Przyjaciel z dzieciństwa (Romans Historyczny) - Bronwyn Scott - ebook

Przyjaciel z dzieciństwa (Romans Historyczny) ebook

Bronwyn Scott

3,8

Opis

Beatrice Penrose ukrywa się w Szkocji, oczekując narodzin nieślubnego dziecka. Wkrótce po porodzie na prośbę bliskich decyduje się na powrót do rodzinnego majątku. W drodze ma jej towarzyszyć Preston Worth, przyjaciel z dzieciństwa. Zapowiada się trudna podróż, bo Beatrice nie jest pewna, jak przyjmą ją najbliżsi, a obecność Prestona bardzo ją krępuje. Na szczęście wszystkie obawy okazują się nieuzasadnione, a życie Beatrice nabiera coraz jaśniejszych barw. Długoletni przyjaciel jest jej coraz bliższy, ale gdy Beatrice zaczyna myśleć o wspólnej przyszłości, niespodziewanie prosi ją o rękę ojciec jej dziecka.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 277

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,8 (76 ocen)
29
15
18
12
2

Popularność




Brownyn Scott

Przyjaciel z dzieciństwa

Tłumaczenie:Ewa Bobocińska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Szkocja

Kwiecień 1822 roku

Nastał Dzień Sądu, przynosząc ze sobą Prestona Wortha. Przyjechał tu w jednym celu. Po nią. W końcu. Beatrice wiedziała o tym od chwili, gdy zobaczyła go, jak wjeżdża na podwórze farmy Maddoksów. Po wielu miesiącach oczekiwania i snucia planów nadeszła przerażająca chwila zapłaty.

Zamknęła oczy, próbując odzyskać spokój i zwalczyć rosnące przerażenie, jednak z mizernym skutkiem. Schowała spocone ręce w fałdach sukni i rozpaczliwie walczyła o odzyskanie równowagi, odpychając rosnącą panikę, która ścisnęła żołądek i wywołała falę mdłości. Było jej naprawdę niedobrze, serce biło jak oszalałe, nie mogła zebrać myśli. Gdy otworzyła oczy, zobaczyła przez okno, jak Preston zeskakuje z konia i zdecydowanym krokiem zmierza w stronę domu. Spanikowana miała ochotę posłuchać instynktu i uciec z dzieckiem jak najdalej stąd. Wiedziała, że jej wolność zakończy się w chwili, gdy przybysz przestąpi próg.

Pomyślała, że tym razem rodzice przekroczyli wszelkie granice, wysyłając Prestona Wortha w roli jeźdźca Apokalipsy. W rezultacie powstała niezwykła sytuacja, bo obawiała się przyjaciela, który był jej bohaterem w czasach dzieciństwa i który ją ratował, gdy na balu nikt nie wpisał się do jej karnetu. Jak mogła walczyć z kimś, kto nie był jej wrogiem, tylko wręcz przeciwnie? A jednak rozpocznie wojnę z Prestonem. Innego wyboru nie miała, ponieważ przyjechał z groźnym przesłaniem. Jeśli przegra tę batalię, będzie musiała na zawsze zapomnieć o życiu, które wybrała.

Nie ma mowy, nie przegra, bo Beatrice Penrose nie zwykła przegrywać nawet w konfrontacji z potężniejszym przeciwnikiem. Urodziła nieślubne dziecko i przetrwała. Czy może być większe wyzwanie dla młodej kobiety? Otworzyła zaciśnięte pięści i wygładziła zmiętą spódnicę. Wzięła głęboki oddech i odepchnęła od siebie panikę. Preston nie mógł zobaczyć, jak bardzo przeraziła ją jego wizyta.

Kiedy usłyszała, że ktoś zbliża się do salonu, wyprostowała się i buntowniczo uniosła głowę, jakby chciała powiedzieć: „Jestem Beatrice Penrose, przetrwam i to”. Zdążyła jeszcze raz odetchnąć głęboko, zanim spadł topór i słowa Prestona zabiły jej wolność:

– Witaj, Beatrice. Przyjechałem zabrać cię do domu.

Odwróciła się od okna i spojrzała w twarz swemu przeznaczeniu – nie, nie przeznaczeniu, tylko przyszłości. Przeznaczenie to coś nieuniknionego, co musimy zaakceptować. Przyszłość kształtujemy sami, to my o niej decydujemy. Z czego wniosek, że powinna przejąć kontrolę nad przebiegiem tej rozmowy, i to natychmiast. Przyszłość była tutaj, stała przed nią w osobie Prestona, przyjaciela z dzieciństwa. Był wysoki i ciemnowłosy, z bystrymi orzechowymi oczami, czyli taki jak zawsze, a jednak wydawał się jakiś inny, i nie chodziło o zakurzone buty czy potargane na wietrze włosy. Zmiana była niemal nieuchwytna, Beatrice nie potrafiła jej sprecyzować. Zresztą i tak nie myślała jasno, ponieważ rozpaczliwie próbowała opanować zdenerwowanie, co było zadaniem nie lada.

– Wejdź, proszę. Usiądź. – Wskazała fotele stojące przy zimnym kominku. – Powinieneś mnie uprzedzić o swoim przyjeździe. – Przynajmniej odzyskała głos, choć brzmiał nieco piskliwie.

– I zepsuć całą niespodziankę? – Zajął dalszy fotel.

Ona usiadła bliżej kołyski, w której spał jej niczego nieświadomy syn.

– Musisz mi opowiedzieć wszystkie nowiny z Little Westbury. Co u Evie i jej niedawno poślubionego męża? Sądząc po jej listach, Dimitri to niedościgły wzór doskonałości. Nie mieści mi się w głowie, że nie byłam na jej ślubie. Chcę znać najdrobniejsze szczegóły. O May i Liamie również. Pewnie już się pobrali. – Mówiła zbyt szybko, trajkotała, ale nie była w stanie się powstrzymać. To by było na tyle, jeśli chodzi o ukrywanie zdenerwowania, pomyślała. Ale może uda jej się zyskać na czasie i choć trochę się opanować. Te pytania stanowiły tarczę, pod osłoną której mogła zewrzeć szyki i przegrupować siły.

