Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
OPOWIEŚĆ, W KTÓREJ PADDINGTON PRZEKONUJE SIĘ, ŻE SPEŁNIANIE MARZEŃ INNYCH JEST RÓWNIE PRZYJEMNE, CO ZJEDZENIE KANAPKI Z MARMOLADĄ
Tuż przed rozpoczęciem Wielkiej Parady samochód pana Grubera nagle się zepsuł. Przecież bez jednego koła nie ruszy z miejsca! Udział w tym wydarzeniu był największym marzeniem pana Grubera. Czyżby wszystko było stracone? Czy wycieczka, którą zaplanowali z Paddingtonem, miała się nie udać?
Niedźwiadek od razu wziął sprawy w swoje łapki, bo pozostało niewiele czasu. A jeśli coś dotyczy przyjaciół, Paddington zawsze staje na wysokości zadania! Nawet jeśli w tym samym czasie bardzo burczy mu w brzuchu…
Paddington to niezwykły przyjaciel twojego dziecka. Mały niedźwiadek o wielkim sercu. Wielbiciel marmolady, dobrych manier i przygód! Opowieści o nim to klasyka brytyjskiej literatury dziecięcej w najlepszym wydaniu. Seria przetłumaczona na ponad 30 języków, która już od przeszło 60 lat rozgrzewa serca maluchów i pokazuje, że gafy zdarzają się nawet najlepszym. I misiom, i dzieciom.
Dla wszystkich, którzy mają misia w sercu.
A szczególnie dla dzieci w wieku 4+.
W serii ukazały się:
„Miś zwany Paddington”
„Jeszcze o Paddingtonie”
„Paddington daje sobie radę”
„Paddington za granicą”
„Nowe przygody Paddingtona”
„Paddington się krząta”
„Paddington przy pracy”
„Paddington wyrusza do miasta”
Powyższy opis pochodzi od wydawcy.
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wizyta u dentysty
Paddington wpatrywał się w panią Brown, jakby nie mógł uwierzyć własnym uszom.
– Wrzuciła pani mój ząb do rozdrabniacza odpadków! – wykrzyknął. – Nie będę go mógł teraz włożyć pod poduszkę!
Pani Brown spojrzała bezradnie w głąb dziury na dnie kuchennego zlewu.
– Strasznie mi przykro, mój drogi – powiedziała. – Musiał się zapodziać wśród resztek, gdy zbierałam naczynia po śniadaniu. Myślę, że powinieneś włożyć pod poduszkę list z wyjaśnieniem, co się stało.
W domu państwa Brownów tradycją było, że każdy, komu wypadał ząb, wkładał go pod poduszkę, a następnego ranka zamiast zęba znajdował tam pięćdziesiąt pensów. Paddington ogromnie się zmartwił, że go to ominie.
– A gdybyśmy spróbowali podnieść klapę od studzienki? – zaproponowała Judyta z nadzieją w głosie. – Może jeszcze jest w ściekach?
– Nie sądzę – powiedział Jonatan. – Te rozdrabniacze odpadków są naprawdę niezłe. Potrafią zemleć wszystko. Ten poradził sobie nawet z krówką ciągutką, którą wczoraj dostałem od Paddingtona.
– Była znakomita – dodał pospiesznie, napotykając wzrok Paddingtona. – Chciałbym umieć robić choć w połowie tak dobre krówki. Ta była jednak odrobinę za duża. Nie mogłem jej zjeść do końca.
– No cóż – powiedział pan Brown, wracając do kwestii zęba Paddingtona – przynajmniej nie zepsuł maszyny. Mamy ją zaledwie od dwóch tygodni.
Pan Brown próbował w ten sposób rozweselić domowników, ale poniósł sromotną klęskę. Paddington spojrzał na niego bardzo wymownie.
– Ja miałem ten ząb od urodzenia – powiedział. – I to był mój ulubiony ząb. Nie wiem, co powie ciocia Lucy, gdy jej o tym napiszę.
Rzuciwszy tę gorzką uwagę, Paddington pobiegł do swojego pokoju, zostawiając w kuchni gromadkę bardzo smutnych Brownów.
– Nie rozumiem, jak można mieć „ulubiony” ząb – powiedział pan Brown, zbierając się do wyjścia do pracy.
– Ulubiony czy nie ulubiony – powiedziała pani Bird, gosposia państwa Brownów – moim zdaniem ten niedźwiedź nic tu nie zawinił. Nie sądzę, żebym była szczególnie zadowolona, gdyby jakiś mój ząb wpadł do rozdrabniacza odpadków, nawet przypadkowo.
– Akurat musiało trafić na Paddingtona – powiedziała Judyta. – Wiecie, jak nie lubi niczego gubić. Szczególnie jeśli myje to coś dwa razy dziennie.
– Będzie nam to wypominał do końca życia – zgodziła się pani Brown. Rozejrzała się po kuchni. Wszędzie były jakieś pozostałości po śniadaniu. – Nienawidzę poniedziałków. Nie wiem, jak to jest, ale w poniedziałki zawsze zostaje na talerzach więcej śladów z zaschniętego jajka.
Zapadło milczenie. Był to zwykły poranek w domu numer 32 przy ulicy Windsor Gardens. Wszystko zaczęło się od tego, że Paddington oznajmił, iż w swoim jajku na miękko znalazł kość. Pamiętając, że kilka lat wcześniej podobna rzecz przydarzyła mu się ze świątecznym puddingiem, państwo Brownowie na początku wyśmiali ten pomysł, ale później, kiedy poszedł do swojego pokoju, by robić poniedziałkowe rachunki, zaczęły się prawdziwe kłopoty.
Nagle rozległ się okrzyk i wszyscy pobiegli na górę. Paddington leżał na łóżku z ołówkiem w miejscu, gdzie powinien znajdować się jego ząb trzonowy.
W całym domu zapanowało wielkie poruszenie. Zdjęto pościel z łóżka, odwrócono dywany, wysypano zawartość odkurzacza, wywrócono kieszenie. Paddington stanął nawet na głowie, podejrzewając, że mógł go przypadkowo połknąć. Wszystko na próżno. Zęba nigdzie nie było.
Dopiero gdy pani Bird przypomniała sobie epizod z jajkiem na miękko, nagle skojarzyli jedno z drugim i zbiegli na dół, najszybciej jak mogli.
Było już jednak za późno. Gdy znajdowali się w połowie schodów, z kuchni dobiegł głośny odgłos rozkruszania. Kiedy dobiegli do maszyny, pani Brown właśnie ją wyłączała.
Rozdrabniacz odpadków był stosunkowo nową zabawką w gospodarstwie domowym. Do jego zawsze otwartej paszczy wrzucano wszystko, od zużytych zapałek do starych kości, ale w najśmielszych marzeniach pani Brown nie wyobrażała sobie, że mógłby tam wylądować ząb Paddingtona. Bardzo się zdenerwowała, gdy zdała sobie sprawę, co się stało.
– Nie wyobrażam sobie, by można z nim było iść do zwykłej przychodni – powiedziała. – Może lepiej posłać go do weterynarza.
– Oczywiście, że nie – powiedziała kategorycznie pani Bird. – Będzie musiał pójść prywatnie. Zaraz zadzwonię do doktora Leacha.
Gosposia państwa Brownów trzymała wprawdzie Paddingtona krótko, nie pozwalając mu na różne wybryki, ale też zawsze przychodziła mu z pomocą, gdy był w potrzebie. Wyszła więc z pokoju bardzo zdecydowanym krokiem.
Pozostali członkowie rodziny czekali na jej powrót z pewnym niepokojem. Wprawdzie doktor Leach opiekował się ich zębami od wieków, ale jeszcze nigdy nie prosili go o zajęcie się zębami Paddingtona. Wcale nie byli pewni, jak podejdzie do sprawy, ale podniósł ich na duchu widok pani Bird, która wmaszerowała do kuchni w płaszczu i kapeluszu.
– Doktor Leach przyjmie go natychmiast – oznajmiła. – Zawsze ma czas dla nagłych przypadków.
Pani Brown odetchnęła z ulgą.
– To miło z jego strony – powiedziała. – W końcu Paddington nie ma u niego założonej karty.
– Czy ktoś coś mówił o Paddingtonie? – odpowiedziała pani Bird z niewinną miną. – Ja powiedziałam tylko, że mamy w domu nagły przypadek. – Spojrzała w górę, skąd doszedł głośny ryk. – I moim zdaniem nie da się temu zaprzeczyć! Zadzwonię po taksówkę.
Kiedy pani Bird znów zajęła się telefonowaniem, reszta rodziny pobiegła na górę, by sprawdzić, co robi Paddington. Zastali go siedzącego na łóżku z bardzo nieszczęsną miną. Aczkolwiek tej miny widać było niewiele, bo większość pyszczka zasłaniał niedźwiadkowi ręcznik kąpielowy. Od czasu do czasu spod turbanu wydobywało się pojękiwanie. Wprawdzie wiadomość o wizycie u dentysty nieco podniosła Paddingtona na duchu, ale już kilka minut później, gdy posadzono go na tylnym siedzeniu taksówki, zaczęły się dalsze komplikacje.
– Siekacze nawalają, co? – spytał taksówkarz na widok ręcznika.
– Siekacze?! – wykrzyknął Paddington.
– Mam nadzieję, że nie będzie tak, jak mówią związkowcy – ciągnął kierowca, gdy już ruszyli. – Wyleci jeden, to za nim pozostałe!
Pani Brown energicznie zamknęła okienko między częścią kierowcy a tylnym siedzeniem.
– Nie zwracaj uwagi, mój drogi – powiedziała. – Jestem pewna, że podjęliśmy słuszną decyzję. Doktor Leach prowadzi praktykę dentystyczną od wielu lat.
– Doktor Leach jest praktykantem? – powiedział Paddington coraz bardziej zaniepokojony. – Wolałbym zapłacić dodatkowo komuś, kto już wie, jak to się robi.
Panie wymieniły spojrzenia. Czasami bardzo trudno było wytłumaczyć Paddingtonowi różne rzeczy – szczególnie gdy był on akurat skupiony na czymś innym – resztę podróży odbyli więc w milczeniu.
Jeśli jednak Paddington zaczynał mieć mieszane uczucia co do swoich zębów, to doktor Leach, gdy po chwili znaleźli się w jego gabinecie, nie miał wątpliwości.
– Obawiam się, że to będzie musiało nieco więcej kosztować – powiedział, gdy wyjaśniono mu, w czym rzecz. – Niedźwiedzie mają czterdzieści dwa zęby.
– Ja mam tylko czterdzieści jeden – powiedział Paddington. – Jednego mi rozdrobniono.
– To i tak o dziewięć więcej niż w normalnym przypadku – powiedział dobitnie doktor Leach, pomagając Paddingtonowi wleźć na fotel. – Przede wszystkim nie mam diagramu takich zębów. Moja asystentka będzie musiała narysować zupełnie nowy.
– Mam nadzieję, że podjęłyśmy słuszną decyzję – powiedziała z niepokojem pani Brown, gdy drzwi się za nimi zamknęły. – Mam poczucie, że to wszystko moja wina.
Pani Bird prychnęła.
– Raczej krówek ciągutek, które sam zrobił – powiedziała ponuro. – Dobrze się nazywają. Nie da się ich od niczego odkleić. Nie ma się co dziwić, że stracił ząb. Jadł je wczoraj przez cały dzień. Jeden z garnków musiałam po prostu wyrzucić, a na podłodze w kuchni pełno było krówek. Dwukrotnie o mało nie skręciłam na nich kostki.
Krówki ciągutki Paddingtona stanowiły drażliwy temat w domu państwa Brownów. Nie chodziło o to, że były za twarde – wówczas nie skarżono by się aż tak bardzo. Okazały się jednak sporymi kleistymi kulkami, które przyklejały się do wszystkiego, z czym się zetknęły. Pani Bird przez dłuższą chwilę opisywała, co by najchętniej z nimi zrobiła.
Można było jednak dostrzec, że mówiąc to, cały czas nie spuszczała z oka drzwi gabinetu, jak gdyby chciała je prześwietlić promieniami Roentgena.
Ale tym razem najgorsze przeczucia pani Bird się nie spełniały, bo Paddington zaczynał zmieniać zdanie na temat dentystów.
Rozejrzał się po gabinecie doktora Leacha i stwierdził, że jest tu o wiele sympatyczniej, niż się spodziewał. Wszystko lśniło czystością i nieskazitelną bielą, nigdzie nie było widać ani jednej plamy po marmoladzie. I chociaż nie było to miejsce – jak by powiedziała pani Bird – „zagracone”, to znajdujący się tam fotel zajmował mnóstwo miejsca.
Paddington jeszcze nigdy nie spotkał się z niczym podobnym. Fotel wyglądał jak długa kanapa, a po naciśnięciu guzika unosił się i przybierał rozmaite kształty. Musiał być bardzo drogi. Paddington był pod ogromnym wrażeniem.
Nad głową miał ładną lampę, która go ogrzewała, a tuż obok lewej łapy – kubek z różowawym płynem i umywalkę. Po drugiej stronie, gdzie stał doktor Leach, do oparcia fotela przymocowany był blat, na którym leżało mnóstwo narzędzi.
Paddington pospiesznie odwrócił od nich wzrok i rozsiadł się w fotelu. Lubił wszystko, co nowe, i mimo bólu zęba posłusznie otworzył pyszczek i z zaciekawieniem przyglądał się doktorowi Leachowi, gdy ten wziął do ręki metalowy pręcik i coś, co wyglądało jak lusterko na patyku.
Doktor Leach kilka razy mruknął z aprobatą, gdy spojrzał na zęby Paddingtona, następnie postukał je wszystkie po kolei pręcikiem i zaczął sobie podśpiewywać, gdy dokopywał się coraz głębiej.
– No i już wiemy, skąd problem, niedźwiedziu – powiedział, prostując się. – Dobrze, że do mnie przyszedłeś.
Paddington odetchnął z ulgą.
– Bardzo dziękuję, panie doktorze – powiedział. – To ani trochę nie bolało.
Doktor Leach lekko się zdumiał.
– Nic jeszcze nie zrobiłem – powiedział. – Dokonałem tylko przeglądu, żeby się zorientować, co i jak. Przed nami jeszcze długa droga. Obawiam się, że masz pęknięty guzek.
– Co?! – wykrzyknął Paddington. – Mam pęknięty guzek!
Spojrzał wymownie na pręcik w ręku doktora Leacha.
– Kiedy tu przyszedłem, był w porządku – dodał. – To musiało się stać, kiedy go pan stukał.
– Pęknięty guzek – powiedział chłodno doktor Leach, nachylając się nad blatem z narzędziami – to innymi słowy ukruszony ząb. – Pogroził Paddingtonowi palcem z łobuzerską miną. – Obawiam się, że jedliśmy coś, czego nie powinniśmy.
Paddington rozsiadł się znów wygodnie i spojrzał na doktora Leacha z zaciekawieniem.
– My?! Czyli pan też ostatnio robił krówki ciągutki, panie doktorze?! – wykrzyknął.
Doktor Leach spojrzał na Paddingtona ze zdumieniem.
– Ukruszył ci się spory kawałek zęba trzonowego – powiedział wolno i wyraźnie – i będę musiał uzupełnić ten ubytek.
Paddingtona bardzo to zaniepokoiło, sięgnął więc po szklankę z różowym płynem.
– Poczęstuję się teraz oranżadą, jeśli nie ma pan nic przeciwko temu – powiedział.
– To – powiedział surowo doktor Leach – nie jest oranżada. To w ogóle nie jest do picia. To jest tu po to, byś mógł wypłukać usta, gdy skończę borować. Gdybym serwował napoje wszystkim młodym niedźwiedziom, które tu przychodzą, wkrótce poszedłbym z torbami.
Spojrzał z obrzydzeniem na futro na brzuchu Paddingtona, które było już mokre od śliny, i kazał pielęgniarce zawiązać mu na szyi plastikowy śliniak.
– Czy mamy ochotę na zastrzyk? – spytał. – Może boleć.
– Tak, poproszę – powiedział szybko Paddington. – Mogą być nawet dwa, jeśli pan sobie życzy.
– Myślę, że jeden wystarczy – odrzekł doktor Leach, podnosząc strzykawkę do światła. – Otwórz, proszę, usta – ciągnął dalej. – I pamiętaj, że mnie to może zaboleć bardziej niż ciebie.
Paddington posłusznie zrobił, co mu kazano. W samej rzeczy, poczuł tylko lekkie ukłucie, o wiele mniej bolesne, niż się spodziewał.
– Czy teraz ja mam panu zrobić zastrzyk, panie doktorze? – spytał.
Doktor Leach spojrzał na niego zdumiony.
– Mnie? – spytał. – Nie potrzebuję zastrzyku.
Tym razem Paddington spojrzał zdumiony na doktora.
– Zapytał pan, czy my mamy ochotę na zastrzyk – upierał się. – I powiedział pan, że pana zaboli bardziej niż mnie.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Po nitce do kłębka
Dostępne w wersji pełnej
Wysokie loty
Dostępne w wersji pełnej
Paddington dobija targu
Dostępne w wersji pełnej
Sprawa tajemniczego manekina
Dostępne w wersji pełnej
Paddington poleca
Dostępne w wersji pełnej
Ostatni taniec
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
TYTUŁ ORYGINAŁUPaddington Takes the Air
PROJEKT GRAFICZNY Zuzanna Weremiuk
ILUSTRACJE NA OKŁADCE I W ŚRODKU Peggy Fortnum
OPIEKA REDAKCYJNA Magdalena Kilian‑Antoine
ADIUSTACJA Anna Szulczyńska
KOREKTA Małgorzata Biernacka, Kinga Dolczewska
First published in Great Britain by William Collins Sons and Co. Ltd in 1970 First published by HarperCollins Children’s Books, a division of HarperCollinsPublishers Ltd. in 1998 Text copyright © Michael Bond 1970 Illustrations copyright © Peggy Fortnum and HarperCollinsPublishers Ltd 1970 Cover illustration adapted and coloured by Mark Burgess from the originals by Peggy Fortnum The author and illustrator assert the moral right to be identified as the author and the illustrator of the Work respectively. Copyright © for the Polish edition by SIW Znak sp. z o.o., 2022 Copyright © for the translation by Michał Rusinek
ISBN 978-83-240-9325-0
Przeczytaj, co o książce sądzą inni czytelnicy, i oceń ją na lubimyczytać.pl
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl
Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków
Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: [email protected]
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Karol Ossowski
![Paddington na wycieczce [wznowienie 2022] - Michael Bond - ebook + audiobook](https://files.legimi.com/images/ab4094619d4731c4af745ed6eae40f8c/w200_u90.jpg)