Wydawca: HarperCollins Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 156

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Windą do nieba - Andrea Laurence

„Gdy usłyszała zachwyt nad swą urodą, jakiś wewnętrzny głos podpowiedział jej, by wykorzystać nadarzającą się okazję. Dać się porwać, nawet jeśli to niestosowne. Niech to idiotyczne popołudnie pozostawi przynajmniej po sobie jakieś erotyczne wspomnienie. Pragnęła solidnego związku na wzór małżeństwa jej rodziców, jednak seks w windzie to zjawisko zupełnie innej kategorii. Z Liamem nigdy nie zwiąże się na poważnie, nikt zatem nie ucierpi...”.

Opinie o ebooku Windą do nieba - Andrea Laurence

Fragment ebooka Windą do nieba - Andrea Laurence

Andrea Laurence

Windą do nieba

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Figlio di un allevatore di maiali.

Liam Crowe nie znał włoskiego. Nowy właściciel sieci American News Service co najwyżej jako tako radził sobie z zamawianiem włoskich potraw, a jego zastępczyni do spraw programów pomocowych była na pewno tego świadoma.

Francesca Orr wymamrotała te słowa pod nosem w czasie dzisiejszego nadzwyczajnego posiedzenia zarządu. Zanotował je sobie, oczywiście w przybliżeniu. Sprawdzi później, co to miało znaczyć, bo zabrzmiało nad wyraz uwodzicielsko. Włoski jest pod tym względem wyjątkowy. Prosisz o kawałek sera, a wydaje się, że właśnie uczyniłeś intymne wyznanie. A już szczególnie dotyczy to wypowiedzi tej ciemnowłosej egzotycznej piękności, która siedzi po drugiej stronie stołu.

Miał jednak niejasne przeczucie, że treść tej akurat wypowiedzi niespecjalnie go zachwyci.

Nie oczekiwał, że przejęcie firmy po Grahamie Boyle’u pójdzie jak z płatka. Poprzedni właściciel wraz z kilkoma współpracownikami wylądował w areszcie po aferze podsłuchowej mającej na celu skompromitowanie prezydenta USA.

Pierwszym punktem porządku dzisiejszego zebrania było zawieszenie reporterki ANS Angeliki Pierce, podejrzewanej o rażące wykroczenia. Śledztwo Kongresu w jej sprawie, prowadzone przez Haydena Blacka, wciąż trwało, jednak już na tym etapie zgromadzono dowody na udział Angeliki w aferze. Dosyć, by ją zawiesić w obowiązkach. Po zakończeniu śledztwa, które – jak sądzono – dostarczy więcej niepodważalnych dowodów, Liam i zarząd będą musieli podjąć dalsze decyzje.

Liam znalazł się w wirze wydarzeń, ale to była cena, jaką trzeba zapłacić za kupno ANS. Od dawna miał chrapkę na tę sieć, prawdziwy klejnot wśród amerykańskich mediów. Skandal podsłuchowy rzucił poważny cień na dotychczasowego właściciela, Grahama Boyle’a. Liam postanowił skorzystać na tej nagłej zniżce akcji firmy.

Teraz miał za zadanie przezwyciężyć kryzys i odbudować opinię ANS. To nie będzie łatwe, ale lubił wyzwania. Miał nadzieję, że zarząd będzie go wspierał. Zresztą rozmawiał z wieloma pracownikami i wyglądało na to, że cały personel – od sprzątaczek po dyrektora finansowego – miał już dość afer i gorąco pragnął odnowy.

Ale nie Francesca. Dziwne. Wprawdzie jako córka bogatego i wpływowego producenta filmowego nie musi się obawiać utraty pracy, jednak wygląda na to, że działalność charytatywna jest jej prawdziwą pasją.

Siedziała w sali konferencyjnej ubrana w obcisły, płomiennie czerwony kostium i łypała na niego groźnie, niczym diabeł. Liama uprzedzano, że to uparta i zapalczywa kobieta, ale czegoś takiego się nie spodziewał. Na wzmiankę o konieczności ograniczeń budżetowych zareagowała furią. Oględnie mówiąc – wyraziła swój sprzeciw. A przecież wiadomo, że w trudnej sytuacji trzeba oszczędzać, choćby kosztem działalności dobroczynnej.

Z westchnieniem zamknął aktówkę i udał się na samotny lunch. Miał zamiar kogoś zaprosić, ale gdy tylko posiedzenie się skończyło, wszyscy się nagle gdzieś rozbiegli. Nie miał o to żalu. Wychodzenie z kryzysu to długi i bolesny proces.

Co dziwne, zdał sobie sprawę, że widok Franceski stanowi dla niego w tym wszystkim swojego rodzaju osłodę. W sali pełnej starszych kobiet i mężczyzn w niemal jednakowych szarych, czarnych bądź granatowych uniformach stanowiła jedyny jasny punkt.