Preston spełnił prośbę Beatrice, nawet jeśli rozszyfrował jej intencje. Jako dżentelmen i przyjaciel nie mógł odmówić. Dorastali razem. Odgrywał rolę starszego brata wobec wszystkich przyjaciółek May, które albo miały tylko siostry, albo, jak Beatrice, w ogóle nie posiadały rodzeństwa. Dlatego posłusznie zaczął ją raczyć opowieściami o weselu Evie i nowym domu, który mąż kupił dla niej w dolinie. O zbliżającej się ceremonii nadania tytułu szlacheckiego Liamowi i o eleganckim styczniowym ślubie May w kościele St Martin-in-the-Fields. Po godzinie Bea zaczęła mieć nadzieję, że może Preston zapomniał, po co został przysłany. A może nawet zrezygnował ze swojej misji?

– A suknia May? Nie powiedziałeś mi jeszcze, jak była ubrana – pytała nerwowo, kiedy rozmowa zaczęła kuleć.

Ale on już skończył, i wcale nie zapomniał, po co tu przybył.

– Już wystarczy tych historyjek, bo May i Evie nie będą miały co opowiadać, kiedy wrócisz do domu. Bardzo się ucieszą na twój widok. – Rozparł się w fotelu, skrzyżował ramiona i wbił w nią nieustępliwe spojrzenie orzechowych oczu, tak bardzo podobnych do oczu jego siostry May. – Beo, naprawdę sądzisz, że nie wiem, do czego zmierzasz? Próbujesz odwrócić moją uwagę ploteczkami i zyskać na czasie. – W jego oczach pojawił się cień współczucia, co ją niespecjalnie obeszło. – Do czego ma prowadzić ta gra? Przecież wiesz, że nie zrezygnuję. Wrócę tu jutro i pojutrze, jeśli będę musiał.

Mówił otwarcie i szczerze, dzięki czemu dostrzegła coś, co wcześniej umknęło jej uwadze. Była to niechęć do tego przedsięwzięcia. „Jeśli będę musiał”… Był tak samo jak ona zniesmaczony zadaniem, które powierzyli mu jej rodzice. Mogła to wykorzystać. Jeśli uda się jej zrobić z Prestona swojego sprzymierzeńca, jeśli wysunie naprawdę mocne argumenty, to może zdoła go przekonać.

Wreszcie spokojna, bo znalazła wyjście z sytuacji, pochyliła się do przodu i oznajmiła:

– Ja nie wracam.

Po tym oświadczeniu nastała cisza.

Powiedzenie o napięciu tak namacalnym, że można je ciąć nożem, okazało się bardzo zasadne. Beatrice źle oceniła rodzaj niechęci, którą Preston czuł do swej misji. Był zdecydowany doprowadzić ją do końca, choć bardzo mu się to nie podobało. Jej oświadczenie skwitował ledwie widocznym uśmiechem, choć w jego orzechowych oczach malowały się skrucha i przeprosiny. Cóż, Beatrice również bywała twarda i zdeterminowana.

Matthew William wybrał ten moment na przebudzenie. Wyciągnął rączki, zacisnął piąstki i skrzywił usteczka. Bea sięgnęła po dziecko, jej ciało natychmiast zareagowało na jego potrzeby. Najwyższy czas pokazać Prestonowi, że teraz to tutaj jest jej miejsce, nie w Anglii. Nie była już rozpieszczoną córeczką majętnej szlacheckiej rodziny, ale rozsądną i stateczną matką. Dziecko rozkrzyczało się wniebogłosy, na co Bea uśmiechnęła się do Prestona z dumą, ale i prośbą o wybaczenie.

– Jest głodny. Zawsze budzi się głodny.

A głodne niemowlęta należy nakarmić natychmiast i bez względu na okoliczności. Beatrice rozluźniła stanik sukni i bez cienia zażenowania przystawiła dziecko do piersi. Preston Worth, mimo całego światowego obycia, niepewnie poruszył się w fotelu, bez wątpienia skrępowany tą demonstracją macierzyństwa. Kobiety z towarzystwa nie zachowywały się w ten sposób. Damy nie karmiły piersią dzieci.

– Zaszokowałam cię? Może wolisz wyjść na dwór, dopóki nie skończę? – zaproponowała Bea.

Jednak jej słodycz nie wyprowadziła go w pole.

– Rzucasz mi rękawicę? – Uśmiechnął się drapieżnie i po mistrzowsku podjął grę. – Cóż, muszę sprawić ci zawód, bo wcale nie jestem zażenowany, a raczej pod wrażeniem. W taki sposób karmisz dziecko, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie.

– Bo jest – odparła Bea. – Karmię syna od pięciu miesięcy i zamierzam robić to nadal.

– Ośmielę się zauważyć, że wniesie to powiew świeżości podczas herbatek z udziałem dam z Little Westbury. Może zainicjujesz nową modę.

Beatrice nie znała, a w każdym razie nie pamiętała takiego Prestona. Był skrajnie rozdrażniony, a ten jego ton… To boleśnie jej przypomniało, że już dawno przestali być dziećmi. Oczywiście May informowała ją o tym, co działo się przez te lata z Prestonem. Wiedziała, że objął ważne stanowisko w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i zajmował się ochroną wybrzeży przed nielegalnymi przybyszami i handlarzami bronią, jednak rzadko go widywała, zazwyczaj gdy prosił ją z litości do tańca podczas londyńskiego sezonu. A taniec to niestety nie jest dobra droga, by poznać człowieka. Przekonała się o tym w nader bolesny sposób. Owszem, ojciec jej dziecka był znakomitym tancerzem, ale przy tym człowiekiem pozbawionym zasad moralnych. Ta refleksja sprawiła, że Bea zaczęła się zastanawiać, czego jeszcze nie wie o Prestonie.

Przystawiła dziecko do drugiej piersi i oznajmiła:

– Bardzo mi przykro, że moi rodzice niepotrzebnie narazili cię na stratę czasu. Bo zakładam, że to oni cię przysłali?

Preston kiwnął głową. To było oczywiste, bo nikogo innego nie poprosiliby o taką przysługę. Rodziny przyjaźniły się od pokoleń, a akurat w tym pokoleniu Penrose’owie nie doczekali się męskiego potomka. Bóg pobłogosławił ich jedynie córką jedynaczką, więc Preston był im bliski jak syn.

