Ostatni raz (t.2) - Corinne Michaels - ebook

Ostatni raz (t.2) ebook

Corinne Michaels

4,5

15 osób interesuje się tą książką

Opis

Kristin od dawna nie układa się z mężem. Po narodzinach dzieci rzuciła pracę, ale mimo że od lat staje na rzęsach, żeby być jak najlepszą matką i żoną, nic nie jest w stanie zadowolić Scotta. Oboje są coraz bardziej niespełnieni, więc rozwód wydaje się najrozsądniejszym wyjściem z sytuacji.

Separacja to spore wyzwanie i jedyne, o czym marzy Kristin, to by w końcu zamknąć ten rozdział swojego życia i o wszystkim zapomnieć. Gdy przeprowadza się z dziećmi do nowego domu, pierwszy raz od dawna czuje ulgę. Udaje się jej znaleźć pracę dla poczytnego portalu plotkarskiego. Jej pierwsze zlecenie to wywiad z gwiazdą seriali Noah Frazierem. Na szczęście Noah jest bliskim przyjacielem Eli, chłopaka Heather, która jest najlepszą kumpelą Kristin. Kristin nie przewidziała jednak, że na żywo Noah jest jeszcze bardziej seksowny niż na zdjęciach. Jego na widok Kristin aż zatyka z wrażenia...

Wzruszająca historia miłości dwojga czterdziestolatków po przejściach. Opowieść o odwadze, pokonywaniu przeciwieństw i nadziei. Czy poraniona rozwódka z dwójką dzieci ma jeszcze szansę na udany związek? Czy cyniczny, obłędnie przystojny gwiazdor kina przekona kobietę swojego życia, że może mu zaufać?

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 359

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (247 ocen)
163
57
23
4
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Agness2795

Nie oderwiesz się od lektury

Rewelacja. Polecam
00
Joamiz

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam
00
paumok

Nie oderwiesz się od lektury

Fantastyczna !
00
Ludwina1

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam
00
2323aga

Z braku laku…

ta część jest po prosu nudna
00

Popularność




Tytuł oryginału: One Last Time

Projekt okładki: Sommer Stein, Perfect Pear Creative

Redakcja: Lena Marciniak-Cąkała

Redakcja techniczna: Grzegorz Włodek

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Renata Kuk, Lilianna Mieszczańska

Fotografia wykorzystana na okładce

© Volodymyr Tverdokhlib/Shutterstock

Copyright © 2018. ONE LAST TIME by Corinne Michaels

All rights reserved

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2022

© for the Polish translation by Kaja Burakiewicz

ISBN 978-83-287-2368-9

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2022

– fragment –

Tym kobietom, które zostają, choć powinny odejść…

Zasługujesz na miłość.

Zasługujesz na szczęście.

Zasługujesz na wolność.

ROZDZIAŁ 1

– To odejdź! – wrzeszczę, gdy mój mąż po raz kolejny postanawia uświadomić mi, jak bardzo jestem beznadziejna. Mam tego dość. Trwałam przy nim tyle lat, ale już nie mam na to siły. Nikt nie zasługuje na ciągłe poczucie pustki i brak miłości.

– Kristin, ja się stąd nie ruszę. Jeśli chcesz się rozstać, pakuj manatki i wynoś się z mojego domu.

Spoglądam na mężczyznę, którego kochałam od dwudziestego drugiego roku życia. Ojca moich dzieci. Myślałam, że się przy nim zestarzeję. Jednak człowiek, który stoi przede mną, to ktoś zupełnie inny. Przez ostatnich czternaście lat Scott zmienił się nie do poznania. Dziś jest tylko mężczyzną, którego kiedyś kochałam.

Tamten człowiek nie rozstałby się ze mną z taką łatwością. Zrobiłby wszystko, żeby naprawić nasz związek.

– Scott, to nie jest tylko twój dom. Jestem twoją żoną!

Scott kręci głową i uśmiecha się pod nosem.

– To ja za niego płacę. Skąd weźmiesz pieniądze na swój luksusowy styl życia, skoro nie masz pracy?

Luksusowy styl życia? Nie pamiętam, kiedy ostatnio coś sobie kupiłam. Głównie dlatego, żeby nie wysłuchiwać komentarzy na temat mojej lekkomyślności.

– Pójdę do pracy, zrobię, co będzie trzeba. Ale nie zamierzam się z tego powodu wyprowadzać.

Scott drapie się po nosie.

– A zatem jesteś skłonna pójść do pracy, choć przez ostatnie dziesięć lat nie przyszło ci to do głowy?

– Chciałeś, żebym została w domu z Aubrey i Finnem! To ty mi powiedziałeś, że mam rzucić pracę, więc ani mi się waż to teraz wypominać! – krzyczę i uderzam pięścią w stół.

To jak dzień świstaka. Bez przerwy kłócimy się o to samo i nigdy nie udaje nam się znaleźć kompromisu. Choć mam magisterkę z komunikacji, żadne z nas nie jest w tym dobre.

Gdy zaszłam w ciążę z Finnem, Scott uparł się, żebym rzuciła pracę. Byłam dziennikarką, ciągle podróżowałam, i dlatego uznał, że nie zdołam tego pogodzić z obowiązkami macierzyńskimi.

