Patek, Czapek i inni - Beniamin Czapla - ebook

Patek, Czapek i inni ebook

Beniamin Czapla

0,0
14,99 zł

lub

0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego


Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym+.

Dowiedz się więcej o KMK i KK+
Opis

Kiedy myślimy o polskich emigrantach XIX wieku, przed oczami stają nam zazwyczaj obrazy politycznej tułaczki, biedy lub wzniosłe dokonania romantycznych wieszczów. Niniejsza książka odkrywa zupełnie inną, niesłusznie zapomnianą kartę naszej historii – fascynujący fenomen gospodarczego sukcesu polskich zegarmistrzów w Szwajcarii. To opowieść o pieniądzach, reputacji, konkurencji i walce o własne miejsce w świecie. O tym, jak w epoce zaborów polskie nazwisko mogło stać się marką, a zegarek – czymś więcej niż luksusowym przedmiotem. Był dowodem, że naród wymazany z mapy Europy wciąż potrafił zaznaczyć swoją obecność. I robił to z wyjątkową precyzją.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 288

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Redakcja: Magdalena Partyka

Korekta oraz opracowanie indeksu: Monika Dziel

Projekt graficzny: Andrzej Barecki

 

Źródła zdjęć (odwołania do numerów stron dotyczą wydania papierowego książki):

Muzeum Rzemiosł Artystycznych i Precyzyjnych w Warszawie (s. 19)

Muzeum Narodowe w Warszawie (s. 21, 77, 313, 318)

Biblioteka Narodowa w Warszawie (s. 23, 35, 55, 57, 73, 89, 147, 193, 205, 207, 217, 229)

Biblioteka w Genewie (s. 27, 39, 65, 115, 161, 211, 233, 237, 241, 245)

Patek Philippe (s. 31, 127, 316, 332)

Ermitaż Państwowy (s. 41)

Muzeum Narodowe w Krakowie (s. 43, 310, 311, 317, 319, 323, 331, 333, 340)

Biblioteka PAN w Kórniku (s. 87, 107, 197, 199)

Biblioteka i Instytut Mazarine (s. 91)

Zbiory prywatne (s. 101, 195, 338)

Biblioteka Publiczna w Buffalo (s. 111)

Francuska Biblioteka Narodowa w Paryżu (s. 117, 215, 225)

Biblioteka Kongresu (s. 123, 155, 187)

Biblioteka Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (s. 129, 185)

Biblioteka w Tuluzie (s. 131)

Walijska Biblioteka Narodowa (s. 141)

Zbiory spółki Czapek Genève (s. 299, 301, 302, 303, 304, 305, 306, 307, 339)

Zbiory Sławomira Niżałowskiego (s. 300, 314, 322, 324, 325, 326, 330, 334, 335, 336, 337)

Metropolitan Art Museum w Nowym Jorku (s. 308)

Muzeum Polskie w Rapperswilu (s. 309)

Zbiory Johna Edwarda Reardona (s. 312, 315, 328, 329)

Muzeum Historyczne Warszawy (s. 320, 321, 327)

 

Copyright © by Beniamin Czapla

Copyright © by Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2026

 

ISBN 978-83-244-1240-2

Wydawnictwo Iskry

 

al. Wyzwolenia 18, 00-570 Warszawa

tel. (22) 827-94-15

[email protected]

www.iskry.com.pl

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Spis rzeczy

Wstęp

W cieniu klęski, u podnóża Alp. POCZĄTKI KARIERY ZAWODOWEJ FRANCISZKA CZAPKA

Patek, Czapek et Cie. PIERWSZA POLSKO-GENEWSKA SPÓŁKA ZEGARMISTRZOWSKA

Czapek et Cie. POCZĄTKI WSPÓŁPRACY F. CZAPKA Z J. GRUŻEWSKIM

Place Vendôme. CZAPEK ET Cie POD STERAMI JULIUSZA GRUŻEWSKIEGO

Patek et Cie. MIĘDZY DYPLOMACJĄ, BIZNESEM A REWOLUCJĄ

Patek, Philippe & Cie. ANTONI PATEK – ZEGARMISTRZ KRÓLÓW

L.W. Gostkowski. TRZECIA POLSKA MANUFAKTURA NAD LEMANEM

Henryk Majewski i Władysław Bandurski. RZEMIOSŁO BEZ SZYLDU. KILKA BIOGRAFII NIEZALEŻNEGO ZEGARMISTRZOSTWA

Zakończenie

Wykaz skrótów

Bibliografia

Przypisy

Indeks osób

Zegarki

Wstęp

Inspiracją do napisania niniejszej publikacji był artykuł, który ukazał się w latach osiemdziesiątych XIX wieku na łamach pisma „Kłosy: czasopismo ilustrowane, tygodniowe, poświęcone literaturze, nauce i sztuce”, zatytułowany Zegarmistrzostwo polskie w Genewie. Tekst ten opowiadał o dokonaniach pracujących w Genewie polskich zegarmistrzów – emigrantów: Antoniego Patka, Franciszka Czapka, Władysława Bandurskiego oraz rodziny Gostkowskich. Autor artykułu przekonywał, że ich osiągnięcia były nie tylko godne uwagi, lecz także imponujące, a na tle realiów emigracyjnych XIX wieku – wyjątkowe. Lektura tego zapomnianego dziś tekstu stała się punktem wyjścia do refleksji nad miejscem polskiego zegarmistrzostwa w historiografii oraz nad tym, jak niewiele wiemy o gospodarczych sukcesach Polaków działających poza granicami Rzeczypospolitej.

Historia polskiego zegarmistrzostwa nie należy bowiem do najchętniej podejmowanych przez badaczy wątków. Uwaga historyków i historyczek skupia się zdecydowanie częściej na dziejach politycznych i wojskowych – tak charakterystycznych i burzliwych dla ziem polskich. Historia gospodarcza, choć obecna w badaniach i rozwijana od dziesięcioleci, w znacznym stopniu pomija dokonania Polaków mieszkających poza granicami kraju. Tymczasem dla państwa, które przez ponad 100 lat nie istniało na mapie Europy, a którego kapitał ludzki systematycznie uszczuplały kolejne fale emigracji, wątek ten wydaje się niemal fundamentalny. Dwie największe emigracje polityczne XIX wieku – emigracja polistopadowa, zwana Wielką Emigracją, oraz wychodźstwo po upadku powstania styczniowego – rzadko kojarzone są z sukcesami gospodarczymi. W powszechnej świadomości wiąże się je raczej z biedą, tułaczką i społecznym upokorzeniem.

Z emigracją XIX-wieczną zwykło się natomiast łączyć osiągnięcia na polu kultury i sztuki. Fryderyk Chopin, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki i, nieco później, Cyprian Kamil Norwid zajmują trwałe miejsce w kanonie narodowej pamięci. Brakuje jednak na kartach podręczników historii fabrykantów, rzemieślników i przedsiębiorców. Nie jest to zaskakujące – zarówno Wielka Emigracja, jak i wychodźstwo po 1864 roku kojarzą się słusznie z ubóstwem, brakiem stabilizacji i dramatycznym zerwaniem z dotychczasowym życiem. Masy ludzi wyrwanych z rodzimych „trybików” planowanych karier, często młodych, zostały rzucone w obce środowiska, bez znajomości języka, bez sieci kontaktów, a nierzadko także bez praktycznych umiejętności, których brak szczególnie dawał się we znaki wychowanym w środowiskach szlacheckich.