– Nie wrócę z tobą. Możesz przekazać rodzicom, że zostaję w Szkocji. – Jej pierwszą linią obrony była odmowa. – Zaraz do nich napiszę, żeby nie opóźniać twojego powrotu. Możesz wyruszyć już jutro. – Położyła sobie dziecko na ramieniu i delikatnie poklepała po plecach, żeby się odbiło.

– Bez ciebie nie jadę – odparł, spoglądając przy tym na panią Maddox, która właśnie weszła do pokoju. – Podaj dziecko gospodyni i wyjdź ze mną na dwór.

Stalowy ton jego głosu zaskoczył Beatrice. Widziała w Prestonie przyjaciela i ujęło ją to, z jak dużą niechęcią podjął się swojej misji. Zbudowała na tym fałszywe poczucie bezpieczeństwa i z pewnością nie była przygotowana na stanowcze polecenia, na konfrontację z człowiekiem, który przywykł do wydawania rozkazów i twardo egzekwował ich wykonanie. Nagle zobaczyła w Prestonie wojownika, który dowodził obroną brytyjskich wybrzeży i strzegł bezpieczeństwa kraju, a który teraz oczekiwał bezwarunkowego posłuszeństwa i w razie potrzeby był gotów wymusić je siłą.

Niech tak będzie. Beatrice wstała, podała dziecko pani Maddox i pozwoliła, by Preston wyprowadził ją na łagodne wiosenne słońce. Pozwoliła również, by to on przerwał milczenie. Skoro chciał rozmawiać, to niech zaczyna, do licha.

– Wracasz, Beatrice. Żeby nie było żadnych niejasności. – Znowu ten rozkazujący, stanowczy ton. Rzeczywiście nie był już tylko przyjacielem, ale również mężczyzną przywykłym do komenderowania.

– Nawet gdybyś musiał przerzucić mnie sobie przez ramię jak wojenną brankę? – zapytała chłodno.

– Nawet wtedy. Jednak mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Liczę, że zachowasz się rozsądnie.

– Albo może ty zmądrzejesz – odparła sucho Bea. – Czy tak trudno zrozumieć, czym się kieruję?

Zatrzymali się przy kamiennym murze okalającym posiadłość Maddoksów. Preston oparł na nim łokcie, a wiatr rozwiewał jego ciemne włosy. Beatrice dopiero teraz dostrzegła na twarzy przyjaciela zmęczenie, drobne zmarszczki wokół oczu i lekkie bruzdy przy ustach. Wiedziała, że w październiku został ciężko ranny i przez całą zimę dochodził do siebie, a teraz odbył daleką podróż, żeby ją zawieźć do domu. Do pewnego stopnia czuła się odpowiedzialna za to jego zmęczenie, ale nie na tyle, żeby ustąpić. Nie pojedzie z nim tylko po to, żeby pozbyć się wyrzutów sumienia.

– Powiedz mi, Beo… – Tym razem znów mówił jak przyjaciel. – Tylko bez żadnego kręcenia. Dlaczego nie chcesz wrócić?

– A do czego mam wracać? Ludzie postawią mnie pod pręgierzem. Nie czeka mnie tam nic poza hańbą. W Little Westbury nie ma dla mnie życia.

– A tutaj jest?

– Tak! Bo nikt nie patrzy na mnie z potępieniem, a mój syn jest akceptowany, nikt nie nazywa go bękartem.

– Bo uraczyłaś tych ludzi kłamstwem. May mi powiedziała. Jak ci się zdaje, jak długo twój „mąż” będzie mógł tak sobie pływać po morzach i oceanach?

– Do śmierci. Kupcy, którzy handlują z zamorskimi krajami, często umierają, prawda? Czyhają na nich setki niebezpieczeństw, tajemnicze choroby, wyniszczające gorączki, piraci. – Wymyśliła tę bajeczkę kilka miesięcy temu, zaraz po przyjeździe, ale nawet dla niej zabrzmiało to wyjątkowo cynicznie.

Preston roześmiał się niewesoło.

– Ależ z ciebie krwiożercza istota, Beo. A więc twój nieszczęsny mąż jest spisany na straty?

– Oczywiście – odparła prosto z mostu. Zostanie nieutuloną w żalu wdową. Tak będzie najlepiej, i to z dwóch jakże ważnych powodów. Po pierwsze, nikt nie nazwie jej syna bękartem i nie wyrzuci go na społeczny margines, a po drugie nikt nie będzie oczekiwał od niej powtórnego zamążpójścia po stracie ukochanego i oddanego małżonka. To zapewniało doskonałą ochronę im obojgu.

– A co potem? – Preston zniżył głos. – Nie możesz tutaj zostać, nawet gdy podtrzymasz tę fikcję. Rodzice przestaną łożyć na twoje utrzymanie. – Zrobił pauzę, westchnął. – Wybacz mi, Beatrice. Boli mnie, że muszę ci mówić takie rzeczy, ale taka jest naga prawda, a mnie zobowiązano do tego, bym ci ją przekazał. Wrócisz ze mną dobrowolnie albo zostaniesz, że tak to nazwę, wykluczona z rodziny i nie dostaniesz więcej pieniędzy. Jak długo Maddoksowie pozwolą ci tu mieszkać za darmo?

Wbiła wzrok w pola, żeby uspokoić myśli. Cóż, w głębi ducha spodziewała się takiego argumentu, ale…

– Przygotowałam się na taką ewentualność – odparła pewnym tonem. I nie całkiem skłamała. Jesienią snuły z May plany na taką okoliczność i poprzysięgły sobie, że nigdy nie wrócą do Anglii, nawet gdyby zostały pozbawione dochodów, nawet gdyby odmówiono im gościny w domu krewniaków. Ale od jesieni zaszło wiele zmian. Ich plan nie przewidywał, że domek krewniaków spłonie, a May będzie musiała uciec z Liamem i zostawić ją samą. Czy zdoła bez przyjaciółki zrealizować tak śmiały plan? – Mam trochę zaoszczędzonych pieniędzy. Co miesiąc odkładałam część pensji – z fałszywą odwagą przedstawiała Prestonowi to, co sobie obmyśliła. – Znalazłam niewielki domek do wynajęcia. Mogę uprawiać zioła i piec chleb na sprzedaż. Tutaj nie ma szkoły, więc mogłabym uczyć dzieci w zamian za produkty potrzebne do życia. – Te plany, wypowiedziane na głos, brzmiały nader mizernie, żałośnie i desperacko.

Trzeba zapisać Prestonowi na plus, że nie kpił z niej, tylko skłonił lekko głowę i stwierdził:

– Twoje wysiłki są godne uznania.

Jednak wiedziała, co sobie pomyślał. Cóż, zapewne to samo co ona. Czy naprawdę zamierzała uzależnić swój los od handlu wymiennego? I to nie tylko swój, ale i syna? A jeśli to nie wystarczy? Będzie musiało wystarczyć. Powrót do domu to zbyt wielkie ryzyko. Nie tylko wstyd zatrzymywał ją w Szkocji. Gotowa była stawić czoła hańbie, ale dręczyły ją jeszcze inne i znacznie poważniejsze obawy.

– Nie pozwolę odebrać sobie dziecka – oznajmiła spokojnie, lecz z niezwykłą mocą. Właśnie tego obawiała się najbardziej, odkąd zaszła w ciążę: że rodzice odbiorą jej dziecko i umieszczą w jakiejś rodzinie, a ona nigdy nie zdoła go odnaleźć. Ten strach znowu odżył. Czyżby misja Prestona polegała na czymś więcej, niż tylko na tym, żeby ją zabrać do domu? – Nie oddam ci go.

Rodzice Beatrice dobrze wybrali posłańca. Liczyli na to, że przed przyjacielem nie będzie się miała na baczności. Przekonają się, że nie tak łatwo nią manipulować. Preston, owszem, jest jej starym przyjacielem, ale będzie z nim walczyła, potraktuje jak wroga, jeśli spróbuje odebrać jej dziecko.

– Nigdy, Beo! Jak mogłaś coś takiego pomyśleć?

Ta sugestia wręcz go przeraziła i znów zareagował jak przyjaciel, ale oboje wiedzieli, dlaczego coś takiego brała pod uwagę. Tak zazwyczaj postępują rodziny z wyższych sfer, żeby nie dopuścić do skandalu i udawać, że nic złego się nie stało.

Preston uścisnął jej dłoń, by podnieść Beę na duchu, po czym oznajmił:

– Daję ci słowo, że nie pozwolę was rozdzielić. Jestem wysłannikiem twoich rodziców, co mnie wcale nie zachwyca, ale jestem też twoim przyjacielem. Oboje z May zadbaliśmy o to, by twoja wola w tej sprawie była respektowana. Postawiliśmy sprawę jasno: będziesz wychowywała swojego syna w Maidenstone. – Mówił tak, jakby jej zgoda była nieunikniona.

Może i była.

Maidenstone, dom rodzinny… Och, Preston nie grał fair! Pokolenia Penrose’ów baraszkowały tam i dorastały. Na całym świecie nie było takiego miejsca jak Maidenstone wiosną i latem, kiedy w ogrodach kwitły polne kwiaty i róże. Na samą myśl o Maidenstone jej serce ścisnęła bolesna nostalgia. To, że jej syn mógłby dorastać w rodowej posiadłości Penrose’ów, stanowiło ogromną pokusę. Z jaką radością pokazywałaby mu ścieżki, którymi chadzała, jezioro, całą okolicę. To marzenie musiało odmalować się na jej twarzy.

– Maidenstone to jego dziedzictwo, Beo. Chcesz odmówisz synowi tego, co mu się należy? Wolisz wychowywać go w biedzie? Bez pomocy twoich rodziców wasze życie stanie się bardzo ciężkie – bezlitośnie obnażał przed nią prawdę o jej rzeczywistej sytuacji. – W Szkocji trudno ci będzie z małym dzieckiem przetrwać zimę, a bez wsparcia, jakie dotychczas otrzymywałaś od rodziców, będzie to… nadzwyczaj trudne. – Zdawała sobie z tego sprawę. Przeżyła już jedną zimę poza domem. – On jest jedynym męskim potomkiem Penrose’ów, Beo. Na pewno rozumiesz, że to wszystko zmienia. Dałaś rodzicom wnuka, i to on może odziedziczyć rodową posiadłość. Maidenstone może należeć do niego.

– To tylko głupie mrzonki. Myślisz, że o tym nie myślałam? – przyznała bez owijania w bawełnę. – Tyle że ludzie wyzywaliby go od bękartów. Lepiej, żeby dorastał tutaj, nauczył się handlu i znalazł swoje miejsce w świecie, a nie żył niby jak ziemianin, a tak naprawdę społeczny wyrzutek nieakceptowany i pogardzany przez swoją sferę, zawsze na uboczu, zawsze sam.

Odpowiedź Prestona była natychmiastowa i pełna zniecierpliwienia.

– To mu nie grozi, jeżeli zostanie uznany. Twój ojciec może go uznać. A jeszcze lepiej, żeby uznał go jego ojciec. Zdradź rodzicom nazwisko tego człowieka, a zostanie odnaleziony i pociągnięty do odpowiedzialności.

Bea zesztywniała na wzmiankę o ojcu Matthew. Malvern Alton, wiarołomny mężczyzna, który dbał wyłącznie o siebie i własne przyjemności. Nie obchodziła go ani ona, ani konsekwencje ich poczynań. Minęło sporo czasu, zanim zrozumiała i pogodziła się z tym, kim był jej kochanek. A był rozpustnikiem najgorszego rodzaju. Miesiącami łudziła się nadzieją, że jednak ją kocha i wróci, aż wreszcie przejrzała go na wskroś i najmniejsza wzmianka o Malvernie Altonie budziła w niej żywiołową niechęć. Nie chciała mieć z nim nic wspólnego. Nie wiedział o jej synu i zdecydowanie wolała, żeby tak pozostało. Jako ojciec byłby jeszcze gorszy niż jako kochanek, a przy tym szlachetnie urodzeni ojcowie zawsze mieli przewagę, jeśli występowali o opiekę nad dzieckiem, i gdyby Alton zapragnął jej syna, łatwo mógł postawić na swoim. Wzdrygnęła się na samą myśl o takim koszmarze.

