Szafa - Olga Tokarczuk - ebook
lub
Opis

Porywająca, niepokojąca wyobraźnia Olgi Tokarczuk. Opowiadania, w których wyobraźnia sąsiaduje z mitami, a przedmioty znaczą więcej, niż można się spodziewać.

Bohaterowie tych historii starają się oswoić otaczającą ich rzeczywistość. Ta jednak ciągle im się wymyka. Wydaje im się złudna, nieprzejrzysta, czasem też nieprawdziwa...

"W trzech opowiadaniach z tego tomiku na kilkudziesięciu stronicach otrzymujemy jak w pigułce skoncentrowane najważniejsze tropy twórczości Tokarczuk: kłopoty z tożsamością i kłopoty z istnieniem. Wszystkie opowiadania są wysokiej próby". - Mariusz Cieślik, "Polityka"

"Utwory pomieszczone w tej szczupłej książce noszą wszelkie znamiona twórczości Tokarczuk: filozoficzność, metaforyczność, paraboliczność, tyle że w stopniu doskonałym, niejako wzorcowym". - Maria Jentys, "Sycyna"

"Powabne w opowiadaniach z tomu Szafa jest nie to, że autorka kreuje surrealistyczne światy z fantastycznymi bohaterami, ale bardziej to, że delikatnie prowadzi czytelnika za rękę i pozwala mu przebiegać z jednego poziomu rzeczywistości na drugi niemal niezauważenie. A ponieważ każdy poziom łączy się z zupełnie innym punktem widzenia, rzekoma normalność staje się absurdalna, a pozorny absurd naraz wydaje się całkowicie normalny". - "Titel"

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 43


Opieka redakcyjna: WALDEMAR POPEK
Projekt okładki i stron tytułowych: manufaktura | manufaktu-ar.com Na okładce wykorzystano rycinę z La médication par l’exercice (1904) Fernanda Lagrange’a
Skład i łamanie: Infomarket
© Copyright by Olga Tokarczuk © Copyright by Wydawnictwo Literackie, Kraków 2005
Wydanie drugie
ISBN 978-83-08-05840-4
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: [email protected] Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Szafa

.

Kiedy się tu sprowadziliśmy, kupiliśmy Szafę. Była ciemna, stara i kosztowała mniej niż przewiezienie jej z komisu do domu. Miała dwoje drzwi ozdobionych roślinnym ornamentem, a trzecie były oszklone i w szybie odbijało się całe miasto, gdy wieźliśmy ją wynajętą bagażówką. Trzeba ją było wiązać sznurkiem, żeby nie otworzyła się w czasie jazdy. Wtedy po raz pierwszy, stojąc przy niej z tym zapętlonym sznurkiem, miałam wrażenie własnej niedorzeczności. – Będzie pasowała do naszych mebli – powiedział R. i czule pogładził jej drewniane ciało, zupełnie jak krowę, którą kupuje się do nowego gospodarstwa.

Najpierw postawiliśmy ją w korytarzu – to miała być kwarantanna przed wejściem w świat naszej sypialni. Wstrzykiwałam w ledwie widoczne dziurki terpentynę, tę niezawodną szczepionkę przeciwko okruchom czasu. W nocy Szafa, przesadzona w nowe miejsce, jęczała skrzypieniem. Lamentowały umierające korniki.

W ciągu następnych dni porządkowaliśmy nasze nowe stare mieszkanie. W szparze podłogi znalazłam wciśnięty widelec z wygrawerowaną na uchwycie swastyką. Zza drewnianej boazerii wystawały resztki zetlałej gazety i właściwie rozpoznawalne było tylko jedno słowo: „proletariusze”. R. otwierał szeroko okna, żeby zawiesić firanki, i wtedy wpadał do pokoju hałas górniczych orkiestr, które ciągnęły miastem ku wieczorowi. Pierwszej nocy, kiedy Szafa stała się uczestnikiem naszych snów, nie mogliśmy długo usnąć. Ręka R. bezsennie błądziła po moim brzuchu. A potem mieliśmy sen. Od tej pory zawsze miewamy wspólne sny. Śniła się nam absolutna cisza i że wszystko było w niej zawieszone jak dekoracje na wystawach sklepów, i że byliśmy w tej ciszy szczęśliwi, ponieważ byliśmy wszędzie nieobecni. Rano wcale nie musieliśmy sobie opowiadać tego snu – wystarczyło tylko jedno słowo. I od tej pory nie opowiadamy sobie snów. Któregoś dnia okazało się, że nie ma już nic do roboty w naszym mieszkaniu. Wszystko stało na swoim miejscu, wyczyszczone i poukładane. Grzałam plecy przy piecu i przyglądałam się serwetkom. W ich nicianym wzorze nie było jednak porządku. Ktoś szydełkiem robił dziury w ciągłości materii. Przez te otwory popatrzyłam na Szafę i przypomniał mi się tamten sen. To od niej płynęła ta cisza. Stałyśmy naprzeciwko siebie i to ja byłam tym, co kruche, ruchliwe i przemijające. Ona stanowiła po prostu samą siebie. W sposób doskonały była tym, czym jest. Dotknęłam palcami wyślizganej gałki i Szafa otworzyła się przede mną. Zobaczyłam cienie swoich sukienek i dwa wytarte garnitury R. – wszystko miało w ciemności taki sam kolor. W Szafie niczym nie różniła się moja kobiecość od męskości R. Nie miało też znaczenia, czy coś jest gładkie czy chropowate, owalne czy kanciaste, dalekie czy bliskie, obce czy swojskie. Zapachniało stamtąd innymi miejscami i czasem, który był mi obcy. Boże, a jednak coś przypominał, coś tak znajomego, tak bliskiego, że nie starczyłoby słów, żeby to nazwać (słowa potrzebują przecież dystansu do nazywania). Moja postać trafiła w zasięg lustra na wewnętrznej stronie drzwi. Odbiłam się w nim jako ciemny kształt, ledwie różniący się od sukienki wiszącej na wieszaku. Nie było różnicy między żywym i martwym. Tym więc byłam w jednym lustrzanym oku Szafy. Teraz wystarczyło tylko podnieść nogę i wejść do środka. Zrobiłam to. Usiadłam na reklamówkach z włóczką i usłyszałam wzmocniony zamkniętą przestrzenią swój własny oddech.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki