44,00 zł
Mordował dla Himmlera, uciekł przed sprawiedliwością – dziś wraca za sprawą reporterskiego śledztwa Filipa Gańczaka.
Był zaufanym człowiekiem krwawego szefa SS Heinricha Himmlera. W pierwszych miesiącach II wojny światowej stał na czele Selbstschutz Westpreußen – niemieckiej formacji odpowiedzialnej za śmierć tysięcy Polaków. Nigdy jednak nie został skazany za swe zbrodnie.
Gdy jego podwładni i współpracownicy byli sądzeni w Polsce, RFN, NRD i Związku Sowieckim, on skutecznie ukrywał się w Europie, a następnie cieszył wolnością w Ameryce Południowej. Do jego ekstradycji i posadzenia go na ławie oskarżonych nie zdołał doprowadzić nawet słynny łowca nazistów Szymon Wiesenthal.
Filip Gańczak kreśli intrygujący portret Ludolfa „Bubiego” von Alvenslebena. Zagląda do domowych szuflad, przekopuje polskie i zagraniczne archiwa. W poszukiwaniu śladów tytułowego polakożercy odwiedza również liczne miejsca z nim związane – od jego rodzinnego Halle nad Soławą po Argentynę.
Publikacja to efekt kilkuletniego śledztwa dziennikarskiego, w którym Filip Gańczak rekonstruuje losy Ludolfa „Bubiego” von Alvenslebena – niemieckiego arystokraty, członka SS i bliskiego współpracownika Heinricha Himmlera. Alvensleben kierował Selbstschutzem Westpreußen, paramilitarną formacją, która jesienią 1939 roku dokonała masowych mordów na tysiącach Polaków, głównie przedstawicielach inteligencji, duchowieństwa i urzędnikach. Po wojnie, mimo licznych dowodów zbrodni, uniknął odpowiedzialności, uciekając z Europy do Ameryki Południowej, gdzie żył pod własnym nazwiskiem.
W książce Gańczak pokazuje nie tylko skalę jego zbrodni, lecz także mechanizmy powojennego tuszowania win, nieskuteczność wymiaru sprawiedliwości i sieć powiązań, które pozwoliły takim ludziom jak Alvensleben „zniknąć” z pola widzenia świata.
Reporter i naukowiec, korzystając z archiwów polskich, niemieckich, szwajcarskich, amerykańskich, brytyjskich, włoskich, austriackich i argentyńskich, rekonstruuje biografię zbrodniarza, a przy tym stawia pytania o pamięć, winę i moralną odpowiedzialność.
Filip Gańczak (ur. 1981) – dziennikarz, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pracownik Instytutu Pamięci Narodowej, a wcześniej tygodnika „Newsweek Polska”. Specjalizuje się w tematyce niemieckiej i polsko-niemieckiej. Doktoryzował się w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Na rynku księgarskim debiutował reportażową biografią „Erika Steinbach. Piękna czy bestia?” (2008). Jego „Filmowcy w matni bezpieki” (2011) zostali nominowani do nagrody w konkursie Książka Historyczna Roku. Za monografię „Polski nie oddamy. Władze NRD wobec wydarzeń w PRL 1980–1981” (2017), wydaną również w Niemczech (2020), otrzymał nominację do Nagrody Historycznej im. Kazimierza Moczarskiego. Książka „Jan Sehn. Tropiciel nazistów” (2020) przyniosła mu Międzynarodową Nagrodę im. Witolda Pileckiego, nominacje do finału Nagrody im. Janusza Kurtyki oraz do Nagród Historycznych „Polityki” i Nagrody Moczarskiego. Stypendysta m.in. Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Odznaczony przez Prezydenta RP Brązowym Krzyżem Zasługi. Mieszka w Warszawie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 215
Copyright © Filip Gańczak, 2026
Projekt okładki
Paweł Panczakiewicz
Ilustracja na okładce
domena publiczna
Redaktor prowadzący
Anna Derengowska
Redakcja
Renata Bubrowiecka
Korekta
Maciej Korbasiński
Bożena Hulewicz
ISBN 978-83-8444-513-6
Warszawa 2026
Wydawca
Prószyński Media Sp. z o.o.
02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28
www.proszynski.pl
Bydgoszczy
„(…) był fanatycznym polakożercą. Przy każdym spotkaniu wzywał dowódców SS do rozstrzelania możliwie wielu Polaków i jako cel podawał, że Prusy Zachodnie muszą być »oczyszczone« z Polaków. Poszczególnym dowódcom SS zarzucał, że zbyt mało Polaków rozstrzelano”.
Z wyroku Sądu Krajowego w Mannheimie, 12.04.1965 r.
TRUP W SZAFIE (I)
Guntram Weber czeka, aż nikogo nie będzie w domu. Wtedy otwiera szafę na ubrania i sięga po stalową kasetkę ukrytą za płaszczami. Ma poczucie, że robi coś zabronionego. Ciekawość okazuje się jednak silniejsza. W kasetce jest dużo dokumentów, a także intrygujący srebrny kubek obrócony do góry dnem. Na naczyniu Weber widzi datę 3.10.1943 i swoje imiona: Guntram Heinrich. „To mnie przeraziło” – wyzna1. Jeszcze większym zaskoczeniem są dla niego napisy po drugiej stronie: „Od ojca chrzestnego” i wygrawerowane poniżej „H. Himmler”. Weber ma w tym momencie kilkanaście lat, ale już dobrze wie, że chodzi o „jednego z najgorszych zbrodniarzy w Niemczech”2.
***
Dzieciństwo Webera przypada na pierwsze lata powojenne. Chłopiec dorasta w Republice Federalnej Niemiec w małym gospodarstwie w pobliżu Heilbronnu. Mieszka z matką, starszą siostrą, młodszym bratem i ojczymem, którego nazywa tatą. Często jednak zagaduje o prawdziwego ojca. „Zawsze słyszałem odpowiedź, że zginął na wojnie. I mama mówiła to w sposób, który jasno dawał do zrozumienia, że nie powinienem dopytywać”. Babcia też nie chce mówić. Podobnie ciocia. W szkole Weber trafia na dobrych nauczycieli historii, ale kiedy wraca do domu i opowiada, czego nauczył się o wojnie, słyszy tylko: „Nie było cię wtedy, nie możesz tego wszystkiego zrozumieć”.
Następny krok wykonuje matka. Przynajmniej tak się wydaje. Mówi Guntramowi, że urodził się w Poznaniu 3 października 1943 roku. Podaje zgodnie z prawdą, że jego ojciec pochodził z Halle nad Soławą. Ale resztę życiorysu zmyśla, jak się później okaże. Mężczyzna, rocznik 1900, miał się nazywać Hermann Weber, być sierżantem Luftwaffe i w czasie wojny zginąć w Chorwacji: „Jeździł ciężarówką. Pewnego dnia najechał na minę i wyleciał w powietrze”. Matka uważa jeszcze za potrzebne dodać, że „z pewnością” nie był uwikłany w żadne mordy3. Taką wersję Guntram w dobrej wierze poda w urzędzie, gdy będzie wnioskował o swój pierwszy dowód osobisty: „I wystawili mi dowód na podstawie tych danych”.
W bibliotece miejskiej Weber obsesyjnie przegląda książki historyczne. Przypatruje się dygnitarzom nazistowskim uwiecznionym na fotografiach i zastanawia się, czy jest podobny do któregoś z nich. Sprawa z ojcem nie daje mu spokoju. To dlatego decyduje się po kryjomu zajrzeć do stalowej kasetki trzymanej w szafie. Domyśla się, że znajdujący się w niej srebrny kubek ma z nim coś wspólnego, wciąż jednak ta historia ma dla niego więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. „Odłożyłem kubek i zapomniałem o tej sprawie na długi czas” – będzie później wspominał.
W czasie studiów we Fryburgu odwiedza znajomych matki z czasów poznańskich, ale i oni milczą na temat ojca. „Czułem ogromny niepokój z powodu tej niewyjaśnionej sprawy” – przyzna po latach. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych nie jest to jednak dla niego temat numer jeden. Są inne gorące kwestie, którymi żyją młodzi w RFN – na czele z wojną w Wietnamie i śmiercią Benna Ohnesorga, studenta z Berlina Zachodniego zastrzelonego przez policjanta w czasie demonstracji. Weber sam bierze udział w tych protestach i to, co się stało, uważa za wielką niesprawiedliwość. Gdy mówi o tym w domu, jego ojczymowi wyrywa się: „Gdyby generał to słyszał…”. Chłopak próbuje drążyć sprawę, ale ojczym i matka znów ucinają rozmowę.
Jakiś czas później podejmuje kolejną próbę. Mieszka już wtedy w Stanach Zjednoczonych, ale właśnie odwiedza rodzinny dom. Wiezie matkę samochodem – ma więc pewność, że tym razem nie będzie mogła odejść w połowie rozmowy. Zatrzymuje się na parkingu i raz jeszcze pyta o ojca: „Wtedy mama zbladła i powiedziała: »Nie chcę o tym mówić. Ludzie jeszcze dzisiaj obrzucają błotem. Wszystko ci napiszę«”. Gdy żegnają się przed jego wylotem, matka rzuca mu: „Chłopcze, może jeszcze kiedyś mnie przeklniesz”. Obietnicy w sprawie ojca nie dotrzymuje. Po dwóch latach umiera. Wskutek wypadku Weber traci również żonę i zostaje młodym wdowcem z dzieckiem.
Pytania o przeszłość wracają, gdy w latach osiemdziesiątych przenosi się do Berlina Zachodniego. Z Archiwum Federalnego uzyskuje potwierdzenie, że jest chrześniakiem Himmlera. Sprawa srebrnego kubka zostaje definitywnie wyjaśniona. Pozostaje pytanie o tożsamość biologicznego ojca. Weber zdaje sobie sprawę, że na listę dzieci chrzestnych Himmlera nie trafił z powodu swojej matki, która była sekretarką. Musiał więc – jak się domyśla – mieć wysoko postawionego ojca4.
Na początku XXI wieku Weber znów rozpytuje rodzinę. Siostra wyciąga odziedziczony po matce album ze zdjęciami z czasów poznańskich. Weber od razu wszystko kseruje, a dzień później pokazuje cioci i wujkowi. Na kilku fotografiach jest wysoki mężczyzna: „(…) mógłbym zaakceptować go jako swojego tatę, bo miał takie przyjazne spojrzenie”. Mężczyzna pozornie jest ubrany po cywilnemu, ale wujek Webera zwraca uwagę na dwa szczegóły: „Spójrz na jego spodnie – to bryczesy. Spójrz na buty – to buty oficerskie”. Przełomowa okazuje się wizyta u ojczyma. Ten w przypływie szczerości łamie na chwilę zmowę milczenia. „To był generał von Alvensleben” – wyjaśnia. Weber jest zdezorientowany: „Słyszałem już kiedyś to nazwisko na lekcji historii, ale nie z ostatniego stulecia, tylko z poprzednich stuleci. To była szanowana szlachecka rodzina w Prusach”.
