Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Czy prostota może być odpowiedzią na największe życiowe kryzysy?
Jak nie stracić tego, co najważniejsze w epoce nieustających zmian?
Co człowiek żyjący osiem wieków temu ma nam dziś do powiedzenia?
Éloi Leclerc opisuje jeden z najtrudniejszych momentów w życiu Biedaczyny z Asyżu – wewnętrzny kryzys, który Franciszek przechodził, gdy rodzące się bractwo zaczęło przekształcać się w zakon. To historia człowieka, który musiał zmierzyć się z lękiem, że jego ideał zostanie wypaczony, a jednocześnie odkryć na nowo, że prawdziwy pokój rodzi się z zaufania Bogu. Inspirująca opowieść Leclerca pomaga na nowo odkryć radość życia i piękno świata nawet w niełatwych chwilach.
Chociaż od śmierci Biedaczyny minęło już ponad osiemset lat, jego przesłanie nie traci na aktualności. W świecie pełnym lęku, pośpiechu i niepewności jego ewangeliczna mądrość brzmi dziś z wyjątkową siłą. Ten, który kochał Boga, ludzi i całe stworzenie, pokazał, że wiara w Chrystusa, wrażliwość na cierpiących oraz sprawiedliwość społeczna i pokój serca są nierozerwalnie ze sobą związane.
Prosta mądrość św. Franciszka to jeden z najważniejszych tekstów
chrześcijańskiej literatury duchowej, który inspiruje kolejne pokolenia czytelników.
Pan nie wezwał nas, braci mniejszych, abyśmy cokolwiek tworzyli, reformowali czy bronili w świętym Kościele. On sam objawił mi, że powinniśmy po prostu żyć zgodnie ze świętą Ewangelią. Żyć, tak, zwyczajnie żyć. Tylko to, ale w pełni, całkowicie. Podążając za pokorą i ubóstwem Najwyższego Pana Jezusa Chrystusa, odkładając na bok wszelką chęć dominacji, wszelkie zatroskanie o pozycję i prestiż…
Éloi Leclerc OFM (1921–2016) – francuski teolog, pisarz i jeden z najwybitniejszych współczesnych znawców duchowości franciszkańskiej. Podczas drugiej wojny światowej był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego; doświadczenie cierpienia i ocalenia wywarło głęboki wpływ na jego późniejszą twórczość. Był autorem wielu bestsellerowych publikacji poświęconych świętemu z Asyżu.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 101
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Éloi Leclerc
Prosta mądrość św. Franciszka
Przełożył PIOTR NAPIWODZKI
Wydawnictwo WAM
Moim drogim rodzicom
„Bóg czeka gdzie indziej – czeka na samym dnie wszystkiego. Głęboko. Tam, gdzie są korzenie”.
(Rainer Maria Rilke, Wladimir der Wolkenmaler – tłum. własne)
Być może najstraszniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek powiedziano o naszych czasach, jest zdanie: „Straciliśmy naiwność”. Stwierdzenie to nie oznacza od razu potępienia postępu nauki i techniki, z którego nasz świat jest tak dumny. Postęp sam w sobie jest godny podziwu. Chodzi jednak o uznanie, że został osiągnięty za cenę poważnej straty na poziomie ludzkim. Ludzkość, dumna z rozwoju nauki i techniki, straciła nieco ze swojej niewinności.
Dodajmy od razu, że nasi przodkowie mieli coś więcej niż tylko szczerość i naiwność. Chrześcijaństwo przejęło starą ludową mądrość zrodzoną z kontaktu człowieka z ziemią. I bez wątpienia u wielu naszych przodków więcej jeszcze było ziemi niż chrześcijaństwa. Więcej siły ciążenia niż łaski*. Jednak człowiek był wówczas potężnie zakorzeniony. Przejawy wiary, podobnie jak ludzkie relacje, opierały się na bardzo silnych, instynktownych i naturalnych przeświadczeniach. Nic nie mogło nimi zachwiać ani nic nie potrafiło ich osłabić. Człowiek po prostu uczestniczył w świecie w sposób naiwny, nieświadomy.
Tracąc tę „naiwność”, człowiek utracił również sekret szczęścia. Cała jego nauka i technika pozostawiają go pełnym niepokoju i samotnym. Samotnym wobec śmierci. Samotnym wobec własnych niewierności i niewierności innych ludzi, samotnym pośród wielkiego ludzkiego zgromadzenia. Samotnym w zmaganiach z demonami, które go nie opuściły. W chwilach oświecenia człowiek rozumie, że nic, absolutnie nic, nie przywróci mu radosnego i głębokiego zaufania do życia, o ile nie powróci do źródła, co jest równoznaczne z powrotem do ducha dzięcięctwa. Słowa Ewangelii nigdy nie wydawały się aż tak nam bliskie: „jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18,3–5).
Na drodze prowadzącej do ducha dziecięctwa może nam wiele podpowiedzieć święty Franciszek z Asyżu – człowiek prosty i doskonale pojednany z samym sobą. Może nam podpowiedzieć coś istotnego i decydującego. Ten średniowieczny święty jest nam zadziwiająco bliski. Wydaje się, że z wyprzedzeniem wyczuł i zrozumiał nasz dramat, on, który pisał: „Bądź pozdrowiona, Królowo Mądrości, niech Pan cię strzeże wraz z twoją siostrą, czystą Prostotą”. Tak, aż za dobrze wyczuwamy, że dla nas, bogatych w wiedzę, nie ma mądrości bez powrotu do czystej prostoty. Kto jednak lepiej niż Ubogi z Asyżu może nas nauczyć, czym jest czysta prostota?
Celem tej niewielkiej książeczki jest przybliżenie mądrości świętego Franciszka: jego duszy, jego postawy wobec Boga i ludzi. Nie starałem się napisać biografii, niemniej zależało mi na wierności. Wierności mniej dosłownej, a bardziej wewnętrznej, głębszej niż ta, jaką charakteryzuje się zwykły historyczny opis. Można podejść do życia świętego Franciszka z zewnątrz, próbując stopniowo, wychodząc od faktów, wniknąć w jego duszę. To uprawnione i zawsze konieczne podejście. Gdy jednak już to zrobimy i uda nam się uchwycić coś z wewnętrznego bogactwa, możemy spróbować wyrazić i ukazać tę pełnię. Być może, jeśli nie chcemy zdradzić dostrzeżonego bogactwa, trzeba będzie sięgnąć do sposobu przekazu bardziej podobnego do sztuki niż do historii we właściwym sensie.
Kierując się troską o wierność bardziej duchową niż dosłowną, starałem się przybliżyć czytelnikowi Franciszkowe doświadczenie w jego dwojakim wymiarze. Z jednej strony to doświadczenie przepełnione słońcem i miłosierdziem. Z drugiej zaś zanurza się on w nocy wielkiego wyrzeczenia. Te dwa aspekty są nierozłączne. Mądrość Poverella, jakkolwiek może się jawić jako spontaniczna i radosna, nie wymyka się powszechnemu prawu: była owocem doświadczenia i próby. Dojrzewała powoli w kontemplacji i wyrzeczeniu, które wraz z upływem czasu nieustannie się pogłębiały.
To wyrzeczenie osiągnęło swój punkt kulminacyjny w momencie bardzo poważnego kryzysu, który wstrząsnął jego Zakonem i bardzo boleśnie dotknął samego Franciszka. W poniższej opowieści chciałem oddać tę głęboką postawę świętego Franciszka w chwili ciężkiej próby. Odkrycie mądrości wpisało się u niego w doświadczenie zbawienia, ratunku, wynikało z sytuacji pełnej rozpaczy: „Bądź pozdrowiona, Królowo Mądrości, niech Pan cię strzeże…”. Franciszek zrozumiał, że sama mądrość musi być strzeżona, że potrzebuje zbawienia i ratunku, że może stać się mądrością jedynie tych, którzy już zostali uratowani.
