Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Alex Sanders, znany jako „król czarownic”, był jedną z najbardziej rozpoznawalnych i kontrowersyjnych postaci współczesnego czarownictwa. Za medialną legendą krył się jednak człowiek, którego życie wymykało się prostym ocenom.
W książce „Obol dla przewoźnika. Śmierć i życie Alexa Sandersa, króla czarownic” Jimahl Di Fiosa oddaje głos ludziom, którzy znali Sandersa jako nauczyciela, przyjaciela i partnera. Wspomnienia Maxine Sanders, Janet Farrar oraz innych uczestników jego życia ukazują charyzmę, poczucie humoru i hojność, ale również trudne relacje, osobiste kryzysy i samotność. Autor szczególną uwagę poświęca okresowi od 1970 roku do śmierci Sandersa w 1988 roku, uzupełniając obraz znany z wcześniejszych biografii.
Od londyńskiego kowenu po magiczne eksperymenty w Chantry Cottage, od publicznych wystąpień po intymne rozmowy z uczniami — z tych opowieści wyłania się wielowymiarowy portret człowieka, który pozostawił trwały ślad w historii wicca. Archiwalne fotografie, listy i dokumenty pozwalają zbliżyć się do świata opisywanych wydarzeń.
To książka o pamięci, dziedzictwie i granicy między człowiekiem a narastającym wokół niego mitem. Dla czytelników zainteresowanych historią wicca i tradycji aleksandryjskiej stanowi okazję do poznania Sandersa poprzez doświadczenia osób, których życie zmieniło spotkanie z nim.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 256
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Jimahl Di Fiosa
A Coin for the Ferryman
The Death and Life of Alex Sanders, King of the Witches
Copyright © Jimahl Di Fiosa 2010, 2022
© RedFaun Press 2022
www.redfaunpress.com
Copyright for the Polish edition © Fosforos 2023
Tłumaczenie: © Oskar Majda
Redakcja i korekta: Marta Zielińska
Skład i oprawa graficzna: Damian „Velkan” Mełgieś
Wydanie I
ISBN 978-1-995773-17-9
Wydawnictwo Fosforos
www.fosforos.pl
Lydney 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.
Ta książka zadedykowana jest Galatei, która pozostała wierna aż do końca, dokładnie tak jak obiecała.
Podziękowania
Adnotacja autora
Przedmowa
Wstęp
Ostateczna iluzja
O babciach i herbatce
Jak narobić sobie wrogów i wpłynąć na ludzi
Drużyna marzeń
Królewski interes
Londyński kowen
Pupcia w kowenie
Gość z Ameryki
Miejsce na wsi
Chantry Cottage
Popadnięcie w niełaskę
Ostateczna granica
Krąg z gwiazd
Taniec życia
Epilog
Postscriptum
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Dedykacja
Spis treści
Początek książki
7
8
9
10
11
12
13
15
17
19
20
21
22
23
24
25
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
49
50
51
52
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
65
66
67
68
69
70
71
72
73
74
75
76
77
78
79
80
81
82
83
84
85
86
87
88
89
90
91
92
93
94
95
96
97
98
99
100
101
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
113
114
115
116
117
118
119
120
121
122
123
124
125
126
127
129
130
131
132
133
134
135
136
137
138
139
140
141
142
143
144
145
146
147
148
149
150
151
152
153
154
155
157
158
159
160
161
162
163
164
165
166
167
168
169
170
171
172
173
174
175
176
177
178
179
180
181
182
183
184
185
186
187
188
189
190
191
192
193
194
195
196
197
198
199
200
201
202
203
204
205
207
208
209
210
211
212
213
214
215
216
217
219
220
221
222
223
224
225
226
227
228
229
230
231
232
233
234
235
236
237
238
239
240
241
242
243
245
246
247
248
249
250
251
252
253
254
255
256
257
258
259
260
261
Pragnę wyrazić najgłębszą wdzięczność wspaniałym ludziom, których osobiste wspomnienia o Alexie stanowią serce tej książki: Nigelowi Bourneowi, Janet Farrar, Murrayowi Langhamowi, Lorielowi, Mary Rands, Richardowi i Gypsy Ravishom oraz Summanusowi.
Dziękuję również tym, którzy wnieśli swój wkład w moje badania i dostarczyli materiałów do książki, które stanowiły inspirację zarówno dla twórcy, jak i jego pracy: Robbiemu Baileyowi, Gavinowi Boneowi, Gerremu and Vanessie Greenslade, Johnowi Hooperowi, Karaganowi, Grahamowi Kingowi (i wszystkim pracownikom Muzeum Czarownictwa), Marielle Moondancing, Davidowi Rankine’owi, Soricie D’Este, Melissie i Rufusowi Harringtonom oraz Melissie Seims.
Podziękowania należą się przede wszystkim Maxine Sanders, bez której realizacja tego przedsięwzięcia nie byłaby możliwa.
