Poza tłumem - Kowalska Monika - ebook

Poza tłumem ebook

Kowalska Monika

0,0

Opis

„Poza tłumem” to lektura na jeden wieczór, ale czytelnik szybko o niej nie zapomni. Pozycja jest skierowana bardziej do młodszych odbiorców, ale ci starsi również mogą z niej czerpać i mile spędzić czas. Przypadkowy zakup czerwonego zeszytu w skórzanej okładce zmienia wiele w życiu bohaterek. Naprawia ich siostrzane relacje, pomaga uporządkować życie, a przede wszystkim staje się „lekarstwem” w czasie niespodziewanej epidemii ogarniającej świat.

 „…chciałem z przykrością zawiadomić, że zostaliście państwo zmanipulowani” – to ostatnie zdanie książki z jednej strony zaciekawia, ale z drugiej budzi niepokój. Autorka Monika Kowalska skłania czytelnika do zastanowienia się, czy aby na pewno tej manipulacji nie jest poddawany w realnym świecie…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 68

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Redakcja: Anna Strakowska

Korekta: Magdalena Misuno

 

Projekt okładki: Tadeusz Bisewski

Ilustracja na okładce: Michał Ogiński

 

Projekt graficzny środka: Tadeusz Bisewski

Skład i łamanie tekstu: Tadeusz Bisewski

Korekta składu: Karol Wąsik

 

 

 

 

Copyright ® by Monika Kowalska

Copyright ® by Pan Wydawca

 

 

 

 

 

ISBN 978-83-68622-61-4

 

Wydanie 1

Gdańsk 2026

 

 

 

 

Pan Wydawca

panwydawca.pl

Monika Kowalska

 

 

Poza tłumem

 

 

 

 

 

 

I

 

 

 

Aga siedziała przy stoliku wsalonie iczytała tekst na najbliższe zajęcia zetnologii. Dźwięk spokojnego, pozwalającego skupić się jazzu zakłóciło irytujące piszczenie domofonu.

– Tyle razy ją prosiłam, żeby zabierała ze sobą klucze – mówiła do siebie, odrywając się od nauki.

Podeszła do głośnego, wywołującego rozdrażnienie urządzenia ina wszelki wypadek zapytała:

– Kto tam?

– Kurier – usłyszała dobrze znany sobie głos.

Dwa razy nacisnęła przycisk do otwierania bramy, przekręciła klucz wzamku iwróciła do pracy. Chwilę później dało się słyszeć odgłosy zdejmowania butów iciche przekleństwo.

– To ostatnie było chyba niepotrzebne – zpokoju rozlegał się głos Agi. – Jak było wszkole?

Aga nie słyszała odpowiedzi.

– Pati?

– Co? – zapytała ze złością krótko obcięta blondynka.

– Była jakaś kartkówka? Sprawdzian?

– Co cię to obchodzi?

– Jakby mnie nie obchodziło, to bym nie pytała.

Aga zaczynała tracić cierpliwość. Pati milczała, ale patrzyła na siostrę równie zniecierpliwiona.

– Dlaczego po prostu nie sprawdzisz wdzienniku elektronicznym?

– Ja po prostu chcę ztobą… – Aga przeczesała palcami swoje ciemne gęste włosy. Zamknęła oczy izmarszczyła czoło: – Obiad jest wkuchni, odgrzej sobie. Ja zaraz wychodzę do pracy… – Chciała jeszcze coś dodać, ale sprawiała wrażenie, że sama nie wie co, więc wycofała się tylko do salonu, gdzie nadal grała cicha muzyka. Wzięła do ręki telefon iwyłączyła przyjemnie brzmiący saksofon. Przechodząc obok zamkniętych drzwi pokoju swojej siostry, krzyknęła:

– Pamiętaj, żeby odrobić lekcje.

Do wyjścia została jej jeszcze chwila. Wystarczająco dużo czasu, by przejrzeć notatki zhistorii filozofii. „Byt jest, niebytu nie ma” – głosił profesor wwielkiej sali wykładowej. Cudownie. Teraz wystarczy wziąć podręcznik izastanowić się, co to tak naprawdę znaczy. Aga westchnęła, wstała od biurka iudała się do wiszącego włazience lustra. Przypatrzyła się swojemu odbiciu. Miała lekkie zasinienia pod oczami iziemistą twarz. Wzięła puder izaczęła poprawiać makijaż. Podkreśliła usta ciemną szminką ispojrzała na zegarek wtelefonie. Pospiesznie wyszła złazienki do przedpokoju isięgnęła po jesienny płaszcz. Zajrzała jeszcze do pokoju młodszej siostry. Ta siedziała na łóżku, zagłębiając się wlekturze. „Mam nadzieję, że to podręcznik”, pomyślała Aga irzuciła na odchodne:

– Wrócę późno, pamiętaj olekcjach.

– Nie mam nic zadane – odpowiedziała blondynka, nie odrywając oczu od książki.

– Tak samo jak ostatnio?

– Akiedy ostatnio sprawdzałaś dziennik elektroniczny?

– Pati, ja… – Aga zacisnęła wargi. – Muszę już iść. Odrób te lekcje, jeśli jakieś masz.

Zamknęła drzwi wejściowe na klucz iwyszła na klatkę schodową.

„»Nie mam nic zadane«” – wracała myślami do słów siostry. „»Kiedy ostatnio sprawdzałaś dziennik elektroniczny«. Fakt, powinnam sprawdzać go częściej, ale czas nie jest zgumy. Gdyby ze mną współpracowała, byłoby dużo prościej”, myślała zirytacją.

Spojrzała na zegarek iprzyspieszyła kroku. Kawiarnia Jazz Café znajdowała się tuż za rogiem. Aga prawie wbiegła do lokalu. Za ladą stała uśmiechnięta dziewczyna ofioletowych włosach.

– Cześć, Lili – przywitała się Aga, wchodząc do pokoju służbowego.

– Hej! – Lili właśnie przygotowywała cappuccino. – Mamy dziś spory ruch – dodała.

– Widzę – odpowiedziała Aga, zawiązując brązowy fartuch.

Do dziewczyn uwijających się przy ekspresie do kawy podszedł mężczyzna wśrednim wieku ubrany wgarnitur. Miał niezadowoloną minę.

– Przepraszam panią – zwrócił się do koleżanki Agi. – Przed chwilą dostałem cappuccino, azamawiałem latte. Nie zauważyłem wcześniej, ponieważ byłem zajęty rozmową zmoim szefem. Jest to szczyt niekompetencji. Chcę rozmawiać zpani kierownikiem.

Lili patrzyła przerażona na wściekłego mężczyznę, nie mogąc wydusić słowa.

– Ja… – zaczęła, lecz Aga szybko jej przerwała.

– Bardzo pana przepraszamy. Zaraz podamy pańskie cappuccino oraz ciastko czekoladowe. Specjalność naszego zakładu. Oczywiście na koszt firmy – mówiła lekko zalotnie.

Mina mężczyzny zaczęła przybierać spokojniejszy wyraz.

– Cóż… dobrze. Tym razem nie poinformuję waszego kierownika – powiedział ispoglądając groźnie na Lili, odszedł do swojego stolika.

– Stary buc – szepnęła Aga.

– Zdecydowanie – potwierdziła przyjaciółka. – Idę zanieść mu to ciastko. Zaczęła nakładać kuszący kawałek czekoladowego wyrobu. – Co utwojej siostry? – zapytała.

– Połowa królestwa dla tego, kto mi powie. – Aga przetarła zmęczone oczy.

 

6

 

Od dziesięciu minut budzik Pati dzwonił jak oszalały. Najpierw starała się udawać, że go nie słyszy, ale wkońcu usiadła na łóżku. Próba rozpoczęcia nowego dnia zakończyła się jednak niepowodzeniem. Głowa dziewczyny znalazła się zpowrotem na poduszce.

– Nie-chcę-wsta-wać – wyskandowała cicho, znów usiłując utrzymać swoje ciało wpionie. Wyszła zpokoju inatknęła się na swoją siostrę.

– Cześć – powiedziała Aga.

– Hej – odpowiedziała jej, kierując się wstronę łazienki.

Chciała szybko wziąć prysznic, ubrać się ipo prostu wyjść z„domu”. Myśl onim towarzyszyła jej podczas polewania się ciepłą wodą. Osuszyła swoje ciało, wzięła kosmetyczkę iw sposób bardzo umiejętny wykonała ciemny, mocny makijaż zasłaniający naturalne piękno jej twarzy. Czerń ubrań dodawała jej jeszcze bardziej ponurego wyglądu. Przyzwyczajona do tego widoku Aga pomyślała oocenie zzachowania zpowodu maski, jaką nałożyła na siebie jej piętnastoletnia siostra. Nie chciała jednak znowu zaczynać tego tematu przed szkołą. Wiedziała, że wtym momencie nic nie ugra.

– Chcesz jajecznicę? – zapytała po prostu.

– Nie, dzięki – odpowiedziała mrukliwie nastolatka.

– To kup sobie wszkole jakąś kanapkę. Ja muszę już wychodzić, bo mam dziś wykład oósmej. Nie wiem, za co tak wcześnie… – Głos miała taki, jakby nie dokończyła swojej myśli.

Pati nic nie odpowiedziała, ale wkońcu poczuła, że ona też nie chce wychodzić gdziekolwiek, pozostawiając to miejsce wtakiej atmosferze. Miejsce, które jej siostra chce zmienić wdom.

– Musisz na to chodzić? – Wjej głosie było ledwie słychać żal.

– Tak. To obowiązkowe zajęcia. – Aga nie ukrywała ulgi.

Pati ledwo dostrzegalnie uśmiechnęła się do siostry, tak że ta chyba nawet tego nie dostrzegła.

– Na którą masz? – zapytała posiadaczka ciemnej gęstej czupryny.

– Na dziewiątą – odpowiedziała licealistka, wyjmując zlodówki ser.

Agi już nie było, kiedy Pati kończyła jeść kanapkę.

– Miłego dnia – tak brzmiały jej ostatnie słowa, zanim wybieg-ła zdomu na wykład.

– Yhym – odpowiedziała młodsza dziewczyna, mając wypchane usta.

Przecież gdyby nie to wszystko, mogłyby tworzyć normalną rodzinę.

– Ja nie umiem, nie umiem zapomnieć… – powiedziała Pati ze złością do siebie. Ze złością, której nie mogła na nikogo skierować, aktórej namiastki dostawały się jej siostrze. Schowała klucze do kieszeni, wzięła plecak iwyszła zdomu. Na dworze było zimno, właśnie zaczął się listopad. Aga już dawno wspominała coś onowych butach, bo niedługo mógł spaść śnieg. Pati patrzyła na dogasającą jesień. Na ulicy nie było prawie nikogo. Wsiadła do tramwaju, obserwując, nasłuchując, czując. Lubiła moment wychodzenia zpojazdu. Jej szkoła znajdowała się wwyjątkowo ładnej okolicy. Szła wolno zieloną alejką. Wśrody zajęcia zaczynały się późno iszansa, że ktoś ją spotka, była niewielka. Usiadła na ławce przed szkołą. Wyjęła zeszyt idługopis. Zaczęła coś wnim notować, wciąż czując, obserwując... Zagłębiła się wtworzeniu, absolutnie się wnim zatracając. Wpewnej chwili podeszła do niej jakaś pulchna dziewczyna wokularach.

– Cześć!

Pati podskoczyła zaskoczona. Nie wiedziała, jak długo tam siedziała. Dziewczyna, która do niej podeszła, była koleżanką zklasy. Aneta różniła się od innych uczniów. Pati patrzyła na nią chwilę, aż zdała sobie sprawę, że nie ma długopisu wręce. Toczył się wstronę jej koleżanki, która właśnie wdzierała się do jej samotni. Ta go podniosła ipodała właścicielce.

– Dzięki – odezwała się wkońcu Pati, chowając zeszyt do plecaka. – Dlaczego jesteś tu tak wcześnie?

– Wcześnie? Jest za piętnaście dziewiąta – stwierdziła Aneta. Na twarzy Pati było widać zaskoczenie. Nie zważając na to, dziewczyna oślicznych lśniących brązowych włosach kontynuowała: – Obiecałam jeszcze pani wbibliotece, że pomogę jej układać książki. Zwolnili mnie dzięki temu zpierwszej lekcji. Może pójdziemy razem?

– Dzięki… może kiedy indziej – powiedziała Pati zniepokojem.

Słychać było coraz głośniejsze śmiechy ipokrzykiwania.

– Pani zbiblioteki już ociebie pytała – dodała pospiesznie.

– Już? – Aneta była lekko zdziwiona.

– Tak. Musicie mieć dużo pracy.

Aneta odwróciła się wstronę krzykliwej rozmowy, która doprowadzała Pati do rozpaczy.

– Zostanę tylko isię przywitam.

– Nie! Ja… powiem, że bardzo się spieszyłaś inie mogłaś zostać.

– Dzięki, Patrycja. – Aneta uśmiechnęła się iniezgrabnie wbiegła do budynku. Dało się słyszeć westchnienie ulgi.

Właśnie wtedy na szkolny dziedziniec weszły trzy dziewczyny podobnie jak Pati ubrane na czarno, ale wyglądały mroczniej, bo ich włosy były czarne jak skrzydła kruka. Szły wstronę siedzącej na ławce blondwłosej koleżanki.

– Hej – powiedziała do nich wkońcu.

– Był tu ktoś przed chwilą? – wolno zapytała najwyższa znich.

– To szkolny dziedziniec. Ludzie wchodzą do szkoły… – odpowiedziała Pati, wykorzystując do wymówki tłum, który nagle zaczął tłoczyć się przed budynkiem.

Ola zmarszczyła brwi:

– Pytam, bo kiedy wychodziłam zautobusu, widziałam tego downa. Pomyślałam, że mógłby być niezły ubaw – mówiła wolno czarna wysoka postać.

Pozostałe dziewczyny parsknęły śmiechem. Pati zmusiła się do uśmiechu.

– Wiesz, jak ona chodzi? Ona nie chodzi, ona się toczy! – śmiała się Kamila.

– Wybałuszając te swoje gały zza patrzałek – dodała Kaśka.

– He, he… – wydusiła zsiebie blondynka. Nie lubiła, kiedy naśmiewały się ztej dziewczyny, ale czuła się przy nich bezpiecznie. Nikt nie był wstanie dotrzeć do niej, zbadać jej duszy właśnie dlatego, że trzymała się ztymi, które zdawały się nic nie czuć.

– Co masz wręce? – Ola zwróciła się do niej, kusząco patrząc na długopis, który jej rozmówczyni mocno trzymała wdłoni.

– Ja… wzięłam wczoraj Buldogowi.

Trzy koleżanki zaniosły się głośnym śmiechem.

– Ej… chodźmy do środka, zimno tu – powiedziała Pati, chcąc zmienić temat. – Jaka jest pierwsza lekcja?

– ZBuldogiem – odpowiedziała Kaśka. – Ciekawe, czy zauważy braki wpiórniku.

Przezwisko Buldog przylgnęło do nauczycielki biologii zpowodu jej obwisłych wielkich policzków zawsze pokrytych grubą warstwą różu, co sprawiało, że jej twarz wyglądała jeszcze bardziej zabawnie. Idąc korytarzem, trzy ciemne postacie szczekały iudawały odgłosy psów, tak żeby każdy wiedział, na jakie zajęcia idą. Weszły do sali iprawie natychmiast się uspokoiły, ale nie zpowodu strachu, lecz obrzydzenia. Na biurku nauczycielki stało akwarium zkilkoma żywymi myszami. Pati patrzyła na nie zzaciekawieniem.

– Drodzy uczniowie – zaczęła kobieta, kiedy ucichł dzwonek. – Jak widzicie, mamy dziś na lekcji niecodziennych gości. Przedstawiam wam moje osobiste zwierzątka domowe. Przez ten tydzień będą mieszkać wklasie biologicznej. Moja koleżanka musiała pilnie wyjechać inie miała zkim zostawić swojego kota. Proszę ospokój. Obawiałam się omoje myszki, aprzyjaciół nie zostawia się wbiedzie, dlatego rozumiecie, że niestety nie miałam wyboru. Myślę, że jakoś sobie ztym poradzimy. Ateraz przejdziemy do lekcji.

 

6

 

Aga szła ulicą Grodzką zzamiarem znalezienia się wGołębniku. Tak studenci polonistyki nazywali swój wydział, który mieścił się na ulicy Gołębiej. Kroczyła tą drogą już trzeci rok, dumnie, zpodniesioną głową. Idąc na zajęcia, lubiła porozmawiać sama ze sobą. Słuchała swoich myśl, analizowała to, co się jej przyśniło. Do rozpoczęcia wykładów zostało jeszcze trochę czasu, dlatego starała się zwolnić swój chód, by przyjrzeć się wystawom sklepowym.

Zauważyła biografię Tołstoja, stanęła przed witryną księgarni. Nie mogła odmówić sobie rzucenia okiem na tę książkę. Weszła do środka izaczęła kartkować dzieje rosyjskiego pozytywistycznego pisarza. Odłożyła gruby tom na miejsce, ajej uwagę przyciągnął duży czerwony zeszyt ze skórzaną okładką. Zamyśliła się chwilę. Ostatecznie Pati ma spory zapas zeszytów, ajej się już kończą. Poza tym cena jak na takie czerwone cudeńko jest naprawdę bardzo niska. Podeszła do kasy, przy której stała wysoka pulchna kobieta iwyjęła dwudziestozłotowy banknot.