Na początku wydawało mi się, że ma rację. Zawsze chciałam być matką, która piecze ciasteczka i wysyła dzieci do szkoły z własnoręcznie przygotowanym lunchem, całując je na pożegnanie. Moja mama taka była i to jej zawdzięczam dobre wspomnienia z dzieciństwa. Teraz myślę, że była świętą albo kosmitką, bo osobiście poczytuję sobie za sukces, gdy moje dzieci wychodzą z domu w pełnym odzieniu i kiedy nie zapomnę, żeby dać im pieniądze na lunch.

Nie sądziłam, że moje życie będzie tak wyglądać. Zamiast piec ciasteczka, staję na głowie, żeby utrzymać dom w czystości, aby nie rozjuszyć Scotta. Codziennie spędzam godzinę na siłowni, aby przypadkiem nie powiedział mi, że się zapuściłam. Staję na rzęsach, żeby być najlepszą matką i żoną, ale tak naprawdę czuję, że tonę.

Ilekroć usiłuję zaczerpnąć powietrza, Scott ściąga mnie pod wodę.

Mój mąż chwyta za krawędź stołu i wbija we mnie wzrok.

– Zawsze o wszystko mnie obwiniasz. To ja zmusiłem cię, żebyś odeszła z pracy. To ja kazałem ci zajść w ciążę. To przeze mnie jesteś taka nieszczęśliwa. I to z mojego powodu stałaś się taka oziębła i zgorzkniała, prawda? Wszystko przeze mnie. Kurwa, jeśli tak, to idź!

Serce pęka mi na pół i łzy napływają mi do oczu.

– Tak mało dla ciebie znaczę?

Scott spogląda na mnie z nienawiścią.

– Kristin, to ty chcesz odejść. To ty strugasz mądralę i każesz mi się wyprowadzić. Boże broń, żebym chciał mieć żonę, która choć trochę mnie lubi. Kiedy ostatni raz miałaś ochotę pójść ze mną do łóżka? Kiedy wzięłaś pod uwagę moje potrzeby?

Po raz kolejny przechodzimy do stałego punktu naszych kłótni.

– Trudno jest pożądać kogoś, kto sprawia, że czuję się jak gówno.

– Kris, a co takiego robię, że czujesz się jak gówno? Mam ci nie mówić prawdy o twoich problemach?

O moich problemach. Scott zawsze się mnie czepia, choćby teraz. To zawsze ja go prowokuję. Sam nigdy nie bierze za nic odpowiedzialności. Zawsze znajduje sobie winnego. Mam po dziurki w nosie bycia jego kozłem ofiarnym i ciągłego lekceważenia.

– Jasne, Scott. Masz rację.

Nie ma sensu się z nim wykłócać. Próbowałam tyle razy, ale to niczego nie zmienia.

Dzieci odesłaliśmy do dziadków, bo ten weekend miał być dla nas okazją do ponownego zbliżenia. Moja matka wiedziała, że przechodzimy kryzys, a ja postanowiłam podjąć jeszcze jedną próbę uratowania naszego związku. Sądziłam, że uda nam się, jeśli spędzimy trochę czasu tylko we dwoje.

Wygląda na to, że po raz kolejny się wygłupiłam.

– Mam dość bycia odpowiedzialnym za naprawianie tego małżeństwa – oznajmia Scott i zaczyna nerwowo chodzić po pokoju. – Twierdzisz, że chcesz, żebym był szczęśliwy, ale ciągle robisz coś nie tak. Nie mam siły się powtarzać.

Racja, ja też nie mam już siły.

Odruchowo kulę się w sobie. Czuję, że niewiele trzeba, żebym się załamała.

– Przestań – proszę go.

– Kristin, kiedy to do ciebie dotrze? Gdybyś choć trochę się postarała, nie byłbym tobą tak rozczarowany.

Nie potrafię go zadowolić. Nigdy. Ubieram się nie tak, jak powinnam, nie wychowuję dzieci tak jak jego matka, nie wyglądam tak jak wtedy, gdy się poznaliśmy, i Bóg mi świadkiem, nigdy nie jest ze mnie zadowolony.

– Chyba jestem mało pojętna – mówię, chcąc go udobruchać.

– Najwyraźniej. – Scott krzyżuje ręce i wbija we mnie wzrok.

Mój mąż był kiedyś dobry. Nadskakiwał mi i powtarzał, że jestem najpiękniejszą kobietą, jaką dane mu było spotkać. Pasowaliśmy do siebie jak ulał. Wszystko zmieniło się jakieś dwa lata po naszym ślubie. Przestałam być idealna. Stałam się trudna i wymagająca. Im dalej w las, tym było gorzej. Sądziłam, że uda mi się go uszczęśliwić, ale niezależnie od tego, jak bardzo bym się starała, nic nie mogło go zadowolić.

Zapragnął mieć dziecko. Wierzyłam, że jeśli je urodzę, wszystko się jakoś ułoży. Za każdym razem, gdy dostawałam okresu, wypominał mi, że nawet tego nie mogę dla niego zrobić.

W dniu, w którym się dowiedziałam, że jestem w ciąży z Finnem, sytuacja zmieniła się na lepsze. Wrócił do mnie mężczyzna, w którym się zakochałam. Jednak po narodzinach Aubrey znowu uznał, że nie jestem nic warta.

Teraz wreszcie czuję, że doszłam do granicy.

– Nic się nie zmienia – sarka Scott. – Mam tego dość!

Ja też. Jestem zmęczona ciągłym zmęczeniem. Moje serce nie zniesie kolejnych razów. On mnie nigdy nie pokocha. Nie mam mu już nic do dania.

– Jak to się stało, że do tego doprowadziliśmy? – pytam i głos łamie mi się z bólu. – Jak to możliwe, że znaleźliśmy się w tym miejscu? Kiedyś kochałam cię tak bardzo, że zatykało mnie na twój widok. A teraz? Teraz czuję jedynie tępy ból. Nie mogę tak dłużej żyć. Nie mogę się z tobą codziennie kłócić. To zbyt trudne.

– Gdybyś tylko bardziej się postarała…

– Co takiego? Czy ty sobie kpisz? Nic innego nie robię, tylko się staram! Staję na rzęsach, ale tobie ciągle mało! – Mój Boże. Czy on naprawdę chce to wszystko zwalić na mnie? To niemożliwe, żebym była aż tak beznadziejna. Naprawdę się staram. Staram się i staram, ale nic się nie zmienia.

Scott pociera twarz.

– Kiedyś było inaczej.

– To fakt. – Łza spływa mi po policzku. – Kiedyś ja byłam inna, podobnie jak ty.

Czuję ucisk w sercu i wszystko zaczyna mnie boleć. Spoglądam na Scotta, usiłując znaleźć jakiś powód, żeby się nie poddawać. Gdybym dostrzegła choć promyk nadziei, że uda nam się z tego wybrnąć, odnalazłabym w sobie siłę, żeby o niego zawalczyć.

Jedno spojrzenie Scotta wystarczy, żebym wiedziała, że nie mam już o co walczyć.

W obliczu braku nadziei załamuję się. Z ust wydobywa mi się zduszony jęk żalu, a ból utraty przeszywa mnie na wskroś.

Scott podbiega do mnie, bierze w ramiona, a ja zaczynam szlochać. Chwytam go kurczowo, żeby choć na chwilę złagodzić poczucie wszechogarniającej samotności.

– Nie płacz, skarbie. Nie mogę znieść, gdy płaczesz. Kris, nie tego chciałem dla nas.

A może się myliłam. Może tak naprawdę mu na mnie zależy?

– Nie chcę już się kłócić.

Scott bierze moją twarz w swoje dłonie i spogląda na mnie z czułością.

– To spróbuj się bardziej postarać.

To jego typowa zagrywka. Najpierw mnie poniewiera, a potem przytula, sprawiając, że zaczynam się zastanawiać, czy aby to wszystko nie jest wytworem mojej wyobraźni. Przez to czuję się jak kompletna wariatka.

On mnie nie pragnie. Chce kobiety, którą nie jestem. Nie mam już siły próbować dostosować się do jego fantazji, bo to nierealne. Prawda jest taka, że Scott już mnie nie kocha, a ja nie zamierzam dłużej tak żyć.

Odsuwam się od niego, bo wiem, że niewiele trzeba, żebym wpadła w nasz stały schemat.

To okropne, że dwoje ludzi, którzy kiedyś zrobiliby dla siebie wszystko, oddalili się od siebie do tego stopnia, że nie mogą już na siebie patrzeć. Nasz związek składa się z nieprzerwanej serii bitew, z których wszystkie przegrałam.

– To nie jest w porządku. – Pociągam nosem. – Mam na myśli sposób, w jaki mnie traktujesz. Scott, te rzeczy, które mówisz mi na mój temat… to nie jest fair.

Scott zamyka oczy, a po moim policzku spływa pojedyncza łza. Oboje wiemy, że to koniec, ale nie mam pojęcia, co powinnam zrobić.

Złość jest łatwa. To utrata nadziei zabija mnie od środka.

– Nie mam zamiaru przepraszać za prawdę. Sądzę, że powinnaś się spakować i wyprowadzić.

Nie chcę stracić męża, ale mam dość takiego traktowania.

Odsuwam się, wycieram twarz i potakuję.

– Miałam nadzieję… – W sumie sama nie wiem, na co liczyłam. Może na to, że Scott mnie pokocha, ale on nigdy nie był do tego zdolny.

Scott przewierca mnie na wylot swoimi brązowymi oczami.

– Mam dość bycia niezrozumianym i zaniedbywanym.

Zalewają mnie złość i ból. Co za dupek. On się czuje zaniedbany? Niewiarygodne. Wznoszę mur obronny wokół mojego pokiereszowanego serca, żeby nie mógł mnie więcej zranić.

– Okej. Przykro mi, że tak się czujesz. Co teraz? – pytam ze spokojem.

– Chcę rozwodu.

Dwa słowa.

Tyle wystarczy, żeby roznieść w pył moje pozornie idealne życie.

– Co powiemy dzieciom? – Słowa ledwo przechodzą mi przez gardło. Scott jest beznadziejnym mężem, ale zawsze był wspaniałym ojcem.

Żadna krzywda, jaką mi wyrządził, nie przyniosła mi takiego bólu jak ta. Świadomość, że zburzymy życie naszych dzieci, jest nie do zniesienia.