Na tym tle Szwajcaria, a zwłaszcza Genewa, jawi się jako przypadek szczególny. Uderzające jest nagromadzenie sukcesów w jednym miejscu i czasie. W okresie Wielkiej Emigracji, gdy znaczna część uchodźców zmagała się z materialnym niedostatkiem i społeczną degradacją, właśnie w Genewie powstało kilka firm zegarmistrzowskich założonych przez Polaków. Nie były to efemeryczne warsztaty ani przedsięwzięcia funkcjonujące na marginesie rynku. Były to przedsiębiorstwa, które w stosunkowo krótkim czasie zdobyły klientów, renomę i rozpoznawalność, często daleko poza granicami Szwajcarii. Trudno uznać to zjawisko za przypadkowe.

Pozbawieni własnego państwa, instytucjonalnego wsparcia i politycznej ochrony polscy zegarmistrze potrafili wykorzystać sprzyjające okoliczności: lokalną kulturę rzemiosła opartą na jakości, międzynarodowy charakter Genewy oraz rynek, na którym zaufanie i reputacja znaczyły więcej niż skala produkcji. Ich firmy rosły nie dzięki masowości, lecz dzięki renomie; nie dzięki sile kapitału, lecz dzięki długiemu trwaniu i konsekwencji. Polskie zegarmistrzostwo w Genewie nie było zjawiskiem jednorodnym ani prostą opowieścią o nieprzerwanym sukcesie. Tworzyli je ludzie o różnych doświadczeniach życiowych i drogach zawodowych. Jedni zaczynali jako czeladnicy, inni od pracy fizycznej, handlu lub pośrednictwa. Część zdobywała wykształcenie w lokalnych szkołach rzemiosła, inni uczyli się zawodu niemal wyłącznie w praktyce. Wspólnym mianownikiem było przekonanie, że precyzja, rzetelność i cierpliwość mogą stać się formą stabilizacji w świecie, który wcześniej jej odmówił.

W XIX wieku zegarek był czymś znacznie więcej niż praktycznym przedmiotem codziennego użytku. Stanowił oznakę statusu społecznego, efekt pracy wielu rąk i dowód technicznej sprawności. Był także nośnikiem znaczeń: mógł upamiętniać ważne wydarzenie, podkreślać pochodzenie właściciela albo wyrażać jego gust i aspiracje. Dla polskiej emigracji zegarmistrzostwo stawało się czymś więcej niż sposobem zarobkowania. W epoce, w której Polska nie istniała jako podmiot polityczny, jej przedstawicielami bywali rzemieślnicy i przedsiębiorcy. Ich wyroby krążyły po Europie, trafiały na wystawy przemysłowe, do sklepów w Warszawie, Krakowie i Lwowie, a także do prywatnych kolekcji poza kontynentem. Zegarek sygnowany nazwiskiem polskiego emigranta stawał się dyskretnym znakiem obecności – nie państwa, lecz kultury pracy, ambicji i jakości.

Lakoniczne informacje zawarte w dotychczasowych opracowaniach w żaden sposób nie oddawały fenomenu tej „polsko-szwajcarskiej” spuścizny i nie zaspokajały mojej ciekawości. Z tego powodu wiele czasu poświęciłem kwerendom archiwalnym i bibliotecznym w poszukiwaniu nawet najskromniejszych śladów działalności polskich zegarmistrzów nad Lemanem. Każdy, kto miał do czynienia z podobnymi badaniami, zdaje sobie sprawę, jak trudne bywa odnajdywanie materiałów źródłowych pośród setek tomów rękopisów, wypisów i almanachów. Trudności te są szczególnie dotkliwe w Polsce, kraju boleśnie doświadczonym przez drugą wojnę światową, w trakcie której zniszczeniu uległa znaczna część archiwów.

W pracy wykorzystano między innymi zbiory Biblioteki Książąt Czartoryskich w Krakowie, korespondencję przechowywaną w Bibliotece Naukowej Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, w Bibliotece Polskiej Akademii Nauk w Kórniku oraz w Bibliotece Jagiellońskiej. Sięgnięto także do zbiorów archiwum Biblioteki Narodowej pochodzących z Muzeum Polskiego w Rapperswilu, jak również do materiałów przechowywanych w placówkach zagranicznych: Archiwum Państwowym w Genewie, Archiwum Miejskim w Bambergu, Bibliotece Polskiej w Paryżu oraz Archiwum Zgromadzenia Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa w Rzymie. Pomocne okazały się również zbiory Archiwum Państwowego w Kielcach i w Lublinie, a także archiwa i biblioteki szwajcarskie, francuskie, niemieckie i czeskie.

Fenomenalnym źródłem wiedzy, obok dokumentów urzędowych i korespondencji, okazała się prasa archiwalna. Ogłoszenia reklamowe, cenniki, anonse prasowe i noty handlowe pozwalały nie tylko odtworzyć ofertę firm zegarmistrzowskich, lecz także zrekonstruować sieci pośredników, kanały dystrybucji oraz problemy, z jakimi mierzyli się przedsiębiorcy: od wahań koniunktury po kwestie zaufania klientów. Oficjalne biuletyny, księgi adresowe i spisy ludności umożliwiały z kolei śledzenie zmian własnościowych, migracji oraz skali działalności poszczególnych firm.

Spośród publikacji wykorzystanych w pracy na szczególną uwagę zasługują opracowania zagraniczne. Jednym z kluczowych dzieł pozostaje książka Pierre’a-Yves’a Donzégo L’invention du luxe. Histoire de l’industrie horlogère à Genève de 1815 à nos jours. Wykorzystano także prace poświęcone historii firmy Patek Philippe, w tym Patek Philippe: The Authorized Biography autorstwa Nicka Foulkesa oraz Patek Philippe Martina Hubera i Alana Banbery’ego. Istotnym polskim wkładem pozostaje artykuł Haliny Florkowskiej-Frančić Polskie początki firmy Patek-Philippe. Wśród prac dotyczących historii zegarmistrzostwa warto wymienić książkę Davida Christiansona Zegary. Historia pomiaru czasu, a także kompendium Maxa Cutmore’a Watches. 1850–1980.

Praca ta nie powstałaby bez pomocy i życzliwości wielu osób zaangażowanych w projekt. Dziękuję spółce Czapek Genève za otwartość i chęć pomocy, Panu Władysławowi Mellerowi za wsparcie merytoryczne, Panu profesorowi Ryszardowi Kaczmarkowi, pracownikom polskich i zagranicznych archiwów oraz muzeów, a także wszystkim osobom zainteresowanym przedstawianymi badaniami. Szczególne podziękowania należą się rodzinie – Oktawii oraz synowi Antoniemu.

