Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
„Pokochaj Bieszczady” to prosty przewodnik, który zawiera tylko naprawdę potrzebne informacje i prowadzi przez szlaki oraz najważniejsze miejsca w tej części Karpat. Równocześnie jest to bedeker bardzo osobisty – oparty na wieloletnim doświadczeniu autora i jego fascynacji tymi górami.
W środku:
„Jest to także złożony obraz Bieszczadów, pozwalający zobaczyć je z różnych stron i w pełni przeżyć. Prowadzi przez tutejsze fabuły i wątki, opowiada nie tylko o tym, co łatwo dostrzec, ale i o rzeczach, które zobaczą tylko świadomi tego, gdzie patrzeć i czego szukać. Z tą książką w dłoni można się samemu Bieszczadami zachwycić i je pokochać. Do czego bardzo zachęcam”.
Adrian Markowski
Adrian Markowski – pisarz i poeta, autor zbioru opowiadań „Sąsiady” (zekranizowanego przez Grzegorza Królikiewicza), tomiku piosenek „Niebo nad Caryńską”, książek o Bieszczadach: „Bieszczady dla tych, którzy lubią chodzić własnymi drogami” i „Bieszczady dla tych, którzy chcą je poznać naprawdę” – oraz licznych opowieści dla dzieci, w tym przewodników „Warszawa. Przewodnik dla młodszych i starszych podróżników” i „Bieszczady. Przewodnik dla małych i dużych odkrywców”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 112
Copyright © Adrian Markowski, 2026
Opracowanie map
Michał Siwicki Polkart, Sygnatura
Projekt okładki
Paweł Panczakiewicz
Zdjęcia na okładce
I str. © Gospodarek Mikolaj/Shutterstock;
Zdjęcia w środku
Anna Kubiak, Snowboy/Shutterstock, Fotokon/Dreamstime.com, Gospodarek Mikolaj/Shutterstock, Jacek Nieckarz/Shutterstock, geografia24eu/Shutterstock, Czerep rubaszny/Shutterstock, Lukasz Barzowski/Shutterstock, Bartus Daniel/Shutterstock, Artur Bociarski/Shutterstock, bayazed/Shutterstock, Andrew Mayovskyy/Shutterstock, marcin jucha/Shutterstock, Henryk Sadura/Shutterstock, Firea/Dreamstime.com, Jurek Adamski/Shutterstock, Arkadiusz Komski/Shutterstock
Redaktor prowadzący
Anna Kubalska
Redakcja
Renata Bubrowiecka
Korekta
Katarzyna Kusojć
Małgorzata Denys
ISBN 978-83-8444-588-4
Warszawa 2026
Wydawca
Prószyński Media Sp. z o.o.
02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28
www.proszynski.pl
OD AUTORA
Napisałem o Bieszczadach kilka bardzo osobistych książek. Według czytelników były przepełnione miłością i poezją. Ta opinia jest dla mnie niezwykle cenna, bo Bieszczady stały się moją małą ojczyzną, ziemią, którą wciąż odkrywam i do której nieustannie wracam, miejscem, w którym czuję się u siebie, wśród rodziny.
Ten przewodnik stworzyłem, patrząc z zupełnie innej perspektywy. Starałem się opisać wszystko w sposób jak najbardziej zwięzły, praktyczny i pożyteczny.
Kto pokocha Bieszczady, sam podąży dalej.
ZANIM WYRUSZYSZ W DROGĘ
WSTĘP, KTÓREGO NIE NALEŻY POMIJAĆ
Ten przewodnik jest dla tych, którzy dopiero zamierzają rozpocząć swoją przygodę z Bieszczadami, nigdy wcześniej nie zawędrowali pod połoniny albo zajrzeli tu tylko na kilka dni, nie pochylając się przedtem zbyt długo nad mapą.
Jeżeli chcesz odkrywać Bieszczady, a już szczególnie jeśli towarzyszy ci przeczucie, że skoro tak wielu wędrowców zachwyciło się nimi przed tobą, to musieli dostrzec w nich coś naprawdę wyjątkowego, jesteś czytelnikiem, o którym myślałem, pisząc tę książkę.
Zgodnie z przeznaczeniem jest to zdecydowanie najprostszy przewodnik po Bieszczadach. Zawiera tylko to, co naprawdę niezbędne: informacje o szlakach, miejscach i opowieści, których żadną miarą nie można pominąć.
Jest to jednak również przewodnik kompletny. Obejmuje wszystkie najpiękniejsze tutejsze góry (nie tylko te w granicach Bieszczadzkiego Parku Narodowego), wszystkie najczęściej wydeptywane szlaki (oraz kilka zdecydowanie rzadziej odwiedzanych), wszystkie miejsca, które trzeba poznać, by zaprzyjaźnić się z Bieszczadami na tyle, na ile to możliwe w ciągu jednego tygodnia.
To Bieszczady na początek, ale Bieszczady w całości, bez białych plam i niedomówień.
Przedstawiony w przewodniku plan pozwala spojrzeć na Bieszczady z różnych perspektyw, choć będzie wymagał dokonania pewnych wyborów. Nie może być inaczej, wziąwszy pod uwagę, jak wiele jest do przeżycia i jak mało masz czasu.
Ale ta sytuacja ma również dobrą stronę, bo choć wyborów nie da się uniknąć, dzięki nim możesz dostosować sposób poznawania Bieszczadów do własnych możliwości i zamierzeń. Ostatecznie wszystko to, czego nie zobaczysz w tym pierwszym tygodniu, może poczekać na twój powrót. Bo przecież wrócisz tu na pewno.
Każdy dzień w przewodniku jest reprezentowany przez jeden rozdział, zawierający opis dwóch tras, spośród których trzeba wybrać tę lepiej odpowiadającą okolicznościom takim jak pogoda, samopoczucie czy po prostu twoje widzimisię. Co ważne, niezależnie od decyzji zobaczysz wszystkie najpiękniejsze bieszczadzkie szczyty i przejdziesz najpiękniejsze szlaki, a przynajmniej pewien odcinek każdego z nich.
Opisy górskich wycieczek tworzą pierwszą część książki, zatytułowaną „Górskie szlaki”. Część druga, „Nie tylko połoniny”, poprowadzi cię do miejsc, które pomagają poznać historię i zanurzyć się w przeszłości Bieszczadów. To wędrówki przez nieistniejące wsie, do ocalonych cerkwi, a także do Soliny, która stanowi osobny, bardzo ważny i ciekawy wątek bieszczadzkiej opowieści.
Każdy z tych odmiennych zestawów propozycji wymaga pewnych wyjaśnień.
GÓRSKIE SZLAKI
Propozycje wycieczek w góry zostały wybrane według bardzo prostych kryteriów.
