Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Niezbędny przewodnik po rozpoznawaniu, zapobieganiu i leczeniu traumy u dzieci – od niemowlęctwa po okres dojrzewania.
Co rodzice, pedagodzy i pracownicy ochrony zdrowia mogą zrobić, by skutecznie wspierać najmłodszych w obliczu traumatycznych doświadczeń? Peter A. Levine przedstawia kompleksowe i praktyczne podejście do tematu, który dotyczy znacznie większej liczby dzieci niż moglibyśmy przypuszczać.
Trauma nie jest wyłącznie skutkiem przemocy, nadużyć czy utraty bliskich. Może wynikać także z klęsk żywiołowych, wypadków, procedur medycznych, rozwodu rodziców, a nawet – pozornie błahych – codziennych zdarzeń, takich jak upadek z roweru. Autor pokazuje, w jaki sposób silne przeżycia zapisują się w ciele i układzie nerwowym dziecka, wpływając na jego emocje, zachowanie i rozwój. Nieleczona trauma może prowadzić do lęków, koszmarów sennych, depresji, dolegliwości psychosomatycznych, uzależnień, nadpobudliwości czy agresji.
Bogata w studia przypadków oraz praktyczne ćwiczenia książka ukazuje wrodzoną zdolność dzieci do radzenia sobie z traumą przy odpowiednim wsparciu oraz wyposaża dorosłych w konkretne narzędzia, które pomagają zapobiegać traumie i reagować na jej skutki.
Ta książka tworzy nowy standard, za co powinien być wdzięczny każdy, komu leży na sercu zdrowie i szczęście dzieci.
– Gabor Maté
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 606
Tytuł oryginału: Trauma Through a Child’s Eyes
Copyright © 2007, 2019 by Peter A. Levine and Maggie Kline Copyright © 2026 for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca Copyright © for the Polish translation by Paweł Luboński
All rights reserved
Redakcja: Paweł Wielopolski Korekta: Marta Tyczyńska-Lewicka, Beata Wójcik Projekt okładki i stron tytułowych: Magdalena Zawadzka Zdjęcia na okładce: © Aimee Marie Lewis/Arcangel.com Wersję elektroniczną w systemie Zecer przygotowała Róża Rozaxa
Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.
Wydanie pierwsze Warszawa 2026 ISBN 9788383829340
Dedykujemy tę książkę wszystkim dzieciom: tym, które już przyszły na świat, i tym, które dopiero mają się narodzić. Oby ich życie było choć trochę łatwiejsze, oby mniej cierpiały i dorastały wolne od cienia traumy. Oby były obdarzone odpornością, wewnętrznym spokojem i radością życia przepojonego instynktowną mądrością. To będzie dar dla nas wszystkich, bo dzieci są naszą nadzieją na przyszłość.
Peter i Maggie
Podziękowania
Od Petera A. Levine’a
Spośród moich nauczycieli żaden nie był tak ważny dla mnie jak dzieci, z którymi pracowałem na przestrzeni wielu lat. Ich odwaga, entuzjazm, spontaniczność, żywiołowość i siła ducha pokazały mi, jak dokonuje się cud uzdrowienia. Dziękuję Maggie za jej niezłomną współpracę, inspirujące partnerstwo oraz pełne pasji oddanie sprawie zdrowia i dobrostanu dzieci. Dziękuję także Lorinowi Hagerowi za pomoc w układaniu wierszyków wykorzystywanych w dalszych częściach książki oraz jedenastoletniej Julianie DoValle za opatrzenie ich ilustracjami. Chciałbym wyrazić wdzięczność Richardowi Grossingerowi, całemu personelowi wydawnictwa North Atlantic Books, a zwłaszcza Kathy Glass i Shannon Kelly za ich fachową i staranną pracę redakcyjną. Na koniec dziękuję samemu sobie za to, że umiałem zaufać swoim marzeniom i intuicjom, oraz moim rodzicom za to, że pomimo własnych problemów robili wszystko, co w ich mocy, by wspierać mój rozwój i edukację oraz rozwijać we mnie kreatywność i podsycać ciekawość światem dookoła.
Od Maggie Kline
Przede wszystkim pragnę podziękować Peterowi Levine’owi, mojemu mentorowi od 1994 roku, który nieustannie mnie inspirował i był niezawodnym przewodnikiem. Nauczył mnie ufania swojej intuicji i czerpania mądrości z własnej krynicy. Dary, jakie od niego otrzymałam, powiększone po stokroć, przekazałam dzieciom i rodzinom, którym służę pomocą, i specjalistom, których szkolę. Dziękuję moim rodzicom, Marge i Jimowi, za wszystko, co mi dali. Ojciec nauczył mnie, że praca jest innym sposobem kochania, a matka przekonała, że zostanę pisarką. Chcę również wyrazić moją wdzięczność dzielnym dzieciom, których szczerość, ciekawość, odwaga i spontaniczność tak wiele mnie nauczyły i które zgodziły się, żebym opisała ich historie dla pożytku innych. Nie mogę też pominąć ich rodziców, którzy byli gotowi uczyć się wraz z nimi.
Miałam szczęście pracować w publicznych szkołach Long Beach w Kalifornii, jednego z najbardziej zróżnicowanych etnicznie miast w naszym kraju. Czerpałam siły do pracy, obserwując, jak moi uczniowie pokonują trudności, z którymi na pozór żadne dziecko nie zdołałoby sobie poradzić. Miałam też szczęście poznać oddanych nauczycieli, doradców i dyrektorów szkół, dzięki którym moja praca była zarazem radością. Cieszę się, że mogłam wprowadzić do szkoły Beijo, mojego terapeutycznego psa, by dać pociechę nastolatkom nękanym przez przemoc gangów młodzieżowych.
Pragnę podziękować Kathy Glass, naszej redaktorce, za jej umiejętności, upór i sumienność, dzięki którym ta książka mogła zabłysnąć pełnym blaskiem. Jestem wdzięczna wielu specjalistom, których uczyłam zasad Doświadczania Somatycznego (Somatic Experiencing, SE), za ich szczery entuzjazm i mądrość wzbogacającą moje nauczanie. Dziękuję moim przyjaciołom za wsparcie i dobrą energię, a zwłaszcza Carolyn za podzielenie się ze mną historią, która pod tytułem „Siła spokoju” znalazła się na stronicach tej książki. Na szczególną wdzięczność zasługują liczni przyjaciele SE: Aleksandre Duarte, Patti Elledge i Karen Schanche, za ich bezpośredni wkład w książkę, Abi Blakeslee, Sara Petit, Melinda Maxwell-Smith i John Amadeo za wnikliwe uwagi redakcyjne. Dziękuję także osobom z oddaniem asystującym mi podczas treningów SE.
Na koniec (choć nie na ostatnim miejscu) chciałabym wyrazić głębokie uznanie mojemu synowi Jake’owi, który wymagał, bym dawała z siebie wszystko, okazywał cierpliwość i wybaczał mi pomyłki. Dzięki niemu dowiedziałam się, czego potrzebuje dziecko, i nauczyłam się, jak być lepszą matką. Jestem mu także wdzięczna za bieganie po zakupy, gotowanie i fachową pomoc podczas moich komputerowych kryzysów w trakcie pisania książki.
Przedmowa
Każdego roku ponad cztery miliony dzieci w Stanach Zjednoczonych stają w obliczu traumatycznych zdarzeń1. Ta liczba jest zresztą zaniżona i odpowiadająca rzeczywistości tylko pod warunkiem, że ograniczymy naszą definicję traumy do sytuacji niebudzących wątpliwości, takich jak nadużycia seksualne lub fizyczne, poważne obrażenia cielesne albo utrata czy śmierć bliskiej osoby. Jak pokazują Peter Levine i Maggie Kline w tej przełomowej pracy, istotą traumy nie jest zdarzenie zewnętrzne, lecz sposób, w jaki układ nerwowy dziecka sobie z nim radzi. Z prowadzonych od dziesięcioleci pionierskich prac dr. Levine’a wynika jasno, że długotrwałe negatywne następstwa są skutkiem utrwalenia i zamrożenia nieprzepracowanych emocji wzbudzonych przez nieprzyjemne zdarzenie.
Jako lekarz zajmujący się osobami uzależnionymi od narkotyków codziennie przekonuję się, że wczesne traumatyczne doświadczenia są utrwalone w mózgu i ciele człowieka i „odreagowywane” na zewnątrz w formie przemocy przeciwko innym ludziom albo „do wewnątrz” jako autodestrukcyjne myśli i zachowania. Profilaktyka oraz wnikliwe i nacechowane współczuciem postępowanie z potencjalnymi skutkami traumy są sprawami najwyższej wagi. Obecnie wiemy, że konsekwencje negatywnych doświadczeń wykraczają daleko poza złe wspomnienia czy nieświadomą negatywną dynamikę charakteru. Mogą one spowodować pozostające na całe życie zmiany w chemicznych procesach mózgu i fizjologii organizmu. Doświadczenia tego rodzaju potrafią oddziaływać nawet na nienarodzone jeszcze dziecko. Niedawne badania wykazały, że roczne dzieci kobiet, które będąc w ciąży, przeżyły szok w związku z tragedią 11 września, mają we krwi nienaturalnie wysoki poziom kortyzolu, hormonu stresu2. Liczne badania nad ludźmi i zwierzętami dowodzą, że negatywne doświadczenia u zarania życia mogą prowadzić do naruszenia równowagi elementarnych procesów chemicznych mózgu, które wpływają na nastrój i zachowanie.
„Banalne” codzienne zdarzenia, które uważamy za normalny i nieuchronny element życia, mogą być dla dziecka przeżyciem traumatycznym i im jest ono młodsze, tym mniej istotne i mniej przykre fakty wystarczają, by pozostawić po sobie traumatyczne skutki. Na przykład „niegroźny” upadek może wywołać traumę, jeśli nie pomoże się dziecku w uporaniu się z tym zdarzeniem, zwłaszcza gdy zamiast tego zawstydza się je, bo zareagowało „przesadnie”, albo przypisuje się mu „nadwrażliwość”. Również niekonieczny zabieg medyczny może mieć długofalowe negatywne następstwa, jeśli dziecko nie zostanie odpowiednio przygotowane i wsparte w jego trakcie, a jego reakcje nie bedą przyjmowane z empatią. Jak przekonująco dowodzą Levine i Kline, nasza kultura przyprawia dzieci o traumę na wiele niedostrzegalnych sposobów, od niepotrzebnie inwazyjnych procedur porodowych oraz sformalizowanych, mechanicznych praktyk wychowawczych, po procesy rozwodowe, przy których emocjonalne potrzeby dziecka giną przytłoczone wzajemnymi pretensjami rodziców.
Pozytywnym przesłaniem tej książki jest teza, iż tego rodzaju traumom można zapobiegać i chociaż same traumatyczne zdarzenia są nie do uniknięcia, można uniknąć ich negatywnego wpływu lub przynajmniej go zminimalizować. Sprawą kluczową jest to, by pozwolić dziecku na poddanie się naturalnej emocjonalnej reakcji na trudne przeżycia, a nawet zachęcać je do tego, zamiast podejmować próby kontrolowania i ograniczania tych reakcji, prawić kazania lub rzutować na dziecko własne lęki i uprzedzenia.
Podstawowy przekaz autorów brzmi, że pierwszoplanowym zadaniem rodziców jest wsłuchiwanie się we własny stan emocjonalny, gdyż tylko ich spokojna, kompetentna i opiekuńcza obecność stwarza dziecku przestrzeń do rozładowania jego napięć. To, jacy jesteśmy, jest ważniejsze od tego, co robimy. Ściślej mówiąc, to, jacy jesteśmy w obliczu nieprzyjemnej sytuacji, decyduje zarówno o formie, jak i o wpływie na dziecko tego, co zrobimy. Levine i Kline pozwalają nam uczyć się naszej roli w łagodzeniu traumy pod okiem najlepszych istniejących trenerów: naszych własnych ciał i uczuć.
Technika „uodparniania na traumę”, którą promują Levine i Kline w tej książce, jest bezcenna: rozsądna i prosta, przywiązująca wagę do szczegółów i dobrze uzasadniona. Autorzy zwracają uwagę na dostosowanie proponowanych przez nich zasad do specyficznych potrzeb dziecka na różnych etapach rozwoju, od niemowlęctwa do okresu dojrzewania.