– Nie. – Bardzo się starała, by jej głos brzmiał w miarę obojętnie. – Nie zmuszę do małżeństwa mężczyzny, który mnie nie chce, i nie zmuszę siebie do małżeństwa tylko po to, by sprostać oczekiwaniom społecznym.

Nie tylko z Malvernem nie zamierzała iść do ołtarza, w ogóle nie chciała żadnego męża.

– Nie rozumiesz, że to kolejny powód, dla którego nie wrócę do domu? Nie pojadę do Londynu łapać męża, aby zadowolić tak zwane towarzystwo. – Małżeństwo to kolejny sposób szlachetnie urodzonych na uniknięcie skandalu, a jej rodzina należała do tej sfery.

Mogliby przehandlować ją mężczyźnie, który zgodzi się przymknąć oko na jej grzech i jej syna. A ona płaciłaby za to każdego dnia. Tego typu mężczyzna poniżałby i ją, i dziecko, zmuszał do wdzięczności za każdy najdrobniejszy przejaw troski. Podniosła oczy na Prestona, szukając w jego twarzy prawdy.

– Zamierzają wydać mnie za mąż? Czy dlatego po mnie przyjechałeś? Żeby zabrać mnie do Londynu? – Nie potrafiła sobie wyobrazić niczego gorszego niż to towarzyskie piekło, jeszcze bardziej przerażające niż opisane przez Dantego. Nie, to nie do końca prawda. Mogła sobie wyobrazić coś gorszego – ponowne spotkanie twarzą w twarz z Malvernem Altonem, szczególnie teraz, kiedy musiała chronić syna. Dopóki była w Szkocji, szansa na spotkanie z nim była znikoma. Alton cenił sobie luksusy, a tutaj panowały spartańskie warunki.

– Przynajmniej na razie nie ma żadnych planów związanych z twoim zamążpójściem, a więc i nie ma żadnego kandydata na twego małżonka.

Preston zniżył głos i pochylił ku niej głowę. Poczuła woń konia i potu zmieszaną z zapachem wiatru i drzewa sandałowego. W jego oczach widziała szczerość.

Zaczął zapadać zmrok, na pola kładły się długie cienie. Przegadali całe popołudnie, jednak nie doszli do żadnej konkluzji.

– Wróć do Little Westbury, do domu, do Maidenstone. Nie zamierzam udawać, że będzie łatwo, ale powinnaś spróbować. Zrób to dla dobra syna. Powinien wychowywać się wśród przyjaciół, a my wszyscy będziemy na miejscu, wszyscy czekamy na ciebie.

Trzeci raz zwrócił się do niej z tą prośbą, a Beatrice czuła, że więcej nie poprosi.

– Postanowiłam zostać – odparła stanowczo. Tu była bezpieczna nie tylko przed Altonem, ale przed wszystkimi mężczyznami i wszelkimi zagrożeniami.

Preston pochylił głowę w lekkim ukłonie.

– W takim razie nie pozostawiasz mi wyboru. – To było ultimatum.

– Czyli mamy remis. Ty również nie pozostawiłeś mi wyboru. – To była w najlepszym wypadku brawura. Bo gdyby naprawdę uciekła, to dokąd? Do kogo?

– Przyjadę rano powozem i liczę, że do tego czasu ponownie przemyślisz kwestię wyjazdu. – Po tych słowach zrobiło jej się zimno. Stwierdzenie, że spotkanie zakończyło się remisem, bardzo odbiegało od prawdy. On został zmuszony do podjęcia konkretnych działań. Ona wręcz przeciwnie – nie mogła nic zrobić, musiała ustąpić. Poddać się. Na razie.

Ale Beatrice Penrose przetrwa i to.

ROZDZIAŁ DRUGI

Mogło być gorzej, skwitował w duchu Preston godzinę po opuszczeniu małej wioski Firth, w której zaszyła się Beatrice ze swym synkiem. Jadąc tu, obawiał się, że będzie musiał wywlec ją z domu siłą, a podczas wczorajszej rozmowy te obawy jeszcze wzrosły. Na szczęście los darował mu najgorsze i stosowanie przemocy fizycznej wobec przyjaciółki nie było konieczne.

Gdyby to od niego zależało, zostawiłby ją w Szkocji. Aż za dobrze wiedział, jakie to uczucie, gdy trzeba robić rzeczy, na które nie ma się ochoty. Przecież właśnie to czekało go po powrocie do domu! Zaczęło się wiele lat temu, kiedy odmówiono mu prawa wstąpienia do wojska i walki za ojczyznę z powodu jego pochodzenia. Fakt, że właśnie on został wysłany, aby sprowadzić Beatrice do domu i zmusić ją do rozpoczęcia życia, jakiego nie chciała i przed którym uciekła do Szkocji, podczas gdy sam buntował się przeciwko takim ograniczeniom, odczuwał jako wyjątkową hipokryzję. Czy rebelia Beatrice okaże się równie daremna jak jego?

Preston przyglądał się ciemnej główce Beatrice pochylonej nad książką. Jej dziecko spało spokojnie w koszu na podłodze. Beatrice pozostała tą dziewczyną, jaką znał, z którą dorastał, która hasała po wzgórzach i dolinach Little Westbury, przemierzała długimi krokami pola z koszykiem, zbierając zioła i rośliny, wyruszała z nim na długie piesze wędrówki. Ale zaszła w niej pewna zmiana.

Macierzyństwo ją odmieniło, odmieniła ją również Szkocja. I wolność. Z Beatrice emanował spokój, momentami wydawała się łagodna, ale była w niej również stanowczość, której dawniej nie dostrzegał u niej w aż takim stopniu. Choć owszem, zawsze miała silną osobowość, zawsze pierwsza protestowała przeciwko niesprawiedliwości, co nieraz czyniła zbyt pochopnie. Ale często miała rację. Pamiętał, jak przyłapała rzeźnika, gdy próbował biednej kobiecie wcisnąć nieświeże na mięso. Obecnie była jeszcze bardziej zdecydowana, a nawet zapalczywa, co zrozumiałe, bo miała czego i kogo bronić.

