Sekrety księżnej Olivii - Bronwyn Scott - ebook

Sekrety księżnej Olivii ebook

Bronwyn Scott

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Logan uchodził za hulakę, jednak zmienił tryb życia, gdy zaczął zarządzać rodzinnymi włościami. Bez zarzutu wypełnia obowiązki i troszczy się o najbliższych. Gdy niespodziewanie dziedziczy po kuzynie tytuł książęcy, postanawia jak najszybciej sprawdzić stan jego posiadłości. Odwiedza Olivię, wdowę po kuzynie, która chętnie udziela informacji o księgach rachunkowych, lecz milczy jak zaklęta, gdy pada pytanie o bardziej osobiste sprawy. Logan jest bystrym obserwatorem, szybko dochodzi do wniosku, że Olivia ukrywa sekrety, które mogłyby wywołać skandal. Powoli zdobywa jej zaufanie, a im więcej tajemnic odkrywa, tym bardziej pragnie chronić Olivię, wmawiając sobie, że powoduje nim jedynie troska o dobro rodziny…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 273

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Bronwyn Scott

Sekrety księżnej Olivii

Tłumaczenie:

Bożena Kucharuk

Tytuł oryginału: His Inherited Duchess

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills&Boon, an imprint of HarperCollinsPublishers, 2023

Redaktor serii: Grażyna Ordęga

Opracowanie redakcyjne: Grażyna Ordęga

© 2023 by Nikki Poppen

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2026

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

[email protected]

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-291-3053-0

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek

Rozdział pierwszy

Logan James Montfort Maddox, piąty wicehrabia Hailsham, posiadał wszystkie cechy typowe dla swego wieku. Cieszył się wielką popularnością wśród elit, jako utytułowany dżentelmen prowadził wystawny, nonszalancki tryb życia, jakby zupełnie nie przejmował się przyszłością, a jednocześnie bardzo dbał o to, by zabezpieczyć finansowy dostatek dla przyszłych pokoleń. W jego przypadku pojęcia rozrzutności i solidności istniały obok siebie w całkowitej zgodzie.

Nieopierzonym debiutantkom, które dopiero co zakończyły edukację na pensji, jawił się jako intrygująca zagadka ukryta pod atrakcyjną powierzchownością. Ich mamy widziały w nim znacznie więcej: bardzo pożądanego kandydata na zięcia. I to chętnie prędzej niż później, w obliczu niepewności co do jego perspektyw na otrzymanie tytułu księcia Darlington. Tego rodzaju połączenie bogactwa, znakomitego pochodzenia i oddania sprawom rodu nie zdarzało się często. A kiedy już się pojawiało, zwracało szczególną uwagę, ponieważ gdy coś wydawało się za dobre, często nie było prawdziwe.

Logan i jego matka siedzieli w niezbyt reprezentacyjnym, lecz wygodnym powozie rodziny Maddoxów zmierzającym pośpiesznie w stronę Darlington Hall w Surrey, drogami rozmiękłymi od przedwiosennej pluchy. Każdy mijający dzień potwierdzał możliwość, że Logan zostanie księciem.

- Nie odwiedzałam Darlington Hall od czasu, gdy jeszcze żył stary książę, a ty byłeś małym chłopcem. – Matka próbowała się uśmiechnąć, ale zdołała jedynie nieznacznie rozciągnąć usta. Od tygodni nikomu nie było do śmiechu. Wiadomość nadeszła tuż po Bożym Narodzeniu i wszystkich zaskoczyła. – Nie pamiętasz niczego z tamtej wizyty? Ty i twój kuzyn Adolphus bawiliście się żołnierzykami w pokoju dziecinnym. – Pamiętał tamtą wizytę, ale wolał zachować milczenie. Nie należało mówić źle o zmarłych. Adolphus miał paskudny charakter i kiedy nie dostawał tego, czego chciał, po prostu go bił.

Twarz matki znów przybrała poważny wyraz.