To z uwagi na te dwa aniołki tak długo się nie poddawaliśmy. Finn i Aubrey nie zasługują jednak na to, żeby tak żyć. Ciągłe kłótnie, wrzaski i codzienny widok ojca, który znowu zasnął na kanapie. To nie jest ani zdrowe, ani przyjemne dla nikogo.

To o Aubrey martwię się najbardziej. Uwielbia swojego ojca i wiem, że nasze rozstanie ją zniszczy. Pierwszą miłością każdej małej dziewczynki jest jej ojciec i boleję nad tym, że córka doświadczy straty na tak wczesnym etapie życia.

Scott łapie się za kark i zwiesza głowę.

– Nie wiem – mówi.

Gdy unosi wzrok, widzę, że oczy zaszły mu łzami. Przez moment dostrzegam w nim mężczyznę, którego kiedyś tak kochałam. Wiem, że tam jest, i chciałabym, żeby do mnie wrócił. Nachylam się do niego. Moim sercem szarpią przeciwstawne emocje. Chciałabym go uratować, kochać, a zarazem pragnę, żeby odszedł.

I wtedy przypominam sobie wszystko, co zrobił. Jego słów nie da się już cofnąć. Choć kłócimy się od lat, nikt z nas nigdy nie wypowiedział na głos słowa na „r”. Sądziłam, że jeśli je usłyszę, rozpadnę się na drobne kawałki. Wyobrażałam sobie, że po scenach płaczu i błagania oraz jego zapewnieniach, że mnie kocha, uda nam się znaleźć wyjście. Nie spodziewałam się, że smutek może przynieść ulgę. Za długo byłam w czyśćcu. Jestem gotowa na nowe życie.

– No cóż. – Wzdycham. – Sądzę, że najpierw musimy ustalić, kto z nas się wyprowadzi, a potem uzgodnić, co powiemy dzieciom.

Scott i ja siadamy przy stole i po raz pierwszy tej nocy zachowujemy się jak dorośli ludzie. Nie ma krzyków i wyzwisk. Wspólnie tworzymy listę zadań i rozdzielamy je między siebie. Nie mamy długów dzięki spadkowi, który dostałam po dziadku, więc sprawy finansowe rozstrzygamy szybko. Ustalamy, że wspólnie poinformujemy dzieci o naszej decyzji i że będziemy się zachowywać wobec siebie w sposób cywilizowany. Mam nadzieję, że ostatnie dwie pozycje na liście nie zburzą naszego kruchego rozejmu.

Chodzi o dom i opiekę nad dziećmi.

Będzie musiał mnie zabić, jeśli zechce mi odebrać dzieci. Nigdy ich nie zostawię.

– Musimy podjąć decyzję, nie możemy tego dłużej odwlekać. – Scott splata dłonie.

– Zacznijmy od domu – mówię i odkładam długopis na stół.

Jestem skłonna z niego zrezygnować, jeśli zajdzie taka konieczność. Mogę zamieszkać u rodziców albo poprosić moją przyjaciółkę Heather, żeby udostępniła mi swój dom, skoro stoi pusty. Na pewno znajdę sobie jakiś kąt, ale nie mogę żyć bez moich maluchów.

– Chciałbym tu zostać. Nie stać cię na kredyt hipoteczny, a mnie nie będzie stać na spłatę rat i najmu – stwierdza Scott.

– A co z dziećmi? – Zmieniam temat, bo tak naprawdę tylko to się dla mnie liczy.

Scott wzdycha.

– Nie zrobię ci tego.

– Czego?

Modlę się, żeby powiedział, że mi ich nie odbierze. Są wszystkim, co mam.

Scott przeczesuje włosy.

– Chciałbym je wziąć, ale nie mogę. Za dużo podróżuję, a poza tym oboje wiemy, że Finn nigdy by cię nie opuścił. Chciałbym brać je do siebie na weekendy i wakacje. Ja też je kocham.

– Dziękuję – mówię z wdzięcznością.

Ustalamy, że Scott zostanie na miejscu, ale podzielimy się meblami, z uwagi na wygodę dzieciaków. Nie wiem, jak to wszystko się potoczy, ale przynajmniej co do tego się zgadzamy.

Wchodzę pod kołdrę, a chłód pościeli sprawia, że zaczynam się trząść z zimna. Moja dłoń wędruje mimowolnie do drugiej części łóżka, którą zwykle zajmował mój mąż, ale tym razem napotyka pustkę. Scotta już nie ma. Nagle dociera do mnie ogrom tego, co się wydarzyło.

To naprawdę koniec. Rozwodzę się z moim mężem.

Wtulam twarz w poduszkę, usiłując zdusić szloch. Serce mi pęka, nie zaznałam dotąd takiego bólu. Kocham go, ale to skończone. Nie udało nam się uratować naszego małżeństwa i czuję, że to ja zawiodłam. Poduszka jest wilgotna od łez, a ja próbuję złapać oddech.

– Kristin? – W pokoju rozlega się głęboki głos Scotta.

– Proszę, nie – mówię. Nie chcę, żeby mnie oglądał w takim stanie.

Scott ignoruje moją prośbę i kuca przy łóżku. Mimo panujących ciemności widzę ból w jego oczach.

– Nie płacz, skarbie.

To wystarczy, żebym się kompletnie rozkleiła. Zaczynam głośno płakać, a on otacza mnie ramionami. Przytula do piersi, a ja próbuję się uspokoić. Nie mogę jednak powstrzymać łez. Płaczę za tym, co było, za tym, co straciliśmy, i za przyszłością, którą sobie odebraliśmy. Zostałabym, gdyby powiedział, że jest gotów jeszcze raz spróbować. Wiem, że to głupie, ale rozstanie z nim traktuję jak osobistą porażkę.

Po pewnym czasie zaczynam się uspokajać. Serce nadal mnie boli, ale przestałam szlochać. Scott głaszcze mnie po plecach.

– Nic mi nie będzie. – Pociągam nosem.

Scott odsuwa się i ujmuje moją twarz w dłonie.

– Jesteś pewna?

– Po prostu jest mi smutno.

– Kris, mnie też nie jest do śmiechu.

Najgorsze jest to, że się kochamy, ale nie możemy ze sobą być.

– Wiem.

Scott opiera czoło o moje i siedzimy w milczeniu. Po chwili dotyka kciukiem mojego policzka i chwyta za brodę.

– Kochałem cię, Kristin – mówi ochrypłym głosem. – Byłaś najpiękniejszą kobietą na świecie.

Czuję rodzące się między nami napięcie i serce zaczyna mi szybciej bić.

– Scott – szepczę. Sama nie wiem, czy chcę, żeby przestał. Czy można przestać kogoś kochać? Jak mam odepchnąć jedynego mężczyznę, którego kiedykolwiek kochałam?

Nadal jest moim mężem.

Napięcie wisi w powietrzu, słychać tylko świst naszych oddechów. Scott gładzi mnie po szyi i przesuwa dłoń niżej, dotykając piersi. Pod wpływem jego dotyku przeszywa mnie dreszcz.

– Powiedz słowo, a przestanę – szepcze, zbliżając swoje usta do moich. – Kris, zróbmy to ostatni raz. Potrzebuję tego. Chcę cię poczuć.

Jestem rozdarta, ale nie mam siły protestować. Tak długo czułam się przeraźliwie samotna i chcę choć przez chwilę poczuć się kochana.

Gdy tylko nasze wargi się stykają, Scott napiera na mnie. Przewraca na plecy i kładzie się na mnie. Całuję go tak, jakby dzisiejsze zdarzenia nigdy nie miały miejsca. Scott jęczy, a ja wtulam się w niego. Pragnę za jego sprawą na nowo poczuć, że żyję.

Minęło tyle czasu. Straciłam rachubę, kiedy ostatnio się kochaliśmy. Nie potrafię zliczyć nocy, które przeleżałam, modląc się, żeby przyszedł do łóżka.

Wplatam palce w jego włosy i przysuwam jego usta do moich. Wyobrażam sobie, że jesteśmy w sobie szaleńczo zakochani i że wszystko jest idealne.

Ale to nieprawda.

To tylko fantazja, która skończy się tragedią, jeżeli pozwolę sobie na złudzenia.

Nie mogę sobie tego robić.

Ten jeden raz niczego nie zmieni. On już mnie nie kocha.

Rozczarowałam go.

Zawiodłam.

Nie jestem dla niego dość dobra.

– Nie mogę – oznajmiam i odpycham go. – Scott, nie mogę.

Scott zsuwa się ze mnie, kładzie obok i zakrywa twarz dłońmi.

– Nie możesz?

– Jeśli to koniec, musimy się zachowywać adekwatnie do sytuacji. Nie możesz mówić o rozwodzie, a potem się ze mną kochać. To niekonsekwentne. – Siadam i poprawiam ubranie.

Scott wstaje i podchodzi do drzwi. Zatrzymuje się i odwraca się do mnie.

– W porządku. To i tak nigdy nie była żadna rewelacja.

Zamyka za sobą drzwi, a ja zwijam się w kłębek i płaczę tak cicho, jak tylko się da.

ROZDZIAŁ 2

Sześć miesięcy później

– Finn, zanieś karton do swojego pokoju – instruuję syna, gdy znajduję go siedzącego na kanapie ze słuchawkami na uszach.

– Oglądam film – pyskuje mi.

– Nic mnie to nie obchodzi. Musisz nam pomóc – odpowiadam i spoglądam na Heather, Danielle i Nicole, które wnoszą kartony do domu.

Heather stawia pudło na podłodze i mierzwi mu włosy.

– Hej, pomożesz Elemu wnieść stół?

Finn spogląda na swoją „ciocię” i się uśmiecha.

– Jasne.

Pewnego dnia przypomnę sobie, dlaczego chciałam mieć dzieci. Uśmiecham się do mojej przyjaciółki, która rozgląda się po swoim dawnym domu. Nie ma dnia, żebym nie dziękowała Bogu za to, że w siódmej klasie skręciłam kostkę, dzięki czemu poznałam Heather. Dziś ratuje mi tyłek, udostępniając za darmo swój dom.

– Wielkie dzięki, Finn! Nie mam zamiaru znosić twojego zachowania! – krzyczę do syna.

Finn spogląda na mnie ze złością i krzyżuje ręce.

– Nie prosiłem się o tę przeprowadzkę.

– Kotku, zostaw go. – Heather gładzi mnie po ramieniu. – Jesteśmy tu po to, żeby ci pomóc.

Zamykam oczy i liczę do pięciu. Wiem, że dzieciom nie jest łatwo, Finn jednak zachowuje się skandalicznie. Aubrey też przysparza mi trosk, ale przynajmniej nie reaguje agresją, tylko łzami, więc wiem, jak ją pocieszyć.

– Chciałabym, żeby to nie było takie trudne – mówię z żalem.

– Na pewno, ale dzieci się z czasem przyzwyczają. – Heather uśmiecha się krzepiąco.

Kto jak kto, ale Heather wie, o czym mówi. Życie jej nie oszczędzało, wyszła jednak z tego obronną ręką.

Udajemy się do mojej sypialni i zaczynamy rozpakowywać ubrania.

– Czy Scott jak zwykle był uroczy, gdy do ciebie zadzwonił?

Nic nie umknie jej uwadze. Domyślam się, że jej spostrzegawczość wynika z długiego stażu pracy w policji. Zawsze była najczujniejsza z naszej czwórki.

Mój mąż, który niebawem stanie się moim byłym mężem, przez ostatni miesiąc uczynił z mojego życia prawdziwe piekło. Podważył wszystkie nasze ustalenia. Miałam nadzieję, że separacja i rozwód przebiegną w przyjaznej atmosferze. Powinnam była się domyślić, że będzie inaczej.

Scott nigdy mi niczego nie ułatwiał, a już na pewno nie wtedy, gdy w grę wchodziły pieniądze.

Nie cofnął się nawet przed groźbami, żeby przypadkiem nie musieć za coś zapłacić.

– Teraz żąda opieki naprzemiennej, żeby nie płacić alimentów. Powiedział, że już wywiązał się ze swoich zobowiązań finansowych wobec mnie, więc jeśli będę nadal naciskać, wystąpi o przydzielenie mu prawa do pełnej opieki.

– Co za pieprzony kutas – warczy Heather, układając koszulki w komodzie.

– No tak.

– Groził ci?

Wzdycham i odkładam wieszak na reling.

– Nie tyle grozi, ile utrudnia. Dostałam papiery rozwodowe, to jakaś kpina. Nie ma w nich nic z naszych wcześniejszych ustaleń. Tak naprawdę chce, żebym została bez grosza i jeszcze mu dopłaciła.

Chyba oszalał, jeśli sądzi, że na to pozwolę. Wytrzymywałam z nim tyle lat i próbowałam być uczciwa. Jeżeli chce wojny, będzie ją miał.

– Bardzo bym chciała, żebyś znalazła podstawę prawną do tego, bym mogła go w końcu zastrzelić.

Wybucham śmiechem, bo podzielam jej pragnienie.

– Nie jest tego wart.

Heather opiera się o komodę.

– On nie, ale ty jak najbardziej.

Naprawdę? Ostatnio czuję się jak zwykły śmieć. Dostałam pracę tylko dzięki Heather. Mam dach nad głową wyłącznie dzięki niej. Te kilka mebli, którymi umeblowałam dom, pochodzi od Nicole, która jest architektką wnętrz. Założę się, że ukradła je z mieszkań, które urządzała do sprzedaży. W opiece nad dziećmi pomaga mi Danielle.

Z czego niby mam czerpać poczucie wartości?

Moje przyjaciółki są nieocenione, a ja jestem rdzą, która nadaje się jedynie do zeskrobania.

– Nie czuję się…

– Pomocy! – rozlega się wrzask Nicole.

– O kurde – mówimy jednocześnie i wybiegamy z pokoju. Nic ma dwie lewe ręce i nie znosi się męczyć.

Gdy wbiegamy do salonu, biorę od niej karton, który zasłaniał jej twarz, i zduszam śmiech.

– Jezu Chryste, tu jest gorąco jak w dupie szatana – jęczy Nicole, usiłując nie wypuścić z rąk drugiego kartonu. – Przypomnijcie mi, dlaczego mieszkamy w Tampie?

– Byłaś w dupie szatana? – pyta ją Heather.

Nicole odkłada karton, pokazuje jej środkowy palec i opada na krzesło.

– Wachlujcie mnie – żąda.

– Już się robi – mówię ze śmiechem.

Danielle wychodzi z kuchni ze szklanką wody w dłoni.

– Posprzątałam w szafkach.

Uśmiecham się do kobiet, na których nigdy jeszcze się nie zawiodłam. To tylko dzięki nim mogę teraz w miarę normalnie funkcjonować. Gdy dzień po decyzji o rozwodzie napisałam do nich esemesa, natychmiast stawiły się u mnie. Przytulały mnie, kiedy wyłam, rozśmieszały i wlewały we mnie wino, aż urwał mi się film.

A dziś pocą się niemiłosiernie, pomagając mi w przeprowadzce.

– Jestem pewna, że Kris i tak wszystko pozmienia. Co jak co, ale nie jesteś najlepszą organizatorką – mówi Nicole i prycha.

Danielle zdziela ją przez głowę.

– Zamknij się. Ty tylko siedzisz na dupie.

Znowu się zaczyna.

Heather i ja wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia. Jedna z nas musi natychmiast interweniować, zanim rozpęta się dzika awantura.

Przytulam Danielle.

– Jestem pewna, że doskonale sobie poradziłaś.

– Mamusiu… – Do salonu wchodzi Aubrey. – Tęsknię za moją sypialnią. Była fioletowa.