Po pierwsze, każda z nich prowadzi przez jeden z najpiękniejszych, a więc niezalesionych i zapewniających cudowne widoki bieszczadzkich szczytów czy górskich grzbietów.
NA WSZELKI WYPADEK WYJAŚNIAM:
szczyt, taki jak Tarnica, jest najwyższym punktem, w którym znajdziesz się podczas wycieczki; przez grzbiet (na przykład grzbiet Połoniny Wetlińskiej, Caryńskiej i tak dalej) prowadzi trasa, podczas której możesz przez cały czas podziwiać widoki z coraz to innej perspektywy;po drodze przejdziesz przez kulminacje (czyli najwyższe punkty grzbietu) takie jak Osadzki Wierch na Połoninie Wetlińskiej, co może, ale wcale nie musi, łączyć się z koniecznością pokonania bardziej stromego odcinka (w przypadku Osadzkiego Wierchu akurat się łączy).Po drugie, wybrane trasy są zazwyczaj krótkie, liczą kilka, najwyżej kilkanaście kilometrów, i każdą z nich można przejść w ciągu paru godzin bez szczególnego wysiłku. Większość przedstawionych w tym przewodniku wędrówek może odbyć w zasadzie każdy, niemal niezależnie od wieku i kondycji fizycznej. W większości są to również trasy sprzyjające rodzinnej wędrówce z dziećmi.
Górskie wycieczki występują zawsze w dwóch wariantach: jako trasa podstawowa i trasa alternatywna. Jedna jest krótsza, druga – dłuższa i bardziej wymagająca.
Po trzecie, w przypadku każdej trasy brałem pod uwagę – bardzo istotne w Bieszczadach – uwarunkowania komunikacyjne i każda z nich jest opatrzona komentarzem dotyczącym tej podstawowej kwestii. Niezależnie od wybranej wycieczki trzeba dotrzeć na początek szlaku, a następnie wrócić do miejsca noclegu.
W Bieszczadach nie zawsze jest to proste. Sytuacja zależy od sezonu, a przede wszystkim od tego, czy szlak zaczyna się (i kończy) przy południowym odcinku Wielkiej Obwodnicy Bieszczadzkiej (drogi wojewódzkiej 897 – w skrócie: DW897), między Wetliną a Ustrzykami Górnymi, czy też nie.
Konieczne było przyjęcie założenia, że w przypadku wycieczek opisanych w pierwszej części przewodnika podstawowym środkiem komunikacji będą turystyczne busy. Jeśli chodzi o trasy przedstawione w drugiej części – samochód. Temat ten został szczegółowo omówiony w rozdziale „Informacje praktyczne”.
TRZEBA RÓWNIEŻ WYJAŚNIĆ, JAK POWSTAŁY TECHNICZNE OPISY GÓRSKICH TRAS.
Najbardziej oczywistym źródłem informacji – przynajmniej jeśli chodzi o wysokości punktów i czasy przejścia – są drogowskazy przy szlakach wytyczonych przez Bieszczadzki Park Narodowy (BdPN), Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze (PTTK) czy gminę Lutowiska. Wszystkie one zostały w tym przewodniku zachowane, by nie powodować niepotrzebnego zamieszania. Niekiedy jednak nie odpowiadają informacjom z map opracowanych przez różnych wydawców, a także tym na stronie Mapa-turystyczna.pl.
Żeby uniknąć wątpliwości, trzeba podkreślić, że czasy przejścia są orientacyjne i zawsze należy traktować je z pewną rezerwą. Przede wszystkim nie uwzględniają odpoczynków. Warto wziąć to pod uwagę, szczególnie w przypadku dłuższych wędrówek. Jest bardzo prawdopodobne, że zechcemy poświęcić sporo czasu na podziwianie widoków, co sprawi, że z przewidzianych na przejście szlaku czterech godzin niespodziewanie zrobi się pięć, sześć albo i więcej. Czasy przejścia, które zostały podane w tym przewodniku (za BdPN czy PTTK), trzeba traktować jako niezbędne minimum, podobnie jak te w innych źródłach.
Pokazane w przewodniku sumy wejść i zejść, a więc charakterystykę tras odzwierciedlającą ich trudność, podaję za Mapa-turystyczna.pl (podobnie jak odległości) ze świadomością, że w niektórych wypadkach obliczono je dla nieco innych wysokości punktów niż podawane przez BdPN (na stronie znajdziemy zastrzeżenie, że operuje ona uśrednionymi wartościami ze źródeł zewnętrznych).
Zresztą przyczyny występowania różnic między danymi BdPN, Mapa-turystyczna.pl i mapami różnych wydawców są jeszcze bardziej skomplikowane i nie ma powodu, by je szczegółowo omawiać. Nie zagłębiając się w zawiłości, powiem tyle, że różnice tego rodzaju w praktyce nie mają znaczenia, a podanie wartości spójnych, ale odbiegających od tych, które czytelnik zobaczy na szlaku, mogłoby wywołać zdziwienie.
NIE TYLKO POŁONINY
Propozycje alternatywne wobec górskich wycieczek mają pokazać inne oblicze Bieszczadów. Przede wszystkim ich niedaleką przeszłość, która wciąż odciska piętno na teraźniejszości. Przedwojenne, przeludnione i dobrze uprzemysłowione Bieszczady, powojenne wysiedlenia i powolny napływ osadników do opustoszałych wsi – wszystko to trzeba mieć przed oczami, by zrozumieć Bieszczady dzisiejsze. (Ten temat w sposób bardzo zwięzły przedstawiłem w rozdziale „Najkrótsza historia Bieszczadów”).
Wycieczki obejmują więc nie tylko Solinę, ale i nieistniejące wsie (zetkniemy się z nimi także podczas wycieczek w góry) czy ocalałe z powojennej pożogi greckokatolickie cerkwie, które są dziś katolickimi kościołami.
To wyprawy odmienne od górskich, bo podążając którąkolwiek z tych ścieżek, można – i to nawet w czasie, gdy na bieszczadzkie szczyty podążają całe tłumy – nie napotkać żywej duszy. To medytacja całkiem innego rodzaju, gdy wędrówka skłania do rozmyślań nie tylko nad pięknem natury, ale przede wszystkim nad losem Bieszczadów i kruchością wszystkiego, co znamy.
Wszystkie wyprawy, które proponuję, tworzą kompletny portret Bieszczadów. Wybór zależy wyłącznie od ciebie. Możesz spędzić cały tydzień na górskich szlakach, lecz z równym powodzeniem możesz jednego dnia pójść na połoninę, by nasycić oczy zielenią i błękitem, a drugiego – przystanąć w cieniu bukowego lasu, w nieistniejącej wsi, przed nieistniejącą cerkwią.