Ojczym nie chce powiedzieć więcej. W dalszych poszukiwaniach pomaga Weberowi partnerka. Szybko udaje jej się ustalić, że w SS Himmlera służyło co najmniej trzech Alvenslebenów. Najwyższy rangą nosił imię Ludolf. Miał odpowiadać za śmierć trzydziestu tysięcy Polaków, a po wojnie uciec do Argentyny. „To mną wstrząsnęło. (…) Musiałem to przetrawić” – przyzna później Weber.
Znając imię i nazwisko, nie musi już szukać po omacku. W Berlinie i Ludwigsburgu, a później także w Bydgoszczy udaje się do archiwów: „Ilość dokumentów była ogromna”. Pracowniczka archiwum radzi mu, by skorzystał z pomocy psychologa. „Miała rację” – oceni Weber, gdy będzie mi o tym opowiadał5. Prócz informacji o ojcu musi przetrawić jeszcze jedną wiadomość: że w czasie wojny matka powierzyła go – tak jak wcześniej jego siostrę – opiece Lebensbornu, instytucji funkcjonującej w strukturach SS, mającej zwiększyć dzietność „rasy nordyckiej”. „W ośrodkach Lebensbornu nawet cenne aryjskie niemowlęta takie jak Guntram Weber były poddawane bezdusznemu i bardzo surowemu reżimowi. Od razu po urodzeniu były oddzielane od swoich matek i następnie izolowane przez 24 godziny. Potem mogły spędzać z matkami zaledwie 20 minut co cztery godziny – i nawet w czasie tego krótkiego kontaktu matki na rozkaz personelu SS miały wyraźny zakaz pieszczenia dzieci bądź rozmawiania z nimi” – czytamy w książce Ingrid von Oelhafen i Tima Tate’a6. Już jako dojrzały człowiek Weber nawiązuje kontakt z innymi ludźmi o podobnych doświadczeniach. I widzi, że także u nich odbija się to czkawką przez całe życie.
Weber kontaktuje się też z nowo odkrytym przyrodnim rodzeństwem – dziećmi Ludolfa i Melitty von Alvenslebenów. Jeździ również do miejsc związanych z biologicznym ojcem. W Muzeum Oświaty w Bydgoszczy z bólem ogląda zdjęcia polskich nauczycieli rozstrzelanych jesienią 1939 roku. „Mój rodzony ojciec zlecił egzekucję tych ludzi” – mówi do kamery BBC7. Odwiedza Jadwigę Polakowską, której tata Zygmunt – dyrektor gimnazjalny – został zamordowany w podbydgoskiej „Dolinie Śmierci”. Weber i Polakowska długo rozmawiają. Później wspólnie składają kwiaty w miejscu upamiętniającym ofiary.
Choć to dla niego trudne, Guntram Weber czuje, że musi przez to przejść. Musi, jak mówi, „wydobyć wszystko, co możliwe”.
Bezpośrednio z ojcem już się nie skonfrontuje. Ten od dawna nie żyje.
1 Tu i dalej, jeśli nie zaznaczono inaczej: Muzeum II Wojny Światowej, notacja z Guntramem Weberem z 18.11.2014 r.
2 Wypowiedź Guntrama Webera w: The Last Nazis, odc. 3: Children of the Master Race, reż. J. Cohen, 2009 r.
3 I. von Oelhafen, T. Tate, Hitlers vergessene Kinder. Auf der Suche nach meiner Lebensborn-Vergangenheit, Ditzingen 2020, s. 183.
4 Stiftung Haus der Geschichte der Bundesrepublik Deutschland, notacja z Guntramem Weberem z 2011 r., www.zeitzeugen-portal.de/personen/zeitzeuge/guntram_weber (dostęp: 28.10.2025).
5 Guntram Weber, rozmowa z autorem z 9.11.2023 r.
6 I. von Oelhafen, T. Tate, op. cit., s. 194.
7The Last Nazis…, op. cit.
PIERWSZA KREW
„Nadszedł dzień sądu!” – ogłasza komunistyczny dziennik „Freiheit”8. Jest poniedziałek, 18 lipca 1949 roku. W sennym na co dzień miasteczku Eisleben, miejscu urodzin i śmierci ojca reformacji Marcina Lutra, rusza proces, o którym głośno w całej sowieckiej strefie okupacyjnej Niemiec. Na ławie oskarżonych zasiada aż trzydziestu ośmiu mężczyzn, z których najstarszy zbliża się już do siedemdziesiątki, a najmłodsi są dobrze po trzydziestce. Większość to byli członkowie nazistowskich formacji SA i SS, ale jest też w tym gronie dwóch dawnych policjantów. Prokurator Karl Venediger zarzuca im wspólny udział w zbrodni przeciwko ludzkości. Chodzi o wydarzenia, które rozegrały się szesnaście lat wcześniej, do dziś znane jako krwawa niedziela w Eisleben. Tamtego zimowego dnia – 12 lutego 1933 roku – uzbrojeni esa- i esesmani wdarli się do siedziby komunistów przy Breiter Weg i pobliskiej hali sportowej. Zginęło trzech komunistów i jeden esesman, który przez nazistowskie władze błyskawicznie został wykreowany na męczennika.
Po kilkunastu latach role się odwróciły. Miejscowa prasa opłakuje trzech komunistów, a suchej nitki nie zostawia na byłych esa- i esesmanach. Choć oskarżeni stają przed Sądem Krajowym w Halle nad Soławą, proces odbywa się w historycznej hali sportowej w Eisleben, co ma symboliczną wymowę. Prowizoryczna sala rozpraw jest wypełniona do ostatniego miejsca. Fritz Beyling, redaktor naczelny „Freiheit”, nie może tylko przeboleć, że nieobecni są główni sprawcy, którzy na ławie oskarżonych powinni siedzieć w pierwszym rzędzie. „Po rozgromieniu faszystowskiej tyranii udali się – pewni swoich zbrodni i czekającej ich pokuty – na obszary chronione Zachodu, gdzie – nie bez racji – liczą na łaskawą wyrozumiałość zachodnich władz okupacyjnych. Ale również ich dzień sądu nadejdzie. Walkę o ich ekstradycję trzeba uczynić częścią składową walki o demokratyczną jedność Niemiec” – przekonuje Beyling. Jako jednego z owych głównych sprawców wymienia Ludolfa von Alvenslebena.
***
W krajobrazie okolic Eisleben rzucają się w oczy charakterystyczne stożki. To hałdy będące pozostałością po wydobyciu rud miedzi. Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku ważnym pracodawcą w tym regionie jest Mansfeldzka Spółka Akcyjna. Górnicza okolica uchodzi za czerwoną, z silnymi wpływami Komunistycznej Partii Niemiec (KPD). Ugruntowaną pozycję mają też socjaldemokraci. Jednym i drugim rękawicę rzuca Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników (NSDAP), w tamtym czasie przez wielu nietraktowana jeszcze poważnie. Lokalnym liderem NSDAP jest młody Ludolf von Alvensleben. Wyróżnia się nie tylko prawie dwumetrowym wzrostem, lecz także wyjątkowym tupetem. Niemiecki pisarz i komunista Otto Gotsche w wydanej w NRD Fladze z Krzywego Rogu – powieści osadzonej w realiach epoki – nazwie go „wykolejonym smarkaczem”, który „ze swą hordą płatnych bandziorów zaczął niepokoić okolicę nocnymi rajdami na szybkich ciężarówkach”9. Ci, z którymi jest na przyjaznej stopie, nazywają go poufale Bubim. Z kolei ówczesna lewicowa prasa obdarza go pogardliwym epitetem „feudalny nazistowski baron”10.
Alvensleben, pochodzący ze starego arystokratycznego rodu, tylko pozornie nie pasuje do świata brunatnych krzykaczy. Z Adolfem Hitlerem łączy go wybuchowy temperament, z wieloma młodszymi nazistami – specyficzne doświadczenie biograficzne. „Był typowym produktem »pokolenia 1900« – ludzi, którzy pierwszą wojnę światową przeżyli wprawdzie świadomie jako młodzieńcy, ale na aktywną służbę wojskową urodzili się zbyt późno. (…) Wielu z nich cierpiało na traumę klęski w pierwszej wojnie światowej, którą odbierali jako prawdziwą katastrofę w swoim życiu” – stwierdzi dyplomata i autor Andreas von Mettenheim11. W nagradzanym filmie Biała wstążka z 2009 roku austriacki reżyser Michael Haneke kreśli przejmujący portret tego właśnie pokolenia w jego szczenięcych latach: zimny chów, hierarchiczne struktury, zakłamanie za parawanem protestanckiej moralności.
Ludolf Hermann Emmanuel Georg Kurt Werner von Alvensleben, urodzony 17 marca 1901 roku w Halle nad Soławą, także pochodzi z rodziny ewangelickiej. Jak wówczas wiele arystokratycznych dzieci odbywa edukację domową. Gry na skrzypcach uczy go Bruno Heydrich, ojciec Reinharda, późniejszego szefa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy i jednego z głównych organizatorów masowej zagłady Żydów. „Doszedłem jednak tylko do [pieśni] O Tanne[n]baum, za to stary Heydrich wymierzał mi policzki” – zapamięta na długie lata von Alvensleben12. Jego matka, Antoinette z domu von Ricou (1870–1950), jest córką prezesa sądu. Ojciec, też Ludolf, to emerytowany pruski generał, weteran dziewiętnastowiecznych wojen z Austrią i Francją. W grudniu 1912 roku umiera w wieku sześćdziesięciu ośmiu lat wskutek powikłań po operacji – akurat w dniu, w którym przychodzi na świat jego czwarte dziecko. „Liczne kosztowne datki na wieńce świadczyły o wielkiej czci, jaką zmarły cieszył się ze wszystkich stron” – czytamy w kronice gminy Schochwitz, gdzie mieściła się wówczas główna siedziba tej części rodu. Podczas ceremonii żałobnej duchowny protestancki „w poważnych słowach” wzywa troje nastoletnich dzieci generała, by zawsze miały ojca za wzór13.
Ludolf junior zgodnie z rodzinną tradycją już wtedy jest szykowany na oficera. Jako dziesięciolatek wstępuje do pruskiego korpusu kadetów. Szkoła mieści się w Naumburgu, kilkadziesiąt kilometrów od jego rodzinnego Schochwitz, i jest najnowocześniejszą tego typu placówką w Prusach. Sypialnia na sto łóżek, jadalnia na dwieście miejsc, baseny kryty i otwarty, ogród botaniczny, boiska sportowe – wszystko to nawet na zdjęciach oglądanych ponad sto lat później robi niemałe wrażenie. Otwarta w roku 1900 szkoła ma nie tylko przekazywać wiedzę wojskową, lecz także – jak chce sam cesarz Wilhelm II – zaszczepiać w wychowankach „miłość do Boga, do króla i ojczyzny, do dyscypliny i porządku”14. W niedziele kadeci często wybierają się na wycieczki, choćby do teatru w nieodległym Weimarze.
