Niedosyt wrażeń - Andrea Laurence - ebook
Opis

Bogaty i beztroski Alex Stanton lubi przygody bez zobowiązań. Ta z Gwen Wright pozostawiła w nim jednak uczucie niedosytu, zapragnął czegoś więcej. Gdy pojawia się okazja do ponownego spotkania z tą piękną kobietą, Alex z niej korzysta. Tyle tylko, że od ich ostatniej randki wiele się zmieniło. Nie osłabło jedynie pożądanie...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 157

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Andrea Laurence

Niedosyt wrażeń

Tłumaczenie:

PROLOG

Sobota, 20 października

Przyjęcie weselne Willa i Adrienne Taylorów

To straszny banał, by na weselu drużba uwodził druhnę, ale poza nią nie było tam ani jednej seksownej dziewczyny.

Alex nie zamierzał traktować ślubu swojego najlepszego przyjaciela jako okazji do podrywu. Na takich spędach zwykle pełno było romantycznych kobiet oczekujących od niego więcej, niż mógł dać. Tym razem więc też planował dopełnić obowiązków drużby i ulotnić się możliwie jak najszybciej. Czyli gdy tylko jego przyjaciel, jak wielu szaleńców przed nim, przejdzie na „ciemną stronę mocy”.

Jednakże drobna i zmysłowa Gwen Wright pokrzyżowała jego plany z chwilą, gdy wdzięcznie wkroczyła na śniadanie. Miała na sobie wąską brązową spódnicę i beżową bluzkę, która podkreślała jej ciemne oczy i brzoskwiniową cerę. Spojrzała w stronę Alexa i lekko się uśmiechnęła. Gdy spotkali się wzrokiem, zaintrygował go figlarny błysk w jej oczach.

Will przedstawił ich sobie parę minut później, a Alex ucieszył się, że Gwen, jako druhna, dzieli z nim obowiązki weselne. Uprzejmie ujął jej dłoń i zachwycił się delikatnością skóry. Chciał z nią porozmawiać, ale nie było kiedy. W chaosie przygotowań zniknęła w tłumie.

Nie miał innej szansy, by zamienić z nią parę słów, a co dopiero by jej dotknąć. Upływała godzina za godziną, a on coraz bardziej tego pragnął.

Wieczorem, gdy stał obok Willa pod sklepionym przejściem udekorowanym różami, przyglądał się Gwen idącej w jego kierunku w różowej sukni. Poczuł wtedy, że jego cierpliwość jest na wyczerpaniu. Gdy pod koniec ceremonii kroczył z nią w orszaku ślubnym, odciągnął ją na chwilę na bok i szepnął: „Potem”. Uroczo się zaczerwieniła, co znaczyło, że pojęła w lot, o co mu chodzi.

Gwen zajmowała się organizacją przyjęcia jak wytrawna profesjonalistka. Według protokołu mieli z sobą zatańczyć i wtedy właśnie mogli po raz pierwszy porozmawiać. Mimo że Alex trzymał ją w ramionach, ona błądziła myślami gdzieś daleko – ustalała porządek przemówień, planowała krojenie tortu… Tak była zaabsorbowana tymi zadaniami, że nie śmiał posunąć się ani o krok dalej.

Gdy państwo młodzi wyszli, gości zaczęło ubywać. Dla Alexa i Gwen nadszedł od dawna wyczekiwany moment. Już od wielu godzin przykuwała jego uwagę, ale chyba nie zdawała sobie z tego sprawy. Z pewnością była piękna. Podziwiał jej falujące włosy otaczające owalną twarz i ciemne oczy spoglądające spod długich gęstych rzęs. Delikatną postać podkreślała suknia druhny uwydatniająca jej proporcjonalne kształty. Ale miała w sobie jeszcze coś. Coś, co nie pozwalało oderwać od niej wzroku.

Siedziała wygodnie w fotelu dopiero od czterdziestu pięciu sekund, gdy nad głową usłyszała męski głos. Czterdzieści pięć sekund to tyle co nic w porównaniu z długimi godzinami, jakie spędziła na nogach, wychodząc z siebie, by wszystko przebiegło jak należy. Padała na nos ze zmęczenia. Obejętne czego ten facet od niej chce, i tak do niej to nie dotrze. Nawet gdyby zaprosił ją do tańca sam książę Harry, to uznałaby tę propozycję za mniej atrakcyjną od tego, by zdjąć szpilki i rzucić się na łóżko.