Poprzedniego dnia dała mu pokaz zaciekłości. Była wspaniała, rozumiał jej stanowisko. Owszem, powrót do Little Westbury zapewniał bezpieczeństwo finansowe, ale wiązał się przy tym z mnóstwem wyrzeczeń. Beatrice słusznie się domyślała, że jej rodzice pragną wymazać miniony rok, jakby zakopać go w grobowcu niepamięci.

Podniosła wzrok znad stronicy i uśmiechnęła się lekko, dając do zrozumienia, że wyczuła spojrzenie Prestona, i wróciła do lektury. Nie odezwała się do niego, odkąd wsiadła do powozu. Nadal była na niego wściekła. Rozumiał to. Miała do niego pretensję, że wdarł się w jej życie. A zasługiwał na jej oburzenie nawet bardziej, niż przypuszczała.

Preston znowu poczuł wyrzuty sumienia. Prześladowały go od poprzedniego dnia. To nie jego wina, że Beatrice musiała wrócić do domu. Za to ponosili odpowiedzialność wyłącznie jej rodzice. Możliwe jednak, że to przez niego znalazła się w tym powozie. To prawda, że oboje z May zdecydowanie optowali za tym, aby dziecko Beatrice wychowywało się w Maidenstone, i że nie było planów wydania jej za kogoś konkretnego. Wiedział jednak, że Beatrice wyciągnęła z jego słów niewłaściwe wnioski. Była pewna, że zostanie w Little Westbury i będzie mogła żyć w odosobnieniu, a tym samym nie będzie musiała jechać do Londynu na następny sezon. Cóż, nie sprostował tego fałszywego założenia.

Zasmucała go myśl, że jego stosunki z Beatrice ulegną zdecydowanemu pogorszeniu, być może nawet go znienawidzi, co położy kres ich wieloletniej przyjaźni. Początkowo nie zgadzał się na wykonanie tej misji, ale dręczyła go myśl, że zamiast niego pojedzie ktoś inny, nie tak życzliwy i mniej otwarty na życzenia Beatrice. To dlatego w końcu wyraził zgodę, choć zdawał sobie sprawę, czym to grozi – zniszczeniem przyjaźni z Beatrice. Poza tym podróż do Szkocji to ostatnia szansa na odwleczenie czekających na niego obowiązków. Gdyby nie wyprawa po Beatrice, byłby już w Shoreham-by-the-Sea i obejmował odziedziczony majątek, rozpoczynając życie właściciela ziemskiego. A rola ziemianina podobała mu się w znacznie mniejszym stopniu niż rola strażnika brytyjskiego wybrzeża. Odepchnął od siebie te myśli i skoncentrował się na Beatrice, mówiąc:

– Naprawdę nie będziesz się do mnie odzywała przez cały tydzień? – Ostrożnie, by nie kopnąć koszyka z dzieckiem, skrzyżował długie nogi, próbując wyciągnąć je w ciasnym powozie.

– Przez tydzień? – Obrzuciła go chłodnym spojrzeniem. – Optymista. Zamierzam nie odzywać się do ciebie co najmniej przez rok.

– Właśnie się odezwałaś. – Trącił stopą czubek jej bucika. – Więc musisz zacząć odliczać od nowa.

Beatrice z irytacją odłożyła książkę.

– Zachowujesz się jak jakiś podrostek.

– Trafił swój na swego – rzucił z uśmiechem. – Jeśli już urządzasz komuś ciche dni, to powinnaś zachować żelazną konsekwencję. – Udało mu się wywołać uśmiech na jej twarzy. – Oboje wiemy, że nie będziesz mnie nienawidziła w nieskończoność. – Przynajmniej taką miał nadzieję. – Więc może darujesz mi od razu? Miejmy to już za sobą. Podróż okaże się dużo bardziej interesująca, jeśli z kimś sobie pogadam od czasu do czasu, szczególnie gdy tym kimś jesteś ty. – Rzucił jej chłopięcy uśmiech, ale zaraz spoważniał. – Jeśli to cię pocieszy, nie chciałem tego robić, Beo. May opowiadała mi, jaka jesteś szczęśliwa w Szkocji, ale gdybym się nie zgodził, posłaliby kogoś innego. – Potrząsnął głową, wyrażając tym gestem to, czego nie mógł wyrazić słowami. – Miałem pozwolić, żeby pojechał ktoś inny? Przyjaciel tak nie postępuje, nawet jeśli musi wykonać wyjątkowo nieprzyjemne zadanie. – Czy ona rozumie, że to jedna z najtrudniejszych rzeczy, jaką musiał w życiu zrobić?

Beatrice złagodniała. Najpierw wyczytał to z jej oczu, z których zginęła srogość, kiedy spojrzała na tę podróż z jego perspektywy, a potem uścisnęła jego rękę.

– Dziękuję, że to jesteś ty. Nie zniosłabym kogoś innego.

Czyli załatwione. Znów są przyjaciółmi, przynajmniej do czasu, gdy ponownie przyjdzie mu błagać Beę o wybaczenie.

– Cieszę się, że tak myślisz. – Z satysfakcją oparł się o poduchy powozu. – Teraz mogę już bez przeszkód powiedzieć ci o ostatnim liście od Jonathona i Claire.

Popatrzyła na niego z udawanym oburzeniem.

– Wczoraj ukryłeś to przede mną! – Dała mu kuksańca w kolano, zupełnie jak za dawnych czasów.

– Au! Dobry negocjator zawsze chowa coś w zanadrzu. – Z komiczną przesadą udawał obolałego. – Chcesz posłuchać czy nie?

– Oczywiście, że chcę.

Podniosła z podłogi syna, który obudził się, gdy się przekomarzali. Z wprawą przystawiła dziecko do piersi, nie przejmując się głośnym płaczem przebudzonego malca ani ograniczoną przestrzenią powozu, która wymuszała bliskość. Bliskość, która zdaniem Prestona nadawała karmieniu dziecka charakter jeszcze bardziej intymny niż poprzedniego dnia.