Autor pragnie szczególnie podziękować Johnowi Hooperowi i Muzeum Czarownictwa w Wielkiej Brytanii. John Hooper po raz pierwszy spotkał Alexa Sandersa 1 sierpnia 1982 r., kiedy ogólnokrajowa gazeta Sunday Newspaper zleciła mu wykonanie serii zdjęć przedstawiających praktyki czarownic we współczesnej Wielkiej Brytanii. Dzięki swoim badaniom John został zaproszony do wzięcia udziału w rytuałach w Bexhill-on-Sea, w East Sussex w Wielkiej Brytanii. John pozostawał w kontakcie z Alexem aż do jego śmierci w 1988 roku. Kolekcjonerskie odbitki zdjęć Alexa Sandersa z limitowanej edycji są dostępne na stronie internetowej Johna www.hoopixart.com.
W Muzeum Czarownictwa w Boscastle znajduje się duża kolekcja artefaktów, listów, dokumentów, fotografii i rzadkich książek. Archiwa muzeum są dostępne online i stanowią obszerne źródło informacji dla osób zainteresowanych przeprowadzeniem pogłębionych badań. Aby uzyskać dostęp do archiwów lub przekazać darowiznę na rzecz działania muzeum, należy odwiedzić stronę internetową www.museumofwitchcraft.com.
Mimo, iż zazwyczaj nie postępuję w podobny sposób, myślę, że tym razem powinienem przestrzec czytelnika tej książki. Oczywiście skoro najpewniej zakup został już dokonany, podobne ostrzeżenie na tak późnym etapie raczej nie powstrzyma nikogo od lektury. Zdecydowałem się je jednak zamieścić.
To nie jest zwykła biografia. Nie uznałem za stosowne, by powtarzać fakty podane w poprzednich opracowaniach poświęconych życiu Alexa Sandersa. Nie ma tutaj spisu dat, imion i miejsc, z którymi doświadczony czytelnik winien być już w dużym stopniu obeznany. Nie będę tracił zbyt wiele czasu na próby rozwikłania licznych zagadek związanych z dzieciństwem Alexa i ponowne wzniecenie akademickich debat na temat tego kto był pierwszy: babka czy czarownica. W przypadku uzyskania nowych informacji bądź świeżych opinii z radością podzielę się swymi odkryciami, gdyż uważam, że czasem dobrze jest zdjąć z półki rodowe srebra i sprawdzić, czy nie ma na nich śladów śniedzi.
Moje badania skupią się na okresie pomijanym w większości poprzednich opracowań, który trwał od 1970 roku do śmierci Alexa w 1988 roku. Nie miałem możliwości, by spotkać się z Alexem za jego życia, jednakże mam wrażenie, że poznałem go niezwykle dobrze dzięki pracy nad tą książką. Historie, którymi szczodrze dzielę się w tym opracowaniu ze swymi czytelnikami zostały mi przekazane przez tych szczęśliwców, którzy utrzymywali z nim bliskie kontakty. Przesiadywali w jego towarzystwie, prowadzili rozmowy i uczyli się od niego. Jedli z nim i pili. Nazywali go swym przyjacielem, kochankiem, nauczycielem, a czasem zgoła innymi określeniami. Opowieść, którą snują o Alexie jest ukształtowana przez ich pamięć. Pamięć, oczywiście, jest narzędziem, z którym w pracy takiej jak moja należy się obchodzić niezwykle ostrożnie. Niezmiennie kształtuje się, przekształca i odkształca na wszelkie możliwe sposoby. Nie ma dwojga ludzi, którzy pamiętaliby w identyczny sposób to samo wydarzenie, a tym bardziej, jak w tym przypadku, tego samego człowieka. Jednakże w rezultacie otrzymujesz coś bardziej bezpośredniego. Jako czytelnik zyskujesz możliwość doświadczenia owej chwili w wyjątkowy sposób. W momencie, gdy odpuścimy sobie nasze własne ograniczone wyobrażenia na temat tego jak powinna wyglądać książka biograficzna, będziemy w stanie stanąć ramię w ramię z samym Alexem i, mam nadzieję, doświadczymy jego obecności o wiele bardziej intymnie, niż bylibyśmy w stanie to sobie kiedykolwiek wyobrazić. Ziarno inspiracji zostało zasiane dawno temu w niezwykle osobistych okolicznościach, których sens zostałby niechybnie utracony, gdybym się nimi podzielił. Pamiętam, że wspomniałem o tym pomyśle Maxine Sanders późno w nocy, kiedy to w mojej kuchni wspólnie parzyliśmy herbatę. Powiedziałem jej, że żywię mocne przekonanie, iż Alex zasłużył na to, by pozostawić po sobie lepsze dziedzictwo niż bardzo wczesny „Król czarownic”1. Dodałem, że przecież tak wiele wydarzyło się od czasu, gdy odwiedziła go June Johns. Co najważniejsze wyraziłem przekonanie, że prawdziwa historia jego życia powinna zostać opowiedziana. Uważnie obserwowałem jej twarz, by dostrzec, jak zareaguje na ten pomysł, jednak nie udało mi się wyczytać żadnej odpowiedzi.
— Co chciałbyś przez to osiągnąć? — spytała cicho.
— Chciałbym pokazać człowieka stojącego za mitem — odpowiedziałem. — Człowieka, który nie był demonem, ani świętym, lecz istotą z krwi i kości.
— Cóż, jeśli rzeczywiście będziesz w stanie to zrobić, ogromnie się mu przysłużysz — odparła.Dużo później, kiedy już byłem w trakcie pisania tej książki, Janet Farrar powiedziała mi coś podobnego, lecz jej komentarz sprawił, że zrobiło mi się ciężej na sercu, gdyż wierzę, że ponad wszelką wątpliwość miał on wartość profetyczną.