Odwróciła się i zobaczyła w pełnym świetle Alexa Stantona. Świetnie wyglądał w smokingu od Armaniego, z jasnymi włosami zaczesanymi do tyłu. Starała się nie zważać na rozkoszny dreszcz, jaki poczuła, gdy szli w orszaku ślubnym. Wtedy jednak nachylił się ku niej i szepnął „Potem”. Na moment zabrakło jej tchu. W jaki sposób potrafił w tym jednym słowie zawrzeć zarówno „pragnę cię”, jak i „dziś wieczór odmienię twój świat” oraz „mam nadzieję, że jesteś gotowa”, pozostanie dla niej na zawsze tajemnicą.

– Panno Wright, zatańczymy?

Gdy tańczyła z nim po raz pierwszy, poczuła ten sam dreszcz, ale silniejszy, a także ogromną potrzebę bliskości. Nie chciała jednak, aby sądził, że rzuca mu się w ramiona. Cokolwiek przedtem wyczytała z jego słów, tańczył z nią przecież tylko dlatego, że przewidywał to protokół.

Przyjęcie dobiegało końca. Gwen chciała jak najszybciej wrócić do domu i odpocząć, ponieważ według jej szacunków to „potem” było i minęło dawno temu.

A jednak gdy Alex zaprosił ją do tańca, jego gorące spojrzenie kazało jej zapomnieć o zbolałych stopach.

Mało który mężczyzna, z jakim miała do czynienia, potrafiłby wywołać w niej tak szybką reakcję. Alex nie przypominał większości jej partnerów. Świat przedsiębiorcy firmy deweloperskiej był dla niej bardzo odległy. Jednak Alex jakby nie zdawał sobie z tego sprawy. Gdy wyciągnął ku niej rękę, nie było wątpliwości, co to znaczyło: zamierzał spełnić obietnice. Interesowało go coś więcej niż taniec, a podając mu dłoń, dawała znać, że się zgadza.

Zmierzyła wzrokiem swojego adoratora. Był przystojny, urokliwy, bogaty…Taka okazja może się już nie powtórzyć. Alex cieszył się opinią czułego i namiętnego kochanka, a Gwen zasłużyła sobie na noc rozrywki z mężczyzną, który umie się bawić. W pocie czoła pracowała w szpitalu i dzielnie pomagała Adrienne w przygotowaniach do ślubu. Może właśnie potrzebuje romansu bez zobowiązań? Z playboyem?

Pomógł jej wstać z fotela i łagodnie obrócił ku sobie na parkiecie. Objął ją w pasie i mocno przytulił.

Była zaskoczona swoją reakcją na jego dotyk. Ostry zapach wody kolońskiej Alexa odurzył ją, mieszając się z łagodną wonią róż i wosku świec. Musiała mocno trzymać się jego ramion, gdy kołysali się w rytm powolnej i zmysłowej muzyki.

Chwilę później Alex pochylił się i ją pocałował. Na początku zrobił to delikatnie, ale potem bardziej namiętnie, gdy poznał smak jej warg.

W końcu ucichły ostatnie dźwięki muzyki i prysł czar odgradzający ich od otaczającego świata. Jak się jednak spodziewała, Alex nie wypuścił jej z ramion. Jego oczy błyszczały z podniecenia.

Przyjęcie dobiegło końca. Kwestia tego „jak”, „gdzie” i „co” wciąż była nieustalona, ale nie mogli przecież wiecznie stać na parkiecie.

– Muszę zabrać moje rzeczy z garderoby – oznajmiła lekko drętwym głosem.

Alex kiwnął glową, uwalniając ją z uścisku, a Gwen ruszyła w kierunku korytarza na tyłach hangaru dla łodzi.

– Spokojnie – szepnęła do siebie, otwierając drzwi garderoby dla nowożeńców.

Była tam toaletka z lustrem, fotel, szafa na ubrania i łazienka. Wszystkie rzeczy Adrienne już zabrano, ale zostało parę drobiazgów należących do Gwen.

Szybko poprawiła włosy i makijaż. Wkładając do torebki puderniczkę i tusz do rzęs, zauważyła, że jej ręce drżą. Zastanawiała się, czy to ze zdenerwowania, czy też może podniecenie wytrąciło ją z równowagi.

Gdy sięgała po szczotkę do włosów, usłyszała, że ktoś wchodzi, a potem zamyka drzwi na klucz. Nie odwróciła się. Wystarczyło, że uniosła wzrok, by ujrzeć w lustrze Alexa. Oparty plecami o drzwi, patrzył na nią płonącymi z pożądania oczami.

Kwestia „gdzie” została rozwiązana. Gwen była w siódmym niebie.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Osiem miesięcy później

– Już prawie dojeżdżam – powiedział Alex. – Spóźniam się, jak to jest teraz w modzie.

Przez zestaw głośnomówiący corvetty usłyszał głos swojego najlepszego przyjaciela, Willa Taylora.

– Nie ma sprawy. Chciałem się tylko upewnić, czy pamiętasz drogę.

– Wchodzę właśnie w ostatni zakręt – skłamał.

Od domu w Sag Harbor dzielił go co najmniej kwadrans, ale chciał Willa uspokoić. To miały być wakacje. Dzień Niepodległości 4 lipca oznacza pełny relaks, wolność od obowiązków. Nie wyznaczyli sobie żadnej godziny, więc trudno było mówić o spóźnieniu.

– Czy reszta towarzystwa jest w komplecie?

– Tak.

Alex zwlekał chwilę, nim zapytał:

– Czy Gwen przyjechała z kimś?

Niebezpiecznie było o to pytać, ale musi zbadać teren. Wywrócił przecież do góry nogami swoje plany, aby tu przyjechać ze względu na nią.

– Nie, jest sama. Przyjechała rano z nami.

Doskonale, pomyślał Alex. O ile było mu wiadomo, nikt, łącznie z Willem i Adrienne, nie miał pojęcia, co jesienią zaszło między nim a Gwen. A więc nie domyślą się, że zależy mu na tym, by ją zobaczyć. Ani że namiętnie pragnie mieć ją w łóżku podczas następnych pięciu dni tej eskapady.

– To ile nas jest? Dziesiątka? – Starał się brzmieniem głosu nie zdradzić, że sonduje grunt. – To fajna okrągła liczba. Cieszę się, że Gwen mogła wziąć trochę urlopu. Nie widziałem jej od waszego ślubu, ale spodziewałem się, że Adrienne ją zaprosi.

Will coś odmruknął, ale nie podjął tematu.

– No to zaraz się zobaczymy.

– Cześć – powiedział Alex, kończąc rozmowę. Odchylił się w miękkim skórzanym fotelu, mocno chwycił kierownicę i dodał gazu.

Najbliższy tydzień Gwen spędzi z nimi w jednej z rezydencji w luksusowym Hamptons w pobliżu Nowego Jorku. Sama.

Liczył na to, ale dopiero teraz ośmielił się o nią zapytać. Po ślubie Adrienne i Willa przeżył z Gwen cudowne dwa tygodnie. To najbardziej bystra i seksowna kobieta, z jaką był związany. Poważnym błędem byłoby jednak nie doceniać iskry życia w tak drobnej istocie. To istna mieszanka wybuchowa – w łóżku i nie tylko.

Dwa wspólne tygodnie minęły szybko, a zanim zdążył się obejrzeć, musiał wracać do Nowego Orleanu. Jak wszystkie związki w jego życiu, ten trwał krótko i nie towarzyszyły mu żadne zobowiązania. Po prostu świetna przygoda erotyczna.

W odróżnieniu od większości kobiet, z którymi się spotykał, Gwen to absolutnie wystarczało. Nie spoglądała łakomym wzrokiem na stan jego konta ani znacząco na palec bez obrączki. Nastawiła się po prostu na zabawę. Alex odnosił wrażenie, że tak jak on ma mnóstwo pracy i nie chce komplikować sobie życia związkiem. Znakomicie się złożyło.

Tak znakomicie, że będzie gotowa na kolejną przygodę. Taką przynajmniej miał nadzieję.

W krótkim czasie, który wtedy spędzili razem, Alex widać nie zdążył się nacieszyć Gwen. Zwykle kobiety nudziły mu się już po kilku randkach. Jeśli domagały się dalszego ciągu, z miejsca ucinał rozmowy telefoniczne. Nigdy nie ukrywał znudzenia, ale wydawało się, że większość kobiet widziała się w roli tej jedynej, która zdoła go obłaskawić. Żadna nie była nawet tego bliska.

Miał wiele przygód, ale wyłącznie Gwen zdołała utkwić mu w pamięci. Przez ostatnie siedem miesięcy pracował w Nowym Orleanie nad nowym projektem związanym z nieruchomościami, pochłaniającym mnóstwo czasu. Mimo wszystko myśli o niej ustawicznie wkradały mu się do głowy – gdy siedział na nudnym zebraniu lub wieczorami, gdy leżał w łóżku. Nawiedzały go nawet wtedy, gdy spacerował po Bourbon Street, tętniącej nocnym życiem ulicy Nowego Orleanu.

