Wydawca: HarperCollins Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 162 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Szalone fantazje - Andrea Laurence

Bree otrzymuje zlecenie zrobienia zdjęć dawnemu kochankowi z jego nową narzeczoną. Sesja ma się odbyć w górskim domu Iana. Śnieżyca sprawia, że na miejsce dojeżdżają tylko Bree i Ian. Sytuacja jest niezręczna. Bree nadal kocha Iana, on odwzajemnia jej uczucie, ale przecież ma wkrótce się ożenić. Okoliczności im sprzyjają, a temperatura w górskim domku rośnie...

Opinie o ebooku Szalone fantazje - Andrea Laurence

Fragment ebooka Szalone fantazje - Andrea Laurence

Andrea Laurence

Szalone fantazje

Tłumaczenie:

PROLOG

– Przepraszam – Briana Harper przerwała przyjaciółce i partnerce biznesowej w środku ich cotygodniowego spotkania. – Powiedziałaś, że organizujemy ślub Missy Kline i Iana Lawsona? Tej Missy Kline i tego Iana Lawsona?

Natalie, szefowa biura, podniosła wzrok znad tabletu, ściągając brwi z lekką irytacją.

– Tak – odparła z westchnieniem. – Co w tym wielkiego? Organizujemy mnóstwo ślubów celebrytów.

Bree potrząsnęła głową.

– Po prostu się zdziwiłam, to wszystko.

To nie było wszystko, ale nie zamierzała zdradzać tego przyjaciółkom. Jedną z najważniejszych zasad firmy From This Moment był profesjonalizm. Należało zachowywać się profesjonalnie wtedy, gdy osoba niosąca obrączki potknie się o tort weselny lub gdy jakiś gość poda powód, dla którego młodzi nie powinni się pobrać, a zwłaszcza gdy pan młody był twoim narzeczonym. A zatem Bree milczała.

– Nawet w kolorowych gazetach przy kasach w supermarkecie o niczym innym nie piszą tylko o nich – dodała Gretchen. – Nie wiem, jak mogłaś to przeoczyć. Najwyraźniej Missy jest w ciąży.

– Chyba ostatnio zbyt często kupowałam jedzenie na wynos – mruknęła Bree. Więc obnosząca się z gołym brzuchem królowa popu oczekuje dziecka Iana. Z jakiegoś powodu Bree poczuła się urażona. Jak mogła nie zauważyć takiej wiadomości?

Natalie przerzuciła ciemnobrązowe włosy na plecy i dalej prowadziła spotkanie. Kiedy Natalie skupiała się na pracy, nie było miejsca na nic innego.

W każdy poniedziałek cztery współwłaścicielki From This Moment zbierały się, by omówić bieżące kwestie związane z nowymi klientami, a także podsumować wesele z minionego weekendu.

Firma zajmowała się organizacją ślubów wybrednych panien z Nashville. Wszyscy, którzy cokolwiek w tym mieście znaczyli, korzystali z ich pomocy. W ciągu zaledwie sześciu lat przyjaciółki z college’u – Natalie, Amelia, Gretchen i Bree – stały się członkami biznesowej elity Nashville.

Tworzyły zgrany zespół. Jeśli same nie były w stanie czegoś zrobić, znały odpowiednią osobę, którą mogły zatrudnić. Spełniały wszystkie życzenia młodych par, temu między innymi zawdzięczały swoją reputację. A także temu, że zapewniały absolutną dyskrecję.

Natalie miała rację, mówiąc, że organizowały już śluby celebrytów. Missy Kline była kolejną gwiazdą na liście ich sławnych klientów. Bree jednak bardziej zainteresowała się przyszłym mężem Missy, producentem muzycznym i właścicielem SpinTrax Records, Ianem Lawsonem. Dawno temu Ian był dla niej całym światem. Poznali się na pierwszym roku Belmont University w Nashville i przez ponad rok byli nierozłączni. On był muzykiem, który grywał w barach; nosił długie włosy, miał melancholijne spojrzenie i czarujący uśmiech. Kiedy grał na gitarze i śpiewał, świat wydawał się wspaniały. Potem przestał grać i wszystko się popsuło.