Uważał się za światowca i rzeczywiście był człowiekiem bywałym w świecie, odebrał dobre wykształcenie i dużo podróżował, jednak czuł się nieswojo w świecie kobiet. Czy w takich sytuacjach obowiązywała jakaś etykieta? Zapewne powinien odwrócić wzrok, ale nie mógł się do tego zmusić. Obserwowanie Beatrice z dzieckiem było dla niego czymś nowym i fascynującym, co wyprawiało dziwne rzeczy z jego żołądkiem, z jego umysłem, rodziło przekonanie, że choć byli tymi samymi ludźmi co zawsze, to jednak zmienili się i każde z nich poszło w ostatnich latach własną drogą. Beatrice stała się kobietą. Chuda dziewczynka przeistoczyła się w ponętną niewiastę znającą tajniki męskiego ciała. To było intrygujące, choć nieco krępujące spojrzenie na przyjaciółkę z dzieciństwa.

Ich spojrzenia spotkały się nad główką dziecka. Przez chwilę wydawało mu się, że Bea skarci go za niestosowne zachowanie, ale choć patrzenie na nią poruszyło go głęboko, to nie było w tym krzty lubieżności. Zachwycał się żywym obrazem niczym dziełem Rafaela przedstawiającym Madonnę z Dzieciątkiem.

– No? – Beatrice pytająco uniosła brwi. – Opowiesz mi wreszcie nowiny, czy mam zgadywać?

Obrzucił ją kpiącym spojrzeniem.

– Lata płyną, a ty wciąż tak samo niecierpliwa… Ale dobrze, już mówię. Otóż Jonathon napisał, że na jesieni spodziewają się z Claire dziecka. – Przy ostatnim słowie jego głos załamał się niespodziewanie. Kiedy przeczytał list, był podekscytowany szczęściem przyjaciela. Wiedział, jak ważna była dla Jonathona rodzina. Obaj cenili ją równie wysoko.

– Och! – Twarz Beatrice rozjaśniła się na wieść o spełniającym się marzeniu przyjaciółki. – Na pewno są w siódmym niebie. Będą dobrymi rodzicami. Mają w sobie tyle miłości, że dziecko będzie mogło się w niej pławić.

Preston nie przeoczył tęsknej nutki w jej głosie. Jego również ogarnęła podobna tęsknota, kiedy przeczytał list. Przeniósł wzrok na dziecko, zastanawiając się, czy kiedykolwiek sam zdobędzie to, czym teraz cieszył się Jonathon i co zdobył Liam. Poczuł ukłucie zazdrości na myśl o swych najbliższych przyjaciołach, Jonathonie Lashleyu i Liamie Caseku. Obaj w jego wieku byli już szczęśliwi w małżeństwie i rozwijali własne kariery. Jonathon został dyplomatą w Wiedniu, natomiast Liam wkrótce otrzyma tytuł szlachecki i zajmie miejsce w parlamencie. Obaj udowodnili, że kariera zawodowa nie wykluczała życia rodzinnego z ukochaną kobietą u boku. Udowodnili, że mężczyzna może mieć i jedno, i drugie. A Prestonowi nie było to dane. Ta luka nigdy nie wydawała mu się równie dotkliwa, jak w tym momencie.

– Chciałbyś wziąć go na ręce? – Beatrice podała mu dziecko, zanim zdążył odmówić.

Delikatnie wziął w ramiona tobołek.

– Jaki on lekki. Niemowlęta w becikach wyglądają jak worek kartofli i pewnie dlatego przypuszczałem, że ważą tyle samo.

– Jest mocny. Nie złamiesz go – uspokoiła go Beatrice. – Nie musisz go traktować, jakby był ze szkła.

Preston wzmocnił uchwyt i poczuł się odrobinę pewniej. Popatrzył na malutką buzię i oczy mu rozbłysły.

– Uśmiechnął się do mnie. Chyba mnie polubił. – Taka drobnostka, a jednak sprawiła mu wyjątkową radość. Zadziwiające.

– Pani Maddox powiedziała, że dzieci często uśmiechają się, kiedy puszczają bąki – rzuciła Bea ze śmiechem, po czym dodała uspokajająco: – Ale jestem pewna, że cię polubił. – Zawahała się na moment i zapytała cicho: – Jesteś zazdrosny? Zazdrościsz Jonathonowi?

– Nie powinienem. Wiele doświadczył w ostatnich latach i zasługuje na szczęście – odparł w zadumie.

Dlaczego miałby być zazdrosny? Mógł się przecież ożenić w tym roku. Wszyscy się tego po nim spodziewali, odkąd odziedziczył posiadłość i dom, który wymagał kobiecej ręki. Jeżeli nie był jeszcze żonaty i nie spodziewał się potomka, to wyłącznie z własnej winy. Matka była gotowa w każdej chwili przedstawić mu dziesięć chętnych debiutantek. I chyba na tym polegał problem. Preston chciał założyć rodzinę, ale nie w taki sposób. Nie z taką dziewczyną, nie z wypychaną z domu debiutantką.

Bea obserwowała go z dziwnym wyrazem twarzy, kiedy kołysał dziecko. Nie mógł się oprzeć i zadał jej to samo pytanie.

– A ty, Beo? Jesteś zazdrosna?

– Czy zazdroszczę Claire? Nie, oczywiście, że nie. – Gwałtownie potrząsnęła głową, żeby odegnać tę niegodziwą myśl. Prawdziwa przyjaciółka nie powinna zazdrościć przyjaciółce szczęścia. – Myślałam o dziecku.

Dwoje kochających rodziców i dobrodziejstwa legalnego pochodzenia… Przypadkowy uśmiech losu mógł zapewnić dziecku sukces życiowy wynikający z samego faktu urodzenia. Poczuła ucisk w gardle. Cała jej miłość do syna nie mogła mu zrekompensować tego, czego nigdy nie dostane od życia. Widok Prestona trzymającego w ramionach jej dziecko przywołał niepokojące myśli, które tak często próbowała bagatelizować. Matthew nie miał ojca, który podrzucałby go na kolanach, nie miał ojca, który biegałby z nim po łąkach, uczył polować, łowić ryby i trzymać się w siodle. Nie będzie miał ojca, który wprowadzi go w męski świat i pomoże poradzić sobie z pierwszym zawodem miłosnym. Malvern nigdy nie będzie kimś takim. Nieważne, powiedziała sobie stanowczo. Ona będzie dla Matthew matką i ojcem. Ona mu wystarczy.

