w stronę matki na pół opróż­nioną szklankę, by mu dolała wię­cej, i nie­chcący wypu­ścił ją z dłoni. Szklanka spa­dła na pod­łogę i się stłu­kła. To spło­szyło psa, który sko­czył od tyłu na krze­sełko Henry’ego i je prze­wró­cił. Chło­piec ude­rzył głową o pod­łogę i pozo­stał w pozy­cji leżą­cej, ciężko dysząc i nie mogąc zła­pać odde­chu. Matka krzyk­nęła prze­stra­szona, a pies zaczął gło­śno szcze­kać. Z punktu widze­nia matki awer­sja Henry’ego do pew­nych pokar­mów i wyraźny strach przed psem nie miały żad­nego sensu. Jed­nak pod cię­ża­rem traumy pro­ste sko­ja­rze­nie picia mleka z upad­kiem i szcze­ka­niem psa uwa­run­ko­wały jego lęk i nie­chęć do jedze­nia tego, co tak bar­dzo uwiel­biał.

Kiedy Henry prze­ćwi­czył kon­tro­lo­wane pada­nie na mięk­kie poduszki (zgod­nie z zale­ce­niami zawar­tymi w tej książce), nauczył się roz­luź­niać mię­śnie i stop­niowo pod­da­wać się gra­wi­ta­cji. Wcze­śniej „po pro­stu” nie jadł tych pro­duk­tów i z tru­dem zasy­piał, kiedy w sąsiedz­twie szcze­kał pies. Szczę­śli­wie po pew­nej licz­bie sesji chło­piec znowu nabrał ochoty na swoje ulu­bione przy­smaki i w zaba­wie odszcze­ki­wał się psu.

Czego uczymy się od zwierząt

Jak to się dzieje, że dziko żyjące zwie­rzęta rzadko doznają traumy? Cho­ciaż w swoim natu­ral­nym śro­do­wi­sku nie są pod­da­wane ope­ra­cjom chi­rur­gicz­nym ani zaku­wane w gips, tak jak Jack, ich egzy­sten­cja wysta­wiana jest na zagro­że­nie czę­sto po kilka razy dzien­nie, a jed­nak rzadko są strau­ma­ty­zo­wane. Obser­wa­cje zwie­rząt w ich natu­ral­nym śro­do­wi­sku każą przy­jąć zało­że­nie, że mają one wro­dzoną zdol­ność powrotu do normy po nie­bez­piecz­nych prze­ży­ciach8. Dosłow­nie „otrzą­sają się” z nad­miaru ener­gii poprzez drże­nie, szyb­kie ruchy gałek ocznych, dysze­nie i ruchy moto­ryczne. Kiedy ciało wraca do rów­no­wagi, można zauwa­żyć, że zwie­rzę wyko­nuje spon­ta­nicz­nie głę­bo­kie odde­chy. Jeśli przyj­rzeć się dokład­nie, oka­zuje się, że te odde­chy są sty­mu­lo­wane z głębi orga­ni­zmu. Wszystko to jest czę­ścią nor­mal­nego mecha­ni­zmu samo­re­gu­la­cji i home­ostazy. Dobrze jest wie­dzieć, że dzie­limy te moż­li­wo­ści z naszymi czwo­ro­noż­nymi przy­ja­ciółmi.

Dla­czego więc ludzie doznają obja­wów traumy? Na to donio­słe pyta­nie można udzie­lić kilku odpo­wie­dzi. Przede wszyst­kim jeste­śmy isto­tami bar­dziej skom­pli­ko­wa­nymi niż inne żywe stwo­rze­nia. Ujmu­jąc rzecz naj­pro­ściej, ponie­waż jeste­śmy obda­rzeni naj­do­sko­nal­szym, racjo­nal­nym mózgiem, za dużo myślimy. Myśle­nie zaś o wiele za czę­sto idzie w parze z oce­nami. Zwie­rzęta nie dys­po­nują sło­wami pozwa­la­ją­cymi okre­ślić ich uczu­cia i wra­że­nia. Nie znają poczu­cia winy, wstydu i potę­pie­nia. Nie opóź­nia więc to u nich ozdro­wień­czego pro­cesu powrotu do rów­no­wagi i home­ostazy jak w naszym przy­padku. Poza tym my, ludzie, nie jeste­śmy przy­zwy­cza­jeni do tak sil­nych reak­cji fizycz­nych. Ponie­waż nie umiemy kie­ro­wać się tymi mimo­wol­nymi reak­cjami, zamiast je blo­ko­wać, zwie­rzęce instynkty mogą prze­ra­żać zarówno dzieci, jak i doro­słych. Ponadto nasze potom­stwo jest o wiele dłu­żej uza­leż­nione od naszej opieki i ochrony niż młode innych gatun­ków. Aby pod­nieść się z traumy, dziecko potrze­buje poczu­cia bez­pie­czeń­stwa zapew­nia­nego przez opie­kuna.

Więk­szość mło­dych ssa­ków, nie wyłą­cza­jąc oczy­wi­ście ludz­kich dzieci, nie ucieka jak naj­da­lej od nie­bez­pie­czeń­stwa, lecz chroni się pod opiekę matki lub innego doro­słego osob­nika. Podob­nie nasze nie­mow­lęta i małe dzieci, wyczu­wa­jąc zagro­że­nie, lgną do swo­ich bli­skich. W grun­cie rze­czy nie­za­leż­nie od wieku w stre­sie lub stra­chu szu­kamy uko­je­nia u innych. (Tak wła­śnie było w Nowym Jorku po wypad­kach 11 wrze­śnia: ludzie godzi­nami roz­ma­wiali z rodziną i przy­ja­ciółmi przez tele­fon).

Sądzimy, że jest oczy­wi­ste, jakie poważne kon­se­kwen­cje nie­sie ze sobą sytu­acja, kiedy osoby, od któ­rych ocze­ku­jemy miło­ści i opieki, krzyw­dzą nas lub poni­żają. Taka dwo­istość pod­waża w nas ele­men­tarne poczu­cie toż­sa­mo­ści i odbiera zaufa­nie do wła­snych instynk­tów. Słab­nie poczu­cie bez­pie­czeń­stwa i sta­bi­li­za­cji. Jeśli więc masz dziecko z zabu­rzo­nym poczu­ciem więzi (jak to bywa w przy­padku adop­cji, rodziny zastęp­czej, po roz­wo­dzie lub nad­uży­ciach), pomoc pro­fe­sjo­na­li­sty jest na ogół przy­datna, a nie­kiedy wyraź­nie wska­zana.

Z tej książki dowiesz się, jak poma­gać dzie­ciom w prze­trwa­niu nie­po­myśl­nych zda­rzeń bez nie­po­trzeb­nego roz­stroju psy­chicz­nego – tak jak to czy­nią zwie­rzęta! Wie­dza, którą zdo­bę­dziesz, pozwoli ci wyzbyć się lęku przed doświad­cza­niem tych mimo­wol­nych reak­cji. Czy jesteś rodzi­cem, nauczy­cie­lem, doradcą psy­cho­lo­gicz­nym, czy pie­lę­gniarką – dowiesz się, jak za pomocą zabaw, gier, zajęć pla­stycz­nych i innych rodza­jów aktyw­no­ści możesz pomóc dzie­ciom w rodzaju Jacka i Henry’ego. Znaj­dziesz tutaj rów­nież pro­ste rymo­wanki odwo­łu­jące się do moty­wów zwie­rzę­cych (w roz­dziale 5). Ponie­waż zwie­rzęta nie oce­niają, lecz dzia­łają instynk­tow­nie, może to być silne narzę­dzie poma­ga­jące dziecku w się­ga­niu do wła­snego, wewnętrz­nego pro­cesu ozdro­wień­czego.