W cieniu klęski, u podnóża Alp
POCZĄTKI KARIERY ZAWODOWEJ FRANCISZKA CZAPKA

Historia narodów nie kończy się na granicach wyznaczonych przez kartografów. Obejmuje także losy tych, którzy z różnych powodów musieli opuścić kraj pochodzenia. Emigranci często stawali się żywymi pomostami między ojczyzną a miejscem, gdzie próbowali na nowo ułożyć sobie życie. Dzięki nim krążyły idee, wiedza i kultura, a narody mogły lepiej się poznać. Polska i Szwajcaria, choć na pierwszy rzut oka wydają się połączeniem dość nieoczywistym, nie stanowią w tej kwestii wyjątku.

Polskie ślady w Szwajcarii sięgają średniowiecza. W 1085 roku posłowie księcia Władysława Hermana i jego żony Judyty Czeskiej odwiedzili klasztor w Sankt Gallen, prosząc jego patrona, Świętego Idziego, o modlitwę w intencji potomka. Jak głosi tradycja, modlitwy przyniosły skutek – dziewięć miesięcy później narodził się przyszły władca – Bolesław, zwany przez potomnych Krzywoustym. W kolejnych wiekach Polacy pojawiali się nad Renem i Jeziorem Genewskim jako uczeni i uchodźcy polityczni. W XVI wieku w Bazylei działał Marcin Chmielecki – humanista, lekarz i dwukrotny rektor tamtejszego uniwersytetu. Dwa stulecia później w Alpach schronienia szukali konfederaci barscy, a w Solurze spędził ostatnie lata życia Tadeusz Kościuszko. Na początku XX wieku w kraju Helwetów żyli i działali kolejno pierwszy i ostatni prezydent przedwojennej Polski, to jest Gabriel Narutowicz – profesor politechniki w Zurychu, współtwórca pierwszych elektrowni wodnych u podnóża Alp – oraz Ignacy Mościcki – chemik, który znalazł tam schronienie po klęsce kampanii wrześniowej w 1939 roku. Z okresem drugiej wojny światowej łączy się zresztą największa fala polskiej obecności w Szwajcarii. Po upadku Francji w 1940 roku granicę Helwecji przekroczyło około 13 tysięcy żołnierzy 2. Dywizji Strzelców Pieszych. Internowani, mimo trudnych warunków, szybko stali się częścią lokalnych społeczności – wielu z nich osiedliło się tam na stałe i tworzyło środowiska polonijne, które bardzo często trwają do dziś[1].

* * *

A jak kształtowały się relacje polsko-szwajcarskie w kontekście emigracji po upadku powstania listopadowego? Zacznijmy od początku, czyli od nocy z 29 na 30 listopada 1830 roku. Genezy listopadowego zrywu należy szukać w postanowieniach kongresu wiedeńskiego, który po klęsce Napoleona ułożył nowy porządek Europy. W jego wyniku ziemie Księstwa Warszawskiego podzielono między trzy mocarstwa zaborcze: Prusy, Austrię i Rosję. Utworzono wówczas trzy nowe organizmy polityczne – Wielkie Księstwo Poznańskie, Wolne Miasto Kraków oraz Królestwo Polskie, zwane potocznie Kongresówką. To ostatnie, choć posiadało własny sejm, armię i administrację, pozostawało w unii personalnej z Rosją. Car był jego królem, a państwo nie mogło prowadzić samodzielnej polityki zagranicznej. Nawet herb Kongresówki – biały orzeł umieszczony na piersi czarnego orła rosyjskiego – symbolicznie podkreślał jego zależność. Z biegiem lat autonomia Królestwa była coraz bardziej ograniczana.

Wprowadzono cenzurę, znoszono swobody obywatelskie, a obietnica przyłączenia tak zwanych ziem zabranych – dawnych wschodnich województw Rzeczypospolitej – nigdy nie została spełniona. Rządy Mikołaja Nowosilcowa, zaufanego carów Aleksandra I i Mikołaja I, stały się symbolem rusyfikacji i represji wobec Polaków. W atmosferze narastającego sprzeciwu zaczęły powstawać tajne organizacje wojskowe i cywilne przygotowujące grunt pod zbrojne wystąpienie. Bezpośrednim impulsem do wybuchu powstania było wykrycie przez carską policję Sprzysiężenia Wysockiego w warszawskiej Szkole Podchorążych[2].

Powstanie listopadowe (1830–1831) objęło większą część Królestwa Polskiego, lecz po roku walk zakończyło się klęską. Tysiące polskich żołnierzy, oficerów i cywilów musiały opuścić kraj, uciekając przed represjami. Trafiali głównie do Francji, gdzie zostali zakwaterowani w tak zwanych obozach przejściowych (fr. depot) utworzonych w Bourges, Morbihan, Awinionie oraz Besançon. Polacy liczyli, że Francja, tak jak w czasach Napoleona, wstawi się w ich sprawie. Rzeczywiście, początkowo traktowano ich z sympatią. Jak bohaterów walki o wolność. Z czasem jednak sytuacja uległa zmianie. Francuskie władze, obawiając się konfliktu dyplomatycznego z Rosją i wewnętrznych niepokojów, zaczęły ograniczać ich swobody i zmniejszać żołd. W atmosferze rozczarowania i bezczynności zrodziła się idea czynnego protestu – ucieczki z Francji i podjęcia nowej próby walki zbrojnej. Była to jednak tylko jedna strona medalu.

* * *

Polistopadowa emigracja nie była jedynie ucieczką przed zemstą i represjami ze strony zwycięskiego zaborcy. Gros spośród biorących udział w powstaniu osób przyszło na świat już pod zaborami. Złakniona wolności młodzież nie dopuszczała do siebie myśli o powrocie pod jarzmo znienawidzonego zaborcy. Atmosferę podsycały pojawiające się raz po raz pogłoski o mającej niedługo rozgorzeć międzynarodowej rewolucji. Ta miała obalić władających Europą despotów, umożliwić Polakom powrót nad Wisłę i kontynuowanie walki[3].

Inicjatorami wypadków z Besançon byli polistopadowi oficerowie skupieni wokół loży masońskiej „Wytrwałość i nadzieja”. Związki polskich uchodźców z masonerią wynikały nie tylko ze wspólnoty ideowej, to jest liberalnych haseł wolności, równości i braterstwa, lecz także z praktycznych potrzeb życia na emigracji. Loże masońskie w całej Europie stanowiły bowiem sieci wsparcia: pomagały Polakom w znalezieniu zatrudnienia, kontaktów czy pomocy finansowej. Niemniej to właśnie z ich inspiracji w Besançon powstał plan ekspedycji tak zwanego Hufca Świętego – oddziału, który miał wspomóc przygotowywane od paru miesięcy powstanie karbonariuszy we Frankfurcie nad Menem. Zalążka owej „międzynarodowej rewolucji”.

Siódmego kwietnia 1833 roku około 500 Polaków opuściło obóz w Besançon i przez Burgundię oraz Jurę ruszyło w stronę Szwajcarii. Niestety, ekspedycja ta wobec niemal natychmiastowego upadku frankfurckiej rebelii zakończyła się niepowodzeniem. Jej uczestnicy natomiast znaleźli się na terytorium Związku Szwajcarskiego. Internowano ich i rozlokowano w zachodniej, francuskojęzycznej części kantonu berneńskiego.