Trauma oczami dziecka nie jest podręcznikiem akademickim – aczkolwiek mogłaby zastąpić wiele takich podręczników – ani poradnikiem radzenia sobie z traumą typu „zrób to sam”. Jest to zbiór nauk spisanych, by obudzić w dorosłych opiekujących się dziećmi, zarówno w rodzicach, jak i zawodowych pedagogach, pełne miłości zrozumienie. To także przewodnik pomagający wspierać dzieci, które bez naszego współczucia i umiejętnej interwencji mogłyby nie poradzić sobie z trudnościami – te bowiem mogą pozostawić rany na całe życie.
Nie wiem, czy można tę książkę z czymkolwiek porównać. O niektórych opracowaniach mówi się, że „przełamują skostniałe formy”. Trauma oczami dziecka tworzy nowy standard, za co powinien być wdzięczny każdy, komu leży na sercu zdrowie i szczęście dzieci.
Gabor Maté
autor książek Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od kolegów
oraz Kiedy ciało mówi nie. Koszty ukrytego stresu
Wprowadzenie
Książka ta ma być przystępnym i konkretnym przewodnikiem pomagającym w zapobieganiu dziecięcej traumie i jej leczeniu. Obejmuje podstawowe narzędzia dla rodziców, opiekunów i specjalistów z różnych dziedzin, którzy są oddani pracy z dziećmi w szkołach, szpitalach, placówkach medycznych i gabinetach terapeutów. Oprócz łatwych do przyswojenia zaleceń, które w naszej skomplikowanej rzeczywistości mogą uczynić życie łatwiejszym i bezpieczniejszym, znajdziesz tu liczne przykłady zaczerpnięte z ogromnej praktyki zawodowej autorów.
W swoich pracach dr Peter A. Levine opiera się na wiedzy z dziedziny biofizyki, psychofizjologii i psychologii. Jego nowatorskie teorie zrodziły się z wnikliwej obserwacji instynktownego zachowania dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisku. Zauważył, że posiadają one wrodzoną odporność na objawy traumy, i poświęcił kilkadziesiąt lat na rozwijanie i dopracowanie metody określanej jako Doświadczanie Somatyczne (Somatic Experiencing, SE), stworzonej na podstawie badań świata przyrody.
Wyjątkowe podejście dr. Levine’a do zagadnień traumy zostało powszechnie docenione w kraju i na świecie, zarówno w kręgach specjalistów, jak i wśród szerokiej publiczności. Jego bestsellerowa książka Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy została przetłumaczona na jedenaście języków. Opublikował również prace Uleczyć traumę. 12-stopniowy program wychodzenia z traumy, It Won’t Hurt Forever: Guiding Your Child Through Trauma oraz Sexual Healing: Transforming the Sacred Wound, dwie ostatnie jako programy audio w firmie Sounds True. Doktor Levine często występuje w roli prelegenta, wykładowcy i doradcy. Jest konsultantem The Meadows, czołowego ośrodka stacjonarnego leczenia uzależnień w Arizonie. Przewodzi obywatelskim inicjatywom na rzecz społeczności straumatyzowanych przez wojny lub katastrofy naturalne. Jego profesjonalny program szkoleniowy jest coraz bardziej popularny na całym świecie.
Maggie Kline od blisko trzydziestu lat z zaangażowaniem pomaga dzieciom w różnym wieku jako nauczyciel, psychoterapeuta i psycholog szkolny. Wiadomości uzyskane ponad dziesięć lat temu od dr. Levine’a okazały się dla niej brakującym elementem układanki, co pozwoliło jej na stworzenie łagodnej, a jednak skutecznej metody postępowania z traumą, przekraczającej bariery kulturowe, etniczne, religijne i społeczno-ekonomiczne. Maggie twórczo integruje sztukę, zabawę, poezję i literaturę z Doświadczaniem Somatycznym. Stosuje wiedzę czerpaną z SE w prywatnej praktyce, w publicznym systemie oświaty i w kontaktach z rodzicami. Oferuje również szkolenia z zakresu Doświadczania Somatycznego jako starszy pracownik stworzonej przez dr. Levine’a Fundacji Wzbogacania Człowieczeństwa (Foundation for Human Enrichment, FHE), prowadząc w niej program certyfikacji profesjonalistów. Maggie uczestniczyła w działaniach mających na celu złagodzenie traumy u mieszkańców Tajlandii po niszczącym tsunami z 2004 roku. Współpracuje z Peterem Levine’em przy jego programach szkoleniowych wydawanych przez Sounds True i wspólnie z nim napisała artykuł It Won’t Hurt Forever – Guiding Your Child Through Trauma (To nie musi boleć na zawsze – jak przeprowadzić dziecko przez traumę), który zamieszczono w magazynie „Mothering” (styczeń/luty 2002).
Bodźcem do działania jest dla Petera i Maggie serdeczne pragnienie, by złagodzić niepotrzebne cierpienie niezliczonych dzieci na całym świecie, których życiem wstrząsnęły przeżycia tak silne i przytłaczające, że nie dałaby sobie z nimi rady większość dorosłych. Rozumiejąc, że trauma rodzi przemoc, a przemoc rodzi traumę, autorzy prezentują wiedzę, przykłady oraz zasady postępowania pozwalające przerwać to błędne koło. Kiedy wewnętrzny zamęt zamienia się w spokój, dziecko może rozwinąć silne poczucie tożsamości, zyskując arenę, na której mogą być tym wszystkim, czym zechcą. W swoim wszechstronnym poradniku autorzy zachęcają czytelnika do tworzenia „opiekuńczych społeczności” stymulujących i wzmacniających naturalną dziecięcą odporność. Wzywają społeczności lokalne, szkoły, szpitale i przychodnie do zapewnienia dzieciom „szczypty prewencji”, niezbędnej, by falę rozpaczy skierować w nowym kierunku.
Książka oferuje obiecującą alternatywę dla „odreagowywania” traumy, czy to wewnętrznego w postaci stanów lękowych lub chorób, czy zewnętrznego w formie nadaktywności i agresji skierowanej przeciwko innym, które niestety są dziś dominującą reakcją na powszechną traumatyczną stymulację. Peter i Maggie zapraszają cię, byś połączył się z nimi we wspólnym marzeniu o nowej tkance społecznej, która dzięki zastosowaniu proponowanych tu narzędzi interwencji sprawi, że dzieci na całym świecie będą mogły naprawdę być dziećmi.
Strona Fundacji na rzecz Wzbogacania Człowieczeństwa: www.traumahealing.com.
Przegląd treści książki
W książce Trauma oczami dziecka przedstawiono krok po kroku zastosowanie w praktyce „pakietu pierwszej pomocy emocjonalnej” wobec dzieci po traumatycznym, przytłaczającym przeżyciu. Książka jest adresowana do szerokiego kręgu odbiorców, lecz jej poszczególne rozdziały mogą być szczególnie przydatne określonym grupom: rodzicom, pedagogom lub lekarzom.
Trauma u dziecka nie musi wynikać ze szczególnie dramatycznych doznań, takich jak nadużycia seksualne czy przemoc. Może być skutkiem zdarzeń, których następstwa są często lekceważone, na przykład niezbyt poważnych wypadków samochodowych, inwazyjnych procedur medycznych, rozwodów lub separacji rodziców, a nawet czegoś tak na pozór błahego jak upadek podczas jazdy na rowerze. Te powszechne doświadczenia bywają ignorowane jako coś zwyczajnego i nie rozważa się ich możliwych traumatycznych konsekwencji. Niezależnie od tego, jaka będzie przyczyna traumy, możemy się pocieszyć, że nie tylko jest ona uleczalna, lecz również można jej zapobiegać, stosując narzędzia opisane w tej książce.
Książka zrodziła się z pragnienia autorów, by ograniczyć niepotrzebne cierpienia dzieci dzięki stworzeniu praktycznych metod zapobiegania traumom i ich leczenia, dostępnych dla rodziców. Opierając się na blisko czterdziestu latach badań i doświadczeń, dr Levine stawia tezę, iż trauma ma podstawy fizjologiczne. Najprościej rzecz ujmując, chodzi o to, że w obliczu zagrożenia często nie ma czasu na namysł, więc nasze pierwsze reakcje są instynktowne. Rodzimy się z określonymi mechanizmami obronnymi służącymi przeżyciu. Ten punkt widzenia opiera się w znacznym stopniu na wiedzy biologicznej dr. Levine’a, ale jego szczególne podejście wynika z badań nad zachowaniem zwierząt w ich naturalnym środowisku. To zagadnienie, szczegółowo omówione w książce Obudźcie tygrysa, zostaje opisane w rozdziale pierwszym książki.
Związek między zachowaniem zwierząt a zjawiskiem traumy u ludzi Levine zauważył po raz pierwszy pod koniec lat sześćdziesiątych, kiedy obserwował przebywające na wolności zwierzęta drapieżne, stale stykające się z zagrożeniami, a rzadko doznające traumy. Dalsze badania tego zjawiska doprowadziły go do odkrycia wrodzonej zdolności zwierząt do „otrząsania się” z konsekwencji zagrażających życiu wydarzeń bez przewlekłych efektów wtórnych. Badania nad ludzkim mózgiem kazały mu zastanowić się, czy ludzie posiadają tę samą wrodzoną zdolność co zwierzęta, a jeśli tak, to z jakiego powodu z niej nie korzystają (lub ją lekceważą). Rozległa praktyka kliniczna wyraźnie wskazywała na trafność tej teorii. Doktor Levine stwierdził, że przy odpowiednim nastawieniu również istoty ludzkie mogą „otrząsać się” ze skutków potencjalnie przytłaczających przeżyć i wracać po nich do normalnego życia. Ustalił, że jeśli nie przepracowuje się takich zdarzeń, degradujące skutki traumy kumulują się z czasem i ujawniają dużo później, gdy sam nieprzyjemny incydent został już zapomniany. Zauważył też, że ta sytuacja często przejawia się jako powolna, ale systematyczna utrata poczucia sprawczości u dziecka i obniżenie jego dobrostanu. Jeśli rozumiemy fizjologiczny (a w mniejszym stopniu psychologiczny) aspekt traumy i zajmujemy się nim, negatywne zdarzenia, które zwykle osłabiają u dziecka potencjał pełni życia, możemy przekształcić w doświadczenie pozwalające zwiększyć jego odporność oraz wiarę w swoje umiejętności i możliwości.
Książka ta jest tym bardziej potrzebna, że profesjonaliści nie w pełni doceniają, a nawet lekceważą skumulowany efekt nieprzepracowanych „zwykłych” zdarzeń, który może być równie niszczący jak skutki naprawdę dramatycznych przeżyć. Oczywiście istnieje kilka publikacji dotyczących pierwszej pomocy medycznej dla dzieci, niemniej jednak żadna z nich nie poświęca uwagi pomocy „emocjonalnej” w potencjalnie traumatyzujących okolicznościach. Praca A Parent’s Guide to Medical Emergencies: First Aid for Your Child (Poradnik dla rodziców w nagłych przypadkach medycznych: pierwsza pomoc dla waszego dziecka), bestseller autorstwa Janet Zand, Rachel Walton i Boba Roundtree zawiera napisany przez dr. Levine’a rozdział zatytułowany „Understanding Childhood Trauma” (Zrozumienie traumy z dzieciństwa).
Chociaż w obiegu można znaleźć wiele książek zajmujących się emocjonalnymi reakcjami dzieci na utratę bliskich, rozwód czy osamotnienie, to brakuje podręczników, z których rodzice i profesjonaliści mogliby nauczyć się, jak w łagodny sposób przeprowadzić dziecko przez wstrząs spowodowany przez takie czy inne przytłaczające doświadczenie życiowe. Nawet publikacje dla profesjonalistów opublikowane w ciągu minionych dwóch dekad pomijają elementarny składnik fizjologiczny, co czyni prace dr. Levine’a (i tę książkę) czymś tak wyjątkowym. Leczenie ran zadanych przez traumę z fizjologicznej perspektywy przesuwa punkt ciężkości z narracji dotyczącej zdarzenia na ignorowaną wcześniej „historię” toczącą się w samym organizmie.