Zamiesz­czamy w książce wiele zaczerp­nię­tych z praw­dzi­wego życia przy­kła­dów poka­zu­ją­cych, jak można wspie­rać dzieci w pro­ce­sie powrotu do normy po prze­ra­ża­ją­cych i przy­tła­cza­ją­cych prze­ży­ciach. Mimo że wiele z nich pocho­dzi z pry­wat­nych sesji tera­peu­tycz­nych, a inne z prak­tyki porad­nic­twa psy­cho­lo­gicz­nego w szko­łach, pod­sta­wowe wykła­dane przez nas zasady mają słu­żyć jako „zestaw pierw­szej pomocy emo­cjo­nal­nej” dla tro­skli­wych opie­ku­nów. Książka jest adre­so­wana do tera­peu­tów oraz rodzi­ców i innych osób opie­ku­ją­cych się dziećmi, takich jak per­so­nel medyczny. Ma im pomóc w roz­po­zna­wa­niu oznak traumy i poka­zać im pro­ste spo­soby osła­bie­nia jej symp­to­mów lub zapo­bie­ga­nia im po szo­ku­ją­cym zda­rze­niu. Jak już jed­nak wspo­mnie­li­śmy, są sytu­acje, w któ­rych pomoc spe­cja­li­sty jest wysoce wska­zana.

Rozdział drugi. Zakres traumy – jej źródła od pospolitych do nadzwyczajnych

Roz­dział drugi

Zakres traumy – jej źró­dła od pospo­li­tych do nad­zwy­czaj­nych

Wciąż i wciąż pada deszcz…

Jak łzy z nieba… jak łzy z nieba.

Wciąż i wciąż mówi nam deszcz,

Jak bar­dzo jeste­śmy deli­katni… jak bar­dzo jeste­śmy deli­katni…

Fra­gile, pio­senka Stinga

Zaj­miemy się teraz czyn­ni­kami wyzwa­la­ją­cymi traumę: cza­sem łatwo zauwa­żal­nymi, wręcz nama­cal­nymi, kiedy indziej nie­rzu­ca­ją­cymi się w oczy. Więk­szość ludzi, nawet pro­fe­sjo­na­li­stów, prze­waż­nie prze­ga­pia te pospo­lite wyzwa­la­cze traumy. Nasze przy­kłady rzucą świa­tło na zna­cze­nie dzia­łań poma­ga­ją­cych mło­dym ludziom prze­trwać zarówno codzienne nie­przy­jem­no­ści, jak i zda­rze­nia nad­zwy­czajne.

Wielu rodzi­ców i zawo­dow­ców defi­niuje traumę jako nie­ocze­ki­wane, okropne prze­ży­cie, zda­rza­jące się rzadko i doty­ka­jące tylko nie­licz­nych, pecho­wych jed­no­stek. My, auto­rzy, odwa­żymy się powie­dzieć, że nikt nie jest w sta­nie cał­ko­wi­cie unik­nąć w całym swoim życiu dłu­giego cie­nia traumy, w tym czy innym cza­sie, o więk­szym czy mniej­szym natę­że­niu. A ci, któ­rzy doznali traumy w okre­sie szcze­gól­nej podat­no­ści, czyli we wcze­snym dzie­ciń­stwie, do końca życia dźwi­gają brze­mię jej następstw, prze­sła­nia­jące ciemną chmurą ich codzienną egzy­sten­cję.

Pewne zda­rze­nia są trudne do znie­sie­nia pra­wie dla każ­dego dziecka. Należą do nich kon­takt z prze­mocą, napad rabun­kowy, prze­śla­do­wa­nie w szkole, porwa­nie, nad­uży­cia fizyczne i sek­su­alne. Nie­stety, o wiele za dużo dzieci ma do czy­nie­nia z takimi sytu­acjami. Inne wypadki w oczach osoby doro­słej nie wydają się trau­ma­tyczne. A jed­nak na dziecko takie „pospo­lite” zda­rze­nia mogą wywrzeć dłu­go­trwały wpływ.

Powszechne przyczyny dziecięcej traumy

Naj­po­spo­lit­sze źró­dła trau­ma­tycz­nych reak­cji dzieci, takie jak upadki, wypadki samo­cho­dowe i inwa­zyjne zabiegi medyczne, zda­rzają się na tyle powszech­nie, że rzadko uświa­da­miamy sobie zwią­zek póź­niej­szych obja­wów z wcze­śniej­szym zda­rze­niem. Czę­sto zresztą nie pozo­sta­wiają po sobie trwa­łych nie­po­żą­da­nych skut­ków. Skoro tak, to ni­gdy nie jest praw­dziw­sze powie­dze­nie „lepiej zapo­bie­gać, niż leczyć” niż w sytu­acji, gdy do przy­krego zda­rze­nia już doszło. Jak dowiesz się z czę­ści II książki, zapo­bie­ga­nie złym skut­kom prze­ra­ża­ją­cych doświad­czeń jest nie­raz pro­stą sprawą. Aby wyro­bić sobie lep­sze wyobra­że­nie o tym, jaki szko­dliwy wpływ na dziecko mogą mieć codzienne zda­rze­nia, przyj­rzyjmy się kilku typo­wym sytu­acjom, jakie mogą przy­tra­fić się dzie­ciom.

Znane nam przykłady

Wcho­dząc w świat pię­ciorga róż­nych dzieci, zyskamy głęb­szy wgląd w zakres traumy, któ­rej może doświad­czyć czło­wiek w każ­dym wieku. Jedna lub dwie z tych sytu­acji może nawet wydać się zna­joma. Po zapo­zna­niu się z przed­sta­wio­nymi dyle­ma­tami mło­dych ludzi sta­nie się jasne pocho­dze­nie ich nie­przy­jem­nych symp­to­mów.

Lisa zawsze pła­cze histe­rycz­nie, gdy rodzina wsiada do samo­chodu.

Car­los, cho­ro­bli­wie nie­śmiały pięt­na­sto­la­tek, stale waga­ruje. „Nie chcę się cią­gle bać – mówi. – Chcę po pro­stu czuć się nor­mal­nie”.

Uczen­nica dru­giej klasy Sarah sumien­nie uczęsz­cza co rano do szkoły. Nie­zmien­nie o godzi­nie 11.00 jest już w gabi­ne­cie szkol­nej pie­lę­gniarki, skar­żąc się na ból brzu­cha, cho­ciaż nie stwier­dzono żad­nych medycz­nych powo­dów takich obja­wów.

Cur­tis, powszech­nie lubiany, sym­pa­tyczny uczeń szkoły śred­niej, mówi matce, że ma ochotę kogoś kop­nąć – wszystko jedno kogo! Dwa tygo­dnie póź­niej zaczyna zacho­wy­wać się agre­syw­nie wobec swo­jego młod­szego brata.

Rodzice trzy­let­niego Kevina mar­twią się jego „auty­stycz­nymi” zaba­wami. Stale kła­dzie się na pod­ło­dze, sztyw­nieje, uda­jąc mar­twego, po czym powoli „powraca do życia”, mam­ro­cząc: „Ratuj­cie mnie… ratuj­cie mnie!”.

Co mają ze sobą wspól­nego ci wszy­scy mło­dzi ludzie? Skąd się wzięły drę­czące ich objawy? Czy z cza­sem zanikną, czy też się nasilą? Aby udzie­lić na te pyta­nia odpo­wie­dzi na uży­tek zain­te­re­so­wa­nych osób – nauczy­cieli, leka­rzy i rodzi­ców – przyj­rzyjmy się przy­czy­nom ich pro­ble­mów.

Zaczniemy od histe­rycz­nie pła­czą­cej Lisy. Kiedy miała trzy lata i jechała samo­cho­dem przy­pięta do fote­lika, w ich auto ude­rzył z tyłu inny pojazd. Ani ona, ani sie­dząca za kie­row­nicą matka nie odnio­sły żad­nych obra­żeń. W grun­cie rze­czy ich samo­chód był tylko lekko uszko­dzony i cały wypa­dek zakwa­li­fi­ko­wano jako „drobną stłuczkę”. Pła­czów Lisy nie powią­zano z tym zda­rze­niem, ponie­waż była to reak­cja opóź­niona. Minęło kilka tygo­dni, zanim ujaw­nił się para­li­żu­jący efekt koli­zji. Pier­wotne objawy wyci­sze­nia i gor­szego ape­tytu zmie­niły się w łzy prze­ra­że­nia przy zbli­ża­niu się do rodzin­nego samo­chodu.