Ich sytuacja była trudna. Władze szwajcarskie, choć okazywały współczucie, obawiały się sporów dyplomatycznych z Francją oraz Prusami. Część uczestników wyprawy, dzięki interwencji rządu berneńskiego, po kilku miesiącach wróciła do Francji. Inni postanowili szukać szczęścia w Anglii lub Belgii. Niewielką diasporę przetrzebiły jeszcze wypadki z 1834 roku, to jest równie nieudana wyprawa sabaudzka. Część z pozostających u podnóża Alp Polaków zaangażowała się wszak w zainicjowaną przez Giuseppe Mazziniego wyprawę zbrojną mającą obalić króla Sardynii (jednego z państw na Półwyspie Apenińskim) Karola Alberta i ustanowić w rządzonych przez niego Sabaudii oraz Piemoncie liberalną republikę, co miało być pierwszym etapem na drodze do wyzwolenia i zjednoczenia reszty Włoch. Uczestnicy powstania zostali aresztowani i zmuszeni do opuszczenia Szwajcarii. Pozostali weterani, zdecydowani, by osiąść w Szwajcarii, mogli cieszyć się względnym spokojem. Musieli się jednak zmierzyć z niezwykle trudnymi warunkami bytowymi[4].

* * *

Ówczesna Szwajcaria dopiero wkraczała na drogę industrializacji – była uboga w surowce, kapitał oraz miejsca pracy. Polacy niedysponujący praktycznym wykształceniem mieli mocno ograniczone możliwości zatrudnienia i często podejmowali się pracy fizycznej, rzemiosła lub pomocy w niewielkich warsztatach. Inaczej wyglądały losy tych, którzy – jak Jan Lelewel czy Aleksander Stryjeński – posiadali solidne przygotowanie inżynierskie. Dzięki swoim umiejętnościom mogli nie tylko znaleźć zatrudnienie, lecz także wnieść realny wkład w modernizację kraju, który udzielił im schronienia. Były to jednak wyjątki. Spora część weteranów Hufca Świętego próbowała ustalić sobie los w rozwijającym się w regionie przemyśle zegarmistrzowskim. Obok rolnictwa, jedną z podstaw szwajcarskiej gospodarki. Jak wspominał jeden z uczestników wyprawy – Jan Bartkowski:

 

Spora liczba towarzyszów naszych wzięła się do ręcznej roboty. Łempicki August został furmanem w rulażu, przewoził towary z Bazylei do Berna i tak sobie przyswoił postawę, obyczaj i język furmański, że nikt by się nie domyślił, że to był cudzoziemiec, niedawno przedtem oficer. Jasiński Tomasz wziął się do blacharstwa i wyrabiał rondelki, imbryczki, tarki itd. Inni – rozłożeni w dolinie St. Imier – wzięli się do zegarmistrzowstwa[5].

 

Ilu dokładnie ich było? Trudno to dziś ustalić – kilkunastu, a może kilkudziesięciu? Wystarczająco jednak, by w połowie lat trzydziestych XIX wieku zainicjować w Bernie działalność Związku Zegarmistrzów Polskich. O jego funkcjonowaniu niewiele wiadomo. Do naszych czasów nie zachowały się żadne protokoły spotkań ani lista członków. Najprawdopodobniej była to organizacja o charakterze samopomocowym, skupiająca emigrantów zarabiających na życie w zegarmistrzostwie, którzy organizowali sobie rynek zbytu i dbali o swoje interesy[6].

Szczególne sukcesy na niwie zegarmistrzostwa Polacy odnieśli jednak nie w dolinie Jury – o której będzie jeszcze mowa w dalszej części naszych rozważań – lecz właśnie w Genewie. Tamtejsza polska diaspora miała zupełnie inny charakter i genezę niż ta zawiązana w kantonie berneńskim, powstała bowiem nie w wyniku przymusowego internowania uczestników Hufca (choć i tam, jak się okaże, trafimy na kilka związanych z wyprawą nazwisk), a raczej jako efekt świadomego wyboru i indywidualnych decyzji. Był to na mapie polistopadowych peregrynacji kierunek raczej dobrowolny i przemyślany, podejmowane zaś inicjatywy nie były efektem tyle walki o przetrwanie, ile chęci znalezienia życiowej stabilizacji i odniesienia zawodowego sukcesu. Dobrym przykładem takiego emigranta jest postać Franciszka Czapka.

* * *

Współzałożyciel spółek, które w swej nazwie zawierały nazwisko Czapek, wbrew powszechnemu przekonaniu i mimo wielu powiązań z Polską, nie urodził się nad Wisłą. Miejscem jego narodzin były tereny dzisiejszych Czech, wówczas części Cesarstwa Austrii. František Čapek, jak pierwotnie brzmiało jego nazwisko, przyszedł na świat 2 kwietnia 1811 roku w miejscowości Semonice[7], w mieście Jaroměř, chętnie odwiedzanym dzisiaj przez turystów ze względu na imponującą twierdzę.

Współcześnie Semonice nie robią na przejezdnych wrażenia – to jedna z wielu niczym niewyróżniających się wiosek tego regionu. A jednak kryje się w niej zaskakująco ciekawa historia. Żyjący w pierwszej połowie XIX wieku czeski ksiądz i pisarz doby odrodzenia narodowego Josef Mirovít Král, powołując się na (mało wiarygodną) kronikę Hájka, twierdził, że to właśnie Semonice były miejscem narodzin słynnego Samona – władcy pierwszego, potwierdzonego źródłowo słowiańskiego królestwa[8]. Niewielu dzisiejszych mieszkańców zdaje sobie sprawę, że to właśnie tu przyszedł na świat ktoś znacznie mniej legendarny, ale równie niezwykły – książę zegarmistrzostwa, współzałożyciel jednej z najstarszych i najbardziej prestiżowych marek zegarkowych świata.

Franciszek był synem Jana i Katarzyny z rodu Walaszków. Udokumentowana historia rodu Čapków sięga 1682 roku. Bartoloměj Čapek zakupił wtedy pokaźny majątek ziemski w dzisiejszych Semonicach. Po Bartoloměju gospodarstwo to przejął jego syn, Jan Čapek, który przez wiele lat piastował urząd wójta wsi. Następnie majątek przeszedł w ręce jego brata – Daniela. W 1779 roku włości te przejął Wacław – syn Daniela – przedwcześnie zmarły dziadek naszego bohatera. Po śmierci Wacława folwark przeszedł z kolei w ręce jego syna Jana, ojca Františka Čapka, który zarządzał nim aż do 1813 roku. František wywodził się z wielodzietnej rodziny. Prócz urodzonej w 1799 roku siostry Katarzyny miał także starszego brata, urodzonego w 1801 roku Jana, późniejszego zarządcę rodzinnej spuścizny, a majątek ten był jak na owe czasy pokaźny[9]. Wróćmy jednak do naszego zegarmistrza.

Dostępne źródła nie podają niestety żadnych informacji na temat pierwszych lat życia Františka Čapka. Nie wiadomo, gdzie pobierał nauki czy w jaki sposób spędzał wolny czas. Najpewniej w wieku około 10 lat opuścił rodzinną wieś i wyjechał na dający znacznie większe możliwości rozwoju Śląsk. Poza poszukiwaniem lepszych perspektyw bardzo ważną rolę odegrało też zapewne przejęcie rodzinnego gospodarstwa przez starszego brata Františka, wspomnianego Jana. Należało więc wykształcić Františka i znaleźć mu zawód.

W 1822 roku Čapek dotarł do położonego koło Wrocławia miasta Strehlen (dziś Strzelin), gdzie pod okiem jednego z okolicznych mistrzów wdrażał się w tajniki zegarmistrzostwa[10]. Kierunek emigracji naszego bohatera nie był oczywiście przypadkowy. W drugiej połowie XVIII wieku Fryderyk II, król Prus, pozwolił osiedlać się w tamtej okolicy prześladowanym z powodu ich konfesji czeskojęzycznym, protestanckim emigrantom. Założyli oni wioskę Hussinetz. Ciekawostką jest, że zwarte skupiska ludności czeskiej przetrwały tam aż do końca drugiej wojny światowej. Warto tutaj też napomknąć, że Čapkowie należeli do jednych z pierwszych rodzin w Semonicach, które po wydaniu w 1781 roku tak zwanego Patentu tolerancyjnego przeszły na protestantyzm.

Być może w okolicach Strzelina zamieszkiwała poczuwająca się do opieki nad młodym Františkiem, przybyła tam wcześniej, jakaś rodzina Čapków? W omawianym czasie pracownie zegarmistrzowskie prowadzili w Strzelinie Jan Buresch, wnuk jednego z założycieli Husyńca – Martina Bureša – i Jan Bohumil Buresch[11]. Tego drugiego możemy odnaleźć w katalogu z odbywającej się w 1852 roku Śląskiej Wystawy Przemysłu, gdzie zaprezentował „zegar wahadłowy z repetierem, który po nakręceniu chodzi i dzwoni przez cały rok”[12]. Możemy przyjąć, że František zdobywał pierwsze szlify u któregoś z nich. O naukach pobieranych w dzieciństwie przez Čapka wspominał również Antoni Patek – jego przyszły wspólnik i współzałożyciel spółki Patek, Czapek et Cie. W jednym z listów określił go jako człowieka „trudniącego się zegarmistrzostwem od dzieciństwa”[13].

* * *

Najprawdopodobniej w drugiej połowie lat dwudziestych XIX wieku František opuścił Śląsk na rzecz kongresowej Warszawy. Tam też zaczął posługiwać się spolszczoną wersją swego imienia i nazwiska – Franciszek Czapek. Co warto odnotować – nigdy nie przyjął jednak polskiego obywatelstwa. Przeprowadzka do stolicy Królestwa Kongresowego musiała być dla niego istną rewolucją. Warszawa, mocno podupadła w wyniku wojen napoleońskich, zaczęła po 1815 roku na powrót przeobrażać się w duże i nowoczesne miasto. Wznoszono ogromną liczbę nowych budynków. Dawne, piękne pałace arystokratyczne aranżowano zaś na siedziby urzędów. Systematycznie wzrastała też liczba mieszkańców. W połowie lat dwudziestych XIX wieku Warszawa liczyła ich już blisko 20 tysięcy. Emigrowali do niej starający się poprawić swój los mieszkańcy okolicznych wiosek oraz liczni emigranci zza granicy – rzemieślnicy, wyrobnicy czy drobni kupcy. Tam mieli możliwości rozwinięcia skrzydeł.

W 1821 roku ministrem skarbu Królestwa Polskiego został Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki. Prowadzona przez niego polityka przyczyniła się do rozwoju gospodarczego Królestwa Kongresowego. Zaprowadzono protekcjonizm wobec wykwalifikowanych fachowców z zagranicy oraz zliberalizowano przepisy prawne dotyczące rzemiosła. Zmiany wpływały rzecz jasna również na sytuację w stolicy. W omawianym okresie działało w niej ponad 5800 przeróżnych warsztatów, manufaktur oraz małych fabryk[14].

W stolicy Kongresówki nasz bohater kontynuował naukę – zapewne już w stopniu czeladnika. Czapek zdobywał doświadczenie u niejakiego Rocha Draganowskiego[15]. Draganowski urodził się w 1791 roku we Lwowie. W 1815 roku wyemigrował do Warszawy, gdzie trzy lata później zdobył dyplom mistrza. Jego warsztat mieścił się początkowo przy Rynku Starego Miasta. Potem przeniósł się na Krakowskie Przedmieście. Draganowski wspominany jest jako twórca zegarów astronomicznych i grających[16]. Jeden z zegarów stworzonych przez nauczyciela Czapka (a być może i przy współudziale jego samego) zachował się do dziś. Jest to prosty zegar kominkowy z mechanizmem francuskim, w drewnianej, klasycystycznej obudowie przyozdobionej odlanymi z brązu figurami żurawi[17].

Zegar stołowy wykonany w warszawskim atelier Rocha Draganowskiego. Obiekt rzemiosła artystycznego, lata trzydzieste XIX wieku

 

Życie Franciszka, raczej spokojne, urozmaicane co najwyżej odwiedzinami rodzinnych Semonic (odbywał je regularnie), wypadami do cieszącego się popularnością Parku Krasińskich czy którejś z wielu warszawskich kawiarni, trwało do listopada 1830 roku, czyli wybuchu powstania listopadowego.

* * *

Zwykło się uważać, że Franciszek Czapek brał czynny udział w zrywie z 1830 roku. Po wojnie znów zbiegł do liberalnej Szwajcarii. W rzeczywistości kwestia ta jest dużo bardziej skomplikowana. Brał on co prawda udział w powstaniu listopadowym, jednak nie w szeregach regularnej armii Królestwa Polskiego, a w tak zwanej Gwardii Narodowej.

Jej zadaniem było czuwanie nad bezpieczeństwem i porządkiem w Warszawie. Ustanowiono ją decyzją rządu z 11 grudnia 1830 roku. Na jej czele stanął generał Antoni Ostrowski. Służba w szeregach Gwardii Narodowej miała być przywilejem. Ochrona miasta przed rabunkami i strzeżenie spokoju były wszak zadaniem niemniej ważnym od bezpośredniej walki. Do służby powołano mężczyzn posiadających nieruchomość lub własność ruchomą, rzemieślników, handlarzy i urzędników. Obowiązek ten dotyczył także Żydów oraz zamieszkujących Warszawę obcokrajowców[18]. Tym sposobem służba w szeregach Gwardii Narodowej nie ominęła również Czapka. Wprawdzie Czecha – ale prowadzącego działalność w mieście od paru lat. Jego służbę potwierdza kilka niezależnych źródeł. W jednym z odnalezionych listów wspomina o sobie wprost jako o „oficerze Gwardii Narodowej”[19].