- A teraz… - westchnęła i urwała. Teraz Adolphus nie żył, podobnie jak jego ojciec oraz ojciec i starszy brat Logana. Pozostał Logan i jego młodszy brat Rahnald. To, co nastąpiło, wydawało się kiedyś tak nieprawdopodobne, że wcześniej nie zaprzątało umysłu Logana, ale obecnie budziło spory niepokój.

Stary książę zmarł z przyczyn naturalnych przed kilku laty. W wieku piętnastu lat Logan stracił ojca, a wcześniej, kiedy miał zaledwie trzynaście, brata Griffina. A teraz nie żył również Adolphus. Loganowi nie podano przyczyny jego śmierci, ale zdrowy trzydziestosześciolatek nie mógł tak po prostu umrzeć, dlatego pojawiły się rozmaite spekulacje.

Cóż, plotki w końcu ucichną podczas zimy, którą większość arystokratycznych rodzin spędzała zaszyta w wiejskich posiadłościach. Pozostałe sprawy musiały być załatwione w ciągu kilku następnych dni, jeśli wierzyć prawnikowi. Wkrótce miało się okazać, czy Logan zostanie księciem. Tylko jedna osoba stała pomiędzy nim i książęcym tytułem: wdowa po Adolphusie. Olivia Maddox, z domu DeLacey, kobieta, którą Logan poznał w Londynie przed pięciu laty, kiedy wychodziła za jego kuzyna. Prawie jej nie znał, pamiętał jedynie, że była wówczas młodziutką debiutantką z nazwiskiem, które pomogło jej zdobyć męża w zaledwie kilka tygodni.

- Prawdopodobnie już jesteś księciem. – Napotkał poważne spojrzenie niebieskich oczu matki. – Mało prawdopodobne, by spodziewała się potomka po tylu latach bezdzietności, a jeśli nawet, to jakie są szanse, że urodzi chłopca?

- Pół na pół – odpowiedział, a jego głos zabrzmiał bardziej cierpko, niżby sobie życzył. Adolphus spełnił swój rodowy obowiązek, zakładając rodzinę, ale nie udało mu się zostawić po sobie potomka. Dlatego Logan przyjechał do Surrey z matką. Była wdową po latach dość udanego małżeństwa i matką dwóch żyjących synów, choć siedmiokrotnie zachodziła w ciążę. Znała i rozumiała ból utraty najbliższych.

Matka wiedziałaby, co powiedzieć, gdyby się okazało, że księżna nie spodziewa się dziecka, czyli straci dotychczasowy dom i poczucie bezpieczeństwa. Logan nie zazdrościł księżnej, lecz nie mógł oszczędzić młodej wdowie tych bolesnych przeżyć. Liczył, że obecność jego matki nieco złagodził jej ból. Matka, w przeciwieństwie do niego, umiała się wczuć w cudze emocje.

- Nie wiem, czego chcę, mamo – wyznał, kiedy ich oczom ukazała się kamienna fasada Darlington Hall z gotyckimi iglicami wznoszącymi się ku szaremu niebu. – Chyba tego, by urodziła chłopca. Nic by się wówczas nie zmieniło. Ja naprawdę nigdy się nie spodziewałem, że zostanę księciem, a ona się nie spodziewała, że przestanie być księżną Darlington. Mogłaby nadal tu mieszkać, dopóki jej syn nie dorośnie i nie przejmie dziedzictwa. – Uśmiechnął się pod nosem. Nie tylko księżna mogłaby dalej żyć po swojemu. On dalej oddawałby się pasji do zawodów w powożeniu i prowadzeniu holdingu Hailsham. – Z drugiej strony może byłoby lepiej, gdyby nie pojawiło się dziecko i sprawa zostałaby od razu załatwiona. – Nawet nie umiał sobie wyobrazić męki oczekiwania, gdyby księżna była brzemienna.

- Cóż, wkrótce się dowiemy. Jesteśmy na miejscu – stwierdziła matka, próbując uśmiechem dodać mu otuchy.

