Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Jesteś pewien, że twoje wspomnienia należą do ciebie?
W wiecznie spowitym mgłą miasteczku Kinloch Fell znika dziennikarz śledczy badający powiązania elit z tajemniczym stowarzyszeniem. Wśród lokalnej społeczności narasta napięcie i mnożą się teorie spiskowe.
Logan Sinclair – jeden z mieszkańców zaniepokojonych sytuacją – początkowo obserwuje sprawę z dystansu, lecz szybko dostrzega, że symbole czarnego oka i powtarzalne gesty w mediach nie są dziełem przypadku. Trop prowadzi go od lokalnych legend do globalnej sieci wpływów, w której politycy i celebryci przemawiają jednym, zakodowanym językiem.
Kolejne odkrycia odsłaniają kulisy projektów tajnej technologii zdolnej ingerować w ludzką pamięć i tożsamość. Granica między faktem a manipulacją zaczyna się zacierać…
Gdy w niewyjaśnionych okolicznościach znika córka Logana, zaczyna on rozumieć, że nie walczy już tylko o prawdę dla opinii publicznej. Kiedy ktoś właśnie próbuje napisać jego historię od nowa, Logan ryzykuje wszystko i rzuca wyzwanie dotąd nieuchwytnemu systemowi.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 408
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Adrian Kłęk
Przyszłość 2.0.
Ukryta sieć
Poranek w Kinloch Fell – miasteczku, gdzie mgła potrafi zawisnąć nad wrzosowiskami na całe dnie – zaczął się jak każdy inny. Logan Sinclair z kubkiem czarnej kawy w dłoni stał przy kuchennym oknie i patrzył, jak blade światło sączy się przez gęste chmury. Na podwórku, za niskim kamiennym murkiem, pasły się dwie owce sąsiada, a daleko na wzgórzu ukazywała się sylwetka starego kościoła – biała plama na tle szarzejącego nieba.
W domu panowała cisza, którą przerywały jedynie ciche kroki Olivii, krzątającej się w jadalni. Jej drobna sylwetka poruszała się z wprawą kogoś, kto zna każdy skrzypiący panel podłogi. Z kuchni dobiegał zapach świeżo pieczonego chleba i dymu z kominka, w którym Logan rozpalił ogień jeszcze przed świtem.
Ethan, ich dwunastoletni syn, siedział przy stole, pochylony nad zeszytem z zadaniami domowymi. Co chwilę zerkał przez ramię na młodszą siostrę, Emily, która z powagą układała puzzle na podłodze, język miała wystawiony w skupieniu. Jej jasne włosy, nieco za długie jak na szkolny regulamin, opadały na twarz, gdy z namysłem przekładała kolejne kawałki.
Olivia nalała kawy do drugiego kubka i postawiła go obok Logana.
– Dziś mają być burze – rzuciła cicho, zerkając przez okno na nabrzmiałe chmury. – Może nie puszczę Emily pieszo do szkoły.
Logan skinął głową, nie odrywając wzroku od widoku za oknem. W tej chwili świat wydawał się bezpieczny, przewidywalny, jakby nie mógł się tu wydarzyć żaden dramat.
Radio w kuchni grało cicho szkocką muzykę ludową, aż nagle głos spikera przerwał melodię:
„Szanowni państwo, mamy pilną wiadomość z regionu Highland. Zaginął znany dziennikarz śledczy, Kevin Grant. Ostatni raz widziano go wczoraj wieczorem w okolicach Fort William. Policja apeluje o kontakt do wszystkich, którzy mogli go spotkać lub widzieli cokolwiek niepokojącego…”
Olivia zamarła z filiżanką w dłoni. Ethan podniósł wzrok znad zeszytu, a Emily, nie rozumiejąc jeszcze wagi słów, spojrzała pytająco na brata. Logan ścisnął kubek mocniej, czując, jak znajome, domowe ciepło ustępuje miejsca niepokojowi – temu ledwie uchwytnemu drżeniu, które się pojawia, gdy do spokojnego życia wkrada się cień.
W oddali rozległ się pierwszy grzmot. Nad miasteczkiem zaczęła gęstnieć mgła.
Drugi dzień po zaginięciu Kevina Granta przyniósł Kinloch Fell jeszcze gęstszą mgłę niż zwykle. Logan Sinclair, przyzwyczajony do porannych rytuałów, tym razem dłużej niż zwykle siedział przy kuchennym stole, nie mogąc oderwać wzroku od ekranu telefonu. W lokalnej prasie i na stronach internetowych zaczęły pojawiać się niepokojące nagłówki: „Zaginiony dziennikarz badał wpływy tajnych grup?”, „Elitarne stowarzyszenie – czy to oni pociągają za sznurki?”.
W salonie rozległ się głos telewizora. Olivia, zajęta przygotowywaniem śniadania dla dzieci, zerknęła na męża z lekkim niepokojem.
– Znów o tym mówią? – zapytała, starając się, by w jej głosie nie było zbyt wiele lęku.
Logan nie odpowiedział od razu. Na ekranie przewijały się twarze polityków, przedsiębiorców, nawet kilku znanych aktorów. Prezenterka mówiła o „coraz liczniejszych spekulacjach dotyczących działalności nieformalnej grupy, której wpływy sięgają najważniejszych stanowisk w kraju”.
– To już nie są tylko teorie spiskowe – mruknął w końcu Logan. – Zaczynają o tym mówić otwarcie.
Ethan, który właśnie schodził po schodach, zatrzymał się na chwilę, nasłuchując. Emily, zaspana, tuliła się do pluszowego misia, próbując zrozumieć napięcie unoszące się w powietrzu.
W kolejnych dniach plotki narastały. W lokalnym pubie starsi mieszkańcy szeptali o dziwnych spotkaniach na wzgórzach, o czarnych samochodach widywanych nocą pod domami tych, którzy „za dużo wiedzą”. Nawet w szkole Ethan usłyszał, jak nauczycielka zniża głos, ostrzegając koleżankę:
– Lepiej nie rozmawiajmy o tym przy dzieciach. To niebezpieczne sprawy.
Wieczorami Logan przeglądał fora internetowe, na których anonimowi użytkownicy dzielili się coraz bardziej niepokojącymi rewelacjami. Nazwy stowarzyszeń, listy nazwisk, powiązania finansowe – wszystko to układało się w obraz sieci, która oplatała kraj, a może i cały świat.
Z każdym kolejnym newsem czuł, jak coś ciężkiego osiada mu na piersi. Świat, który znał, przestawał być już zamknięty, jakby w codziennej rzeczywistości pojawiały się szczeliny, przez które sączy się coś mrocznego i niepojętego.
Minęły dwa dni od zaginięcia Kevina Granta. Wydawało się, że miasteczko Kinloch Fell, przyzwyczajone do własnych, lokalnych tajemnic, tym razem nie mogło znaleźć dla siebie bezpiecznego schronienia. Mgła, która zwykle była tylko tłem dla codzienności, teraz stała się gęstsza, bardziej lepka, jakby chciała ukryć przed mieszkańcami coś, czego nie powinni zobaczyć.
Logan Sinclair wstał tego ranka wcześniej niż zwykle. Przez dłuższą chwilę siedział na skraju łóżka, pozwalając, by cisza domu otuliła go niczym stary, wełniany sweter. Słyszał ciche oddechy śpiącej Olivii, odgłosy dzieci w sąsiednich pokojach, szum wiatru uderzającego o szyby. Ale w tej ciszy było coś innego – coś, czego nie potrafił nazwać, a co wywoływało w nim niepokój, jakby pod powierzchnią zwykłego życia czaił się cień.
Zszedł na dół, zaparzył kawę i usiadł przy kuchennym stole, wpatrując się w ekran telefonu. Przeglądał wiadomości, które w ostatnich godzinach zaczęły przybierać coraz bardziej sensacyjne tytuły. „Zaginięcie dziennikarza śledczego. Czy to tylko przypadek?” – głosił jeden z nich. „Elitarne stowarzyszenie pociąga za sznurki?” – pytała inna gazeta. W sieci pojawiły się dziesiątki komentarzy, z których większość była pełna teorii spiskowych, domysłów i strachu. Logan czytał je z rosnącym niepokojem, czując, jak w jego umyśle rodzi się dziwna mieszanka fascynacji i lęku.
W salonie Olivia włączyła telewizor, by dzieci mogły obejrzeć poranne wiadomości przed wyjściem do szkoły. Zamiast zwykłych, pogodnych programów śniadaniowych na ekranie pojawiły się twarze poważnych prezenterów. W tle przewijały się zdjęcia Kevina Granta, urywki jego reportaży, fragmenty wywiadów. Ale to nie one przyciągnęły uwagę Logana. Prezenterka, z wyraźnym napięciem w głosie, mówiła o „niepotwierdzonych doniesieniach dotyczących działalności nieformalnej grupy wpływu”, o „tajnych spotkaniach na szczycie” oraz „osobach powiązanych z polityką, biznesem i mediami, które mogły mieć powód, by uciszyć dziennikarza”.
Logan poczuł, jak kawa w jego ustach nagle staje się gorzka. Odłożył kubek, wsłuchując się w każde słowo. Zauważył, że Olivia, która zwykle zbywała podobne historie wzruszeniem ramion, teraz patrzyła na ekran z niepokojem. Jej palce zacisnęły się na uchwycie filiżanki, a spojrzenie stało się nieobecne, jakby próbowała przypomnieć sobie coś ważnego, czego nie potrafiła uchwycić.
– Myślisz, że to możliwe? – zapytała cicho, nie odrywając wzroku od telewizora. – Że naprawdę istnieje jakaś grupa, która… która może sprawić, że człowiek znika bez śladu?
Logan wzruszył ramionami, próbując ukryć własny niepokój.
– Nie wiem – odpowiedział, choć w głębi duszy czuł, że coś się zmieniło. Że świat, który znał, nagle stał się obcy, pełen ukrytych drzwi i zamkniętych pokoi, do których nigdy nie miał dostępu.
Przez cały dzień temat elitarnych stowarzyszeń powracał jak echo. W lokalnym pubie, gdzie Logan zatrzymał się po pracy, rozmowy toczyły się szeptem. Starsi mężczyźni siedzieli przy piwie, zerkając na siebie z nieufnością, jakby się bali, że ktoś podsłuchuje.
– Mówię wam, to nie pierwszy raz, kiedy ktoś znika – powiedział jeden z nich, ściszając głos. – Pamiętacie sprawę sprzed pięciu lat? Tamten radny… też przepadł bez śladu. I co? Wszystko zamieciono pod dywan.
Logan słuchał, czując, jak narasta w nim napięcie. Każde kolejne słowo, każda plotka, nawet najbardziej absurdalna, zaczynały układać się w logiczny ciąg. Ktoś wspomniał o czarnych samochodach widywanych nocą, o spotkaniach na starym cmentarzu, o dziwnych symbolach malowanych kredą na drzwiach kilku domów.
– Lepiej nie rozmawiać o tym głośno – ostrzegł inny mężczyzna. – Nigdy nie wiadomo, kto słucha.
Wieczorem, gdy dzieci już spały, Logan i Olivia siedzieli razem w salonie, milcząc. Za oknem szalała burza, a wiatr huczał w kominie, jakby próbował wyrwać z domu wszystkie sekrety.
– Boisz się? – zapytała Olivia, ściszając głos.
– Chyba tak – przyznał Logan po dłuższej chwili. – Ale bardziej boję się, że to wszystko jest prawdą.
W nocy Logan długo nie mógł zasnąć. Leżał w ciemności, wsłuchując się w odgłosy domu, i myślał o tym, jak łatwo można przeoczyć coś ważnego. Jak łatwo uwierzyć, że świat jest prosty i bezpieczny, dopóki nie pojawi się ktoś, kto odważy się zadać niewygodne pytania.
Wtedy właśnie, po raz pierwszy od dawna, poczuł, że coś zaczyna się zmieniać. Że mgła, która spowijała Kinloch Fell, nie jest już tylko zjawiskiem atmosferycznym – stała się symbolem niewiedzy, strachu i tajemnicy, która wkrótce może pochłonąć wszystkich.
Tej właśnie nocy wrócił myślami do tamtego pamiętnego popołudnia. Właściwie unikał go jak wspomnienia choroby, które wracało tylko podczas gorączki albo koszmaru. Ale gdy ktoś pytał, dlaczego właściwie stracił pracę, dlaczego od roku włóczy się między dorywczymi zleceniami a nieprzespanymi nocami, zawsze w głowie pojawiała mu się ta sama scena: pusty open space, światło jarzeniówek drgające jak oddech chorego zwierzęcia i ten cholerny proces, którego nikt nigdy nie potrafił znaleźć, poza nim.
Tamten dzień zaczął się zwyczajnie. Wtedy jeszcze wierzył, że „zwyczajność” istnieje. Do pracy przyszedł wcześniej niż zwykle. Kinloch Fell o szóstej rano było jeszcze pogrążone w półmroku – światło latarni mieszało się z mgłą znad mokradeł, tworząc dziwne, pulsujące plamy. Zawsze lubił ten moment ciszy, zanim miasteczko budziło się do życia. Niósł w ręku kubek z kawą, czuł chłód metalu pod palcami, a jego myśli były bardziej ułożone niż zazwyczaj.
Gdy wszedł do środka budynku, powietrze było inne. Gęstsze. Jakby ktoś zostawił uchylone okno na noc i wpuścił do środka mgłę, chociaż wiedział, że to niemożliwe – wszystkie okna w firmie były zamykane automatycznie po godzinie dziewiętnastej. Korytarze były puste, a nawet zwykły odgłos własnych kroków brzmiał inaczej, jak gdyby echo nie wracało normalnie, tylko urywało się gdzieś w połowie drogi. Zatrzymał się przy swoim biurku i wciągnął powietrze, czując lekkie mrowienie na karku.
Dziwna atmosfera, pomyślał. Ale dopiero kiedy włączył komputer, poczuł, że coś naprawdę jest nie w porządku. Ekran powitał go znajomą sekwencją startową, ale po chwili na monitorze zamigotały linijki kodu, których nie widział nigdy wcześniej. Litery wyskakiwały chaotycznie, jakby ktoś pisał je zbyt szybko, palcami, które nie miały pojęcia o ludzkiej ergonomii.
Logan zmrużył oczy.
– Co jest… – mruknął, nachylając się nad klawiaturą.
Kod nie przypominał niczego, co powinien znać. Nawet nie przypominał języków programowania używanych przez firmę. Nie był też przypadkowy – pojawiał się zbyt rytmicznie, zbyt… intencjonalnie.
Pojawiła się ścieżka:
/dev/eye/eye/eye
Powtórzona trzy razy.
Zawiesił rękę nad klawiaturą. Poczuł nagły ucisk żołądka, jakby jego ciało chciało mu powiedzieć, że powinien odejść od komputera. Zignorował to. Otworzył monitor zasobów. Tam właśnie zobaczył go po raz pierwszy.
Proces 0x03-EYE.
Nigdy wcześniej nie widział niczego podobnego. Nie miał autora, nie miał daty utworzenia, nie miał przypisanego PID. Wyglądał, jakby istniał poza systemem.
– To niemożliwe… – szepnął.
Kliknął „Zakończ”. Proces zniknął na sekundę. Potem wrócił. Proces… siedział w systemie tak, jakby się uśmiechał. Znów spróbował wyłączyć. Znów wrócił.
Logan poczuł w ustach metaliczny smak, jak gdyby napięcie elektryczne zaczęło przepływać przez powietrze. Światło jarzeniówek nad jego głową zadrżało, wydając krótkie, nieregularne brzęknięcie. Przez moment miał wrażenie, że jest tu ktoś jeszcze – ktoś, kto stoi gdzieś za nim, tuż poza zasięgiem wzroku.
Spojrzał przez ramię.
Nic.
Kiedy przyszedł Jacob, jego przełożony, Logan miał już otwarte trzy panele diagnostyczne i próbował prześledzić źródło procesu. Wszystkie prowadziły donikąd, jak drogi, które były, ale zostały wymazane z mapy.
– Co ty robisz? – zapytał Jacob, podchodząc bliżej.
Nigdy nie brzmiał tak ostro. Logan odsunął się od monitora.
– Mam coś dziwnego. Zobacz.
Jacob pochylił się nad ekranem, ale zamiast zareagować zdziwieniem, zamarł. Na twarzy miał wyraz… niepokoju? A może irytacji? Trudno było to odczytać.
Logan zauważył, że dłonie Jacoba lekko drżą. Jakby coś w nim walczyło – ciekawość, strach, a może obowiązek.
– Skąd masz ten proces? – spytał zimno.
– To nie ja… on sam… sam się uruchamia – wydukał Logan.
Jacob odsunął się nagle, jakby zobaczył w ekranie coś żywego, coś, co mogło go ugryźć.
– Wyłącz to – syknął. – Natychmiast.
– Próbowałem. Wraca.
Na twarzy Jacoba pojawił się cień, którego Logan nie rozumiał. To nie był tylko strach, to było poczucie winy. Tak głębokie, że Logan mógłby przysiąc, że przez chwilę w oczach przełożonego błysnęło coś jak rozpacz.
– Wyłącz. To. – Jacob powtórzył, ale głos miał pusty, wypłukany z emocji.
Logan otworzył usta, ale w tym momencie światło w całym open space przygasło, tak jakby budynek wstrzymał oddech. Monitor jego komputera zasyczał cicho i na ekranie pojawiły się trzy symbole.
Nie litery. Nie cyfry. Tylko trzy czarne, pulsujące punkty, ustawione pionowo. Jak… jak troje oczu.
Jacob odskoczył. Prawie potknął się o krzesło.
– Kto cię do tego komputera dopuścił? – rzucił nagle ostrym tonem.
Logan patrzył na niego zdezorientowany.
– Jak to kto? Pracuję tu.
To był moment, w którym coś pękło.
Jacob zmienił się w sekundę – z przestraszonego człowieka w oskarżyciela. Jakby ktoś przełączył w nim tryb działania.
– Ten system jest zabezpieczony. Miałeś dostęp tylko do modułu testowego. Skąd masz uprawnienia do tego?
– Nie mam! To nie ja! To samo się odpaliło!
– Chcesz powiedzieć, że proces uruchomił się sam? – Jacob parsknął, ale śmiech zabrzmiał histerycznie i pusto. – Przestań robić ze mnie idiotę.
Logan poczuł, jak wzbiera w nim gniew, ale też… strach. Coś tu było nie tak. Coś dużo głębszego niż konflikt techniczny.
Jacob się odwrócił, zaczął chodzić w kółko, jakby walczył sam ze sobą.
– Nie powinieneś tego widzieć – mruknął cicho.
– Czego? – Logan zmarszczył brwi.
Jacob się zatrzymał.
I wtedy po raz pierwszy Logan zobaczył w jego oczach coś, co jeszcze długo miało go prześladować – świadomość, że powiedział za dużo.
– Nic – odparł w końcu sucho.
Wyszedł z pomieszczenia, pozostawiając Logana z ekranem, który wciąż pulsował trzema czarnymi punktami.
Następnego dnia wezwano Logana do działu HR. Nikt nie tłumaczył dlaczego. Wszystko było już przygotowane.
Wchodząc do sali konferencyjnej, zobaczył dwie kobiety i jednego mężczyznę, którego nie znał. Nie patrzyli mu w oczy. Mieli przed sobą dokumenty, długopisy i koperty – wszystko uporządkowane, chłodne, sterylne.
– Panie Sinclair – zaczęła kobieta z HR – przeprowadziliśmy wewnętrzny audyt i… – głos urwał się na sekundę, jakby musiała dobrać słowa ostrożnie – …odkryliśmy, że w ostatnich tygodniach dokonywał pan nieautoryzowanych zmian w systemach.
Logan zamarł.
– Nieautoryzowanych? Jakich zmian?
– Panie Sinclair – przerwał mu mężczyzna, ten nieznajomy – proszę nie udawać. Zarejestrowaliśmy wiele prób dostępu do chronionych katalogów.
– To nie było tak! – Logan poczuł, że podnosi głos. – Ja tylko zauważyłem proces! Coś, czego nie powinno być w systemie!
– Proces? – Kobieta z HR uśmiechnęła się lodowato. – Panie Sinclair, nie mamy żadnych logów dokumentujących istnienie takiego procesu.
Logan poczuł, jakby ktoś uderzył go w klatkę piersiową.
– Jak to…? On był. Widziałem go!
– Być może był pan przemęczony – zasugerowała łagodnie. – To się zdarza.
On tylko patrzył na nich, nie wierząc, że to się dzieje naprawdę.
– Proszę podpisać tutaj – powiedział mężczyzna, podsuwając dokument. – To rozwiązanie umowy za porozumieniem stron.
– Nie podpiszę tego – stęknął Logan. – To jakaś mistyfikacja. Gdzie jest Jacob? Niech to wyjaśni.
– Jacob jest na urlopie zdrowotnym – odparła kobieta. – Nie zobaczy się pan z nim w najbliższym czasie.
Logan poczuł, jak włosy na karku stają mu dęba. Urlop zdrowotny po tym, jak zareagował na proces? Zrozumiał, że to nie była rozmowa, to było egzekucyjne cięcie, planowane wcześniej, przygotowane, przemyślane, a on był tylko przeszkodą, którą trzeba było usunąć.
Wziął dokument. Ręce mu drżały, ale nie z gniewu, tylko z chłodu, który wypełnił całe ciało. Spojrzał jeszcze raz na urzędowe, eleganckie twarze HR-owców. Nie było w nich współczucia, nie było ciekawości, było coś innego, jakby byli tylko wykonawcami rozkazów, które przyszły z miejsca, o którym nie mieli pojęcia. Albo bali się go tak bardzo, że woleli nie zadawać pytań.
Podpisał, wyszedł, a gdy zamknął za sobą drzwi budynku, miał wrażenie – jasne, ostre i przerażająco realne – że coś patrzy za nim z wnętrza tego biura. Coś, co nie potrzebowało oczu. Coś, co znało wszystkie jego kroki, zanim jeszcze je zrobił. Nie wiedział wtedy, że utrata pracy będzie najmniejszym z jego problemów. Nie wiedział, że proces, który znalazł tamtego ranka, był tylko cieniem czegoś dużo większego.
Nie wiedział, że Finlay Campbell – człowiek, który wkrótce zacznie nawiedzać jego sny – miał z tym więcej wspólnego, niż Logan mógłby sobie wyobrazić.
Wiedział tylko jedno – tamten proces, ten układ trzech czarnych punktów, tamto coś, co pojawiło się na ekranie, wróci jeszcze… wróci po niego.
Kolejne dni w Kinloch Fell mijały pod znakiem narastającego napięcia. Ludzie rozmawiali coraz ciszej, spotykali się spojrzeniami na dłużej niż zwykle, jakby próbowali odczytać z twarzy sąsiadów, kto już wie, a kto jeszcze żyje w błogiej nieświadomości. Logan wracał do codziennych obowiązków, ale czuł, że coś się w nim zmieniło – jakby w jego spojrzeniu pojawiła się nowa warstwa, przez którą przepuszczał teraz każdy obraz, każdą rozmowę, każdy szczegół, które wcześniej uznałby za nieistotne.
W sobotni wieczór, gdy dzieci już spały, a Olivia czytała książkę przy kominku, Logan usiadł z laptopem przy kuchennym stole. Przeglądał wiadomości – co w ostatnich dniach stało się niemal jego obsesją – nie tylko te lokalne, ale i ogólnokrajowe, światowe. Zwracał uwagę na wszystko, co dotyczyło polityki, celebrytów, ludzi z pierwszych stron gazet. Wcześniej nie interesowały go plotki o elicie, teraz jednak szukał w nich ukrytych znaczeń, próbował dostrzec to, co umykało innym.
I wtedy to zobaczył. Najpierw w relacji z konferencji prasowej w Edynburgu – ministra zdrowia, kobieta o surowej twarzy, miała na nadgarstku cienką, czarną bransoletkę z maleńkim srebrnym oczkiem. Ujęcie kamery było krótkie, ale Logan poczuł dreszcz, gdy spojrzał na ten niepozorny detal. Przewinął nagranie jeszcze raz, upewniając się, że mu się nie przywidziało. Oczko było czarne, lśniące, odbijało światło lamp, przez chwilę się wydawało, że patrzy prosto w obiektyw.
Później, podczas wieczornych wiadomości, pojawiła się relacja z gali charytatywnej w Londynie. Znana aktorka, gwiazda telewizji, miała na szyi medalion – subtelny, niemal niewidoczny, ale kamera uchwyciła go w chwili, gdy kobieta poprawiała włosy. Medalion miał kształt oka, czarnego i połyskującego niczym obsydian. Logan zamarł, wpatrując się w ekran. Przez ułamek sekundy wydawało mu się, że to oko mrugnęło, że żyje własnym życiem, niezależnym od właścicielki.
Zaczął przeglądać zdjęcia z innych wydarzeń – konferencji, gali, spotkań na szczycie. Im dłużej patrzył, tym więcej znajdował. Czarne pierścienie na palcach polityków, spinki do mankietów z motywem oka, nawet tatuaże – delikatne, ledwo widoczne pod mankietami koszul lub na karku, tuż pod linią włosów. W pewnym momencie Logan poczuł, jak serce zaczyna mu bić szybciej. Czy to możliwe, żeby nikt nie zwracał na to uwagi? Czy tylko on widzi powtarzający się motyw, który zdawał się być ukryty na widoku, jakby ktoś celowo zostawiał znaki dla wtajemniczonych?
Z zamyślenia wyrwał go głos Olivii.
– Logan, wszystko w porządku? – zapytała, odkładając książkę i przyglądając mu się z troską.
– Tak… – odpowiedział, choć sam nie był tego pewien. – Po prostu… zauważyłem coś dziwnego.
Nie potrafił jej tego wyjaśnić. Jak opowiedzieć o symbolach, które pojawiają się wszędzie, a których nikt inny nie widzi? Jak przekonać kogoś, że czarne oko patrzy z każdej strony, śledzi każdy ruch, ukryte w biżuterii, tatuażach, drobnych detalach, które dla większości są tylko modą albo przypadkiem?
Tej nocy Logan długo nie mógł zasnąć. Leżał w ciemności, wsłuchując się w oddechy żony i dzieci, a w jego myślach pojawiały się obrazy czarnych oczu – lśniących, nieruchomych, czuwających. Zaczął się zastanawiać, czy to tylko jego obsesja, czy może rzeczywiście świat wokół niego jest pełen znaków, których znaczenia nikt nie chce dostrzec.
Za oknem wiatr szarpał gałęziami, a w mroku miasteczka Kinloch Fell Logan miał wrażenie, że coś patrzy na niego z ukrycia – cierpliwie, bez pośpiechu, czekając na kolejny ruch.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Przyszłość 2.0. Ukryta sieć
ISBN: 978-83-8423-532-4
© Adrian Kłęk i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.
REDAKCJA: Magdalena Białek
KOREKTA: Emilia Kapłan
OKŁADKA: Krystian Żelazo
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]
http://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