Trudno powiedzieć, jakie uczucia targały Franciszkiem owej pamiętnej nocy z 29 na 30 listopada. Początkowy strach, niepewność czy dezorientację prawdopodobnie szybko zastąpiło patriotyczne uniesienie. Wzmacniały je na pewno spływające z frontu wieści o polskich sukcesach. Powstanie powoli rozszerzało się na Żmudź, Ukrainę oraz Białoruś. Nie trwało to jednak długo. Zwycięstwa pod Stoczkiem, Wawrem, Białołęką i Grochowem zaprzepaściła bitwa pod Ostrołęką stoczona w maju 1831 roku. Okazała się ona punktem zwrotnym całego powstania. Armia rosyjska przejęła inicjatywę i już we wrześniu tego samego roku zdobyła Warszawę. Insurekcja zaś upadła.

Walki o Arsenał w nocy z 29 na 30 listopada 1830 roku. Reprodukcja obrazu pędzla Marcina Zaleskiego, pierwsza połowa XIX wieku

 

Franciszek, tuż po kapitulacji, zapewne obawiając się represji mających spaść na mieszkańców Kongresówki, postanowił wyjechać. O towarzyszących temu okolicznościach wspominał cytowany wcześniej Patek: „[Czapek] był przez lat kilka czeladnikiem w Warszawie, którą opuścił za pasportem w roku 1832”[20].

Uzyskanie pozwolenia na wyjazd z Kongresówki wymagało spełnienia szeregu formalności. Ostateczną decyzję wydawał rosyjski generał-gubernator Warszawy, Iwan de Witt. Jako miejsce docelowe swojej podróży Czapek obrał Genewę.

* * *

W połowie XIX wieku Genewę uważano za stolicę światowego zegarmistrzostwa. Jednak nie zawsze tak było. Za najstarsze ośrodki związane z rozwojem zegarmistrzostwa uważa się Niemcy i Francję. Kluczowe znaczenie dla przepływu idei oraz ludzkiego potencjału miały toczące się od początku XVI stulecia konflikty na tle religijnym. Tak oto w pierwszej połowie XVI wieku zamieszkujący Genewę złotnicy i jubilerzy, aby móc kontynuować swoją działalność, musieli emigrować. Wynikało to z faktu, że zdobywający coraz większy rozgłos Jan Kalwin krytykował biżuterię jako przejaw zbędnego i grzesznego zbytku. Większość genewskich jubilerów przeniosła się więc do pobliskiej Francji, gdzie mogła w spokoju kontynuować swój fach, a przy okazji po raz pierwszy zapoznać się z zegarmistrzostwem. Gdy w 1685 roku zasiadający na francuskim tronie Ludwik XIV odwołał edykt nantejski, likwidując w ten sposób tolerancję religijną, gros francuskich rzemieślników, kojarzonych z hugenotami, w większości potomków wspomnianych przed momentem szwajcarskich emigrantów, musiało opuścić kraj. Jednym z głównych kierunków emigracji okazała się na powrót Genewa. Region zyskał wtenczas wykwalifikowanych rzemieślników, kapitał oraz tanią siłę roboczą[21].

Żołnierze Gwardii Narodowej w Warszawie. Litografia autorstwa Fryderyka Krzysztofa Dietricha, pierwsza połowa XIX wieku

 

Wzrost gospodarczy przypadający na przełom XVII i XVIII wieku obrazują przykładowe dane liczbowe. W latach osiemdziesiątych XVII wieku genewskie warsztaty opuszczało rocznie nie więcej niż 5 tysięcy zegarków. Niespełna 100 lat później rzeczona produkcja zwiększyła się do blisko 80 tysięcy czasomierzy. Wbrew przytoczonym powyżej liczbom rozpoznawalności genewskich wyrobów nie powinno utożsamiać się z postępem rozumianym jako XIX-wieczna rewolucja industrialna. To, co w największym stopniu odróżniało genewskie zegarmistrzostwo od konkurencyjnych szwajcarskich ośrodków produkcji czasomierzy, to tradycyjny, ręczny charakter produkcji. Genewscy wytwórcy niemal do końca XIX wieku stawiali dzielnie czoła coraz szybciej postępującej industrializacji i mechanizacji systemu produkcji. Szacuje się, że w 1836 roku mury fabryk z La Chaux-de-Fonds oraz Le Locle na Jurze opuściło prawie 160 tysięcy sztuk zegarków. Dokładnie 10 lat później, to jest w 1846 roku, mimo kryzysu gospodarczego tamtejsza produkcja osiągnęła pułap blisko 280 tysięcy sztuk czasomierzy. W Genewie, jak wspomnieliśmy, liczby te były dużo niższe.

Podczas gdy zakłady zlokalizowane w paśmie Jury próbowały budować swoją pozycję, zmniejszając koszty produkcji, w Genewie stawiano na coś zupełnie przeciwnego – tradycyjne rzemiosło. Wprawdzie stracono tym samym kontrolę nad produkcją półfabrykatów części mechanicznych, tak zwanych ébauches (produkowano poza kantonem, w Genewie zaś zazwyczaj tylko je wykańczano, przyozdabiano i składano w całość), pozwoliło to jednak skupić się na produkcji wyrafinowanych kopert, cyferblatów oraz bogato zdobionych dewizek. Brak zgody na zmianę sposobu produkcji wynikał głównie z chęci utrzymania małych, kilkuosobowych, często przechodzących z rąk ojca na syna przedsiębiorstw – atelier[22].

Genewskim zegarmistrzom pozostał więc niewielki, chociaż bardzo dochodowy udział w szwajcarskim rynku zegarmistrzowskim – zaopatrywanie najzamożniejszej części klienteli, poszukującej przede wszystkim spersonalizowanych wyrobów. Stąd też ich wielka popularność i renoma. Przed Franciszkiem Czapkiem stało więc nie lada wyzwanie. Co wiemy na temat jego dalszych losów?

* * *

Franciszek Czapek przybył do Genewy w kwietniu 1832 roku[23]. Zamieszkał przy rue des Allemands 47[24]. I ciekawy szczegół – jak udało się ustalić, tuż po przyjeździe, być może w obawie o cofnięcie pozwolenia, zgłosił się do austriackiej ambasady w celu wymiany zdobytego w Warszawie paszportu:

 

Czapek, Franciszek, urodzony w Czechach, posiadający rosyjski paszport, zwrócił się z tym paszportem do ambasady Austrii w celu jego wymiany. Ambasada w liście z dnia 19 lipca odpowiedziała, że musi się on uprawomocnić jako poddany austriacki oraz wskazać cel i powody swojego pobytu w Genewie. Aby się jednak uprawomocnić, musi napisać do swojego kraju w celu uzyskania aktu urodzenia. Sprawozdawca proponuje przyznać mu termin dwóch miesięcy na dostarczenie odpowiedniego zaświadczenia o pochodzeniu lub paszportu[25].