– Dziecko… Pani jest pewna, że chce akurat ten zeszyt? – zapytała sprzedawczyni.

Aga otworzyła szeroko oczy.

– Tak… Dlaczego nie?

– Ależ nic! Bardzo się cieszę. Te zeszyty są bardzo rzadkie – mówiła ekspedientka zentuzjazmem.

– Zauważyłam, że ten rzeczywiście jest ostatni – wyjąkała Aga.

– Pilnuj, żeby nie zgubić – rzuciła za nią kobieta.

– Wariatka – wyszeptała Aga, wychodząc ze sklepu.

Spojrzała na zegarek. Czas biegł nieubłagalnie. Przyspieszyła kroku.

– Aga! – usłyszała za sobą dobrze znany głos Izy.

Długi rudy ogon zblond końcówkami machał wrytm kroków jej właścicielki. Wielbicielka Tołstoja zauważyła, że jej koleżanka zajada się czymś ze smakiem.

– Masz ochotę? – zaproponowała Iza.

– Pewnie, dzięki – odpowiedziała Aga, biorąc kilka paluszków zsolą. – Masz teraz pozytywizm? – zapytała pieguskę, która zawsze poprawiała jej humor.

– Tak… Bovary mnie irytuje. Jest taka… – Iza zawiesiła głos. – Jest taka…

– Nieszczęśliwa?

– Nie uważasz, że trochę na własne życzenie? Gdyby spojrzała na życie inaczej, może jej losy potoczyłyby się winny sposób.

Aga zmarszczyła brwi.

– Myślę, że Emma czuła się niezrozumiana. Uważała, że życie niesprawiedliwie ją potraktowało. To wszystko doprowadziło do tego, że była nieszczęśliwa – powiedziała, ajej brwi znów powróciły na zwykłe miejsce.

– Myślisz, że gdyby żyła teraz, byłaby szczęśliwsza? – zapytała ognistowłosa dziewczyna.

– Mogłoby tak być. Chyba że zamknęłaby się wswoim świecie, zktórego nie chciałaby wyjść.

– Co masz na myśli?

– To oczym mówiłaś na początku. Jeżeli patrzyłaby na swoje życie wsposób, wjaki patrzyła wksiążce, czyli „nie mogę zdobyć tego, czego pragnę”, to zamknęłaby się we własnej bańce, zza której nie widać tego, co dobre.

– Ciekawe… Skończył ci się zeszyt? – Iza spojrzała na nowy zakup koleżanki.

Aga się zarumieniła iotworzyła drzwi jednego zbudynków Gołębnika.

Weszły schodami prowadzącymi na drugie piętro. Usiadły wławce przy oknie, przez które było widać dziedziniec uniwersytecki. Ukłoniły się młodemu mężczyźnie, zktórego twarzy można było wyczytać zarówno surowość, jak iprzyjazne nastawienie, co było zaletą dodającą mu tajemniczego uroku. Nie tracąc czasu, przeczytał listę obecności.

– Przechodząc do zajęć, drodzy państwo. Mam nadzieję, że wszyscy przeczytali „Panią Bovary”. Co państwo oniej myślicie?

Aga znów zmarszczyła brwi.

– Powieść ponadczasowa – powiedziała.

– Dlaczego pani tak uważa? – zapytał drobny mężczyzna.

– Emma Bovary umiałaby świetnie odnaleźć się wnaszych czasach. Przy każdej zmianie wjej życiu towarzyszył jej ciągły konsumpcjonizm. Na przykład kiedy postanowiła być pobożną kobietą, kupowała klęcznik ikrzyżyk. Nie wystarczył jej sam fakt. Musiało iść za tym coś materialnego. Gdyby spojrzeć na nas, wmediach społecznościowych jesteśmy atakowani ciągłą potrzebą posiadania czegoś nowego. Wpewnym sensie Emma Bovary wyprzedziła swoje czasy.

– Dokładnie! Świetnie, że to pani zauważyła. Idzie za tym pytanie: Czy pani Bovary byłaby szczęśliwsza, gdyby nagle przeniosła się do dwudziestego pierwszego wieku?

 

6

 

– Te, Aneta. Przejdziesz do lekcji czy nie? – zapytała Kamila.

– Aneta, wstawaj iprzechodź do lekcji.

Wystraszona dziewczyna wstała, aw klasie rozległy się chichoty. Nauczyciel języka polskiego musiał na chwilę wyjść, awśród uczniów nie było słychać żadnego głosu sprzeciwu czy obrony. Aneta stała bezradna. Rozglądała się zdezorientowana po sali, nie wiedząc, oco chodzi iczego od niej chcą.

– Aneta, siadaj, bo zasłaniasz tablicę – mówiła Kaśka. – Atam tyle ciekawych rzeczy. Ciekawsze niż twoje cztery litery.

Niektórzy nie potrafili opanować śmiechu, inni przyglądali się zprzerażeniem, ale nic nie mówili. Pati nie mogła na to patrzeć. Do klasy wszedł Gruszowski, nauczyciel języka polskiego.

– Dlaczego stoisz, Aneto? – zapytał.

– Nie wiemy. Kaśka właśnie ją oto zapytała – powiedziała Ola. – Chyba chciała przejść do lekcji.

Gruszowski spojrzał na Olę.

– Co ona wam zrobiła? – zapytał po prostu.

Kącik ust Oli podniósł się nieznacznie. Gruszowski westchnął.

– Usiądź, Aneto… Zacznijmy lekcje.

Obojętność, zjaką mówił, zirytowała Pati. Wskazywała na to, że dla Anety nie było ratunku.

6

 

Aga otworzyła drzwi mieszkania, zastanawiając się, czy zastanie swoją siostrę wdomu.

– Pati? – zapytała, przekraczając próg. Zapukała do pokoju dziewczyny, która siedziała na łóżku ze słuchawkami ipisała coś wnotatniku. Aga pierwszy raz widziała go na oczy. Spokojnym ruchem zdjęła słuchawki zgłowy zaskoczonej siostry.

– Co robisz? Rysujesz?

– Nie… To… Takie tam…

– Mogę zobaczyć?

Starsza znich wyjęła zeszyt zrąk drugiej. Przyjrzała się zapiskom siostry ijej twarz się rozpromieniła.

– Pati! Ty piszesz! Nawet nie wiesz, jak się cieszę!

– To… Nic nie warte… – zaczęła dziewczyna.

– Nieprawda! To cudownie, że zajęłaś się czymś twórczym. – Zajrzała do swojej torby iwyciągnęła zniej czerwony zeszyt, który kupiła dziś rano.

– To dla ciebie. Zżyczeniami owocnych, literackich poszukiwań.

Jej oczy iskrzyły się blaskiem. Pati siedziała przez chwilę znieruchomiała.

– Dziękuję, ale nie trzeba… Ja…

– Bardzo chcę, żebyś go wzięła.

Milczały przez chwilę, patrząc na siebie.

– Chodź – odezwała się wkońcu Aga. – Napiszemy poemat orobieniu kolacji.

Pati płakała ze śmiechu.

 

 

II

 

 

 

 

Pati właśnie wstawała, kiedy zadzwonił jej telefon.

– Będziesz dziś wszkole? – usłyszała głos Oli.

– Tak… Aco? – odpowiedziała zdziwiona.

– Będzie super beka, zobaczysz. Najlepszy dzień życia.

Blondynka usłyszała wsłuchawce kilka śmiechów.

– Czekamy na ciebie. – Ola się rozłączyła.

– Cześć, siostra! – Aga wparowała do pokoju. – Zaraz mam zajęcia, zjedz coś. Pa, do wieczora. Kilka sekund później już jej nie było. Nastolatka szybko doprowadziła się do porządku iwyszła na tramwaj. Jadąc do szkoły, nie myślała już nawet otelefonie tej wariatki Oli. Jednak wpewnym momencie wszystkie jej myśli skupiły się na jednej osobie. Do pojazdu wsiadł wysoki chłopak ojasnych włosach iciemnych oczach. Jurek udawał, że jej nie widzi. Jak zawsze. Zastanawiała się czasem, czy podejść do niego izagadać, ale za każdym razem decydowała, że lepiej pozostać wcieniu. Jej telefon zawibrował. „Jesteśmy pod biblioteką”. Brzmiała wiadomość od Kaśki. Pati wyszła zautobusu iniespokojna przyspieszyła kroku.

 

6

 

Wypchana książkami torba Agi wydawała się większa od niej samej. Dziewczyna stanęła przed sklepem zbutami, przyglądając się czarnym wysokim kozakom. Widziała na nich zawieszkę znapisem „Ostatnia para”.

„Wyglądają na ciepłe”, pomyślała.

Do interesującego ją obuwia podeszła kobieta wśmiesznym różowym szaliku, wzięła je do ręki iudała się do kasy. Młoda studentka westchnęła ispojrzała przed siebie. Zobaczyła długi, machający rudy ogon.

– Izka! – krzyknęła.

Rudzielec odwrócił się ipomachał koleżance.

– Hej! – przywitał się uroczy piegus. – Co robicie zLili wsobotę? Może pójdziemy na pizzę?

6

 

Pati właściwie prawie biegła do szkoły, nie zwracając już uwagi na Jurka. Kiedy znalazła się przy bibliotece, ujrzała zarumienioną twarz Anety.

– Dokładnie tak, Anetko – mówiła Ola. – Bardzo się wtobie zakochał, więc powinnaś go zachęcić, by wyznał ci miłość.

Pati patrzyła na Olę jak zamurowana.

– Co? – wyszeptała.

– Och, Pati! Jesteś wreszcie. Chyba sfilmujesz tak doniosłe wydarzenie. Wiesz, jak Aneta bardzo cię lubi.

Ola popchnęła Anetę ipociągnęła za sobą zdezorientowaną Pati.

– Ola, to przesada. Tak nie moż… – mówiła Pati.

– Milcz, dobrze ci radzę. Masz ostatnią szansę – wycedziła przez zęby wysoka ciemna postać, dając blondynce telefon do ręki. Spojrzała na Anetę słodko: – Pamiętaj kochanie, że musi wyjść idealnie, bo Pati wszystko filmuje. Czekaj, Kamila poprawi ci makijaż.

Kamila rzeczywiście pociągnęła czerwoną szminką nie tylko usta biednej dziewczyny, ale też ich okolice.

– Ojej – powiedziała Kamila. – Pobrudziłam okulary.

– Nie szkodzi, drobnostka. Założę się, że Romkowi to nie będzie przeszkadzać – ćwierkała Ola. – Staniesz przed nim ipo prostu zaprosisz go na kawę po lekcjach. Padnie zwrażenia!

Dotarły do sali chemicznej, gdzie cała klasa czekała na lekcję. Aneta uśmiechnęła się szeroko ipowiedziała głośno:

– Romek, wiem, że ci się podobam, czy pójdziesz ze mną…

Resztę jej słów zagłuszył dźwięk głośnego śmiechu wszystkich uczniów. Pati nie wiedziała, że cokolwiek jeszcze filmuje. Zjej oczu zniknął Jurek, który jeszcze przed chwilą stał obok Romka. Aneta złapała się za serce ibardzo ciężko dysząc, upadła na ziemię.

– Aneta! – krzyknęła Pati iznieruchomiała. Chciała rzucić się do dziewczyny, ale ktoś ją ubiegł. Pani pedagog właśnie sprawdzała bicie serca Anety. Wyjęła telefon zkieszeni. Pati wciąż wszystko nagrywała.

 

6

 

Komórka Agi zadzwoniła, kiedy kończyła obsługiwać stolik numer pięć.

– Tak? – zapytała, wracając szybkim krokiem do ekspresu, by zrobić kolejną kawę.

– Dzień dobry, ztej strony wychowawczyni Patrycji. Czy mogłaby pani szybko przyjechać? Miała miejsce bardzo przykra sytuacja.

– Co ona zrobiła? – zapytała, ale wodpowiedzi usłyszała tylko milczenie. – Będę za godzinę.

 

6

 

– Dlaczego to zrobiłaś?

Pati patrzyła lękliwie to na dyrektorkę, to na panią pedagog.

– Ja nie chciałam. Nie wiedziałam...

– Czego?!

– Tego, co chcą zrobić. Ola powiedziała tylko, że będzie super beka, ale one co dzień ją miały. Zadzwoniła do mnie rano, żebym koniecznie przyszła dziś do szkoły. Nic nie mówiły, że chcą coś zrobić Anecie. Powiedziały tylko kręć, więc kręciłam.

– Ona jest wszpitalu. Rozumiesz to, dziecko?! Także dlatego, że nie zareagowałaś! – krzyknęła dyrektorka, po czym zwróciła się do Agi: – Pani jest jej prawnym opiekunem?

Aga patrzyła zlekko otwartymi ustami na kobietę zbliżającą się do pięćdziesiątki.

– Tak – powiedziała po chwili wahania. – Proszę nie wyrzucać Patrycji.

Dyrektorka ipedagog siedzące naprzeciwko studentki popatrzyły na siebie.

– Poniesie wszelkie konsekwencje, dopilnuję tego, ale… – Tu urwała, patrząc błagalnie na dyrektorkę. Kobieta ściągnęła okulary izwróciła się do Agi.

– Nagrywała zdarzenie komórką, więc wnim uczestniczyła. Nie brała jednak udziału wsamym planowaniu. Ztego względu nie wyrzucimy jej. Poprzestaniemy na zawieszeniu.

Aga nie wiedziała, czy ma płakać, czy się cieszyć.

– Dziękuję – powiedziała po prostu. – Czy mogłabym… zapytać ooceny Pati?

– Nie sprawdza pani dziennika? – zdziwiła się pani pedagog.

– Sporadycznie… – Na twarzy Agi pojawił się rumieniec. – Chciałabym zapytać, zjakimi przedmiotami ma szczególny problem.

Pani pedagog wstała ipodeszła do monitora, na którym pojawiły się oceny Pati. Aga stała przez chwilę, nic nie mówiąc. Młodszej siostrze zdawało się, że woczach starszej pojawiły się łzy.

– Chodź do domu – powiedziała przez ściśnięte gardło Aga.

Zaraz potem zniknęła wdrzwiach, azniknąć chciała wtej chwili zupełnie. Za nią szła Pati, której zoczu kapały łzy. Aga zatrzymała się na ciemnym dziedzińcu szkoły.

– Dlaczego mnie nienawidzisz? – zapytała. – Dlaczego robisz mi, ale przede wszystkim sobie krzywdę?

Pati jakby coś wstrząsnęło.

– Czy mścisz się na mnie za to, że jechał wtedy do mojej mamy? Co wspólnego ma ztym ta dziewczyna?! Ico ja?! To pod moją opieką jesteś, nie mojej matki. Robię wszystko, żebyś była szczęśliwa, miała co jeść, wco się ubrać. Proszę, powiedz, co mam jeszcze zrobić, żebyś…

– Przepraszam – przerwała Pati cicho, ale wyraźnie. – Gdybym tylko mogła, cofnęłabym czas. Kipi we mnie złość. Teraz czuję tylko wstyd iobrzydzenie do samej siebie. Proszę, wybacz mi. – Pati schyliła głowę, płacząc.

Nagle poczuła na niej ciepłą dłoń swojej siostry, która przytuliła ją, głaszcząc równocześnie po włosach. Tak robiła jej mama, kiedy Pati coś przeskrobała, apotem płakała, chcąc pokazać, jak bardzo żałuje swojej winy.

– Chodź, pójdziemy do domu – powiedziała Aga łagod-nie.

Szły wmilczeniu obok siebie aż do autobusu. Przy kolacji prawie się nie odzywały. Pati nie mogła już tego znieść. Gdy tylko zjadła, wstała od stołu iposzła do swojego pokoju. Wzięła dziennik, który dostała wczoraj od Agi, inapisała: „Chciałabym, żeby czas się cofnął, aOli wlazła mysz do nogawki wmomencie, wktórym chciała tak okrutnie skrzywdzić Anetę”.

Odłożyła zeszyt na biurko izgasiła światło.

Sen przyniósł Pati tej nocy ukojenie, ale gdy tylko się obudziła, wspomnienia wczorajszego dnia powróciły zprzytłaczającą świadomością tego, jak bardzo są prawdziwe. Tę świadomość przyniósł telefon od Oli. Pati nie chciała mieć znią nic wspólnego, ale odebrała zszokowana tym, że nawet ten wielki czarny kruk potrafi być aż tak bezczelny.

– Słuchaj – wycedziła przez zęby.

– Nie, Pati, to ty słuchaj – przerwała jej Ola. – Będzie dziś świetna beka.

Pati już miała wykrzyczeć wsłuchawkę wszystko, co oniej myśli, ale dziewczyna znowu była szybsza.

– Będziesz dziś wszkole?

Usta ioczy Pati otworzyły się szeroko.

– Co? – zdołała zapytać.

– Coś ty brała? – Ola była ewidentnie poirytowana.

– Aty? – bąknęła wodpowiedzi.

– Przestań robić sobie jaja igadaj, czy będziesz.

– Przecież… – jąkała się dalej blondynka. – Was wywalili, aja jestem zawieszona.

Teraz wsłuchawce słychać było tylko ciszę.

– Bez przesady – stwierdziła wkońcu Ola. – Przecież to będzie tylko żart. Nic się nikomu nie stanie. Pośmiejemy się tylko. Która ci powiedziała? Kamila?

– Taaak… – odpowiedziała zdezorientowana Pati.

– Ok. Tak czy inaczej czekamy na ciebie. Aw piątek robimy ztej okazji imprezę uKaśki.

– Dziś… jest piątek – powiedziała coraz bardziej pewna, że Ola teraz zniej żartuje.

Usłyszała wsłuchawce śmiech.

– Pati, impreza wśrodku tygodnia? Zresztą nieważne. Jak cię dzisiaj nie będzie, możesz się wcale nie pokazywać! – Ola się rozłączyła.

Pati patrzyła chwilę tępo przed siebie.

– Czyli to był sen? Tylko sen?

Spojrzała na telefon.

– Dziś czwartek… Dziś czwartek! – wykrzyknęła iwybiegła jak szalona zpokoju.

Jednak jej zapał szybko ostygł.

– Czy ja zgłupiałam? Przecież one chcą skrzywdzić Anetę. Muszę je powstrzymać. Ale jak?

Pati nawet się dziś nie umalowała igdyby nie zdrowy rozsądek, poszłaby do szkoły wpiżamie. Wybiegając zdomu, prawie zapomniała zamknąć drzwi. Za pięć minut odjeżdżał jej tramwaj.

 

6

 

Idąc na zajęcia, Aga miała szkliste, wbite wziemię spojrzenie. Kiedy na chwilę podniosła głowę, zobaczyła na wystawie sklepowej zimowe buty, które, jak wczoraj widziała, kupiła dama wkiczowatym różowym szaliku.

„Pewnie oddała”, pomyślała Aga. „To dobrze, wezmę tu Pati, przymierzy imoże…”.

Podniosła głowę tak wysoko, jak miała wzwyczaju, iprzygryzła wargi. Zjej oczu prawie ciekły łzy, które starała się zatrzymać. Dochodząc do Gołębnika, opanowała się całkowicie. Kiedy usiadła pod salą numer szesnaście, podeszła jej ognistoruda koleżanka.

– Co tu robisz? – zapytała Iza.

– Czekam na zajęcia. – Jej brwi wystrzeliły wysoko wgórę.

– Ale dziś mamy wdwudziestce – stwierdziła ze śmiechem właścicielka ognistego warkocza.

– Zmienili salę?

– Nie, zawsze mamy tam wczwartek pierwsze zajęcia zetnologii – Iza mówiła jak na siebie dziwnie powoli. – Nie żartuj sobie ze mnie. Chodź, bo się spóźnimy – dodała, ciągnąc za sobą koleżankę. – Może pójdziemy wsobotę na pizzę? Weźmiesz też Lili?

– Pytałaś wczo… – Aga urwała. – Czy ja zwariowałam?

Na jej zmarszczone czoło wystąpił silny rumieniec. Spojrzała na telefon, który wyraźnie pokazywał czwartek, godzinę dziewiątą czterdzieści dwie. Aga przystanęła, ajej brwi osiągnęły maksymalną wysokość.

– Iza – mówiła gorączkowo – jaki był wczoraj dzień?

– Co?

– Jaki był wczoraj dzień? – przejęta dziewczyna bardzo wyraźnie wymawiała każde słowo.

– Środa… – odpowiedziała koleżanka.

– Jakie zajęcia były wczoraj rano?

Iza przewróciła oczami.

– Przestań tak żartować, bo się wkurzę. Awczoraj rano były zajęcia oEmmie Bovary. Zadowolona?

6

 

Pati jadąc tramwajem, nie mogła opanować drżenia rąk. Jurek spojrzał na nią przez chwilę, tak jakby się zastanawiał, czy to rzeczywiście ta sama dziewczyna, zktórą zmuszony był jeździć do szkoły. Jednak ta nie zwracała na niego najmniejszej uwagi. Kiedy tramwaj zatrzymał się na właściwym przystanku, prawie zniego wybiegła. Nabrała ustami powietrza, patrząc na SMS: „Czekamy pod biblioteką”. Pati przemknęła korytarzem niezauważona przez nikogo. Szybko mijała następne sale, jakby od tego zależało jej życie.

– Mówię ci, chłopie, będzie ubaw po pachy. „Buldog” dostanie szału.

Usłyszała głos jakiegoś chłopaka, któremu towarzyszył czyiś śmiech. Kiedy weszli do pracowni biologicznej, dziewczyna schowała się za drzwiami.

„Co oni chcą zrobić?”, zastanawiała się.

– Ej, stary, aco jak nie zauważy braku jednej myszy? Może zwiniemy dwie?

– Dobra, będą jaja.

– Ty, słyszałeś to? Ktoś idzie. Cholera, schowajmy się za biurko. Jasny szlag!

– Co znowu?

– Zwiała.

– Jedna?

– Zamknij się.

Pati usłyszała ciężkie kroki isapanie. Tylko cienkie drzwi dzieliły ją od rosłego, siwego mężczyzny.

– Ej, wy! Nicponie! Co wy tu robicie? Jazda ztej sali ina lekcję, bo sam zaprowadzę.

– My tylko…

– Nie mnie się będziecie tłumaczyć, ateraz jazda stąd!

Dwaj trzecioklasiści posłusznie wyszli zsali.

– Jak to się stało, że drzwi były otwarte? – powiedział woźny sam do siebie. – Dobrze, że dziś pamiętałem ozapasowych kluczach – mówiąc to, wyszedł izamknął Pati wklasie.