Lisa prze­żyła jed­no­ra­zowy incy­dent, nato­miast „urazy” Car­losa potę­go­wały się z cza­sem. Przez ponad pięć lat był fizycz­nie poni­żany przez swo­jego zabu­rzo­nego emo­cjo­nal­nie, dora­sta­ją­cego brata przy­rod­niego. Nikt nie inter­we­nio­wał. Żaden z obec­nych w domu doro­słych nie dostrzegł w tym niczego wię­cej niż „nor­malny” kon­flikt mię­dzy rodzeń­stwem. Car­los był ster­ro­ry­zo­wany nie tylko przez brata, lecz także przez lęk, że rodzice będą mieli mu za złe brak empa­tii dla cho­rego psy­chicz­nie członka rodziny. Pró­bo­wał zwie­rzyć się ze swych kło­po­tów matce, ale został zlek­ce­wa­żony. Usły­szał, że powi­nien być bar­dziej tole­ran­cyjny.

Jego cier­pie­nia czy pro­ble­mów nie dostrzegł nikt poza star­szą sio­strą, która sama prze­ży­wała sytu­ację rodzinną. Nawia­sem mówiąc, Car­los stale marzył, że zosta­nie zawo­do­wym zapa­śni­kiem, a nie miał dość siły i pew­no­ści sie­bie, by codzien­nie wsta­wać z łóżka i cho­dzić do szkoły, nie mówiąc już o przy­na­leż­no­ści do jakiejś szkol­nej dru­żyny spor­to­wej. Dopiero kiedy zdra­dził się z zamia­rami samo­bój­czymi, jego rodzice w końcu zauwa­żyli, jaki dogłęb­nie szko­dliwy wpływ wywie­rało na ich syna powta­rza­jące się prze­śla­do­wa­nie fizyczne i emo­cjo­nalne.

Kolejna młoda osoba wymie­niona powy­żej to Sarah, która była pod­eks­cy­to­wana na myśl o roz­po­czę­ciu nauki w dru­giej kla­sie. Zaraz po wycieczce do skle­pów w celu naby­cia nowiut­kich stro­jów szkol­nych nagle i nie­ocze­ki­wa­nie dowie­działa się, że jej rodzice się roz­wo­dzą i ojciec wypro­wa­dzi się z domu w ciągu dwóch tygo­dni! Jej entu­zjazm dla szkoły połą­czył się ze smut­kiem i stra­chem, zaci­ska­jąc jej wnętrz­no­ści w cia­sny węzeł. Nic dziw­nego, że stała się naj­częst­szym gościem szkol­nej pie­lę­gniarki!

Pew­nego dnia w ocze­ki­wa­niu na szkolny auto­bus Cur­tis był świad­kiem ulicz­nej strze­la­niny i widział jej śmier­telną ofiarę leżącą na pobo­czu. Na przy­stanku stał z grupką rówie­śni­ków i wszy­scy po przy­jeź­dzie do szkoły otrzy­mali pomoc psy­cho­lo­giczną. Jed­nak pomimo upływu kolej­nych dni Cur­tis wciąż był nie­spo­kojny i pobu­dzony.

Ostatni przy­kład to Kevin. Przy­szedł na świat w wyniku doko­na­nego w kry­tycz­nej sytu­acji cesar­skiego cię­cia i w ciągu pierw­szych dwu­dzie­stu czte­rech godzin po naro­dzi­nach prze­szedł ratu­jącą życie ope­ra­cję chi­rur­giczną. Uro­dził się bowiem z ano­ma­liami w jeli­tach i ukła­dzie wydal­ni­czym wyma­ga­ją­cymi natych­mia­sto­wej inter­wen­cji. Takie pro­ce­dury są czę­sto nie­zbędne i umoż­li­wiają nor­malne życie. W chwili ulgi i rado­ści z powodu uda­nego zabiegu łatwo prze­ga­pić fakt, że może on jed­no­cze­śnie sta­no­wić dla dziecka traumę, któ­rej skutki w emo­cjach i zacho­wa­niu będą cią­gnęły się długo po zabliź­nie­niu się ran poope­ra­cyj­nych.

Poza wspo­mnianą strze­la­niną i poważną ope­ra­cją Kevina przed­sta­wione sytu­acje nie wydają się czymś nad­zwy­czaj­nym. Cho­ciaż każdy przy­pa­dek był zupeł­nie inny, wspólne dla wszyst­kich tych dzieci było uczu­cie emo­cjo­nal­nego przy­tło­cze­nia. Każde z nich było strau­ma­ty­zo­wane tym, co się zda­rzyło, ale także tym, jak prze­ży­wało to zda­rze­nie. Skąd możemy to wie­dzieć? Odpo­wiedź jest zupeł­nie pro­sta. Każde dziecko funk­cjo­no­wało w swoim życiu tak, jakby incy­dent wciąż trwał. Było na nim „zafik­so­wane” i jego ciało reago­wało na sygnał alar­mowy powstały w chwili traumy. Cho­ciaż świa­do­mie nie wią­zały tego ze wspo­mnie­niem zda­rze­nia, ich zacho­wa­nia i dole­gli­wo­ści fizyczne zdra­dzały toczącą się walkę z wewnętrz­nym zamę­tem.

Mamy nadzieję, że powyż­sze przy­kłady dają wyobra­że­nie, jak sze­roki jest zakres powsze­dnich sytu­acji, które mogą być dla dzieci emo­cjo­nal­nie przy­tła­cza­jące. Aby­śmy lepiej uświa­do­mili sobie róż­no­rod­ność tych „wyzwa­la­czy traumy”, próbki poten­cjal­nych przy­czyn podzie­limy w poniż­szym omó­wie­niu na pięć kate­go­rii. Nie­które z nich są oczy­wi­ste, inne mogą być zaska­ku­jące. Są to: (1) nie­szczę­śliwe wypadki, (2) pro­ce­dury medyczne, (3) akty prze­mocy i napa­ści, (4) utrata bli­skich i żałoba, (5) stre­su­jące czyn­niki śro­do­wi­skowe. W dal­szym ciągu książki zapre­zen­tu­jemy kon­kretne przy­kłady róż­nych sytu­acji z każ­dej kate­go­rii i zapro­po­nu­jemy spo­soby udzie­la­nia pierw­szej pomocy.

Nieszczęśliwe wypadki

Upa­dek jest sta­łym zja­wi­skiem, kiedy nie­mowlę zaczyna cho­dzić, zma­ga­jąc się począt­kowo z bez­li­to­sną siłą gra­wi­ta­cji. Nauka poru­sza­nia się na nie­sta­bil­nych, chwiej­nych nogach jest nie­ma­łym wyzwa­niem. Na ogół nie­wiel­kie upadki są nie­szko­dliwe zarówno fizycz­nie, jak i emo­cjo­nal­nie. Takie wyra­bia­nie zdol­no­ści moto­rycz­nych metodą prób i błę­dów pomaga dziecku zyskać nowe umie­jęt­no­ści i pew­ność sie­bie. Nie­kiedy jed­nak w chwili nie­uwagi star­szych małe dzieci spa­dają ze scho­dów czy z wyso­kiego krze­sełka albo wypa­dają z łóżeczka. W takich sytu­acjach bar­dziej praw­do­po­dobne są fizyczne i emo­cjo­nalne następ­stwa.