Wywody zawarte w książce są ilustrowane konkretnymi przykładami traumatycznych zdarzeń z codziennego życia. Omawiane są także powszechne sytuacje, które mogą mieć traumatyzujące działanie, i sposoby zapobiegania takim skutkom. Upadki, wypadki samochodowe, zabiegi chirurgiczne i dentystyczne, topienie się, nagłe rozstania (np. rozwód lub śmierć rodziców, porzucenie), katastrofy naturalne, obserwowanie aktów przemocy – wszystko to jest potencjalnie traumatyzujące dla dzieci. Aczkolwiek część tych zwyczajnych zdarzeń zazwyczaj nie owocuje traumą, troskliwi rodzice powinni dostrzegać u dziecka objawy wskazujące, że to, co mogłoby uchodzić za „drobną przykrość”, jest dla niego emocjonalnie przytłaczające. Dysponując taką wiedzą, potrafią pomóc „zagrożonemu” dziecku w przejściu przez jego własny, wrodzony proces leczenia. Książka zawiera również wyczerpujące informacje o sposobach zmniejszania podatności dzieci na napaść seksualną.
Poza opisami przypadków w książce zamieszczono również propozycje ćwiczeń, dzięki którym rodzice i dzieci mogą zdobyć własne doświadczenia w omawianej dziedzinie. Ich zadaniem jest wytworzenie u dziecka poczucia wolności i sprawczości, które rodzi się dzięki „dostrojeniu się” do własnych stanów wewnętrznych i wyczuwaniu zachodzących w nich zmian. Jeśli dorośli zrozumieją mechanizm działania wstrząsu, strachu i zahamowań, nietrudno im będzie odpowiednio pokierować dzieckiem.
Rola dorosłych przypomina pod wieloma względami plaster opatrunkowy. Plaster nie leczy rany, ale zabezpiecza ją, umożliwiając ciału posłużenie się jego naturalną mądrością. Ponieważ dzieci są wysoce wyczulone na stany emocjonalne dorosłych, ważne jest, by ci ostatni zachowali względny spokój, byli opanowani i otwarci na potrzeby swoich dzieci. W książce przedstawiono krok po kroku zasady postępowania, dzięki którym rodzice mogą być dobrym „opatrunkiem” na dziecięce rany.
Trauma oczami dziecka zawiera również ilustrowany rozdział z rymowankami, które rodzice, nauczyciele, pracownicy pomocy społecznej, pielęgniarki i inni przedstawiciele służb medycznych mogą czytać małym dzieciom. Można je wykorzystać, gdy przygotowuje się dziecko do niezbędnych zabiegów medycznych lub pomaga się mu pozbierać po przytłaczających lub bolesnych doświadczeniach, by nie rozwinęły się trwałe konsekwencje traumy. Taką aktywność można podejmować w kontakcie z dzieckiem sam na sam, z małymi grupami, a nawet z całą klasą szkolną.
Dzieci dysponują wrodzoną odpornością i są w stanie przetrzymać przytłaczającą traumę lub uraz. Posługując się wskazówkami zawartymi w tej książce, rodzice i inne osoby dorosłe mogą zapobiegać rozwijaniu się u nich traumatycznych reakcji. Książka pomoże także w pozbywaniu się pozostałości traumy spowodowanej przez minione doświadczenia, zarówno uświadamiane, jak i zapomniane. Prewencja oraz odpowiednie postępowanie z bieżącą i dawną traumą wzmacnia naturalną odporność dzieci i pozwala im zachować się rozsądniej i skuteczniej w trudnych sytuacjach, do których może dojść w przyszłości. Jeśli przejawy traumy nie znikają pomimo wsparcia rodziców, pożądane jest skorzystanie z profesjonalnej pomocy.
Część I
Zrozumieć traumę
Rozdział pierwszy
Czym jest trauma? Definicja robocza
Dbałość o potomstwo i instynkt terytorialny gadów, opiekuńczość i rodzinne zwyczaje pierwszych ssaków, symboliczne i językowe zdolności kory nowej mogą być naszym przekleństwem lub przynieść nam zbawienie.
Jean Houston1
Czym jest trauma? Gdziekolwiek spojrzymy w naszych czasach, słowo „trauma” wyskakuje jak diabeł z pudełka. Takie tytuły jak „Odczarowanie traumy” czy „Następstwa nadużyć” znajdujemy na pierwszych stronach czasopism dla profesjonalistów i popularnych magazynów. Cieszące się powodzeniem programy telewizyjne, takie jak The Oprah Winfrey Show, próbują uświadomić milionom widzów, jak bardzo trauma krępuje ciało i duszę. Powszechnie już znany jest niszczący wpływ traumy na emocjonalny i fizyczny dobrostan dziecka, jego rozwój poznawczy i zachowanie. Nie brakuje platform dyskusyjnych dla profesjonalistów, na których zwraca się uwagę na statystyki dotyczące oddziaływania traumy na nasze młode pokolenie. Po 11 września 2001 roku zaroiło się od informacji, jak radzić sobie z następstwami katastrofy.
Pomimo popularności prac polegających na skanowaniu i analizowaniu straumatyzowanego mózgu niewiele napisano dotychczas o najpowszechniejszych przyczynach traumy, a jeszcze mniej o jej profilaktyce i leczeniu. Skupiano się na diagnostyce i farmakologicznej terapii poszczególnych jej przejawów. „Trauma jest prawdopodobnie najbardziej zaniedbywaną, ignorowaną, lekceważoną, negowaną, niezrozumianą i nieleczoną przyczyną ludzkiego cierpienia”2. Szczęśliwie mamy wszelkie podstawy – my, rodzice, pedagodzy i zajmujący się dziećmi medycy – by zapobiegać niebezpiecznym konsekwencjom traumy i w optymalny sposób zadbać o dobro naszych podopiecznych.
Wraz z rosnącą liczbą przeżywanych lub oglądanych przez dzieci niepokojących zdarzeń o wymiarze lokalnym lub globalnym staje się jasne, że rodzice, pedagodzy, medycy i terapeuci nie mogą dłużej zwlekać z rozpoznaniem najlepszych sposobów zapobiegania traumie. Aby coraz większej grupie już cierpiących dzieci przywrócić naturalną odporność, przede wszystkim trzeba zbadać źródła problemu. Tym rozdziałem pragniemy wypełnić informacyjną lukę. Przyjrzymy się bliżej traumie – jej rzeczywistości i związanym z nią mitom.
Do traumy dochodzi, kiedy jakiekolwiek doświadczenie uderza w nas niczym grom z jasnego nieba. Przytłacza nas, pozostawia w zmienionym stanie, oderwanych od własnego ciała. Zawodzą wszelkie znane nam sposoby radzenia sobie z trudnościami, czujemy się zupełnie bezradni i nie widzimy nadziei na poprawę sytuacji. Tak jakby nagle nogi odmówiły nam posłuszeństwa.
Trauma to przeciwieństwo przypływu sił. Podatność na traumę jest rozmaita u poszczególnych osób i zależy od licznych czynników, zwłaszcza wieku i wcześniejszych traumatycznych przeżyć. Im młodsze dziecko, tym większe prawdopodobieństwo, że przytłoczą je banalne okoliczności, które może nie wywarłyby żadnego wpływu na dziecko w starszym wieku lub dorosłego.
Przywykliśmy sądzić, że symptomy traumy są odpowiednie do rodzaju zewnętrznego zdarzenia, a ich nasilenie odpowiada powadze sytuacji. Chociaż rozmiary stresora są oczywiście istotnym czynnikiem, same w sobie nie stanowią o traumie, dlatego że „trauma to nie wypadek jako taki, gnieździ się ona w układzie nerwowym”3. Przyczyny „pojedynczej” traumy (w odróżnieniu od ciągłych nadużyć lub zaniedbania) są fizjologiczne, a nie psychologiczne. Ponieważ w obliczu zagrożenia nie ma czasu na namysł, nasze pierwotne reakcje są instynktowne. Główną funkcją naszego mózgu jest zapewnienie przetrwania! Tak jesteśmy zbudowani. U źródeł reakcji traumatycznych leży dziedzictwo 280 milionów lat – dziedzictwo, które rezyduje w najstarszych i najgłębiej ukrytych strukturach mózgowych, określanych jako mózg gadzi.
Kiedy te prymitywne części mózgu zauważają coś, co uznają za zagrożenie, automatycznie powodują wyzwolenie ogromnej energii – taki zastrzyk adrenaliny pozwala matce unieść do góry samochód, pod którym uwięzione jest jej dziecko, by zabrać je w bezpieczne miejsce. To z kolei wywołuje łomotanie serca i ponad dwadzieścia innych reakcji fizjologicznych mających przygotować nas do obrony samych siebie i bliskich nam osób. Wśród tych błyskawicznych, zachodzących poza świadomością zjawisk jest przekierowanie strumienia krwi z układu trawiennego i powłok skórnych do dużych mięśni motorycznych, szybkie i płytkie oddychanie oraz zmniejszenie normalnego wydzielania śliny. Źrenice rozszerzają się, by zwiększyć ilość informacji docierających do oczu. Włókna mięśniowe wchodzą w stan wysokiego pobudzenia, często zaczynają dygotać. Kiedy indziej mięśnie mogą zwiotczeć pod wpływem lęku i ciało zamyka się w sobie.
Kiedy człowiek nie rozumie, co się dzieje w jego ciele, właśnie te reakcje, które miały stanowić jego fizyczny atut, mogą być dla niego przerażające, szczególnie gdy z powodu niewielkich rozmiarów ciała, młodego wieku lub innych czynników jednostka nie ma swobody ruchów lub mogłyby one być ryzykowne. Na przykład niemowlę czy bardzo małe dziecko nie może uciekać, lecz także starsze dziecko lub osoba dorosła, która normalnie byłaby zdolna do ucieczki, w pewnych okolicznościach, takich jak operacja chirurgiczna lub gwałt, bywa zmuszona do pozostawania bez ruchu. To nie jest świadomy wybór. Jesteśmy biologicznie zaprogramowani, by nieruchomieć (lub wiotczeć), kiedy ucieczka lub walka są niemożliwe lub postrzegane jako niemożliwe. Nieruchomość jest „domyślną” reakcją ostatniej szansy wobec zagrożenia, którego nie da się uniknąć, nawet gdy tym zagrożeniem są drobnoustroje w naszej krwi. Niemowlęta i dzieci z powodu ograniczonych możliwości samoobrony są szczególnie podatne na ten efekt, a co za tym idzie – łatwo ulegają traumie. Właśnie dlatego wsparcie dorosłych jest tak ważne, by zapobiegać traumie i pomagać naszym młodym w powrocie do zdrowia.
Reakcja zamrożenia skrywa szereg efektów fizjologicznych. Musimy rozumieć, że chociaż ciało wygląda na nieruchome, fizjologiczne mechanizmy przygotowujące je do ucieczki mogą nadal być w pełni rozkręcone. Sensoryczno-motoryczno-neuronowy schemat uruchomiony w chwili zagrożenia paradoksalnie wpasowuje się w stan bezruchu czy też „szoku”. Skóra jest wtedy blada, spojrzenie – nieobecne, poczucie czasu – zaburzone. Pod poczuciem bezradności skrywa się ogromna energia życiowa. Energia ta czeka w zawieszeniu, aż dobiegnie końca to, co się rozpoczęło. Co więcej, bardzo młode dzieci mają skłonność do omijania aktywnej reakcji i natychmiastowego zamykania się w sobie. Jakkolwiek by było, potrzebują naszego kierownictwa, by mogły w pełni wrócić do normalnego życia. Co więcej, u wielu z nich reakcja obronna nie polega na ucieczce, lecz na garnięciu się do dorosłej osoby, z którą są związane. Aby więc dziecko mogło uwolnić się od traumy, potrzebna jest obecność dorosłego.
W jaki sposób ten napływ nadmiarowej energii i liczne zmiany fizjologiczne wpływają na nas na dłuższą metę? Odpowiedź na to pytanie jest ważna, jeśli chcemy zrozumieć traumę. Zależy ona od tego, co działo się podczas traumatycznego zdarzenia oraz po nim. Cała rzecz w tym, że aby nie doszło do traumatyzacji, zasób energii zmobilizowanej w obronie musi zostać „zużyty”. Jeśli nie rozładujemy w pełni tej energii, nie rozpłynie się sama. Pozostanie skumulowana i może wywoływać symptomy traumy.