– Bree?

Gwałtownie uniosła głowę. Przyjaciółki jej się przypatrywały. Najwyraźniej coś jej umknęło.

– Tak?

– Pytałam – powtórzyła Natalie – czy będziesz mogła w ten czwartek zrobić portrety narzeczonych i zdążysz jednocześnie na próbny obiad wesela Connerów w piątek?

Bree zmarszczyła czoło.

– Czemu nie miałabym zdążyć? Zdjęcia narzeczonych zajmują dwie godziny.

– Panna młoda chce zrobić sesję w domu pana młodego w Gatlinburgu – wyjaśniła Amelia.

– W porządku.

– No to dobrze. – Natalie coś zanotowała. – Dam ci adres tego domu, postaraj się tam być koło południa.

Kiedy Natalie zapisała coś w tablecie, to tak jakby napisała to własną krwią. Nie można było się z tego wycofać. W końcu Bree stanie twarzą w twarz z mężczyzną, który przez minione dziewięć lat nawiedzał jej myśli i sny. I z jego nową narzeczoną.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Niedobrze.

Opony cadillaca pośliznęły się na zamarzniętej kałuży. Ian wrócił na pas, oddalając się od rowu na poboczu. Z całej siły ściskał pokrytą skórą kierownicę, w duchu dziękując asystentce, że dopilnowała, by wyjechał wcześnie. Gdyby wyruszył trochę później, mógłby nie dotrzeć na miejsce.

Padał tak gęsty śnieg, że trudno było cokolwiek dojrzeć, na poboczu tworzyły się zaspy. Kiedy jechał autostradą z Nashville do Gatlinburga, deszcz zamienił się w śnieg z deszczem, a w końcu na drodze zrobiła się z tego lodowa breja. Teraz, w samym sercu Smoky Mountains, był tylko śnieg.

U stóp wzgórza Ian zmienił bieg i dodając gazu, ostrożnie wjechał pod górę, a następnie na podjazd przed swoim domem, po czym zaparkował w garażu.

Wziął torbę z siedzenia pasażera i wysiadł. Podszedłszy do drzwi prowadzących do domu, nacisnął przycisk i patrzył na padający śnieg, aż brama garażowa się zamknęła. Należało to przewidzieć. To kolejny pech z całej serii, która nękała go od miesięcy. Wiedział, że nie powinien tak postrzegać tych zdarzeń, mimo to czuł się jak w pułapce.

Nigdy nie przyjeżdżał w góry w styczniu ani w lutym. O tej porze roku pogoda jest zbyt nieprzewidywalna. Mieszkanie na szczycie góry to luksus, widok jest niewiarygodnie piękny, ale można się tym cieszyć pod warunkiem, że się tam dotrze. Nie byłoby go tu teraz, gdyby Missy nie uparła się przy sesji zdjęciowej w jego górskim domu. Wbrew rozsądkowi się na to zgodził.

Postawił bagaż na granitowym blacie i wyjrzał przez okno na dolinę. Nic tylko morze bieli. Jeśli nadal będzie tak padać, kilka centymetrów śniegu szybko zamieni się w trzydzieści kilka centymetrów. „Nie przewiduje się dużych opadów śniegu”. Prychnął, przypominając sobie słowa prezentera pogody z minionego dnia. Missy jechała z Atlanty, może na południu pogoda była lepsza. Założyłby się jednak, że małym jaguarem Missy nie wjedzie na górę.

A fotograf… Nie miał pojęcia, jakim samochodem ten ktoś przyjedzie. Burza śnieżna pewnie wszystkich zaskoczyła.

Dzięki Bogu dom był dobrze zaopatrzony. Ian sprawdził zawartość szafek i lodówki. W razie konieczności starczy im tego na kilka dni. Domem opiekowało się małżeństwo, które mieszkało u stóp wzgórza. Przed wyjazdem w góry Ian przekazywał Rickowi i Patty listę zakupów, a oni dostarczali mu je do domu.