Ostrzeżenie

U nie­mow­ląt i małych dzieci cią­gły płacz, chwiej­ność ruchów i stałe pobu­dze­nie mogą być symp­to­mami wstrząsu mózgu. Inne moż­liwe sygnały to zmiana rodzaju zabawy, utrata zain­te­re­so­wa­nia ulu­bio­nymi zabaw­kami lub przy­sma­kami, zabu­rze­nia rów­no­wagi, zanik świeżo naby­tych umie­jęt­no­ści, takich jak korzy­sta­nie z toa­lety, cho­dze­nie lub mowa. Cho­ciaż jak naj­bar­dziej mogą to wszystko być oznaki traumy, nie można wyklu­czyć wstrząsu mózgu. Jeśli zauwa­żysz, że któ­ryś z tych obja­wów wystę­puje trwale albo się nasila, a głowa dziecka mogła ulec ura­zowi, konieczne jest moż­li­wie szyb­kie uzy­ska­nie pomocy medycz­nej.

Kiedy dziecko pod­ro­śnie, zaczyna mieć ochotę na spraw­dza­nie swo­ich moż­li­wo­ści w spo­rcie, tańcu czy gim­na­styce. Ponie­waż nie chce wobec rodzi­ców i rówie­śni­ków oka­zy­wać sła­bo­ści, czę­sto będzie tłu­mić płacz. Takiej „zucho­wa­to­ści” czę­sto towa­rzy­szą objawy emo­cjo­nal­nego lub fizjo­lo­gicz­nego stresu. Inne czę­ste zda­rze­nie w życiu dzieci to udział w wypadku dro­go­wym, jak w przy­padku małej Lisy.

Kolejne poten­cjal­nie zna­czące zda­rze­nie w życiu dzieci w każ­dym wieku to topie­nie się. Może to się zda­rzyć w wan­nie, base­nie pły­wac­kim, wiej­skim sta­wie, jezio­rze czy morzu. Rodzice, któ­rzy na chwilę odwró­cili wzrok, mogą stwier­dzić, że ich dziecko krztusi się wodą albo, co gor­sza, nagle znik­nęło pod jej powierzch­nią. Star­sze dzieci i nasto­latki mogą być wcią­gnięte przez mor­ski prąd wsteczny lub sko­tło­wane przez falę. Topie­nie się wiąże się z bra­kiem odde­chu, co jest uczu­ciem prze­ra­ża­ją­cym. Dziecko może rów­nież mieć wra­że­nie, że się dusi, kiedy zaplą­cze się w pościeli, jest przy­wa­lone przez poduszki, straci chwi­lowo dech na sku­tek upadku, zwie­rzę domowe położy mu się na piersi, a także przy bru­tal­nej zaba­wie ze star­szym rodzeń­stwem, przy agre­syw­nym łasko­ta­niu, przy medycz­nej intu­ba­cji blo­ku­ją­cej drogi odde­chowe.

RODZAJE WYPAD­KÓW

Upadki (ze scho­dów, łóżek, wyso­kich krze­seł).Urazy zwią­zane ze spor­tem (przy grach zespo­ło­wych, jeź­dzie na rowe­rze, desko­rolce, nar­tach itp.).Wypadki samo­cho­dowe (nawet przy nie­wiel­kiej pręd­ko­ści).Topie­nie się i dusze­nie.

Procedury medyczne

Ta kate­go­ria jest praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej lek­ce­wa­żona, a poten­cjal­nie stwa­rza pro­blemy, zwłasz­cza gdy idzie o nowo­cze­sne tech­niki rato­wa­nia życia, jak to widzie­li­śmy w przy­padku Kevina, ope­ro­wa­nego bez­po­śred­nio po naro­dzi­nach. Te trau­ma­tyczne skutki wydają się nie­od­łączne od hospi­ta­li­za­cji i inwa­zyj­nych pro­ce­dur medycz­nych. Praw­do­po­do­bień­stwo traumy jest więk­sze, kiedy dziecko jest odse­pa­ro­wane od rodzi­ców, wystra­szone, ma ogra­ni­czoną swo­bodę ruchu i jest nie­przy­go­to­wane na to, co będzie się z nim robić.

Dok­tor David Levy, psy­chia­tra i badacz, odno­to­wał w swo­ich obser­wa­cjach (1944), że objawy wystę­pu­jące u dzieci hospi­ta­li­zo­wa­nych dla prze­pro­wa­dze­nia „ruty­no­wych” zabie­gów medycz­nych nie­wiele odbie­gają od prze­ja­wia­nych przez żoł­nie­rzy cier­pią­cych na „szok pola walki”, powra­ca­ją­cych z fron­tów dru­giej wojny świa­to­wej w Afryce Pół­noc­nej i Euro­pie!1 Nowo­cze­sne inwa­zyjne pro­ce­dury medyczne są wciąż powszech­nie nie­do­ce­nia­nym źró­dłem traumy. Współ­cze­sna medy­cyna, posłu­gu­jąca się coraz bar­dziej wyra­fi­no­waną tech­niką w rodzaju ultra­so­no­gra­fii czy obra­zo­wa­nia mózgu, stwa­rza wię­cej oka­zji do stre­su­ją­cych zabie­gów uwa­ża­nych za ruty­nowe. Przed pod­ję­ciem testów i lecze­nia dzieci należy odpo­wied­nio przy­go­to­wać i zapew­nić im wspar­cie, żeby nowo­cze­sna tech­no­lo­gia nie przy­nio­sła im więk­szych szkód niż korzy­ści.

ZAGAD­NIE­NIA MEDYCZNE

Typowe pro­ce­dury medyczne (zakła­da­nie szwów, zastrzyki, kro­plówki, bada­nia).Zabiegi sto­ma­to­lo­giczne.Nie­bez­pieczne dla życia cho­roby, wysoka gorączka.Dłu­go­trwałe ogra­ni­cze­nie ruchów (opa­trunki gip­sowe, łubki, wyciąg).Zatru­cia.Zabu­rze­nia pło­dowe i kom­pli­ka­cje przy poro­dzie (pępo­wina owi­nięta wokół szyi, znie­czu­le­nie, alko­hol i nar­ko­tyki pod­czas ciąży itp.).

Akty przemocy i napaści

Nad­uży­ciom fizycz­nym i sek­su­al­nym, podob­nie jak skut­kom wojny, spe­cja­li­ści i dzien­ni­ka­rze zaczęli poświę­cać wię­cej uwagi wraz z roz­wo­jem ruchów kobie­cych w latach 70. XX wieku po powro­cie wete­ra­nów wojny wiet­nam­skiej. Wciąż jed­nak wielu rodzi­ców nie uświa­da­mia sobie, jak powszech­nie dzieci padają ofiarą napa­ści, czę­sto we wła­snym domu lub sąsiedz­twie. W tej książce chcemy poka­zać, jak roz­po­zna­wać u dzieci symp­tomy takiej traumy i jak z nimi o tym roz­ma­wiać, żeby zmi­ni­ma­li­zo­wać nie­bez­pie­czeń­stwo wik­ty­mi­za­cji.

Czę­sto lek­ce­wa­żoną pod­ka­te­go­rią aktów prze­mocy jest ich obser­wo­wa­nie. Współ­cze­sne dzieci są „poko­le­niem M” (gdzie M ozna­cza media elek­tro­niczne). Czy to się im podoba, czy nie, są bom­bar­do­wane obra­zami prze­mocy w grach wideo, tele­wi­zji, kom­pu­te­rach i muzyce. Jed­no­cze­śnie mogą odbie­rać wiele prze­ka­zów z róż­nych źró­deł. Dla rodzi­ców litera M powinna ozna­czać „moni­to­ro­wa­nie” tego, co dzieci oglą­dają i czego słu­chają. Oczy­wi­ście kiedy są star­sze, taka kon­trola staje się prak­tycz­nie nie­moż­liwa. Nie­zbędne jest jed­nak pod­trzy­my­wa­nie z nasto­lat­kami otwar­tego dia­logu w spra­wie obra­zów prze­mocy.

AKTY PRZE­MOCY I NAPA­ŚCI

Prze­śla­do­wa­nie przez rówie­śni­ków (w szkole, sąsiedz­twie, wśród rodzeń­stwa).Ataki zwie­rząt (psów, jado­wi­tych węży).Prze­moc domowa.Oglą­da­nie aktów prze­mocy (oso­bi­ście lub w grach wideo i tele­wi­zji).Nad­uży­cia fizyczne i sek­su­alne, zanie­dby­wa­nie.Wojna, depor­ta­cja i ich mię­dzy­po­ko­le­niowe skutki.Zagro­że­nie ata­kiem ter­ro­ry­stycz­nym.Porwa­nie.