Gdy wybucha pierwsza wojna światowa, wychowawcy zostają powołani do wojska i zastąpieni cywilami. Później ich miejsce zajmują ranni oficerowie. Siedemnastoletni Ludolf von Alvensleben ma prawo wierzyć, że i on trafi wkrótce na front. Zostaje przyjęty do 10. Magdeburskiego Pułku Huzarów w podoficerskim stopniu fahnenjunkra, co w polskiej armii odpowiadałoby mniej więcej podchorążemu. W Wielkiej Wojnie nie zdąży już jednak wziąć udziału, bo 11 listopada 1918 roku we francuskim Compiègne niemiecka delegacja podpisuje rozejm, będący de facto kapitulacją.
Do wojny Rzesza Niemiecka przystępuje w 1914 roku jako niekwestionowana potęga. Kilka lat później wychodzi ze światowego konfliktu upokorzona. Traktat wersalski odbiera jej nie tylko zamorskie kolonie, lecz także liczne ziemie w Europie – od Alzacji przez Wielkopolskę i Pomorze Gdańskie (Prusy Zachodnie) aż po nadbałtycką Kłajpedę. Armia ma być zredukowana do stu tysięcy ludzi. Na kraj zostają też nałożone wysokie reparacje wojenne. Alvensleben powie później, że Niemcy zostały wpędzone w niewolę15.
Winą za klęskę będzie obarczał nie Wilhelma II i jego generałów, lecz przede wszystkim marksistowską lewicę. To jej teoria o walce klas miała podzielić naród, który szedł na wojnę zjednoczony. Alvensleben jeszcze przez długie lata będzie żył w poczuciu, że Rzesza załamała się jesienią 1918 roku „przez haniebną zdradę”16. Będzie podtrzymywał mit ciosu w plecy, zadanego niepokonanej jakoby armii przez komunistów, siejących ferment na tyłach, i Socjaldemokratyczną Partię Niemiec (SPD), która przyczyniła się do abdykacji cesarza i firmowała kosztowny pokój. „W 1918 roku socjaldemokracja nielegalnymi środkami zlikwidowała stare państwo i przyniosła tylko pogorszenie” – stwierdzi kilkanaście lat później17. Innym razem powie: „Niemiec zawsze był najlepszym żołnierzem, ale prawie zawsze miał najgorszych mężów stanu”. W Hitlerze zaś zobaczy „największego i najlepszego męża stanu na Ziemi”18. Ale nie od razu. Po przegranej pierwszej wojnie światowej Niemcy stoją na skraju rewolucji. Siłom radykalnej lewicy przeciwstawiają się freikorpsy – ochotnicze formacje paramilitarne o nacjonalistycznym obliczu, złożone w dużej mierze ze zdemobilizowanych żołnierzy. Młody Alvensleben służy krótko we freikorpsie Georga Maerckera. Będzie się później chwalił, że już wtedy walczył przeciwko komunistom19.
Rewolucja w Niemczech zostaje rozbita, ale nacjonaliści i monarchiści także nie szanują młodej demokracji. „Zamiast staropruskiego spełniania obowiązku i wierności wszędzie szerzyła się korupcja” – z pogardą będzie potem wspominał ten czas Alvensleben20. Dla republiki zwanej weimarską arcytrudny jest rok 1923 – z hiperinflacją, francusko-belgijską okupacją Zagłębia Ruhry i monachijskim puczem Hitlera, ostatecznie nieudanym. Gdy wreszcie się wydaje, że można mówić o jakiej takiej stabilizacji, czarny czwartek na giełdzie nowojorskiej zapoczątkowuje jesienią 1929 roku kryzys gospodarczy, który szybko dotknie także Europę. Przez dużą część lat dwudziestych Alvensleben będzie się trzymał z dala od polityki, jeśli nie liczyć przynależności do Stahlhelmu – paramilitarnego Związku Żołnierzy Frontowych. Stahlhelm jest na wskroś antydemokratyczny i rewanżystowski. Najbliżej mu do Niemieckiej Narodowej Partii Ludowej (DNVP), wpływowej zwłaszcza w połowie lat dwudziestych. Ostatecznie, już po objęciu władzy przez Hitlera, to jemu się podporządkuje.
Alvensleben zrobi to szybciej.
***
Do NSDAP Ludolf von Alvensleben wstępuje 1 sierpnia 1929 roku, jeszcze przed nowojorskim czarnym czwartkiem. W partii otrzymuje legitymację z numerem 149 34521 – tylko pozornie odległym. Owszem, nie będzie się mógł szczycić tym, że był z Hitlerem już w czasie puczu monachijskiego, ale będzie potem z dumą stawiał siebie w gronie „starych narodowych socjalistów” z „czasu walki”22, czyli okresu, gdy partia dopiero zabiegała o przejęcie władzy. Kogoś, kto dołącza do NSDAP latem 1929 roku, trudno nazwać oportunistą. Dość powiedzieć, że rok wcześniej w wyborach do Reichstagu naziści zdobyli ledwie 2,6 procent głosów, co dało im ósmy wynik i bardzo skromną dwunastoosobową reprezentację w parlamencie liczącym prawie pięciuset deputowanych.
W roku 1929 NSDAP jest jeszcze na tyle mała, że nowicjusz Alvensleben z miejsca obejmuje w Eisleben funkcję kreisleitera, czyli szefa powiatowych struktur partyjnych. Wkrótce zostaje też wydawcą lokalnej nazistowskiej gazetki „Der Mansfelder”. W hitlerowskich bojówkach SA otrzymuje stopień standartenführera, co w wojsku odpowiadałoby pułkownikowi. W roku 1931 w okręgu Halle-Merseburg organizuje zmotoryzowany oddział SA, zrzeszający właścicieli pojazdów silnikowych.
Ta przygoda może się skończyć prawie tak szybko, jak się zaczęła. Mniej więcej bowiem wtedy ciężkie działa przeciwko Alvenslebenowi wytacza okręgowy skarbnik NSDAP. Wytyka mu nieprawidłowości finansowe i chce jego wykluczenia z partii. Alvensleben miał kupić na koszt NSDAP duże auto i akcesoria samochodowe. Miał też przywłaszczyć 35 reichsmarek otrzymanych na podróż, która ostatecznie nie doszła do skutku23. Z kolei Alfred Schrödter, prowadzący salon samochodowy w Torgau, skarży się władzom NSDAP, że Alvensleben nie spłacił mu rat za auto marki Lancia, zakupione za tysiąc reichsmarek. Sprawa trafia na biurko Waltera Bucha, kierującego czymś w rodzaju sądu partyjnego. Buch, były major armii kajzerowskiej, postanawia zwrócić się do Alvenslebena „jako starszy kolega w korpusie oficerskim”. Powołuje się też na jego ojca, który jako pruski generał z pewnością nie zrozumiałby sposobu postępowania syna24.
Alvensleben broni się, że przez dłuższy czas pracował dla NSDAP za darmo, a nawet zainwestował własne pieniądze w rozbudowę lokalnych struktur partyjnych25. W końcu jednak ustępuje. Kilka tygodni później informuje, że jego żona przelała Schrödterowi 500 reichsmarek, a reszta należności zostanie zwrócona w miesięcznych ratach. Zapewnia również, że inne swoje zobowiązania już uregulował26. Sprawa rozchodzi się po kościach.
W tym czasie Alvensleben ma już opinię zdolnego mówcy partyjnego. Na zebraniu NSDAP 7 marca 1930 roku przemawia do dwudziestu siedmiu słuchaczy27, ale grono odbiorców szybko rośnie i nie brakuje wśród nich także zwykłych robotników. „Kto wielokrotnie miał okazję słuchać, jak kreisleiter Alvensleben przemawia na wiecach, też mógł wciąż na nowo konstatować, z jakim wybitnym psychologicznym mistrzostwem mówca znajdował drogę właśnie do serc prostych ludzi” – napisze później lokalny dziennik „Eisleber Tageblatt”28.
Na jednym z wieców w roku 1930 Alvensleben ostro krytykuje zarówno „komunistyczny terror”, jak i plan Owena Younga regulujący spłaty przez Niemcy reparacji wojennych. Szumnie zapowiada, że zbliżające się wybory do Reichstagu będą „pierwszym etapem narodowosocjalistycznego szturmu na skorumpowany system dzisiejszych Niemiec”29. „Ostry ton to było coś, co trafiało do ludzi” – potwierdza wspomniany już autor Flagi z Krzywego Rogu30. „Młodsze kobiety są nim wprost zachwycone. Jest taki męski i swobodny” – mówi z kolei o Alvenslebenie jedna z bohaterek tej książki31. Sam narrator portretuje go jako zarozumialca w skórzanym płaszczu lub w brunatnym zamszowym mundurze. „Jego ostra, gładko wygolona twarz miała w sobie coś drapieżnego” – stwierdza w innym miejscu32.
W wyborach z 14 września 1930 roku NSDAP dostaje ponad 18 procent głosów. W Reichstagu ma teraz stu siedmiu posłów. Lepszy wynik uzyskują tylko socjaldemokraci. Ale akurat w okręgu Merseburg, w którym leży Eisleben, kolejny raz wygrywają komuniści.
Alvensleben zwalcza i KPD, i SPD. Socjaldemokrację oskarża o to, że wpędziła naród w nędzę. Odgraża się, że po następnych wyborach NSDAP „mimo terroru i szykan” wprowadzi do parlamentu jeszcze więcej deputowanych33. W równym stopniu potępia „niemoralny dyktat wersalski”, marksizm, demokrację i światową finansjerę. Mówi o czterech milionach bezrobotnych, o potwornej epidemii samobójstw i zapowiada „nowe Niemcy”, w których naród otrzyma porządek, pracę i chleb34. W czasach wielkiego kryzysu gospodarczego musi to brzmieć kusząco.
Ówczesna walka polityczna w Niemczech nie toczy się jedynie na argumenty. Tylko w latach 1930–1931 Alvenslebenowi zarzuca się między innymi uszkodzenie ciała, niedozwolone groźby i zniewagi35. Jesienią 1931 roku przed sądem przysięgłych w Eisleben krewki działacz NSDAP przegrywa proces o znieważenie starosty Wilhelma Kocha z SPD, którego wcześniej w głośnym liście otwartym posądził o malwersacje i kumoterstwo. Musi zapłacić grzywnę w wysokości 200 reichsmarek – w przeciwnym razie trafi na dwadzieścia dni do więzienia. W ostatnim słowie przed ogłoszeniem wyroku Alvensleben przepowiada, że za kilka miesięcy to Koch stanie przed sądem36. Pomyli się tylko co do daty.
Podobnych procesów Alvensleben ma więcej. W grudniu 1931 roku zostaje skazany na 60 reichsmarek grzywny za znieważenie żydowskiego kupca. W niechętnej mu prasie zyskuje miano żydożercy37. W marcu kolejnego roku za publiczne znieważenie oficera policji dostaje wyrok 300 reichsmarek grzywny lub trzydziestu dni więzienia38. Wiedziony instynktem raz daje się zamknąć39, co pozwala mu odgrywać rolę męczennika za sprawę. Lokalni działacze NSDAP zamieszczają w „Eisleber Tageblatt” ogłoszenie skierowane do swoich wyborców: „Nasz towarzysz partyjny von Alvensleben rozpoczął odbywanie ok[oło] trzymiesięcznej kary więzienia, którą otrzymał w walce z systemem i jego zwolennikami. (…) Pracujemy nieodpłatnie. Poświęcamy naszą egzystencję. Krwawimy i idziemy do więzień – dla przyszłości Waszej i Waszych dzieci”. Towarzyszy temu apel o wpłaty na rzecz partii40.
