11,99 zł
Alex Constantinou, gwiazda futbolu, unika dziennikarzy. Nie wie, że piękna kobieta, z którą utknął na dwie godziny w windzie, to początkująca reporterka Isabel Peters. A ona nie wie, że ten przystojny mężczyzna to Constantinou, z którym ma przeprowadzić wywiad. Oboje spóźniają się na samolot do Nowego Jorku i spędzają razem noc w londyńskim hotelu. Kiedy Alex dowiaduje się, kim jest Isabel, trudno mu uwierzyć, że ich pierwsze spotkanie było przypadkowe…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 146
Rok wydania: 2026
Jennifer Hayward
Przypadek i przeznaczenie
Tłumaczenie:
Julita Mirska
Tytuł oryginału: Changing Constantinou’s Game
Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2015
Redaktor serii: Marzena Cieśla
Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla
© 2015 by Jennifer Drogell
© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2016, 2026
Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.
Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.
Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.
HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.
Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.
Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
HarperCollins Polska sp. z o.o.
02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A
www.harpercollins.pl
ISBN: 978-83-291-2687-8
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
Jeśli chodzi o szczęście, Isabel Peters nie mogła narzekać na jego brak. Udało jej się wynająć sympatyczne, nie za drogie mieszkanie na Upper East Side, wygrała kartę do pobliskiego fitness klubu, więc może nie odzyska ośmiu straconych niedawno kilogramów, dostała do przygotowania ważny temat dotyczący walki o fotel burmistrza Nowego Jorku.
Ale kiedy w londyńskim biurze firmy Sophoros specjalizującej się w grach komputerowych położyła swoją wizytówkę na mahoniowej ladzie i poprosiła o rozmowę z Leandrosem Constantinou, los się od niej odwrócił.
– Obawiam się, że to niemożliwe, panno Peters – oznajmiła nienagannie ubrana i umalowana recepcjonistka. – Pan Constantinou jest w drodze powrotnej do Stanów.
Izzie zaklęła w duchu. Rano, zanim wsiadła we Włoszech do samolotu, dostała esemes od swojego szefa, żeby wybrała się do Londynu i spróbowała namówić Constantinou na wywiad dla stacji NYC-TV. Niestety, trafiła na korki i na taksówkarza, który zdawał się nie rozumieć, jak bardzo jej się spieszy. Przygryzając dolną wargę, schowała wizytówkę do torebki.
– Dużo się spóźniłam?
– Kilka godzin.
Coś w głosie i twarzy blondynki sprawiło, że Izzie zawahała się. Czyżby Leandros Constantinou, znany z niechęci do prasy, siedział zabarykadowany w swoim gabinecie? Nie miała jednak czasu na podchody. Samolot do Nowego Jorku odlatywał za trzy i pół godziny; zamierzała na niego zdążyć.
Skinąwszy na pożegnanie, z cichym westchnieniem zarzuciła torebkę na ramię i ruszyła do grubych szklanych drzwi, za którymi czekał na windę tłumek ludzi spragnionych kawy i papierosa. Nikogo nie potępiała za nałogi, sama też je miała. Tyle że jej nałogiem było objadanie się i wizyty w fitness klubie. Ale co ma robić dziewczyna, której matka to słynna hollywoodzka aktorka, a siostra – znana modelka?
Kiedy drzwi windy się rozsunęły, tłum skierował się do środka. Powinna była dołączyć do tych ściśniętych sardynek, przecież się spieszyła, ale już jazda na górę wiele ją kosztowała, a na sam widok ciasnej klatki zrobiło jej się niedobrze.
Zerknęła nerwowo na schody. Nie, zejście na dziesięciocentymetrowych szpilkach z pięćdziesiątego piętra to kiepski pomysł. Lepsza będzie winda. Przecież da radę; jest rozsądną kobietą, która codziennie wykonuje mnóstwo odpowiedzialnych zadań. Rozejrzała się po holu. Obok stała kobieta o idealnej figurze ubrana w suknię i buty od znanego projektanta. Nieco dalej mężczyzna w średnim wieku, sądząc po rozmiarach brzucha – miłośnik słodyczy, a za nim drugi ze smartfonem – wysoki, wysportowany, w szytym na miarę garniturze…
Nie była w stanie oderwać od niego oczu. W życiu nie widziała, żeby garnitur tak dobrze na kimś leżał. Żeby spodnie tak ciasno opinały uda. Przeniknął ją żar. Wolno przeniosła spojrzenie wyżej na twarz mężczyzny i wstrzymała oddech. Kiedy ona pożerała wzrokiem jego brzuch i uda, on przyglądał jej się badawczo, ze znawstwem, bez cienia skrępowania. Po chwili przerwał kontakt wzrokowy i ponownie zajął się szukaniem czegoś w smartfonie.
Na co liczyłaś? – skarciła się w duchu. Że zacznie ślinić się na twój widok?
Nagle ciszę wypełniły dźwięki latynoskie. Krzywiąc się, Izzie wydobyła z torby komórkę.
– I co? – usłyszała głos szefa.