Niezależnie jednak od tego, co wybierzesz i jakie jest twoje spojrzenie na ten skrawek ziemi, żeby pokochać Bieszczady, będziesz potrzebować wiernego portretu całości. Światłocienia, nie tylko obrazu tego, co najpiękniejsze i malowane samymi jasnymi barwami.
INFORMACJE PRAKTYCZNE
GDZIE ZAREZERWOWAĆ NOCLEGI
Prawie wszystkie opisane w tym przewodniku wycieczki prowadzą w góry albo do miejsc, które znajdują się w ich bezpośrednim sąsiedztwie (jedynym wyjątkiem jest Solina). Z tego powodu, szukając noclegów, nie możesz brać pod uwagę miejscowości oddalonych od połonin, a już szczególnie tych najbardziej znanych i leżących w okolicach Zalewu Solińskiego (Solinę i góry dzieli niemal 50 km, a na przebycie tej trasy samochodem potrzeba godziny).
Najlepiej wybrać kwaterę blisko najpiękniejszych górskich szlaków Bieszczadzkiego Parku Narodowego, a to oznacza, że w największym stopniu twoim potrzebom odpowiadają miejscowości położone przy południowym odcinku Wielkiej Obwodnicy Bieszczadzkiej, między Cisną a Ustrzykami Górnymi (czyli przy DW897).
Najważniejszym kryterium, jakie musisz wziąć pod uwagę, jest swoboda przemieszczania się pomiędzy miejscowością, w której zarezerwujesz noclegi, a miejscami rozpoczynania albo kończenia górskich wędrówek. Trzeba przy tym zaznaczyć, że w większości przypadków wykluczam poruszanie się własnym samochodem (szczegóły w dalszej części rozdziału).
W rezultacie twój wybór ogranicza się do Wetliny i Ustrzyk Górnych (leżące na tej trasie Brzegi Górne to nieistniejąca wieś – znajduje się tam tylko parking BdPN), ponieważ właśnie między nimi poruszają się turystyczne busy – pojazdy mogące pomieścić od kilku do kilkunastu pasażerów – które będą dla ciebie podstawowym środkiem komunikacji.
Przy wyborze noclegu należy wziąć również pod uwagę jeszcze inne oczywiste kwestie, jak posiłki. Po powrocie z gór z pewnością trzeba zjeść obiad, najlepiej dobry, a wypadałoby przecież zadbać także o śniadanie czy kolację i odwiedzić sklep spożywczy. Tu wszystko zależy od twoich oczekiwań. Jeśli cenisz wygodę, jedynym wyborem będzie Wetlina, która w porównaniu z Ustrzykami Górnymi wydaje się niemal metropolią.
Kilkanaście miejsc (w Wetlinie i najbliższej okolicy), w których można zjeść obiad, a także kilka małych i jeden większy, dobrze zaopatrzony sklep spożywczy to w Bieszczadach prawdziwy luksus.
Dla odmiany, jeśli chcesz poczuć odrobinę klimatu Bieszczadów sprzed lat, zdecyduj się na Ustrzyki Górne, gdzie trudniej zrobić zakupy, a miejsca, w których można zjeść obiad, da się policzyć na palcach jednej ręki. Zobaczysz tu oczywiście najbardziej znaną w całym kraju placówkę straży granicznej i legendarne (przynajmniej dla miłośników Bieszczadów) Schronisko PTTK Kremenaros, ale to jedyne atuty Ustrzyk Górnych.
W drugiej kolejności możesz rozważyć miejscowości położone na zachód od Wetliny: od Smereka po Cisną, ale swoboda komunikacji będzie zdecydowanie maleć wraz ze wzrostem odległości od Wetliny.
Oczywiście wędrówki skrajem drogi i korzystanie z uprzejmości zdążających w tę samą stronę kierowców to tradycyjny sposób przemieszczania się w Bieszczadach, ale kultywowanie tej tradycji stanowi dziś wybór, a nie konieczność.
Zarówno Wetlina, jak i Ustrzyki Górne dysponują mnóstwem noclegów, warto jednak pamiętać, że Bieszczady już od dłuższego czasu przyciągają tłumy wędrowców nie tylko w sezonie, ale i poza nim, szczególnie w długie, a także po prostu pogodne weekendy. Trzeba więc zadbać o rezerwację z pewnym wyprzedzeniem.
JAK SIĘ PRZEMIESZCZAĆ
Z przyczyn czysto praktycznych twój sposób przemieszczania się po Bieszczadach w przypadku wycieczek opisanych w pierwszej oraz w drugiej części przewodnika będzie inny.
GÓRSKIE SZLAKI
Górskie wycieczki w dużej części zaczynają i kończą się przy południowym odcinku Wielkiej Obwodnicy Bieszczadzkiej, pomiędzy Wetliną a Ustrzykami Górnymi. Punkty, z których będziesz rozpoczynać (albo w których będziesz kończyć) wędrówki, to leżące przy tym odcinku DW897:
WetlinaPrzełęcz Wyżna (parking Gminy Lutowiska)Brzegi Górne (parking BdPN)Przełęcz Wyżniańska (parking BdPN)Ustrzyki Górne (i pobliska Rzeczyca, punkt na mapie wyznaczony przez BdPN).Równie dla nas ważne, ale leżące poza wspomnianym odcinkiem Wielkiej Obwodnicy Bieszczadzkiej miejscowości to:
Przysłup (10 km od Wetliny),Nasiczne (5 km od Brzegów Górnych),Wołosate (6 km od Ustrzyk Górnych),Muczne (20 km od Ustrzyk Górnych).Podział na punkty usytuowane między Wetliną a Ustrzykami Górnymi oraz pozostałe ma praktyczne znaczenie. Wetlina–Przełęcz Wyżna–Brzegi Górne–Przełęcz Wyżniańska–Ustrzyki Górne to trasa turystycznych busów, które jako jedyne zapewniają tu sprawną komunikację.
Dlatego też przyjąłem, że zasadniczo podstawowym twoim środkiem komunikacji będą busy. Wszystkie tego rodzaju trasy zostały w przewodniku opatrzone oznaczeniem:
Z kolei Przysłup, Nasiczne, Wołosate i Muczne to miejscowości, w których – szczególnie poza sezonem – busy pojawiają się rzadziej, a co za tym idzie, trudniej się do nich dostać, a także z nich wrócić.
Oczywiście największą swobodę poruszania się zapewni ci własny samochód. Jeśli jednak zdecydujesz się na takie rozwiązanie, możliwe będzie wykorzystanie tylko kilku spośród opisanych w przewodniku propozycji, a wszystkie pozostałe trasy będzie trzeba zdecydowanie skrócić. Można sobie także wyobrazić ekwilibrystyczne rozwiązania łączące wykorzystanie samochodu i busów, jednak nieodmiennie przywodzą one na myśl łapanie się prawą ręką za lewe ucho.
Samochód stanowi najlepszy wybór w sytuacji, gdy wyprawa zaczyna się i kończy w tym samym miejscu – trasa ma kształt pętli albo odbywamy wędrówkę tam i z powrotem. Na przykład obie trasy na Dwernik Kamień zaczynają się i kończą w Nasicznym.
W przewodniku tego rodzaju wycieczki zostały opatrzone oznaczeniem:
Jeśli jednak masz zamiar pokonać dłuższą drogę, zaczynającą się w jednym miejscu i kończącą w drugim, dojazd autem nie wchodzi w rachubę.
Należałoby je bowiem zostawić na parkingu przy początku trasy, a następnie do niego wrócić tym samym krótkim odcinkiem szlaku. Na przykład z Przełęczy Wyżnej do Chatki Puchatka i z powrotem. Ale ominie cię wtedy niezwykle satysfakcjonujące przejście grzbietu połoniny, wejście na Smerek i zejście do Wetliny.
Chyba że nie skracając wycieczki, wsiądziesz w Wetlinie do busa, który zawiezie cię z powrotem na Przełęcz Wyżną do samochodu, lub pokonasz ten odcinek na piechotę przy szosie. Oba te rozwiązania zaliczam jednak do ekwilibrystycznych.
Trzeba jeszcze – tylko dla porządku – wspomnieć o kosztach. Ceny przejazdu busem zmieniają się z miesiąca na miesiąc i z roku na rok, a nawet tego samego dnia możemy zapłacić trochę mniej albo więcej za ten sam odcinek drogi. W 2025 roku poza sezonem było to kilkanaście złotych od osoby. Z kolei pozostawienie samochodu na parkingu BdPN to koszt 30 złotych za cały dzień (stan na rok 2025).
BUSY
Busy nie mają żadnego rozkładu jazdy. Postoje, gdzie najczęściej można je spotkać, znajdują się:
w Wetlinie – na parkingu, przy największym sklepie,w Brzegach Górnych – przy parkingu BdPN,w Ustrzykach Górnych – przy parkingu BdPN,na przełęczach Wyżnej i Wyżniańskiej – przy parkingach BdPN.Można je również zamawiać telefonicznie, a także zatrzymywać po drodze. Na postojach kierowcy zazwyczaj cierpliwie czekają, aż zbierze się komplet pasażerów, ale też często ruszają z kilkoma wolnymi miejscami.
Jak nietrudno się domyślić, ruchem busów kieruje rachunek ekonomiczny, dlatego też ich trasa ogranicza się do punktów, w których zaczynają się (albo – jak kto woli – kończą) najbardziej uczęszczane szlaki. Tak się składa, że większość tych punktów leży właśnie przy odcinku DW897 pomiędzy Wetliną a Ustrzykami Górnymi. Dojazd do pozostałych miejscowości może wymagać indywidualnych ustaleń, a cena będzie zależeć od długości trasy i liczby pasażerów.
Numery telefonów znajdziemy wszędzie tam, gdzie pojawiają się wędrowcy, między innymi w sklepach, a zapewne również w miejscu noclegu.
NIE TYLKO POŁONINY
Dla odmiany propozycje obejmujące wycieczki do nieistniejących wsi, ocalałych cerkwi, a także Soliny (czyli wszystkie poza wyprawami w góry) nie pozostawią ci żadnego wyboru – jedynym rozwiązaniem jest podróżowanie samochodem. Komunikacja autobusowa – i to nawet w sezonie – zupełnie nie nadaje się do tych celów.
WAŻNE!
Czynne całą dobę (i należące do największych sieci) stacje paliw znajdziesz tylko w Lesku i Ustrzykach Dolnych.
Warto się tam zatrzymać, ponieważ na południe od tych miast uzupełnisz paliwo tylko na kilku stacjach czynnych w określonych godzinach (pewnym rozwiązaniem są tankterminale, umożliwiające samodzielne tankowanie przez całą dobę, ale wyposażono w nie tylko niektóre stacje).
Patrz rozdział „Przydatne adresys”.
GDZIE ZROBIĆ ZAKUPY
Sklepy, w których będziesz się zaopatrywać we wszystko, co niezbędne, by przygotować śniadanie czy kolację, są naprawdę małe (z wyjątkiem jednego większego w Wetlinie), ale z powodzeniem zaspokoją twoje podstawowe potrzeby. Słowa „podstawowe” użyłem nieprzypadkowo. Jak łatwo zgadnąć, wybór produktów jest po prostu znacznie bardziej ograniczony niż w mieście, toteż jeśli masz specjalne życzenia, pamiętaj o nich po drodze w Bieszczady. Ostatnimi miastami na twojej trasie mogą być Lesko albo Ustrzyki Dolne i właśnie tam znajdziesz duże, dobrze zaopatrzone i znane ci sklepy (po kilka w każdym mieście).
Największe sklepy spożywcze pod połoninami znajdziesz w Wetlinie i Cisnej, gdzie jest także punkt apteczny.
GDZIE ZJEŚĆ OBIAD
Ponieważ przewodnik proponuje najprostsze i najwygodniejsze rozwiązania, zakładam, że samodzielne gotowanie obiadu nie wchodzi w grę (choć oczywiście jest to kwestia wyboru). O ile w przypadku śniadania czy kolacji nie masz innej możliwości i musisz mieć pod ręką wszystko, czego ci trzeba, żeby je przygotować, o tyle na obiad możesz pójść w jakieś niezbyt odległe miejsce i spróbować bieszczadzkiej kuchni.
Oczywiście mam swoje sprawdzone i ulubione miejsca, do których nieustannie wracam, bo serwowane tam potrawy są wyśmienite, ale ponieważ nie zamierzam ci niczego sugerować, dodam tylko kilka subiektywnych spostrzeżeń.
Mówiąc o bieszczadzkiej kuchni, nie mam na myśli kuchni regionalnej, bo takiej zwyczajnie nie ma. Potrawy jadane tu przed wojną były nadzwyczaj ubogie i naprawdę bardzo odległe od naszych przyzwyczajeń. Dzisiejsza tutejsza kuchnia to przede wszystkim proste i smaczne dania domowe, nieodbiegające niczym od tych, których możesz popróbować jak Polska długa i szeroka. Mnie to bardzo odpowiada, ale jeśli ktoś ma odmienne oczekiwania, znajdzie również miejsca, w których serwowane są oryginalniejsze potrawy i do których zazwyczaj ustawiają się długie kolejki.
TELEFONIA KOMÓRKOWA
Temat sieci komórkowych w Bieszczadach jest bardzo istotny z dwóch przyczyn.
BIAŁE PLAMY TELEFONII KOMÓRKOWEJ
Po pierwsze, występują tu bardzo liczne białe plamy, czyli obszary poza zasięgiem operatorów, gdzie nie tylko nie da się zadzwonić, ale i korzystać z nawigacji.
Najdokładniejsze informacje dotyczące białych plam można znaleźć w sieci – wystarczy spojrzeć na mapę zasięgu naszego operatora.
Najogólniej rzecz ujmując: poza zasięgiem polskich sieci komórkowych znajdziesz się na wschód od Wołosatego czy Mucznego, a więc podczas całej wycieczki do Sianek (opisanej w rozdziale „Nieistniejące wsie”).
Z podobną sytuacją spotkamy się na wielu innych obszarach, jak wymieniane w tym przewodniku:
droga pomiędzy Ustrzykami Górnymi i Stuposianami (patrz rozdział „Bukowe Berdo”),droga pomiędzy Brzegami Górnymi i Nasicznym (patrz rozdział „Dwernik Kamień”),okolice Łopienki i rezerwatu Sine Wiry (patrz rozdział „Łopienka”).SIECI UKRAIŃSKIE
Po drugie, w wielu miejscach można złapać ukraińskie sieci.
Do niedawna łączenie się z sieciami naszych sąsiadów słono kosztowało, a ponieważ wielu wędrowców robiło to po prostu nieświadomie, po powrocie z Bieszczadów byli bardzo zaskoczeni astronomiczną wysokością rachunku. Na szczęście od 1 stycznia 2026 roku Ukraina dołączyła do strefy Roam Like at Home (RLAH), co oznacza, że korzystamy z jej sieci na takich samych zasadach jak w krajach Unii Europejskiej.
W ich zasięgu możesz znaleźć się na każdym z bieszczadzkich szczytów w pobliżu granicy. Dotyczy to więc przede wszystkim Bukowego Berda (patrz rozdział „Bukowe Berdo”), całej trasy na Tarnicę, Kopę Bukowską, Halicz i Rozsypaniec (patrz rozdział „Tarnica”), a także nieistniejących wsi od Bukowca po Sianki (patrz rozdział „Nieistniejące wsie”).
Użyte przeze mnie sformułowanie „przede wszystkim” jest istotne, bo z taką sytuacją możesz mieć do czynienia praktycznie na każdym szczycie, a także w całym obszarze na wschód od Mucznego aż po Sianki.
ROAMING
Ruszając w Bieszczady, należy mieć koniecznie uruchomiony roaming.
Niemal na pewno będziesz korzystać zarówno z polskich, jak i ukraińskich sieci, ponieważ zasięg tych ostatnich jest w wielu miejscach znaczenie lepszy niż oferowany przez naszych operatorów.
Ma to ogromne znacznie przede wszystkim w sytuacji, gdy trzeba wezwać pomoc.
REGULAMIN BIESZCZADZKIEGO PARKU NARODOWEGO
Przed wyruszeniem w Bieszczady warto zapoznać się z regulaminem tutejszego parku narodowego. Znajdziesz go na stronie parku: https://bdpn.gov.pl/.
BIESZCZADZKI PARK NARODOWY – NAJWAŻNIEJSZE PUNKTY REGULAMINU
Za wstęp na szlaki turystyczne oraz za udostępnianie obszaru ścieżek przyrodniczych opłaty pobierane są całorocznie.
Zabrania się wprowadzania psów oraz innych zwierząt na szlaki turystyczne i ścieżki przyrodnicze z wyjątkiem odcinków prowadzących wzdłuż dróg publicznych. Psy obligatoryjnie muszą być prowadzone na smyczy i w kagańcu. Dopuszcza się wprowadzanie psów na smyczy i w kagańcu na następujących odcinkach szlaków: od Przełęczy Wyżniańskiej do Schroniska Pod Małą Rawką, od Nasicznego i Bereżek na Przełęcz Przysłup Caryński, od Tarnawy Niżnej do Dźwiniacza Górnego.
Osoby niepełnosprawne mają prawo poruszać się po szlakach i ścieżkach przyrodniczych wraz ze specjalnie oznaczonym psem asystującym.
Poruszanie się po szlakach i ścieżkach na obszarze parku dozwolone jest wyłącznie od wschodu do zachodu słońca.
ZAKUP BILETÓW WSTĘPU DO BIESZCZADZKIEGO PARKU NARODOWEGO
Zgodnie z regulaminem BdPN wstęp do niego jest płatny. W bilety możesz się zaopatrzyć w punktach kasowo-informacyjnych znajdujących się przy wejściach na szlaki. Zapłacić możesz gotówką albo kartą tam, gdzie jest zasięg.
Z równym powodzeniem możesz nabyć bilety przez internet za pośrednictwem strony BdPN.
BEZPIECZEŃSTWO W GÓRACH
Bieszczady zazwyczaj nie stawiają wędrowcom szczególnych wymagań. W sprzyjających okolicznościach, a więc przede wszystkim we wszystkich porach roku poza zimą i przy dobrej pogodzie, przejście opisanych w tym przewodniku tras to czysta przyjemność. Ale okoliczności nie zawsze muszą sprzyjać, a w każdym razie na pewno, ruszając w drogę, trzeba brać pod uwagę gorsze scenariusze.
Nawet jeśli nie zanosi się na zmianę pogody, miej w plecaku kurtkę przeciwdeszczową, a chociaż rzadko zdarza ci się potknąć, noś ze sobą apteczkę. Jeżeli dopiero zaczynasz przygodę z górami i nie masz w tym względzie żadnych doświadczeń, koniecznie zapoznaj się z opisanymi dalej zasadami. Przestrzegając ich, zdecydowanie zwiększysz swoje szanse na naprawdę udane górskie wędrówki – unikniesz potencjalnych zagrożeń, a w razie nieprzewidzianych zdarzeń będziesz wiedzieć, jak reagować.
To krótkie, bardzo proste kompendium na temat bezpieczeństwa w górach, dostosowane do warunków, z jakimi spotkasz się w Bieszczadach na wiosnę, w lecie czy jesienią.
Przedstawione tu zasady to absolutne minimum. Znacznie więcej informacji na temat zachowania w górach znajdziesz na stronach Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego czy Bieszczadzkiego Parku Narodowego.
PRZYDATNE STRONY
https://www.gopr.pl/https://bdpn.gov.pl/ZANIM WYRUSZYSZ
ZADBAJ O ODPOWIEDNIĄ ODZIEŻ.
Niezbędne minimum to:
buty przeznaczone do górskiej wędrówki,kurtka chroniąca przed deszczem i wiatrem,nakrycie głowy chroniące przed słońcem,przy niższych temperaturach: ciepła bluza, czapka, rękawiczki.PAMIĘTAJ!
