Spisek bogów - Monika Hołyk-Arora - ebook + audiobook

Spisek bogów ebook i audiobook

Monika Hołyk-Arora

2,0

Opis

Przystojny mężczyzna, który korzystając z uroków życia, bawi się wykorzystując każdą nadarzającą się okazję, nie stroniąc przy tym od alkoholu i narkotyków...

Tajemnicza nieznajoma, która wydaje się być uosobieniem kusicielek i egzotycznych famme fatale...

Pewnego dnia losy tych dwojga krzyżują się w ciemnym zaułku Kuala Lumpur zmieniając nie tylko ich przeznaczenie, ale budząc również duchy przeszłości.

Hathor, bogini miłości oraz Ah-Puch, zapomniany bóg śmierci za wszelką cenę próbują ingerować w coś, co wbrew pozorów łączy tą niezwykłą dwójkę ludzi. Jaki mają w tym cel? I dlaczego ktoś inny podgląda ich z daleka?

Monika Hołyk-Arora

Monika Hołyk-Arora posiada  niesfornego psa i milion marzeń.

Urodziła się w grudniu 1980 roku. Od wczesnego dzieciństwa kochała czytać książki i snuć swoje własne opowieści. Pochodzi z Lublina, gdzie skończyła Kulturoznawstwo na UMCS-ie.

Pracując przez kilka lat jako pilot wycieczek, zadomowiła się m.in. w Turcji i Egipcie. Poznanie odmiennych kultur umożliwiło jej spojrzenie na świat z zupełnie innej perspektywy i na nowo pobudziło marzenia o pisaniu.

Książki odzwierciedlają jej charakter i pasje, dlatego też można w nich znaleźć: trzy krople miłości do podróży, cztery krople zamiłownia do słowa pisanego i jedną kropelkę zdrowego sarkazmu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 99

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 2 godz. 42 min

Lektor: Agnieszka Greinert

Oceny
2,0 (2 oceny)
0
0
1
0
1

Popularność




Monika Hołyk-Arora

Spisek bogów

© Copyright by Monika Hołyk-Arora

& e-bookowo

Projekt okładki: Monika Hołyk-Arora

ISBN 978-83-7859-806-0

Patronat medialny

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: [email protected]

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

 

 

 

 

 

 

Ciemność... Wszechogarniająca i pochodząca z najgłębszych czeluści podziemi. Zdawała się otaczać go ze wszystkich stron, obejmując czule swymi mrocznymi ramionami.

Nagle, zupełnie niespodziewanie, mimo pozornie zamkniętych oczu, dostrzegł niewielką wiązkę światła. Pojawiła się ona w postaci małych kropel, które szybko opadając na szklistą powierzchnię szyby majaczącej gdzieś w oddali, rozchodziły się po niej niczym kręgi na spokojnej wodzie jeziora...

Do jego przytępionych zmysłów przemówił odgłos muzyki dobywającej się z niewidzialnych, a może po prostu doskonale ukrytych organów, jakie zwykle widywało się w starych, pamiętających czasy średniowiecza katedrach...

Pojedyncze tony rozbrzmiewały gdzieś daleko... Jakby musiały pokonywać tysiące metrów tylko po to, by trafić do jego uszu... Jednocześnie zaś były tak bardzo bliskie i rozpoznawalne, jakby stanowiły integralną część jego samego...

To właśnie ta niezwykła, dualistyczna natura owej melodii wzbudziła irracjonalny niepokój duszy, która, pomna czegoś nieznanego, zaczęła wyrywać się ku wywołującym tęsknotę dźwiękom...

Zanim zdążył na dobre przyzwyczaić się do tych nowych doznań stale atakujących jego umysł zapomnianymi dawno bodźcami, poczuł coś jeszcze. Coś, co stało się fizycznym i namacalnym impulsem wydobywającym go z krainy snów, w której błądził całą nieskończoność.