– Przykro mi, James. Nie zdążyłam. Wyleciał już do Stanów.
Nie miała pojęcia, kim jest Leandros ani jak wygląda. Dziś rano, kiedy szykowała się do powrotu z Toskanii, gdzie spędzała urlop z przyjaciółkami, po raz pierwszy z esemesów Jamesa dowiedziała się o firmie Sophoros i bijącej rekordy popularności grze „Behemoth”. Niejaki Frank Messer, były szef działu oprogramowania w Sophorosie, zjawił się rano w NYC-TV, twierdząc, że to on jest autorem gry. Gotów był udzielić stacji wywiadu.
– Okej, dopadniemy go na Manhattanie.
– My?
– Zamierzałem powiedzieć ci, jak wrócisz, ale… Catherine Willouby przechodzi na emeryturę. Szefowie chcą wypróbować kilka osób na jej miejsce, między innymi ciebie.
Catherine od lat prowadziła wiadomości w weekendy.
– Jestem dwa pokolenia od niej młodsza, zajmuję się sprawami lokalnymi, nie mam doświadczenia…
– Nie szkodzi. Tracimy młodszych odbiorców. Dzięki tobie możemy ich odzyskać.
Izzie zakręciło się w głowie. Powinna być wniebowzięta, że szefowie mają o niej tak dobre zdanie, ale…
– Co ma do tego Constantinou i Sophoros?
– Rzadko zajmujesz się poważnymi tematami. Trzeba pokazać, że potrafisz… Dobra, masz się stawić jutro o dziesiątej rano. Na przesłuchanie. Przy okazji przeprowadzisz wywiad z Messerem.
– James, ja…
– Wysłałem ci mejlem kilka pytań. Poćwicz, wszystko będzie dobrze – rozłączył się.
W tym momencie rozległ się dźwięk znamionujący przyjazd windy. Podniósłszy torbę, ciemnowłosy Adonis skierował się do pustej kabiny. Poza nimi dwojgiem w holu nie było nikogo więcej. Izzie ruszyła przed siebie, ale metr od windy nogi przyrosły jej do podłogi, a serce zaczęło walić jak młotem.
– Jedzie pani? – spytał mężczyzna, przytrzymując drzwi.
Postąpiła krok naprzód i znów stanęła, z trudem wciągając w płuca powietrze.
– Źle się pani czuje?
– Boję się wind. Zwykle korzystam ze schodów.
Mężczyzna zacisnął usta.
– Spieszę się na lotnisko, więc…
– Ja też.
Przypomniała sobie, jak siedziały z siostrą w ciemnej kabinie, z podkulonymi nogami, dygocząc ze strachu. Wołały o pomoc i płakały, pewne, że nikt ich nie znajdzie i będą tak tkwić do rana. Albo lina się urwie.
– Przepraszam, nie mam czasu…
Mężczyzna wcisnął przycisk. Biorąc głęboki oddech, Izzie rzuciła się do środka. Adonis przytrzymał drzwi, żeby jej nie zgniotły.
– Co, do jasnej…?
– Ja… muszę zdążyć na samolot.
Mężczyzna wzruszył ramionami. Winda pomknęła w dół. Nie jest źle, pomyślała Izzie. Kilka minut i będzie po wszystkim. Powtarzała to niczym mantrę, spoglądając na wyświetlające się numery pięter. Trzydzieści cztery… Na trzydziestym trzecim wsiadło dwóch biznesmenów, wysiedli na trzydziestym drugim. Winda nabierała prędkości. Trzydzieści… dwadzieścia dziewięć… dwadzieścia osiem… Do licha, coś za szybko! Izzie zerknęła na mężczyznę. On też patrzył z niepokojem na wyświetlacz.
– Co… co się dzieje? – szepnęła.
– Nie wiem…
Więcej nie zdążył powiedzieć. Winda zatrzymała się z przeraźliwym zgrzytem. Dwójka pasażerów wylądowała z hukiem na podłodze. Po chwili kabina zakołysała się, jakby się zastanawiała, czy opaść niżej, czy zostać tu, gdzie jest. Na szczęście włączył się hamulec bezpieczeństwa.
W ciszy, jaka nastała, Alex wstrzymał oddech. Przygniatał swoim ciałem ciało dziewczyny. Usiłował ją jedynie złapać. Opierając dłonie o podłogę, uniósł się. Dziewczyna leżała twarzą w dół, dysząc ciężko.
– Hej, nic ci nie jest?
Nie odpowiedziała. Delikatnie przekręcił ją na bok. Wzrok miała przerażony, twarz bladą jak kreda. Na jej czole wyrastał fioletowy guz.
– Winda… nie spadnie niżej?
– Nie. Włączył się hamulec.
Próbując usiąść, rozejrzała się nerwowo.
– Ja… Boże… ja nie…
– Nie ruszaj się. Oddychaj spokojnie. Wdech, wydech… Bardzo dobrze. Nie przestawaj, wdech, wydech.
Po minucie czy dwóch jej panika ustąpiła, twarz odzyskała kolor.
– Lepiej?
– Tak, dziękuję. Tylko moje okulary…
Alex dojrzał je w rogu kabiny, na szczęście były nieuszkodzone. Podniósł je i wsunął dziewczynie na nos.
– Uderzyłaś się w głowę – powiedział. – Nie masz zawrotów?
– Nie.
Po chwili wcisnął na ścianie przycisk z rysunkiem telefonu i przycisnął słuchawkę do ucha.
– Halo! – odezwał się męski głos. – Nikomu nic się nie stało?
– Chyba nie. Kiedy winda ruszy?
– To może potrwać kilka godzin. Generator wysiadł, a winda utknęła między piętrami. Trzeba będzie państwa wyciągnąć górą.
– Pospieszcie się. Kobieta, która jest ze mną, uderzyła głową o podłogę – rzekł Alex. Nie wspomniał, że jest właścicielem połowy budynku. Co by to dało?
– I co? – spytała Izzie. – Rozsuną drzwi?
– Tkwimy między piętrami, a generator nie działa. Trochę to potrwa.
– Potrwa? Ja… boję się wind… Ja…
– Ciii. Jak masz na imię?
– Izzie, od Isabel.
– Posłuchaj, Isabel, wszystko będzie dobrze. Za kilka godzin nas wyciągną.
– I nie spadniemy? Na pewno?
– Na sto procent. Jestem Alex. – Przysunął jej torbę. – Masz coś, co mogłoby posłużyć za kompres?
– Nie wiem.
– Mogę zajrzeć? – Zawsze go dziwiło, ile rzeczy kobiety potrafią upchać do torebki. Batonik, butelka wody, książki, szczotka do włosów, pełne opakowanie aspiryny. – Chryste, czy wy wszystko musicie z sobą nosić? Nawet rolkę z taśmą do usuwania kociej sierści?
– A usiadłeś kiedyś w czarnej spódnicy na kanapie w domu kociary?
– Nie usiadłem… Może to? – Wydobył chłodną puszkę coli i przyłożył dziewczynie do czoła.
Izzie podskoczyła.
– O rany! Za trzy godziny mam samolot!
– Ja też, ale raczej nie zdążymy.
– Rano mam przesłuchanie. I muszę przeprowadzić wywiad!
Alex zabrał rękę i odwrócił wzrok. Weź się, chłopie, w garść! Nie powinien podziwiać jej oczu, długości rzęs, wykroju ust. Zauważył ją w holu, zanim wsiedli do windy. Zdyszana, szeptała coś do telefonu. Wyobraził sobie, jak leżą w łóżku, nadzy, a ona…
– Alex? Masz ochotę? – spytała, podając mu butelkę wody.
Wziął. Może woda ostudzi jego rozgrzane libido? Nagle zauważył wystającą z torby książkę ze skąpo ubraną, przytuloną parą na okładce.
– Czytujesz takie romansidła? – Wyciągnął książkę na wierzch.
– Oddaj.
– Co wam, kobietom, się w tym podoba? – Zaczął kartkować strony.
– A ty pewnie wozisz ze sobą Otella?
– Wielkie nadzieje Dickensa. Możesz sprawdzić.
– Oddaj.
– Pytam serio. O co chodzi? Marzysz o takim facecie jak na okładce? Czekasz na rycerza, który przyjedzie na białym koniu i porwie cię w ramiona?
– Nie potrzebuję żadnych rycerzy. – Izzie oparła się o ścianę. – Sama potrafię się obronić.
– Skoro tak twierdzisz. – Oddał książkę. – Co porabiasz w Londynie? Jesteś tu prywatnie czy służbowo?
– Służbowo. Szef złapał mnie we Włoszech, tuż przed moim wylotem do Stanów.
– A czym się zajmujesz?
– Pracuję w mediach, a ty?
– W rozrywce. Prowadzę własną firmę. We Włoszech też byłaś służbowo? – Nienawidził takich rozmów o niczym, ale przynajmniej Izzie wydawała się spokojniejsza.
Potrząsnęła głową.
– Nie. Pojechałyśmy grupą ośmiu przyjaciółek do Toskanii na kurs gotowania. Mieszkałyśmy w pięknej wilii nad morzem i uczyłyśmy się przyrządzać miejscowe potrawy.
– Twój facet będzie zachwycony.
– Nie mam faceta.
Nie rozumiał, dlaczego ta wiadomość go ucieszyła.
– Wyobrażam sobie, jakie wrażenie musiałyście wywrzeć na tubylcach.
– Jo z pewnością. Faceci szaleją na jej punkcie.
– Myślę, że na twoim również.
Izzie zamrugała, spuściła oczy. To w Nowym Jorku jeszcze mieszkają nieśmiałe dziewczyny? – zdumiał się Alex. Tak dawno żadnej nie spotkał, że sądził, że to wymarły gatunek.
Nagle rozległ się ostry zgrzyt i windą szarpnęło. Alex upuścił butelkę, przycisnął dłonie do podłogi. Isabel zaś przywarła do niego z całej siły.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
