Światło w jej oczach - Karolina Wilczyńska - ebook + audiobook + książka

Światło w jej oczach ebook i audiobook

Karolina Wilczyńska

3,9

Opis

Projekt, jakiego jeszcze nie było! Jeżeli lubicie historie oparte na autentycznych wydarzeniach, to seria „Ja, Kobieta” z pewnością Was zachwyci. Karolina Wilczyńska przedstawia prawdziwe historie kobiet, które opowiedziały jej o swoim życiu. W tych zwierzeniach nie zabraknie emocji. Znajdziecie w nich wzruszenia, dramaty i trudne wybory, ale także miłość, szczęście i kobiecą siłę.

*

Klara, trzydziestoletnia malarka, niespodziewanie wyprowadza się z luksusowego domu rodziców i postanawia zamieszkać w swojej pracowni. Co popchnęło ją do tej decyzji i do kogo pisze wieczorami maile, których nie wysyła? Czy uda jej się zrealizować projekt nowej serii obrazów? Kim jest Łucja, której portret namaluje jako pierwszy, i jaką historię opowie malarce?

*

„Ja, Kobieta” to portrety kobiet, które żyją wśród nas. Może bohaterką kolejnej części będziesz właśnie Ty?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 297

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 31 min

Lektor: Joanna Gajór

Oceny
3,9 (184 oceny)
64
63
42
11
4
Sortuj według:
NataliaCieslak

Nie oderwiesz się od lektury

Takiej Wilczyńskiej nie znałam... Czekam na kolejny portret... Czym mnie zaskoczy ?
00

Popularność



Podobne


Copyright © Karolina Wilczyńska, 2020

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2020

Redaktor prowadząca: Sylwia Smoluch

Marketing i promocja: Katarzyna Schinkel

Redakcja: Barbara Kaszubowska

Korekta: Paulina Jeske-Choińska

Projekt layoutu i skład: Teodor Jeske-Choiński

Projekt okładki i stron tytułowych: Magda Bloch

Fotografie na okładce:

Jasmina007 / Gettyimages.com,

SUPREEYA-ANON / Shutterstock.com

jessicahyde / Shutterstock.com

Segen / Shutterstock.com

Fotografia autorki: Katarzyna Bezak

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

eISBN 978-83-66570-56-6

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

Droga Czytelniczko!

Zwykle autor umieszcza swoją wiadomość na końcu książki, ja jednak postanowiłam zrobić inaczej. Jest ku temu ważny powód, który zaraz poznasz.

Zamysł serii, której pierwszą część trzymasz właśnie w ręku, dojrzewał we mnie przez dłuższy czas. Otrzymuję bowiem od moich Czytelniczek wiele listów, w których opowiadają mi o sobie i swoim życiu. Jak może wiesz, słucham ludzkich historii z ogromnym zaciekawieniem, gdyż każda z nich jest jedyna, niepowtarzalna i emocjonująca. I wszystkie wywołują we mnie wiele wzruszeń.

Czytając i słuchając tych historii, zdałam sobie sprawę, że wiele z nich udowadnia to, o czym zawsze piszę i w co wierzę – kobiecą siłę, która zdolna jest pokonywać wszelkie przeciwności i dokonywać wspaniałych rzeczy. A pozornie zwyczajne kobiety to często niebanalne osobowości, doświadczane przez los bohaterki, zdolne do wielkich namiętności, ogromnych poświęceń lub walki o siebie, szczęście własne i najbliższych.

Zrozumiałam też, jak często nie myślimy o tym, że kobiety, które spotykamy każdego dnia, mijamy na ulicy czy w sklepie, mogą pokazać nam świat, którego nie znamy; mogą stać się inspiracją do zmian czy dać nadzieję na pokonanie trudności i przypomnieć o tym, co w życiu ważne. Wystarczy tylko lepiej je poznać.

Postanowiłam więc, że zamiast wymyślać kolejne literackie bohaterki, pokażę Ci właśnie te prawdziwe kobiety. Przedstawię ich historie, opiszę drogę, którą przyszło im iść przez życie, wydarzenia, które je ukształtowały. Są takie jak Ty, jak Twoja koleżanka, znajoma, siostra. To kobiety, które żyją obok nas.

Seria „Ja, kobieta” będzie więc oparta na prawdziwych historiach. Oczywiście nadałam im literacką otoczkę, ale to, co najważniejsze – bohaterki i ich życie – jest autentyczne. Ten i kolejne tomy serii powstają w wyniku wielu godzin rozmów przeprowadzonych z kobietami, które zgodziły się podzielić ze mną i z Tobą, droga Czytelniczko, swoimi przeżyciami, emocjami, swoim życiem.

Niektóre z moich bohaterek może zechcą ujawnić swoją tożsamość, inne będą wolały pozostać anonimowe. Moim obowiązkiem jest zapewnienie im komfortu i bezpieczeństwa, więc nie szukaj tropów, które mogłyby Cię do nich doprowadzić – zatarłam ślady, zmyliłam ścieżki. Nie chodzi tu przecież o to, żeby poznać tożsamość bohaterek, ale ich historie. Uszanuj, proszę, ich prywatność. Raczej otwórz serce i spróbuj poczuć to, co czują one.

Dla mnie praca nad tą serią jest ogromnym wyzwaniem i wiąże się z silnymi emocjami. Słuchając opowieści moich bohaterek, odczuwałam ich radość, smutek, cierpienie i szczęście. To naprawdę mocne i czasami trudne historie. Mam nadzieję, że czytając, poczujesz to samo, i że każda z nich poruszy Cię, a może coś w Tobie zmieni. Może nie dostrzeżesz tej zmiany od razu, ale – jak Klara – powoli i stopniowo będziesz odnajdywać w tych opowieściach inspirację, a słowa bohaterek skłonią Cię do refleksji i pozwolą inaczej spojrzeć na świat, a może nawet własne życie.

W tym miejscu chciałabym podziękować tej, którą poznasz jako Łucję – bohaterkę niniejszej opowieści. Obdarzyła mnie ogromnym zaufaniem, co doceniam i liczę, że go nie zawiodłam. Wysłuchałam tego, co zechciała mi powiedzieć, i jestem głęboko wdzięczna za szczere i otwarte rozmowy, odpowiedzi na trudne pytania, a przede wszystkim za to, że mogę dzięki jej historii pokazać Ci problem, z którym mierzy się wiele osób, a o którym właściwie się nie mówi. Posłuchaj Łucji – jestem pewna, że jej opowieść nikogo nie pozostawi obojętnym.

Jeśli więc jesteś gotowa na całą paletę emocji, poznawanie różnych barw życia i przyjrzenie się portretom prawdziwych kobiet – zapraszam do lektury.

A może Ty też chciałabyś opowiedzieć mi swoją historię? Nie wahaj się – napisz do mnie. Może staniesz się bohaterką kolejnego tomu serii „Ja, kobieta”? Chętnie poznam Twoje ścieżki, którymi prowadzi Cię los, posłucham o Twoich przeżyciach, poznam Twoje sukcesy i porażki, trudności i radości. A kto wie, może Twoje życie stanie się inspiracją, pomocą czy nauką dla innych kobiet? Bo przecież każda z nas nosi w sobie jedyną w swoim rodzaju opowieść.

Czekam na wiadomość od Ciebie. Pisz na adres:

[email protected]

Tej, która użyczyła Łucji swojej historii.

Rozdział 1

Stanęła u szczytu schodów i spojrzała w dół.

Obszerny hall rozświetlały słoneczne promienie wpadające przez przeszklony dach. Światło odbijało się od błyszczących płyt, którymi wyłożona była podłoga. Z jasnym tłem kontrastowały kolory kwiatów ustawionych w dużych wazonach i zieleń roślin, a drewniane powierzchnie mebli nadawały wnętrzu ciepła i elegancji.

Będzie mi tego brakowało – pomyślała Klara. – Tej przestrzeni, gry światła, piękna szczegółów.

Podjęła jednak decyzję i nie zamierzała jej zmieniać. Z westchnieniem chwyciła rączkę walizki i zaczęła schodzić na dół.

– Pani Klaro, dlaczego mnie pani nie zawołała? – Na dźwięk kółek staczających się po szerokich schodach w drzwiach prowadzących do kuchni pojawił się starszy mężczyzna w roboczych spodniach i kraciastej koszuli. – Przecież to ciężkie. – Pokazał na bagaż.

– Panie Ryśku, bez przesady – odparła z uśmiechem kobieta. – Dam sobie radę. Zresztą myślałam, że pan jest w ogrodzie.

– Akurat wszedłem na kawę i krótką pogawędkę ze Stefcią. – Na wspomnienie gosposi Ryszard mimowolnie się uśmiechnął.

To, że on i Stefania mieli się ku sobie, nie było dla nikogo z domowników tajemnicą, ale Ryszard chyba się zawstydził, bo szybko zmienił temat.

– Pani wyjeżdża?

Pokiwała głową.

– Wezwać taksówkę?

– Nie, zabieram swój samochód – wyjaśniła. – Ale mam do pana prośbę…

– Słucham.

– Czy może mi pan przygotować bukiet? Chciałabym zabrać ze sobą kwiaty z naszego ogrodu.

– Oczywiście, już idę. Które by pani chciała? – Spojrzał pytająco.

– Może piwonie… – zastanowiła się Klara. – Te różowe z białymi środkami.

– Nie postoją zbyt długo w wazonie. – Ryszard pokręcił głową.

Wiedziała, że ma rację. Zresztą jak we wszystkim, co dotyczyło roślin. Zajmował się ogrodem, odkąd ojciec wybudował ten dom. Po prostu przyszedł pewnego dnia i stanął przy ogrodzeniu, przysłuchując się rozmowie matki z człowiekiem, który miał projektować zieleń wokół domu. Po dłuższej chwili odezwał się spokojnie:

– Nic z tego nie będzie.

Dopiero wtedy go zauważyli.

– Dlaczego pan tak sądzi? – zainteresowała się matka.

– Bo znam tę ziemię od dziecka i wiem, co tu urośnie, a co nie.

– Bez przesady – zaprotestował wynajęty fachowiec. – Skończyłem studia w tym kierunku i mam spore doświadczenie.

Ryszard wzruszył ramionami i poszedł sobie.

A kiedy w kolejnym roku wiele roślin w ich ogrodzie, słono kosztujących i sprowadzanych na zamówienie, zamieniło się w mało atrakcyjne kikuty, pani Werner zerwała umowę z firmą ogrodniczą i poprosiła gosposię, by ta odnalazła Ryszarda.

Mężczyzna zgodził się u nich pracować i choć matka twierdziła, że przekonała go zaproponowana kwota, to Klara do dziś była pewna, że jednak główną rolę odegrała Stefcia. Co prawda od piętnastu lat udawali, że nic ich nie łączy, jednak ona miała przeczucie, że kiedyś wreszcie zdecydują się na oficjalny związek.

Przez te lata ogród wokół domu stał się oazą zieleni i był pełen kwiatów o każdej porze roku. Ryszard naprawdę znał się na rzeczy. Mieszkał w pobliskiej wsi, pracował na własnym gospodarstwie, ale kiedy owdowiał, ziemię przejął syn z żoną. Ryszard nie chciał im wchodzić w paradę, a że nie lubił siedzieć z założonymi rękami, to propozycja Wernerów była tym, czego potrzebował. Kochał pracę w ogrodzie, a Stefcia zawsze znalazła dla niego coś słodkiego do herbaty, gdy przychodził do kuchni, żeby trochę odpocząć.

Oboje byli dla Klary jak dziadkowie, bo tych prawdziwych widywała bardzo rzadko. Czego zresztą nie żałowała, bo zarówno rodzice ojca, jak i matki wyglądali jak ze zdjęć w artykułach o arystokratach i mieli akurat tyle samo ciepła co te fotografie.

– Panie Rysiu, ja wiem, że pan ma rację – spojrzała na mężczyznę prosząco – ale ja je tak lubię. Przecież pan wie…

– Dobrze, dobrze. – Machnął ręką. – Będą piwonie. Już idę. Zrobię dla pani piękny bukiet.

Klara westchnęła. Tyle razy prosiła Ryszarda i Stefcię, żeby mówili do niej po imieniu, jak wtedy gdy była dzieckiem, ale oboje byli uparci. Od kiedy wróciła z Paryża, w którym studiowała, a potem mieszkała jeszcze kilka lat, przestała być dla nich dziewczynką. Traktowali ją jak dorosłą kobietę, córkę pracodawców. Owszem, nadal łączyły ich ciepłe stosunki i Klara czuła ich życzliwość, ale oficjalna forma pozostała i nie udało jej się tego zmienić.

– Idę jeszcze porozmawiać z ojcem, więc nie musi się pan spieszyć – powiedziała do ogrodnika.

Ten skinął głową i wyszedł, a Klara spojrzała na ciemne drzwi prowadzące do gabinetu. Wiedziała, że ojciec tam jest, zawsze po obiedzie spędzał kilka godzin przy biurku, przeglądając dokumenty, albo w wygodnym fotelu z książką w ręku.

Zastukała i czekała na zaproszenie. Od dziecka słyszała, że ojcu nie wolno przeszkadzać bez potrzeby, więc nawet teraz, choć była dorosła, czuła niepokój, stojąc przed drzwiami gabinetu. Dziecięca obawa, że jej sprawa jest zbyt błaha, aby przerywać ważne zajęcia, którym oddaje się ojciec, tkwiła w niej głęboko i czasami Klara się zastanawiała, czy kiedykolwiek się jej pozbędzie.

– Proszę. – Usłyszała wreszcie, więc nacisnęła klamkę.

– Przyszłam się pożegnać – oznajmiła, przekroczywszy próg.

Ojciec podniósł wzrok znad jakiegoś dokumentu i spojrzał na córkę uważnie. Odłożył kartkę, wstał i podszedł do Klary.

– Jednak się zdecydowałaś – bardziej stwierdził, niż zapytał.

– Tak. – Skinęła głową.

Zapanowała cisza. Klara nerwowo splotła dłonie.

– Skoro uważasz, że tego ci trzeba… – odezwał się wreszcie mężczyzna. – Chociaż nie bardzo rozumiem dlaczego…

– Mówiłam ci przecież. Mam w planach kolejną wystawę, będę dużo pracowała. To wymagający projekt, coś zupełnie nowego – wyjaśniła po raz kolejny.

– Tak, wiem. – Położył dłonie na ramionach córki. – Mam tylko nadzieję, że to prawdziwy powód, dla którego opuszczasz dom.

Ich spojrzenia się spotkały, ale Klara szybko odwróciła wzrok.

– Będę dużo pracowała, szkoda mi czasu na jeżdżenie w tę i z powrotem – mówiła szybko, żeby ukryć zmieszanie. – Wiesz, kiedy już zacznę, to trudno mi przestać. Chciałabym mocno wejść w temat, poczuć go bez żadnych ograniczeń.

– Nie musisz się tłumaczyć, Klaro. – Ojciec odwrócił się i podszedł do okna. – Jesteś artystką, masz talent, a przede wszystkim jesteś już dorosła. Wiesz, czego potrzebujesz, i nie zamierzam ci w tym przeszkadzać. Odzywaj się czasami do matki, żeby się nie denerwowała.

– Oczywiście, tato.

Mężczyzna skinął głową i Klara zrozumiała, że ich rozmowa jest skończona.

– Do widzenia – powiedziała.

Nie odpowiedział, ale nie miała mu tego za złe. Taki już był. Zresztą ona też nie lubiła pożegnań.

Obserwując ich rozmowę, ktoś mógłby pomyśleć, że nie łączy ich zbyt głęboka więź. Nic bardziej mylnego. Klara kochała ojca i wiedziała, że on odwzajemnia to uczucie. Była to jednak dziwna miłość.

Od dziecka go podziwiała, był dla niej kimś wyjątkowym. Chociaż często był nieobecny, to zawsze starał się znajdować czas dla córki. Nie był może wylewny, ale to właśnie on zaszczepił w dziewczynce miłość do książek, a potem do sztuki. Pierwszy zauważył jej zainteresowanie rysunkiem i zapewnił warunki do rozwijania talentu. Była mu wdzięczna za lekcje malowania, wakacyjne wyjazdy, podczas których zwiedzali galerie, a potem za możliwość studiowania w Paryżu.

Klara czuła, że choć ojciec wydaje się stanowczym, trzeźwo myślącym człowiekiem, to rozumie jej artystyczną naturę. Nigdy nie powiedział tego wprost, ale wiedziała, że jej kibicuje i jest zadowolony z kolejnych sukcesów. Pojawiał się na otwarciu każdej wystawy, począwszy od tej, na której był tylko jeden jej obraz, aż do ostatnich, już samodzielnych. Widziała jego spojrzenia, potrafiła odnaleźć w nich aprobatę i dumę.

Owszem, czasami brakowało jej na potwierdzenie tego słów, chciała usłyszeć, że ojciec jest z niej zadowolony, ale rozumiała, że to nie leży w jego charakterze. Miał własny sposób okazywania troski i Klara nauczyła się odczytywać ten kod. Wiedziała na przykład, że prośba o kontakt z matką była tak naprawdę sygnałem, że to on będzie czekał na informacje, jak ona sobie radzi. Cóż, ojciec taki już był.

– Bukiet włożyłem do samochodu. – Głos pana Rysia wyrwał ją z zamyślenia.

– Dziękuję. – Uśmiechnęła się. – W takim razie do widzenia. Niech pan pożegna panią Stefcię ode mnie.

– Oczywiście, przekażę – zapewnił. – Chociaż pewnie wolałaby uściskać panią osobiście – dodał z ledwie wyczuwalną nutką nagany w głosie.

– Przecież nie wyjeżdżam na zawsze – odparła żartobliwym tonem. – Jak zgłodnieję, to wpadnę na obiad.

Ryszard skinął głową.

Klara wiedziała, że Stefci będzie przykro, ale celowo nie poszła do kuchni. Wolała uniknąć wzruszenia, bo miała przeczucie, że mogłaby się rozpłakać, a tego nie chciała. Musiała być silna, udowodnić sobie samej, że potrafi nie tylko podjąć decyzję, ale i zrealizować swój plan. A ciepłe ramiona gospodyni mogłyby zachwiać jej pewnością siebie.

Matki nawet nie szukała. O tej porze z pewnością nie było jej w domu. Zapewne siedziała u którejś ze swoich przyjaciółek i dyskutowała o planach wakacyjnych wyjazdów. Decyzję Klary o wyprowadzce potraktowała jako swego rodzaju fanaberię i nawet nie chciała specjalnie znać powodów.

– Uważaj tylko – ostrzegła. – Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Bądź rozsądna i nie zrób jakiegoś głupstwa, którego potem nie da się naprawić.

Klara zrozumiała, co matka chce jej przekazać. Najwyraźniej sądziła, że przyczyną wyjazdu córki jest mężczyzna, dała jej więc najlepszą radę, na jaką było ją stać. W końcu sama kierowała się tą zasadą w życiu i doskonale na tym wyszła. Miała wspaniały dom, nie brakowało jej pieniędzy i nie martwiła się o przyszłość.

Czasami Klara się zastanawiała, co połączyło jej rodziców. Szukała w ich wzajemnych relacjach choćby śladu miłości, ale nie potrafiła znaleźć. Owszem, szanowali się, nigdy nie była świadkiem żadnej kłótni, ale czy tak wygląda uczucie? Czy to wystarcza? – rozważała.

Nie wyobrażała sobie takiego związku i choć nie powiedziała tego wprost, słowa matki wydały jej się pełne wyrachowania.

– Nie obawiaj się – odpowiedziała tylko. – Powód wyjazdu jest inny, niż myślisz.

Choć to nie do końca było prawdą – bo w pewnym sensie właśnie mężczyzna sprawił, że po kilku bezsennych nocach Klara postanowiła opuścić rodzinny dom. Jednakże z zupełnie innego powodu, niż podejrzewała matka.

Dziewczyna stanęła teraz przy samochodzie i spojrzała na klasyczną bryłę budynku i otaczającą go zieleń.

Idealnie – pomyślała. – Właściwie nie ma niczego, co można by poprawić.

Rzuciła ostatnie spojrzenie na białe kolumny zdobiące wejście, a potem wsiadła do samochodu i ruszyła w kierunku ogromnej kutej bramy.

* * *

Wniesienie walizki na trzecie piętro kamienicy wymagało trochę wysiłku. Na ramieniu Klara miała jeszcze torbę z laptopem, w ręku bukiet piwonii, a pod pachą pudełko, które leżało na siedzeniu samochodu obok bukietu. Wreszcie dotarła do pomalowanych na biało drzwi. Otworzyła je, wciągnęła bagaż do środka i z ulgą wypuściła powietrze z płuc.

Dlaczego dawniej robili takie wysokie schody? – pomyślała. – Przydałaby się winda, naprawdę.

Zrzuciła buty i weszła do pracowni.

Pomieszczenie tonęło w słonecznych promieniach. Klara od razu otworzyła okna, bo chociaż przeszklony sufit dawał doskonałe oświetlenie, to w upalny dzień było tu bardzo gorąco. Na szczęście lekki wiatr zapewnił dopływ świeżego powietrza i kobieta z radością wystawiła twarz na ten ożywczy powiew.

– Za chwilę będzie dużo lepiej – powiedziała do siebie, a głos odbił się echem w prawie pustej przestrzeni.

Lubiła swoją pracownię. Dostała ją w prezencie od ojca, gdy wróciła po studiach do domu. Wezwał ją wówczas do gabinetu i zapytał:

– Co zamierzasz teraz robić?

Spodziewała się tego pytania i miała nawet przygotowaną odpowiedź, ale gdy stała z ojcem twarzą w twarz, wszystko, co wymyśliła, nagle wydało jej się bez sensu.

– Sama nie wiem – powiedziała w końcu. – Myślę, że poszukam pracy.

– Tak? A jakiej?

– Cóż… – Zawahała się. – Najchętniej w jakimś domu kultury albo galerii. Chciałabym zachować kontakt ze sztuką.

Mówiąc to, czuła, że łzy napływają jej do oczu. Zdawała sobie sprawę, że musi pracować, zarabiać, w końcu była dorosła, ale przecież najbardziej na świecie chciała malować.

– Rozumiem. – Ojciec pokiwał głową. – Nie planujesz więc kolejnej wystawy? Czytałem kilka opinii o twoich ostatnich pracach i były dość pochlebne.

– Tak, nawet sprzedałam trzy obrazy – odpowiedziała z uśmiechem, który jednak szybko znikł z jej twarzy. – Oczywiście, zamierzam tworzyć. Ale raczej po godzinach, bo na razie nie zarobię tym na życie – przyznała uczciwie.

– Wybrałaś więc drogę większości artystów? – Ojciec lekko się uśmiechnął. – Taka romantyczna wizja dorabiającego artysty i malowanie nocami?

– Cóż, innej drogi na razie nie widzę. – Wzruszyła ramionami. – Może mam za mało talentu?

– Talent to jedno, a praca i rozwój to drugie – skwitował ojciec. – Dlatego pomyślałem, że powinnaś mieć możliwość bardziej komfortowego zajęcia się tworzeniem.

I wtedy zabrał ją tutaj.

Pamięta doskonale, że była oczarowana. Ponad sto metrów otwartej przestrzeni, jasne ściany, drewniana podłoga, duże okna i jeszcze ten przeszklony sufit. Idealne warunki do pracy!

– Tato! – Chciała z radości rzucić mu się na szyję, ale wiedziała, że on nie lubi takiego ostentacyjnego okazywania emocji, więc się powstrzymała.

– Podoba ci się? – zapytał.

– Jest cudownie! Dziękuję!

Potem się okazało, że cała kamienica stanowi własność ojca. Na parterze mieściły się sklepy, których właściciele wynajmowali od ojca lokale, a na dwóch piętrach znajdowały się kancelarie i gabinety lekarskie.

– Przepiszę całość na ciebie. Jutro załatwimy formalności – powiedział ojciec. – Potraktuj to jako moją inwestycję w twój talent.

– Ale…

– Bogaci ludzie często zostają mecenasami sztuki, prawda? Dlaczego ja nie mógłbym? Poza tym po co mam szukać gdzieś daleko, jeśli tuż pod nosem mam ubogą malarkę?

Klara początkowo nie chciała przyjąć takiego prezentu. Była ambitna, chciała sama zapracować na swoje utrzymanie.

– Z pracowni chętnie skorzystam – powiedziała – ale reszta…

– Dobrze, zatem czynsze z wynajmu będą spływały na konto, z którego będziesz mogła skorzystać, gdy zajdzie potrzeba. – Ojciec przyjął jej decyzję spokojnie i nie wydawał się urażony.

Już po kilku miesiącach Klara się przekonała, dlaczego tak było. Ojciec po prostu wiedział, co się wydarzy. Oczywiście nie mógł przewidzieć tego, co spotkało ją tydzień temu, ale całą resztę z pewnością tak.

Najpierw się okazało, że nikt nie czeka z otwartymi ramionami na absolwentkę ASP, nawet taką, która studiowała w Paryżu i ma na koncie kilka sukcesów. Tu nikt o niej nie słyszał, zresztą nawet gdyby tak było, to etatów brakowało. W desperacji i z chęci udowodnienia, że znajdzie pracę, Klara próbowała aplikować do kilku korporacji, ale tam też nie miała szczęścia. W końcu dała za wygraną. Nigdy głośno nie przyznała się do porażki, ojciec zaś ani razu o to nie zapytał. Nadal mieszkała w rodzinnym domu, a zamiast do pracy jeździła do pracowni i malowała kolejne obrazy.

Poczucie porażki nieco osłodził fakt, że jedna z największych galerii zaproponowała jej udział w wystawie. Niestety, nie indywidualnej, Klara miała wystawić płótna jako jedna z kilku artystek i artystów, ale uznała, że od czegoś trzeba zacząć. Starannie wybrała obrazy i odzyskała wiarę w siebie.

Widocznie malarstwo to moja droga – stwierdziła w duchu. – Najwyraźniej nie jest mi pisane prowadzenie zajęć plastycznych dla dzieci.

Dumna z pierwszego sukcesu pojechała na wernisaż. Usłyszała wiele dobrych opinii, a szczególnie ucieszyło ją zainteresowanie jednego z najbardziej znanych krytyków.

– Gdzie się pani do tej pory podziewała? – zapytał, studiując uważnie jej obraz.

– Byłam we Francji. Wróciłam do kraju kilka miesięcy temu.

– No tak, teraz rozumiem. – Pogładził brodę i zmierzył ją wzrokiem. – Mam nadzieję, że zostanie pani tu na dłużej.

– Tak myślę – przytaknęła, starając się ukryć radość.

I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie on.

Pamięta doskonale chwilę, gdy go zobaczyła. Ma tę scenę w głowie, jak obraz.

Stał samotnie przed jednym z jej płócien. Wysoki, w czarnym golfie i bordowej marynarce. Jego sylwetka odcinała się od jasnego tła. Klarę zainteresował nieznajomy. Poza tym oglądał jej dzieło, więc naturalne było, że powinna go zagadnąć.

Teraz przeklinała w myślach tamtą chwilę.

– Gdybym poszła w drugą stronę… – powiedziała do siebie na głos, wzdychając. – Czy musiał to mówić? Musiał zburzyć mi życie?

Ostatnie słowo odbiło się głuchym echem od ścian.

Klara uśmiechnęła się smutno. Wiedziała, że czasu nie da się cofnąć. To, co usłyszała, zostawiło głęboki ślad w jej sercu. Czuła, że nie mogła postąpić inaczej.

Zaczynała nowy projekt, chyba najtrudniejszy, z jakim przyszło jej się do tej pory mierzyć. Wiele zależało od jego wyniku.

Jutro rozpocznę poszukiwania – pomyślała. – A teraz wstawię kwiaty do wody i rozpakuję rzeczy.

* * *

Pracownia miała służyć Klarze przede wszystkim do pracy, ale malarka zadbała o minimum komfortu. Lokal, rzecz jasna, miał łazienkę, choć tylko z prysznicem, ale to zupełnie jej nie przeszkadzało. Nie była miłośniczką długich kąpieli, w przeciwieństwie do swojej matki, która prawie każdego dnia relaksowała się w pokoju kąpielowym. Klara trochę wyśmiewała to określenie.

– Chyba nie powiesz, że to typowa łazienka – odpowiadała matka, lekko urażona przycinkami. – Mogłabyś docenić wysiłek, który włożyłam w jej urządzenie.

Rzeczywiście, matka zadbała o najlepsze płytki i połączyła je z drewnem oraz eleganckimi dodatkami. Wanna była tak obszerna, że z powodzeniem zmieściłyby się w niej dwie osoby, i została wpuszczona w podłogę. Duże okno, mnóstwo zieleni i lustra dopełniały całości. Klara musiała przyznać, że matka miała dobry gust. Tylko dlaczego upierała się przy takich snobistycznych określeniach? Cóż, każdy ma jakieś słabości.

Łazienki w pracowni z pewnością nie można było nazwać pokojem kąpielowym, dla Klary była jednak zupełnie wystarczająca. Wiele razy przed powrotem do domu brała tu prysznic, żeby zmyć z siebie resztki farb, zapach terpentyny i odświeżyć się po pracy w gorącym wnętrzu.

Natomiast do aneksu kuchennego nie przywiązywała zbyt dużej wagi. Ojciec wyposażył jeden z rogów pomieszczenia w niezbędny sprzęt AGD i nowoczesne szafki. Dziewczyna miała do dyspozycji lodówkę, w której trzymała napoje i czasami butelkę wina, były tam też płyta indukcyjna, nigdy nieużywana, granitowy zlewozmywak, czajnik i ekspres do kawy. Z tego ostatniego Klara korzystała najczęściej i podejrzewała, że to się nie zmieni. Do tego kilka kubków, jakieś talerzyki i sztućce – niewiele, ale malarka więcej nie potrzebowała. I tak miała zamiar jadać poza domem. Nie chciała tracić czasu na gotowanie, wolała poświęcić się pracy. Zresztą nie czuła się dobrze w kuchni. Często przyglądała się Stefci, gdy ta gotowała, potem w studenckich czasach często pichcili coś ze znajomymi, ale nie polubiła tego zajęcia.

Dla siebie samej na pewno nie będę siedziała przy garach – pomyślała. – Na szczęście nie muszę.

W portfelu miała przecież kartę, którą dał jej ojciec. Zrobił to, gdy po raz pierwszy powiedziała mu o swoich planach.

