3,99 zł
Opowiadanie kryminalne „warszawskiego Sherlocka Holmesa" z pierwszej połowy XX wieku, podane z pierwszej ręki. Daniel Bachrach, aspirant Urzędu Śledczego w Warszawie, wspomina sprawę kryminalną, którą prowadził. Zimowego poranka do Urzędu Śledczego wpadł zdyszany mężczyzna w średnim wieku. Ubiegłej nocy, podczas wizyty w domu schadzek został ogołocony z dużej ilości gotówki. Poszkodowany przyznał, że dał uwieść się młodej kobiecie poznanej przypadkowo w cyrku. Po upojnej nocy z jego portfela zniknęły ponad trzy tysiące rubli. Jednocześnie mężczyzna zapewnia, że kochanka przez cały czas nie ruszyła się z łóżka. Kto odpowiada za tajemniczą kradzież? Niewierny mąż prosi o dyskrecję, a komisarz Bachrach stara się odzyskać utracone pieniądze.
Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów, z których pochodzi.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 17
Daniel Bachrach
Saga
Tajemnica domów schadzekJęzyk, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi. Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2019, 2020 Daniel Bachrach i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726534900
1. Wydanie w formie e-booka, 2020
Format: EPUB 2.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.
SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont
Kiedy w 1904 roku, pracując w policji kijowskiej, zetknąłem się z jednym z niebezpiecznych sutenerów, nie spodziewałem się, że po przeszło piętnastu latach spotkamy się z nim powtórnie w Warszawie w podobnych okolicznościach.
Pewnego zimowego poranku 1904 roku do Urzędu Śledczego przybiegł zdyszany jegomość w średnim wieku z zameldowaniem, że został ubiegłej nocy doszczętnie okradziony w czasie miłego tête-à-tête z przygodną znajomą, z którą zapoznał się tegoż wieczoru w cyrku. W czasie wprowadzenia go do gabinetu naczelnika Urzędu Śledczego byłem obecny w gabinecie i świadkiem następującego dialogu:
– Wczoraj rano przyjechałem z majątku i wieczorem poszedłem do cyrku – rozpoczął przybyły. – Obok mnie siedziała jakaś bardzo ładna blondynka, z którą nawiązałem rozmowę. Opowiadała mi, że jest sierotą z obywatelskiej rodziny i ojciec jej z powodu utraty majątku umarł ze zgryzoty. Przyjechała do Kijowa w poszukiwaniu pracy, jako panny do towarzystwa lub guwernantki i zamieszkała chwilowo w hotelu. Po przedstawieniu zaprosiłem ją na kolację i po dłuższych wzdraganiach zgodziła się na moją propozycję. Pojechaliśmy do restauracji przy hotelu Europejskim. Po sutej kolacji, zakrapianej trunkami, udałem się z nią do jej pokoju. Przy sobie miałem przeszło trzy tysiące rubli w portfelu, pieniądze te miałem następnego dnia wpłacić do Towarzystwa na uregulowanie hipoteki. Aczkolwiek nie miałem najmniejszego podejrzenia w stosunku do mojej towarzyszki, jednakże byłem na tyle ostrożny, że zamknąłem drzwi i klucz schowałem pod poduszkę. Dziś rano sięgnąłem do kieszeni, chcąc jej dać dwadzieścia pięć rubli na pończoszki, gdy ku memu przerażeniu stwierdziłem, że zginął portfel z pieniędzmi i różnymi dokumentami. Kiedy powiedziałem o tym mojej towarzyszce, wyśmiała mnie i odpowiedziała, że z pewnością nie chce jej nic dać i dlatego odgrywam przed nią komedię o okradzeniu.
– Czy klucz znalazł pan pod poduszką? – zapytał naczelnik.