Lekkie muśnięcie ciepłego policzka zdawało się być tak prawdziwe, iż po prostu nie mógł go zignorować. Delikatny zapach, przywodzący mu na myśl bezkresne łąki Mayhalli, wypełnione najpiękniejszymi kwiatami stworzonymi zarówno przez naturę, jak i samego człowieka, drażnił jego nozdrza…

W ułamku sekundy otworzył powieki, pozwalając aby natłok bodźców, kształtów i kolorów ponownie wdarł się w jego oczy, zapełniając umysł obrazami, których nie potrafił nawet nazwać... Chciał, a może raczej po prostu musiał sprawdzić, czy nadal znajdował się w przedziwnym pokoju, w którym ocknął się poprzednio...

Tym razem zabrakło jednak błyszczących mebli, miękkich poduch uszytych z delikatnych materiałów oraz puszystych dywanów ogrzewających marmurową posadzkę pomieszczenia. Nie dostrzegł również dziwnych malowideł zapełniających kilkanaście chwil temu ściany, które zdawały się krzyczeć katatoniczną mieszaniną barw.

Pole widzenia całkowicie zasłaniała mu „zasłona” stworzona z długich, czarnych włosów, błyszczących niczym płynny jedwab rozlany na wypolerowanym hebanowym drewnie... Miał ochotę ich dotknąć, zatopić dłoń w ich miękkości i sprawdzić,czy są tak delikatne, jak sobie to wyobrażał… Wpatrując się w cudowne, gęste pukle, dopiero po kilku minutach dostrzegł wpatrzone w niego oczy... Duże, z iskierką radości igrającą w źrenicach ich właścicielki... Nie mógł uwierzyć, że ta mityczna kusicielka, o której marzył w swoich wszystkich snach, znajdowała się na wyciągnięcie ręki...

− Ty żyjesz! − wyszeptał z ulgą, odnotowując w myślach, by nie ufać w przyszłości zmysłom otępionym przez alkohol i środki odurzające, jakich czasami dla własnej przyjemności zwykł nadużywać...

Przecież jeszcze nie tak dawno zdawało mu się, iż widział ją martwą… A może było to tylko złudzenie? Sen, będący zapowiedzią nieuchronnych kolei losu... Leżała w nienaturalnej pozie, przygnieciona przez głaz, gdzieś pośrodku ogrodów położonych z dala od przedmieści Vaytlantis. Zresztą całe miasto zostało spustoszone przez falę, która przetoczyła się przez Piąty Okręg, niszcząc wszystko na swojej drodze.

Dziewczyna roześmiała się delikatnie, wyszarpując go tym samym z bezdusznych wspomnień przeszłości, czy też raczej majaków wywołanych przez używki, w których zasmakował ostatniego wieczora.

− Oczywiście – mruknęła cichutko, niczym leniwa kotka drażniąca się ze swym właścicielem. – Każde z nas żyje... Na swój własny sposób. A dlaczego sądziłeś, że jest inaczej? – dodała zaczepnie.

Coś w tonie jej głosu, a może samej grze słów, jakich użyła w tych kilku krótkich zdaniach sprawiło, iż gwałtownie usiadł na łóżku. Przyglądając się jej uważnie spod przymkniętych powiek, chwycił ją za ramiona, próbując dzięki temu nieco brutalnemu gestowi w namacalny sposób przekonać się o jej fizycznej bliskości. Z niemałym zaskoczeniem odkrył, iż jej skóra była ciepła, miękka i niezwykle kusząca. Zapragnął poczuć jej dotyk. Chciał, aby każda komórka jego ciała mogła napełnić się wewnętrzną mocą płynącą z tej filigranowej niewiasty. Zupełnie tak, jak nawykł czynić to wcześniej. W poprzednim życiu, którego nie powinien był nawet pamiętać…

− Chciałem... myślałem... – zaczął niepewnie, ale urwał, nie wiedząc jak skończyć. Przecież sny były jedynie majakami, które nie miały nic wspólnego z otaczającą ich rzeczywistością.