— Próbując naprostować wszelkie przekłamania, które narosły na temat Alexa, wzbudzisz w wielu ludziach szczerą nienawiść, jednakże tym samym oddasz mu wielką przysługę.
Całkiem szybko zrozumiałem, że wyzwania, z którymi musiałem się skonfrontować podczas pisania tej książki, najlepiej podsumowują dwa słowa, których użyłem, by opisać swoją osobistą wizję podczas mojej nocnej konwersacji z Maxine. Pierwsze słowo to „prawda”. Po czterech tygodniach badań nad życiem Alexa zrozumiałem (i w znacznym stopniu zgadzam się z tym po dziś dzień), że nie mam możliwości, by ustalić z niezachwianą pewnością, co jest prawdą. Wiem, że opowieści, które usłyszałem są prawdziwe i w większość z nich wierzę całkowicie. Lecz prawda jest dość plastycznym pojęciem. Zależy od opowiadającego, sytuacji oraz tego, jak pewne okoliczności postrzegane są w konkretnym miejscu i czasie. Nieuniknione jest przyjmowanie niektórych rzeczy za pewniki. Na przykład mogę wam powiedzieć, że listonosz dostarczył mi dzisiaj listy do skrzynki. Wierzę, że to prawda, gdyż znalazłem tam listy. Jednak nie widziałem owego mężczyzny na własne oczy i nie mam stuprocentowej pewności, czy w ogóle był mężczyzną.
Drugie słowo to „mit”. Alex prowadził magiczne życie. Jego historia stanowi świetny materiał na mit i nikogo nie powinno dziwić, że wiele osób pamięta go niemal jako postać mityczną. Opowieści, które snują, wymagają mitycznej scenografii, która będzie stanowić godne tło dla bohatera. W wielu z tych historii pub staje się krajobrazem mitycznym. Ludzie stawiają Alexa na piedestale, gdyż go podziwiają i szanują. Nie ma w tym nic złego i podobne nastawienie rezonuje z jego osobowością. Jednakże mitotwórcza narracja stanowi problem, gdy chce się ustalić prawdziwe wydarzenia. Z czasem ustalenie, gdzie kończą się fakty, a zaczyna mit, staje się niemal niemożliwe. Ów problem dodatkowo pogłębia fakt, że każde kolejne opowiedzenie mitu wiąże się ze wzbogaceniem, bądź zubożeniem poprzedniej wersji w celu wywarcia wyjątkowego wrażenia na słuchaczach. Prawdziwego problemu dla pisarza nie stanowią zmagania z narosłymi mitami, lecz prosta prawda, że jądro każdego mitu stanowi człowiek, który próbuje się od niego uwolnić. By zostać pozytywnym bądź negatywnym bohaterem opowieści, nieuchronnie zatraca się w swej własnej historii, w rezultacie często zostaje zapomniany na rzecz samej narracji. Dodatkowe niebezpieczeństwo czyha na odważnego pisarza, który próbuje ocalić człowieka stojącego za mitem. By to uczynić, musi zazwyczaj obalić ów mit, co najpewniej szczerze rozgniewa wielu ludzi.
Napisałem to wszystko, by z góry przeprosić, jeśli moje próby oddzielenia faktów od fikcji urażą kogokolwiek. Korzystaj z mojej pracy w sposób, jaki uznasz za stosowny bądź zostaw ją w spokoju. Ostatecznie z mojej perspektywy wiem, że osiągnąłem, co zaplanowałem i to mi w zupełności wystarczy.
Jimahl
2010
Alex Sanders (1982) ©John Hooper www.hoopixart.com / The Museum of Witchcraft UK
„Nie obdarzajcie czcią człowieka.
Liczy się tylko prawda”.
Alex Sanders
„Posłuchaj, gdybym powiedział ci prawdę, nie uwierzyłbyś mi. To znaczy, jeśli w ogóle byś mnie zrozumiał, w co szczerze wątpię. Gdyby ci się to udało, mógłbyś oszaleć. Musiałem podjąć jakiekolwiek działania, gdyż nie mogłem odmówić. Nie mogłem odmówić, gdyż nikt na świecie poza mną nie potrafiłby zrobić tego co ja, a owa praca powinna była zostać wykonana. Podobnie jak ty jestem indywidualistą. Nikt nie jest taki jak ja ani taki jak ty, jeśli już o tym mówimy, więc być może ty również kiedyś dostaniesz zadanie, którego wykonania nie będziesz mógł odmówić. Być może jednak odwrócisz się wtedy plecami i zrezygnujesz z możliwości wzięcia udziału w przygodzie zgotowanej ci przez los i przeznaczenie.
Po mojej pracy pozostały mi blizny i postępujące problemy zdrowotne. Nie zostało mi już zbyt wiele czasu, więc jeśli chcesz usłyszeć moją historię i być może kontynuować tą pracę po mojej śmierci, przeczytaj, co mam do powiedzenia. Strzeż się jednak. Podczas lektury napotkasz niebezpieczeństwa związane z zawartymi w tej opowieści symbolami. Moja opowieść przywoła wiele obrazów, które dotrzesz swym wewnętrznym wzrokiem. Te obrazy mają moc, która sprawi, że będziesz śnił dziwne sny. Otworzą przed tobą drzwi, istnienia których nigdy nie podejrzewałeś. Staniesz się częścią mojej historii. Ta historia nie ma końca, jednak rozpocznę ją teraz dla ciebie”.