- Cieszę się, że pan przyjechał, lordzie Hailsham. Mam nadzieję, że podróż nie była zbyt wyczerpująca? – Prawnik usiadł przy biurku w gabinecie w Darlington Hall. Jego ruchy zdradzały zadowolenie, że może choć na chwilę zająć miejsce zmarłego księcia. Logan pomyślał z niechęcią, że ma przed sobą nadętego bufona. – Zapewne chce pan się zapoznać ze szczegółami dziedziczenia. – Poklepał stos papierów na blacie biurka.

- Prawdę mówiąc, nie – odpowiedział Logan, trochę z przekory, a trochę dlatego, że bezduszność prawnika wydała mu się odrażająca. Na litość boską, w końcu umarł człowiek. W dodatku młody, a jego śmierć skomplikowała życie wielu ludziom. Wypadało okazać odrobinę współczucia i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. – Mój kuzyn nie żyje, a pan powiadomił mnie dokładnie o sytuacji prawnej, ale nie wspomniał, jak umarł. – Logan popatrzył na rozmówcę z jawną niechęcią. W istocie nie życzył sobie, by ten człowiek zajmował się interesami jego rodziny.

Prawnik odchrząknął nerwowo.

- Uznałem, że szczegóły nie nadają się do przekazania w liście, milordzie.

- Ach tak… Skoro tu jestem, może mi pan te szczegóły wyjawić – oznajmił Logan z chłodnym uśmiechem i usadowił się wygodniej.

Prawnik wyrzucił z siebie jedno słowo:

- Pistolety. – Następnie przewertował leżące na biurku papiery i jedną z kartek podsunął Loganowi. – To jest raport koronera, posłużył do wydania aktu zgonu.

Logan szybko przeczytał treść dokumentu, zatrzymując wzrok na wymienionej tam przyczynie śmierci.

- Nieszczęśliwy wypadek? - Skrzywił się. To określenie nasuwało wiele nieprzyjemnych skojarzeń. Mogło oznaczać niefortunne zrządzenie losu, ale też często samobójstwo, pojedynek lub fatalny skutek niebezpiecznych, niezgodnych z prawem zachowań. Dobry Boże, plotkarze mieliby używanie.

- Będzie pan się musiał bardziej postarać – ostrzegł prawnika. – Mój kuzyn był znakomitym strzelcem. – Jak wszyscy mężczyźni z rodziny Madddoxów miał we krwi sprawne posługiwanie się bronią. – Gdzie znajdowała się rana? – Przebiegł wzrokiem kartkę i uniósł brew w grymasie niedowierzania. – Na wewnętrznej stronie uda? Raczej trudno się tak postrzelić.

- Jak pan uważa, milordzie. Z pewnością koroner chętnie odpowie na wszystkie pytania w tej kwestii i zrobi to lepiej ode mnie.

- Gdzie to się stało? – Pomyślał, że odpowiedź może dać mu wskazówkę co do okoliczności śmierci kuzyna.

- W posiadłości o nazwie Grane, na obrzeżach Londynu, niedaleko Hampstead Heath. Domyślam się, że spędzał tam weekend w męskim towarzystwie.

- Wiemy, kto jeszcze tam był? – Taki wyjazd wydawał się dziwny tuż po Bożym Narodzeniu, kiedy ludzie zwykle spędzali czas z rodzinami.

Prawnik sprawiał wrażenie zakłopotanego.

- Nie wiem, milordzie. Zajmuję się księgami finansowymi.

Aha, czyli tego nadętego człowieka nie łączyły z Adolphusem więzy towarzyskie, świadczył mu jedynie określone usługi.

- Dziękuję za poświęcony mi czas – powiedział Logan, wstając. - Przejrzę księgi i dam panu znać, czy mam jakieś pytania. Do tego czasu proszę korzystać z wygód zapewnianych przez miejscową gospodę. Oczekujemy pana jutro po południu, żeby odczytać testament. – Logan uznał, że skoro prawnik nie może rzucić więcej światła na sprawę śmierci Adolphusa, nie jest mu teraz potrzebny. Miał nadzieję, że może dowie się czegoś od księżnej. Śmierć młodego człowieka w dziwnych okolicznościach wywoła poruszenie i plotki. Zamierzał jednak poczekać, aż do niego dotrą. Gdyby zaczął je tłumić przedwcześnie, ludzie uznaliby, że ma coś do ukrycia, a takiego ryzyka wolał uniknąć.