Im młodsze jest dziecko, tym mniejszymi zasobami obronnymi dysponuje. Na przykład przedszkolak lub uczeń pierwszej klasy nie jest w stanie uciec przed agresywnym psem ani z nim walczyć, niemowlę zaś nie umie nawet zapewnić sobie ciepła. Dlatego opieka troskliwych rodziców, którzy dostrzegają dziecięce potrzeby bezpieczeństwa, ciepła i spokoju i potrafią je zaspokoić, jest sprawą najwyższej wagi, gdy idzie o zapobieganie traumie. Dorośli mogą zapewniać dziecku pociechę i poczucie bezpieczeństwa, posługując się pluszowymi zwierzętami, lalkami, aniołami, a nawet postaciami fikcyjnymi, które mogą funkcjonować jako surogat przyjaciela. Takie przedmioty są szczególnie przydatne, kiedy dziecko musi być czasowo oddzielone od rodziców, a także jako pomoc w zasypianiu w osobnym pokoju. Zasoby tego rodzaju mogą się dorosłemu wydawać czymś mało znaczącym, ale dla dziecka są istotnym środkiem zapobiegania traumie.
Ci, którzy sami w dzieciństwie cieszyli się tego rodzaju więzią zapewniającą bezpieczeństwo, mogliby uznać powyższe rozważania za zdroworozsądkowe. Można by sądzić, że potrzeby dzieci są powszechnie dostrzegane i szanowane. W istocie jednak bywały dawniej haniebnie lekceważone, jeśli nie całkowicie ignorowane. Psycholog rozwojowy Daniel Siegel w znanej książce Rozwój umysłu przedstawia syntezę wyników badań neurobiologicznych i podkreśla, jak ważne jest poczucie bezpieczeństwa i przynależności zapewniane dzieciom przez dorosłych. W młodym mózgu inteligencja, odporność emocjonalna i zdolność samoregulacji rozwijają się poprzez kształtowanie sieci neuronowej w bezpośrednim kontakcie dziecka z jego opiekunem. Kiedy dochodzi do traumatycznego zdarzenia, wdrukowane wzorce neurologiczne ulegają gwałtownemu wzmocnieniu. Jeśli więc dorośli poznają i praktykują oferowane przez nas proste metody pierwszej pomocy emocjonalnej, przyczyniają się również walnie do zdrowego rozwoju mózgu dziecka i jego zachowania.
Prawdopodobieństwo wystąpienia symptomów traumy zależy od stopnia zamknięcia się dziecka w sobie, a także od ilości nierozładowanej energii, która pierwotnie została zmobilizowana do walki lub ucieczki. Ten proces samoobrony wychodzi teraz spod kontroli. Dziecko potrzebuje wsparcia, by wyjść ze stanu wysokiego pobudzenia, gdyż jest bardzo podatne na skutki traumy. Musimy odłożyć na półkę mit, w myśl którego najmłodsze dzieci „są zbyt młode, by je coś trwale dotknęło” albo że „to nie ma znaczenia, bo nie będą tego pamiętały”. Staje się to jasne, jeśli zauważmy, że dziecko jeszcze w łonie matki i wkrótce po narodzeniu jest szczególnie narażone na stres i traumę z uwagi na jego słabo jeszcze rozwinięte układy nerwowy, motoryczny i percepcyjny. Podobnie podatne są starsze dzieci, jeśli ich mobilność jest ograniczona z powodu stałej lub czasowej ułomności, na przykład noszą gips, szynę lub aparat ortopedyczny po wypadku lub dla korekcji postawy. Przyjrzyjmy się przykładowi z życia.
U Jacka, jedenastoletniego skauta i doskonałego ucznia, wkrótce po niewielkim jak na standardy kalifornijskie trzęsieniu ziemi rozwinęła się „fobia szkolna”. Jego rodzice nie skojarzyli tej przypadłości z kataklizmem, dlatego symptomy owej fobii u chłopca wydawały im się zagadką. Sam Jack również nie rozumiał powodów swojego skrajnego lęku przed szkołą. Jak mówił, niedawno przeszedł operację kręgosłupa, cieszył się, że uwolniła go od bólów, i niecierpliwie czekał na powrót do szkoły, by spotkać się z kolegami. A jednak nie potrafił wstać z łóżka z powodu intensywnych sensacji w żołądku. Leżał nieruchomo pod kołdrą, pogrążony w panicznych myślach. Pierwsza z trzech sesji, podczas której skupialiśmy się na tych nieprzyjemnych „sensacjach” (oraz jego osobistych zasobach), ujawniła zadziwiającą historię. Chłopiec przypomniał sobie, jak podczas trzęsienia ziemi bał się kiwającego się regału z książkami. Ale skoro regał nawet się nie przewrócił, dlaczego było to dla Jacka tak traumatycznym przeżyciem, że uniemożliwiało mu powrót do grupy koleżeńskiej? Gdy kontynuowaliśmy pracę, szybko stało się to jasne.
Kiedy Jack poczuł drżenie ziemi, nie mógł przewidzieć, jak duże jest zagrożenie. Jego gadzi umysł zarejestrował tylko „czerwoną flagę” niebezpieczeństwa. Jego układ nerwowy w oczekiwaniu zagrożenia uruchomił pełny alarm i chłopiec czuł paniczny strach jeszcze długo po tym, jak krótkie trzęsienie dobiegło końca. Intensywność jego reakcji znalazła wytłumaczenie, kiedy dowiedzieliśmy się, że jako małe dziecko Jack był przez kilka tygodni unieruchomiony w gipsie po wcześniejszej operacji kręgosłupa. Jak to bywa z małymi dziećmi po poważnych przejściach, przerażony tym zabiegiem i pozbawiony możliwości ruchu, nie był w stanie reagować na wyobrażone niebezpieczeństwa. Nie mógł poddać się normalnemu impulsowi ucieczki, w istocie był sparaliżowany. W tym wypadku przez ograniczający ruchy gips.
Kiedy mózg wysyła sensoryczno-motoryczne impulsy do ruchu, ale członki są unieruchomione (albo kiedy ruch sam w sobie byłby niebezpieczny, jak w przypadku molestowania lub operacji chirurgicznej), pojawienie się symptomów traumy jest wysoce prawdopodobne. Dyskomfort może się przejawiać jako irytacja, lęk, nudności, otępienie itp. Jeśli ciało nie może już dłużej znosić przytłaczających uczuć, zapada w przepojoną lękiem rezygnację („wyuczoną bezradność”) – to właśnie czyni każde zwierzę w sytuacji, gdy aktywne unikanie zagrożenia nie jest możliwe. Gdy Jack miał jedenaście lat, można było sądzić, że przerażające doświadczenie z wczesnego dzieciństwa od dawna znikło z jego pamięci.
Problem polega na tym, że chociaż zdarzenie było już nieobecne w świadomej pamięci, to ciało nie zapomniało. Pozostał fizjologiczny imperatyw, by uzupełnić niedokończone impulsy sensoryczno-motoryczne, które uaktywniły się, zanim ciało zdołało wycofać się ze stanu wzmożonej czujności. Nawet gdy zdjęto Jackowi gips, nierozładowana energia i neurologiczne „wdrukowanie” ograniczenia ruchów pozostawały obecne w jego układzie nerwowym.
Dlaczego w chwili ustania niebezpieczeństwa nie uwalniamy się od niego? Dlaczego, inaczej niż u naszych czworonożnych przyjaciół, pozostaje z nami lęk i żywotne wspomnienia, które zmienią nas na zawsze, jeśli nie otrzymamy odpowiedniej pomocy?
Ceniony neurolog Antonio Damasio, autor książki Błąd Kartezjusza. Emocje, rozum i ludzki mózg, odkrył, że w celu ułatwienia przeżycia emocje znajdują w mózgu anatomiczne odwzorowanie4. A zatem lęk powoduje powstanie w mózgu specyficznego obwodu nerwowego odpowiadającego konkretnym fizycznym wrażeniom w różnych częściach ciała. Kiedy coś, co widzimy, słyszymy, czujemy, odbieramy węchem lub smakiem, sygnalizuje pierwotne niebezpieczeństwo, doświadczenie lęku pomaga ciału przygotować się na „ucieczkę lub zamrożenie” w celu szybkiego wycofania się z groźnej sytuacji. Ten bodziec działa skuteczniej niż wspomnienie (w wielu przypadkach nie mamy w ogólne świadomych wspomnień tamtego zdarzenia, pozostaje jedynie reakcja fizyczna). Akcja serca gwałtownie przyspiesza, nasila się wydzielanie potu, pojawia się ból, gdyż ciało angażuje się w pełni, tak jakby dawne zagrożenie wciąż było aktualne. Silne emocje związane z pierwotnym zdarzeniem pozostawiły równie silny ślad stanowiący lekcję sztuki przeżycia. Jest to słuszne i korzystne w obliczu kolejnego niebezpieczeństwa. Ale ta reakcja jest nieodpowiednia przystosowawczo, gdy występuje wtedy, gdy rzeczywistego zagrożenia tak naprawdę nie ma. Dlaczego tak się dzieje? Spójrzmy ponownie na wyniki badań.
Bessel van der Kolk, czołowy badacz traumy z Uniwersytetu Bostońskiego, analizował reakcje lękowe za pomocą techniki MRI (rezonansu magnetycznego)5. Za szybką aktywizację organizmu w razie postrzeganego niebezpieczeństwa odpowiada ciało migdałowate – mała struktura w kształcie migdała ulokowana w śródmózgowiu. Jest ono bardzo wrażliwe na bodźce wzrokowe i słuchowe. Aby sobie z nimi poradzić, mobilizuje liczne obszary mózgu. Joseph LeDoux z Uniwersytetu Nowojorskiego, autor książki Mózg emocjonalny, przyrównuje to do systemu wczesnego ostrzegania, który alarmuje ciało i przygotowuje je na zagrożenie6. To dlatego mięśnie się napinają i do krwi trafiają sprzyjające przeżyciu hormony, docierając do mózgu i wszystkich części ciała. Dopiero potem kora czołowa, której zadaniem jest myślenie i rozumowanie, odgrywa kluczową rolę, oceniając, czy szczekający pies jest przyjazny czy wrogi, czy ciemna sylwetka to stalker czy nieszkodliwy przechodzień, czy podłużny przedmiot pod naszymi nogami to jadowity wąż czy sucha gałąź. Jeśli pies okaże się niegroźny, informacja zwrotna wysyłana z kory do ciała migdałowatego wycisza reakcję lękową.
Niestety, u osoby straumatyzowanej kora czołowa nie potrafi uspokoić tej reakcji. Mając taki „mózgowy bypass”, nie możemy rozumowo odrzucić lęku i nieuchronnie mamy do wyboru: gwałtownie odreagować na innych, znosić przytłaczające emocje w milczeniu albo odciąć się od niepokojących sygnałów lęku. Bessel van der Kolk ujął to następująco: „Przy PTSD (Post-Traumatic Stress Disorder, zespół stresu pourazowego) kora czołowa staje się zakładnikiem niestabilnego ciała migdałowatego. Myślenie poddaje się emocjom. Osoby z PTSD są nastrojone tak, by na najdrobniejszy nawet bodziec reagować, jakby zagrażał ich życiu”7.
W świetle powyższego naukowego wyjaśnienia nietrudno zrozumieć, jak to było możliwe, że po latach, kiedy Jack leżał w łóżku niedługo po drugiej operacji, niewielkie trzęsienie ziemi wywołało u niego (przywołane przez świadomość ciała) wrażenie bezradności, będące traumatyczną pozostałością wcześniejszego zabiegu medycznego. Jego ciało zareagowało na nowe niebezpieczeństwo tak, jakby wciąż było unieruchomione przez gips. Ciało zdane na łaskę nadwrażliwego ciała migdałowatego otrzymało dodatkowy zastrzyk adrenaliny uruchamiający kaskadę reakcji, co było równie przygniatające jak tamto dawne uczucie przerażenia. Chociaż ten lęk na pozór nie miał sensu, nie pozwolił Jackowi trzeźwo spojrzeć na rzeczywistość. Odnowione doznania związane ze „starym” zdarzeniem, kiedy nie mógł nic zrobić w samoobronie, odcisnęły się w jego „pamięci ciała”, odbierając mu wiarę w siebie. Jack, niezdolny do ustalenia przyczyny tych paraliżujących wewnętrznych doznań, wpadł w panikę.
