Opowieści niesamowite (3) z języka niemieckiego - Gerard Kosellek (red.) - ebook

Opowieści niesamowite (3) z języka niemieckiego ebook

Gerard Kosellek (red.)

2,0

Opis

Tom trzeci serii niesamowitych opowieści gromadzi nowele pisane po niemiecku. Mamy w zestawie Niemców, Austriaków i Szwajcara; „baśniopisarzy i metafizyków”. Pełne mrocznego klimatu, wysublimowane literacko utwory takich tuzów, jak Johann Wolfgang Goethe, Heinrich von Kleist, Ernst Theodor Amadeus Hoffmann, Heinrich Mann, Thomas Mann, Gustav Meyrink, ale i perełki mniej znanych pisarzy: Oskar A.H. Schmitza, Paula Ernsta, Hannsa Heinza Ewersa, Paula Rohrera. Jak zawsze w świetnych przekładach.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 750

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
2,0 (1 ocena)
0
0
0
1
0
Sortuj według:
linkaczeska87
(edytowany)

Z braku laku…

Wieje nudą.
00

Popularność




PROJEKT OKŁADKI: Frycz i Wicha
REDAKTOR PROWADZĄCY: Kamil Piwowarski
KOREKTA: Renata Kuk, Małgorzata Denys, Maria Kaniewska
SKŁAD I ŁAMANIE: Agnieszka Malicka
Noty o autorach opracowano na podstawie not Gerarda Koselleka
Heinrich Mann, Der Hund, aus: Sämtliche Erzählungen I. © 1995 S. Fischer, Verlag GmbH, Frankfurt am Main; Thomas Mann, Der Kleiderschrank, aus: Gesammelte Werke in dreizehn Bänden. Band 8: Erzählungen, Fiorenza, Dichtungen. © 1960, 1974 S. Fischer Verlag GmbH, Frankfurt am Main; Wybór i wstęp: © Copyright by Gerard Kosellek; Historia neapolitańskiej śpiewaczki, Mandragora © Copyright for the Polish translation by The Estate of Gabriela Mycielska, 2020; Jasnowłosy Ekbert, Żebraczka z Locarno, Opowieść o statku upiorów © Copyright for the Polish translation by Emilia Bielicka, 2020; Posąg z marmuru © Copyright for the Polish translation by The Estate of Barbara Tarnas, 2020 (wiersze © Copyright for the Polish translation by The Estate of Stanisław Średnicki, 2020); Szafa © Copyright for the Polish translation by The Estate of Maria Kurecka, 2020; Preparat, Pająk, Mroki Himalajów © Copyright for the Polish translation by The Estate of Stefan Lichański, 2020
Nie udało się dotrzeć do spadkobierców Zbigniewa Fonferki, Marii Gero-Rożniewicz, Leonii M. Gradstein, Haliny Leonowicz, Edyty Sicińskiej. Prosimy o kontakt z sekretariatem: [email protected]
Wydanie drugie PIW
Warszawa, 2020
© Copyright for the Polish edition by Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2020
ISBN 978-83-8196-054-0
KSIĘGARNIA INTERNETOWA
www.piw.pl
POLUB PIW NA FACEBOOKU!
www.fb.com/panstwowyinstytutwydawniczy
Państwowy Instytut Wydawniczy
ul. Foksal 17, 00-372 Warszawa
tel. 22 826 02 01
Konwersja: eLitera s.c.

Ludwig Bechstein

Max Dauthendey

Joseph von Eichendor

Paul Ernst

Hanns Heinz Ewers

Friedrich de la Motte Fouquè

Friedrich Gerstäcker

Johann Wolfgang Goethe

Jeremias Gotthelf

Wilhelm Hau

Paul Heyse

Ernst Theodor Amadeus Hoffmann

Heinrich von Kleist

Heinrich Mann

Thomas Mann

Gustav Meyrink

Paul Rohrer

Georg von Schlieben

Oskar A.H. Schmitz

Theodor Storm

Karl Hans Strobl

Ludwig Tieck

Gerard Kosellek

Wstęp

W roku 1827 ukazał się felieton Wilhelma Hauffa pt. Książki oraz świat czytelniczy (Die Bücher und die Lesewelt), w którym skrytykował on gusty czytelnicze swego czasu, przede wszystkim upodobanie do powieści grozy. Można by sądzić, że zamiłowanie do nich wywodziło się z romantyzmu. Założenie to jest jednak fałszywe, gdyż już na początku romantyzmu przekonał się Heinrich von Kleist w jednej z würzburskich bibliotek o tym, że nie było tam w ogóle literatury klasycznej, były natomiast „opowieści o rycerzach, i tylko opowieści o rycerzach; po prawej opowieści z duchami, po lewej zaś bez duchów, wedle upodobania” (list z 14 września 1800 roku). Brzmi to wprawdzie nieprawdopodobnie, lecz właściwe zainteresowanie irracjonalizmem ma swój początek w czasach oświecenia, co oczywiście nie oznacza, że wiara w duchy i upiory nie istniała również w innych epokach.

Na intelektualnym zacofaniu szerokich mas żerowali awanturnicy różnorakiego autoramentu. W połowie XVIII wieku Szwed Emanuel Swedenborg stał się sławny dzięki swemu rzekomemu jasnowidztwu, w latach siedemdziesiątych kapłan nadworny biskupa z Ratyzbony Johann Joseph Gassner szczerze wierzył w wypędzenie diabła, a w Lipsku właściciel kawiarni Schrepfer zajmował się wywoływaniem duchów zmarłych. Największym wzięciem cieszył się jednak Giuseppe Balsamo, który jako Aleksander hrabia Cagliostro uprawiał swój niecny proceder na szlacheckich i książęcych dworach. Wielu zwolenników mieli również alchemiści i cudotwórcy, tacy jak hrabia Saint-Germain i Vincentius Magno-Kavallo, którego prawdziwego nazwiska nikt nie znał. Wszyscy ci hochsztaplerzy znaleźli w dekadenckiej atmosferze przedrewolucyjnej Europy podatny grunt dla swej szarlatanerii.

W Niemczech nie zabrakło prób wykrycia kłamliwych praktyk tych oszustów. Jedną z odpowiedzi na zainteresowanie duchami Swedenborga była rozprawa Immanuela Kanta Sny wizjonera (Träume eines Geistersehers, 1766), w której wskazywał na to, że egzystencja niematerialnych istot nie może być ani dowiedziona, ani obalona. Ponadto potępił znane już wtedy opowieści o duchach. Zarazem jednak podkreślił psychologiczny aspekt wiary w duchy. Dla współczesnych pisarzy przyczynek ten był bez znaczenia. Przeobrażenie ducha występującego w wyobraźni ludu w realnej postaci w fenomen świadomości dokonało się dopiero pół wieku później, tzn. w romantyzmie.

Z wprowadzeniem duchów do literatury rozprawił się również Christoph Martin Wieland. Zajęcie zdecydowanego stanowiska na rzecz oświecenia było wtedy konieczne, zważywszy, że nawet taki racjonalista jak Friedrich Nicolai najpoważniej stwierdził, że został nawiedzony przez duchy. Tę jego wypowiedź oraz groteskową terapię przez niego stosowaną – pijawki na tyłku – wykpił później Goethe w Fauście. Za przyczynek do dyskusji trwającej przez cały XVIII wiek należy uważać także i wywody Lessinga w jedenastej części Dramaturgii hamburskiej (Hamburgische Dramaturgie). W przeciwieństwie do wywodów Kanta czy Wielanda nie należy ich jednak rozumieć jako ideowego rozprawiania się z przeciwnikami oświecenia, lecz jako wskazówki dotyczące znaczenia duchów dla scenicznych walorów sztuki teatralnej. Zadaniem poety powinno być wprowadzenie widza w świat iluzji oraz przekazanie mu świata fantastyki za pomocą techniki zwodzenia.

Podczas gdy Lessing wypowiedział się za przydatnością duchów w literaturze klasycznej, autorzy popularnych podówczas powieści grozy wprowadzali je do akcji w sposób prostacki i naiwny oraz przy każdej nadarzającej się okazji. Do najbardziej znanych przedstawicieli tego gatunku należy Christian Heinrich Spiess, który ze swym faustowskim Petermännchen (1791–1792) oraz głośną podówczas powieścią Stary Wszędzie i Nigdzie (Der Alte Überall und Nirgends, 1792–1794) rozpoczął zwycięski pochód przez literaturę niemiecką. W tym samym czasie wybił się Karl Grosse swoją pierwszą powieścią grozy pt. Geniusz (Der Genius, 1792–1794), natomiast Friedrich Eberhard Rambach znalazł miejsce w historii literatury właściwie tylko dzięki temu, że Ludwig Tieck dopisał ostatni rozdział do jego powieści Żelazna Maska (Die eiserne Maske). Wśród ponad stu autorów powieści grozy był również teść Ferdynanda Raimunda – Joseph Alois Gleich, który uprawiał ten gatunek jeszcze w połowie XIX wieku.

Obok opowiadań traktujących tylko o duchach rozwinęła się w Niemczech, w następstwie tzw. powieści gotyckiej pt. Zamek w Otranto (The Castle of Otranto, 1765) Horacego Walpole’a oraz dramatu Götz z Berlichingen (Götz von Berlichingen, 1771) Johanna Wolfganga Goethego, powieść rycerska. Wielką popularnością cieszyła się również powieść zbójecka i powieść o tajemnych stowarzyszeniach. O ile autorzy powieści zbójeckich obrali sobie za wzór szlachetnego zbójcę Karola Moora ze Zbójców (Die Räuber, 1781) Fryderyka Schillera, o tyle autorzy powieści o tajemniczych stowarzyszeniach czerpali z kultowych obrzędów tajnych bractw, jak np. wolnomularzy, różokrzyżowców, iluminatów i innych związków zakonnych, od których oczekiwano przekształcenia życia poprzez nadprzyrodzone siły oraz tajne nauki. Mimo że owe powieści, należące do literatury trywialnej, różniły się od siebie zawartością ideową – jeżeli o takiej w ogóle mogła być mowa – miały one pewne cechy wspólne: pseudohistoryczny koloryt, fantastykę, zdarzenia nadprzyrodzone i niesamowite. Sceneria miała zawsze wywoływać atmosferę strachu. Znakomicie nadawały się do tego celu na pół zniszczone zamki, stare ruiny, samotne klasztory, gotyckie pokoje. Nie brakowało również stęchłych lochów, warownych prochowni, stromych krętych schodów, podziemnych korytarzy, tajemnych otworów ściennych oraz zapadni. Atmosferę grozy potęgowały jeszcze siły przyrody: burza oraz sztorm, dzika romantyczna okolica, a także tajemnicze zamki, przepowiednie, sny, wieści oraz groźne rekwizyty. Jeżeli doszły do tego jeszcze ślady krwi, trupy lub szkielety, wtedy spełnione zostały w pełni warunki wystąpienia duchów lub innych upiornych zjaw.