Wyroki i blizny dobrze wyglądają w CV nazisty. „W okresie walki o władzę 21 razy byłem karany i dwukrotnie zostałem ranny” – napisze później Alvensleben41. „Złamane żebra, zwichnięte ramiona, dziury w głowie – wszystko pięknie się zagoiło” – zachwyca się zaprzyjaźniony z nim André Germain, francuski dziennikarz i literat zauroczony narodowym socjalizmem. W swej książce Hitler ou Moscou? Germain sam dokłada cegiełkę do kombatanckiego pomnika Alvenslebena. Opisuje choćby sytuację, gdy policja każe zdjąć kreisleiterowi brunatną koszulę SA. Alvensleben posłusznie wykonuje polecenie – po czym na nagiej piersi ku uciesze widowni maluje swastykę42.
W niepodpisanej opinii o nim z grudnia 1931 roku, wystawionej na prośbę prokuratury, czytamy, że o ile w kontaktach urzędowych Alvensleben sprawia znośne wrażenie, o tyle w tłumie zwolenników daje upust swojemu temperamentowi. Dzięki talentowi oratorskiemu wywiera „silny wpływ na masy, nawet jeśli operuje tylko frazesami i sloganami”. Uważa się, że jest „duchowym sprawcą burd i demonstracji”43. W innej opinii z tego okresu, sporządzonej tym razem dla szefa policji w Halle, czytamy, że Alvensleben nagminnie obraża przeciwników politycznych, „nie cieszy się dużym poważaniem” nawet w kręgach Stahlhelmu i również „w partiach centrowych ocenia się go negatywnie”44. Jest jednak coraz pewniejszy siebie. W maju 1931 roku przepowiada nieco przedwcześnie: „Narodowosocjalistyczne zwycięstwo będzie jeszcze w roku 1931 ostateczne”45. „Bubi von Alvensleben jeździł już od dawna drugim nowym Horchem. Maszerował ze swą hordą przez wioski, bywał przepędzany… i wracał ciężarówkami, które należały do Mansfeldzkiej Spółki Akcyjnej” – napisze po latach Gotsche46.
By zdobyć fundusze, NSDAP coraz chętniej flirtuje z wielkim przemysłem. By pozyskać nowych wyborców, silniejszy akcent kładzie na sprawy socjalne i politykę zagraniczną, a ogranicza nieco retorykę antysemicką. Alvensleben twierdzi, że ruch narodowosocjalistyczny „nie chce pogromów Żydów, lecz prawdziwie niemieckich władz państwowych; nie chce nowej wojny, ale jest gotowy wziąć do ręki broń, gdy wymaga tego wolność narodu niemieckiego”47. Wzywa do wstępowania do SA i krytykuje niekompetentnych urzędników z legitymacją partyjną, ale też przywódców Stahlhelmu.
„Nasza ostatnia nadzieja: Hitler” – głosi sugestywny plakat z początku 1932 roku. W tle widzimy tłum wynędzniałych, zrezygnowanych ludzi. W marcu przywódca NSDAP z trzydziestoprocentowym poparciem wchodzi do drugiej tury wyborów prezydenckich. Przegra tylko z sędziwym marszałkiem Paulem von Hindenburgiem, urzędującą głową państwa i bohaterem pierwszej wojny światowej. W kwietniu narodowi socjaliści dostają prawie 37 procent głosów w wyborach do parlamentu Prus i stają się największą siłą polityczną w landzie. Von Alvensleben tym razem nie zdobywa jeszcze mandatu. Kandydując, musi jednak zobowiązać się na piśmie, że zrzeknie się go, jeśli taka będzie wola jego „przywódcy Adolfa Hitlera” lub w razie wystąpienia z partii48. Kilka miesięcy później podpisuje jeszcze jedno oświadczenie: „1) Zapewniam, że nie posiadam żadnych powiązań lub stosunków z Żydami. 2) Zapewniam, że nie zajmuję żadnych stanowisk w radach nadzorczych banków lub innych przedsiębiorstw”49.
Po wyborach regionalnych deklaruje dalszą walkę pod hasłem „Bóg, honor, wolność, ojczyzna”, później zaś ukaranie „szkodników narodu”50. Dwa dni przed wyborami do Reichstagu, 29 lipca 1932 roku, wygłasza w Eisleben przemówienie zatytułowane: „Dajcie Hitlerowi władzę”. Mówi o sześciu milionach bezrobotnych – i obwinia o to marksizm. Zapowiada nową konstytucję, której pierwszy punkt ma brzmieć: „Państwo ręczy za to, że każdy Niemiec otrzyma chleb i pracę”. Pomstuje na domy towarowe, które utrudniają działalność drobnym kupcom. Wspomina też o konieczności zwrócenia Niemcom „zagrabionych ziem i kolonii”. Takie żądanie ma wynikać nie z chęci wszczynania wojny, lecz potrzeby wyżywienia kraju. Alvensleben roztacza wizję Niemiec, które po wyborze Hitlera „z Bożą pomocą” znów zyskają „wolność, honor i chleb”51. W lipcowych wyborach NSDAP dostaje aż 37,3 proc. głosów – o kilkanaście punktów procentowych więcej niż druga SPD. W rozdrobnionym parlamencie przekłada się to na dwieście trzydzieści z sześciuset ośmiu mandatów. Żadna z sił politycznych nie może utworzyć gabinetu. Narodowi socjaliści z trudem opanowują nastroje we własnych szeregach – wielu działaczy chciałoby już poczuć smak władzy. Na jednym z zebrań NSDAP Alvensleben tłumaczy, że Hitler nie przyjął propozycji wejścia do rządu, bo domaga się stanowiska kanclerza.
W listopadzie tego samego roku odbywają się jeszcze jedne wybory do Reichstagu. Znów zwycięża NSDAP, ale z wynikiem gorszym niż w lipcu. Można odnieść wrażenie, że szczyt poparcia narodowi socjaliści mają za sobą. Nowym kanclerzem zostaje generał Kurt von Schleicher, ale za jego plecami Hitler skutecznie montuje koalicję pod swoim przywództwem. I to on staje na czele rządu Rzeszy 30 stycznia 1933 roku. Władzy raz zdobytej już nie odda.
***
Narodowi socjaliści szybko rozprawiają się z opozycją. Nie inaczej dzieje się w Eisleben i okolicy, w czym kreisleiter von Alvensleben ma duży udział. „Pod jego osobistym kierownictwem hordy pałkarzy SA zorganizowały po 30 stycznia 1933 roku w rejonie Mansfeld swoją kampanię zemsty na przeciwnikach nazistów. Setki z nich pobito do kalectwa” – napisze po wojnie dziennik „Frankfurter Rundschau”52. Robert Keller, autor tego artykułu, to socjaldemokrata z doświadczeniem w lokalnej polityce. Jako radny miejski w Eisleben był w roku 1933 naocznym świadkiem przejmowania władzy przez NSDAP.
Na pierwszy ogień idą komuniści. Po południu 12 lutego przez Eisleben przechodzi pochód kilkuset bojówkarzy z SA i esesmanów, w tym wielu ściągniętych z innych miejscowości. Jego uczestnicy samowolnie zmieniają trasę manifestacji i kierują się w stronę siedziby KPD, znanej jako „budynek walki klas”. Gdy jeden z policjantów próbuje im przeszkodzić, Alvensleben oświadcza: „My sami jesteśmy policją”53. Naziści – uzbrojeni w pistolety, łopaty, toporki i stalowe pręty – wdzierają się do biura KPD i pobliskiej hali sportowej, w której prócz komunistów przebywa również młodzież robotnicza. Padają strzały. Są zabici i wielu rannych. „Mojemu synowi nic się nie stało. Ale tę przerażającą rzeź widziałam. »Bubi« von Alvensleben był przy tym i pomagał okaleczyć naszych towarzyszy i dzieci” – powie po latach prasie NRD Erna Gorisch z Eisleben. Kurt Lindner, inny świadek wydarzeń, będzie wspominał, jak Alvensleben dopingował swoich bojówkarzy: „Chłopcy, dzisiaj możecie się rozgrzać”54, a członek SA Hermann Wiese przyzna wprost, że rozkaz do szturmu na halę sportową wydał Alvensleben. Miał on również strzelać w stronę okien55.
Tamtego popołudnia śmiertelne rany odnosi trzech komunistów. Ginie też młody esesman Paul Berck. Jeszcze tego samego dnia na rynku miejskim, tuż obok Pomnika Lutra, Alvensleben opłakuje „kolegę, który został powalony przez kule morderczych bandytów Rosji”, i zapowiada jego pomszczenie. Mówi, że Berck zginął „za swoją niemiecką ojczyznę”. Alvensleben przysięga „przed naszym Panem Bogiem”, że narodowi socjaliści nie spoczną, póki Niemcy nie zostaną uwolnieni od „marksistowskiej dżumy”56. Naziści ogłoszą później, że Berck oddał życie „za odnowę Niemiec”57, i nazwą jego imieniem jedną z ulic Eisleben. W pierwszą rocznicę śmierci Bercka Alvensleben powie: „Gdzie się walczy, tam płynie krew”58. Innym razem zaś: „Jesteśmy szczególnie połączeni poprzez krew, która popłynęła tu w okręgu, w Eisleben”59.
Wersja narodowych socjalistów jest taka, że to komuniści pierwsi otworzyli ogień. Prokurator Reinhold Luther z Halle początkowo stara się uczciwie wyjaśnić, co dokładnie stało się w krwawą niedzielę. Pod rządami Hitlera nie ma jednak szans na równe potraktowanie każdej śmierci. Przed sądem przysięgłych w Halle staje wówczas tylko Eduard Rechner z KPD, oskarżony o umyślne zabójstwo Bercka. Już 29 czerwca zostaje skazany na osiem i pół roku ciężkiego więzienia60.