Życie. Kolor. Nawet gdy milczała, bezwiednie kierował ku niej wzrok. Miała długie, opadająca na ramiona i plecy hebanowe włosy. Migdałowego kształtu ciemnobrązowe oczy ocieniały czarne rzęsy. Jej spojrzenie było intrygujące, nawet w gniewie. Gdy przemawiała, policzki jej płonęły, a nieskazitelnie smagła cera nabierała różowawego odcienia, który współgrał z czerwonym ubiorem i kolorem szminki.

Liam jako nastolatek gustował w niebieskookich blond prymuskach z prywatnych liceów, ale na studiach uświadomił sobie, że woli coś bardziej pikantnego i egzotycznego. Gdyby Francesca nie zepsuła mu dnia i nie stanowiła zagrożenia, chętnie by się z nią umówił. Tak, to zdecydowanie jego typ. Teraz jednak nie miał zamiaru mnożyć komplikacji.

Postanowił zamówić mocnego drinka i solidną porcję czerwonego mięsa w swojej ulubionej restauracji. Cieszył się, że biuro zarządu ANS mieści się w Nowym Jorku. Wprawdzie całkiem przyjemnie mieszkało mu się w Waszyngtonie, ale nic nie zastąpi rodzinnego miasta. Nowy Jork to najlepsze restauracje, ulubiona drużyna bejsbolowa. No i niepowtarzalna atmosfera Manhattanu.

Mógł przyjeżdżać tu służbowo, gdy jednak człowiek żyje z polityki, a przecież ANS to telewizja informacyjna, musi większość czasu spędzać w Waszyngtonie. Tamtejsza redakcja to było główne miejsce pracy Liama. Miał więc dom w dzielnicy Georgetown, gdzie niegdyś studiował, a oprócz tego zachował mieszkanie w Nowym Jorku. Żył na granicy dwóch światów i z obu czerpał to, co najlepsze.

Wstąpił jeszcze do swojego gabinetu, zostawił teczkę i przepisał słowa Franceski na samoprzylepną karteczkę, którą schował do kieszeni. W korytarzu podszedł do biurka asystentki.

– Jessica, dostaniesz od pani Banks informacje na temat zawieszenia panny Pierce. Nadaj im bieg. Niech dział personalny załatwi to z zachowaniem wszelkich reguł. Ja idę na lunch. I jeszcze jedno – dodał, podając jej karteczkę – mogłabyś mi to przetłumaczyć? To po włosku.

Jessica skwitowała polecenia profesjonalnym uśmiechem. Pewnie Graham Boyle też nieraz miał do niej podobną prośbę. Zerknęła na papierek i pokręciła głową z niedowierzaniem.

– Widzę, że panna Orr zgotowała panu gorące przyjęcie. Czegoś takiego jeszcze tu nie widziałam.

– Powinienem czuć się zaszczycony?

– Jeszcze nie wiem, powiem panu, jak się w to wgryzę.

Liam zaśmiał się.

– A tak z ciekawości – zagadnął – jak nazywała Grahama?

– Najczęściej stronzo.

– Co to znaczy?

– Wolałabym nie mówić głośno.

Zapisała coś na odwrocie żółtej kartki i mu ją podała.

– Ohoho. To nie brzmi pieszczotliwie. Muszę się dogadać z panną Orr, bo inaczej sytuacja mnie przerośnie.

Coś czerwonego przemknęło za jego plecami. Kątem oka dostrzegł zbliżającą się do windy Francescę.

– Zdaje się, że mam okazję.

– Powodzenia, sir – pożegnała go Jessica.

Francesca weszła do windy i błyskawicznie nacisnęła guzik przyśpieszający zamykanie drzwi.

Milutka, nie ma co.

Liam wcisnął ramię między zasuwające się metalowe powierzchnie i znalazł się obok niej. Nie wyglądała na zadowoloną. Spiorunowała go wzrokiem, po czym zmarszczyła delikatnie nosek, jakby nagle poczuła smród zepsutej ryby. Przesunęła się w najodleglejszy kąt windy, choć byli tylko we dwoje.

– Musimy porozmawiać – powiedział.

– O czym? – spytała niewinnie, ściągając usta.

– O pani postawie. Rozumiem pani zaangażowanie w swoją działalność, ale oświadczam, że teraz ja kieruję tą firmą i zrobię wszystko, co uznam za stosowne, żeby ją wydobyć z bagna, w które została zepchnięta. Czy to się komuś podoba, czy nie. Nie pozwolę robić z siebie idioty przy…

Ostatnie słowo Liama zagłuszyło dziwne szarpnięcie. Winda zatrzymała się gwałtownie, światła zgasły. Zapanowała kompletna ciemność.

To się chyba nie dzieje naprawdę. Niemożliwe. Nie została uwięziona w zepsutej windzie w towarzystwie Liama Crowe’a. Upartego i aż do śmieszności przystojnego Liama. Wiedziała jedno – to się nie może skończyć dobrze. W dzisiejszym posiedzeniu wzięło udział trzynaście osób. Zły znak.

Nerwowo złapała się za złoty włoski amulet w kształcie rożka, który nosiła na szyi, i niedosłyszalnie wyszeptała zaklęcie. Niech zły los się odwróci.