To, co sprawiało wrażenie szkolnej fobii, było w rzeczywistości „lękiem” przed napływem niepokojących wrażeń spowodowanych uwalnianiem do krwi hormonów stresu spowodowanych przez „wdrukowanie” dawnej sytuacji, kiedy Jack był unieruchomiony i niezdolny do ucieczki. Na szczęście, kiedy Jack małymi krokami „zaprzyjaźnił się” z tymi okropnymi uczuciami, jego ciało nawiązało kontakt z przeszłością i rozładowało paraliżujące doznania w nogach, które zaczęły dygotać. Następnie, w niemal cudowny sposób, chłopiec poczuł, że jego nogi chciałyby nieść go z jak największą prędkością! Do tego właśnie jego układ sensoryczno-motoryczny był „zaprogramowany” podczas pierwszej operacji, ale nie mógł tego zrealizować.
Większość z nas przeżyła kiedyś jakiegoś rodzaju „banalne”, ale budzące strach zdarzenie, po którym nie w pełni się pozbieraliśmy. A niektóre z tych „dawno zapomnianych” doświadczeń utworzyły podłoże dla rozmaitych objawów fizycznych i emocjonalnych, a nawet dla naszych uprzedzeń i preferencji. Następny przykład pokazuje, jak łatwo nam przechodzić nad nimi do porządku dziennego.
Matka czteroletniego Henry’ego zmartwiła się, kiedy chłopiec odmówił jedzenia swoich ulubionych produktów: masła orzechowego i dżemu ze szklanką mleka. Gdy postawiła je przed nim, okazał podniecenie, zesztywniał i odepchnął pokarm od siebie. Jeszcze bardziej niepokojące było to, że zaczynał się trząść i płakać, kiedy domowy pies szczekał. Nie przyszło jej do głowy, że ta wybredność przy jedzeniu i lęk przed szczekaniem były bezpośrednio związane z „banalnym” incydentem, do jakiego doszło prawie rok wcześniej, kiedy Henry korzystał jeszcze z wysokiego, dziecinnego krzesełka.
Siedząc na tym krzesełku i pałaszując swoje przysmaki: masło orzechowe, dżem i mleko, chłopiec wyciągnął w stronę matki na pół opróżnioną szklankę, by mu dolała więcej, i niechcący wypuścił ją z dłoni. Szklanka spadła na podłogę i się stłukła. To spłoszyło psa, który skoczył od tyłu na krzesełko Henry’ego i je przewrócił. Chłopiec uderzył głową o podłogę i pozostał w pozycji leżącej, ciężko dysząc i nie mogąc złapać oddechu. Matka krzyknęła przestraszona, a pies zaczął głośno szczekać. Z punktu widzenia matki awersja Henry’ego do pewnych pokarmów i wyraźny strach przed psem nie miały żadnego sensu. Jednak pod ciężarem traumy proste skojarzenie picia mleka z upadkiem i szczekaniem psa uwarunkowały jego lęk i niechęć do jedzenia tego, co tak bardzo uwielbiał.
Kiedy Henry przećwiczył kontrolowane padanie na miękkie poduszki (zgodnie z zaleceniami zawartymi w tej książce), nauczył się rozluźniać mięśnie i stopniowo poddawać się grawitacji. Wcześniej „po prostu” nie jadł tych produktów i z trudem zasypiał, kiedy w sąsiedztwie szczekał pies. Szczęśliwie po pewnej liczbie sesji chłopiec znowu nabrał ochoty na swoje ulubione przysmaki i w zabawie odszczekiwał się psu.
Jak to się dzieje, że dziko żyjące zwierzęta rzadko doznają traumy? Chociaż w swoim naturalnym środowisku nie są poddawane operacjom chirurgicznym ani zakuwane w gips, tak jak Jack, ich egzystencja wystawiana jest na zagrożenie często po kilka razy dziennie, a jednak rzadko są straumatyzowane. Obserwacje zwierząt w ich naturalnym środowisku każą przyjąć założenie, że mają one wrodzoną zdolność powrotu do normy po niebezpiecznych przeżyciach8. Dosłownie „otrząsają się” z nadmiaru energii poprzez drżenie, szybkie ruchy gałek ocznych, dyszenie i ruchy motoryczne. Kiedy ciało wraca do równowagi, można zauważyć, że zwierzę wykonuje spontanicznie głębokie oddechy. Jeśli przyjrzeć się dokładnie, okazuje się, że te oddechy są stymulowane z głębi organizmu. Wszystko to jest częścią normalnego mechanizmu samoregulacji i homeostazy. Dobrze jest wiedzieć, że dzielimy te możliwości z naszymi czworonożnymi przyjaciółmi.
Dlaczego więc ludzie doznają objawów traumy? Na to doniosłe pytanie można udzielić kilku odpowiedzi. Przede wszystkim jesteśmy istotami bardziej skomplikowanymi niż inne żywe stworzenia. Ujmując rzecz najprościej, ponieważ jesteśmy obdarzeni najdoskonalszym, racjonalnym mózgiem, za dużo myślimy. Myślenie zaś o wiele za często idzie w parze z ocenami. Zwierzęta nie dysponują słowami pozwalającymi określić ich uczucia i wrażenia. Nie znają poczucia winy, wstydu i potępienia. Nie opóźnia więc to u nich ozdrowieńczego procesu powrotu do równowagi i homeostazy jak w naszym przypadku. Poza tym my, ludzie, nie jesteśmy przyzwyczajeni do tak silnych reakcji fizycznych. Ponieważ nie umiemy kierować się tymi mimowolnymi reakcjami, zamiast je blokować, zwierzęce instynkty mogą przerażać zarówno dzieci, jak i dorosłych. Ponadto nasze potomstwo jest o wiele dłużej uzależnione od naszej opieki i ochrony niż młode innych gatunków. Aby podnieść się z traumy, dziecko potrzebuje poczucia bezpieczeństwa zapewnianego przez opiekuna.
Większość młodych ssaków, nie wyłączając oczywiście ludzkich dzieci, nie ucieka jak najdalej od niebezpieczeństwa, lecz chroni się pod opiekę matki lub innego dorosłego osobnika. Podobnie nasze niemowlęta i małe dzieci, wyczuwając zagrożenie, lgną do swoich bliskich. W gruncie rzeczy niezależnie od wieku w stresie lub strachu szukamy ukojenia u innych. (Tak właśnie było w Nowym Jorku po wypadkach 11 września: ludzie godzinami rozmawiali z rodziną i przyjaciółmi przez telefon).
Sądzimy, że jest oczywiste, jakie poważne konsekwencje niesie ze sobą sytuacja, kiedy osoby, od których oczekujemy miłości i opieki, krzywdzą nas lub poniżają. Taka dwoistość podważa w nas elementarne poczucie tożsamości i odbiera zaufanie do własnych instynktów. Słabnie poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Jeśli więc masz dziecko z zaburzonym poczuciem więzi (jak to bywa w przypadku adopcji, rodziny zastępczej, po rozwodzie lub nadużyciach), pomoc profesjonalisty jest na ogół przydatna, a niekiedy wyraźnie wskazana.
Z tej książki dowiesz się, jak pomagać dzieciom w przetrwaniu niepomyślnych zdarzeń bez niepotrzebnego rozstroju psychicznego – tak jak to czynią zwierzęta! Wiedza, którą zdobędziesz, pozwoli ci wyzbyć się lęku przed doświadczaniem tych mimowolnych reakcji. Czy jesteś rodzicem, nauczycielem, doradcą psychologicznym, czy pielęgniarką – dowiesz się, jak za pomocą zabaw, gier, zajęć plastycznych i innych rodzajów aktywności możesz pomóc dzieciom w rodzaju Jacka i Henry’ego. Znajdziesz tutaj również proste rymowanki odwołujące się do motywów zwierzęcych (w rozdziale 5). Ponieważ zwierzęta nie oceniają, lecz działają instynktownie, może to być silne narzędzie pomagające dziecku w sięganiu do własnego, wewnętrznego procesu ozdrowieńczego.
Zamieszczamy w książce wiele zaczerpniętych z prawdziwego życia przykładów pokazujących, jak można wspierać dzieci w procesie powrotu do normy po przerażających i przytłaczających przeżyciach. Mimo że wiele z nich pochodzi z prywatnych sesji terapeutycznych, a inne z praktyki poradnictwa psychologicznego w szkołach, podstawowe wykładane przez nas zasady mają służyć jako „zestaw pierwszej pomocy emocjonalnej” dla troskliwych opiekunów. Książka jest adresowana do terapeutów oraz rodziców i innych osób opiekujących się dziećmi, takich jak personel medyczny. Ma im pomóc w rozpoznawaniu oznak traumy i pokazać im proste sposoby osłabienia jej symptomów lub zapobiegania im po szokującym zdarzeniu. Jak już jednak wspomnieliśmy, są sytuacje, w których pomoc specjalisty jest wysoce wskazana.
Rozdział drugi
Zakres traumy – jej źródła od pospolitych do nadzwyczajnych
Wciąż i wciąż pada deszcz…
Jak łzy z nieba… jak łzy z nieba.
Wciąż i wciąż mówi nam deszcz,
Jak bardzo jesteśmy delikatni… jak bardzo jesteśmy delikatni…
Fragile, piosenka Stinga
Zajmiemy się teraz czynnikami wyzwalającymi traumę: czasem łatwo zauważalnymi, wręcz namacalnymi, kiedy indziej nierzucającymi się w oczy. Większość ludzi, nawet profesjonalistów, przeważnie przegapia te pospolite wyzwalacze traumy. Nasze przykłady rzucą światło na znaczenie działań pomagających młodym ludziom przetrwać zarówno codzienne nieprzyjemności, jak i zdarzenia nadzwyczajne.
Wielu rodziców i zawodowców definiuje traumę jako nieoczekiwane, okropne przeżycie, zdarzające się rzadko i dotykające tylko nielicznych, pechowych jednostek. My, autorzy, odważymy się powiedzieć, że nikt nie jest w stanie całkowicie uniknąć w całym swoim życiu długiego cienia traumy, w tym czy innym czasie, o większym czy mniejszym natężeniu. A ci, którzy doznali traumy w okresie szczególnej podatności, czyli we wczesnym dzieciństwie, do końca życia dźwigają brzemię jej następstw, przesłaniające ciemną chmurą ich codzienną egzystencję.
Pewne zdarzenia są trudne do zniesienia prawie dla każdego dziecka. Należą do nich kontakt z przemocą, napad rabunkowy, prześladowanie w szkole, porwanie, nadużycia fizyczne i seksualne. Niestety, o wiele za dużo dzieci ma do czynienia z takimi sytuacjami. Inne wypadki w oczach osoby dorosłej nie wydają się traumatyczne. A jednak na dziecko takie „pospolite” zdarzenia mogą wywrzeć długotrwały wpływ.
Najpospolitsze źródła traumatycznych reakcji dzieci, takie jak upadki, wypadki samochodowe i inwazyjne zabiegi medyczne, zdarzają się na tyle powszechnie, że rzadko uświadamiamy sobie związek późniejszych objawów z wcześniejszym zdarzeniem. Często zresztą nie pozostawiają po sobie trwałych niepożądanych skutków. Skoro tak, to nigdy nie jest prawdziwsze powiedzenie „lepiej zapobiegać, niż leczyć” niż w sytuacji, gdy do przykrego zdarzenia już doszło. Jak dowiesz się z części II książki, zapobieganie złym skutkom przerażających doświadczeń jest nieraz prostą sprawą. Aby wyrobić sobie lepsze wyobrażenie o tym, jaki szkodliwy wpływ na dziecko mogą mieć codzienne zdarzenia, przyjrzyjmy się kilku typowym sytuacjom, jakie mogą przytrafić się dzieciom.
Wchodząc w świat pięciorga różnych dzieci, zyskamy głębszy wgląd w zakres traumy, której może doświadczyć człowiek w każdym wieku. Jedna lub dwie z tych sytuacji może nawet wydać się znajoma. Po zapoznaniu się z przedstawionymi dylematami młodych ludzi stanie się jasne pochodzenie ich nieprzyjemnych symptomów.
Lisa zawsze płacze histerycznie, gdy rodzina wsiada do samochodu.
Carlos, chorobliwie nieśmiały piętnastolatek, stale wagaruje. „Nie chcę się ciągle bać – mówi. – Chcę po prostu czuć się normalnie”.