Preston przejrzał jej myśli.

– Będzie miał wujków, Beo. Będzie miał Dimitriego, Liama i mnie. Nie zabraknie mu męskiego wsparcia. – Coś mignęło w jego orzechowych oczach.

Beatrice domyśliła się, o co chodzi. A ona absolutnie nie chciała tego od kogokolwiek, a już szczególnie od niego.

– Nie potrzebuję litości – oświadczyła stanowczo, ale spokojnie. Nie zamierzała pozwolić, by traktował ją jak męczennicę.

– Nie oferuję ci litości – zapewnił szczerze. – Ze wszystkich znanych mi osób ty najmniej jej potrzebujesz.

– Podobnie jak ty. Jesteś przystojny i masz doskonałą pozycję towarzyską. Widziałam, jak wszystkie mamcie córek na wydaniu zagięły na ciebie parol. Możesz się ożenić, kiedy tylko zechcesz. – Uśmiechnęła się gorzko. Musiała zwekslować rozmowę na inne tory. Nie chciała mówić o sobie, bo skończyłoby się na Altonie i powodach, dla których nie zamierzała go szukać. Mogli rozmawiać o małżeństwie, ale nie o jej sytuacji. – Z pewnością jakaś ślicznotka już podbiła twoje serce?

– Właściwie nie – odparł zdawkowo, nie zamierzając porzucić interesującego go tematu. – Dlaczego nie chcesz o nim mówić, Beo? O ojcu Matthew? Nie myśl, że tego nie zauważyłem.

Twardo wytrzymała jego wzrok, po czym rzuciła chłodno:

– On nie jest wart rozmowy.

Pozwoliła, by cisza przedłużała się, to miał być sygnał do zakończenia tego tematu. Preston poruszył się na kanapie powozu, próbując zmienić pozycję.

– A więc… – Mruknął przeciągle i utkwił w niej kpiące spojrzenie. – Naprawdę uważasz, że jestem przystojny?

– Wiesz, że jesteś. To empirycznie dowiedzione. – Roześmiała się, ale był to nerwowy śmiech, od którego zaschło jej w ustach. Tak, Preston był bardzo atrakcyjny. Ciemne włosy sczesywał do tyłu, przez co uwydatniały się regularne rysy twarzy, prosty nos, mocna linia szczęki, wysokie kości policzkowe, które tajemniczym sposobem wydawały się ostre, kiedy był zły, a kiedy się uśmiechał, zmieniały się w przyjazne jabłuszka. Ale tym, co najbardziej przyciągało uwagę w tej przystojnej twarzy, były orzechowe oczy, inteligentne i pełne współczucia, a także pięknie wykrojone usta. Ta twarz doskonale współgrała z resztą ciała. Nie należał do potężnych, muskularnych mężczyzn jak Liam Casek, za to był szczupły i wysportowany. Miał sylwetkę szermierza, wysoką, smukłą i zwinną.

Beatrice poruszyła się zakłopotana tym, co zaświtało jej w głowie. Takie myślenie o przyjacielu po prostu ją zaszokowało. Nigdy nie rozważała fizycznych walorów Prestona w takich kategoriach, zupełnie jak debiutantka przed pierwszym balem albo mamusia rozglądająca się za odpowiednią partią dla córki.

– Wezmę go od ciebie. – Sięgnęła po syna, mając nadzieję, że gdy nim się zajmie, przestanie snuć rozważania na temat fizycznych zalet Prestona.

– Chciałbym go jeszcze trochę potrzymać, jeśli nie masz nic przeciwko temu. Możesz się trochę przespać. Na pewno jesteś zmęczona, bo wstajesz do niego co noc. A my z Matthew radzimy sobie doskonale.

Rzeczywiście była zmęczona, więc nie potrzebowała dalszej zachęty. Oparła się o poduszki powozu i zamknęła oczy w nadziei, że stare przysłowie okaże się prawdziwe – co z oczu, to z serca. Bardzo chciała pozbyć się pewnych myśli o Prestonie, bo po co niszczyć starą przyjaźń. Okazało się jednak, że nie tak łatwo pozbyć się niepożądanych fantazji. Znajdowali się w ciasnym powozie i mieli ze sobą dziecko. Rozmowa o Jonathonie i Claire uzmysłowiła im, jak ubogie jest ich życie osobiste. To naturalne, że Preston tak chętnie grał rolę ojca.

Oczywiście jego sytuacja nie była tak trudna jak jej. On mógł ją zmienić w każdej chwili. Ona nie powinna, po prostu nie mogła. Przyjęła pewne zasady, których zamierzała się trzymać do końca życia. Zasada numer jeden brzmiała: mężczyźni są niebezpieczni. Zasada numer dwa: namiętność jest niebezpieczna. Preston nie musiał kierować się w życiu tego typu regułami i nakazami. Miał jeszcze czas, a tak naprawdę tyle czasu, ile tylko zechciał. Mógł się w każdej chwili ożenić, był jeszcze młody, wielu mężczyzn nie szukało żony przed trzydziestką. A ile lat miał Preston? Dwadzieścia osiem? Tak, właśnie tyle. Był o pięć lat starszy od May i od niej. Pamiętała, że obchodził urodziny na początku kwietnia. A dokładniej? Tak, oczywiście, urodził się dziesiątego kwietnia.

Czyli wychodzi na to, że będzie obchodził urodziny w podróży, z dala od rodziny. Przez nią. Bo przecież nie chciał wyruszać w tę podróż.

Poświęcił dla niej swoją wygodę, a ona zachowywała się jak jędza. Znajdzie sposób, by mu to wynagrodzić.

Tytuł oryginału

Marrying the Rebellious Miss

Pierwsze wydanie

Harlequin Mills & Boon Ltd, 2017

Redaktor serii

Dominik Osuch

Opracowanie redakcyjne

Grażyna Ordęga

© 2017 by Nikki Poppen

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2019

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 9788327643797

Konwersja do formatu EPUB: Legimi S.A.