– Co się stało? – zapytała. Zabrzmiało to mniej pewnie, niżby sobie tego życzyła.

– Nie wiem.

Przez chwilę stali w ciemności, po czym zapaliło się czerwone światełko alarmu. Liam podniósł słuchawkę zawieszoną w kabinie i połączył się z działem technicznym. Bez słowa odwiesił ją z powrotem. Nacisnął guzik alarmu, ale nic się nie wydarzyło.

– No i? – zapytała.

– Pewnie wysiadło zasilanie. Telefon nie działa. – Wyjął z kieszeni komórkę. – Ma pani może numer do serwisu? Bo ja nie.

Poszperała w torebce, znalazła swój telefon i spojrzała na wyświetlacz.

– Tu nie ma zasięgu.

– Cholera. Nie do wiary.

– To co robimy? – zapytała.

– Musimy czekać. To chyba jakaś grubsza awaria. Nic nie poradzimy.

– Mamy tak siedzieć?

– Jakaś propozycja? Rano miała ich pani całe mnóstwo.

Zignorowała tę złośliwość, bezradnie skrzyżowała ramiona i odwróciła się do niego tyłem. Wpatrywała się w sufit, jakby szukała dróg wyjścia. Może da się stąd jakoś wyczołgać? Ciekawe, na jakiej są teraz wysokości. Zjeżdżali z pięćdziesiątego pierwszego piętra i nie ujechali daleko. Zresztą i tak utknęli pewnie między piętrami.

– Fakt, lepiej zaczekać – przyznała w nadziei, że prąd wkrótce znów wprawi windę w ruch.

– No proszę, a ja po dzisiejszym zebraniu byłem przekonany, że nie ma sprawy, co do której bylibyśmy zgodni. Na każde moje słowo wpadała pani w szał.

– Nie wpadałam w szał – oświadczyła. – Po prostu nie potrafię być tak potulna jak reszta, która się pana boi.

– Oni się boją nie mnie, ale tego, że firma nie wyjdzie na prostą po tych skandalach. A nie oponują, bo wiedzą, że mam rację. Musimy być wypłacalni.

– Wypłacalni? A co ze społeczną odpowiedzialnością? ANS była sponsorem gali programu Młodzi w Kryzysie przez siedem ostatnich lat. Nie możemy ot tak zdecydować, że w tym roku rezygnujemy z tego. Zostały tylko dwa tygodnie. Oni liczą na nasze pieniądze. Co z zagrożonymi nastolatkami? Dzięki naszym pieniądzom mogą się uczyć, uprawiać sport. Jak się wycofamy, wielu z nich wyląduje na ulicy.

– Uważa pani, że mnie nie obchodzi los tych dzieciaków?

– Nie wiem, nie znam pana na tyle. – Wzruszyła ramionami.

– No to niech się pani dowie, że obchodzi – warknął. – Osobiście uczestniczyłem w tej imprezie przez ostatnie dwa lata i wypisywałem czeki na całkiem spore sumki. Ale teraz chodzi o coś innego. Musimy ciąć koszty, dopóki firma nie wyjdzie na prostą i nie odzyska dobrego imienia.

– Bzdura! To właśnie imprezy charytatywne budują dobre imię firmy. Dobre uczynki odwracają uwagę od skandali i niedociągnięć, przemawiają do wyobraźni społeczeństwa. Mówią coś takiego: „Owszem, byli u nas źli ludzie, ale ci, co pozostali, chcą naprawy”. Reklamodawcy będą się pchali drzwiami i oknami!

– Te argumenty z pewnością trafiłyby lepiej do zebranych, gdyby nie towarzyszyły im obelgi po włosku – odparł Liam po namyśle.

Zmarszczyła brwi. Często ją ponosiło, choć starała się z tym walczyć. Po matce Włoszce miała ostry język, a po ojcu – brak opanowania.

– Fakt – przyznała. – Mówią, że jestem w gorącej wodzie kąpana. Mam to po ojcu.

Każdy, kto miał okazję współpracować z Victorem Orrem nad jakimkolwiek filmem, musiał przyznać jej rację. Gdy coś szło nie po jego myśli, rozpętywało się istne piekło. Wybuchał z byle powodu. Córka odziedziczyła jego temperament.

– Ciekawe. On też przeklina po włosku?

– Nie. On nie zna ani słowa w tym języku i mojej matce bardzo to odpowiada. Wychowała się na Sycylii. Ojciec kręcił tam film. Mama przywiązuje dużą wagę do swoich włoskich korzeni, więc gdy tylko trochę podrosłam, na wakacje wysyłała mnie do nonny.

– Nonny?

– Tak nazywamy babcię ze strony mamy. Wtedy nauczyłam się wielu słów, a także wyrażeń, których pewnie nie powinnam powtarzać. Jako nastolatka zorientowałam się, że przy ojcu Irlandczyku mogę swobodnie przeklinać po włosku, bo on nic z tego nie rozumie. I tak mi niestety zostało. Przepraszam – dorzuciła po chwili. – Zawsze tak jest, gdy mi na czymś bardzo zależy.

Francesca na pewno miała w sobie coś z matki, ale i ojciec odcisnął swoje piętno na jej życiu. Victor Orr pochodził z biednej rodziny i obie córki wychowywał tak, aby były wdzięczne za to, co dał im los oraz aby dzieliły się tym z mniej uprzywilejowanymi ludźmi.

Przez całe liceum Francesca w soboty pracowała w kuchni dla bezdomnych, a w szkole organizowała zbiórki żywności i honorowe krwiodawstwo. Po studiach ojciec pomógł jej znaleźć zatrudnienie w ANS, będąc jednym z udziałowców tej stacji. Bardzo szybko zorientowała się, że najbardziej odpowiada jej praca w dziedzinie programów pomocowych. Z obowiązków wywiązywała się wzorowo, Graham nigdy nie miał powodów, by się na nią skarżyć.

Zawsze jednak pozostawała sprawa pieniędzy. W przypadku jakichkolwiek trudności budżet jej działu pierwszy szedł pod nóż. A ona uważała, że można zastąpić liczne wyjazdy telekonferencjami albo zredukować zakup hektolitrów żelu do włosów, jakie zużywał prezenter głównego wydania wiadomości.

– Proszę posłuchać, nie chcę likwidować pani działu – powiedział. – To, co pani robi, jest ważne dla ANS i dla społeczeństwa, ale wszyscy musimy trochę zacisnąć pasa. Proszę o zrozumienie. Niełatwo być nowym szefem, nawet jeśli firma ma się świetnie, a to nie jest przypadek ANS. Chcę, żeby ta stacja powróciła na szczyty rankingów, ale muszę mieć wasze wsparcie.

Francesca odniosła wrażenie, że Liam jest z nią szczery, że naprawdę troszczy się o firmę i pracowników. Zyskał u niej kilka punktów, ale nie zamierzała zrezygnować z urabiania go. Skorzysta w tej mierze z rad matki. Potrwa to dłużej i zapewne przy użyciu nieco łagodniejszych środków niż w przypadku Grahama.

– Okej – powiedziała.

Przez chwilę patrzył na nią badawczo, jakby nie wierzył własnym uszom. Potem skinął głową. Stali nadal w milczeniu, aż Liam zdjął z siebie czarną elegancką marynarkę i rzucił ją na podłogę. Jedwabny krawat wkrótce podzielił jej los. Następnie Liam rozpiął guzik kołnierzyka i z ulgą zaczerpnął powietrza.

– Cieszę się, że zawarliśmy rozejm, bo w tej duchocie nie byłbym w stanie dalej się spierać. Że też akurat musiało się to wszystko wydarzyć w jeden z najgorętszych dni w roku.

Fakt. Klimatyzacja oczywiście także wysiadła, a temperatura była, jak na koniec maja, niesamowicie wysoka. Im dłużej przebywali w windzie, tym było w niej goręcej.

Francesca także zdjęła żakiet i została w czarnej koszulce z jedwabnej koronki. Na szczęście nie włożyła dziś rajstop. Zrzuciła szpilki i usiadła na rozpostartym na podłodze żakiecie. Nadzieję na szybki ratunek należało raczej porzucić. Trzeba zapewnić sobie komfort.

– Wolałbym, żeby to się wydarzyło po lunchu. Te paluszki w sali konferencyjnej to trochę za mało.

Doskonale go rozumiała. Od rana nie miała nic w ustach, jeśli nie liczyć cappuccino i miniaturowego słodkiego rogalika. Natomiast, ponieważ lunch jadała późno, miała przy sobie trochę przekąsek.

Przy pomocy smartfonowej latarki zaczęła grzebać w torbie. Znalazła pełnoziarnisty baton, włoskie herbatniki śniadaniowe i butelkę wody.

– Mam tu jakieś jedzenie – oznajmiła. – Pytanie tylko, czy jemy teraz, czy chowamy na czarną godzinę. To może potrwać.

– Teraz, zdecydowanie teraz – odrzekł łakomie Liam, siadając na podłodze obok niej.

– Oj, słabo byś sobie radził w tych reality shows, gdzie zawodnicy walczą o przetrwanie.

– Wiem. Dlatego jestem ich producentem, a nie uczestnikiem. Co tam masz?

– Dietetyczny batonik i trochę włoskich ciasteczek. Służę też wodą.

– Co ty wybierasz?

– Mam słabość do ciasteczek. Babcia dawała mi je codziennie na śniadanie. Tam nie jedzą jajecznicy na bekonie.

Liam radośnie wyszczerzył zęby, a Francesca zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy widzi na jego twarzy uśmiech. Szkoda, bo jest piękny. Liam śmieje się całą twarzą i wygląda wtedy o wiele bardziej naturalnie niż z tym poważno-ponurym grymasem, który jest jego znakiem rozpoznawczym. Kupno ANS musiało być dla niego nie lada wyzwaniem, a jej dzisiejsze zachowanie na pewno nie pozwalało mu się odstresować.

Teraz jest głodny i zirytowany uwięzieniem w windzie. Ucieszyła się, że z jej powodu choć przez chwilę się uśmiechał. Może odkupiła swoją winę?