Czasami Patty robiła mu jakąś niespodziankę. Tego dnia była to butelka szampana chłodząca się w lodówce i dwa kieliszki, które stały na blacie obok wazonu ze świeżymi kwiatami. Żadnej z tych rzeczy nie było na liście, w ten sposób Patty składała Ianowi i jego narzeczonej gratulacje z okazji zaręczyn.

Pewnie nie wpadła jej w oczy informacja, że Missy jest w ósmym tygodniu ciąży. Missy rozpływała się nad ich przyszłą rodziną przed każdym, kto tylko chciał jej słuchać, od dwóch milionów fanów na Facebooku po dziennikarki z tabloidów. Ian miał wrażenie, że w całych Stanach nie ma człowieka, który nie znałby najnowszych doniesień o jego życiu osobistym.

Ślub zaplanowali na marzec w wybranym przez Missy miejscu. Ian nie znał szczegółów, nie angażował się w przygotowania. Powiedział sobie, i Missy, że jest zbyt zajęty pracą i dał jej wolną rękę. W końcu to jej wielki dzień. Prawdę mówiąc, wciąż starał się pogodzić ze zmianami w swoim życiu. Liczył, że da sobie radę.

Chciał, by jego dziecko miało szczęśliwą rodzinę i był zdecydowany zrobić wszystko, by do tego doprowadzić. Wymagało to wysiłku obu stron. Missy nie była najłatwiejszą partnerką. Rozpieszczona, kapryśna, przywykła do ludzi, którzy zasypywali ją komplementami.

Nie byli szaleńczo zakochaną parą, lecz Ian zaczynał myśleć, że miłość to tylko mit. Każde małżeństwo wymaga pracy. Ich sytuacja nie była idealna, lecz Missy ma urodzić jego dziecko, więc postanowili się pobrać.

Potrzebowali takiego romantycznego weekendu. W końcu wielu mężczyzn marzyło o poślubieniu Missy Kline. Jej zmysłowy głos i ciało od kilku lat zapewniały jej miejsce na szczytach radiowych list przebojów. Była gwiazdą firmy płytowej Iana.

W każdym razie do tej pory. Najnowsza płyta kiepsko się sprzedawała, ale Missy się tym nie przejmowała. W tej chwili czuła się ważna, ponieważ wychodziła za mąż i spodziewała się dziecka. Jej menedżer sprzedał już zdjęcia ze ślubu pewnemu kolorowemu magazynowi. Pracowali nad tym, by zbliżająca się ceremonia zamieniła się w wydarzenie telewizyjne. To gwałt na ich prywatności, Ianowi nie podobał się ten pomysł, ale Missy miała głowę do interesów. Nie dostaliby takiej reklamy za pieniądze. Dzień ich zaręczyn został ogłoszony, zdjęcia pierścionka zaręczynowego obiegły portale plotkarskie, a najnowsza piosenka Missy znalazła się na pierwszym miejscu listy przebojów iTunes. Jako wydawca płyt Ian nie mógł się na to skarżyć. Jako narzeczony nie był zachwycony.

W ten weekend zaplanowano sesję zdjęciową, podczas której pokażą się światu jako szczęśliwa para. Kilka kolejnych dni mieli spędzić razem, starając się, by ten obraz stał się rzeczywistością. Trzaskający w kominku ogień, zapierający dech w piersi widok, gorące kakao, przytulanki pod kocem… Romantyczny teledysk, który się materializuje. Taką przynajmniej Ian miał nadzieję. W tym momencie nie mógł zagwarantować, że tak właśnie będzie. Missy mówiła, że śnieg jest romantyczny. Nie wątpił, że do tej pory zmieniła zdanie.

Marszcząc czoło, podszedł do drzwi, otworzył je i wyszedł na ganek. Śnieg leżał wszędzie niczym gruby dywan. Nie było widać drogi ani cienkiej warstwy lodu, która tworzyła się pod śniegiem. Na południu śnieg rzadko był problemem, to lód sprawiał, że samochody zjeżdżały do rowu.