Punktem wyjścia kryzysu, o którym będzie mowa, był, jak wiadomo, bardzo szybki rozwój Zakonu oraz masowy napływ duchownych do wspólnoty braci. Ta nowa sytuacja wymagała dostosowania się, co okazało się problematyczne. Bracia w liczbie pięciu tysięcy nie mogli już żyć w taki sam sposób jak wtedy, gdy było ich zaledwie kilkunastu. Ponadto we wspólnocie pojawiały się nowe potrzeby ze względu na obecność wielu wykształconych braci. Konieczne stało się dostosowanie pierwotnego ideału do nowych warunków. Święty Franciszek doskonale to pojmował. Miał jednak również świadomość, że wśród braci domagających się adaptacji do nowych warunków nie wszyscy kierowali się jego duchem. Nikt bardziej od niego nie zdawał sobie sprawy z oryginalności przyświecającego mu ideału. Czuł się odpowiedzialny za ten sposób życia, który sam Pan objawił mu w Ewangelii. Przede wszystkim nie można było zdradzić pierwotnej Bożej inspiracji. Poza tym należało uniknąć zranienia wrażliwości pierwszych braci – narzucanie nieprzemyślanych nowości z pewnością wprowadziłoby w ich proste dusze uzasadniony niepokój. Dostosowanie do nowych warunków okazało się zatem zadaniem nader delikatnym. Wymagało wiele rozeznania, taktu, a także działania bez pośpiechu. Nie udało się spełnić tych warunków. Wikariusze generalni, którym Franciszek powierzył kierowanie Zakonem podczas swojej podróży na Wschód, wykazali się nierozważną gorliwością; działali zdecydowanie za szybko. Spowodowało to bardzo poważny kryzys, który mógł doprowadzić nawet do rozłamu. Dla Franciszka było to straszliwą próbą. Ogarnęło go poczucie klęski. Właśnie jednak tam czekał na niego Bóg. W ten sposób dostąpił najwyższego stopnia oczyszczenia. Z rozdartą duszą święty z Asyżu znalazł się na drodze ku całkowitemu i ostatecznemu wyrzeczeniu się samego siebie. Poprzez zamęt i łzy ostatecznie jednak osiągnął pokój i radość. Jednocześnie ocalił swoich współbraci, ukazując im, że najwyższa forma ewangelicznego ubóstwa jest równocześnie formą najbardziej realistyczną: tą, w której człowiek uznaje oraz akceptuje ludzką i boską rzeczywistość we wszystkich jej wymiarach. To była droga ocalenia jego Zakonu: zamiast zamknąć się i izolować, jak, w pewnym sensie, później stało się to w przypadku protestantyzmu, Zakon świętego Franciszka odnalazł w samym sercu Kościoła własną wewnętrzną równowagę i trwałość.
Schodząc z zakurzonej i rozgrzanej w słońcu drogi, którą szli od wielu godzin, brat Franciszek i brat Leon znaleźli się na wąskiej ścieżce, która prowadziła w głąb lasu, prosto ku górom. Z trudem posuwali się naprzód. Obaj byli bardzo zmęczeni. Brązowe habity się nagrzały i dlatego teraz, idąc lasem, doceniali cień buków i dębów. Ścieżka jednak stromo pięła się w górę. Przy każdym kroku kamienie obsuwały się spod ich bosych stóp.
W miejscu, gdzie zbocze stawało się jeszcze bardziej strome, Franciszek zatrzymał się i westchnął. Jego towarzysz, który szedł kilka kroków przed nim, również przystanął i, odwracając się, zapytał głosem pełnym szacunku i życzliwości:
– Ojcze, czy chcesz, abyśmy tu chwilę odpoczęli?
– Tak, bracie Leonie, to dobry pomysł – odpowiedział Franciszek.
Obaj bracia usiedli obok siebie na skraju ścieżki, opierając się plecami o pień ogromnego dębu.
– Ojcze, wyglądasz na bardzo zmęczonego – zauważył brat Leon.
– Bo i rzeczywiście jestem zmęczony – odpowiedział Franciszek. – Ty pewnie też. Tam, na górze, w samotności, wszystko się ułoży. To był najwyższy czas, aby odejść. Nie mogłem dłużej pozostawać wśród moich braci.
Franciszek zamilkł, zamknął oczy i trwał nieruchomo, z rękoma skrzyżowanymi na kolanach, głową odchyloną lekko do tyłu i opartą o drzewo. Leon przyjrzał mu się uważnie, a jego serce wypełniła obawa. Twarz Franciszka nie tylko była zapadnięta i wychudzona, lecz także naznaczona głębokim smutkiem. Nie było na tym niegdyś tak promiennym obliczu ani śladu blasku. Pojawił się na nim cień udręki, skrywanej, ale sięgającej korzeniami do głębi duszy i powoli ją pochłaniającej. Twarz Franciszka przypominała twarz człowieka pogrążonego w straszliwej agonii. Ostra zmarszczka przecinała czoło, a usta zastygały w gorzkim grymasie.