Pożar Reichstagu w nocy z 27 na 28 lutego 1933 roku staje się dla nazistów dogodnym pretekstem, by nasilić terror przeciwko komunistom i uniemożliwić im legalną działalność. Po lewej stronie sceny politycznej ostatnim liczącym się przeciwnikiem NSDAP pozostają socjaldemokraci – nie na długo. W atmosferze terroru 5 marca 1933 roku odbywają się kolejne wybory do Reichstagu i jednocześnie do parlamentu Prus, a tydzień później – do rady miejskiej Eisleben i rady powiatu. Alvensleben wzywa do oczyszczenia tkanki społecznej „z elementów marksistowskich i obcych narodowi”61. Narodowi socjaliści triumfują, ale nie uzyskują samodzielnej większości. Brunatny arystokrata dostaje się i do parlamentu Prus, i do rady powiatu. Gra też jedną z głównych ról 7 kwietnia na inaugurującym posiedzeniu rady miejskiej Eisleben, poprzedzonym protestanckim nabożeństwem i oddaniem hołdu poległym w pierwszej wojnie światowej. „Dwa miliony niemieckich mężczyzn umarło za honor i za wolność Niemiec. Również my będziemy walczyć tylko dla Niemiec i jeśli będzie to konieczne, umrzemy też za naszą ukochaną ojczyznę” – deklaruje Alvensleben62. Tego dnia rada miejska postanawia nadać Hitlerowi i Hindenburgowi honorowe obywatelstwo Eisleben. Hitler i Hermann Göring, jeden z najbliższych współpracowników kanclerza, otrzymują ulice swojego imienia. Alvensleben, stojący znacznie niżej w nazistowskiej hierarchii, musi się zadowolić tym, że nowy szybowiec miejscowego aeroklubu zostaje ochrzczony imieniem Bubi. Rok później lokalni działacze NSDAP będą się wprawdzie starali o nadanie również Alvenslebenowi honorowego obywatelstwa miasta, ale centrala nie da błogosławieństwa63.
Tymczasem 12 kwietnia 1933 roku zbiera się nowa rada powiatu. Miejscowa gazeta odnotowuje, że „socjaldemokraci siedzieli na swoich krzesłach mali i zlęknieni jak chłopcy, którzy dostali lanie”64. W miejsce Kocha z SPD, pozbawionego urzędu, komisarycznym starostą zostaje mianowany Alvensleben. Od razu przeprowadza czystki w administracji. Zapowiada też, że będzie „brutalny wobec wszelkich dążeń marksistowskich”. „Nie jesteśmy żądni zemsty, moi panowie socjaldemokraci, bo w przeciwnym razie siedzieliby panowie nie tutaj, w sali posiedzeń rady powiatu, lecz w więzieniu” – zwraca się do swoich adwersarzy. Mimo tych słów Koch jeszcze w kwietniu zostanie aresztowany65.
Reichstag już 23 marca przyjmuje ustawę, która de facto pozbawia go wpływu na tworzenie prawa – rząd Hitlera otrzymuje możliwość stanowienia ustaw z pominięciem parlamentu. To jeden z kluczowych kroków na drodze na dyktatury. W maju władze Rzeszy zakazują działalności związkom zawodowym, a w czerwcu – SPD. Partie centrowe i prawicowe też nie zostaną oszczędzone. Na uroczystości pierwszomajowej Alvensleben przypomina o haśle NSDAP: „Walka z marksizmem, ale również walka z reakcją”66. „Niech żyje niemiecka rewolucja socjalistyczna” – obwieszcza w tym samym miesiącu i organizuje lokalny protest przeciwko liderowi DNVP Alfredowi Hugenbergowi, bądź co bądź ministrowi gospodarki i rolnictwa w rządzie Hitlera67. Pod koniec czerwca Hugenberg zostaje zmuszony do ustąpienia, a jego partia się rozwiązuje.
W lipcu wchodzi w życie ustawa uznająca NSDAP za jedyną legalną partię. Alvensleben pilnuje teraz, by żadni oportuniści nie próbowali szkodzić od środka brunatnemu ruchowi. Nie podoba się mu, że ten i ów „woła »Heil Hitler!«, nie będąc w sercu narodowym socjalistą”68. „Narodowy socjalizm również we własnych szeregach będzie brutalnie występował przeciwko wszystkim, którzy próbują wypaczać lub dyskredytować ideę narodowosocjalistyczną” – przestrzega69. Jednym z filarów tej idei jest antysemityzm. „Walka przeciwko żydostwu trwa” – ogłasza wydawany przez Alvenslebena „Der Mansfelder”. Na razie chodzi między innymi o pozbycie się „niearyjskich” urzędników i wyeliminowanie Żydów z handlu. Gazetka Alvenslebena wzywa: „Kupujcie niemieckie towary w niemieckich sklepach”70.
W sierpniu Eisleben hucznie obchodzi „tydzień Lutra” – 450-lecie urodzin ojca reformacji. Alvensleben dumnie melduje, że podległy mu teren w stu procentach stoi za Hitlerem. „Führer może nam rozkazać, co chce – uczynimy to; i gdyby nawet rozkazał, by wyciągnąć diabła z piekła, wyciągnęlibyśmy go”71. Alvensleben stawia Hitlera w jednym szeregu z teologiem Lutrem, poetą Friedrichem Schillerem i „żelaznym kanclerzem” Ottonem von Bismarckiem72. Dla tych, którzy z sentymentem wspominają monarchię, ma jeden argument: „Ponieważ mamy Adolfa Hitlera, nie potrzebujemy cesarza. (…) Adolf Hitler zawsze ma rację”73. Zwycięstwo NSDAP tłumaczy geniuszem wodza, ale też bezwzględnym posłuszeństwem wykonawców jego myśli74.
Sam jest wiernym podwładnym Führera, a zarazem lokalną gwiazdą partii. Miejscowa gazeta twierdzi, że dzięki „herkulesowej pracy” Alvensleben w krótkim czasie „gruntownie wyczyścił stajnię Augiasza”75. W lipcu 1933 roku kreisleiter dostaje honorowy sztylet dla działaczy NSDAP z długim stażem. „My, starzy bojownicy, chcemy dla siebie tylko jednego: by synowie napisali kiedyś na naszych krzyżach nagrobnych: »Tu spoczywa niemiecki mężczyzna, który spełnił swój obowiązek«” – oświadcza patetycznie76. Materialnie też jednak zyskuje na udziale we władzy. „Najpierw jeździł używanym samochodem marki DKW, a później, odpowiednio do swojej wysokiej rangi, luksusowymi autami” – czytamy w kronice gminy Schochwitz77.
Kiedy on zbiera laury, wielu politycznych przeciwników nazistów jest przetrzymywanych w więzieniach i obozach koncentracyjnych. Do wyborów do Reichstagu z 12 listopada 1933 roku zostaje dopuszczona tylko jedna lista. Są na niej wyłącznie działacze NSDAP i starannie wyselekcjonowani bezpartyjni. Mimo to zmasowana kampania nakłania do głosowania na „tak”. Narodowi socjaliści mają agitować swoich sąsiadów, a później sprawdzać, czy wszyscy poszli na wybory. „Kto nie zagłosuje do godziny trzynastej, tego w domu odwiedzi naganiacz z prośbą, by wyruszył do oddania głosu” – zapowiada w prasie Alvensleben78. W wyniku takich zabiegów na listę NSDAP pada ponad 92 procent oddanych głosów. Do Reichstagu dostaje się także Alvensleben i będzie w nim zasiadał aż do upadku Rzeszy. „Tych, którzy nie poszli do wyborów lub w innej formie sabotowali niemiecką decyzję, znam. W odpowiednim czasie przypomnę sobie o nich” – grozi świeżo upieczony deputowany79.
Niekiedy w rewolucyjnym zapale zapędza się dalej, niż życzą sobie tego Hitler i jego otoczenie. Gestapo w Magdeburgu alarmuje 18 lutego 1934 roku, że Alvensleben publicznie pomstował na monarchistów, intelektualistów i urzędników80. Innym razem kreisleiter mówi, że to nie dziesięć tysięcy ludzi z wyższych sfer, lecz robotnicy i bezrobotni pierwsi ponieśli rewolucję narodowosocjalistyczną81. Podkreśla: „Nacjonalizm tylko wtedy ma cel, gdy jest podmurowany socjalizmem”82. Tymczasem po tym, jak władza okrzepła, Hitler nie chce frontalnej wojny z konserwatywnymi elitami. Lider SA Ernst Röhm, nawołujący do „drugiej rewolucji”, zostanie wkrótce zgładzony, w czym kluczową rolę odegra SS Heinricha Himmlera.
Alvensleben, przez kilka lat należący do SA, w porę zwiąże się z SS – dawną gwardią ochronną Hitlera, która z czasem stanie się państwem w państwie.
***
O tym, że miałby zostać skierowany do SS, Alvensleben dowiaduje się już na początku 1933 roku od Hansa Wolkersdörfera, posła NSDAP do Reichstagu z okręgu Merseburg. Po rozmowie z nim 6 lutego pisze list do „towarzysza partyjnego Himmlera”, niesprawującego jeszcze funkcji państwowych. „Z upodobania i tradycji rodzinnej jestem żołnierzem” – reklamuje się Alvensleben. „Od stuleci moja rodzina służy Prusom. Mój ojciec, dziadek i pradziadek byli generałami. Bracia mojego ojca polegli w wojnach [18]64, [18]66, [18]70/71” – wylicza. Wspomina o swojej młodości, w tym szkole kadetów, ale przede wszystkim o późniejszej działalności w NSDAP. Na wypadek gdyby Himmler chciał go wykorzystać w SS, Alvensleben prosi wcześniej o możliwość bezpośredniej rozmowy83. Adresat szybko dziękuje za list. Wyraża nadzieję, że nadarzy się okazja do spotkania i że „prędko doprowadzi [ono] do celu”84.
Przez prawie rok w sprawie nic się nie dzieje. Nie jest jasne, czy to Himmler tak długo nie znajduje czasu, czy raczej to Alvensleben się waha. Wiadomo, że na początku 1934 roku rozmawiają w miasteczku Friedrichroda w Turyngii – być może przy okazji spotkania przywódców SA, na którym gości też Hitler. Wiadomo również, że powraca wtedy kwestia przejścia Alvenslebena do SS. Szczegóły ma on uzgodnić z gruppenführerem Karlem von Ebersteinem. Po rozmowie z nim prosi o kilka dni do namysłu, a potem telefonicznie o więcej czasu, by raz jeszcze osobiście rozmówić się z esesmanem numer jeden. Ponieważ nie może do niego dotrzeć, 13 lutego 1934 roku pisze do „Pana Reichsführera SS, Ministra Stanu Himmlera” krótki list. Daje do zrozumienia, że jest gotów przyjechać w dowolne miejsce85.
Z dalszej korespondencji wynika, że Alvensleben twardo negocjuje warunki swoich przenosin do SS – niczym człowiek pewny swoich kwalifikacji w trakcie rozmowy z potencjalnym pracodawcą. Himmler się godzi, by Alvensleben zachował mandat deputowanego do Reichstagu. Oferuje mu stopień obersturmbannführera SS, uznawany za odpowiednik wojskowego podpułkownika, a także między innymi pokrycie kosztów przeprowadzki86. Początkowo jest mowa o tym, że Alvensleben obejmie kierownictwo 35. Chorągwi SS z siedzibą w Kassel. W kolejnej wersji pojawia się 7. Chorągiew SS w Plauen. Ostatecznie arystokrata ma stanąć na czele 46. Chorągwi SS w Dreźnie. „Jestem z tego dumny, a Panu, Reichsführerze, wdzięczny” – pisze do Himmlera, gdy już szczegóły są ustalone87. Wcześniej przechodzi jeszcze specyficzne badania. Lekarz SS przypisuje Alvenslebenowi „normalną” inteligencję i „sangwiniczny” temperament. Kwalifikuje go do rasy „śródziemnomorskiej”, ale uznaje za zdolnego do służby w formacji Himmlera88.