Uwolnił jej ramiona ze zbyt mocnego uścisku. Obawiał się, iż mógł naznaczyć delikatne ciało fioletowymi śladami, które pojawią się dopiero za kilka godzin, odciskając piętno będące bolesną pamiątką tego niecodziennego spotkania. Niechętnie zsunął dłonie z jej barków, odwlekając w czasie moment, kiedy straci z nią ostatni fizyczny kontakt.

Milczał, bo cóż takiego mógł powiedzieć? Przecież nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć swojego niecodziennego zachowania. Gdyby opowiedział jej o wszystkim, co podpowiadał mu niezrównoważony umysł, wyszedłby na szaleńca.

− Nieważne − rzucił w końcu zrezygnowany, nie siląc się nawet na przeprosiny.

Cisza wypełniona bezgłosem raniła jego uszy... Próbował usłyszeć chociażby szmer jej tchnienia, ale zdawało się, że egzotyczna piękność nadal pochylona nad łóżkiem zamarła, a wraz z nią nie tylko oddech, ale również bicie jej serca.

− Gdzie ja jestem? – zapytał po dłuższej chwili, próbując w jakikolwiek sposób przerwać męczące, nienaturalne milczenie panujące między nimi.

Kobieta siedząca obok przyjrzała mu się, szczerze zdziwiona, jakby odpowiedź na jego pytanie była oczywistością, której nie należało nawet tłumaczyć.

− Jak to gdzie, Alyanie? – szepnęła w końcu, spoglądając w jego błękitne tęczówki. – Jesteś w domu! Odnalazłeś mnie!

Jego przerażenie, narastające od dłuższej chwili, osiągnęło punkt krytyczny. Miał wrażenie, że ktoś pomieszał mu zmysły. Zastąpił wspomnienia niezdrowymi halucynacjami, które z minionych chwil uczyniły schizofreniczny koszmar.

Przecież ostatniej nocy... Zresztą czy warto było o tym myśleć? Czy w ogóle była ona realna? Musiał to dokładnie przeanalizować, zanim podejmie jakiekolwiek działania, mające na celu wybrnięcie z tej niecodziennej sytuacji.

Poruszył się nerwowo. Instynkt, który próbował zignorować, nakazywał mu wyrządzenie jej krzywdy! Przecież nieznajoma nie mogła być tą, za którą się podawała!

Zdecydowanie ktoś tu kompletnie zwariował... Teraz należało jedynie ustalić czy do leczenia ambulatoryjnego kwalifikowała się ta nieznajoma piękność, czy też on...

***

Wykorzystując chwilę jego nieuwagi, poderwała się z łóżka i eleganckim, nieco uwodzicielskim krokiem podkreślającym ruch bioder, ruszyła w stronę ogromnych drzwi prowadzących na taras. Musiała odetchnąć świeżym powietrzem i odreagować krótką, ale jakże niejednoznaczną wymianę zdań.

Spoglądał na jej kształtne ciało obleczone długą, zwiewną suknią wdzięcznie uwydatniającą zarówno wąską kibić, jak i kształtne piersi, przypominające mu o jego własnych słabościach oraz pragnieniach, których nie potrafił stłumić. Umykała z jego rąk, niczym łania szukająca bezpiecznego schronienia, w którym mogłaby przeczekać nagonkę zorganizowaną przez niebezpiecznego myśliwego. Czy faktycznie miała się czego obawiać? Być może. W końcu musiał się dowiedzieć czy była tą, za którą ją uważał.