Nasycenie treści takich powieści oraz opowiadań nadzmysłowością nie stanowiło dla autorów większego problemu. Z reguły odbywało się to w dwojaki sposób: albo duch jest dobrym duchem opiekuńczym, który skłania swojego wychowanka do moralnego prowadzenia się, albo dopomaga mu w czynach występnych. Ze szczególnym upodobaniem przeplatają pisarze akcję z sentymentalnymi scenami miłosnymi. Siłacze walczą przeciwko łajdakom, morderstwa oraz nierząd nagromadzone są z wielkim upodobaniem – rzekomo w celu pouczenia czytelnika oraz wspierania moralności. Bez względu na zawiłości akcji jej zakończenie jest zawsze zadowalające: bohater zostaje na czas wyratowany ze wszystkich opresji albo porwany w dosłownym tego słowa znaczeniu przez diabła. Upiorowi ukazującemu się zawsze w odpowiednim momencie ani pierwsze, ani drugie rozwiązanie nie sprawia żadnych trudności. Ułatwia mu bowiem zadanie całe mnóstwo środków takich jak napoje usypiające, czarodziejskie różdżki, pierścienie niewidki oraz podobne atrybuty o nadprzyrodzonej mocy. Właśnie wówczas, gdy niezwykłe, sensacyjne zdarzenie stanowi całą akcję, gdy dzięki działaniu nadprzyrodzonej siły dochodzi do cudownego rozwiązania konfliktu, a zwykłe wydarzenia tracą na znaczeniu, gdy autor stosuje znamienne chwyty narracyjne i akcesoria, mamy do czynienia z powieścią grozy. W przeciwieństwie do naiwnej tradycji ludowej jej spekulatywny charakter jest oczywisty.

Motywy wzbudzające zgrozę występują w sposób mniej lub bardziej skoncentrowany we wszystkich powieściach rycerskich i zbójeckich, w powieściach o tajemnych stowarzyszeniach oraz o duchach. Podczas gdy w pierwszych demony oraz upiory stanowią dodatkowy element, służący do ożywienia średniowiecznych zamków, samotnych kryjówek albo tajemniczych lóż, jak również wywołujący podniecenie lub wstrząs, w tych ostatnich spełniają zjawy określone zadanie. Z reguły wiążą one wątki fabuły oraz reprezentują moralną wymowę danej historii. Działania owych duchów są bardzo ludzkie oraz wynikają często z ogólnych pojęć moralności. Są one związane z rzeczywistością i pozbawione wszelkiej metafizyczności. Realny zakres ich zadań stawia ich na równi z innymi bohaterami powieściowymi, którzy się z nimi łączą lub zmuszeni są bronić się przed ich złośliwościami. Wielu autorów ogranicza się do wprowadzenia prawie empirycznie uchwytnych duchów, które potrafią przybrać różne postacie, przez co osoby z ich otoczenia ulegają dezorientacji. Trywialny sposób demonstracji elementu magicznego oraz wyraźna manipulacja okultystycznymi fenomenami jest już sama w sobie zaprzeczeniem wiary w duchy. Niektórzy autorzy czuli się ponadto zobowiązani do wyjaśnienia pewnych zjawisk, obawiając się zapewne, że ich duchy mogłyby być potraktowane poważnie. Tego rodzaju wiarę w duchy słusznie nazwano racjonalistycznym demonizmem.

Mimo iż powieści te są typowymi przykładami literatury trywialnej, nie wszystkie wypada ocenić negatywnie. Z estetycznego punktu widzenia należą one z pewnością do najniższej rangi literatury końca XVIII wieku. Dzieliły one z pozostałymi wytworami literatury trywialną płytką fabułę, często ckliwą akcję, powierzchowną problematykę, nieskomplikowane charaktery, schematyczne obrazy czarno-białe oraz słownictwo wchodzące w zakres języka potocznego. Jednakże często wyrażają w nich autorzy tęsknoty i pragnienia prostych ludzi, mianowicie ucieczkę od rzeczywistości w świat iluzji. Chociaż wydarzenia rozgrywały się przeważnie w historycznie odległych czasach, były one nierzadko świadectwami teraźniejszości. Wiele powieści zawiera wprawdzie aluzje do aktualnych wydarzeń, lecz bywa i tak, że określony typ bohatera reprezentuje poczucie sprawiedliwości zwykłego człowieka. Związek powieści z życiem charakteryzuje trafnie pewien znawca tej podówczas modnej literatury: „Ponieważ my Niemcy już od dawna robiliśmy rewolucję tylko w literaturze, przeto szczególnie powieści rekompensowały gniew szarego człowieka na dwory, radców książęcych i krwiopijców. Uciskani bowiem buntują się w duchu przeciwko przemocy możnych, żyją w pewnego rodzaju państwie idealnym, w którym ścina się głowy rycerzom i rozbójnikom, detronizuje książęta, wiesza ministrów, umieszcza ladacznice w więzieniach, robi z biednych bogaczy i oddaje ciemięzcom cześć (...) aby przywrócić uciskaną niewinność i sprawiedliwość oraz pokazać, że istnieje Bóg w niebie, który przy realizacji swoich wyższych celów wykorzystuje rzeczy pozornie złe (...). Z powieści Cramera czerpał niejeden biedak więcej pocieszenia aniżeli ze swojego modlitewnika: Tu bowiem znalazł to, co czuł i myślał, czego jednak bał się dokonać. Ten gorzki, przygnębiający nastrój odzwierciedlają tyrady okresu burzy i naporu (...) Lecz to było wszystko, co uczyniono”.

Również książki eksponujące metafizyczność tematu były odbiciem świata duchowego, który istniał niezależnie od oficjalnego racjonalistycznego kierunku. Autorzy i wydawcy dbali niewątpliwie o to, by już same tytuły miały atrakcyjne brzmienie; pikantny urok wzmacniali jeszcze rycinami i przedmowami. Taki np. tytuł jak Śmiertelna koszula w tajemniczym grobowcu oraz krwawa zakonnica w miejscu straceń miał niewątpliwie na celu rozbudzenie fantazji czytelnika. Nie należy bowiem zapominać o tym, że oświecenie nie miało takiego wpływu na masy, jaki się dzisiaj zwykle przypisuje ówczesnej filozofii oraz doktrynom kulturowym. Dowodem tego są liczne dokumenty świadczące o nieprzezwyciężonych jeszcze przesądach. Oprócz tego zauważyć można, że w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych następuje odwrót od trzeźwego myślenia i zwrot ku myśleniu irracjonalnemu. Casus Cagliostro jest tylko jednym, chociaż bardzo dosadnym, dowodem na to. Nierzadko zatem zaprzeczano osiągnięciom oświecenia. Niezależnie od tego, czy było to zacofanie, czy też żądza cudów – tak pierwsze, jak i drugie w jednakowy sposób sprzyjało autorom powieści o duchach i wyjaśnia także ich nagminne występowanie oraz ich wielką popularność.

Próbą położenia kresu tym tendencjom w literaturze był fragment powieści Fryderyka Schillera pt. Wizjoner (Der Geisterseher), który ukazywał się w odcinkach w latach 1787––1789 w czasopiśmie „Rheinische Thalia”. Zaraz na początku określa go autor jako „przyczynek do historii oszustwa oraz błądzeń ludzkiego ducha”. Powieść o południowoniemieckim protestanckim księciu, który w Wenecji wpada w ręce szarlatanów, jest nacechowana kolorytem historyczno-kulturowym schyłku oświecenia, który dał impulsy do powstania literatury trywialnej tamtych lat. Przede wszystkim pierwsza część skupia w sobie dużo elementów wskazujących na rozgałęzioną sieć powiązań zakonu jezuitów, który był rozwiązany, oraz na działalność Cagliostra.

Schiller ukazuje również seans spirytystyczny, który odbywa się z przepychem i pompatycznym ceremoniałem. Magik jednakże zostaje oskarżony o oszustwo. Rewizja domu oraz przesłuchanie demaskują jego pseudookultystyczne umiejętności jako zwykłe triki i sztuczki kuglarskie. Wizjoner zatem nie jest bynajmniej powieścią o duchach, mimo że podobieństwo tkwi w technice tajemniczego zazębiania się ukrytych wątków. Również cechy zewnętrzne akcji, wprawdzie trzymającej w napięciu, lecz poprowadzonej konwencjonalnie, nie wywołują u czytelnika tak mocnego dreszczu, jak w typowych powieściach grozy; tu panuje tylko nad całym wydarzeniem ponura powaga.

Wiadomo powszechnie, że wczesne pisma oświecenia skierowane przeciwko przesądom przyczyniały się niekiedy wręcz do ich rozprzestrzeniania. Dlatego sięgano do innej formy szerzenia myśli postępowej, mianowicie do opowiadań o duchach, w których rzekome zjawiska ze świata nadprzyrodzonego sprowadzano do wymiarów świata rzeczywistego. Tak np. ukazały się w roku 1793 w Wiedniu Opowieści fantastyczne wraz z kluczem do ich wyjaśnienia (Wunder geschickten, sammt dem Schlüssel zu ihrer Erklärung) Kajetana Tschinka. Najbardziej znanym zbiorem, cieszącym się na przełomie XVIII i XIX wieku wielką popularnością, było trzytomowe wydanie Samuela Krzysztofa Wagenera pt. Upiory. Krótkie opowiadania ze świata prawdy (Die Gespenster. Kurze Erzählungen aus dem Reiche der Wahrheit, 1797–1800). Podtytuł jest symptomatyczny i objaśnia ogólną tendencję. Tak samo przejrzysta jest konstrukcja opowiadań. W zależności od talentu autora, od zastosowanych przez niego momentów nastrojowych oraz ich intensywności udaje mu się wprowadzić w mniej lub bardziej wiarygodny sposób swoje zjawy i w sposób lepszy lub gorszy wytworzyć atmosferę grozy. Niezależnie od stopnia prawdopodobieństwa niesamowitych zjawisk następuje wcześniej czy później ich racjonalistyczne wyjaśnienie. Podejrzane szmery powodowane są przez obluzowane skrzydła okienne, rytmicznie spadające krople deszczu lub przemykające myszy; pobrzękiwanie łańcuchami wywoływane jest przez zwierzęta domowe, żałosne dźwięki zaś przez zardzewiały wiatrowskaz, mechanizm zegara, wiatr wyjący w kominach i rynnach deszczowych. Obok złudzeń akustycznych uczucie strachu powodują również i elementy optyczne. Niepokojąco wyolbrzymione kształty przyjmują w bladym świetle księżyca wybrzuszone firanki oraz pojedyncze części ubioru lub też opary mgły, samotnie stojące znaki drogowe i nagle spłoszone zwierzęta. Niektóre opowiadania nie są pozbawione nawet pewnego rodzaju pikanterii: rzekomo nieprzystępną służącą właściciela zajazdu lub niewinną córkę pastora odwiedza o północy kochanek udający ducha. Tego rodzaju ogólnie zrozumiałe opowiadania przyczyniły się na ogół w większym stopniu do oświecenia ludu niż rozprawy naukowe, których odbiorcy stanowili wąski krąg i które zwykle były czytane przez tych, co tego rodzaju pouczeń wcale nie potrzebowali.