– Cudem mnie nie zauważył – powiedziała cicho jednym tchem.

Rozejrzała się gorączkowo.

„Okno!”, pomyślała. „Jestem na parterze. Może nikt mnie nie zauważy”. Musiała stanąć na ławce, żeby je otworzyć, ale udało się. Kiedy zeskoczyła zparapetu, na jej twarzy malowała się chwilowa ulga.

– Aneta – pomyślała nagle Pati.

Dyszała, biegnąc do budynku szkoły iwchodząc głównym wejściem. Znalazła cztery dziewczyny, kiedy Ola mówiła:

– Pamiętaj, kochanie, że musi wyjść idealnie, bo… Pati! Jak dobrze, że jesteś. Twoje szczęście. Przecież nie mogłaś opuścić tak ważnego wydarzenia. Tak więc musi wyjść idealnie, bo Pati wszystko sfilmuje.

Blondwłosa dziewczyna chciała coś powiedzieć, zaprotestować, nabrała nawet powietrza, kiedy usłyszała za sobą krzyk.

– Co znowu? – zaczęła Kamila.

– Czy to ważne? Zajmijmy się naszą misją matrymonialną – zniecierpliwiła się Ola. – Co jest? Co tak łaskocze?

– Mysz – odpowiedziała Pati.

– Jak to mysz?

– Mysz chodzi ci po nodze.

Na korytarzu dało się słyszeć głośniejszy niż wcześniej krzyk.

– Weźcie to ze mnie!!!

– Jak? – zapytały jednocześnie Kamila iKasia.

– Normalnie, idiotki! – wrzeszczała Ola, skacząc jak dzika po całym korytarzu. Ludzie tarzali się ze śmiechu na widok twardzielki bojącej się małej myszki.

– Edit! – dało się słyszeć głos „Buldoga”. – Oddaj mi moją Edit! – krzyknęła, łapiąc Olę za nogę. – Uspokój się, dziewczyno! To tylko mysz!

– To niech ją pani zabierze!

– Zabiorę, tylko przestań skakać!

– Gdzie ona jest?!

Nauczycielka zdjęła mysz zgłowy Oli.

– Ateraz… – zaczęła poważnie kobieta. – Chcę wiedzieć, kto jest za to odpowiedzialny.

– Pani profesor – zbliżył się woźny. – Widziałem dwóch trzecioklasistów wsali biologicznej. Zdaje się, że mają teraz matematykę.

– Sala była otwarta? – zdziwiła się nauczycielka. – Jak to się stało?

Pati podeszła do Anety

– Chodź – powiedziała. – Pójdziemy na lekcję.

– ARomek? – zapytała Aneta.

 

– On nie jest ciebie wart, wiesz?

Odwróciły się od trzech przerażonych przyjaciółek iodeszły.

 

6

 

Aga siedziała przy stole, próbując zebrać myśli. Nie wiedziała, czy powinna dziwić się temu, że nie zastała siostry wdomu iczy przypadkiem nie zwariowała. Była siedemnasta, kiedy zamek wdrzwiach zgrzytną. Pati stanęła przed siostrą iwpatrywała się wnią chwilę, apotem wpłaszczu usiadła na krześle obok niej.

– Miałaś dziś to samo? – zapytała Aga.

– Tak.

– Wiesz, jak się to stało?

– Nie mam pojęcia.

Siedziały tak przez chwilę wmilczeniu.

– Przypomnij sobie wszystko, co było wczoraj od momentu, kiedy odebrałam cię ze szkoły.

– Wróciłyśmy do domu, zjadłyśmy kolację i… – Oczy Pati zaokrągliły się ze zdziwienia: – …i zapisałam notatkę wdzienniku oOli, oAnecie i… – urwała.

Dziewczyny wjednej chwili wstały zkrzeseł ibiegnąc, zderzyły się wdrzwiach pokoju. Pati rzuciła się na dziennik, zanim zdążyła zrobić to jej starsza siostra. Otworzyła go na pierwszej stronie, gdzie były zapisane dwie linijki.

– Chciałabym, żeby czas się cofnął, aOli wlazła mysz do nogawki wmomencie, wktórym chciała tak okrutnie skrzywdzić Anetę – przeczytała Aga iw tej chwili tekst zniknął. Obie zbladły.

– Jak… – zaczęła Pati.

– Nie wiem, ale zaraz się dowiemy. Weź zeszyt idługopis do salonu.

Usiadły na krzesłach. Aga wzięła zrąk siostry przybory izapisała, mówiąc na głos:

– Chcę, żeby wfiliżance obok mnie pojawiła się herbata.

Litery zaczęły spalać się żywym ogniem, aż zniknęły. Dziennik został nienaruszony.

– To nie jest zeszyt, który spełnia życzenia. On cofa czas.

Pati jeszcze wczoraj powiedziałaby, że siostra zwariowała, ale teraz potraktowała to zupełnie poważnie.

– Sprawdź, jaki dzisiaj dzień iktóra jest godzina.

– Czwartek, siedemnasta piętnaście.

Aga odetchnęła zulgą.

– Aco?

– Te litery zniknęły. Musimy sprawdzić, czy wydarzenia zdzisiaj nie uległy zmianie. Dzwoń do Anety.

– Po co?

– Zapytaj, gdzie jest, co uniej. Wymyśl coś, młoda!

Pati wzięła telefon ipo chwili dało się słyszeć wsłuchawce głos Anety.

– Cześć!

– Hej, Aneta, wszystko wporządku?

– Tak, zaraz idę na dodatkowy angielski. Aco uciebie?

– Umnie… cóż… świetnie. Nie przeszkadzam. Miłej nauki, pa!

Obie dziewczyny odetchnęły

– Musimy się więcej dowiedzieć otym notatniku – powiedziała cicho Aga.

 

 

 

panwydawca.pl