– Jestem pewna, że ciocia Heather pozwoli nam ją przemalować. – Biorę ją za drobną rączkę i kucam obok, żeby móc spojrzeć jej w oczy. – Możesz wybrać sobie dowolny kolor.

Wiem, że nie muszę pytać Heather o zgodę na przemalowanie ścian, bo już mi jej udzieliła. Od razu powiedziała, że mogę wszystko pozmieniać. Poza tym wydaje mi się, że przyjaciółka cieszy się, że ma powód, żeby nie wystawić domu na sprzedaż. Od dwóch lat mieszka u swojego chłopaka Elego, który, tak się składa, jest bardzo znanym aktorem i wokalistą. Choć posiadłość Elego na Harbour Island należy do najokazalszych, jakie w życiu widziałam, Heather jest bardzo przywiązana do swojego domu. Oczywiście, nie śmiałabym na nic narzekać, bo uratowała mnie przed koniecznością zamieszkania z moimi rodzicami.

Historia poznania Elego i Heather jest iście bajkowa. Któż mógł przypuszczać, że babski wieczór, który spędziłyśmy na koncercie Four Blocks Down, naszej ulubionej kapeli z dzieciństwa, zapoczątkuje ich szaloną miłość? Ja w każdym razie nigdy bym się tego nie spodziewała.

– Założę się, że Eli chętnie nam pomoże. – Heather zwraca się do Aubrey konspiracyjnym tonem. – Uwielbia malować!

– Co takiego Eli lubi robić? – W pokoju rozlega się jego głęboki głos, ale nie widzę jego twarzy, bo zasłania ją stos kartonów.

Na dźwięk jego głosu Aubrey zaczyna piszczeć i biegnie do swojej sypialni.

Wybucham śmiechem na widok gwiazdora, który dźwiga pudła przyjaciółki swojej dziewczyny. Czasami mam wrażenie, że moje życie to jakiś kosmiczny żart.

Heather podchodzi do Elego i zabiera mu kilka kartonów.

– Skarbie, nie zaszkodzi czasem spojrzeć pod nogi – upomina go.

Eli omiata nas wzrokiem i uśmiecha się pod nosem.

– Rozumiem, że to faceci odwalają za was czarną robotę, a wy tylko nadzorujecie?

To brzmi całkiem nieźle.

– Przynajmniej zaczynasz chwytać, stary. – Nicole kładzie głowę na oparciu krzesła i zamyka oczy.

– Przypomnijcie mi, dlaczego się z nią kumplujecie – pyta nas Eli.

– Nie jestem pewna – stwierdzam i wzruszam ramionami. – Próbowałyśmy się jej pozbyć, ale ona jest jak ospa wietrzna. Jak bąbel, który drapiesz, a po nim wkrótce pojawia się kolejny. Wreszcie przestałyśmy się drapać.

Ja i moje przyjaciółki różnimy się od siebie, ale z jakiegoś powodu pasujemy do siebie jak ulał. Nasza paczka jest wyjątkowa, wszystkie się kochamy, ale każda z nas ma do zaoferowania coś innego. Do Heather dzwonię, gdy potrzebuję się wypłakać. Jest najbardziej empatyczna spośród moich przyjaciółek. Do Danielle zwracam się, kiedy potrzebuję porady sercowej lub wychowawczej. Nicole zaś jest nieoceniona, gdy chcę się zabawić. To kompletna świruska.

Zawsze sądziłam, że to Danielle jest mi najbliższa, ale kiedy powiedziałam jej o mojej separacji, poczułam, że przyjaciółka się ode mnie odsuwa. Na początku myślałam, że poszło o to, że nie mogłyśmy dłużej narzekać na naszych mężów, ale niedługo potem Danielle zaproponowała, że zajmie się moimi dziećmi, gdy pójdę do pracy, więc może sobie coś ubzdurałam.

– Uważaj, Eli – mówi Nicole ostrzegawczym tonem. – Formalnie nie jesteś członkiem naszego plemienia. W każdej chwili możemy cię stąd relegować.

Eli uśmiecha się i przytula Heather. Kiedy chwyta ją w pasie, czuję ukłucie zazdrości.

– Kotku, zgodzisz się z nią?

Heather przewraca oczami i zerka za siebie.

– Wygląda na to, że pozwolimy ci zostać. Ale to w każdej chwili może się zmienić.

– Pozwolisz mi zostać chociaż kilka tygodni?

Heather wzrusza ramionami.

– Niech ci będzie.

Eli wybucha śmiechem i całuje ją. Odwracam wzrok, bo aż mnie skręca z zazdrości.

Kiedyś Scott też tak na mnie patrzył. Byliśmy zakochani, lubiliśmy się przekomarzać i na jego widok serce biło mi szybciej. Był moim rycerzem na białym koniu, a ja księżniczką, którą ocalił, ale bajka się skończyła. Nikt nie żył długo i szczęśliwie.

Kończymy wnosić rzeczy do domu i muszę przyznać, że choć Nicole bywa nieznośna, o czym nie omieszkam jej przypomnieć, staje na rzęsach, żeby urządzić mój nowy dom. Dopiero teraz rozumiem, dlaczego cieszy się opinią jednej z najlepszych architektek wnętrz w Tampie. Dzięki niej wnętrze zmieniło się nie do poznania.

W kilka godzin urządziłyśmy część mieszkalną. Nicole dyryguje tragarzami. W zręczny sposób zestawia moje stare meble z nowymi nabytkami.

Scott nie pozwolił mi zabrać nic oprócz mebli z naszej sypialni. Powiedział, że nie chce, żeby przypominały mu o przeszłości. Nie mam pojęcia, o co mu chodziło, ale przynajmniej nie musiałam kupować nowych.

– Jestem skonana – oświadczam i padam na kanapę. Wszyscy już wyszli oprócz Nicole.

– Ja też.

Trącam ją w nogę, czekając, aż na mnie spojrzy.

– Dziękuję. Nie poradziłabym sobie bez ciebie.

Nicole bierze mnie za rękę.

– Od tego jesteśmy.

To prawda. Ilekroć jedną z nas spotyka jakieś nieszczęście, możemy na siebie liczyć.

– Mam nadzieję, że to moja ostatnia przeprowadzka – stwierdzam.

– Gdybyście były singielkami jak ja, nie musiałybyście się o to martwić – odpowiada Nicole z przekąsem.

Wybucham śmiechem. Nicole jest wyjątkowa, nie znam nikogo podobnego do niej. Żyje według własnych zasad, za co zawsze ją podziwiałam. Robi, co chce, nie zważając na opinię innych. Ja jestem jej całkowitym przeciwieństwem.

Oczekiwano, że wyjdę za mąż przed ukończeniem dwudziestu pięciu lat, więc tak zrobiłam. Moja matka wierzyła, że przez pierwsze trzy lata małżeństwa należy się skupić na zbudowaniu solidnych fundamentów związku, więc odłożyłam zajście w ciążę. A potem miałam zostać w domu i opiekować się dziećmi.

Ktoś zapomniał mi powiedzieć, co należy zrobić, gdy okazuje się, że fundamenty związku są tak wadliwe, że rozpadają się na drobne kawałki.

– Lubiłam być mężatką. Pamiętam, jak czekałam na niego cały dzień, aż wróci do domu, bo bardzo za nim tęskniłam – mówię.

Nicole podpiera podbródek dłonią.

– Kris, on cię źle traktował od wielu lat. Trzymałam gębę na kłódkę, bo wiedziałam, że i tak nie będziesz chciała mnie słuchać, ale nie mogłam na to patrzeć. Ty i Heather jesteście ucieleśnieniem dobroci. Macie wielkie serca, ale pozwalacie traktować się jak popychadła.

– Scott nie jest taki jak Matt – bronię się. Matt zachował się wobec Heather jak ostatni skurwiel. Zostawił ją po niecałym roku małżeństwa. Scott i ja byliśmy ze sobą prawie siedemnaście lat. – Nie zawsze taki był. Dlatego to takie trudne.

Nicole wzdycha.

– Nadzwyczajny to on też nie był. Nie powiesz mi, że nie stosował wobec ciebie przemocy psychicznej.

– Przestań – proszę ją. Nie chcę o tym rozmawiać, nie chcę, żeby mi o tym przypominano, bo sama nienawidzę siebie za to, że tyle czasu to znosiłam.

– Nie oceniam cię. – Nicole łapie mnie za rękę. – Naprawdę. Rozumiem, był twoim mężem, ale trudno mi było patrzeć, jak się od nas oddalasz. – Gdy po moim policzku spływa łza, Nicole mnie przytula. – Przykro mi, że tak to się potoczyło. Wszystkie miałyśmy nadzieję, że Scott w końcu oprzytomnieje i weźmie się za siebie.

– Ja też – przytakuję. Wiem, że Nicole mnie nie ocenia, podobnie jak ja jej.

– Dasz sobie radę – zapewnia mnie przyjaciółka.

Wiem, że ma rację. Musi mieć rację. Nie mam innego wyboru. Mam dwoje dzieci, które mnie potrzebują. Macierzyństwo polega na ciągłym poświęceniu. Chciałabym móc wylegiwać się w łóżku i zajadać śmieciowym żarciem, ale nie mogę sobie na to pozwolić. Nie jestem pewna, czy smucę się, bo go straciłam, czy raczej ubolewam nad tym, że tak długo się łudziłam.

– Wiem, bo mam was. To dupek i chcę o nim zapomnieć.

– Właśnie! – Nicole klepie mnie po nodze. – Dupku, spadaj!

– Wyglądasz na zmęczoną. Chcesz zostać na noc? – pytam.

– Posłuchaj… – Nicole sięga po kieliszek wina. – Wiem, uważacie, że jestem zboczona, ale ja lubię trójkąty z mężczyznami, a nie z waginami. Przespałabym się z tobą, ale musiałabym sporo wypić.

Wybucham śmiechem i szturcham ją w ramię.

– Jesteś wariatką.

– Udało mi się cię rozśmieszyć.

– To fakt.

Nicole okrywa się pledem i zaśmiewamy się jak za starych, dobrych czasów. Opowiada mi o nowych zleceniach. No i, rzecz jasna, o nowym kochanku. Nie wiem, jak ona to robi. Jest szczęśliwa, choć jej życie intymne jest dziwne i szalone. Słuchając jej, zapominam na chwilę o tym, że najbliższą noc w swoim nowym domu spędzę w pustym łóżku.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz