Powstanie Warszawskie - Jan M. Ciechanowski - ebook
Opis

Praca ta jest próbą ustalenia: kiedy, jak i dlaczego autorzy Powstania zdecydowali się opanować Warszawę polskim wysiłkiem, przynajmniej na dwanaście godzin przed wejściem do niej Rosjan, chociaż wiedzieli, że stołecznym oddziałom Armii Krajowej brakowało potrzebnej ku temu broni i amunicji. Chodziło też o ustalanie, w jakim stopniu polityczne, ideologiczne i dyplomatyczne założenia i pociągnięcia władz RP na uchodźstwie i w kraju przyczyniły się do wybuchu Powstania. Praca ta nie zajmuje się przebiegiem samego Powstania, a czysto wojskowa działalność Armii Krajowej jest uwzględniona i omówiona o tyle, o ile wpływa na politykę walki w stolicy. Książka omawia główne dziedziny życia narodowego w okresie II wojny światowej, jak również przedstawia genezę i rozwój polskiego ruchu oporu. Bada też stosunki między obozem londyńskim a ruchem komunistycznym ze względu na to, że w końcowych latach wojny ugrupowania te wzajemnie ubiegały się o władzę w powojennej Polsce, co wpływało na polityczne decyzje Rządu RP na uchodźstwie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 1467

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wydanie pułtusko-warszawskie uzupełnione i poszerzone, oparte na wydaniu londyńskim z 1971 roku [Jan M. Ciechanowski, Powstanie Warszawskie. Zarys podłoża politycznego i dyplomatycznego, ODNOWA, Londyn 1971, ss. 400]
Projekt okładki: BARBARA KUROPIEJSKA-PRZYBYSZEWSKA
Indeks i korekta: Zespół
Skład i łamanie: OFI
© Copyright by Jan M. Ciechanowski, 2004, 2009, 2014
Wszelkie prawa zastrzeżone. Każda reprodukcja lub adaptacja całości bądź części niniejszej publikacji, niezależnie od zastosowanej techniki reprodukcji (drukarskiej, fotograficznej, komputerowej i in.), wymaga pisemnej zgody Autora i Wydawców.
ISBN 9788311134515
Wydawcy:
Akademia Humanistyczna im. Aleksandra Gieysztora ul. Daszyńskiegoć17, 06-100 Pułtusk tel./fax (48-23) 692-50-82 e-mail: [email protected] Internet: www.wsh.edu.pl
Bellona Spółka Akcyjna ul. Bema 87, 01-233 Warszawa Dział wysyłki: tel. 22 457 03 02, 22 457 03 06, 22 457 03 78 Faks: 22 652 27 01 e-mail: [email protected]
Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR 03-982 Warszawa, ul. Dedala 8/44 tel. 0-602-247-367, fax 613-53-03 e-mail: [email protected] www.aspra.pl Internet: www.aspra.pl
Konwersja: eLitera s.c.

PARĘ SŁÓW I UWAG O TEJ KSIĄŻCE

Do tej pory książka ta miała pięć wydań polskich, jedno „londyńskie” z roku 1971, wydane przez „Odnowę” i cztery „warszawskie”, wydane przez Państwowy Instytut Wydawniczy w Warszawie w latach 1984–85. Na wydanie tej pracy w kraju czekałem trzynaście lat, gdyż nie zgadzałem się na żadne w nim zmiany sugerowane mi przez krajowych recenzentów i wydawców, na co mam liczne dowody. W sumie PIW wydał 180 000 egzemplarzy mej pracy o Powstaniu Warszawskim, które bardzo szybko się rozeszły i stały się zarzewiem i zachętą do nowej szerokiej, żywej i głośnej debaty zarówno w kraju, jak i zagranicą na temat przyczyn, przebiegu i skutków tej naszej wielkiej i ostatniej insurekcji narodowej.

Co więcej, ukazanie się tej pracy w Warszawie pozwoliło jej wielu czytelnikom w kraju na zapoznanie się po raz pierwszy w nieskrępowany niczym sposób, z pracą nieocenzurowaną nie tylko na temat historii Powstania i stosunku Wielkiej Trójki do Polski w latach 1943–1944, ale również przebiegu oraz tragicznym końcu operacji „Burza” na wschodnich kresach Rzeczypospolitej – na Wołyniu, Wilnie i Lwowie – gdzie biorące w niej udział oddziały Armii Krajowej były rozbrajane przez Armię Czerwoną i specjalne wojska NKWD, a ich żołnierze i oficerowie internowani lub wcielani do armii gen. Zygmunta Berlinga.

W związku z tym zarówno do wydawców tej pracy, jak i polskich cenzorów, którzy do tego dopuścili, mieli pretensje „towarzysze radzieccy”, a ściślej mówiąc ambasada ZSRR w Warszawie, czego najlepszym dowodem jest wypowiedź Michała Kabaty, ówczesnego dyrektora PIW-u, udzielona prasie pod znamiennym tytułem – „Dość kalekich książek” – w marcu 1989 roku na temat tego jakie prace udało mu się przepchać przez cenzurę, a jakie nie.

– A udało się z rzeczy trudnych – mówił Michał Kabata – nie tylko dla cenzury lecz i dla osób, które stały ponad cenzurą – wydać „Powstanie Warszawskie” Jana Ciechanowskiego i to w wersji integralnej, dwutomowe wydanie pism Piłsudskiego i o Piłsudskim. Było to związane z szeregiem nieprzyjemności, których doznało nie tylko wydawnictwo, ale także cenzura. [Dość kalekich książek: O cenzurze popularnie i nie popularnie – mówi dyrektor PIW – Michał Kabata, „Kurier Polski”, nr 53, 15 marzec 1989 – wszystkie podkreślenia moje – JMC].

Wypowiedź ta mówi za siebie i nie wymaga zbytnich komentarzy. Poza tym, że sprawczynią tego „szeregu nieprzyjemności” jakie doznał PIW i cenzura, w związku z wydaniem tych dwóch tytułów, na które tak długo musiał czekać czytelnik w kraju, jak mi to wyjaśnił dyrektor Michał Kabata, była „radziecka dyplomacja”.

Co dla mnie, jako jednego z autorów tych dwóch nie do przyjęcia prac, dla oficjalnego przedstawicielstwa ZSRR w Polsce, jak i tych wszystkich osób, które doprowadziły, pomimo wszystko, do ich wydania w kraju w „nie okaleczonej” formie może być tylko powodem do dobrze uzasadnionej satysfakcji a nawet dumy.

A fakt, że dyplomaci radzieccy wiązali moje nazwisko i moją książkę o Powstaniu Warszawskim z nazwiskiem Józefa Piłsudskiego, z rąk którego ojciec mój, ówczesny por. Bolesław Ciechanowski otrzymał „Virtuti Militari” za męstwo okazane w 1920 roku, był, jest i będzie dla mnie największym zaszczytem jaki tylko mógł mnie spotkać jako Polaka. Co jest najlepszym dowodem, że nie tylko walczyłem w Powstaniu z Niemcami z bronią w ręku, a następnie badałem i opisywałem przez długie lata jego tragiczne dzieje, zarówno po polsku, jak i angielsku, ale wreszcie przez lat trzynaście ścierałem się z cenzurą o wydanie mej pracy o nim w kraju w nieocenzurowanej postaci. Walnie mnie w tym wspierał pierwszy wydawca mojego Powstania inż. Jerzy Kulczycki, z którym wspólnie złamaliśmy cenzurę i doczekaliśmy się opublikowania go przez PIW i „to w integralnej wersji”, co może być dla nas obu dodatkowym powodem do dumy i wielkiego zadowolenia.

Książka moja stała się w Polsce od razu „bestsellerem” i wielką sensacją, czego gratulował mi Jerzy Giedroyć, legendarny redaktor paryskiej „Kultury”. Doczekała się też szeregu nagród: „Kultury” (paryskiej) i „Zeszytów Historycznych” (1979), Pietrzaka (1984) oraz Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich (1985). Czwartej ofiarowanej mi nagrody Ministra Obrony Narodowej pierwszej klasy w 1985 roku nie przyjąłem, gdyż uważałem to w tym czasie za niestosowne. Nagrody tej przyjąć nie mogłem, gdyż Wojsko Polskie brało udział we wprowadzaniu w Polsce „stanu wojennego” w grudniu 1981 roku, chociaż może ratując przez to kraj od wkroczenia do niego wojsk radzieckich z „braterską, kompleksową pomocą”, ale gdybym ją przyjął, to moje Powstanie Warszawskie byłoby jedną i jedyną książką polską posiadającą nagrodę zarówno Jerzego Giedroycia, czyli paryskiej „Kultury” i „Zeszytów Historycznych”, jak i ministra obrony narodowej PRL. Nie zachwyciłoby to jednak, jak sądzę „towarzyszy radzieckich” i naszych własnych „twardogłowych”, dla których paryska „Kultura” i „Zeszyty Historyczne” były organem CIA. Co więcej, głównie za napisanie tej pracy otrzymałem po 1989 roku szereg wysokich odznaczeń: Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (1994), Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (2000) oraz Medal Komisji Edukacji Narodowej (1993).

Moja praca o Powstaniu Warszawskim zarówno w wersji polskiej – londyńskiej i krajowej – jak i angielskiej oraz japońskiej doczekała się setek recenzji i omówień zarówno niezmiernie pochlebnych, jak i krytycznych, w przenajróżniejszych pismach jak i wielu językach. Ma ona swych gorących zwolenników, ale i zagorzałych przeciwników tak wśród Polaków, jak i obcokrajowców zajmujących się najnowszą historią Polski i okresem drugiej wojny światowej.

W 1974 roku praca ta została wydana po angielsku pod tytułem The Warsaw Rising of 1944 przez Cambridge University Press a następnie była wznawiana w latach 1975 i 2002. W 1989 roku ukazało się w Japonii jej tłumaczenie na język japoński staraniem Tuttle-Mori Agency w Tokio. Doczekała się też plagiatu popełnionego przez George Bruce’a w jego książce pt. The Warsaw Uprising wydanej w Londynie w roku 1972 przez Grenada Publishing. Autor tej pracy musiał w końcu przyznać, że rozdziały od 2 do 8 były oparte głównie – „primarily” – na mojej dysertacji doktorskiej Habent sna fata libelli. Książki mają swoje własne dzieje i losy. Ma je też moja praca o Powstaniu Warszawskim. Doczekała się też wielu omówień zarówno po polsku, jak i w innych językach, w tym po japońsku oraz weszła na stałe do polskiej i międzynarodowej literatury przedmiotu.

Jedynym z najbardziej zagorzałych zwolenników i najpochlebniejszych recenzentów angielskiej wersji mej pracy o Powstaniu [The Warsaw Rising of 1944, Cambridge University Press 1974, 1975, 2002] był nie kto inny a Norman Davies, wówczas początkujący wykładowca polskiej historii na londyńskim uniwersytecie, z którym wtedy jak najściślej współpracowałem i pomagałem mu pisać jego God’s Playground, czyli Boże Igrzysko. Świadczy o tym niezbicie fakt, że wszystkie jego główne wywody i opinie na temat Powstania w jego God’s Playground (Bożym Igrzysku) opierały się, jak sam przyznawał, na mojej „autorytatywnej pracy o genezie Powstania Warszawskiego” („the authoritative study of the genesis of the Warsaw Rising”). [God’s Playground, Oxford University Press, 1981, tom II, str. 669, przypis 36 – dalej God’s Playground].

Davies pisał wówczas, że Powstanie było największym i najbardziej tragicznym błędem jaki popełnili Polacy w swych najnowszych dziejach, że z oczywistych względów nie miało ono najmniejszych nawet szans powodzenia i że wybuchło nie w porę, a założenia taktyczne, na których się opierało były całkowicie błędne, a nawet wręcz żałosne („woefully misguided”). „A cele polityczne [powstania – JMC] pozbawione nawet krzty realizmu”(„fundamentaly misguided”) [podkreślenia moje – JMC].

Co więcej, Davies twierdził, że „gdy Bór-Komorowski wydawał swój rozkaz do Powstania ... to chwytał się kołyszącej się na wietrze słomki” („he was grasping at a straw in the wind”) [tamże, str. 474–475]. Co należałoby właściwie przetłumaczyć, że Bór-Komorowski rzucając Warszawę do boju „jak tonący chwytał się brzytwy”, aby oddać pełny sens i znaczenie tego angielskiego idiomu.

Norman Davies dodawał przy tym, że Bór-Komorowski wiedział już w pół godziny po wydaniu swego rozkazu do walki, że jego decyzja była błędna, a powstanie było skazane na nieuniknioną zagładę („doomed”), gdy doniesiono mu, że czołgi jakie zauważono na Pradze, nie były częścią głównych sił Rokossowskiego, a tylko odizolowanego patrolu („the isolated patrol’). Nie było już jednak czasu na ponowne przemyślenie całej sprawy i zmianę rozkazów („But it was too late to think again”) [God’s Playground, str. 475].

„Scena, na której miała się rozegrać tragedia”, podkreślał autor Bożego Igrzyska, „była już gotowa” („The stage for tragedy was set”.) [tamże, str. 475].

Davies obarczał gen. Bora-Komorowskiego winą za przedwczesne wywołanie Powstania i jego klęskę, chociaż uważał go za człowieka niezwykle odważnego i oddanego sprawie [tamże, str. 175].

Tymczasem Norman Davies twierdzi obecnie w swej nowo wydanej książce o Powstaniu Warszawskim, że pisząc o nim w God’s Playground „nie wygłaszał o nim żadnych skrajnych opinii” („did not express any strong opinions”) [Norman Davies, Rising’ 44: The Battle for Warsaw, London 2003, str. 601 – dalej Rising’ 44.] Niestety, wypowiedź ta nie odpowiada całkowicie prawdzie, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę opinie wygłaszane o Powstaniu w jego niezmiernie pochlebnych dla mnie recenzjach mojej książki o Powstaniu Warszawskim w 1974 roku [The Warsaw Rising of 1944, Cambridge University Press 1974, 1975 i 2002]. Davies pisał wtedy, że moja praca jest przykładem „mistrzowskiej krytycznej analizy” przyczyn i okoliczności, które doprowadziły do wybuchu Powstania Warszawskiego oraz „znakomitym wprowadzeniem [do dziejów – JMC] jednego z najbardziej wstrząsających wydarzeń dwudziestego wieku” [School of Slavonic and East European Studies, London 1974].

Wreszcie Davies pisząc niezwykle pochlebnie o angielskiej wersji mej pracy w londyńskim „The Observer” mówiąc o autorach Powstania Warszawskiego z Borem-Komorowskim na czele, podkreślał, że „wszczęli oni Powstanie jako desperacki i nie w porę podjęty akt prywatnej realpolityki” (... launched the Rising as a desperate and ill-timed exercise in private realpolitik) [Norman Davies, The Heroic Self-destruction, „The Observer”, 24 luty 1974 – dalej „Heroic Self-destruction” ].

„Zamierzali oni”, stwierdzał kategorycznie Davies, „wyrzucić Niemców i uprzedzić Rosjan [w zajęciu miasta – JMC], a udało się im jedynie zniszczyć sam kwiat Ruchu Oporu oraz stolicę ich własnego kraju”.

Co więcej, Davies twierdził, podobnie zresztą jak gen. Władysław Anders, legendarny zdobywca Monte Cassino, że „Powstanie było wyraźną zbrodnią.”

Norman Davies był, jeszcze do niedawna, krytykiem Powstania Warszawskiego, które uważał za bezsensowny „akt prywatnej realpolitik”, za „wyraźną zbrodnię”, a za jego przedwczesny wybuch i nieuniknioną z tego powodu klęskę obarczał dowódcę Armii Krajowej, gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego i jego ścisły sztab.

Często krytykowałem decyzję podjęcia walki o Warszawę 1 sierpnia 1944 roku oraz jej głównych autorów – generałów Tadeusza Bora-Komorowskiego, Tadeusza Pełczyńskiego („Grzegorza”), Leopolda Okulickiego („Kobrę”, „Niedźwiadka”) – gdyż była ona przedwczesna i całkowicie nieprzygotowana pod względem politycznym, dyplomatycznym, militarnym, strategicznym, a nawet taktycznym i stąd musiała doprowadzić w końcu do wielkich strat oraz do nieuchronnej klęski, oraz ponieważ uważałem i nadal uważam, że klęska Powstania Warszawskiego wynikła w dużej mierze z koncepcji jego autorów, którzy chcieli się bić z Niemcami, a polityczny opór stawiać Rosjanom, a zarazem współpracować z nimi militarnie i liczyć na ich pomoc w zdobyciu i ostatecznym opanowaniu Warszawy, co było niemożliwe do przeprowadzenia. Co więcej, autorzy Powstania jednocześnie organizowali tajną, konspiracyjną organizację „Niepodległość” – „Nie”, która miała działać na terenach zajętych przez Armię Czerwoną, prowadzącą zaciętą walkę z nie pobitymi jeszcze i groźnymi Niemcami, co nieuchronnie musiało doprowadzić do polsko-rosyjskich starć.

Autorzy Powstania nie mogli też liczyć na pełną pomoc i wsparcie naszych zachodnich aliantów, gdyż nigdy się oni nie zgadzali na wspieranie naszych działań powstańczych i pragnęli jak najściślej współpracować z Moskwą i Armią Czerwoną, która nadal, pomimo anglo-amerykańskiej inwazji kontynentu, niosła na swych barkach główny ciężar walki z Niemcami na lądzie – w Waszyngtonie panowało głębokie i wszechmożne przekonanie, że bez udziału ZSRR w wojnie z Niemcami nie uda się sprzymierzonym pokonać sił nazistowskich w Europie i z tego względu stosunki z Moskwą – „rozstrzygającą potęgą w tej wojnie” – powinny być przynajmniej z tego względu jak najlepsze. Zdaniem Roosevelta, Rosja mogła wystawić do wojny na lądzie siły dwa razy większe niż Stany Zjednoczone i Wielka Brytania razem wzięte. Zgadzał się też, że nasza granica z Rosją winna przebiegać wzdłuż tzw. „linii Curzona”. Chciał też i zabiegał o to, żeby Rosja weszła do wojny z Japonią a sprawy polskie traktował jako drugorzędne [Lloyd C. Gardner, Spheres of Influence Europe, London 1993, str. 166 i dalsze – dalej Spheres of Influence].

Churchill myślał podobnie. Piętnastego kwietnia 1943 roku z ubolewaniem stwierdził, rozmawiając z gen. Władysławem Sikorskim o Katyniu, że „Sowiety wykazują mało bardzo respektu dla brytyjskiej armii i brytyjskich osiągnięć. Faktem jest, że siły angielsko-amerykańskie wiążą dotychczas tylko 12 dywizji niemieckich, Rosja zaś 190” [sprawozdanie z rozmowy gen. Władysława Sikorskiego i ministra Edwarda Raczyńskiego z premierem Winstonem Churchillem i Alexandrem Cadoganem stałym podsekretarzem w Foreign Office odbytej 15 kwietnia 1943 roku – IPMS, 17.12.49/141 – dalej Sikorski–Churchill, 15 kwiecień 1943].

Stąd też premier brytyjski zalecał jak największą powściągliwość ze strony polskiej w sprawie Katynia. Stwierdzał przy tym, że: „Niestety rewelacje niemieckie są więc może prawdziwe. Wiem do czego bolszewicy są zdolni i jak umieją być okrutni, wszystko to znam i liczne wasze trudności rozumiem. Często, bardzo podzielam wasze stanowisko. Inna atoli polityka jest niemożliwa. Obowiązkiem naszym bowiem jest tak postępować, by uratować postawione przez nas cele zasadnicze i najskuteczniej im służyć”. Wszystko więc było podporządkowane jednej sprawie: wygraniu wojny z Niemcami, a następnie z Japonią. Należy podkreślić, że nawet po inwazji kontynentu alianci zachodni wiązali 58 niemieckich dywizji we Francji i 27 we Włoszech. Churchill zgadzał się też z Rooseveltem, że przyszła polsko-rosyjska granica miała biec wzdłuż „linii Curzona”, a w rzeczywistości wzdłuż linii Mołotow–Ribbentrop, o czym Stalin dowiedział się od brytyjskiego przywódcy w Teheranie, który mu sam to zaproponował. Stalin wiedział też, że zgodnie z teherańskimi ustaleniami Polska leżała w sowieckiej strefie operacyjnej, która z grubsza miała obejmować wszystkie tereny niemieckie i przez III Rzeszę okupowane położone na wschód od linii Brema – Triest. Stalin wiedział więc, że Polska będzie się znajdować w jego strefie i że będzie on w niej niepodzielnym panem sytuacji. Wiedział również, że w łonie Wielkiej Trójki nie dojdzie do zasadniczych rozłamów z powodu polsko-rosyjskich zatargów, tak długo jak będzie trwała druga wojna światowa, a Roosevelt i Churchill mieli nadzieję, że uda się im Stalina ugłaskać i współpracować z nim również po jej zakończeniu. Churchill sam nie wiedział, nawet po upadku Powstania Warszawskiego, pod koniec października 1944 roku, jak ma się ustosunkować ostatecznie do Stalina. Momentami, według Lorda Morana przybocznego lekarza brytyjskiego premiera, upraszał Prezydenta [Roosevelta – JMC] o utworzenie wspólnego antykomunistycznego frontu, a momentami zabiegał o przyjaźń Stalina. Czasami zaś zmieniał te dwa różne polityczne podejścia z zaskakującą szybkością [Lord Morgan, Winston Churchill: The Struggle for Survival 1940–1965, London 1966, str. 206].

Stąd było jasnym, że w tym rozstrzygającym dla Polski i Polaków momencie wojny – drugiej połowie 1944 roku – gdy ważyły i rozgrywały się losy Powstania Warszawskiego i polskiej stolicy, nie mogliśmy już liczyć na pełne poparcie i pomoc Prezydenta Roosevelta i Premiera Churchilla, którzy współpracując ze Stalinem wygrywali wojnę, ale przegrywali pokój, nie zdając sobie z tego w pełni sprawy.

Niestety, główni autorzy Powstania Warszawskiego nie zdawali sobie lub też nie chcieli zdawać sobie sprawy, że dla Roosevelta i Churchilla Rosja była ważniejsza od Polski, chociażby ze względu na toczącą się wojnę z Niemcami.

Powstanie Warszawskie było błędem i wielką narodową tragedią i klęską, a jego autorzy nie byli zbrodniarzami czy kryminalistami, jak utrzymywał Stalin, lecz żołnierzami i dowódcami, którzy przekroczyli swe kompetencje i podjęli niezwykle błędną i bolesną w skutkach decyzję wojskową i polityczną rzucając Warszawę do nierównego boju z Niemcami 1 sierpnia 1944 roku, który w istniejącej sytuacji międzynarodowej i militarnej musiał, siłą rzeczy, doprowadzić do katastrofy. W związku z tym rodziło się niezmiernie ważne pytanie: jak, kiedy i dlaczego do tej katastrofy doszło i kto do niej doprowadził, a o czym powinna wiedzieć jak największa liczba Polaków żyjących nie tylko za granicą, ale i w kraju idącym wówczas małymi, ale stanowczymi krokami do niepodległości od 1956 roku. To też było głównym przedmiotem moich prac o Powstaniu Warszawskim przed 1989 rokiem.

Stąd też zależało mi, ale zresztą nie tylko mnie, na wydaniu tej pracy w kraju, ale w „wersji integralnej” i nieocenzurowanej do czego wreszcie doszło, jak już wspomniałem, w lipcu 1984 roku dzięki memu uporowi i pomocy ludzi dobrej woli zarówno w kraju, jak i zagranicą, a głównie mego londyńskiego wydawcy inż. Jerzego Kulczyckiego. W związku z czym zarówno mnie jak i tym wszystkim osobom, które dopomogły w ukazaniu się mej pracy w Warszawie w trzynaście lat po jej wyjściu po polsku w Londynie, należą się słowa raczej uznania niż niewybrednej dezaprobaty.

Powstanie Warszawskie nie było dla mnie nigdy żadną „zbrodnią”, gdyż wtedy sam musiałbym się uznać za „zbrodniarza” jako jeden z jego uczestników, lecz wielkim narodowym dramatem i tragedią, której przyczyny oraz okoliczności w jakich do niej doszło badam już prawie od samego upadku tej niefortunnej insurekcji, której konsekwencje dalej ciążą i wpływają na nasze polityczne i społeczne życie. Uważałem to bowiem za swój obowiązek wobec tych wszystkich, z którymi poszedłem do pierwszego powstańczego szturmu, prawie bez broni, po południu 1 sierpnia 1944 roku. Szturmu, który z powodu braku broni w żaden sposób nie mógł zakończyć się sukceem i powodzeniem.

I

POLSKI RUCH OPORU

1. Narodziny i początki Państwa Podziemnego

Pierwsze kroki zmierzające do utworzenia państwa podziemnego i Armii Krajowej, AK, której przywódcy byli głównie odpowiedzialni za wybuch Powstania Warszawskiego, zostały powzięte w Warszawie pod koniec kampanii wrześniowej[1]. Dnia 27 września gen. Rómmel, działający w myśl dyrektyw otrzymanych od Naczelnego Wodza, upoważnił gen. M. Tokarzewskiego do utworzenia Polskiej Organizacji Podziemnej – Służby Zwycięstwu Polski, SZP[2]. Zadaniem Tokarzewskiego miało być „prowadzenie dalszej walki o utrzymanie niepodległości i całości granic”[3].

Gen. Tokarzewski był zawodowym wojskowym i zagorzałym piłsudczykiem, posiadającym jednak zadawnione kontakty z socjalistami i ludowcami[4]. Był człowiekiem o „ujmującym zachowaniu”, pisze S. Korboński, jeden z czołowych działaczy Stronnictwa Ludowego. Czynił on, „wrażenie więcej polityka niż wojskowego”. Przyczyniała się do tego swoboda z jaką obracał się wśród zagadnień politycznych i inicjatywa, jaką przejawiał w tej dziedzinie[5]. Osobiście Tokarzewski uważał się za „socjalistę”[6].

Pod koniec oblężenia stolicy gen. Tokarzewski był reprezentantem gen. Rómmla przy Radzie Obrony Warszawy, kierowanej przez S. Starzyńskiego jako Komisarza Cywilnego przy Dowództwie Armii[7]. W Radzie tej zasiadało wielu wybitnych działaczy politycznych i społecznych, którzy później brali udział w tworzeniu ruchu oporu. Udział w pracach Rady oraz znajomość życia politycznego ułatwiły Tokarzewskiemu[8] objęcie kierownictwa nad powstającą organizacją podziemną, która była zresztą jedną z szeregu ówczesnych polskich poczynań konspiracyjnych.

Tokarzewski utrzymuje, że już 26 września zameldował się u gen. Rómmla i oświadczył mu „gotowość podjęcia się odpowiedzialności za zorganizowanie zbrojnego ruchu oporu przeciw okupantom i gotowości moralnej i fizycznej kraju wszczęcia otwartej walki gdy na to pozwoli położenie wojenne”[9].

Stąd; już w tym początkowym stadium istnienia organizacji jej przywódca sądził, iż jego zadaniem było: po pierwsze, zorganizowanie siły, która byłaby zdolna do stawiania oporu najeźdźcy; po drugie, przygotowanie jej i kraju do podjęcia powstańczych operacji – „otwartej walki” – w odpowiednim ku temu momencie wojny.

W niecałe trzy miesiące później gen. Tokarzewski meldował swym przełożonym we Francji: „... Już dzisiaj, gdyby zaszła potrzeba, możnaby w ograniczonym zakresie wystąpić czynnie i inspirować tym masę; w ciągu marca (1940) przypuszczalna gotowość do zorganizowanego poważnego wystąpienia na okres 10–14 dni”[10]. W lutym 1940 r. główny cel ruchu oporu został wyraźnie określony jako „przygotowanie powstania zbrojnego na tyłach armii okupacyjnej, które nastąpi z chwilą wkroczenia regularnych wojsk polskich do kraju”[11]. Do tego miało się przyczynić „podtrzymywanie uczuć nienawiści do okupantów i żądzy wzięcia odwetu”[12]. Od początku więc, kierownictwo ruchu starało się opracować i realizować ogólny plan oporu w kraju. Plan ten sformułowany w lutym 1940 r. przewidywał prowadzenie działalności wywiadowczej, dywersyjnej i sabotażowej, stosowanie represji przeciwko członkom okupacyjnego aparatu i kolaborantom oraz szkolenie kadr i gromadzenie środków walki dla przeprowadzenia powstania[13]. Zgodnie z tym planem, bieżąca walka, która miała poprzedzać przejście do otwartej walki była jedynie preludium do planowanego powstania. Naczelnym celem i zadaniem polskiego ruchu oporu było przygotowanie i przeprowadzenie wielkiej insurekcji narodowej w najbardziej przełomowym dla Polski momencie wojny, któremu wszystko inne było podporządkowane. Zadaniem powstania było dopomożenie w oswobodzeniu i odbudowie państwa[14]; opanowanie kraju w chwili załamania się Niemiec[15]. Podziemne władze nigdy nie odstąpiły od myśli przewodniej tego planu. W istocie, późniejszą historię polskiego ruchu oporu podległego rządowi na obczyźnie, można uważać za szereg prób jego zrealizowania.

Poza tym, ruch miał „podtrzymać ciągłość Państwa, honor i morale Narodu, a przez to i na tym opartą kontynuację walki z najeźdźca niemieckim, a pewno też i z bolszewikami”[16]. Dążono więc do utworzenia wojskowych i administracyjnych organów, które miały spełniać rolę podziemnych władz państwowych i byłyby zdolne do pokierowania dalszą walką okupowanego kraju oraz do objęcia nad nim kontroli natychmiast po uwolnieniu. Zgodnie z tą myślą ruch podziemny miał z czasem przekształcić się w podziemne państwo. Celem zrealizowania tych ambitnych i dalekosiężnych celów gen. Tokarzewski zwrócił się o pomoc do ocalałych kadr pobitego wojska oraz przywódców przedwojennych partii opozycyjnych – Polskiej Partii Socjalistycznej PPS, Stronnictwa Ludowego SL, Stronnictwa Narodowego SN, oraz Stronnictwa Pracy SP. Armia miała dać ruchowi podziemnemu doświadczoną i wyszkoloną kadrę wojskową, a opozycja zapewnić mu szeroką, popularną podstawę polityczną i społeczną.

Apel Tokarzewskiego spotkał się, ogólnie rzecz biorąc, z poparciem tak ze strony kół wojskowych jak i politycznych. Grupa starszych oficerów zgłosiła swą gotowość służenia w konspiracyjnym wojsku i stała się zalążkiem Komendy Głównej SZP. W ten sposób doszło do zadzierzgnięcia bliskich więzów pomiędzy przedwojenną armią, szczególnie jej korpusem oficerskim, a ruchem oporu. Podziemna armia poprzez cały okres swego istnienia dowodzona była przez zawodowych oficerów przedwrześniowego wojska. – Komenda Główna, sztaby, wyższa, a nawet niższa kadra dowódcza konspiracyjnego wojska składała się głównie z zawodowych oficerów, którzy wnieśli do niego wyszkolenie, bagaż fachowy, tradycje oraz sposób bycia i myślenia nabyty w przedwojennej armii[17]. Zaciążyło to później na dalszym rozwoju wypadków[18].

Jeśli chodzi o polityków, to Mieczysław Niedziałkowski, jeden z czołowych przywódców PPS, Maciej Rataj, prezes SL, i Leon Nowodworski, dziekan warszawskiej Rady Adwokackiej oraz wybitny działacz SN, zgodzili się w imieniu swych partii poprzeć inicjatywę Tokarzewskiego[19]. Doprowadziło to do utworzenia Głównej Rady Politycznej przy SZP, która miała stanowić jej polityczne kierownictwo, i reprezentować „państwowość i rząd”[20]. W ten sposób doszło do nawiązania ścisłej współpracy pomiędzy konspiracyjnym wojskiem a przedwojenną opozycją, która w rezultacie doprowadziła do powstania podziemnego państwa, ze wszystkimi jego późniejszymi politycznymi, administracyjnymi oraz wojskowymi organami. Ten bliski związek pomiędzy przedwrześniową legalną opozycją i organizacją wojskową wywierał wielki wpływ na późniejszy rozwój wypadków w kraju. Opozycja dała konspiracyjnemu wojsku polityczny i społeczny placet na jego dalszą działalność, bez którego nie byłoby ono w stanie przekształcić się w liczebnie silną Armię Krajową. Należy podkreślić, iż w ostatnich latach istnienia II Rzeczypospolitej Polska Partia Socjalistyczna, Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Narodowe oraz Stronnictwo Pracy, które w drugiej połowie 1940 r. weszły do najwyższych władz podziemnych[21], reprezentowały razem zdecydowaną większość politycznie zorganizowanej, uświadomionej i czynnej części społeczeństwa[22]. Przedwojenne partie opozycyjne oraz korpus oficerski stanowiły trzon państwa podziemnego i dostarczyły mu większość jego politycznych i wojskowych przywódców.

Przedwrześniowy korpus oficerski liczył 18 688 ludzi[23] i rekrutował się przeważnie ze sfer inteligencko-mieszczańskich, ze sporą domieszką oficerów pochodzenia chłopskiego, a mniejszą robotniczego i ziemiańskiego[24]. Trzonem korpusu oficerskiego i jego główną siłą polityczną byli oficerowie wywodzący się z Legionów i Polskiej Organizacji Wojskowej, POW. Duży procent starszych oficerów wywodził się z byłych armii zaborczych przede wszystkim z rosyjskiej i austriackiej[25]. Niemniej, ponad siedemdziesiąt procent wyższych kierowniczych i dowódczych stanowisk w wojsku zajmowali, po przewrocie majowym, byli legioniści[26]. Dawało to pełną kontrolę nad wojskiem Piłsudskiemu i jego następcom[27]. Oficerowie pochodzący z Legionów byli na ogół pełni entuzjazmu, wiary; pewni siebie, i niechętnie liczyli się z twardą rzeczywistością[28]. Byli oni „bardziej egzaltowani, bardziej bujający w obłokach”, niż oficerowie z byłych armii zaborczych, którzy byli „bardziej przyziemni, bardziej zajmujący się swoim fachem”[29]. Wielu byłych legionistów zajmowało wysokie stanowiska w AK przez cały okres jej istnienia[30]. Pod względem fachowym niższe szczeble dowodzenia były dobrze wyszkolone, natomiast kwalifikacje znacznej części oficerów sztabowych oraz generalicji nie odpowiadały wymogom współczesnej sztuki wojennej[31]. Było to konsekwencją międzywojennego systemu szkolenia oraz kultu praktyki, rozpowszechnionego głównie wśród oficerów sztabowych i generałów[32]. Zresztą, sam Piłsudski uważał, iż najwyżsi dowódcy byli najsłabszą stroną wojska[33]. Słuszność tej oceny potwierdził przebieg kampanii wrześniowej, w czasie której zupełnie zawiodło dowództwo naczelne i, w dużym stopniu, na wyższych szczeblach operacyjnych, natomiast dowódcy taktyczni wykazali, jak to wynika z niemieckich źródeł, wybitną znajomość swego rzemiosła[34]. Oficjalnie w wojsku panował kult „Wielkiego Marszałka” jako wskrzesiciela Polski i uosobienia polskich tradycji powstańczych i było ono wychowywane w duchu jego ideologii[35]. Piłsudski uczył swych żołnierzy, że Polska skazana jest na wielkość; że niepodległość zdobywa się zbrojną walką; że każde pokolenie krwią swoją dowodzić musi, iż Polska żyje i nigdy nie pogodzi się z niewolą; że główne niebezpieczeństwo grozi jej ze strony Rosji; że na polu walki decydują siły moralne wojska i charakter dowódców; że partie polityczne i sejmowładztwo gubi odrodzoną Polskę; oraz, że wojsko to podstawa bytu państwowego – „to prawda życia historycznego”[36]. W Komendzie Głównej podziemnego wojska kult Piłsudskiego szerzył się pomimo klęski wrześniowej. W maju 1941 r. dowódca konspiracyjnej armii pisał[37]: „Dziś my powołani do walki o wolność żołnierze Polski Podziemnej pozostawiamy innym wygłaszanie sądów o Marszałku Piłsudskim jako o polityku. Zwracamy się natomiast myślą i sercem do zwycięskiego Wodza prosząc by z Wawelskiego Grobu Cień Jego, dziełu naszej walki błogosławił...”[38]. Słowa te najlepiej świadczą jak głęboko był zakorzeniony wśród wielu przedwojennych oficerów bałwochwalczy wprost stosunek do Piłsudskiego.

Ponadto w latach 1926–1939 wojsko, zgodnie z panującym wówczas kursem, „zaczęło wkraczać w polityczną stronę życia narodowego, stało się wszędobylskie, zaczęło społeczeństwu ciążyć i zrażać je do siebie”[39]. Wzrastająca militaryzacja międzywojennego systemu politycznego czyniła z wojska, pomimo jego teoretycznie „apolitycznego” charakteru, jedną z zasadniczych podpór sanacyjnego reżymu[40].

Ten ścisły związek pomiędzy wojskiem a sanacją napawał opozycję obawami i nieufnością w stosunku do niego. Oficerowie, choć wielu z nich skłaniało się ku narodowcom[41], i opozycyjni politycy różnie oceniali rolę Piłsudskiego i jego obozu w życiu narodu. Dla żołnierzy Piłsudski był przede wszystkim wskrzesicielem Polski, twórcą wojska i zwycięskim wodzem, którego pamięć i wskazania należało czcić i szanować. Politycy widzieli w nim głównie rywala i dyktatora, który zniszczył w Polsce ustrój parlamentarny, odsunął ich od władzy i wpływów na przeciąg trzynastu lat, szykanował ich, a nawet w niektórych wypadkach więził[42].

Politycy, nawet po klęsce wrześniowej i upadku sanacji, nie byli zupełnie pewni jakie właściwie zamiary żywili wobec nich wojskowi. Straszyło ich stale widmo majowych wypadków i obawiali się, że wojskowi będą dążyć do zbytniego zmilitaryzowania całego ruchu. Od początku stosunki między politykami a wojskowymi układały się różnie. Istniały różnice w podejściu do zagadnień i widać było „inne szkoły i metody myślenia”. Wojskowi nie zawsze naginali się do zrozumienia „politycznego punktu widzenia”, zdradzali „tendencje do ujęcia wszystkiego w swoje ręce, a co najmniej do kierowania wszystkim z ukrycia”, politycy zaś pragnęli podporządkować wojsko kierownictwu politycznemu, byli podejrzliwi i wszędzie wietrzyli „dwójkę”. Prowadziło to do częstych sporów i burzliwych dyskusji[43]. Wojskowi natomiast, przywykli do uprzywilejowanej pozycji w okresie rządów sanacyjnych, nie kwapili się do uznania nadrzędności polityków[44]. Te dwie przeciwstawne tendencje wzajemnie się zwalczały i wpływały na dalszy rozwój podziemnego państwa.

Z drugiej strony, przedwojenną opozycję składającą się z różnych politycznych ugrupowań – socjalistycznych, ludowych, narodowych i chrześcijańsko-demokratycznych – nie sposób jest określić jako siłę, która w całości zabiegała o ustanowienie w Polsce demokracji oraz rządów parlamentarnych. Opozycja jako taka, nie posiadała wspólnego programu i podejścia do politycznych, społecznych i ekonomicznych problemów jakie stały przed II Rzeczypospolitą. W łonie opozycji istniały i wzajemnie ścierały się różne, często trudne do pogodzenia tendencje, tradycje, interesy i programy. Działała ona w narodzie, który na skutek ponadwiekowej niewoli, pozbawiony był możliwości normalnego politycznego rozwoju oraz nie podlegał jednoczącemu wpływowi doświadczeń wynikających z posiadania własnej państwowości.

Opozycyjne stronnictwa łączyła, niemniej, głęboka wrogość do sanacji, chęć kierowania narodem i gotowość do czynnej walki o niepodległość. Gen. Tokarzewski zwracając się do opozycji o poparcie jego inicjatywy kierował się następującymi względami. Po pierwsze, chciał odciąć powstające konspiracyjne wojsko od jakichkolwiek bądź formalnych powiązań z sanacją, którą społeczeństwo winiło za klęskę wrześniową. Po drugie, pragnął zapewnić mu poparcie nowego rządu powstałego w Paryżu, który opierał się na koalicji opozycyjnych stronnictw nie skompromitowanych klęską wrześniową[45]. Po trzecie, ze względu na zupełne zniszczenie państwowego aparatu zamierzał w dużym stopniu oprzeć ruch podziemny na nietkniętej dotychczas siatce organizacyjnej stronnictw, przede wszystkim PPS i SL[46]. Wreszcie, organiczny związek między organizacją wojskową, późniejszą Armią Krajową, a opozycją miał stworzyć dla niej szerokie zaplecze polityczne i społeczne[47]. Niemniej, Tokarzewski dążył do podporządkowania polityków dowódcy wojska[48].

Przywódcy opozycji byli gotowi pójść na współpracę z Tokarzewskim, gdyż uważali że: „Na przegranej w Warszawie i w Polsce nie kończyła się wojna”. Kierowani „starym nawykiem” sądzili, że „trzeba będzie kontynuować walkę w formach konspiracyjnych”[49]. Ponadto, zgoda polityków na poparcie inicjatywy Tokarzewskiego była w wielkiej mierze wynikiem ich współpracy z wojskiem w czasie oblężenia stolicy. – „Atmosfera obrony Warszawy określiła charakter pierwszych zarysów organizacji podziemnej”, jak słusznie podkreśla Zygmunt Zaremba, jeden z przywódców PPS, „i pozostawiła piętno wyraźne na całej epoce zmagań z okupacją...”.

Przeżycia zbiorowe, wyniesione z obrony Warszawy, stały się glebą, na której wyrastała nowa postawa ludzi i grup politycznych... Ponad wszystko, co wczoraj jeszcze pochłaniało uczucia i myśli, wyrastała jedna troska: utrzymać więź wewnętrzną pobitego narodu, zachować jego osobowość i udział w rozgrywającym się dramacie.

Wynikiem takiej postawy było zwrócenie się gen. Tokarzewskiego w wigilię kapitulacji do przywódców stronnictw, stojących w opozycji wobec reżymu sanacyjnego, i zaproponowanie im stworzenia centralnego ośrodka politycznego przy spiskowej organizacji wojskowej. Wynikiem zmian w nastrojach, jakie przyniosła obrona Warszawy, była zgoda przywódców partii „zwalczających system sanacyjny, na stworzenie Rady Politycznej Służby Zwycięstwu Polski... i przyjęcie w niej uczestnictwa. Bez przeżyć, które przyniosła obrona Warszawy, wszystko to byłoby psychicznie niemożliwe”[50]. Ponadto, politycy zdawali sobie sprawę, że naród nie czuł się właściwie pobity, lecz raczej zawiedziony szybkim upadkiem regularnego oporu, co uniemożliwiło mu wzięcie pełnego udziału w zbrojnej walce z Niemcami i wierzył, że ostateczne zwycięstwo przypadnie aliantom i Polsce. Społeczeństwo gotowe było do dalszej walki, spontanicznie tworzyło dziesiątki konspiracyjnych organizacji[51], a politycy rozumieli, iż zadaniem ich było zespolenie i pokierowanie tymi wysiłkami. W okresie październik-grudzień 1939 r. Tokarzewski wraz z Główną Radą Polityczną starał się sformułować ogólne cele i zasady, na których chciał oprzeć całą organizację, co doprowadziło do powstania Statutu SZP oraz deklaracji ideowej ruchu. Statut Służby Zwycięstwu Polski w następujący sposób ujmował jej zasadnicze cele:

a) Podjąć zdecydowaną i nieustępliwą walkę z najeźdźcą na każdym polu jego działalności w Kraju wszelkimi środkami, do czasu wyzwolenia Polski w granicach sprzed rozpoczęcia wojny.

b) Reorganizacja kadrowych wartości bojowych naszej armii i podniesienie ich gotowości moralnej i fizycznej.

c) Tworzenie powiązanych ze sobą hierarchicznie i współdziałających harmonijnie ośrodków tymczasowej władzy narodowej w kraju.

Autorzy Statutu twierdzili, że: „Musimy podjąć i prowadzić nieustępliwą walkę z najeźdźcą, bo mimo zapewne niewątpliwej pomocy naszych sprzymierzeńców, bez nas samych... (bez) samodzielnego zbrojnego wysiłku, nikt i nic nie może nas zbawić. Celem jest Polska, bez Niej władczej i rządnej, nasze rodziny i ich mienie, nasze miasta i majątek narodowy, nasze życie... są bez znaczenia”[52].

Cele zawarte w Statucie SZP były potwierdzone i rozwinięte w deklaracji ideowej Rady Politycznej ruchu, która stwierdzała:

„1) Walka przeciw Niemcom i Rosji o niepodległość Polski trwa. Toczyć się ona będzie aż do ostatecznego zwycięstwa. Każdy dobry Polak ma obowiązek i zaszczytne prawo wzięcia w niej udziału. Jedynym warunkiem skuteczności tej walki i należytego wykorzystania wszystkich sił jest jednolitość jej kierownictwa na całym obszarze Polski. Podporządkowanie się kierownictwu i lojalna z nim współpraca to minimum tego czego żądamy dziś od każdego obywatela.

2) Walczymy nie tylko o Polskę ale i o wolnego człowieka w wolnej Europie. W walce tej sprzymierzeńcami są nam nie tylko walczące wespół z nami państwa zachodnie ... ale również opinia całego cywilizowanego świata. Wrogami naszymi są wszelkie ideologie totalistyczne, a dzisiaj w pierwszym rzędzie hitleryzm i bolszewizm.

3) Polska wolna będzie prawdziwie demokratyczna, sprawiedliwa dla wszystkich obywateli i zawsze praworządna.

4) Polska wolna musi się stać tak silna, aby mogła być skutecznym oparciem dla zachodniej kulturalnej słowiańszczyzny, oraz dla małych narodów znajdujących się między Rosją i Niemcami.

5) W walce którą toczymy doceniamy całkowicie wielki wysiłek i realne znaczenie odbudowy Armii Polskiej we Francji i Anglii, oraz wysiłek polityczny podjęty ... przez Polaków, którzy znaleźli się na emigracji. Wyłoniony legalnie na czas wojny Rząd Polski na emigracji zachował ciągłość państwową, a lojalna z nim współpraca nasza, ciągłość tę potwierdza. Ale – jak to już podkreślaliśmy niejednokrotnie – od opinii i postawy kraju zależeć będzie w stopniu decydującym Polska po tej wojnie. Bez wypowiedzenia się kraju ... nie mogą zapaść żadne decyzje zmniejszające obszar naszego państwa, oraz zobowiązania ... które uniemożliwiłyby oparcie odbudowy Polski na zasadach prawdziwej demokracji ... sprawiedliwości społecznej i gospodarczej. Fundament organizacji Państwa Polskiego i jego ustroju społeczno-gospodarczego ustali parlament zwołany na szerokiej platformie demokratycznej natychmiast po odzyskaniu niepodległości...”[53].

W tych dwóch dokumentach dostrzegamy wpływ i echa polskich tradycji powstańczych i niepodległościowych; dążność do utworzenia mocarstwowej Polski po wojnie, która byłaby przeciwwagą Rosji i Niemiec oraz zachowania nadrzędności głosu kraju nad czynnikami emigracyjnymi. Te ogólne cele i zasady sformułowane przez przywódców ruchu wywierały ogromny wpływ na jego dalszy rozwój; spotkamy się z nimi znowu przy omawianiu pośrednich przyczyn i politycznego podłoża Powstania Warszawskiego.

Jeśli chodzi o sprawę zapewnienia Polsce ustroju parlamentarno-demokratycznego, to byłaby ona dość problematyczna w każdej powojennej sytuacji, ze względu na totalitarne zapędy części Stronnictwa Narodowego oraz pomajowe tradycje wojska. Niemniej, wprowadzenie w Polsce demokracji było jednym z głównych celów ruchu. Twierdzi się, iż w tym czasie ideałem gen. Tokarzewskiego była „Polska Ludowa”, w której chłopi i robotnicy mieli odgrywać dominującą rolę[54]. W tym czasie sympatie Tokarzewskiego ponoć leżały po stronie socjalistów i ludowców, a współpracę z narodowcami podyktowała mu „konieczność skonsolidowania wszystkich sił narodu”[55]. W zasadzie Tokarzewski był gotów współpracować z wszystkimi istniejącymi w kraju ugrupowaniami politycznymi, z sanacją włącznie, o ile przyjmą to co SN, SL, i PPS „ustali ideologicznie jako swoją podstawę wyjściową i cel dążenia”[56]. Kwestia formalnego ustosunkowania się ruchu podziemnego do polskich komunistów właściwie jeszcze nie zaistniała, ze względu na rozwiązanie Komunistycznej Polskiej Partii, przez Stalina w 1938 roku[57]. Komuniści polscy w zorganizowanej formie znowu weszli do politycznego życia narodu, dopiero w zimie 1941–42.

Równocześnie z wysiłkami zmierzającymi do sformułowania politycznych podstaw ruchu, Tokarzewski zabiegał o rozciągnięcie siatki SZP na cały kraj oraz nawiązanie łączności z Rządem Polskim na wygnaniu, stworzonym przez gen. Władysława Sikorskiego[58] 30 września 1939 r. w Paryżu. Pomimo to, że prace organizacyjne w kraju czyniły duże postępy[59] Tokarzewski miał znaczne trudności z ustaleniem kontaktu z gen. Sikorskim[60], który 7 listopada 1939 r. został zamianowany Naczelnym Wodzem Polskich Sił Zbrojnych[61]. Sikorski skupiając w swych rękach urząd Premiera i Naczelnego Wodza stał się najważniejszą osobistością w emigracyjnym rządzie. W kraju był on uważany przez większość społeczeństwa za wojennego przywódcę narodu. Nowy Naczelny Wódz będąc nieufnie nastawiony do Tokarzewskiego, ze względu na jego sanacyjną przeszłość oraz niepewny ścisłości jego meldunków w sprawie SZP, żywił zastrzeżenia co do uznania go jako dowódcy podziemnego wojska, a nawet samej Służby jako organizacji popieranej przez Rząd[62]. W tym czasie sytuacja w kraju była zagmatwana i szereg organizacji podziemnych miało daleko idące aspiracje[63].

W listopadzie 1939 r. gen. Sikorski i nowy rząd postanowił utworzyć w kraju tajną organizację wojskową Związek Walki Zbrojnej, ZWZ. Zgodnie z tą decyzją, 13 listopada 1939 r. Premier powołał do życia „Komitet Ministrów dla Spraw Kraju”, który miał czuwać nad „wszystkimi sprawami związanymi z krajem i wysiłkami narodu zmierzającymi do wyzwolenia „Rzeczypospolitej z okupacji wroga” oraz zarządził, iż przygotowania do „walki czynnej z okupantami leżą w kompetencji Związku Walki Zbrojnej, ściśle tajnej organizacji wojskowej, której powstanie i zależność służbową zatwierdziła Rada Ministrów”.

Na przewodniczącego Komitetu Ministrów oraz Komendanta Głównego ZWZ gen. Sikorski wyznaczył gen. Kazimierza Sosnkowskiego[64], który w latach 1912–1926 był jednym z najbliższych współpracowników Piłsudskiego[65]. Zasadnicze polityczne instrukcje dla kraju opracowane przez Komitet miały być wydawane przez Szefa Rządu albo w jego imieniu, po jego wstępnej aprobacie. Komendant Główny ZWZ miał działać jako zastępca Naczelnego Wodza i z jego rozkazu[66]. Wskazywało to, iż Sikorski zamierzał zachować pełną kontrolę nad sprawami krajowymi w swoich rękach.

Statut ZWZ ustalał, że całość pracy na terenie kraju powinna być podzielona na dwa odrębne działy: dział A – ogólny, obejmujący sprawy polityczne i społeczne, oraz dział B – wojskowy, obejmujący czynności mające na celu utworzenie na terenie obu okupacji tajnej, ściśle zakonspirowanej organizacji wojskowej oraz kierowanie pracami tej organizacji.

Dział A był finansowany z budżetu ogólnego, a dział B z wojskowego. Zgodnie ze Statutem oraz instrukcjami Rządu ZWZ jako ośrodek czynnego oporu narodowego miał „współdziałać w odbudowie państwa polskiego na drodze walki orężnej”. ZWZ jako ośrodek dyspozycji wojska miał być organizacją „jednolitą i jedyną” działającą na terenie kraju, której musiały się podporządkować wszystkie inne organizacje podziemne. Stąd, ZWZ miał być organizacją „ogólnonarodową, nadpartyjną i ponadstanową, skupiającą w swych szeregach, bez względu na różnice przekonań politycznych i społecznych, wszystkich prawych Polaków, pragnących walczyć orężnie z okupantami”, a pod względem ściśle wojskowym „organizacją ścisłą, tajną, wojskową, opartą o bezwzględnie pojęte zasady hierarchii, karności i dyscypliny”[67].

Pod względem organizacyjnym cały kraj początkowo został podzielony na sześć obszarów: cztery na terenie okupacji niemieckiej – nr 1 Warszawa, nr 4 Kraków, nr 5 Poznań i nr 6 Toruń oraz dwa na terenie okupacji sowieckiej – nr 2 Białystok i nr 3 Lwów. Komendanci obszarów mieli podlegać bezpośrednio gen. Sosnkowskiemu znajdującemu się w Paryżu[68]. W styczniu 1940 r. strukturę dowodzenia uproszczono i podzielono cały kraj na dwie części: okupację niemiecką i sowiecką. Komendantem okupacji sowieckiej z siedzibą we Lwowie został gen. Tokarzewski, dotychczasowy dowódca SZP, a jego Szef Sztabu, płk. dypl. Stefan Rowecki („Rakoń”, „Grabic”, „Grot”), komendantem okupacji niemieckiej z siedzibą w Warszawie[69]. – Płk. Grot-Rowecki, były legionista i wnuk powstańca styczniowego, w czasie kampanii wrześniowej dowodził brygadą pancernomotorową. W czasie wypadków majowych, mimo iż był piłsudczykiem, opowiedział się przeciwko Marszałkowi[70]. Do wybuchu wojny Grot-Rowecki zajmował się sprawami czysto wojskowymi i jeśli chodzi o zagadnienia polityczne – międzynarodowe i wewnętrzne – był raczej mało wyrobiony[71]. Początkowo na gruncie politycznym czuł się niepewnie[72]. Wyznaczenie przez gen. Sikorskiego gen. Tokarzewskiego i płk. Grota-Roweckiego na najwyższe stanowiska w ZWZ oznaczało, iż w praktyce oprze się on na istniejącej już umowie SZP.

Niemniej, z treści instrukcji i dokonanych przez Sikorskiego zmian personalnych niezbicie wynikało, iż Szef Rządu dążył do całkowitego podporządkowania ruchu podziemnego w kraju najwyższym władzom na emigracji. Co więcej, plany i zamiary Sikorskiego w sprawie pracy podziemnej w kraju, dalece odbiegały od zasad ustalonych i wprowadzanych w życie przez Tokarzewskiego. Sikorski chciał podzielić cały ruch na dwa zasadnicze działy: polityczny i wojskowy, których pracami miał bezpośrednio kierować Rząd. Tymczasem Tokarzewski dążył do organicznego zespolenia całego ruchu – politycznego i wojskowego – pod jednym kierownictwem znajdującym się w Warszawie, które reprezentowałoby Rząd w kraju. Instrukcje i decyzje Sikorskiego przyjęto w Warszawie dość niechętnie i poddano je ostrej krytyce. Oskarżano Rząd w Paryżu o rozbijanie raczej niż konsolidowanie dotychczasowych wysiłków kraju zmierzających do utworzenia zalążka państwa podziemnego w Polsce[73]. Z drugiej strony jednak doszło do ustanowienia bezpośredniego kontaktu i więzi organizacyjnej między Rządem na emigracji a ruchem oporu w kraju, co później wywarło ogromny wpływ na dalszy rozwój wypadków. Więź tę utrzymano przez cały okres trwania konspiracji; doprowadziło to do utworzenia Armii Krajowej AK i państwa podziemnego, które reprezentowało interesy Rządu w kraju i wraz z nim oraz wojskiem za granicą tworzyło tzw. „obóz londyński”. Ten ścisły związek między Rządem a ruchem oporu wywierał przemożny wpływ na politykę i strategię londyńskiego obozu i zaważył na wojennej historii Polski. Od tej chwili polityczna i dyplomatyczna działalność Rządu Polskiego na wygnaniu – początkowo we Francji, a następnie w Wielkiej Brytanii – oraz pozycja jaką on zajmował w alianckim obozie, bezpośrednio wpływała na dalsze koleje ruchu oporu i odwrotnie. Nie ulega dyskusji, iż Powstanie Warszawskie było w dużej mierze, jak to zresztą wyniknie z następnych rozdziałów, próbą ze strony kierownictwa krajowego dopomożenia Rządowi w przełamaniu groźnego impasu jaki zaistniał w polsko-sowieckich stosunkach od kwietnia 1943 r. i osiągnął swój punkt kulminacyjny latem 1944 r. Zasadniczym celem polskiego ruchu oporu od momentu jego powstania, było współdziałanie z emigracyjnym Rządem w uwolnieniu kraju i odtworzeniu niepodległego państwa. Cel ten zamierzano osiągnąć przez przeprowadzenie w Polsce powszechnego powstania w końcowej fazie wojny, które miało umożliwić władzom podziemnym objęcie kontroli nad uwolnionym krajem w imieniu emigracyjnego Rządu. Cały główny wysiłek konspiracji skoncentrowany był na przygotowaniu Powstania oraz zorganizowaniu powojennych organów administracyjnych państwa. Zrealizowanie tego celu wymagało scalenia wszystkich organizacji podziemnych, osiągnięcia jedności narodowej oraz ścisłej współpracy między krajowymi ośrodkami kierowniczymi a rządem na obczyźnie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

PRZYPISY

I. POLSKI RUCH OPORU

[1] Szczegóły tej sprawy patrz: Michał Tokarzewski, Jak powstała Armia Krajowa, »Zeszyty Historyczne«, Nr 6/1964, s. 17–44. Janina Karasiówna, Pierwsze Półrocze Armii Podziemnej, »Niepodległość«, (Londyn 1948), s. 265–277; Zygmunt Zaremba, Wojna i konspiracja, Londyn 1957, s. 81–82; i Stefan Korboński, W Imieniu Rzeczypospolitej..., Londyn 1964, s. 15 i dalsze.

[2] Juliusz Rómmel, Za Honor i Ojczyznę, Warszawa 1958, s. 359; oraz Michał Tokarzewski, Jak powstała Armia Krajowa, Zeszyty Historyczne, Nr 6/1964, s. 19–20 – dalej Tokarzewski – JMC.

[3] Tamże, s. 20.

[4] Isaac Deutscher, The Tragedy of Polish Communism Between the Wars, Londyn b.d.w., s. 17; Stefan Korboński, W Imieniu Rzeczypospolitej..., Londyn 1964, s. 26; i Jan Rzepecki, Wspomnienia i przyczynki historyczne, (Warszawa 1956), s. 192.

[5] Stefan Korboński, W Imieniu Rzeczypospolitej..., Londyn 1964, s. 32.

[6] Tokarzewski, s. 22.

[7] Tokarzewski, s. 17.

[8] W sprawie roli jaką Tokarzewski odgrywal w przedwojennym wojsku patrz: Jerzy Kirchmayer, Powstanie Warszawskie, (Warszawa 1959), s. 12; oraz Marian Romeyko, Przed i po maju, Warszawa 1967.

[9] Tokarzewski, s. 20.

[10] Meldunek Komendanta Głównego SZP do Naczelnego Wodza, 14 grudnia 1939 r. Ldz. 544, Lew. 4. Studium Polski Podziemnej – Dalej SPP. – J.M. C.

[11] Statut Związku Walki Zbrojnej, ZWZ, SPP.

[12] Tamże.

[13] Tamże.

[14] Statut Związku Walki Zbrojnej, ZWZ, SPP.

[15] Meldunek Komendanta Głównego SZP do Naczelnego Wodza, 14 grudnia 1939, Ldz. 544, Lew. 4. SPP.

[16] Tokarzewski, s. 19.

[17] Por. Jerzy Kirchmayer, Powstanie Warszawskie, Warszawa 1957, s. 434–435.

[18] Tamże.

[19] Tokarzewski, s. 23–24.

[20] Tamże.

[21] Komisja Historyczna Polskiego Sztabu Głównego w Londynie, Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnieświatowej, tom III, Armia Krajowa, Londyn 1950, s. 53–55 – dalej Polskie Sily Zbrojne – JMC.

[22] Por. H. Seton-Watson, The East European Revolution, Londyn 1956, s. 38.

[23] E. Kozłowski, Wojsko Polskie 1936–39, Warszawa 1964), s. 77 – dalej Kozłowski – JMC.

[24] J. Rzepecki, op.cit., s. 175; oraz Kozłowski, s. 75.

[25] Kozłowski, s. 75.

[26] Tamże; oraz J. Rothschild, Pilsudski's Coup D'Etat; Nowy Jork 1966, s. 192.

[27] Kozłowski, s. 75.

[28] M. Romeyko, Wspomnienia o Wieniawie i o rzymskich czasach, Londyn 1969, s. 117.

[29] Uzgodniona notatka z rozmowy z płk. dypl. J. Bokszczaninem („Sękiem”), od stycznia do lipca 1944 r. zastępcą Szefa Sztabu KG AK odbytej w Paryżu 14 i 15 listopada 1969.

[30] Relacja ustna płk. Stanisława Juszczakiewicza („Kuby”), Szefa Oddziału Personalnego KG AK

[31] Kozłowski, s. 76.

[32] Tamże. Przedwojenna armia posiadała zaledwie 903 oficerów dyplomowanych – tzn. posiadających wyższe wykształcenie wojskowe. Kozłowski, s. 77.

[33] J. Cieplewicz, Generałowie polscy w opinii J. Piłsudskiego, „Wojskowy Przegląd Historyczny”, Nr 1/1966.

[34] H. Roos, A History of Modern Poland, Londyn 1966, s. 167.

[35] J. Rzepecki, op.cit., s. 175–176.

[36] J. Piłsudski, Pisma Wybrane, Londyn 1943, s. 8 i dalsze.

[37] J. Rzepecki, op.cit., s. 211.

[38]Żołnierz Podziemny – Brygadier – Wódz, „Insurekcja”, Nr 5/1941, Instytut Generała Sikorskiego – dalej I. G. S. – JMC., P. R. M. 46a.

[39] Stefan Grot-Rowecki, Duch Wojska Narodowego, Warszawa 1942, cytowane wg. Rzepeckiego, op.cit., s. 177–178.

[40] Jan Rzepecki, op.cit., s. 176.

[41] Tamże.

[42] H. Seton-Watson, Eastern Europe Between the Wars, 1918–1941, Cambridge 1945, s. 163.

[43] Stefan Korboński, op.cit., s. 39–40.

[44] Tokarzewski, s. 24 i dalsze.

[45]Polskie Siły Zbrojne, op.cit., s. 50.

[46] Pisemna relacja gen. Tokarzewskiego. SPP.

[47]Polskie Siły Zbrojne, op.cit., s. 50.

[48] Meldunek Nr 2 Komendanta Obszaru Nr 1, 6 stycznia 1940, Ldz. 1214/Tjn., L.ew. 4, Załącznik C i D., SPP; Stanisław Dołęga Modrzewski, Polskie Państwo Podziemne, Londyn 1959, s. 22 i dalsze; Tokarzewski, s. 37, oraz Statut SZP, SPP.

[49] Zygmunt Zaremba, op.cit., s. 63. Patrz też Stefan Korboński op.cit., s. 11.

[50] Zygmunt Zaremba, op.cit., s. 99–100; patrz też J. Kirchmayer, Powstanie Warszawskie, Warszawa 1959, s. 431–433.

[51] Tokarzewski, s. 31.

[52] Statut Służby Zwycięstwu Polski, SPP.

[53] Meldunek Nr 2 Komendanta Obszaru Nr 1, 6 stycznia 1940, Ldz. 1214/Tjn., L.ew. 4, Załącznik E, SPP.

[54] Tokarzewski, s. 22, oraz Polskie Siły Zbrojne, op.cit., s. 50.

[55]Polskie Siły Zbrojne, s. 50.

[56] Tokarzewski, s. 23.

[57] Szczegóły tej sprawy patrz: M.K. Dziewanowski, The Communist Party of Poland, Cambridge, Massachusetts 1959, s. 139–154, oraz Isaac Deutscher, op.cit., s. 29–34.

[58] Próba oceny roli gen. Sikorskiego w polskim życiu politycznym patrz: M. Kukiel, Generał Sikorski, Londyn 1970; Leon Mitkiewicz, Z gen. Sikorskim na obczyźnie, Paryż 1968; oraz Edward Raczyński, W sojuszniczym Londynie, Londyn 1960, s. 199 i dalsze.

[59] Meldunek Komendanta Głównego SZP do Naczelnego Wodza, 14 grudnia 1939 r., Ldz. 544, Lew. 4, SPP.

[60] Szczegóły patrz: J. Karasiówna, op.cit., s. 270–271.

[61] Dziennik czynności gen. Sikorskiego. I. G. S.

[62] Por. W. Pobóg-Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski, tom III, Londyn 1960, s. 123.

[63] Komendant Okupacji Niemieckiej do Komendanta Głównego ZWZ, meldunek Nr 17, 15 kwietnia 1940. SPP.

[64]Polskie Siły Zbrojne, s. 101.

[65] Kazimierz Sosnkowski, Materialy Historyczne, Londyn 1966, s. XI i dalsze.

[66] Statut Związku Walki Zbrojnej, SPP.

[67] Statut Związku Walki Zbrojnej, SPP.

[68] Tamże, oraz Instrukcja Nr 1 Komendanta Głównego ZWZ dla Komendanta Obszaru Nr 1, 4 grudnia 1939, SPP.

[69] Instrukcja Nr 2 Komendanta Głównego ZWZ dla Komendanta Obszaru Nr 1, 16 stycznia 1940, SPP.

[70] Teczka osobista gen. Grota-Roweckiego, SPP.

[71] J. Rzepecki, op.cit., s. 176 i dalsze; oraz Stefan Rowecki, Wspomnienia i notatki, Warszawa 1957.

[72] Stefan Korboński, op.cit., s. 22–23.

[73] S. Korboński, op.cit., s. 39–41, oraz Z. Zaremba, op.cit., s. 103–104.