 

Jakim właściwie miastem była ówczesna Genewa? W jednej z gazet anonimowy polski podróżnik wspominał:

 

Genewa jest to ojczyzna zegarków: wśród największej ciszy nocnej w tym mieście, gdy się obudzisz z rozdrażnionymi nerwami, zdaje ci się, że leżysz w próchniejącym domu, który toczy robactwo. Ten szmer nieustający, to nie gra wody w jeziorze, ale cykanie wielkich, małych i maluczkich zegarków. Kiedy dwunasta godzina bić pocznie, słyszysz jakąś szumną podziemną orkiestrę, bo dwakroć sto tysięcy zegarów różnego rozmiaru bije razem, a dziesięć tysięcy przygrywa kurantów. Zabawiwszy pół roku w Genewie, wpływem magnetycznym tak się uregulowałem, że dotąd jeszcze kiedy chcecie, spytajcie mię, a powiem, która godzina i minuta![26]

 

W latach trzydziestych XIX wieku Genewa przedstawiała zupełnie inny obraz niż dzisiejsze, nowoczesne miasto. Jej najstarsza część, położona na prawym brzegu Rodanu, zachowywała jeszcze średniowieczny charakter: wąskie, brukowane uliczki wspinały się ku wzgórzu, na którym wznosiła się Katedra Świętego Piotra, otoczona zwartą zabudową ciemnych kamienic. Całość osłaniały potężne mury i bastiony, a wjazdu strzegły zamykane o zmierzchu bramy miejskie. Życie codzienne koncentrowało się wokół placów i arterii handlowych. W dzielnicy Rues Basses rozciągały się rue du Marché i rue des Orfèvres, pełne sklepów, magazynów i kramów oferujących towary z całego świata. Place Molard i Longemalle tętniły handlem oraz gwarem spotkań mieszkańców i przyjezdnych, którzy w licznych kawiarniach i winiarniach prowadzili rozmowy, zawierali interesy lub po prostu obserwowali miejskie życie. Choć miasto nie oferowało rozrywek na miarę Paryża czy Wiednia, słynęło z bibliotek, czytelni i licznych salonów towarzyskich, które budowały w nim atmosferę dyskretnej elegancji. Za dzielnicą handlową zaczynała się plątanina wąskich zaułków starego miasta – Vieille Ville. To tam, w cieniu reformacyjnej tradycji, wyrastały kamienne domy pamiętające czasy Kalwina, a na niedużych placach znajdowały się kościoły, szpitale i gmachy publiczne. Z kolei po drugiej stronie Rodanu rozciągało się Saint-Gervais – dzielnica bardziej różnorodna, zamieszkana głównie przez rzemieślników i zegarmistrzów nadających ton gospodarczemu życiu miasta. Tam też osiedlali się licznie cudzoziemcy, przyciągnięci renomą Genewy jako miejsca pracy i handlu. Tak wyglądała Genewa tamtego czasu – miasto niewielkie, liczące niespełna 25 tysięcy mieszkańców, ale uporządkowane, żywe i otwarte na świat. Miasto, które choć nie było metropolią, potrafiło przyciągać zarówno kupców i rzemieślników, jak i podróżników i intelektualistów szukających spokojnego, a zarazem inspirującego miejsca. Koncertował tam Franciszek Liszt, natchnienia poszukiwał Lord Byron, a swoje atelier malarskie prowadził Alexandre Calame[27].

Widok na Genewę i jej okolice z dawnej miejscowości Pâquis. Rycina według rysunku Johanna Ludwiga Bleulera, lata trzydzieste XIX wieku

* * *

Po osiedleniu się w Szwajcarii nasz bohater starał się kontynuować przerwaną powstaniem karierę. Próbą asymilacji z lokalnymi zegarmistrzami było zawarcie małżeństwa z córką jednego z nich, Jonasa Pierre’a Gevrila – Marią. Jak czytamy w akcie ślubu:

 

Roku tysiąc osiemset trzydziestego szóstego, w sobotę, dnia dwudziestego drugiego października, w samo południe, w genewskim ratuszu, przed p. Jacquesem Louisem Odierem, urzędnikiem stanu cywilnego Republiki i kantonu genewskiego, niżej podpisanym, stawili się celem zawarcia związku: Franciszek Czapek, zegarmistrz urodzony w Semonitzach w Czechach (Bohemia) drugiego kwietnia tysiąc osiemset jedenastego roku, mieszkający w Genewie, syn Jana Czapka, właściciela ziemskiego, oraz Katarzyny Walaschek – jego małżonki, bez zawodu – zamieszkałych w Semonitzach, którzy udzielili zgody na małżeństwo z Marie Gevril, potwierdzając aktem z kwietnia tysiąc osiemset trzydziestego piątego roku, opatrzonym stemplem oraz zarejestrowanym w Genewie dwudziestego października bieżącego miesiąca[28].

 

Warto wspomnieć, że starszym bratem Marii był słynny szwajcarski rysownik i malarz – Daniel Gevril. Ten pojawi się jeszcze na dalszych stronach naszej opowieści.

Idźmy dalej. Tak Franciszka Czapka wspominał niepisany przywódca osiadłych nad Lemanem Polaków – Henryk Nakwaski:

 

Z Czapkiem – zegarmistrzem – miałem naradę co do tutejszego zegarmistrzostwa. Bieda, że Czapek dobry zegarmistrz, ale ograniczony! Najdroższe dla Polaków robi zegarki, za 425 franki! Ożenił się z Genewką, córką zegarmistrza, ale ubogą...[29]

 

Swoje atelier, jak podają źródła, Franciszek Czapek prowadził przy rue des Etuves 15, w samym sercu opisanej wcześniej handlowej dzielnicy Genewy[30]. Niestety, do czasów współczesnych nie zachował się prawdopodobnie żaden z czasomierzy wykonanych przez niego w tamtym czasie, a sprzedawanych rzekomo tak drogo swym ziomkom. Możemy jednak przypuszczać, jak wyglądały.

Na początku XIX wieku zegarki z Genewy, w związku z opisanym już przez nas kierunkiem rozwoju gospodarczego, były więcej dziełami sztuki niż zwykłymi instrumentami do odmierzania czasu. W tym okresie na tarczach, obok emalii, dominowało złoto, często delikatnie giloszowane – to znaczy ozdobione misternym, geometrycznym wzorem wyciętym w metalu. W niektórych egzemplarzach można dostrzec zawiłe, ręcznie rytowane ornamenty roślinne. Najczęściej stosowano rzymskie cyfry – smukłe i eleganckie – a wskazówki, cienkie niczym igły, przybierały kształt „Breguet”, z charakterystycznym pierścieniem przy końcu. Niektóre tarcze zdobiono scenami pejzażowymi lub industrialnymi, grawerowanymi bezpośrednio w złocie, przedstawiającymi miasta lub wioski. Koperty także zdradzały genewskie pochodzenie – wykonywano je ze złota, bogato zdobiono emalią i filigranowym grawerunkiem. Często umieszczano na nich też miniaturowe, misternie malowane portreciki – formę upamiętnienia bliskiej osoby, monogramy czy herby. Czasomierze te, jak się jeszcze nieraz przekonamy, pełniły rolę rodzinnych relikwii, przekazywanych kolejnym pokoleniom. Każdy taki zegarek lub zegar był indywidualnym i niepowtarzalnym dziełem.

Czapek dość szybko wszedł w stosunki z innymi, osiadłymi nad brzegami Lemanu polistopadowymi emigrantami z Królestwa Polskiego. Tych z kolei, jak się okazuje, było całkiem wielu. Poza Nakwaskim osiedli tam też między innymi wspomniany już kartograf i inżynier Aleksander Stryjeński, zamożni arystokraci – Juliusz Grużewski i Klaudyna Potocka czy przybyły w okolice Genewy pod koniec 1835 roku Antoni Patek.