Nagle dojrzał małego białego suva, który wyjechał zza zakrętu i kierował się w jego stronę. Jego dom był ostatni na krętej drodze, więc kiedy samochód minął najbliższego sąsiada, Ian domyślił się, że to fotograf. Jeżeli fotograf zdołał dotrzeć z Nashville, może Missy uda się dojechać z Atlanty. Drogi nie zostały jeszcze zamknięte.

Suv zatrzymał się przed gankiem. Ian przywołał na twarz uśmiech, jakby został zdobywcą Oscara. Ostrożnie zszedł po kamiennych stopniach, by przywitać się z fotografem i pomóc mu wnieść do domu sprzęt.

Z samochodu wysiadła kobieta w obcisłych dżinsach, golfie i kurtce. Nie był to odpowiedni strój w góry. Śnieg najwyraźniej ją zaskoczył. Nie miała grubego płaszcza, rękawiczek ani szalika, a czerwone conversy nie mogły jej zapewnić ochrony przed ślizganiem się na lodzie.

Miała przynajmniej czapkę. Spod niej wystawały jasne kosmyki. Nosiła duże okulary przeciwsłoneczne, więc nie widział dokładnie jej twarzy, ale z jakiegoś powodu wydała mu się znajoma.

Kobieta zatrzasnęła drzwi samochodu i zdjęła okulary.

– Cześć, Ian.

Twarz, głos i wspomnienia uderzyły go jak cios. To Bree. Briana Harper. Jego dziewczyna z pierwszego roku studiów, która swoim jędrnym ciałem i zamiłowaniem do przygód odwracała jego uwagę od zajęć. Ta, która w najgorszym momencie jego życia go rzuciła.

– Bree? Nie miałem pojęcia, że byłaś… że jesteś…

Skrzywiła się i skinęła głową. Widział, że jest jak on spięta i zakłopotana. Miał ochotę pomasować jej kark, tak jak dawniej. Ale to była tylko nostalgia. Wątpił, by to pomogło zmniejszyć napięcie w tej trudnej sytuacji.

– Nie wiedziałeś, że przyjadę?

– Nie… zostawiłem wszystko Missy. Nie wspominała, kim będzie fotograf.

– Powinnam była coś powiedzieć – zaczęła – czy jakoś cię uprzedzić na wypadek, gdybyś nie wiedział, ale nie chciałam robić zbędnego zamieszania. Moje partnerki nie mają pojęcia o naszej znajomości.

Znajomości. Dobre określenie. W końcu znali każdy centymetr swoich ciał. Kiedy pierwszy szok na widok Bree minął, Ian z zaciekawieniem przyjrzał się tak dobrze niegdyś znanym krągłościom. Było ich teraz więcej, niż pamiętał, ale wtedy byli właściwie dziećmi. Dzisiejsza Bree była prawdziwą kobietą w tak obcisłych dżinsach, że wyglądały, jakby je na niej namalowano.

– To dla ciebie problem? – spytała. – Bo dla mnie nie. To moja praca. Twoja narzeczona nie musi wiedzieć, że się znamy, jeśli wolisz.

– Tak byłoby najlepiej. – Choć Missy twierdziła, że nie ma rywalek, jednocześnie była do szaleństwa zazdrosna. Zasłynęła z pyskówek w nocnych klubach i na branżowych imprezach, o których pisano w tabloidach. Na promocji płyty w Las Vegas wyrwała kępę włosów kobiecie tylko dlatego, że tamta rozmawiała z jej byłym chłopakiem.

Ian nie dawał Missy powodów do zazdrości. Ostatnia rzecz, jakiej pragnął, to kłótnia z powodu fotografki. Potrzebują zdjęć do kolorowego magazynu, nie mogą czekać, aż ktoś inny tu przyjedzie i zastąpi Bree.

Jeżeli ktoś wjechałby na tę górę. Sypało coraz mocniej.

– Wnieśmy twoje rzeczy do środka – zasugerował.

Bree kiwnęła głową. Gdy ruszyła do bagażnika, pośliznęła się. Szeroko otworzyła oczy i wyciągnęła ręce, by się czegoś chwycić, ale to szybki refleks Iana ją uratował. Ian objął ją w talii i przyciągnął.