Uczennica drugiej klasy Sarah sumiennie uczęszcza co rano do szkoły. Niezmiennie o godzinie 11.00 jest już w gabinecie szkolnej pielęgniarki, skarżąc się na ból brzucha, chociaż nie stwierdzono żadnych medycznych powodów takich objawów.
Curtis, powszechnie lubiany, sympatyczny uczeń szkoły średniej, mówi matce, że ma ochotę kogoś kopnąć – wszystko jedno kogo! Dwa tygodnie później zaczyna zachowywać się agresywnie wobec swojego młodszego brata.
Rodzice trzyletniego Kevina martwią się jego „autystycznymi” zabawami. Stale kładzie się na podłodze, sztywnieje, udając martwego, po czym powoli „powraca do życia”, mamrocząc: „Ratujcie mnie… ratujcie mnie!”.
Co mają ze sobą wspólnego ci wszyscy młodzi ludzie? Skąd się wzięły dręczące ich objawy? Czy z czasem zanikną, czy też się nasilą? Aby udzielić na te pytania odpowiedzi na użytek zainteresowanych osób – nauczycieli, lekarzy i rodziców – przyjrzyjmy się przyczynom ich problemów.
Zaczniemy od histerycznie płaczącej Lisy. Kiedy miała trzy lata i jechała samochodem przypięta do fotelika, w ich auto uderzył z tyłu inny pojazd. Ani ona, ani siedząca za kierownicą matka nie odniosły żadnych obrażeń. W gruncie rzeczy ich samochód był tylko lekko uszkodzony i cały wypadek zakwalifikowano jako „drobną stłuczkę”. Płaczów Lisy nie powiązano z tym zdarzeniem, ponieważ była to reakcja opóźniona. Minęło kilka tygodni, zanim ujawnił się paraliżujący efekt kolizji. Pierwotne objawy wyciszenia i gorszego apetytu zmieniły się w łzy przerażenia przy zbliżaniu się do rodzinnego samochodu.
Lisa przeżyła jednorazowy incydent, natomiast „urazy” Carlosa potęgowały się z czasem. Przez ponad pięć lat był fizycznie poniżany przez swojego zaburzonego emocjonalnie, dorastającego brata przyrodniego. Nikt nie interweniował. Żaden z obecnych w domu dorosłych nie dostrzegł w tym niczego więcej niż „normalny” konflikt między rodzeństwem. Carlos był sterroryzowany nie tylko przez brata, lecz także przez lęk, że rodzice będą mieli mu za złe brak empatii dla chorego psychicznie członka rodziny. Próbował zwierzyć się ze swych kłopotów matce, ale został zlekceważony. Usłyszał, że powinien być bardziej tolerancyjny.
Jego cierpienia czy problemów nie dostrzegł nikt poza starszą siostrą, która sama przeżywała sytuację rodzinną. Nawiasem mówiąc, Carlos stale marzył, że zostanie zawodowym zapaśnikiem, a nie miał dość siły i pewności siebie, by codziennie wstawać z łóżka i chodzić do szkoły, nie mówiąc już o przynależności do jakiejś szkolnej drużyny sportowej. Dopiero kiedy zdradził się z zamiarami samobójczymi, jego rodzice w końcu zauważyli, jaki dogłębnie szkodliwy wpływ wywierało na ich syna powtarzające się prześladowanie fizyczne i emocjonalne.
Kolejna młoda osoba wymieniona powyżej to Sarah, która była podekscytowana na myśl o rozpoczęciu nauki w drugiej klasie. Zaraz po wycieczce do sklepów w celu nabycia nowiutkich strojów szkolnych nagle i nieoczekiwanie dowiedziała się, że jej rodzice się rozwodzą i ojciec wyprowadzi się z domu w ciągu dwóch tygodni! Jej entuzjazm dla szkoły połączył się ze smutkiem i strachem, zaciskając jej wnętrzności w ciasny węzeł. Nic dziwnego, że stała się najczęstszym gościem szkolnej pielęgniarki!
Pewnego dnia w oczekiwaniu na szkolny autobus Curtis był świadkiem ulicznej strzelaniny i widział jej śmiertelną ofiarę leżącą na poboczu. Na przystanku stał z grupką rówieśników i wszyscy po przyjeździe do szkoły otrzymali pomoc psychologiczną. Jednak pomimo upływu kolejnych dni Curtis wciąż był niespokojny i pobudzony.
Ostatni przykład to Kevin. Przyszedł na świat w wyniku dokonanego w krytycznej sytuacji cesarskiego cięcia i w ciągu pierwszych dwudziestu czterech godzin po narodzinach przeszedł ratującą życie operację chirurgiczną. Urodził się bowiem z anomaliami w jelitach i układzie wydalniczym wymagającymi natychmiastowej interwencji. Takie procedury są często niezbędne i umożliwiają normalne życie. W chwili ulgi i radości z powodu udanego zabiegu łatwo przegapić fakt, że może on jednocześnie stanowić dla dziecka traumę, której skutki w emocjach i zachowaniu będą ciągnęły się długo po zabliźnieniu się ran pooperacyjnych.
Poza wspomnianą strzelaniną i poważną operacją Kevina przedstawione sytuacje nie wydają się czymś nadzwyczajnym. Chociaż każdy przypadek był zupełnie inny, wspólne dla wszystkich tych dzieci było uczucie emocjonalnego przytłoczenia. Każde z nich było straumatyzowane tym, co się zdarzyło, ale także tym, jak przeżywało to zdarzenie. Skąd możemy to wiedzieć? Odpowiedź jest zupełnie prosta. Każde dziecko funkcjonowało w swoim życiu tak, jakby incydent wciąż trwał. Było na nim „zafiksowane” i jego ciało reagowało na sygnał alarmowy powstały w chwili traumy. Chociaż świadomie nie wiązały tego ze wspomnieniem zdarzenia, ich zachowania i dolegliwości fizyczne zdradzały toczącą się walkę z wewnętrznym zamętem.
Mamy nadzieję, że powyższe przykłady dają wyobrażenie, jak szeroki jest zakres powszednich sytuacji, które mogą być dla dzieci emocjonalnie przytłaczające. Abyśmy lepiej uświadomili sobie różnorodność tych „wyzwalaczy traumy”, próbki potencjalnych przyczyn podzielimy w poniższym omówieniu na pięć kategorii. Niektóre z nich są oczywiste, inne mogą być zaskakujące. Są to: (1) nieszczęśliwe wypadki, (2) procedury medyczne, (3) akty przemocy i napaści, (4) utrata bliskich i żałoba, (5) stresujące czynniki środowiskowe. W dalszym ciągu książki zaprezentujemy konkretne przykłady różnych sytuacji z każdej kategorii i zaproponujemy sposoby udzielania pierwszej pomocy.
Upadek jest stałym zjawiskiem, kiedy niemowlę zaczyna chodzić, zmagając się początkowo z bezlitosną siłą grawitacji. Nauka poruszania się na niestabilnych, chwiejnych nogach jest niemałym wyzwaniem. Na ogół niewielkie upadki są nieszkodliwe zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Takie wyrabianie zdolności motorycznych metodą prób i błędów pomaga dziecku zyskać nowe umiejętności i pewność siebie. Niekiedy jednak w chwili nieuwagi starszych małe dzieci spadają ze schodów czy z wysokiego krzesełka albo wypadają z łóżeczka. W takich sytuacjach bardziej prawdopodobne są fizyczne i emocjonalne następstwa.
U niemowląt i małych dzieci ciągły płacz, chwiejność ruchów i stałe pobudzenie mogą być symptomami wstrząsu mózgu. Inne możliwe sygnały to zmiana rodzaju zabawy, utrata zainteresowania ulubionymi zabawkami lub przysmakami, zaburzenia równowagi, zanik świeżo nabytych umiejętności, takich jak korzystanie z toalety, chodzenie lub mowa. Chociaż jak najbardziej mogą to wszystko być oznaki traumy, nie można wykluczyć wstrząsu mózgu. Jeśli zauważysz, że któryś z tych objawów występuje trwale albo się nasila, a głowa dziecka mogła ulec urazowi, konieczne jest możliwie szybkie uzyskanie pomocy medycznej.
Kiedy dziecko podrośnie, zaczyna mieć ochotę na sprawdzanie swoich możliwości w sporcie, tańcu czy gimnastyce. Ponieważ nie chce wobec rodziców i rówieśników okazywać słabości, często będzie tłumić płacz. Takiej „zuchowatości” często towarzyszą objawy emocjonalnego lub fizjologicznego stresu. Inne częste zdarzenie w życiu dzieci to udział w wypadku drogowym, jak w przypadku małej Lisy.
Kolejne potencjalnie znaczące zdarzenie w życiu dzieci w każdym wieku to topienie się. Może to się zdarzyć w wannie, basenie pływackim, wiejskim stawie, jeziorze czy morzu. Rodzice, którzy na chwilę odwrócili wzrok, mogą stwierdzić, że ich dziecko krztusi się wodą albo, co gorsza, nagle zniknęło pod jej powierzchnią. Starsze dzieci i nastolatki mogą być wciągnięte przez morski prąd wsteczny lub skotłowane przez falę. Topienie się wiąże się z brakiem oddechu, co jest uczuciem przerażającym. Dziecko może również mieć wrażenie, że się dusi, kiedy zaplącze się w pościeli, jest przywalone przez poduszki, straci chwilowo dech na skutek upadku, zwierzę domowe położy mu się na piersi, a także przy brutalnej zabawie ze starszym rodzeństwem, przy agresywnym łaskotaniu, przy medycznej intubacji blokującej drogi oddechowe.
RODZAJE WYPADKÓW
Upadki (ze schodów, łóżek, wysokich krzeseł).Urazy związane ze sportem (przy grach zespołowych, jeździe na rowerze, deskorolce, nartach itp.).Wypadki samochodowe (nawet przy niewielkiej prędkości).Topienie się i duszenie.Ta kategoria jest prawdopodobnie najbardziej lekceważona, a potencjalnie stwarza problemy, zwłaszcza gdy idzie o nowoczesne techniki ratowania życia, jak to widzieliśmy w przypadku Kevina, operowanego bezpośrednio po narodzinach. Te traumatyczne skutki wydają się nieodłączne od hospitalizacji i inwazyjnych procedur medycznych. Prawdopodobieństwo traumy jest większe, kiedy dziecko jest odseparowane od rodziców, wystraszone, ma ograniczoną swobodę ruchu i jest nieprzygotowane na to, co będzie się z nim robić.
Doktor David Levy, psychiatra i badacz, odnotował w swoich obserwacjach (1944), że objawy występujące u dzieci hospitalizowanych dla przeprowadzenia „rutynowych” zabiegów medycznych niewiele odbiegają od przejawianych przez żołnierzy cierpiących na „szok pola walki”, powracających z frontów drugiej wojny światowej w Afryce Północnej i Europie!1 Nowoczesne inwazyjne procedury medyczne są wciąż powszechnie niedocenianym źródłem traumy. Współczesna medycyna, posługująca się coraz bardziej wyrafinowaną techniką w rodzaju ultrasonografii czy obrazowania mózgu, stwarza więcej okazji do stresujących zabiegów uważanych za rutynowe. Przed podjęciem testów i leczenia dzieci należy odpowiednio przygotować i zapewnić im wsparcie, żeby nowoczesna technologia nie przyniosła im większych szkód niż korzyści.
ZAGADNIENIA MEDYCZNE
Typowe procedury medyczne (zakładanie szwów, zastrzyki, kroplówki, badania).Zabiegi stomatologiczne.Niebezpieczne dla życia choroby, wysoka gorączka.Długotrwałe ograniczenie ruchów (opatrunki gipsowe, łubki, wyciąg).Zatrucia.Zaburzenia płodowe i komplikacje przy porodzie (pępowina owinięta wokół szyi, znieczulenie, alkohol i narkotyki podczas ciąży itp.).Nadużyciom fizycznym i seksualnym, podobnie jak skutkom wojny, specjaliści i dziennikarze zaczęli poświęcać więcej uwagi wraz z rozwojem ruchów kobiecych w latach 70. XX wieku po powrocie weteranów wojny wietnamskiej. Wciąż jednak wielu rodziców nie uświadamia sobie, jak powszechnie dzieci padają ofiarą napaści, często we własnym domu lub sąsiedztwie. W tej książce chcemy pokazać, jak rozpoznawać u dzieci symptomy takiej traumy i jak z nimi o tym rozmawiać, żeby zminimalizować niebezpieczeństwo wiktymizacji.