– Bez względu na to, co i dlaczego planujesz, weź ją – powiedział, wręczając jej plastikowy prostokąt w złotym kolorze. – Masz tam wszystko, co wpłacali najemcy od czasu, gdy rozmawialiśmy o tym ostatni raz. Teraz możesz tym dysponować.

Podziękowała. Nie miała zamiaru szastać pieniędzmi, ale świadomość, że nie musi się o nie martwić, dawała jej poczucie komfortu. Będzie mogła spokojnie pracować.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby tego poczucia komfortu nie burzyło wspomnienie zielonych oczu patrzących z lekką kpiną.

Że też ciągle musi mi się przypominać! – zdenerwowała się Klara. – Nie zamierzam się nikomu tłumaczyć ze swojego życia.

W głębi duszy wiedziała jednak, że nie uda jej się pozbyć tego wspomnienia. I słów, które powiedział, patrząc na nią właśnie w ten sposób. Przecież dlatego tu była. To przez niego zamieniła luksusowy pokój z garderobą na kanapę i wieszak, który miał służyć jej za szafę.

Bez przesady – pomyślała ze złością. – Nie muszę przecież żyć o chlebie i wodzie. Chociaż pewnie tego by chciał. Jeszcze zobaczymy!

Rozpakowała walizkę, wzięła prysznic i usiadła na kanapie, otulona w szlafrok. Powoli zapadał zmrok. Patrzyła na gołębie, które zlatywały się na gzymsy sąsiednich budynków i szykowały się do snu. Podniosła wzrok i przez chwilę obserwowała ciemniejące niebo. Chłodne wieczorne powietrze sprawiło, że się wzdrygnęła i postanowiła zamknąć okna. Zaciągnęła zasłony, choć i tak nie mogła być widziana z ulicy. Lubiła jednak pewność, że nikt nie będzie jej obserwował.

Poczuła, że jest głodna. Niestety, w lodówce miała tylko pół butelki wina.

Będę musiała pamiętać o zakupach – stwierdziła.

W domu nigdy się tym nie zajmowała, lodówka zawsze była pełna. Od dziś jednak jej życie miało się zmienić. Przez moment miała wrażenie, jakby znowu była studentką, i nawet spodobało jej się to uczucie. Zaraz jednak przypomniała sobie, że tym razem powód, dla którego znalazła się tutaj, jest zupełnie inny. Miała plan i zamierzała go zrealizować, choć jeszcze nie wiedziała, jak to zrobi.

Nalała sobie wina do szklanki. Wracając na kanapę, zobaczyła pudełko, które po wejściu postawiła na roboczym stole.

Zupełnie o nim zapomniałam – pomyślała. – Co tam właściwie jest?

Kiedy otworzyła pakunek i ujrzała swoją ulubioną babkę cytrynową, nie mogła powstrzymać uśmiechu.

Oczywiście pani Stefcia przewidziała, z czym będę miała problem. Kochana! – rozrzewniła się na wspomnienie gosposi.

Nawet nie poszła po nóż i talerzyk. Po prostu ułamała kawałek ciasta i zatopiła w nim zęby. Było wyborne. Nie tylko smakowało, zaspokoiło głód, ale i poprawiło jej humor.

Tego mi było trzeba – uznała.

Wypiła resztę wina i postanowiła iść spać. Nakryła się kocem i przytuliła głowę do skórzanego obicia. Nie było jej zbyt wygodnie i postanowiła, że następnego dnia kupi prawdziwą pościel.

* * *

Śniło jej się, że próbuje malować, ale zamiast tego, co chciała stworzyć, spod jej pędzla wciąż wychodziły jedynie zielone oczy. Sięgała po kolejne płótna, lecz wciąż powtarzało się to samo. Oczy patrzyły na nią raz kpiąco, raz ze współczuciem, a potem znowu ze złością. Na każdym kolejnym obrazie były coraz straszniejsze, większe i przepełnione agresją. Klara odrzucała obrazy, czuła coraz większy strach, ale nie mogła przestać malować. W końcu stała przy sztaludze otoczona dziesiątkami wpatrzonych w nią zielonych oczu, których spojrzenia paraliżowały ją i napawały lękiem.

Obudził ją własny krzyk.

Usiadła na kanapie i starała się uspokoić oddech. Nie było to łatwe, bo w pierwszej chwili nie wiedziała, gdzie jest. Zamiast znajomych ścian i mebli widziała jedynie pustą, ciemną przestrzeń. Potarła twarz dłońmi i próbowała zebrać myśli.

To tylko koszmarny sen – tłumaczyła sobie. – Wszystko w porządku, jestem w pracowni.

Kiedy serce zaczęło znowu bić spokojnie, wstała i przyświecając sobie telefonem, poszła do części kuchennej. Nalała wody do szklanki i wypiła kilkoma łykami. Poczuła się lepiej.

Zapaliła światło i wróciła na kanapę. Dłuższą chwilę siedziała, wsłuchując się w odgłosy nowego domu. Nie znała dźwięków, które rozbrzmiewały w starej kamienicy, nie potrafiła stwierdzić, co szeleści za ścianą.

Mam nadzieję, że to nie myszy – pomyślała z lekkim przerażeniem. Bała się gryzoni.

Na dachu też coś dźwięczało – może jakiś obudzony gołąb albo wiatr poruszający rynną? Nie wiedziała.

Spojrzała w górę i przez przeszklony sufit zobaczyła nocne niebo pełne gwiazd. Ten widok jeszcze spotęgował jej lęk. Uświadomiła sobie, że jest w kamienicy zupełnie sama. Nikt tu nie mieszkał, wszyscy kończyli pracę i wracali do domów, więc nocą w budynku była tylko ona.

Piękny początek – pomyślała. – Jakbym trafiła do jakiegoś horroru. Brakuje jeszcze tylko poruszającej się klamki.

Uznała, że szybko nie zaśnie, i postanowiła się czymś zająć. Chętnie porozmawiałaby z kimś, o czymkolwiek, tak zwyczajnie, byle usłyszeć ludzki głos. Sięgnęła po telefon i przez dłuższą chwilę wpatrywała się w ekran. Zrozumiała, że nie ma do kogo zadzwonić. Westchnęła.

Ojciec? Matka? Przecież nie będę ich budzić w środku nocy.

Tak, nie było numeru, który mogłaby wybrać w takiej sytuacji. Ta konkluzja nie polepszyła jej nastroju. Przeciwnie, Klara poczuła, że do oczu napływają jej łzy.

Szybko odłożyła iPhone’a.

Może coś namaluję? – przeszło jej przez myśl, ale natychmiast powróciło wspomnienie snu i przeszedł ją dreszcz. – A jeśli znowu mi się przyśnią? – pomyślała z przerażeniem.

Rozejrzała się niespokojnie dookoła, jakby zielone oczy mogły spoglądać na nią ze ścian.

Przecież to jakieś wariactwo! Dlaczego nie mogę o tym zapomnieć?

Niewiele myśląc, kierowana jakimś wewnętrznym impulsem, otworzyła laptopa i włączyła program pocztowy. Zaczęła pisać.

Naprawdę nie sądziłam, że będziesz mnie prześladował w snach. Uważam, że to gruba przesada. Nie chciałam Cię spotkać i gdyby to było możliwe, chętnie cofnęłabym czas.

Kto dał Ci prawo wtrącania się w moje życie?! Skąd pomysł, że w ogóle interesuje mnie Twoje zdanie?

Skoro jesteś taki mądry, powinieneś wiedzieć, że słowa mają wielką moc. Potrafią wiele zmienić i dlatego powinno się je ważyć. Czy Ty przemyślałeś swoje, zanim wypowiedziałeś je, patrząc mi w oczy?

Nie znasz mnie, nic o mnie nie wiesz. Tylko wydaje Ci się, że tak jest. Łatwo przyszła Ci ocena, bez wahania dałeś wyraz swoim emocjom, za nic mając moje uczucia.

Uważam, że nie powinniśmy się w ogóle spotkać. Żałuję tego, ale zmienić nie mogę. Jestem na Ciebie wściekła i gdybym Cię teraz zobaczyła, chyba nie umiałabym zachować spokoju. Zburzyłeś moje życie, zostawiłeś po sobie wielki niepokój.

Tak, jestem na Ciebie wściekła! Jednocześnie nie umiem zapomnieć o tym, co usłyszałam z Twoich ust. Dlatego postanowiłam, że udowodnię Ci, jak bardzo się mylisz. Udowodnię to także sobie, bo czuję, że tylko wtedy odzyskam spokój i równowagę. I kiedy to się stanie, zrozumiesz, jak bardzo się myliłeś. A wtedy popatrzę na Ciebie tak, jak Ty na mnie – z politowaniem i ironią.

Ostatnią kropkę postawiła tak mocno, że prawie wgniotła klawisz. Z satysfakcją stwierdziła, że poczuła znowu pewność siebie. Odgarnęła włosy i uśmiechnęła się.

Przez chwilę miała wielką ochotę, żeby wysłać tę wiadomość. Kursor zatrzymał się na moment na ikonie z kopertą, a Klara wstrzymała oddech, wyobrażając sobie, że on czyta to, co napisała.

Jednak pikselowa strzałka zmieniła kierunek i tekst znalazł swoje miejsce w folderze oznaczonym jako e-maile robocze.

Kobieta podniosła wzrok znad monitora. Pracownia znowu była przyjaznym miejscem, gwiazdy świeciły jak małe ogniki rozjaśniające nocny mrok, nawet chrobot za ścianą ucichł.

Poczuła, że odniosła małe zwycięstwo. Udało jej się na chwilę odpędzić złe myśli.

Jeszcze zobaczysz, na co mnie stać! – pomyślała, odkładając laptopa.

Zasnęła szybko i tym razem nie śniło jej się już nic.

Rozdział 2

Pracownia miała wiele zalet, a wielkie okna dachowe były nieocenione w czasie malowania, ale z całą pewnością nie dało się pod nimi dłużej pospać.

Klara przekonała się o tym już o szóstej rano, gdy promienie słońca zaczęły wdzierać się jej pod powieki i łaskotać w nos. Nakryła głowę kocem, ale szybko zabrakło jej powietrza, więc w końcu niechętnie wstała.

Rozsunęła zasłony i otworzyła okno. Na dachu przeciwległej kamienicy siedział rudy gołąb i wpatrywał się w nią z zainteresowaniem.

– Cześć, gołębiu – przywitała się uprzejmie. – Też nie możesz spać?

Ptak przekręcił łepek, jakby wsłuchiwał się w jej słowa.

– Całkiem miły jesteś – stwierdziła Klara. – Nie wiedziałam, że gołębie są tak dobrze wychowane. – Przeciągnęła się i ziewnęła. Zarwana noc i wczesna pobudka nie były tym, co lubiła. – Cóż, skoro już tak wyszło, to chyba trzeba zacząć dzień – uznała.

Włączyła ekspres i poczekała, aż filiżanka napełni się aromatycznym napojem. Zastanawiała się, co dalej. Kiedy podjęła decyzję o przeniesieniu się do pracowni i rozpoczęciu nowego projektu, wszystko wydawało się proste. Wiedziała, co chce osiągnąć, plan jawił jej się jako jasny i klarowny. Teraz jednak należało wprowadzić go w życie i od razu pojawiła się pierwsza wątpliwość.

Jak mam to zrobić? Mam chodzić po ulicach i zaczepiać nieznajome? – zasępiła się.

Usiadła z filiżanką przy stole i oderwała kawałek cytrynowej babki. W zamyśleniu odgryzła kilka kęsów i popiła kawą. Lubiła taką gorącą, która parzyła usta.

Głośne gruchanie przywołało ją do rzeczywistości. Spojrzała w kierunku okna i zobaczyła, że rudy gołąb siedzi teraz na parapecie jej studia.

– No tak. – Uśmiechnęła się. – Nie wykazałam się gościnnością. Jesteśmy sąsiadami, więc powinnam zaprosić cię za śniadanie.

Ptak przeszedł kilka kroków i popatrzył wyczekująco.

– Mam tylko ciasto – powiedziała Klara. – A pani Stefcia mówiła, że to nieodpowiednie jedzenie dla skrzydlatych gości. No, ale może kilka okruchów ci nie zaszkodzi…

Rozdrobniła kawałek babki i podeszła do okna. Gołąb odleciał, ale gdy tylko Klara odsunęła się po wysypaniu okruchów, wrócił na parapet i zjadł wszystko, co do okruszka. Dziewczyna przyglądała się tej ptasiej uczcie z rozbawieniem.

– Całkiem miły z ciebie sąsiad – uznała. – Wolę ciebie niż myszy lub szczury.

Gołąb zagruchał, co uznała za podziękowanie.

– Nie ma za co – odparła. – Wpadnij jutro, postaram się mieć dla ciebie coś lepszego.

Ptak przez chwilę przygładzał dziobem pióra, a potem odleciał. Klara uznała, że i ona powinna zająć się swoimi sprawami. Nadal nie znalazła pomysłu, jak zabrać się do poszukiwań. Nigdy wcześniej nie miała podobnych dylematów. Oczywiście nieraz malowała portrety, w czasie zajęć na uczelni zdarzały się nawet akty, jednakże wtedy modele sami przychodzili. Ludzie dorabiali sobie w ten sposób, chętnych nie brakowało.

Właściwie do tej pory nie szukała modeli. Starała się odnaleźć własny styl i rzadko malowała naturalistycznie, dlatego w pierwszej chwili oburzyły ją słowa nieznajomego o zielonych oczach i potraktowała je jako dowód na jego zupełną nieznajomość sztuki.

– Czyżby należał pan do ludzi, którzy lubią, gdy na obrazie są wazon, jabłko i pieczony bażant? – powiedziała wyniośle i z ironią, chcąc dać mu do zrozumienia, co myśli o takich jak on. – Sztuka nie zawsze musi być dosłowna. Dużo bardziej wymowne, choć mniej dosłowne, mogą być formy, linie i barwy.

– Zgadzam się. – Zielone oczy zmrużyły się lekko. – Tylko że w sztuce nie chodzi ani o dosłowność, ani o symbole.

– O co więc chodzi w sztuce? – prychnęła.

– O prawdę.

Klara potrząsnęła głową, żeby odpędzić wspomnienie. Postać mężczyzny co prawda zniknęła, ale słowa pozostały w jej głowie.

Tak, chodziło o prawdę. I ona wiedziała, jak chce ją pokazać. Tyle że do tego potrzebowała modeli.

– Dobrze, dość tych rozważań. Jedno jest pewne: nie znajdę nikogo, siedząc tutaj – powiedziała na głos. – Szkoda czasu, trzeba działać.

Dźwięk własnego głosu ją zmobilizował i po kwadransie była gotowa do wyjścia.

I tak muszę zrobić zakupy – pomyślała, malując usta błyszczykiem. – Załatwię najpilniejsze sprawy, a potem obmyślę konkretny plan. Ostatecznie mogę dać ogłoszenie, na pewno ktoś się zgłosi.

Kiedy zamykała drzwi, zadzwonił telefon. Sięgnęła do torebki.

– Dzień dobry, mamo – powiedziała, trzymając aparat ramieniem i jednocześnie przekręcając klucz w zamku.

– Klaro, gdzie ty się podziewasz?

– Jak to gdzie? Jestem w pracowni.

– Ach, prawda, zupełnie wyleciało mi z głowy.

Wcale to Klary nie zdziwiło. Często się zdarzało, że nie widziała matki przez kilka dni, choć mieszkały w jednym domu. Każda z nich miała swoje życie, wychodziły i wracały o różnych porach. Klara nie miała tego matce za złe, ceniła sobie tę wolność, dzięki niej nie czuła się kontrolowana. Wiedziała, że te słowa nie świadczyły o braku troski czy miłości, ale o tym, że kobieta traktuje córkę jak dorosłą i niezależną osobę.

– Czy to znaczy, że nie będziesz na obiedzie? – dopytywała matka.

– Tak, mamo. W ogóle na razie mnie nie będzie. Mówiłam ci przecież, że przygotowuję nową wystawę.

– Oczywiście, pamiętam. Dzwonię, bo chciałam cię dziś zabrać do kosmetyczki. Miałam iść z Joanną, ale wiesz, jaka ona jest. Coś tam jej wypadło i nie może. A do Beauty Center są tak długie terminy, że szkoda, żeby się zmarnował.

– Nie mogę, mamo. Mam dużo pracy – powiedziała Klara.

– Praca pracą, ale o wygląd trzeba dbać – upomniała rodzicielka. – To ważne dla kobiety. Wiem, co mówię.

– Dobrze, mamo, przecież nie mówię, że nie. Ale tym razem nie dam rady, bo naprawdę…

– Klaro, nie przyjmuję odmowy do wiadomości. – Głos kobiety zabrzmiał bardzo stanowczo, nawet nieco ostro. – Czekam na ciebie przed wejściem o jedenastej. Zrobisz sobie dwie godziny przerwy. Obrazy nie uciekną, a poczujesz się doskonale.

Kiedy matka mówiła takim tonem, Klara wiedziała, że dyskusja nie ma sensu. Gotowa była przyjechać po córkę.

W sumie może ma rację? – stwierdziła, chowając telefon. – Zrelaksuję się, odprężę, może jakiś pomysł przyjdzie mi do głowy. I zacznę od jutra.

Przez moment wydawało jej się, że znowu czuje obserwujące ją zielone oczy.

Daj mi spokój! – pomyślała z rozdrażnieniem. – Będę robić, co mi się podoba.

A jednak nie mogła się pozbyć uczucia, że miałby satysfakcję, gdyby naprawdę widział, że uległa namowom matki.

* * *

Z zapowiadanych przez matkę dwóch godzin zrobiło się trzy i pół, jednak Klara wracała do pracowni zadowolona. Nowa maseczka, masaż, pedicure i kilka innych zabiegów sprawiły, że czuła się pięknie i świeżo.

Muszę przyznać, że mama miała rację – uznała, przekładając torby z zakupami do drugiej ręki. – Nie ma to jak świadomość, że dobrze się wygląda.

Pchnęła ciężkie drzwi prowadzące na klatkę schodową i spojrzała w górę.

– Znowu te schody – westchnęła. – Są dwa wyjścia: albo dzięki nim nabiorę kondycji, albo padnę między piętrami. I jeszcze torby…

Mogła co prawda część rzeczy zostawić w samochodzie i zejść po nie później, ale wchodzenie na ostatnie piętro po raz drugi wcale jej się nie uśmiechało, zwłaszcza w upalny dzień. Dlatego zdecydowała się zabrać wszystkie pakunki od razu.