 

[...]

Przypisy
[1] Na temat dziejów polskiej diaspory u podnóża Alp zob. m.in. B. Szydłowska-Ceglana (red.), Polonia w Europie, Poznań 1992, passim; K. Dąbrowski, Polacy nad Lemanem w XIX wieku, Warszawa 1995; K. Kamiński, Polacy w Szwajcarii (1832–1863), „Zeszyty Historyczne” 1990, nr 92, s. 182–214; J. Lewandowski, Polacy w Szwajcarii, Lublin 1981.
[2] Na temat powstania listopadowego zob. W. Zajewski, Powstanie listopadowe 1830–1831. Dzieje wewnętrzne, militaria, Europa wobec powstania, Warszawa 1990.
[3] Na temat genezy emigracji polistopadowej zob. S. Szostakowski, Z dziejów Wielkiej Emigracji, Warszawa 1991.
[4] Na temat wyprawy Hufca Świętego i wyprawy sabaudzkiej zob. m.in. L. Hass, Diaspora polskiego wolnomularstwa (1821–1908), „Przegląd Historyczny” 1971, nr 62/2, s. 206; J. Lewandowski, Polacy..., s. 27–28; A. Lewak, Od związków węglarskich do Młodej Polski. Dzieje emigracji i Legionu Polskiego w Szwajcarii w r. 1833–1834, Warszawa 1920; S. Sokołowska, Młoda Polska. Z dziejów ugrupowań demokratycznych Wielkiej Emigracji, Wrocław 1972, s. 29–74; K. Kamiński, Polacy..., s. 186–192.
[5] Cyt. za: J. Bartkowski, Wspomnienia z powstania 1831 roku i pierwszych lat emigracji, Kraków 1967, s. 189.
[6] Jedyna wzmianka na temat Związku Zegarmistrzów Polskich w Bernie pojawia się w Papierach Dozoru Polskiego w Genewie: Dokumenty Dozoru Polskiego, BN w Warszawie, sygn. rkps VI 6595, t. 1, k. 23–24.
[7] Księga narodzin kościołów rzymskokatolickich rejonu Holohalvy, lata 1798–1812, AP w Zamrsku, sygn. 42-8, k. 288–189.
[8] J.M. Kral, Průwodce po Biskupstwj Králowéhradeckém, aneb, Topoğrafické a hystorycké popsánj wssech měst, městeček, panstwj, hradů, klássterů, statků, sýdel rytjřských, wesnic a zbořených hradů, y s památnými udalostmi gegich, w témž biskupstwj se nacházegjcých, Hradec Králové 1826, s. 119.
[9] Informacje pozyskane dzięki uprzejmości Pana Adama Zawadzkiego.
[10] S. Orgelbrand, Encyklopedia powszechna z ilustracjami i mapami, t. 4, Warszawa 1899, s. 108.
[11] A. Fidlerová, Duchovní život českých sympatizantů obnovené Jednoty z Husince u Střelína v dlouhém 18. století, popsaný na základě ojedinělého rukopisného pramene, „Cornova. Revue České společnosti pro výzkum 18. století”, Roč. 7, č. 1, 2017, s. 103–104.
[12] „Amtlicher Katalog der Schlesischen Industrie-Ausstellung”, Breslau 1852, s. 28.
[13] List A. Patka i F. Czapka do ks. A. Czartoryskiej, Genewa 25.09.1843, B. Czart., rkps Ew 1559, b.k.
[14] J. Kołaczkowski, Wiadomości tyczące się przemysłu i sztuki w dawnej Polsce, Kraków 1888, s. 46; na temat polityki Druckiego-Lubeckiego zob. M. Głuszko, Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki i cud gospodarczy Królestwa Polskiego, Warszawa 2021.
[15] „Stolica: warszawski tygodnik ilustrowany”, Warszawa 15.08.1972, nr 33, k. 15.
[16] W. Głębocki, Zegarmistrzowie warszawscy XIX wieku, Warszawa 1992, s. 66.
[17] Zegar ze zbiorów Muzeum Rzemiosł Artystycznych i Precyzyjnych w Warszawie.
[18] M. Żebrowska, Gwardia Narodowa Warszawska 1830–1831, Pułtusk–Warszawa 2014, s. 20.
[19] List A. Patka i F. Czapka do ks. A. Czartoryskiej, Genewa 25.09.1843, B. Czart., rkps Ew 1559, b.k.
[20] „Gazeta Warszawska”, Warszawa 26.11.1856, nr 312, k. 4.
[21] D. Christianson, Zegary. Historia pomiaru czasu, Warszawa 2012, s. 50; na temat polityki religijnej Szwajcarii w tym okresie zob. J. Wójtowicz, Historia Szwajcarii, Warszawa 1976, s. 103–114.
[22] Na temat historii genewskiego zegarmistrzostwa w tym okresie zob. P.-Y. Donzé, L’invention du luxe. Histoire de l’industrie horlogère à Genève de 1815 à nos jours, Neuchâtel 2002, s. 16–27.
[23] Akta obcokrajowców, AEG, sygn. H 1, k. 136.
[24] Informację o jego pierwszym – genewskim – adresie odnajdujemy w ogłoszeniu sugerującym, że Czapek zaangażował się w kolportaż czasopisma politycznego Aleksandra Napoleona Dybowskiego pt. „Republikanin”. L. Zieliński, Republikanin – pierwsze polskie czasopismo w Anglii, „Rocznik Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego” 1967, t. 6, nr 2, s. 27.
[25] Akta obcokrajowców, AEG, sygn. C 16, k. 467–468.
[26] „Gazeta Codzienna”, Warszawa 16.08.1858, nr 214, k. 3.
[27] Na temat Genewy w XIX wieku zob. m.in. O. Perroux, Histoire de Genève, t. 3, Neuchâtel 2014; G. Fatio, F. Boissonnas, Genève à travers les siècles, Genève 1994.
[28] Rejestr narodzin, ślubów i rozwodów, AEG, sygn. E.C. 39, k. 134.
[29] Pamiętniki Henryka Nakwaskiego, t. 1, BUL, sygn. 1016, k. 45.
[30] Sz. Konarski, Materiały do biografii, genealogii i heraldyki polskiej, Paryż 1963, s. 25. Nie wiadomo niestety, kiedy Czapek się tam przeprowadził – czy był to adres jego mieszkania, czy tylko warsztatu.
Zegarki

Jeden z pierwszych zegarków wyprodukowanych przez spółkę Patek, Czapek et Cie. Lata czterdzieste XIX wieku

 

Jeden z pierwszych zegarków wyprodukowanych przez spółkę Patek, Czapek et Cie, ozdobiony przedstawieniem Zamku Potockich w Zatorze. Lata czterdzieste XIX wieku

 

Zegarek wyprodukowany przez spółkę Patek, Czapek et Cie, ozdobiony wizerunkami Tadeusza Kościuszki oraz księcia Józefa Poniatowskiego. Lata czterdzieste XIX wieku

[...]