Postanowiła sobie, że w przyszłości musi być bardziej serdeczna dla ludzi. I dla niego. To w sumie rozsądny człowiek i nie ma co z nim zadzierać.

– Dla mnie ciastko na śniadanie to kompletna egzotyka – przyznał. – Podobnie jak włoskie wakacje. Po maturze spędziłem wprawdzie tydzień w Rzymie, ale poza zwiedzeniem typowo turystycznych miejsc na nic nie miałem czasu. Skoro ty wolisz herbatniki, ja wezmę baton. Dzięki, to miłe z twojej strony.

– Wolę się podzielić, niż słuchać, jak ci burczy w brzuchu. – Francesca wzruszyła ramionami.

Liam pożarł baton, zanim napoczęła pierwsze ze swoich ciasteczek. Zachichotała, widząc, jak patrzy na nią wzrokiem wygłodniałego tygrysa. Wyciągnęła w jego stronę papierową torebkę.

– Częstuj się. Nie zniosę takiego spojrzenia.

– Naprawdę mogę? – Przyglądał się ciasteczkom, których dziwnym trafem miał już pełną garść.

– Jasne. Ale pamiętaj, będziesz moim dłużnikiem.

– Zgoda – powiedział z pełnymi ustami.

Francesca pomyślała, że karmienie mężczyzny rozmiarów Liama musi być dość kosztowne. Był prawie takim olbrzymem jak jej dziadek. Ukochany nonno zmarł, kiedy miała zaledwie kilka lat, ale babcia ciągle wspominała te góry jedzenia, które musiała dla niego gotować, gdy wracał po pracy do domu. Liam był podobnego wzrostu, może trochę szczuplejszy.

Pewnie biega. Podobno w Waszyngtonie tłumy ludzi uprawiają jogging. Wyobraziła sobie Liama wśród nich. W szortach. Bez koszulki. Pot spływa mu po umięśnionym torsie. Może powinna kiedyś pójść i popatrzeć sobie.

Bo ona nie lubi się pocić, więc nie biega. Ani w parne lata, ani w mroźne zimy. Owszem, zdrowo się odżywia. I chodzi, na ile pozwalają jej obcasy. Dzięki temu utrzymuje szczupłą, choć kobiecą figurę. I jest z niej zadowolona.

A propos potu. Poczuła właśnie, że za chwilę zacznie jej spływać po szyi. W ogóle cała była lepka. Ale to nic. Nie ma zamiaru przecież przytulać się do Liama.

Choć może to nie byłoby takie złe…

Od dawna z nikim się nie spotykała. Postawiła na karierę zawodową. W tym czasie wszystkie przyjaciółki powoli urządzały sobie życie rodzinne. Cóż, widać ona będzie ostatnia. Jakoś nic ciekawego nie pojawiało się na horyzoncie.

Nie to, żeby Liam Crowe był materiałem na męża. Raczej na przelotny seks. Folgowanie sobie bez perspektyw na przyszłość nie było w stylu Franceski, ale kto wie… Patrząc teraz na jego szerokie bary, pomyślała, że może tego właśnie jej potrzeba. Zrelaksować się, pozbyć presji.

Sięgnęła po klamrę do włosów i wyjęła ją z torby. Upięła włosy na czubku głowy, ale ulga była chwilowa. Ołówkowego kroju spódnica opinała jej nogi niczym ciepły koc, a przepocona ażurowa koszulka lepiła się do ciała.

Niech ktoś w końcu uwolni ich z tej pułapki, bo inaczej niechybnie puszczą jej nerwy. Pociągnęła łyk wody, oparła głowę o ścianę i usiłowała pocieszać się myślą, że przynajmniej włożyła dziś bieliznę, w której nie wstyd pokazać się nawet nieznajomemu. Liam chyba też to doceni.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Jasny gwint, co za gorąc! – zawołał Liam, wstając. Zaczął się dusić w wykrochmalonej koszuli, rozpiął ją więc i zdjął z uczuciem ulgi. – Przepraszam, jeśli to dla ciebie problem, ale już nie mogę.

Francesca siedziała, milcząc, w swym kąciku. Za wszelką cenę starała się nie okazywać, że jest ciekawa jego wyglądu. Nie wytrzymała jednak długo.

On też inaczej teraz patrzył na swoją zadziorną zastępczynię do spraw programów pomocowych. Ostatnie dwie godziny pozwoliły mu poznać jej poglądy, wyznawane wartości. Po wyjściu z tej cholernej windy będą chyba zgodnie współpracować. Może nawet się zaprzyjaźnią? Gdy tylko przestała się na niego wydzierać, zaczął ją lubić. Może nawet za bardzo?

W końcu to jego podwładna.

– Francesca, zdejmij z siebie jeszcze coś. Wiem, jak ci ciężko.

– Nie, czuję się w porządku. – Pokręciła głową, ale strużka potu spływająca po dekolcie mówiła jednak coś innego.

– Akurat. Oboje czujemy się tak samo źle. Zdejmij spódnicę, koszulka wystarczająco chroni twoją cześć. Uwierz mi. Ja pewnie za chwilę zdejmę spodnie, nie ma co udawać skromnych i wstydliwych.

– Spodnie? – Francesca spojrzała na niego rozszerzonymi ze zdziwienia oczami, z trudem przełykając ślinę. Jej wzrok powędrował po jego nagiej piersi. W dół, do pasa, a nawet niżej.

– Tak. Tu już jest co najmniej trzydzieści pięć stopni, a temperatura ciągle rośnie. Ta winda to już prawie piekarnik. Możesz na mnie nie patrzeć, bo ja to naprawdę zrobię. I ciebie też namawiam.

Westchnęła zrezygnowana, wstała i zaczęła szarpać zatrzask z tyłu spódnicy.

– Nie mogę odpiąć. Zaciął się.

– Pozwól, że ci pomogę.

Odwróciła się tyłem, a on pochylił się, by w słabym czerwonawym świetle lepiej się przyjrzeć opornemu zapięciu. Czuł zapach jej rozgrzanej skóry zmieszany z kwiatową wonią. Wyobraził sobie spacer w różanym ogrodzie w upalny letni dzień. To było zniewalające.

Udało mu się po chwili odpiąć zamek, choć palce lekko drżały. Przesunął w dół uchwyt zamka błyskawicznego i ujrzał fragment czerwonych satynowych majteczek.

– Zrobione – zameldował przez zęby i cofnął się gwałtownie, by jej broń Boże nie dotknąć. Miał teraz nowe zmartwienie. Jak, będąc bez spodni, ukryć podniecenie?

Podziękowała mu cicho i wróciła do swojego kąta. Gdy zaczęła ściągać spódnicę, Liam z wysiłkiem odwrócił wzrok. Podobały mu się kobiety takie jak ona. Z charakterem, o egzotycznej zmysłowej urodzie. I o czułym sercu. Francesca nie była jedną z wielu bogatych kobiet, które zajmują się działalnością charytatywną, bo nie mają nic lepszego do roboty. Jej naprawdę zależało na losie pokrzywdzonych. I on to doceniał, choćby miało go to nieraz przyprawić o ból głowy.

– Grazie, signore. – Westchnęła. – Tak jest rzeczywiście lepiej.

Kątem oka dostrzegł, że znów usadowiła się na podłodze. Obciągnęła koszulkę, by zakryć choć część ud, ale przez to odsłoniła kawałek czerwonego stanika. No cóż, tak kuszących kształtów nie da się okryć byle czym.

– Możesz teraz zdjąć te swoje spodnie.

Liam zachichotał i pokręcił głową. Na pewno nie teraz. Nie po tym, jak ujrzał rąbek jej stanika i pomyślał o tym, co się pod nim kryje.

– Nie, to jednak nie jest najlepszy pomysł.

Zdziwiona zmarszczyła brwi.

– Dlaczego? – zaczęła, ale gwałtownie urwała.

Zamknął oczy. Wiele by dał, żeby jego podniecenie minęło, ale nie mógł nic poradzić, że pod powiekami miał obraz jej czerwonych majtek.

– Przebywanie w ciasnocie z piękną półnagą kobietą to prawdziwe wyzwanie – wyjaśnił.

– Uważasz, że jestem ładna? – spytała niepewnie po dłuższej chwili milczenia.

– Tak.

– Nie sądziłam.

– A to dlaczego? – spytał, patrząc na nią. – Tylko chory facet uznałby cię za mało pociągającą.

– Wychowywałam się w Beverly Hills. – Lekceważąco wzruszyła ramionami. – Nie powiem, żebym w liceum nie spotykała się z chłopakami, ale o wiele większe powodzenie miały laleczki Barbie z Malibu.

– Kto taki?

– No wiesz, takie blondynki strzaskane na brąz, z kolczykami w pępkach. O figurach dwunastolatek. Do czasu, oczywiście, gdy jako pełnoletnie zrobią sobie silikony.

– Hollywood to siedlisko świrów. Ja nie mógłbym nic czuć do dwunastoletniej siksy. – Potrząsnął głową, by odgonić myśli, z powodu których czuł drżenie w koniuszkach palców. – Jak tak na ciebie patrzę, z całych sił muszę się bronić, żeby cię nie dotknąć.

Zapadło długie milczenie. Po chwili Francesca odezwała się:

– Dlaczego tego nie zrobisz?

– To chyba zły pomysł – odrzekł, z trudem poruszając nagle zesztywniałą szczęką. – W końcu jestem twoim szefem. To byłoby trochę dziwne, nie sądzisz?

Niech powie, że nie sądzi. Boże spraw, żeby zaprzeczyła.

– Nie, nie sądzę – powiedziała, podnosząc się na kolana. – Oboje jesteśmy dorośli. Wiemy, co robimy i jakie to ma znaczenie. A to, co dzieje się windzie, niech w niej pozostanie, dobrze? – Podeszła, dotknęła paska od spodni, spoglądając na niego zza gęstych rzęs koloru węgla.