Po tym, co przeżył z Gwen, wydawało mu się, że żadna z poznanych kobiet, nawet tam, gdzie bardzo o to łatwo, nie może się z nią równać. Noc w noc wracał do hotelu sam.

Po prostu nie mógł otrząsnąć się ze wspomnień o niej. Jej ręce łagodnie pieszczące jego brzuch, woń lawendowego szamponu, dowcipne riposty serwowane z miękkim akcentem stanu Tennessee, pojawiającym się w chwilach zdenerwowania…

Jeszcze jeden wspólnie spędzony tydzień powinien uwolnić go od tej kobiety. Wówczas mógłby znów ruszyć na łowy i umocnić swój wizerunek zatwardziałego kawalera.

Teraz, gdy projekt wystartował, mógł zrobić krok wstecz i pozwolić, by Tabitha i jej ekipa grali pierwsze skrzypce. Gdy wraz z kolegą, Wade’em, uruchomili swoją pierwszą firmę deweloperską, sami zajmowali się wszystkim od początku do końca. Obecnie, gdy się usamodzielnił i miał pieniądze na zatrudnienie pracowników, mógł robić, co chciał, pilnując, by nie pogubić się w szczegółach. Nie mógł się doczekać chwili, gdy będzie miał wreszcie czas na zabawę. Kilka dni w jednej z rezydencji w Hamptons z okazji święta 4 lipca to wymarzone rozpoczęcie takich wakacji.

Wjechał na drogę prowadzącą do położonej na nadbrzeżu wakacyjnej posiadłości Willa i jego żony. Adrienne doszła do wniosku, że rodzinny dom letniskowy o powierzchni prawie tysiąca metrów kwadratowych jest zdecydowanie zbyt obszerny dla nich dwojga i postanowiła urządzić w nim zjazd towarzyski. W tym tygodniu dołączy do nich około ośmiu osób, aby wypocząć i się zabawić.

Początkowo Alex nie zamierzał przyjąć zaproszenia, ale gdy dowiedział się, że będzie Gwen, zmienił plany. Chociaż uzgodnili, że nie będą się z sobą kontaktować, jakaś jego cząstka pragnęła, by od czasu do czasu Gwen przysłała mu esemesa. Chciał znów słyszeć jej śmiech i widzieć rozpromienioną twarz.

Miał nadzieję, że będzie gotowa na dalszy ciąg romansu, ale nie był tego pewien. Gdyby pojawiła się z innym mężczyzną, czekałby go nudny tydzień złożony z pikników, przyjęć na basenie i zimnego łóżka.

Stary drewniany znak wskazywał podjazd do domu. Alex zwolnił, skręcił i zaparkował za range roverem i srebrnym mercedesem z otwieranym dachem. Nacisnął klakson, by oznajmić swe przybycie, i wysiadł z samochodu. Spodnie khaki i koszulka polo, które miał na sobie, trochę za ciepłe w mieście, przy miłym wiaterku w pobliżu wody sprawdzały się doskonale.

– Alex! – zawołała Adrienne z werandy. – Will, przyjechał Alex.

Schodziła po schodach, aby go powitać, a Alex spostrzegł, że świeżo poślubiona żona jego najlepszego przyjaciela wygląda jak zwykle uroczo. Miała na sobie dżinsowe szorty i wsuniętą do nich jasnozieloną bluzkę bez rękawów, ciemne włosy zawiązała w koński ogon, a jej cera była lekko zaróżowiona od słońca.

Nikt by się nie domyślił, patrząc na nią teraz, że kiedyś przeżyła katastrofę lotniczą i przeszła wiele operacji plastycznych.

Gdy Adrienne wyciągnęła ręce, by go objąć, dało się zauważyć tylko wąską białą bliznę na lewym przedramieniu. Alex wziął ją w ramiona i uścisnął. Był ostatnio tak zapracowany, że z Willem i Adrienne też rzadko się widywał. Albo całymi miesiącami harował jak wół w firmie, albo siedział w domu, na totalnym luzie, a szefowa jego projektu, Tabitha, zajmowała się resztą. Szeroko zakrojony projekt w Nowym Orleanie pochłaniał nadspodziewanie dużo czasu.

– Czy Will ma ci pomóc z bagażami? – zapytała. – Jest teraz w ogrodzie i zmaga się z nowym grillem.

Na myśl o tym, że przyjaciel piecze coś na grillu, Alex się uśmiechnął. Chyba będą przymierać głodem, jeśli czegoś nie zamówią.

– Nie – odparł, wyciągając torbę. – To mój cały bagaż.

– A więc zaprowadzę cię do pokoju.

Śledząc wzrokiem jej klapki, Alex wszedł za Adrienne do domu, a potem ruszył na górę po schodach otaczających salon. Wędrowali długim białym korytarzem, mijając po obu stronach to jakieś drzwi, to dzieła sztuki.

– Oto twój pokój – oznajmiła.

Alex wszedł do środka, rzucił torbę na wielkie łóżko z ozdobnym wezgłowiem, nadające ton całemu pomieszczeniu. Pokrywała je kapa zdobiona misternym deseniem i duże puchate poduszki. Z jasnego dębu zrobiono także komodę i szafkę nocną. W pokoju był jeszcze telewizor z płaskim ekranem, wyściełane krzesło i kanapa, a powoli obracający się wentylator pod sufitem zapewniał cyrkulację powietrza.

Szczerze mówiąc, było tu znacznie przyjemniej niż w pokojach hotelowych, w których mieszkał w ciągu paru ostatnich miesięcy w Nowym Orleanie i za które słono płacił.

– Masz własną łazienkę – powiedziała Adrienne, wskazując drzwi w przeciwległej ścianie.

– Znakomicie. A gdzie ulokowałaś innych gości? – Chciał się zorientować, jak daleko będzie musiał wracać w negliżu z pokoju Gwen, zanim wszyscy się obudzą. Gdyby dopisało mu szczęście, jej pokój byłby naprzeciwko.

– Emma, Peter i Helena mieszkają w końcu korytarza. Sabine, Jack i Wade zajmują pokoje po przeciwnej stronie. Will i ja mamy apartament na parterze, a pokój Gwen znajduje się przy kuchni.

Niech to szlag. Z logistycznego punktu widzenia Gwen była bardzo daleko od jego pokoju. Coś podobnego! To znaczy, że przemykać chyłkiem będzie znacznie trudniej. Alex jednak starał się nie okazywać niezadowolenia. Jeszcze by tego brakowało, by Adrienie zadawała mu jakieś pytania.

– A więc mam chyba wszystko, czego mi trzeba.

– Świetnie. No to rozgość się i do zobaczenia na dole.

Wymknęła się z pokoju, zostawiając go samego. Usłyszał głuchy odgłos kroków Adrienne na drewnianych schodach, następnie rozsunął zasłony i czekał, aż wyjdzie na patio. Zobaczył tam Willa, który kręcił się wokół stalowego grilla wmontowanego w letnią kuchnię w kształcie litery L. Dobudowano ją po ostatniej bytności tu Alexa. Adrienne pocałowała Willa w policzek i pomagała mu w zgłębianiu tajników nowego sprzętu do pieczenia.

W końcu rozsunął zamek torby, wyciągnął butelkę wina i bukiet pąsowych róż, które kupił dla Gwen. Ojciec go uczył, że na dobry początek, zwłaszcza w kontaktach z kobietami, przyda się jakiś upominek. Alex chciał kupić jej coś z biżuterii, ale ostatnim razem, gdy się o to pokusił, niemal roześmiała mu się w twarz. Chcąc tego uniknąć, wybrał teraz coś skromniejszego.

Przekonał się, że mając do czynienia z Gwen, musi szukać złotego środka między czymś przemyślanym, ładnym i kosztownym.

Z bukietem ukrytym za plecami schodził na dół w poszukiwaniu jej pokoju. Mieszkał w nim parę lat temu podczas innego letniego spotkania organizowanego przez Taylorów, więc teraz odnalazł go bez trudu. Kiedyś było to pomieszczenie dla służby.

Drzwi były uchylone. Ze swojego punktu obserwacyjnego widział na łóżku otwartą walizkę. Zbliżył się do drzwi i zajrzał do środka. Gwen wkładała ubrania do komódki.

Była odwrócona plecami, więc przez chwilę mógł ją podziwiać. Bawełniana letnia sukienka bez ramiączek spływała do jej kostek i bosych stóp. Kręcone popielatoblond włosy spinała klamra, pozostawiając kosmyki na szyi. Ni stąd, ni zowąd poczuł nieprzepartą chęć, by ją pocałować.

Wśliznął się cichutko do pokoju.

– Cześć, ślicznotko – powiedział, obejmując ją ramionami, by pokazać wino i róże, i składając gorący pocałunek na karku. – To dla ciebie.

Poczuł, że lekko zadrżała, gdy jej dotknął, a potem zesztywniała. Nie odwróciła się do niego ani nie odebrała prezentów, ale odpowiedziała niepewnym głosem:

– Cześć, Alex.

Alexa zaczęło dręczyć uczucie niepokoju rywalizujące z ogarniającym go pożądaniem. Nie takiej reakcji oczekiwał. Spodziewał się raczej uśmiechu, przytulenia, może serdecznego „Cześć, kochanie”, albo co najmniej podziękowania za kwiaty. Być może źle ocenił sytuację, toteż zaczął zastanawiać się, czy Gwen nie jest na niego obrażona. Czy oczekiwała, że po rozstaniu on się do niej odezwie, choć uzgodnili, że nie będą się widywać?

Wydawało mu się wówczas, że jest zadowolona z przelotnego charakteru ich znajomości, ale nie byłaby pierwszą kobietą rozczarowaną lub załamaną tym, że nie może liczyć na przyszłość u jego boku.

W końcu wzięła do ręki róże oraz wino i wciąż zwrócona do niego tyłem ustawiła je na komódce, nie patrząc na nie. Zapamiętaj sobie, powiedział Alex w myślach, że Gwen nie przepada za drogą biżuterią, różami i czerwonym winem. Ale co naprawdę lubi?

– Jak się miewasz? – zapytała. Jej głos brzmiał teraz normalniej, nie tak nieśmiało. Może po prostu ją przestraszył?

– Jestem zapracowany – odparł i objął ją w pasie.

Nie poruszyła się, ale też nie przytuliła. Urok kwiatów nie zadziałał, lecz Alex dobrze wiedział, jak złagodzić chłodne przyjęcie ze strony kobiety. Gdy przylgnie do jej pleców, dając odczuć pożądanie, z pewnością ostudzi to jej dumę i pozwoli uświadomić, jak za nią tęsknił.

– A ty? – zapytał, przesuwając dłońmi po jej brzuchu, by przyciągnąć oporne ciało ku sobie.

Przynajmniej zorientował się, w czym rzecz. Błądząc dłońmi po jej brzuchu, miękkim i zaokrąglonym, a nie płaskim i twardym, który zapamiętał – nagle zamilkł.

Odkrycie to zaparło mu dech w piersiach. Nie mógł się poruszyć ani też obrócić Gwen, by ujrzeć jej twarz.

– Jestem zapracowana – szepnęła, powtarzając po nim. – A także, jak może zauważyłeś, w ciąży.

Jego ręce łagodnie gładzące zaokrąglony brzuszek Gwen zastygły. Palce uciskały jej ciało mocno, niemal boleśnie. Powoli odsunęła dłonie Alexa, by móc obrócić się i wreszcie stanąć z nim twarzą w twarz.

Nie wiedziała, jakie wrażenie zrobi na niej ponowne spotkanie. Widok dobrze znanej, chłopięco przystojnej twarzy przyprawił ją o przyspieszone bicie serca. Miała wielką ochotę wsunąć palce w jego zmierzwione jasne włosy, dotknąć ustami lekko widocznego zarostu. W okamgnieniu wszystko było tak, jak gdyby w ogóle się nie rozstali.

W tym samym czasie Gwen zastanawiała się jednak, czy jej przyjazd tutaj nie był błędem.

Złotoorzechowe oczy, niegdyś błyszczące figlarną namiętnością, teraz rozszerzyły się pod wpływem niewypowiedzianych emocji i wpatrywały się w jej brzuch. W istocie trudno było nie zwrócić uwagi na jej ciążę. Powiedzieć, że w ostatnim miesiącu rozkwitła, to mało. Od ledwo zaokrąglonego brzuszka do pełnej drugiej połowy ciąży przeszła niemal z dnia na dzień.

Zaniepokoiło ją jednak nie tyle zaskoczenie, którego się spodziewała, lecz wypieki na jego twarzy oraz surowa zawzięta linia szczęki. Zawsze przecież był rozluźniony i beztroski. Nigdy nie widziała go zdenerwowanego, ale przypuszczała, że jeśli ma się dość pieniędzy, można rozwiązać każdy problem.

Teraz jego nastrój zmienił się diametralnie, a Gwen nie miała pewności, czy w ciągu ostatnich dwóch minut w ogóle zaczerpnął tchu.

– Oddychaj, kochanie, bo wyzioniesz ducha.

Ich spojrzenia spotkały się, i to z taką mocą, że poczuła ucisk w piersiach. Chciała od niego uciec, ale się opanowała. Nie zrobiła przecież nic złego, dlaczego więc miałaby to robić?

– Mam oddychać? – odezwał się po chwili. – Pojawiasz się w ciąży, nie mówiąc mi o tym ani słowa, i każesz mi odetchnąć? Czy zachowałaś tę nowinę na moje urodziny, czy co?

– To nie twoja sprawa, co robię. Nie jesteśmy parą. Czemu miałabym… – Umilkła, zdając sobie sprawę z popełnionego błędu. Nie przyszło jej nawet na myśl, że Alex mógłby sądzić, że to jego dziecko. Była dopiero w piątym miesiącu, ale sądząc po jego minie, zbyt słabo orientował się w przebiegu ciąży, by to ocenić.

Spali razem, a teraz ona spodziewa się dziecka. Najwyraźniej pochopnie wyciągnął błędny wniosek.

– To nie jest twoje dziecko – wyjaśniła.

Alex już otworzył usta, chcąc się z nią spierać, ale jej odpowiedź go powstrzymała.

– Jesteś pewna? – spytał zbolałym głosem.

– W stu procentach. Nie widziałam się z tobą od listopada, a jestem dopiero w dwudziestym drugim tygodniu. Jeśli tylko parę plemników z twojego nasienia nie zaszyło się w moim mieszkaniu na czas wakacji, żeby zaatakować mnie w najbardziej nieoczekiwanym momencie, jesteś wolny od podejrzeń.

– Porządnie mnie wystraszyłaś, Gwen.

Nie miała co do tego wątpliwości. Błysk gniewu w jego bursztynowych oczach mieszał się ze strachem. Kochając się, starannie się zabezpieczali. Oboje mieli ku temu powody. Alex mówił, że nie chce komplikować sobie życia dzieckiem, choć ona przypuszczała, że nie tylko to wchodziło w rachubę. A co do niej, no cóż, nie wiedziała, dlaczego to było wtedy dla niej takie ważne, ale czuła, że niespodziewana ciąża wprowadziłaby zbyt daleko idące zmiany w jej życiu.

Gdy napięcie opadło, było jej łatwiej mówić.

– Przepraszam. – Gdybyś był ojcem dziecka, powiedziałabym ci o tym. Tego przecież nie mogłabym długo trzymać w tajemnicy.

W przeciwieństwie do przygody z Alexem. We własnym interesie postanowiła nikomu o niej nie mówić, nawet Adrienne, która rozdmuchałaby sprawę. Gdy przyjaciółka wróciła z podróży poślubnej na Bali, Alex już dawno wyjechał i nie było sensu jej o tym mówić.

Epizod z Alexem to była tylko ostatnia wspaniała chwila uniesienia przed przerwą w kontaktach z mężczyznami. Nic ponadto.

Starała się natomiast udawać, że nic się nie stało. Wakacje i ciąża zmieniły jej punkt widzenia, w każdym razie do pewnego stopnia. Oskarżała hormony o to, że ulegała emocjom, gdy myśli o Aleksie przebijały się przez mury obronne, jakie wzniosła wokół serca.

Teraz Alex sprawiał wrażenie nieco skrępowanego: przestępował z nogi na nogę i wsuwał ręce do kieszeni spodni. Był prawie skruszony, a takim go nie znała.

– Szkoda, że o tym nie wiedziałem – zauważył. – Will nie miał powodu sądzić, że mnie to by interesowało, ale gdybym wiedział, nie dotykałbym cię w ten sposób. Ani oczywiście nie przyniósłbym ci wina.

Uśmiechnęła się. Po ośmiu miesiącach bez mężczyzny jego przelotny dotyk bardzo jej się spodobał. Znaczył tyle, co odczute po raz pierwszy ruchy dziecka.

– Nie ma sprawy. Ciąża nie jest zaraźliwa.

Alex roześmiał się, rozładowując resztki napięcia i przypominając Gwen mężczyznę, który był jej kochankiem. Podczas tamtych dwóch tygodni tyle samo śmiali się i rozmawiali, ile kochali. Spacerowali po mieście, jadali lunche w nowych knajpkach i po prostu cieszyli się sobą. Miło było spędzać czas z Alexem.