Formalnie von Alvensleben wstępuje do SS 5 kwietnia 1934 roku i otrzymuje numer 177 022. Na pożegnanie z Eisleben zachęca mieszkańców do wysokiej dzietności. „W ostatnich czternastu latach warunki zawsze były takie, że trzeba się było bać mieć wiele dzieci. W nowych Niemczech jest z tym inaczej” – przekonuje89. Sam daje przykład. W marcu 1934 roku przychodzi akurat na świat jego druga córka – Ludovica. Starsza, Juliane, ma już wtedy dziewięć lat.
***
Początki Alvenslebena w SS nie są udane. W nocy z 22 na 23 kwietnia 1934 roku na dansingu w Lipsku dopuszcza się „fizycznego znieważenia” niejakiej pani Schroeter, żony szefa lokalu. Zostaje ukarany przez Himmlera surową naganą za czyn szkodzący wizerunkowi SS i NSDAP90. Reichsführer uznaje tym samym sprawę za zakończoną. Daje tylko Alvenslebenowi do zrozumienia, że ten powinien trzymać język na wodzy91. Reprymenda chyba nie do końca przynosi skutek. W kolejnym roku Alvensleben wda się w Dreźnie w słowną utarczkę z żandarmem92.
Wcześniej musi się tłumaczyć z długów wobec niejakiej pani Trauschke – 2475 reichsmarek. Himmler każe podwładnemu wyjaśnić, jak wyobraża sobie spłatę zobowiązań. „Jeśli obersturmbannführer v[on] Alvensleben nie będzie w stanie złożyć zadowalających wyjaśnień, że potraktował sprawę tak, jak trzeba tego wymagać od narodowego socjalisty i dowódcy SS, to jego dłuższe pozostawanie w SS nie będzie możliwe” – stwierdza stanowczo93. Alvensleben odpowiada przełożonym, że oferuje pani Trauschke 1200 reichsmarek. Prosi SS o wpłynięcie na wierzycielkę – cokolwiek miałoby to oznaczać – by zgodziła się na taką kwotę94. Sprawę najwyraźniej udaje mu się załagodzić, bo w jego aktach personalnych nie ma jej ciągu dalszego.
Na pierwsze miesiące służby Alvenslebena w SS przypada też tak zwana noc długich noży – krwawa rozprawa Hitlera, Himmlera i Göringa z kierownictwem SA oraz innymi niewygodnymi osobami z NSDAP i spoza niej. Szef SA Röhm zostaje oskarżony o próbę puczu, ujęty i 1 lipca 1934 roku zastrzelony bez sądu. Podobny los spotyka chociażby byłego kanclerza von Schleichera. W kontekście rzekomego puczu Hitler wymienia publicznie niejakiego „pana von A.”, którego oskarża o pośrednictwo w kontaktach Röhma ze Schleicherem. Niektóre gazety piszą wprost, że chodzi o Wernera von Alvenslebena. Ten konserwatysta z kręgów bliskich Schleicherowi znalazł się wśród aresztowanych w czasie „nocy długich noży”. Dziennik „Dresdner Anzeiger” zalicza go do „tej rodziny darmozjadów, której mentalność tak przekonująco wyłuszczył Führer”95.
Ludolf von Alvensleben obawia się, jak się wydaje, że ciężkie zarzuty wobec krewnego zaszkodzą i jemu. Interweniuje więc u Ottona Dietricha, bliskiego współpracownika ministra propagandy Josepha Goebbelsa – w obronie, jak twierdzi, honoru swojej rodziny. „Pozwolę sobie zauważyć, że cała rodzina von Alvenslebenów jest starą pruską rodziną żołnierzy i stale wiernie służyła swojemu królowi i swojemu narodowi. Większość była pruskimi generałami, tak jak mój ojciec, dziadek i pradziadek i część ich braci” – podkreśla. Prosi o ustalenie, kto jest autorem artykułu rzucającego cień na jego rodzinę, opublikowanego na pierwszej stronie „Dresdner Anzeiger”96.
W tej samej sprawie zwraca się także do Himmlera i prosi go o poparcie. „Również dzisiaj niektórzy męscy członkowie rodziny są najwierniejszymi żołnierzami Führera. Ja sam niejednokrotnie miałem możliwość dowieść mojej wierności” – zaręcza97. „Bardzo dobrze rozumiem Pańskie oburzenie” – odpisuje mu Himmler i zarazem stara się uspokoić podwładnego. Zapewnia, że „rodzina darmozjadów” to przenośnia, odnosząca się do kasty politycznej, a nie von Alvenslebenów98. Można się spotkać z sugestią, że to osobista decyzja Himmlera uratowała Wernerowi von Alvenslebenowi życie. Ludolfowi kłopotliwa sytuacja z krewnym w każdym razie nie blokuje kariery w SS. W kwietniu 1936 roku jest już standartenführerem (to odpowiednik pułkownika), a na początku kolejnego roku awansuje na oberführera, czyli kogoś między pułkownikiem i generałem.
W tamtym czasie nigdzie nie zagrzewa długo miejsca. Z Drezna jeszcze w roku 1935 przenosi się do Halle, gdzie obejmuje 26. Chorągiew SS – na własną prośbę, by móc mieszkać w pobliskim Schochwitz i zarządzać rodzinnym majątkiem. „Jestem dumny i wdzięczny (…). Wierność, koleżeństwo i dyscyplina to trzy filary, na których jest zbudowana SS” – mówi swoim nowym podwładnym99. We wrześniu 1936 roku pnie się o szczebel wyżej i staje na czele X odcinka SS z siedzibą w Stuttgarcie. Od lipca 1938 roku szefuje XXXIII odcinkowi w Schwerinie. „Bardzo inteligentny. Uzdolniony retorycznie. (…) Musi jednak zebrać jeszcze doświadczenie i wziąć udział w kursach szkoleniowych” – czytamy w ocenie wystawionej mu w marcu 1935 roku przez oberführera SS Hansa Döringa100. Jeszcze ciekawsza jest opinia służbowa z czerwca 1938 roku, podpisana przez gruppenführera SS Kurta Kaula: „Pełen temperamentu, bardzo swobodny i pewny siebie. Nieco egoistyczny i dbający o własną korzyść. Bardzo samodzielny, w zasadzie uczciwy. Dąży do swojego celu bezwzględnie i przy użyciu wszystkich środków”. Kaul dostrzega u Alvenslebena głęboko zakorzeniony światopogląd narodowosocjalistyczny. Zwraca też uwagę na szerokie kontakty podwładnego101.
Te rozległe kontakty dostrzeże też niemiecka autorka Bettina Stangneth. Napisze, że Goebbelsa spotykał już we wczesnych latach trzydziestych, a zarazem utrzymywał „znajomość z wielkimi postaciami świata muzyki, takimi jak Paul van Kempen i Herbert von Karajan”102. Do tej listy trzeba by dopisać choćby Rudolfa Stahla, przemysłowca należącego do NSDAP. Alvensleben nazywa go starym przyjacielem103 i podkreśla, że poznał go jeszcze przed objęciem władzy przez narodowych socjalistów. W roku 1938 arystokrata z SS prosi Himmlera, by ten pozwolił mu odpłatnie doradzać Stahlowi. Tłumaczy, że po śmierci szwagra stanął przed koniecznością wspierania siostry i jej pięciorga dzieci. Mógłby wprawdzie zrezygnować z etatu w SS i zarobić więcej w cywilnym zawodzie, ale – jak górnolotnie zapewnia – równałoby się to dla niego dezercji104. Himmler osobiście akceptuje umowę opiewającą na tysiąc reichsmarek miesięcznie105.
W cywilnym zawodzie i z dala od władzy Alvensleben z pewnością nie mógłby liczyć na niektóre propozycje. Gdy Daimler-Benz oferuje mu Mercedesa za 1400 reichsmarek, szybko zwraca to uwagę wysoko postawionych esesmanów. Gruppenführer SS Karl Wolff stwierdza wprost, że prywatnemu człowiekowi firma nie zaproponowałaby samochodu za tak niską cenę106. Himmler obawia się precedensu. Każe podwładnemu albo zwrócić auto, albo zapłacić za nie rynkową cenę107. Po wojnie Alvensleben nazwie Wolffa największym intrygantem108. Na razie jednak zabiera go na wspólne polowanie na terenie dzierżawionym przez siebie w pobliżu Rugii. Wolff, wpływowy szef osobistego sztabu Reichsführera SS, wydaje się zachwycony109.
Wkrótce zostają sąsiadami z pracy. W listopadzie 1938 roku Alvensleben obejmuje funkcję naczelnego adiutanta Himmlera i w tej roli podlega także Wolffowi. Pracuje teraz w centrali SS i gestapo przy Prinz-Albrecht-Straße 8. Mieszkanie znajduje w prestiżowej dzielnicy Dahlem przy Podbielski-Allee. W prasie ogłasza, że do willi szuka służącego. Ma to być żonaty mężczyzna, „perfekcyjny w serwowaniu i osobistym obsługiwaniu pana domu”. Kandydat może liczyć na dobre zarobki i takież lokum110. „Jako adiutant Himmlera miał ogromne wpływy i był osobą powszechnie znaną, adiutantura bowiem koordynowała porządek dnia Reichsführera, łącznie z wszystkimi wizytami i podróżami” – tłumaczy Bettina Stangneth111. Najpóźniej w tym okresie między szefem SS a Alvenslebenem powstaje relacja oparta „na zaufaniu, jeśli nie przyjaźni” – jak określa ją Mettenheim. Ten sam autor stwierdza, że między tymi dwoma była chemia, a Himmler traktował swego podwładnego jak członka rodziny112.
Jeszcze przed objęciem adiutantury Alvensleben dostaje od Himmlera pierścień z trupią główką i szpadę honorową SS. To jednak wciąż pewne wstępne kręgi wtajemniczenia. W czasie wojny zdarza im się już wspólnie zjeść obiad lub kolację113. Jeszcze więcej o pogłębiającej się relacji mówi zachowana korespondencja. W roku 1933 Himmler zwraca się do swojego przyszłego podwładnego oficjalnie: „Drogi towarzyszu partyjny v[on] Alvensleben!”114. Z biegiem lat pisze już po prostu: „Mój Drogi Alvensleben!”115 – albo wręcz poufale: „Drogi Bubi!”116. Ten w czasie całej służby w SS używa wobec szefa formuły wyraźnie wskazującej na hierarchię: „Mój Reichsführerze!”117. Powtarza zapewnienia o swoim oddaniu. Przeprasza, jeśli wyjątkowo pisze na maszynie, a nie odręcznie, co nadałoby listowi bardziej osobisty charakter. Zdarza się, że korespondencji towarzyszą drobne prezenty albo życzenia z okazji święta przesilenia zimowego (Alvensleben, wychowany w ewangelickiej rodzinie, jeszcze przed wojną zacznie się określać jako bogowierca – tak jak od dawna Himmler). Do listów słanych szefowi w latach czterdziestych Alvensleben dołącza zdjęcia swoich dzieci. Jego żona Melitta także co najmniej raz pisze w tym czasie do Himmlera.
