OWSIKI - Tomasz Siwiec - ebook

OWSIKI ebook

Tomasz Siwiec

3,4

Opis

Szykuj torbę na wymioty !!!
Nie chcąc zostać przyłapanym na przyjmowaniu łapówek, pracownik oczyszczalni ścieków decyduje się wypuścić do rzeki skażone nieczystości. Wkrótce jaja nowej odmiany owsików dostają się do zbiornika zasilającego miasto w wodę pitną.
Mieszkańcy Suchej Beskidzkiej szybko zaczynają odczuwać przykre dolegliwości, a wymioty oraz biegunka to zaledwie początek nadciągającej zarazy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 82

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,4 (12 ocen)
4
3
2
0
3
Sortuj według:
emmeneea

Nie oderwiesz się od lektury

Tomasz Siwiec "Owsiki". W pewnej oczyszczalni ścieków dochodzi do nielegalnych rzeczy, czemu winny jest Franek. Franek, mistrz masturbacji, popierający prawicę, gnębiący LGBT. Franek, który zaczyna zaspokajać swoje potrzeby oglądając filmiki pornogejowskie. Do oczyszczalni wlewa się gówno pochodzenia zwierzęcego, a dokładniej, od zwierząt, na których przeprowadzane są eksperymenty. Nie pozostaje to bez echa, bowiem szef przyjeżdża, a Franek ratując własną skórę, część gówna wylewa do rzeki, wiecie... Jest burza, nikt nie zauważy... Tak samo jak on nie zauważył, że na palcach, którymi sobie ulży, znajduje się owsik.. jego żywot zostaje przypieczętowany. Sucha Beskidzka! No jakżeby inaczej! Powrót w wielkim stylu. Wszystko to wina wody pitnej, w której pełno jaj owsików. Owsików nie zwykłych, bowiem zmutowanych. Większych, groźniejszych, które człowieka traktują jako pewien przystanek. Sucha Beskidzka znów jest zagrożona! I tylko Tomek i Dominik mogą ją uratować. Menele, przyjaciele...
00
drago48

Nie oderwiesz się od lektury

Obrzydliwie fajne opowiadanie.
00

Popularność




Tytuł: Owsiki

Copyright

© 2021 Tomasz Siwiec

© Wydawnictwo Horror Masakra

Projekt okładki: Joanna Widomska

Wydawca: Wydawnictwo Horror Masakra

Korekta: Magdalena Paluch

Skład i łamanie: Krzysztof Biliński

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Żadna część książki nie może być w jakiejkolwiek sposób powielana bez zgody wydawcy, z wyjątkiem krótkich fragmentów użytych na potrzeby recenzji oraz artykułów.

Horror Masakra

[email protected]

http://horrormasakra.pl/

Sucha Beskidzka 2021

Wydanie I

ISBN: 978-83-956882-8-7

Książkę dedykuję mojemu kumplowi Dominikowi Mamcarzowi.

Mam nadzieję, że kiedy już będziemy na naszej wymarzonej emeryturze, czyli pod kroplówką w jakimś zaniedbanym oddziale szpitalnym, to też nam będzie do śmiechu.

Tomasz Siwiec.

Franek Łokietek spojrzał na brudny zegar wiszący na ścianie, a następnie zerknął na swoją komórkę. Brak nowych SMS-ów oraz połączeń. Dochodziła trzecia nad ranem. Oznaczało to, że Jareczek znowu się spóźnia albo zrezygnował z transportu. Bezmózgi matoł! Mógłby mu chociaż dać znać, kiedy planuje odwołać całą akcję.

Zbliżył się do okna i zerknął w ciemność nocy. Poza migoczącą w oddali latarnią, nie było widać świateł zbliżającego się samochodu. Franek pokiwał z dezaprobatą głową i ruszył w stronę magazynu.

Poczuł pieczenie oczu i głośno ziewnął. Do szóstej było jeszcze sporo czasu, a jemu chciało się spać. Kawa nie zawsze pomagała, ale to chyba było jedyne wyjście, aby jakoś dotrwać do końca zmiany. Nalał do czajnika wody, a następnie zasypał szklankę dwoma łyżeczkami Tchibo.

Czekając, aż woda się zagotuje, wyciągnął telefon. Od razu przeszedł na tryb incognito. Prawie nigdy nie rozstawał się z komórką, ale czasami prześladowała go myśl, że ktoś odkryje jego wędrówki po necie. Dlatego wolał nie zostawiać w historii wyszukiwania żadnych śladów. Wbił w przeglądarkę hasło Xvideos i nacisnął „szukaj”. Jego oczom ukazało się charakterystyczne dla pornograficznego portalu czarno-czerwone logo. Usiadł na skrzypiącym krześle i uważnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Był pewien, że zamknął drzwi oraz że przebywa tutaj sam, ale ostrożności nigdy nie za wiele. W okienku wyszukiwania kategorii wystukał „old gay”. Strona natychmiast zapełniła się dziesiątkami pornograficznych filmów. Na widok tych wszystkich obrazków Frankowi zaczął sztywnieć penis. Podrapał się po kroczu, masując przez spodnie czubek członka, a następnie rozpiął rozporek. Czuł, że musi to zrobić. Wiedział, że jest uzależniony od masturbacji i czasami próbował z tym walczyć, ale teraz nie było sensu. Jeszcze jakiś czas temu podniecały go jedynie kobiety. Całymi dniami przesiadywał na portalach erotycznych, waląc gruchę do seksownych nastolatek. Szybko przestały go kręcić i przez jakiś czas zadowalał się ponętnymi MILF-ami. Potem przyszła kolej na jeszcze starsze kobiety. Okazało się, że stawał mu jedynie na widok siedemdziesięcio – lub osiemdziesięcioletnich staruszek. Ich pomarszczone i wydupczone na wszystkie strony pizdy sprawiały, że tryskał pod sam sufit. Przez jakiś czas zaspokajał się, oglądając tego typu filmiki, jednak po jakimś czasie po prostu stało się to nudne. Trochę go to przeraziło. Kombinował z różnymi kategoriami. Murzynki, karlice, stare, młode, ale żadne kobiety nie działały na niego jak dawniej. Chyba zupełnie przez przypadek wszedł na filmik z udziałem dwóch mężczyzn. Lekko otyły mężczyzna obciągał kutasa facetowi w podeszłym wieku. Franek skrzywił się z niesmakiem, ponieważ do tej pory brzydziły go tego rodzaju zboczenia. Z przerażeniem odkrył jednak, że jego kutas zesztywniał niczym maczuga Herkulesa. Trochę się przestraszył swojej reakcji. Nigdy wcześniej nie miał ciągotek homoseksualnych. Stwierdził wówczas, że musi przerwać ten kilkuletni masturbacyjny maraton, ponieważ coś niedobrego działo się z jego psychiką. Był zwykłym facetem. Co tydzień chodził do kościoła, zawsze brał udział w wyborach, głosując jedynie na prawicę oraz regularnie brał udział w facebookowych rozmowach dotyczących gnojenia LGBT. Dlatego tym bardziej nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak bardzo podniecił się na widok kopulacji dwóch facetów. Wieczorem nie mógł zasnąć. Czuł, że nie powinien tego robić, ale leżąc już w łóżku, wszedł na gejowski portal. Na sam widok całujących się facetów zrobiło mu się niedobrze. Natomiast z przerażeniem, a jednocześnie ogromnym podnieceniem odkrył, że staje mu na widok homoseksualnego stosunku. Dwóch młodych gejów zaspokajało się oralnie w pozycji 69. Widać było, że sprawia im to ogromną rozkosz. Potem jeden z panów odwrócił się tyłem do partnera i wypiął ku niemu swój włochaty tyłek. Franek przełknął ślinę i wsunął rękę w bokserki. Wiedział, że nie powinien tego robić, ale potrzebował się jakoś rozładować. Pragnął tego orgazmu. Wytrysk nastąpił zaledwie po kilku sekundach. Był ogromnie głęboki i wydawało mu się, że trwa w nieskończoność. Kiedy emocje opadły, znowu poczuł wstyd. Brzydził się siebie. Nie był przecież pieprzonym pedałem. Starał się jakoś uspokoić nerwy i przez chwilę zastanawiał się, jaką przyjemność może sprawiać mężczyźnie stosunek analny. Było to dla niego kompletnie niezrozumiałe, ale przecież tym wszystkim facetom było tak cholernie dobrze. Ponownie wsunął rękę w mokre bokserki i delikatnie dotknął pośladki. Pogładził po nich ręką, a następnie delikatnie wsunął czubek wskazującego palca w tyłek. Ku ogromnemu zdziwieniu poczuł przyjemny dreszcz. Nieoczekiwanie jego penis zaczął się podnosić. Franek zaczął się coraz energiczniej masować w okolicy anusa. Im głębiej wsuwał palec, tym bardziej odczuwał zbliżający się orgazm. Nie czuł się z tym najlepiej, ale to było kompletnie inne doświadczenie, niż wszystko, co do tej pory przeżył. Nawet nie musiał dotykać penisa, kiedy kolejna porcja spermy zalała jego podbrzusze. Tym razem było to tak głębokie, że zobaczył przed oczami miliony gwiazd. Totalnie odpłynął. Po wszystkim padł na poduszkę i zasnął jak niemowlę.

Od tamtej pory onanizował się jedynie przy gejowskim porno. Tam również zaczął wędrować po różnych kategoriach. Podobnie jak w przypadku kobiet, w tej chwili najbardziej kręcili go otyli starcy. Kiedy wyobrażał sobie, że jakiś obleśny grubas zasadza mu penisa w dupę, podniecał się do granic możliwości. Bywały momenty, gdzie oddałby wszystkie pieniądze, aby poczuć rozlewająca się w jego wnętrzu gorącą, pożółkłą spermę starucha. Po wszystkim brzydził się sobą, ale to trwało tylko do następnej wizyty na Xvideos.

Franek zalał przygotowaną wcześniej kawę, a następnie zsunął spodnie do kostek. Jego poczerwieniały od ciągłej masturbacji penis zadyndał na boki. Tym razem wybrał filmik, gdzie wąsaty grubas deflorował tyłek jakiegoś młodego chłopaka. Młodzieniec jęczał pod tłustym ciałem charczącego niechluja. Franek zacząć się masturbować. Lewą ręką pocierał penisa, a prawą dogadzał sobie, wsuwając palce w odbyt. Już prawie dochodził, kiedy w telefonie rozległ się dźwięk syreny strażackiej. O kurwa! – jęknął żałośnie i czym prędzej zaczął zakładać spodnie. Pośpiesznie nacisnął zieloną słuchawkę i wydyszał:

– Słucham.

– A coś ty, kurwa, taki zdyszany?

– Ja? Ja, bo… – zaczął się tłumaczyć. – No przecież w robocie jestem! O której, chuju jebany, miałeś być?

Po drugiej strony słuchawki zaległa chwilowa cisza.

– Nie mogłem zapalić tego starego trupa – zawołał Jarek.

– Przedzwonić też nie mogłeś, że się spóźnisz?

– Szkoda było czasu, stary. Po prostu chciałem w końcu ruszyć i pozbyć się tego, o czym wcześniej rozmawialiśmy. Teren czysty?

Franek jęknął do słuchawki. Czuł, że jego penis wciąż jest w pełnej gotowości. Szybko spojrzał na zegarek.

– Jeszcze czysty, ale musisz się pośpieszyć, bo…

– Ja już jestem przed bramą – przerwał mu. – Otwieraj, kurwa!

Franek pędem rzucił się w stronę drzwi. Po drodze klikał w telefon, aby wyłączyć trwający wciąż filmik. Wybiegł przed budynek i zauważył stojącą przed bramą ciężarówkę. Zza szyby pomachał mu Jarek.

Franek wsunął kluczyk w kłódkę i mocno szarpnął zardzewiałą bramą. Cuchnąca odchodami ciężarówka wtoczyła się na teren oczyszczalni ścieków.

Jarek uchylił szybę i uśmiechnął się do kolegi zepsutymi zębami.

– Tam gdzie zwykle?