Widząc promienny uśmiech na jego twarzy, zatęskniła za jego dotykiem, za tym, by jak dawniej wziął ją w ramiona i szeptał do ucha czułe słówka. Te marzenia były jednak daremne, ponieważ był ostatnim w długiej kolejce mężczyzn spisanych na straty. Jeśli chodzi o relacje damsko-męskie, Gwen miała żałosny bilans.

Zawsze pociągali ją tacy, którzy odchodzili. Faceta, który byłby lojalny i oddany, nawet nie brała pod uwagę. Chyba dlatego, że nie chciała, by ktoś pozostał z nią na dłużej.

Alex spojrzał na jej lewą rękę na brzuchu.

– Sądziłem, że skoro masz dziecko z jakimś facetem, to on może się wściekać, że cię obmacuję. Ja sam chyba oszalałbym z zazdrości, gdyby ktoś próbował dobierać się do matki mojego dziecka.

O to przynajmniej Gwen nie musi się martwić.

– Zapewniam cię, że Roberta zupełnie nie obchodzi, co robię i z kim.

Alex znów odczuł lekki przypływ złości. Przygwoździł ją spojrzeniem swoich orzechowych oczu.

– Jakiego Roberta? Powiedz mi, jak ten drań się nazywa.

Szeroko otworzyła oczy. Nie była pewna, czy bardziej poruszyło ją to, że Alex wygląda, jakby chciał stłuc ojca dziecka, czy też to, że dla niej gotów jest wpakować się w kłopoty. Uważała się po prostu za jeszcze jedną kobietę, którą Alex chce zaliczyć. Jednak na pewno nie tłumaczyłoby to takiej opiekuńczości z jego strony.

– Jakie to ma znaczenie? – zapytała.

– Mam zamiar go usadzić i dopilnować, aby zachowywał się właściwie wobec ciebie i dziecka.

Gwen poczuła ból w krzyżu od długiego stania w jednym miejscu. Łącznie z apetytem niemożliwym do zaspokojenia i obolałym rosnącym brzuchem to jedna z wątpliwych przyjemności drugiej połowy ciąży, które zajęły miejsce porannych mdłości. Usiadła na brzegu łóżka.

– To bardzo miłe z twojej strony, ale niepotrzebne. Sytuacja jest skomplikowana i trzeba dobrych kilku minut, żeby ją wytłumaczyć. Wierz mi jednak, że Robert jest wspaniałym mężem i będzie równie dobrym ojcem – oznajmiła, siedząc na brzegu łóżka.

– To on jest żonaty? Na Boga, Gwen! Chyba tobie też należy się reprymenda.

Westchnęła i poklepała materac obok.

– Usiądź, Alex.

Po chwili wahania usadowił się koło niej. Choć od przyszłej matki zachował odległość, jaką uważał za właściwą, ona czuła bijące od niego ciepło i unoszący się w powietrzu zapach wody kolońskiej. Z wysiłkiem powstrzymała się od tego, by zamknąć oczy i wyobrażać sobie, że znów jest w jego ramionach.

To teraz mało prawdopodobne. On początkowo miał na to ochotę, ale nic bardziej niż nieoczekiwana ciąża nie psuje erotycznego napięcia między mężczyzną a kobietą.

– Słuchaj, ty to wszystko błędnie sobie wyobrażasz. Ojciec dziecka nie zrobił nic złego. Co więcej, jego żona o wszystkim wie i to akceptuje. Robert i Susan, porządni ludzie, przeżyli tragedię, jaka nie powinna się nikomu przytrafić. Ja mogłam im pomóc, więc to zrobiłam.

Obserwował Gwen, gdy mówiła, starając się zorientować, do czego zmierza. Ona zdawała sobie sprawę z nieporozumienia. Jej matka nie popierała tego, choć znała szczegóły. Tym bardziej że znała szczegóły. Tylko Adrienne, wiedząc, że Gwen kryje pod twardym pancerzem wrażliwą duszę, rozumiała, dlaczego przyjaciółka poświęciła się dla właściwie obcych ludzi.

Gwen głęboko westchnęła.

– Powiedziałam ci, że to nie twoje dziecko, ale nie wiesz wszystkiego. Prawda jest taka, że to nie jest też moje dziecko.

Tytuł oryginału: More Than He Expected

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2012

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2012 by Andrea Laurence

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-0630-3

GR – 1032

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com