Pani Anielska - Zofia Kowerska - ebook

Pani Anielska ebook

Zofia Kowerska

0,0
3,00 zł

lub
Opis

Utwór jest opowieścią-legendą o życiu pewnej kobiety, nazwiskiem Kowerska, która do sandomierskiego klasztoru panien benedyktynek przybyła aż z Litwy, gdzie oszukując matkę przełożoną co do swojego stanu i podając się za wdowę, poprosiła o przyjęcie do zakonu. Nie była jednak wdową, bo mąż jej, który został zesłany na katorgę za to, że zabił brata Kowerskiej wciąż żył. Zostawszy mniszką, pani Kowerska bardzo gorąco, nieraz całymi nocami, modliła się przed figurą Matki Bożej o to by móc przestać kochać męża-mordercę i zacząć go wreszcie nienawidzić. Tymczasem jednak starała się jak mogła najlepiej spełniać wszystko to, czego od zakonnic było wymagane. W końcu zaczęto ją niemal za świętą uważać... A co było dalej czytelnik dowie po przeczytaniu opowiadania do końca. Zachęcamy!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 31




 

Zofia Kowerska

 

Pani Anielska

LEGENDA

 

Armoryka

Sandomierz

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Tekst wg edycji:

Zofia Kowerska

Pani Anielska

Legenda

Wydawnictwo imienia M. Brzezińskiego

Warszawa1917

Zachowano oryginalną pisownię.

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7950-923-2

 

 

I.

 

 Po niepewnem i trwożliwem szarpnięciu dzwonkiem u furty siostra Kunegunda, furtyanka, poznała odrazu, że przybywał ktoś potrzebujący ratunku, że w ten burzliwy wieczór listopadowy mogła też szaleć burza w jakiem biednem sercu ludzkiem.

 — Kogóż to nam Pan Bóg przyprowadza? — zapytała, otwierając zakratowane okienko i szukając wzrokiem w ciemnościach.

 — Proszę o ratunek, o pomoc, o nocleg! — rzekł głos drżący, ale tak słodki i dźwięczny, że siostra Kunegunda, zwykle surowa, poczuła się rozbrojoną.

 Co tu panią sprowadza?

 — Nieszczęście!..

 — My nie mamy tu miejsca dla osób świeckich. Przecie tu w Sandomierzu jest dom zajezdny...

 — Ale ja nie tylko noclegu dla ciała potrzebuję.. ja potrzebuję ratunku dla zbolałej duszy... O, siostro, miejcie litość!

 — Jak się pani nazywa?

 — Zbrożkowa.

 — Skąd pani przybywa?

 — Z Litwy... umyślnie tu do sióstr...

 — Proszę poczekać! Dam znać matce przełożonej.

 Po długiem oczekiwaniu przed furtą przemoknięta do nitki podróżna ujrzała wreszcie ciężkie drzwi klasztorne otwierające się przed nią. Poprowadzono ją do przełożonej.

 Rozmowy z matką przełożoną nikt nie był świadkiem. Nazajutrz dowiedziały się siostry, że wczorajsza podróżna od dnia dzisiejszego rozpocznie nowicyat. Nieznajoma stała przed siostrami z twarzą, która tu, wśród pokoju i szczęśliwości pobożnego życia, była jakby fałszywą a niepokojącą struną. Była to cudnie piękna twarz, ale z wyrazem tak wielkiego bólu, ze śladami tak ciężkich przejść, że siostry mimowoli ją otoczyły, jak gdyby swoimi długimi habitami i welonami chciały ją osłonić od czegoś, co do jej myśli nadlatywało ze świata.

 Siostra Felicya, która miała gorące serce, wzięła ją za rękę:

 — Jesteś jak gołębica, która uciekła ze szponów jastrzębia. Tutaj będziesz bezpieczna...

 Nowoprzybyła załkała nagle. Strumienie łez zalały jej twarz.

 Te łzy otworzyły jej drogę do serca sióstr. Nie znały ich przyczyny, ale poczuły, że miały przed sobą istotę głęboko nieszczęśliwą, i pokochały ją przez litość. Czyste panny miały serce macierzyńskie.

 Rozpoczął się nowicyat. Zofia Zbrożkowa spełniała obowiązki swe cicho, pokornie, z wyrazem oczu, który świadczył, że się ciągle modliła w duszy. Modlitwa była jej pociechą, ratunkiem... na jej skrzydłach myśl jej uciekała do Boga, by się po brudnych zaułkach nie błąkać. Z wieczora siostra nowicyuszka klęczała zwykle godzinami w bocznej kaplicy, w której na ołtarzu stał marmurowy posąg Matki Boskiej. Inne siostry przychodziły tam także na modlitwę, ale, gdy noc na dobre zapadła, siostry szły na spoczynek, a w kaplicy czyniła się zupełna cisza. Wtedy nowicyuszka zbliżała się do stóp ołtarza i swoje cudne, spłakane oczy podnosiła na Matkę Bożą i tak ją gorąco w tej chwili kochała, iż zapominała, że to była Pani Niebieska, a ona tylko pokorna służebnica... Przemawiała do niej jak równa do równej. Usta jej szeptały wyznania jak na spowiedzi... Przed Matką Bolesną otwierała serce jak przed matką rodzoną. U białych nóżek Jej składała swoją skołataną głowę i zdawało jej się, że Pani Niebieska spogląda na nią z litością, a raz nawet byłaby przysięgła, że Pocieszycielka strapionych zapłakała nad nią i ręce ku niej z ołtarza wyciągnęła. Zofia Zbrożkowa padła krzyżem na ziemię i bóle swoje spowiadała dalej.

 — Powiedziałam matce