W Archiwum Federalnym w Berlinie zachował się też maszynowy list Alvenslebena do Gudrun Himmler, córki Reichsführera, z początku kwietnia 1939 roku. To relacja z owych marcowych dni, gdy Wehrmacht bezkrwawo wkroczył do Pragi. Na Hradczanach zjawił się wówczas Hitler z gronem najbliższych współpracowników. Alvensleben opisuje to w liście do wtedy niespełna dziesięcioletniej Gudrun z patosem jako epokowe wydarzenie: „Droga Püppi! (…) W historycznych pomieszczeniach starego zamku cesarskiego, który wznosi się wysoko ponad morzem świateł starego niemieckiego miasta nad Wełtawą, wokół Führera są zgromadzeni liczni czołowi mężowie Rzeszy. (…) W bezpośredniej bliskości Führera szedł Twój ojciec. To była wielka historyczna chwila. (…) Führer odwrócił się do Twojego ojca, objął go szczęśliwy, że to jemu jest dane pozyskać dla Niemiec Czechy i Morawy”. Nadawca kończy list zwyczajowym „Heil Hitler!” i odręcznym: „Twój Alvensleben”118.
Z ziem zagarniętych w połowie marca 1939 roku Niemcy tworzą Protektorat Czech i Moraw. W korespondencji do Himmlera Alvensleben wyraża życzenie, że ten urodzajny i wspaniały kraj, „który podarował nam Führer”, na zawsze stanie się niemiecką własnością119.
Na Czechach nie kończą się apetyty przywódcy Rzeszy. Jeszcze w marcu Niemcy wymuszają na Litwie oddanie Okręgu Kłajpedy. Następnym celem Hitlera stanie się Polska.
***
Gdy z dworca kolejowego w Eisleben idę w stronę Rynku z Pomnikiem Lutra, mijam ulicę Karola Marksa i u stóp parku miejskiego natykam się na niewielki cmentarz żołnierzy sowieckich. Kamienna tablica z czerwoną gwiazdą, sierpem i młotem upamiętnia poległych w latach 1941–1945, ale ci, którzy tu spoczywają, zmarli już po zakończeniu działań wojennych. Eisleben w kwietniu 1945 roku zajęli Amerykanie i dopiero w lipcu przekazali miasto Sowietom. Szczątki trzech komunistów, którzy w 1933 roku zginęli od ran odniesionych podczas krwawej niedzieli, już kilka dni po wkroczeniu Armii Czerwonej zostają przeniesione do honorowego grobu na Starym Cmentarzu. Zaczyna się szukanie winnych masakry sprzed lat. W marcu 1949 roku Karl Venediger, naczelny prokurator w pobliskim Halle, ma gotowy akt oskarżenia. I choć Alvenslebena nie udaje się postawić przed sądem, jego nazwisko pada podczas procesu. Hermann Wiese, były członek SA, twierdzi, że to właśnie kreisleiter wydał rozkaz szturmowania „budynku walki klas”; miał on też strzelać do „bezbronnych robotników”120. Z kolei Venediger w mowie końcowej wyraża żal, że Alvensleben dotychczas nie został wydany przez mocarstwa zachodnie121.
Proces odbywa się w sowieckiej strefie okupacyjnej. Życie społeczno-polityczne zostało już mocno zawłaszczone przez komunistów, ale nie mają oni jeszcze pełni władzy. Akurat w Saksonii-Anhalcie – landzie, w którym leżą Eisleben i Halle – na stanowisku premiera wciąż trzyma się liberał Erhard Hübener. Ten stan przejściowy dobrze widać w czasie procesu. Adwokaci wciąż jeszcze autentycznie bronią swoich klientów. Zarazem załogi zakładów pracy przyjmują rezolucje wzywające sąd do wydania sprawiedliwego, ale surowego wyroku122. Sędzia Walter Ziegler, który w przyszłości zasłynie z drakońskich wyroków politycznych, tym razem ogłasza w salomonowym stylu, że wyrok nie miał być ani ciężki, ani łagodny, lecz sprawiedliwy123. Tylko jeden oskarżony, były członek SA Kurt Stenzeleit, zostaje skazany na ciężkie dożywotnie więzienie. Czterech innych otrzymuje kary dwunastu lat ciężkiego więzienia. Pozostałe wyroki są łagodniejsze: od roku do jedenastu lat pozbawienia wolności. Dwaj oskarżeni zostają uniewinnieni. Sąd uznaje za „godne pożałowania, że prowodyrzy [krwawej niedzieli] nie mogli jeszcze teraz zostać osądzeni, ponieważ przebywają w ukryciu lub czują się bezpieczni na zachodzie Niemiec”. Podkreśla zarazem, że przewód dostarczył wobec nich poważnego materiału obciążającego124. Uzasadniając wyrok, Ziegler wyraża przekonanie, że również Alvensleben odpowie pewnego dnia za swoje czyny125.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI
8 Tu i dalej: F. Beyling, Der Tag des Gerichts ist gekommen!, „Freiheit”, 16.07.1949 r.
9 O. Gotsche, Flaga z Krzywego Rogu, Warszawa 1977, s. 80. W filmowej adaptacji tej książki Alvenslebena zagrał Rolf Ripperger (zob. Die Fahne von Kriwoj Rog, reż. K. Maetzig, 1967 r.).
10Dem Vorkämpfer des Nationalsozialismus im Mansfelder Lande, „Eisleber Tageblatt”, 17.03.1934 r.
11 A. von Mettenheim, Carl Wentzel-Teutschenthal 1876–1944. Ein Agrarunternehmer im Widerstand, Berlin 2019, s. 52.
12 Rozmowa Willema Sassena z Ludolfem von Alvenslebenem [Buenos Aires, 1957 r.], w: B. Stangneth, Die Sassen-Interviews, Hamburg 2009 (mps), s. 17.
13 R. Kämpfer, Chronik der Gemeinde Schochwitz 1133–1989, cz. 2, s. 250.
14 BArch-MA, MSg 3/1226, V. Lorentzen, Opracowanie „Naumburg. Kadettenheimat an der Saale”, [1977 r.], b.p., s. 3.
15Versammlung der NSDAP, „Eisleber Tageblatt”, 12.01.1932 r.
16Grossappell der Thorner Selbstschutzmänner, „Thorner Freiheit”, 16.10.1939 r.
17Versammlung der NSDAP, „Eisleber Tageblatt”, 5.03.1931 r.
18SS-Oberführer von Alvensleben sprach zum Bromberger Selbstschutz, „Deutsche Rundschau”, 14.10.1939 r.
19 BArch, R 9361-III/565749, Pismo L[udolfa] von Alvenslebena do Heinricha Himmlera, Schochwitz, 6.02.1933 r., k. 13669.
20Der Kreistag der nationalen Erhebung, „Eisleber Tageblatt”, 13.04.1933 r.
21 BArch, R 9361-IX, Karta członka NSDAP Ludolfa v[on] Alvenslebena, k. 421166–421167.
22 Zob. np. Grossappell der Thorner Selbstschutzmänner, „Thorner Freiheit”, 16.10.1939 r.
23 BArch, R/9361-I/43856, Odpis pisma [nazwisko nieczytelne] do [Waltera] Tießlera, Halle, 31.01.1931 r., k. 1472–1474.
24 Tamże, Pismo [Waltera Bucha] do [Ludolfa] von Alvenslebena, Monachium, 30.10.[193]1 r., k. 1488.
25 Tamże, Pismo Ludolfa von Alvenslebena do W[altera] Bucha, Eisleben, 4.11.1931 r., k. 1482.
26 Tamże, Pismo L[udolfa] von Alvenslebena do [Waltera] Bucha, Eisleben, 12.12.[19]31 r., k. 1494.
27Der Tag der alten Parteigarde, „Eisleber Tageblatt”, 8.07.1933 r.; Dem Vorkämpfer des Nationalsozialismus im Mansfelder Lande, 17.03.1934 r.
28Dem Vorkämpfer des Nationalsozialismus im Mansfelder Lande, „Eisleber Tageblatt”, 17.03.1934 r.
29Der Wahlkampf im Mansfeldischen, „Eisleber Tageblatt”, 12.09.1930 r.
30 O. Gotsche, op. cit., s. 180.
31 Tamże, s. 107.
32 Tamże, s. 177, 267, 345, 403.
33Ein nationalsozialistischer Fackelzug, „Eisleber Tageblatt”, 1.12.1930 r.
3412 Jahre neudeutsche Regierungskunst, „Eisleber Tageblatt”, 8.01.1931 r.
35 BArch, MfS, BV Halle, AP 70/68, Wykaz zawiadomień z [Ludolfem] von Alvenslebenem jako potencjalnym sprawcą, b.m., b.d., b.p.
36Der Beleidigungsprozeß v. Alvensleben, „Eisleber Tageblatt”, 6.11.1931 r.
37Judenfresser von Alvensleben, „Mansfelder Volkszeitung”, 21.12.1931 r.
38 BArch, MfS, BV Halle, AP 70/68, Odpis sentencji wyroku sądu przysięgłych w Eisleben wobec Ludolfa von Alvenslebena i Karla Böttchera z 3.03.1932 r., b.p. Por. Eisleber Gerichtsbilder, „Mansfelder Volkszeitung”, 4.03.1932 r.; Ritterliche Nazi-Kämpfer, „Mansfelder Volkszeitung”, 7.03.1932 r.
39 A. Germain, Hitler ou Moscou?, Paryż 1933, s. 204–205.
40Aufruf!, „Eisleber Tageblatt”, 30.04.1932 r.
41 BArch, R 9361-III/514465, Życiorys Ludolfa von Alvenslebena, Drezno, 11.02.1935 r. [jest błędnie: 1934], k. 13496.
42 A. Germain, op. cit., s. 203.
43 BArch, MfS, BV Halle, AP 70/68, Odpis opinii o Ludolfie von Alvenslebenie dla prokuratury w Stendal, Eisleben, 1.12.1931 r., b.p.
44 Tamże, Odpis opinii burmistrza o Ludolfie von Alvenslebenie, sporządzonej dla komendanta policji w Halle, Eisleben, 25.02.1932 r., b.p.
45Versammlung der NSDAP, „Eisleber Tageblatt”, 23.05.1931 r.
46 O. Gotsche, op. cit., s. 321.
4712 Jahre neudeutsche Regierungskunst, „Eisleber Tageblatt”, 8.01.1931 r.
48 BArch, R/9361/II/11828, Oświadczenie Ludolfa von Alvenslebena, Schochwitz, 25.03.1932 r., k. 1206.
49 Tamże, Oświadczenie z 4.07.1932 r., k. 1220.
50Kundgebung der NSDAP, „Eisleber Tageblatt”, 9.05.1932 r.
51Letzte Kundgebung der Nationalsozialisten vor der Wahl, „Eisleber Tageblatt”, 30.07.1932 r.