Kłamała we wszystkim, opisując swoje małżeństwo. Kłamała nawet w sprawie dziecka, twierdząc, że być może się narodzi. Potrzebowała czasu. A teraz czas się skończył.

Olivia odsunęła się od okna. Nie była już prawdziwą księżną, obecnie nosiła tylko zwyczajowy tytuł, który nic nie znaczył. Pojawiła się miesiączka i nowy dziedzic, w odstępie zaledwie paru godzin, a ona znów była tylko Olivią DeLacey.

Ściskana bolesnym skurczem, ruszyła do swojej sypialni. Nie chciała wysyłać do tego wyniosłego prawnika pokojówki z wiadomością, na którą tak wyczekiwał – że nie jest brzemienna, więc będzie mógł przekazać dziedzictwo męskiemu spadkobiercy Adolphusa. Pragnęła jedynie wysłać swoją pokojówkę po butelkę z gorącą wodą. „Jej” sypialnia, „jej” pokojówka… Tylko do czasu, bo przecież były przypisane do dziedzictwa, podobnie jak biżuteria, dzieła sztuki i zbiór książek, które zgromadziła. Owoce jej wysiłków nie należały do niej, lecz do majątku związanego z książęcym tytułem. Nie mogła się z tym pogodzić.

Z westchnieniem ulgi weszła do użytkowanej przez siebie części domu. Miała nadzieję, że nowy dziedzic spędzi z prawnikiem na tyle dużo czasu, by mogła odpocząć, zanim zostanie przez nich wezwana. Gdyby dopisało jej szczęście, mogłaby się ukrywać w swym zaciszu aż do kolacji. Pokojówka wyłoniła się z gotowalni.

- Och, Wasza Książęca Mość, przyjechali? – spytała. – Tak mi przykro. Mam pani przynieść mleko i butelkę z gorącą wodą?

Wiedziała, że będzie tęsknić za Mary. Nie żałowała odejścia męża, ale żałowała, że utraci to wszystko. Lubiła działać, wprowadzać zmiany, a Adolphus, którego takie rzeczy nie obchodziły, dawał jej wolną rękę. Taki układ odpowiadał im obojgu.

- Tak, poproszę – zwróciła się do pokojówki i położyła się. Ostatni miesiąc bardzo ją zmęczył: pogrzeb, wypełnianie dokumentów, dociekliwe, wręcz wścibskie pytania, planowanie i niepewność. Do tego huśtawka uczuć spowodowana śmiercią Adolphusa.

- A co z prawnikiem, milady? Mam mu powiedzieć?

Olivia skinęła potakująco. Nie było sensu brnąć dalej w kłamstwo. Po miesiącu wymuszonej zwłoki należało wykonać kolejny krok.

Po wyjściu Mary zamknęła oczy. Zastanawiała się, kim będzie, kiedy ostatecznie utraci dotychczasowy status. Co z tego, że była za młoda na wdowę? Stała się bezużyteczna dla posiadłości i nowego właściciela. Doszła do wniosku, że właściwie… powinna się z tego cieszyć. Zyska szansę, by odkryć prawdziwą siebie, chyba po raz pierwszy od czasu uzyskania pełnoletniości, a może w ogóle po raz pierwszy w życiu.

Została żoną i księżną, zanim zdążyła poznać świat. Stanęła przed ołtarzem zaledwie kilka tygodni po debiucie, ze względu na nazwisko, stare i szanowane. Miało przysłonić rysy na nazwisku Darlingtonów i tajemnice Adolphusa.

Młoda i naiwna, w istocie przystała na transakcję.