Utrata

Żadne dziecko nie może unik­nąć utraty. Nie­uchron­nie umiera ktoś z człon­ków rodziny albo ulu­bione zwie­rzę domowe. Roz­wody doty­kają w przy­bli­że­niu połowy wszyst­kich rodzin w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Możesz jed­nak zro­bić wiele, by pomóc dziecku w radze­niu sobie z tymi zda­rze­niami. W książce omó­wimy ważne róż­nice mię­dzy szo­kiem a żałobą i pora­dzimy, jak postę­po­wać z mło­dymi ludźmi na obu tych eta­pach.

UTRATA

Roz­wód.Śmierć bli­skiej osoby lub zwie­rzę­cia.Roz­sta­nie.Zagu­bie­nie się (w cen­trum han­dlo­wym lub oko­licy).Strata majątku (domu lub rucho­mego dobytku w wyniku kata­strofy lub kra­dzieży).

Czynniki środowiskowe

Po tsu­nami na Oce­anie Indyj­skim oraz hura­ga­nach Katrina i Rita nisz­czący wpływ kata­strof natu­ral­nych stał się dla nas wszyst­kich oczy­wi­sto­ścią. Inne stre­so­genne czyn­niki śro­do­wi­skowe, jak gło­śny hałas i skrajne tem­pe­ra­tury, które mogą być tole­ro­wane (choć bez przy­jem­no­ści) przez star­sze dzieci i doro­słych, potra­fią powo­do­wać symp­tomy traumy u naj­młod­szych, któ­rzy nie nauczyli się jesz­cze samo­re­gu­la­cji i scho­dze­nia ze szko­dli­wych ście­żek. Roz­grzane wnę­trze samo­chodu lub prze­raź­liwe zimno w pokoju może być dla bar­dzo małego dziecka doświad­cze­niem bli­skim śmierci.

STRE­SORY ŚRO­DO­WI­SKOWE

Skrajne tem­pe­ra­tury.Kata­strofy natu­ralne (pożary, trzę­sie­nia ziemi, powo­dzie, tor­nada, hura­gany, wybu­chy wul­ka­nów, tsu­nami).Nagłe gło­śne dźwięki w przy­padku nie­mow­ląt i naj­młod­szych dzieci (odgłosy kłótni lub prze­mocy, ude­rze­nia pio­ru­nów, zwłasz­cza gdy dziecko jest samo).

Trzeba jed­nak pamię­tać, że jeśli któ­raś z tych rze­czy przy­da­rzy się two­jemu lub innemu zna­nemu ci dziecku, nie musi to od razu zna­czyć, że ule­gnie ono trau­mie. Kilka minut poświę­co­nych dziecku z wyko­rzy­sta­niem narzę­dzi pierw­szej pomocy przed­sta­wio­nych w czę­ści II książki zmi­ni­ma­li­zuje praw­do­po­do­bień­stwo trwa­łych następstw. Pierw­sza pomoc w przy­padku traumy może rów­nież spra­wić, że dziecko sta­nie się bar­dziej odporne na nie­uchronne stresy, nie­jako „zaszcze­pione anty­stre­sowo” na całe życie.

Znany nam już Cur­tis, mimo­wolny świa­dek ulicz­nej strze­la­niny, to dosko­nały przy­kład tego, jak nie­wiel­kie wspar­cie osoby doro­słej może w znacz­nym stop­niu zła­go­dzić ostry roz­strój psy­chiczny. Po otrzy­ma­niu pierw­szej pomocy psy­cho­lo­gicz­nej jego prze­wle­kłe dole­gli­wo­ści ustą­piły w ciągu jed­nej nocy. Szczę­śli­wie bystry psy­cho­log szkolny zauwa­żył jego rosnącą draż­li­wość i nie­ty­pową dla niego skłon­ność do wda­wa­nia się w bójki. Po jed­nej sesji, która wydo­była chłopca z szoku i przy­wró­ciła mu wiarę we wła­sne mecha­ni­zmy obronne, pro­blemy Cur­tisa zni­kły. Przy powtór­nym bada­niu po kilku mie­sią­cach na­dal nie wyka­zy­wał żad­nych symp­to­mów traumy. W roz­dziale 12, w któ­rym będą omó­wione dzia­ła­nia poma­ga­jące strau­ma­ty­zo­wa­nym uczniom upo­rać się z kry­zy­sem, przyj­rzymy się bli­żej, w jaki spo­sób wspie­rano Cur­tisa, by roz­ła­do­wać jego „bojową” ener­gię, która zagnieź­dziła się w jego ciele, kiedy był nie­win­nym świad­kiem okrut­nej napa­ści.

Oczywiste źródła traumy w dzieciństwie

Nie­stety, nie da się powie­dzieć, że oczy­wi­ste i dra­styczne źró­dła traumy wystę­pują dużo rza­dziej niż „pospo­lite” upadki, ska­le­cze­nia, roz­sta­nia i cho­roby, sta­no­wiące nor­malny skład­nik dora­sta­nia. Prze­moc fizyczna, sek­su­alna lub emo­cjo­nalna jest zja­wi­skiem powszech­nym. Naj­licz­niej­sze i naj­bar­dziej dewa­stu­jące źró­dła traumy znaj­du­jemy zwy­kle w kręgu rodzin­nym lub wśród innych dobrze zna­nych dziecku doro­słych. Kiedy dziecko doznaje fizycz­nej lub sek­su­al­nej krzywdy z rąk kogoś, z kim czuło się bez­piecz­nie, członka rodziny, sąsiada, nauczy­ciela czy duchow­nego, samo połą­cze­nie poczu­cia zdrady, naru­sze­nia intym­no­ści i dodat­kowo wstydu może być przy­gnia­ta­jące. Ze względu na tę zło­żo­ność zagad­nie­nia sprawą naj­wyż­szej wagi jest odwo­ła­nie się do pro­fe­sjo­nal­nej pomocy. Po lek­tu­rze tej książki będziesz lepiej rozu­miał, w jaki spo­sób i z jakich powo­dów twoje dziecko może doznać traumy i jak można mu wtedy pomóc. Nie zastąpi to jed­nak facho­wego dzie­cię­cego tera­peuty, wyspe­cja­li­zo­wa­nego w postę­po­wa­niu z ofia­rami nad­użyć.

Szokująca powszechność przemocy w rodzinie i społeczności lokalnej

To smutne, ale jak poka­zują bada­nia dr. Bruce’a Perry’ego i innych2, miliony dzieci padają ofiarą prze­mocy w domu rodzin­nym, w sąsiedz­twie lub w szkole. Stwier­dzono, że wła­sny dom jest w Ame­ryce miej­scem peł­nym prze­mocy3. W 1995 roku FBI podało, że do 27 pro­cent wszyst­kich prze­stępstw zwią­za­nych z prze­mocą docho­dzi w kręgu rodziny, a za 48 pro­cent odpo­wia­dają zna­jomi, przy czym prze­moc ma miej­sce w domu4. Jeśli dziecko nie jest ofiarą prze­stęp­stwa, to czę­sto bywa jego świad­kiem.