Natychmiast wiedział, że popełnił błąd. Czuł przyciśnięte do niego ciało Bree. Zapach jej ulubionego balsamu i szamponu dla dzieci, którego zawsze używała. Znajoma mieszanka woni przywołała wspomnienia gorących nocy w pokoju w akademiku i na tylnym siedzeniu samochodu. Zimne powietrze nie zdusiło nagłego pożądania.

Policzki Bree zaróżowiły się od chłodu i z zażenowania. Przez moment patrzyła na niego błękitnymi jak u dzieci oczami. To wystarczyło, by poczuł ten wyjątkowy związek. Zawsze tak było. Parę minut po kolejnym fantastycznym seksie znów jej pragnął. W tamtym czasie, kiedy nie trzymał Bree w ramionach, o niczym innym nie był w stanie myśleć. Siłą woli spuścił wzrok z jej oczu na różowe wargi. Miała najbardziej miękkie i zmysłowe usta, jakie zdarzyło mu się całować. Całowanie Bree było jedną z niebiańskich rozkoszy jego życia. Strata tego była równie bolesna jak strata muzyki.

Ta myśl przywróciła go do rzeczywistości. Upewniwszy się, że Bree trzyma się na nogach, wypuścił ją z objęć, by nie zrobić jakiegoś głupstwa. Bree wyciągnęła rękę w stronę bocznego lusterka samochodu i cofnęła się o krok.

– Dziękuję – powiedziała czerwona jak burak. – To było naprawdę żenujące.

– Ależ nie – rzekł bardziej do siebie niż do niej. – Żenujące byłoby, gdybyś posiniaczyła sobie pupę i zabłociła spodnie.

– To prawda. – Rozejrzała się, unikając jego wzroku.

– Twoje rzeczy są w bagażniku? – spytał.

– Tak – odparła zadowolona, że zmienił temat. Opierając się jedną ręką o samochód, przeszła na tył i otworzyła bagażnik. Zarzuciła na ramię zielony plecak, potem wyjęła czarne torby i statyw.

Ian wziął od niej tyle, ile mógł, po czym weszli do domu. Zostawił ją w spokoju, by zajęła się swoim sprzętem, i sięgnął po telefon z nadzieją, że lektura mejli zdusi pożądanie, które zaćmiewało mu rozum.

Żadna kobieta tak na niego nie działała od… Zastanowił się, ściągając brwi. Od ostatniego razu, gdy trzymał Bree w ramionach. Nawet odsłaniająca brzuch diva z jego wytwórni nie budziła w nim takiego pożądania. Nie chciał tego, ale nie mógł tego zmienić.

Missy wpadłaby w szał i rzucałaby talerzami, gdyby się o tym dowiedziała.

Bree skupiła się na sprzęcie, choć wiedziała, że to nic nie da. Minęła godzina, a Missy się nie pojawiła. Jeżeli nie przyjedzie w ciągu pół godziny, istniało ryzyko, że w ogóle tu nie dotrze. Wystarczyło zerknąć przez okno, by wiedzieć, że lada chwila dojazd będzie niemożliwy.

Bree ledwie wjechała na górę. Raz czy dwa serce jej zamarło, ale to było nic w porównaniu z wypadkiem, jakiego właśnie doświadczyła z Ianem.

Już od dziewięciu lat nie są razem. Powinna była wyleczyć się z Iana. A jednak gdy spojrzała w jego ciemnozielone oczy, lata, które minęły od rozstania, wydały jej się chwilą. Powody, dla których wtedy odeszła, ból i zwątpienie zniknęły.

Myślała, że on też to poczuł. W jego oczach dojrzała tamto zainteresowanie i tęsknotę, przez moment jego wargi czule się uśmiechały. Potem odwrócił wzrok. W zielonych oczach pojawił się twardy błysk, gdy delikatnie ją odsunął. Zdała sobie sprawę, jaką jest idiotką.

Nie mogła się doczekać, kiedy weźmie się do pracy. Potrzebowała poczucia bezpieczeństwa, które dawał jej aparat, będący niczym mur między nią i światem. Jeżeli będzie patrzyła na Iana wyłącznie przez obiektyw, będzie bezpieczna. Co jej nie powstrzymało przed zerkaniem w jego stronę. Podziwiała szerokie ramiona w czarnym kaszmirowym swetrze, ręce ściskające telefon i wystukujące coś na klawiaturze laptopa.

W duchu jęknęła i wróciła do swojego sprzętu. Praca pozwoli jej to przetrwać. To tylko nostalgia i niestosowna zazdrość. Przecież ich związek nie zakończył się miło. Istniało mnóstwo powodów, dla których im nie wyszło. Nie ma sensu usychać z tęsknoty za czymś, co porzuciła.

Podczas ostatnich dwóch miesięcy ich związku Ian zmienił się nie do poznania. Z początku między innymi tym przyciągnął Bree, że bardzo różnił się od jej ojca.

Doug Harper był pracoholikiem. Odniósł sukces i pracował z pasją, niemal całe życie kierował firmą budowlaną. Pomagał zbudować pół Nashville i zarobił na tym fortunę. Matka Bree wypełniała pustkę, podróżując po świecie i wydając zarobione przez męża pieniądze. Bree siedziała w domu z gosposią.

To było nieszczęśliwe życie, którego nie zamierzała powtarzać jako dorosła. Zawsze sobie mówiła, że zwiąże się z mężczyzną, który po pracy wraca do domu, którego bardziej interesuje życie niż praca, który większą wagę przykłada do rodziny i miłości niż do biznesu. Ian był uosobieniem jej pragnień i nieźle sobie radził jako muzyk. Do czasu gdy przestał grać i rzucił studia, by podjąć pracę w firmie płytowej. Nagle jego życiem stała się praca.

Odniosła wrażenie, jakby w jednej chwili na miejscu ukochanego pojawił się klon ojca. Złamało jej to serce. Ianowi chyba wyszło to na dobre, odniósł sukces jako producent i żenił się z gwiazdą muzyki pop. Bree miała pracę, z której była dumna i nadzieję, że pewnego dnia znajdzie swoją drugą połowę.

Czemu zatem czuła motyle w brzuchu?

Jej myśli przerwał głos Iana. Rozmawiał z kimś przez telefon. Nie wydawał się zadowolony, ale z ulgą usłyszała, że chodzi o pogodę i spóźnienie Missy. Już bała się, że dzwoni do Natalie z prośbą o innego fotografa. To byłoby krępujące. Po czymś takim nie byłaby w stanie wrócić do Nashville i spojrzeć przyjaciółkom w oczy.

– Co? – rzucił ostro Ian, a jego głos odbił się echem od ścian salonu. – Jesteś pewna? Nie, oczywiście, że nie. Nie mam ci za złe. Chcę, żebyście byli z dzieckiem bezpieczni. Możemy przesunąć termin.

Bree zamarła, czekała na kolejne słowa. Była wdzięczna Amelii, że zarezerwowała jej pokój w pobliskim hotelu. Powrót do Nashville w tę pogodę byłby niebezpieczny. Wyjrzała przez okno na dolinę. Poza bielą nic nie widziała. Żadnych samochodów, drogi, żadnych drzew. Tylko biel.

Rozległo się głośne przekleństwo, a potem huk. Bree wyprostowała się i odwróciła w stronę kuchni. Chwilę później wypadł stamtąd Ian. Spojrzał na Bree, chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał. Wsunął ręce do kieszeni i wziął głęboki oddech.

– Ona nie przyjedzie.

– Co się stało?

– Drogi zamknięto, nawet z łańcuchami niektóre są nieprzejezdne. Missy jechała z Atlanty. Dotarła do Maryville, potem kazali wszystkim zawracać. Nie można się tu dostać. – Pokręcił głową. – Powinienem był poczekać, aż będziemy mogli razem tu przyjechać.

Bree przygryzła wargi.

– W takim razie zrobię sesję w Nashville, jeśli to prostsze.

Ian kiwnął głową i wbił wzrok w podłogę.

– Tak pewnie będzie najlepiej.

Poczuła dziwny niepokój i postanowiła spakować sprzęt. Właściwie się ucieszyła, że nie będzie zmuszona spotkać się tego dnia z jego sławną narzeczoną. Nie miała ochoty patrzeć, jak się przytulają i uśmiechają przed obiektywem. Po powrocie do Nashville wyzna prawdę Natalie. Byłoby o wiele lepiej, gdyby ktoś inny zrobił portrety narzeczonym, a nawet zdjęcia podczas ślubu. Trzeba jednak odróżnić profesjonalizm od masochizmu. Teraz dostrzegała tę różnicę.

A jednocześnie nie miała ochoty stąd wyjeżdżać. Kiedy opuści ten dom, może już nigdy nie spotka Iana. Gdy ją chwycił przy samochodzie, poczuła takie gorąco, jakiego nie czuła od długiego czasu. Pragnęła, by znów ją objął, by ją pocałował tak, jak od lat nikt tego nie robił.

W duchu westchnęła i zamknęła torbę. Może i jest masochistką. Fantazjowała o swoim byłym. Zaręczonym byłym, który wkrótce ma poślubić inną kobietę i zostać ojcem. O mężczyźnie, z którym zerwała, bo nie mogła się pogodzić z nagłą zmianą, która w nim zaszła. Z jego osiemdziesięcioma godzinami pracy w tygodniu. Była przekonana, że nadal tak to wygląda. To, że wziął wolny weekend, by zrobić sesję zdjęciową z narzeczoną, nie znaczy, że wyleczył się z uzależnienia.

Zawiesiła aparat na ramieniu. Już miała sięgnąć po drugą torbę, kiedy usłyszała głośne stukanie do drzwi. Ian zmarszczył czoło, potem otworzył. Za progiem stał starszy mężczyzna w grubej kurtce i czapce.

Nie słyszała ich rozmowy, więc podeszła bliżej.

– Podczas burzy śnieżnej Sandy minęło kilka dni, zanim oczyścili drogi. Teraz nie mogą zacząć, dopóki nie przestanie padać. Na ziemi już leży dwadzieścia pięć centymetrów, a spodziewają się kolejnych trzydziestu paru. Mieszkam tu od dwudziestu lat, ale takiego śniegu nie widziałem.

– Więc utknęliśmy tutaj, Rick?

Starszy mężczyzna kiwnął głową.

– Chyba na parę dni. To zbocze jest zbyt niebezpieczne dla pługów śnieżnych. Patty dobrze cię zaopatrzyła, a ja dorzuciłem drewna. Powinno ci to wystarczyć, dopóki powrót do Nashville nie będzie bezpieczny.

Bree słyszała słowa mężczyzny, ale jakaś jej część z początku nie chciała się z tym pogodzić. Dopiero gdy Ian zamknął drzwi i odwrócił się do niej z przerażoną miną, zrozumiała. Nie dość, że Missy nie dojechała, oni nie mogą stąd wyjechać. Nie mogą zjechać z góry, więc Bree nie może spać w pokoju w hotelu.

Natychmiast sięgnęła po pilota i włączyła telewizor. Miała nadzieję, że Instytut Meteorologii ma inne wiadomości niż sąsiad Iana. W końcu na ekranie pojawiła się mapa Stanów, a kobieta w ładnym kostiumie wskazała miejsca, gdzie pogoda sprawia problemy. Gdy dotarła do Smoky Mountains, Bree wstrzymała oddech.

– …niespodziewane duże opady śniegu w tej okolicy po dwóch niewielkich burzach zamieniły się w burzę śnieżną Shana. W nocy spodziewane się zawieje śnieżne. Drogi są zamknięte, prosi się wszystkich o pozostanie w domach, ponieważ służby ratunkowe mają problem z dostaniem się do wezwań o pomoc.

Bree opadła na fotel. A więc tu utknęła. Z Ianem. Na trudny do określenia czas. Na domiar złego Ian wcale nie wygląda na zadowolonego.

Tytuł oryginału: Snowed in with Her Ex

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2015

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2015 by Andrea Laurence

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-2481-9

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.