- Uchronię twoją rodzinę od niedostatku. Twoje siostry dostaną mężów godnych ich nazwiska – obiecał Adolphus. – W zamian proszę jedynie, byś dochowała sekretu. – Jej siostry potrzebowały debiutów, a ojciec pieniędzy na utrzymanie posiadłości. Nie pozostało im do sprzedania nic poza nią i nazwiskiem DeLacey. Olivia zatem spełniła obowiązek, który nie wydawał jej się szczególnie trudny. Ostatecznie o jej względy zabiegał przystojny dziedzic książęcego tytułu.

Nie miała złych przeczuć, gdy Adolphus zwrócił się do niej z prośbą o dochowanie sekretu. Cóż taki wspaniały mężczyzna mógł mieć do ukrycia? Sądziła, że chodzi o nieślubne dziecko. Zgodziła się, skoro dzięki temu zapewniała bezpieczeństwo najbliższym. Teraz mogła się tylko gorzko śmiać z tamtej niewinnej dziewczyny, która nie wierzyła, że przystojnego młodzieńca obciąża mnóstwo grzechów.

Mary wróciła z tacą.

- Dziękuję. – Olivia z wdzięcznością przyjęła butelkę z gorąca wodą. Przytknęła ją do brzucha i natychmiast poczuła, że ból nieco zelżał. – Powiedziałaś prawnikowi?

- Nie, nie mogłam, milady.

- Nie mogłaś? Wiem, trudno rozmawiać z nim o tak osobistych sprawach, ale należy mu powiedzieć. – Westchnęła. Jej także obowiązek zawiadomienia prawnika wydawał się upokarzający.

Mary pokręciła głową.

- Nie o to chodzi, milady. Nie mogłam mu powiedzieć, bo go tu nie ma. Lord Hailsham odesłał go do gospody we wsi. - W zwykle spokojnych oczach Mary pojawił się błysk satysfakcji.

Olivia usiadła na posłaniu.

- Widziałaś wicehrabiego? – spytała, choć wiedziała, że powinna go nazywać Jego Książęcą Mością.

- Widziałam, choć tylko przez moment. Przyjechała z nim matka. Pani Aldrich i Moresby pomagają im się rozgościć. – Po chwili wahania, Mary dodała: - Przysyła wiadomość, milady. Chciałby, aby pani mu towarzyszyła przy kolacji, jeśli czuje się pani na siłach.

- Pozwól mi teraz odpocząć, Mary. Obudź mnie na czas, żebym zdążyła się przygotować, a wicehrabiemu przekaż, że z przyjemnością do niego dołączę. – Gdyby odmówiła, pokazałaby, że jest słaba i nieważna. Nie mogła sobie na to pozwolić. Wicehrabia na pewno będzie pytał o posiadłość i Adolphusa. Gdyby nie udzieliła mu odpowiedzi, zwróciłby się do innych. Od jej postawy zależało finansowe bezpieczeństwo jej bliskich.

„Strzeż mojej tajemnicy”, szeptał duch Adolphusa. Poprosił ją o to w dniu, kiedy się oświadczył. Tak samo brzmiały ostatnie słowa, jakie do niej napisał. Zostały dołączone do grubego notatnika, który przyszedł pocztą dzień przed jego śmiercią. Zawierał mnóstwo nazwisk fikcyjnych postaci z literatury, które nic nie znaczyły dla niej, ale musiały wiele znaczyć dla niego. Skoro go wysłał, uznał, że coś mu grozi.

Co zatem zaszło podczas tamtego męskiego weekendu? W co się nieświadomie wplątała, składając nieprzemyślaną obietnicę? Nim dotarła do niej przesyłka, Olivia wierzyła, że tajemnica, której zobowiązała się strzec, dotyczy ich dwojga. Jednak istnienie dziennika pełnego nazwisk wskazywało raczej na sekret wychodzący poza drzwi ich małżeńskiej sypialni. Czytając te nazwiska, odniosła wrażenie, że znalazła się nagle w innej rzeczywistości.

Zamierzała dotrzymać słowa danego Adolphusowi. Zresztą nie miała wyboru. Od niej zależało bezpieczeństwo jej najbliższych. Okazało się, że Adolphus nadal ma wpływ na jej decyzje, nawet zza grobu.

ROZDZIAŁ DRUGI

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji