Wydawca: Oficyna Wydawnicza Rivail Konrad Jerzak vel Dobosz Kategoria: Języki obce Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 94

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Sekrety poliglotów - Konrad Jerzak vel Dobosz

Nie masz czasu, talentu i cierpliwości, aby nauczyć się angielskiego, niemieckiego, a może chińskiego? Jeśli tak, ta książka jest właśnie dla ciebie. Autor wyjaśni ci, jak pokonać trudności, wykorzystując sekrety największych poliglotów, którzy opanowali szybko i bez większego wysiłku nawet kilkadziesiąt języków obcych.

  • Jak nie uczyć się słówek?
  • Jakie błędy popełniają wszyscy już na pierwszej lekcji?
  • Jak skutecznie zapamiętywać nowy materiał?
  • Co zrobić, kiedy nie mamy czasu na naukę?
  • Czy można nauczyć się języka w kilka dni?

Na te i inne pytania odpowiedź znajdziesz w Sekretach poliglotów.

Konrad Jerzak vel Dobosz zna biegle następujące języki: polski, portugalski (wersja brazylijska), francuski, angielski, hiszpański, esperanto, włoski, a także na poziomie komunikatywnym lub podstawowym: rosyjski, czeski, arabski (dialekt egipski), rumuński, chorwacki, suahili, tamilski, hindi, niemiecki, perski, fiński, japoński i ukraiński*.

* Kiedy czytasz tę książkę, lista języków, którymi mówi autor, zapewne jest już dłuższa.

Opinie o ebooku Sekrety poliglotów - Konrad Jerzak vel Dobosz

Cytaty z ebooka Sekrety poliglotów - Konrad Jerzak vel Dobosz

zawiodą. Doskonałą książką o sposobach zapamiętywania jest Moonwalking with Einstein , której autor [13] przeszedł drogę od „zwykłego śmiertelnika” do mistrza Stanów Zjednoczonych w zapamiętywaniu. Jego praca zainspirowała mnie do
Arguellesa i odbyć swoją pierwszą lekcję języka hindi. W skrócie „ shadowing „ polega na słuchaniu nagrań i jednoczesnym ich powtarzaniu, dzięki czemu nasza wymowa lepiej dostraja się do melodii słuchanego przez nas języka. Należy odróżnić ten sposób nauki od tego, który stosowany jest w większości samouczków, gdzie uczniowie są zachęcani do powtarzania obcych słów i zdań chwilę po tym, jak wypowie je lektor. Profesor Arguelles radzi, by zsynchronizować obie czynności i mówić w tym samym momencie, gdy słyszymy nagranie. Wymaga to pewnej wprawy, ale jest z pewnością bardzo ciekawym ćwiczeniem, które pozwoli nam zauważyć różnice między intonacją obcego języka, a naszym sposobem mówienia, na który najczęściej zwracamy niewielką uwagę.
Kiedy więc mamy zacząć mówić? Nie ma tu żelaznej reguły. Niektórzy poligloci tacy jak Benny Lewis z Irlandii, autor doskonałego bloga Fluent in 3 Months [3] , twierdzą, że języka należy używać już od pierwszego dnia, jednakże moim zdaniem każdy powinien wyczuć, kiedy jest na to odpowiedni moment.
Bill Gates ciągle powtarzał, że do najtrudniejszych zadań zatrudnia ludzi leniwych, bo oni zawsze znajdują sposób, by ułatwić sobie zadanie i uprościć pracę, żeby się tylko przy niej za bardzo nie zmęczyć.
Pokazywała ona, że proces zapominania następuje gwałtownie w pierwszych godzinach i dniach – w czasie pierwszej doby Ebbinghaus zapominał mniej więcej połowę sylab, których się nauczył – po czym spadek ulega wyraźnemu spowolnieniu.
Dzięki ciągłemu dodawaniu nowego materiału zdołamy również opanować efekt „plateau” opisany przez Hermanna Ebbinghausa. Ten niemiecki psycholog zauważył, że w procesie uczenia się następuje moment, w którym odnosimy wrażenie, iż nie jesteśmy w stanie się więcej nauczyć.
Włoski poliglota Luca Lampariello uczył się na przykład języka chińskiego początkowo w oparciu o „Hanyu pinyin”, czyli zapis chińskich słów z wykorzystaniem alfabetu łacińskiego. Z czasem jednak zauważył, że bez znajomości chińskiego pisma nie jest w stanie rozszerzać słownictwa i wejść na wyższy poziom. Dziś zaleca więc, by nie pomijać zupełnie pisma, a uczyć się go stopniowo.
Schliemann musiał opracować bardzo skuteczny sposób nauki języków obcych, gdyż od młodych lat pracował jako handlowiec, przez co miał ograniczoną ilość czasu na naukę. Zgodnie z tym, co możemy przeczytać w jego notatkach [22] , był w stanie nauczyć się dowolnego języka w ciągu sześciu tygodni.
Czasem wystarczy niewiele. Emil Krebs, który znany jest z tego, że władał sześćdziesięcioma językami, zgodnie ze wspomnieniami jego żony, codziennie uczył się do godziny trzeciej w nocy, chodząc nago dookoła stołu z cygarem w ustach, piwem w ręku i mrucząc pod nosem obce słowa
Mózg bowiem kieruje się przede wszystkim zasadą statystyki: jeżeli coś się powtarza częściej, oznacza to, że jest istotne. Ale kieruje się również zasadą podobieństwa: zapamiętuje łatwiej te elementy, które są mu bliższe, lepiej znane.
Grecka psycholog i poliglotka dr Helen Abadzi, znana ze swojej działalności na rzecz wspierania edukacji dla osób najbiedniejszych, a mówiąca przynajmniej na średnio zaawansowanym poziomie w dziewiętnastu językach, również zwraca olbrzymią uwagę na proces słuchania języka obcego. Sama, przerabiając kolejną lekcję, wysłuchiwała nagrań przynajmniej piętnaście razy, zanim przechodziła do kolejnych zadań i ćwiczeń. Korzystała przy tym z kupionego okazyjnie odtwarzacza, który umożliwiał jej słuchanie tekstów w zwolnionym tempie, dzięki czemu o wiele łatwiej było jej zrozumieć ich treść [2] . Kiedy więc mamy zacząć mówić? Nie
Vera Birkenbihl zwracała ogromną uwagę na słuchanie dialogów, ale co ciekawe, rozróżniała dwa rodzaje słuchania: aktywne i bierne. To pierwsze, bardzo istotne w początkowej fazie, polega na skupianiu się na odtwarzanym nagraniu na tyle intensywnie, żeby je w pełni zrozumieć, wyłapać z niego jak najwięcej treści i rozpoznać każde słowo. Gdy poznamy już dobrze tekst, powinniśmy przejść do kolejnej fazy, która – zgodnie z tym, czego uczy nas Vera Birkenbihl – polega na słuchaniu biernym. W tym przypadku odtwarzamy znane nam dialogi i nagrania, ale koncentrujemy się na innej czynności: sprzątamy dom, czytamy książkę itp. Nagrania odtwarzane są w tle, nie powinniśmy zwracać na nie uwagi. Pozostawiamy wówczas pole do działania naszemu mózgowi, który nie znosi bezczynności i wykorzystuje każdą chwilę na jakąś aktywność. Gdy słuchamy biernie, analizuje on melodię nowego języka i uczy się poprawnej wymowy. To proces, z którego korzystaliśmy jeszcze jako dzieci. Gdy uczyliśmy się mówić, na początku mózg wsłuchiwał się w rozmowy naszych rodziców, dzięki czemu opanowaliśmy melodię ojczystej mowy. Warto zatem wykorzystać słuchanie bierne w swojej metodzie nauki języka. Pozwoli to
W skrócie „ shadowing „ polega na słuchaniu nagrań i jednoczesnym ich powtarzaniu, dzięki czemu nasza wymowa lepiej dostraja się do melodii słuchanego przez nas języka. Należy odróżnić ten sposób nauki od tego, który stosowany jest w większości samouczków, gdzie uczniowie są zachęcani do powtarzania obcych słów i zdań chwilę po tym, jak wypowie je lektor.
łatwiej było jej zrozumieć ich treść [2] . Kiedy więc mamy zacząć mówić? Nie ma tu żelaznej reguły. Niektórzy poligloci tacy jak Benny Lewis z Irlandii, autor doskonałego bloga Fluent in 3 Months [3] , twierdzą, że języka należy używać już od pierwszego dnia, jednakże moim zdaniem każdy powinien wyczuć, kiedy jest na to odpowiedni moment. Jeżeli uczymy się po osiem godzin dziennie, spędzając większość czasu na słuchaniu, chwila ta nastąpi szybciej. Ponieważ sam uczę się codziennie dwudziestu języków, nie mogę sobie pozwolić na to, by poświęcić na każdy z nich więcej niż kilka lub kilkanaście minut. Z tego powodu pierwsze próby
Burtona można więc wykorzystać nieco inaczej. Amerykański poliglota Moses McCormick, znany ze swoich doskonałych filmów w serwisie Youtube, które publikuje na kanale laoshu505000 [11] , opracował bardzo ciekawą metodę, którą nazywa FLR ( Foreign Language RoadRunning ). Opiera się ona przede wszystkim na nauce zdań, które przydają się przy pierwszych próbach komunikacji

Fragment ebooka Sekrety poliglotów - Konrad Jerzak vel Dobosz

Jeśli mówisz do kogoś w języku, który rozumie, docierasz do jego umysłu. Jeśli mówisz do niego w jego ojczystym języku, docierasz do jego serca.

Nelson Mandela

Nauka języka jest jak posiadanie jeszcze jednego okna, przez które wyglądamy na świat.

Przysłowie mandaryńskie

Człowiek, który mówi w jednym języku jest wart jednego człowieka; człowiek, który mówi w dwóch językach jest wart dwóch ludzi; człowiek, który mówi w trzech, wart jest całej ludzkości.

Przysłowie afrykańskie

Marcin Stachelski

Projekt graficzny:

Konrad Jerzak vel Dobosz

All Rights reserved

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych, przekazywana w jakiejkolwiek elektronicznej, mechanicznej, fotograficznej lub innej formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-62402-35-9

ISBN wersja elektroniczna: 978-83-62402-37-3

Copyright © by Konrad Jerzak vel Dobosz

Oficyna Wydawnicza RIVAIL

Konrad Jerzak vel Dobosz

ul. Wałbrzyska 11/85

02-739 Warszawa

NIP: 125-114-38-49, REGON: 142085845

tel: 502651666

e-mail: info@sekretypoliglotow.pl

http://www.sekretypoliglotow.pl

Konwersja do formatu ePub: Legimi Sp. z o.o. | legimi.com

Jak to się zaczęło?

Czy kiedykolwiek musiałeś w ciągu kilku sekund podjąć decyzję, która zaważyła na całym Twoim życiu?

W mojej rodzinnej miejscowości, podwarszawskiej Zielonce, wszyscy dobrze znają dramatyczną historię, która rozegrała się w pierwszych miesiącach II wojny światowej.

W listopadzie 1939 roku grupa harcerzy rozwiesiła w mieście patriotyczne plakaty nawiązujące do Święta Niepodległości, aby zaprotestować przeciw okupantowi. Ten jeden z pierwszych aktów buntu zniewolonej Polski rozzłościł stacjonujących w mieście wojskowych oficjeli. Wydali oni rozkaz aresztowania harcerzy, których podejrzewano o rozlepienie plakatów. Wszystkich zawieziono w ciężarówkach do pobliskiego lasu. Naziści wywierali na nich presję, by przyznali się do czynu lub zdradzili, kto był pomysłodawcą akcji. Harcerze jednak milczeli, co zirytowało niemieckiego oficera prowadzącego dochodzenie. Zaczął on wściekle krzyczeć:

– Daję wam jeszcze kilka minut, by wskazać sprawcę! W przeciwnym wypadku wszyscy zostaną rozstrzelani.

Chłopcy z przerażeniem obserwowali sytuację, nie wiedzieli jednak, jak postąpić. W międzyczasie pomiędzy zdenerwowanymi bezradnością nazistami wywiązała się żywa dyskusja. Jeden z harcerzy, nazywany przez wszystkich „Murzynkiem” ze względu na swoją śniadą cerę i kruczoczarne włosy, znał dobrze język niemiecki, więc zaczął wsłuchiwać się w rozmowę oficera z podwładnymi.

– Niezależnie od tego, czy ktoś przyzna się do winy, i tak ich wszystkich rozstrzelamy – przekazał żołnierzom oficer.

Chłopak zrozumiał zatem, że nie ma wiele do stracenia – czekała go niechybna śmierć.

Żołnierze znów próbowali krzykiem zmusić harcerzy do posłuszeństwa. Ci jednak wciąż się nie odzywali. Oficer, chcąc ich wystraszyć, kazał żołnierzom przygotować broń do egzekucji, a chłopcom przekazał, że daje im kilka chwil na ostatnią modlitwę, w czasie której mają zdecydować, czy wyjawią, kto powiesił plakaty. Jeśli tego nie zrobią, zostaną rozstrzelani.

Harcerze ze łzami w oczach uklękli. Dźwięk ich modlitwy musiał nieco rozkojarzyć Niemców i ten właśnie moment wykorzystał „Murzynek”, który zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę. Rzucił się nagle do ucieczki. Biegł ile sił w nogach, klucząc między drzewami, by uniknąć świszczących nad głową kul wystrzeliwanych raz po raz przez goniących go żołnierzy. Ich krzyki stawały się jednak coraz cichsze, a „Murzynek”, który doskonale znał tutejszy las, był w stanie bez trudu zgubić pościg. Skrył się w gospodarstwie rodziny mieszkającej w pobliżu i jeszcze tego samego dnia wyjechał z miasta.

„Murzynek” był jedynym harcerzem, który przeżył. Pozostali zostali bezwzględnie rozstrzelani przez nazistów. Jak potoczyłaby się historia, gdyby chłopak nie znał języka niemieckiego? Być może stojąc wśród kolegów na owej nieszczęsnej leśnej polanie czekałby na rozwój sytuacji z nadzieją, że Niemcy chcą ich tylko wystraszyć… Zapewne tak by się stało i on również zginąłby wraz z innymi harcerzami. Znajomość języka obcego, która przydała mu się w najmniej oczekiwanym momencie, uratowała mu życie.

Podobnych historii zapewne było dużo, skoro władze polskie uznały po wojnie, że znajomość niemieckiego może okazać się bardzo przydatna. Wprowadziły go do planu nauczania razem z obowiązującym w czasach socjalistycznej Polski językiem rosyjskim. Na początku lat sześćdziesiątych dzieci uczyły się niemieckiego z pomarańczowego podręcznika w grubej twardej oprawie, zatytułowanego Ich spreche Deutsch. Niemal trzydzieści lat później jedna z tych książek trafiła w ręce kilkuletniego chłopca, który rozpoczynał w ten sposób przygodę swojego życia – trafiła w moje ręce.

Język niemiecki był pierwszym, którego zupełnie nieporadnie próbowałem się nauczyć. Jako ośmio- może dziewięcioletnie dziecko nie miałem żadnego pojęcia o tym, jak się za to zabrać. Żyliśmy wówczas w kraju, z którego trudno było wyjechać: podróże były niesamowicie drogie, a komunistyczne władze uniemożliwiały swobodne wyrabianie paszportów. Większość z nas jeździła wyłącznie po własnym kraju i miała ograniczone kontakty z ludźmi z innych państw, a co za tym idzie z językami obcymi. Być może właśnie ta niedostępność i tajemniczość tak mnie zafascynowały.

Po kilku latach, gdy granice zaczęły się otwierać, w kraju zapanowała gorączka nauki języka angielskiego. Każdy, kto przynajmniej w stopniu dostatecznym władał tym językiem, zaczął udzielać korepetycji i prowadzić lekcje w salkach wynajmowanych często w przypadkowych miejscach. Grupy były mieszane – w tej, do której trafiłem, było bodajże piętnaścioro dzieci w wieku od dziewięciu do kilkunastu lat. Nie mieliśmy wówczas do dyspozycji nagrań, ale wszyscy chłonęliśmy nowy język z ogromnym zainteresowaniem.

