44,90 zł
KIEDY STADO PRZESTAJE BYĆ TWOIM DOMEM...
Od pokoleń zwierzęta afrykańskich równin kierują się jedną zasadą: zabijać tylko po to, by przeżyć. Teraz, gdy do głosu doszła żądza władzy, krucha równowaga między drapieżnikami a ofiarami uległa zachwianiu. Losy Krainy Mężnych Serc spoczywają w rękach trzech niezwykłych bohaterów:
LWA wygnanego ze swojego stada,
SŁONICY, która potrafi czytać z kości zmarłych oraz
PAWIANA buntującego się przeciwko tradycjom swojego grona.
To nowy, epicki świat dzikich zwierząt, opowiedziany z trzech różnych perspektyw.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 349
PROLOG
Tytuł oryginału: Broken Pride
Copyright © 2017 By Working Partners Limited
Series created by Working Partners Limited
Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń, 2026
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Redaktor prowadząca
Ewelina Bojszczak
Redakcja
Jolanta Szalak
Opieka promocyjna
Dominika Kuc
Ilustracja na okładce
Owen Richardson
Projekt okładki i stron tytułowych
Lena Wójcik
Mapa
Natalia Juszczak
Projekt typograficzny i łamanie
Justyna Nowaczyk
Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.
Wydanie I
ISBN 978-83-8203-523-0
Wydawnictwo Nowa Baśń
ul. Święty Marcin 77/8a, 61-808 Poznań
telefon: 881 000 125
www.nowabasn.com
Specjalne podziękowania dla Gillian Philip
PROLOG
Oszałamiającerówniny zdawały się ciągnąć bez końca. Nawet wzrok Wiatroskrzydłej, sępicy szybującej wysoko nad sawanną, z trudem sięgał miejsca, gdzie kończyła się Kraina Mężnych Serc.
Wiatroskrzydła zmrużyła swoje stare oczy, wędrując wzrokiem po morzu żółtej trawy, aż w końcu wypatrzyła rozmigotaną linię światła znaczącą punkt, w którym sawanna stykała się z bezkresnym błękitem nieba. Poruszyła końcówką skrzydła, przechyliła się i zataczając szeroką, pełną gracji spiralę, opadła w dół na ciepłych prądach powietrza.
Chmara sępów podążyła za nią, nawołując się ostrymi, gardłowymi głosami, lecz Wiatroskrzydła milczała, zajęta baczną obserwacją sawanny. Daleko w dole przemieszczały się ogromne stada maleńkich jak mrówki zwierząt podążających ścieżkami wydeptanymi przez niezliczone pokolenia. Koryto błotnistej, sączącej się leniwie rzeki przebiegało zgodnie z pęknięciem w ziemi. Do jaru wlewał się potok antylop gnu, by zaraz galopem wspiąć się po stromej skarpie. Pasące się wspólnie po drugiej stronie rzeki zebry i gazele uniosły głowy, obojętnie przyjrzały się nadciągającym gnu i od razu powróciły do spokojnego skubania trawy oraz niespiesznego przemierzania sawanny.
Czujne oko Wiatroskrzydłej przykuła ciemna plama. Na dole widać było nieruchomy kształt zwierzęcia oddzielonego od reszty stada. Sępica zleciała niżej, dostosowując tor lotu kilkoma potężnymi uderzeniami rozłożystych skrzydeł.
– Tam, moja chmaro. Tam!
Pozostałe sępy podążyły za nią, zataczając kręgi w locie.
– Oby wzrok Wiatroskrzydłej na zawsze pozostał tak bystry! – zawołał Czarnopióry, a reszta powtórzyła jego słowa wdzięcznym chórem. – Znów znalazła nam pożywienie.
Intuicja nie zawiodła Wiatroskrzydłej: plama okazała się truchłem gazeli. Stary, zmęczony duch zwierzęcia już odszedł, a oczy były puste i martwe. Być może powalił ją gepard. Gazela leżała częściowo ukryta między skałami w kolorze ochry, w miejscu ledwie widocznym dla padlinożerców pozbawionych skrzydeł. Choć jej zabójca już się pożywił, na kościach wciąż tkwiło sporo poszarpanego mięsa. Gazela zaznała życia i jego radości, a teraz miała nakarmić sępy, które również pewnego dnia staną się pożywieniem dla innych.
Wszystko było tak, jak być powinno…
A przynajmniej Wiatroskrzydła miała taką nadzieję.
– Najpierw musimy zbadać mięso, bracia i siostry – zawołała. – Dopiero wtedy będziemy mogli posilić się w spokoju.
Przechyliła głowę i gwałtownie przystąpiła do lądowania. Pozostałe sępy zatrzymały się za nią, trzepocząc skrzydłami i krzycząc. Jej szpony dotknęły chropowatego gruntu i w kilku skokach znalazła się obok truchła gazeli. Spojrzała w tył, na ptaki gromadzące się po jej prawej i lewej stronie, po czym skinęła głową.
– Zła śmierć zostaje przy zmarłych… – powiedziała.
– Niech Wielki Duch zawsze obdarza dobrą śmiercią – zaintonowała chórem reszta chmary.
Sępy kolejno wyrywały cienkie paski mięsa z boku padliny i połykały je zachłannie. Po chwili przerwały posiłek w oczekiwaniu na ostateczną decyzję Wiatroskrzydłej. Sępica na moment przymknęła oczy.
– To była czysta śmierć – uspokoiła ich w końcu. – Pożywcie się, moja chmaro.
Kiedy padlina została już ogołocona dokości, aostatnie postrzępione resztki mięsa zniknęły wsępich dziobach, Wiatroskrzydła się oddaliła. Potężnymi uderzeniami skrzydeł wzbiła się ponownie wniebo. Nasycone sępy podążyły za nią wśród chaosu furkoczących piór ichrapliwych krzyków. Dobrze było wrócić wprzestworza, wznosić się coraz wyżej wjaskrawy błękit nieba, wiedząc, że chmara dobrze się pożywiła iprzetrwa kolejny dzień.
Wiatroskrzydła znalazła się dostatecznie wysoko, by złapać szeroki prąd ciepłego powietrza. Pozwoliła mu się nieść, poruszając jedynie lekko skrzydłami i spoglądając w dół. Obejmowała spojrzeniem całą krainę, od migoczącego horyzontu po ciemne, rozległe lasy i niskie pasmo gór rozciągające się daleko za równinami. Tuż przed sobą zauważyła zagajnik smukłych akacji o spłaszczonych koronach, a w ich cieniu, na tle wyschniętej ziemi, zamajaczyły złocistożółte kształty.
„To lwy” – pomyślała. „Wylegują się w upale”.
– Nie będą teraz polować – zauważył Czarnopióry, śledząc jej wzrok.
– Nie. Dopiero o zmierzchu – zgodziła się Wiatroskrzydła.
„Wieczorem będą ucztować… A my polecimy w ślad za nimi...”.
Wiatroskrzydła miała mieszane uczucia wobec wielkich stad lwów zamieszkujących Krainę Mężnych Serc. Dla sępów oznaczały one źródło nieskażonego i obfitego pożywienia. Jak wszystkie stworzenia tej ziemi – lwy również przestrzegały Kodeksu, zabijając tylko po to, by przeżyć. Wiatroskrzydła gardziła jednak ich arogancją. Należały do nielicznych istot, które nie podążały za Wielką Matką, przywódczynią wszystkich zwierząt, i nie oddawały czci jej mądrości.
Widziała dwa baraszkujące lwiątka – pełne energii do dokazywania i zabawy nawet w skwarze słońca stojącego wysoko na niebie. Gdy jej cień przesunął się nad mniejszym z nich, zwierzątko zatrzymało się i spojrzało w górę. Jego złote oczy spotkały się z jej spojrzeniem i mały lew rozwarł szczęki.
Wciąż była wysoko nad nim, lecz powietrze wokół aż zadygotało od rozlegającego się ryku. Wiatroskrzydła ze zdumieniem poczuła, jak jej skrzydła drżą, a ona sama na moment traci równowagę w locie.
– Wiatroskrzydło?! – Czarnopióry wymówił jej imię, wyraźnie zaniepokojony.
Stara sępica odwróciła głowę i zauważyła, że żadne z jej chmary nie odczuło tego ryku.
„Nie” – pomyślała. „To nie mógł był głos tego lwiątka. To niemożliwe!”.
– Nic się nie stało – odparła ostro.
Trochę rozgniewana, trochę zafascynowana, zmusiła skrzydła do ponownego wyrównania lotu. „Żaden dorosły lew nie mógłby ryknąć tak, by dźwięk sięgnął niebios” – myślała dalej. „A już na pewno nie lwiątko”.
„Stało się coś więcej” – uświadomiła sobie. „Coś, co muszę zrozumieć”.
Wiatroskrzydła przechyliła się w powietrzu, szukając małego lwa wzrokiem. Wciąż tam stał, na sztywno wyprostowanych łapach, dumny i nieugięty, a jego złote spojrzenie utkwione było w niebie. W końcu machnął triumfalnie ogonem i odwrócił się, by odejść. Drugie lwiątko pobiegło za nim i oba maluchy wróciły do swego stada.
Pogrążona w myślach Wiatroskrzydła skręciła na wschód. Była pewna, że to, co właśnie się stało, stanowiło omen, choć nie potrafiła jeszcze pojąć jego znaczenia.
„Maleńkie lwiątko o ryku tak głośnym, że zadrżało niebo! To musiała być wizja, znak!”.
Poprowadziła swoją chmarę wyżej, w przejrzysty błękit nieba, aż małe lwie stado i ogromne hordy zwierząt na sawannie zniknęły w pięknym bezkresie Krainy Mężnych Serc.