W celu umoralnienia i zabawienia prostego ludu zbierał również anegdoty i historyjki Johann Peter Hebel. Także opowiadania o duchach zawarte w Szkatułce reńskiego przyjaciela domu (Schatzkästlein des rheinischen Hausfreundes, 1811) są podporządkowane temu zamiarowi. Tak jak wszystkie inne odznaczają się one prostotą i ludowością. Brak w nich natomiast natrętnej tendencyjności opowiadań wagenerowskich. Trzeba jeszcze wspomnieć o staraniach szwabskiego pastora Friedricha Augusta Köhlera, który plony swojego zbieractwa zestawił w rękopiśmiennym zbiorze pt. Opowiadania o duchach (Geistergeschichten). Jednakże nie dla wszystkich znalazł racjonalne wyjaśnienie.

O ile zbiór Köhlera nie wykazuje jeszcze wpływów romantycznych, o tyle Książka o upiorach (Gespensterbuch, 1811) Johanna Augusta Apela i Friedricha Augusta Launa ma już znamiona nowego prądu. Treść opowiadań stanowią wytwory wiary w cuda, ludowe podania o upiorach i czarach, jak również bajki o wieszczkach oraz legendy. Na pierwszym miejscu znajduje się podanie Wolny strzelec (Der Freischütz). Książka o upiorach Apela i Launa jest na przełomie stulecia obok zbioru Wagenera najbardziej wymownym przykładem niezwykle wielkiego zainteresowania szerokich mas tego rodzaju literaturą rozrywkową.

Nie można się zatem dziwić, że nawet Goethe próbował swych sił w tym gatunku. Elementy metafizyczne są stałą częścią składową jego twórczości, czego potwierdzeniem są przede wszystkim ballady oraz Faust. O ile te utwory opierają się głównie na ludowych wyobrażeniach oraz na przekazanych tradycją motywach, o tyle dwa pierwsze opowiadania z Rozmów niemieckich emigrantów (Unterhaltungen deutscher Ausgewanderten, 1795) mają inny charakter. Pierwsza historia opiewa piękną śpiewaczkę Antonelli, którą straszy jej zmarły kochanek za pomocą różnych szmerów. W swej nieczułości dziewczyna odmówiła mu spełnienia ostatniego życzenia – pojawienia się u jego łoża śmierci. Drugie opowiadanie o hałasach powodowanych przez pewnego ducha-pukałkę jest przyporządkowane pierwszemu, podobnie jak dwa z pozostałych czterech wzajemnie się uzupełniają. Goethe nie tylko włączył oba raczej banalne opowiadania do dzieła ważkiego pod względem historycznoliterackim, ale przenosi ponadto zawarte w nich idee na ramę. Ledwie opowiedziano je do końca, gdy niejako dla potwierdzenia tych „niesłychanych wydarzeń” pękł z wielkim hukiem blat biurka, mimo braku jakiejś zewnętrznej przyczyny. Aby jeszcze zwiększyć nieprawdopodobieństwo tego faktu, narrator oznajmia, że o tej samej godzinie spłonęło inne biurko, które było wykonane przez tego samego mistrza i z tego samego drzewa.

Mimo woli nasuwa się pytanie, co skłoniło Goethego do włączenia się do dyskusji o irracjonalizmie. Prawdą jest, iż był przeciwny wszelkiej wierze w upiory. Nie zmierzał też do wywoływania efektów przejmujących dreszczem, ponieważ jego suchy sposób relacjonowania uniemożliwiał całkowicie powstanie nastroju grozy. Narracja jest podporządkowana ogólnej tendencji, którą Goethe tutaj reprezentował, a mianowicie wykazaniu, że ingerencja świata nadnaturalistycznego w ludzką egzystencję jest zjawiskiem przyrodniczym.

Pewne zjawiska niemieszczące się w granicach rozumu traktował Goethe zresztą zupełnie poważnie. Dowodzi tego m.in. wypowiedź w Rozmowach, która jest ściśle związana z dyskusją nad problematyką gatunku literackiego. Gdy towarzystwo zaczęło „wypowiadać swoje myśli oraz wątpliwości na temat tej historii, czy jest prawdziwa, czy też mogłaby być prawdziwa”, narrator utrzymywał, „że ona musi być prawdziwa, jeżeli ma być interesująca; gdyż jako wymyślona historia byłaby bez znaczenia”. Zatem autentyczność obu historii określona jest równocześnie specyfiką nowelistycznego tworzywa. Trzeba dodać, że Goethe opowiadał to wydarzenie w taki sposób, w jaki zostało mu ono ustnie przekazane; odnosiło się ono do paryskiej aktorki Hyppolyte Clairon.

Olbrzymie zainteresowanie irracjonalizmem miało – jak wykazano na wstępie – swój początek m.in. w działalności przebiegłych awanturników i cudotwórców. Jeżeli w drugiej połowie XVIII wieku mogli oni bezkarnie grasować w całej Europie, to był to tylko jeden z wielu przejawów coraz bardziej postępującego rozkładu ustroju państwowego. Polityczny bezwład, w którym pogrążył się oświecony absolutyzm, doprowadził do rewolucji francuskiej. Jej krwawe następstwa stanowiły atrakcyjne tworzywo dla autorów powieści trywialnych, których liczba gwałtownie wzrosła właśnie w latach dziewięćdziesiątych.

Dalszym czynnikiem, ściśle związanym z poprzednim, była nieufność do powierzchownego optymizmu oświecenia. Oświecenie bowiem tak pod względem politycznym, jak i socjalnym nie spełniło nadziei prostych ludzi. Wynikiem tego była ucieczka od racjonalizmu. Niezadowolenie z dominującego wówczas materializmu mechanicznego, który zdegradował człowieka do przedmiotu ogólnie rozpoznawalnych determinantów, przyczyniło się w decydującym stopniu do tej zmiany. Dlatego też dokładne ujęcie rzeczywistości musiało ustąpić pseudonaukowej interpretacji zjawisk przyrody, co w dużym stopniu doprowadziło do regresji w sekularyzacji życia duchowego. Podkreślony przez Goethego czynnik psychologiczny miał również pewne znaczenie: „Do dobrego tonu i ogłady towarzyskiej należy wyśmiewanie się z historii o duchach oraz ich negowanie”, stwierdza Jung-Stilling w swojej Teorii nauki o duchach (Theorie der Geisterkunde, 1808), „lecz dziwną rzeczą jest to, że słucha się ich chętnie”.

Logiczną konsekwencją takich dążeń jest zmienione stanowisko wobec problemu cudowności. W filozofii przyrody Schellinga indywidualność przybiera wymiary kosmiczne, co pociąga za sobą zmianę postawy wobec życia. Na tych samych przesłankach oparty jest rozwój romantycznych nauk przyrodniczych. W jednym ze swoich głównych dzieł, interpretowanym często zbyt jednostronnie, mianowicie w Poglądach o ciemnej stronie nauk przyrodniczych (Ansichten von der Nachtseite der Naturwissenschaft, 1808), Gotthilf Heinrich Schubert stawia w centrum swoich rozważań właśnie „żywą harmonię jednostki z całością”. Jego wywody o magnetyzmie, somnambulizmie oraz o jasnowidztwie miały podbudować tezę o wielkiej jedności wszystkich zjawisk przyrodniczych. W przeciwieństwie do Jung-Stillinga nie zamierzał on udowodnić istnienia świata duchów, chociaż był bardzo bliski tej myśli. Schubert wykorzystał jedynie najnowsze osiągnięcia przyrodnicze, które wykraczały poza dotychczasową mechanikę klasyczną. Wielka ilość nowych osiągnięć w dziedzinie fizyki, chemii i biologii, jak również wzmożone zainteresowanie medycyny chorobami psychicznymi pobudziło fantazję badaczy do tego stopnia, że w swoim naukowym entuzjazmie próbowali oni obalić udowodnione fakty za pomocą spekulacyjnych tez. Wkrótce uczyniono też ostatni krok w kierunku stworzenia fikcji literackiej.

Nauka o duchach Junga, Ciemna strona Schuberta, Syderyzm Rittera oraz pisma filozoficzne Baadera stały się programem dla romantyków. Najdłużej oddziaływała na ówczesną literaturę książka Schuberta. Także Heinrich von Kleist korzystał z niej, przede wszystkim przy pisaniu Kasi z Heilbronn (Das Käthchen von Heilbronn), w której roi się od lunatyzmu, jasnowidztwa, ekstazy, przeczuć i sennych urojeń. Granicę fenomenów psychicznych, występujących także w noweli pt. Święta Cecylia albo potęga muzyki (Die heilige Cäcilie oder die Gewalt der Musik), przekracza Kleist w zakończeniu Michała Kohlhaasa.

Najwyższy stopień nawarstwienia elementów ponadzmysłowych można napotkać w Żebraczce z Locarno (Das Bettelweib von Locarno, 1810). W całym niemieckim romantyzmie nie ma drugiej noweli, która w tak zwięzłym skrócie przedstawiałaby zgrozę świata duchów, jak właśnie to dzieło liczące zaledwie dwadzieścia zdań. Znany germanista szwajcarski Emil Staiger udowodnił w szczegółowej analizie stylistycznej, że „nadmiernie hipotaktyczna, bogato rozczłonowana proza”, gwałtowna zmiana czasu przy przejściu od opowiadania wprowadzającego do narracji o zjawiskach upiornych oraz „zapierające dech tempo” następujących po sobie wydarzeń wywołują permanentne, wprost nie do zniesienia napięcie. W warstwie treściowej Kleist posłużył się tylko jednym chwytem artystycznym: dokładnym powtórzeniem wszelkich szmerów – szelestu, upadku, człapania, pojękiwania i wzdychania – wywołanych na początku opowiadania przez żebraczkę idącą przez pokój. Również wprowadzenie psa, na którego zmysł węchu oddziałuje – jak mówi Schubert – „element astralny”, powoduje odczucie obecności istoty transcendentnej.

Jest rzeczą znamienną, że Kleist – tak jak i Goethe – nie zwraca uwagi na nastrojowe zabarwienie wydarzenia. W przeciwieństwie jednak do błahych opowiadań grozy z Rozmów Kleist przedstawia w Żebraczce siłę nieszczęścia, niszczącą człowieka. Poeta podkreśla z niesłychaną bezwzględnością i konsekwencją niemożność wyrwania się człowieka z niezrozumiałej dla niego egzystencji. Los markiza wydaje się dlatego tak tragiczny, że spowodowany został przez jedno jedyne przewinienie – przewinienie, którego niewielki ciężar gatunkowy nie pozostaje w żadnej proporcji do strasznej kary.

W odmienny sposób niż u Kleista przejawia się obecność sił nadprzyrodzonych u E.T.A. Hoffmanna. Żaden inny poeta niemieckiego romantyzmu nie wykorzystał w swoich dziełach w takim stopniu nastroju tajemniczości, grozy i świata duchów jak właśnie on. Jeśli jednak przypatrzyć się bliżej motywom przedstawionym przez niego, to trzeba stwierdzić, że określenie „Gespenster-Hoffmann” nie jest całkiem adekwatne. W swoich dziełach literackich zajmuje się on nie tyle wiarą w istoty pozazmysłowe, co objawami chorej psychiki ludzkiej. Są one ukazane w najróżnorodniejszych wariantach, a ich zbrodnicze wynaturzenie wywołuje przerażenie i strach.

Problemem, który najbardziej fascynował zarówno autora, jak i jego epokę, była hipnoza i związany z nią przemożny wpływ jednego człowieka na drugiego. W swoich rozmowach bracia serafiońscy wciąż zwracają uwagę na tzw. zjawiska magnetyczne, które wielokrotnie są również tematami opowiadań Hoffmanna. Po raz pierwszy przedstawia je w „wydarzeniu rodzinnym” Magnetyzer (Der Magnetiseur), ukazując nadużycie sił nadprzyrodzonych. Alban, któremu nie udaje się zdobyć miłości Marii, zabija ją za pomocą hipnozy. Okropność tego czynu została zwielokrotniona przez zawinioną przez niego śmierć jej narzeczonego, brata oraz ojca. Ten sam problem poruszył Hoffmann w opowiadaniu Niesamowity gość (Der unheimliche Gast). Także tutaj demoniczna osobowość próbuje za pomocą nadzwyczajnych sił zająć miejsce narzeczonego. W ostatnim momencie wrogie moce zwracają się przeciwko niej i ona sama staje się ich ofiarą.

Oba opowiadania mają podobną konstrukcję. Po zrelacjonowaniu jakiegoś strasznego wydarzenia wynikającego z wpływów magnetycznych następuje akcja zasadnicza, w której właściwe wydarzenie jest jakby odbiciem poprzedniej relacji. Wstrząsające działanie tragicznego finału zwiększa się właśnie na skutek techniki podwojenia pewnych znamiennych elementów. Tajemniczy nastrój osiąga autor dzięki demonicznej charakterystyce postaci głównej, która promieniuje na swoje otoczenie niesamowitym fluidem. Ponieważ jednak niektóre cechy tego typu ludzkiego powtarzają się także w innych nowelach, mają one charakter nieco kolportażowy, na skutek czego siła oddziaływania na czytelnika nieco słabnie. Szczególnie widoczne jest to w Duchu elementarnym (Der Elementargeist), w którym postać irlandzkiego majora O’Malleya prawie nie różni się od postaci swojego poprzednika – duńskiego majora w Magnetyzerze. Mocniej podkreślany jest natomiast związek ze światem duchów, dzięki czemu zbyt silnie wyeksponowany motyw magnetyzmu miał otrzymać dodatkowe uzasadnienie. W efekcie jednak doszło do ześlizgnięcia się w sferę trywialności.

Także opowieść Sanktus (Das Sanctus), która jest ilustracją poglądów G.H. Schuberta na związek magnetyczny, można zaliczyć do utworów z dziedziny hipnozy. Przy kształtowaniu fabuły mógł się Hoffmann oprzeć na relacji świadka seansów mesmerycznych na Węgrzech. Dowodem tego jest zbieżność sytuacji: śpiewaczka pod wpływem mimowolnej, lecz ważnej wypowiedzi traci głos i w ten sam cudowny sposób odzyskuje go znowu. Hoffmann rezygnuje z zajęcia stanowiska i wyjaśnia zjawisko jedynie jako chorobę psychiczną, do której leczenia potrzebne jest oddziaływanie psychiczne.

Przypadek somnambulizmu przedstawiony jest w noweli pt. Ślub (Das Gelübde). Bohaterce znajdującej się w stanie przyćmionej świadomości wydaje się, że widzi przed sobą narzeczonego i oddaje się mu. Później okazuje się, że nie był to on, lecz jego kuzyn. Obydwoje ciężko odpokutują ten czyn. Motyw nieświadomej ciąży, wizyjne urojenie, tajemnicze elementy akcji, które dopiero na końcu się wyjaśniają – wszystko to przyczynia się do powstania ciężkiej, dławiącej atmosfery. Ani pierwsze, ani drugie opowiadanie nie należy do dziedziny określonej jako „Gespensterromantik”; jeśli mimo to nie można się pozbyć uczucia strachu, wynika to ze świadomości, że człowiek nie potrafi uchronić się od nieznanych mu sił. E.T.A. Hoffmann pokazał w Diablich eliksirach (Die Elixiere des Teufels), do jak strasznych konsekwencji może prowadzić rozdźwięk między racjonalnym a irracjonalnym postępowaniem. Schizofrenia, rozdwojenie jaźni, rozdarcie i opętanie przez moce nadziemskie to tylko niektóre możliwości wyrażenia tego stanu.

W pracach o poetyckim pojmowaniu upiora i ducha stwierdzono, że w romantyzmie dokonała się tzw. introwersja transcendencji. Zjawiska nadprzyrodzone i niesamowite uświadomiono sobie nie jako realnie istniejącą rzeczywistość, lecz jako uczucie i wewnętrzne odczuwanie, tak że doszło do daleko idącej psychologizacji motywu, jakim jest upiór czy duch. W nowelistyce Hoffmanna wyrażają się te zjawiska i przeczucia przeważnie w postaci „ciemnej mocy, która w złowrogi sposób dąży do zniszczenia nas w naszej własnej jaźni”. Przykładem takiego ujęcia jest Piaskun (Der Sandmann, 1817). Okrutna historia o krwawych oczach wyskakujących z głowy, potworne majaczenia senne i wspomnienia Nataniela o tajemniczym starcu, którego identyfikuje on z baśniowym piaskunem, są przyczyną późniejszej tragedii. Śmierć ojca, który podczas magicznych praktyk stracił życie w wyniku eksplozji, pogłębiła jego wstręt do znienawidzonego człowieka. Po latach wydaje się Natanielowi, że w sprzedawcy okularów i barometrów rozpoznał owego starca. Wrażenie, jakie wywierają na nim on oraz fabrykant automatów Spalanzani, doprowadza go do obłędu. Wytłumaczenie takiego stanu psychicznego podaje autor w liście Klary do Nataniela: „Muszę wyznać otwarcie, żem jest tego przekonania, iż wszystkie okropności, o których mówisz, odbywały się wewnątrz twego mózgu, rzeczywisty zaś świat zewnętrzny najmniejszego w tym nie brał udziału”. Należy nadmienić, że „słodka i wesoła Klara znalazła nareszcie ciche szczęście domowe, którego jej niespokojny duch Nataniela nigdy by dać nie zdołał”.

W Piaskunie potrafił E.T.A. Hoffmann po mistrzowsku pokazać przemożny strach zagrożonego obłędem Nataniela, jego autosugestywne halucynacje, jego nagle wybuchające szaleństwo. Obok szczególnie starannej charakterystyki postaci posłużył się tutaj Hoffmann dodatkowym elementem, mianowicie automatami, zastosowanymi również w Opowieściach nocnych (Nachtstücke). Przyczyniają się one w decydującym stopniu do demonizacji życia codziennego; albowiem istota pozornie żywa, marionetka bez życia, wywołuje u normalnie odczuwającego człowieka uczucie trwogi.

W podobne cechy charakteru co Olimpię wyposażył E.T.A. Hoffmann inną postać kobiecą – baronową z opowiadania Wampiryzm (Vampirismus). W rzeczywistości i ona okazuje się istotą z pogranicza dwu światów. Autor nie mówi o tym wyraźnie, lecz jej „twarz blada jak śmierć”, jej „nocne spacery (...) na cmentarz”, jak również wypowiedź jej córki Aurelii, że matkę „opanowały złe moce”, oraz myśli hrabiego o „diabelskiej matce” nie pozostawiają wątpliwości co do jej prawdziwego pochodzenia. Przypuszczenia potwierdzają się – również Aurelia jest wampirem.

Dzięki demonizującemu przedstawieniu pewnych symptomów chorobowych E.T.A. Hoffmann włączył ludzką psychikę w sferę fenomenów przejmujących dreszczem. Pomieszane z elementami mistycznymi i okultystycznymi, nie dają się one w większości wypadków wytłumaczyć w sposób racjonalny. Jakby na potwierdzenie swojej tezy o wpływie sił nadprzyrodzonych na życie ludzkie napisał Hoffmann Historię o zjawie (Spukgeschichte). Zdecydowanie odrzuca w niej twierdzenie, że pojawienie się zjawy „znajduje wytłumaczenie tylko w nadmiernie rozdrażnionej wyobraźni”. Przeciwnie: za pomocą latającego talerza pokazuje ad oculos „na wskroś wrogie działanie pewnego nieokreślonego fenomenu”, który doprowadził dziewczynę Adelgundę do obłędu.

Odpowiednikiem Historii jest Ordynacja (Das Majorat), w której zjawa występuje jako fenomen psychologiczny i zarazem okultystyczny. Sprawcą jest ekonom Daniel, który strącił spadkobiercę-lunatyka ze zniszczonej wieży zamkowej. Odtąd ów jako duch błądził po zamku. Mord, fatalistyczna wina i posępny nastrój podkreślają ponurość wydarzeń.

Magiczna dwoistość świata przejawia się u E.T.A. Hoffmanna nie tylko jako duchowe kalectwo lub nadprzyrodzony fenomen. W przerażający sposób zbliża się ona do życia codziennego, jak np. w opowiadaniach Wybór narzeczonej (Die Brautwahl) lub Odludny dom (Das öde Haus). Występujące tam postacie odbiegają jednak swoją mieszczańską postawą wobec życia od uprzednio wymienionych grup. Dalsza różnica polega na tym, że telepatia, odbicia lustrzane, zaklęcia i czary nie wyrządzają człowiekowi krzywdy. Nie ma w tych opowiadaniach tragicznych konfliktów. Wręcz przeciwnie – fantastyczne wydarzenia służą do przywrócenia mu utraconej harmonii.

Sposoby wyrażania irracjonalizmu przez E.T.A. Hoffmanna są bardzo różnorodne; różne są też ich funkcje. Cudowność, rozumiana jako ingerencja sił magicznych w życie człowieka, okazuje się zazwyczaj zasadą wrogą. Przyczyną tego jest rozdwojenie ludzkiego charakteru i jego wyobcowanie. Psychiczne odstępstwa od normy i wynaturzenia otaczającej człowieka rzeczywistości stają się u Hoffmanna wielkościami ponadwymiarowymi; odzwierciedla się w nich jego niechęć do wielu symptomów życia społecznego jego epoki.

Opowiadania fantastyczne E.T.A. Hoffmanna są przeważnie dostosowane do gustów ogółu publiczności. Wiele z nich jest napisanych poniżej jego możliwości twórczych. Ludwig Tieck dostrzegł w nich „wszystkie zniekształcone wytwory chorobliwej fantazji, jakie tylko można sobie wyobrazić”. Nie znaczy to, że Tieck potępiał tematykę fantastyczną. Również i on lubił niesamowitość i cudowność. Od początku występują one w jego dziełach, chociażby w tak posępnych utworach jak Almansur czy Abdallah albo w baśniach.

Przykładem pojmowania przez Tiecka zjawisk metafizycznych jest nowela baśniowa Jasnowłosy Ekbert (Der blonde Eckbert, 1797). Niezwykłość wydarzeń styka się tutaj z realnością miejsca i czasu. Dzięki temu, że obydwie sfery integrują się w sposób prawie niedostrzegalny, powstaje ów niesamowity ponury nastrój, którym przeniknięta jest i akcja, i psychika człowieka. Niepokój Berty, tajemnicza trwoga Ekberta na widok Hugona-Waltera, nagle występujący obłęd bohatera, wywołany straszliwym wyjawieniem tajemnicy przez staruszkę – to wszystko są symptomy strachu, jaki nęka człowieka. Jak żadne inne dzieło Ekbert jest wyrazem wyobcowania człowieka z natury, wyobcowania, które zostało zdeterminowane warunkami historycznymi i społecznymi po rewolucji francuskiej. Dlatego nie potrzebował Tieck w swoich opowiadaniach fantomów strachu; tam, gdzie one występują, są tylko symbolem depresji i przerażenia.

Zasadę łączenia niezwykłości i zwykłości stosował Tieck także w swoich nowelach powstałych w latach dwudziestych i trzydziestych XIX wieku. Należą więc już one do okresu postromantycznego; dlatego też różnica między nimi a opowiadaniami E.T.A. Hoffmanna jest tak znaczna. Temat z codziennego życia mieszczańskiego – ślub z rozsądku czy też z miłości – porusza Tieck w Zaczarowanym zamku (Das Zauberschloss). Zasygnalizowane w tytule miejsce jest tylko tłem akcji i staje się bodźcem do rozmów o duchach. Różne punkty widzenia i zbieżność sytuacji między opowiadaniem ramowym i wewnętrznym stanowią najważniejsze elementy napięcia, które znajdują rozwiązanie w ogólnym happy endzie. Zaczarowany zamek jest więc nie tyle przyczynkiem do literatury grozy, ile dyskusją o jej psychologicznym oddziaływaniu na różne typy ludzkie.

Nowelą dyskusyjną jest także utwór pt. Żądni cudów (Die Wundersüchtigen). Problem koncentruje się wokół pytania: „co słusznie nazywamy cudownością?”. Pojęcie to jest bardzo szerokie. Obejmuje ono nie tylko praktyki okultystyczne, lecz także elementy mistyczno-religijne i problemy parapsychologii. Jasnowidztwo, hipnozę i somnambulizm uznał Tieck – chociaż tylko mimochodem – za rzeczywiście istniejące; tym ostrzej zwalczał on rzekome wywoływanie duchów. Jest sprawą oczywistą, że Ludwig Tieck, którego rozwój zaczął się w oświeceniu, a kończył w realizmie, był przeciwnikiem wszelkich przesądów. Równocześnie jednak wzbraniał się przed wyłącznie racjonalistycznym ujmowaniem świata.

„Historią o upiorach” nazwał Tieck nowelę Zamek Klausen (Die Klausenburg). Od Zaczarowanego zamku różni się ona tym, że opowiadanie wewnętrzne i ramowe przeplatają się wzajemnie. Ponieważ jej treścią jest pojawienie się duchów, uwiarygodnia je Tieck niejako za pomocą swoistej techniki opowiadania. Expressis verbis potwierdza to ponadto jeden z narratorów, baron von Blomberg. Tieck ostrzega jednak przed wyciąganiem uogólniających wniosków z indywidualnych doświadczeń.

E.T.A. Hoffmann i Ludwig Tieck są – jakkolwiek z różnych względów – najważniejszymi przedstawicielami opowiadań o upiorach w niemieckim romantyzmie. Także inni im współcześni pisarze zajmowali się historiami o duchach i różnego rodzaju dreszczowcami, lecz zjawiska irracjonalne nie występują u nich w tak skoncentrowanej formie, jak u wyżej wymienionych. Można je znaleźć zarówno u Achima von Arnima w Izabelli z Egiptu (Isabella von Ägypten) i w Ordynatach (Die Majoratsherren), jak i u Klemensa Brentana w Opowieści o zacnym Kasperku i pięknej Anuli (Geschichte vom braven Kasperl und dem schönem Annerl). Demonizm zajmuje ważne miejsce w Posągu z marmuru (Das Marmorbild, 1819) Josepha von Eichendorffa. Człowiek jest wystawiony na próby, toczy walki z upiornymi fantomami, które chcą go pokonać; lecz poeta „Potrafi poskromić i zakląć dzikie duchy ziemi, które sięgają po nas z otchłani”.

Podobnie jak u Adalberta von Chamissa w Przedziwnej historii Piotra Schlemihla (Peter Schlemihls wundersame Geschichte) irracjonalność ma cechy baśniowości, tak Mandragora (Das Galgenmännlein, 1810) Friedricha de la Motte’a Fouquégo jest zapożyczeniem z fantazji ludowej. Niesamowitość paktu z diabłem, szczególnie ekspresywna dzięki dzikiej scenerii przy końcu noweli, jest złagodzona przez realne środowisko, w którym działa bohater. Na pograniczu baśni i rzeczywistości znajduje się także Opowieść o statku upiorów (Die Geschichte von dem Gespensterschiff, 1826) Wilhelma Hauffa. Jest to również opowiadanie ramowe, dzięki czemu właściwe wydarzenie zostaje w końcu sprowadzone w sferę doznań realnych. Inny charakter ma niesamowitość w jego Fantazjach w bremeńskiej piwnicy ratuszowej (Phantasien im Bremer Ratskeller): o północy ożywają tam rzeźby dwunastu apostołów i wraz z innymi postaciami z minionych wieków otaczają samotnego pijanicę. Jednakże jego żartobliwe usposobienie, spotęgowane upojeniem winem, przezwycięża przerażenie i przytłumia groteskowość sytuacji.

Wilhelm Hauff, piszący między dwiema epokami, poskromił swoimi Fantazjami duchy romantyzmu. Na całkowite wygnanie ze świata literatury skazali je po krótkim okresie biedermeieru pisarze realizmu. Jest to zrozumiale, ponieważ – jak twierdzi Fritz Martini w swoim dziele pt. Deutsche Literatur im bürgediehen Realismus 1848–1898 – „w tym czasie twórczość nie wykracza poza granice ustalone przez doświadczenie «naturalne» lub też takie, które jest ustawione w czasie i miejscu, przez przyczynowość i duchowo-psychologiczne doświadczenie człowieka jako wyraz bytowania w ograniczoności tego świata doświadczeń pod względem tworzywa literackiego, tematyki i problematyki, jak również przy wypracowaniu formy – a więc w ukształtowanym przez nią fikcyjnym świecie poetyckim”. Rozwój nauk przyrodniczych wyparł spekulatywną metafizykę, a materialistyczne ujęcie świata przez Feuerbacha różniło się krańcowo od romantycznego idealizmu.

Jest więc całkowicie zrozumiałe, dlaczego tematy faworyzowane przez romantyków uległy zapomnieniu; jeżeli mimo to są podejmowane, to z zupełnie innych pobudek. Tak jak w oświeceniu, również i teraz próbuje się wyśmiewać wiarę w duchy i upiory jako wytwory ludzkiej wyobraźni. Przykładem takiego racjonalistycznego ujęcia jest dziesiąty rozdział Epigramatu (Das Sinngedicht) Gottfrieda Kellera pt. Wizjonerzy (Die Geisterseher). Są to dwaj przyjaciele rywalizujący o dziewczynę, „upiorem” zaś sama dziewczyna. Nieustraszonemu kawalerowi ofiarowuje ona swoją rękę. Historia ta ma uzasadnienie tylko jako część składowa opowiadania ramowego; albowiem płaska pochwała racjonalizmu niczym nie różni się od utworów masowo pisanych na przełomie stulecia.

Nie wszyscy pisarze realizmu zrezygnowali z tak ciekawej tematyki, jaką stanowiły wszelkiego rodzaju niesamowite wydarzenia. Jednym ze sposobów wprowadzania owych niesamowitości do literatury w okresie wiary w życie doczesne było przedstawienie ich z pozycji kronikarza. Poprzez suche, przeważnie pozbawione komentarza sprawozdanie o jakimś wydarzeniu sprzed dziesiątek, a nawet setek lat pisarz dystansował się odeń i występował jedynie jako pośrednik.

Na początku lat dwudziestych A.F.E. Langbein relacjonował już w taki właśnie sposób upiorną historię pt. Dręczyciel z Kossenblatt (Der Plagegeist in Kossenblatt). Podobnie postępował turyński zbieracz baśni i legend Ludwig Bechstein w opowiadaniu Chłopiec na widłach (Der kleine Gabelfahrer, 1854).

Langbein i Bechstein opierali się na przekazach kronikarskich, Jeremias Gotthelf zaś posługiwał się w opowiadaniu pt. Czarny pająk (Die schwarze Spinne, 1842) motywem zaczerpniętym z legendy. Z wielkim artyzmem przedstawił w nim niszczącą siłę czarnej śmierci – dżumy. U Gotthelfa jest ona nie tylko klęską żywiołową; jest także siłą demoniczną, szerzącą spustoszenie w życiu człowieka i społeczeństwa. Jej diaboliczny charakter znajduje swoje ucieleśnienie w osobie „zielonego”, tzn. diabła. Zawierając z nim pakt, Krystyna staje się winna. Niesamowity czyn rodzi zło. Symbolizuje je niezliczona ilość czarnych pajączków, które wypełzają z diabelskiego znamienia. Sama bohaterka przeistoczona w pająka niszczy wszystko, co znajduje się na jej drodze, aż wreszcie śmiała, zdolna do wszelkich ofiar matka łapie ją i zamyka w dziurze futryny. Widok „ponurej, czarnej belki przy oknie” skłania pewnego starego człowieka do opowiedzenia tej legendy. Jej posępny demonizm kontrastuje z wesołą uroczystością chrztu dziecka, stanowiącą akcję ramową. Kontrast ten wywołany jest w głównej mierze zawartą w obu fabułach przeciwstawną symboliką: z jednej strony chrześcijański akt poświęcenia, z drugiej bezbożne przyrzeczenie ofiarowania diabłu nowo narodzonego dziecka. Zarówno jedno, jak i drugie wydarzenie uzyskuje dobitniejszą wymowę przez współudział dobrych i złych sił przyrody. Na tym bynajmniej nie wyczerpuje się problematyka tego ciekawego opowiadania, wywołującego przerażenie apokaliptycznymi wizjami, którymi konserwatywny Gotthelf straszył swoich ziomków.

Nie jest przypadkiem, że również mistrzowska nowela Theodora Storma Jeździec na siwym koniu (Der Schimmelreiter) to nowela ramowa. Przez podwójną ramę w postaci przekazu ze starego czasopisma i opowiadania nauczyciela miejscowej szkoły autor jako realista dystansuje się wyraźnie od tego po części upiornego wydarzenia. Równocześnie przybliża czytelnikowi w sposób psychologiczny upiorność. Mimo realistycznej akcji niesamowitość przenika bardzo mocno w podświadomość. Zewnętrznym tego impulsem jest utożsamienie końskiego szkieletu na wyspie Jeverssand z siwkiem bohatera noweli Haukego Haiena. Przesądy oraz gęste opary mgły znad morza odsuwają realność postaci tytułowej w tajemniczą dal. Z tej antynomii między jego egzystencją tak pełną czynów a nastrojem wywołanym przez pisarza wyrasta specyficzny irracjonalizm, który znajduje swój punkt kulminacyjny w chaosie opisanym w zakończeniu noweli. Niesamowitość jako integralna część składowa akcji pomogła w przygotowaniu katastrofy.

Wzajemnie na siebie zachodzące kontury realistycznej egzystencji i sfery magiczno-demonicznej można zauważyć w noweli pt. W wiosce na wrzosowisku (Draussen im Heidedorf). Margret Glansky ma w swojej uwodzicielskiej urodzie coś z wampira, co znajduje swój odpowiednik w legendzie o białej zmorze. Ślepa namiętność Heinricha na tle ponurego krajobrazu bagien, jego śmierć i późniejsze zniknięcie Margret przyczyniają się do demonizacji jej osobowości. Jeśli porówna się tę nowelę z Wampiryzmem E.T.A. Hoffmanna, to u Storma daje się zauważyć daleko posuniętą sublimację motywu. Podczas gdy romantyk wykorzystał go tylko do wywołania efektów grozy, realista wydobył z niego czynnik psychologiczny.

Godnym uwagi jest również opowiadanie Kronika z Grieshus (Zur Chronik von Grieshus). Konstrukcja utworu jest podobna do Jeźdźca na siwym koniu; drukowany zapis i ustny przekaz stapiają się ze sobą, tak że nie zawsze można ściśle oddzielić prawdę od ludowego podania. Z artystycznego punktu widzenia mniej znaczące są krótkie opowiadania grozy, które zebrano w cyklu pod tytułem Przy kominku (Am Kamin). Elementy irracjonalne zawierają także Historie z beczki (Geschichten aus der Tonne). O ile Deszczowa Gertruda (Die Regentrude) ma oprawę par excellence baśniową, o tyle rzeczywistość w Zwierciadle Cypriana (Der Spiegel des Cyprianus) rozgrywa się w wymiarze, którego nie można już uchwycić zmysłami. Efekty grozy określają także opowiadanie Dom Bulemanna (Bulemanns Haus, 1864), w którym opis i akcja realistyczna zaczynają ustępować przed elementami niesamowitymi i niewiarygodnymi.

Zaskakuje nieco fakt, że również w twórczości Paula Heysego znajdują się utwory z dreszczykiem. Opowiadanie ramowe W godzinie duchów (In der Geisterstunde) powstało jednak dopiero w roku 1892, a więc już pod wpływem nowych prądów. Składa się ono z czterech nowel, którymi o północy zabawia się pewne towarzystwo. Opierają się one – jak zapewniają narratorzy – na ich własnych przeżyciach, co wyciska na nich piętno autentyczności. Dzięki temu przeciwieństwo między tą autentycznością a fantazją pogłębia się jeszcze bardziej. Niezwykle szeroko rozbudowuje pisarz wydarzenia rzeczywiste, usiłując tym samym nadać cechy wiarygodności czynnikom pozazmysłowym. Wreszcie przy interpretacji jakiegoś faktu przytacza „za” i „przeciw”, nie zajmując jednak wyraźnego stanowiska. Wszystkie te momenty dopuszczają pewną dowolność w interpretacji wydarzeń w zależności od psychicznej predyspozycji czytelnika. Mimo że autor znajduje upodobanie w tego rodzaju historiach, we fragmencie końcowym opowiadania ramowego nie może powstrzymać się od wyjaśnienia tych niewiarygodnych zjawisk jako mamideł.

Nadzwyczaj silne wrażenie wywołuje opowiadanie Piękna Abigail (Die schöne Abigail, 1892). Inaczej niż tu „wydarzyła się następna historia wyjątkowo nie w czasie obligatoryjnej niesamowitej godziny duchów, lecz w środku dnia”. Jej tytuł brzmi Cud w południe (Mittagszauber). W kwitnącym, zalanym słońcem ogrodzie narrator miał osobliwe spotkanie z dawno już zmarłą Blandiną, która w tym właśnie ogrodzie rozstała się ze swoim narzeczonym. Podobny charakter mają dwa inne opowiadania ze zbioru: Elżbietka (’s Lisabethle) i Leśny śmiech (Das Waldlachen). Elementy upiorne zawiera również Dom „Pod Niewiernym Tomaszem” albo Zemsta ducha (Das Haus „Zum ungläubigen Thomas” oder Des Spirits Rache).

Theodor Storm i Paul Heyse byli realistami. Swoje niesamowite historie pisali jednak w okresie, gdy w przebrzmiałym już realizmie pojawiły się nowe tendencje. Były one rezultatem rewolucyjnych odkryć w dziedzinie nauk przyrodniczych, jak również przesunięcia logicznego obrazu świata Hegla i materialistycznej filozofii Feuerbacha w stronę irracjonalnej metafizyki Schopenhauera, którego pisma zdobyły rozgłos dopiero w ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku. Duże znaczenie w związku z omawianą tu problematyką mają zwłaszcza jego Próby jasnowidztwa i co się z tym wiąże (Versuch über Geistersehn und was damit zusammenhängt).

W łonie naturalizmu zrodził się też protest przeciwko sensualnemu ujmowaniu rzeczy. Powieść Jorisa Karola Huysmansa Là-bas (1891) zawiera zarówno krytykę, jak i program. Marzenie, zgłębianie ludzkiej psychiki, mistyczna religijność w połączeniu z okultyzmem, alchemistyczne spekulacje, czarne msze i sadystyczny kult szatana prowadzą do naturalistycznego spirytualizmu lub – w zależności od punktu ciężkości – spirytualistycznego naturalizmu. Literackie prądy na przełomie XIX i XX wieku, zwłaszcza symbolizm i surrealizm, charakteryzuje więc odwrócenie się od społecznie uwarunkowanej rzeczywistości. Literatura wychodzi poza przedmiotowość, realistyczny związek między indywidualnością a otoczeniem zanika, tradycyjny świat wyobrażeń ulega daleko idącej deformacji.

Klasycznym tego przykładem jest wczesna nowela Thomasa Manna pt. Szafa (Der Kleiderschrank, 1899). Jest to historia pełna zagadek, zaś sam bohater nie ma wyczucia ani czasu, ani przestrzeni. Mimo to usiłuje T. Mann uprawdopodobnić wydarzenie, narzucając czytelnikowi sposób widzenia bohatera. Kobieta wynajmująca pokoje wydaje mu się „jak zmora, jak jakaś postać z opowieści Hoffmanna”, pokój oświetlony jest „niespokojnym blaskiem świecy”, wiersze rymowały się „w sposób tak nieporównanie uroczy i łatwy, jak zdarza się to tylko niekiedy w półśnie, w gorączce, nocą”. Obok tego istnieją realne przedmioty oraz rzeczywiste działanie. Oba te czynniki – elementy empirycznie stwierdzalne oraz halucynacja czy też wizja senna – powodują sugestywne przedstawienie rzeczy niewiarygodnych i prowadzą do ich akceptacji ze strony czytelnika.

Nadmierne wykorzystywanie motywów fantastycznych spotkało się oczywiście również z krytyką. Doskonałą parodią ulubionych wówczas seansów spirytystycznych jest m.in. opowiadanie Paula Ernsta pt. Majak (Der Schemen, 1903). Komizm polega tutaj na połączeniu okultyzmu i makabry z codziennością.

Mimo to irracjonalność zdobywa coraz więcej miejsca w literaturze. Interesował się nią przez pewien czas nawet tak krytyczny obserwator rzeczywistości jak Heinrich Mann. Jego opowiadanie pt. Pies (Der Hund, 1894) jest pełne zarówno grozy, jak i tajemniczości. Historie niesamowite rozpowszechniają się jeszcze bardziej w latach przed pierwszą wojną światową. Wydaje się, jakby poeci i pisarze chcieli wyrażać demoniczny nastrój, który paraliżująco oddziaływał na umysły. Jest w tych historiach zawarta też groza tamtych ponurych czasów.

Zagadkowe rozdwojenie jaźni wykazują postacie wczesnych opowiadań Alfreda Döblina, zawartych w tomie Zamordowanie kaczeńca (Die Ermordung einer Butterblume, 1913). Wydarzenia rozgrywają się przeważnie najpierw na płaszczyźnie rzeczywistej, później nagle przechodzą w sferę nadprzyrodzoną, przy czym nie zmienia się tok narracji. Akcja pozbawiona komentarza pozwala na różnorodną interpretację. Jednym z opowiadań tego rodzaju jest Pomocnica (Die Helferin).

O ile u H. Manna i A. Döblina fantastyczność występuje tylko sporadycznie, o tyle u Gustava Meyrinka stanowi ona punkt ciężkości jego pisarstwa. Meyrink opisywał krwiożercze wampiry, zjawy, demonicznych sobowtórów, fakirów, okultystów, hipnotyzowanych i opętanych. Inspiracji szukał w kabale, w pismach różokrzyżowców i wolnomularzy oraz w prawdziwych i fałszywych naukach tajemnych. Przez dziesiątki lat powieści Golem (Der Golem, 1815) i Zielona twarz (Das grüne Gesicht, 1916) były uważane za istotę niesamowitości. To, co jego opowiadania czyniło ciekawymi dla współczesnych, wynikało z jak najbardziej poważnego traktowania elementu mistyczno-okultystycznego, jak to widać m.in. w Roślinach doktora Cinderelli (Die Pflanzen des Dr. Cinderella) lub w Grze świerszcza (Das Grillenspiel). Jego bohaterowie odznaczają się magiczną siłą, dzięki której mogą zespolić przeszłość z teraźniejszością. Pełnymi rękoma czerpie Meyrink z arsenału starych nauk okultystycznych i praktyk medycznych. Eksperymenty jeżące czytelnikowi włos na głowie są dokonywane przez nieznanych nikomu cudzoziemców, transfuzje i transplantacje służą zbrodniczym celom. Wytworami takich manipulacji są sztuczne twory, które – pozbawione wprawdzie samoistnego życia – zmuszone są do bytowania w nieokreślonych warunkach. Atmosferę tego rodzaju opowiadań trafnie oddaje Preparat (Das Präparat, 1909).

To, co u Meyrinka nosi jeszcze piętno osobistego przeświadczenia lub – jak w Cudownym rogu niemieckiego filistra (Des deutschen Spiessers Wunderhorn) – jest wyrazem krytycznej świadomości, przechodzi w kolportażowość u współczesnych mu pisarzy Hanusa Heinza Ewersa, Karla Hansa Strobla i Alexandra Moritza Freya. Za pomocą sensacyjnych, jaskrawych i okrutnych efektów pobudza zwłaszcza H.H. Ewers wyobraźnię najszerszych kręgów czytelniczych. Trywialnemu tematowi odpowiada schematyczne przedstawianie charakterów, takie, jakie znajdujemy w powieściach Mandragora (Alraune, 1911) lub Wampir (Vampir, 1921). Tymi samymi środkami posługuje się autor w swoich opowiadaniach, zebranych w wielu tomach. Noszą one wieloznaczne tytuły, jak Trwoga (Das Grauen), Opętani (Die Besessenen), Nocna zmora (Nachtmahr) i inne.

Fantastyczność przechodzi w upiorność u K.H. Strobla, który, podobnie jak Ewers, naśladuje E.A. Poego i E.T.A. Hoffmanna. Obrazy pokazywane przez niego nie są jednak tak jaskrawe, a nierzeczywiste wydarzenia uzasadnia w miarę możliwości psychologicznie. Przykładem tego jest Rozpustna mniszka (Die arge Nonn, 1913), opowiadanie, w którym halucynacje budowniczego mogą być umotywowane jego archeologicznymi odkryciami, zabójstwo żony zaś dowodem jego zaburzeń umysłowych.

Upiorność z grozą łączy A.M. Frey w tomie opowiadań Ciemne przejścia (Dunkle Gänge, 1913). Tak jak w większości utworów tego typu i tu możliwe są różne interpretacje. Bardziej przejrzyste są opowiadania ze zbioru pt. Zmora codzienności (Spuk des Alltags), dzięki zawartej w nich satyrze społecznej i politycznej.

Inny charakter mają nowele Maxa Dauthendeya. Powstały one w wyniku jego kontaktów z krajami Azji – Indiami, Chinami i Japonią. Kryją one w sobie tajemniczość dalekowschodnich krain, mądrość prastarej cywilizacji i egzotykę nieznanej kultury. Największy sukces osiągnął Dauthendey zbiorem japońskich historii miłosnych pt. Osiem twarzy nad jeziorem Biwa (Die acht Gesichter am Biwasee). O jego wysokim kunszcie pisarskim, polegającym na harmonijnym zintegrowaniu przeżyć i odczuć, świadczy m.in. opowiadanie Mroki Himalajów (Himdlajafins ternis, 1915). Dzięki zagadkowym okolicznościom realna dotąd akcja staje się coraz to bardziej tajemnicza, by ustąpić w końcu marzeniom sennym. Takie przejście od rzeczywistości do nieświadomości, czasowe przebywanie w półśnie, w którym zewnętrzne piękno miesza się w cudowny sposób z przeżyciami duchowymi, jest charakterystyczne dla sposobu narracji Dauthendeya.

Podobny charakter mają niektóre opowiadania Friedricha von Gagerna. Inny sposób bycia ludów tubylczych Ameryki, ich ścisły związek z przyrodą sprawiają, że autorowi, Europejczykowi, wiele spraw jest obcych i niezrozumiałych. Przykładem może być wizyjne przeczucie Indianki, która przepowiedziała śmierć myśliwego, Koniec życia trapera (Des Waldläufers Ende). Tak jak u Dauthendeya, właściwą akcję wypierają czasami wizje senne.

Pod koniec lat dwudziestych zmniejsza się zainteresowanie niesamowitością w literaturze; nie zanika ono jednak całkowicie. Skrajne przypadki psychologiczne i przekazy z historycznie odległych czasów wykorzystuje Werner Bergengruen w swoich doskonałych pod względem formy nowelach (por. np. Księga Rodenstein – Das Buch Rodenstein, 1927, czy Śmierć w Rewalu – Der Tod von Reval, 1939). Hans Friedrich Blunck natomiast ponad wszystko przedkłada motywy, w których duchy przyrody i demoniczne postacie prowadzą swoje własne życie (Skok przez próg. Różne opowiadania o duchach – Sprung über die Schwelle. Allerlei Spukgeschichten, 1931). Mitologiczna i historyczna tematyka zaczerpnięta z mrocznych dziejów krajów znad Morza Północnego zagęściła się w Niesamowitych opowiadaniach z wybrzeża (Merkwürdige Küstengeschichten, 1942) Martina Luserke w wydarzenia pełne napięcia. Tę samą dziedzinę reprezentuje również Will-Erich Peuckert swoimi stylizowanymi legendami.

Oprócz wyżej wymienionych autorów w pierwszych trzydziestu latach XX wieku pojawiła się duża liczba naśladowców, piszących w celu zaspokojenia niewybrednych gustów publiczności. Wymienić należałoby tutaj F. Potocnika, P. Bussona, O.H. Schmitza, G.F. Pfeiffera, K.A. Hoffmanna-Dachaua, G. von Schliebena, T. Schwabego i innych. Autorzy ci z góry rezygnowali z głębszej treści i artystycznego stylu, eksponowali natomiast elementy wywołujące grozę. Przychylny odbiór tej tematyki ze strony czytelnika ułatwiał im zadanie. O niewielkim znaczeniu tej prozy użytkowej świadczy m.in. także jej krótki żywot. Twórczość tych „jednodniowych” pisarzy, wydawana m.in. w specjalnych almanachach, nie doczekiwała się przeważnie wznowień, a ich nazwiska trudno znaleźć w jakichkolwiek bibliografiach.

Po drugiej wojnie światowej – mniej więcej od początku lat siedemdziesiątych – daje się zauważyć ponowne zainteresowanie horrorem. Zjawy, uczniowie szatana, wilkołaki i wampiry, Drakula i ludzie-zwierzęta, białe damy i czarni mnisi zdobywają w literaturze coraz to większe prawo obywatelstwa. Ze względu jednak na brak dobrych utworów współczesnych wydawnictwa sięgają po opowiadania klasyczne reprezentujące ten kierunek. Nowe utwory z tej dziedziny traktują zagadnienia w ujęciu psychologicznym. Tak jest np. u Marii Luise Kaschnitz w Ptaku Rock (Vogel Rock). To jednakże, co Peter Handke zestawił w tomie pt. Zwykły strach (Der gewöhnliche Schrecken) jako „historie grozy”, nie ma nic wspólnego z pierwotnym znaczeniem tego słowa. Ujmuje je jako „horror rzeczy banalnych, grozę egzystencji, przerażenie wobec przyzwyczajenia”. Często jednak brak w nich nawet i tego.

Johann Wolfgang Goethe

Historia neapolitańskiej śpiewaczki

przełożyła

Gabriela Mycielska

.

JOHANN WOLFGANG GOETHE (1749–1832)

urodził się we Frankfurcie n. Menem. Jego twórczość literacka obejmuje lirykę, dramat i epikę. Prowadził badania naukowe z zakresu mineralogii, botaniki, anatomii, zoologii i optyki. Był utalentowanym rysownikiem i malarzem oraz długoletnim kierownikiem teatru weimarskiego, w którym zainscenizował wiele sztuk i występował jako aktor. Elementy metafizyczne to stały komponent jego twórczości, czego potwierdzeniem są przede wszystkim ballady oraz Faust. O ile te utwory opierają się głównie na ludowych wyobrażeniach oraz na przekazanych tradycją motywach, o tyle niektóre opowiadania z tomu Unterhaltungen deutscher Ausgewanderten (1795) mają inny charakter. Pierwsze z nich, Historia neapolitańskiej śpiewaczki, opiewa piękną Antonellę, którą za pomocą rozmaitych odgłosów, szmerów, straszy jej zmarły kochanek. Stanął tu Goethe po stronie zwolenników tezy, że ingerencja świata nadnaturalnego w ludzką egzystencję jest zjawiskiem przyrodniczym.

.

Śpiewaczka imieniem Antonella była za moich czasów ulubienicą neapolitańskiej publiczności. W kwiecie wieku, a także w rozkwicie kształtów i talentów nie brakowało jej niczego, czym kobieta podnieca i wabi tłumy, a zachwyca i uszczęśliwia małe grono przyjaciół. Pochwały i miłość nie były jej obojętne: jednak z natury powściągliwa i rozsądna, umiała korzystać z przyjemności, jakie płynęły z tych źródeł, nie tracąc jednak przy tym umiaru, niezbędnego w jej sytuacji. Wszyscy wytworni i zamożni młodzieńcy zabiegali o jej względy, lecz tylko nielicznym je okazywała; i jeśli przy wyborze swych kochanków kierowała się najczęściej oczyma i sercem, to jednak we wszystkich małych przygodach zdradzała silny i zdecydowany charakter, który zjednywał jej każdego wnikliwego obserwatora. Miałem sposobność widywać ją przez pewien czas, gdyż utrzymywałem zażyłe stosunki z jednym z jej faworytów.

Mijały lata, poznała wielu mężczyzn, a wśród nich sporo nicponiów, ludzi słabych i nieodpowiedzialnych. Doszła w końcu do przekonania, że kochanek, który w pewnym sensie jest dla kobiety wszystkim, właśnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałaby jego pomocy, w chwilach niepowodzeń życiowych, kłopotów domowych i gdy zachodzi konieczność podejmowania szybkich decyzji – najczęściej okazuje się zerem, a nawet, myśląc wyłącznie o sobie, wręcz szkodzi ukochanej, gdyż powodując się egoizmem, doradza jej to, co najgorsze, i nakłania do podejmowania kroków najbardziej niebezpiecznych.

W dotychczasowych związkach jej dusza pozostawała najczęściej bierna, ale i ona domagała się pożywki; śpiewaczka chciała mieć wreszcie przyjaciela i gdy tylko zrodziła się w niej ta potrzeba, znalazł się pośród wielbicieli usiłujących zbliżyć się do niej młody człowiek, którego zaczęła darzyć zaufaniem i który – jak się zdawało – zasługiwał na nie pod każdym względem.

Był to genueńczyk, przebywający chwilowo w Neapolu, gdzie zatrzymał się dla ważnych interesów swego przedsiębiorstwa. Młody człowiek odznaczał się nie tylko korzystną aparycją, lecz także nadzwyczaj starannym wychowaniem. Wiadomości miał wszechstronne, umysł i ciało w pełni rozwinięte, a sposób bycia mógł każdemu służyć za wzór; nigdy się nie zapominał, a w stosunkach z innymi zdawał się nie pamiętać o sobie. Kupiecka atmosfera rodzinnego miasta wycisnęła na nim swe piętno; orientował się doskonale, jak należy postępować. Jednakże sytuacja młodego człowieka nie była najlepsza, jego przedsiębiorstwo wdało się w bardzo niekorzystną spekulację i było wplątane w niebezpieczne sprawy sądowe. Z czasem interesy pogmatwały się jeszcze bardziej, tak że od gnębiącej go troski posmutniał, z czym było mu bardzo do twarzy, a co młodej kobiecie dodawało odwagi do zabiegania o jego przyjaźń; zdawało się bowiem, że i on potrzebuje przyjaznej duszy.

Dotychczas widywał śpiewaczkę tylko w miejscach publicznych i przy sposobności; teraz jednak, gdy tylko zwrócił się do niej o pozwolenie na bywanie w jej domu, artystka nie tylko wyraziła zgodę, ale nawet usilnie nalegała, by ją odwiedził, czego nie omieszkał uczynić.

Nie tracąc czasu, wyznała mu swe zaufanie i zdradziła życzenie. Był zdumiony i zarazem ucieszony propozycją. Nalegała, by został jej przyjacielem, nie dopominając się o prawa kochanka. Zwierzyła mu się z kłopotów, w których się właśnie znajdowała i co do których młody człowiek, dysponujący rozległymi stosunkami, mógł udzielić jej dobrej rady i wdrożyć postępowanie mające na względzie jej korzyść. Z kolei on zwierzył się jej ze swego położenia, a ponieważ umiała go rozweselić i pocieszyć – bowiem w jej obecności niejedno się wyjaśniało, na co on sam nie wpadłby tak prędko – zdawało się więc, że i ona staje się jego doradczynią; toteż wkrótce utrwaliła się między nimi wzajemna, oparta na najszlachetniejszym szacunku, na najpiękniejszej potrzebie przyjaźń.

Niestety jednak, godząc się na pewne warunki, nie zawsze zastanawiamy się nad tym, czy dotrzymanie ich będzie możliwe. Obiecał być tylko przyjacielem i nie rościć sobie praw do pozycji kochanka, a przecież nie mógł zaprzeczyć, że faworyzowani przez nią kochankowie, na których się wszędzie natykał, byli mu w najwyższym stopniu niemili, ba, nawet wręcz nie do zniesienia. Odczuwał szczególny ból, gdy przyjaciółka opowiadała z humorem o zaletach i wadach tego czy innego zalotnika, widać dokładnie obeznana z wszystkimi mankamentami faworyta, co jej wcale nie przeszkadzało, być może jeszcze tego samego wieczoru – jakby na urągowisko wielce szacownego przyjaciela – spoczywać w ramionach jednego z tych nicponi.

Na szczęście albo na nieszczęście przyjaciela serce ślicznotki stało się pewnego dnia wolne. Młodzieniec spostrzegł to z radością i starał się przekonać ją, że opróżnione miejsce należy się przede wszystkim jemu. Opornie i niechętnie wysłuchała jego próśb.

– Obawiam się – powiedziała – że z powodu ustępstw stracę to, co mam najcenniejszego na świecie – przyjaciela.

Prawdziwie sobie to wywróżyła; niewiele bowiem minęło czasu od chwili, kiedy pozostawał przy niej w podwójnej roli, a już kaprysy jego stawały się coraz bardziej uciążliwe; jako przyjaciel domagał się wyłącznego szacunku, jako kochanek wyłącznej miłości, a jako inteligentny i pełen uroku mężczyzna ciągłych rozrywek. Nie odpowiadało to jednak pełnej temperamentu dziewczynie; nie mogła zmusić się do żadnej ofiary i nie miała ochoty komukolwiek przyznawać wyłącznych praw. Starała się więc w delikatny sposób ograniczać jego odwiedziny, rzadziej go widywać i dać mu do zrozumienia, że swej wolności nie odda nikomu, i to za żadne skarby świata.

Skoro tylko to zauważył, poczuł się jakby dotknięty wielkim nieszczęściem; niestety nie był to jedyny kłopot: sprawy jego przedsiębiorstwa zaczęły przybierać jak najgorszy obrót. Musiał sobie przy tym wyrzucać, że od wczesnej młodości uważał swój majątek za niewyczerpany, że zaniedbywał interesy handlowe, by na wojażach i w wielkim świecie odgrywać rolę znaczniejszą i wytworniejszą, niż pozwalały mu na to urodzenie i dochody. Procesy sądowe, na które liczył, posuwały się naprzód powoli i były kosztowne. Z tego powodu musiał parokrotnie wyjeżdżać do Palermo, a podczas ostatniej jego podróży mądra dziewczyna poczyniła kilka zmian, by domowemu trybowi życia nadać inny charakter, a kochanka powoli oddalić od siebie. Kiedy wrócił, znalazł ją w innym, znacznie oddalonym od jego, mieszkanku i zauważył, że markiz S., wówczas bardzo wpływowy, gdy chodziło o publiczne zabawy i widowiska, jest u niej zadomowionym gościem. To go zdruzgotało; popadł w ciężką chorobę. Na wieść o tym przyjaciółka pospieszyła do niego, zatroszczyła się o chorego, wystarała się o posługę, a kiedy przekonała się, że jego kasa świeci pustkami, zostawiła pokaźną sumę, która na jakiś czas powinna była wystarczyć na zaspokajanie jego potrzeb.

Wskutek prób ograniczenia jej wolności przyjaciel wiele już stracił w jej oczach; uczucie do niego malało, natomiast wzmagała się troskliwość względem chorego; wreszcie odkrycie, że w swoich własnych interesach postępował niemądrze, nie dawało jej najlepszego wyobrażenia o jego rozumie i charakterze. On jednak nie zauważył wielkiej zmiany, jaka się w niej dokonała; troska o jego wyzdrowienie, wierność, z jaką połowę dnia spędzała u jego łoża, wydawała mu się raczej przejawem miłości i przyjaźni niż współczucia; miał więc nadzieję, że po powrocie do zdrowia odzyska znowu wszystkie swoje dawne prawa.

Jakże bardzo się mylił! W miarę powrotu do zdrowia i sił słabła jej skłonność ku niemu i życzliwość, ba, wydawał się jej tak przykry, jak niegdyś był jej miły. Również i jego usposobienie – choć tego nie dostrzegał – stało się w tym czasie przykre i zgorzkniałe; całą winę za los, jaki mu przypadł w udziale, zrzucał na innych i umiał się ze wszystkiego całkowicie rozgrzeszać. Widział w sobie jedynie człowieka niewinnego i prześladowanego, obrażanego i gnębionego i spodziewał się znaleźć pełne zadośćuczynienie za wszelkie zło i wszystkie cierpienia w całkowitej uległości swej kochanki.

Z takim życzeniem wystąpił od razu w pierwszych dniach, gdy znowu mógł wychodzić i ją odwiedzać. Domagał się ni mniej, ni więcej, tylko żeby mu się całkowicie podporządkowała, by odprawiła pozostałych przyjaciół i znajomych, rzuciła teatr i żyła w całkowitym odosobnieniu, wyłącznie z nim i dla niego. Przekonywała go, że zaspokojenie jego żądań jest niemożliwe; czyniła to najpierw w sposób żartobliwy, potem poważny, ale w końcu była zmuszona wyznać mu smutną prawdę, że między nimi wszystko się skończyło.

Opuścił ją i już nigdy jej nie odwiedził.

Żył jeszcze parę lat w bardzo wąskim kręgu ludzi, a raczej wyłącznie w towarzystwie starszej, pobożnej damy, która mieszkała z nim w jednym domu i utrzymywała się ze skromnej renty. W tym czasie wygrał jedną sprawę sądową, wkrótce potem drugą; jednak zdrowie jego było podkopane, a szczęście stracone. Z błahej przyczyny popadł znów w ciężką chorobę, lekarz oświadczył, że zbliża się śmierć. Wyrok przyjął spokojnie i życzył sobie tylko raz jeszcze zobaczyć swoją piękną przyjaciółkę. Posłał do niej służącego, który w szczęśliwszych czasach przynosił mu nieraz pomyślną odpowiedź. Prosił, by do niego przyszła, ale odmówiła. Posłał służącego po raz drugi i zaklinał ją; upierała się jednak przy swoim, wreszcie już późną nocą posłał go po raz trzeci; wzruszona, zwierzyła mi się ze swego zakłopotania, byłem bowiem z markizem i paru innymi przyjaciółmi u niej na kolacji. Radziłem jej i prosiłem ją, aby przyjacielowi wyświadczyła tę ostatnią przysługę; zdawało się, że jest niezdecydowana, ale po chwili zastanowienia opanowała się. Odesłała służącego z odmowną odpowiedzią i ten nie pokazał się już więcej.

Po kolacji prowadziliśmy swobodną pogawędkę, wszyscy byliśmy w wesołym i dobrym nastroju. Zbliżała się północ, gdy nagle rozległ się żałosny, przenikliwy, zalękniony i długo pobrzmiewający głos. Zdrętwieliśmy, spojrzeliśmy po sobie i rozglądaliśmy się wkoło, zastanawiając się, co z tej przygody wyniknie. Głos, dochodzący ze środka pokoju, zdawał się cichnąć przy ścianach. Markiz wstał i podbiegł do okna, reszta gości zajęła się tymczasem piękną śpiewaczką, która leżała zemdlona. Powoli odzyskiwała przytomność. Gdy tylko zazdrosny i porywczy Włoch zobaczył, że znów otwiera oczy, zaczął jej robić gwałtowne wymówki. „Jeśli już madame ustala ze swoimi przyjaciółmi znaki – powiedział – to niechże one będą mniej ostentacyjne i mniej energiczne”. Odpowiedziała mu ze zwykłą u niej przytomnością umysłu, że – skoro ma prawo przyjmować u siebie każdego i o każdej porze – zapewne nie wybrałaby tak smutnych i przerażających dźwięków, aby swoim gościom umilić czas.

I rzeczywiście, w tym tonie było coś nieprawdopodobnie przerażającego. Jego długo rozbrzmiewające echa wibrowały nam wszystkim w uszach, a nawet w kończynach. Śpiewaczka była blada, zmieniona i ciągle bliska omdlenia; musieliśmy pół nocy czuwać przy niej. Ale nic już nie było słychać. Następnej nocy zebrało się to samo towarzystwo, nie tak wesołe jak poprzednio, lecz dostatecznie opanowane – i znów o tej samej porze rozległ się ten sam gwałtowny, straszliwy dźwięk.

Snuliśmy nieskończoną ilość domysłów na temat rodzaju tego krzyku i miejsca, skąd mógł pochodzić, i wyczerpaliśmy wszystkie przypuszczenia. Ale po cóż się nad tym jeszcze głowić? Ilekroć jadała w domu, dawał się słyszeć o tej samej porze ów krzyk, i to – jak twierdzono – czasem głośniejszy, czasem słabszy. Cały Neapol mówił o tych zdarzeniach.

Wszyscy mieszkańcy domu, wszyscy przyjaciele i znajomi brali w tym jak najżywszy udział, ba, powiadomiono nawet policję. Rozstawiono szpiegów i obserwatorów. Tym, którzy stali na ulicy, zdawało się, że dźwięk wypływał wprost z powietrza, w pokoju słychać go było również z bezpośredniej bliskości. Ile razy jadała poza domem, nie słyszano niczego; jeśli jednak pozostawała w domu, ów dźwięk rozlegał się zawsze.

Ale i poza domem niepożądany towarzysz zwykle jej nie oszczędzał. Wdzięk śpiewaczki otworzył jej drzwi do najlepszych domów. Jako osoba dowcipna była wszędzie mile widziana, a chcąc ustrzec się od niesamowitego gościa, przyzwyczaiła się spędzać wieczory poza domem.

Pewnego wieczoru jeden ze znajomych, który dzięki wiekowi i pozycji cieszył się ogólnym szacunkiem, odwoził ją swoim powozem do domu. Gdy żegnała się z nim przed bramą, dobył się ów przerażający dźwięk, jakby z przestrzeni między nimi; towarzysza śpiewaczki, znającego – jak tysiące innych – historię zjawiska, wniesiono do powozu bardziej martwego niż żywego.