Warunki na górskich grzbietach powyżej granicy lasu mogą się diametralnie różnić od panujących w dolinach. Nawet latem wiatr może wiać tam z ogromną prędkością. Na połoninach nie ma gdzie się schronić przed prażącym słońcem ani przed deszczem, a ulewy bywają tak gwałtowne, że szlaki zamieniają się w rwące potoki.
ZADBAJ O ODPOWIEDNIE WYPOSAŻENIE.
Zabierz ze sobą:
jedzenie (tradycyjne kanapki będą akurat),napoje (przy wyższych temperaturach – wodę, przy niższych – termos z gorącą herbatą z cytryną),w pełni naładowany telefon z wpisanymi numerami Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (GOPR) i zainstalowaną aplikacją Ratunek,papierową mapę,narzędzie wielofunkcyjne (multitool, scyzoryk),małą apteczkę,duży worek na śmieci (w przeciwieństwie do plecaków i pokrowców na plecaki worek jest absolutnie nieprzemakalny; w razie gwałtownej ulewy możesz w nim umieścić zawartość plecaka albo i cały plecak).Przed wyruszeniem sprawdź prognozę pogody i dostosuj do niej swoje plany. Spójrz także na mapę i zapoznaj się ze szlakiem, który masz zamiar przemierzyć.
TELEFONY I APLIKACJE
TELEFONY GOPR
601 100 300985APLIKACJA RATUNEK
Bezpłatna aplikacja Ratunek nie tylko umożliwia wezwanie pomocy, ale też przesyła ratownikom twoją dokładną lokalizację. Aplikacja działa także wtedy, gdy telefon jest w roamingu i korzysta z ukraińskiej sieci komórkowej.
Od 1 stycznia 2026 roku korzystamy z ukraińskich sieci na takich samych zasadach jak z roamingu w Unii Europejskiej!
Warto wspomnieć, że znajdujemy się w pobliżu granicy państwa i z pewnością – choć niekoniecznie na górskich szlakach – spotkamy się z patrolami straży granicznej. Noszenie ze sobą dokumentów wydaje się zdecydowanie rozsądne.
W DRODZE
Nie zbaczaj z wytyczonego szlaku.
W przypadku dłuższych tras sprawdzaj co pewien czas prognozę pogody.Jeśli idziesz z innymi osobami, staraj się mieć przez cały czas wszystkich w zasięgu wzroku.Dostosuj tempo marszu do osoby idącej najwolniej.Jeśli któraś z idących z tobą osób musi zawrócić, nie pozwól, by wracała samotnie.Pomagaj innym. Jeśli widzisz osobę, która twoim zdaniem może wymagać pomocy, zatrzymaj się i zapytaj o samopoczucie, a jeśli to konieczne, wezwij pomoc.PO POWROCIE
Poświęć chwilę na refleksję. Zastanów się, czy następnym razem nie warto czegoś poprawić, jeśli chodzi o odzież, wyposażenie albo wybór trasy.
DZIKIE ZWIERZĘTA
Wbrew rozpowszechnionej opinii spotkania z dzikimi zwierzętami nie należą w Bieszczadach do codzienności. Najczęściej dochodzi do nich w pobliżu zabudowań, gdzie niekiedy pojawiają się osobniki oswojone z ludźmi i zwabione wyrzucanymi przez nich resztkami pożywienia – lisy, znacznie rzadziej wilk czy niedźwiedź. Na szlakach w ciągu dnia takie spotkania w zasadzie się nie zdarzają, choć często można zobaczyć ślady dzikich zwierząt pozostawione nocą.
W swoim naturalnym środowisku zwierzęta unikają kontaktu z człowiekiem i jeśli tylko są świadome naszej obecności (gdy wędrujemy, rozmawiamy), nie zobaczymy ich, nawet gdyby znajdowały się w pobliżu.
Pewne zagrożenie stanowią żmije, dlatego w miejsca, gdzie można spodziewać się ich obecności (należą do nich na przykład łąki porośnięte wysoką trawą), zapuszczaj się w obuwiu sięgającym nad kostkę. Możesz też zaopatrzyć się w kij i uderzać nim w ziemię co jakiś czas, co skutecznie przepłoszy gady.
Oczywiście przy spotkaniu z jakimkolwiek dzikim zwierzęciem absolutnie nie należy się do niego zbliżać, próbować go pogłaskać czy karmić.
NAJKRÓTSZA HISTORIA BIESZCZADÓW
Dzisiejszy obraz Bieszczadów został ukształtowany przede wszystkim przez powojenne wysiedlenia. Połoniny sięgające niegdyś podnóża gór, pola, sady i bezkresne łąki dawno porosły lasem, a tętniące niegdyś życiem wsie zmniejszyły się do rozmiarów, które widzimy dzisiaj.
Ale żeby zrozumieć cały łańcuch zdarzeń, należy przyjrzeć się znacznie bardziej odległej przeszłości. Poznać Bojków, którzy zamieszkiwali te tereny przed wojną, i prześledzić próby utworzenia ukraińskiego państwa, podejmowane od końca pierwszej do zakończenia drugiej wojny światowej.
Ziemie, które dziś nazywamy Bieszczadami, przez wieki stanowiły najdalej na zachód wysunięte rubieże Rusi. W Królestwie Polskim znalazły się w połowie XIV stulecia za panowania Kazimierza Wielkiego.
Góry były zupełnym pustkowiem. Co prawda na połoninach od tysiącleci wydeptywali ścieżki pasterze, w porastającą doliny odwieczną puszczę zapuszczali się myśliwi, a przez górskie przełęcze wędrowali kupcy, ale próżno tu było szukać ludzkich osad. Idąc na północ, pierwsze wioski zobaczylibyśmy dopiero w okolicy najbliższego warownego grodu, którym był Sanok.
W ciągu następnych stuleci osady pojawiały się coraz dalej na południe. W połowie XV wieku powstały Solina, Wołkowyja, Terka, by ograniczyć listę do kilku najbardziej znanych i do dziś istniejących wsi.
Pod połoninami ludzie zaczęli pisać swoją historię dopiero po kolejnych stu latach, u schyłku dynastii jagiellońskiej, gdy pojawiły się takie wsie jak Cisna, Wetlina czy Ustrzyki Górne.
Kim byli mieszkańcy górskich osad? Po części przybyszami z Południa, po których widocznym śladem są bieszczadzkie nazwy o rumuńskim źródłosłowie. Dziś nazywamy ich Wołochami, obejmując tym określeniem pasterskie ludy wywodzące się z Półwyspu Bałkańskiego. Jednak wsie powstające w Bieszczadach musiały także – a może nawet przede wszystkim – przyciągać ludność ruską, z której ostatecznie uformowali się Bojkowie.
Po pierwszym rozbiorze, a więc po roku 1772, Bieszczady wraz z niemal całym województwem ruskim Rzeczypospolitej Obojga Narodów znalazły się pod panowaniem monarchii Habsburgów i stały częścią Królestwa Galicji i Lodomerii.
Powrót tych ziem do Polski w 1918 roku stanowi początek nowego rozdziału, który pozostaje w ścisłym związku z tym, co wydarzyło się w Bieszczadach po wojnie.
Rozważania o początkach kształtowania się ukraińskiej tożsamości narodowej daleko wykraczają poza ramy tego przewodnika. Z konieczności poprzestanę na tym, że pierwsze próby utworzenia ukraińskiego państwa zostały podjęte w tym samym czasie, w którym Polska odzyskała niepodległość.
W 1917 roku w Kijowie powołano do życia Ukraińską Republikę Ludową, a rok później we Lwowie – Zachodnioukraińską Republikę Ludową. Żywot obu był bardzo krótki. Istnieniu Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej położyła kres II Rzeczpospolita po wojnie, którą nazywa się zazwyczaj polsko-ukraińską (1918–1919).
Ukraińska Republika Ludowa stała się sojusznikiem Polski w zmaganiach z bolszewikami, lecz państwo zniknęło po podpisaniu traktatu ryskiego, który podzielił ich terytorium między Polskę i Związek Sowiecki. W ten sposób w granicach II RP znalazła się wielomilionowa mniejszość, zamieszkująca całe południowo-wschodnie rubieże kraju i – przynajmniej po części – uważająca się za Ukraińców.
Co ciekawe, odzyskanie niepodległości przez Polskę i próby stworzenia ukraińskiego państwa odbiły się echem nie wśród Bojków, ale przede wszystkim ich zachodnich sąsiadów – Łemków.
Powstałe w 1918 roku efemeryczne twory w postaci Republiki Komańczańskiej i Ruskiej Ludowej Republiki Łemków co prawda różniły się dążeniami, ale stanowiły niewątpliwy przejaw ukraińskiej czy rusińskiej tożsamości na Łemkowszczyźnie. Nic nie wskazuje na to, by Bojkowie, którzy sami zwykli nazywać się Rusinami, spoglądali w tamtym czasie na wschód i rozmyślali o Ukrainie.
Dwudziestolecie międzywojenne to okres nieustannych zmagań II Rzeczypospolitej z radykalnymi postawami części rusińskiej mniejszości, reprezentowanej przez Ukraińską Organizację Wojskową (UOW), a następnie Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) oraz jej zwolenników. Mimo niepowodzeń myśl o niepodległym ukraińskim państwie trwała, choć stojące za nią idee zaczęły zmierzać w najgorszym kierunku. Nacjonaliści uznali, że wytyczony przez nich cel uświęca środki, a wizja przyszłej niepodległej Ukrainy przybrała kształt totalitarnego państwa, w którym nie będzie miejsca dla żadnej innej narodowości poza ukraińską. Fascynacja Mussolinim i Hitlerem doprowadziła do powstania jeszcze jednej upiornej ideologii tamtych czasów – faszyzmu w wydaniu ukraińskim.
Nie będziemy wchodzić w dyskusję, czy gdyby II Rzeczpospolita prowadziła wobec narodowych mniejszości bardziej rozważną i przewidującą politykę, bieg zdarzeń wyglądałby inaczej. Trudno zaprzeczyć, że władze same dolewały oliwy do ognia, traktując rusińską ludność jako obywateli – najdelikatniej rzecz ujmując – drugiej kategorii, co zwiększało tylko liczbę zwolenników OUN. Jeśli jednak warunkiem współistnienia z ukraińskimi nacjonalistami miało być oderwanie wschodniej części Rzeczypospolitej i utworzenie na tym terenie faszystowskiego państwa, na porozumienie nie było po prostu miejsca.
W międzywojennej Polsce OUN prowadził działalność terrorystyczną. W 1921 roku we Lwowie kula o włos minęła naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego, dziesięć lat później w Truskawcu z rąk nacjonalistów zginął poseł Tadeusz Hołówko, w 1934 roku w Warszawie – minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki. Celem OUN bywali jednak nie tylko Polacy. Przykładem niech będzie zastrzelony w 1934 roku dyrektor lwowskiego liceum Iwan Babij, ukraiński patriota krytykujący działania organizacji. To tylko najgłośniejsze zamachy. Tych, które nie odbiły się tak szerokim echem, napadów rabunkowych, różnego rodzaju aktów sabotażu i dywersji, zmierzających do osłabienia polskiego państwa, nie da się policzyć.
Wreszcie we wrześniu 1939 roku OUN stał się piątą kolumną, wywołując antypolskie powstania na wschodzie II Rzeczypospolitej. Niektóre spośród tych wystąpień przywołują na myśl – mającą już wkrótce nastąpić – rzeź wołyńską.
Kolejna próba stworzenia niepodległej Ukrainy nastąpiła w roku 1941. Rząd powołany we Lwowie po wkroczeniu wojsk niemieckich przetrwał tydzień. III Rzesza, która miała stać się potężnym sprzymierzeńcem niepodległej Ukrainy, podjęła współpracę z nacjonalistami, ale wcale nie zamierzała tworzyć dla nich państwa. Wobec porażki przywódcy OUN i powołanej właśnie do życia Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) uznali, że odpowiednie warunki do budowy niepodległej Ukrainy pojawią się dopiero po zakończeniu wojny, w związku z czym należy przygotować do tego grunt. W ten sposób zrodził się plan ludobójstwa, które znamy dziś pod nazwą rzezi wołyńskiej, choć fala mordów na Polakach przetoczyła się także przez tereny sąsiednie i pochłonęła niemal tyle samo ofiar, co na samym Wołyniu.
Podkreślmy to wyraźnie: mimo że w rzezi wołyńskiej uczestniczyły tłumy ukraińskich chłopów, nie było to w żadnym razie powstanie ludowe, ale ludobójstwo zaplanowane przez nacjonalistów, którzy kierowali również jego przebiegiem. Bestialstwo oprawców miało jedynie nadać wydarzeniom pozory zemsty ciemnego chłopstwa na znienawidzonych Lachach. Ironia losu sprawiła, że jeszcze zanim rzezie na dobre ustały, w Teheranie zapadły ostateczne decyzje dotyczące powojennego porządku świata. Na mapach, nad którymi pochylali się Stalin, Churchill i Roosevelt, nie było miejsca dla niepodległego ukraińskiego państwa.
Pod koniec wojny OUN i UPA znalazły się w potrzasku. Wobec nieuchronnej klęski Niemiec mogły liczyć już tylko na – mający nastąpić wkrótce po wojnie – konflikt Związku Sowieckiego z Zachodem.
W tym kontekście niespodziewanie na znaczeniu zyskały Bieszczady – według nacjonalistów ziemia rdzennie ukraińska, która nie odgrywała wprawdzie większej roli we wcześniejszych ich planach, dotyczących przede wszystkim południowo-wschodniej części II Rzeczypospolitej.