Często lekceważoną podkategorią aktów przemocy jest ich obserwowanie. Współczesne dzieci są „pokoleniem M” (gdzie M oznacza media elektroniczne). Czy to się im podoba, czy nie, są bombardowane obrazami przemocy w grach wideo, telewizji, komputerach i muzyce. Jednocześnie mogą odbierać wiele przekazów z różnych źródeł. Dla rodziców litera M powinna oznaczać „monitorowanie” tego, co dzieci oglądają i czego słuchają. Oczywiście kiedy są starsze, taka kontrola staje się praktycznie niemożliwa. Niezbędne jest jednak podtrzymywanie z nastolatkami otwartego dialogu w sprawie obrazów przemocy.
AKTY PRZEMOCY I NAPAŚCI
Prześladowanie przez rówieśników (w szkole, sąsiedztwie, wśród rodzeństwa).Ataki zwierząt (psów, jadowitych węży).Przemoc domowa.Oglądanie aktów przemocy (osobiście lub w grach wideo i telewizji).Nadużycia fizyczne i seksualne, zaniedbywanie.Wojna, deportacja i ich międzypokoleniowe skutki.Zagrożenie atakiem terrorystycznym.Porwanie.Żadne dziecko nie może uniknąć utraty. Nieuchronnie umiera ktoś z członków rodziny albo ulubione zwierzę domowe. Rozwody dotykają w przybliżeniu połowy wszystkich rodzin w Stanach Zjednoczonych. Możesz jednak zrobić wiele, by pomóc dziecku w radzeniu sobie z tymi zdarzeniami. W książce omówimy ważne różnice między szokiem a żałobą i poradzimy, jak postępować z młodymi ludźmi na obu tych etapach.
UTRATA
Rozwód.Śmierć bliskiej osoby lub zwierzęcia.Rozstanie.Zagubienie się (w centrum handlowym lub okolicy).Strata majątku (domu lub ruchomego dobytku w wyniku katastrofy lub kradzieży).Po tsunami na Oceanie Indyjskim oraz huraganach Katrina i Rita niszczący wpływ katastrof naturalnych stał się dla nas wszystkich oczywistością. Inne stresogenne czynniki środowiskowe, jak głośny hałas i skrajne temperatury, które mogą być tolerowane (choć bez przyjemności) przez starsze dzieci i dorosłych, potrafią powodować symptomy traumy u najmłodszych, którzy nie nauczyli się jeszcze samoregulacji i schodzenia ze szkodliwych ścieżek. Rozgrzane wnętrze samochodu lub przeraźliwe zimno w pokoju może być dla bardzo małego dziecka doświadczeniem bliskim śmierci.
STRESORY ŚRODOWISKOWE
Skrajne temperatury.Katastrofy naturalne (pożary, trzęsienia ziemi, powodzie, tornada, huragany, wybuchy wulkanów, tsunami).Nagłe głośne dźwięki w przypadku niemowląt i najmłodszych dzieci (odgłosy kłótni lub przemocy, uderzenia piorunów, zwłaszcza gdy dziecko jest samo).Trzeba jednak pamiętać, że jeśli któraś z tych rzeczy przydarzy się twojemu lub innemu znanemu ci dziecku, nie musi to od razu znaczyć, że ulegnie ono traumie. Kilka minut poświęconych dziecku z wykorzystaniem narzędzi pierwszej pomocy przedstawionych w części II książki zminimalizuje prawdopodobieństwo trwałych następstw. Pierwsza pomoc w przypadku traumy może również sprawić, że dziecko stanie się bardziej odporne na nieuchronne stresy, niejako „zaszczepione antystresowo” na całe życie.
Znany nam już Curtis, mimowolny świadek ulicznej strzelaniny, to doskonały przykład tego, jak niewielkie wsparcie osoby dorosłej może w znacznym stopniu złagodzić ostry rozstrój psychiczny. Po otrzymaniu pierwszej pomocy psychologicznej jego przewlekłe dolegliwości ustąpiły w ciągu jednej nocy. Szczęśliwie bystry psycholog szkolny zauważył jego rosnącą drażliwość i nietypową dla niego skłonność do wdawania się w bójki. Po jednej sesji, która wydobyła chłopca z szoku i przywróciła mu wiarę we własne mechanizmy obronne, problemy Curtisa znikły. Przy powtórnym badaniu po kilku miesiącach nadal nie wykazywał żadnych symptomów traumy. W rozdziale 12, w którym będą omówione działania pomagające straumatyzowanym uczniom uporać się z kryzysem, przyjrzymy się bliżej, w jaki sposób wspierano Curtisa, by rozładować jego „bojową” energię, która zagnieździła się w jego ciele, kiedy był niewinnym świadkiem okrutnej napaści.
Niestety, nie da się powiedzieć, że oczywiste i drastyczne źródła traumy występują dużo rzadziej niż „pospolite” upadki, skaleczenia, rozstania i choroby, stanowiące normalny składnik dorastania. Przemoc fizyczna, seksualna lub emocjonalna jest zjawiskiem powszechnym. Najliczniejsze i najbardziej dewastujące źródła traumy znajdujemy zwykle w kręgu rodzinnym lub wśród innych dobrze znanych dziecku dorosłych. Kiedy dziecko doznaje fizycznej lub seksualnej krzywdy z rąk kogoś, z kim czuło się bezpiecznie, członka rodziny, sąsiada, nauczyciela czy duchownego, samo połączenie poczucia zdrady, naruszenia intymności i dodatkowo wstydu może być przygniatające. Ze względu na tę złożoność zagadnienia sprawą najwyższej wagi jest odwołanie się do profesjonalnej pomocy. Po lekturze tej książki będziesz lepiej rozumiał, w jaki sposób i z jakich powodów twoje dziecko może doznać traumy i jak można mu wtedy pomóc. Nie zastąpi to jednak fachowego dziecięcego terapeuty, wyspecjalizowanego w postępowaniu z ofiarami nadużyć.
To smutne, ale jak pokazują badania dr. Bruce’a Perry’ego i innych2, miliony dzieci padają ofiarą przemocy w domu rodzinnym, w sąsiedztwie lub w szkole. Stwierdzono, że własny dom jest w Ameryce miejscem pełnym przemocy3. W 1995 roku FBI podało, że do 27 procent wszystkich przestępstw związanych z przemocą dochodzi w kręgu rodziny, a za 48 procent odpowiadają znajomi, przy czym przemoc ma miejsce w domu4. Jeśli dziecko nie jest ofiarą przestępstwa, to często bywa jego świadkiem.
Ocenia się, że ujawnianych jest mniej niż 5 procent przypadków domowej przemocy. A przecież nadużycia, do których dochodzi w domu, wśród bliskich – których ofiarą pada współmałżonek lub dziecko – stanowią większość przypadków fizycznej i emocjonalnej przemocy, jakiej doznają młodzi ludzie. Bywa, że dziecko jest bezpośrednio atakowane przez rodzica lub jego/jej partnera. Szczególnie częste są fizyczne, seksualne i emocjonalne nadużycia popełniane przez ojczyma lub macochę. Dzieci bywają poniżane i traktowane jak „własność”, grozi im się porzuceniem. Równie dewastujące jest obserwowanie aktów przemocy. Dziecko, które z przerażeniem słyszy lub widzi brutalnie zachowującego się rodzica, brata lub dziadka, często czuje się gorzej niż osoba zaatakowana. Zmrożone przez strach i bezradne, być może skrywające się pod stołem lub przyciskające się do ściany, usiłuje być „niewidzialne”. W rezultacie takich sytuacji niezliczone osoby dorosłe przez całe życie boją się „być na widoku”. Aby przetrwać zamęt panujący w domu rodzinnym, muszą być malutkie, ciche i spokojne.
Przemoc doznawana ze strony starszego rodzeństwa, w przypadku Carlosa z ręki zaburzonego umysłowo przyrodniego brata, to kolejny rodzaj nadużyć, które dzieci muszą znosić częściej, niż to się wydaje ich opiekunom. Straus i Gelles ocenili, że co roku ponad 29 milionów dzieci w USA spotyka się z napaścią ze strony własnych braci lub sióstr5. Rodzice często w takich przypadkach karzą obie zaangażowane strony lub strofują zaatakowane dziecko za „skarżenie”. Rywalizacja i konflikty w rodzeństwie są nieuniknione, ale kiedy silniejsze z dzieci czyni swoim stałym zwyczajem krzywdzenie i poniżanie młodszego lub słabszego brata czy siostry, jest to prosta recepta na smutne konsekwencje. Co więcej, młodzi ludzie prześladują inne dzieci nie bez powodu. Przyczyn trzeba szukać w rodzinie i otoczeniu.
Ponadto w ostatnim czasie gwałtownie wzrósł zakres przemocy szkolnej, przybierającej postać upokarzania, gróźb i otwartej napaści. Ocenia się, że w samych tylko Stanach Zjednoczonych ponad 250 tysięcy uczniów pada co miesiąc ofiarą takich zachowań6. Podczas gdy najbardziej ohydna forma przemocy, strzelaniny szkolne, przyciąga uwagę szerokich mas, często nie dostrzega się przewlekłych prześladowań, które zaszczepiają lęk w sercach naszych dzieci. Są one negowane lub nie docierają do świadomości znękanych władz szkolnych.
A przecież prześladowanie w szkole jest obecne w kulturze Zachodu i Wschodu, od Finlandii po Australię, Japonię i Chiny. Z artykułu Kids Hurting Kids (Dzieci krzywdzące dzieci) opublikowanego w 2001 roku w magazynie „Mothering” dowiadujemy się, że w samych tylko Stanach Zjednoczonych dochodzi do trzech milionów przypadków prześladowania rocznie i w obawie przed nimi co najmniej 160 tysięcy dzieci każdego dnia nie dociera do szkoły7. W Japonii takie prześladowanie jest na tyle powszechne, że nadano mu specjalną nazwę – ijime. W 1993 roku odnotowano w Japonii ponad 21,5 tysiąca tego rodzaju incydentów i trzy z nich skutkowały samobójstwami, co wprowadziło ijime na pierwsze strony gazet8. Z kolei w kanadyjskim Toronto Debra Pepler z Uniwersytetu York zgromadziła z wykorzystaniem mikrofonów ukrytych na terenie szkoły pięćdziesiąt dwie godziny nagrań. To, co zaobserwowała, było porażające: ponad czterysta udokumentowanych przypadków prześladowania. Przy czym nauczyciele zauważyli tylko jeden na dwadzieścia pięć epizodów i tylko wtedy interweniowali. Ocenia się, że w średniej wielkości szkole do prześladowania dochodzi przeciętnie co siedem minut9.
Problem pogłębia fakt, że zdaniem wielu rodziców takie sytuacje są normalną częścią dorastania, zwłaszcza dla chłopców. Opieranie się prześladowaniom i podejmowanie walki ma być jakoby rodzajem rytuału przejścia. Chociaż jednak konflikty i agresja są nieodłącznym elementem życia, nie powinno się tolerować prześladowania w domu rodzinnym i na terenie szkoły. Prześladowcy to osobny gatunek. Świadomie dążą do krzywdzenia, upokarzania, społecznej izolacji lub wymuszania czegoś na ofiarach. To nie jest uczciwa gra. Jednemu z dzieci zawsze zapewniają przewagę większy wzrost i siła, wiek lub jakiś inny czynnik, jak w przypadku Carlosa i jego zaburzonego brata. Długofalowe badania wykazały, że zarówno prześladowcy, jak i dzieci, które padają ich ofiarą, w życiu dorosłym cierpią na jakieś dolegliwości. Podczas gdy kozły ofiarne (ofiary prześladowania) są później lękliwe i wycofane, sprawstwo prześladowań przeradza się w chaotyczne zachowania w pracy i związkach, częste kontakty z wymiarem sprawiedliwości, alkoholizm, przestępczość i zaburzenia osobowości. Prześladowcy często sami doznali traumy we wczesnym dzieciństwie.