Zaniemówił. Francesca rozpinała klamrę paska, a potem rozporek. Nie powstrzymywał jej, o nie. Był zbyt roznamiętniony, by dopuścić do głosu zdrowy rozsądek. A poza tym trzeba czymś wypełnić czas, prawda? W końcu nie wiadomo, jak długo będą tak siedzieć w zamknięciu.

Spodnie opadły na podłogę. Liam wyskoczył z nich błyskawicznie, podobnie jak z butów. Pochylił się i złapał brzeg koszulki Franceski, ściągając ją przez głowę. Rozplotła włosy, które opadły na jej ramiona niczym gruba płachta hebanowego jedwabiu.

Widok jej ciała odzianego jedynie w czerwoną bieliznę był jak cios w żołądek. To jedna z najseksowniejszych kobiet, jakie widział. I teraz klęczy tuż przed nim, prawie naga. Czym zasłużył na takie szczęście?

Pochylił się i pocałował ją. Przylgnęli do siebie. Francesca zarzuciła mu ręce na szyję, docisnęła piersi do jego torsu. Jego członek uwierał ją w brzuch, aż do bólu. Poczuł w trzewiach coś w rodzaju silnego impulsu, który przeniknął jego system nerwowy. Chciał ją wchłonąć. Jego język poczynał sobie w jej ustach jak najeźdźca. Żądał wszystkiego, czego mógł zażądać. Reagowała na ten szturm, wpijając paznokcie w jego plecy.

Położył ją na podłodze, usadowił się między jej udami i patrzył na wysuwające się ze stanika piersi. Nie czekając, zsunął ramiączka i ściągnął stanik do poziomu talii, zastępując go swoimi dłońmi. Drażnił sutki, po czym jeden z nich wziął do ust.

Francesca jęknęła i wygięła się, zagłębiając palce w jego bujnej brązowej czuprynie. Przyciągnęła jego usta z powrotem do swoich warg i zaczęła go całować. Nie zwracali uwagi na upał i duchotę, na to, że są spoceni, a winda zepsuta. Liam bez reszty poświęcił się poznawaniu szczegółów jej rozkosznego ciała.

A gdy jeszcze poczuł, jak jej palce wślizgują się pod bokserki i obejmują pulsujące przyrodzenie, kompletnie stracił orientację, kim jest i gdzie się znajduje.

Dzięki ci Boże za przerwy w dostawie prądu.

Sama nie wiedziała, co ją napadło, niemniej cieszyła się każdą chwilą grzesznej słabości. Może los wystawia ją na próbę, zamykając w tej parnej celi? Nieważne.

Ważniejsze jest wytłumaczenie, jak do tego mogło dojść. Fakt, Liam jest przystojny i bogaty, ale przecież przystojnych bogaczy widywała na pęczki. W nim pociągało ją coś innego. Styl kierowania firmą? To, że potrafił ją ujarzmić?

Odkąd go ujrzała, usiłowała sobie wmówić, że wcale nie jest taki znów atrakcyjny. Teraz jednak, gdy rozpięta koszula uwidoczniła szeroki tors, wspaniałą rzeźbę brzucha i seksowną kępkę włosów, te usiłowania poniosły klęskę. Opór stracił rację bytu.

Gdy usłyszała zachwyt nad swą urodą, jakiś wewnętrzny głos podpowiedział jej, by wykorzystać nadarzającą się okazję. Dać się porwać, nawet jeśli to niestosowne. Niech to idiotyczne popołudnie pozostawi przynajmniej po sobie jakieś erotyczne wspomnienie.

Pragnęła stałego solidnego związku na wzór małżeństwa jej rodziców, które szczęśliwie trwało już ponad trzydzieści lat. I to w środowisku, gdzie często wierność ma żywot krótszy niż weselne przyjęcie.

Jednak seks w windzie to zjawisko z zupełnie innej kategorii. Z Liamem nigdy nie zwiąże się na poważnie, nikt zatem nie ucierpi. To tylko zabawny sposób spędzenia czasu w oczekiwaniu na usunięcie awarii.

– Tak cię pragnę – wydyszał Liam prosto w jej ucho, a ona ścisnęła go mocniej. – Przestań, bo pozbawisz mnie szansy zrobienia tego, na co mam ochotę – dodał, odsuwając jej spoczywającą na jego członku dłoń.

– Pozwól więc, że cię ostudzę – powiedziała, bez namysłu realizując pomysł, który właśnie jej zaświtał.

Sięgnęła po na wpół opróżnioną butelkę wody i wylała jej resztkę na głowę Liama. To było zabawne i odświeżające. Chłodna woda przyprawiła ją o gęsią skórkę.

– Cholera, to było niezłe. Nie dopuszczę do utraty choćby kropli – powiedział, zlizując wodę z jej piersi, co stało się okazją do drażnienia językiem sutków.