Alex Sanders
Październik 1986
Nieczęsto śnię o Alexie, podobnie jak o innych bliskich mi ludziach, którzy odeszli na Piękny Zachód. Większość z tych snów nie różni się od takich, które miewa większość z nas, wspomnień przeżywanych ponownie podczas godzin snu, niektórych szczęśliwych, innych smutnych. Wtajemniczonych uczy się byśmy zwracali uwagę na nasze sny. Często nasza podświadomość przekazuje za ich pomocą przydatne informacje dotyczące zadawanych przez nas pytań, a czasami możemy nawet otrzymywać w nich przekaz z wyższego świata. Uczy się nas również rozróżniania snów oraz tego, by nie przypisywać szczególnego znaczenia czemuś, co jest jedynie efektem chaosu panującego w naszym umyśle. Sny zwykle mają znaczenie tylko dla nas samych i dlatego rzadko dzielę się swoimi z kimkolwiek. Robię to jedynie, gdy uznam, że mogą być ważne dla kogoś innego. Teraz chciałabym jednak złamać tą zasadę, ponieważ jeden z nich odnosi się bezpośrednio do tej książki.
Miałam jedynie trzy sny o Alexie, które uznałam za autentyczny przekaz z zaświatów. Wywarły one głęboki wpływ na moje życie, a w szczególności na praktykowane przez mnie Rzemiosło. Pierwszy z nich wyśniłam niedługo po śmierci Alexa. Zrobił na mnie ogromne wrażenie. Mimo, że minęło wiele lat, nadal pamiętam go ze szczegółami. Wypełnił mnie wdzięcznością, miłością i niezachwianą wiarą, że Alex ma się nadzwyczaj dobrze i jest szczęśliwy, ale także dał mi pewność, że nie należy się obawiać tego, co ma nastąpić. Pozostałe dwa sny zawierały dalsze nauki przekazane mi bez pomocy słów, zgodnie z prawidłami panującymi w zaświatach. Chciałabym opowiedzieć o drugim z nich, gdyż ma on szczególne znaczenie w obecnej sytuacji. W tym śnie Alex zwrócił moją uwagę na coś, co powinnam była poznać i zapamiętać w najdrobniejszych szczegółach, gdyż miało mi pomóc przetrwać burzliwe przemiany, przez które wciąż przechodzi Rzemiosło, nabierając dla mnie coraz większego znaczenia i wartości w miarę upływu lat i postępujących zmian, którym podlegali ludzie, świat oraz pozycja, jaką zajmowało w nim czarownictwo. Miałam ten sen na wiele lat przed wydaniem tej książki i jak zwykle nikomu o tym nie opowiedziałam. Pośród zawartych w niej relacji natknęłam się na opowieść jednego z wtajemniczonych przez Alexa arcykapłanów o naukach, które ten mu przekazał, gdy był pośród nas nie tylko duchem, lecz również ciałem. Zawierała ona szczegółowy opis mojego snu. Było to radosne, uczące pokory, niespodziewane zdarzenie, która nigdy by się nie miałoby miejsca, gdyby nie powstała ta książka. Chociaż nie potrzebowałam dowodu, poczułam dreszcze, gdy go otrzymałam. Nadal nie porozmawiałam o tym z rzeczonym arcykapłanem. W zupełności wystarczy mi świadomość, że Alex przekazywał nam te same nauki, niezależnie od tego czy znajdował się po tej, czy po drugiej stronie zasłony. Dobrze wiedzieć, że byliśmy i nadal jesteśmy „czarownicami Alexa”.
Podczas tych kilku wspaniałych lat działania londyńskiego kowenu, kiedy byłam jego członkinią, wymyślony w tym czasie przez Stewarta Farrara termin „aleksandryjczyk” nie znalazł się jeszcze w powszechnym użyciu, bowiem książka What Witches Do: A Modern Coven Revealed2(pol. „Co robią czarownice”), która go spopularyzowała, nie została jeszcze opublikowana. Nigdy nie zauważyłam, żeby Alex przejawiał jakiekolwiek inklinacje, by stworzyć własną tradycję, oddzielną od pozostałych. Wszyscy określaliśmy nasze praktyki mianem „wicca”, wszyscy byliśmy „wtajemniczonymi”, „ukrytymi dziećmi Bogini”.
Alex rozumiał, czym jest magia i przekazywał swe nauki, nie skrywając niczego przed swoimi uczniami. Dzielił się wiedzą równie hojnie, jak swym czasem, dobrym żartami i wyśmienitymi posiłkami, które przyrządzał. Mimo królewskiego tytułu, którego znaczenie nie było zazwyczaj właściwie rozumiane, Alex zawsze zachowywał się, jakby był jedynie arcykapłanem londyńskiego kowenu. Zawsze traktował z należytym szacunkiem autonomię poszczególnych kowenów. To, że te koweny i wiele innych na całym świecie, które się obecnie od nich wywodzą się, wciąż określają się mianem aleksandryjskich stanowi wystarczające świadectwo tego, jak duży wpływ wywarł Alex na Rzemiosło, mimo, że nigdy szczególnie się o to nie starał. W Rzemiośle, co według mnie działa na naszą korzyść, nie ma, a przynajmniej nie powinno być, kultu jednostki, nie nadajemy nikomu statusu guru, niemniej jednak bez Alexa byłoby nas obecnie o wiele mniej. Dlatego należy uszanować człowieka, który użyczył swojego imienia naszej tradycji i natchnął ją swą wizją. Alexa nie ma już z nami, aby mógł opowiedzieć swoją historię, więc powinni to zrobić ci z nas, którzy go znali, bądź chociaż przez chwilę mieli z nim do czynienia. Ta książka układa niektóre z tych historii jak puzzle, uzupełniając luki, które w przeciwnym razie zostałyby wypełnione plotkami lub półprawdami. Alexowi, oczywiście, było daleko do świętości. Nie zniósłby też prób wybielenia jego biografii. Podobnie jak inni przed nim, którzy, jak się wydaje, zostali wybrani do wykonania zadania wyznaczonego im przez Wielką Boginię (a kim jesteśmy, by kłócić się z tym najwyższym z możliwych autorytetów), był on ułomnym człowiekiem, jednakże posiadał wszystkie niezbędne cechy, aby ukończyć wyznaczoną mu misję. Był niezwykle barwną postacią, która rozkoszowała się wszystkimi odcieniami, od najjaśniejszego do najciemniejszego. Kochał życie bardziej niż jakakolwiek inna osoba jaką znam. Traktował je jak fantastyczną grę, którą należy delektować się, niezależnie od tego, co się wydarzy. Miał cechy typowe dla osób urodzonych pod znakiem Bliźniąt. Mógł być współczujący i okrutny, pokorny i arogancki, delikatny i agresywny, nonszalancki i poważny, szczery i zakłamany. W zależności od tego od jakiej strony się go poznało, zwłaszcza jeśli spotkało się z nim tylko na krótko, kształtowało się na jego temat taką, a nie inną opinię. Porównując przedstawione w tej książce historie opowiedziane przez ludzi, którzy go spotkali lub znali, dociekliwy czytelnik będzie mógł przynajmniej choć trochę zorientować się jakim człowiekiem naprawdę był Alex. Tym aleksandryjskim czarownicom, które chcą lepiej poznać własną historię, książka ta dostarczy informacji na temat tego, kim był Alex i jak doszło do powstania naszej tradycji. Niektórym wystarczy wtajemniczenie w Rzemiosło i nie zechcą zagłębiać się w historię własnej tradycji, ani interesować człowiekiem, który umożliwił im przeżycie tej przygody. Niektórzy będą poruszeni i zechcą dowiedzieć się więcej. Być może choć trochę zrozumieją miłość, którą Alex wzbudzał w swoich uczniach, a tym samym dowiedzą się co sprawia, że nazywają siebie aleksandryjczykami. Jego dziedzictwo i jego imię przetrwają dzięki nam, którzy korzystamy z niego po dziś dzień. Ostatecznie, jak mawiali starożytni Egipcjanie, wymówienie imienia przywraca noszącą je osobę do życia.
Galatea
Hampshire, 2022
Jestem człowiekiem, a ludzie cały czas umierają3.
Alex Sanders
Księga światła musi rozpocząć się w ciemności. W tym przypadku jest to ciemność panująca w szpitalnym pokoju tuż przed świtem 30 kwietnia 1988 roku, w szpitalu im. świętej Heleny w Hastings, w którym właśnie umierał pewien człowiek. Był to jeden z tysięcy ludzi, którzy zmarli tamtego roku. Niczym nie różnił się od tych, którzy odeszli przed nim i po nim. Jak większość ludzi miał rodzinę, którą pełniąca wtedy dyżur pielęgniarka musiała powiadomić o zgonie.
Dzwoni telefon w innym ciemnym pokoju, tym razem znajdującym się w Londynie, gdzie kobieta, która go kochała podnosi słuchawkę i w ciszy przyjmuje przekazaną jej wiadomość. Słucha głosu dobiegającego z drugiego końca przewodu telefonicznego, który profesjonalnym tonem przekazuje jej wiadomości, które od dawna spodziewała się otrzymać. Towarzyszy temu gwałtowna fala wspomnień, która wydobywa na powierzchnię wiele myśli i emocji. Kobieta nie poddaje się im, wiedząc, że ma dużo pracy do wykonania.
— Umarł w samotności — wspomina Maxine. — Pielęgniarka zadzwonił do mnie kilka minut po tym, jak to się stało. Wiedziałam, że to wydarzy się niebawem, jednak nie miałam możliwości, by czuwać przy nim tamtej nocy. Przekonał wszystkich, że wcale nie jest umierający i tylko poszedł do szpitala. Przebywał w domu starców im. św. Józefa, poczuł się źle i pospiesznie przeniesiono go do szpitala im. świętej Heleny.
Nigel Bourne pamięta telefon od Maxine Sanders, która zadzwoniła do niego nieco później owego poranka.
— Maxine powiedziała, co się stało i poprosiła mnie, żebym postępował zgodnie z ustalonym wcześniej planem, który polegał na tym, żebym zajął się kontaktami z prasą. W tamtym czasie posiadałem w domu trzy niezależne linie telefoniczne. Zapewniłem ją, że zrobię co w mojej mocy. Maxine udzieliła mi ogromnego kredytu zaufania, chociaż była to ostatnia rzecz, na jaką miałem ochotę, gdyż właśnie straciłem swego najdroższego przyjaciela.
Nigel potrafił skorzystać zarówno ze szkolenia, które przeszedł jako kapłan Rzemiosła4, jak i aktorskiego treningu odbytego w teatrze, by odnaleźć w sobie siłę konieczną dla sprostania temu zadaniu.
— Alex był mi bardzo drogi, lecz nie oddałbym mu należnej czci, zalewając się łzami bądź poddając się atakowi paniki. Musiałem skorzystać z mojego kapłańskiego i teatralnego treningu, żeby wykonać powierzone mi zadanie.
To zadanie polegało na wykonaniu telefonów do wielu kapłanów i kapłanek Rzemiosła, których należało powiadomić o tym, co się wydarzyło.
Galatea Pendragon po dziś dzień pamięta ten telefon.
— Nigel zadzwonił do mnie z informacją, że Alex nie żyje. Odparłam po prostu: „Och, w porządku, dziękuję, że dałeś mi znać”. Byłam w niezłym szoku i nie bardzo wiedziałam, co powiedzieć. Dopiero potem to do mnie dotarło. Później powiedziałam do siebie na głos: „Alex nie żyje”.
Wykonawszy telefony do większości czarownic, Nigel poświęcił uwagę sprawom związanym z prasą.
— Tak naprawdę moim głównym zajęciem było odbieranie niekończących się telefonów od dziennikarzy. Na kilka dni przed śmiercią Alex udzielił wywiadu mężczyźnie, który uznał nagranie rozmowy z nim, gdy był pod wpływem morfiny, za dobry pomysł. Alex miał niezwykle przewrotne poczucie humoru i wkurzał go miesiącami.
Ów mężczyzna i wieloletni towarzysz Alexa, Derek Taylor, powiadomili prasę, że król czarownic nie żyje, czym rozpętali istne medialne szaleństwo. Sytuacja stała się na tyle poważna, że londyńskie czarownice wywodzące swój rodowód od Alexa musiały się nią zająć, zanim całkowicie wymknęłaby się spod kontroli.
— Pomyśleliśmy, że nie możemy tolerować tych bzdur i musimy sobie z nimi poradzić — powiedział Nigel. — Należało tak postąpić. Na tym polega praca kapłanów. Wielu ludzi nie rozumie, że kapłaństwo to przede wszystkim praca. Całą sytuację komplikował fakt, że obydwaj dżentelmeni wydali oświadczenie dla mediów, że Victor, najmłodsze dziecko Alexa i Maxine, miał odziedziczyć po nim tytuł króla czarownic. W związku z tą informacją Maxine podjęła decyzję, by zwołać aleksandryjską radę starszyzny, która miała za zadanie przygotowanie oficjalnej odpowiedzi dla prasy.
Nigel wyjaśnił:
— Musiała przedstawić prasie coś wiarygodnego, dlatego zawezwała radę. Było to dość ryzykowna decyzja, gdyż w owym czasie podobna rada nie istniała, chociaż istnieje obecnie. Członkowie rady zostali wybrani spośród aleksandryjskich kapłanek i kapłanów. Spotkali się, by przygotować oficjalną odpowiedź dla mediów zaprzeczającą pogłoskom, że Victor odziedziczy po ojcu tytuł króla czarownic. Oświadczenie brzmiało następująco: „Spotkanie starszyzny tradycji aleksandryjskiej odbyło się w czwartek, 12 maja 1988 roku.
Prawem Rzemiosła od zawsze było, iż osoby parające się nim wybierają króla, gdy zachodzi taka potrzeba. Po należytym rozpatrzeniu sprawy podjęto jednogłośną decyzję, że nie ma potrzeby, by obecnie sprawował rządy król czarownic. Zaiste dobrze się złożyło, gdyż nikt nie jest odpowiednio przygotowania do pełnienia tej roli.
Alex Sanders poprowadził ukryte dzieci Bogini ku światłu. To zadanie zostało dobrze wykonane. Jego ostatnim i najszczerszym życzeniem było, by nadal wykonywały swą pracę przybliżającą ich ku światłu.
Starszyzna uznała również, że należy wydać publiczne oświadczenie stwierdzające, iż Ordine della Nova, znany również jako Ordine della Luna, nie jest w żadnym aspekcie swej działalności uznawany przez starszyznę tradycji aleksandryjskiej.
Ostatni paragraf jest ważny, gdyż bezpośrednio odwoływał się do zakonów magicznych założonych przez Dereka Taylora i Alexa Sandersa podczas ich wspólnych działań w Sussex. Dokonanie tego rozróżnienia jest ważne, gdyż wiele czarownic uznało, że praca owych zakonów, włączywszy w to nawiązanie rzekomych kontaktów z istotami pozaziemskimi, nie miała nic wspólnego z wicca. Starszyzna uznała, że pojawiła się możliwość, by wyznaczyć jasne granice w miejscach, gdzie nie były one dotąd wyraźne.
Podobna rada nigdy więcej się nie została zawezwana, chociaż autor tych słów nie ma wątpliwości, że jest gotowa i zdolna do tego, by zebrać się ponownie, gdyby zaszła taka potrzeba. Oświadczenie rady starszyzny zostało rozesłane pocztą do aleksandryjskich czarownic żyjących za granicami Wielkiej Brytanii. Zamieszczone tu zdjęcie publikujemy dzięki uprzejmości Janet Farrar i Gavina Bone’a. Przedstawione na nim oświadczenie zostało przesłane Stewartowi i Janet zamieszkującym w Irlandii.
Mimo, że Nigel zajmował się odbieraniem niezliczonych telefonów od dziennikarzy, otrzymał również zadanie zebrania wszystkich czarownic w Świątyni Matki w wigilię 30 kwietnia, by wzięły udział w Rytuale Odprawienia. Maxine Sanders opisała owe wydarzenie następującymi słowami:
— Wewnętrzny Rytuał Wychodzenia był potężnym obrzędem, w którym udział wzięli kapłani Świątyni Matki oraz goszczące w niej z tej okazji arcykapłanki i arcykapłani. Victor i Maya chcieli wziąć udział w rytuale. Chociaż zazwyczaj nie jest to praktykowane, uznałam, że mają więcej powodów niż ktokolwiek inny, by uzyskać zaproszenie i uczestniczyć w tej wewnętrznej i ostatecznej ceremonii. Rytuał wymaga, by ktoś pełnił rolę zmarłego Oświadczenie tłumaczenie na PL do momentu, w którym nóż o białej rękojeści nie przetnie sznura symbolizującego duchową siłę życia na ziemi5.
Oświadczenie rady starszyzny aleksandryjskiej otrzymane przez Stewarta i Janet Farrarów, opublikowane dzięki uprzejmości Janet Farrar i Gavina Bone’a
Nigel wspomina, że w kilka godzin po śmierci Alexa był do wykonania ogrom pracy.
— Musieliśmy zebrać wszystkich w świątyni tego wieczoru na okoliczność przecięcia sznura. Zależało nam na tym, by chronić Alexa. Wiele osób, które ledwie znało go za życia, chciało się teraz ogrzać w blasku jego sławy. Każdy liczył na to, że przypadnie mu chociaż cząstka jego dziedzictwa. Tymczasem w mieszkaniu znajdującym się w Nothing Hill rozpoczęliśmy przygotowania do rytuału odprawiania za dnia i w nocy. Arthur, który pełnił w kowenie funkcję chowańca, przygotowywał posiłki i napoje. Musieliśmy nakarmić przybyłych ludzi. Dzięki odprawieniu tego rytuału osiągnęliśmy dwie rzeczy — uwolniliśmy jego ducha oraz przyjęliśmy go w siebie. Wszyscy mamy w sobie cząstkę Alexa. Każdy z nas nosi go teraz wewnątrz, więc niepotrzebne są wspomnienia. Victor i Maya byli tam obecni. Victor zasiadał na tronie w mieszkaniu przy Clanricarde Gardens. Miał ledwie czternaście lat. Mimo uzyskanych przez prasę informacji, że zostanie następcą ojca, nie był nawet inicjowany i w najmniejszym stopniu się tym nie interesował. Victor zajął krzesło swojego ojca, gdyż był jego synem i to w zupełności wystarczyło.
Nigel zamilknął na chwilę, przeżywając raz jeszcze wspomnienia tego wieczora w swym umyśle. — Drzwi otworzyły się i zamknęły pod koniec rytuału, mimo, że nikogo nie było w pobliżu. Alex odszedł — była to dla mnie przełomowa chwila, ponieważ po raz pierwszy tak naprawdę zrozumiałem naturę śmierci. Dotarło do mnie, że na zawsze straciłem kontakt z Alexem. Mimo, że wiele osób wzięło udział w ceremonii, każdy z nas poczuł się samotnie.
Maxine bardzo wyraźnie pamięta ten wieczór:
— Drzwi do świątyni raptownie otworzyły się i zamknęły. To było dziwne, naprawdę dziwne, gdyż te drzwi były naprawdę solidne i porządnie je zatrzaśnięto, zanim rozpoczął się rytuał. Przeciąg nie byłby w stanie ich otworzyć. To musiał być fenomen.
— Posłuchaj — kontynuuje Nigel. — Fakty są takie, że Alex był niezwykle ważną osobą dla bardzo wielu ludzi. Przede wszystkim był jednak ojcem swych dzieci. Victor i Maya znaczyli dla niego więcej niż życie.
Jak wielu innych, którzy utrzymywali bliskie kontakty z Alexem i zdecydowali się podzielić ze mną swymi wspomnieniami na jego temat, Nigel odczuł stratę Alexa w bardzo osobisty sposób.
— Pożegnanie z Alexem było jedną z najcięższych rzeczy, jaką kiedykolwiek przyszło mi zrobić. Musiało się jednak odbyć we właściwy sposób — powinno być honorowe, radosne i pełne szacunku. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że niebawem umrze — to nie stanowiło dla nas żadnego problemu. Wciąż jednak myślisz w takiej sytuacji: Zadzwonię do niego i pójdziemy napić się czegoś w Bell, a potem nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że to się już nigdy nie wydarzy.
Po zakończonym rytuale uwaga czarownic skupiła się na zaplanowaniu publicznego pogrzebu. Wiele osób zgłosiło chęć uczestniczenia, w związku z czym rada starszyzny uznała, że lista gości powinna zostać ograniczona. Pogrzeb miał się odbyć 11 Maja 1988 roku w krematorium w Hastings, w Sussex. Alex wyraźnie zażyczył sobie, żeby po śmierci skremowano jego ciało.
Galatea pamięta, jak żartował: „Po prostu połóżcie mnie na łożu wyściełanym węglem trybularzowym i kadzidłami”.
Gdy potwierdzono datę i miejsce pogrzebu Maxine i Nigel zabrali się za napisanie skryptu ceremonii. Nigel wspomina, że praca trwała wiele dni. Naniesiono wiele poprawek, zanim uzyskano właściwy efekt.
Dla obojga było ważne, by ceremonia zawierała elementy właściwe dla funkcji króla czarownic, którą za życia pełnił Alex. Nigel pamięta, że dodał kilka fragmentów z wewnętrznych rytuałów oraz kilka cytatów z twórczości Dion Fortune. Wspomina też, że dodano jedną z ulubionych sentencji Alexa pochodzącą z Księgi Przysłów: „Bo Mądrość cenniejsza od pereł, żaden klejnot nie jest jej równy”6. Wiadomości o pogrzebie błyskawicznie się rozeszły. Niestety, trafiły nie tylko do zaproszonych gości, lecz również do prasy. Nigel wspomina:
— Mieliśmy różne problemy z prasą. Krematorium w Hastings jest otwarte dla wszystkich. Każdy mógł przyjść na ceremonię. Pamiętam, jak myślałem: Cholera!. Poprosiłem więc dziennikarzy, by pozostali na zewnątrz budynku i zapewnili w ten sposób przyjaciołom oraz rodzinie trochę prywatności. W zamian obiecałem, że zostaną im udzielone wywiady po ceremonii. Jeden z reporterów spytał: „Gdzie się udamy?”. Poinformowałem więc prasę, że Alex najbardziej lubił się napić w De La Warr Pavilion, który znajdował się na wybrzeżu Bexhill. Nie powiedziałem jednak, że tam właśnie zmierzamy. Nigel śmieje się:
— Moim ostatnim hołdem złożonym Alexowi było wysłanie dziennikarzy trzy czy cztery mile w kierunku odwrotnym do tego, w którym zamierzaliśmy się udać. Chcieliśmy zyskać trochę prywatności, by się pożegnać we właściwy, aleksandryjski sposób, co udało nam się osiągnąć. Nieuniknionym było, że po pogrzebie przez kilka dni publikowano przeróżne historie, niektóre wyjątkowo absurdalne. Jeśli weźmie się pod uwagę, że celem publikacji artykułów jest często wyłącznie podniesienie sprzedaży gazet, nikogo nie powinno dziwić, że w przypadku braku wiarygodnych informacji po prostu zmyśla się je na bieżąco.
Tymczasem w krematorium na przyjaciół i rodzinę, którzy zebrali się na ceremonię czekało kilka niespodzianek. Ludzie ci zostali później określeni przez tabloid News of the World mianem „dwustu najbardziej złowrogich ludzi w Brytanii”.
Krematorium w Hastings, fotografia opublikowana dzięki uprzejmości Robbie Bailey
Po zakończeniu pracy nad tekstem ceremonii pogrzebowej, na tydzień przed wyznaczoną datą, Maxine i Nigel przekazali go kapłance o imieniu Victoria. Nigel zdziwił się, gdy odkrył w trakcie odczytywania tekstu ceremonii, że Victoria „zdecydowała w swej nieskończonej głupocie zmienić jej treść”. Przede wszystkim, jak podsumował to Nigel, zdecydowała się ją „całkowicie schrystianizować”. Choć Nigel ucieszył się, słysząc ulubioną sentencję Alexa pochodzącą z Biblii, poczuł dojmujące rozczarowanie, że usunięto wszelkie odwołania do wewnętrznych rytuałów oraz fragmentów z twórczości Dion Fortune.
— Byliśmy już wystarczająco załamani tym co się stało, a ta sytuacja dodatkowo pogłębiła nasze cierpienie.
Niektóre czarownice wierciły się niewygodnie na swoich miejscach, gdy nabożeństwo rozpoczęło się recytacją nowej wersji Modlitwy Pańskiej:
„Módlmy się:
Ojcze nasz, Matko nasza,
którzyście w niebie:
niech się świecą imiona Wasze w nas,
niechaj przyjdzie Królestwo Wasze do nas,
niech będzie wola Wasza jako w niebie dzięki wsparciu aniołów,
tak i na ziemi przy naszym wsparciu.
Siebie samego pod postacią chleba życia naszego powszedniego
daj nam dzisiaj.
I wzmocnij nas,
jako i my wzmacniamy innych.
I przeprowadź nas przez wszelkie próby.
Bo Twoje jest królestwo w nas i potęga,
„Brighton Evening Argus”, 2 maja 1988 roku
i chwała na wieki.
Amen”7.
Ceremonia pogrzebowa trwała dalej. Teraz przyszła pora na czytanie długich fragmentów z Księga Przysłów. Powiedziano mi, że już na początku ceremonii kilka czarownic wstało i udało się w stronę drzwi.