Pierwsze sotnie UPA sformowano w Bieszczadach w 1944 roku. Miały one realizować te same cele, co na Wołyniu; czyli podejmować działania skierowane przeciwko polskiej ludności, a także tym Rusinom, którzy nie wykazywali lojalności wobec OUN.
Z chwilą pojawienia się polskiej administracji podjęły również walkę z wojskiem, milicją i bezpieką, próbując zapobiec rozpoczynającym się właśnie wysiedleniom. W tym starciu UPA była skazana na porażkę. Co więcej, w ostatecznym rozrachunku walki z Ukraińską Powstańczą Armią pozwoliły władzy ludowej stworzyć zakłamany obraz powojennych wysiedleń w Bieszczadach.
Wysiedlenia ludności rozpoczęły się w końcu 1944 roku, niemal natychmiast po podpisaniu umowy, której milczącym założeniem było nadanie nowej polsko-sowieckiej granicy pozoru, jakoby rzeczywiście dzieliła Polaków i Ukraińców. Była to polityka bardzo charakterystyczna dla Związku Sowieckiego czasów stalinowskich. Jeżeli wizja Stalina nie zgadzała się z faktami, trzeba było zmienić fakty.
Początkowo wysiedlenia miały charakter dobrowolny, a do transportów trafiali ci mieszkańcy bieszczadzkich wiosek, którzy rzeczywiście przyznawali się do ukraińskiej tożsamości albo wierzyli, że na sowieckiej Ukrainie czeka ich lepsza przyszłość niż w ludowej Polsce. Trwało to jednak bardzo krótko. Już po kilku miesiącach władzy zabrakło Ukraińców, a wysiedlenia zaczęły wymagać udziału wojska. Ale i to nie przyniosło wystarczających rezultatów. Mieszkańcy Bieszczadów robili wszystko, by pozostać na swojej ziemi. Najczęściej, uprzedzeni o zbliżającym się zagrożeniu, po prostu ukrywali się w okolicznych lasach, gdzie spędzali tygodnie, a nawet miesiące w oczekiwaniu na odpowiedni moment, by wrócić do swoich domów.
W roku 1946 wojsko stosowało wobec ludności Bieszczadów wyłącznie przemoc. Wsie okrążano przed świtem, a po schwytaniu ludzi palono zabudowania, by ci, którzy zdołali wymknąć się z zasadzki, nie mieli dokąd wracać. Bieszczady zaczęły pustoszeć. Los ostatnich rdzennych mieszkańców tej ziemi dopełnił się wkrótce podczas słynnej akcji „Wisła”.
28 marca 1947 roku w potyczce z UPA pod Jabłonkami zginął drugi wiceminister obrony narodowej generał Karol Świerczewski. Ten zupełny – choć z pewnością niezwykły – przypadek stał się dla ludowej władzy pretekstem do rozpoczęcia operacji, wskutek której Ukraińcy (czyli według obowiązującej wtedy interpretacji: wszyscy mówiący po rusińsku) mieli ostatecznie zniknąć z południowo-wschodnich rubieży Polski Ludowej. Ponieważ po wygaśnięciu polsko-sowieckiej umowy wysiedlenia za wschodnią granicę ustały, tym razem skierowano transporty na tak zwane Ziemie Odzyskane.
Oficjalnie celem akcji „Wisła” było pozbawienie UPA zaopatrzenia, ale fakty wskazują na inne motywacje ludowej władzy. Chodziło o zniszczenie rusińskiej tożsamości, rozproszenie Bojków w taki sposób, by wtłoczyć ich w lokalne społeczności i ostatecznie przekonać, że nie mogą nawet myśleć o powrocie.
Operację rozpoczęto już w kwietniu 1947 roku, jest więc zupełnie jasne, że została przygotowana o wiele wcześniej, a śmierć Świerczewskiego tylko przyspieszyła bieg zdarzeń. Uczestniczyły w niej dziesiątki tysięcy żołnierzy ludowego wojska, od Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego po Wojska Ochrony Pogranicza, a także Milicja Obywatelska i bezpieka. W ciągu zaledwie trzech miesięcy Bieszczady stały się ziemią bez gospodarzy, a nawet wsi, po których pozostały tylko pogorzeliska.
Nowi osadnicy zaczęli pojawiać się niedługo po zakończeniu wysiedleń. Ale pierwsza licząca kilka tysięcy osób społeczność znalazła się tu dopiero w roku 1951, i to nie na terenach spustoszonych przez akcję „Wisła”, lecz na obszarze właśnie przyłączonym do Polski. Byli to Polacy wysiedleni podczas akcji „H-T” z powiatów hrubieszowskiego i tomaszowskiego, które – w ramach tak zwanej korekty granic – zostały wchłonięte przez Związek Sowiecki.
Polska otrzymała w zamian skrawek Bieszczadów leżący na wschód od Sanu – wąski pas ziemi pomiędzy Ustrzykami Górnymi a Dolnymi, gdzie skierowano część transportów z przesiedleńcami z Lubelszczyzny.
Niemal równocześnie w Bieszczady trafili – i to w znacznie większej liczbie – uchodźcy z Grecji, komuniści, których do emigracji skłoniła klęska w wojnie domowej. Osiedlano ich w okolicach Ustrzyk Dolnych. W tamtym czasie pod połoninami wciąż można było spotkać tylko żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza.
Decyzja o ponownym zagospodarowaniu Bieszczadów zapadła dopiero w latach pięćdziesiątych. Ludowa władza zaczęła wszelkimi sposobami zachęcać obywateli, by rozpoczęli nowe życie na południowo-wschodnich rubieżach kraju. Szerokim gestem przydzielała ziemię, dbała o odpowiednie wsparcie finansowe, wypłacała robotnikom wyższe niż gdzie indziej wynagrodzenia (słynny dodatek bieszczadzki).
Kładziono podwaliny pod przemysł drzewny, budowano leśne osady, hotele robotnicze, rozwijano kolej wąskotorową, stworzono również dziesiątki PGR-ów.
Dziś połoniny przyciągają niezliczonych wędrowców. Ale chociaż przyjeżdżamy tu przede wszystkim po to, by przemierzać górskie szlaki, warto, mijając zagubione w lasach pozostałości cerkwi i cmentarzy – ślady po dawnych gospodarzach tej ziemi – zatrzymać się i pochylić głowę.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI
OD AUTORA
ZANIM WYRUSZYSZ W DROGĘ
WSTĘP, KTÓREGO NIE NALEŻY POMIJAĆ
INFORMACJE PRAKTYCZNE
BEZPIECZEŃSTWO W GÓRACH
NAJKRÓTSZA HISTORIA BIESZCZADÓW
Okładka