„Mam nadzieję” – pisał prezydent Roosevelt do marszałka Stalina 6 lutego 1945  r., a  więc już w  kilka miesięcy po upadku powstania warszawskiego – „że nie muszę Pana zapewniać, że Stany Zjednoczone nigdy nie udzielą jakiegokolwiek poparcia żadnemu rządowi tymczasowemu w  Polsce, który odnosiłby się wrogo do Waszych interesów” [21] . Co więcej, prezydent zapewniał marszałka z  całą mocą i  zgadzał się z  nim całkowicie, że Armia Czerwona, posuwając się na Berlin przez Polskę, powinna mieć zapewnione „bezpieczeństwo na tyłach”. Dodawał przy tym, że żaden „rząd tymczasowy, który by przysparzał waszym siłom zbrojnym jakichkolwiek kłopotów nie może być przez Was i  nie powinien być przez nas tolerowany. Chciałbym aby Pan wiedział, że dobrze o  tym pamiętam” [22] . Wymowa tych zapewnień prezydenta była jasna i  jednoznaczna: sprawa bezpieczeństwa tyłów Armii Czerwonej w  Polsce, zmierzającej do Berlina, miała pierwszeństwo nad wszystkimi innymi sprawami. Co oznaczało w  istocie, że oddziały Armii Krajowej oraz agendy organizacji „NIE”, istniejące nadal w  konspiracji na terenach zajmowanych przez Armię Czerwoną, nie mogły już liczyć na żadne poparcie, pomoc i  ochronę ze strony Stanów Zjednoczonych. Były one skazane na łaskę i  niełaskę sowieckich organów bezpieczeństwa, na czele których stał w  Polsce gen. Iwan Sierow.

„Osobiście uważam decyzję dowódcy Armii Krajowej [wywołania powstania w  Warszawie – JMC] za nieszczęście”. – Gen. Władysław Anders „Bo myśmy mogli tylko walkę rozpocząć, my ich [Niemców – JMC] wykończyć nie mogliśmy – tak zarozumiali nie byliśmy. [...] Nie sądziłem, że możemy sami tę walkę rozpocząć i  sami skończyć. [Uważaliśmy – JMC], że wejdą Rosjanie i  Niemców wykończą”. – Gen. Tadeusz Pełczyński „Przeżywam po dziś dzień wewnętrzny konflikt, ile razy zastanawiam się nad pytaniem, czy decyzja powstania była słuszna i  czy można było jej uniknąć”. – Jan Nowak-Jeziorański

Wręcz przeciwnie. Od konferencji teherańskiej, a  szczególnie w  1944  r.  współpraca polityczna i  militarna Wielkiej Trójki, pomimo powstania warszawskiego i  zagłady stolicy, układała się pomyślnie. Wszystko bowiem było podporządkowane, jak już wiemy, jednemu, wspólnemu i  nadrzędnemu dla wszystkich jej członków celowi: doszczętnemu rozgromieniu „tysiącletniej” Rzeszy Hitlera, a  następnie Japonii. Natomiast nad wszystkimi innymi zagadnieniami i  kwestiami, które mogłyby tę harmonijną współpracę w  Wielkiej Trójce zakłócić, jej przywódcy przechodzili do porządku i  jak najszybciej o  nich zapominali dla dobra wspólnej sprawy. Gdyby na tle sprawy polskiej doszło do konfliktu między naszymi zachodnimi aliantami a  Rosją przed zakończeniem ostatniej wojny, jak przyznaje i  podkreśla słusznie legendarny kurier z  Warszawy Jan Nowak-Jeziorański, „rozgromienie Niemiec, narzucenie im bezwarunkowej kapitulacji nie byłoby prawdopodobnie możliwe. W  tym układzie ani Powstanie Warszawskie, ani wszystko, co po nim nastąpiło, nie zmieniały ani na jotę polityki Anglosasów” [23] . Niestety tej straszliwej, brutalnej i  okrutnej dla nas Polaków prawdy nie rozumieli lub też zrozumieć nie chcieli główni autorzy powstania warszawskiego, generałowie Tadeusz Bór-Komorowski, Tadeusz Pełczyński i  Leopold Okulicki, którzy palili się do walki i  doprowadzili do jej wybuchu. Na ich usprawiedliwienie można i  trzeba chyba dodać, że ich znajomość polityki i  stosunków międzynarodowych była siłą rzeczy ograniczona –

Wielka Trójka ustaliła w  Teheranie, że nowa polsko-radziecka granica będzie przebiegać wzdłuż linii Curzona. Sytuacja oddziałów Armii Krajowej istniejących i  działających na wschód od tej linii znacznie się skomplikowała i  wymagała politycznego wyjaśnienia, bez którego mogło dojść – i  doszło w  lecie 1944  r.  – do konfliktów między oddziałami polskimi i  Armii Czerwonej w  Wilnie i  Lwowie. Było to dość łatwe do przewidzenia ze względu na brak stosunków dyplomatycznych między rządem polskim w  Londynie i  Moskwą.

W  związku z  czym dwóch wyższych oficerów Komendy Głównej AK – gen. Stanisław Tatar („Erazm”), zastępca Szefa Sztabu ds. Operacyjnych, oraz ppłk dypl. Marian Drobik, szef II Oddziału, zaczęło domagać się od swych przełożonych, na przełomie lat 1943/44, zmiany polityki polskiej wobec Moskwy, nawet za cenę zrzeczenia się Kresów Wschodnich na rzecz ZSRR oraz – gdyby zaszła taka potrzeba – z  pominięciem rządu polskiego w  Londynie. Ci dwaj oficerowie chcieli uniknąć konfliktów politycznych i  terytorialnych ze Związkiem Sowieckim po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski w  pościgu za cofającymi się Niemcami [24] . W  związku z  tym ppłk dypl. Drobik opracował i  przedstawił swym przełożonym, generałom Tadeuszowi Bór-Komorowskiemu i  Tadeuszowi Pełczyńskiemu, na jesieni 1943  r.  raport pt. „Bieżąca polityka polska a  rzeczywistość”, w  którym w  jasny sposób, a  miejscami nawet brutalny i  niezwykle logiczny, przewidujący i  trafny, przedstawił racje przemawiające za koniecznością zmiany polityki polskiej wobec Rosji, nawet kosztem naszych wielkich wobec niej politycznych i  terytorialnych ustępstw.

Niestety, tezy, konkluzje i  rekomendacje czy – jak kto woli – propozycje ppłk. dypl. Drobika, a  co za tym idzie również gen. Stanisława Tatara, którzy w  tej sprawie bardzo ściśle ze sobą współpracowali, zostały całkowicie odrzucone i  potępione przez ich przełożonych. Generał Bór-Komorowski był tymi poglądami po prostu przerażony, a  gen. Pełczyński ostro je zwalczał.

Wkrótce po złożeniu swego raportu ppłk dypl. Marian Drobik został zdjęty ze stanowiska szefa II Oddziału KG AK jako oficer „niepewny”, gdyż rzekomo nie wiadomo było, zdaniem gen. Pełczyńskiego, jak się zachowa, gdy „wkroczą bolszewicy” [37] . Wkrótce po tym, po nieudanej próbie popełnienia samobójstwa, został aresztowany przez gestapo w  Podkowie Leśnej w  nocy z  8 na 9 października 1943  r.  „Tym razem nie miał przy sobie trucizny”, podaje jego dowódca gen. Bór-Komorowski, „Przeszedł ciężkie tortury, nie zdradził niczego. Zginął zamordowany przez Niemców” [38] . Tak zakończył życie ppłk dypl. Marian Drobik „Dzięcioł”, jeden z  najlepszych oficerów sztabowych Wojska Polskiego i  Armii Krajowej, świetny analityk, obdarzony rzadkim darem niezmiernie trafnego i  dalekowzrocznego przewidywania, zimnego i  logicznego rozumowania oraz wielką, żołnierską i  cywilną odwagą.

W  rozumowaniu ppłk. dypl. „Dzięcioła” tkwił tylko jeden mankament, który i  on sam dostrzegał, mianowicie, że „Rosja zobowiązań nie dotrzymuje, a  my przez ustępstwa dostarczymy jej tylko usprawiedliwienia dla jej imperialnej polityki” [39] . Był to oczywiście wielki dylemat, który gen. Pełczyński z  pewnością dostrzegał i  starał się go uniknąć.

W  parę miesięcy po aresztowaniu ppłk. dypl. Drobika przez Gestapo [43] gen. Bór-Komorowski pozbył się z  Komendy Głównej Armii Krajowej gen. Stanisława Tatara, gdyż, jak to przedstawił po wojnie dowódca Armii Krajowej, „w  momencie decydującym przeszkadzałby w  realizowaniu planu”. Planu, jak wiemy, prowadzenia walki zbrojnej z  Niemcami i  politycznej z  Rosjanami.

Tymczasem w  drugiej połowie lipca 1944  r.  gen. Leopold Okulicki stał się w  Komendzie Głównej AK głównym zwolennikiem wywołania powstania w  Warszawie, gdyż w  jego opinii „potrzebny był czyn, który by wstrząsnął sumieniem świata” [45] . Pierwszego sierpnia 1944  r.  Warszawa miała tego czynu dokonać. Tegoż dnia późnym popołudniem ok. 20  000 powstańców, w  większości poniżej dwudziestu lat, z  których zaledwie 3500 posiadało jakąkolwiek broń strzelecką, z  tego połowa broń boczną (a  więc pistolety) zupełnie nienadającą się do zdobywania bunkrów i  silnie ufortyfikowanych i  obsadzonych niemieckich obiektów wojskowych, stanęło do walki o  Warszawę, z  silnym, doskonale uzbrojonym, wyposażonym i  wyszkolonym garnizonem niemieckim. Powstańcy górowali nad Niemcami tylko duchem i  silną, niczym nieprzemożoną wolą walki.