– Tam – odparł Franek, wskazując pobliski hangar.

Kiedy ciężarówka wjechała na halę, zatrzasnęły się wielkie przesuwne drzwi.

Lepiej, żeby nikt tego nie widział. Ten proceder nie miał prawa istnieć, ale Franek potrzebował kasy. Ostatnie wydatki na remont mieszkania oraz zakup nowego telewizora wyczyściły jego portfel do cna.

Jarek wyskoczył z kabiny i wyciągnął rękę. Znajdowała się w niej lekko pobrudzona koperta. Franek sięgnął po pakunek i zaglądnął do środka.

– Tyle, ile było umówione – stwierdził Jarek. – Dwa i pół koła.

– Powinniście bulić przynajmniej dwa razy więcej – jęknął Łopatka, chowając pieniądze do kieszeni.

– A ty nie powinieneś tego tutaj przyjmować.

– Skąd to w ogóle jest? Jebie gorzej niż z trupiarni. To na pewno gówna?

Jarek spojrzał na usmarowany fekaliami beczkowóz.

– To są gówna od „ Burberian’s amall”.

Franek zmarszczył brwi.

– Burberian’s amall? To ci od testów na zwierzętach?

– Dokładnie. Mam tutaj cały beczkowóz odchodów. Biedne zwierzaki. Wstrzykują im jakieś świństwa tylko po to, aby jakieś bogate pizdy mogły potem smarować się ekskluzywnymi kremami.

– Mnie też ich szkoda. Ale dlaczego nie mogliście legalnie zutylizować tych odpadów?

Jarek sięgnął po papierosa i włożył go sobie do ust.

– Bo podczas badań okazało się, że te wszystkie gówna są bardziej skażone od czarnobylskiej elektrowni jądrowej. Są w nich pozostałości po wszystkich medykamentach, które im wstrzyknięto. Legalna utylizacja tak nietypowych kosztowałaby majątek.

– No właśnie – odrzekł Franek. – A ty chcesz, żebym ja się narażał za dwa i pół koła.

– Bo ty jesteś przekupna kurwa, Franiu – zarechotał Jarek.

– Dobra, nie ma czasu na pogaduszki. Otwieraj klapę i wylewaj to gówno do zbiornika.

Jarek zasalutował i wsiadł do szoferki. Z rury wydechowej buchnął kłęb czarnego dymu. Następnie mężczyzna wyszedł na zewnątrz i podpiął wąż asenizacyjny do beczki. Końcówkę skierował do ogromnego zbiornika, w którym trwał proces oczyszczania. Po chwili z węża trysnął ciemnobrązowy szlam. Setki litrów niemiłosiernie cuchnącej substancji zaczęło się mieszać z miejskimi ściekami.

Jarek zbliżył się do zbiornika i zerknął w gęstą, kleistą masę. Już na pierwszy rzut oka widać było wijące się w szlamie robactwo.

– Co to, kurwa, jest?

– Wszystkie choroby tego świata – zaśmiał się Franek. – Pasożyty, bakterie, owsiki. Wszystko jest w tych gównach.

– Czasami się zastanawiam, jak ty tutaj wytrzymujesz? – zapytał Jarek, zatykając nos i usta.

Franek wzruszył ramionami.

– Kwestia przyzwyczajenia. Na początku rzygałem jak kot, ale teraz – zaśmiał się pod nosem i sięgnął do kieszeni – nawet jem tutaj posiłki.

Jarek skrzywił się, widząc kolegę zajadającego kanapkę.

– Pojebany jesteś.

– Być może. Ale wiem, że w prosektorium też wpierdalają papu przy trupach.

– Podobno – odparł Jarek – ale tam chyba mniej śmierdzi. Ty masz tutaj ścieki i gówna z całego regionu.

– No przecież ja się w tym nie kąpię, tylko sprawdzam, czy one wszystko jest odpowiednio zneutralizowane. Robota może i cuchnąca, ale zauważ, że zbytnio się tutaj nie napracuję. Muszę tylko patrzeć – wskazał dłonią na zbiornik – żeby wirnik ciągle mieszał ścieki i co kilka godzin wrzucić do środka worek z Biofosem. Tyle.

Beczka z odchodami zaczynała być pusta.

Jarek zerwał się, aby zmniejszyć ciśnienie wyrzutu nieczystości. Należało to robić za każdym razem, kiedy w zbiorniku było pusto. Tym razem jednak spóźnił się o sekundę i ciśnienie wstrząsnęło beczkowozem, rozpryskując krople skażonych odchodów po całej hali.

Jarek zaklął pod nosem i starł gówna z twarzy.

Franek spojrzał na ochlapaną ciemną substancją kanapkę i cisnął nią do zbiornika.

– Mógłbyś trochę uważać, do kurwy nędzy! – warknął na kolegę.

– Sorry, stary. Zagadaliśmy się i widzisz, co się porobiło. Śmierdzę jak wychodek.

– Ty wrócisz do domciu i weźmiesz pachnącą kąpiel, a ja będę musiał z tymi gównami tutaj tkwić do rana.

– Przecież mówiłeś, że jesteś przyzwyczajony – stwierdził Jarek, zawijając węża na swoje miejsce.

– Dobra, pakuj się do kabiny i wynocha, zanim nas ktoś podpierdoli.

Franek wyszedł na zewnątrz, aby otworzyć bramę wjazdową i zauważył, że rozlało się na dobre. Deszcz zacinał z coraz większym impetem. Ciemne niebo rozświetliła jaskrawa błyskawica.

Beczkowóz wyjechał z oczyszczalni i zniknął za zakrętem.

Franek zaklął pod nosem, mocując się z ponownym zamknięciem kłódki. Plus był taki, że deszcz trochę spłukał z niego rozchlapane odchody.

Przemoczony do suchej nitki wszedł na halę. Zbliżył się do zbiornika i spojrzał na taflę mieszanych odchodów. Ścieki zrobiły się o wiele gęstsze, niż zwykle. Franek miał nadzieję, że do rana maszyna rozmieli i rozdrobni lewy towar.

Dochodziła czwarta dwadzieścia, kiedy wszedł do magazynu. Upił łyk chłodnej już kawy i ponownie włączył w komórce Xvideos. Musiał dokończyć, co zaczął. Szybko odnalazł wcześniej oglądany filmik i ponownie zaczął się masturbować. Czuł, że nie zajmie mu to zbyt dużo czasu. Zauważył, że jego ręce wciąż są ubrudzone brązowym szlamem. W całym oszołomieniu nie zauważył maleńkiego owsika, który pełznął mu po paznokciu. Był jednak zbyt podniecony, aby przerywać penetrację odbytu. Brudne paluchy wdarły się w jeszcze brudniejszy anus. W kilka chwili było po wszystkim. Śmietankowy nektar ochlapał betonową posadzkę. Wykończony Franek padł na krzesło. Przez chwilę starał się uspokoić oddech. Jeszcze przez chwilę czuł przyjemne mrowienie w podbrzuszu. Jego odpoczynek przerwał dźwięk telefonu. Zaskoczony, któż mógł dzwonić do niego o tej porze, spojrzał na wyświetlacz. Z jego ust wydobyło się ciche „o kurwa”. Na wyświetlaczu migało „Szef Adamczyk”.

– Tak, słucham.

– Adamczyk z tej strony – warknął dyrektor oczyszczalni ścieków. – Łokietek, możesz mi do chuja wytłumaczyć, dlaczego w środku nocy dzwoni mi stróż ze sortowni odpadów i mówi, że chce nas zgłosić na policję, bo po nocach przyjmujemy lewe ciężarówki?

Franek przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć. Ten jebany kapuś z zakładu obok musiał wszystko widzieć. Podkablował go.

– Pierwsze słyszę, szefie – zaczął się tłumaczyć. – Nikogo nie wpuszczałem. Żadnej ciężarówki. Chyba mu się coś przywidzi…

– Jakoś ci nie wierzę, Łokietek – wszedł mu w słowo Adamczyk. – Niech cię Józef święty ma w swojej opiece, jeśli to okaże się prawdą. Otwieraj bramę, zaraz tam będę.

– Nie ma pro…

Nie zdążył odpowiedzieć, bo usłyszał dźwięk zakończonego połączenia.

Zaklął pod nosem i pędem rzucił się w stronę hali przyjęć. Od razu po wejściu uderzył w niego nieco inny smród, niż do tej pory tutaj się unosił. Jakby wszystkie gówna, które się tutaj mieszały, dodatkowo zgniły i jeszcze zaczęły fermentować. Coś wyjątkowo paskudnego musiało być w tym cholerstwie, które wrzucił do zbiornika. Szybko zaczął otwierać drzwi wejściowe oraz wszystkie okna. Na zewnątrz burza rozszalała się na dobre, a deszcz tak zacinał, że świata nie było widać. Franek zbliżył do zbiornika i spojrzał na ścieki. Było ich dużo więcej, niż powinno. Na dodatek już na pierwszy rzut oka zmieniła się konsystencja nieczystości. Maszyna do rozdrabniania z ledwością pracowała na najwyższych obrotach. Sytuacja była niezbyt ciekawa. Jeśli rzeczywiście zaraz tutaj wpadnie Adamczyk, to na bank wywali go z roboty. Od razu się zorientuje, że przyjął jakiś trefny towar. Franek podrapał się po głowie, a potem po tyłku, który zaczął go delikatnie swędzieć. Nie wiedział, co ma robić. Kiedy jednak za oknem rozległ się grzmot, wpadł mu do głowy pewien pomysł. Że też wcześniej na to nie wpadł.

Ulewny deszcz gwarantował zmycie wszelkich śladów. Na dodatek wciąż było ciemno.

Franek spojrzał na zegarek i zbliżył się do szafy sterującej wypustem nieczystości. Komora mieszania była wyposażona w trzy włazy. Dwa z nich prowadziły na halę do osuszania odpadów ściekowych, natomiast ten trzeci kierował finalny produkt, czyli oczyszczoną wodę prosto do rzeki. To była jego jedyna szansa. Podczas burzy rzeka robiła się o wiele większa. Na dodatek zmieniała kolor na jasnobrązowy, skutecznie niwelując wypuszczone w nią ścieki. Nikt się nie zorientuje, jeśli pozbędzie się trochę gówna ze zbiornika. Drżącą dłonią wcisnął otwieranie włazu numer trzy. Już po chwili zgromadzone ścieki zaczęły ubywać. Na wszelki wypadek włączył dodatkową pompę z czystą wodą, aby jeszcze bardziej rozrzedzić to, co zostało.

– Tyle powinno wystarczyć! – zawołał głośno i spojrzał w okno, kiedy zauważył jaskrawe światła zbliżającego się do bramy samochodu. Zanim pobiegł otworzyć szefowi bramę, przeżegnał się.

Adamczyk miał nietęgą minę. Wysiadł z samochodu i bez słowa skierował się na halę. Stanął nad zbiornikiem i uważnie przyjrzał się zawartości.

– Przecież mówiłem, że nic tutaj nie wpuszczałem – odezwał się niepytany Franek.

Szef rzucił mu groźne spojrzenie.

– Co tutaj tak śmierdzi?

– No jak to co? Gówienka.

– Nie pierdol mi o gówienkach. Pracuję w tej branży już przeszło trzydzieści lat i doskonale wiem, jak śmierdzą gówna.

Franek podrapał się po głowie.

– Wydaje mi się, że to chyba od tego Biofosu. Troszkę za dużo mi się sypnęło i może dlatego tak wali.

Adamczyk westchnął głośno i rozejrzał się po hali.

– Mam nadzieję, że nie robisz mnie w chuja.

– Nigdy w życiu, szefie – uderzył się w pierś. – Wszystko jest tak jak należy. Nie mam pojęcia, czemu pana obudzili.

Adamczyk zacisnął zęby i wsiadł do samochodu.

– Być może sobie z szefa jakieś jaja robią. Na pana miejscu nie słuchałbym każdego głupiego donosu od tych podpierdalaczy z sortowni. Nudzi się im na stróżowaniu, albo chleją jakieś paskudztwa, i mają przywidzenia.

Silnik wszedł na obroty.