Oce­nia się, że ujaw­nia­nych jest mniej niż 5 pro­cent przy­pad­ków domo­wej prze­mocy. A prze­cież nad­uży­cia, do któ­rych docho­dzi w domu, wśród bli­skich – któ­rych ofiarą pada współ­mał­żo­nek lub dziecko – sta­no­wią więk­szość przy­pad­ków fizycz­nej i emo­cjo­nal­nej prze­mocy, jakiej doznają mło­dzi ludzie. Bywa, że dziecko jest bez­po­śred­nio ata­ko­wane przez rodzica lub jego/jej part­nera. Szcze­gól­nie czę­ste są fizyczne, sek­su­alne i emo­cjo­nalne nad­uży­cia popeł­niane przez ojczyma lub maco­chę. Dzieci bywają poni­żane i trak­to­wane jak „wła­sność”, grozi im się porzu­ce­niem. Rów­nie dewa­stu­jące jest obser­wo­wa­nie aktów prze­mocy. Dziecko, które z prze­ra­że­niem sły­szy lub widzi bru­tal­nie zacho­wu­ją­cego się rodzica, brata lub dziadka, czę­sto czuje się gorzej niż osoba zaata­ko­wana. Zmro­żone przez strach i bez­radne, być może skry­wa­jące się pod sto­łem lub przy­ci­ska­jące się do ściany, usi­łuje być „nie­wi­dzialne”. W rezul­ta­cie takich sytu­acji nie­zli­czone osoby doro­słe przez całe życie boją się „być na widoku”. Aby prze­trwać zamęt panu­jący w domu rodzin­nym, muszą być malut­kie, ciche i spo­kojne.

Prze­moc dozna­wana ze strony star­szego rodzeń­stwa, w przy­padku Car­losa z ręki zabu­rzo­nego umy­słowo przy­rod­niego brata, to kolejny rodzaj nad­użyć, które dzieci muszą zno­sić czę­ściej, niż to się wydaje ich opie­ku­nom. Straus i Gel­les oce­nili, że co roku ponad 29 milio­nów dzieci w USA spo­tyka się z napa­ścią ze strony wła­snych braci lub sióstr5. Rodzice czę­sto w takich przy­pad­kach karzą obie zaan­ga­żo­wane strony lub stro­fują zaata­ko­wane dziecko za „skar­że­nie”. Rywa­li­za­cja i kon­flikty w rodzeń­stwie są nie­unik­nione, ale kiedy sil­niej­sze z dzieci czyni swoim sta­łym zwy­cza­jem krzyw­dze­nie i poni­ża­nie młod­szego lub słab­szego brata czy sio­stry, jest to pro­sta recepta na smutne kon­se­kwen­cje. Co wię­cej, mło­dzi ludzie prze­śla­dują inne dzieci nie bez powodu. Przy­czyn trzeba szu­kać w rodzi­nie i oto­cze­niu.

Ponadto w ostat­nim cza­sie gwał­tow­nie wzrósł zakres prze­mocy szkol­nej, przy­bie­ra­ją­cej postać upo­ka­rza­nia, gróźb i otwar­tej napa­ści. Oce­nia się, że w samych tylko Sta­nach Zjed­no­czo­nych ponad 250 tysięcy uczniów pada co mie­siąc ofiarą takich zacho­wań6. Pod­czas gdy naj­bar­dziej ohydna forma prze­mocy, strze­la­niny szkolne, przy­ciąga uwagę sze­ro­kich mas, czę­sto nie dostrzega się prze­wle­kłych prze­śla­do­wań, które zaszcze­piają lęk w ser­cach naszych dzieci. Są one nego­wane lub nie docie­rają do świa­do­mo­ści znę­ka­nych władz szkol­nych.

A prze­cież prze­śla­do­wa­nie w szkole jest obecne w kul­tu­rze Zachodu i Wschodu, od Fin­lan­dii po Austra­lię, Japo­nię i Chiny. Z arty­kułu Kids Hur­ting Kids (Dzieci krzyw­dzące dzieci) opu­bli­ko­wa­nego w 2001 roku w maga­zy­nie „Mothe­ring” dowia­du­jemy się, że w samych tylko Sta­nach Zjed­no­czo­nych docho­dzi do trzech milio­nów przy­pad­ków prze­śla­do­wa­nia rocz­nie i w oba­wie przed nimi co naj­mniej 160 tysięcy dzieci każ­dego dnia nie dociera do szkoły7. W Japo­nii takie prze­śla­do­wa­nie jest na tyle powszechne, że nadano mu spe­cjalną nazwę – ijime. W 1993 roku odno­to­wano w Japo­nii ponad 21,5 tysiąca tego rodzaju incy­den­tów i trzy z nich skut­ko­wały samo­bój­stwami, co wpro­wa­dziło ijime na pierw­sze strony gazet8. Z kolei w kana­dyj­skim Toronto Debra Pepler z Uni­wer­sy­tetu York zgro­ma­dziła z wyko­rzy­sta­niem mikro­fo­nów ukry­tych na tere­nie szkoły pięć­dzie­siąt dwie godziny nagrań. To, co zaob­ser­wo­wała, było pora­ża­jące: ponad czte­ry­sta udo­ku­men­to­wa­nych przy­pad­ków prze­śla­do­wa­nia. Przy czym nauczy­ciele zauwa­żyli tylko jeden na dwa­dzie­ścia pięć epi­zo­dów i tylko wtedy inter­we­nio­wali. Oce­nia się, że w śred­niej wiel­ko­ści szkole do prze­śla­do­wa­nia docho­dzi prze­cięt­nie co sie­dem minut9.

Pro­blem pogłę­bia fakt, że zda­niem wielu rodzi­ców takie sytu­acje są nor­malną czę­ścią dora­sta­nia, zwłasz­cza dla chłop­ców. Opie­ra­nie się prze­śla­do­wa­niom i podej­mo­wa­nie walki ma być jakoby rodza­jem rytu­ału przej­ścia. Cho­ciaż jed­nak kon­flikty i agre­sja są nie­od­łącz­nym ele­men­tem życia, nie powinno się tole­ro­wać prze­śla­do­wa­nia w domu rodzin­nym i na tere­nie szkoły. Prze­śla­dowcy to osobny gatu­nek. Świa­do­mie dążą do krzyw­dze­nia, upo­ka­rza­nia, spo­łecz­nej izo­la­cji lub wymu­sza­nia cze­goś na ofia­rach. To nie jest uczciwa gra. Jed­nemu z dzieci zawsze zapew­niają prze­wagę więk­szy wzrost i siła, wiek lub jakiś inny czyn­nik, jak w przy­padku Car­losa i jego zabu­rzo­nego brata. Dłu­go­fa­lowe bada­nia wyka­zały, że zarówno prze­śla­dowcy, jak i dzieci, które padają ich ofiarą, w życiu doro­słym cier­pią na jakieś dole­gli­wo­ści. Pod­czas gdy kozły ofiarne (ofiary prze­śla­do­wa­nia) są póź­niej lękliwe i wyco­fane, spraw­stwo prze­śla­do­wań prze­ra­dza się w cha­otyczne zacho­wa­nia w pracy i związ­kach, czę­ste kon­takty z wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści, alko­ho­lizm, prze­stęp­czość i zabu­rze­nia oso­bo­wo­ści. Prze­śla­dowcy czę­sto sami doznali traumy we wcze­snym dzie­ciń­stwie.

Kiedy dzie­ciom zaleca się, by „nad­sta­wiały drugi poli­czek”, „robiły dobrą minę do złej gry” lub „odgry­zały się” w sytu­acji codzien­nego ter­roru, nie sprzyja to kształ­to­wa­niu ich cha­rak­teru. Prze­ciw­nie, tracą wiarę w sie­bie i poczu­cie bez­pie­czeń­stwa, nie­zbędne do dobrego funk­cjo­no­wa­nia. Nic dziw­nego, że tak wiele dzieci cierpi na depre­sję i stany lękowe, ma trud­no­ści w nauce, prze­ja­wia nadak­tyw­ność. Alar­mu­jące są dane sta­ty­styczne, wyka­zu­jące rosnący odse­tek samo­bójstw wśród dzieci, które padły ofiarą prze­śla­do­wa­nia, poskar­żyły się na to obo­jęt­nym doro­słym, potem cier­piały w mil­cze­niu, aż w końcu wybu­chły, nie­kiedy zabie­ra­jąc ze sobą innych, jak w coraz licz­niej­szych przy­pad­kach strze­la­nin w szko­łach śred­nich.

W czę­ści II książki dowiesz się, co rodzice i spo­łecz­ność szkolna mogą zro­bić, by pomóc zarówno ofia­rom, jak i ich prze­śla­dow­com. Żaden z tych mło­dych ludzi nie pora­dzi sobie z samym sobą bez inter­wen­cji doro­słych. Spo­czywa na nas odpo­wie­dzial­ność za budo­wa­nie kul­tury bez­pie­czeń­stwa i two­rze­nie alter­na­tywy dla prze­mocy w szkole i spo­łecz­no­ści lokal­nej. Jed­nym z naj­lep­szych spo­so­bów uchro­nie­nia dzieci przed wik­ty­mi­za­cją jest wspie­ra­nie ich pew­no­ści sie­bie. Jeśli nauczymy dzieci odzy­ski­wać grunt pod nogami, rów­no­wagę psy­chiczną i poczu­cie toż­sa­mo­ści po trau­ma­tycz­nym incy­den­cie, nie będą wygod­nymi ofia­rami dla agre­sora.

Przemoc pośrednia: cień mediów

Obrazy prze­mocy są wszech­obecne. Nawet w domach wol­nych od prze­mocy dzieci są nimi bom­bar­do­wane, fascy­nują się nimi, prze­ra­żają i są nimi zaab­sor­bo­wane. Czy nam się to podoba, czy nie, istot­nym czyn­ni­kiem, który był nie­obecny jesz­cze parę dekad temu, jest szybko postę­pu­jąca rewo­lu­cja tech­no­lo­giczna. Oce­nia się, że w USA prze­ciętne dziecko spę­dza przed tele­wi­zo­rem wię­cej niż trzy godziny dzien­nie. Dok­tor Bruce Perry przy­wo­łuje opu­bli­ko­wane w 1992 roku wyniki badań Hustona i jego kole­gów, według któ­rych młody czło­wiek do ukoń­cze­nia osiem­na­stu lat zdąży obej­rzeć w tele­wi­zji 200 tysięcy aktów prze­mocy10. Cho­ciaż wciąż toczy się zaja­dła debata wokół wpływu prze­mocy w mediach na gwał­towne zacho­wa­nia dzieci, dys­po­nu­jemy licz­nymi dowo­dami na zwią­zek obra­zów prze­mocy w mediach z rosnącą liczbą prze­ja­wów agre­sji i zacho­wań anty­spo­łecz­nych, utratą wraż­li­wo­ści na prze­moc i prze­ko­na­niem, że świat jest bar­dziej nie­bez­pieczny, niż naprawdę jest – co para­dok­sal­nie zwięk­sza ilość prze­mocy!

Cho­ciaż tele­wi­zja, muzyka i filmy niosą coraz więk­szy ładu­nek prze­mocy, wydaje się, że czo­łowe miej­sce jako źró­dło prze­mocy pośred­niej zaj­mują gry wideo11. Oglą­dane przez dzieci na lap­to­pach w zaci­szu wła­snej sypialni, są trud­niej­sze do moni­to­ro­wa­nia przez rodzi­ców niż oglą­dane w gro­nie rodziny filmy tele­wi­zyjne lub kinowe. Pismo „Psy­cho­lo­gi­cal Science and Con­tem­po­rary Pedia­trics” opu­bli­ko­wało prze­gląd badań prze­pro­wa­dzo­nych w ciągu ostat­nich dwóch dekad. Auto­rzy tego arty­kułu prze­ana­li­zo­wali wyniki ponad trzy­dzie­stu prac i doszli do wnio­sku, że dane te „wyraź­nie wspie­rają hipo­tezę, iż kon­takt z peł­nymi prze­mocy grami wideo sta­nowi zdro­wotne zagro­że­nie dla dzieci i mło­dzieży”12. W 1997 roku w piśmie „Cana­dian Jour­nal of Psy­chia­try” pod­su­mo­wano tę meta­ana­lizę, stwier­dza­jąc: „Więk­szość badań poka­zuje, że dzieci naprawdę stają się bar­dziej agre­sywne pod wpły­wem gra­nia lub tylko oglą­da­nia nasy­co­nych prze­mocą gier wideo”13.

Znane są przy­padki nasto­lat­ków skie­ro­wa­nych na bada­nia z powodu agre­syw­nych zacho­wań, któ­rzy reago­wali wybu­chami wście­kło­ści wobec rodzi­ców i nauczy­cieli, kiedy ogra­ni­czano im dostęp do gier, bo „przy­ła­pano” ich na oglą­da­niu tre­ści peł­nych prze­mocy. Przy­zna­wali oni otwar­cie, że uza­leż­nili się od dresz­czu emo­cji zwią­za­nego z tymi obra­zami i do dobrego samo­po­czu­cia „potrze­bo­wali” gier. Te kli­niczne przy­padki demon­strują wkład wno­szony przez pełne prze­mocy media w kształ­to­wa­nie układu ner­wo­wego i psy­chiki naszej mło­dzieży.

Co więc możemy zro­bić? Naj­bar­dziej oczy­wi­stym dzia­ła­niem będzie zwra­ca­nie uwagi na to, co dziecko ogląda w domu i poza nim. Wspólne z nim oglą­da­nie fil­mów i gier i oma­wia­nie ich tre­ści. Ogra­ni­cza­nie dostępu do nich star­szym dzie­ciom i nasto­lat­kom, a chro­nie­nie przed nimi młod­szych. Nie­po­zo­sta­wia­nie stale włą­czo­nego tele­wi­zora. Sto­so­wa­nie narzę­dzi kon­troli rodzi­ciel­skiej w kom­pu­te­rach. Dopusz­cza­nie tylko tych gier wideo, które są odpo­wied­nie z punktu widze­nia rodziny i nie muszą być przez dziecko pota­jem­nie oglą­dane za zamknię­tymi drzwiami. Upew­nia­nie się, że wiemy, co oglą­dają dzieci. One na pewno będą pro­te­sto­wać, a nawet reago­wać wybu­chami zło­ści (zwłasz­cza jeśli już zdą­żyły się uza­leż­nić), ale kilka prac badaw­czych udo­wod­niło, że dzieci potrze­bują i nawet pra­gną naszego nad­zoru14. Poroz­ma­wiaj z rodzi­cami przy­ja­ciół swo­ich dzieci. Bierz udział w spo­łecz­no­ścio­wych spo­tka­niach poświę­co­nych edu­ka­cji i budo­wa­niu lokal­nej „kul­tury wol­nej od prze­mocy”. Jeśli wiesz lub podej­rze­wasz, że twoje dzieci mają kon­takt z prze­mo­co­wymi mediami, zwra­caj uwagę na ich mowę ciała oraz zmiany w posta­wie i zacho­wa­niu. Natych­miast reaguj. Stałe wysta­wie­nie dzieci na obrazy prze­mocy to kolejne nie­po­ko­jące źró­dło traumy i roz­sądni rodzice powinni ogra­ni­czać to do mini­mum.

Zagrożenie molestowaniem seksualnym i jego rozpowszechnienie

Nie­stety, nawet według ostroż­nych sza­cun­ków na całym świe­cie jedna na cztery osoby padła w takiej czy innej for­mie ofiarą nad­użyć sek­su­al­nych. Wśród dziew­cząt i kobiet ten odse­tek jest zna­cząco wyż­szy. Ważne są nie tyle dokładne dane sta­ty­styczne, co świa­do­mość, że miliony dzieci żyją w udręce sek­su­al­nego napa­sto­wa­nia, prze­waż­nie przez ludzi, od któ­rych mogłyby ocze­ki­wać miło­ści i opieki! Lista sek­su­al­nych dra­pież­ni­ków nie ogra­ni­cza się do rodzi­ców lub zde­pra­wo­wa­nych sąsia­dów. Obej­muje rów­nież duchow­nych, tre­ne­rów, dziad­ków i dzia­ła­czy har­cer­skich. Mari­lyn Van Der­bur, ceniona wykła­dow­czyni i autorka książki Miss Ame­rica by Day („Miss Ame­ryki na co dzień”, 2003), zesta­wia przy­gnę­bia­jące liczby dzieci gwał­co­nych przez rodzeń­stwo i wyna­ję­tych opie­ku­nów15. W isto­cie „oce­nia się, że kazi­rodz­two pomię­dzy rodzeń­stwem może być pięć razy częst­sze niż popeł­niane przez ojców”16.

Szcze­gól­nie szko­dliwe dzia­ła­nie nad­użyć sek­su­al­nych wynika z tego, że nisz­czą one naj­głęb­szy rdzeń for­mu­ją­cego się dzie­cię­cego poczu­cia toż­sa­mo­ści. Sta­no­wią tak ponurą tajem­nicę, że dziecko czuje się zmu­szone mil­czeć i żyć z nie­zno­śnym wsty­dem i poczu­ciem winy. Prze­ła­mane zostają jego naj­bar­dziej oso­bi­ste gra­nice, co znie­kształca jego wła­sny obraz. Dzieci czę­sto nie mają poczu­cia, że zro­biono im coś złego; myślą, że to one są złe.

Nad­uży­cie sek­su­alne pociąga za sobą wie­lo­ra­kie symp­tomy. Oma­wiamy je bar­dziej szcze­gó­łowo w roz­dziale 9. Tu wystar­czy powie­dzieć, że jego zna­kiem roz­po­znaw­czym jest swo­jego rodzaju wyj­ście poza ciało, co psy­cho­lo­dzy nazy­wają dyso­cja­cją. Prze­ja­wia się na różne spo­soby, od roz­tar­gnie­nia i pro­ble­mów z pamię­cią po drę­twie­nie nie­któ­rych człon­ków ciała i utratę czę­ści wspo­mnień z dzie­ciń­stwa. Czę­sto dziecko żyje jak we śnie i nic nie wydaje mu się „realne”.

Cho­ciaż dyso­cja­cja pomaga dziecku zdy­stan­so­wać się od nie­zno­śnego cier­pie­nia, pozba­wia je zara­zem zdol­no­ści do życia we wła­snym ciele, ucze­nia się i nawią­zy­wa­nia bli­skich przy­jaźni. Zostało dobrze udo­ku­men­to­wane, że dzieci wyko­rzy­sty­wane sek­su­al­nie czują się odmienne od innych i popa­dają w dobro­wolną izo­la­cję. Brak zaan­ga­żo­wa­nia w kon­takty z rówie­śni­kami w szkole pod­sta­wo­wej trwa także na wyż­szych szcze­blach edu­ka­cji. Upo­śle­dza to pro­ces roz­wo­jowy i wpływa na póź­niej­szą zdol­ność do nawią­zy­wa­nia intym­nych rela­cji sek­su­al­nych i w ogóle związ­ków mię­dzy­ludz­kich. Dzieci, które padły ofiarą nad­użyć, są o wiele bar­dziej nara­żone na nar­ko­ma­nię i roz­wią­złość sek­su­alną.

Część roz­działu 9 poświę­ci­li­śmy na porad­nik pod­po­wia­da­jący, jakich oznak wypa­try­wać u dzieci, jakie zada­wać im pyta­nia i co możesz zro­bić, by zmniej­szyć ich podat­ność na napa­ści sek­su­alne. Dowiesz się także, jak pomóc dziecku, które już padło ofiarą takiego ataku. Ponow­nie jed­nak pod­kre­ślamy, jak ważne jest zro­zu­mie­nie, że w przy­padku nad­użyć sek­su­al­nych nic nie zastąpi pomocy pro­fe­sjo­nal­nego tera­peuty wyspe­cja­li­zo­wa­nego w tego rodzaju sytu­acjach. Sko­rzy­sta­nie z rad spe­cja­li­sty może zapo­biec bar­dziej poważ­nym zwią­za­nym z mole­sto­wa­niem kon­se­kwen­cjom, które mogą roz­cią­gnąć się na dzie­się­cio­le­cia, takim jak zabu­rze­nia odży­wia­nia i zacho­wa­nia auto­de­struk­cyjne.

Trochę o dzieciach nienarodzonych, noworodkach i niemowlętach

Ludzie czę­sto mówią: „Ale prze­cież to było jesz­cze nie­mowlę, kiedy to się zda­rzyło”, albo: „Dobrze, że do tego wypadku dro­go­wego doszło, zanim się uro­dził”, co suge­ruje, że dzięki temu wpływ incy­dentu na dziecko będzie mniej­szy albo w ogóle żaden. Tego rodzaju uwagi ujaw­niają sze­roko roz­po­wszech­nione nie­po­ro­zu­mie­nia co do natury traumy. To, co zda­rzy się w okre­sie pło­do­wym i do dru­giego roku życia, wytwa­rza sche­mat wpły­wa­jący na wszyst­kie układy orga­ni­zmu, od układu immu­no­lo­gicz­nego, poprzez zdol­ność do regu­lo­wa­nia i wyra­ża­nia emo­cji, po odpor­ność układu ner­wo­wego, komu­ni­ka­cję, inte­li­gen­cję i mecha­ni­zmy ste­ru­jące takimi pod­sta­wo­wymi funk­cjami jak utrzy­ma­nie tem­pe­ra­tury ciała i wydzie­la­nie hor­mo­nów.

Wia­domo, że typową reak­cją na zagro­że­nie jest „walka lub ucieczka”. Jed­nak nie­mowlę, któ­remu żadna z tych opcji nie jest dostępna, musi reago­wać ina­czej. Nie­zdolne ucie­kać od źró­dła cha­osu, czy będzie to kon­flikt i gło­śna kłót­nia, czy otwarta prze­moc, odwo­łuje się do wielu róż­nych adap­ta­cji. Małe ciało zwija się w kłę­bek, mię­śnie sztyw­nieją, prze­wód pokar­mowy kur­czy, grzbiet wygina w kabłąk itd. Na koniec dziecko zapada w apa­tyczną rezy­gna­cję. Co gor­sza, rosnący mózg sku­pia się na reak­cjach umoż­li­wia­ją­cych prze­ży­cie kosz­tem roz­woju ukła­dów lim­bicz­nych i koro­wych odpo­wie­dzial­nych za modu­lo­wa­nie impul­sów i emo­cji. Mózg nie­mowlęcia staje się nad­mier­nie wyczu­lony na postrze­ga­nie nie­bez­pie­czeństw. Innymi słowy, zostaje zapro­gra­mo­wany w taki spo­sób, że poczu­cie prze­ra­że­nia i bez­rad­no­ści staje się sta­nem „nor­mal­nym”.

Takie wcze­sne ukształ­to­wa­nie przy­nosi ogromne kon­se­kwen­cje dla roz­woju emo­cjo­nal­nego i beha­wio­ral­nego dziecka, a także dla jego układu immu­no­lo­gicz­nego i gospo­darki hor­mo­nal­nej. Dłu­go­trwałe funk­cjo­no­wa­nie w stre­so­gen­nym śro­do­wi­sku pro­wa­dzi do otę­pie­nia i zamknię­cia się w sobie, gdyż strach i cier­pie­nie stają się stop­niowo nie do znie­sie­nia. W końcu two­rzy się trwa­jący całe życie wzo­rzec zacho­wa­nia, który po latach (zwy­kle kiedy dziecko roz­po­czyna naukę szkolną) jest błęd­nie dia­gno­zo­wany jako zabu­rze­nie lękowe, defi­cyt uwagi, nadak­tyw­ność, zabu­rze­nie dyso­cja­cyjne, zabu­rze­nie zacho­wa­nia lub depre­sja. Zgod­nie z bada­niami dr. Bruce’a Perry’ego, kiedy nie­mowlę lub małe dziecko doświad­cza cią­głego zagro­że­nia prze­mocą i dzieje się to wystar­cza­jąco wcze­śnie, powstaje dogodny grunt dla licz­nych pro­ble­mów z nauką i zacho­wa­niem17.

W książce Gho­sts from the Nur­sery. Tra­cing the Roots of Vio­lence