52 R. Keller, Asyl in Argentinien, „Frankfurter Rundschau”, 20.04.1965 r. Podobnie BAL, B 162/26532, Pismo Roberta Kellera do Centrali w Ludwigsburgu, Frankfurt nad Menem, 6.04.1965 r., k. 20. Zagrożony aresztowaniem Keller jesienią 1933 r. opuścił Niemcy. Wrócił po wojnie.
53 BArch, DY 55/362, Akt oskarżenia przeciwko Eduardowi Fuchsowi i innym, Halle, 24.03.1949 r., b.p., s. 8. Zob. też Der Ueberfall war kaltblütig vorbereitet, „Freiheit”, 23.07.1949 r.
54 H.-D. Vogler, Die Blut führt nach Westdeutchland, „Freiheit”, 7.01.1971 r. Podobnie zeznał jeden ze świadków podczas procesu w 1949 r. Zob. Schuldbeweise im Eislebener Prozeß häufen sich, „Freiheit”, 26.07.1949 r.
55 BArch, DY 55/362, Akt oskarżenia przeciwko Eduardowi Fuchsowi, op. cit., s. 20.
56Straßenschlacht in Eisleben, „Eisleber Tageblatt”, 13.02.1933 r.
57Errichtung eines Paul-Berck-Denkmals, „Eisleber Tageblatt”, 17.05.1933 r.
58Im Gedenken Paul Bercks, „Eisleber Tageblatt”, 12.02.1934 r.
59Führerwechsel bei der SS, „Hallische Nachrichten”, 7.10.1935 r.
60Die Sühne für den Mord an Paul Berck, „Eisleber Tageblatt”, 30.06.1933 r.
61Protestkundgebung der NSDAP, „Eisleber Tageblatt”, 11.03.1933 r.
62Eröffnungssitzung des neuen Parlaments, „Eisleber Tageblatt”, 8.04.1933 r.
63 Stadtarchiv Lutherstadt Eisleben, D XXXVIII 33, P. Lindner, SS-Gruppenführer und Generalleutnant der Polizei, Ludolf von Alvensleben, [Eisleben] 2001, b.p., s. 6–8.
64 Tu i dalej: Der Kreistag der nationalen Erhebung, „Eisleber Tageblatt”, 13.04.1933 r.
65Der ehemalige Landrat Koch verhaftet, „Eisleber Tageblatt”, 26.04.1933 r.
66Eislebens nationale Maifeier, „Eisleber Tageblatt”, 2.05.1933 r.
67Eine Protestkundgebung der NSDAP, „Eisleber Tageblatt”, 22.05.1933 r.
68Im Gedenken Paul Bercks, „Eisleber Tageblatt”, 12.02.1934 r.
69Ohne den deutschen Arbeiter kein deutsches Vaterland, „Eisleber Tageblatt”, 24.06.1933 r.
70Der Kampf gegen das Judentum geht weiter, „Der Mansfelder”, 1.07.1933 r.
71Luther und Hitler gehören zusammen, „Eisleber Tageblatt”, 25.08.1933 r.
72Eislebens nationale Maifeier, „Eisleber Tageblatt”, 2.05.1933 r.
73Im Gedenken Paul Bercks, „Eisleber Tageblatt”, 12.02.1934 r.
74Mitglieder-Versammlung der Ortsgruppe Eisleben des deutschen Luftsportverbandes, „Eisleber Tageblatt”, 9.06.1933 r.
75Kreistagssitzung des Mansfelder Seekreises, „Eisleber Tageblatt”, 16.05.1933 r.
76Eisleben im Zeichen der NSDAP, „Eisleber Tageblatt”, 10.07.1933 r.
77 R. Kämpfer, op. cit., s. 335.
78Das ganze Volk muß es sein!, „Eisleber Tageblatt”, 11.11.1933 r.
79Das Mansfelder Land tat seine Pflicht, „Eisleber Tageblatt”, 15.11.1933 r.
80 A. von Mettenheim, op. cit., s. 57.
81Im Gedenken Paul Bercks, „Eisleber Tageblatt”, 12.02.1934 r.
82Werbeabend der NS-Volkswohlfahrt, „Eisleber Tageblatt”, 17.03.1934 r.
83 BArch, R 9361-III/565749, Pismo L[udolfa] von Alvenslebena do Heinricha Himmlera, Schochwitz, 6.02.1933 r., k. 13669.
84 Tamże, Pismo [Heinricha Himmlera] do L[udolfa] v[on] Alvenslebena, b.m., 20.02.1933 r., k. 13667.
85 BArch, R 9361-III/514465, Pismo Ludolfa von Alvenslebena do [Heinricha] Himmlera, [Schochwitz], 13.02.1934 r., 13483. Inny egzemplarz: BArch, R 9361-III/565749, k. 13668.
86 Zob. np. BArch, R 9361-III/514465, Pismo gruppenführera SS [Karla von Ebersteina] do [Ludolfa] von Alvenslebena, [Weimar], 2.03.1934 r., k. 13481.
87 BArch, R 9361-III/565749, Pismo Ludolfa von Alvenslebena do Heinricha Himmlera, Schochwitz, 23.03.1934 r., k. 13665.
88 BArch, R 9361-III/514465, Orzeczenie lekarskie, Erfurt, 10.03.1934 r., k. 13198–13200.
89Werbeabend der NS-Volkswohlfahrt, „Eisleber Tageblatt”, 17.03.1934 r.
90 BArch, R 9361-III/514465, Pismo Heinricha Himmlera do Ludolfa von Alvenslebena, b.m., 22.08.1934 r., k. 13243. Na początku 1936 r. kara została zatarta przez sąd SS w Monachium.
91 BArch, R 9361-III/565749, Pismo [Heinricha] H[immlera] do [Ludolfa] v[on] Alvenslebena, b.m., 17.08.1934 r., k. 13851.
92 Zob. np. BArch, R 9361-III/514465, Pismo Ludolfa von Alvenslebena do Nadokręgu SS „Mitte”, Drezno, 11.05.1935 r., k. 13449.
93 Tamże, Pismo Heinricha Himmlera do Nadokręgu SS „Mitte”, Monachium, 25.10.1934 r., k. 13471.
94 Tamże, Pismo Ludolfa von Alvenslebena do Nadokręgu SS „Mitte”, Drezno, 11.12.1934 r., 13469–13470.
95 Cyt. za: BArch, R 9361-III/565749, Pismo L[udolfa] von Alvenslebena do [Ottona] Dietricha, Drezno, 10.08.1934 r., k. 13848.
96 Tamże.
97 Tamże, Pismo Ludolfa von Alvenslebena [do Heinricha Himmlera], Drezno, 10.08.1934 r., k. 13852.
98 Tamże, Pismo H[einricha] H[immlera] do L[udolfa] v[on] Alvenslebena, Monachium, 23.08.1934 r., k. 13850.
99Führerwechsel bei der SS, „Hallische Nachrichten”, 7.10.1935 r.
100 BArch, R 9361-III/514465, Ankieta i ocena Ludolfa von Alvenslebena, Drezno, 22.03.1935 r., k. 13181.
101 Tamże, Ankieta i ocena Ludolfa von Alvenslebena, Stuttgart, 15.06.1938 r., k. 13174.
102 B. Stangneth, Eichmann sprzed Jerozolimy, Warszawa 2017, s. 349–350.
103 BArch, R 9361-III/565749, Pismo [Ludolfa von Alvenslebena] do Głównego Urzędu Personalnego SS, b.m., 19.04.1943 r., k. 13623.
104 Tamże, Pismo L[udolfa] von Alvenslebena do Heinricha Himmlera, Stuttgart, 21.06.1938 r., k. 13835–13836.
105 BArch, R 9361-III/514465, Odpis pisma Ludolfa von Alvenslebena do Rudolfa Stahla, Schwerin, sierpień 1938 r., k. 13396. Inny egzemplarz: BArch, R 9361-III/565749, k. 13826.
106 BArch, R 9361-III/514465, Pismo [Karla Wolffa] do [Waltera] Schmitta, Berlin, 28.05.1937 r., k. 13305–13307.
107 Tamże, Notatka [Karla] Wolffa, Berlin, 27.05.1937 r., k. 13312–13313.
108 Rozmowa Willema Sassena z Ludolfem von Alvenslebenem, [Buenos Aires, 1957 r.], w: B. Stangneth, Die Sassen-Interviews, Hamburg 2009 (mps), s. 21.
109 BArch, R 9361-III/565749, Pismo [Karla Wolffa] do [Ludolfa] v[on] Alvenslebena, sierpień 1938 r. [data dzienna nieczytelna], k. 13846.
110 BArch, NS 19/3666, Pismo L[udolfa] v[on] Alvenslebena do wydawcy „Deutsches Adelsblatt”, Berlin, 13.03.1939 r., k. 23.
111 B. Stangneth, Eichmann…, op. cit., s. 350.
112 A. von Mettenheim, op. cit., s. 136, 139.
113 Zob. np. wpis z 11.03.1941 r. w: Der Dienstkalender Heinrich Himmlers 1941/42, oprac. P. Witte i inni, Hamburg 1999, s. 130; wpis z 7.08.1944 r. w: Die Organisation des Terrors. Der Dienstkalender Heinrich Himmlers 1943–1945, oprac. M. Uhl i inni, Monachium 2020, s. 836.
114 BArch, R 9361-III/565749, Pismo [Heinricha Himmlera] do L[udolfa] v[on] Alvenslebena, b.m., 20.02.1933 r., k. 13667.
115 Zob. np. tamże, Pismo H[einricha] H[immlera] do [Ludolfa von] Alvenslebena, polowe stanowisko dowodzenia, 29.11.1943 r., k. 13735.
116 Zob. np. tamże, Teleks H[einricha] Himmlera do [Ludolfa] von Alvenslebena, b.m., 7.06.1944 r., k. 13721.
117 Zob. np. tamże, Pismo [Ludolfa von] Alvenslebena [do Heinricha Himmlera], Drezno, 5.04.1944 r., k. 13723.
118 BArch, NS 19/3666, List [Ludolfa von] Alvenslebena do Gudrun Himmler, b.m., 4.04.1939 r., k. 221–222.
119 BArch, R 9361-III/565749, List [Ludolfa von] Alvenslebena [do Heinricha Himmlera], [nazwa miejscowości nieczytelna], 20.07.1939 r., k. 13813.
120SS-Führer Poschmann als Neubauer getarnt, „Freiheit”, 20.07.1949 r.
121Eislebener Verbrecher voll verantwortlich, „Neues Deutschland”, 30.07.1949 r.
122Das Volk aber urteilt ganz anders, „Freiheit”, 2.08.1949 r.
123Das Urteil im Eislebener Prozeß, „Der Neue Weg”, 5.08.1949 r.
124 BArch, DP 1/23174, Wyrok wobec Eduarda Fuchsa i innych, b.m., 3.08.1949 r., b.p., s. 13.
125Das Urteil im Eislebener Prozeß, „Der Neue Weg”, 5.08.1949 r.
TRUP W SZAFIE (I)
PIERWSZA KREW
Okładka