Przesunął twarz tam, gdzie woda zgromadziła się w zagłębieniu wokół pępka Franceski. Palce wsunął pod jej majteczki. Przedarł się przez delikatnie skręcone włoski, po czym dotknął najbardziej czułego miejsca. Nacisnął je lekko. Francesca nie potrafiła powstrzymać jęku rozkoszy. Liam pieścił ją coraz mocniej, a jej wydawało się, że wkrótce przeżyje rozkosz.

– Liam – wyszeptała błagalnie, ale nie ustawał. Doprowadził ją na skraj przepaści.

Krzyczała i jęczała z rozkoszy, a dźwięki te odbijały się echem od ścian ciasnej windy. Drżała na całym ciele, unosiła biodra, by ułatwić mu zadanie.

Nie mogła złapać tchu, gdy nagle…

Ciszę rozdarł hałas silnika, szum wentylacji. Windę zalało nagle jaskrawe światło.

– To jakiś żart – jęknął Liam.

Kabina ruszyła, a on ciągle tkwił między jej udami. Wokół nich walały się porzucone naprędce ubrania.

– O nie! – zawołała, rejestrując wzrokiem, że znajdują się na trzydziestym drugim piętrze i zaczynają zjeżdżać. Odepchnęła go nerwowo, zerwała się na równe nogi, gwałtownie wkładając spódnicę, a potem stanik.

Pominęła koszulkę, od razu wskakując w żakiet. Liam włożył spodnie i koszulę. Krawat wcisnął sobie do kieszeni, a marynarkę przewiesił przez ramię.

– Jesteś cały umazany szminką – zauważyła, gdy do parteru zostało jakieś dziesięć pięter.

Od niechcenia przesunął dłonią po ciągle mokrych włosach. Widocznie mniej niż ona dbał o wygląd.

Nim winda stanęła na parterze, oboje byli całkowicie, choć może nieco niechlujnie, ubrani.

Wysiedli w holu, gdzie czekali na nich inżynierowie i ochroniarze.

– Wszystko w porządku? – zagadnął jeden z mężczyzn, nieco zdziwiony ich niecodziennym wyglądem.

Liam spojrzał na Francescę, której policzki przybrały barwę purpury. Miał na twarzy ślady jej szminki, ale nie wydawał się zakłopotany.

– W porządku – odparł. – Jesteśmy tylko trochę zgrzani, głodni i szczęśliwi, że udało się wyjść. Co się właściwie stało?

– Trudno powiedzieć, proszę pana. W całej dzielnicy zabrakło prądu. Zrobiło się gorąco, możliwe, że wszyscy właśnie włączyli klimatyzację. Naprawdę niczego państwo nie potrzebują? Te trzy godziny w zamknięciu to musiał być koszmar.

– Ja też się dobrze czuję – powiedziała Francesca, choć zdumiony wzrok inżyniera dał jej do myślenia.

Boże, przecież kompletnie się zapomniała! Jeszcze moment, a odbyłaby stosunek z własnym szefem. I to nowym. Po wielkiej awanturze, jaką przeżyli rano na zebraniu. Chyba przez ten upał całkiem postradała zmysły.

Na szczęście przerwano im w kluczowym momencie.

– Prosiłabym tylko, żeby ktoś wezwał mi taksówkę – dodała.

Chciała znaleźć się w hotelu, wziąć prysznic, zmyć z siebie zapach Liama, włożyć świeże ubranie. Jak najszybciej.

Inżynier skinął na portiera.

– To może trochę potrwać – uprzedził. – Sygnalizacja świetlna też była zepsuta, zrobił się straszny zamęt.

Francesca, nie oglądając się na Liama, pośpieszyła do wyjścia, by na chodniku poczekać na taksówkę. On jednak postanowił ją odprowadzić.

– Fatalne wyczucie czasu – mruknął ponad jej głową.

– Czasem los chce nas uchronić przed czymś, co nie powinno się zdarzyć – odparła, nie patrząc na niego.

Po prostu nie mogła. Gdyby to zrobiła, wola natychmiastowego opuszczenia budynku znacząco by w niej osłabła. I tak ledwo trzymała się na nogach.

– Potraktujmy to jako krótką przerwę. Ciąg dalszy nastąpi. Dokąd idziesz?

– Do hotelu. Wziąć prysznic i popracować. W samotności – dokończyła, by nie było wątpliwości.

– Masz jakieś plany co do kolacji?

– Owszem.

Nie była to prawda, ale wspólna kolacja z Liamem oznaczałaby powrót pokusy. Tym razem bez awarii prądu. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Dostała ostrzeżenie.

Czuła na sobie jego badawcze spojrzenie, ale udawała, że bardzo interesują ją przejeżdżające samochody.

– Powiedziałaś, że nie ma nic dziwnego w tym, co się stało. Że oboje jesteśmy tego świadomi i że to zostanie między nami – odezwał się.

Odwróciła się do niego, starając się nie zauważać szafirowo niebieskich oczu ani mokrych kosmyków przypominających o tym, co się wydarzyło.

– Owszem. I niech tak zostanie. Właśnie dlatego nie pójdę z tobą na kolację ani na drinka, ani do ciebie na ciąg dalszy. Była okazja i nie ma okazji. Wydarzenia w windzie to już przeszłość.