Zmęczony, ale też zdezorientowany, opadł na poduszki. Nadal nie rozumiał gdzie się znajduje i jakie wiatry przygnały go do wnętrza tego eleganckiego, chociaż trochę nowobogackiego w swym stylu apartamentu. Zaś nieznajoma – znajoma stanowiła wisienkę na torcie niespodzianek, które tego dnia los postawił na jego drodze. A może raczej powinien był winić o to wszystko okrutne przeznaczenie, które nie pozwalało mu zapomnieć o przeszłości? Przeszłości powracającej do niego pod postacią psychodelicznych obrazów przewijających się przed jego oczyma niczym kolorowy, aczkolwiek niemy film, którego ukryty przekaz pozostawał dla niego tajemnicą.

W tym czasie ona, zdenerwowana, spacerowała po balkonie, z którego roztaczał się widok na zakorkowane o tej porze Kuala Lumpur... Małe, betonowe budynki kryjące w sobie jeszcze mniejsze mieszkanka. Tysiące obywateli metropolii znajdowało się o kilkadziesiąt poziomów niżej. To wszystko jawiło się w jej odczuciu niczym obca kraina, do której nigdy nie miała potrzeby zawitać. Płaskie dachy kwadratowych, szaroburych konstrukcji stanowiły dla niej nieprzekraczalny limes między biedą, przeciętnością, a niewyobrażalnym bogactwem… Uniosła wzrok, który natychmiast spoczął na strzelistych kształtach innych drapaczy chmur, które, pnąc się pod samo niebo, rzucały wyzwanie przestworzom, próbując awansować swych mieszkańców do pozycji nowoczesnych bogów. To niesamowite jak wysoko próżność potrafiła wynieść człowieka. Historia miała okazję obserwować przejawy pychy niepokornych, jednak ona odnosiła wrażenie, że z jakiegoś nieznanego powodu wrodzona ludzka buta nie przyczyni się do upadku rasy ludzkiej. A przynajmniej nie tym razem… Zganiła się natychmiast za te myśli, które tak skutecznie odciągnęły jej uwagę od spraw najważniejszych. A przecież to nimi musiała zająć się w pierwszej kolejności.

Coś poszło nie tak, chociaż nie potrafiła sprecyzować dlaczego tak właśnie sądziła... Po prostu to wiedziała... Jakiś wewnętrzny głos podpowiadał jej ledwo słyszalnym szeptem, iż w jakimś momencie straciła kontrolę nad sytuacją, którą sama zainscenizowała… Obawa ta nagle zagościła w jej myślach i dręczyła ją, odbierając resztki spokoju, który usiłowała za wszelką cenę zachować... Było to dla niej niezwykłym doświadczeniem, bowiem doznawała takich emocji pierwszy raz od wielu, wielu lat…

Przecież on nie powinien był niczego pamiętać! Niczego! A już na pewno nie tego wszystkiego, co ciągle pojawiało się w jego podświadomości... On po prostu nie miał prawa znać żadnych szczegółów swego przeszłego życia... Nie mógł z taką łatwością przytaczać w myślach nazw, które brzmiały obco dla całego współczesnego świata… A jednak w niewytłumaczalny dla niej sposób był w stanie to zrobić... Udowodnił to kilka chwil temu, kiedy bezgłośnie odczytywała każdą z jego myśli...

Miał być tylko zabawką... Marionetką, która mogła przybliżyć ją do dawno obranego celu… Stanowił jedynie narzędzie w rękach pani losu... Uśmiechnęła się kpiąco, przypominając sobie wszystkie te określenia odnoszące się do niego, które nadal kołatały się w jej głowie. Wszystkie były chybione i nieadekwatne do charakteru oraz wewnętrznej siły mężczyzny leżącego w zaciszu jej własnej sypialni.

Dlaczego nie wyczuła tego wcześniej? Dlaczego po prostu nie odgadła, iż on nie był taki, jak inni? Dlaczego nie zorientowała się w porę, zanim sprowadziła odurzonego wielkoluda do swojej kryjówki wśród chmur? Dlaczego dopiero teraz jego niezwykła aura przemówiła do niej tak donośnym tonem? Dlaczego… Zbyt wiele pytań kłębiło się w jej myślach, by mogła zwerbalizować je wszystkie.

Jedno