Było mi jednak wciąż mało, więc jako kilkunastoletni chłopak postanowiłem zacząć uczyć się francuskiego i zapisałem się na korespondencyjny kurs, z którego szybko jednak zrezygnowałem. Pomimo ogromnych chęci moja nauka nie przynosiła większych efektów. Ślęczałem nad kolejnymi lekcjami, słuchałem nagrań z kaset magnetofonowych, ale czułem, że nie posuwam się naprzód.

Mijały kolejne lata… Będąc w liceum, spędzałem długie godziny w bibliotece, ucząc się do kolejnych egzaminów. Jestem jednak osobą, której ciężko skupić się na jednej rzeczy, więc zamiast szukać kolejnego podręcznika, postanowiłem przewertować szufladki katalogu w poszukiwaniu ciekawszej lektury. Na początku zacząłem uczyć się zasad stenografii, następnie wczytywałem się w biografie kilku sławnych ludzi, aż natrafiłem na stojącą w kącie półeczkę. Na górnej szufladce zobaczyłem wielki napis: „Języki obce”. To było to. Przypomniałem sobie od razu wszystkie moje przygody z nieporadną nauką niemieckiego, godzinami spędzonymi nad kursami angielskiego i francuskiego. Pierwszą książką, którą wówczas wyszperałem, była lingwistyczna autobiografia polskiego dziennikarza Zygmunta Broniarka, który opisywał, w jaki sposób nauczył się kilku języków. W ciągu kilku chwil Broniarek stał się moim wielkim bohaterem. Po skończeniu lektury od razu sporządziłem listę dziesięciu języków, które postanowiłem opanować. Już po godzinie wczytywałem się w pierwszą lekcję podręcznika Arabski dla Polaków i próbowałem wyobrazić sobie, jak wymawiany jest dźwięk `ayn (ع). Nie miałem możliwości odsłuchania żadnego nagrania, Internet był wówczas w powijakach, więc pozostało mi jedynie wyobrazić sobie jego wymowę na podstawie skomplikowanego opisu, jak manewrować strunami głosowymi i gardłem, by wydobyły z siebie ten egzotyczny dźwięk. Miałem go usłyszeć po raz pierwszy dopiero kilka lat później.

Lista języków, których się uczyłem, zaczęła rosnąć: hiszpański, rumuński, włoski, portugalski… Ten ostatni, choć przecież tak popularny na świecie, okazał się nieco niewdzięczny. Nie byłem w stanie znaleźć praktycznie żadnego sensownego podręcznika poza książką z początków XX wieku, napisaną przez polskich misjonarzy mieszkających w Brazylii. Nie przypuszczałem wtedy ani przez chwilę, że będzie to jeden z języków, którym będą mówić moje dzieci. Jego nauka szła mi powoli, podobnie jak pozostałych języków. Moja metoda nie była zbyt wyrafinowana i okazała się nadzwyczaj nużąca. Ponieważ nie miałem możliwości wypożyczania książek z biblioteki, do której chodziłem, musiałem korzystać z nich na miejscu, a więc długie godziny spędzałem na przepisywaniu kolejnych lekcji, aby móc z nich korzystać po powrocie do domu. Niestety było to bardzo męczące. Uczyłem się kilku języków jednocześnie i robiłem mierne postępy, więc zapał szybko minął, choć marzenie zostania poliglotą tkwiło we mnie wciąż bardzo mocno. Musiałem coś zmienić.

Wielkim przełomem stało się dla mnie odkrycie pewnej banalnej rzeczy: wiele książek do nauki języków można po prostu kupić w księgarni. Owszem, nie byłem w stanie znaleźć tam podręcznika do portugalskiego dla misjonarzy, ale wiele innych prac udało mi się zlokalizować w księgarniach bądź w antykwariatach. Na całe szczęście wtedy już studiowałem i dostawałem skromne stypendium, więc mogłem pozwolić sobie na szaleństwo zakupów. Gdy co miesiąc odbierałem pieniądze z sekretariatu, biegłem od razu wydać je na podręczniki do nauki języków obcych. Nabyłem wówczas duży pakiet do nauki arabskiego, chorwackiego, a także wiele mniejszych książeczek, które znajdują się w mojej biblioteczce do dziś.