Nad nimi, ukryta w gałęziach dębu, smutno gruchała turkawka. Franciszek, całkowicie pogrążony w swoich rozmyślaniach, tego nie słyszał. Nieustannie i bezwiednie powracał myślami do Porcjunkuli. Jego serce było przywiązane do tego skrawka ziemi, niedaleko Asyżu, i do małej kapliczki Matki Bożej, którą sam odnowił. Czy to nie tam właśnie piętnaście lat temu Pan obdarzył go łaską umożliwiającą rozpoczęcie wraz z kilkoma braćmi życia zgodnie ze świętą Ewangelią? Wtedy wszystko było piękne i jasne, niczym wiosna w Umbrii. Bracia tworzyli prawdziwą wspólnotę przyjaciół. Relacje między nimi były łatwe, proste i przejrzyste. To była prawdziwa przejrzystość źródła. Wszyscy czuli się wzajemnie od siebie zależni i mieli tylko jedno pragnienie: naśladować życie i ubóstwo Najwyższego Pana, Jezusa Chrystusa. A Pan sam błogosławił tę małą wspólnotę. Szybko się rozrastała. W całym świecie chrześcijańskim rozkwitły małe wspólnoty braci. Teraz jednak wszystkiemu groził upadek. Skończyła się jednomyślność w prostocie. Bracia gwałtownie się kłócili i ostro się spierali. Niektórzy z nich, ci, którzy wstąpili do Zakonu później, ale byli elokwentni i wpływowi, twierdzili tonem nieznoszącym sprzeciwu, że Reguła w obecnej postaci nie odpowiada już potrzebom wspólnoty. Mieli swoje pomysły. Trzeba było, jak uważali, zorganizować ten wielki tłum braci w Zakon z silną strukturą i hierarchią. W tym celu należało czerpać z ustawodawstwa wielkich starych zakonów i nie bać się wznosić ogromnych i trwałych budowli, które zapewniłyby solidną reputację Zakonowi Braci Mniejszych, bo, jak dodawali, w Kościele, jak wszędzie, ma się tyle miejsca, ile się zajmie.
„Nie, oni nie znajdują upodobania w ewangelicznej prostocie i ubóstwie” – pomyślał ze smutkiem Franciszek.
Widział, jak podkopują jego dzieło, które wzniósł z pomocą samego Pana. Sprawiało mu to ból, wielkie cierpienie. A przecież byli jeszcze inni: ci, którzy pod pretekstem ewangelicznej wolności lub chcąc sprawić wrażenie, że gardzą samymi sobą, pozwalali sobie na wszelkiego rodzaju fantazje lub oryginalność w najgorszym wydaniu. Ich zachowanie siało zamęt wśród wiernych i kompromitowało pozostałych braci. Oni również działali na szkodę dzieła Pana.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Okładka
Strona tytułowa
Przedmowa
1. Gdy nie ma już pokoju
Przypisy
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Tytuł oryginału: Sagesse d’un pauvre
© Desclée De Brouwer, 1991, 2007, 2009
Pour la présente édition © 2024, Groupe Elidia
Desclée de Brouwer
10 rue Mercoeur – 75011 Paris
9 espace Méditerraée – 66000 Perpignan
www.editionsddb.fr
© Wydawnictwo WAM, 2026
Opieka redakcyjna: Joanna Pakuza
Redakcja: Katarzyna Onderka
Korekta: Patrycja Olcha
Projekt okładki: Dominik Wicher
Fot. na okładce: fragment płaskorzeźby przedstawiającej św. Franciszka, która umieszczona jest na tzw. Domu św. Franciszka w pobliżu Kaplicy Matki Bożej Anielskiej w Laskach
Skład: Lucyna Sterczewska
ISBN 978-83-277-5159-1
WYDAWNICTWO WAM
ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków
tel. 12 62 93 200
e-mail: [email protected]
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 12 62 93 254-255
e-mail: [email protected]
KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA
tel. 12 62 93 260
e-mail: [email protected]
www.wydawnictwowam.pl
Opracowanie ebooka: Katarzyna Błaszczyk