Kiedy dzieciom zaleca się, by „nadstawiały drugi policzek”, „robiły dobrą minę do złej gry” lub „odgryzały się” w sytuacji codziennego terroru, nie sprzyja to kształtowaniu ich charakteru. Przeciwnie, tracą wiarę w siebie i poczucie bezpieczeństwa, niezbędne do dobrego funkcjonowania. Nic dziwnego, że tak wiele dzieci cierpi na depresję i stany lękowe, ma trudności w nauce, przejawia nadaktywność. Alarmujące są dane statystyczne, wykazujące rosnący odsetek samobójstw wśród dzieci, które padły ofiarą prześladowania, poskarżyły się na to obojętnym dorosłym, potem cierpiały w milczeniu, aż w końcu wybuchły, niekiedy zabierając ze sobą innych, jak w coraz liczniejszych przypadkach strzelanin w szkołach średnich.
W części II książki dowiesz się, co rodzice i społeczność szkolna mogą zrobić, by pomóc zarówno ofiarom, jak i ich prześladowcom. Żaden z tych młodych ludzi nie poradzi sobie z samym sobą bez interwencji dorosłych. Spoczywa na nas odpowiedzialność za budowanie kultury bezpieczeństwa i tworzenie alternatywy dla przemocy w szkole i społeczności lokalnej. Jednym z najlepszych sposobów uchronienia dzieci przed wiktymizacją jest wspieranie ich pewności siebie. Jeśli nauczymy dzieci odzyskiwać grunt pod nogami, równowagę psychiczną i poczucie tożsamości po traumatycznym incydencie, nie będą wygodnymi ofiarami dla agresora.
Obrazy przemocy są wszechobecne. Nawet w domach wolnych od przemocy dzieci są nimi bombardowane, fascynują się nimi, przerażają i są nimi zaabsorbowane. Czy nam się to podoba, czy nie, istotnym czynnikiem, który był nieobecny jeszcze parę dekad temu, jest szybko postępująca rewolucja technologiczna. Ocenia się, że w USA przeciętne dziecko spędza przed telewizorem więcej niż trzy godziny dziennie. Doktor Bruce Perry przywołuje opublikowane w 1992 roku wyniki badań Hustona i jego kolegów, według których młody człowiek do ukończenia osiemnastu lat zdąży obejrzeć w telewizji 200 tysięcy aktów przemocy10. Chociaż wciąż toczy się zajadła debata wokół wpływu przemocy w mediach na gwałtowne zachowania dzieci, dysponujemy licznymi dowodami na związek obrazów przemocy w mediach z rosnącą liczbą przejawów agresji i zachowań antyspołecznych, utratą wrażliwości na przemoc i przekonaniem, że świat jest bardziej niebezpieczny, niż naprawdę jest – co paradoksalnie zwiększa ilość przemocy!
Chociaż telewizja, muzyka i filmy niosą coraz większy ładunek przemocy, wydaje się, że czołowe miejsce jako źródło przemocy pośredniej zajmują gry wideo11. Oglądane przez dzieci na laptopach w zaciszu własnej sypialni, są trudniejsze do monitorowania przez rodziców niż oglądane w gronie rodziny filmy telewizyjne lub kinowe. Pismo „Psychological Science and Contemporary Pediatrics” opublikowało przegląd badań przeprowadzonych w ciągu ostatnich dwóch dekad. Autorzy tego artykułu przeanalizowali wyniki ponad trzydziestu prac i doszli do wniosku, że dane te „wyraźnie wspierają hipotezę, iż kontakt z pełnymi przemocy grami wideo stanowi zdrowotne zagrożenie dla dzieci i młodzieży”12. W 1997 roku w piśmie „Canadian Journal of Psychiatry” podsumowano tę metaanalizę, stwierdzając: „Większość badań pokazuje, że dzieci naprawdę stają się bardziej agresywne pod wpływem grania lub tylko oglądania nasyconych przemocą gier wideo”13.
Znane są przypadki nastolatków skierowanych na badania z powodu agresywnych zachowań, którzy reagowali wybuchami wściekłości wobec rodziców i nauczycieli, kiedy ograniczano im dostęp do gier, bo „przyłapano” ich na oglądaniu treści pełnych przemocy. Przyznawali oni otwarcie, że uzależnili się od dreszczu emocji związanego z tymi obrazami i do dobrego samopoczucia „potrzebowali” gier. Te kliniczne przypadki demonstrują wkład wnoszony przez pełne przemocy media w kształtowanie układu nerwowego i psychiki naszej młodzieży.
Co więc możemy zrobić? Najbardziej oczywistym działaniem będzie zwracanie uwagi na to, co dziecko ogląda w domu i poza nim. Wspólne z nim oglądanie filmów i gier i omawianie ich treści. Ograniczanie dostępu do nich starszym dzieciom i nastolatkom, a chronienie przed nimi młodszych. Niepozostawianie stale włączonego telewizora. Stosowanie narzędzi kontroli rodzicielskiej w komputerach. Dopuszczanie tylko tych gier wideo, które są odpowiednie z punktu widzenia rodziny i nie muszą być przez dziecko potajemnie oglądane za zamkniętymi drzwiami. Upewnianie się, że wiemy, co oglądają dzieci. One na pewno będą protestować, a nawet reagować wybuchami złości (zwłaszcza jeśli już zdążyły się uzależnić), ale kilka prac badawczych udowodniło, że dzieci potrzebują i nawet pragną naszego nadzoru14. Porozmawiaj z rodzicami przyjaciół swoich dzieci. Bierz udział w społecznościowych spotkaniach poświęconych edukacji i budowaniu lokalnej „kultury wolnej od przemocy”. Jeśli wiesz lub podejrzewasz, że twoje dzieci mają kontakt z przemocowymi mediami, zwracaj uwagę na ich mowę ciała oraz zmiany w postawie i zachowaniu. Natychmiast reaguj. Stałe wystawienie dzieci na obrazy przemocy to kolejne niepokojące źródło traumy i rozsądni rodzice powinni ograniczać to do minimum.
Niestety, nawet według ostrożnych szacunków na całym świecie jedna na cztery osoby padła w takiej czy innej formie ofiarą nadużyć seksualnych. Wśród dziewcząt i kobiet ten odsetek jest znacząco wyższy. Ważne są nie tyle dokładne dane statystyczne, co świadomość, że miliony dzieci żyją w udręce seksualnego napastowania, przeważnie przez ludzi, od których mogłyby oczekiwać miłości i opieki! Lista seksualnych drapieżników nie ogranicza się do rodziców lub zdeprawowanych sąsiadów. Obejmuje również duchownych, trenerów, dziadków i działaczy harcerskich. Marilyn Van Derbur, ceniona wykładowczyni i autorka książki Miss America by Day („Miss Ameryki na co dzień”, 2003), zestawia przygnębiające liczby dzieci gwałconych przez rodzeństwo i wynajętych opiekunów15. W istocie „ocenia się, że kazirodztwo pomiędzy rodzeństwem może być pięć razy częstsze niż popełniane przez ojców”16.
Szczególnie szkodliwe działanie nadużyć seksualnych wynika z tego, że niszczą one najgłębszy rdzeń formującego się dziecięcego poczucia tożsamości. Stanowią tak ponurą tajemnicę, że dziecko czuje się zmuszone milczeć i żyć z nieznośnym wstydem i poczuciem winy. Przełamane zostają jego najbardziej osobiste granice, co zniekształca jego własny obraz. Dzieci często nie mają poczucia, że zrobiono im coś złego; myślą, że to one są złe.
Nadużycie seksualne pociąga za sobą wielorakie symptomy. Omawiamy je bardziej szczegółowo w rozdziale 9. Tu wystarczy powiedzieć, że jego znakiem rozpoznawczym jest swojego rodzaju wyjście poza ciało, co psycholodzy nazywają dysocjacją. Przejawia się na różne sposoby, od roztargnienia i problemów z pamięcią po drętwienie niektórych członków ciała i utratę części wspomnień z dzieciństwa. Często dziecko żyje jak we śnie i nic nie wydaje mu się „realne”.
Chociaż dysocjacja pomaga dziecku zdystansować się od nieznośnego cierpienia, pozbawia je zarazem zdolności do życia we własnym ciele, uczenia się i nawiązywania bliskich przyjaźni. Zostało dobrze udokumentowane, że dzieci wykorzystywane seksualnie czują się odmienne od innych i popadają w dobrowolną izolację. Brak zaangażowania w kontakty z rówieśnikami w szkole podstawowej trwa także na wyższych szczeblach edukacji. Upośledza to proces rozwojowy i wpływa na późniejszą zdolność do nawiązywania intymnych relacji seksualnych i w ogóle związków międzyludzkich. Dzieci, które padły ofiarą nadużyć, są o wiele bardziej narażone na narkomanię i rozwiązłość seksualną.
Część rozdziału 9 poświęciliśmy na poradnik podpowiadający, jakich oznak wypatrywać u dzieci, jakie zadawać im pytania i co możesz zrobić, by zmniejszyć ich podatność na napaści seksualne. Dowiesz się także, jak pomóc dziecku, które już padło ofiarą takiego ataku. Ponownie jednak podkreślamy, jak ważne jest zrozumienie, że w przypadku nadużyć seksualnych nic nie zastąpi pomocy profesjonalnego terapeuty wyspecjalizowanego w tego rodzaju sytuacjach. Skorzystanie z rad specjalisty może zapobiec bardziej poważnym związanym z molestowaniem konsekwencjom, które mogą rozciągnąć się na dziesięciolecia, takim jak zaburzenia odżywiania i zachowania autodestrukcyjne.
Ludzie często mówią: „Ale przecież to było jeszcze niemowlę, kiedy to się zdarzyło”, albo: „Dobrze, że do tego wypadku drogowego doszło, zanim się urodził”, co sugeruje, że dzięki temu wpływ incydentu na dziecko będzie mniejszy albo w ogóle żaden. Tego rodzaju uwagi ujawniają szeroko rozpowszechnione nieporozumienia co do natury traumy. To, co zdarzy się w okresie płodowym i do drugiego roku życia, wytwarza schemat wpływający na wszystkie układy organizmu, od układu immunologicznego, poprzez zdolność do regulowania i wyrażania emocji, po odporność układu nerwowego, komunikację, inteligencję i mechanizmy sterujące takimi podstawowymi funkcjami jak utrzymanie temperatury ciała i wydzielanie hormonów.
Wiadomo, że typową reakcją na zagrożenie jest „walka lub ucieczka”. Jednak niemowlę, któremu żadna z tych opcji nie jest dostępna, musi reagować inaczej. Niezdolne uciekać od źródła chaosu, czy będzie to konflikt i głośna kłótnia, czy otwarta przemoc, odwołuje się do wielu różnych adaptacji. Małe ciało zwija się w kłębek, mięśnie sztywnieją, przewód pokarmowy kurczy, grzbiet wygina w kabłąk itd. Na koniec dziecko zapada w apatyczną rezygnację. Co gorsza, rosnący mózg skupia się na reakcjach umożliwiających przeżycie kosztem rozwoju układów limbicznych i korowych odpowiedzialnych za modulowanie impulsów i emocji. Mózg niemowlęcia staje się nadmiernie wyczulony na postrzeganie niebezpieczeństw. Innymi słowy, zostaje zaprogramowany w taki sposób, że poczucie przerażenia i bezradności staje się stanem „normalnym”.
Takie wczesne ukształtowanie przynosi ogromne konsekwencje dla rozwoju emocjonalnego i behawioralnego dziecka, a także dla jego układu immunologicznego i gospodarki hormonalnej. Długotrwałe funkcjonowanie w stresogennym środowisku prowadzi do otępienia i zamknięcia się w sobie, gdyż strach i cierpienie stają się stopniowo nie do zniesienia. W końcu tworzy się trwający całe życie wzorzec zachowania, który po latach (zwykle kiedy dziecko rozpoczyna naukę szkolną) jest błędnie diagnozowany jako zaburzenie lękowe, deficyt uwagi, nadaktywność, zaburzenie dysocjacyjne, zaburzenie zachowania lub depresja. Zgodnie z badaniami dr. Bruce’a Perry’ego, kiedy niemowlę lub małe dziecko doświadcza ciągłego zagrożenia przemocą i dzieje się to wystarczająco wcześnie, powstaje dogodny grunt dla licznych problemów z nauką i zachowaniem17.
W książce Ghosts from the Nursery. Tracing the Roots of Violence
